Dodaj do ulubionych

Co sądzicie? - o powrotach...

13.08.12, 21:56
Spalam się w pędzie niszczenia, autoniszczenia, palę każdy element w swoim życiu, do którego warto byłoby wrócić, psuję wszystko, co winno pozostać nietykalne, tylko do patrzenia, tylko do przyglądania się...

Ostatnio euforycznie postanowiłam wrócić, wrócić do Kogoś, do kogo nie powinno się.
W głowie powinna tkwić przynajmniej jedna idealna, nietykalna osoba. Idealna, bo nietykalna. Nietykalna, bo idealna.
Odeszłam ja bojąc się odejścia Jego.

Pozwalałam sobie kluczyć myślami w rewirze Jego, w rewirze wspomnień, ale bez wyciągania łapsk, ideałów nie wolno skalać bezmyślnymi odkształceniami.

Zastanawiam się, czy nie wrócić.
Wrócić, by przeprosić. I sprawdzić, czy w Jego oczach znajdę dla siebie nienawiść, radość, czy obojętność.
Obojętność, chłodna, miła i wyważona zabije mnie.
Ala, ja muszę wiedzieć....
Wiedzieć, co dalej...
Grunt pali mi się pod stopami.
Chcę rozliczenia...
Niechęci wobec siebie. Czegokolwiek. Byle nie uprzejmej ignorancji...
Muszę powiedzieć "żegnam", by pójść dalej i dalej szukać kolejnego obiektu idealnego.

Boję się.
Boję się tego, co mogłabym zobaczyć i znadinterpretować w Jego oczach...

Powinno się tykać ideały?
Powinno się bezczelnie wrócić?
Czy mogę...?
Czy mam prawo...?


--
Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

desaparecido.blog.onet.pl
Edytor zaawansowany
  • czita88 13.08.12, 23:19
    Heh, widzę, ze jesteśmy na podobnym "etapie", w podobnym momencie.

    Myślę, że warto. PRzekonać się. Raz na zawsze. Pozbyć się niepotrzebnych złudzeń, nadziei, domysłów, dylematów, sentymentów, bólu, urazów, błędów w postrzeganiu danej osoby i jej stosunku do Ciebie. Po prostu lepiej wiedzieć niż zastanawiać się do końca życia. I tyle.

    > W głowie powinna tkwić przynajmniej jedna idealna, nietykalna osoba. Idealna, b
    > o nietykalna. Nietykalna, bo idealna.

    Hmmm. Ja jestem na takim etapie, że jeśli ta idealna osoba okaże nawet tę cholernie wkurwiającą ;) miłą, chłodną obojętność (taaa, to naprawdę potrafi doprowadzić do szału ;)) to i tak niczego nie zmieni w moim jej obrazie, bo ja wiem, że sobie zasłużylam i że powinnam być wdzięczna nawet za to (za tę wyważoną życzliwość). Już wiem. Tzn teraz tak mi się wydaje, że niczego to nie zmieni, że ideał pozostanie ideałem (doświadczenie mnie uczy, że zawsze dzieje się w mojej głowie coś zupełnie odmiennego :D, totalna rewolucja i zmiana biegunów :P).

    > Ala, ja muszę wiedzieć....
    > Wiedzieć, co dalej...
    > Grunt pali mi się pod stopami.
    > Chcę rozliczenia...
    > Niechęci wobec siebie. Czegokolwiek. Byle nie uprzejmej ignorancji...
    > Muszę powiedzieć "żegnam", by pójść dalej i dalej szukać kolejnego obiektu idea
    > lnego.

    No chyba Cię rozumiem... Takie ostateczne rozliczenie się z przeszłością, by wreszcie nie musieć od niej uciekać, by móc iść na przód. Z "czystym" sumieniem? I już nie chcę żadnych kolejnych ideałów, to zgubne.

    Nie wiem co się powinno. Wydaje mi się, że wiem co warto. Zwłaszcza przeprosić. A my wiemy jakie to trudne. I nie wiem, czy "masz prawo", ale chyba możesz :). Tak naprawdę, to co Ci szkodzi? Ja doszłam do takiego momentu, że stwierdziłam, że już nie mam nic do stracenia, że już gorzej być nie może, że mogę tylko zyskać, zaspokoić ciekawość i ukończyć udrękę. Ale też się boję, i hmmm głupio mi, wstyd (jak to mi). Staram się zdrowo o tym wszystkim myśleć, nie uzależniać od tego jak to się potoczy swojej przyszłości czy szczęścia, itd., nie nakręcać się i nie wybiegać naprzód, nie mieć oczekiwań ani obaw, ale łatwo k..... powiedzieć... Aha, ja nie chcę "wrócić", chciałabym tylko porozmawiać, przeprosić i sprawdzić, czy wciąż jest tak jak kiedyś (te cholerne emocje nie do opanowania). Chcę skonfrontować swoje wyobrażenia, wspomnienia i to do czego doszłam dopiero teraz, po paru latach, z rzeczywistością. Nigdy naprawdę nie byliśmy razem, choć tak wiele nas łączyło..
    Powodzenia :) !

    > Boję się tego, co mogłabym zobaczyć i znadinterpretować w Jego oczach...
    >

    I nadinterpretacja bywa zgubna, w obie strony (na plus i na minus) :(... Naprawdę do niedawna byłam pewna, że robię to wciąż na plus (że wciąż doszukiwałam się uczuć u osób, które miały mnie w dupie), teraz jednak widzę, że było wręcz odwrotnie :o !!! (oceniałam zbyt surowo, tylko przez pryzmat swoich wygórowanych oczekiwań, zero prób zrozumienia, skreślałam od razu, itd.). To ja zniechęcałam do starań, ukrywałam swoje uczucia i prowokowałam, pozornie lekceważąc, itd. Gówniane gierki + impulsywność + zero wiary w drugą osobę

    --
    "To, że wiesz, czego nie chcesz, nie oznacza, że wiesz, czego chcesz"
  • non-grata 28.08.12, 08:22
    Czita88,

    pisałaś:

    "Heh, widzę, ze jesteśmy na podobnym "etapie", w podobnym momencie."

    - jak u Ciebie?


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • brz_a_sk 14.08.12, 09:03
    o wyrzucaniu
    o spalaniu
    o ideale

    o pędzeniu do i przed

    i po co i po co i po co aż tak

    bo nie da się usiąść

    bo nie można sobie odpocząć

    idziemy na łąkę?
  • czita88 14.08.12, 09:44
    Hmmm no próbuję, ale z bałaganem w duszy i wokół mnie, to jest taki pozorny odpoczynek. Nie daje odprężenia. Hmmm. W sumie to nie wiem, czy ja kiedykolwiek tak naprawdę odpoczywałam :o.... Moje myśli prawie zawsze (pamiętam nieliczne momenty gdy liczyło sie tylko tu i teraz, gdy było mi DOBRZE i bezpiecznie, ech...) były gdzieś za mną lub wybiegały na przód, lub też były gdzieś daleko stąd. Pracowały pełną parą, tęskniły, produkowały smutki i lęki, przypominały, że jestem zerem, oceniały, itd. Przypominały przede wszystkim, że nawet jesli jest zajebiście, to ta bańka i tak lada moment pryśnie. Czychały na zagrożenie. No oczywiście NIE ZAWSZE, ale przeważnie tak właśnie było. Teraz staram się cieszyć tym co mam, ale to nie blokuje mi marzeń i wspomnień. Przynajmniej nie uciekam przed tym co jest i nie wypełniam pustki (w sumie dawno jej nie odczuwałam, gdy czuję, że się zbliża, to staram się na czymś skupić, czymś cieszyć) głupimi znajomościami, spotkaniami, piciem i megadołami. W porównaniu z tym co było wcześniej, to naprawdę zeszłam na boczny tor i wygląda jakbym wegetowała :P, ale mi się wydaje, że jeszcze nigdy nie zrobiłam tak wiele. Robienie głupot wymaga chyba mniej wysiłku niż powstrzymywanie się od nich.

    --
    "To, że wiesz, czego nie chcesz, nie oznacza, że wiesz, czego chcesz"
  • non-grata 14.08.12, 10:25
    Dla mnie nie ma niczego gorszego, poza tę "życzliwą obojętność", coś w stylu: "taak, taak, wypluj, co masz do wyplucia, jeszcze 10 minut, 7, 3, skończyłaś? - no to zjeżdżaj, spieszy mi się na obiad".

    Ostatnie widzenie przebiegło trochę w stylu: "ciekawe, które z was wzięło wówczas więcej uspokajających i, jak minęła mu reszta dnia"...

    Chyba nigdy nie przeżyłam tak silnego wstrząsu rozstaniem, jak w związku z Nim. To był kosmos jakiś...

    Masz rację, ja też, w zasadzie, nie mam nic do stracenia.
    Nic, poza wszystkim, chyba.
    Całym obecnym porządkiem.
    Tak, On autentycznie sądził, iż jest w stanie mnie zbawić.
    A ja zaczęłam w Niego kopać, z całej siły.
    Kopałam, znikałam, wracałam.

    Nie wiem już sama, na co obecnie liczę.
    Tak, myślę, że na powrót.
    Nie - rekonesans i "żegnam", nie, ja naprawdę chyba łudzę się, że jeszcze mogę wrócić (ooch, jest przecież już tak dobrze, zdrowo i stabilnie!), i wiem, że nie mam na to szans najmniejszych.
    Zna mnie na wylot :)

    Naturalnie, i między nami nigdy nic...

    W nadinterpretacji przeważnie zawsze doszukuję się deprecjacji mnie, rzadziej: "odpisałeś/aś mi na maila? - wiedziałam, że mnie kochasz!" :>

    Ja też nie potrafię odpoczywać. Nie umiem przystanąć i odetchnąć.
    To męczy zupełnie jak bieg długodystansowy.
    Wszystko wykańcza....


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • non-grata 14.08.12, 10:27
    "idziemy na łąkę?"

    Chłodno dziś, ale ja lubię marznąć.
    Podłączę się więc, pod eskapadę...


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • cierpieniamlodegobordera 15.08.12, 16:36
    30 czerwca:

    Tamtego wieczoru nalałam mu wody do wanny, szorowałam mu włosy. Uklęknęłam przy wannie i zapytałam czy ma kogoś. Stanowczo zaprzeczył. Zapytałam czy mogę w tym momencie wziąć jego telefon i sprawdzić z kim rozmawia przez ostatnich kilka tygodni nocami (wychodził po 23 i wracał nad ranem, bez słowa albo mówiąc, ze idzie na papierosa). Nic nie powiedział, więc sięgnęłam po telefon i przeczytałam na głos jego ostatnie 3 esemesy, w których wyznawał miłość i nie tylko. Poleciały mi łzy, a on nawet się nie przyznał do zdrady tylko powiedział: Poznałem kogoś. Rzuciłam jego telefonem o ścianę, jego laptop wrzuciłam do wanny. Zadzwoniłam do rodziców, którzy mieszkają 300 kilometrów dalej, żeby po mnie przyjechali - przez te kilka godzin udało mi się spakować i wyprowadzić.

    Zdrady:

    Po raz pierwszy zaczęłam się niepokoić, że mój partner może nie być mi wierny, kiedy przypadkowo zobaczyłam w jego skrzynce pocztowej (poprosił mnie o wydrukowanie wiadomości, kiedy nie było go w domu) wiadomości przychodzące z tak zwanych sex-portali. Zobaczyłam, że założył konta wtedy, kiedy już byliśmy w związku. Później, jak byłam w szpitalu zobaczyłam w jego komórce smsy do kobiety, z którą podczas mojego pobytu był w górach - napisał jej, że i tak ze związku ze mna nic nie będzie, bo jestem od niego młodsza i on woli starsze (ta, do której pisał była od niego starsza o 10 lat). Zdradza, po której się wyprowadziła została potwierdzona przez jego najlepszą przyjaciółkę, która powiedziała mi, że o wszystkim wiedziała, ale nie była w stanie mi tego powiedzieć. Mój były partner twierdzi, ze nie była to zdrada, ponieważ on nie czuł, że był ze mną w związku.

    Alkoholizm:

    Mój były partner jest alkoholikiem. Od 10 lat ma problemy finansowe (przez picie), otaczają go ludzie, którym zależy tylko na tym, żeby ktoś im postawił, albo wysłuchał jacy to oni nie są wspaniali - z boku widziałam, jak lubili się z niego śmiać jak leżał pijany. On teraz twierdzi, że zawsze mu to przeszkadzało, ale nie miał dla kogo przestać pić. Obecnie twierdzi, ze zrozumiał, że jestem dla niego wszystkim i chce radykalnie zmienić swoje życie. Nie pije ponoć od 4 tygodni, ale nie udał się jeszcze na terapie AA.

