Dodaj do ulubionych

A gdyby tak zacząć wszystko od nowa?

30.07.17, 13:59
Od kilku miesięcy wchodziłam tu w roli obserwatora. Czytałam wasze wzloty, upadki oraz problemy partnerów osób dotkniętych zaburzeniem borderline. Nigdy nie zdobyłam się na to żeby komukolwiek odpowiedzieć...czasami czytałam niektóre komentarze ze łzami w oczach. I mimo, ze większość z was wchodzi tu, aby poradzić się, wyładować frustracje, (co oczywiście jest zrozumiałe) tak ja chciałam zapytać kazdego "bardziej zdrowego" przysłowiowe : dlaczego ? Dlaczego siedzi w was "normalnych" tyle skrajnych uczuć mimo ze tak bardzo się ich boicie w borderach. Dlaczego jako ludzie rozumni uciekacie od kogoś kto ma coś wyjątkowego ? Coś co codziennie zabija, ale jest także niesamowita władza ? To coś jak igranie z ogniem. Poparzenie może się okazać niebezpieczne, jednak sam w sobie jest symbolem bezpieczeństwa.

Dla waszej wiadomości: jestem "borderem", a moja rzeczywistość to właśnie wasz nierealny świat. Cytując " to nie ludzie, to demony". A wiec jeżeli mam być człowiekiem - tchórzem który ucieka od problemu to wole być demonem, który dzielnie zadziera głowę do góry idąc dalej.

Dlatego stawiam wyzwanie, odważnym, zdesperowanym, znudzonym...innym... wejdźmy w ten świat razem i spróbujmy od nowa w tym krzywym zwierciadle.
Edytor zaawansowany
  • brz_a_sk 30.07.17, 19:07
    warto wysilić się i nie używać skrótów ułatwiających pisanie 'normals' 'border' - z doświadczenia to już wiem; staram się unikać :)
    nie wiele osób zdaje sobie sprawę jak przesuwa się granica 'normalności' czy zdrowia, co oznacza, jak się opisuje grancie zdrowia, normalności i ba niezwykłości :)
    dziś najmądrzejsze głowy myślą co należy naprawiać a czego wcale nie - przecież nie o to chodzi by wszyscy byli w standardzie - Chopin by się nie załapał na normalsa :)

    masz wiele racji w tym, że świat każdego człowieka jest niesamowicie ciekawy, bywa że przerasta oczekiwania i zamęcza; ale
    wie to każda da osoba dwubiegunowa, górka, nadzwyczajność jest jak narkotyk - kiedy nosi się go w sobie trzeba niezwykłej determinacji, by to ogarnąć
    wszystko w nadmiazre mdli nieznośnie, bywa utrapieniem;

    każdy z nas ma cechy, które wybujałe, przekraczające granice są destrukcyjne - ot tak to jest
  • lilywhitepuzzel 30.07.17, 20:03
    Ale tak naprawdę to zaburzenie to nie choroba. W Europie nie jest nawet zestawiona na równi z chorobami. W Polsce takie osoby są odrzucane, szykanowane, stawiane na równi z paranoikami, schizofrenikami. To prawda zachowanie może nie jest w pełni normalne. Ale czy właśnie tu nie kryje się wyjątkowość człowieka?
    To stabilność jest kluczem naszego szczęścia, ( i ludzie którzy wnoszą ja do naszego życia ). Ot, szczęście w nieszczęściu. Stad czytając te wszystkie wiadomości Zdobyłam się na to żeby poszukać ludzi, którzy pragną tak naprawdę zyc.
  • brz_a_sk 30.07.17, 20:31
    nie masz zdiagnozowanego BPD - prawda?
    BPD nie jest chorobą i nie leczy się BPD, jest zaburzeniem;
    a schizofrenik to co na śmietnik wg Ciebie - no halo! a cóż to za nonszalancja
    nie schizofrenik nie ejst gorszy od BPD ani odwrotnie - wrrrr - mam nadzieje że się rozumiemy;
    tak na prawdę to osoba z BPD ma czubek swojego życia i siebie - żyje jak się da, tak bywa to życie bardzo szalone i spala i jest dość piekielne wcale nie w radosnym sensie
  • lilywhitepuzzel 30.07.17, 20:43
    Nie zrozum mnie zle - napisałam o schizofrenikach, bo to zaburzenie spotyka się z takim samym strachem jak schizofrenia. Czytając niektóre wypowiedzi tutaj odnoszę wrażenie, ze wszyscy tu nienawidzą takich jak ja i zbierają tylko porady jak skutecznie rozpoznac BPD a potem uciec... Wiec co to za humanizm ? Raczej hipokryzja.
    Mam zdiagnozowane BPD i leczę się. Nie sadze żeby było to niesamowicie skuteczne, ale jednak na początku zmieniło całe moje życie.
  • brz_a_sk 31.07.17, 09:03
    ok , dzięki za zrozumienie
    staram się w życiu nie kierować nienawiścią, wiele pracy włożyłam w to by ludzi rozumieć z korzyścią dla nich - czaaaaaasem to działa choć ociupinkę, co bywa i tak znaczące :)

    każda rozmowa jest szansą na coś ciekawego

    nie nienawidzę, ale miewam żal do ludzi nieszanujących człowieka - ot tyle wymagam
  • tymczasowy_login01 30.07.17, 19:59
    Co masz na myśli mówiąc "skrajne uczucia". Mam wrażenie, że sugerujesz jakoby uczucia ofiar bordów oscylowały tak jak w przypadku oprawców od jednej skrajności do drugiej w kilkuminutowych interwałach czasowych. Otóż nie. Mimo, ze moja ex zamieniła mi sześc lat życia w koszmar nigdy nie zapomniałem jak było na początku i pozostawałem stały w uczuciach. Z uporem godnym lepszej sprawy walczyłem o przewrócenie pierwotnego stanu bo zmiana jej zachowań była dla mnie kompletnie niezrozumiała i nieuzasadniona przez jakiekolwiek czynniki zewnętrzne. Zwłaszcza przeze mnie. I myślę, ze każdy na moim miejscu miał podobnie. To, ze na końcu dowiedziałem się, ze ta patologiczna szmata dawała dupy na lewo i prawo doprowadziło ostatecznie do kompletnego przebiegunowania moich uczuć i obecnie jej wspomnienie budzi jedynie odruch wymiotny. Ale nie wiedzę w tym nic zaskakującego. No więc analogii między bordami a ich ofiarami na tym polu nie ma
    Druga sprawa - to nie ofiary bordów przed nimi uciekają - to bordy uciekają zostawiając zgliszcza i rozpacz. Może nie odwracaj kota ogonem. Bo są tchórzami i leniami a diagnoza utwierdza tylko w przekonaniu, ze "tacy są i nic się nie da zrobić"
    I nie łudź się - jeżeli w swoich patologicznych zachowaniach jesteście wyjątkowi to wyłącznie tak wyjątkowi jak pedofile, hitler, stalin, pol pot i cała rzesza innych skrzywionych jednostek, które przynoszą jedynie cierpienie. Nie ma tu nic do podziwiania. Z|punktu widzenia jednostki mniej lub bardziej zdrowej wiedza na wasz temat jest tylko o tyle użyteczna, że pozwala się trzymać od was z daleka. Bo mnie osobiście wewnętrzne doznania i przeżycia bordów gówno obchodzą. Tak samo jak was gówno obchodzą wasi partnerzy. Bo w końcu sami są sobie winni, mogli odejść, nie ?
    Nie traktuj tego personalnie - może jesteś jakimś wyjątkowym przypadkiem, który nie krzywdzi innych i diagnozę dostał w oparciu o nie-wiadomo-co. Ale fakty są takie, ze to co się tam u was w środku rozgrywa interesuje was, ewentualnie waszych psychiatrów o ile raczycie się do jakiegoś udać, oraz tych biedaków, którzy z wami utknęli i jeszcze nie udało im się uwolnić.
    Liczę na to, ze każda z ofiar bordów, ktora czyta moje posty weźmie je sobie do serca i bez sentymentu zakończy swoja toksyczną relacje. Żaden inny cel temu nie przyświeca. A już z pewnością nie chęć wchodzenia w to szambo ponownie ani życiowo ani w celach badawczych. Nie warto.
  • lilywhitepuzzel 30.07.17, 20:27
    To nie prawda. Generalizujecie osoby po niestabilnym? nie zrozumiałym zachowaniu. Jestem bardzo zadowolona ze spotkałam się z jakimkolwiek odzewem. Zreszta bardzo wartościowa wypowiedzią.
    Nie jestem tu po to, aby kogokolwiek bronić lub ranić.
    To mnie zawsze zdradzali i odchodzili. Każdy. Bez wyjątku. Wiec pewnie jestem naiwna frajerka, która nie potrafi utrzymać kogoś przy sobie, ale dalej jestem. Nie zamknęłam się w domu mimo ze tego chciałam. Jestem inżynierem i mierze dalej.
    Codziennie myśle o samobojstwie, jak również zmagam się z poczuciem samotności. Ale wtedy wychodzę biegać.
    To nie złoty środek. Żaden nie jest, ale właśnie dlatego przyszłam tu żeby wsłuchać się w wasze życie, rady, zachowania.

    Chce zrozumieć, żyć z wami, kochać, być szczęśliwa.

    Chce zatrzeć granice.
  • brz_a_sk 30.07.17, 20:42
    hm
    no to teraz nie wiem masz zdiagnozowane BPD - to jednak jest ważne;

    co do napadania na osobę z BPD to nie rozumiem - rozumiem dyskusję o konkretach;
    co do pretensji do świata, że się z osobą z BPD związało i nie można się z tego otrząsnąć - ba trudne to, ale dopóki nie zacznie się zajmować sobą a nie partnerem to szkoda czasu na analizy;

    ciekawe czy rozmawiamy tu z osobami, które piszą o sobie czy z kimś kto udaje - niestety to forum ma pecha - i wszystko usycha tu z powodu klonów :(
    jeśli dla kogoś to ważne musi sam sobie sprawdzić z kim gada - czasem to nie ma znaczenia a czasem ma
  • lilywhitepuzzel 30.07.17, 20:48
    Nie będę skanować recept żeby udowadniać :) ale wręcz cieszę się ze nie zignorowalas mnie i dałaś szanse. Nie interesuje mnie moje życie. Ja chce pomagać innym i radzić sobie z tym piekłem. dlatego pytam czy nie możemy zrozumieć się wzajemnie? Ja bardzo chciałabym wiedzieć jak wyglada funkcjonowanie ludzi bez zaburzeń.
  • lilywhitepuzzel 30.07.17, 20:53
    Poza tym -po jaka cholerę mam udawać i tracić mój czas? Myśle ze mam do czynienia z ludźmi dorosłymi, którzy maja jakiś bagaż życiowy i chcą nim się podzielić.
  • quar33 31.07.17, 00:22
    "(...) Dlaczego jako ludzie rozumni uciekacie od kogoś, kto ma coś wyjątkowego?" A co wg Ciebie jest "wyjątkowego" w BPD??? Bo temat tu przewijał się tu już setki razy. A ja dalej go nie rozumiem. Osobiście uważam, że uznajesz za "wyjątkowe" wszystko to, co dla tych - przez Ciebie nazywanych - "normalnych" jest jednak wzorcem pojebania totalnego. Tymczasowy_login01 chyba wystarczająco jasno narysował sytuację (jeśli pozostaje coś do dodania, to chyba tylko "Amen" na końcu). Czego nie rozumiesz albo z czym się nie zgadzasz?
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 10:26
    Wyjątkowość to czasami synonim czegoś innego. Chodząc na terapie zdałam sobie sprawę ile mam w środku mimo wcześniejszej niskiej samooceny. I nadal nie jest cudownie ale mając "czystszy" umysł mogę zobaczyć zarówno zgliszcza, które pozostawia ten stan ale i pewne wyjątkowe cechy.
    Nie uważam ze temat został wyczerpany, bo chce do tego podejść w inny sposób.
    Natomiast, czego nie rozumiem ? To całkiem proste. Zastanawiam się jak wyglada wasz dzień, panowanie nad emocjami bez Złych konsekwencji . To jak wyglada wasze zaangażowanie do pracy, pasje i ich rozwijanie.
    Łatwo powiedzieć, ze należy jak najbardziej wypośrodkować emocje, kiedy nie wiem gdzie jest środek :).
  • quar33 31.07.17, 16:52
    Niestety, ale te "wyjątkowe" cechy, to najczęściej źródło pokręcenia właśnie u borderów. Inny, bardziej wrażliwy, "przeżywający wszystko całym sobą" lub "natychmiastowo przystosowujący się" charakter to wcale nie jakaś wyjątkowość, tylko życie wg impulsów, jak bezduszny i nieludzki robot, a nie człowiek.
    Dzień normalsów wygląda zwyczajnie. Nie ma wzlotów do nieba i spadków w głębiny parę razy dziennie. Nie ma tego, że w godzinę się zmienia stan na drugi biegun. Nie ma tego, że jak nie jest tak, jak "ja chcę", to włącza się wkurw, który do tego jeszcze trzeba natychmiast (!) rozładować (tj nie ma opcji, że wkurw panuje nad tobą, a nie ty nad wkurwem). U BPD jak partner/-ka nie zachowuje się zgodnie z naszymi oczekiwaniami (tzn. właśnie nie jest tak, jak JA CHCĘ!), to trzeba go natychmiast wdeptać w ziemię i ukarać, zrobić jazdę (np. udać się do orbitera i dać dupy w celu "ukarania tamtego skurwiela" oraz zalania złości jakimiś bardziej pozytywnymi, ekstremalnymi, silnymi emocjami).
    Dodatkowo, wartości i zasady są zawsze niezmienne, a nie jak u borderów "wszystko zależy od sytuacji" (oklepany już slogan powtarzany przez BPD). Nic nie zależy od sytuacji, wartości i zasady dlatego są wartościami i zasadami, że są niezmienne i niezależne od sytuacji, mojego humoru, moich emocji, stanu psychicznego albo tego jak ktoś mnie potraktował.
    U normalnych to elementarz życia w społeczeństwie, relacji, itp. Normalni po prostu nie potrafią tego pojąć, jak można tego nie rozumieć i/lub żyć inaczej.
    I nie ma opcji "to jest silniejsze ode mnie", gdyż takie tłumaczenie może istnieć przy nałogach, słabościach, fobiach ale nie w temacie elementarnych zasad życia.
    BPD coś z tego na pewno rozumie, chociażby na potrzeby manipulacji otoczeniem/partnerem/-ką, więc nie jest tak, że jest to całkowicie nieznany świat. Tylko ma iście diabelską satysfakcję, gdy kogoś skrzywdzi, oszuka, napuści na siebie, zmanipuluje, "odegra się za swoje popieprzone życie"...
    Kluczem wg mnie jest właśnie to idiotyczne przekonanie (potrzeba?), że wszystko (życie) musi się odbywać na maksimum skrajności. Skrajnie pozytywne, atomowe emocje albo - jak ich nie ma - to chociaż skrajnie negatywne atomowe emocje. Bo jak emocji brak, to nawet negatywne są coś warte. Brak emocji skrajnych /jakichkolwiek/ = brak życia u BPD. Stąd pewnie pisanie o "pustce". Tak, BPD są puste w środku, tj. bez wartości, zasad ani moralnego kręgosłupa. Normalsi bardziej cenią kręgosłup moralny od emocji, pozytywnych wrażeń, chwilowych impulsywnych zachcianek i potrzeby natychmiastowego ich zaspokojenia. BPD odwrotnie.
    To taka filozofia w stylu "biegnij, biegnij, nich się dzieje!". Normalsi pytają wtedy: ale po co, dokąd? BPD odpowiadają: nieważne, po co i dokąd okaże się na mecie!. Normalsi pukają się w głowę, i kręcąc głową odpowiadają: idioci... :(
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 22:37
    Wiec mam przez taki opis uważać się za przegrana, nie mająca żadnych skrupułów osoba ?
  • quar33 31.07.17, 23:11
    Nie, masz przestać odbierać świat i życie wyłącznie przez pryzmat: JA, JA i jeszcze raz JA! Moje emocje są nadrzędne, mój stan psychiczny determinuje wszystko, moja impulsywność kieruje moim życiem i moimi decyzjami, wszystko jest albo białe albo czarne, bliskość mnie pochłonie i wystawi jako bezbronną na wszystkie krzywdy świata, życie bez skrajnych emocji jest nudne i bezbarwne..., itd,. itp. - bo to wszystko są BZDURY!!!
    Do tego należy pamiętać, że istnieją na tym świecie jeszcze inni ludzie, a Twoje JA to wcale nie środek tej Ziemi ani centrum życia na tej planecie. A jak miałaś popieprzone dzieciństwo i chory dom rodzinny, to niech Cię to nie tłumaczy i nie odgrywaj się za to na innych ludziach, bo oni nie są temu winni.
    Zwyczajnie, bądź dobrym człowiekiem, który nie chce traktować innych tak, jak samemu nie chciałby być potraktowany, A jak chcesz sama siebie traktować jak szmatę, to nie przelewaj tego na innych ludzi, bo wiedz, że oni nie chcą tak być traktowani.
    Czy to aż tak trudne do pojęcia oraz stosowania jest? Może teraz Ty mi wytłumacz...?
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 23:34
    Odnoszę wrażenie ze personifikujesz mnie z jakaś osoba która zrobiła ci krzywdę. Myśle ze nonszalancja w sprawach jak znęcanie sie w rodzinie, czy inne sytuacje życiowe nie służa nikomu. (Mimo ze nawet nie poruszyłam tematu o mojej historii życiowej).

