Dodaj do ulubionych

walka o człowieka dotkniętego BDP

07.09.12, 12:03
Witajcie,

W imieniu swoim i grona przyjaciół mam do Was pytanie.
Podejrzewamy u bliskiej nam osoby zaburzenia BDP (nawet jeśli nie BDP, to i tak jakieś zaburzenia). Czytając jednak fora i artykuły pasuje jednak bdp.

Co zrobić, by ta osoba zdała sobie sprawę i chciała pomocy? Jak się w stosunku do niej zachowywać? Co robić, a czego nie?

Z góry dziękuję za odpowiedzi, również te pilne. Sytuacja się trochę zagęszcza, nie możemy patrzyć jak ktoś bliski cierpi.

Pozdr
Miśka
Edytor zaawansowany
  • brz_a_sk 07.09.12, 13:58
    będziecie cierpieć razem
    i nie wiadomo czy mniej

    chyba, że znacie czary
  • mic80 07.09.12, 14:47
    brz_a_sk napisała:

    > będziecie cierpieć razem
    > i nie wiadomo czy mniej
    >
    > chyba, że znacie czary


    Już cierpimy, ale nie zostawimy go samego. Chyba że właśnie trzeba się odwrócić? Jak od uzależnionych?
  • mic80 07.09.12, 19:24
    PS. Od razu przepraszam, z tego wszystkiego pomyliłam kolejność liter. oczywiście BPD
  • nadziejamm19 10.10.12, 14:38
    Jestem z takim człowiekiem od 3 lat. Od kiedy urodziło sie nasze dziecko, (PLANOWANE wyczekiwane przez niego BPD) sytuacja okropnie sie pogorszyła. Ja mogę kilka rad dać które ja zauważyłam.

    Ludzie z BPD szanują ludzi którzy są silni psychicznie, potraficych bronić swojego zdania, potrafiacych się kłucić a nie głaskać. Trzeba cały czas być na dystans niestety z takim czlowiekiem i cały czas stawiać żelazne zasady, nie można za bardzo pokazywać jak mocno się kocha , chociaż ludzie z BPD będą ciagle tego wymagali i w to wątpili... Ja swojemu parterowi BPD udowadniałam swoja miłosc na każdy sposób dlatego tez zgodziłam sie na dziecko, lecz to wszytko nic nie pomogło tylko pogorszyło sytuację.

    Trwam w tym związku mamy wspaniałą córeczkę ktora jest największa nagroda za moje chyba cierpienia ale nie jest łatwe z nim współłżycie. W tym momencie on sobie już pozwala na wszytko oprócz seksu z innymi partnerkami bo wie czym to grozi, ale niestety inne rzeczy w czasie ciąży wybaczałam i teraz wchodzi mi na głowę ...

    jeśli macie jakieś sposoby zycia z partnerem BPD piszcie , każda porada mi się przyda każda, ponieważ kocham tego czlowieka i chociaż jest tragicznie walcze o niego i to co z tego związku zostaałooooooooooooooooooooo.
    Dodam iz zostało stwierdzone jego BPD przez lekarza psychiatre ale to ja chodziłam pokazywałam filmiki i opisywalam sytuacje, mój partner uważa że jest zdrowy i absolutnie nie chce nawet słyszeć o terapii . Dlatego stawiajcie zasady na początku przed przekroczeniem pewnego progu związku.


    Blagam pomóżcie jesli ktoś wie jak ja mogę dalej życ oczywiście z nim jak postępować.
  • usmiercona_dr 10.10.12, 15:03
    nadziejamm19... Strasznie czuję Twój ból ale przede wszystkim podziwiam hart ducha i wolę walki. Mój "związek" (średnio raz w tygodniu rozstania, wytyki, kłamstwa i kłótnie których istoty nie rozumiałam - to był matrix) zakończony, choć niestety widzimy się (pracujemy na tym samym wydziale). Początkowo byłam nim oczarowana, później chyba nadeszła faza ambicjonalnej pomocy drugiemu... ale on tego nie chciał... a przede wszystkim uzależnienie od emocji, chorych emocji, które powoli niszczyły moją radość życia... Niestety wciąż tęsknię ale odradzam się (kiedyś jak pisałam nawet mnie przed swoją rodziną uśmiercił, taki był wściekły na mnie). Masz rację im bardziej walczysz, pokazujesz miłość, tym gorzej. Chwile spokoju i uwielbienia były, gdy czymś go zaskoczyłam, jakiś cytat, książka, spostrzeżenie, które było zgodne z jego upatrywaniami (broń Boże inne zdanie - wówczas byłam głupią idiotką). Ale to nie jest normalne życie, w takim związku nie ma mowy o jakiejkolwiek wolności. Niestety mój BPD na koniec przyznał, że nie potrafi nigdy mnie zaakceptować i zaufać, jest to niemożliwe... Nie mogę pojąć tego mechanizmu tej strasznej choroby (zaburzenia) i jego oddziaływania na otoczenie, a w szczególności partnerów... Bo otoczenie uważa go za miłego, sympatycznego, kulturalnego inteligenta ale to aktorstwo, mnie tak boli jak go teraz w pracy widzę, wiele póz akcentuje przy mnie by mnie dobić .... Muszę się trzymać by nie wybuchnąć płaczem, gdy go słyszę, widzę jak gra, jak kłamie... Tylko, to jemu uwierzą - jest mistrzem manipulacji. Życie obok (bo nie z) takim człowiekiem to dystans, dystans, dystans i walka o swoje granice i wolność i wartość. Ostatnio zaczął nawiązywać ze mną kontakt mailowy... i jego gra: chce dziecka ze mną - jestem trochę po 30-tce, nie mam dzieci i on wie jak bardzo cierpię z tego powodu, jak pragnę... Wiem, że nie złamię się, choć by trzymać się wracam na to forum, czytam i przypominam sobie moje cierpienie...
  • szalona123456 10.10.12, 18:10
    Dziewczyny, doskonale rozumiem co czujecie. Byłam w takiej samej sytuacji jak Wy. Moje spostrzeżenia i wnioski - dla własnego zdrowia (psychicznego) po prostu odejść i nie zastanawiać się ani chwili.
  • brz_a_sk 10.10.12, 20:01
    "chociaż jest tragicznie walcze o niego"

    powalcz o siebie

    jemu daj szansę ocknięcia się

    Tobie już jest niezbędna pomoc (terapia) przeczytałam co dziś napisałaś

    on musi CHCIEĆ - sam musi zacząć chcieć

    Ty jedyne co możesz zrobić to szukać ratunku dla siebie


    tu nikogo nic w Twoich dzisiejszych wpisach nie zdziwi

    tak myślę

    jest klasycznie

    on nie ma powodów , żeby się za siebie wziąć - a za Ciebie - tu pomilczę ...

    Każdy partner bpd myślał tak jak Ty i nie ma się co dziwić - na tym to wszystko polega

    trzymaj się
  • szalona123456 11.10.12, 14:01
    Brzasku, dobrze napisałaś. MUSI być ocknięcie bo inaczej nici. Po prostu będzie pielęgnować się cierpienie, brak szacunku, zaufania. Trzeba zadbać o siebie, to w tym momencie jest najważniejsze.
  • nadziejamm19 11.10.12, 23:32
    Witam ... O inną pomoc prosiłam, nie chcę by mi ktoś doradzał czy mam od niego odejść czy nie bo ja długo nad tym myślałam i podjełam decyzję, że jestem z nim na dobre i złe.

    Ja mam bardzo silna osobowość w dodatku jestem pedagogiem i pomoca psychologa , pracuję z ta łatwiejszą młodzieżą i z ta w zakładach zamkniętych więc jaa wiem co to jest trudny czlowiek trudna sytuacja. Nasza coreczkę traktuje mój Partner BPD bardzo dobrze a mi zależy by ona sie wychowywała z własnym ojcem . Najlepiej jest uciec od problemu zostawić czlowieka, ale na tym miłość nie polega, staraliśmy sie tak dlugo o córke po to by ja wspólnie wychowywać .
    Prosze o rady typu co jeszcze mogę zrobic jak się zachowywać jak z nim rozmawiac, absolutnie nie chce waszych rad o odejściu to nie taki temat ! Może wy macie niesmak i żal po nieudanym związku z takim czlowiekiem , ale mój narzeczony nie jest tylko bezwzględnym tyranem, ale również ma uczucia potrafi być wrażliwy kochany itd. Wiecie co to jest BPD to dziwie sie wam że zamiast pomagać uciekacie od tych ludzi, oni naprawde nas potrzebują jak tlenu - fakt trzeba być twardym żeby to przetrwać rozumieć i nie słuchac jak w ataku mówią rzeczy które za godzine nie są ważne. Ale to sa chore osoby, a chorego sie nie zostawia!

    Prosze o wskazówki o postepowaniu z BPD

    dzieki
  • szalona123456 12.10.12, 00:10
    Kochana, wcześniej napisałaś, że Twój narzeczony miał zdiagnozowane bpd zaocznie, bo to Ty poszłaś do psychologa czy też psychiatry i pokazywałaś jakieś filmiki - rozumiem, że nagrywałaś w jakiś sposób jego zachowanie. To jest po prostu żart. Jak można tak postępować z dorosłym mężczyzną. No nie tędy droga. To on sam powinien pójść do tego psychologa czy też psychiatry i podjąć walkę. Ale widać nie ma na to ochoty. Nie możesz zachowywać się jak matka ojca własnego dziecka bo będziesz wychowywać dwoje dzieci. I za chwilę będziesz akceptować już wszystkie jego zachowania.
    Uwierz mi, ja znam człowieka "wiekowego"z bpd i jego własne życie, doświadczenia nic go nie nauczyły. I mam wrażenie, że miałam kontakt nie z dorosłym człowiekiem ale z dzieckiem. Robie co chcę i za nic nie biorę odpowiedzialności - tak to wyglądało.
    Infantylizm niektórych sytuacji sięgał zenitu. Zapewne ta osoba, z którą ja miałam kontakt nie leczyła się lub też trwało to krótko. Musisz postawić ultimatum. Niestety. A jak nie to po prostu rozstać się. Poczytaj sobie inne wątki na tym forum. Zobaczysz jak swoje relacje z bpd opisują inni w sytuacji właśnie gdy są dzieci/dziecko. Nie możesz patrzeć na relację ze swoim narzeczonym myśląc przede wszystkim o dziecku. Twoje uczucia, doznania też są istotne. Jak będzie Ciebie odbierać Twoja córka gdy dorośnie ?

  • spaprany 12.10.12, 03:37
    Dzień dobry.

    "> Ja mam bardzo silna osobowość.."

    no no, taka niespodzianka! Pierwszy raz widzę osobę o bardzo silnej osobowości, która związała się z bpd. Zawsze sądziłem, że tacy o silnej osobowości mają w nosie przeciąganie liny z bpd, zresztą z wzajemnością.

    "Na
    > jlepiej jest uciec od problemu zostawić czlowieka, ale na tym miłość nie polega.."

    Bez wątpienia znacznie lepiej jest przez pół dnia naprawiać trudną młodzież a potem wracać do domu i od progu ustalać taktykę przetrwania kolejnego pięknego wieczoru.

    "> Prosze o rady typu co jeszcze mogę zrobic jak się zachowywać jak z nim rozmawia
    > c, absolutnie nie chce waszych rad o odejściu to nie taki temat !"

    Gdybyś miała JAKĄKOLWIEK wiedzę na temat bpd, doskonale byś wiedziała, że "rady, co jeszcze mogę zrobić" przerażająco często kończą się wymianą traumatycznych doznań przeplataną ckliwymi wspomnieniami lepszych sekund.

    "oni naprawde nas potrzebują jak tlenu"

    Ach, jest tyle pytań.. np. kto kogo i do czego potrzebuje. Bo np. Rydzyk potrzebuje wiernych, Tusk - elektoratu, złodziej - ofiary, złodzieja - policjant a lekarz - chorych. Wszyscy się potrzebują, taki świat. Jak myślisz, potrzebuje Ciebie jak huba drzewa? Czy jak kornik szafy? Czy jak bokser worka? Raczej jak ta taka pani z bajki "lustereczka powiedz przecie", nie? Nie pamiętam, kto to mówił do lustereczka, wybacz.

    "fakt trzeba być tward
    > ym żeby to przetrwać rozumieć i nie słuchac jak w ataku mówią rzeczy które za g
    > odzine nie są ważne."

    Mam nadzieję, że ułuda Twojego męstwa godnie i dzielnie zastępuje Ci poczucie bezpieczeństwa, obopólne zaufanie, szacunek, szczerość, spontaniczność i 30 innych rzeczy, które JA uważam za bezcenne. I które MOIM ZDANIEM definiują miłość, w związku z czym bez których owa osławiona wielka miłość w relacji z bpd to jedna wielka napompowana emocjami iluzja.

    "Ale to sa chore osoby, a chorego sie nie zostawia!"

    Przy odrobinie szczęścia dzięki swojej legendarnej, bardzo silnej osobowości zachowasz możliwe zdrowie jeszcze przez jakiś czas. Przy odrobinie nieszczęścia - "osoba chora" zasunie Ci takiego kujawiaka, że zredefiniujesz sobie CAŁĄ hierarchię ideałów, potrzeb, uczuć i wszystkiego innego. Wtedy Ty, nawet nie będziesz wiedziała kiedy, staniesz się "osobą chorą". I oglądając jego plecy będziesz sobie krzyczała, że przecież "chorego się nie zostawia!". Jesteś pomocą psycholog - nie zapominaj co wieczór patrzeć w lustro i diagnozować siebie. Przyglądaj się bacznie, czy jeszcze masz bardzo silną osobowość, czy trochę mniej silną, czy może sama już nie wiesz, jaką miałaś tę osobowość.

    Na koniec rada, o którą prosisz. Również cyniczna. Utrzymuj mikrometryczną równowagę w swoim słonowodnym akwarium. Trzymaj go caaaaaaaały pieprzony czas w niepewności, od świtu do nocy. Jeżeli poczuje, że jesteś zdobyta i "na zawsze jego" - równowagę szlag trafi, grzyby zaatakują akwarium i "osoba chora" Ci pokaże, kto kogo bardziej potrzebuje. I kogo się zostawia, a kogo nie ;)

    Trzymam kciuki!
  • czita88 12.10.12, 09:32
    Spaprany, wrednyś stał się ostatnimi czasy ;)... Mimo to, wydaje mi się, że Twoja wypowiedź ma sens. Tylko nie wiem, czy w takiej formie zostanie on przekazany (dostrzeżony) - może zdrowi ludzie tak nie mają, ale kiedy mi ktoś pragnie coś uświadomić w cyniczny sposób/ wywyższając się/ narzucając swoje zdanie/ drwiąc ze mnie, to osiąga wprost przeciwny efekt... Nie oskarżam Cię, tylko sugeruję, że w łagodniejszych słowach łatwiej zostało by przyjęte i zrozumiane to, co masz do powiedzenia. Sam byłeś uparty 'jak osioł' i nadziei, zapału pełen 'po uszy', i mimo, że pisałeś, że w każdej chwili możesz zrezygnować, że masz zdrowy dystans, to po fakcie chyba przyznasz, że łatwym to nie było :(. Oczywiście, istotną różnicą było to, że Ona pragnęła się zmienić, przyznawała, że coś jest z nią 'nie tak', i poszła do specjalisty, wiem...

    Ech... I sama już nie wiem, mimo, że się wypowiadałam tu na ten temat wylewnie, jaki powinien być TEN KTOŚ. Nie chodzi o kogoś, kto potrafiłby pomóc, czy choćby wytrwać. Chodzi o kogoś, kogo potrafiłabym szanować i kto nie byłby mi obojętny. Silne uczucia i emocje wzbudzają jedynie ci, z którymi wiąże się ból, niepewność, poczucie odrzucenia. Nie dający szczęścia, tylko świadomość jego braku. Po drugiej stronie są ci drudzy - zaangażowani, zabiegający, płaszczący się, obiektywnie patrząc będący w stanie dać wszystko to, czego nigdy nie dostanę od tamtych.. I oni nie wzbudzają uczuć, a nawet emocji, gardzę nimi, im bardziej się starają, tym więcej wysiłku wkładam w próbę zrozumienia ich i zachowania odrobiny szacunku, po prostu NIE POTRAFIĘ, mimo chęci i postanowień :(... Jest mi ich żal, wzbudzają we mnie litość i tylko na niej trzyma się taka relacja... Mam wyrzuty sumienia pozwalając im na to, co robią i czują.... Mam wyrzuty sumienia odrzucając ich brutalnie gdy już nie daję rady podtrzymywać ich złudzeń... Zdają się być tak naiwni, tak słabi... Wchodzenie w relację z nimi jest dla mnie równoznaczne z wykorzystywaniem ich marzeń dla zaspokojenia swoich potrzeb... Zero wyzwań, zero zapału, zero nadziei na coś więcej, zero głębszego sensu. To chore.

    To tych pierwszych pełne są moje wyobrażenia szczęścia , ale z chwilą kiedy zaczęłyby się one urzeczywistniać, przestałabym go pragnąć. To chore.

    Ja jestem chora i znowu przestaję się rozumieć :(.. A może właśnie dopiero zaczynam...
    Wniosek jednak nadal jeden i ten sam - życie w pojedynkę i na dystans z innymi. Przynajmniej inni się nie pokaleczą.

    --
    "To, że wiesz, czego nie chcesz, nie oznacza, że wiesz, czego chcesz"
  • wolna_jak_ptakk 12.10.12, 14:46
    A ja bedę bronić spapranego.Uważam ,że ma bardzo dużą wiedzę na temat ludzi z BPD i wysuwa genialne i trafne wnioski.Przechodzi teraz etap , który przeszłam ja rozum mówi dobrze ,że nie jestesmy razem ale serce i wspomnienia pięknych chwil zostają bo takich pieknych wzniosłych emocji jak oni dają nie daje nikt... miedzy innymi to one tak silnie uzależniają ale o tym juz była mowa. Spaprany ma racje nikt silny stabilny emocjonalnie z wiedza o zaburzeniu nie zwiaze sie z BPD chyba ,że jest masochista gotowym w imieniu celi wyższych poświecic własne zdrowie i życie. Nie wiem czy wiesz ale jest zasada ze swoich sie nie leczy i kazdy profesjonalny terapeuta i psycholog Ci to powie. A dlaczego bo jest tu wątek emocjonalny zaangazowanie a skuteczna terapia to terapia z osoba neutralna , majaca wiedze ale bedaca obiektywna i niezaangazowana emocjonalnie. Spaprany zobaczysz jak stworzysz normalny stabilny zwiazek zapomnisz o tamtym i bedziesz szczesliwy ze tak sie stało.. dawno tu nie byłam ale po wypowiedzi ,że po usidlenia partnera w postaci dziecka jest tylko gorzej to tylko potwiedziło to moja hipoteze apropo przyszełego zycia i zakladania rodziny z BPD. Ja głęboko współczuje tym ludziom ale ja wybrałam nie poswiecilam swojego zycia i ewentualnych dzieci ale kazdy ma wybór a życie ma sie tylko jedne.I jeszcze tylko jedna dobra rada do spapranego postaraj sie jak najszybciej zapomniec i szukac niezaburzonej partnerki czym bardziej zyjesz przeszłoscia i analizowaniem jej tym bardziej tracisz czas.
  • nadziejamm19 12.10.12, 22:25
    Witam ponownie ... Nie zgodzę się z Państwa komentarzami na temat że malo wiem o BPD albo na temat że sama się zagubiłam itd... Na pewno z Państwa wypowiedzi czegoś się dowiedziałam i mam nadzieje że coś mi się przyda... Ale tego co chcialam nie dostałam czyli poprostu zwykłej rady : jak się zachowywać gdy BPD ma atak, jak postępować z nim w życiu codziennym. dziś mój partner pierwszy raz rozmawiał ze mną o swojej chorobie , pytal mnie kilka razy dlaczego to właśnie jego spotkało...kilka razy mu musiałam tlumaczyć to samo. Powiedzial mi piękną rzecz cyt : " jestem szczęściarzem że mam ciebie mądrą pedagog , ktora wie co ja przeżywam i nigdy mnie nie zostawi". Wiem dla państwa to pewnie śmieszne itd .. ale dla mnie to tak dużo znaczyło bo nie rozmawialm tak z nim od roku tak szczerze i otwarcie. Prosił mnie też bym mu dostarczała więcej adrenaliny, niie wie w jaki sposób ale żebym coś wymyślała...
    Dziękuję wam za mile spędzony czas chyba więcej nie będe pisała bo jakby ktoś wiedział jak postępować z bpd dawno by napisał... Jak mu dostarczyc adrenaliny ??? BPD jedna wielka przygoda... Pozdrawiam ...
  • wolna_jak_ptakk 12.10.12, 22:58
    Jakbysmy wiedzieli jak z nimi postepowac to nie byłoby nas tu, nie pisalibysmy tego co piszemy i trwalibysmy w tych zwiazkach. Dobrze ,że masz swiadomosc z czym masz do czynienia ale wiedz jedno BPD sa nieprzewidywalni dlatego zadne schematy postepowania nie dzialaja potrafia w analogicznych sytuacjach miec skrajne zachowania i emocje.Jesli jestes w stanie zniesc ciagłe hustawki nastrojów, nieszanowanie przemieszane z idealizacja to faktycznie masz psychike ze stali zastanow sie tylko czy chcesz miec z takim czlowiekiem rodzine dzieci, 2 latek nie rozumie czemu rodzic raz jest aniolem a raz diabłem i na 100% odbije sie to na jego psychice jako pedagog chyba wiesz jakie to ma konsekwencje w dorosłym zyciu czy chesz ratowac go kosztem siebie i ewentualnie bezbronnego dziecka....
  • nadziejamm19 15.10.12, 21:34
    ..........nie wiem czy mam nerwy ze stali czy nie ale wiem że kocham tego człowieka i wiem że on potrafi również kochać ..... to nie jest łatwe ale wiem że dla miłości można dużo zrobić i dużo znieść i nie zgodze się z tym że dla niego zabijam siebie czy męczę się spalam .... fakt jest nieraz ciężko i nie do wytrzymania ale wtedy modle się i daje rady ... mija kilka godzin i przechodzi mojemu bpd.... Wiem ze znajdę wreszcie sposób aby zaprowadziić go do terapeuty albo znajde sposób na zniwelowanie objawów tej choroby ... nie poddam się będe próbowała każdego sposobu i wiem że z moją wiedzą i doświadczeniem w pracy z ludzmi trudnymi znajdę leekarstwo na mojego partnera BPD .............
  • spaprany 13.10.12, 09:04
    "pytal mnie kilka razy dlaczego to właśnie jeg
    > o spotkało...kilka razy mu musiałam tlumaczyć to samo."

    Ach, romantyczne. Nie Ty pierwsza usłyszałaś takie pytanie. Ja łzy i "dlaczego mi się to dzieje" widziałem nie raz, faktycznie - rozpiernicza serce coś takiego jak mało co, prawda?

    "jestem szczęściarzem że mam ciebie mądrą pedagog , ktora wie co ja p
    > rzeżywam i nigdy mnie nie zostawi"

    Piękne rzeczy też słyszałem, wcale mnie to nie bawi. W tzw. "romantycznych miłościach" jest tych pięknych rzeczy jakby więcej, niż w takich opartych na czym innym i fakt, są wyjątkowo piękne. To tutaj - dla Ciebie to może najpiękniejsza rzecz na świecie, dla niego to mogła być kolejna wycieczka w stronę "ej, ale NAPRAWDĘ chcesz ze mną być??? Potwierdź!". Potwierdziłaś? Świetnie, dwója.

    Jak w każdej innej sytuacji - ch. jeden wie, co robić. "Tak, masz rację, kocham cię i nigdy nie zostawię!" -> "...nie wierzę suce, jak można kochać takie ścierwo... zaraz się przekonamy...". "Jeżeli będziesz się starał nad sobą panować - możemy żyć razem, lepiej" -> "...Co to kurwa za wymagania? Tak ma wyglądać miłość? Dlaczego niby miałbym się starać? Niech lepiej ONA się stara!"

    "Jak mu dostarczyc adrenaliny ?
    > ?? BPD jedna wielka przygoda... Pozdrawiam ..."

    Tak, przygoda. Ktoś gdzieś kiedyś napisał, rollercoaster - na początku mnóstwo adrenaliny i świetnie, potem maszyna nabiera szybkości, takiej, że się porzygasz, marzysz o tym, żeby wysiąść, ale nie możesz. A na końcu jesteś kopem w dupę wysadzona z wagonika.

    Syndromem ratownika wiejesz na 1.000 mil morskich. Kiedyś bym pomyślał i napisał "no pewnie, sama do cna zaburzona, powinna się leczyć, bo sama ma uszkodzenia". Dzisiaj myślę, cóż mi do tego? Gdyby każdy z "problemami z dzieciństwa" zaczął w sobie grzebać - do gabinetów psychologicznych chodziłoby się jak dzisiaj po bułki do sklepu: tłumnie i co rano.

    Jeżeli to jest Twoja życiowa pasja - pomoc skrzywdzonym owieczkom (a nawet Twój zawód wskazuje, że tak może być) - może to faktycznie Twój sposób na fajne życie i związek dla Ciebie? Pozdr.
  • non-grata 18.10.12, 14:54

    "Prosił mnie też bym mu dostarczała więcej adrenaliny, niie wie w jaki sposób ale żebym coś wymyślała...
    (...)
    Jak mu dostarczyc adrenaliny ?"

    Droga autorko,

    nadal podtrzymujesz pytanie??

    - pytam, ponieważ wydaje mi się być dość ..przykre, tak to ujmę.

    Opowiem Ci krótko o adrenalinie w pewnej relacji, jednocześnie, jeśli zechcesz, wyłuskasz dla siebie jakieś patenty.

    Była moją przyjaciółką, a później osobą ode mnie uzależnioną, ale tegośmy już nie zauważyły, granica się upłynniła.

    Jasne, ja także potrzebowałam rodzajowego trzęsienia ziemi, ale - potrafiłam zapewniać je sobie we własnym zakresie.
    Naszkicuję Ci pewien jej wkład:

    pewnego wieczornego razu lat x nazad, stała na parapecie x piętra wrzeszcząc, iż skoczy dla mnie, że wystarczy jedno moje słowo, ona z miłości zrobi wszystko, zabije się, wyskoczy.
    Adrenalina?

    Spójrz jak fajnie: dać borderowi możność decydowania na najwyższym szczeblu: życie czy śmierć? - to jest coś!

    Cóż smutnego?
    Och, widzisz, no nie odczułam tu żadnej fali dreszczu.
    Wiesz, co czułam?
    Obojętność dla tego, co się z nią stanie.
    Silnie obrzydzenie i zażenowanie. Nią.
    Tak, dokładnie, dla mnie była tylko żenująca i nędzna w całej rozciągłości.

    Ba.
    Wiesz, jak przedstawiłam ową sytuację któremuś z ówczesnych terapeutów?
    Ukazałam sytuację widzianą z perspektywy ofiary. Mnie - ofiary jej ohydnej zabawy, taniej próby zabłyśnięcia moim kosztem, nieudanej potrzeby wepchnięcia mnie w poczucie winy.

    (.........)

    Kojarzę jedną z istotniejszych, końcowych scen mojego kultowego "Łowcy jeleni".
    Scena, gdy w rosyjską ruletkę grają przeciw sobie dwaj przyjaciele.
    Walken jest spokojny, nawet rozbawiony, de Niro ze łzami w oczach i piękną litanią: "nie musimy i tak dalej" godzi się na warunki.
    Nie ma tu hepiendu.

    Polecam.

    Jeśli sądzisz, iż uda Wam się pompując coraz to nowe złoża nakręcenia, jeśli o to Tobie, Wam chodzi - super, możecie próbować.
    Zobacz: rano staniesz na parapecie, po południu on odwdzięczy się - zamiast kwiatka dostaniesz poszarpane żyły, a wieczorem - romantyczna rosyjska ruletka przy świecach.

    Ironizuję, ale nie przeproszę.


    Uświadom sobie coś:

    uzależnić może wszystko i każdy,
    silne emocje - tym bardziej.

    Jeśli nie zechcecie spróbować funkcjonować w pauzach, mniej dosadnie, bez biczy, pejczy, halabardów i pilników - spalicie się.

    On musi chcieć uspokojenia,
    tak, wiem, banał,
    ale myślę, że wyłażenie z bordera to uświadomiona potrzeba pewnej, choćby i drobnej - na początek stabilizacji z gotowością walki o nią, świadomość, iż można żyć bez nonstopicznego podkręcania i przygrzewania.

    Adrenalina napędza i wciąga, jest fajnym paliwem dla utrwalania patologii, na co wyrażasz gotowość.
    O ironio!, w imię miłości.

    --

    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • brz_a_sk 18.10.12, 22:57
    dawno nikt tak nie sprowokował bordów i niebordów

    czy dociera do szalonych pseudoterapeutek co robią?

    wkręcają albo wykorzystują niedostatki

    i jadą

    do piekła

    ciągnąc borda za sobą

    sorry ale tak to postrzegam

    nie można prowadzić terapii osoby, którą się kocha

    STARCZY!
  • nadziejamm19 04.12.12, 09:28
    Można i mam ogromne rezultaty, naprawdę można i jestem bardzo zadowolona bo się udało. trwa to już 1,5 miesiąca nie było łatwo ale jest coraz lepiej a ja współpracuje z bardzo dobrym psychoterapeuta z którym obmyślam na każdy tydzień inną taktykę, ale już mamy jedną taką wypracowaną która działa na mojego narzeczonego ... Pozdrawiam wszytkich :) Naprawdę było warto ...
  • brz_a_sk 04.12.12, 09:44
    a na Ciebie działa?

  • spaprany 04.12.12, 11:42
    Fajnie, w jakiś sposób Wam zazdroszczę. W zdrowy :)
    Widocznie pani terapeutka mojej kochanej byłej kobiety nie była taka zdolna, bo ta będąc w terapii konsekwentnie i spektakularnie zaorała naszą wielką miłość do cna.
  • brz_a_sk 04.12.12, 12:59
    każde z nas pisze o zupełnie czym innym
    podkreślam
    zaskoczona Twoim wpisem



  • spaprany 04.12.12, 14:31
    co w tym zaskakującego? Cieszę się, że komuś się udaje, nam się nie udało. Ochłonąłem, ale gdzieś tam mam poczucie zmarnowanej szansy. Może to, że nie wyszło to kwestia niedostatku dobrej woli z jednej albo obu stron, może innej natury problemów, może złego doboru terapii, a może wszystkiego łącznie. Żałuję, że nigdy nie spotkaliśmy się we trójkę z terapeutką, mi nikt nie powiedział, jak się mamy traktować - i to wszystko.
  • brz_a_sk 04.12.12, 14:43

    spójrz co napisała wyżej nadziejamm19 - ja odniosłam się tylko do tego co widzę napisane w tym poście


  • nadziejamm19 11.12.12, 11:11
    Dużo to dobry terapeuta, mój na początku też próbował mnie zniechęcić i nastawiał mnie na negatywy, ciągle mówiąc zostaw Go to nie ma sensu itd.. ale ja wreszcie powiedziałam że mam oczekiwania albo mi pani pomoże albo poszukam kogoś innego. Udało się jak na razie ... Myślę że trzeba próbować i nie poddawać się i cały czas próbować uświadamiać borda, że coś jest nie tak ... może nie tak wprost TY jesteś chory ale jakoś inaczej pokazywać mu małe wskazówki że coś jest nie tak że coś trzeba zmienić by ten związek miał sens ... Życzę powodzenia i co ważne wiaryyyyyyyyyy to naprawdę pomaga.
  • jamama03 12.11.12, 11:23
    Zaczynam rozumieć " pauzy". dzięki.
  • farciara29 02.12.12, 02:45
    Witam..nadziejemamm bardzo Cię przepraszam za to co zaraz napisze ,ale nie moge czytać spokojnie takich wypowiedzi osoby, która powołuje się na wykształcenie w kierunku związanym ze zdrowiem psychicznym człowieka..zadajesz pytanie w sposób ogólnikowy i desperacki i oczekujesz konkrtnych odpowiedzi na pytanie ,które w głębi duszy dobrze znasz... nie dasz rady zrozum to..to że jesteś silną osobą bo żyjesz z osobą zaburzoną ,nie znaczy że masz silną osobowość.Na;eżałoby raczej zadać sobie pytanie, czy to że pozwalam na takie traktowanie siebie przez partnera nie świadczy przypadkiem o podatności psychicznej mojej własnej osoby? bo tak własnie może być. zaburzenie jakiejkolwiek z potrzeb człowieka prowadzi do pewnego,,dyskomfortu,,,który niszczy podwaliny człowieczeństwa a Ty nie jesteś człowiekiem wolnym ,ponieważ zniewalają Cię myśli co będzie jutro
    ;nie pozwalają Ci oddychać, a to dopoiero tylko 1 z potrzeb którą Ty sama i partner Tobie ogranicza...życie nie powinno toczyć się na ciągłej fali lecz pod falochronem... jeżeli potrzebujesz ciągłej adrenaliny związanej z niepewnością jutra lub jakąkolwiek inną niepewnością tzn. że przesiąknełaś naleciałościami zaburzonego partnera ,a to już nie jest napewno ani zdrowe ani racjonalne tym bardziej dla przyszłości maluszka ,którego urodziłas.
  • brz_a_sk 13.10.12, 10:35
    póki bpd nie chce to nie należy

    kiedy już chce to profesjonalnie - psycholog wie, że nie ma terapii w rodzinie !!!

    bpd jest zawsze świetny w 'domowych terapiach' na pewno wygra i wprowadzi swoje zasady gry do głowy zakochanego partnera i sformatuje mu dysk - bo bpd nie udaje, angażuje się i jest perfekcyjny, bpd dobrze wie jaką ma moc i siłę rażenia - jest w tym doskonałym psychologiem i psychiatrą; bpd ma intuicję i wiedzę o jakiej marzy wielu zawodowców;

    bpd można pomagać, można bpd lubić to oczywiste, zawsze należy doceniać! :-) mam nadzieję, że Bordy się nie obrażą

    ale nie można spełniać swoich marzeń o miłości próbując terapeutyzować borda domowym sposobem, choć to niesamowicie ekscytujące efekt przynosi zawsze ten sam - bpd sieje w partnerze niezniszczalne ziarno zaburzeń

    Bycie bordem to nie foch czy katar - terapia borda to jego niesamowicie trudna droga; praca nad sobą przez wiele lat i z pełną świadomością, że nigdy nie będzie łatwo i nikt w niczym borda nie wyręczy;

    Na tym forum piszą mądrzy ludzie - zauważyliście? zawyżamy średnią :-) - a co tam i ja mam coś z narcyza :-)
  • extranova 15.10.12, 10:13
    sama byłam partnerem Osoby z BPD i wiem jaka to "zabawa",ale gdybym miała przy sobie takiego ciamciaraka jak autorka wątku, to sama bym się zaburzyła i to ostro...gdzie jest Twoja osobowośc, poczucie własnej wartości, gdzie jesteś Ty jako odrębny byt??
    Co to znaczy jak mu zapewnić adrenalinę? mamy Ci podsunąć kilka pomysłów?
    Felix Baumgartner zrobił ostatnio coś bardzo ekscytującego, myslisz,że to zadowoliłoby Twojego partnera? Naprawdę jesteś pedagogiem, czyli z założenia autorytetem dla młodzieży?
    W takim razie moje dzieci bede uczyć w domu...wybacz,ale naprawdę to co piszesz jest przerazające dla w miarę zdrowego psychicznie człowieka, za którego się uważam
  • 7roy 15.10.12, 11:27
    ciamciaraka:) dobre piszesz ,ze mialas partnera z borderline wiec sama tez wpadlas w tą dziure..oni bywają jak heroina ma szkoldiwe dzialanie ale wciąga niestety.pozdrawiam tez jestem tzw bylym partnerem:P
  • nadziejamm19 15.10.12, 21:50
    extranova chyba jednak tylko sie uważasz za mądrego człowieka, zresztą jeśli taka byś była nie komentowała byś jakby nikt Cię o zdanie nie pytał!!!

    A terapia w domu jest możliwa nawet pewien mądry profesor o tym napisał książkę którą ja przeczytałam, i wiem że się da... ja zaczełam właśnie studiować psychologię kliniczną i tam również mam o tym jak terapie można przeprowadzać w domu w niektórych przypadkach nawet lepszą niż u terapeuty ........ więc extranova nie wypowiadaj się jak nie wiesz o czym w ogóle piszesz !!! W BPD jest trudniej ale rownież się da tyle że trzeba znaleźć odpowiedni sposob na daneego osobnika,
  • extranova 16.10.12, 08:46
    umiesz pisać w normalny, spokojny sposób czy tylko błagalnie albo agresywnie?
    Zaczynam się poważnie zastanawiać czy nie powinnaś jakiejkolwiek terapii zacząć od siebie- jeśli zamierzasz w takim stanie psychicznym, jaki teraz reprezentujesz, kogoś "leczyć", to doprowadzisz do podwójnej tragedii.
    Należysz po prostu do tego typu kobiet, które trzymają się kurczowo męskich spodni- można oblewać Cię wrzątkiem i posypywać solą, a Ty dalej będziesz się modlić i "kochać"- nie dorabiaj do tego jakiejś ideologii miłosiernego samarytanina.
    Nigdzie nie napisałam,że jestem mądra, a odzywać się mogę w każdej chwili, gdyż na tym własnie polega magia forum publicznego. Nie podoba się? w każdej chwili możesz zrezygnować z udziału, chyba,że obecnym tutaj też szykujesz jakąś domową terapię... zatrzymaj się i pomyśl co robisz. pozdrawiam
  • jamama03 12.11.12, 11:37
    W jednym z podanych na forum źródeł wyczytałam że w 40 roku życia tylko u około 25% osób zaburzonych wcześniej stwierdza się cechy bpd. Naturalny proces terapii ?Dojrzewania ?

    Tak doceniać.
    Nie wiem czyje bpd większe. Ja po 40 może dlatego młode nasienie stanowczo bardziej zasługuje na "doceniać"...
  • 7mka7 03.12.12, 15:35
    Bez chęci osoby z BPD w zasadzie nie ma szans na pomoc. Ta osoba MUSI chcieć.
    Jedyne co możesz chyba zrobić to być przy tej osobie niezależnie od wszystkiego nawet jak sobie tego nie życzy, wspierać duchowo i nigdy przenigdy nie oceniać.
    Pamiętajmy, że każdy jest inny i ile ludzi tyle rad a nie wiadomo która będzie skuteczna...
    --
    Portal o BPD
  • brz_a_sk 03.12.12, 15:55
    wiadomo bpd po pierwsze potrzebne wsparcie

    ale terapia opiera się i na pokazaniu innych wzorców

    żeby coś zastąpić trzeba to ocenić jako złe/gorsze

    poza tym bpd poza momentami stabilizacji robi sobie krzywdę - często woła o pomoc - 'powiedzcie co mam robić' - to nie takie proste nie oceniać

    w końcu bord zajmuje się cały czas ocenianiem zwłaszcza siebie - i trudno byc z nim nie wiedząc tego i nie rozumiejąc czego oczekuje kiedy sam się zaczyna zabijać

    na pewno najważniejszy jest terapeuta,

    na pewno bliscy, którzy popełnili kiedyś błędy - rodzice - maja najtrudniej

    ale trudno oczekiwać by bord mieszkał z rodziną korzystał ze wsparcia a rodzina milcząco akceptował jego jazdy - to jest bez sensu

    jesli znam partnerów którzy próbują zapanować nad związkiem z bordem to twarde sztuki i jasno mówią co dobre co złe i na co jest zgoda a na co absolutnie nie
    i nie ma zmiłuj się

    więc z niekrytykowaniem to racja tylko wtedy kiedy mamy na myśli zwykłe trucie bez stanowczości i konsekwencji

    z borda nie należy robić świętej krowy - chyba nie o to chodzi?

  • spaprany 04.12.12, 01:16
    "jesli znam partnerów którzy próbują zapanować nad związkiem z bordem to twarde sztuki i jasno mówią co dobre co złe i na co jest zgoda a na co absolutnie nie
    i nie ma zmiłuj się "

    ;) tere-fere :) I żyją długo i szczęśliwie :)
  • brz_a_sk 04.12.12, 08:43
    wysnułeś wnioski z prucia skarpetki?





  • spaprany 04.12.12, 11:38
    ach, Ty już sama wiesz, skąd wnioski wyprułem :)

    W zasadzie - przecież dobrze napisałaś, PRÓBUJĄ, ale cała reszta... już dawno ustaliliśmy, że żadna "twarda sztuka" z bordem się nie zwiąże, a przy takim założeniu te wszystkie cud-techniki o dupę potłuc. W ogóle cud-techniki o dupę potłuc, twarde granice to tylko świetna prowokacja do nieustannych prób naginania, które ZAWSZE kończą się dwojako: albo złamaniem twardego partnera, albo odejściem zniechęconego borda.
    buziaczki!
  • brz_a_sk 04.12.12, 12:25
    jest jeszcze kilka wersji - wszystkie trudne

    od bycia żywicielem jemioły - opiekunem borda
    po współudział w wysysaniu soków z otoczenia - opisu tego zjawiska szukam nadal na forum - jest świetny tekst na ten temat
    z dość makabryczną wersją zagosodarowania słabości borda - lękami, lekami i 'lekami' - domowe laboratorium, z cyniczną grą

    wszystko z reguły obudowane technikami z terapii

    bardzo trudne tematy

    nikt kto spotkał borda, porozmawiał i pomyślał nigdy już nie będzie tym samym człowiekiem jakim był wcześniej - na pewno ma szansę być lepszym, a czy chce to już zupełnie inna sprawa

    bord dzieli się swoimi bliznami


  • nigdywiecej2012 17.12.12, 18:12
    Właśnie jestem z trakcie rozstania z osobą BDP. Koszmar, ja skończyłam u terapeuty a ukochany uważa, że go skrzywdziłam i jestem złą osobą. Femme fatale.
    Spaprany ma całkowitą rację. Z taką osobą nie da się NORMALNIE żyć i jakby się nie gimnastykować zawsze będzie źle, zawsze będzie powód, aby się zdenerwować, wpaść w furię a to wszystko oczywiście z miłości.

    Jestem zdania,że osoby silnie i zdrowe psychiczne nigdy nie zwiążą się na stałe z BDP. Idealny partner dla BDP to osoba o niskim poczuciu własnej wartości, z problemami, osoba, która nigdy nie zaznała uczucia miłości, lub nie miała go wystarczająco.

  • szalona123456 17.12.12, 20:05
    nigdywiecej2012 napisała:

    > Właśnie jestem z trakcie rozstania z osobą BDP. Koszmar, ja skończyłam u terape
    > uty a ukochany uważa, że go skrzywdziłam i jestem złą osobą. Femme fatale.
    > Spaprany ma całkowitą rację. Z taką osobą nie da się NORMALNIE żyć i jakby się
    > nie gimnastykować zawsze będzie źle, zawsze będzie powód, aby się zdenerwować,
    > wpaść w furię a to wszystko oczywiście z miłości.

    Wszystko z miłości - własnej, do własnego EGO !!!

    >
    > Jestem zdania,że osoby silnie i zdrowe psychiczne nigdy nie zwiążą się na stałe
    > z BDP.

    Zdecydowanie tak !!!


    Idealny partner dla BDP to osoba o niskim poczuciu własnej wartości, z
    > problemami, osoba, która nigdy nie zaznała uczucia miłości, lub nie miała go wy
    > starczająco.

    Tak, po takim partnerze można sobie jeździć - jak po łysej kobyle !!!
    Osoba silna będzie stawiać granice i będzie przez to bardziej "pociągajaca" dla BPD.
  • jamama03 18.12.12, 04:22
    Gra...bez końca.
  • nigdywiecej2012 18.12.12, 22:40
    Chwilami myślałam, że to moja choroba, że żyję w jakimś Matrix.

    Kochał równie mocno, co nienawidził. Byłam przyczyną wszystkich jego niepowodzeń i sukcesów. Zawsze ja. Kobieta jego życia, która co kłótnia to wylatywała z domu. Kiedy po kłótni siadał przed kompem i oglądał wnioski rozwodowe.
    Albo jak chciał mnie zmusić do milczenia w czasie kłótni rozwalając meble.
  • toxic_chick 18.12.12, 12:03
    "już dawno ustaliliśmy, że żadna "twarda sztuka" z bordem się nie zwiąże"

    Nie prawda... przez 1/3 zycia bylam z kims kto byl niezwykle silna osobowoscia... nie byl to idealny zwiazek... po pewnym czasie przerodzial sie w toksyczny... ale obie strony chcialy byc... ze soba.. mimo walki... klotni.. awantur... robilismy co bylo w naszej mocy zeby jakos wyszlo... to ze sie nie udalo? bywa.. moze jest nawet regula... ale checi i wola byla po obu stronach... i to ja czesciej odchodzilam...
  • brz_a_sk 18.12.12, 12:34
    twardy w walce
    słaby w wyborach

    lepiej towarzyszyć czyjejś walce o siebie, niż brać udział i dać się wkręcić

    właśnie na tym to polega, że ludzie o silnej osobowości, twardzi, pewni swej wartości mówią bardzo szybko NIE - stawiają bariery i nie brną
  • niunka2828 05.12.12, 00:33
    moim zdaniem, powinniście dużo rozmawiać, okazywać czułość (nie wiem w jakich tam stosunkach żyjecie), zainteresowanie, mówienie otwarcie. Zależy od sytuacji...ile ta osoba ma lat? Kim dla Was jest? Co niepokojącego robi?
  • margaretka2002 28.01.13, 11:28
    Opowiem Wam moja krotka historie, bo musze sie komus wygadac. Niewiele ponad miesiac temu poznalam faceta (33 lata) z borderem. Myslalam, ze ma "jedynie" depresje, nie kryl, ze mial proby samobojcze itp., ale nie zrazalo mnie to. Wlaczyl mi sie syndrom opiekunki. Spedzil u mnie kilka nocy, byl czuly, czarujacy, opiekunczy itp. Zdobyl moje serce, chociaz juz w trakcie tej sielanki wykrecil mi numer - zaprosilam go na wigilie, na ktora nie przyszedl. No ale oczywiscie tak wszystko obrocil, ze wydawalo mi sie, ze to po czesci moja wina. Potem mowil mi, ze jeszcze nigdy tyle czulosci od nikogo nie dostal, ze sie we mnie zakocha itd. itp. Idealnie wyczuwal moje nastroje, to mi sie podobalo...

    Wiedzialam, ze ma problemy finansowe, ze musi wyprowadzic sie z wynajmowanego pokoju, mowil, ze bedzie kiblowal u swojej bylej dziewczyny, ale nagle "ona zaczela go wkurzac" i zapytal, czy moze na kilka dni zamieszkac u mnie. Zgodzilam sie jak milosierna Samarytanka, a on po przekroczeniu progu z ostatnim tobolkiem stwierdzil, ze nie jestesmy i nie bedziemy nigdy razem. Zostawil mnie sama w sylwestra, serce mi pekalo i poczulam sie totalnie wmanipulowana w te sytuacje. Mielismy byc odtad tylko znajomymi. Im bardziej pozwalalam mu dobrze poczuc sie u mnie, tym bardziej on mnie olewal, ale byly momenty, ze przycieral sie do mnie zupelnie nie jak kolega... Myslalam, ze potrzebuje czasu.

    Wiedzialam, ze lubi teatr, zalatwilam tanie wejsciowki za ktore sama zaplacilam chociaz tez mam finansowe problemy. Po 20 minutach wyszlismy z teatru, bo wg niego przedstawienie bylo straszne... Gral tam moj znajomy, siedzielismy w pierwszym rzedzie, wstyd na cala wies... Wracajac do domu dawal mi do zrozumienia, ze jestesmy razem, przy mnie pisal do swojej bylej dziewczyny, ze do niej nie wroci, bo ma kogos - zebym niby myslala, ze to ja, ale nie na pewno... Nastepnego dnia powiedzial mi, ze mnie moze jedynie znalezc dobrego psychiatre, poszedl na randke i przyprowadzil swoja milosc do domu. Zastalam ich jak sie calowali, wywalilam ja i powiedzialam mu, ze ma 2 dni na znalezienie mieszkania. Wyprowadzil sie w zeszly wtorek, chociaz jeszcze nie oddal kluczy.

    Czulam sie jak wmanipulowana kretynka, ale nie moglam uwierzyc, ze to bylo celowe dzialanie. Niestety na koniec wymienilam z nim pare ciezkich SMSow (nie potrafil rozmawiac ze mna w 4 oczy, wysylal do mnie SMSy nawet jak bylam w domu) - zaluje teraz tego, bo nie wiedzialam jeszcze o chorobie. Przypominalam sobie wiele innych epizodow, o ktorych opowiadal i ktore sama zauwazylam (drobne kradzieze, kompulsywne zakupy), zaczelam googlowac i... bordeline to toczka w toczke on.

    Nie mam z nim kontaktu, bo zagrozil, ze jesli bede go nekac SMSami czy telefonami to zglosi to na policje. Wiem, ze zupelnie nie ma pieniedzy, ze mieszka katem u kogos, ze szuka mieszkania tak, zeby go nie znalezc. Widzialam, ze szuka tez kolejnych dziewczyn na portalach randkowych, ale ze dzisiaj wlasnie usunal profil, czyli cos sie stalo. Obawiam sie, ze poniewaz ma pretekst - kilka rzeczy u mnie zostawil, bedzie sie jeszcze odzywal i pojecia nie mam jak reagowac. Spedzilam 12 lat z alkoholikiem, nie chce juz wiecej telepki w zyciu, a jednoczesnie mam slabosc do niego, bo chwilami potrafil byc naprawde uroczy i dawal sygnaly, ze jednak chce ze mna byc. Wiem, ze to tez problem ze mna ze nie potrafie byc roszczeniowa, ze wole dawac niz brac... Pomoglo mi to, co tu przeczytalam, ze to nie minie, ze to bedzie trwalo do konca zycia, zeby uciekac i ratowac siebie, ale serce mi krwawi, ze to przeciez chory czlowiek, ktory ma wiele, wiele zalet...

    Podejrzewam, ze on sobie zdaje sprawe ze swojej choroby, byl na otwartym oddziale przez 3 miesiace kilka lat temu, ciagle jest na prochach. Co robic, jesli zacznie do mnie pisac, ze jest bezdomny albo ze (oczywiscie przeze mnie) wyladowal w szpitalu?


    --
    Sumptus censum ne superet
    Malgosia's students' Forum
  • toxic_chick 28.01.13, 11:53
    Wzruszyla mnie Twoja historia ;) ... a tak serio... masz sklonnosci masohistyczne.. popierdol kolesia.. olej.. kopnij w dupke borderowska.. kto normalny godzi sie na takie traktowanie.. raz.. drugi raz... trzeci.. jeszcze rozumiem jakbyscie byli razem dlugo.. albo gdybys nie wiedziala o zaburzeniu.. albo kochala go ponad zycie.. ulotna znajomosc.. bo bylas wygodna.. bo czulosc lubimy czasami.. sie przytulic na chwile... i cos jeszcze... ale szybko sie nudzi.. wiesz? i czasowo sie wkomponowalas.. "moglbym sie zakochac w Tobie"... taaaaaa skad ja to znam ;) czas przyszyly.. raczej niedokonany ;) border nie border.. szanuj sie dziewczyno.. nikogo tutaj nie zbawisz.. chyba, ze siebie... alkoholik byl.. teraz borderek?... na prochach? ... wow... szacun..



  • margaretka2002 28.01.13, 12:06
    Gdybym wiedziala o zaburzeniu, to albo bym go olala od razu albo nigdy nie byla w stanie sie pozbyc (chorego czlowieka na ulice?). Dowiedzialam sie po fakcie i to tylko dlatego, ze nie dawalo mi spokoju, ze ktos moglby byc tak podly z premedytacja. Wygodna... to raczej nie o mnie, wygody tu nie bylo zupelnie, ale masochizm - owszem, sam mi to powiedzial, wiec mam nadzieje, ze to nie on sie kryje pod tym nickiem. ;)


    --
    Sumptus censum ne superet
    Malgosia's students' Forum
  • brz_a_sk 28.01.13, 13:57
    dziwnie patrzysz na odpowiedzialność za swoje pomysły

    oj trafisz na cwaniaka to dopiero będzie

  • margaretka2002 28.01.13, 14:12
    W sensie cwaniaka zaburzonego czy zwyklego oszusta? Caly czas mialam swiadomosc kontroli, ze zawsze moge zmienic zamki i tak sie w finale stalo, wiec nie jest AZ tak ze mna zle... Szczerze, to pojecia nie mialam o tej chorobie, wiele osob w moim otoczeniu leczylo sie badz leczy na nerwice czy depresje, wiec wydawalo mi sie, ze stanie finansowo na nogach, podleczy nerwy i wtedy sie zobaczy co dalej z nami. Gdybym wiedziala ze sie przewroce to bym usiadla. Ale wiem tez, ze gdybym go pod swoj dach nie przyjela to mialabym jazde duzo dluzej, bo nie dawalby mi spokoju, a ja bym go tak blisko nie obserwowala i dluzej by to trwalo zanim by przekroczyl moja granice, a im dluzej tym gorzej.

    --
    Sumptus censum ne superet
  • brz_a_sk 28.01.13, 15:58
    "sie zobaczy"

    no

  • margaretka2002 28.01.13, 18:26
    Obiecuje, ze jak sie do mnie odezwie z jakiegos rynsztoka albo szpitala to najpierw o tym tu napisze, zebyscie mi wybili z glowy jakikolwiek 'romantyczny powrot', dobra? ;)

    A powaznie - takiej opcji nie ma, ale naprawde nie potrafie go znienawidziec wlasnie dlatego, ze teraz wiem, ze to choroba i nie biore tego wszystkiego do siebie, bo nie zdolal mi zrobic galarety z mozgu, mimo ze sie staral. Moje watpliwosci nie dotycza "powrotu", ale tego, jak mozna takiemu czlowiekowi pomoc bez pakowania sie w klopoty. Czy zupa / kawa / wizyta w szpitalu / odpowiedz na wiadomosc to za duzo, za malo? Nad tym sie teraz zastanawiam, glosno mysle, bo chce byc przygotowana na takie sytuacje, bo moga nadejsc...

    --
    Sumptus censum ne superet

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.