    Wyjazdy:

    W związku ze swoim alkoholizmem często uciekał z domu (wynajmowaliśmy razem mieszkanie) i wyjeżdżał do swojej rodzinnej miejscowości. We wrześniu ubiegłego roku urodziłam martwe dziecko, miałam bardzo trudne chwile - szok pourazowy (po pobyciu i traktowaniu w szpitalu) oraz poważną depresje. Potrzebowałam wsparcia, jednak nie miałam go w otoczeniu - rodzina cieszyła się, że nie mam dziecka, natomiast partner nie okazywał, że czuje ból po stracie. Mimo mojego stanu wyjeżdżał tak jak wcześniej - zostawiał mnie samą nawet na 6 tygodni w mieszkaniu, nie odpisując na smsy i nie odbierając telefonów. Teraz mówi o tych ucieczkach, że tam wpadał w ciągli alkoholowe, których nie chciał przerywać.

    Moja choroba:

    Zanim go spotkałam korzystałam z pomocy terapeutów, ponieważ ze względu na to, że pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, cierpiałam na depresje. Kiedy zaczęłam z nim być moje stany się pogarszały: bałam się, że znowu przyjdzie pijany, bałam się, że znowu powie, że to przede mnie. Stosunki z rodziną były coraz gorsze, bo cały czas przeczyłam ich wypowiedziom na temat jego alkoholizmu. Mój były partner zmuszał mnie do przebywania z osobami, z którymi pił - mówił zawsze: "Tobie nikt nie pasuje!". Ja nie mogłam patrzeć, jak z niego kpią. Kiedy wychodziliśmy razem upijał się, a ja czekałam pod hotelem kilka godzin zanim przypomniał sobie o mnie. Olewał mnie, potrafił zostawić samą w knajpie i pójść z kumpami, a nawet mówił: Spierdalaj, psujesz mi zabawę. Zostawiał mnie nawet w obcym mieście. To wszystko sprawiło, że tym bardziej walczyłam o jego zdrowie, próbowałam mu pomóc, tłumaczyłam - poświęciłam 100% siebie na to, żeby nasze życie wyglądało jako - tako. W marcu dostałam ataku płaczu, wykrzyczałam mu, że to przez to jak mnie traktował nasze dziecko przedwcześnie umarło. Zaczęłam bić go pięściami po klatce, zabrało mnie pogotowie. W szpitalu nie stwierdzono depresji, ale po rozmowie z moim byłym partnerem wypisano mnie z borderline. Od marca jetsem poddawana leczeniu i terapii, jednak żaden z lekarzy i psychoterapeutów nie potwierdził borderline.

    Borderline:

    Przywyczaiłam się do tego określenia, bo mój były partner wciąż twierdzi, ze wszystko co się działo to wina tego typu zaburzeń. Szkoda, że nie zwraca uwagi na to, że pił zanim mnie poznał, a to, że mówi: "Czuję napięcie"? - każdy alkoholik mówi o tym, że musi się napić bo czuł napięcie.

    Powrót:

    W poniedziałek mamy wyjechać na wspólne wakacje. Rodzicom prawy nie powiem, bo jak? Znajomi twierdzą, że po tym jak mnie traktował nie ma prawa mnie teraz pouczać jak powinnam się zachowywać, że zasługuję na kogoś lepszego. Z każdym dniem jest mi coraz ciężej, czuje, że przygniata mnie ogromny kamień obojętności. Zdążyłam się pogodzić, ze moja miłość jest nieszczęśliwa.
  • non-grata 15.08.12, 19:04
    Straszna historia...

    Czy naprawdę tego chcesz? Wrócić?
    - Nie, to złe pytanie, nie powinno go być, bo odpowiedź zapewne kursuje ku "tak".
    Co sprawia, że chcesz wrócić? Dlaczego? Dlaczego on?

    Nie jest Ciebie wart.
    Nie ma w tej chwili znaczenia kim jesteś i jaka jesteś (choć nie myśl, że umniejszam Cię w tym momencie - tak nie jest), ktoś taki jak on - niee...!
    Wycofaj się...

    Nie jestem autorytetem moralnym.
    Przerobiłam ćpuna i alkoholika, sama nie byłam przenajświętsza, ale relacja oparta na tym, że on przykrywał mnie kocem gdy trzęsłam się, jak ze mnie schodziło, a ja zamykałam za nim drzwi, bo nachlany nie był w stanie niczemu nie wróży. To niczemu nie wróży...

    Zasługujesz na traktowanie z szacunkiem.
    On nie potrafi Ci tego zapewnić.

    Dlaczego chcesz wrócić...?


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • cierpieniamlodegobordera 16.08.12, 09:31
    Nie wiem, naprawdę nie wiem.
  • cierpieniamlodegobordera 16.08.12, 09:33
    Nie żywię do niego żadnych złych uczuć. Nie wiem jak to nazwać... Mimo że zdaję sobie sprawę z tego kim on jest i co potrafi zrobić to nie umiem być na niego zła, wściekła, nienawidzić go.
  • non-grata 21.08.12, 23:33
    cierpieniamlodegobordera,

    wypadłam nieco z obiegu - pojechałaś? Wróciliście ku sobie?


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • cierpieniamlodegobordera 23.08.12, 22:28
    Jesteśmy. On - jak gdyby nic się nie stało, ja... nie wiem.
  • 3bsp 22.08.12, 15:31
    Bez zbędnej kurtuazji.

    Wiesz dlaczego morderca wraca na miejsce zbrodni.
    Jesteś inteligentna to sobie odpowiedz.
    Twój były partner jeszcze żyje.
    Z szacunku - daj mu żyć a swoje problemy rozwiązuj sama nie wysługując się człowiekiem.
    > Powinno się tykać ideały?
    > Powinno się bezczelnie wrócić?
    > Czy mogę...?
    > Czy mam prawo...?
    Jest granica i pieprzę twoje uniesienia i niepewności i nie uciekaj przed świadomością że po drugiej stronie jest czujący, żywy człowiek.
    Nie jestem Twoim wrogiem, ale zawsze marszczy mi się pewna część ciała, gdy ktoś chce skrzywdzić drugiego człowieka, dlatego czasem staje w waszej obronie.
  • non-grata 22.08.12, 17:40
    Owszem.
    Nie wrócę.
    Nie dam rady, oportunistycznie - ze względu na siebie, choć, z rezultatem - dla Niego.

    Nie dam sobie prawa.
    To ja, subiektywnie, męczę się od czasu od czasu bez, nie - On.
    I nie wolno mi tego burzyć. Naruszyć.

    Znam siebie, nie Jego.
    Siebie na tyle, by wiedzieć, iż kiedyś mi przejdzie, kiedyś się ogarnę, ale nie wiem, jak ja mogłabym podziałać.

    Tak się nie robi.
    Nie zamierzam.
    Skończyłam rozważać.


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • 3bsp 22.08.12, 19:36
    non-grata napisała:

    > Owszem.
    > Nie wrócę.
    > Nie dam rady, oportunistycznie - ze względu na siebie, choć, z rezultatem - dla
    > Niego.
    >
    > Nie dam sobie prawa.
    > To ja, subiektywnie, męczę się od czasu od czasu bez, nie - On.
    > I nie wolno mi tego burzyć. Naruszyć.
    >
    > Znam siebie, nie Jego.
    > Siebie na tyle, by wiedzieć, iż kiedyś mi przejdzie, kiedyś się ogarnę, ale nie
    > wiem, jak ja mogłabym podziałać.
    >
    > Tak się nie robi.
    > Nie zamierzam.
    > Skończyłam rozważać.
    >
    >
    Szacunek.
    Jakże piękne słowo wraz ze swym znaczeniem.
    Zrozumieniem
    Poszanowaniem.

    To wszystko oddaję Tobie non-grata.
    Ja - drugi biegun
    z pozytywnym przyciąganiem.

    Człowiek...
    choć pod wiatr, pod górę, pod prąd
    choć tak trudno - wiem

    a mimo wszystko.




  • non-grata 22.08.12, 23:45
    To zbyt ciężkie..
    Toteż nie uśmiechnę się na "szacunek", "wow", "prawidłowo", jeszcze nie teraz, w każdym bądź razie...

    Póki co - zbyt przybita, ale zdecydowana.

    Postanowiłam kiedyś nie naruszyć już nikogo, nigdy więcej.
    Czasami trzeba mi to jednak przypominać,
    choć nie działam wyrachowanie, z premedytacją.

    I Twój wpis toże istotny, przypominasz, iż nie jestem J A.


    Co Ciebie przy swoim biegunie trzyma?

    Jestem ciekawa każdego subiektywnego odczucia, choć w gruncie rzeczy wiem...

    Usłyszałam kiedyś od byłej: "jesteś moim najpiękniejszym, najmądrzejszym i najważniejszym człowiekiem, ale nienawidzę cię". Męczyła się, ale wracała, bo każdy cudowny moment ze zgrzebnym choćby tłumaczeniem unieważnia całą czerń i wszelkie minusy, prawda?
    Smutne to...

    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • 3bsp 23.08.12, 15:38
    non-grata napisała:

    >To zbyt ciężkie..
    >Toteż nie uśmiechnę się na "szacunek", "wow", "prawidłowo",
    >jeszcze nie teraz, w każdym bądź razie...

    Wiesz a ja ma gdzieś, jak odbierasz mój szacunek.
    Gdy Ci go daję - jest Twój.
    To Twoja sprawa co z nim zrobisz.
    Bo twój odbiór jest już poza sfera mojego szacunku do Ciebie.
    I mego szacunku do Ciebie nie zmienia.
    Możesz ze mnie zadrwić, ale mnie to nie ruszy.
    To Twój świat nie mój.
    Nie pytam, czy to rozumiesz, bo wiem.
    Ja jestem mężczyzną i za swoje słowa i czyny biorę odpowiedzialność.
    Nie jestem z papieru, choć łatwopalny.


    >Postanowiłam kiedyś nie naruszyć już nikogo, nigdy więcej.
    >Czasami trzeba mi to jednak przypominać,
    >choć nie działam wyrachowanie, z premedytacją.

    Ja to wiem.
    Mój szacunek to nie obietnica wyborcza.
    To również szacunek do siebie.

    >I Twój wpis toże istotny, przypominasz, iż nie jestem J A.

    Tak wiem, ze bywasz nie sobą, gdy w pogoni za ideałem potępiasz siebie.
    Ja chadzając ścieżkami ideałów, nigdy nie mogłem trafić do SIEBIE.
    Zawsze było obco, zimno i nie tak.
    ”Skazany na wolność”, miotałem się jak statek, dla którego każdy wiatr był zły, bo nie znał portu przeznaczenia.
    Dziś ten wyrok z radością „odbywam” każdego dnia.
    Nie sztuka jest być wolnym, lecz sztuką jest czuć i wiedzieć, co z tą wolnością zrobić.

    >Co Ciebie przy swoim biegunie trzyma?

    JA - do którego wciąż pielgrzymuję i moja wolność, jeszcze na chybotliwych nogach, jak wojownik powalony ciosem.
    Jeszcze się chwieje, lecz z szacunkiem patrzy na wroga wiedząc, ze swój los ma w swoich rękach,
    nie prosząc o litość.

    Wolność to najpiękniejsza przygoda, która może przytrafić się człowiekowi.
    To zaczyn alchemicznej przemiany.
    Bez niej, jesteśmy jak bez duszy – zombie.

    >Jestem ciekawa każdego subiektywnego odczucia, choć w gruncie rzeczy wiem...

    Tak, oczywiście, że znasz drogę do kwiatu paproci.
    Patrzysz na mnie jak hurtownik a ja jestem rękodzieło®,
    Ze swoja legenda, którą staram się z godnością nieść.

  • spaprany 23.08.12, 19:48
    "Nie sztuka jest być wolnym, lecz sztuką jest czuć i wiedzieć, co z tą wolnością zrobić."

    Oooo... na ten temat to mam zupełnie inne zdanie.

    Być wolnym - dla tych, którzy nie wyssali wolności z mlekiem matki - to największa sztuka. Nawet jestem skłonny zaryzykować stwierdznie, że właśnie nieumiejętność bycia wolnym to pierwszy i naczelny problem zaburzonych. Zwłaszcza borderów. Nie znają wolności, są niewolnikami własnego ego. Nie umieją postrzegać siebie jako wolne istoty, bo mają cholernie ograniczony wpływ na siebie i swoje wybory. Nie wierzą w sens i siłę wpływu człowieka na siebie samego i swój los, a ten wpływ to właśnie nic innego, jak wolność.

    Chociaż przecież właśnie po to te wszystkie intrygi, kłótnie, zaczepki, fochy, ucieczki, kłamstwa, przykrości, odepchnięcia, prowokacje i trucizny - żeby uniknąć ubezwłasnowolnienia przez DRUGIEGO CZŁOWIEKA, zachować za wszelką cenę tę mityczną wolność. A potem ból, bo ktoś najbliższy daje za wygraną i odchodzi - a ta kurewsko wymarzona wolność się wcale nie pojawia. Dlatego, że wolność jest w środku, dokładnie tam, gdzie niewola. I to upierdliwe, przewracające życie w piekło zagrożenie utraty tej wolności też. Tylko i wyłącznie w środku.

    To jest właśnie cholernie przykre, że zaburzeni gonią za wyimaginowaną wolnością zupełnie nie rozumiejąc, jak ta wolność niby ma wyglądać. I mylą ją ze wszystkim dookoła, dlatego w żadnym ze stanów nie mają komfortu i nie czują się dobrze. Bo są wiecznie w niewoli samych siebie często przez całe życie walcząc zacięcie o to, żeby czasami nie zniewolił ich najbliższy człowiek.

    Wydaje mi się, że tylko człowiek, który uczy się swojej wolności za dorosłego musi "czuć i wiedzieć, co zrobić" z tą wolnością, jak z niej korzystać. Musi się uczyć instrukcji obsługi wolności, bo wolność go ssie i piłuje jak niewygodne buty.

    Przecież dlaczego zaburzeni nie mogą wytrzymać samotności? Bo samotność obliguje do obsługi samego siebie, do odpowiedzialności za siebie i swoje potrzeby, do samostanowienia. To jest właśnie wolność - nie potrzebować do osiągnięcia spokoju, komfortu i poczucia bezpieczeństwa drugiej osoby. No i dopiero wtedy, kiedy jest się TUTAJ - można rozmawiać o zdrowej miłości, zdrowym związku i zdrowych oczekiwaniach. Takie jest moje zdanie.

    Ci, którzy dostali poczucie własnej wolności w najpiękniejszym prezencie od rodziców nawet nie wiedzą, jaki mają skarb - bo to jest dla nich naturalne :) Mają siurka, cycek, ucho i wolność :)
  • 3bsp 23.08.12, 22:38
    spaprany napisał:

    "Nie sztuka jest być wolnym, lecz sztuką jest czuć i wiedzieć, co z tą wolnością zrobić."

    >Oooo... na ten temat to mam zupełnie inne zdanie.

    Nie podejmuję polemiki, bo to zbyt rozległy i grząski teren.
    Dla mnie wolność i odpowiedzialność to awers i rewers tej samej monety.
    Tak plecy o plecy, nieodmiennie jak światem świat i nie rozdzielisz ich no bo jak.
    Gdy rozdzielisz, wszystko straci sens.
    Odwrotnie też działa.
    Nie ma odpowiedzialności bez wolności.
    Dla mnie to drogowskaz i na moim poziomie intelektualnym wole przy tym nie majstrować.
    A wolność bez odpowiedzialności jest swawolą, chorobą niedojrzałości.

    >Być wolnym - dla tych, którzy nie wyssali wolności z mlekiem matki - to największa sztuka.

    Sztuką jest wyssać to z mlekiem matki.
    Mnie się nie udało a przynajmniej nie pamiętam.
    Bobas byłem
    Może nieśmiertelne BEBIKO uczyniło nas niewolnikami systemów?.
    Wystarczy sobie wytłumaczyć i nie zaprzątać sobie tym głowy.
    W mediach wytłumaczą ci co to jest wolność i dadzą instrukcję jak z niej korzystać.
    Poczujesz się uwolniony.

    Ja sądzę, że wolność budzi się w nas wraz ze świadomością siebie.
    Z powrotem do siebie, nie tego, którego wykreowano w procesie wychowawczym,
    nie tego goniącego fantasmagorie młodzieńczych ideałów, która czasem trwa do późnej starości, nie tego zniewolonego akceptacją otoczenia, ale tego, który ŚWIADOM SIEBIE uświadamia sobie swoją wolność, stając się PODMIOTEM we WRZECHŚWIECIE, tak jak został stworzony w swej doskonałości.
    To jakby zaprzeczenie tezy Maxa Schellera, że „człowiek jest istotą, której sam sposób istnienia jest kwestia otwartej wciąż decyzji; kim chce być i kim chce się stać”, czyli, ja szaraczek rozumiem, jak stworzyć sztuczny twór na miarę swego intelektu, by skutecznie móc cierpieć.
    To ja podziękuję, wolę Jaspera i jego kolegów.

    > Nawet jestem skłonny zaryzykować stwierdznie, że właśnie nieumiejętność bycia wolnym to >pierwszy i naczelny problem zaburzonych.

    Pac i zabiłeś mnie jak zaburzoną muchę, tylko dlaczego tak niekulturalnie.

    Rozejrzyj się dookoła
    Zaburzeni są przynajmniej uczciwi.
    A nie zaburzeni, wyrafinowani w zniewoleniu samego siebie, nędzni hipokryci i obłudnicy.
    Maski, cokoły, pierdoły by dostać ochłap akceptacji, przez chwilę poczuć się wyjątkowym?
    Przestań deptać mnie po intelektualnym odcisku.

    Wolę zdecydowanie tak:

    >Wydaje mi się, że tylko człowiek, który uczy się swojej wolności za dorosłego musi "czuć i >wiedzieć,
    >co zrobić" z tą wolnością, jak z niej korzystać. Musi się uczyć instrukcji obsługi wolności, bo >wolność
    >go ssie i piłuje jak niewygodne buty.

    bo odcisk mi mniej dokucza.

    Pozdrawiam
  • babalaba 24.08.12, 16:35
    Skasowało mi wpis, więc skrobnę w skrócie: dla mnie wolność to stan ducha.
    Samoświadomość, świadomy wybór, ze zgodą na to co los przyniesie a nie kompensacja deficytów. I na innym poziomie niż z czy bez. To w niczym nie przeszkadza.
    Zaczynam czuć siebie, to wiele lat pracy. Jeszcze każda emocja boli ale przerobiona przechodzi już w spokój - nie w smutek, w życie - nie pustkę.
  • brz_a_sk 24.08.12, 17:08
    tech.
    zawsze "cofnij" kiedy coś znika przed wysaniem
    można się ponownie zalogować i "cofnij" aż pojawi się tekst

    oczywiście bywa i inaczej ;-(
  • non-grata 23.08.12, 22:59
    "To zbyt ciężkie..
    Toteż nie uśmiechnę się na "szacunek", "wow", "prawidłowo",
    jeszcze nie teraz, w każdym bądź razie..."

    "Wiesz a ja ma gdzieś, jak odbierasz mój szacunek."

    Nie akt drwiny.
    Ani uniesienia.
    Powiedziałabym, jakieś apologiczne wzdrygnięcie wobec hohydnego mojego smutku, bo godzę się bardzo powoli z ponownym swoim 'w tył zwrot'; opadam.
    Nie akt drwiny,
    ani uniesienia.

    "Nie sztuka jest być wolnym, lecz sztuką jest czuć i wiedzieć, co z tą wolnością zrobić."

    Jeżeli wolność się pojmuje i jest czymś w deseń świeżego powietrza.
    Zgrozo!, swoją wolność buduję tam, gdzie nie ma innych; w zaprzeczeniach, podważaniach, negacji - po prostu.
    By udając osobę wolną, nietykalną, nie-so-za-szuf-lad-ko-wa-nia powtarzać sobie: "do nikogo nie należysz, jesteś więc wolna".
    Nie dodaję: "nie należysz nawet do siebie, dziewczynko".

    "Patrzysz na mnie jak hurtownik a ja jestem rękodzieło?"

    Bzdura.
    Patrzę z zachwytem.
    Zawsze z zachwytem, bo nie widzę ludzi, a ciągle pojedyncze osoby. Nie ma mas, nie ma bezprzedmiotowości.
    Są podmioty i ja ich nie unieważniam.



    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • 3bsp 24.08.12, 09:26
    non-grata napisała:

    >.............................................

    Dziękuje za post

    Rozważam.

    Na jednej szalce moja wdzięczność:
    za przyjęcie przez Ciebie daru
    danego z moich czystych myśli i intencji
    - tak wiesz, normalnie bez napinki.

    Na drugiej zaś wdzięczność moja:
    Za Twój post i zawarty w nim klimat.

    Wskazówka na zerze – po równo
    Żeby nikt nie był pokrzywdzony

    Chyba dobry interes zrobiłem – co?

    A to, co Ci smyknąłem,
    to potraktuj jako bonus.
    Obiecałaś przymknąć oko.
  • non-grata 24.08.12, 13:41
    "Chyba dobry interes zrobiłem – co?"

    Deal przedni, powiadam!

    "A to, co Ci smyknąłem,
    to potraktuj jako bonus.
    Obiecałaś przymknąć oko."

    Przymykam, tylko nie żgaj mi łokciem po źrenicy, źrenice nie lubią dotyku, zachodzą mgłą, a jak oko przy okazji załzawi, to mi omnipotentny tusz spłynie, a tego nie lubię, za bardzo czochra rzęsy.


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • 3bsp 24.08.12, 20:28
    non-grata napisała:

    > "A to, co Ci smyknąłem,
    > to potraktuj jako bonus.
    > Obiecałaś przymknąć oko."
    >
    > Przymykam, tylko nie żgaj mi łokciem po źrenicy, źrenice nie lubią dotyku, zach
    > odzą mgłą, a jak oko przy okazji załzawi, to mi omnipotentny tusz spłynie, a te
    > go nie lubię, za bardzo czochra rzęsy.
    >
    Żaluzju ja paniał

    No co się dziwisz;
    Z bordowej wichury ja jestem
    Potargało mi skrzydła,
    I piór straciłem mnogość
    ale reszta cała.
    To chociaż łokciem się podeprę.
    Jak czasem zakuśtykam.

    Teraz spróbuję zajść od tyłu
    Taa... wiem łokcie i cała reszta przy sobie.
    Ha.......
  • non-grata 25.08.12, 10:26
    "Teraz spróbuję zajść od tyłu
    Taa... wiem łokcie i cała reszta przy sobie.
    Ha......."

    Do dzikich zwierząt ponoć najlepiej podchodzić z boku.
    Mniej się denerwują.
    Tak słyszałam, czy czytałam.
    Już nie pamiętam.
    Może nawet kłamię.
    Ale - myślę, że od boku najoptymalniej, nie wystraszę się, choć paznokcie znowu zapuszczam.


    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • brz_a_sk 25.08.12, 11:03
    błądzę?

    siadam i czekam

    zgaduję czy omijający bezmyślni czy wprost przeciwnie
  • brz_a_sk 23.08.12, 16:03
    1.! przeprasza się nie po coś
    ale za coś

    będzie łatwiej

    podążać

    nie pogrążać się

    oby
  • 3bsp 23.08.12, 17:08
    brz_a_sk napisała:

    > 1.! przeprasza się nie po coś
    > ale za coś
    >
    > będzie łatwiej
    >
    > podążać
    >
    > nie pogrążać się
    >
    Znasz mnie i mój stosunek do tematu.
    Jak kogoś lubię, to gadam twardo.
    (pociągnęłaś mnie za język,
    non- grata może nie cytata i nie zauważy,
    żem się obnażył - uczuciowo))
    a jak nie lubię, to nie gadam wcale.
    albo pie...rzę komunały.
    no chyba, ze ktoś nadepnie mi na intelektualny odcisk.
    wtedy bywam........




  • brz_a_sk 26.08.12, 12:30
    ja cytata więc nie kręć piruetów

    bo będą dwie do przeproszenia

    dobrze,że na razie nikt nie ma chęci się obrażać - co czasem nie źle kręci prowokującego :P

    pewna 'jak kogoś lubię" pozwalam sobie twardo :-)
  • theoutsider 27.08.12, 12:13
    To piszę WYŁĄCZNIE do autorki wątku i TYLKO pod warunkiem, że dobrze zrozumiałem treść postu i intencje autorki nie czytając większości odpowiedzi więc zbyt ciekawscy poczytają tylko na własną odpowiedzialność a za to co napiszę nie biorę żadnej odpowiedzialności!



    I co, wróciłaś?
    Jeśli tak to dobrze a jeśli nie to napiszę, co myślę.
    Po pierwsze trzeba spróbować ale koniecznie z głową więc ładnie się ubierz, delikatnie się uśmiechnij, spóść oczka, grzecznie przeproś (może nawet kup coś praktycznego) i nie licz, że facet od razu rzuci się na Ciebie.
    My naprawdę mamy poczucie godności i nie lubimy gdy się źle potraktuje bo to bardzo precyzyjny cios w męską dumę. Gorsza jest jeszcze sprawa zaufania, które musisz powoli odzyskać (nikt nie chce dziewczyny, która regularnie cyrki odstawia) ale z tego co rozumiem, facet jest próby warty.
    Takie udawanie obojętności to zupełnie naturalna reakcja obronna (pewnie na to trafisz). Zrobiłaś komuś naprawdę konkretne i celne ziazi więc to Ty musisz udowodnić, że warto ponownie zaufać a nie jest to takie proste i ktoś może nie mieć ochoty na ponowne głaskanie jeża. Nie licz też na sukces już za pierwszym razem i w żadnym przypadku nie bądź zbyt natrętna tylko spróbuj pogadać, odczekaj 5-10 dni, znowu spróbuj pogadać, znowu odczekaj itd.
    Na Twoje szczęście faceci nie są tacy pamiętliwi jak kobiety więc jeśli nie ma kogoś innego, jesteś wartościową dziewczyną i dobrze postarasz to masz całkiem spore szanse (nawet 3/4).
    Pozdrawiam.
  • non-grata 27.08.12, 14:34
    Się uśmiechnęłam.
    I dalej suszę zęby na powietrzu.
    Nie, nie, nie, to nie z Ciebie, to do Ciebie, bo piszesz bardzo sensownie, ale - to ja nie tak...

    Nie dookreśliłam, może nawet sugerowałam coś błędnie, mea culpa w tym wypadku, świadomie czasami nie lubię strzelać reflektorami na sedno.

    On.
    Myśmy nigdy nic...
    Nic.
    Jego winą było to, że był idealistą, chciał pomóc może za bardzo, może za bardzo wyszedł ze sztywnych ramek, może za bardzo mnie lubił.

    Traktował mnie jak człowieka, co było dla mnie totalnym: "wooow"...
    Nie postawił muru zbyt potężnego, to był raczej płotek nędzny jakiś, to przeciekałam przez szczeliny od strony "out" w "in".

    Ostatecznie podziabałam naprawdę dotkliwie...

    Nie wrócę, by efektownie odejść, wytłumaczyć się zgrzebnie spuszczając oczka i stanowczo przepraszając.
    Stałam w miejscu, gdzie ziemia paliła mi się pod stopami i uważałam, że wszelkie relikty i drobne obiekty stabilne z przeszłości należy wysadzać,
    ale - w gruncie rzeczy nie do końca tego chciałam, nie do końca chcę, jestem gotowa i mogę zjawić się, by rzucić "żegnam".
    Toż to by mi w gardle ością stanęło...
    Nie wrócę, póki tętni mi jeszcze - nawet jeśli lekko - potrzeba sprawdzenia, drobnego sprowokowania, zacieszu na myśl o reakcji i - nie rzecz tu teraz w tym, iż trzebaby mi się pochlastać ostatecznie w rozpaczy, a - nigdy więcej nie naruszyć, nie J E G O.

    Dzięki, theoutsider za zainteresowanie.



    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • theoutsider 27.08.12, 21:49
    No wiesz, po pierwsze nie mam BPD. Jak pewnie wiesz, swoje ostatnie wyczyny opisałem na stronie forum.gazeta.pl/forum/w,35861,133712632,138425844,Re_Krakow.html (choć trochę to było nie na temat). Rozpoznanie mam F33.9 "Zaburzenia depresyjne nawracające" (mniejsza o przyczyny) i nic więcej (choć czasem jakże to wiele). Zwyczajnie musiałem w końcu coś z tym zrobić a już na drugi dzień po dostaniu leków czułem się całkiem dobrze. Piszę to dlatego, że pewnych rzeczy mogę nie do końca zrozumieć (w sumie chodzę przypadkowo po tym forum) i że w tamtym wątku tematem było półroczne leczenie, które musi przynieść efekty i wiem, że są tam naprawdę dobrzy specjaliści, pełny profesjonalizm ze strony ordynatorów, lekarzy, pielęgniarek i całego personelu.
    Kobiety żyją długo a pół roku to niewiele ponad pół procenta Twojego życia, może nawet najlepszy z jego fragmentów bo może odmienić życie na lepsze. Pisałem o powrocie nie dla ćwiczenia jakiegoś czy pokuty jakiejś tylko dlatego, że tak należy zrobić, że to jest właściwe żeby się przełamać i nie odrzucić miłości, może tej jedynej. Wiesz, chyba każdy ma dni i chwile lepsze i gorsze choć większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy bo nie jest to wystarczająco widoczne. Większość dobrych małżeństw się kłóci bo to jest tak jak nie grzeszyć. Nie należy szukać w życiu rozliczeń (każdy tego typu Western kończy się strzelaniną i trupami). Sednem problemu nie jest to, żeby znaleźć winnego czy nie grzeszyć albo się nie sprzeczać lecz by umieć przestać, wrócić, przebaczyć, ZAPOMNIEĆ i pokochać od nowa. Nie raz lecz CODZIENNIE. Nie musisz spuszczać oczu ani mówić "żegnam", może wystarczyć zwykły SMS, choćby "Przepraszam Cię i kocham". Ile to kosztuje czasu i wysiłku? Może ktoś czeka...
  • non-grata 27.08.12, 22:50
    "Kobiety żyją długo a pół roku to niewiele ponad pół procenta Twojego życia, może nawet najlepszy z jego fragmentów bo może odmienić życie na lepsze."

    To nie argument,
    ja nie zachowuję ciągłości życia, świętuję swoje urodziny (bynajmniej nie metrykalne - tych nie obchodzę) kilka razy w roku.
    Długie życie kobiece wciąż do mnie nie przemawia.

    "Sednem problemu nie jest to, żeby znaleźć winnego czy nie grzeszyć albo
    się nie sprzeczać lecz by umieć przestać, wrócić, przebaczyć, ZAPOMNIEĆ i pokochać od nowa. Nie raz lecz CODZIENNIE. Nie musisz spuszczać oczu ani mówić "żegnam", może wystarczyć zwykły SMS, choćby "Przepraszam Cię i kocham". Ile to kosztuje czasu i wysiłku? Może ktoś czeka..."

    Rozumiem to,
    ale - uśmiecham się ponownie, musisz mi wierzyć na słowo, w dodatku pisane - nie czeka, nie czeka...

    Czy kocham?
    Jeśli tak, to to właśnie idealna miłość fantomowa, nic ponadto..
    Poza wpakowaniem w najdroższą gablotę wywietrzały już chyba wszelkie emocje...

    Esemesy, maile.
    Już nie wchodzą w grę.
    Tym sposobem łatwo zlekceważyć, nie mogłabym żyć w niepewności, ale i pewności, póki co, na tę chwilę - nie żądam.


    Co do Ciebie, boś stworzył tu niszę, to się podłączę - depresja sama w sobie nie jest "tylko", jest "aż zanadto".

    Nie wiem też, czy dobrze zrozumiałam - siedzisz na F Siódemce?



    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • theoutsider 27.08.12, 23:25
    Odpowiem tylko na ostatnie (co do reszty to nie wiem napisać). Byłem na oddziale męskim ogólnym przez... 12 dni.
    Z ludźmi z F7 tylko zagrałem raz z siatkówkę i sprawiali naprawdę bardzo dobre wrażenie. Pamiętam ich jedno ogólne stwierdzenie w rodzaju "my nigdy nie przegrywamy" i to, że byli bardzo otwarci (naprawdę kiepsko gram w siatkówkę). Później widziałem ze 2 razy jak grali ale bez dziewczyn więc jakoś mi nie zależało...
    Dzisiaj podobno zrobili przedstawienie dla różnych oddziałów wraz ze zrobieniem zaproszeń ale musiałem już iść do pracy.
    Jeśli chodzi o depresję to wystarczy aby zamienić słowo "potrafię" w "nie potrafię" zupełnie tak samo jak "kocham" w "nie kocham" albo np. ich połączenie "potrafię kochać" w "nie potrafię kochać".
    Kiedyś usłyszałem słuszną opinię, że gdybanie jest domeną osób młodych "co będzie jeśli to zrobię a co będzie jeśli tego nie zrobię". Ludzie po 30-ce zwyczajnie robią to, co powinni i jak powinni i okazuje się czy przyniosło to oczekiwany efekt czy nie.
  • non-grata 28.08.12, 08:27
    "Byłem na oddziale męskim ogólnym przez... 12 dni."

    Też chciałam się zdziwić, bo zrozumiałam, żeś na 7F jest, ale - niet.

    "Kiedyś usłyszałem słuszną opinię, że gdybanie jest domeną osób młodych "co będzie jeśli to zrobię a co będzie jeśli tego nie zrobię". Ludzie po 30-ce zwyczajnie robią to, co powinni i jak powinni i okazuje się czy przyniosło to oczekiwany efekt czy nie."

    -tu się nie zgodzę, bardzo nie zgodzę;
    gdybanie jest domeną ogólnoludzką, niezależną od wieku; nikt, gdy pacnie na wyświetlaczu magiczna trzydziestka nie przestawi się automatycznie na działanie, jeśli nie ma predyspozycji i samozaparcia - wiek nie gra tu roli, żaden.

    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • theoutsider 28.08.12, 09:34
    non-grata napisała:
    > "Byłem na oddziale męskim ogólnym przez... 12 dni."
    >
    > Też chciałam się zdziwić, bo zrozumiałam, żeś na 7F jest, ale - niet.
    No cóż, trudno

    > "Kiedyś usłyszałem słuszną opinię, że gdybanie jest domeną osób młodych "co będ
    > zie jeśli to zrobię a co będzie jeśli tego nie zrobię". Ludzie po 30-ce zwyczaj
    > nie robią to, co powinni i jak powinni i okazuje się czy przyniosło to oczekiwa
    > ny efekt czy nie."
    >
    > -tu się nie zgodzę, bardzo nie zgodzę;
    > gdybanie jest domeną ogólnoludzką, niezależną od wieku; nikt, gdy pacnie na wyś
    > wietlaczu magiczna trzydziestka nie przestawi się automatycznie na działanie, j
    > eśli nie ma predyspozycji i samozaparcia - wiek nie gra tu roli, żaden.

    Myślę jednak, że jest jednak trochę w tym prawdy co napisałem. Z wiekiem zamartwianie się jest coraz bardziej męczące a załatwianie spraw coraz łatwiejsze.
    Skąd wiesz, jak facet zareaguje jeśli nie spróbujesz. Faceci w pewnych sytuacjach też reagują bardzo emocjonalnie a później żałują. Wiem coś o tym, więcej niż myślisz.
  • non-grata 29.08.12, 10:30
    "Myślę jednak, że jest jednak trochę w tym prawdy co napisałem. Z wiekiem zamartwianie się jest coraz bardziej męczące a załatwianie spraw coraz łatwiejsze."

    Ja mówię: nie, nie.
    Z wiekiem po prostu łatwiej wtłaczamy się w tryby, porzucamy myślenie, po prostu działamy - tyle, że mechanicznie. Bleh...




    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • theoutsider 29.08.12, 11:22
    > Ja mówię: nie, nie.
    > Z wiekiem po prostu łatwiej wtłaczamy się w tryby, porzucamy myślenie, po prost
    > u działamy - tyle, że mechanicznie. Bleh...

    No dobra, niech będzie (z kobietami wszak zawsze się zgadzać trzeba a robić swoje).
    Napisz mi lepiej, jak poznać fajną dziewczynę bo chyba mnie trafi. Mam 2ręce, 2 nogi, dom, pracę a tu nic, kompletnie nic!
  • theoutsider 28.08.12, 13:35
    Weź się zwyczajnie w garść i spróbuj. Faceci łatwo się zakochują a pamiętliwi nie są (sam szukam tych samych kluczy po kilka razy dziennie). Wot wsio.
  • brz_a_sk 27.08.12, 22:49
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    szepczą
  • non-grata 27.08.12, 22:54
    Tak, to prawda.

    Zdarzają się Ci, którzy już nie krzyczą.
    Mamroczą pod nosem, zbyt sobą zażenowani, niepewni i złamani.

    Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
    Z czasem też przestaje się płakać.
    Zapada tylko dziwne otępienie...



    --
    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka