26.04.13, 11:25
Niestety nie znajdziecie tu nic o seksie, nie miałam pomysłu na tytuł, więc wpisałam pierwsze co mi przyszło do głowy. Marna ze mnie prowokatorka. :)
Przejdę więc do rzeczy. Przeczytałam kilka postów na tym forum i jestem niesamowicie zszokowana faktem, że wreszcie "spotykam" tylu ludzi, którzy mnie rozumieją - mało tego, wręcz myślą i czują dokładnie jak ja! Nie jestem więc osamotnionym odludkiem z przestawioną psychiką. :) Powiem od razu, że sceptycznie podchodzę do diagnozy mojej "choroby".
Wszyscy mnie uważali zawsze za egoistkę, histeryczkę, okropną osobę. To znaczy nie mówili tego zawsze wprost, ale wiem że tak myśleli. Nawet mój aktualny partner uważa mnie za osobę rozpieszczoną i skłonną do histerii. Cały ten mój charakter powodował, że żaden związek nie trwał dłuzej niż rok, a znajomych musiałam zmieniać co kilka miesięcy (kiedy zaczynali widzieć moją prawdziwą okropną naturę musiałam się od nich oddalić). Ci zaś, którzy mnie nienienawidzili, szybko powodowali że czułam się.. znudzona.
Tak, jestem okropną osobą, która ma pretensje do każdego, że jest samotna i niezrozumiana a gdy jednak ktoś postanowił mimo mojego wypaczenia pozostać przy mnie nagle stawał się nieatrakcyjny pod kazdym wzgledem! W związku musze mieć nad sobą twardą rękę tyrana by uciszał moje ataki wrzasków i wściekłości (choćby rękoczynem, trzepnięciem w czaszkę).
Na domiar złego nie mam pojęcia czym jest poczucie bezpieczeństwa, spokój, "niemartwienie się".
Nie doszłam do niczego bo nie umiem chociaż jednak jestem bardzo inteligentna i bystra i umiem dużo rzeczy to nie dam rady skończyc studiów bo je rzucam po pół roku. I każdą pracę też rzucam po paru miesiącach.
Uwazam że wszystkie moje negatywne uczucia to kara za to jakim jestem złym człowiekiem (czasem mi się wydaje że czegoś bardzo żaluje lub coś wywołało moje wzruszenie lecz zaraz wmawiam sobie że nie jestem przecież zdolna do takich uczuć).
Cały swój czas poświęcam na udawanie. Nikomu nie powiedziałam o tym że cierpie na borderline. Wolę uchodzić za zadufaną w sobie, egoistyczną, chłodną sukę która chodzi wiecznie z podniesioną głową i unika kontaktów (a właściwie na początku jest wspaniała dla nowopoznanej osoby a potem nagle przestaje się odzywać).
Wiem że całe miasto mnie kojarzy i mnie nienawidzą po cichu. :) I między sobą rozmawiają.
A tak w ogóle kocham sztukę i kulturę.
Obserwuj wątek
    • brz_a_sk Re: Seks 26.04.13, 18:52
      no to o seksie jest najwięcej w tytule - może to i dobrze :)

      dość specyficzna rolę u bordów pełni seks
      raczej bywa narzędziem w byciu bordem niż czymkolwiek innym
      dyplomatycznie to opisałam :) bo wcale nie chcę tu nikogo ranić
      ale chyba coś w tym jest, że bywa mu bliżej do cięcia się i bólu, poniżenia niż do miłości
      bywa kartą przetargową, narzędziem do manipulowani partnerem ...
      bywa
      bywa sposobem poniżania się lub innych
      jak wszystko co zdarza się bordowi gdy niszczy

      swoją drogą ciekawa jestem czy Twój post jest pytaniem o zasadność terapii czy nie jest?





Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka