Dodaj do ulubionych

wykończyłam go psychicznie:(

19.12.13, 19:40
Witam. Jestem tu nowa. Diagnoza zaburzenia osobowości lub poważna niedojrzałość emocjonalna. On po ponad trzech latach ze mną jest wrakiem człowieka:( Gdy go poznałam był stabilnym, wesołym, szczęśliwym człowiekiem. Starszy 9 lat. Singlem mającym pełno znajomych i mającym swoje pasje. Rozkochałam go w sobie do nieprzytomności. O takiej kobiecie marzył i nie wierzył że spotkał swój ideał. Był i jest kochanym, cudownym, opiekuńczym człowiekiem. Kocha mnie ponad wszystko. Ile mu okropnych rzeczy powiedziałam, ile huśtawek zafundowałam. Ile razy sabotowałam związek by potem błagać go żeby mnie nie zostawiał. Ile razy ja mówiłam mu że nie kocham że nie chce z nim być by potem wszystko odkręcać. Tak go wtedy kochałam, gdy traciłam. Gdy miałam blisko i nieba chciał mi przychylić to ja czułam pustkę, nic do niego nie czułam, myślałam co ja robię z takim kretynem. Brzydziłam się nim, nienawidziłam go za to że wrócił. Gdy go nie było ze mną idealizowałam go do granic możliwości by całkowicie zmienić o nim zdanie gdy wrócił do mnie:( Boże płaczę jak to piszę. Wiem że on mnie kocha ale gdzieś w umyśle pojawia się ta myśl: on mnie nie kocha, bawi się mną:( Trwał przy mnie tyle czasu, milion razy obiecywałam poprawę, poszłam do psychologa dwa miesiące temu choć to manipulacja z mojej strony bo chciałam by wrócił. Sama to zaproponowałam ale myślałam: to przez niego, on mnie wykańcza i robi ze mnie wariatkę. Cała moja rodzina jest nastawiona przeciwko niemu, to też moja zasługa. Raz mu mówiłam że chce by był moim mężem by na drugi dzień mówić że chcę się bawić. Opowiadałam mu jakich chłopaków poznawałam na dyskotece chociaż zaznaczam nigdy go nie zdradziłam. Raz spotkałam się z innym ale tylko na piwo. Ale zawsze szukam wyjścia awaryjnego bo podświadomość mówi: nie możesz być z nim, nie chcesz, to się kiedyś skończy, szukaj kogoś lepszego bo on nie jest ciebie wart. A prawda jest taka że to ja nie warta jestem tej miłości którą on mi dał. Zero stabilności, on nawet nie mógł zaplanować jakiegoś wyjazdu ze mną bo nie wiedział co będzie jutro. Gdy był chory i wylądował w szpitalu w głowie miałam jedną myśl: ja go nie chcę, nie będę opiekować się chorym człowiekiem. Teraz po trzech latach on ma psychikę w strzępach, zero znajomych, zdrowie też już nie te. Znowu się rozstaliśmy, on chce odetchnąć, ja świruje już z miłości do niego, znowu go idealizuje, znowu widzę siebie i jego jako szczęśliwą rodzinę, myślę sobie że się zmienię że go uratuję i pomogę mu wyjść na prostą. Ale wiem że ja się nie zmienię. Wiem że on jak trochę dojdzie do siebie będzie chciał wrócić i znowu zacząć od nowa. A ja wiem że powinnam go zostawić bo go zniszczę totalnie. Tylko jak? Mój głód miłości nie ma dna, czuję że umrę bez niego, że to on jedyny i nikt inny. Co mam zrobić? Prześladuję go, piszę niekończące się monologi w mailach. Skrzywdziłam go okropnie, chcę się zabić jak pomyślę ile zła mu wyrządziłam. Jak dać mu spokój by już nie cierpiał przeze mnie. Pomóżcie mi bo ten chaos w myślach jest nie do zniesienia:( Wiem że powinnam dać mu święty spokój dlatego że go właśnie kocham i chcę by był szczęsliwy ale nie umiem tego zrobić.
Edytor zaawansowany
  • macko024 19.12.13, 20:16
    explode.blog.pl/2013/04/05/pan-m/comment-page-1/#comments

    jak wyzej..................
  • brz_a_sk 19.12.13, 22:06
    a terapia?

    jemu poleć: koniectoksycznych.blogspot.com/search?updated-max=2013-12-04T23:47:00-08:00&max-results=7

    by rozumiał - to akurat nie szkodzi - czy chce się być z bordrem czy odejść trzeba wiedzieć jak to bywa; które zachowani co znaczą i jak zabijają

    nie wiem co smutniejsze Twój wpis czy ten blog - pewnie życie
  • misiaaczek24 19.12.13, 22:37
    Marze o tym by ktoś mi powiedział co ja czuję czy to jest miłość czy coś innego. By mi powiedział jak mam postępować, jak kochać:( nie mam stabilnych myśli wobec jego osoby, czarne albo białe. Czasami mam taki chaos w głowie że wpadam w odrętwienie. Ten chaos jest najgorszy, ta sprzeczność uczuć i dążeń. Zabija mnie to. Zawsze byłam inna, jako nastolatka byłam buntowniczką. Potem bałam się związków bo nie ufałam facetom. Jego pokochałam ogromnie, na początku był moim ideałem. A potem... widziałam tylko wady. Ten związek kosztuje mnie ogrom stresów i jego też. Czasami sobie myślę że to wszystko jego wina że to nie ten i to przez niego taka się stałam. Ale nie wiem czy to moje prawdziwe odczucia czy urojone...
  • misiaaczek24 19.12.13, 22:38
    Powiedzcie mi jak odejść od niego i nie cierpieć nie robić tych scen. Wiem że ja go w końcu totalnie wykończę... A nie chcę, bo kocham
  • misiaaczek24 19.12.13, 22:42
    Najgorsze jest to gdy widzę gdy płacze przeze mnie. Myślę sobie jak on mnie kocha! Gdy mamy przerwy to te jego łzy śnią mi się po nocach i nie nawidzę siebie, pragnę wtedy umrzeć. I znowu idealizacja, że ja wszystko naprawię że go uszczęśliwie. Jestem chora i stworzyłam chory związek...
  • brz_a_sk 19.12.13, 23:30
    ja uważam, że terapia


    ale jak chcesz oczywiście


    nie pytaj o miłość jesli kogoś krzywdzisz;

    pytaj o uzależnienie
  • spaprany 20.12.13, 08:50
    uuuu, gdyby nie kilka szczegółów - jakby moje byłe kochanie pisało :) Level hard. Twardy gościu, ja nie wytrzymałem nawet połowy tego dystansu ;)

    Jeżeli go naprawdę kochasz - daj mu odejść. Wypieprzaj te swoje maile w kosmos, pisz i wypieprzaj. Nie zaczepiaj i nie odpowiadaj w razie czego na jego zaczepki, żebyś miała się przykuć łańcuchami do wyra. Jak nie umiesz, to się kurka naucz, niech to będzie początek Twoich zmian. Ja też nie należę do orłów silnej woli i jestem z drugiej strony barykady, ale wytrzymałem, chociaż kochałem do urzygu. I ona (prawie) wytrzymała, za co jestem jej dozgonnie wdzięczny. Chociaż z drugiej strony gdyby nie (prawie) wytrzymała, może doprowadzilibyśmy tę nierówną walkę do bardziej spektakularnego finału. A tak pałęta mi się po łbie iluzja o "niewykorzystanej szansie" i "utraconej miłości". Ale nie o tym.

    "Znowu się rozst
    > aliśmy, on chce odetchnąć, ja świruje już z miłości do niego, znowu go idealizu
    > je, znowu widzę siebie i jego jako szczęśliwą rodzinę, myślę sobie że się zmien
    > ię że go uratuję i pomogę mu wyjść na prostą. Ale wiem że ja się nie zmienię."

    no widzisz, jak wszystko pięknie widzisz? Nie masz jak głód człowieka! Myślę, że głód hery to przy tym pierdnięcie. Znam ten głód na wylot, chyba akurat tutaj wszyscy znamy. Głód człowieka, nie hery. Jedno jest tutaj smutne: "wiem, że ja się nie zmienię". Dopóki będziesz to "wiedziała", faktycznie się nie zmienisz. Albo ćpiesz dalej, albo odstawiasz i się zwijasz z bólu, aż przejdzie. Kiedyś wszystko przechodzi, a na szali jest całkiem sporo - zdrowie psychiczne, a może i życie kogoś, kogo podobno bardzo kochasz. Kochasz - chroń go przed sobą. TO jest dopiero miłość, nie? Chcesz poznać smak prawdziwej miłości? Zaciśnij zęby i odejdź od kogoś, kogo bardzo kochasz. Przecież wiesz, że będzie mu lepiej bez Twojej chorej miłości :)

    Prawda jest taka, że na tym etapie swoich żyć byliście warci dokładnie siebie, inaczej nie bylibyście razem. Tu nie chodzi o rzeczywistą wartość, bo na pewnym poziomie każdy jest warty dokładnie tyle samo - czyli nieskończenie dużo. Chodzi o poczucie własnej wartości, o zdolność do bliskości, o definiowanie miłości itd.

    Nie pałuj się tak bardzo tym, jak go skrzywdziłaś - niech to będzie dla Ciebie nieustający, bolesny dowód na potrzebę zmian, to w sobie pielęgnuj, tyle. Człowieka da się skrzywdzić tylko na tyle, na ile sobie na to pozwoli. Pociecha dla Was, bordów (hmm.. to określenie przestało mi się wydawać stosowne, ale nie mam pomysłu na inne. W każdym razie nie ma w tym braku szacunku.) jest taka, że nikt, kto daje sobą periodycznie poniewierać, nie jest zdolny do budowy zdrowego związku. I do zdrowej miłości też nie jest zdolny, także uszy do góry - spudłowaliście oboje. Tu jest ten piękny wspólny mianownik, ogromne deficyty miłości własnej. To, co napędza te wszystkie związki to jest taka piękna, dwuosobowa iluzja, zbiorowe marzenie o jednorożcu rzygającym tęczą. Prawdziwa miłość jest zupełnie gdzie indziej, wygląda inaczej i smakuje inaczej. Ale skąd my wszyscy, biedni kaci i biedne ofiary, mamy wiedzieć, jak to cudo wygląda? Z filmów i książek?

    Jedno by chciało, ale nie umie - a drugie by sobie dało uciąć, żeby tamto umiało, bo mu się wydaje, że to by wystarczyło. Problem polega na tym, że samo też nie bardzo umie. Bo gdyby umiało, żyłoby dawno w harmonii z kimś, kto też umie. Jednemu się miłość pojebała z pasożytnictwem - a drugie ze świetnym skutkiem usiłuje dojrzeć w pasożycie pięknego, chorego rumaka. No jak długo można siodłać żyrafę i zmuszać ją do zgrabnego, długodystansowego cwału? Gdzie tu jest logika? Jestem bardzo ciekawy, jaka to by się rewolucja stała, gdyby nagle każdy bord się odbordowił. Tak PYK. Gwarantuję, że 90% partnerów - żywicieli nagle by zwinęło żagle.

    Kiedyś słyszałem taką historię od znajomej. Alkoholik pluł jadem na swoją żonę i opowiadał terapeucie, jaka to ona straszna, jak to go doprowadziła do ruiny i jak się przez kurwę rozpił. A terapeuta posłuchał historii i zapytał ze szczerym zdziwieniem: "naprawdę? a proszę powiedzieć, kto panu, biedny panie, taką kurwę na żonę wybrał?!". That's the point, tyle w kwestii ewentualnych żali Twojego byłego ;)

    Chyba za rzadko tu się jasno i otwarcie mówi - za związek i jego kształt odpowiadają obie strony, po równo. To z pewnej perspektywy nie ma najmniejszego znaczenia, kto jest w tym związku niby kat, a kto niby ofiara. Oboje świetnie grają swoje role i z bardzo określonych, mrocznych i nieuświadomionych powodów świetnie się w tych rolach czują. To jest dopiero pierwszy krok do zmian, za to najważniejszy - pogodzić się z tym, że to nie ja, ani nie ona / on. To MY, razem tchnęliśmy życie w tego frankensztajna i oboje po równo za niego odpowiadamy, dopóki bestia łazi.

    Kogo bardziej żałować - poturbowanego partnera? Czy borda, który krzywdzi jednocześnie siebie i partnera? Przecież partner też krzywdzi sam siebie pozwalając się krzywdzić i między innymi tym samym krzywdzi również borda - pozwalając mu krzywdzić siebie. No i przecież krzywdzi oczekiwaniami, oczekując od żyrafy rączego cwałowania, czy się mylę? O tym kiedyś sprawnie napisał kolega 3bsp. Co jest większą zbrodnią - zafundować komuś piekło w wyniku swojego zaburzenia? Czy podawać ćpunowi miłości dragi czekając na to, aż mu się poprawi? Ładnie zmuszać żyrafę do cwału? To nie są łatwe sprawy. A szczególnie ciężko o tym wszystkim myśleć, kiedy się jest w cugu, wiem.

    Misiaczek, wybacz - młoda dupa jesteś, pan w chrystusowym wieku, dajcie se spokój. Złazić z ringu, bo tu się już nic ciekawego nie wydarzy, masz moje słowo. Im dłużej się kopiecie po kostkach, tym bardziej oboje jesteście na tym przegrani. Dalej będzie gorzej, nie znam Cię, a wiem :) Chcecie być razem - wynocha oboje do gabinetów, koleżka po 3 latach srogiej jatki też na bank się nadaje na przegląd procka. No chyba że jest takim asem jak koleżka spaprany - wtedy przez rok intensywnie codziennie pomyśli, jakoś tam się otrzepie, a potem raz na jakiś czas zatęskni, zajrzy na forum i przyrżnie filozofa ;)

    Ty na SOBIE się skup, bo masz opór roboty. Cuo cyje mo być, to bydzie, jak mawiają na Ślunsku - teraz Wasza miłość do siebie nawzajem wygląda dokładnie tak, jak do siebie samych. Sama widzisz, co z tego wychodzi. Fakt, chujowy okres na odwyk, ale tak wyszło i koniec. Przynajmniej można sobie szczerze i bez grzechu w tym świątecznym okresie powiedzieć "alleluja i do przodu". Trzymam za Ciebie kciuki, bo Cię lubię - jakoś tak mi z historii i gadki przypominasz ten mój wynalazek ;)
  • brz_a_sk 20.12.13, 15:09
    trochę tak mi się upraszcza to wszystko

    chlać/ćpać razem? - bo tak się świetnie rozumiemy w tym upadaniu

    czy robić to osobno?

    Chyba wiadomo, że po pierwsze nie o takie bycie razem chodzi - 'paramiłość' - jakby tego narkotyku nie nazwać - to destrukcyjna potrzeba doświadczania bliskości w bólu, w zadawaniu cierpienia, w sprawdzaniu wytrzymałości - chore od a do z

    kto winien - ten kto świadomy na pewno brnie i wciąga w bagno - potem jest już dwóch ćpunów

    Jak szukać wyjścia? - pewnie po pierwsze pytać siebie o odpowiedzialność za siebie i za partnera

    ale wiadomo ćpasz to i z partnerem się dzielisz

    iść na terapię ?

    razem czy osobno? kiedy jedno nie chce czy nie daje rady ?

    trzeba popatrzeć gdzie nas to ućpanie wspólne prowadzi

    czy jest z tego jakakolwiek radość, czy już tylko głód cierpień, które nazywamy miłością?

    Tak sobie myślę, że czasem tyle sobie potrafimy nawyobrażać, że przerasta to wszystko co w jakiejkolwiek innej głowie by powstało

    rzucamy się ratować kogoś kto nawet nie pomyślał, ze pójdzie się kąpać - ale to nam potrzebny topielec

    poświęcamy swoje życie i często dzieci (czego dokonać może już tylko ćpun ujarany na maksa, zupełnie bez kontaktu z ziemią), by partner nie zginął bez nas - kreujemy pasożyta - sorry tak to jest

    złe to pomysły, tym bardziej, że przy bpd partner bordera zaczyna krzywdzić otoczenie!!! tak jak border - wspólnota dusz :( cholernie paskudna faza - partner bywa skuteczniejszy w zadawaniu ran by się wpisać w borda cele

    o tym co się zdarza gdy są dzieci aż strach pisać - nie wiem czy border może być zrównoważony i na potrzeby dziecka stworzyć świat równoległy ciepły , czuły, troskliwy stabilny ... nie wiem ... do końca nie pojmuję tego, że raz nie da się być opanowanym, a innym razem jest się odpowiedzialnym;
    wiem są borderzy postrzegani na zewnątrz jako dobrze funkcjonujący biznesmeni nawet; jak jest z empatią innych w takiej sytuacji? co dziecko ma wyczuwać? a czego ma nigdy nie zobaczyć i nie usłyszeć ; jak ma nauczyć się co to jest miłość = nie wiem

    to dla mnie strefa cudów

    Ostatnio widziałam jak ktoś zaczyna robić świństwa, 'pozwala sobie'
    i buduje teorię win do utopienia krzywdzonego
    nie jest w stanie znieść informacji o swoich winach
    i misternie sam sobie na usprawiedliwienie szykuje intrygę / pakiet win do wywalenia na partnera
    jak inteligentny człowiek to mieści we łbie nie wiem

    ale to jest właśnie to okłamywanie siebie i wywalanie wszystkich swoich win i słabości na innych

    bez oglądu siebie i tego syfu wyłącznie swojego! nie na mowy by się naprawiać zmieniać

    pieprzenie ja chcę ale nie mogę bywa śmiesznie tragiczne
    zwalanie na cokolwiek naiwne

    cudów nie będzie to prawda, na psychice nie da się operacji plastycznej w znieczuleniu zrobić - ale gadanie: ja tak kocham. że ukatrupię pół świata i siebie też, jest brnięciem w cierpienie i samodestrukcję nie w miłość
    pieprzeniem kotka przy pomocy młotka

    może cokolwiek przyda się? - ostatnio mam wrażenie, że bardzo mało osób chce wiedzieć czego chce - tego mogą dowiedzieć się tylko od siebie
  • 328i 20.12.13, 18:29
    @Spaprany: restekpa za Twoje posty. Otwieraja mi szerzej oczy, upewniam sie w tym, co wlasciwie wiem, ale boje sie sam sobie glosno powiedziec :)
    BTW te swiatle mysli same cie naszly, czy byles u jakiegos specjalisty od przepalonych instalacji, ew. `naczytales` sie? Wszystko jest so true.

    @misiaaczek: Krok zero, zauwazenie, ze cos jest bardzo nie halo, wykonany. Tak jak napisal kolega Spaprany: teraz daj spokoj swojemu bylemu. I na razie nie pakuj sie w kolejny zwiazek - dla siebie i dla niego. Ty potrzebujesz tego czasu dla siebie, a to ze nie wpakujesz sie w kolejny romansik oszczedzi mu sporo nerwow. Oczywiscie opcja razem tez nie wchodzi w gre.
    To bylby krok nr 1. A potem to juz praca nad soba, niestety wszyscy musimy ja wykonac, pasozyty bordy i frajerzy niebordy, taki lajf...
  • misiaaczek24 20.12.13, 18:58
    Skąd w mojej głowie pojawił się ten potwór? Czy osoba zaburzona/niedojrzała emocjonalnie ma szansę na normalny związek? Teraz ból rozdziera moje serce, jestem wielkim cierpieniem bo jestem samotna i nie mam nikogo. Gdyby wrócił byłabym tak cholernie nieszczęśliwa że muszę być z nim, że mnie ogranicza ze tak mnie unieszczęśliwia i szukała milionów powodów by go zgnoić żeby powiedział: dość:( Dlatego wiem że nie mogę wrócić bo moje ataki są silniejsze ode mnie. Nie panuję nad tym. Mam dość
  • brz_a_sk 20.12.13, 19:26
    czego oczekujesz od piszących tu?