    To forum skierowane jest do ludzi, którzy chcą zasięgnąć pomocy u innych, niezależnie od poglądów.....
    Tak czy inaczej :

    Jestem dorosła kobieta, która wie co znaczy odpowiedzialność i empatia. Nie jestem potworem, który mężczyźni wnoszą na katafalk. Nie planuje co zniszczę w kogoś życiu ale jak pokazać mu ze jestem dobrym człowiekiem. Jeżeli krzywdzę to podswiadomie choć po wszelkich rozmowach wyszło na to ze nie krzywdzę a "straszę". Otwartością, bezpośrednim podejściem do Życia, nadmiernym okazywaniem uczuć, troski itd. To mój problem. I żaden poradnik nie wytłumaczy mi kiedy można powiedzieć, ze się kocha, ze się lubi.......kiedy jest ta odpowiednia pora. Ja chce wiedzieć jak mogę przekazać innym w sposób zrozumiały co czuje do nich. To całe moje życie i oddałabym je bez wahania za osobę, która byłaby w potrzebie. Ale nie ważne.
    Wraz z postępem mojej dolegliwości nasiliły się braki w artkulowaniu w sposób zrozumiały uczuć albo wycofanie społeczne. Chce z tym walczyć.
  • quar33 01.08.17, 00:27
    Nie odbieram Cię w żaden sposób, a już na pewno nie w taki, że zrobiłaś mi krzywdę. I "niezależnie od poglądów" Ci odpowiadam. Tobie zdiagnozowano BPD? Kto i na jakiej podstawie??? Może napisz, to ułatwi tu dyskusję, bo jakoś cały ten Twój wątek "podpuchą" pachnie. Jak to jak pokazać komuś, że jest się dobrym człowiekiem? Swoją postawą, swoimi zachowaniami, swoimi wartościami i zasadami. Nie ma czegoś takiego jak "krzywdzę podświadomie". Piszesz, że nie krzywdzisz a straszysz "bezpośrednim podejściem do życia" a jednocześnie pytasz "kiedy można powiedzieć, że się kocha, lubi... kiedy jest ta odpowiednia pora/chwila"??? Nie wydaje Ci się to sprzeczne??? Jak możesz przekazać innym co czujesz do nich? Przecież do cholery uwydatniasz w swoim wpisie własną otwartość, bezpośrednie podejście do życia! To gdzie ta otwartość i bezpośredniość, kiedy zadajesz takie pytania!?!?! To w końcu masz "braki w artykułowaniu uczuć i wycofanie", czy masz "otwartość, bezpośrednie podejście do życia, nadmierne okazywanie uczuć i troski"? Zdecyduj się.
    Piszesz "dlaczego uciekacie od czegoś, co codziennie zabija, ale jest także niesamowita władza?". Jaką wg Ciebie "władzą"? To pokręcenie osobowości a nie "władza". :(
    Niżej poruszasz wątek terapii par jako sposobu na borderowy związek i poruszasz fakt, że "kontaktowałaś się ze swoim partnerem i jego emocjami >za pomocą muzyki<, a potem >za pomocą malowanych przez Ciebie obrazów<"?????
    Mam ważne dwa pytania:
    - czy Ty aby na pewno masz zdiagnozowane BPD, a nie coś innego...?
    - czy robisz sobie zwyczajnie jaja z tego forum, a cały Twój wątek to zwyczajny fejk jest?

    P.S.: Nie miałem styczności z oddziałem dziennym zaburzeń/uzależnień, ale może jednak powinnaś pytać kogokolwiek o oddział psychotyczny skoncentrowany na psychozach...
  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 08:45
    Tak jak napisałam wcześniej. Nie będę nikomu udowadniała mojej diagnozy. Przyznałam się do niej myśląc, ze będę bardziej wiarygodna. Dla mnie osobiście nie ma nic przyjemnego w mówieniu o tym. Nie mam żadnej potrzeby udawać. Jeżeli uważasz ze mam psychozę to proponuje dokształcić się w kierunku takiej odważniej diagnozy wobec obcej osoby.

    Wchodzisz tu dobrowolnie i piszesz coś co może pomoc mnie /innym ...





  • brz_a_sk 31.07.17, 10:04
    żadnego udowadniania diagnozy - no coś Ty - spoko; mówisz, że masz i wszystko jasne;
    wiadomo o co chodzi - tak? ludziom się tak dużo wydaje :(

    :) oby życie było takie jak sobie wyobrażamy to by już było łatwo :)

  • roadtrip2 31.07.17, 07:33
    A nie mieli powodu by sami odejść? Nie doprowadziła celowo do sytuacji by nie mieli wyjścia? By nie zostawić a być zostawiamy? By nie było z twojej winy a jego....ich?

    Ciekawe jest twoje ostatnie zdanie 😀mówiące samo za siebie.
    W życiu ważne jest dla człowieka postawienie samemu sobie granic w różnych dziedzinach życia i się ich trzymanie. Dlatego zamiast chęci ich zacierania naucz się je stawiać i konsekwentnie ich mimo wszystko nie przekraczać. Tylko w ten sposób można zbudować coś zdrowego dla siebie i dla związku.
    Nie sztuka skakać z kwiatka na kwiatek ładnie mówiąc a stabilne być mimo wszystko przy jednym. Bez zdrad, orbiterow i innych chorych krzywych akcji.
    To co różni bpd a osobę bez tego zaburzenia to to że podejście do życia nie zmienia nam się z minuty na minutę. Wiemy że bywa w zyciu różnie i że nikt nie jest idealny i partnerowi zdążą się również gorszy dzień a że kochamy to nie uciekamy. A bpd poprzez swoją dziecinade i brak stabilizacji odwraca się jak dziecko w piaskownicy ,bierze zabawki i obrazone idzie z płaczem do mamy że Kazik nie chciał się akurat z nim bawić w babki nie patrząc na to że Kazika wcześniej potrącił rowerzysta i Kazik ledwo żyję 😀 wraca do domu wybiera pierwszego wolnego orbitera z listy i zwyczajnie daje mu dupy mówiąc że zrobiło to bo tak jej było źle i nie potrafiła sobie z tym poradzić. I to jest granica której zdrowy człowiek by nie przekroczyl a bpd zrobi to bez mrugnięcia okiem.

    Jeszcze raz to napisze Nie zacieraj a stawiaj sobie granice!!!!
  • roadtrip2 31.07.17, 07:34
    Powyższy tekst jest do lillywhitepuzzel.
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 10:18
    Może właśnie tak jest, ze ludzie uciekają z mojej winy. Ale zastanawiam się dlaczego skoro w życiu zawodowym jestem raczej osoba posiadająca ścisle określone zasady, biorąca sprawy w swoje ręce. Jeżeli chodzi o życie prywatne po prostu nie rozumiem wielu zachowań, jestem w stanie siedzieć cicho i przytakiwać miesiącami żeby ktoś nie uciekł mimo ze nie zgadzam się. Ale w momencie kiedy stracę ta cierpliwość partnerzy, przyjaciele obojętnie kto ....uciekają.
    Zastanawiam się jaka pozycje obrać w życiu. Jeżeli przyznaje się komukolwiek do mojego zaburzenia taka osoba traktuje mnie jak trendowata -akcentując w każdym momencie, ze po prostu jestem inna. Jeżeli się nie przyznaje, nikt nic nie wie, ja grzecznie chodzę za kimś, żeby tego kogoś nie stracić, a wychodzi jak zawsze.
    Nie wypieram się swojej winy. Zapewne jest większa niż moge się domyślić. Ale nie uważam ze zdradzanie mnie jest dobra kara za moje zachowanie.
    Co do zacierania granic - tu raczej symbolicznie, chodziło mi o zatarcie różnic między nami.
  • roadtrip2 31.07.17, 11:01
    Nie miałem na myśli by tego że ktoś cie ma ukarać zdrada.

    To była analogia zasad działania mojej byłej i jej zdrad w naszym związku.

    Raz jej wybaczylem bo wiem że można popełnić błąd bo jestesmy tylko ludźmi i wtedy wierzyłem że tego żałuję chodź nie potrafilem z tym przejść do porządku dziennego. Ale mimo wszystko próbowałem z nią normalne mimo bólu w sercu żyć.
    Przy drugim razie jak poszła zaszaleć juz mnie więcej nie zobaczyła. Chodź dobija się na telefon z racji prowadzenia firmy i jawności numeru w necie niemam sensu go zmieniać bo inaczej tak bym zrobił. Wysyła mi na maila zdjęcia które umieszczam na fb z głupim komentarzami jak na którymś się pojawi kobieta. A teraz zaczęła wydzwaniać z zastrzezonego.

    Ja rozumiem że chcesz żyć normalne i na swój sposób będziesz ale ciężko Ci będzie stworzyć szczęśliwy związek bez terapia i potu na czole by wszystko w sobie zmienić. Ale wtedy robisz coś na maksa tylko dla siebie więc warto! Bez tego zniszczyła wszystko i wszystkich w krótszym bądź dłuższym czasie.
    Bo to dla partnera jest to nie do ogarnięcia. Uwierz mi.

    Mona była też sobie super radzila zawodowo i starałem się ją pchać do przodu gdy miała jakieś wątpliwości przez co szybko awansowała itp ale niestety szybko stwarzala sobie wrogów przez co obchodziła i zmieniała pracę w przeciągu 2 lat 3 razy. Jak związek prysl to była na etapie donoszenia na swojego przałożonego wyższym szczeblom bo w jej mniemaniu miał gorsze kompetencje niż ona. I jak to mówiła " pozatym on jest beznadziejny ". Nie wiem jaki był bo go nie poznałem ale codziennie o nim słuchałem i o koleżance która się nie śmiała z jej żartów również 😀 ojjjjj pamiętne czasy
  • roadtrip2 31.07.17, 11:12
    Sorry za literówki ale mój słownik w telefonie wie lepiej co chce napisać 😀
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 11:32
    Jeżeli chodzi o literówki to nie ma problemu, sama jestem za granica i polskie znaki to przypadek :)! Czy sądzisz wiec ze w tym zachowaniu jest analogia ? Byłam pewna ze te małe kroki, które starałam się robić przynajmniej, aby coś osiągnąć w sferze zawodowej będą chociaż małym dowodem dla mnie samej. Ale widzę że to kropla w morzu, widzę podobieństwa do twojego związku chociaż szkoda ze nie z tej perspektywy co trzeba. A jak wyglądało to w sferze uczuciowej ? Niezdecydowanie, zamkniecie, agresja ? Ciagle zmiany nastroju ? Miała jakieś uzależnienia ?
  • roadtrip2 31.07.17, 12:11
    Takie małe kroki w sferze zawodowej są każdemu potrzebne by się czuć z soba lepiej. I to tak naprawdę jest dążenie by sobie wiecznie coś udowadniać czy pokazać innym że się da. I uważam że to jest dobre. Ale ne za wszelką cenę bo w tym wszystkim trzeba zostać również i człowiekiem a nie iść po trupach,podkładajac innym kłody pod nogi. A jak komuś się udało przez kładę przaskoczyć to dostawał w głowę naciagnieta gałęzią z zaskoczenia 😀
    Szybko się zniechala a nawet bardzo szybko a wtedy ja brałem za uszy i tłumaczyłem a nie kiedy kończyłem to co zaczela a ne udało się skończyć bo wiedziałem że później przyjdzie moment kiedy będzie żałować i obwinia mnie ze to mója wina. Dlatego wchodziłem w rolę jej ojca i jak 3 latkowi ogarniałem to co psula. A co żenujące nigdy za to nie usłyszałem nawet słowa dziękuję.

    Tylko pamiętaj nigdy nie będziesz szczęśliwa i żadna sfera życia nie da ci tego choć bys nawet na księżyc poleciala jak nie poznasz sama siebie, jaką jesteś i czego potrzebujesz. Życie innych życiem jak to jest w bpd nie da ci szczęścia bo to nigdy nie będzie twoje życie i będziesz to podświadomie czuła. Dlatego jak zaznaczam musisz zmienić sobie by dać ta szansę sobie.

    Do do uzależnień. Miała dwa jedno to telefon teraz już wiem dlaczego 😀to bardziej przed ukryciem go przedemna bo nawet do wanny go brała 😀 i papierosy. Jak była że mną to paliła kilka sztuk dziennie a jak się roStawalismy to potrafiła nawet paczkę lub dwie spalić.

    Agresja była zawsze w słowach i niekiedy w czynach. Lubiala pomachac rękami 😀. W najbliższym otoczeniu przy innych to była jak prawdziwa księżniczka. Cichutka biedniutka i z zachowania jak po wygraniu programu project lady 😀a w domu chamstwo,bractwo istna patola. Kurwy i chuje to były słowa dla niej jak dzień dobry i do widzenia.

    Zdecydowanie to masakra. Planowalismy rok wyjazd by w dzień wyjazdu powiedzieć że nie jedzie..... pytam dlaczego?.... uslyszalem ....Bo nie a miały być to dalekie kraje i to nie sami. Jak pojechaliśmy to zadzwoniła że ona tak cierpi bo tak bardzo chciała jechać 👍 jak pisałem zdecydowania, stabilizacji tam byli zero.

    Ale jedno jest pewne przez ten cały czas miałem założone różowe okulary i mimo gówna jakim obrzucala nasz związek chciałem z nią być na dobre i złe. Ale kolejnej zdrady nie wytrzymałem i okulary zostawiłem gdzieś na drzewie i czar definitywnie prysl i a czas poskręcił temu wszystkiemu tylko kontrast i cała ta toksycznych stała się bardzo ale to bardzo widoczna.

    Życzę jej mega dobrze ale ja jako ja już jej nawet nie poświęcej chodź sekundy mojego cennego dla mnie życia....😀taka prawda
  • tymczasowy_login01 31.07.17, 18:25
    roadtrip2: Albo to jest produkcja taśmowa albo mamy ta sama ex. Z wyjątkiem papierosów.
    Ta moja miała jeszcze taki schemat działania , ze jak swojego aktualnego partnera zdradzała to niezwykle ważne było, żeby poznał tego, z którym to robiła. Odbywało się to na zasadzie "przypadkowego spotkania w knajpie na piwie". Oczywiście aktualny partner nie miał o niczym pojęcia. PO każdym zdemolowanym związku ucieka też - im dalej tym lepiej. Za pierwszym razem, po tym jak swoją ofiarę doprowadziła do samobójstwa wyjechała na studia do innego miasta, następnym razem zmyła się do UK, a za kolejnym jeszcze do dalej. To wszystko jest jasne i oczywiste z perspektywy czasu. Wcześniej te wiadomości były podawane w taki sposób, ze nikt by nie doszedł do tego, ze rzucane luzem uwagi są w jakiś sposób połączone.
    No i nie chciała się leczyć - były jakieś próby ale kończyły się po paru tygodniach.
    Ty lilywhitepuzzel jesteś inżynierem, ona doktorem. Przy czym w związku z tym, ze robi żwir przełożonym raczej dużo na polu nauki nie osiągnie. Wedle tego co piszesz chodzisz na terapie - to jest postawa godna szacunku przy założeniu, że Twoja terapia pomaga nie tylko Tobie ale również osobom z Twojego otoczenia. Tzn - jeśli mimo terapii zachowujesz się jak moja ex to najwyraziej dluga droga przed Toba bo nadal nie masz pojecia co jest nie tak. Ludzie miewają w głowach różne pomysły, fantazje ale niekoniecznie wcielają je od razu w życie. Zaszliśmy ewolucyjnie tak daleko między innymi dlatego, że jesteśmy wyposażeni w empatie. Umiejętnośc postawienia siebie na miejscu drugiej osoby pomaga nam kooperować i nie krzywdzić innych. Możesz tego mechanizmu nie rozumieć ale przyjmij za pewnik, ze tak to działa. I tak długo jak nie nauczysz się do tej prostej zasady stosować Twoje życie nie ulegnie zmianie. To, że Twoi partnerzy Cie zostawiaja może wynikac z dwóch rzeczy - primo: doprowadzasz ich do skrajności, secundo: dobierasz partnerstw według ścisłe określonego klucza - mniej lub bardziej świadomie i już na samym wstępie skazujesz się na porażkę. Taki przypadek znam osobiście. W obu przypadkach to co należy zmienić jest gdzieś u Ciebie w środku.
    W odróżnieniu od roadtripa ja mojej ex życzę jak najgorzej. Jest świadoma tego co robi, nic nie robi, żeby to zmienić, już ma jednego trupa na sumieniu i bawi się dalej w najlepsze.
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 19:45
    Przyznam się szczerze i to odpowiedz do każdego z was, ze zaczynam rozumieć wasze zniechęcenie. To przypomina bledne koło...
    Ja kiedy dowiedziałam się o tym ze mam taka diagnozę byłam załamana- nadal jestem bo nie umiem z tym żyć.
    To nie musi być koniec, dlatego chce pomagać sobie i innym ale wiem ze to może okazać się niebezpieczne dla obu stron.
    Moja główna tendencja było doprowadzanie wszystkiego do ideału a potem rozwalanie tego w jednej sekundzie, bo zapomniałam o zdrowym rozsądku lub pomyślałam ze nie ma sensu. Pytałam o uzależnienia, bo wiem ze takie osoby maja ta skłonność (przynajmniej ja prawie straciłam moje życie przez używki). Teraz po tym wszystkim o wiele ciężej mi żyć samej w rzeczywistości bo widzę ile krzywdy zrobiłam mojemu ciału.
    Ale w takim razie, czy wasze partnerki miały coś w rodzaju ciężkiego dzieciństwa problemów rodzinnych . Zdradzały może wcześniej (o ile je znaliście) objawy, które powoli się nasilały ?
    Co do terapii to jestem przekonana, ze gdybym nie poszła do lekarza najpewniej popełniłbym samobójstwo. Wiec, gorąco polecam spotkanie ze specjalista.
  • roadtrip2 31.07.17, 20:36
    Tymczasowy to może i ona ;-) bo bym już teraz się nie zdziwił by ciągnęła na kilka frontów :D

    Ona uciekła do UK jak zdradziła swojego wtedy aktualnego chłopaka ze swoim poprzednim i to tamtemu powiedziała.

    Z dystansem czasu jak teraz się do tego cofnę to jedyne co przychodzi mi do głowy to to że w towarzystwie facetów każdego ładnie mówiąc kokietowała a kobiet nie nawiedziła. Tym bardziej tych ładnych ;-) jak już jakaś koleżankę miała to taką by nie robiła jej konkurencji. I traktowała je jak śmieci na posyłki. Wiele razy ją za to opierdzielałam że zachowuje się jak buc. Generalnie od nich też się szybko odwracała jak i ode mnie jak coś jej nie pasowało.
    Kiedyś zrobiłem jej test. Zabrałem jej telefon i powiedziałem ze albo mi powie co w nim ukrywa że tak z nim wszędzie chodzi i wprowadza milony zabezpieczeń na wejscie do niego przyznając się do wszystkiego albo sam to zrobię. Mówiłem ze prawda jest nieunikniona tyle w jaki sposób się o niej dowiem. To jak zaczęła wariować i prosić bym jej oddał telefon to było coś ala z filmu "egzorcyzmy Emilly Rose" czy jakoś. Po jej reakcji oddałem ładnie telefon bo i tak bym w niego nie zerknął bo pewnie mnie to by zabiło już całkiem ale wszystko było już dla mnie jasne ( że się znowu puszcza). Od tego momentu zacząłem się wycofywać.

    Co do pytania Lily: ona miała bardzo patologiczna rodzinę. w Kilku pokoleniach. Jej ojciec był alkoholikiem i jak go widziałem to wiecznie na bombie. Jak byli sami to robił awantury i machał rekami przed swoja żona. Pewnego dnia poszedłem go ustawić to we dwie się na mnie rzuciły bym nie reagował. Mówiły że jak coś zrobię to będzie jeszcze gorzej bo się będzie wyżywać bo uzna że to jej wina. Jak jej mamie załatwiłem mieszkanie by się wyprowadziła od niego i zaczęła sobie układać życie w spokoju to powiedziałą że nie pójdzie bo on sobie nie poradzi. Powiedziałem wtedy " że co??? że ona jeszcze się nim przejmuje po tym jak ją traktuje" i uznałem że chyba to jednak nie jest jej tak źle. Chciałem pomoc ale nic na sile. Generalnie brak szacunku do swojej osoby.

    Jej ojciec Alkoholik pochodziła z wiochy gdzie miał ojca tyrana i alkoholika. Jej matka również z domu miała ojca alkoholika.

    Ja skupiłem się na sobie. Daje sobie dużo czasu. Nie wchodzę w żadne relacje. Nie powiem nie siedze ale generalnie dla samego siebie delikatnie stąpam po ziemi i uczę się żyć na nowo. Zyć tak by nie trafić już takiej osoby jaką było mi dane poznać. Pracuje z Pania psycholog z moimi deficytami i pracuje nad sobą.

    Bo Lily my też nie jesteśmy idealni i każdy ma z nas również z sobą jakieś problemy. Ale w porównaniu z wikszością BPD my "wypinamy pierś i idziemy się temu problemowi stawić czóło" by to zmienić. Ale gówną różnica jest to że my zmieniamy siebie nie niszcząc ludzi który nas kochają. Nie przerzucamy gówna na drugą osobę bo nam zaczyna ono śmierdzieć. A bpd się go brzydzi i przerzuca go wszędzie zamiast brak za niego odpowiedzialność i to jest mega słabe. Udawać idealne nie wiedząc co to słowo znaczy.
    Sorry za porównanie z fekaliami ale no cóż z tym mi się właśnie kojarzy taki związek, a mianowicie z jedym wielkim szambem.

    Tymczasowy: a co do życzenia prze zemnie szczęścia temu bandziorowi to tak życzę jej tego. Bo może jak go znajdzie to nie będzie wyrządzać więcej krzywd a poza tym wierze mega w KARME. I staram się tak żyć by karmy nie prowokować ;-)
  • tymczasowy_login01 31.07.17, 21:36
    To jednak nie ta sama. Ojciec mojej zachlał się na śmierć zanim ją poznałem
  • tymczasowy_login01 31.07.17, 22:04
    Ta moja dostawała ataku furii jak choćby przeszło się za jej plecami jak była na FB albo na mailu. Wiele razy mnie za takie przewinienia wywalała z domu. Swego czasu regularnie nocowałem w pracy.
    Ja prdl jakie to jest chore. Z perspektywy czasu znoszenie tego całego syfu jest kompletnie irracjonalne. Zwłaszcza jak się ma porównanie jak może wyglądać normalny zdrowy związek.
  • lilywhitepuzzel 31.07.17, 22:46
    Tak samo pytanie do wszystkich zgromadzonych : czy nikt z was nie wpadł na pomysł konsultacji na terapii dla Par/terapii grupowej ?

    Ja będąc jeszcze w związku zastanawiałam się nad tym jednak mój partner nie chciał ze mna iść. A ze wielu rzeczy nie potrafił zrozumieć ja kontaktowałam się z jego emocjami np. Za pomocą muzyki. Tez słabo. Potem malowałam obrazy (zajmuje się sztuka w każdym możliwym wydaniu jako hobby) niestety dalej nie rozumiał, a ja nie potrafiłam powiedzieć o co tak naprawdę mi chodzi. Tak czy inaczej zastanawiam się, czy ktoś tego próbował. Myśle ze to może być swego rodzaju pomost w rozwiązaniu problemów.

    I druga sprawa: czy ktoś z was miał może styczność z oddziałem dziennym w leczeniu zaburzeń/ uzależnień ?
  • roadtrip2 01.08.17, 04:42
    Proponowałem byśmy wspólnie poszli na wizyte jako para do psycholog bo wiedziałem że sama nie pójdzie.
    To usłyszałem " nigdzie nie ide bo że mną wszystko okej ale tobie się przyda......"😀
  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 08:37
    Rozumiem. Ja jednak muszę się powaznie nad tym zastanowić.
  • roadtrip2 01.08.17, 10:03
    By umieć z kimś być trzeba przede wszystkim umkec byc z sobą.

    Ja bpd oceniam poprzez doświadczenia z tamtym człowiekiem. Mam tylko nadzieję że nie każdy przypadek dokładnie tak postepuje jak mauto doświadczyłem. Ba mam nadzieję że ludzie z tego wychodzą. Ale wierze w to że z czasem zauważają jakimi byli .... chu.... dla bliskich im osobam . Poprzez swoje fobie i jazdy.

    Nie ujmując oczywiście nikomu. Ale z tego co czytam to osoby bpd zazwyczaj to są bardzo atrakcyjne osoby fizycznie. Ale tak naprawdę tylko to im zostaje by kogoś przy sobie zatrzymać. Dlatego się muszą starać o swój wygląd bo inaczej nie było by w ich kierunku żadnego zainteresowania. A tak to kręcą się wokoło nich tylko napaleńcy dla których liczy się tylko odchaczenie kolejnej w notesie.
    Niestety uroda z czasem przemija i orbiterow jest w zasięgu ręki Coraz mniej. Do momentu aż niema już nikogo. Bo przy przeciętnej kobiecie z tym zaburzeniem każdy facet by nie wytrzymal 15 min bez popędu seksualności.
    Móże bpd się uspokaja po 40 właśnie dlatego że już niema piętnastu frontów na boku i jest brak zainteresowania dlatego zostają z tym z którym obecnie są jak on ją jeszcze chce. Czyli tzw z braku laku dobre i to.

  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 11:55
    No i tu jest problem, bo jestem przypadkiem który chce mieć jednego partnera na całe życie, (nie umiem przeżyć zdrad) ustatkowanie emocjonalne i dziecko. Dlatego postanowiłam porozmawiać z wami, bo dużo ciekawych wątków poruszyliście. (trochę bolesnych ale przynajmniej szczerych). Uświadamiają mi jak pracować nad sobą.
    Niczego tak bardzo nie pragnę jak wrócić do "normy".
    Jestem wam bardzo wdzięczna. Mam jeszcze setki pytań, ale ze ten post wiąże się z nie mała kontrowersja na temat mojej wiarygodności, boje się podejmować kolejnych pytań...

  • roadtrip2 01.08.17, 18:37
    To napisz coś wiecej o sobie i o swoich doświadczeniach.
  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 23:20
    Nie wiem, czy powinnam na forum publicznym użalać się nad swoim życiem. Ale może to będzie jakieś wsparcie dla innych.

    Życie mniej lub bardziej zagmatwane od alkoholizmu w rodzinie, matkę która mnie porzuciła jako dziecko, bo wyjechała za granice " za praca " oraz wiecznie smutnego ojca, który topił smutki w alkoholu.
    Wiele bardziej drastycznych sytuacji, których nie jestem w stanie opowiedziec.

    Dorastanie i wieczne odstawanie od normy.

    Pierwsze mniej lub bardziej udane związki, co z perspektywy czasu wydaje się całkiem pogodne. :)

    No i w tym miejscu jest problem. Od dziecka miałam problemy z zaladkiem (bol, wymioty), lekarz rodzinny badał mnie, a wyniki były idealne. Były okresy kiedy przesypialam 16 godzin dziennie, potem ustawało.
    Potem były momenty, po drastycznych sytuacjach w moim życiu (jestem słuchowcem) słyszałam jak ktoś chodzi po balkonie i dostawałam ataku paniki. Nie mam shizofrenii - po prostu tak przeżywam wszystko czego doświadczam, stad np. Pokazywanie uczuć za pomocą muzyki.
    Mój stan się pogarszał. Ale oczywiście potem jak zwykle wyniki idealne.

    Mój lekarz, jak to Polska służba zdrowia, oburzył się i stwierdził, ze on z kwadratowego nie zrobi okrągłe i mam zgłosić się z tym do poradni zdrowia psychicznego.
    I tym sposobem dowiedziałam się co mi dolega. Wiele problemów ustało, stało się prostsze, a ja pogodniejsza. Ale niestety nie można wszystkiego zaradzić lekami. Mój psycholog odchodzi, a ja boje się iść do następnego i powtarzać te wszystkie okropne rzeczy, przyzwyczajać się i zaufać. Często tez traktowałam ta kobietę przyjaciółkę, albo matkę i tym sposobem dostałam mocnego kopa, kiedy musiała odtracic moje uczucia (etyka zawodowa).

    Jeżeli nie ruszę do przodu z jakimś wartościowym bagażem, to coś pozbawi mnie życia raniąc od tylu.

    Dlatego chce żyć i być choć odrobine samowystarczalna emocjonalnie, a nie wegetować.
  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 08:51
    Jeżeli jest tu osoba, ktora się leczy, chciałabym zapytać : jak wyglada wasze leczenie?
    Ja biore tabletki, ale zastanawiam się czy kiedyś będę mogła przestać ? Oczywiście mój psychiatra nie udzielił mi takiej informacji ... nie do końca wiem dlaczego. Odnoszę wrażenie, ze stałam się przez przymus (ze względu na uzależniające leki) środkiem do robienia pieniędzy, a teraz ja i tak nie jestem w stanie wyjść z tego układu....
  • 0l_55 01.08.17, 21:44
    " to nie ludzie, to demony" - faktycznie ktoś tu niedawno skrobnął coś takiego, ale, delikatnie mówiąc, nie jest to mądre stwierdzenie i zastanawiam się, czy w ogóle warto to komentować.

    Borderline jest to przede wszystkim termin służący psychologom i zastanowiłbym się kilka razy zanim bym użył stwierdzenia: "jestem diagnozą takiego albo innego psychologa".

    Do sedna:

    rzeczywistość jest jedna ("moje, twoje" mogą być wyobrażenia) i nie reaguje na nasze intencje, życzenia. Reaguje jedynie na działania, jeżeli chcesz, żeby było "od nowa"(cokolwiek to znaczy) to musisz zakasać rękawy i, jak to mówią, "do roboty". Stół nie stanie się krzesłem poprzez mówienie.

    Piszesz gdzieś poniżej, że chciałabyś mieć stałego partnera i dziecko. Wielu, wielu (zdiagnozowanych tak, siak, lub w ogóle) chciałoby mieć i dodam że chciałoby żyć długo i szczęśliwie.

    Napisałaś też coś takiego:
    "Dlaczego jako ludzie rozumni uciekacie od kogoś kto ma coś wyjątkowego ? Coś co codziennie zabija, ale jest także niesamowita władza ? To coś jak igranie z ogniem. Poparzenie może się okazać niebezpieczne, jednak sam w sobie jest symbolem bezpieczeństwa."

    Tutaj proponuję przystanąć, wziąć rylec i naciąć głęboką (jak tylko się da) oddzielającą linię , między tym, "co codziennie zabija, ale jest niesamowitą władzą" a macierzyństwem.

    Nie radzę tworzyć sobie teorii o swojej wyjątkowości, bo istnieje niebezpieczeństwo, ze się w nią uwierzy i pomyli z rzeczywistością. To zderzenie bardzo boli.


  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 22:51
    Rewelacyjny komentarz!

    Jedno, co chcialabym jeszcze wyjaśnić, ponieważ często poruszana jest "wyjątkowość ".
    To tak naprawdę jest słowo zapalnik, które miało dać jakikolwiek odzew od was. Nawet agresje- bo to pierwsza reakcja jakiej się spodziewałam.
    To prawda- jestem odrealniona od świata, żyje w świecie fantazji, ale od dziecka to było jedyne miejsce dla mnie i tylko dla mnie.

    Nie chciałabym żeby innym zabierali to co odebrali mnie, a także nie chce żeby nikt przeze mnie płakał (bo zapewne wiele razy tak było).
    Wraz z wiekiem nostalgie i ataki histerii są coraz trudniejsze do wyładowania. Dopoki nie brałam leków nie miałam ochoty na nic. Zmieniło się to po wizycie u lekarza. Ale czuje ze każda forma hobby czy aktywności jest tylko kwestia czasu. I czuje ze każdy z "nas" tak ma.

    To nie nuda. Ja po prostu zaczynam kwestionować każdy najdrobniejszy szczegół ( ze to nic nie warte, ze i tak nic nie wskóram, ze nikomu to się nie przyda) i emocjonalnie spadam na samo dno. Potem znowu. I tak błędne koło się kręci. Stad czytając o ogólnym uciekaniu, tępieniu ludzi z tym zaburzeniem zaczęłam zastanawiać się, jak maja wrócić do normy jeżeli nie maja nic/ nikogo do podparcia ? Nic na tyle stałego, co nie rozpłynie się kiedy jak zwykle będą próbowali to zniszczyć ? Nikt nie chce marnować czasu na dłuższa metę ....
  • quar33 01.08.17, 23:22
    Dużo słów, wytłumaczeń. Za dużo.
    Odpowiedź (i recepta) jest prosta: wystarczy być dobrym człowiekiem (do tego nie potrzeba niczego ani nikogo).
  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 23:41
    Nie wszyscy maja takie szczęście, jak ty i potrafią sobie poradzić sami. :)
    Nie życzę ci, żebyś kiedyś był zmuszony o coś kogoś prosić, bo to wymaga pokory.
  • lilywhitepuzzel 01.08.17, 23:46
    A i zawsze byłam zdania, ze o tym, czy faktycznie jestem dobrym człowiekiem powinni powiedzieć mi inni, a nie ja sobie sama. Ale brawo za taka samowystarczalność.

  • quar33 02.08.17, 01:51
    Jeszcze raz: dużo słów, dużo wytłumaczeń, dużo bicia piany. Za dużo.
    Wiele razy w życiu, chowając dumę - byłem zmuszony prosić. Zapewne wiele mam wad, ale - mało skromnie ale jednak - powiem: na pewno nie brakuje mi pokory (tę akurat lekcję życia miałem 'zaszczyt" przerobić bardzo wcześnie).
    Nie, to czy jesteś dobrym człowiekiem W OGÓLE nie zależy od tego, czy tak ocenią Cie inni. To zależy głównie od tego, w jaki sposób każdego ranka spoglądasz na swoje odbicie w lustrze. Mało tego, będąc dobrym człowiekiem niejednokrotnie spotkasz się z odrzuceniem niektórych ludzi (najczęściej tych "dobrych" inaczej), uznanie przyjdzie dopiero po dłuższym czasie. W dupie miej opinie tych "dobrych" inaczej i rób swoje lejąc ciepłym moczem na płytkie komplementy, fałszywe uznanie, puste pochwały lub manipulacje cwanych własno-interesownych-jedynie uprawiających jakąś grę dookoła siebie w celu osiągnięcia korzyści. W tym akurat aspekcie własnie "samowystarczalność" jest najcenniejsza, buduje godność, silny charakter, honor, własne zasady, moralny kręgosłup i mocną podstawę dla pomnika o nazwie >moje życie/osobowość/charakter<.
    Nic do Ciebie nie mam, ale może jesteś akurat tu tą kroplą, która przelała u mnie czarę. Bo wiesz co mnie tu już irytuje? To (przepraszam) wieczne pierdolenie pt. dlaczego się nie da, dlaczego się nie uda, bo miałam ciężkie dzieciństwo, bo to był dom DDA/DDD, bo SAMA nie dam rady, bo nikt mi nie pomoże, bo nikt mnie nie rozumie, bo to silniejsze ode mnie, bo..., bo..., bo...
    Pierdolenie, pierdolenie i jeszcze raz pierdolenie!!! Słabość, wygodnictwo, manipulacja, (zawsze jakieś) wytłumaczenia, ucieczka, lenistwo, myślenie wyłącznie o własnej dupie, pasożytnictwo, marnowanie życia i cennego swojego czasu, patrzenie tylko na czubek własnego nosa... - OTO CZYM TAK NAPRAWDĘ TO JEST!
    Nie wszystko się udaje, czasem większość się nawet nie udaje, czasem i siły brak i droga pod stromą górę, ale i tak trzeba próbować dalej, a nie się q-r-a ciągle tłumaczyć: jaaaka ja bieeedna jestem..., chlip, chlip...
    Cały świat i ludzie mają w dupie to jaka Ty biedna jesteś (nawet jak na chwilę się jako pasożyt podczepisz dla wygody do jakiegoś żywiciela, to i tak z czasem to pęknie - jedna trzecia tego forum jest tu właśnie o tym, poczytaj forum od poczatku).
    Nie gadaj, nie pierdol, tylko RÓB! Nie ględź, nie bij piany, nie tłumacz się, tylko ZRÓB COŚ Z TYM/ZE SOBĄ/ZE SWOIM ŻYCIEM!
    Rzygać się chce już od czytania tego samego tu po raz setny - dlaczego nie, ja taka biedna, mój dom, moi rodzice, nikt mnie nie rozumie, niech ktoś mi pomoże/poradzi/mnie uratuje..., poradźcie mi...
    To piszą/odpowiadają tu (całkiem niegłupio najczęściej) jeden z drugim i trzecim. Radzą, odpowiadają, a Wy (tu przepraszam za uogólnienie) pierdolicie i tak dalej to samo.. - nie, bo..., ale bo..., sama nie bo..., nie da się, bo... itd. itp.
    Życie to nie bajka, nie Wam (p.) jednym było ciężko, nie Wy (p.) jedni mieliście pojebane dzieciństwo i chory dom rodzinny, ALE WY (P.) JEDNI SIĘ TAK Q-R-A UŻALACIE NAD SOBĄ!!!
    Uratuj, pomóż, poradź, zrób za mnie, wyręcz, zadbaj, domyśl się, pogłaszcz, zrób jak ja chcę, poświęć mi całą swoją uwagę... i tak q-r-q w kółko!!! :(
    Chcecie rady to majcie ją tu Wszyscy pisaną już wielokrotnie i przez wielu:
    przestańcie w końcu pierdolić i weźcie się za siebie, nie gadajcie, a róbcie, nie bijcie piany, a działajcie, bądźcie w końcu przyzwoitymi ludźmi z jakimiś zasadami, bądźcie w końcu KONSEKWENTNI (a nie: dziś rano ożeń się ze mną, a jutro już wypinam dupę koledze z liceum), miejcie jakiś kręgosłup a wszystko się odwróci ku dobremu (co najwyżej może przestać się opłacać, ale jak mawiał jeden niedoszły polski profesor: nie wszystko co się opłaca - warto i nie wszystko warto - co się opłaca).
    I jeszcze jedno: naprawdę i całkiem serio - cały świat ma w c h u j u Wasze zaburzenie osobowości, tylko Wy się tym ekscytujecie i samogwałcicie dookoła tego bez końca. Tu nie ma nic z "wyjątkowości", "władzy", "innego/wyższego wymiaru", itp. To zwykłe pojebanie we łbie po prostu jest i warto coś z tym zrobić (a nie tylko gadać, bić pianę i się tłumaczyć).
    Sorry za dosadność, ale mam wrażenie, że do Was inaczej nic nie dociera. :(

    P.S. LilyWP, wybacz, ale (serio) uważam, że to nie BPD jest Twoim problemem. Ty w ogóle nie pasujesz do BPD (o ile Twoje posty i inf. w nich są obiektywne, do końca szczere i nie podrasowane nieco). Jakoś nie pasujesz do układanki i jakoś z Ciebie nie ten puzzel...



  • roadtrip2 02.08.17, 08:40
    Jak zawsze trafione w sedno.

    Jak pisałem wcześniej jeżeli chcesz coś zmienić w swoim życiu to najpierw zacznij od zmian w sobie. Bez zmian to nie wiadomo co byśmy zrobili to i tak będziemy stali w tym samym miejscu.
    Jestem zdania "....chcieć, to móc....". I niema rzeczy których nie można zmienić tylko jest między nimi różnica w trudzie by je osiągnąć.
    Żyjemy tak jak chcemy i bierzemy odpowiedzialnosc za nie tylko MY!
    Jeżeli ronimy to chcemy ranić jeżeli kochamy to chcemy kochać, i tylko slabeusze powiedzą że na nic nie mają wpływu bo wola być ciotami niż walczyć w pocie czoła o lepsze życie. Bo zgrywanie ofiary losu jest o wiele latwiejsze niż walka o zmianę swojego życia, przyzwyczajeń itp.
    Tylko my mamy wpływu na to co będzie za 5 lat tj czy dalej będziemy w tym samym miejscu czy miliony kroków już z przodu.

    Prawda jest taka że życie wygrywają tylko ci najsilnijsi i to nie fizycznie a duchowo i mentalnie....

    Bo przyjdę za ileś tam lat taki moment że dopadnie nas zastanowienie nad tym gdzie jesteśmy i co przeżyliśmy i wtedy już nie będzie pied.... że byłam biedna czy super zajebista a zostana fakty z którymi będzie nam sie dane zmierzyć.
    I kto żył dobrze a kto był mega skurwysyn.... i co po sobie zostawial.

    Los i przyszlosc tylko w twoich rękach Lily
  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 10:54
    Odpowiedz do wszystkich zgromadzonych: niby wszystko fajnie pięknie, konkretnie, sensownie, każdy wie co robic .... szkoda ze to tylko ironia. Mowia mi to codziennie, a ja codziennie robie swoje. Czy czuje się spełniona i szczęśliwa po tych słowach ? Nie.
    Oczywiście ze będę robić swoje, tego nie musi nikomu nikt mówić. Każdy z nas to robi. Ale idąc ta okrojona logika ludzie byliby zimni. Skąd samobójstwa, tragedie życiowe ? Przecież idziemy prosta droga i robimy swoje.
    Zatrzymać się nad sobą i "popierdolic" tez można, ale w umiarze. Każdy ma prawo do słabości.
    I może za dużo na tym forum itd.
    Ale tu każdy robi "paradę " siły i iście "męskiej" dumy.
    Paradoks jest tylko jeden- dlaczego sledzicie forum, które budzi w was złość ?
    Dlaczego nienawidząc swoich ex -życząc im najgorzej lub najlepiej dalej jesteście blisko tego toksycznego otoczenia?
    Czy nie gracie w ta sama układankę co my?



    .... dźwięcznie brzmiące : będę robić swoje....

  • roadtrip2 02.08.17, 11:14
    Widzisz i to jest wlasnie to!
    Oceniasz fakt że po tym wszystkim jeszcze siedzę na tym forum jako moja słabość zamiast wyciągnąć wnioski z tego co pisałem i wziąść sobie te słowa do siebie.

    Przeglądam to forum z jednego tylko względu. W poczatkowej fazie po rozstaniu dali mi ono ogromną wiedzę na temat bpd i zachowań tych osób. Dało mi odpowiedź na moje zachowania które były bardzo krytykowane przez moją była.
    Dało mi zrozumieć że w wielu sytuacjach na nic nie miałem wpływu bo zwyczajne tak poprostu jest.
    Po tym jak o wszystko byłem obwiniany zrozumiałem że to wszystko było wyssane z palca.

    Generalnie na tym forum siedzę by znalesc odpowiedzi na moje wszystkie pytania i zrozumieć skąd sie brały te jej popierdolone jazdy.

    Jak wszystko będzie jola mnie jasne to mnie tu już nie będzie bo traktuje to jakoś chwilowy przystanek.....Lily a ty?
  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 21:06
    A może to mój nowy pogmatwany dom ?

    Ironizuje, ale tak naprawdę nie mam gdzie się podziać. Aktualnie wyjechałam do Włoch do domu i tu tez nie mogę znaleźć miejsca.
    Dla nas pustka emocjonalna jest największa kara za każdy grzech. Wiec bardziej nie trzeba krzywdzić, bo nawet fizyczny bol jest przyjemniejszy :)
  • roadtrip2 02.08.17, 21:36
    Lily jesteś aktualnie w związku?
  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 21:35
    A ty ? Gdzie się podziejesz jak dowiesz się jakimi potworami jest każdy z nas bez wyjątku? Wrócisz z tym do porządku dziennego i jak wszyscy będziesz omijał szerokim łukiem "potwory z pogranicza"? :)
  • roadtrip2 02.08.17, 21:47
    Na pewno sie już na taki związek nie nabiorą. Wczesniej to się udało no nie mailem świadomości że takie coś występuje.
    Fakt na tamten czaś jest taki że ulokowane swoje serce i cała energie tam gdzie z perspektywy czasu nigdy nie powinny trafić.

  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 21:56
    Tak jak napisałam chyba gdzieś wyżej. Po kilku mocnych zdradach mojego ex postanowiłam, ze mam dość na to patrzeć.
    A co do tego wyżej to chyba studiowałeś te lektury po to żeby wiedzieć jak rozpoznać swojego "wroga".
    Ja chciałam natomiast obalić mit tego wszechobecnego powiedzenia ze umiemy robić tylko złe rzeczy ... potrafimy pięknie je niszczyć... ale napewno nie każdy czyni zle. Błędy zdarzają się każdemu.
  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 11:43
    Dobrze wracając do tematu,
    Chciałam podjąć prace jako wykładowca. Jeżeli pojde w tym roku na oddział dzienny (jeszcze nie do końca sprecyzowany bo mam 2 wpisy : borderline/ uzależnienia) to czy wolno mi podjąć prace na uczelniach publicznych bez obawy o to, ze opinia/historia mojej dysfunkcji pójdzie za mna dalej ?
  • sabredance 02.08.17, 00:37
    "jak maja wrócić do normy jeżeli nie maja nic/ nikogo do podparcia ?"
    "próbowali to zniszczyć ?"
  • 0l_55 02.08.17, 01:38
    Co do leków (napisałaś wcześniej, że obawiasz się, że to błędne koło). Dowiedz się, co przyjmujesz i jak to działa. Konkretnie: co wyzwala, co blokuje, w jaki sposób wchodzi w reakcje. Pytaj się lekarzy/psychiatrów, którzy przepisują dany lek i weryfikuj to, co mówią dostępnymi źródłami. Liźniesz przy okazji trochę biochemii. I ciągle obserwuj siebie - to najważniejsze.

    Wrócić do "normy" tzn. gdzie? Nie chodzi przecież o to, żeby zachowywać się jak jakiś wyimaginowany model człowieka, tylko o to, żeby zrozumieć siebie, żeby dowiedzieć się dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej, dlaczego podejmujemy takie działanie, a nie inne. Nie traktujmy ludzi jako "oparcia". Ludzie nie rodzą się by być słupami. Nie chodzi przecież o to, żeby prowadzić dziecko za rączkę, tylko o to, żeby nauczyć je chodzić.

    Nic nie wskórasz utożsamiwszy się z własnymi emocjami i lękami. Na pewno się ich nie pozbędziesz, ale możesz doprowadzić do tego, żeby nie wpływały na Twoje działania i decyzje. Ćwicz obserwacje, nie trać ze sobą kontaktu, otwórz się (daj odpocząć myślom, uruchom zmysły) do tego dobra dieta, ostrożność z używkami. To wszystko na pewno Ci nie zaszkodzi, a na pewno da Ci energię. Gdy poczujesz, że jesteś w stanie uśmiechnąć się życzliwie sama z siebie do siebie, to może wtedy nadejdzie pora, żeby zbudować coś z człowiekiem, który również potrafi tę sztuczkę. Pozdrawiam serdecznie.


  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 10:42
    Jestem technologiem chemicznym. Jeżeli chodzi o temat farmakologii jestem na podobnym poziomie wiedzy. I niestety dlatego zaczęłam przeszukiwać te posty w poszukiwaniu podobnych osób Żeby dowiedzieć się min. Co biorą. Był taki moment w życiu kiedy brałam convulex - który ma między innymi hamować ataki padaczki. I tak zamiast zmniejszać dawki ja je zwiększam venlectine po skończeniu aciprexu i promazyna ... ludzie w moim wieku nie biorą żadnych leków, a ja nie chce snuć teorii spiskowych. Ale kiedy raz wykrzyczałam psychiatrze, ze chce skończyć z tym cyrkiem farmakologicznym nie odpowiedziała nic...
  • 0l_55 02.08.17, 13:27
    Nie chcę tu nikogo bronić, ale przypuszczam, że istotniejszy był dla niej komunikat, że krzyczysz od tego, co wykrzykujesz. Być może potraktowało to, co mówisz jako impuls emocjonalny. Przecież stwierdziłaś, a nie zapytałaś, więc dlaczego miała Ci odpowiadać, skoro to nie było pytanie?

    Masz wiedzę, więc postaraj się rozmawiać konkretnie. Mniej stwierdzaj, więcej pytaj. Udzielone odpowiedzi weryfikuj w dobrych źródłach.

    Rozumiem, że obawiasz się (a może masz nawet pewność), że jak przestaniesz brać leki, to Twój organizm zacznie "bzikować". Dlatego nie ma innej możliwości, musisz się dowiedzieć dlaczego tak się może stać. Innymi słowy musisz zrozumieć swoje ciało, wiedzieć, czego mu w danej chwili potrzeba, co mu szkodzi, a bez czego może się obejść. Wymieniasz leki, ale to nieważne jakie bierzesz, tylko jakie reakcje zachodzą w Twoim ciele. Z każdego uzależnienia można wyjść, każdego nawyku da się pozbyć - najłatwiej to zrobić, poprzez zrozumienia jak "to" szachrajstwo działa. No ale warunek jest jeden - trzeba bardzo chcieć, czyli być skłonnym podjąć olbrzymi wysiłek (a to nie jest przyjemne). Więc warto się zastanowić czy zaakceptować to "jak jest", czy iść z tym wojnę, a wojna to zawsze mięso, pot i krew. Pozdrawiam.
  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 21:13
    Prawda. Do tego doszłam już rok temu. I nie chce szukać wykrętów, bo z nałogu są się wyjść, ale nie chcielibyście się przekonac jakie są skutki nie brania tego ....
    ale mniejsza o to.
    Czas na więcej dyscypliny. :)
    Za Boga nie wiem jak ujarzmić moja rogata naturę, ale macie racje trzeba zrobić jeszcze więcej.
  • lilywhitepuzzel 02.08.17, 22:20
    Kończąc ten wątek chciałabym podziękować wszystkim zaangażowanym w dyskusje: za rady, zaangażowanie, a nawet za irytację, bo to tez w jakiś sposób interwencja w tej sprawie.
    Chciałabym również prosić o danie nam jakiejkolwiek szansy. Nie będę skomlała do nieba, dlaczego stało się to akurat mnie: mogło być lepiej albo gorzej.
    Ale nie chce, żeby ktoś zrobił ze mnie ofiare lub potwora. Chce odpowiadać jak każdy człowiek za swoje życie i każde z przewinień jakie uczynię w życiu. Chciałabym dalej czytać te wątki, a nawet udzielać się w nich, lecz wiedząc, ze to ma większy sens.

    Ale dajcie szansę...
  • tymczasowy_login01 03.08.17, 00:02
    Ale co my mamy odnośnie do dawania szans ? Nie jesteśmy Twoimi partnerami życiowymi, nie będziemy nimi. Dzilimy się z Toba naszymi przezyciami w koszmarnych zwiazkach, zebyś - jeśłi faktycznie Cię to interesuje dowiedziała się jak się żyje komuś z kimś z Twoją diagnozą. Celowo nie piszę, ze z kimś takim jak Ty bo jeśli wierzyć temu co piszesz to sama masz tendencje do ładowania się w relacje z kolesiami, którzy Cie krzywdzą. Może to jest wersja acting in - nie wiem, nie jestem psychiatrą. Fajnie jest jak się dowiesz , ze ktoś kogo kochasz rżnie wszystko co na drzewo nie ucieka ? No nie jest. Jezłęi przy okazji użadza piekło o byle gówno , deprecjonuje na każdym kroku i odbeira chęc do życia to masz obraz całości. Naprawde po czymś takim, jaksię juz wyplątać z sieci to jedyne uczucie jakie ktoś taki budzi to nienawiść pomieszana z obrzydzeniem.
    I to czy BPD jest przy okazji doktorem, inżynierem czy zdobywcą oskara nie ma znaczenia. Dla najbliższej sobie osoby jest tylko potworem.
    Jeden hint , o którym już wspominałem, zastanów sie nad podobieństwami między Twoimi partnerami. CO Cie w nich pociąga ?
  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 08:29
    Mówiłam o daniu szansy jako człowiek człowiekowi. Są ludzie, którzy są psychopatami sadystami i tez żyją, a tu znalazłam miejsce gdzie na każdym kroku jest : uciekaj, strzeż się itd. Przecież nawet w normalnych związkach zdążają sie takie chore sytuacje! I nie każdy musi być wkładamy do jednego worka!
    Danie szansy w społeczeństwie to coś więcej niż szansa. To forma asymilacji i leczenia ubytków. I zdążą się wtedy osoby z tym zaburzeniem, które będą siały przykrości, ale tak samo jak w potencjalnym społeczeństwie gwałciciele!
    Gdybym chciała kogoś poznać to wyszłabym na Zewnątrz. Nie narzekam na zainteresowanie. Ale o tym jaka jest jakośc tych znajomosci to pozostawia wiele do życzenia dlatego uciekam od świata.
    Poza tym trochę dziwnie pytasz- co mnie w moich związkach pociągało ?
    A skąd miałam ja początku wiedzieć, ze mnie zdradzi ? Zdradził i powiedział ze moja wina - No to co mam mu na to poradzić ?
    Dałam szanse i tyle. Wy tez ja dajecie, wy tez czasem jesteście naiwni. Tyle.
  • roadtrip2 03.08.17, 07:30
    Szanse można w tej sytuacji dac znajomej, koleżance itp ale w związku zmniejsza się przedział tolerancji pewnych kluczowych dla bpd zachowań.
    I tu jest właśnie kot pochowany 😀
    Nigdy nie nie zdobędziesz szacunku do samej siebie jak będziesz przyprawiala roku lub jak pozwolisz by ktoś przyprawial je właśnie tobie.

    Jak zdradzil raz to zrobi to po raz kolejny. A danie szansy po tym pokazujesz swoją słabość i w milczeniu dajesz na to przyzwolenie do powtórki.
    Nikt nie zasługuje by go robić w CH... nie zależnie jaka ta osoba jest w sensie....
  • roadtrip2 03.08.17, 07:44
    A tak sobie teraz myślę że bpd niestety wykorzystuje swoje ciało jako narzędzie z góry odzierając się z szacunku dla niego samego.

    Dzieki temu danie komuś dupy jest niczym co powodowało by wyrzuty sumienia. To jest poprostu zwykły towar który oddaje komuś by osiągnąć poprzez to zyski które są na celowniku.

  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 08:42
    Super. To ma sens. Szkoda tylko, ze nie sypiam z kim popadnie, nie czerpie z tego korzyści. : / . Nie chce tu wchodzić w sfery seksualne- ale ja niestety satysfakcji nie zaznałam w tym temacie, wiec No : >. Myśle, ze nie był to dla mnie priorytet, bo wolałam szukać człowieka, który jest po prostu dobry, a błędem jest to ze za szybko sie angażuje i za bardzo daje do zrozumienia ze mi zależy oraz wrócę nawet na klęczkach byleby mnie nie zostawiał. To mój błąd.
    Nie chce tego robić ale górę zawsze bierze zaburzenie.
  • roadtrip2 03.08.17, 09:05
    Oczywiście nie miałem na myśli tu twojej osoby bo widać że trochę inaczej niż moja była.

    Może dla jasności napisze skąd te wnioski.
    W związku usłyszałem..... że zwykle spotykane się z kimś na seks w sensie zabicia czasu to nic zlego....Bo wszyscy mają swoje potrzeby. I ona nie widzi w tym problemu.... A że mi k.... wtedy nie zapaliła lampka to masakra. Fakt Oczywiście poklocilem się z nią że to nie nic innego jak zwykle kurwestwo to nie potrafiła tego zrozumieć w czym problem. A co najlepsze to mówiła że danie buzi obcej osobie to zdrada ale zrobienie loda czy zrobienie procy z nóg to już nie.
    W dodatku jak kiedyś siedzieliśmy i luzu gadaliśmy oglądając jakieś smieszne reklamy w stylu "erekton on"😀to pytam..... słuchaj a co będę jak za 30 lat być może będę takich tabletek potzebowal mówiąc to z uśmiechem na twarzy to ona do mnie z całą powaga ..... no co może być będę dawała dupy innym a ciebie zostawię. ...
    To ja jej mówi że ludzi są z soba ma dóbre i złe a jak pojawia się problem to razem to przechodzą. Mowiec rg też będziesz kiedyś w podeszłym wieku wyglądające zupełnie inaczej niż teraz to i tak będę z tobą bo zakochałem się w tym co masz w głowie a nie w twojej fizycznosci to patrzala na mnie jak na kosmite.

    Stąd wlasnie moje stwierdzenie jako bpd wykorzystuje ciało jako narzędzie.
  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 09:46
    Trochę bezpośrednie. Nie myślałam nigdy, ze kobiety takie są, sama znam przykład pewnej osoby która zachowała się tak samo i pewnie nadal zachowuje. Nienawidzę jej z całego serca za to kim jest i co robi ludziom i od dziecka modlilam się żeby nie być taka jak ona. Może dlatego nie spełniam podstawowych zachowań BPD.
  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 09:48
    O kurcze na tym etapie zauważyłam coś z czego nie zdawałam sobie sprawe.
  • roadtrip2 03.08.17, 10:11
    Mega duży plus 👍
  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 10:30
    Czy mogłabym prosić cię o info na prv ? Lilywhitepuzzel@gmail.com
    Chciałam zapytać o jedna rzecz bez "fleszy" :).
  • roadtrip2 03.08.17, 10:40
    Wieczorem napiszę
  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 10:46
    Serdecznie dziękuje.
  • lilywhitepuzzel 03.08.17, 10:53
    Czy jest gdzieś opisany jakis pierwowzór obserwacji owego zaburzenia ? Nie chce informacji od Amerykanów, bo z całym szacunkiem, ale czasami uważam, Że są z innej planety :p. Chciałam dowiedzieć sie, czy jest możliwość dziedziczenia tego ?
  • feniks_4 03.08.17, 16:05
    Zagladalas juz na to forum?

    www.nerwica.com/
  • rozbawiony0 04.08.17, 00:54
    tak jest możliwość dziedziczenia. Moja córka to ma. Tak samo jak jej matka i babcia.
  • roadtrip2 04.08.17, 06:53
    Wydaje mi się że to nie jest dziedziczne ale dzieciaki poprzez środowisko w jakim są jak i poprzez ciągle jazdy jak i brak stabilności łapią to zaburzenie.
    To się nabywa a nie z tym rodzi.
  • lilywhitepuzzel 04.08.17, 17:04
    No właśnie jeszcze nigdzie nie przeczytałam teorii ze nie jest to dziedziczne. Bo ileż jest przypadków przemocy, które nie kończą się tym zaburzeniem ?
    Myśle ze ta tendencja jest w jakiś sposób przekazywana.
  • lilywhitepuzzel 04.08.17, 17:01
    I jak to wyglada w praktyce?
    Dogadują się ?
    Znajdują wspólny język ?
    Czy zasięgają porad psychologa ?
    Ja jestem coraz bardziej pewna, ze moja matka to ma, stad to pytanie.
  • quar33 04.08.17, 18:17
    Ależ oczywiście, że się dziedziczy. Ale - jak ze wszystkim - dziedziczy się "skłonność", "tendencję", "podatność" na zaburzenie, a czy później w środowisku pojawi się "wyzwalacz" tego BPD to już inna historia.
    Co do biologii:
    "(...)
    Neurobiologia

    W zaburzeniach osobowości z pogranicza ogromną rolę mają neuroprzekaźniki takie jak serotonina, noradrenalina i acetylocholina, GABA oraz glutaminian. W niektórych badaniach mózgu opisano zmiany w następujących obszarach układu czołowo-limbicznego osób z borderline: kora przednia zakrętu obręczy, kora czołowo-oczodołowa, kora przedczołowa grzbietowo-boczna, hipokamp, ciało migdałowate. W jednym z badań wykryto nieprawidłowy podstawowy metabolizm w obszarach przedczołowych. Obszary te prawdopodobnie odpowiadają za transmisję serotoninergiczna, a zmiany w tych obszarach mogą być związane z odhamowywaniem agresji i działaniami impulsywnymi. Wrońska podaje także, że u osób z borderline stwierdzono redukcję płatów czołowych i czołowo- oczodołowych oraz spadek stężenia markera integralności mózgu-kwasu acetyloasparginowego. Ponadto w innych badaniach opisano redukcję objętości hipokampa i ciała migdałowatego.".

    www.grotowska.org.pl/zaburzenie-osobowosci-typu-borderline-borderline-personality-disorder/
  • lilywhitepuzzel 04.08.17, 22:34
    Nie chce tu się bawić w nauczyciela, ale z perspektywy chemika jeżeli enzymy podłączone wiązaniem peptydowym tworzą białka, a jakie białko -taka cecha- taki gen. Jest to prawdopodobne. Ale dziękuje za wiarygodna odpowiedz.
  • quar33 05.08.17, 00:31
    Nie ma konkretnych genów odpowiedzialnych za dane cechy (tzn. cechy psychiczne, bo za cechy fizyczne owszem są - np. kolor oczu). Z psychiką jest mniej zerojedynkowo. To podobnie jak np. z genetyczną podatnością na raka skóry. Możesz mieć taką "genetyczną" skłonność, ale jak jesteś bladym rudzielcem mieszkającym całe życie w Irlandii albo Skandynawii, to nawet jest to zaletą (mniejsza podatność na depresje, wyższa wytrzymałość na niskie temperatury, lepsza przyswajalność i produkcja witaminy D) i rak skóry ci raczej nie grozi. Ale jak jako blado-rude dziecko wyjedziesz do Afryki, to masz wielokrotnie większą szanse na tego raka skóry. Taki zestaw genów musi się niejako >włączyć< poprzez swoisty "wyzwalacz". Podobnie jest z cechami osobowości wzg. genetyki.
    "Geny cech" to bzdura dla kolorowych gazet (podobnie zresztą jak i pozostałe "teorie" pojedynczych genów odpowiedzialnych za coś tam...).
    Cechy dziedziczy się jako skłonność, tendencję, podatność (np. poprzez dziedziczenie grup genów odpowiedzialnych chociażby za temperament, układ nerwowy, układ hormonalny, itp.). Temperament jest biologiczny i niejako "genetyczny". Temperament może mieć Twój pies czy kot (ruchliwość, ciekawość, poziom agresji, tolerancja na nowe, styl życia skowronek vs sowa, zapotrzebowanie na bodźce, itp.), ale osobowość to termin szerszy (osobowość=temperament plus zestaw zasad, światopoglądu, wartości, poglądów na życie/ideologie, postaw, przekazów kulturowych, itd.). Ale żeby osobowość się zaburzyła, musi pojawić się wyzwalacz w środowisku, który te podatne/skłonne geny włączy.
    Z borderline jest ten problem, że jak się już "skłonność/podatność/tendencję" odziedziczyło, to o aktywizator/wyzwalacz środowiskowy wcale nie jest tak trudno - wszak np. jest się później wychowywanym przez jebniętą matkę, która taki marker genów nam we krwi przekazała i powstaje totolotkowa kumulacja... :(
  • lilywhitepuzzel 05.08.17, 07:04
    polemizowalabym.
    Tak czy inaczej uważam, ze forma kontaktu (Spędzania czasu, nauki, przekazywania uczuć) między takimi osobami ma wielki wpływ ma te osoby za młodu, dlatego pytałam rozbawionego o rodzinne relacje.
  • quar33 05.08.17, 08:28
    Ale z czym byś polemizowała? Z nauką? A polemizuj sobie.
  • lilywhitepuzzel 05.08.17, 18:11
    Przepraszam serdecznie - kim jesteś z zawodu bo odnoszę wrażenie jakbyś nawet nie wiedział, co mogę podawać pod wątpliwość. Jak pisałam wyżej nie mam kompetencji wiec się nie wypowiadam, a bazuje na moich obserwacjach i wiedzy chemicznej.
    Kto pyta nie błądzi .
  • quar33 06.08.17, 14:42
    No bo nie wiem, co poddajesz pod wątpliwość. Jak Ci napiszę, że jestem stolarzem, to będziesz wątpić i polemizować dalej, a jak napiszę, że jestem psychiatrą lub neurobiologiem to uwierzysz w każde zdanie? Takie są zasady dziedziczenia, genetyki, nie wiem z czym tu polemizować. Wpływ na wystąpienie zaburzenia ma i genetyka i środowisko (oraz interakcja genów i środowiska). Dane geny mogą być podatne, ale środowisko musi je zaktywizować. Osoby BPD są wyposażone w pewien typ temperamentu/układu nerwowego/układu hormonalnego, który charakteryzuje się wysoką impulsywnością (tzw. wszystko musi być od razu, natychmiast, postawa "nie lubię/nienawidzę czekać"), pewną nadwrażliwością na bodźce (szczególnie dotyczące samooceny, ew. kompleksów), niskim progiem pobudzenia - tzw niskoreaktywność (stąd mówią o zapotrzebowaniu na mocne, skrajne, intensywne emocje żaby coś w ogóle poczuć - "czuć, że żyją, czuć że >zalały< pustkę"), niskosprawnym mechanizmem hamowania agresji (byle pierdoła włącza od razu >wkurw<, byle gówno skutkuje "jazdą"), niską tolerancją na utrzymywanie pobudzenia na jednakowym, średnim poziomie (stąd brak jakiejkolwiek konsekwencji u BPD bo przecież utrzymywanie długo pobudzenia np. na poziomie 4 /w skali 1-10/ to "nuda jest"). Ale same takie geny, bez wyzwalacza/katalizatora ze środowiska, stworzą jedynie niecierpliwą, ekstrawertyczną, nerwową, nieco choleryczną, skłonną do ryzyka "Osobowość typu A" (to taki typ osobowości określony w medycynie), ale nie osobowość zaburzoną BPD.
    Jak się ma w takie "oprogramowanie"/geny wyposażony mózg, a dodatkowo (!) później w procesie wychowywania np. jebnięta matka BPD (która ma przecież podobny mózg, bo dużo przekazała genetycznie) takie dziecko bierze do swojego chorego i również jebniętego świata/domu i od najmłodszych lat raz mówi, ze kocha, a za chwilę napierdala, raz tuli, a za chwilę drze mordę za byle pierdołę, nie jest w ogóle konsekwentna, wszystko zależy od jej chwilowego i nieprzewidywalnego nastroju, dziecko niczego nie może przewidzieć, na nic nie ma wpływu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy mamusia dostanie swojego pojebanego "ataku", który wywraca wszystko do góry nogami, w domu nie ma reguł. zasad, bezpieczeństwa, spokoju (bo spokój to przecież nuda dla jebniętej borderowej mamusi, gdyż "przecież musi się coś dziać") - to jak myślisz, jaki będzie skutek, kiedy takie dziecięce geny natrafią na taki środowiskowy styl i syf wychowawczy? Dziecko, żeby przeżyć i jakoś się "dostosować" i z cierpienia nie umrzeć wyłączy, zdusi, unieruchomi pewne emocje, a inne mechanizmy (np. kłamstwa, manipulacja, odrealnienie, używki) będzie stosować i doskonalić częściej, żeby po prostu przeżyć w tym popierdolonym świecie (choć jeszcze nie wie, że ten świat jest popierdolony, myśli, że jest normalny, bo... innego jeszcze nie zna). Z roku na rok dorasta i z pewnym genetycznym-od mamusi typem mózgu "dostosowuje się do środowiska/popierdolonego domu" tłumiąc pewne emocje, a uwydatniając pewne zachowania, uczy się żyć w domu "od ataku do ataku", mózg cały czas rośnie i się rozwija, ale jak wiadomo "mięsień nie używany zanika", więc i mózg i osobowość formuje się z deficytami na polu: empatii, konsekwencji, zasad, wartości, przystosowania do stałego/a nie losowo zmiennego/ pobudzenia, radzenia sobie z impulsywnością, agresją, tolerancją "nudy" (przecież mózg był od małego "przyzwyczajony" do min. dwóch awantur domowych w jednym tygodniu, a tu już dwa tygodnie spokoju..., jak żyć? to nieznany świat, hmmm..., no to trzeba kurwa coś samemu wywołać/sprowokować...), poczucia bezpieczeństwa, akceptacji bliskości (jak tu "kochać blisko" taką jebniętą matkę, gdzie krzywdy można się spodziewać w każdej chwili, jak przytuliła to należy się spodziewać zaraz wpierdolu, bo jej stały dany nastrój nigdy nie trwa długo - to już dziecko wie, bo się wcześniej nauczyło z doświadczenia).
    I powstaje błędne koło: geny od mamusi BPD + wychowanie u mamusi BPD = sama jesteś BPD, nie znasz innego świata, sama rodzisz dziecko z podobnym zestawem genów, wychowujesz...
    Napisałem o "jebniętej mamusi", bo najczęściej kobiety BPD w związkach, gdzie jest rodzina/dzieci i tak nie wytrwają długo i kończy się to albo tym, że wychowują dziecko/-ci bez ojca/męża/partnera abo stosują "seryjne związki" (z danym partnerem rok/dwa, rozpad i kolejny partner "na jakiś czas", rozpad..., itd., także albo ojca nie ma albo - jeśli już jest /co rzadkie/ - to jest totalnie przez paniąBPD zdominowanym pizdą - bo to najczęstszy "typ" długoterminowego partnera borderki, który już został zdewaluowany totalnie, ale "jeszcze trwa..." - - co dla dziecka/-ci jest jeszcze bardziej zaburzającym "środowiskiem"), ale to równie dobrze może być przemocowy ojciec, wykorzystujący seksualnie ojczym, itd.).
    Także nie wystarczą same geny, ale i nie wystarczy sam pojebany dom, by przypiąć komuś Borderline.
    Jest to zaburzenie raczej genetyczno-emocjonalne (trzeba mieć i pewną wrażliwość/podatność genetyczną, ale i wyprane emocje w "domu złym" - może dlatego proporcja płciowa zaburzenia jest 4:1 na korzyść kobiet wobec mężczyzn, którym częściej idzie w psychopatię a nie w BPD - być może chodzi tu o wyższy poziom agresji u M).
    Jak sama wspomniałaś są różne domy, z różnym poziomem patologii, przemocy, agresji. Nie każdy 'dom zły" produkuje BPD. Są domy przemocowe, gdzie dzieci mają mocno pod górę, ale być może otrzymały taki zestaw genów, który produkuje tak grubą skórę, że w wieku 16 lat pakują torbę, mówią "dość!", leją starych w pysk, trzaskają drzwiami wykrzykując do patologicznych rodziców "wrócę tu dopiero po to, żeby nasrać na wasz grób" i idą w świat. Czy mają zwichrowaną osobowość? Pewnie trochę tak. Ale czy muszą wyjść z takich domów z BPD? Nie. A gdyby miały podatny materiał genetyczny? Na pewno tak...
  • lilywhitepuzzel 06.08.17, 19:11
    No i teraz jestem w stanie ci przyznać racje,bo niestety ale wszystko co napisałeś jest smutna prawda. Ale osobiście jestem coraz bardziej pewna, ze można ograniczyć to zaburzenie we wczesnych latach dzieciństwa. Bo to i tak wyjdzie i tak. I właśnie o to chce zachaczyc. Chociaż nawet nie wiem jakby to miało wyglądać? Izolacja dziecka od potencjalnej trucicielki / truciciela ? Spotkania rodzinne psychologiem? Zastanawiam się po prostu czy jest jakaś przyszłość dla następnych pokoleń. Nie ma i nie będzie cudownej tabletki. Takie są zasady tej gry
  • quar33 06.08.17, 21:01
    Ależ przyszłość jest i dla obecnych, a nie tylko przyszłych - pokoleń. Widzisz, ograniczyć to można i we wczesnych latach dzieciństwa (nieco łatwiej) i w latach dojrzałości (trudniej, ale również można). Tylko problem jest raczej inny. To trochę jak w Klubach Anonimowych Alkoholików. Pierwszym krokiem jest przyznanie się na publicznej płaszczyźnie i przed samą sobą (!) do tego, że JESTEM POJEBANA! A z tym jest wśród BPD większy problem, niż wśród alkoholików przyznanie się do alkoholizmu (choć i tu nie jest łatwo). Poczytaj historycznie chociażby to forum...
    Na pierwszy dowód przytoczę - przecież sama zaczęłaś ten wątek od bzdur w stylu "wyjątkowość BPD", "władza", "wpływ", "ogień", itp. Borderline są do takiego myślenia o sobie przywiązane jak pies do budy! A smutna prawda jest taka, że są zwyczajnie popierdolone /a wcale nie "wyjątkowe"/ i mocno niedostosowane do życia w tym normalnym - a nie wg nich "wrażliwszym" > bo przecież jakoś trzeba to swoje pojebanie sobie wytłumaczyć, a BPD to mistrzynie w tłumaczeniu sobie wszystkiego "na swoje kopyto"< - świecie.
    Żeby ruszyć z miejsca trzeba przyznać się przed samym sobą, że nie jestem wcale "wyjątkowa", "wybitnie wrażliwa", "specjalna", nie mam "nadludzkiego roentgena wobec innych", nie posiadam "oryginalnych, niepospolitych cech", tylko... jestem (nad)zwyczajnie JEBNIĘTA!
    Obecnie z tego forum większość Borderek zniknęła. Dlaczego? Właśnie dlatego, że musiały o tym tu czytać. Zwyczajnie nie mogły znieść krytyki (to bardzo czuły punkt u BPD). One oczekiwały tu potwierdzania swojej "wyjątkowości", swojej "siły wpływu (chociażby na mężczyzn)", własnej "elitarności i niepospolitości". Chciały się tu branzlować dookoła swojego pokręcenia, wymieniając się doświadczeniami i opisami swoich "oryginalnych stanów psychicznych" i deprecjonowaniem wszelkich terapii, szpitali, lekarzy, "niczego nie rozumiejącego otoczenia", itp. (to tak, jak by się alkoholicy w "ramach terapii" wymieniali opisami kto, gdzie i jak się ostatnio najebał i jak teraz leczy kaca). Do tego z czasem na forum pojawiło się wielu mężczyzn z kategorii: "do cholery, nic z tego nie rozumiem, byłem z kobietą, w ciągu dwóch/trzech m-cy moja księżniczka zamieniła się w pospolitą kurwę i odczłowieczoną szmatę, a ja w jej oczach z królewicza w pogardzany podnóżek - dlaczego?", to i prawdy i krytyki tu na forum pojawiło się więcej. To forum kiedyś było bardzo dobrą bazą wiedzy dla nich. Poczytali, pomyśleli, pocierpieli, aż w końcu zrozumieli. Bo zwyczajnie szukali odpowiedzi, gdyż w normalnym świecie większość rzeczy jest logiczna i wytłumaczalna (nie jak u BPD). Świat wyzuty z empatii, zasad i wartości i wg życia wzg. zasady "zależy jaki będę miała dziś nastrój" jest światem chorym, nielogicznym i popierdolonym, a nie "wyjątkowym". Zrozumieli, popukali się sami w głowę, przyjęli do wiadomości, że istnieje wśród niektórych kobiet (w większości, bo są przecież i M BPD) taka 'gra w życie', gdzie własne popierdolenie rządzi wszystkim, nic nie jest normalne i nazywa się to Borderline (uwierz mi, że dla normalnych ludzi jest to na początku CAŁKOWICIE NIEZROZUMIAŁE - że można być aż tak pojebanym w życiu...). Także pełne zrozumienie tego "zjawiska" u partnerów BPD trochę trwa i dlatego pewnie z czasem tu zaglądali ponownie. I potykali się o posty im podobnych zagubionych/ogłupionych, nic nie pojmujących, ale też jeszcze nic nie rozumiejących z kim się zetknęli i "jak w ogóle można tak myśleć?...". Tak więc zaczęli pisać, ostrzegać, podawać swoje przykłady... PISAĆ PRAWDĘ po prostu, a nie głaskać i utwierdzać w swoim pojebaniu laski Borderki. Te nie zniosły krytyki i się z tego forum zawinęły (albo po prostu już - z braku argumentów - tu nie piszą). Myślisz, że ona chcą poznać prawdę i/albo "się zmienić"...???
    Także widzisz, z chęcią zmiany wcale nie jest u BPD tak prosto. Większość woli być "wyjątkowa/specjalna" lub "wybitnie (nad)wrażliwa" lub w jakikolwiek sposób "elitarna", a nie "wybitnie popierdolona" (choć tak niestety własnie brzmi niewygodna prawda o nich). Sama o sobie piszesz "ale moja rogata natura...". Nie, to nie "rogata natura" a popierdolenie (przepraszam, ale prawda bywa brutalna). :(
    Tak więc, zgadzam się, owszem, że TO można ograniczyć, nawet zmienić. I w dzieciństwie i później. Tylko trzeba jednak chcieć się z tym zmierzyć. A z tym już jest trudniej Borderkom.
    Sama napisałaś: "dajcie nam szansę"! Ale kto ma Wam dać szansę? SAME SOBIE DAJCIE SZANSĘ! Ktoś kto miał bliski kontakt z BPD już takiej szansy nie da, bo Wy nasrałyście mu na łeb /poczytaj tutejsze forumowe historie/, więc nawet nie jesteście dla tego kogoś człowiekiem. Forumowe odpowiedzi tu w stylu "przecież mógł odejść" utwierdzają tylko w przekonaniu, że z dumnym hasłem "człowiek" to Wy nie macie nic wspólnego.
    To Wy macie dać szansę sobie (!!!). Przyznać się przed sobą, że jesteście jebnięte dużo ponad miarę i chcieć same sobie pomóc
    (tak, wiem, BPD zawsze chcą i uważają, żeby ktoś im musi pomóc, ktoś ma rozwiązać ich problemy, ktoś ma je ratować, bo one takie biedne, pokrzywdzone i bezsilne, itd., itp. bzdury - a prawda jest taka, że tu nikt teraz nie będzie się nad Wami litował, same za tym musicie chcieć i same za tym zapierdalać(!), nikt Wam nie będzie pomagał ani Was ratował, pomagać i ratować to można wartościowych i dobrych ludzi, a żeby wyjść ze swojego gówna choćby trochę w takim właśnie kierunku, to same musicie chcieć sobie pomóc).
    Także jak zależy Ci na tych następnych pokoleniach (może Twoje pytanie podskórnie jakoś dotyczyło ew. Twojej przyszłej prokreacji), to najlepiej najpierw pomóż samej sobie już i teraz, a nie myśl obecnie o tym "jak ograniczyć to zaburzenie we wczesnych latach dzieciństwa" np. Twoich dzieci...
  • lilywhitepuzzel 07.08.17, 06:13
    Jeżeli ktokolwiek dobry, czy zły miałby być takim sadystom i trollem internetowym jak ty, to nie dziwie się, ze dla ciebie były tez takimi "kurwami".
    Ale niestety nie jesteś taki idealny, jak myslisz i nie możesz od tak szastać sobie tymi wszystkimi twoimi przezwiskami (bo niby jak na Boga z twojej dedukcji dziecko ma się się wypowiedzieć na temat swojego przyszłego zaburzenia ) Ty tez padłeś ofiara, którejś z takich kobiet. To ze schowales łatkę z napisem frajer na czoło to nie znaczy ze twojej frustracji nie widać gołym okiem.
    Dalej nie zmieniam zdania o sobie, bo nie jedna osoba mi zaufała i jest ze mna. Nigdy nie będę siedzieć i chować się przez takich jak ty, bo właśnie oni deptali mnie, jako dziecko.
    Ja jak to ja jestem odporna na takie rzeczy, ale jeżeli ktos jeszcze przeczyta te bzdury ? Myslisz jakie konsekwencje maja twoje słowa dla niektórych ? Nie bo tak naprawdę przykrywając się borderami syczysz, aby pokazać swoją inteligencje, a ukrywasz swoje słabości.
    Ale jest taki moment, w którym wszyscy jesteśmy równi i wtedy zostaniemy podsumowani przed samym sobą i może przed siła wyższa. Ten moment to smierć.

    A wiec rychło twoich skomlen za życia kmiotku....
  • quar33 07.08.17, 07:48
    Uuu, czyli po odbiorze można przyjąć, że jednak coś dotarło. ;) Dodatkowo, iście wzorcowa i książkowa reakcja na prawdę i krytykę, którą musiała przeczytać Borderka (w słowie pisanym macie trudniej, bo w słowie mówionym najczęściej wtedy przekrzykujecie lub trzaskacie drzwiami, żeby tylko broń Boże nie dopuścić, aby "taką prawdę móc usłyszeć"). A już miałem wątpliwości, czy Ty naprawdę jesteś BPD, czy tylko jesteś nią trochę i to w wydaniu "light acting in". Nie jestem sadystą. Piszę tu brutalną prawdę burząc Wasz "idealny, własny, odrealniony i perfekcyjny" obraz siebie i świat. Prawda tak własnie wygląda i najlepsze co możecie zrobić, to się z nią właśnie zacząć mierzyć. Oczywiście, że nie jestem idealny (i w przeciwieństwie do Was wcale nie chcę takim być). Mogę sobie szastać czym chcę nie interesują mnie w ogóle konsekwencje moich słów na temat BPD (nawet dla "niektórych"). A wiesz dlaczego? Bo Was, Borderki również nie interesują konsekwencje Waszych czynów, a nawet gorzej, czasem te konsekwencje są wręcz "zamierzone/planowane/już wkalkulowane", co oznacza, że to Border jest sadystą. Dlatego mi wolno. I całkowicie po mnie spływa, czy i jak Was to "dotyka/boli/dołuje". Bo ma boleć. Inaczej jest jak grochem o ścianę. Jesteście poprzez taki przekaz po prostu i zwyczajnie traktowane tak samo, jak traktujecie innych (a Wasze "osławione cierpienie" zasługuje tu zwyczajnie na olanie). To taka zasada i taka wartość z nieznanego Wam >normalnego< (a nie tylko pełnego fajerwerków) świata - że innych traktuje się w ten sam sposób, jak ci inni traktują nas (zasada, której powinnyście się jak najszybciej i najsprawniej nauczyć, bo na pewno będzie Was dotyczyć i wystąpi jeszcze w życiu nie raz). Oczywiście, że nie piszę i nie mądrzę się tutaj jedynie "teoretycznie" i tylko z wiedzy akademickiej. Praktyczny kontakt z tym "zjawiskiem" również miałem, choć przed naprawdę wieloma laty (> 20, lata .90-te, kiedy to o borderline w Polsce jeszcze nikt nie słyszał) i choć "kurewstwa" mi akurat oszczędzono, ale całą paletę pojebania relacji z BPD mogłem wystarczająco odczuć na własnej skórze. Mało tego, później miałem nawet wcale niekrótki etap powiedzmy, że terapeutycznych kontaktów z Wami. I wiesz co Ci powiem? Znam "zjawisko" naprawdę bardzo dobrze, teoretycznie, praktycznie i doświadczalnie. I dziś, po ponad 20 latach, mogę z całą pewnością stwierdzić, że najgorsze co można z Wami zrobić, to cackać się z Wami, grać w Wasze gierki, "ratować", głaskać lub się ceregielić. Bo wtedy i tak najważniejsze dla Was pozostanie nadal pławienie się w swoim własnym pojebaniu (poczytaj o czym są inne fora z tematyki bpd). A jak się Wam wywali całą brutalną prawdę, to ci niegotowi na zmianę, tak jak Ty, się oburzą i uciekną, a ci którzy już są na dnie i prawdziwie pragnący wyjść z tego gówna, tzw. >>gotowi<< - w całym swoim brutalnym szoku się otrząsną i ruszą ku zmianie (przy strategii "głaskania/ratowania/ ceregielenia" - oburzą się i spie rdo lą absolutnie wszyscy > i jedni i drudzy).
    Nie piszę tu dla pragnących taplać się w swoim gównie dalej. Piszę dla >>gotowych BPD<< oraz dotkniętych nieszczęściem pozostawania w relacji z BPD. Oburzający się na brutalną prawdę POJEBANI ZATWARDZIALCY, nie chcący się chociaż przyznać, że są pojebani - mnie w ogóle nie interesują!
    Zdania o sobie możesz nie zmieniać, nikt Ci się chować nie każę, ale przyjmij, że nie masz do czynienia z własną "wyjątkowością", a z pojebaniem jednak. Normalny świat i ludzie się się do Ciebie nie dostosują, tylko Ty musisz się dostosować do normalnego świata (choćby był dla Ciebie nie wiem jak nawet "nudny").
    Nie jesteśmy równi. Wy jesteście pojebani, a my normalni. Czas to zrozumieć. Wy krzywdzicie bez mrugnięcia powieki, Wy nie uznajecie empatii, wartości, zasad, konsekwencji, bliskości. itd.
    Wy kaleczycie własne dzieci w procesie wychowania.
    Tak więc, nie tacy jak ja deptali Ciebie jako dziecko, tylko własnie tacy jak WY-Bpd deptali Ciebie jako dziecko. Ciebie wychowywała Borderka, dlatego Ty Borderką też się stałaś. I dlatego Wy macie zrozumieć, że jesteście pojebani, a nie ci "normalni powinni Wam pomóc i mieć wobec Was więcej tolerancji" albo "dać Wam szansę...". Dlatego To Wy macie się zmienić, jeśli nawet nie dla tych "normalsów", to chociażby dla własnych dzieci, żeby one nie powtórzyły Waszego losu BPD...
    Ale żeby to chociaż zacząć, jakoś ten proces choć rozpocząć, to niestety trzeba przyjąć, że nie jest się "wyjątkowym" lub "rogatym na duszy", a jednak jedynie pojebanym - i koło się zamyka...
    Czyli odnosząc się do Twojego pierwotnego "wyzwania" z wątku otwierającego:
    "(...) Dlatego stawiam wyzwanie, odważnym, zdesperowanym, znudzonym...innym... wejdźmy w ten świat razem i spróbujmy od nowa w tym krzywym zwierciadle.".
    - OK. Spróbujcie Wy-BPD od nowa. Już wiecie od czego macie zacząć...
    Bo to jest podstawowy warunek...
  • lilywhitepuzzel 07.08.17, 08:08
    Nie wychowała mnie borderka.
    Zostawiła mnie jak psa, jako niemowlaka.
    Dalej uważam ze jesteś ordynarny i pretensjonalnych. I nie twoja taktyka dalej nie działa. Ja cały czas Zwracam uwagę na innych. Nie ma mnie i idealnego świata. Psycholog kazał mi sie zająć praca nad sobą. Dlatego poruszylam ten post, bo nie wiedziałam jak się za to zabrać. Bo od pocZatku po dziś dzień nie jest idealnie. Nie będę się tłumaczyła, nie jestem na czacie i nie mam komu.
    Po prostu nie życzę sobie dla nikogo tak ordynarnych wypowiedzi. To tyle. Po mnie generalnie możesz skakac, jestem w stanie to dźwigać, byłam przygotowana na takie coś już po pierwszych wiadomościach. Poza tym cudowna dedukcja- bo ciekawe, kto inny dałby się bezkarnie obrażać. CZy musi być borderem ? Logika .
  • tymczasowy_login01 07.08.17, 18:53
    :-D
    Wiedzialem, ze skonczy sie wkurwem. Jak sie zna jednego borda to zna sie wszystkie. Jestescie takie przewidywalne w swojej nieprzewidywalnosci.
  • lilywhitepuzzel 07.08.17, 19:53
    Cieszę się, ze chociaż uwierzyliscie i dalej możecie robić ołtarzyki swojej nienawiści. Tak jak napisałam wcześniej każdy, kto ma odrobine szacunku do siebie wyszedłby z równowagi. Ale widać brakuje tu kontrowersji. Odpowiedzi, na których mi bardzo zależało w zupełności mi wystarcza. :)
  • sabredance 07.08.17, 21:26
    Kolega, który wyprowadził Cię z równowagi od pierwszego do ostatniego swojego wpisu tutaj prezentował bardzo jasny i czytelny pogląd na temat osób z bpd. Ten pogląd nie zmieniał się w zależności od pory dnia, humoru czy Twoich reakcji.
    Ty zaczęłaś od otwarcia w stylu "Peace & Love", chwilę później były już roszczenia, a na koniec tupanie nóżkami.
  • tymczasowy_login01 07.08.17, 21:41
    W odróżnieniu od borderskiego wkurwu bez sensu i uzasadnienia nasza - jak to ujęłaś - nienawiść do bordow - ma podstawy, których sami/me dostarczacie w ilościach hurtowych. Jak już wspomniałem - nikt nic nie będzie z wami zaczynał od początku, ani wgłębiał się zawiłości waszej pokręconej natury. Jak ktoś raz doświadczył kontaktu to mu wystarczy na cale życie.
    A co do próbowania jeszcze raz - nie wiem ile w tym prawdy ale Einstein ponoć kiedyś zdefiniował szaleństwo jako powtarzanie tej samej czynności w nadziei na odmienny efekt. Nawet jeśli to tylko mem to sensowny. Bord się nie będzie zmieniał, niech świat się do niego dostosuje. Najlepiej co piec minut zależnie od tego co się akurat we łbie uroi. A jak nie TO BĘDZIE WKURW !
  • lilywhitepuzzel 07.08.17, 22:16
    Ale ja się nie złoszczę. Mnie to absolutnie obojętne, ale przecież wszędzie obowiazuja jakieś normy. Jestem człowiekiem. Przede wszystkim. Tak jak każdy z was mam serce i rozum i coś czuje.
    Indywidualne emocje zachowuje dla siebie.
    Aktualnie to nie ja się nakręcam.
    Ja jestem jedna was kilkunastu. Tak jak pisałam już kilka dobrych wątków temu zakończyłam temat, podziękowałam, możemy się rozejść :).
  • pasja39 10.08.17, 22:06
    Idealne odzwierciedlenie psychiki borderline. Skąd u Ciebie taka znajomość tematu?
  • lilywhitepuzzel 12.08.17, 11:25
    No cóż gram w tym temacie pierwsze skrzypce. Mam BPD, jezeli ta wiadomośc była skierowana do mnie.
  • lilywhitepuzzel 12.08.17, 11:43
    Chyba raczej nie :)
  • pasja39 13.08.17, 22:34
    Dlaczego osoby borderline ciągle krytykują zachowanie innych osób? Czy w ten sposób próbują się dowartościować? Czy może "wybielić " swoje postępowanie? Jak myślicie z czego to wynika?
  • lilywhitepuzzel 14.08.17, 09:59
    Może na tak cenne informacje załóż osobny wątek ?

    Shitstorm is coming...
  • quar33 14.08.17, 14:56
    Pewnie z wielu powodów. Bo jest wkurw (uzasadniony lub też i nie - gdyż "mam akurat taki nastrój"), bo coś nie jest po mojej myśli i też jest wkurw (i MUSZĘ natychmiast rozładować emocje, gdyż nad nimi nie panuję, to one panują nade mną), bo chcę uzyskać przewagę i zdołować "zagrażającą' postawę danej osoby, dowartościować się pewnie też - bo to przecież ja muszę nieustannie być w centrum uwagi a nie inni, itp. A "wybielić się" to już na pewno, przecież to "ty jesteś zaburzony/-a, a nie ja". Chociażby np. - nawet tu forumowo - często serwowany, nieśmiertelny idiotyzm BPD pt.: "przecież dorośli ludzie świadomie i dojrzale wchodzą w związki i nieważne jest, że my sramy wam na łeb - mogliście odejść lub się nie wiązać, to wy się leczcie"... (czyli: sami sobie jesteście winni, my - absolutnie nie).
    Ile razy doświadczyliście (szczerego!) przyznania się do winy osoby BPD i usłyszeliście słowo "przepraszam"?
    Borderzy to skrajni egoiści. No, chyba, że chodzi o zabranie bezdomnego kotka z ulicy, to wtedy ten kotek "dowodem empatii i altruizmu" Bordera jest (wg BPD oczywiście). Ale w temacie nie kotka, a w temacie partnerów/-ek i otoczenia, to są egoiści ponad miarę - wszystko musi być tak, jak one/oni chcą (chociaż najczęściej same/-mi nie wiedzą czego chcą). Krytyka to narzędzie walki. BPD zawsze i wszędzie muszą prowadzić jakąś wojnę lub chociaż bitewkę, zawsze musi być jakiś rzeczywisty (lub choć wyimaginowany) wróg.
    Wniosek chyba taki, że jest wiele powodów, a nie jeden główny, kluczowy.
  • tymczasowy_login01 14.08.17, 15:19
    Bo się czują niedowratościowane i usiłują innych ściągnąć do swojego poziomu. Zwłaszcza jeśli ci inni są lepsi w czymś w czym sami borderzy są do niczego (czyli właściwie we wszystkim oprócz dawania dupy na lewo i prawo i zamieniania najbliższym życia w piekło). Mają kiepską opinię na swój temat, uznają więc, że jeżeli ktoś już zwrócił na nich uwagę, to znaczy, że jest z nim coś nie tak i należy go ukarać.
  • quar33 14.08.17, 20:56
    Zjawisko: "jestem do niczego, jeśli on zwrócił na mnie uwagę = coś z nim jest nie tak", "ja nie zasługuję na ciebie" lub "ty mnie jeszcze nie znasz..." jest wzorcowy, jak z książki. Jeden z najwcześniejszych sygnałów alarmowych po poznaniu BPD.
    Podobnie jak zrelacjonowanie swojego pełnego dotychczasowego życia osobistego, życia seksualnego, związków ze szczegółami już np. na drugim/trzecim spotkaniu - oczywiście nie odmawiając sobie "wtrąceń" w stylu: "ten to był słaby..., tamten to nie był dla mnie przeciwnik, ten był głupi i naiwny, a tamten z kolei to był zwykły ch_.j..., itp.).
    Tak, opinię na swój temat mają wręcz tragiczną, ale za to teatrzyk wodzirejski "w środowisku" grają bardzo dobrze...
  • buldog2 20.08.17, 17:07
    Zakonniku, masz córkę? Co na to przeor, wie o tym? (20 lat w zakonie, dało się to utrzymać w tajemnicy?)

    --
    [b]P[/b]artia [b]I[/b]nteresów [b]S[/b]owieckich - Obraza
    [url=http://wrzucacz.pl/file/7591501786976/Teczka-JARa-010-020.pdf][b]Teczka Agenta JARa[/b][/url]
  • brz_a_sk 14.08.17, 18:41
    znalazłaś odpowiedź na jakiekolwiek ze swoich pytań?
    masz wrażenie, że te rozmowy komukolwiek coś dały?
    że komuś chodzi tu o coś dobrego, ważnego, pozytywnego?
    myślisz, że to Ty potrzebujesz wsparcia? czy jesteś w stanie dać wsparcie komuś kto oczekuje tu rozmowy i zrozumienia? - oczywiście terapia to podstawa ja mówię o rozmowie ludzi zainteresowanych;
    - nie do końca wiem, a pewnie to jest bardzo ciekawe po co kto tu pisze i co pisze - pomyślcie o tym, by nie tracić swojej energii, tak niezbędnej na pracę nad sobą ;

    jeśli ktokolwiek chce tu skorzystać z rozmów z innymi, musi postawić sobie jasne cele i nie wdawać się w jazdy, cudze, chore jazdy, bo po jaki * - na to szkoda nerwów i czasu; ludzie wcale nie chcą się zmieniać, tak często, jakby się mogło wydawać, na pierwszy rzut oka :)
    i dodatkowo jeśli chcecie sensownie tu popisać/porozmawiać musicie sprawdzić z kim rozmawiacie;
    jestem pewna, że każda osoba z BPD zrobi to szybko i sprawnie i skutecznie; partnerzy no różnie to bywa są super bystrzaki i są czasem mocno poturbowani pogubieni i zdarza się przez to naiwni;
    wiele dyskusji toczy się tu fikcyjnie - po co komu to? - a to już osobna sprawa; dbajcie o siebie - nikt tu zdrowy nie przychodzi, czasem choroba czy zaburzenie powoduje niesamowite zachowania :( i może innym szkodzić;
    po prostu sprawdzajcie czy gada w takim wątku jedna osoba :) dwie, trzy czy kilka; :( :( :(





  • quar33 14.08.17, 20:40
    Problem w tym, że BPD wcale tak naprawdę nie szukają odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Najczęściej szukają (i to nie tylko tu) wytłumaczeń, potwierdzeń własnych pokręconych "teorii", uwagi, "wsparcia pobratymców", "współczucia" oraz wszelakiej akceptacji swojego "niepospolitego pokręcenia". Te /i takie właśnie/ rozmowy mogą dać bardzo dużo, warunek - osobom świadomym i refleksyjnym. Ale wtedy trzeba panować nad własnymi emocjami, a nie - za pewnik przyjmować - że to NORMALNE przecież, iż moje emocje kierują mną, a nastrój może się zmienić kilkakrotnie w ciągu dnia. Bo to normalne nie jest i póki jest takie podejście, to cały dyskurs idzie w piach. Na innych forach a'la BPD nadal panuje stały onanizm na temat tego "co czujecie dziś?", "jaki nastrój tkwi w was dziś?", "co was denerwuje ostatnio?", itp. Tu, na tym forum też tak długo było, ale w końcu kilka osób "z zewnątrz" podniosło wprost temat: zrozumcie wreszcie, że macie chore głowy i skoncentrujcie się na tym, jak z tego wyjść, a nie ciągle bijecie pianę w stylu - jak to jest być "bardziej wrażliwą" lub "wyjątkową". No i się cała rzesza pokręconych idiotek "emocjonalnie" oburzyła...

    Czy "(...) komuś chodzi tu o coś dobrego, ważnego, pozytywnego?". Odpowiem Ci tak: na pewno nie piszącym tu borderkom...!!! Im chodzi tylko po potwierdzenie sensowności (?!) pławienia się nadal we własnym gównie i/albo wyrzyganie tu jakichś emocji.
    I to borderki wcale nie oczekują tu rozmowy ani zrozumienia. One CHCĄ MIEĆ RACJĘ! Nigdy nie przyznają się do winy, nigdy nie mają za co przepraszać, nigdy nie popełniają błędów. Za to zawsze mają wytłumaczenie, teorię, winnych, (jakiś) powód do wkurwu, wojny, krytyki, "obrony" i bycia bardzo "pokrzywdzoną" oraz postawy "dajcie szansę"... Komu i za co do cholery??? "Szanse" są dla normalnych, empatycznych, wartościowych ludzi. Najpierw trzeba chcieć (!) się stać takim człowiekiem, a dopiero potem ględzić o "szansach"... Nie ma odwrotnie. Ale..., żeby takim człowiekiem się stać. to m.in. właśnie nie >emocje nade mną< a > ja nad emocjami<, nie >bo mój nastrój...<, nie >rano kocham, a wieczorem nienawidzę<, no ale przecież z tym tak trudno, a ja taka biedna jestem... I tak q.... do zaj...nia. :( Tylko kogo (normalnego) to obchodzi...? Zmień się albo wyp... ...j. Samo twoje gadanie albo lista wytłumaczeń nikogo nie interesują - czas to zrozumieć w końcu.

    Tak jak borderzy zrywają nagminnie terapie, tak i tu borderzy odwracają kota ogonem wypisując bzdury pod płaszczykiem "ważnych pytań i zagadnień". Tyle, że tu pojawiła się całkiem niegłupia i niepodatna już na border-gierki grupa ludzi, którzy już poznali manipulacje BPD i nie dają się wokół palca kręcić.
    To forum to nie jest już klub "wybranek BPD", gdzie można bić ciągle pianę w delektowaniu się tym jak to cudownie jestem pojebana...
    Komu nie pasuje (a wielu już nie podpasowało) - nie musi pisać ani czytać, nikt tu nikogo na siłę nie trzyma!!! Nie ma obowiązku "grać na tym forum wyłącznie w gierki borderek".
    Po co kto i co tu pisze? Mogę mówić tylko za siebie: piszę dla Świadomych-Gotowych-BPD oraz nieszczęśliwych życiowo ich partnerów. Nie mam zamiaru potwierdzać żadnych idiotyzmów, wytłumaczeń, teorii ani kretynizmów utrzymujących dalej w zaburzeniu borderów. I nie będę tego robił (pewnie ku oburzeniu wszelkich "biednych acz wyjątkowych", ale w dupie to mam).
    Kto się nie chce zmienić, niech się nie zmienia, ale niech też nie oczekuje ode mnie i mnie podobnych tego, że będę akceptował głupoty, które tu się wypisuje, bo czyta to wielu ludzi i pieprzenie np. o wyjątkowości może wykoleić i zaburzonych i ich partnerów.

    PS. Jasne "osoba z BPD szybko "sprawdzi" z kim rozmawia... i skutecznie". Oczywiście, jakimś "wyjątkowym siódmym zmysłem" zapewne znowu... :))) Powielacie to pierdolenie wciąż i wciąż... :(((
  • sabredance 14.08.17, 22:21
    "Nigdy nie chciałbym należeć do klubu, który miałby za członka kogoś takiego jak ja. "
    Myślę, że ten cytat Woody Allena dokładnie oddaje nastawienie bordera/ki do partnera. Border partnerem po prostu gardzi i tutaj zachodzi prosta zależność: "im bardziej jesteś za mną "głupi" tym bardziej tobą gardzę". Kilka razy czytałem wypowiedzi osób z BPD, które wprost o tym pisały i jednocześnie podkreślały fakt jakiegoś tam szacunku do osób, które nie pozwoliły im na manipulację i zwyczajnie kopnęły je w cztery litery. Z jednej strony na pewno jest to spowodowane przeniesieniem własnej bardzo niskiej samooceny na partnera, o czym wspomniałeś @quar33 ale z drugiej może to też być kwestia chęci manipulowania partnerem. Osobą "zdeptaną" łatwiej manipulować.
    Krytykowany partner zaczyna zmieniać swoje zachowania, zaczyna działać tak żeby dogodzić. Początkowo dotyczy to drobnych spraw ale stopniowa przechodzi w np. zerwanie relacji z rodziną, przyjaciółmi, rezygnacji z zainteresowań, a nawet pasji. Ciężko jest wychwycić i dostrzec moment, w którym staje się marionetką w rękach szaleńca, moment w którym staje się niczym pies wypuszczony po wielu godzinach z bagażnika, który cieszy się na widok swojego pana. Do tego właśnie sprowadza się życie z borderem i albo trwa ono w ten sposób latami albo najczęściej pewnego dnia zostajesz przywiązany do drzewa i porzucony na jakimś zadupiu.
    Będę o tym pisał by otworzyć oczy tym, którzy jeszcze tego nie widzą.

    Wcale mi nie zależy na obrażaniu osób z BPD. Mam Was i Waszą "wyjątkowość" w dupie. W tym wątku, chociaż go śledziłem zwyczajnie mi się nawet nie chciało zabierać głosu bo takie pitolenie nie robi już na mnie wrażenia. Chcę jedynie ostrzec i będę to robił tych, których próbujecie wciągać do swojego szamba.

    Border, który przyzna się do swoich łajdactw i win, podejmie walkę aby się zmienić, podda się terapii, w której wytrwa itd, z całą pewnością otrzyma ode mnie pełen szacunek ale póki jesteś na etapie podkreślania swojej wyjątkowości, zajebistości, nadwrażliwości i innych super mocy (lol) to ekhm... idź już :)
  • pasja39 15.08.17, 07:49
    Wszyscy macie tu sporo racji. Współczuję osobą borderline, że mają tak przedziwny sposób myślenia, którego my nigdy nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Nigdy nie osiągną szczęścia z drugą osobą bo nawet jeśli uda im się otrzymać bezwarunkową miłość to i tak uznają tą osobą za słabą i beznadziejną i zrobią wszystko, żeby zniszczyć wszystko. Przed tem jednak przygotują sobie starannie kolejny grunt na boku, żeby miękko wylądować w ramionach nowej, "lepszej" miłości.
    Co pozostaje nam? Kiedy już musimy żyć z taką osobą to niezbędny jest dystans do niej i tego co robi. Wszystko doprowadzić do minimum. Minimum zainteresowania, minimum kontaktu. Trzeba żyć według własnych zasad. Nie można przejmować się ich zmiennymi nastrojami, a już szczególnie poszukiwaniem ich przyczyny bo często nie mamy na to wpływu. Każdy gest, niewłaściwe słowo, nawet ich myśli. mogą wywołać zły stan.
  • sabredance 15.08.17, 12:12
    Tak, stawianie granic i pilnowanie ich na każdym kroku to jedyny sposób. Kłopot w tym, że jest to sprzeczne z tym, czym jest taka naturalna miłość i naturalna potrzeba dawania. Z borderem może poradzić sobie tylko doświadczony terapeuta i musi być w tym na prawdę dobry bo border cały czas będzie dążył do złamania zasad, przesunięcia granic, zmanipulowania terapeuty.
    Czy "musimy" żyć z taką osobą? W przypadku gdy problem dotyczy kogoś z najbliższej rodziny pewnie tak ale wtedy jedyną szansą dla nas są właśnie te granice i zasady. W przypadku partnera? Uważam, że zdecydowanie NIE, nie musimy i nie powinniśmy! Każdy z nas ma tylko jedno życie! Uważam też, że nie ma znaczenia czy partner ma borderline, jest alkoholikiem, narkomanem czy po prostu ma zeza. Jeżeli zachowuje się w sposób destrukcyjny i toksyczny - odejdź, zrób to już i nigdy do tego nie wracaj! Jestem alkoholikiem więc wiem co piszę. Obecnie od 8 lat pozostaje w nieprzerwanej trzeźwości, jestem po wielu terapiach, należę do Wspólnoty AA i codziennie od tych 8 lat pracuję nad tym żeby stawać się lepszym człowiekiem więc wiem jak olbrzymią walkę musi podjąć border żeby całkowicie przebudować swoje życie i sposób myślenia, wiem jakim problemom musi stawić czoła osoba uzależniona więc nikt mi nie powie: "łatwo powiedzieć". Wiem też i doskonale pamiętam czasy gdy nikt i nic, NIKT i NIC nie było wstanie zmienić mojego postępowania, tylko ja mogłem to zrobić. Często rozmawiam z osobami współuzależnionymi, które pytają co zrobić, żeby partner przestał pić czy brać czy przewalać kasę w kasynie i zawsze mam jedną odpowiedź: "pakuj się albo zmień zamki w drzwiach i zajmij się sobą!".

    Na koniec jeszcze tylko napiszę, że gdyby dało się w jakikolwiek sposób zmienić kogoś to osoby jak ja, czyli tzw. "trzeźwiejący alkoholicy" chodziły by całymi dniami po domach i ratowały ludzkość. Tego po prostu nie da się zrobić dopóki w samym zainteresowanym nie zaświeci się lampka z napisem: "chcę się zmienić!".
  • brz_a_sk 15.08.17, 11:55
    masz klucz do segregowania zaburzonych na lepszych i gorszych z jakimś kryterium?
    masz misję naprawy/eliminowania osób z BPD a nie naprawy osób uzależnionych od osób z BPD - i co ciekawe postanawiasz tego dokonać tu gdzie w zasadzie ani jedna osoba bez zaburzenia z pogranicza mogłaby nie wchodzić :)
    rozumiem gdybyś napisał PIEKŁO i tak ostrzegała, ale przecież wiesz, ze to nie działa i diabły ciągną z obu stron granicy;

    czy łatwiej zrozumieć osobie z BPD czy bez BPD problem? no zagadka, bo zakładasz cichaczem, że jedynym sposobem jest wykończenie osób z BPD, jakieś znikniecie zdaje się;

    problem jest ale chyba na skróty chcesz sobie coś udowodnić - a to bez sensu

    Może warto zdać sobie sprawę, że nawet gdyby za czarodziejskim skinieniem różdżki zniknęły wszystkie osoby z BPD to tych, którzy tu zajrzeli w związku z cudzym BPD nic nie 'uratuje'

    uzależnienie polega na trzymaniu się z wszytskich sił tego czego już nie ma :(
    sztuką jest starannie, ostrożne, powoli się puścić i zacząć iść świadomie swoją droga - niezależnie od tego czy pozostaniemy w związku z osobą zaburzoną, często dodatkowo chorą, czy są warunki do tego by znaleźć antypody i tam wylądować osobno;

    co wkręca, co trzyma, co uzależnia i dlaczego tak masz ty partnerze a nie osoba z BPD pytaj - a wyjdziesz ze swoich problemów jak wyszło wielu;

    radzę doceniać niezwykłości osób niezwykłych - przecież normals mieści się w środku skali reszta jest na marginesach i tam są wszyscy niezwyczajni, nadzwyczajni i często bardzo pociągający :) - nie każdy poza środkiem ma BPD ale wielu z BPD jest fascynująco niezwykłych, choć bywają toksyczni dla siebie po pierwsze ...

    pozostaję przy pewności, że klonów to multum, podkreślam by nikogo w błąd nie wprowadzić
  • quar33 15.08.17, 14:08
    "(...) co wkręca, co trzyma, co uzależnia i dlaczego tak masz ty partnerze a nie osoba z BPD pytaj - a wyjdziesz ze swoich problemów jak wyszło wielu.".

    -> O, jest. Odwrócenie kota ogonem jak ze wzorca Borderline z Sevres. Oczywiście pytaj o siebie, nie pytaj o BPD. Gdyż to ty jesteś przecież zaburzony, nie borderka. Otóż nie brzasku - to borderka jest tu pojebana, a nie partner. Od tego trzeba zacząć. Wg twojej filozofii, jak mnie okradziono na bazarze, to moja wina jest większa niż złodzieja, bo przecież ja "dałem się okraść..."... Przepraszam, ale tylko jebnięty border może tak myśleć... :(

    "(...) radzę doceniać niezwykłości osób niezwykłych - przecież normals mieści się w środku skali reszta jest na marginesach i tam są wszyscy niezwyczajni, nadzwyczajni i często bardzo pociągający :) - nie każdy poza środkiem ma BPD ale wielu z BPD jest fascynująco niezwykłych, choć bywają toksyczni dla siebie po pierwsze ...".

    -> No tak, pomyliłem się. Owszem, border nie jest co prawda "wyjątkowy", no ale border jest "niezwyczajny, nadzwyczajny, pociągający i niezwykły". Czyli "elitarność" powróciła... Otóż nie brzasku - border jest jebnięty, a nie jakiś tam - "niezwyczajny, nadzwyczajny, pociągający i niezwykły". To jest punkt wyjścia.

    Kurwa, ręce opadają. Jak już to ujął Tymczasowy: jesteście takie przewidywalne w swojej nieprzewidywalności...
  • pasja39 15.08.17, 20:41
    quar33 jak widzę analizę masz już w małym "palcu" O to właśnie chodzi, żeby doskonale poznać przeciwnika bo wtedy jest się zawsze o krok przed nim. To tak jakby wiedzieć w którą stronę poleci kula kiedy ktoś do nas strzela. Broń jest niebezpieczna ale jeśli wiemy gdzie strzeli, możemy się przesunąć i uniknąć konsekwencji. Ja tego zaczynam się uczyć i stopniowo jest coraz lepiej. Przyznam, że sama jestem ciekawa do jakiego stopnia uda mi się poznać na tyle przeciwnika, żeby pozostać nie wzruszona na to co robi.
  • lilywhitepuzzel 16.08.17, 06:55
    Rany boskie jakie barwy wojenne... szkoda, ze osoba, która faktycznie zainteresowała się tym tematem i dzięki Bogu otrzymała stosowne informacje się tak pilnie udziela :). Pisze rzecz jasna o sobie. Cokolwiek bym nie napisała i tak będzie "be" , wiec myśle ze pozostanę w kwestii obserwatora. Bo ten temat powstaje jak feniks z popiołu.
    To tak naprawdę odpowiedz do ciebie brz_a_sk na pytania, które zadawałas.
    Czy forum pomogło?
    Oczywiście!
    Dalej będę kontynuować leczenie i prace nad sobą.

    ~ludzie nieuczciwi nie wierzą w istnienie uczciwych
  • brz_a_sk 16.08.17, 07:20
    wiele można sobie pomóc, to trudne ale warto;
    warto znaleźć terapeutów, którzy pomogą rozpoznawać skuteczne sposoby na bardzo trudne problemy i na słabości; cudów nie ma, ale zbudowanie sobie oparcia w sobie i kilku świadomych osobach to już milowy krok;
    bardzo ważne, by nie uwikłać się w leki, nie zastąpić nimi terapii - one są niezbędne i są skarbem ale są i pułapką, gdy zaczyna się nimi nakręcać choroby i zaburzenia - gdy używa sie ich by robić co się chce i kiedy chce - zamiast terapii i autocenzury swojego trudnego życia;
    powodzenia i mądrych ludzi na drodze; każdemu kto zmaga się ze sobą, a nie przerzuca pretensje na innych, każdemu :) sukcesów :)
  • brz_a_sk 16.08.17, 07:06
    "... O to właśnie chodzi, żeby doskonale poznać przeciwnika..."
    "... uda mi się poznać na tyle przeciwnika, żeby pozostać nie wzruszona na to co robi. ..."

    genialny plan na życie :( czasem zastanówcie się, co robicie ze SWOIM życiem i czy nie powinniście bać się SIEBIE i o SIEBIE?
    najtrudniej pomysleć nad sobą i z sobą sam na sam się zmierzyć

    to nie jest czasem zaburzenie i co gorsza polowanie na ofiarę?

    to nie było forum ring, ale takim się staje i w walkę - a nie w powrót do życia po porażce, uzależnieniu - wkręca

    zamiast terapii stosujecie autodestrukcję i co gorsza do tego używacie innych :(

    ostro ale bardzo na temat, może ktoś się ocknie?

  • lilywhitepuzzel 16.08.17, 07:24
    Kto będzie chciał to zobaczy te posty. Pełne nienawiści i goryczy ( ale dla niektórych w pełni poprawne niezależnie od osoby charakteru czy sytuacji życiowej) . Może tu wejsc osoba, odporna ale tez taka, która może zrobić sobie krzywdę...
    Ale oczywiscie każdy z nich to wzorowy altruista...i cedzi każde słowo, które pójdzie w świat.
  • lilywhitepuzzel 16.08.17, 07:38
    Ale w tej całej sytuacji jest jedna przestroga. Przyszłam tu także, aby dowiedzieć się jak wyglada schemat działania BPD. Paradoksalne prawda ? Ale od miesiąca pozostaje w bliskim otoczeniu takiej osoby, (nie leczącej się). Pierwsze dwa tygodnie byłam załamana, nienawidziłam tej osoby. Natomiast teraz po zrozumieniu tych zachowań i znalezieniu wspólnego języka z ta osoba osobiście uważam, ze da się ich pokochać :). To ciężkie. Ale jak się już ich zrozumie to z każdym dniem jest o niebo lepiej. Zapewne wszystko to rozwali, ale ja będę dobrej myśli ;).
  • brz_a_sk 16.08.17, 11:58
    ostrożnie
    ostrożnie
    ostrożnie
    kochanie osoby z BPD dewastuje i jednocześnie jest najbardziej pożądanym, nieosiągalnym celem, fatamorganą;
    najłatwiej w najlepszej wierze się skrzywdzić i to wzajemnie ;
    zrozumieć da się tyle ile się 'zobaczy' zawsze szokujaco dla obu stron - zawsze;
    i nigdy do końca nie da się zrozumieć;

    formy terapii, opieki, towarzyszenia osobom z BPD są różne ale to nie jest nurkowanie w miłość - co najwyzej w szaleństwo na chwilę, ale ...

    cóż kto chce szuka życia na tym trudnym świecie,
    są tacy, którzy szukają wyłącznie wygranej, bywa zemsty

    bardzo szkoda tego forum, przechodziło różne etapy, zawsze myliliśmy się wszyscy raz mniej raz więcej, ale było tu kilka osób, którym zależało na człowieku nie na satysfakcji z dokopania - nawet gdy się dopadali na ringu;
    teraz to jest ponure miejsce, pełne chorych intencji

  • tymczasowy_login01 17.08.17, 08:30
    Nie do końca bym się zgodził. Intencje są jak najbardziej szlachetne tylko ukierunkowane nie tak jakby sobie niektórzy życzyli. Osoby z bordeline widziane z boku charakteryzują się tym głównie, że znęcają się nad swoimi partnerami - i to jest ten fragment dotyczący borderline, który winien interesować osoby bez zaburzenia; w szczególności partnerów bpd.: nie będzie happy ending, wasz związek skończy się dla was tragedia niezależnie od tego jak będziecie się starali. I należy się ewakuować. Na całą resztę "wyjątkowości" bpd jest miejsce na kozetce u psychiatry. I dobrze by było, żeby każdy nie bpd , który na forum wchodzi szybko zdawał sobie z tego sprawę bo to tylko przyspieszy proces podnoszenia się z dna na jakim umieścił go bord. Cała reszta to white noise bez znaczenia.
  • brz_a_sk 17.08.17, 08:59
    wINNY?
    to pierwszy błąd i fatalna droga - donikąd
    jak przy każdym rozwodzie, choćby z psychopatą

    oczywiście, ze można wprowadzić/propagować abolicję i alkoholikom to coś da ale na pewno nie usunie ani jednej przyczyny picia;

    czasem chcielibyśmy wyleczyć innych, cały świat byle tylko nie tknąć siebie

    Może poczytacie Fromma, sa audiobooki można słuchać - bardzo wiele mówi o schodzeniu na fatalną drogę w sprawach miłości, właściwie nie miłości a kitu do zalepiania marnych swoich defektów;
    można się zachłysnąć albo przerazić tym jak wiele dawno, dokładnie opisano tylko trzeba do siebie przystawić i zważyć i ocenić; i mozna wybrać to co nas interesuje;

    zawsze jest pytanie zasadnicze, czy nas to interesuje, czego my szukamy w życiu i np tu na forum - może tylko sobie ściemniamy?
  • lilywhitepuzzel 17.08.17, 10:46
    Pieprzenie w bambus. W takim razie każda "stara", która stoi z patelnia, czekając na męża to BPD. Ona tez długo i skutecznie biadoli. Potem użala sie nad sobą jakie ma ciężkie zycie, a to biedaczystko ma taki daleki dystans do łóżka. Ja tez nikt nie rozumie jeżeli mimo wszystko nie odchodzi od meza bo daje mu szanse- albo odwrotnie- ucieka zabierając ze sobą dzieci.
    Ujmę to tak- jaki Romeo taka Werona.
    Jeżeli dalej będziemy gnili w malignie to skończymy na tym forum otumaniajac swoje ego- zamiast żyć. Jeżeli ktoś będzie chciał i tak pokocha bordera. A jeśli border sie postara będzie zmieniał skrzywiony światopogląd.
    Nie ma idealnego schematu. Nie jesteście alfa i omega by wpasowywać kogokolwiek w jakiekolwiek schematy.
    Ci którzy chcą mieć klapki na oczach - proszę bardzo. Uczcie sie instrukcji obsługi.
    Ale to tak jakby ująć, ze każdy czarnoskóry jest zboczeńcem. O.o
    Nie bronię siebie, ani żadnego z nas. To kim jesteśmy to sprawa indywidualna zależna od charakteru, temperamentu, poziomu hormonow.
  • sabredance 17.08.17, 11:35
    Punkt widzenia alkoholika (pijącego): piję bo żona wyprowadza mnie z równowagi, piję bo mam beznadziejną pracę i jeszcze bardziej beznadziejnego szefa, piję bo nikt mnie nie rozumie, piję bo ludzie i świat mnie otaczający jest do bani... itd.,itp.

    Punkt widzenia bordera: robię jazdy bo mój partner jest beznadziejny, wszystko robi inaczej niż bym chciała, nie rozumie mnie, nie potrafi mnie zadowolić, jest beznadziejny, ludzie w ogóle mnie nie rozumieją i nie chcą mi pomóc... itd., itp.

    W obu tych punktach widzenia WINA leży na zewnątrz. Czy tak jest na prawdę?
    Wszelkie próby odwrócenia kota ogonem i przekierowania winy na zewnątrz to właśnie ten bardzo prosty mechanizm.

    Oczywiście, że zdarza się bardzo często, że osoba tkwiąca w toksycznym związku ma jakiś nierozwiązany problem (najczęściej wyniesiony z domu rodzinnego) i tkwi w takim szambie bo innego życia nie zna. Ale czy ta osoba aby na pewno jest winna temu co dzieje się w tym związku? Na miłość Boską!

    Alkoholik nigdy nie wstanie z kolan dopóki w jego przekonaniu problem leży "na zewnątrz".
    Osoba współuzależniona nigdy nie zmieni swojego życia i nie wyrwie się z tego szamba dopóki będzie uważała, że ma jakikolwiek wpływ na alkoholizm i postępowanie partnera.
    Piszę o uzależnieniu czyli "nie na temat" ale czy czymkolwiek różni się ta sytuacja od relacji partnera z borderem? Nie różni się niczym!

    Reasumując: pisanie o jakiejkolwiek winie partnera jest szkodliwe zarówno dla partnera jak i osoby zaburzonej, chorej, jebniętej, posranej, whatever!
  • lilywhitepuzzel 18.08.17, 12:55
    Nie zmienię punktu widzenia ludzi, którzy maja jedynie do dyspozycji puste słowa, które mogą nic nie znaczyć. Ale próbuje wytłumaczyć to ze jesteśmy tak zróżnicowanymi istotami (zreszta jak każdy człowiek) ze nie da się przewidzieć jak zareagujemy. Zreszta każdy ma tendencje do przerzucania winy na druga stronę. Od urodzenia jesteśmy egoistami i od nas zależy rozwijanie altruizmu.
    Jeżeli ktoś tu jest bez winy i nieskazitelny - podziwiam. Ale w rzeczywistości każdy ma ciemna stronę swojego "ja".
  • lilywhitepuzzel 18.08.17, 12:59
    "Człowiek, który nie popełnia błędów zwykle nie robi niczego."
  • quar33 18.08.17, 17:16
    OK. To może jednak trochę z innej strony, bo bicie piany tu się odbywa (z okopami dookoła) i to z każdej strony barykady.
    Szanowne BPD/Szanowni BPD - wytłumaczcie dlaczego właściwie tak jest, że aż tak bardzo i do ostatniej kropli krwi czepiacie się tych wszelkich swoich "wytłumaczeń", dlaczego niejako z automatu macie chęć przerzucenia winy na innych (lub chociażby na zewnątrz), dlaczego tak się bronicie zawzięcie przed przyjęciem swojej odpowiedzialności za dowolne zgliszcza, które pojawiają się wokół Was?
    Co się stanie (lub by się stało) gdyby Wasza postawa była w stylu: OK, to moja wina, OK, ja to spieprzyłam/-łem, to wina mojego pokręcenia i tego, że nie panuję nad sobą (i swoimi emocjami),nie jestem w ogóle logiczna/-ny ani konsekwentna/-ny, mam chorą głowę i emocje, które najpierw podłączą się do innych jak pijawka, ale zaraz potem do cna sabotują wszystko i pozostawiają po sobie tylko zgliszcza i gruz?
    Co by się z Wami (w Was) stało, gdybyście tak spojrzeli na siebie, Wasze postępowanie, Wasze życie, Wasz świat, głowę i - nazwijmy to wprost - Waszą zaburzoną osobowość?
    Takie spojrzenie (dodam, że wg mnie całkowicie rzeczywiste i właśnie prawdziwe) byłoby pewnie wstrząsem, ale może właśnie też jakimś pierwszym krokiem rozwojowym.
    Dlaczego tego właśnie jest brak, ale za to występuje zalew "działań obronnych" w stylu: partner jest (w domyśle - sam sobie) winien, partner powinien się naprawić (wtedy nikogo byśmy nie mogli skopać, no bo i jak?), partner wchodzi w relację przecież na własną odpowiedzialność, każdemu (przecież) błąd może się zdarzyć, itd., itp., lista jest tu dłuuuga...
    Skąd to się bierze i skąd (dlaczego?) aż taki upór przy takiej Waszej "ucieczkowej" postawie???
  • brz_a_sk 19.08.17, 08:56
    kiedy chcesz coś zrozumieć, spróbować zaczynać rozumieć to nie zakładaj zbroi i nie szukaj w swojej racji szansy :(

    a jeśli jest tak, że właśnie poczucie winy i odpowiedzialności zabija i trzeba coś z tym zrobić natychmiast bo dotrwać do kolejnej godziny życia?
    a jeśli jest tak jak z miłością ? ...

    i nie mówię, że picie jest dobre i do czegoś prowadzi sensownego, ale bywa chwilą ukojenia

    w tym pułapki, w tym trudność
    w tym borderyzmu niepojęte pęta

    głupi myślą, że świat się pomylił załamując ręce :(

  • tymczasowy_login01 19.08.17, 10:56
    Nie interesuje mnie czy winą borda jest to jaki jest. Nie interesują mnie przyczyny tego jacy są. Nie interesuje mnie ich pustka wewnętrzna i całe szambo, które mają w głowach. Ma do kwestii tego zaburzenia podejście strikte pragmatyczne wynikające z siedmiu lat koszmarnych, doświadczeń, lektury relacji osób, które mają za sobą to co ja, i które to relacje są do siebie tak podobne w wielu szczegółach, że aż skłaniają do zastanowienia czy czasami nie ma w nich mowy o tej samej osobie.
    Wiem jedno: jeśli osoba z bpd nie wyraża woli zmian swojego postępowania / leczenia a jej partner chce być szczęśliwy lub przynajmniej szczęśliwszy niż jest w toksycznym związku to musi związek zakończyć im szybciej tym lepiej. Na tym forum interesuje mnie wyłacznie to, żeby ci, którzy żyją z bpd w związku przeczytali to, co mam im do powiedzenia, pozbyli się złudzeń co do przyszłości swoich relacji, zakończyli je i zaczęli żyć własnym życiem. Również o to, żeby któregoś dnia mieli szanse trafić na kogoś z kim życie nie będzie pasmem nieustających karczemnych awantur, zdrad i upokorzeń.
    Bordy mnie nie interesują, jedyne co warto na ich temat wiedzeić to jak szybko ich zidentyfikować i trzymać się z daleka. I szczerze wątpię w terapeutyczną moc forum. Forum bordom nie pomoże. Zamiast marnować tu czas lepiej idźcie na terapie i się leczcie. To przynajmniej daje marginalną szanse sukcesu.
  • quar33 19.08.17, 12:31
    Czyli to jest "ponad Wami", "silniejsze od Was" oraz wg zasady "mój egoistyczny >przymus< ważniejszy jest od wartości".
    Czyli - póki tak właśnie myślicie - nie ma dla Was szansy. ;(
    I Wy piszecie i deklarujecie, że "chcecie z tego wyjść"? Naprawdę? Wy tek serio... ... ...???
  • quar33 19.08.17, 12:51
    brz_a_sk
    Czyli to jest "ponad Wami", "silniejsze od Was" oraz wg zasady "mój egoistyczny >przymus< ważniejszy jest od wartości".
    Czyli - póki tak właśnie myślicie - nie ma dla Was szansy. ;(
    I Wy piszecie i deklarujecie, że "chcecie z tego wyjść"? Naprawdę? Wy tek serio... ... ...???
  • brz_a_sk 19.08.17, 14:06
    nie bardzo wiem co tu pożytecznego można napisać, bo zawsze piszę tak by ktoś z tego mógł sobie coś pomyśleć, na własny pożytek :)

    może łatwiej jest odpowiedzieć sobie na takie pytanie (już to pisałam nie raz) - czy alkoholik chce przestać pić? czy raczej chce by alkohol był tani, nie było kaca i by co najwyżej panował nad swoim piciem?
    dla uproszczenia mówi się 'mam tego dość', 'chcę z tym skończyć'
    jeszcze ciekawiej jest z hazardzistą - ten chce skończyć - z przegrywaniem tylko :)
    anorektyk chce skończyć z jedzeniem i to jest proste - dlatego tak często mu się udaje :( niestety - reszta jest już dramatycznie skomplikowana

    a teraz chyba chodziło o pytanie czego chce partner - i tu zagadka się wikła - przy alkoholiku - chce by ten był wyluzowany, nie spięty, nie awanturował się , by kasy nie przepuszczał pewnie też, choć wydawanie kasy to często wspólna zabawa, wieć tu jest problem, bo niepijący już alkoholik nie spełnia oczekiwań partnera i tu kicha;
    z hazardem - partner kocha kasę nie mniej niż hazardzista więc oboje chcą jednego - nie przegrywać;
    czego chce partner anorektyka? no przecież nie żeby była gruba ...

    uprościłam, by zapytać czego chce partner od osoby z BPD - jak mocno chce to widać po tym forum i na moje oko pytania te pozostają bez refleksji

    i zawsze pozostaje czasem strasznie umotywowane pytanie, kto ma problem osoba z BPD, czy partner i o co właściwie chodzi z tymi zaburzeniami w parze?
  • sabredance 19.08.17, 15:38
    Zgadzam się z ogólnym przesłaniem Twojego postu @brz_a_sk. Koniec końców należy zadać to pytanie: dlaczego partner tkwi przy osobie chorej/uzależnionej/zaburzonej i dlaczego stara się ją zmieniać? Co jest z nim/nią nie tak, że pozwala na przekraczanie wszelkich granic?
    Odpowiedź na to pytanie może być bardzo prosta: deficyty, które sprawiają, że rzucamy się na okruchy miłości, uwielbienia, szacunku i które sprawiają, że dzielnie znosimy upokorzenia, zdrady, akty nienawiści, przemoc psychiczną czy fizyczną.

    Tak jednak nie zawsze jest. Sytuacja, w której znajduje się partner osoby chorej najczęściej narasta bardzo niepostrzeżenie i tutaj chcesz czy nie, to choroba pisze scenariusz. Tak jak np. alkoholik potrafi być "do rany przyłóż" przez długi czas tak i border - to etap przywiązywania do siebie partnera. Te złe momenty pojawiają się stopniowo i najczęściej bardziej szokują niż cokolwiek uświadamiają, a po nich następuje szybko ponowna faza przywiązywania i manipulacji. Tak rozwija się współ-chorowanie i jest ono identyczne ze współuzależnieniem - Twoje życie zaczyna kręcić się wokół nastrojów, zachowań chorego partnera, a precyzyjniej wokół jego choroby. Współ-chorowanie rozwija się i pogłębia - jak infekcja. Znam bardzo dużo par, które rozstały się po zaprzestaniu picia/brania/grania przez uzależnionego partnera. Dlaczego? W uzależnionym, żeby mógł wydostać się z nałogu zachodzą i muszą zajść ogromne zmiany w psychice, zachowaniu, życiu. Osoba współuzależniona chociaż całe lata o niczym innym nie marzyła nagle nie potrafi się w tym odnaleźć... traci to, do czego była przywiązana, czego była nauczona i co było "jej miejscem na ziemi". To jednoznaczny dowód na to, że problem najczęściej leży po obu stronach.... ALE!
    Czy to wybiela w jakikolwiek sposób osobę chorą? Czy sprawia, że jej ZACHOWANIA tracą swoją podłość? Absolutnie nie.

    Border (jak i uzależniony) zachowuje się w sposób ekstremalnie podły i łajdacki i podatność partnera nie ma tutaj nic do rzeczy. Czy jak wezmę sobie brzydką babę i ją stłukę to też będzie jej wina? Pięknej bym przecież nie uderzył...
  • brz_a_sk 19.08.17, 17:32
    nazywasz podłymi zachowania osoby z BPD
    nie nazywasz nierozważnymi zachowań partnera
    a gdyby spojrzeć inaczej - osoba zaburzona zachowuje się w wyniku zaburzenia tak i tak, a osoba zdrowa/niezaburzona ??? zachowuję się ... z jakiego powodu dziwnie?

    próbuję pokazać, gdzie robicie błąd, prawdopodobnie

    nie ma osób niezaburzonych w takim związku :( co nie znaczy, że problem mają taki sam, czy podobny, to dużo bardziej złożone

    i nie ma znaczenia, czy ja mam rację, czy wcale, ma znaczenie, co każda z osób tu faktycznie zainteresowanych zauważy dla siebie ważnego;

    naprawdę nie ma sensu szukać winnego, czy niewinnego to zupełnie nie w tym rzecz, straszna strata czasu;

    czasem nie warto mnie przekonywać, kiedy chodzi o szukanie drogi wyjścia a nie moje racje lub ich brak, opinie świata mogą pomóc, ale się nie liczą gdy trzeba siebie ratować - nie ważne czy jest się osobą z BPD czymkolwiek innym czy partnerem w tej matni

    bardzo różnymi drogami ludzie poprawiają swój stan, powiedzmy psychiczny, ważne jest to, czy chcą znaleźć dla siebie drogę i powyrzucać trochę kamieni z plecaka;
    dla osób z BPD to dużo trudniejsze, ale zawsze coś można próbować, trochę sobie ulżyć, ważne by nie brnąć, strasznie łatwo się wkręcić w koszmarne uzależnienia od wszystkiego co tylko jest możliwe - serce pęka gdy się widzi walkę ludzi o godziny równowagi ... lata pracy by być znośnym dla siebie i bliskich, wielki trud, dobrze gdy z efektami choć małymi

    jeśli ktokolwiek z czegoś tu skorzysta to tyle jego - to nie jest ani terapia, ani certyfikowane mądrości - to myśli zostawione do wybrania sobie z nich czegoś, jeśli się przyda i nie ma żadnej gwarancji, co najwyżej można sobie coś wybrać na własną odpowiedzialność - tylko tak działa rozmowa;
    ja być może się mylę, ale rzecz cała w tym, byście to wy się nie mylili

  • quar33 19.08.17, 16:49
    brz_a_sk
    Oczywiście problem ma partner. Osoba BPD nie ma problemu (bo przecież ma zaburzenie BPD...).
    Dla Was faktycznie (przy takim myśleniu) nie ma już szansy... :(
    Ponowię pytanie: I Wy piszecie i deklarujecie, że "chcecie z tego wyjść"? Naprawdę? Serio???
    Ale po co się sami oszukujecie? Nigdy nie wyjdziecie z tego (właśnie m.in. przez takie myślenie). :(

  • brz_a_sk 19.08.17, 09:09
    głupia jesteś
    przepraszam
    ale tak jest na razie
    cóż mam napisać więcej , że nie wystarczy chcieć?, że tu nie ma się o co założyć z Tobą?
    no nie masz zielonego pojęcia jeszcze i mgła jak mleko i po omacku ... wiec stąpaj ostrożnie i nie szarżuj dla dobra wszystkich

    z BPD jedno jest pewne tylko im więcej wiemy tym poczucie naszej niewiedzy wzrasta; i nie w niezwykłości rzecz ale w zapętleniu pewnie

    ponownie polecam Fromma - warto wiedzieć kiedy kochanie jest proste, by pojmować i to trudne tak kochanie jak i bezkochanie
  • lilywhitepuzzel 19.08.17, 19:28
    Ciekawe są wypowiedzi.
    Momentami trafne jak nigdy.
  • lilywhitepuzzel 19.08.17, 19:30
    Ciekawe są wasze wypowiedzi.
    Momentami trafne jak nigdy. I właśnie dzięki temu jestem analogicznie zweryfikować, w którym miejscu ja popełniam błędy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka