Dodaj do ulubionych

Psychoterapia - komu pomogła?

19.05.16, 19:35
Czy komuś z bpd psychoterapia pomogła? Lub może znacie jakiegoś borda, u którego terapia przyniosła efekt?

Nie chodzi mi o pomoc doraźną, typu: wygadałem się i jest mi lepiej, czy: już chciałam się wieszać, ale pan zachęcił mnie bym spróbowała raz jeszcze pociągnąć tę gehennę dalej...

Mam na myśli jakieś widoczne zmiany, w życiu, sposobie myślenia o sobie i o świecie, sposobie traktowania siebie i innych, w umiejętnościach nawiązywania i utrzymywania relacji, w porzuceniu chorych schematów, w pogodzeniu się z tym wszystkim co było, ogarnięciu siebie, swoich nerwic i uzależnień, swojej przyszłości, w odnalezieniu jakiegoś sensu życia... Chodzi też o poczucie ulgi, ale głównie o jakieś efekty, bo ulgę to ja mogę mieć codziennie po butelce wina.

Warto to w ogóle zaczynać? Jeśli nie to napiszcie, szkoda mi przede wszystkim czasu, fatygi i zawiedzionych oczekiwań... Obawiam się też, że nie znajdę odpowiedniej osoby (wszystkich psychologów z którymi miałam do czynienia prędzej czy później przestawałam szanować , nie wzbudzali autorytetu...). Jak mam coś zerwać po miesiącu to nie chce mi się wcale zaczynać...

Opiszcie swoje wrażenia i w jakim nurcie była wasza terapia, ile trwa/ła.
I mam na myśli tylko terapię zaburzonych, a nie ich byłych partnerów...
--
>but food wont take this emptiness away<
Edytor zaawansowany
  • sprobuj84 21.05.16, 11:58
    Witaj powiedz mi z jakiego miasta Jesteś.
  • sprobuj84 21.05.16, 12:04
    Jeżeli Jesteś z Warszawy to mam namiary do terapeutów zajmujacych się terapią behawioralną a jeżeli z innego miasta to mogę się dowiedzieć jeżeli chcesz.
  • czita88 21.05.16, 16:27
    Nie jestem z Warszawy. Umiem używać google! Pytam tutaj o konkretne efekty konkretnej terapii w konkretnym zaburzeniu, a nie o listę psychoterapeutów z mojego miasta... Uważa się, że bpd jest odporne na wszelkie metody leczenia... Czekam, aż pojawi się tu jakiś wyjątek.

    --
    >but food wont take this emptiness away<
  • nvv 21.05.16, 18:27
    tDCS. www.google.pl/search?q=borderline+tdcs

    To metoda nieinwazyjnej stymulacji mózgu niewielkim prądem (prawie niewyczuwalne, ale wpływa na pobudzenie neuronów, pobudzając neurony pod anodą i hamując neurony pod katodą).

    To narzędzie, którym można też znaleźć się po drugiej stronie skrajności. Użyte z głową, może pomóc.
    Lewa półkula, a przynajmniej obszary płata czołowego i skroniowego, bardziej odpowiadają za układ przywspółczulny (PNS; rest&digest), prawa bardziej za współczulny (SNS; fight&flight). Istnieją metody (np. monitorowanie zmienności rytmu serca, HRV) które pokazują stopień pobudzenia SNS/PNS. W borderline jest zwykle duże pobudzenie SNS, małe PNS. Stymulowanie lewego DLPFC, a katoda na prawym ramieniu, prąd do 2 mA, do ok. 40 minut dziennie przez ok. 2 tygodnie, może być najskuteczniejszym sposobem jaki znam aby sobie pomóc w wielu [ale nie wszystkich] przypadkach o których mowa na tym forum. Do pewnego stopnia to ma głównie plusy, m.in. lepsza pamięć robocza, większe uspokojenie, dostrzeganie plusów. Jeśli ktoś przesadzi i nadmiernie pobudzi PNS, straci dobre cechy borderline. To jest trochę odwracalne, ale chyba lepiej nie przesadzać; metoda jest uznana za bezpieczną, na PubMedzie już ponad 2 tys. badań o niej, wciąż, chyba lepiej postępować delikatnie z mózgiem. Jest też inna-pokrewna metoda stymulacji mózgu (rTMS), o której również jest sporo badań, ale ta jest mniej dostępna, droższa, trochę bardziej inwazyjna i mniej bezpieczna; jednak jeśli ktoś chce się zagłębić w wiedzę, na PubMedzie czy scholar.google.com, to badania na osobach z cechami BPD z użyciem rTMS też może znaleźć i wnioski z tych badań mogą być też pomocne [przy np. szukaniu optymalnych obszarów mózgu do stymulacji/destymulacji aby móc mieć szczęśliwe i produktywne życie].
  • sprobuj84 21.05.16, 12:06
    mam namiary do psychoterapetow zajmujących się terapią behawioralną
  • sprobuj84 21.05.16, 12:10
    nie chciało mi. wysłać wczesniejszej wiadomości dlatego wyszło masło maślane. w każdym razie jak masz pytania to namiary mam. do specjalistów zajmujących się terapią behawioralną.
  • na-na-na-oh-yeah 22.05.16, 21:51
    Siema Czita,

    jeśli zechcesz, odezwij się: desaparecido@onet.pl - non-grata.

  • hogsmade 21.06.16, 15:08
    czita88 napisała:
    > Warto to w ogóle zaczynać? Jeśli nie to napiszcie, szkoda mi przede wszystkim c
    > zasu, fatygi i zawiedzionych oczekiwań... Obawiam się też, że nie znajdę odpowi
    > edniej osoby (wszystkich psychologów z którymi miałam do czynienia prędzej czy
    > później przestawałam szanować , nie wzbudzali autorytetu...). Jak mam coś zerwa
    > ć po miesiącu to nie chce mi się wcale zaczynać...

    Ja myślę, że psychoterapia to nigdy nie jest stracony czas. Nawet, jeśli olejesz terapię po jakimś czasie, to to co zyskasz w czasie jej trwania, ten wgląd w siebie to zawsze jeden krok dalej, być może zaowocuje w przyszłości, chociaż na pewno warto ciągnąć jak najdłużej. Ja sam w tej chwili mam dylemat w jakim nurcie rozpocząć. Jutro mam pierwszą sesję, cały czas zastanawiam się, czy wybrałem dobrze...
  • astroblaster 13.06.19, 12:33
    Cześć Czita,

    Dobrze, że podbiłaś.
    Ale czy to co napisał tu Hogsmade nie jest pełną odpowiedzią.

    Czytałem Twoje wcześniejsze posty (te opisujące jazdy również); kto jak nie Ty jest mentalnie gotowym do walki o Siebie?

    Inaczej formułując pytanie: jaką widzisz alternatywę; jakie masz inne wyjście?

  • blackjackets 29.06.16, 08:41
    Witaj, psychoterapia z osobą borderline może trwać ok. 5 lat. Wymaga wiele cierpliwości i umięjętności radzenia sobie z własnymi emocjami po stronie terapeuty. Jeśli chcesz nad sobą popracować i mieć tego efekt, to potrzebny Ci terapeuta z doświadczeniem. Ktoś zbyt młody albo początkujący terapeuta tego może nie unieść. Zrywanie terapii po miesiącu, to właśnie sposób reagowania osób z border. Na pewno dobra byłaby terapia w nurcie psychodynamicznym i egzystencjalno-humanistycznym. Powodzenia. B.
  • hogsmade 30.06.16, 19:25
    Dlaczego polecasz te dwa nurty, skoro wszyscy wokół piszą, że najlepszym nurtem do leczenia borderline jest behawioralno-poznawczy?
  • agulek77777 30.09.16, 15:26
    ja czytalam glownie o behawioralno - poznawczym, ale tez czesto ostatnio widzialam polecaja terapie schematow i dialektyczno - behawioralny ale to jest odłam chyba tego pierwszego :)
  • 3bsp 14.08.16, 09:35
    Terapia, mówiąc metaforycznie, uczy jak będąc niepełnosprawnym sprawnie skakać z gałęzi na gałąź by się nie zranić i by nie bolało gdy spadnie się na d….
    Terapia behawioralna uczy, jak oszukać inne małpy, by zdobyć to co się chce np. najdojrzalszego banana i nie dać go sobie odebrać.
    Ten cyrk funkcjonuje dlatego, że dopieszcza ego, ubarwia go, ubogaca, transponuje go w obszary zakamuflowanej megalomanii, które nazywam neurotycznym poczuciem własnej wartości, a wszystko jest iluzją czy jak kto woli fasadą, mocno zakotwiczoną w umyśle. Taki rodzaj wsi potiomkinowskiej, w budowaniu której terapeuta jest inspektorem nadzoru.
    Jest taka przypowieść o jaju orła podrzuconym do gniazda kury.
    Z owego jaja wyległo się pisklę, które z innymi pisklętami, grzebało i żarło robaki i nawet nauczyło się gdakać jak kura.
    Gdy pewnego razu zobaczyło szybującego orła, serce jego rozdarła tęsknota a za nim przyszło cierpienie. Zaraz też znalazły się kury terapeutki, które mówiły: to nie dla ciebie, zapomnij o tym, żyj jak prawdziwa kura i zaakceptuj to, obudź w sobie kurze poczucie własnej wartości i naucz się kochać siebie jako wzorową nioskę i….. takie tam inne pierdoły.
    Ale nostalgiczna tęsknota ciągle wracała i ciągle coś bolało. Biegało więc od kury do kury na terapię i ciągle słyszało to samo.
    W końcu zdesperowane napisało do kur z innego podwórka list pt. Psychoterapia – komu pomogła?
    Cisza a potem jeden kogut odpisał: przecież ty nie jesteś kurą tylko orłem.
    Tak Czita, wracając do początku, nie jesteś małpą i oprócz rozumu masz jeszcze coś najważniejszego o czym zapomniałaś, coś co pogrzebałaś wskutek powszechnej indoktrynacji, czego być może się wyrzekłaś, dlatego rozum przejął kontrolę nad tobą.
    Jeśli nie dokonasz rozdzielenia Istoty od rozumu, który jest tylko narzędziem, jeśli nie uświadomisz sobie, ze masz duszę z której istnieniem walczą możni tego świata, będziesz skakać z gałęzi na gałąź i nigdy nie poszybujesz.
  • czita88 20.08.16, 00:38
    Powyrywałam sobie pióra i nie wierzę już, że to, co zostało, zdoła mnie jeszcze unieść :(.
    Muszę sobie coś zaszczepić albo uczepić się kogoś....

    No właśnie, cisza.... Ta cisza tak wiele mówi ;(

    --
    >but food wont take this emptiness away<
  • to_byl_maj 15.09.16, 13:06
    Zgodzę się z tym, że terapia uczy jak będąc niepełnosprawnym, sprawnie skakać z gałęzi na gałąź. Nie zgodzę się natomiast z tym, że ma z kogoś zrobić kogoś innego. O większą bzdurę trudno. Terapia ma pokazać, dać osobie w terapii narzędzia do tego, aby właśnie być sobą. Chodzi o to, żeby wiedzieć, czego chcę, na co się godzę, a na co nie. Co mnie krzywdzi i jakie moje działania krzywdzą najbliższych. Jak mogę wyprostować pewne sprawy. Potrzebne jest tylko jedno, że posłużę się metaforą z branży drobiarsko-ornitologicznej: trzeba wykluć się z jaja i wyjść poza skorupę, żeby spojrzeć szerzej, że to co niszczy mnie i moje otoczenie nie jest dla mnie dobre. I chcę zmiany, i chcę na tę zmianę zapracować. Owszem, nie będziesz nigdy kurą skoro nią nie jesteś, ale jeśli terapia zostanie odpowiednio poprowadzona, nie będziesz też orłem, który lata jak amoku i może sobie na najbliższym drzewie, albo nie daj Bóg innym orle, roztrzaskać łeb. Poszybujesz pewniej i wykorzystasz swoje zasoby, których na pewno Ci nie brakuje, tylko często wlewasz je w kanał.
  • 3bsp 30.09.16, 13:54
    to_był_maj napisał: „Nie zgodzę się natomiast z tym, że ma z kogoś zrobić kogoś innego. O większą bzdurę trudno”
    Ależ ja z tym co napisałeś zgadzam się w pełni. Doprawdy o większą bzdurę trudno. Myślę, że problem jest w tym, że mnie zupełnie nie rozumiesz i tego o czym piszę, a co jest tak skrzętnie skrywane przez możnych tego świata, po to, byś był posłusznym niewolnikiem, wyznawał poglądy, trwonił energię na bezsensowne spory, miał swoją intelektualna klatkę która ci przygotowano a wszystko tak urządzone, abyś nie miał o tym zielonego pojęcia. (klatka strażnik; pisałem o tym wcześniej)
    Jeśli nie odkryjesz w sobie, ze umysł to tylko narzędzie, którym twoja Istota ma się posługiwać a zaakceptowałeś anarchię, w której umysł wytworzył EGO, nie znajdziemy płaszczyzny porozumienia.
    Twoja Istota jest WOLNYM PTAKIEM – ORŁEM, EGO zaś, zaledwie kurą, która ma znosić jaja, żreć robale i dać głowę, gdy właściciel uzna, że przyszedł czas, wcześniej zaszczepiając ci „izmy”, byś „godnie” zdychał.
    Jako elementarz polecam Eckharta Tolle „POTEGA TERAŹNIEJSZOŚCI”.



    Człowiek rodzi się wolny i mądry, a potem idzie do szkoły
  • hogsmade 01.10.16, 02:18
    Lubię te metafory :D Pomyśleć tylko, że zanim poznałem moją lubą ex borderkę, psychoterapia była dla mnie czarną magią, a teraz nie dość, że wiem, czym psychoterapia jest, to jeszcze znam różnice pomiędzy nurtami, sam już doświadczyłem jej na sobie i idę dalej... w dodatku nadal dużo czytam... i czy ten związek nie był dla mnie wybawieniem? Czy mogło mnie spotkać coś lepszego? Chyba dostałem najlepszy prezent od życia w postaci tego związku, bolało i jeszcze boli, ale jakie są korzyści :D
  • 3bsp 20.08.16, 21:13
    Czita. Widzę Cię. Jestem pewny, ze jeszcze masz duszę a zatem istnieje i Twoja Istota, jedyna, niepowtarzalna, wyjątkowa. Jeśli nie wierzysz, sprawdź swoje linie papilarne. Nie znajdziesz drugich takich, a więc nie jesteś stadem.
    Wyłącz na moment swojego tyrana; EGO i otwórz szeroko swoją duszę a wtedy serce zabije mocniej, gdy:www.youtube.com/watch?v=K4YssOkrpdQ.
    Zabiło? To znak, że nie umarłaś stając się zombie
  • czita88 22.08.16, 11:37
    Gdzie mnie widzisz? W tym samym miejscu, robiącą to samo i żyjącą tak samo za parę lat ... ? Nie do końca Cię rozumiem, uważasz że terapia nie pomoże, wręcz przeciwnie, że powinnam postępować tak jak mi w duszy gra i robić to co daje mi szczęście? I myślisz, ze daleko mnie to zaprowadzi?? Ja myślę, że raczej głęboko, na dno.... Po tych chwilach i dniach, kiedy mi dobrze, zawsze przychodzą te, kiedy życie wydaje się niekończącym się koszmarem.... I co wtedy, mam sobie wmawiać, że jest zajebiście? Że to tylko chory mechanizm, złudzenie, że świat jest piękny?? Dla mnie to to samo, co tania terapia :). Jeśli już mam na jakąś iść, to na pewno nie na takie durne gadki szmatki, tylko na terapię która sięga głęboko i rozwala na kawałki, która boli i musi boleć. Klepanie afirmacji nie jest dla mnie.

    Poza tym Ty myślisz, że co ja robię, siedzę w ciemnej norze całymi dniami, chlastam się i walę głową w ścianę rozpamiętując to co było?? Pocieszę Cię, że tak źle nie jest. Żyję po swojemu, robię to co lubię, fantazjuję i marzę często, skupiam się na sobie i staram się siebie lubić (jak wciąż sugerujesz), nie robić sobie krzywdy, nie przejmować niczym i nikim, ale czy tylko na tym ma polegać życie? Wydaje mi się, że nie.

    A ten Rynkowski nie rusza mnie wcale, tekst i melodia jak z katechezy. Może od razu do egzorcysty mnie wyślij.

    --
    >but food wont take this emptiness away<
  • brz_a_sk 24.08.16, 20:15
    cała rzecz w tym składaniu kawałków, wydaje mi się, że dziś odchodzi się dokumentnego rozwalania; bardzo ciekawe są próby składania człowieka powoli i nie standardowo - filozoficznie a nie tylko psychiatrycznie;
    druga rzecz, która wydaje mi się sensowna to nacisk na przycinanie sobie górki, za co nagrodą jest mniejszy dół - na doły nie mamy wpływu, ale spłaszczyć sinusoidę najprawdopodobniej możemy;
    pewnie udaje się tym, którzy zobaczą efekt - pewnie podobnie jak z odstawieniem alk. - coś musi człowiek załapać, coś z terapii mieć
    czasem najtrudniej chyba sobie nazwać co za co oddamy
    może najważniejsze jest by odzyskać sterowalność nad sobą, być samą dla siebie przewidywalną, rozpoznawać początek jazdy ... mieć szansę
  • 3bsp 06.09.16, 11:12
    Jest w tym co piszesz logiczny zamysł droga Brz_a_sk
    To składanie o którym piszesz, ja postrzegam jako powrót do prawdziwego JA, które wszak jest niczym innym jak integralną częścią naszej Istoty, która w procesie hodowli niewolników została podmieniona na sztuczne JA zwane EGO, dla którego świadomość, będąca przekroczeniem myślenia, jest śmiertelnym niebezpieczeństwem, gdyż wyzwala z klatki w której rolę strażnika sprawuje więzień uwikłany w EGO.
    To podobnie jak z religią; jeśli pójdziesz za kanonem religijności, na końcu ruszysz na religijną wojnę, lecz jeśli obudzisz w sobie wiarę, zobaczysz w drugim człowieku brata. Zdanie to jest kanwą i możesz je rozwinąć w kierunku zależnym od światopoglądu. To twój wybór.
    Co do przycinania górki, to przecież nic innego jak uświadomienie sobie czym owa górka jest, zaś jeśli chodzi o odzyskanie sterowności, to nie jest to możliwe bez wolności wewnętrznej, która rodzi dojrzałość emocjonalną, jako warunek konieczny do zobaczenia drugiego człowieka jako równego sobie a w konsekwencji wyeliminowania neurotycznych fantasmagorii, które przecież mają korzenie w EGO.
    Dziękuję Ci Brz_a_sk za mądry i wyważony głos.
    A tak na marginesie, to w sanskrycie umysł nazywa się manus, natomiast świadomość, która przekracza myślenie, nazwana jest czitta, a zatem czita88, życzę Ci byś w pogoni za neurotycznymi fantasmagoriami zgubiła jedno „t”, a zapewniam, ze ujrzysz i poczujesz rzeczy, które potrafią zachwycić i spowodują, ze pokochasz siebie, tak naprawdę.
  • brz_a_sk 10.09.16, 11:46
    napisałam bardzo porządny post i zadowolona - nie skopiowałam, logowanie i poszło w krzaki, więc jak doświadczenie uczy - brak skupienia dowodem na to, że trzeba odpocząć - dziś może zupełnie coś innego zaproponuję :)
    trafiłam na coś skomplikowanego - słaba jestem w tym "id, ego i superego" , więc potrwa zanim znajdę pytania do tego, zaskakującego mnie materiału 3dno.pl/wolna-wola-psychopaty/ - jeśli chcecie sprawdźcie czy łatwo wysnuć taki wniosek "bez sprawnego, a przynajmniej funkcjonalnego ego, nasza wolna wola dosłownie się kończy." - nie zmierzyłam się z tym art.

    Tak sobie myślę - jak często pokonując coś co nam dopiecze stawiamy cel - np mieć poukładane życie, albo siebie poukładać, albo by było znośnie choć przed snem albo prze z tydzień; do tego chcemy pamiętać czy nie pamiętać; i chcemy by dali nam spokój wszyscy czy żeby dali tyle niepokoju byśmy ich mogli z luzem oddalać, opędzać się?
    nigdy więcej związków, bo to rozwala czy już wiemy jaki ma być ten ostateczny związek za którym tęsknimy?

    po jaki grzyb nam terapia? na pewno łatwiej czemu jej nie chcemy

    z wczorajszego zanikowego tekstu przytoczę jeden przykład - kiedy ktoś mówi nie chcę już pić to pewnie kłamie, bo pić chce tylko tanio i bez kaca? i drugie pytanie czy rozumiemy jak to jest w anoreksji nie chcieć/ nie móc zacząć jeść, czemu ta decyzja jest poniekąd różnoznaczna z wykonaniem na sobie wyroku, unicestwienia - przykłady szczegółowe ale czasem tak łatwiej zorientować się co dla nas jest już jasne
    czemu ludzie z lękami oglądają straszne rzeczy? czy chcą przestać - oglądać czy się bać?


  • to_byl_maj 15.09.16, 12:44
    Na początku terapii alkoholicy chcą "nauczyć się pić". Wpadają w panikę na myśl, że już nigdy się nie nawalą. Żal po stracie takiej możliwości wydaje się być nie do przezwyciężenia. Ta myśl jest brutalna i okrutna. Dlatego tylko niewielu udaje się przejść przez pierwszy rok abstynencji o suchym pysku. Część się wycofuje, część pada na pysk, podnosi się i próbuje dalej. Znam przypadek świetnego faceta, który był na 9 terapiach. I dopiero ostatnia podniosła go, i pokazała, że warto na początku zacisnąć zęby i na dupościsku przejechać pierwsze tygodnie, ba nawet miesiące, rozładowując napięcie w rozmowach z terapeutą, oduczając się wyoranych w głowie schematów, gadając z innymi alkoholikami, wypracowując sobie zaufanie do siebie samego i innych. Praca ciężka jak ładowanie szuflą węgla. Ale jak zaczynasz widzieć owoce, jak układa Ci się w pracy, jak więcej zarabiasz, jak normują się stosunki z rodziną, jak przestajesz być przewrażliwiony na własnym punkcie, jak widzisz, że jakość życia szybuje ponad nieznane Ci dotychczas pułapy, myślisz sobie: było warto. Sam przeszedłem terapię odwykową. Długą, bo dwuletnią, z dwumiesięcznym powrotem (bo nie radziłem sobie w relacji z partnerką, która wykazuje cechy BPD), otarłem się o psychiatrę, ale widzę, że było warto. I po tym długim osobistym wywodzie konkluzja jest następująca: terapia zawsze jest warta poświęconego czasu. Dodam, że patrzę z perspektywy alkoholika, nie BPD, ale będącego w trudnym związku.
  • jacek89waw 16.09.16, 12:49
    Mi pomogła jedna babeczka na konsultexpert.pl W sumie całkiem spoko byłą, taka dosć ogarnięta w temacie i nie miałem przed nią poczucia wstydu, bo wyłączyłem kamere i rozmawiałem tylko za pomocą audio
  • hogsmade 15.10.16, 17:05
    Jestem na oddziale dziennym leczenia zaburzeń nerwicowych. Za mną pierwszy tydzień psychoterapii grupowej. Tydzień przed rozpoczęciem leczenia zaczynałem odczuwać spora poprawę, w koncu po pół roku zaczynałem czuć się lepiej. Teraz po pierwszym tygodniu czuję się znowu źle, wyraźne pogorszenie...
  • czitaa88 12.06.19, 18:57
    Podbijam...
  • deterramirabili 12.06.19, 23:45
    Ja się nie wypowiem bo raz, że nie mam bpd stwierdzonego, a dwa, że nie uczęszczam na psychoterapię (kiedyś chodziłam na grupową na oddział dzienny), ale z ciekawości: dlaczego podbijasz po tylu latach? Czytuję to forum od dawna i kojarzę Cię. Co robiłaś w kwestii swojego zaburzenia przez ostatnie lata? Terapeutyzowałaś się jakoś?
  • czitaa88 14.06.19, 02:04
    To miło... Moje zaburzenie ma się dobrze... Mimo iż prawie nigdy tu nie zaglądałam... Przez to kolejne "a" przyrosło mi na dupie, bo stare hasło zaginęło bezpowrotnie w burdelu mej głowy :-(...
    Jestem dopiero na początku terapii, nie liczę spotkań, ale było ich dotychczas max 10... Regularnie, a z 5 razy już miałam nie jechać... Na złość jemu... I z braku sensu...
    Do tego minimalna dawka antydepresantów i coś mocniejszego doraźnie..
    I jakoś żyję dalej...
  • per-se 13.06.19, 18:08
    Siema po czasie, Czitaa :)

    Z perspektywy kilku lat po - mnie pomogła w generalnym naprostowaniu. Na tyle, że dziś jestem w stanie żyć, tak po prostu, nie obarczając się za bardzo. Z drugiej strony: wiem, że trochę zaprzepaściłam i są obszary, w których cofnęłam się. To jeszcze i już nie atawizm jakiś, ale lepiej/ najlepiej już było.

    W dalszym ciągu mam zjazdy i prawdopodobnie to one w największej mierze skłoniły moją doraźną psychiatrę do twierdzenia, że mogłabym "wrócić" do terapii.
    Nie wrócę, bo nie stać mnie już na rozmłemłanie, zmęczenie mózgu i psychicznie rozwalenie, nie wierzę też już w jakiekolwiek dla mnie większe przełomy, na to jestem za daleko w świadomości. Fajerwerków nie będzie, ale nie są mi potrzebne, neurotyzm mam już w pigmencie skóry, donazawsze :)

    Jeśli chcesz, daj znać, podam Ci nazwisko mojej terapeutki w Twoim mieście - oddaję Ją i miasto, mnie już inne dotyczą ;)

    non-grata

  • czitaa88 14.06.19, 01:48
    Witaaaaj :')...
    U mnie sporo się działo przez te chyba 3 lata... Ostatnie 2 bylam zaangażowana w 1 (!) zwiazek, ktory właśnie jest w stanie rozkładu... Naprawdę wierzyłam, że kocham i ze jestem kochana, poświęciłam dla niego tyle czasu, wysiłku i kapitału, co nigdy dla nikogo, a teraz nie wierzę już w nic i szkoda mi każdego kolejnego pojedynczego dnia... Terapię podjęłam też z myślą o nim, dla niego, i co? I gówno. Może czuję się nieco silniejsza, moze mniej ulegam emocjom, ale związek dogorywa dalej i nie widzę już nadziei... Zbyt późno zaczelam się starać, a on zbyt głęboko schował urazę. A ja przecież nigdy u nikogo nie będę żebrała o choćby ochlapy uczucia, bo to nonsensowne i żałosne, więc jeśli go już nie ma, to ja też zniknę...
  • per-se 14.06.19, 11:11
    Potrafisz odpowiedzieć, czy tak najgłębiej i najautentyczniej potrzebujesz i chcesz właśnie jego, czy związku po prostu?

    W terapii jesteś w przedsionku :) ja po 3. miesiącach chciałam rzucać, bo nadal byłam świrem.
    /Jaki nurt?/
    Przetrzymuj, staraj się przetrzymywać te ohydne momenty, by olać terapię. Ten nasz tani honor i gówniarskie zachowania odbijają się przecież tylko na nas... Ostatnio nie wyrobiłam między barierkami jadąc na rowerze i przytarłam nogę. Oczywiście ryk (tadaaaam....) i śwignęłam nowiutkim rowerem, jakby to jego wina była. Per analogiam.
    Bodaj pierwsze, największe efekty pracy w terapii zaczęłam odczuwać nie wcześniej, niż po roku.

    Jak Ci było/ jest w związku? Z czym miałaś/ masz największy problem będąc w- ?
  • czitaa88 15.06.19, 15:50
    Nurt dynamiczny jesli dobrze pamiętam, ośrodek jest typowo nastawiony na zaburzenia osobowości i okazy z takimi odchyłami jak nasze...
    Największy problem powstal kiedy oczekiwania, nadzieje i zludzenia zderzyly się z rzeczywistością w momencie kiedy zamieszkalismy razem po ponad roku zwiazku na odległość... Czyli klasyka gatunku ;(. Jest wzajemna nienawiść, niechęć i żal, agresja i pogarda (hamulce puszczaly stopniowo, ale wcale nie trwalo to długo), a miało być tak pięknie kiedy w koncu będziemy mogli być razem (rozlaka byla przymusowa i pelna udręki)...
    Aktualnie jestem juz na takim etapie, ze absolutnie nie wierzę w to, ze kiedykolwiek mnie naprawdę kochal, a często wątpię także w jego orientację... I nie widzę juz żadnego sensu w ciagnieciu tego dalej na siłę...

    Do niedawna, przez wiele miesięcy, chcialam tylko jego. Teraz nie chcę juz nikogo. Chcę być wolna i miec cholerny święty spokój, jestem strzepkiem nerwów i nie mam już siły na żadne relacje... Przecież wszelkie uczucia, zwlaszcza w moim przypadku, to zludzenie, wytwór mojej chorej psychiki. Tak samo jak nadzieje, ze ktoś bylby w stanie mnie naprawdę pokochać.
  • per-se 18.06.19, 21:32
    Tak, to brzmi jak przeciętny i uśredniony odcinek serialu ;)

    O tyle dobrze, że nie czujesz – jeśli rozumiem – potrzeby popadania w innych, przypadkowych, żeby kogoś/byle kogo w sobie przytrzymać i nie zostawać od razu samej ze sobą.

    Emocje, które piszesz w dużej mierze znam.

    Z czego wynikały u Ciebie?

    U mnie to całe preludium wspólnego mieszkania to moja rażąca wściekłość (na niedostosowanie, inną swojskość partnera), stan non stop przed wrzeniem, sporadyczna nienawiść i specyficzne poczucie pokrzywdzenia (dopiero niedawno, po długim już byciu razem zdałam sobie sprawę, że kuriozalne odczucie krzywdy wraca, gdy coś mi nie wychodzi, kiedy jestem sfrustrowana i mam dość tego miasta, kiedy wracam z moich lasów, ciszy i spokoju do parnego, trudnego miasta, które jednak kocham specyficzną, ciężką miłością – to ja się przeprowadziłam [bo tak wybrałam]).
    Ja się z tym uładziłam, ale w większej mierze zadziałała długofalowa cierpliwość, pozorna obojętność i szczękościsk narzeczonego, aniżeli moja zdolność wygaszania się. Nie ma porównania między naszym początkiem, a bieżącym momentem.

    I tak sobie myślę – umiałabym żyć sama, nie wierzę, że samotność mogłaby mnie boleć (to wykluczone, pewne), ale z partnerem jest lżej, tak jakbym mogła sobie topnieć we wszystkich warstwach. Nadal czuję się trochę bezdomna, ale i mam taką polidomowość, bo trochę mam dom w rodzinnych stronach, a trochę moim domem jest on, tak bezmiejscowo.

    Jesteś w stanie stwierdzić, co u Ciebie poszło nie tak?

    Nie wiem, ale wydaje mi się, że nie ma sensu – przynajmniej na razie – rozdrapywanie, czy on na pewno kochał. Zamieszkaliście ze sobą, a tego się nie robi z obojętności lub z nudy.
  • b9b9b9 19.06.19, 01:25
    per-se
    #Tak, to brzmi jak przeciętny i uśredniony odcinek serialu ;)#

    Bo widzisz,
    jak się uczucia myli z emocjami,
    kiedy krzywdy z dzieciństwa projektuje się na partnera (wdrukowane przekonanie: zbytnia bliskość i zaufanie musi w końcu się równać krzywdzie i cierpieniu),
    jak się bpd złączy z narcyzem
    albo
    kiedy ciągle musi się coś dziać nowego/czyli trzeba coś czuć - ciągłe mocne-nowe-świeże emocje, żeby móc żyć,

    to pewnie wychodzi tak, jak u czitaa.

    A chyba bpd tak ma.
  • b9b9b9 14.06.19, 14:32
    #zbyt późno zaczęłam się starać# A wcześniej myślałaś, że nie musisz (tylko że on musi)?
    #on zbyt głęboko schował urazę# Czyli jednak jakiś gruby numer mu odwaliłaś (nic dziwnego, że się unika później tych, którzy nas zawodzą w życiu/związku).
    #a ja przecież nigdy u nikogo nie będę żebrała o choćby ochłapy uczucia, bo to nonsensowne i żałosne# Oczywiście, to ON/ONI mają żebrać u Ciebie o cokolwiek albo o wszystko (bo odwrotnie to nigdy w życiu! Świat i zasady są inne dla Ciebie i inne dla... innych).
    Terapia też jest bee! Świat ma się zmienić i dostosować do Ciebie. Nie Ty do świata.
    Minie dalsze trzy i dalsze trzydzieści lat i nic się nie zmieni dookoła Ciebie, bo po prostu jesteś idiotycznie uparta w tym swoim pokaleczeniu emocjonalnym. I póki tak jest, i póki to pokaleczeniu jest najważniejsze, to dalej będzie ten sam kanał.
    Ale skoro ten kanał lubisz... (tylko później nie użalaj się, bo to w końcu Twój wybór).
    Tylko nie wiń głupiej (wg Ciebie) terapii, zbytnio obrażonych (przecież zapewne nie wiadomo za co) facetów w związkach, swoich bliskich i dalszych (którzy przecież "nic nie rozumieją") i zbyt prostego świata dookoła (który jest "zbyt prymitywny i prostacki, żeby zrozumieć całe Twoje skomplikowanie").
    :(
  • czitaa88 15.06.19, 16:19
    Starałam się, ale zapewne za slabo. Wczesniej poswiecalam się BARDZO, a potem chyba tylko oczekiwałam za to wdzięczności i wymagalam, irytowalo mnie wszystko, wybuchalam z byle powodu, a on tez nie nalezy do osób zrównoważonych i normalnych, przeciez z nikim normalnym bym nie była... Trudne związki to moja specjalność.

    Nigdzie nie napisalam, ze terapia jest do dupy, tylko szczerze wątpię w to, ze takie pogadanki, emocjonalny ekshibicjonizm i wylewanie łez naprostuje mój skrzywiony sposób myślenia... I nie mam ochoty dalej chodzić, bo to nic przyjemnego, a ja nie poszlam na nią dla siebie, tylko dla niego.

    Sami zawsze piszecie by od bordow uciekać jak najdalej i nie oglądać się za siebie. Ja zamierzam się schować i nikogo więcej nie zwodzić. Co najwyżej dam się komuś użyć od czasu do czasu, ale nie pozwolę wdepnac głębiej.

    Mnie nikt nie rozumie, ale ja bardzo dobrze rozumiem dlaczego oni nie wytrzymują ze mną. I dlatego nie zamierzam udawać kogos innego ani błagać by byli ze mną mimo wszystko.
  • astroblaster 15.06.19, 20:13
    Hmmm, może to dziwnie zabrzmi, ale zajebiste są Twoje posty. Wasze: Twoje, Nongraty, Szarej...
    Są do bólu szczere i dużo mówią; tłumaczą.

    Nie adresowałaś do partnerów, czy też ex’ów, ale z tego właśnie Ci dostają wkład do zrozumienia. Myślę, że bezcenny wkład.

    Don’t give up
  • zrozumiec_bpd 16.06.19, 00:19
    Czitaa88 można jakiś kontakt do Ciebie @ prosić?
  • czitaa88 23.06.19, 15:42
    giraffe15@tlen.pl

    Des, napisz proszę też jak żyjesz (jeśli chcesz), tamtą skrzynkę musialam skasować.
  • b9b9b9 16.06.19, 14:01
    #Sami zawsze piszecie by od bordow uciekać jak najdalej i nie oglądać się za siebie.#
    W sumie racja. Bo to i tak się kończy źle.

    Np.
    www.plotek.pl/plotek/7,78649,24904505,dominika-zasiewska-ujawnila-sms-y-od-swojej-mamy-rodzina-nie.html#a=161&c=68&s=BoxPloMT

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.