    co mogłoby Ci pomóc - oczywiście nie w trwaniu i roztrząsaniu ale kroku w dobrą stronę

    co sadzisz o swojej terapii?
  • wolna_jak_ptakk 20.12.13, 19:29
    Ja też uważam ,że wskazana jest tu terapia i u Ciebie i u niego.I chodź to dla ciebie trudne zostaw go w spokoju.
  • macko024 20.12.13, 19:35
    Zostaw w spokoju zdrowego człowieka bo naprawdę to jest strasznie wykańczające , poszukaj swojej drogi do tego aby wszystko miało ręce i nogi Ty musisz być w porządku wobec siebie
  • macko024 20.12.13, 19:41
    TYLKO zaczynając od nic samo się nie zrobi ja nie wiem nic , zupełnie nic , CO mam robić , jak mam robić , muszę myśleć w najdrobniejszych sprawach żeby głupoty nie zrobić = patrzysz na mie widzisz człowieka "Przepraszam że żyję"

  • misiaaczek24 20.12.13, 19:29
    Oczywiście podejmę terapię, byłam raz wybieram się po raz kolejny na NFZ. Oczekuję tego by ktoś napisał: będzie lepiej, że terapia pomoże mi zrozumieć siebie i swoje nieprawidłowe funkcjonowanie w związku:( czy to możliwe przy zaburzeniach osobowości?
  • macko024 20.12.13, 19:38
    Ja poszedłem na terapię nie BDB ale dla osób uzależnionych od alkoholu - pomogło mi to na razie tyle że 48 dzień nie piję , teraz myślę co dalej ze sobą zrobić - na niczym nie mogę się skupić , - nic nie ma dla mnie sensu- uśmiechnąć się nie umiem - rozmawiać z ludźmi nie umiem- od prawie 2 lat z domu nie wychodzę - jestem naiwny jak 3 letnie dziecko- tępy jak 2 latek- najprostrze sprawy potrafię spierdolić- poczucie bycia 0 - patrzę w lustro i swojej mordy nie mogę oglądać
  • macko024 20.12.13, 19:39
    a na terapi jedną rzecz jaka mi utkwiła w głowie NIC SAMO SIĘ NIE ZROBI!!!
  • brz_a_sk 20.12.13, 19:58
    no to jest coś

    wielki krok masz za sobą i to bardzo ważne
    załóż watek osobny na ten temat będziemy Cię wspierać co dzień

    wymyślimy o czym można pogadać - co Ty na to?

    ja w każdym bądź razie czekam

    :)

    Ty troche podpowiesz jak się za to zabrałeś

    a my podpytamy jakie masz zainteresowania

    no dawaj :)



  • macko024 20.12.13, 19:50
    I na koniec dzisiejszych dywagacji BDB niszczy WSZYSTKO I WSZYSTKICH!!!!!!!!!!!!!!!
  • macko024 20.12.13, 19:32
    Problem BDB jest taki że użala się nad sobą żeby wszyscy wiedzieli że jest nieszczęśliwa itd.
    Ktoś chce pomóc ale nie wie jak , a nawet jak ktoś wyciągnie rękę to się obróci przeciwko niemu i to jest najgorsze , więc lepiej zostawić taką osobę samą ze sobą bo BDB nie wie nic i boi się jakichkolwiek relacji a to co ktoś mówi ma w dupie . skąd to wiem ? sam po sobie ktoś wyciąga do ciebie rękę a ty go pochłaniasz całego ..... tak że na końcu się tobą pożyga...
  • macko024 20.12.13, 19:44
    Autor: brz_a_sk napisał : czego oczekujesz od piszących tu? co mogłoby Ci pomóc - oczywiście nie w trwaniu i roztrząsaniu ale kroku w dobrą stronę .

    Wierzcie mi BDB nie wie nic jak zapytasz po co żyje , czy ma marzenia odpowie : <b>nie wiem</b>
  • brz_a_sk 20.12.13, 19:52
    nie jest tak źle :)

    ta rozmowa tu jest po to żeby nie zabrać się za nic

    tu piszą same wygi i wiadomo z gadania nie ma nic

    a 'wybieram się na terapie' znaczy :) :) :) że to strasznie daleko co najmniej kilka lat drogi

    tu raczej ktoś kogoś wesprze niż próbuje wyręczać - bo wiemy, że to szkodzi nie pomaga



  • macko024 20.12.13, 19:47
    BDB ma jeszcze jedną masakryczną cechę - to jest wampir energetyczny - przykładowo inwestuje w związek 5 zł a wyciąga 50.000 = dosłownie tak to działa , a gdy kończy się źródło i musi dać coś więcej od siebie ucieka jakby nigdy nic nie było......
  • mamtocalyczas 24.12.13, 13:21
    hej, ja mam pytanie o to picie, sama nie piję od 16 stycznia 2013 (minus dwie 'sytuacje') - jak wpadłeś na to, że odstawienie picia może ci pomóc? jak sie czujesz po 48 dniach? bierzesz coś innego zamiast? masz plan na przetrwanie świąt i sylwestra? poszedłeś do aa czy do ośrodka uzależnień? masz 'sponsora' czy dajesz rade sam?
  • macko024 24.12.13, 14:00
    hej czuję się lepiej, po rozstaniu dość brutalnym psychicznie zostałem sam , mój dzień zaczynał się od 3 kaw 7 papierosów a na koniec dnia 4 piwa i tak dzień w dzie przez prawia 1,5 roku, poziom agresji nie samowity autodestrukcja , próbuję kjakoś żyć hujowo bo hujowo ale żyję pisz do mnie na maila to sobie popiszemy jak chcesz macko24@op.pl
  • spaprany 20.12.13, 20:38
    kolego 328i, jak się uczciwie zbierze wpierdol, są tylko dwie drogi - albo sobie zacząć głośno mówić prawdę, aż się w nią wreszcie uwierzy, albo nadstawiać mordę dalej :)

    U każdego człowieka, który umie spojrzeć na siebie z dystansu jest pewna granica, poza którą lawinowo wytraca się szacunek do samego siebie. Bezpiecznik. Tak, jak niektórzy potrzebują zrobić kupę w gacie w pełnym autobusie, żeby przestać pić - tak inni potrzebują posłuchać od swojej wielkiej miłości, jak ją rżnął sąsiad zza ściany przez ostatni rok. Chodzi o motywację. Ja mam dość sprawny instynkt samozachowawczy. Tutaj wystarczyło porządne rzyganie na zjeździe, żebym stwierdził, że to ćpanie jest dla mnie za mocne. Zejścia zbyt kosztowne, a i diler w chu.. walić zaczynał :)

    Przestać grzać to jedno, a utrzymać abstynencję - drugie. Źródła tu nie mają żadnego znaczenia - to samo można usłyszeć od pana psychologa za 150,- od godzinki, co wywnioskować z postów na forum, albo z rozmów z kimś mądrym. + oczywiście do bólu szczera samoobserwacja - to chyba najtrudniejsze. Nie chodzi o to, KOMU, ale W CO się uwierzy. Fajnie być samemu dla siebie autorytetem w takich sprawach, ale to lata treningu. W każdym współuzależnieniu chodzi o jedno - o brak umiejętności samoopieki. Wtedy składasz obowiązek opieki nad sobą w ręce kogoś, kto się do tego kompletnie nie nadaje. Kierowcą tego pociągu jest tylko brak wiary w to, że SAM możesz i umiesz. To aż / tylko przekonania. Jeżeli naprawdę chcesz je zmienić, zmienisz, żeby skały srały :)
  • wolna_jak_ptakk 20.12.13, 21:34
    Spaprany uwielbiam Twoje wpisy :-) masz konto na gazecie chciałabym Ci zadać jedno pytanie :-)
  • spaprany 21.12.13, 22:03
    mam, zadawej :)
  • wolna_jak_ptakk 21.12.13, 22:26
    Napisałam :-)
  • macko024 21.12.13, 23:32
    misiaaczek24 znAjąc bordera , misiaaczek24 już więcej tutaj nie napisze
  • misiaaczek24 22.12.13, 13:29
    Nie mogę się powstrzymać piszę do niego mino wszystko, namawiam, obiecuje kolejne zmiany. Teraz jest dla mnie ideałem, chcę go za wszelką cenę odzyskać. Gdy już odpisze w głowie pojawia się myśl: i tak z nim nie będziesz bo nie chcesz z nim być by na powrót idealizować i zabiegać o jego względy. Te myśli są chore i takie sprzeczne. Nie umiem nad nimi zapanować i zbudować spójnego obrazu nas. Skąd te sprzeczności? Dlaczego nie mogę zdecydować się na jedno wyjście, zbudować plan i jego się trzymać?
  • macko024 22.12.13, 14:15
    zasad 1 spróbój zająć się sobą , nie dzwoń , nie pisz nie rozmawiaj bo komuś odjebie , albo jemu albo tobie.
    2
  • brz_a_sk 22.12.13, 14:25
    pisz do siebie i nie wysyłaj

    nie trudno dostrzec sprzeczności wtedy

    jedno jest pewne nie chcesz chcieć

    chcesz robić to co Ci się podoba

    nie chcesz liczyć się z konsekwencjami

    prowadzisz grę

    a widzów bierzesz za świadków tego ze się starasz

    no nie starsza się - NIESTETY

    zajmij się sobą - nie niszcz już nikogo więcej w tym i siebie

    nie ma nic oryginalnego ani niezwykłego w tym co robisz - ot zwykłe byle jakie zatruwanie życia innym, bo Ci za ciężko powiedzieć jestem winna wielu swoim problemom mam się leczyć a nie wymyślać kolejne przyczyny swojej nieodpowiedzialności

    igrasz z ogniem by świat na ciebie patrzył
    podpalasz się - sama - nikt nie bierze w tym udziału


  • misiaaczek24 22.12.13, 21:23
    Zachowuje się nienormalnie, napiszę maila z obietnicami a gdy on odpisze boje się że napisał że chce wrócić i wierzy że się zmienię, napisze że mnie kocha i chce być ze mną. Wtedy pojawia się paniczny lęk że znowu będę musiała z nim być, spędzać czas, że znowu będziemy parą. A w środku wszystko krzyczy że nie chcesz! Gdy piszę maila to święcie wierzę w to co napisałam że go kocham, myślę logicznie i stawiam logiczne argumenty w które wierzę że tak będzie, że da się to zrealizować by potem wszystko to obrócić do góry nogami skreślić, całkowicie zmienić jego obraz. Tak samo jest gdy z nim rozmawiam. Podobnie mam w stosunku do mamy. Czasami myślę że jest taka wspaniała normalnie z nią rozmawiam by za chwilę całkowicie ją skreślić, znienawidzić i stać się opryskliwa:( z To już nie jest normalne, zdaję sobie z tego sprawę. Rany, oby wytrwać do spotkania z psychologiem bo mam wrażenie że mam w głowie kosmos
  • brz_a_sk 22.12.13, 21:31
    kiedy masz wizytę???
  • misiaaczek24 22.12.13, 22:05
    dopiero w lutym, na nfz. Dlaczego pytasz?
  • spaprany 22.12.13, 22:10
    pyta dlatego, bo rozsypujesz się bardzo i przydałoby Ci się TERAZ, a nie w lutym.
  • misiaaczek24 22.12.13, 22:28
    Te ataki kiedyś były rzadsze teraz po trzech latach mam paniczny lęk przed stałością. Boje się tego że z tym facetem będę musiała spędzić resztę życia. Ostatnio te ataki na jego osobę pojawiają nawet co tydzień. Ten ból bycia z nim jest nie do opisania, związek z nim, bliskość sprawia że chce mi się wyć, krzyczeć i rwać włosy z głowy:( to jest straszne. Lecz gdy on odchodzi bo już nie wytrzymuje to ja tak rozpaczliwie za nim tęsknie, wtedy kocham go ponad wszystko, uważam że wtedy jest tym jednym jednym jedynym chodzę jak w transie:( ostatnio znowu zrobiłam aferę, awanturę o nic włącznie z okropnymi i podłymi słowami z mojej strony:( powiedział że chce odpocząć że mnie kocha ale nie daje rady. A ja tak kocham, tak rozpaczliwie potrzebuje tego człowieka. Kajam się w myślach, obwiniam, analizuję co było złe i jak to zmienić. Za chwilę odwracam wszystko i stwierdzam że to on jest winny, że to wszystko przez niego i to z nim coś jest nie tak. Tak bardzo chce by wrócił, zastanawiam się nad tym że może przestanę jeść, zrzucę się ze schodów wlazę pod samochód i wyląduje w szpitalu to on natychmiast wróci i będzie się mną opiekował i kochał:( No ale co jakiś czas pojawia się myśl, trzeźwa: Ty go wykończysz psychicznie, daj mu spokój. I podejmuję tą decyzję że koniec, nie piszę, nie szukam kontaktu, nie myślę. Za chwilę pojawia się myśl że może kiedyś, może kiedyś się spotkamy i zaczniemy od nowa że dorosnę i będę zdolna do normalnego związku. Za chwilę myślę że ja chcę go teraz bo nie dam rady bez niego. Jak mu powiem że to koniec dla jego dobra to chyba umrę z bólu. Lubię być taka nieszczęsliwa i cierpiąca. Błędne koło. Ufff tak to mniej więcej wygląda. Wiem że nie jesteście psychologami ale już nie daję rady z natłokiem myśli.
  • wolna_jak_ptakk 22.12.13, 23:03
    spaprany napisałam do Ciebie wczoraj na gazeta doszedł mail?? :-)
  • brz_a_sk 22.12.13, 22:16
    to jest wizyta u psychiatry czy juz terapia?

  • misiaaczek24 22.12.13, 22:30
    wizyta u psychologa
  • brz_a_sk 22.12.13, 22:36
    może spróbuj w między czasie dostać sie do psychiatry najlepiej psychiatry-terapeuty
    nie odkładaj szukania pomocy
  • misiaaczek24 22.12.13, 22:38
    Jestem po prostu strasznie niedojrzała, sama nie wiem czego chcę:( a on cierpi, tylko że mam prawie 25 lat czas dorosnąć i określić się. Mam nadzieję że jakaś terapia mi w tym pomoże.
  • 328i 20.12.13, 21:34
    Trudno sie tu nie zgodzic.
    Ja, mimo ze nie jestem `bordem`, to do normalnych nigdy nie nalezalem. Nie bede tutaj meczyl nikogo opowiesciami typu co i czemu.
    Nie "obwiniam" i chyba nawet nie obwinialem mojej ex za to Wszystko, bo to gowno prawda - tak jak piszesz, bylismy siebie warci.

    To cenie w Twoich postach; na zagraniczych ludzie sobie za bardzo slodza, a Ty Spaprany przemawiasz do mnie jak facet do faceta - no i masz przy tym tyle racji.
    Dla mnie to wazne, by sobie przypomniec o rzeczach podstawowych i moze wlasnie zaczac je znowu powtarzac. Mi sie wydawalo, ze wyszedlem z nalogow (no hery nie grzalem), ze niby robie cos ze swoim zyciem. Bo przeciez juz nie jestem na takim `dnie`. Ale dzisiaj stwierdzam, ze to gowno prawda, pracoholik bez znajomych, to tez dno.
    Bylem i dalej jestem frajerem, cale zycie odnoszacym moralne zwyciestwa.
    I jak czytam nawet wiek mam juz chrystusowy. LOL.

    Zastanawiam sie nad tym, zeby moze po nowym roku przestac czytac o tych wszystkich gownach i po prostu zyc. Dziekuje Panu (mimo, ze jestem niewierzacy), ze jej juz dla mnie nie ma.
  • gaetta 20.12.13, 23:24
    Bardzo dobry tekst, trafiasz w punkt! :)
  • brz_a_sk 21.12.13, 00:52
    www.youtube.com/watch?v=vZjAam9UOqE
  • witchland 22.12.13, 12:27
    Z diagnoza bordeline nalezy ostroznie szafowac. Wiele osob ma tzw. niedojrzalosc emocjonalna, ale z biegiem lat z niej wychodza.

    U kobiet to dosc specyficzna sprawa, bo wiele kobiet ma owo 'zaburzenie', jako wynik wielu zlozonych i specyficznych sytuacji zyciowych, dorastania, balansu hormonalnego itp.Czasami problemy zdrowotne, niedoczynnosc tarczycy, itp.Wszelkie przezyte traumy...

    Czesto takie zachowanie 'wpada' tez u kobiet, w domach ktorych byl ojciec dysfunkcyjny, np. alkoholik, psyhopata, agressor, klamca, albo wcale go nie bylo.

    Dysfunkcja, lub brak ojca w rodzinie, jest grozniejsza dla psychiki dorastajacej dziewczynki niz ewentualne problemy z matka. Przy dosc stabilnym ojcu, sprawiedliwym, uczuciwym, itp. jednym slowem dobrym- struktury psychiczne ksztaltuja sie silnie i stabilnie... A dziecko nie jest uszkodzone w swoim Centrum Osobowsci.

    Tak na moje oko wygladasz na osobe z depresja, bardzo zaniedbana emocjonalnie, pokrzywdzona przez zycie i los.

    Jezeli jestes mloda, to szukaj pomocy dla siebie, aby takie zachowanie i styl bycia nie stal Ci sie na stale i nie zniszczyl ci zycia.

  • brz_a_sk 22.12.13, 14:17
    bardzo trafne i celne uwagi

    mam wrażenie, ze czasem gloryfikowanie bpd - wg mnie bardzo ciężkiego zaburzenia - chęć posiadania wyjątkowej diagnozy , sprawia wręcz wmawianie sobie pewnych objawów;

    co gorsze i osoby dobrze zdiagnozowane miewają tendencję do wykorzystywania wiedzy o objawach nie tylko do terapii ale jako wytrychów/wymówek czasem usprawiedliwień, szantażu, bywa dla dodania sobie 'atrakcyjności' dla skupienia na sobie uwagi

    czasem pajacują wręcz, poniżają, rujnują dla zabawy z pełną premedytacją, straszą samobójstwem, cierpią demonstracyjnie, upubliczniają emocje - CZASEM podkreślam CZASEM

    wstyd bywa bodźcem do terapii jedyna z tego korzyść - szkoda, ze bywa czasem tylko powodem do totalnego doła
  • macko024 22.12.13, 14:49
    Jak ktoś nie rozumie o co chodzi z bordem to jeszcze raz napisze w skrócie

    Bord to czysta kartka- sprawdza co jest normalne a co nie - w głowie nie ma zupełnie NICCCC
    nie uwierzycie ale tak jest !!!!!

    Bord wykorzystuje wszystkich i wszystko do zapokojenia swoich chorych potrzeb

    Bord gra w grę w której to on ustala zasady - w skrócie bawi się wszystkim i wszystkimi
    w wieku np.30 lat ma umysł dziecka 2 letniego, któremu jak sie zabierze zabawki obwinia wszystkich i wszystko o to co się stało !!! on nigdy nie jest winien

    Ja od 2 lat prawie nie wyszedłem z domu, chodzę na terapię i nie wiem co dalej nie chcę się z nikim wiązać bo wiem do czego jestem zdolny , wcześniej pisałem - mnie samego było 15!!!!!!!

    i nikt nie znał tego poprzedniego umiejętności aktorskie na poziomie Lindy ;-)))
  • brz_a_sk 22.12.13, 15:05
    przed chwilą mi wpadło w ręce

    tes98.pinger.pl/m/15551666
    Life for sale.

    taki klimacik wyprzedaży ech - wszystkie graty wystawione

  • mamtocalyczas 23.12.13, 11:04
    cześć, też jestem tu nowa, przeczytałam twój post i poczułam sie, jakbym patrzyła w lustro, Spróbuję ci pomóc bo tez latami szukałam pomocy
    Po pierwsze - DA SIĘ TO WYLECZYĆ

    1. nie obwiniaj się o to kim jesteś, to nie jest twoja wina, że masz BPD - im bardziej będziesz próbowała się kontrolować, żeby nie krzywdzić, tym gorzej będzie.

    2. pytasz czy to co czujesz to miłość - odpowiedź brzmi "nie" - jedyne co czujesz to potrzeba bycia kochanym i lubianym, ciągle i totalnie, bez względu na wszystko.

    3. nie umiesz go zostawić, bo za chwilę poczujesz, że "kochasz" go tak bardzo, że to jest jedyne co się dla ciebie liczy, on jest święcie przekonany, że tylko z tobą będzie szczęśliwy a ty nie chcesz go jeszcze mocniej zranić odchodząc po tym co już mu zrobiłaś - otóż może trudno ci będzie w to uwierzyć, ale to jest dopiero początek, jeszcze nie zrobiłaś mu nic w porównaniu z tym co mu dopiero zrobisz, 3 lata to niedużo, ja miałam (mam?) taki związek 13 lat,
    Na razie go "kochasz" bo jeszcze daje radę reagować na silne bodźce od ciebie - to nie będzie trwało wiecznie, teraz w to nie wierzysz ale on cię znienawidzi, i mimo to nadal będzie cię "kochał" i będzie chciał z tobą być - wtedy ty staniesz sie jego ofiarą i będziesz się w tym dusić. zaczniesz szukać nowych ludzi, nowego związku i na pewno go znajdziesz, ale to nie będzie koniec, zaczniesz się miotać między nowym a starym, raz będziesz "kochać" tego raz tamtego, czasem obu naraz, w zależności od tego jak mocno oni będą kochać ciebie. Dojdzie ci drugi wrak człowieka, i tak w nieskończoność, choćbyś nie wiem jak się starała stworzyć dobry normalny związek - nie uda ci sie, bo w tym momencie jeszcze tego nie umiesz. tylko poczucie winy będzie w tobie narastac

    ok, to co napisałam wyżej to opis mojego przypadku, u ciebie może być inaczej, ale jedno jest pewne, w tym momencie jest jeszcze dobrze i właśnie teraz ktoś może ci pomóc.

    4. Nie wmawiaj sobie, że jesteś złym człowiekiem, który niszczy ludzi i powinien być sam. Potrafisz naprawdę dużo zabrać ale potrafisz też niesamowicie dużo dać, więcej niż ludzie którzy czują normalnie.

    5. Nie idź na byle jaką psychoterapię z jakimś partaczem z NFZ. Poszukaj sobie prywatnie psychoterapii integratywnej, nawet jeśli będzie droga to warto wydać na to kasę a zaoszczędzić na wszystkim innym

    6. możesz być szczęśliwa z drugim człowiekiem, warunek jest taki, że to będzie osoba dojrzała emocjonalnie jak 80-letni starzec :) i będzie cię rozumieć lepiej niż ty sama. Taki człowiek nie da ci się skrzywdzic, choćbyś nie wiem jak próbowała, przy nim twoje emocje się uspokoją i nie będziesz się już bać jakiejkolwiek swojej reakcji. Nie szukaj osoby, która zakocha się w tobie do nieprzytomności - to jest dla ciebie niebezpieczne i pogarsza twój stan.

    7. na koniec - staraj się nie myśleć o tym co zrobiłaś, co teraz zrobić, uspokój się.
    zapisz sobie na ścianie, że jesteś dobrym człowiekiem, który nie umie czuć tak, jak inni ludzie i to nie jest twoja wina
  • brz_a_sk 23.12.13, 12:27
    szukać dobrej terapii tak, tak, tak
    ale nie przekładać wizyty tej najbliższej

    nie tak dawno byłam gotowa iść o zakład, że dystans, mądrość i wiedza, spokój, wyrozumiałość, odpowiedzialność, stanowczość .... dziś :(

    dziś chętnie przegram zakład przeciwny - bo jednak naiwnie swoim pojmowaniem świata wierzę

    ale chyba jedynie wytrwała katorżnicza terapia ma sens i jakiekolwiek znaczenie - reszta jest łudzeniem się, że coś na miękko pójdzie

    mamtocalyczas - nawet nie wiesz jak chętnie posłucham każdej optymistycznej informacji z placu boju; ucieszę się szybko, nadzieją i położę delikatnie na półkę - bo wiem, że trzeba poczekać;

    wiem jak często ludzie bez bpd robią sobie w życiu g@wno i dziwią się o jej 'wdpłem' i nie zmywa się - bo nie zmywa się; trzeba nauczyć się żyć mimo swoich doświadczeń

    pięknie mieć tylko zadbany życiorys, zadbane myśli, piękne doświadczenia - ale ...

    jednym łatwiej innym przetrudno - chcieć to chyba podstawa i jedyna szansa, której nalezy się uczepić - bo inaczej po co żyć

    chyba miałam co innego napisać ale tak lepiej :)
  • misiaaczek24 23.12.13, 14:55
    Wiec powinnam odejść od niego, wziąć się za siebie i wtedy dopiero "tworzyć" zdrowy związek? Gdy myślę o tym to wyjście wydaje mi się słuszne:( nie chce tego ale czuję że muszę bo widzę co się z nim stało:( Nie chcę żeby mnie znienawidził, nie chce tego najbardziej na świecie.
  • mamtocalyczas 23.12.13, 18:21
    to jest podobne do instrukcji w samolocie - najpierw zakładasz maskę sobie, potem dziecku - jeżeli nie pomożesz najpierw sobie, to jemu tym bardziej.
    może nie jesteś jeszcze na to gotowa i nie będziesz umiała tego zrobić, to nie jest twoja wina,

    u mnie coś sie zaczęło zmieniać w mózgu po tym, jak chłopak który kochał mnie jak nieprzytomny podjął męską decyzję i nie pozwolił mi do siebie wrócić nawet na 5 minut (próbowałam przez 2 lata) wtedy nauczyłam się trochę kontrolować moje emocje i do dzisiaj jestem mu wdzięczna za to co zrobił

    musisz przestać myśleć o odejściu jako o czymś nieodwołalnym albo skupiać się tylko na tym strasznym bólu, który poczujesz. pewnie już wiesz że ten ból przychodzi i odchodzi a za każdym razem kiedy przyjdzie a ty się nie złamiesz - poczujesz szacunek do samej siebie :), po kolejnym powrocie i odejściu oczywiście poczujesz się jak śmieć
    te małe testy, które mu robiłaś, odejścia i powroty, to nie jest prawdziwy sprawdzian miłości. jeżeli on cię kocha to zrozumie, że teraz nie możecie być razem przez jakiś czas, ze ty potrzebujesz czasu dla siebie - dużo czasu, pewnie kilka lat - poczeka na ciebie.

    myślisz pewnie że kilka lat to bardzo dużo, ale jeżeli zrobisz to teraz to za kilka lat będziecie mogli ze sobą naprawdę być i doceniać to co macie. jeżeli nie zrobisz nic i będziesz się tylko miotać to za kilka lat ty będziesz w tym samym punkcie co dzisiaj, a on będzie już innym człowiekiem
  • spaprany 23.12.13, 17:56
    "6. możesz być szczęśliwa z drugim człowiekiem, warunek jest taki, że to będzie
    > osoba dojrzała emocjonalnie jak 80-letni starzec :) i będzie cię rozumieć lepie
    > j niż ty sama. Taki człowiek nie da ci się skrzywdzic, choćbyś nie wiem jak pró
    > bowała..."

    Wiesz z autopsji, czy z otoczenia? Czy po prostu gorąco w to wierzysz?
    Nie chciałbym Ci psuć humoru, ale to mrzonki. Osoba dojrzała emocjonalnie jak 80-letni starzec podejmuje wybory dojrzałe, najlepsze dla siebie, bo ma wykształcone mechanizmy samoopieki. Nigdy nie zainwestuje siebie w relację pełną prób na wytrzymałość i siłę miłości, histeryczną, bo to są związki dla szachistów-kaskaderów, a nie dla buddystów-filatelistów. Ktoś, kto nie żyje emocjami i na poziomie emocji, tylko nieco głębiej, w życiu nie zainteresuje się bordem, było o tym już nie raz. A bord nie zainteresuje się kimś takim.

    Co to znaczy "nie da Ci się skrzywdzić"? Że zniesie z uśmiechem na ustach, jak w kolejnej panicznej ucieczce zdradzisz z kimkolwiek?

    Co do "rozumienia lepiej, niż ty sama" - też fail, przykro mi. Odkryta mroczna tajemnica to jest początek końca. Bord nie zniesie odbicia swojego syfu w bliskim człowieku.

    "nie szukaj kogoś, kto..." - czyli jak, wracamy do punktu wyjścia? Idealny partner dla borda: odporny na manipulację, niezakochany, idealnie rozumiejący, bez własnych potrzeb i oczekiwań. Tatusio-terapeuta? Czy ktoś, kto się nie zakocha do nieprzytomności będzie miał ochotę i cierpliwość, żeby "rozkminiać system"?

    Przepraszam, ale po mojemu - marna ta recepta, jak wszystkie inne :)
  • mamtocalyczas 23.12.13, 18:45
    hm, powiem tak, znam z autopsji - mój obecny związek, 1,5 roku :)
    chyba zapomniałam dodać, że ten człowiek poza innymi cechami musi być też organicznie dobry i musi umieć wybaczyć (nie wybaczać co 5 sekund tylko wybaczyc ten jeden raz i dac szansę)

    widzisz, takiego borda najłatwiej jest skreślić i ogromna większość ludzi (w zasadzie każdy kto nie jest drugim bordem albo dalajlamą:) powinna trzymać się od nas z daleka,
    ale istnieją osoby, które chcą i umieją nas naprawić. i serio, ten proces nas zmienia w cholernie wdzięcznych i wyrozumiałych ludzi

    czytałam twoje wczesniejsze posty i rozumiem, że tobie się to nie udało, na pewno chciałeś pomóc swojej dziewczynie ale nie wyszło bo wtedy tego nie umiałeś, no i spoko, to nie twoja wina

    ogólnie chylę czoła, jesteś bordowym specem :)
  • brz_a_sk 23.12.13, 18:53
    border zawsze myśli o chwili
    18:50 jest dobrze znaczy jest dobrze
    19:30 border zupełnie szczerze może napisać dno

    tylko dlatego marzę, całkiem serio, ze napiszesz w podobnym optymistycznym tonie za kilka dni

    i nie ma w tym ani zdźbła niczego prócz dotkliwego doświadczenia rozmów z borderami

    myślę, że związek z dojrzałym człowiekiem jest szansą ale czy border znajduje sens w związku w którym nie ma nieustannej gry z partnerem a w sumie przeciw?
  • mamtocalyczas 23.12.13, 19:25
    hm, spróbuję wytłumaczyć, o co mi chodziło z tym związkiem z dojrzałym człowiekiem. to nie działa tak prosto, że BPD trafi sobie na mądrego sinobrodego, który pokocha go bezwarunkowo i przy okazji uleczy :), musi się połączyć kilka innych czynników,

    po pierwsze bord musi być już na tym etapie, kiedy zdaje sobie sprawę, że coś robi nie tak, bo naokoło coraz więcej obolałych ludzi, którzy 'wmawiają' mu ze ich skrzywdził - on tego nie rozumie, po prostu zaczyna go to męczyć i nudzić,

    po drugie, jeżeli taki bord ma szczęście to trafi na kogoś, kto go nieodwołalnie zostawi i nie zmieni zdania, bez względu na to jak nieziemsko stara sie bord, nie pozwoli zrobić sobie sieczki z mózgu - tutaj bord ogromnie cierpi (myślę że wiecie o czym mówię, nieprzytomny ból) ale chyba właśnie tutaj zaczyna trochę rozumieć i zaczyna myślec o tym, ze chciałby się zmienić, żeby nie czuć bólu oczywiście, nie żeby nie ranić innych, nie oszukujmy się ;)

    no i dopiero tutaj przylatuje na latającym dywanie mędrzec z dalekiego wschodu i mówi: chodź kaleko emocjonalna, ja cię uzdrowię ;) i wtedy taki trochę przetrącony zyciem bord otwiera oczy i uszy najszerzej jak może i stara się z całych sił zrozumieć to co mędrzec mu mówi, no i jeżeli braki są tylko EQ a nie w IQ to to jest własnie początek procesu zmiany "złego borda" w "dobrego człowieka" :)

    no a jeśli chodzi o ciagłą grę i ekstremalne emocje - ta gra sie po prostu nudzi, jak każda inna gra i każda inna rzecz w zyciu bpd - przynajmniej mi się znudziła
  • brz_a_sk 23.12.13, 19:54
    chyba rozumiemy się

    Święta idą co?


  • koballt 23.12.13, 20:14
    Mamtocalyczas pracuje już kilkanaście lat z tym tematem, więc nie dziwię się, że ma wyniki, a temat tak czy inaczej lżeje z wiekiem, tak?
  • misiaaczek24 23.12.13, 20:46
    mamtocalyczas jeśli można wiedzieć ile masz lat? Jak długo powinna trwać terapia by były jakieś efekty? Chciałam jeszcze zapytać o twój trzynastoletni związek, nie jesteś już z tym facetem? On odszedł czy ty? Mój trwał trzy lata i od początku pod górkę. Poza tym wszystkim mam straszne wahania nastrojów, niską samoocenę, i jestem okropnie wrażliwa, aż za bardzo:( jako nastolatka miałam próbę samobójczą. Cała ta sytuacja została zamieciona pod dywan, nie byłam u psychologa. Temat tabu. A z dzieciństwa pamiętam tylko awantury rodziców, poniżania, zawsze byłam najgorsza i do niczego. Tak mi matka powtarzała. A teraz w wieku prawie 25 lat na maksa liczę z ich zdaniem, każda krytyka boli okropnie. Najmniejsze zwrócenie uwagi sprawia że płaczę i czuję się jak dziecko które powinno słuchać mamy bo mama jest święta:( Każda podejmowana decyzja wiąże się z myślą: co na to mama, tata i reszta świata:( To bardzo utrudnia mi życie.
  • mamtocalyczas 24.12.13, 11:46
    jasne, mam 30 lat, no i znowu mam to wrażenie, że czytam o sobie:),
    miałam identyczną sytuację w domu, dwie próby samobójcze, takie po cichu, nikt się nie dowiedział.

    Mój związek zaczął się w liceum, też od początku było pod górkę - oczywiście przez mnie, bo mój chłopak wtedy był naprawdę mocno zakochany i wszystko mi wybaczał. W sumie trwał 11 lat, teraz mija 13 lat odkąd się poznaliśmy, nie jesteśmy razem od 2 lat (ja odeszłam - w tych związkach to chyba zawsze jest tak, że wszystkie decyzje podejmuje bord, bo druga osoba staje się do tego niezdolna), ale niestety utrzymujemy kontakt.
    On kiedyś był takim pewnym siebie wesołym 'samcem alfa', miał mnóstwo przyjaciół, teraz ma depresję, nic go nie cieszy, po paru godzinach z ludźmi męczy się i ucieka, nie może nikogo poznać chociaż próbował. Też chodzi na terapię i bierze psychotropy.

    Rozumiem twoją sytuację z matką, ja od wielu lat wyprowadzałam się z domu kiedy tylko mogłam, uciekałam od niej instynktownie bo całe życie sciagała mnie w dół, jak robiłam coś dobrze to to było po prostu ok, ale kiedy coś spieprzyłam to w jej oczach to był koniec świata i byłam skazana na porażkę. Nigdy nie umiała mnie po prostu wesprzeć, pocieszyc i powiedzieć że trudno, wszystko będzie dobrze, bo każdy może się pomylić, ważne żeby próbował naprawic swój błąd.
    Teraz od roku wynajmuję małą kawalerkę i trochę się uspokoiłam, ale ona zawsze działa na mnie tak, że jest mi w stanie wmówić wszystko. ona ma zawsze 'rację'. Jednak od jakiegoś czasu widzę ten chory układ i jak tylko mogę to nie pozwalam na to, uczę się tłumaczyć jej spokojnie że to jest moja decyzja i mam swoje powody żeby zrobić tak a nie inaczej, nawet jesli ona zrobiłaby to odwrotnie. Zauważyłam że to na nią działa i ona też trochę się uspokaja.

    Spróbuj wymyślić sobie jakąś drobną rzecz, którą chcesz zrobić i którą twoja mama od razu by skrytykowała albo wyśmiała. powiedz jej spokojnie co zamierzasz zrobić, nie daj się wyprowadzić z równowagi, wysłuchaj spokojnie tego co si powie czy wykrzyczy, powiedz, że rozumiesz, że może mieć inne zdanie ale ty masz swoje własne. potem po prostu zrób tą rzecz. myślę, że niesamowicie dobrze się po tym poczujesz, jakbyś zerwała jeden z tysiaca łańcuchów.
  • misiaaczek24 24.12.13, 13:13
    A czy teraz z perspektywy czasu stwierdzasz że to była miłość? Kochasz, czy może kochałaś tego faceta? Chciałabyś do niego wrócić?
  • mamtocalyczas 24.12.13, 13:26
    I normalnie cieszę się, że w wyniku tego całego syfu mogę na koniec udzielić pełnej i świadomej odpowiedzi na to pytanie:

    nie kocham tego faceta i nigdy go nie kochałam, (mimo tego że momentami 'kochałam' go tak, jak mało kto 'kochał' na tym świecie :)
    był tylko zapychaczem mojej emocjonalnej dziury, poligonem na którym rozładowywałam frustrację tego, że mnie nie kochają te osoby, które powinny.
  • misiaaczek24 24.12.13, 14:10
    To jest najgorsze, ja nie wiem co do niego czuję, nie wiem czy kocham czy nienawidzę. Raz kocham najbardziej na świecie by później mieć go serdecznie dość i widzieć tylko jego wady. Raz marzę o tym by było spokojnie, nudno nawet by za chwilę pojawiała się chęć "skoku w bok" chęć poznania czegoś kogoś innego. Boje się właśnie tego że brnąc w to dalej pozostawię zgliszcza, skrzywdzę jeszcze bardziej. Bardzo mi pomogły twoje posty. Podejmę jakąś terapię, uporządkuję swoje życie. Dziękuję.
  • misiaaczek24 24.12.13, 14:50
    Mam jeszcze jedno pytanie. Czym argumentowałaś decyzję o zakończeniu tego trzynastoletniego związku? To głupie że tak wypytuję ale czy zdradzałaś...? Szukałaś sobie wyjścia awaryjnego? Ja ciągle to robię i wiele razy miałam ochotę zdradzić po prostu pójść gdzieś i poszukać jakiegoś faceta... A ostatnio ta natrętna myśl o innym facecie pojawia się już prawie obsesyjnie. Myślę sobie: przecież nigdy się nie dowie:( Smutne to bardzo...
  • misiaaczek24 24.12.13, 14:51
    Dlatego właśnie chciałabym zostawić go w spokoju żeby przeze mnie nie cierpiał bo wiem że czasami się nie kontroluje.
  • macko024 24.12.13, 23:09
    u borda nic i nigdy nie jest stałe, a zdrady są po to żeby poczuł się lepiej , i żeby mógł sobie powiedzieć znowu mi się udało oszukać wszystkich i dostać to czego chciałem
  • mamtocalyczas 24.12.13, 13:54
    jeszcze jedno - jesteś tak mocno skoncentrowana na podjęciu decyzji czy być z nim czy go zostawić, że nie widzisz kompletnie nic poza tym

    dam ci dobrą radę: teraz każda 'decyzja' którą podejmiesz będzie tak samo zła:
    1. pozwolisz mu odejść - daję ci max! 2-3 tygodnie że będziesz go błagać żeby wracał, po czym zrozumiesz, że nie chcesz z nim być i masz dokładnie sytuacje z dnia dzisiejszego
    2. zostaniesz z nim - ok znowu jakiśtam czas, po którym z całkowitym 'przekonaniem' stwierdzisz że nie dasz rady z nim być - no i znowu jesteś w dniu dzisiejszym - rozumiesz że podjęcie tej decyzji teraz nic ci ani jemu nie da?

    zrób inaczej: spotkaj się z nim, powiedz mu, że NIE JESTEŚ W STANIE podjąć żadnej decyzji, która nie sprowadzi was obojga do punktu wyjścia, potrzebujesz czasu, żeby dokonać wyboru, ale nie jakiegoś określonego - tydzień, 2 tygodnie - przerabiałam to, i pod presją czasu, choćby to był nawet rok - nawet nie zaczniesz myśleć

    pozwól chwilowo sytuacji toczyć się bez twojej kontroli na zasadzie 'niech się dzieje co chce', USPOKÓJ SIĘ - nie jesteś odpowiedzialna za całe zło tego świata i za szczęście czy nieszczescie twojego chłopaka. Każda definitywna akcja: rozstanie albo bycie ze sobą pociagnie te same co zawsze efekty i będzie stratą czasu i energii.

    zamiast tego wyobraź sobie, że wszystko jest ok, chcesz sie z nim spotkać albo pogadac? nie zastanawiaj się nad milionem konsekwencji tylko po prostu to zrób. nie chcesz? to nie. on chce się spotkać? jezeli ty tez chcesz to spoko, jak nie to nie.

    nie trac poczucia tego, czego ty chcesz, nie sprowadzaj się do roli potwora, który tyle już zniszczył że teraz pozostało mu już tylko tłumić swoje potrzeby i przepraszać za to że zyje i skupiac się na 'ratowaniu' swojej ofiary. musisz zrozumieć, że nie jestes w stanie mu pomóc, dopóki nie pomożesz sobie.

    powiedz mu, że nie robisz tego (nie przeciągasz sytuacji) po to, zeby się nim bawić, tylko po to, żeby nauczyć się nim nie bawić - on jest od ciebie starszy i trochę już cię poznał, myślę że zrozumie

    zastanawiam się tylko, gdyby 10 lat temu ktoś dał mi taką radę - przestań o tym myśleć, nic nie zmieniaj i ogólnie nie rób nic:) - to czy potrafiłabym z niej skorzystać? i niestety dość mocno wydaje mi się że wtedy byłoby dla o wiele za wcześnie żeby w ogóle zrozumieć to co ta osoba chce mi przekazac...

  • spaprany 24.12.13, 00:22
    a, rozumiem. Wiesz co, wśród facetów, którzy nie mają pojęcia o zaburzeniach (owszem, są tacy), rozmawia się o takiej kategorii kobiet-księżniczek. Pięknych, tajemniczych, roszczeniowych i manipulujących chodzących problemów, które obracają w perzynę męskie żywoty. Mawia się, że każda taka królewna musi raz w życiu dostać wpierdol od kogoś, w kim się bardzo zakocha - i właśnie wtedy jej się zmienia w głowie, pokornieje, priorytety jej się zmieniają. Może to Twoje to taka adaptacja sytuacji na naukowo zbadany grunt?

    "> ale istnieją osoby, które chcą i umieją nas naprawić. i serio, ten proces nas z
    > mienia w cholernie wdzięcznych i wyrozumiałych ludzi"

    Naprawdę? A ja na podstawie swojego doświadczenia i setek historii nabrałem przeświadczenia, że człowiek nie jest zdolny do naprawy głowy drugiego człowieka, no ale zakładam, że mogę się mylić. W końcu pomyliłem się już tyle razy... Może ja akurat byłem tym, o których piszesz - zostawiłem i nie zmieniłem zdania, chociaż miałem kilka szans. Jakkolwiek, nie mam i już nie chcę mieć wpływu na wszystko. Jeżeli się znalazłem na jej drodze po to, żeby mogła pokochać kogo innego i w tym wytrwać - niech tak właśnie będzie :)
  • mamtocalyczas 24.12.13, 12:08
    to co piszesz jest bardzo dojrzałe i jeżeli naprawdę potrafisz pogodzić się z tym, że byłeś jej poligonem doświadczalnym, to znaczy że ją kochasz. jestem pewna że ona dzięki tobie zaczęła się zmieniać.

    to naprawianie raczej nie może się udać, jeżeli BPD nie jest na to gotowy i najbardziej przeraza go myśl, że potem będzie pusto i nudno. Prawda jest taka, że będąc bordem umieć wytrwac w związku z jednym człowiekiem i chcieć być z nim do końca bez względu na wszystko - to jest dopiero challenge :).

    wiem że na pewno myślę cały czas w chory sposób, jedyne co się we mnie zmieniło to to, że teraz wiem kiedy świruję, wiem że muszę wtedy wyluzować i uczę się kontroli nad sobą. raz się udaje, raz nie.
    powtarzam sobie, że jestem dobrym człowiekiem, że jestem tylko małą częścią wielkiego kręgu życia :) caaaaaaaaan u feeeeeeeeeel the looooooooooooove tonight :D, i że mam prawo się mylić i popełniać błędy, bo nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi. wiem tez ile to wazy i ile kosztuje noszenie ze sobą przez resztę życia świadomości zniszczeń, których dokonałam, i swiadomości tego, że nie mogę cofnąć czasu.

    nie urodziłam się z bpd - dostałam to we wczesnym dzieciństwie od rodziów, wiem też że oni mieli dużo bardziej hardcorowe dzieciństwo i też dostali swoje skrzywienia od swoich rodziców, rozumiem że nie umieli inaczej - więc nie ma tu winnych, ja się tylko chcę nauczyć nie przekazywania tego dalej, na tyle na ile mogę.
  • toxic_chick 23.12.13, 20:45
    Szczere wyznanie i szacun za to... mowa o poście nr 1 .. i to by było na tyle pochwał ;) w kontekście reszty wywodów? około tematycznych...no własnie... wyjaśnie

    Piszesz: "Diagnoza zaburzenia osobowości lub poważna niedojrzałość emocjonalna".. ughmmmm... ? a to skąd? kto tak orzekł? w sensie... jedno a drugie to jak czarne i białe...................? piszesz moja droga o POGRANICZNYM ZABURZENIU OSOBOWOŚCI.. a to coś więcej niż Twoje problemy... i NIE ROZUMIEM .. i dodatkowo później:

    "byłam raz (PSYCHOLOG) wybieram się po raz kolejny na NFZ"

    I teraz... kumam, że masz jakieś problemy z sobą i związkowe, że generalnie kiepsko relacyjnie, że męczysz się i dzielisz... no czaję (forum..) i uczę się ciągle, nieustannie empatii.. no staram sie ;) ALE
    nie wierzę, że po JEDNYM spotkaniu z PSYCHOLOGIEM ktoś dał Ci diagnozę... to lipa na całego... nie umniejszając Twoim problemom ogólnie... i Tobie... to się nie trzyma kupy... no nie! to nie działa tak... nawet w publicznych placówkach!!!

    Skąd pomysł, że masz borderline? jest Twój?.... zapewne... prawdopodobnie... może... chyba, że byłaś u weterynarza... wrózki.. cholera wie :) czy na serio sądzisz, że po godzinnym spotkaniu dostaniesz diagnozę? że to grypa? angina?.... abstrakcja.. i ignorancja przy okazji... poczytaj sobie o BPD szerzej... poza związkami... bo mam wrażenie, że to jakiś wyznaczynik................................................ a nie jest tak ludki............................................................ związki to tylko część!!!!!

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • misiaaczek24 23.12.13, 21:04
    masz rację, niepotrzebnie tu pisałam. lekarka powiedziała ze to mogą być zaburzenia osobowości ale nie powiedziała ze to akurat to. Sama szukałam inf. na internecie i trafiłam tu. Chyba po prostu jestem z tych kobiet które nie nadają się do związku i nie umieją funkcjonować w związku. Tyle.
  • toxic_chick 23.12.13, 22:18
    Zaburzeń osobowości jest sporo...bywają w róznych konfiguracjach :)

    Wybrałaś ekstremalne... nie słusznie..

    Nie chodzi o to że nie potrzebnie piszesz...chodzi o to że wybierasz najgorszą wersję.. bo to jest najgosza... i wierzę że nie Twoja ;)

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • mamtocalyczas 24.12.13, 12:29
    hej, a czy naprawdę definicja jest tu najważniejsza? to że poprawnie zdefiniujesz jej 'chorobę' pozwoli ci ją wyleczyć? ta dziewczyna szuka pomocy bo nie daje rady sama z tym syfem, jeśli przeszłaś więcej to może spróbuj jej jakoś pomóc

    po tym jak zaczynasz się leczyć i coś się w tobie zmienia nie ma już znaczenia co to było

    trochę gloryfikujesz bpd, jakby to był jakiś zaszczyt tylko dla wybranych, w sumie to jest na tyle wygodne zaburzenie, że możesz bezkarnie rozp..lac życie sobie i innym i zrzucać to na bpd, bo ty przeciez 'nie umiesz' inaczej - spoko ale to jest tak jak z palaczem, który 'nie moze' rzucić, ale czy ktoś mu każe wyjąć fajkę z paczki, zapalić i włożyć do ust? piszę to z pełną świadomością bo 'rzucałam' i rzuciłam

    poza tym, nam się wydaje ze bpd to jest najgorszy z możliwych, nieuleczalny syf, taka niesprawiedliwa klątwa - bpd jest dokładnie pośrodku 'lekkich' odpałów takich jak depresja czy narcyzm, i 'ciężkich" jak psychoza czy schizofrenia -wniosek z tego taki ze to co czujemy nie jest jeszcze najgorsze

    swoją drogą od kiedy ty wiesz, że to masz?
  • toxic_chick 24.12.13, 21:32
    "hej"

    Bozesz... gdyby nie swieta (mam postanowienie byc miłą^^) to moja droga... no! wpadasz nic nie wiesz nie znasz i elaborat walisz jakis obledny, pouczasz mnie... prawisz moraly.. i az mnie... no ogarnij sie i tyle ;)

    Matka teresa? serio?... ilez madrych mysli.. przemyslen.... fanfary doprawdy

    nie chodzi o definicje dziewczynko... nie chodzi nawet o diagnoze... chodzi o wybor miejsca na szukanie pomocy... czy moze... dobre jak kazde inne? dosc tematyczne moim zdaniem i nie trafne... wyjasnie

    Nie napisalam nigdzie ale to nigdzie, ze laska nie ma problemow.. bo je ma.. opisala je wyraznie i definiowalnie.. pomimo to.. dziwie sie, ze przypisuje sobie diagnoze, ktora moim zdaniem nie jest czyms do przypisywania... sugerowania.. i na pewno nie na postawie tego co jest w sieci... to krzywdzace dla niej samej i jakis denny wybor..
    Terapia nie musi nawet dawac diagnozy jak dla mnie... wazne ze jest.. sam fakt... reszta wychodzi w trakcie, na koniec.. o ile w ogole.. a tutaj mamy sytuacje odwrotna pt: MAM BORDERLINE HELP (jedna z diagnoz...)

    Pomoc moglam czytajac post nr 1... ale poczytalam wszystko bedac nieobecna podczas pisania nr1... i jakos nie chce mi sie pomagac... nie umiem.. nie czuje potrzeby... zwyczajnie nie.... bo co mam napisac? idz do porzadnego lekarza? zasiegnij opinii? (standard) czy moze dawac rady w sprawie jakiegos zwiazku o ktorym nie mam pojecia? przedszkole? czy juz mamy podstawowke? bo podobny tok rozumowania... dziecka

    > po tym jak zaczynasz się leczyć i coś się w tobie zmienia nie ma już znaczenia co to było

    I tak i nie... wybacz ale sugerujesz, ze terapia zapewnia amnezje? oczywiście, że interpretuje przeszłość ale nie wymazuje... zmienia perspektywe nie kasuje!!!

    Nigdy nie gloryfikuje BPD i dokładnie na odwrot!!! uwazam, ze to denne rozwiązanie a najdenniejsze w przypadku kiedy ktos sam sobie stawia diagnoze!!! na zasadzie.. ooo mam borderline wyczytalam... ale jaja!!! to tak wyglada... mniej wiecej

    odpowiadając na twoje pytanie: mam to dlugo i o wiele dluzej niz Ty wiec nie pisz do mnie jak do prawiczka bo zly tok i tor i wszystko nie ten teges ;)
    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • mamtocalyczas 25.12.13, 11:12
    spoko, masz rację, z tym ze wpadam znikąd i wylewam potok złotych myśli. trochę mnie ponosi czasami, ale po co w takim razie TY cokolwiek tu piszesz?
    nie chce ci się tłumaczyć ani pomagac, bo masz to "dłużej" i wiesz że to i tak bez sensu, nie szukasz tez pomocy bo poza tobą nikt tu nie wie o czym pisze, no to co tu robisz? jestem głupia i nie kumam - oświeć mnie

    skoro wg ciebie poprawna definicja pokazuje jak się leczyć, to poinformuj mnie łaskawie, jak powinna się leczyć osoba z bpd, żeby się wyleczyć? skoro masz to tak długo to chyba już do tego doszłaś? a gdzie osoba "po prostu" niedojrzała emocjonalnie? obie na "dobrej" psychoterapii u "dobrego" psychoterapeuty?? buahaaha, no to mi pomogłaś,
    tak - poprawna definicja rzeczywiście WSZYSTKO zmienia

    a z ta amnezją - chodzi mi o to, że kiedy zdrowiejesz, to wiesz że miałaś ospę, wiesz że miałaś raka - i g..no cię to obchodzi skoro wracasz do zdrowia
  • toxic_chick 25.12.13, 19:55
    > spoko, masz rację, z tym ze wpadam znikąd i wylewam potok złotych myśli. trochę mnie ponosi czasami, ale po co w takim razie TY cokolwiek tu piszesz?

    Piszę czasami i jak mam ochotę zając stanowisko... w innym wypadku nie fatyguje się bo bo bo... powodów wiele! ALE nie pamiętam przypadku żeby "nie znając" piszącego dokonywać analizy dogłębnej... no nie! mogę coś ewentualnie pobieżnie skwitować... ale nie oceniać szczegółowo... pojechałaś i tak się nie robi :P

    > nie chce ci się tłumaczyć ani pomagac, bo masz to "dłużej" i wiesz że to i tak bez sensu, nie szukasz tez pomocy bo poza tobą nikt tu nie wie o czym pisze, no to co tu robisz? jestem głupia i nie kumam - oświeć mnie

    Ani mi się śni :P (dosłownie^^) sama wykombinuj ;) ale fakt... pomocy nie szukam.... czasami oferuje... wybiórczo ;)
    Pisałaś ile masz lat i co się dziwisz, że mogę napisać, że mam dłużej skoro jestem starsza ... bo jestem :P

    > skoro wg ciebie poprawna definicja pokazuje jak się leczyć, to poinformuj mnie łaskawie, jak powinna się leczyć osoba z bpd, żeby się wyleczyć? skoro masz to tak długo to chyba już do tego doszłaś? a gdzie osoba "po prostu" niedojrzała emocjonalnie? obie na "dobrej" psychoterapii u "dobrego" psychoterapeuty?? buahaaha, no to mi pomogłaś, tak - poprawna definicja rzeczywiście WSZYSTKO zmienia

    Nie napisałam nic takiego ;) napisałam coś odwrotnego ;) taki myk
    Ja tylko neguje stawianie diagnoz na siłe i wydumanych... nic ponad to...
    Dobry terapeuta to skarb... podkreślam dobry...
    Czepiasz się mega i jesteś francą :P

    > a z ta amnezją - chodzi mi o to, że kiedy zdrowiejesz, to wiesz że miałaś ospę, wiesz że miałaś raka - i g..no cię to obchodzi skoro wracasz do zdrowia

    ale przeszłości i tak się nie wykasowuje... blizny są :P
    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • brz_a_sk 24.12.13, 09:45
    bpd-info.pl/bpd-po-amerykansku/
  • brz_a_sk 25.12.13, 07:30
    jeśli skrzywdziliśmy kogoś
    trzeba zebrać siły by to naprawić
    przestać krzywdzić
    pracować nad sobą
    naprawić

    a czy na coś jeszcze starczy czasu i siły? - to się okaże

    kiedy skrzywdzimy tracimy prawo na dywagowanie jak wrócić by brać coś - trzeba pomyśleć jak odkupić winy, jeśli nie da się trzeba odejść; wrócić można tylko wtedy, gdy mamy pomysł na to co ze sobą zrobić, jak naprawić ... a nie jak się uwiesić na skrzywdzonym

    albo jest się wampirem albo nie

    wypiąć się z rodziców, partnera ... - zabrać się za siebie - by zacząć oddawać a nie polować na cudzą energię

    naprawiać najpierw siebie




  • mamtocalyczas 25.12.13, 11:30
    no tak, tylko że ona jest w takim punkcie, że jak go zostawi i nie zastąpi kimś innym to się rozpadnie, będzie czuła większy ból niż on - czyli mamy dwie osoby - ona krzywdzi jego, ale po rozstaniu ona będzie cierpieć bardziej niż on, no i w sumie to nie jej wina, że to ma

    bpd nie przestanie krzywdzić bo robi tylko to, czego sam potrzebuje do zycia (to jest efekt uboczny), jak jemioła - usuniesz jemiołe z drzewa to drzewo się zregeneruje, a jemioła nie

    piszę to dlatego bo przerabiałam wieloletnią fazę "niekrzywdzenia za wszelką cenę" - to prowadzi tylko do coraz większego rozpadu osobowości, już kompletnie nie wiesz kim jesteś, co możesz a co nie, na koniec boisz sie zrobic czy powiedziec cokolwiek - a korzyści z tego "niekrzywdzenia" sa praktycznie zadne - dlatego myśle że kazac jej odejść i nie krzywdzić to nierealny scenariusz w obecnej chwili
  • 6modliszka30 28.12.13, 02:26
    Witaj, chciałam do Ciebie napisać, pogadać ale pisze, że masz nie aktywowany profil, pozdrawiam i zapraszam do kontaktu.
  • mamtocalyczas 28.12.13, 11:31
    mamtocalyczas@gmail.com
  • brz_a_sk 25.12.13, 07:36
    nie polować

    nie ziać

    www.youtube.com/watch?v=_ItRsZKebyk
  • maciej003 26.12.13, 16:19
    Mam dla misiaczka jedną dobrą radę. Powiedz swojemu ukochanemu, że masz borda i spróbuj zwolnić go z poczucia winy w pierwszym rzędzie. Pokaż mu to forum, niech poczyta i daj mu szansę, żeby zaczął odwrót. Nie męcz go dalej psychicznie tylko mu wreszcie pomóż. Wiem, że to trudne w przypadku bordów ale takie minimum empatii dla drugiego człowieka to nie jest zbyt wiele.
  • brz_a_sk 28.12.13, 12:30
    powiedzenie 'mam borda' jak napisałeś bywa wkręcaniem a nie uwalnianiem od win - niestety tak bywa - nie musi ale bywa

    to tak jak w klasycznym szkoleniu o uwodzeniu:
    facet do uwodzinej panienki: ale wiesz mam problem, mam małego ..."
    ona: ależ nie martw się mnie to nie przeszkadza kochanie kochanie kochanie

    i ma ją pod butem

    dla mnie obrzydliwe i żywcem z 'Niebezpiecznych związków' po pierwszym podobnym numerze każdy powinien się ewakuować i nawet nie splunąć - ale czasem te akcje sa wyrafinowane, czasem strona grajaca nawet nie wie że wkręca; robia się bluszczyki i uzależnienia, bo ja jestem nieśmiały/a bo nikt mnie nie lubi ... bo

    twardy border po terapii gdy chce wytłumaczy Ci jak sie najłatwiej jedzie: mówi się: jestem borderem i tylko dlatego zdradzam, awanturuje się rujnuję, kłamię tylko dlatego a partner ma być wyrozumiały

    Inaczej zupełnie przebiega gdy border prosi o pomoc tłumacząc na czym polega jego kłopot, na czym polega pomoc w terapii itd ale to trzeba chcieć

    Znam takie związki i przykro mi kiedy im ciężko bo nieba by się przychyliło - a cholerne niebo jak z ołowiu czasem;


  • brz_a_sk 28.12.13, 12:34
    "twardy border po terapii gdy chce wytłumaczy Ci jak sie najłatwiej jedzie: mówi się: jestem borderem i tylko dlatego zdradzam, awanturuje się rujnuję, kłamię tylko dlatego a partner ma być wyrozumiały"

    chyba nie jasno to napisałam - spieszę się :)

    chodziło mi o to, ze border po terapii potrafi wytłumaczyć jak to się robi a nie, że po terapii tak postępuje

    terapia bardzo pomaga w radzeniu sobie z emocjami ale trzeba bardzo chcieć i nie zniechęcać się
    nie jest łatwo
    bez terapii chyba nie ma szans

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka