Dodaj do ulubionych

Po czasie nie jest lepiej...

12.06.18, 10:15
Bylam z facetem z borderline. Zyliśmy 10 lat w wolnym zwiazku. Od poczatku cos bylo nie tak, ale ja bylam zakochana slepa miloscia.....
Zdiagnozowala go wlasna siostra i potem psycholozka do ktorej poszlismy na terapie par. To byl stracony czas, ale na poczatku gdy oczarowal terapeutke przekonalam sie jaka wielka on ma sile. Ale nie o tym ma byc.
Rozstalismy sie, a w zasadzie ja ucieklam, zabierajac osobiste rzeczy, kilka naczyn i samochod. Stary. Udalo mi sie go namowic tylko na to ze zamieszkam w jego mieszkaniu. On mial nasz dom i wszystko inne. Potem, dzieki cudowi chyba ale tez wplywom jego matki, ktora wowczas jeszcze byla po mojej stronie, oddalam mu pol domu za male mieszkanko. I od tego momentu sa problemy. Jestem osoba publiczna a on opowiada ze okradlam go ze wszystkiego, ze zabralam wszystko co cenne, ze jestem podlym czlowiekiem, zlodziejka, przemocowcem, ze go zdradzalam. Mieszkamy w nieduzym miescie a on, z razji zawodu, zna mase ludzi, tych na stolkach. I zaczal swoja krucjate wraz z nowa kobieta, ktora mnie kompletnie nie zna ale wszystko o mnie wie lepiej niz ja sama...Oboje opowiadaja o mnie klamstwa, z ktorymi sobie nie radze. Niedawno dowiedzialam sie ze moja bratowa tez dziala na moja niekorzysc ( on jej sie zawsze podobal) tak bardzo ze nawet moja mama, zawsze zachwycona bratowa, jest zbulwersowana.
Ale jak sobie z tym radzic? To burzenie mojego wizerunku, takze zawodowego jest robione w bialych rekawiczkach. Nikt nie bedzie swiadczyl w sadzie, bo te wersje powaznie rozwazalam.
Mam 50 lat, nie wyprowadze sie do innego miasta, bo mnie na to nie stac, wszystkie oszczednosci sa na niego. Ale nie o kase chodzi tylko o to, że on mnie oczernia, nsizczy, rujnuje mnie psychicznie. Mijamy sie bo mieszkam oboj jego pracy, oboj jego rodziny. Jedyne co, że jego siostra jest po mojej stronie ale co z tego jak bedac miedzy mlotem a kowadlem spotykamy sie tak, żeby brat i mama jej tego nie widzieli.
On teraz bryluje na fb, pokazuje cudne zycie z nowa pania, z ktora jak wszystko wskazuje byl juz gdy jeszcze mieszkalismy razem....nagle pozuje z damska torebka, nagle sawietuje walentynki, nagle wyjezdzaja we dwoje a nei z jego dziecmi , nagle lubi imprezy ze znajomymi....
Wiem że to go bawi, ze ja cierpie, ale ja nie daje rady nie dla jego satysfakcji, tylko dlatego ze to wszystko cholernie boli, a przede wszystkim niszczy mnie jako czlowieka w srodowisku...
Czy jest jakas rada na to by on przestal tak dzialac?
Edytor zaawansowany
  • northern_star 12.06.18, 20:58
    Niestety Bpd zachowują się jak rozkapryszone dzieci. Dlatego jak zaczniesz jakkolwiek reagować to wywołasz efekt przeciwny dla samej siebie. Bo zacznie się gra " głupi" ..."nie Ty głupszy"..." a ty zawsze +1".

    Jak dziecko zaczyna klnąc i zareagujesz to wiadomo że będzie to robił non stop bo pomyśli że to jest czymś fajnym. jak nie zareagujesz udając ze nie słyszysz to przejdzie to bokiem.

    Ja też miałem podobne przeprawy czyli "czarny piar" ale nie reagowałem bo wiedziałem że to wszystko to bzdury i że prawda zawsze się oborni. Były mówione o mnie rożne bzdury ale ja starałem się na to patrzeć tak że jej tylko chodzi o zwrocenie uwagi na siebie. Było nie raz nie fajnie ale nie ragując i stąpając twardo po ziemi udało mi sie to przetrwać. Brzydko mówiąc wbiłem "lache" w te wszystkie wypociny i jak ktoś w nie wierzy to jego sprawa. Ja mam do tego mega dystans bo wiem że to wszystko to jedna wielka kretyńska sciema BPD.

    Nie walcze z idiotami bo szkoda mi na nich czasu. Bo nigdy nie wiadomo kiedy głupi żartuje :)

    Dlatego musisz uzbroić się w cierpliwość nie nie walczyć tylko przeczekac ze swiadomościa tego jaka jesteś. A nie jaką on Cie przedstawia.

    Niestety to jest konsekwencja związania się z nie właściwą osoba wiec musisz teraz wziętość za to odpowiedzialność.

    Powodzenia i głowa do góry.




  • manka50 12.06.18, 22:00
    Dziękuję. Ten wpis był po to żebym nie czuła się taka samotna w tym wszystkim.... To jest trudne bardzo dawać sobie rade. Wiem że wpakowałam się w złą znajomość. Naiwnie. Ale on naprawdę potrafi być cudnym aktorem i nabierają się wszyscy. I że teraz pora za to zapłacić. Bardzo słono.
  • tymczasowy_login01 15.06.18, 07:25
    No nie jest lepiej. To znaczy jest ale zapomnieć się nie da. Współczuję Ci; ja przynajmniej nie wpakowałem się w jakieś kupowania mieszkań, kredyty itd. Jakoś mimo swojego zaangażowania im dłużej to trwało tym bardziej byłem przekonany, że jakbym się nie starał to i tak w końcu wszystko pi$#%dolnie. Takie to jest "życie" z borderami - w domu koszmar ale na zewnątrz nikt w to gówno nie uwierzy. Swoją drogą dziwne, że jeszcze nikt tu nie napisał jak bardzo jest to Twoja wina i, że wiedziałaś w co się pakujesz oraz, że o bordach nie wolno mówić źle bo są biedni i chorzy.
  • manka50 18.06.18, 15:46
    Masz rację, że nikt nie wiedzy. Oni są chorzy ale nie chcą się leczyć, na terapii wyzwał terapeutkę że takie g.... go nie interesuje, bo powiedziała coś, co mu nie pasowało. Chory chce się wyleczyć, przynajmniej próbuje. My za nich tego nie zrobimy. Nie jest naszą winą, że tak postępują. I nie wiedziałam, pewnie Ty też nie, że to chora osoba. Bo potrafią czarować długo. Do pewnego momentu, gdy wiedzą, że mają Cię w garści. A jeśli uciekniesz, będą cię niszczyć do końca. On ma kolejna kobietę i to dodaje mu jeszcze więcej siły chyba, żeby mnie, jak obiecał, zniszczyć....
  • leda16 18.06.18, 22:47
    manka50 napisała:

    > Masz rację, że nikt nie wiedzy. Oni są chorzy ale nie chcą się leczyć,

    Borderline jest głębokim zaburzeniem osobowości a nie chorobą psychiczną, więc z czego on miałby się leczyć? Zresztą im, psychopatom, socjopatom ich własne zaburzenia nie przeszkadzają. Przez nich cierpią wyłącznie inni ludzie, nie oni sami.


    . My za nich tego
    > nie zrobimy. Nie jest naszą winą, że tak postępują.


    Postępują tak, jak im na to pozwalacie. Nie nakłaniać do leczenia,nie zmieniać, tylko po prostu odejść. To jedyne wyjście z tak patologicznego związku. Zmienić możecie tylko same siebie, na terapii. Ich nigdy.




    I nie wiedziałam, pewnie Ty
    > też nie, że to chora osoba.

    No, gdyby każdy łajdak, zdrajca i egoista był chory, po świecie sami "chorzy" by chodzili :) Po prostu bordery, socjopaci i psychopaci nie nadają się do stałych związków, na mężów ani ojców. Gdy się znudzą kochanką bądź żoną, rychło stracą dobre maniery.

    Bo potrafią czarować długo. Do pewnego momentu,

    I właśnie tylko do tego momentu można z takim siedzieć, po czym kopnąć w zdradziecki zadek i odejść z podniesionym czołem. Broń Boże "uciekać", bo wówczas pomyślą, że się boisz t tym bardziej będą Cię ścigać i grozić, pewni bezkarności. To ich podnieca, bo czują się jak lwy, które wietrzą krew.


    > On ma kolejna kobietę i to dodaje mu jeszcze więcej siły


    A cóż Cię to obchodzi? Jego kobiety już nie Twoja sprawa.

    chyba, żeby mnie, jak
    > obiecał, zniszczyć....


    Wierzysz w jego obietnice, jak malutkie dziecko w złą babę Jagę. To też błąd myślowy, który sporo nerwów Cię kosztuje a korzyści nie daje żadnych. Pozbyłaś się łajdaka i ciesz się z tego zamiast lamentować, że "on ma nową kobietę". A niech ma. Już chyba wiesz, że on nie dla Ciebie.




    --
    www.pmiska.pl
  • rosalinda2 16.06.18, 19:02
    Witam. Ja w swojej bliskiej rodzinie mam osobę którą podejrzewam o bpd. Zdanie zmienia jak w kalejdoskopie. Wybuchają awantury. Bywa że dłuższy czas jest spokój a tu awantura i to o rzeczy sprzed kilku lat które już dawno mamy za sobą i były wyjaśniane. To ja wychodzę na najgorszą, która gierki stosuje by jej zaszkodzić. Rodzina orientuje się że z nią coś nie tak i mają dystans do tego co mówi, ale jej znajomi uwierzą jej. Po prostu tak przedstawi sytuację że to ona jest poszkodowana a inni źli. Zmęczona jestem bo zakłóca mi spokój z nienacka pisząc sms "dlaczego zniszczyłaś mi życie?" Żąda wyjaśnień. Jak nie chcę nic mówić to wnerwia to ją, ale jak już coś odpowiem to jest to dla niej przyznanie się do winy bo "tylko winny się tłumaczy". Do mnie konkretnie kiedyś powiedziała: "powiedziałam to świadomie by cię zniszczyć". Miewa też czasowe urojenia. Mówi że coś się wydarzyło ale podaje sprzeczne informacje więc nawet nie wiadomo czy taka sytuacja miała miejsce. O lekarzu nawet nie chce słyszeć bo twierdzi że problemu z nią żadnego nie ma choć jej życie to rozsypka. Jedyny sposób na osobę z bpd to ignorancja. Udawaj że cię to nic nie rusza nawet jak jesteś zdenerwowana. Nie daj się sprowokować bo to nakręca taką osobę. Co do dziewczyny twojego byłego to nie obawiaj się prędzej czy później szydło wyjdzie z worka i ona sama zauważy że on ma problem. Borderline na początku jest słodki ale po bliższym poznaniu przestaje się hamować bo byle co wyprowadza taką osobę z równowagi. Są spokojni kiedy inni zawsze są tacy jak oni chcą i na wszystko przystają a tak nie da się żyć. Pozdrawiam.
  • manka50 18.06.18, 15:47
    dokładnie....jest jak piszesz. Mam wrażenie że są wybitnie uzdolnieni - grają lepiej niż ktokolwiek swoje role....
  • leda16 18.06.18, 22:51
    manka50 napisała:

    > dokładnie....jest jak piszesz. Mam wrażenie że są wybitnie uzdolnieni - grają l
    > epiej niż ktokolwiek swoje role....


    Oni nie grają, oni tacy są - manipulacyjni, z atrofią uczuciowości wyższej, niezdolni do empatii, współczucia, samokrytycyzmu, chimeryczni, nie zrównoważeni, itd. Ty nie zakochałaś się w nim, tylko w swoich wyobrażeniach o nim, które zderzenia z rzeczywistością nie wytrzymały. Facet, którego kochałaś, faktycznie nie istnieje.

    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 17.06.18, 14:45
    Zajmij się kobieto swoim życiem i swoimi problemami zamiast obsesyjnie koncentrować się na jego kłamstwach, jego znajomych, jego nowej kochance, zazdrościć mu imprez, walentynek i "cudnego" życia. Po prostu chłop żyje pełnią życia, bo pewnie do 60-tki mu niedaleko a i kostucha wiecznie czekać nie będzie. Za pół domu mogłaś mieć całkiem spore mieszkanie w innym mieście, a jak już chciałaś uciekać, to z oszczędnościami na swoim koncie a nie na jego i nie do jego mieszkania. Piszesz, że dałaś mu pół domu, ale przecież druga połowa nadal należy do Ciebie, więc na co czekasz? Mieszkanie wynajmij, wprowadź się tam z powrotem i graj mu na nosie. Albo tę połowę domu Wietnamczykom wynajmij. Mafii wietnamskiej boi się nawet polska policja. Zdrada bynajmniej nie oznacza, że to border. Każdy facet zdradza jak znajdzie lepszą i młodszą od tej, z którą 10 lat żyje na kocią łapę. Rada jest oczywiście jedna - Ty zacznij działać w swoim interesie, zamiast naiwną cierpiętnicę strugać, jakbyś wczoraj z Księżyca spadła a jego "działania" ignoruj.

    --
    www.pmiska.pl
  • manka50 18.06.18, 15:53
    Myślę, że sama masz problem z sobą, bo nie czytałaś ze zrozumieniem, ale rozumiem - widocznie coś Cię zabolało, w tym co napisałam. Wtedy byś wiedziała, że diagnozę nie ja postawiłam.
    Uciekłam bo nie wyrabiałam, może Ty byś potrafiła, ale .....oceniasz lecz czy byłaś w takiej sytuacji? Czy wiesz jak to jest co dnia byc traktowanym podle ? Czy plotki w małej mieścinie zniszczyły Twoje życie? Czy wiesz jak to jest żyć z kimś chorym na swoje ego? Mnie to boli i nie umiem walczyć. A sobą się zajmuję, bez tego bym już dawno skoczyła z mostu.
  • leda16 18.06.18, 22:27
    manka50 napisała:
    Wtedy byś wiedziała, że di
    > agnozę nie ja postawiłam.


    A co to za różnica? Nie jest ważna jego diagnoza, etykietka, łatka, którą ktoś tam przykleił, tylko jego stosunek do Ciebie i Twoja reakcja na niedopuszczalne zachowania. Rozumiem, że chcesz się wyżalić akurat na tym forum i szukasz akceptacji dla swojej bierności.


    > Uciekłam bo nie wyrabiałam, może Ty byś potrafiła,


    Myślę, że tak, a wiesz dlaczego,? Bo mam inny charakter niż Ty i poczucie bezpieczeństwa, również finansowego, wiążę z umowami i kontraktami a nie ze ślubami na prześcieradle.


    ale .....oceniasz lecz czy b
    > yłaś w takiej sytuacji?


    Nie, ponieważ jestem twardą babą, która umie liczyć przede wszystkim na...siebie.


    Czy wiesz jak to jest co dnia byc traktowanym podle ?


    Wiem i w sposób bezwzględny, przebiegły, podstępny, zaczynałam traktować tę osobę jak wroga. Natomiast Ty pewnie od początku weszłaś w ten związek z zaniżoną samooceną, dlatego później tak bardzo przejmowałaś się plotkami, pozwoliłaś, żeby dodatkowo Cię dołowały, zamiast je olać. No i wierzyłaś w niego, zamiast w siebie.


    Czy wiesz jak to jest żyć z
    > kimś chorym na swoje ego?


    A zmuszał Cię ktoś do takiego życia? Sama dokonałaś wyboru, więc weź za ten wybór odpowiedzialność. Mazgajenie się nic Ci nie pomoże.


    Mnie to boli i nie umiem walczyć.


    Zepsuty ząb też boli a wówczas się go usuwa i po bólu. Jeszcze możesz iść na psychoterapię i nauczyć się walczyć. Nikt za Ciebie walczył nie będzie. Masz mieszkanie, połowę domu, pewnie jakiś zawód, jesteś zdrowa, finansowo niezależna. To dużo, jak na początek.


    A sobą się zajmuję
    > , bez tego bym już dawno skoczyła z mostu.


    Z powodu jednych szmatławych chłopskich portek? Dopiero miałby satysfakcję. No ale to cała Ty, jedną szkodę już sobie zrobiłaś naiwnym, bezkrytycznym zaangażowaniem. Nie wystarczy? Teraz jemu zrób szkodę - zacznij cieszyć się życiem.




    --
    www.pmiska.pl
  • manka50 19.06.18, 08:06
    Leda, pamiętam Cię chyba z dawnych czasów, gdy zanim poznałam tego z borderline, a więc naprawdę lata temu, pisałaś ludziom podobne uwagi. Masz święte prawo mieć swoje opinie, ale uwierz, że metoda "pałą przez łeb", którą stosujesz, nie działa na każdego. Zapominasz, że ludzie są RÓŻNI. Nie wszyscy są twardą babą jak Ty. Nie wszyscy są tacy wybitni i potrafią nie pakować się w problemy, nie wszyscy mają grubą skórę. Są wrażliwcy. Po prostu są, tak samo jak twarde baby.
    Ja należę do wrażliwców, dlatego zadałam się z borderlinem. Nie miałam zamiaru siebie krzywdzić, zakochałam się w kimś kto udawał kogoś innego. Po prostu. To ludzkie, nie sądzisz?
    A tu wylewam żale bo czasem każdy potrzebuje wsparcia. A bardziej ZROZUMIENIA, bo zna problem. Nie mam rodziny, a tzw. przyjaciółki, no cóż, odkąd jestem sama to jakoś mniej czasu mają.....Zresztą nie w tym rzecz.
    To tyle, Leda.
  • leda16 19.06.18, 10:06
    Zawsze mnie zdumiewają ludzie, którzy wolą cierpieć rozdrapując własne rany, zamiast zmienić siebie, swoje poglądy i nastawienia do świata. Niestety, nikt niczego lepszego na problemy takie jak Twoje nie wymyślił. Psychoterapia też Ci nie odpowiada, bo wymaga ogromnego wysiłku myślowego ze strony pacjenta. Ale wątpię, czy wspieranie kogoś w jego błędach, prowadzi do czegoś dobrego. Poszłaś z nim na terapię bo liczyłaś , że on się zmieni, a to nie tędy droga. Nadal nie chcesz zrozumieć, że niczego nie udawał. Udawałaś sama przed sobą, że on jest identyczny jak Twoje wyobrażenia o nim. Nie ma ze strony mężczyzny miłości trwałej i niezmiennej, atrakcyjności seksualnej aż po grób. Ta ostatnia mija zwykle bardzo szybko. A jeżeli nie ma również przywiązania, przyjaźni, szacunku, kobieta zawsze zostaje z niczym.

    --
    www.pmiska.pl
  • brz_a_sk 19.06.18, 13:57
    manka50 napisała:

    > Leda, pamiętam Cię chyba z dawnych czasów, gdy zanim poznałam tego z borderline , a więc naprawdę lata temu, pisałaś ludziom podobne uwagi. <
    hm i tak spokojnie to konstatujesz? czytałam na co należy w życiu uważać, ale ja po swojemu zrobię i wpakuję się w problemy? a tak przy okazji to ponad 10 lat temu czytałaś Ledę - to jest bardzo możliwe ale czujnie pytam, czy na pewno?


    >Masz święte prawo mieć swoje opinie, ale uwierz, że metoda "pałą przez łeb", którą stosujesz, nie działa na każdego. Zapominasz, że ludzie są RÓŻNI. Nie wszyscy są twardą babą jak Ty. Nie wszyscy są tacy wybitni i potrafią nie pakować się w problemy, nie wszyscy mają grubą skórę. Są wrażliwcy. Po prostu są, tak samo jak twarde baby. <

    zanim weszłaś w związek, na który dziś szukasz rady, znałaś zasady? czytałaś przestrogi? i Ty swoje postępowanie nazywasz wrażliwym? poszukaj właściwego słowa, nie dla forum i czytelników, dla siebie; radą jest właśnie to apelowanie byś sobie postawiła lustro i spojrzała w nie z pytaniem co ja najlepszego narobiłam, bo mam w d. ostrzeżenia, uwagi czy wiedzę innych; nie chodzi o to, ze ktoś inny ma genialny sposób, ma jakiś, a Ty obalasz ten jedyny jaki dostałaś i brniesz w co??? we wrażliwość???
    tu pojawi się pytanie NR 1 - wrażliwa osoba wkręca w związek osobę z BPD? serio pytam, wiem jak to dla szukających łatwych ścieżek w życiu brzmi; albo jest się z osobą zaburzoną i wie się na czym polega jej problem i decyduje się na to, cholernie trudne ale właśnie wrażliwe wspieranie; albo ma się w nosie zaburzenie jak problem, jako wyzwanie, zadanie itd a korzysta się z cukierków jakie daje obcowanie z osobami BPD; (jak ktos ma gotową uwagę, że plotę to niech sobie odpowie na pytanie co go kręciło w osobie BPD - co go przy niej trzyma i co z mózgu wyjść nie chce - nie spotykam tu osób uzaleznionych od przemocy, bo tak bywa, ale większość uzależnia się od super uwagi osoby BPD, jej przenikliwości i jej genialnego dawania poczucia wartości w fazie idealizacji ... na spokojnie możemy o tym popisać, ale z używaniem logiki i refleksją, co wkręca tak skutecznie w związek z osobą z BPD!?! no nie czary przecież!

    > Ja należę do wrażliwców, dlatego zadałam się z borderlinem. Nie miałam zamiaru siebie krzywdzić, zakochałam się w kimś kto udawał kogoś innego. Po prostu. To ludzkie, nie sądzisz? <

    naprawdę tak rozumiesz swój problem? tak rozumiesz zaburzenie BPD - że to udawanie? ok ludzkie jest błądzenie ale chyba szukasz sposobu nad odbłądzenie a nie zwalanie winy na partnera i dodatkowo te majątkowe pierepałki - chyba tu z wrażliwością kolizja; a moze tu nie było cienia BPD? to bardzo prawdopodobne i Twoje problemy stają w zupełnie innym świetle; ale wiemy tyle ile napiszesz; czy zależy Ci na spójności myśli, wnioskach, refleksji? chyba tak

    > A tu wylewam żale bo czasem każdy potrzebuje wsparcia. A bardziej ZROZUMIENIA,
    bo zna problem. Nie mam rodziny, a tzw. przyjaciółki, no cóż, odkąd jestem sama to jakoś mniej czasu mają.....Zresztą nie w tym rzecz.
    To tyle, Leda. <

    i tu popatrz czym ma być wsparcie??? w czym wsparcie?
    czym ma być zrozumienie - chyba nie aprobatą katastrofy na własne życzenie, stało się, zagapiłaś się, oszukiwałaś się, itd - chyba to jest ważne by zrozumieć co sobie narobiłaś???
    to nie jest gwałt tylko Twój ZWIĄZEK, koszmarnie nazwany wrażliwym - chyba sama nie czytasz tego z aprobatą?
    gdzie byli Twoi dobrzy znajomi? gdzie są? podkreślę nie złośliwie, ale byś się ocknęła - wrażliwie wycięłaś swoich dobrych znajomych? ( wiadomo jak BYWA, razem kosi się okolicę, w tym czasem wiązanie trudnych związków - samotność zamieniona w nienawiść do otoczenia ... też dobry temat do rozmowy, BY SIEBIE POJĄĆ )
    masz milion pytań DO SIEBEI - jak to się stało, że jesteś tu gdzie jesteś i jedyne na co potrafisz zebrać siły to na odpowiedź osobie, która pisze - halo ogarniaj się w tym i tym i tym, bo tak się nie da żyć; i chyba ma rację - nie daje recepty jak możesz żyć ale mówi TU MASZ PROBLEM!?! tak?

    początek wychodzenia z druzgocącego związku to pewność: teraz wszystko zależy ode mnie, a exowi życzę życia usłanego różami, by nigdy nie docierały od niego kłopoty i tyle;
    świadoma praca nad sobą to zapowiedź wychodzenia na prostą, reszta gwarantuje taplanie się w błocie i to uporczywe;

    może we wszystkim się mylę, ale umiem pomagać tylko tym, którzy biorą na siebie odpowiedzialność za SIEBIE i powoli uwalniają się od SWOICH problemów; pomysł na dopasowanie świata do siebie wydaje mi się za trudny;

    może leda16 jest zbyt radykalna, a ja zbyt wymagająca - ale tu panuje pluralizm - korzystasz z wpisów które oceniasz jako przydatne - mnie może się tylko wydawać, że wiem o co Ci chodzi oczywiście
  • manka50 19.06.18, 14:05
    hm.....
    1. wchodząc w związek, co juz podkreslałam dwa razy -NIE WIEDZIALAM ze to osoba z borderline, dowiedzialam sie o tym na terapii par, na ktora poszlismy zaraz przed moją ucieczka z domu po pewnym zdarzeniu
    2. myślę, ze Leda doskonale poradziłaby sobie z uwagami co do jej osoby, a Ty bawisz sie w adwokata - po co?
    3. nie znasz mnie na tyle zeby ocenic moja wrazliwosc - kilka zdan tutaj to troche za malo na taki radykalizm w ocenie, nie sadzisz?
    4. nie przeszkadza mi krytyka, ale nie pasuje mi walenie mnie mlotem, bo mam wrazenie ze ktos swoje problemy wywala na mnie
    5. jezeli kogos kochasz to, uwierz, usmieracanie tej milosc zdrowym rozsadkiem nie jest proste.
    6. pozdrawiam i życzę więcej łagodności, ja ją lubię najbardziej. polecam

  • brz_a_sk 19.06.18, 20:16
    nie zakładaj, ze ja piszę cokolwiek dla wsparcia Ledy - nie;
    nie traktuj tego co piszę jako ataku - bo stracisz szansę wykorzystania tego co MOŻE mieć dla Ciebie znaczenie;
    chyba żadne "rób tak dalej" nie interesują Cie;
    masz problem i chyba szukasz wyjścia na prostą;
    wybierz co Ci się przyda a na resztę nie zważaj;
    nikt Cię tu nie zna, nie mam pojęcia czy cokolwiek z tego co piszesz ma przełożenie na obiektywny realny świat i nie ma to znaczenia, tu można odnieść się do tego co napisane i jak opisane i tyle;
    o sprzeczności w tekście warto dopytać, wtedy masz szansę sam popatrzeć na to co się wydarzyło i jak to opisujesz;
    radykalizm jest w Twojej sytuacji życiowej- zaliczyłaś klapę i to Ty ją opisujesz, szukasz wyjścia to potrzebne Ci jasne konkretne słowa i terapia; szukasz tu ściemy - to ostrożnie, wpadniesz we własne sidła zaraz wkręcisz się w kolejny związek , zanim zauważysz to co Cię pokonało;

    pytanie jest jedno dla Ciebie ważne - zaliczyłaś katastrofę i szukasz wyjścia w rozsądną stronę czy wystarczy Ci - "no wiesz tak się zdarza, jakoś to będzie, kup sobie pyszne ciacho, nowe buty i nie przejmuj się" serię takich mogę z rękawa, tylko że szkoda na to czasu, masz juz 10 lat w plecy i warto z tego wyciągnąć wnioski;

    tak czy owak Ty i tylko TY wybierasz co Ci się przyda - olej moje zbędne uwagi i skorzystaj z tych, które Ci potrzebne; tylko Ty odpowiadasz za swoje życie i za wybór znajomych, przyjaciół, doradców;
    po prostu akurat Tobie nie odpowiada takie podejście do życia - nie przejmuj się, ludzie są różni, ważne jest to byś siebie słuchała nie innych; nie mozżna lubić wszytskich na świecie , trzeba wybrać kilka osób - na tym to polega
    POWODZENIA, może Ci się udać lepiej niż komukolwiek tu się śniło - tego akurat jestem pewna;
  • leda16 22.06.18, 12:01
    manka50 napisała:

    > hm.....
    > 1. wchodząc w związek, co juz podkreslałam dwa razy -NIE WIEDZIALAM ze to osob
    > a z borderline,


    Nadal nie rozumiesz o co mi chodziło. Nieważne jaką ktoś ma etykietkę - border, neurastenik, schizofrenik czy psychopata. Natomiast ważny jest jego stosunek do Ciebie i do innych ludzi. Parafrazując, Hitler też był dobry dla swoich kochanek...I napisałam, że dla kochanki każdy facet jest "dobry" dopóki mu się nie znudzi. Wówczas Twoim pierwszym obowiązkiem było zabezpieczyć swoje interesy, zamiast wlec go na terapię. Na terapię należało iść SAMEJ i porozmawiać z psychologiem o tym, co Cię niepokoi.


    > 2. myślę, ze Leda doskonale poradziłaby sobie z uwagami co do jej osoby, a Ty b
    > awisz sie w adwokata - po co?


    Burza nie broni mnie, bo ja doskonale sama potrafię to robić, broni Ciebie przed postawą, którą można nazwać "chowaniem głowy w piasek" i zrzucaniem na niego odpowiedzialności za własne problemy.


    > 3. nie znasz mnie na tyle zeby ocenic moja wrazliwosc - kilka zdan tutaj to tro
    > che za malo na taki radykalizm w ocenie, nie sadzisz?

    Myślę, iż Burza wie o Tobie tylko tyle, ile byłaś uprzejma nam napisać. Uważam, iż bardzo dużo, żeby z potoku żalów i pretensji wyłuskać Twoje błędne postawy wobec problemów i wskazać Ci po to, abyś mogła je skorygować. Zamiast "dziękuję", stała się kolejną adresatką Twoich pretensji.

    > 4. nie przeszkadza mi krytyka, ale nie pasuje mi walenie mnie mlotem, bo mam wr
    > azenie ze ktos swoje problemy wywala na mnie


    Tak to postrzegasz? Mnie osobiście przypominasz klientki, które przychodzą na I spotkanie z terapeutą, rozsiadają się wygodnie i mówią: "No cóż, taka już jestem, nadwrażliwa, (słaba, bezbronna...) róbcie coś ze mną..." I oczekuje współczucia, głasków, dopieszczenia...Niestety, nie na tym psychoterapia polega.


    > 5. jezeli kogos kochasz to, uwierz, usmieracanie tej milosc zdrowym rozsadkiem
    > nie jest proste.


    A kto Ci każe cokolwiek "uśmiercać"? Kochaj go sobie do grobowej deski, ale przy współżyciu z partnerem czy mężem, kieruj się zawsze rozumem zamiast uczuciami i szanuj siebie. Inaczej nawet on nie będzie Cię szanował.


    >życzę więcej łagodności, ja ją lubię najbardziej. polecam


    No cóż, wchodząc tutaj, nie miałam świadomości, że Forum to koncert życzeń, a Dyskutanci akceptują wyłącznie treści, które sami chcą przeczytać. Przepraszam :(




    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 22.06.18, 11:34
    brz_a_sk napisała:
    > może leda16 jest zbyt radykalna, a ja zbyt wymagająca - ale tu panuje pluraliz
    > m - korzystasz z wpisów które oceniasz jako przydatne -


    Powiem tylko, że nie miałam odwagi napisać Koleżance tego, co Ty. Uważam, iż nie dojrzała jeszcze (i może nie dojrzeje nigdy), aby uwierzyć, potraktować jako pewnik, iż facet skrzywdził Ją tylko tyle, na ile SAMA MU NA TO POZWOLIŁA. Stąd to przerzucanie odpowiedzialności na niego, traktowanie jako gracza, oszusta. Rzeczywiście - nie można grać choroby (choć bordery nie są chore bardziej niż Ty czy ja ;) )




    --
    www.pmiska.pl
  • brz_a_sk 19.06.18, 11:26
    manka50 napisała:

    > ... Od poczatku cos
    > bylo nie tak, ale ja bylam zakochana slepa miloscia..... <

    to jest pierwsze pytanie, z którym warto się zmierzyć, przed czym uciekamy nurkując czy w miłość, czy pracę, czy cokolwiek; co w nas jest naruszone, czemu swoją wartość warunkujemy czymś/kimś z zewnątrz; problem nie jest w szalonym zakochaniu się, zauroczeniu, takiego uczucia szukamy (zwłaszcza w młodości) wszyscy, prawie wszyscy, problem leży w tym, że wsiąkamy w uczucie które generujemy z rozpędu nie widząc, że nie ma w co sie angażować ... w skrajnych przypadkach on bije, jest durny i chamski, a my z powodu swoich problemów psychicznych wkręcamy się tym bardziej im bardziej jest źle; gdy sprawa dotyczy pracy nie miłości bywa, że siedzimy u pracodawcy, który ewidentnie nie płaci i tworzymy motywację z tego, że jest nam coraz więcej winien, pozwalamy się traktować fatalnie i sami sobie wymyślamy bajeczkę czemu tam MUSIMY tkwić;
    nie musimy wiedzieć wszystkiego, ale to że z każdej sytuacji trudnej, niejasnej należy zwiewać na bezpieczną odległość i POPATRZEĆ PRZYTOMNIE musimy pamiętać; kiedy taka złota myśl tylko się tli to niestety udusimy ją, zamiast ucieczki, uruchomimy potężny mechanizm dokręcjący nas, izolujący od przytomnych - zrobimy wielką tajemnicę z tego co robimy na własną szkodę!!! taki mechanizm znamy, przecież słyszeliśmy nie raz i mimo to często tak się zachowamy - jak dziecko molestowane, które słyszy ale nikomu ani mru mru to nasza słodka tajemnica, jak rodzina alkoholika - żeby się tylko sąsiedzi nie dowiedzieli, żeby w pracy, żeby inne dzieci - przecież znamy te mechanizmy, a sami siebie przed nimi nie umiemy ochronić, ba my działa w ten chory sposób!!!
    kiedy brniemy sami sobie zdając sprawę że to my leziemy w bagno wieć rozwalmy szczątki poczucia wartości i budujemy mechanizm - 'jak on ze mną beznadziejną wytrzymuje' , ba robimy kolejny krok - tylko on mnie trzyma przy życiu bez niego ... chyba się zabiję;
    tę pętle zakłada sobie ofiara sama, krok po kroku siedzi w tragicznej sytuacji i ZA NIC NIE DAJE SIĘ Z NIEJ WYRWAĆ ; ofiara, sam swoich błędów staje się dla siebie nikim; przestaje być dla siebie człowiekiem, identycznie jak w anoreksji, alkoholizmie, hazardzie - traci dla siebie szacunek, traci wszystko - znika ja=człowiek; poczucie winy jest tak wielkie, nie do udźwignięcia, ze zaczyna sie tworzyć listy winnych, złych ludzi, wrogów, popada sie w izolację, nie widzi się wyjścia, wszelkie szanse ratunku zabija się we własnej głowie;

    wstań i wyjdź, po pierwsze WYJDŹ, z bezpiecznej odległości przypomnij sobie , że świat wokół trwa, bez ciebie i niewiele się zmienił trzeba spojrzeć z dystansu, przypomnieć sobie, gdzie można dostać POMOC - ratunek; złapać grunt i mimo, że się nie wierzy w nic - dać sobie pomagać!

    wydaje się, że jakieś kroki zrobiłaś, ale świadomości tego co masz w SOBIE zdewastowanego i dlaczego taki proces się mógł odpalić chyba jeszcze jest dla Ciebie niedostępna; świat jest jaki był i taki zostanie; Ty wkręciłaś się w związek zły albo trudny i to jest ważne - jak się naprawić i zrozumieć kiedy odsuwasz swoje niezbywalne prawa na rzecz kogokolwiek ...

    każdemu zdarza się fantastyczna miłość, każdemu zdarza się kontakt z osobą zbyt wpływową, ale siłę i mądrość chronienia siebie w złych sytuacjach musimy docenić w sobie;

    co dziś może pomóc, nie popieram ale widzę jak skuteczne - spojrzenie i ocena partnerów poprzednich i następnych naszego exa :( bywa, że widzi się ich błędy, że bardzo źle, bezlitośnie się ich ocenia; jeśli szuka się wniosków dla siebie, są na talerzu wtedy;

    trudne jest odbudowywanie szacunku dla siebie, poczucia godności, wartości przy równoczesnym uświadamianiu sobie, że współuzależnialiśmy się, z jakichś powodów ulegaliśmy emocjom, zachowaniom, sytuacjom, których nie akceptujemy, za wszelką cenę ranienie - dlaczego? poco - o to są pytania;
    terapia, wiedza, siła wewnętrzna pozwala zobaczyć realną sytuację, ocenić szkody, znaleźć przyczyny i pytać o ratunek swojego środka duszy;
    zmienić możemy tylko siebie, czasem takimi zmianami dajemy przykład, impuls i zmienia się ktoś obok nas - np nasze dzieci! - nie od trucia ale od dobrego przykładu :)

    na razie opisujesz co w życiu poszło nie tak - trzeba zmierzać do mostu na którym zostawia się swoje błędy, słabości i winy, winy wobec siebie ... potem już jest z górki, ostrożnie pracowicie ale z sensem

    kiedyś na tym forum osoby z BPD bardzo pomagały zrozumieć siebie partnerom, pokazywały mechanizmy, pokazywały co nie działa - bo osoby z BPD nie są potworami, są nadwrażliwe i super wyedukowane życiem i terapią, widzą więcej i rozumieją więcej, chociaż tak trudno im sobie pomóc - w tym dramat tego zaburzenia; nie wystarczy wiedzieć, trzeba mieć 'odruchy' ...

    zamieściłam w sąsiednim wątku coś o socjopatach - warto czasem zastanowić się jak to jest czuć się świetnie mimo krzywdzenia otoczenia/bliskich a czuć się z tym okropnie i marzyć o tym by być 'dobrym człowiekiem' i zdawać sobie sprawę, że cierpimy i zadajemy cierpienie bliskim;

    pochopnym jest wrzucanie do jednego worka ludzi z różnymi problemami - jeden idzie i depcze kwiaty, bo ma je w dupie póki nie przynoszą mu korzyści, drugi idzie na palcach bo uwielbia kwiaty ale nie widzi ich, bo brak mu ostrości widzenia

    może warto czasem pomyśleć, że w osobach z BPD nie bez powodu się ludzie zakochują i nie mogą potem bez nich żyć - osoba z BPD może mieć bardzo różne cechy i bywają to ludzie wielkiego serca i inni, zdewastowani swoim zaburzeniem; czasem rzuca się 'pewnie to BPD', bo są jakiekolwiek kłopoty, a to generalna bzdura; osoby z BPD są nadwrażliwe i nademocjonalne - a nie cyniczne, ... trzeba szukać sposobu na rozpoznawanie ludzi wokół nas; zupełnie czym innym jest uzależnienie się od przebiegłego psychopaty, inny jest jego cel ... to dla partnerów, to dla ofiar ma znaczenie czy wkręcają się w pułapkę sadysty czy zakochują się w osobie z BPD - to są zupełnie inne mechanizmy; warto wiedzieć, z korzyścią dla siebie i dla osoby np z BPD czy DDA czy czymkolwiek innym; związek to zawsze problem relacji między dwoma osobami i każda ma mnóstwo do zrobienia po traumatycznych przejściach; (nie bez powodu w Stanach uczy się w podstawówce dzieci z DDA jak żyć, daje się im siłę rozpoznawania swoich problemów; to dziala! u nas wszystko idzie na żywił i szokiem jest że córka alkoholika rozumie najlepiej alkoholika i pakuje się jak zaprogramowna w katastrofę, albo z człowieka bez żadnych skłonności do picia robi alkoholika - swoimi schematami zachowań rozwala jego poczucie wartości, jego moc ... NIE ZAWSZE TAK JEST!!! ale zbyt często tak bywa, by olewać to, by nie ratować się zawczasu!
    podobnie przecież jest z biciem dzieci - przecież nikt rozumny nie aprobuje przemocy! trzeba być słabym gnojem, pozbawionym wartości w dzieciństwie, by podnieść rękę na kogokolwiek; cóż kto bije dzieci akceptuje przemoc i wobec siebie - to ci krzywdzeni przez szefa, molestowani, poniżani i odreagowujący w domu (albo odwrotnie, też tak bywa przecież cham w robocie, potulny w domu)
    wstawiłam kilka przykładów, prostych - bo okazuje się, ze to jak się zachowujemy jest dość proste do ujęcia w tabelki , widać co komu szwankuje - naprawić trudno; część schematów mamy wdrukowanych na stałe - okazuje sie, ze tak jak nie mamy szans przestać oddychać, prawie nie mamy szans się przestać bać, czy bić dziecka ... trzeba o siebie zawalczyć, pierwszym krokiem jest zrozumienie siebie - wtedy rozumiemy i innych a nie oskarżamy
    ofiarą jest dziewczynka z DDA, która i robi ze związku piekło, bo tak ma wyrzeźbione w sobie schematy;

    najlepiej to widać gdy nie zauważamy NASZEGO przełącznika - miedzy litością dla dziecka maltretowanego i nagłą zmianą zestawu słów dla tego człowieka gdy ma 14-16-wiecej lat i zaczyna robić to czego za naszą aprobatą się nauczył z sierotki my przerabiamy go na potwora zasługującego na krę śmierci; komu brak logiki? chyba
  • manka50 19.06.18, 14:15
    ....wszystko co nas dotyka nie jest proste, czasem sami je- prawda - komplikujemy. Mój były potrafi być przeuroczy, czym zjednuje sobie ludzi; jest dla nich cudny a za plecami nazywa ich bydłem - póki nie podsłyszą osobiście, nie uwierzą. Piszę o tym, bo zakochałam się w uroczym facecie. Byłam wtedy na zakręcie zawodowym i miałam wrażenie że to z nieba wsparcie przyszło. Póki nie sprzedałam mojego domu i nie kupiliśmy wspólnego, było ok. Potem zaczęło sie piekło - przestałam być niezależna lokalowo i .....pierwsze problemy. Buntował pracowników w mojej firmie, których znał przeeciwko mnie - to wyszło teraz, ja mu opowiadałam o poroblemach a on "doradzał" - najbardziej ze mnie nienawidza wiec powinnam rzucic pracę. I tak dalej. Nikt nie wierzył że rzucil moim telefonem gdy nagrywalam jak sie zachowuje. Uciekłam kiedy nastawil jego dzieci przeciwko mnie - wychowywaliśmy je kilka lat razem. Były małe nie dałyby się tak nakręcić, ale nastolatem w wieku buntu.....okazało się że jestem nikim, nie mam prawa zwracac uwagi - nikomu.
    Przełącznik ja/on zadziałał za pożno. Ale byłam za słabo gnebiona. Gdy wyrzucił mnie z domu któregoś dnia, otrząsnęłam się. Ale wtedy miał już kogoś. To podobno norma że border ma zawsze jakąś "zakładkę". Ale to bez znaczenia akurat.

    Mam teraźniejszość, pracuję, szukam pomocy, wsparcia. Tylko źle na mnie działa obrzucanie kamieniami. Nawet jeśli są małe a cel szczytny.
    Rozumiesz? Zamykam się i uciekam. Jak przed byłym, brzydze się przemocą, choćby jej namiastką.
  • brz_a_sk 19.06.18, 19:54
    nikt Cię kamieniami nie obrzuca - tu jest tyle ile sam o sobie i swojej sytuacji napisałaś;
    sama nie akceptujesz tego co Ci się przydarzyło, chyba o tym jest to co piszesz;
    nikt nie musi uważać, że takie życie jest fajne i o tym ja piszę

    chcesz pomyśl czy zdarzyło Ci się słyszeć takie uwagi i przypomnij sobie jak reagowałaś - to dla Ciebie ważne, dla Ciebie nie dla mnie

    poznajemy człowieka po tym jak mówi o innych, jak traktuje innych kiedy nas uwielbia - ot tylko tyle; nie wiem co dokładnie znaczy Twoje zdanie; często bywa tak, że zafascynowani kimś nie zwracamy uwagi na to co ważne, wkręcamy się w styl bycia partnera, nie razi nas to co za chwile spotka nas - innej możliwości nie ma i to warto wiedzieć;
    "Mój były potrafi być przeuroczy, czym zjednuje sobie ludzi; jest dla nich cudny a za plecami nazywa ich bydłem"
  • manka50 20.06.18, 01:18
    Tak, masz rację. Nie widziałam tego co było w nim. Złapałam się na lep. Jak inni. Ale bardziej. No miłość była ewidentnie ślepa. Mam o to żal do siebie. Bo naiwność mnie zgubiła. Wiara że wszystko złoto co się świeci.
    Masz rację, biorę wszystko za bardzo do siebie. Muszę przyznać się sama przed sobą, że spotkała mnie porażka. A wiesz dlaczego tak mnie ona boli i te słowa krytyki tutaj? Bo jestem idealistka a to naprawdę nie rozsądne. I muszę to zmienić, a nie chcę. To jak oswajanie dzikiego konia..... Trudne. Czasem niemożliwe.
  • brz_a_sk 20.06.18, 08:00
    na razie nie wiesz czego chcesz i bronisz się przed sobą - chyba
    to trudny okres
    żyjesz czymś czego nie ma, ba czymś czego nie było;

    choć mój sposób na taki trudny czas nie jest certyfikowany, tzn można go wypróbować na własne ryzyko, dopasować do swojego pomysłu na życie; zweryfikować na terapii itd;
    mnie się wydaje, że zadbanie o siebie, pielęgnowanie tego cię przeżyło ale tak budować szacunek dla siebie i ludzi, nie dewastować ale zrozumieć jak najwięcej; podzielić czas który mija na te dobre chwile i te warte odłożenia na bok; nic co nam się przydarzyło nie jest nieważne, jest nasze i to my możemy z tym coś zrobić;
    ponieważ kilku osobom się to udało i choć wszystko człowiek musi sam zdecydować, sam ze sobą na sam poustalać i pilnować przez jakiś czas by się nie rozsypać, nie pomieszać to wiem, że pytania jakie podrzucałam miały i mają znaczenie; każda z osób wybrała trochę inna drogę i wie ze wszystko może zmieniać; pozostaje ludziom prawo do zdziwień, szansa na przyglądanie się sobie i akceptacja tego, że nie chodzi by być idealnym ale by być sobą i nie wyrzucać do kosza własnego życia ... nie ma co szarżować i cwaniakować może się nic wspanialszego nie przydarzyć itd
    co ciekawe przydarza się, choć gwarancji nie ma;
    każdy bierze co chce i robi z tym co chce, ważne chyba jest to pogadanie o tym kim chcemy być i czemu to jest trudne, bywamy dla siebie nieznośni ... wtedy dowalamy komukolwiek - to jest bezsensu i chyba to pierwszy schodek
    zrozumieć że agresja jest wyrazem naszego smutku i samotności - czyli bida na pokaz, sygnał - źródło wielu porażek nieporozumień, a takie to proste - nie chodzi o to, ze łatwo to zmienić, o nie, ale łatwo zauważyć ...
    da się wyjść z najgorszych tarapatów trzeba tylko dać SOBIE szansę
    każdy kroczek się liczy, byle to był nasz krok - trzeba siebie przed sobą uratować zdaje się :)
  • manka50 20.06.18, 08:13
    Próbuję, co dnia. Tylko rządzi we mnie poczucie pustki i brak motywacji, z tym sobie nie radzę. Nie chce mi się sprzątać, iść do ludzi. Zmuszam się do pracy, bo na szczęście mam ogromne poczucie obowiązku. Może i ono sprawiało że tyle czasu nie wychodziłam z toksycznego związku? Chcialabym najbardziej....zapomnieć. Nie pamiętać niczego, co było. To nierealne z wielu powodów. Poczucie straty, porażki, obdarcia .....Chciałabym być teraz zimna i gruboskórna, ale to też nierealne.
    Robię malutkie kroki. Kiedy tylko czuję, że nachodzą mnie wspomnienia i nostalgia, zmieniam myślenie, szukam jakiegokolwiek tematu. Protestuję, gdy ktos do niego nawiązuje. To małe sukcesy....
  • trust21 20.06.18, 09:31
    Nie musisz być wcale zimna i gruboskórna. Wystarczy że będziesz mądrzejsza. Tym bardziej, że nastolatką nie jesteś i doświadczenie życiowe masz. Związki toksyczne wciągają i uzależniają, czesto ładujemy w nie sporo, dlatego później jest tak trudno z nich wyjść - tym bardziej jeśli trwają tak jak u Ciebie latami. Mie wyszłaś już wcześniej z tego związku, bo masz jakiś wewnętrzny problem, który Cię w nim trzymał. I to już jest sprawa do przepracowania na terapii. Teraz jest Ci trudno, wpadaszcw stany depresyjne, nie tylko z powodu straty, która boli, ale także dlatego, że osoba którą kochalaś i której zaufałaś Cię rani i macha Ci przed nosem niwym "szczęśliwym" życiem z nową partnerką. Ale pomijając to że jest zaburzony, ten facet to zwykły palant, nie wart tego co przezywasz w związku z nim. No i skoro ma stwierdzony bpd, to niech w koło to wszyscy wiedzą że jest psychicznie zaburzoby. Wtedy może inaczej będą podchodzić do jego rewelacji na Twój temat.
  • manka50 20.06.18, 09:55
    Terapia tak, zdecydowanie, bo spadam w dól i widzę to dziwne tempo spadania....coraz szybsze. We mnie jest małe dziecko, niedopieszczone, niedokochane - to wiem z terapii par. Ten związek mnie spalil do reszty i na początku kompleksy i ból niekochania z dzieciństwa zniknął, ale były sprawiał pod koniec że wrócił z podwójną siłą. On atakuje przez moje słabe strony, zna je doskonale.
    Ludzie nie uwierzą w jego zaburzenia, bo gra świetnie, dopiero gdy kogoś skopie mentalnie, obrazi a teraz po rozstaniu to długo nie nastąpi, ponieważ dba by on był tym męczennikiem, a ja ta świnią, a dodam ze pijar robi wspaniale. Wiele bliskich mi osób nie wierzy do dziś. Czarujący border potrafi przekręcić na swoje nawet mniej doświadczonego terapeutę.....
    On czerpie siłę z dowalania mi, ja trzymam fason co mnie kosztuje całą energię. Praca trzyma mnie przy zyciu, ale i tutaj różowo nie jest. A co najgorsze, pojawiają się jacys dawni koledzy, dziwni adoratorzy i koledzy z pracy, odkąd rozeszło się, że jestem sama. Ja och grzecznie spławiam, ale ich obrażona duma kompletnie mi nie pomaga bo taki obrazony odrzucony to kolejny gostek opowiadajacy jaka ja jędza jestem....Małe miasteczko huczy. A ja się zaczynam kulić.....
    Jutro pierwsze spotkanie z psychologiem. Zaczynam walczyć o siebie, ale nadal do wyleczenia się z przeszłości długa droga.
  • trust21 20.06.18, 10:10
    Nie chce nic mówić, ale z Twojego opisu wynika, że Twój były to wręcz podręcznikowy przykład osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Narcyzi są tacy bezwzględni. Potrafią też natychmiast się odbudować i wejść w nowy związek, machając nim orzed nosem byłemu partnerowi. A jak było w Twoim domu rodzinnym? Były tam jakieś uzależnienia, patologie itd?
  • erma74 20.06.18, 11:09
    Widze manka50, ze chyba w podobnym miejscu jesteśmy. Zapraszam do mojego wątku "Chyba uwolniłen się od partnerki z BPD" Powodzenia i wytrwałości w walce z demonami przeszłości!
  • manka50 20.06.18, 11:10
    Mój dom był ..zimny. Patologii nie było, dzisiaj mogę to powiedzieć z całą stanowczością. Ale to był dom pełen dyscypliny, chłodu i braki miłości. Jestem jak ojciec, otwarta na ludzi, pozornie wesoła a tak naprawdę wstydliwa i wycofana. Mama raczej typ chorążego - wiecznie wymagająca, niezadowolona, malkontentka. Nie lubiłam domu rodzinnego. Wyprowadziłam się bardzo wcześnie. Mam brata, który zrobił to samo. Chociaż jemu okazywano przynajmniej że jest mądry, ładny i zdolny. Mnie wmawiano zupełnie odwrotnie. Dlaczego? Nie wiem. Może w myśl folozofii, że córka powinna zostać w domu, być sama, żeby zajmować się na starość rodzicami? Takie zdanie usłyszałam swego czasu. Od obojga. To był moment, kiedy wyniosłam się z domu, bo nie pozwolili mi iść do wymarzonej szkoły. Potem te relacje były poprawne. Ale miłość do rodziców.....szczerze powiem, że nie czułam, raczej obowiązek, więź krwi. Nic więcej. Facet miał mi zrekompensować ten deficyt miłości. Były mąż był dużym dzieckiem, kochał ale pił, uprawiał hazard. Nie był złym człowiekiem, ale nie potrafił zwalczyć swoich rosnących słabości. Ten drugi miał borderline. Dziś każdy następny mężczyzna będzie mial trudno, bo nie wiem czy jeszcze zaufam.
  • manka50 20.06.18, 11:11
    ....wlasciwie była patologia, zle napisałam. Brak miłości to też parologia...
  • trust21 20.06.18, 12:54
    No właśnie. To już widzę, że zdajesz chyba sobie sprawę z tego, gdzie tkwi problem. Wygląda chyba na to, że związkami chcesz się naprawiać. Chcesz, aby partner zasypał tę dziurę uwagi i miłości, której nie zaznałaś od własnych rodziców. A to jest bardzo niezdrowe podejście do związków. Związki nie są po to, by się nimi naprawiać, nadrabiać deficyty z dzieciństwa. Do tego niskie poczucie wartości, przekonanie, że na miłość należy zasłużyć, i tragedia gotowa. Dlatego może masz tendencję do ''trudnych związków'' i zaburzonych, uzależnionych lub niedojrzałych partnerów. Bo tak by to wyglądało - najpierw mąż, teraz ten typ. Sporo pracy przed Tobą na terapii.
    A co do Twojego byłego... Narcyzi potrafią czarować i manipulować. Są w tym niezwykle dobrzy, i potrafią urobić niemal każdego. Dla nich jest też ważny ich zewnętrzny wizerunek, o który bardzo dbają i są gotowi zniszczyć każdego, kto ten wizerunek może im zepsuć. Teraz przyłóż to do swojego związku...
    ----------------

    Oczywiście wszystko to co piszę, to tylko sugestie, Ty wiesz sama najlepiej, ''co w trawie piszczy''.
  • manka50 20.06.18, 13:02
    I niestety to wszystko racja. Wydawało mi się, że mam kontrolę, że nie buduję związku w ten sposób, bo jestem silna. Tak myślałam do rozstania z byłym. Z mężem nie, bo problem wydawał się prosty - uzależnienie i zachowania teściowej, która zamiast pomagać wpychała syna w destrukcję.
    Teraz mam nadzieję, z tą swiadomością, będzie mi łatwiej się poukładać, ale czy uda mi sie pokochać samą siebie????
  • trust21 20.06.18, 13:30
    Świadomość własnych problemów jest podstawą w procesie leczenia. Myślę, że dobra terapia powinna Ci pomóc zaakceptować i pokochać siebie i wzmocnić Cię. Terapia pozwoli Ci zrozumieć pewne rzeczy i je uporządkować.
    Związek powinien być dodatkiem do Twojego życia. Nie deską ratunkową i relacją w której się zatracasz. Akceptacja i pokochanie siebie oraz zdrowe poczucie własnej wartości to dobre zabezpieczenie przed różnymi toksycznymi magikami takimi jak Twój były.

    Polecam Ci tez ten kanał. Znajdziesz tam sporo informacji, które Ci się przydadzą:
    www.youtube.com/channel/UCnW831OQ8mHtWsXzX1dw7Lg
  • manka50 20.06.18, 13:33
    Dziekuję, objejrzę :-)
  • leda16 22.06.18, 12:30
    trust21 napisał(a):
    No i skoro ma stwierdzony bpd, to niech w koło to wszyscy wiedzą że
    > jest psychicznie zaburzoby. Wtedy może inaczej będą podchodzić do jego rewelac
    > ji na Twój temat.


    Wtedy "wszyscy, którzy wiedzą" łącznie z psychologiem, który taką "diagnozę' postawił, wystąpią w sądzie w charakterze świadków strony poszkodowanej zniesławieniem, czyli jego. Nie rozumiesz Kolego, że takich informacji nie wolno podawać, nawet w formie plotki, pod groźbą sprawy karnej o zniesławienie?! Chcesz, żeby jeszcze wyrok karny sobie na głowę ściągnęła i za kryminalistkę robiła?

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 22.06.18, 12:44
    A od kiedy to my jesteśmy kolegami leda że się tak do mnie zweacasz? Po drugie o jakim zniesławieniu piszesz skoro takie zaburzenie ma zdiagnozowane? Zniesławienie. dotyczy nieprawdziwych informacji. Czyli to co on robi jej.
  • leda16 23.06.18, 10:45
    trust21 napisał(a):
    > A od kiedy to my jesteśmy kolegami leda że się tak do mnie zweacasz?


    To powszechnie używany typowo grzecznościowy zwrot na forach dyskusyjnych, więc nie wiem, dlaczego traktujesz go tak osobiście


    Po drugie
    > o jakim zniesławieniu piszesz skoro takie zaburzenie ma zdiagnozowane? Zniesł
    > awienie. dotyczy nieprawdziwych informacji.


    Niekoniecznie. Jeśli np. jestem cenionym inżynierem w branży konstrukcji stalowych, miałam załamanie nerwowe i trafiłam na leczenie do szpitala psychiatrycznego a Ty rozbębnisz o tym fakcie w moim zakładzie pracy i wśród moich znajomych narażając mnie na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mojego zawodu, poniesiesz karę na podst. art.212 kk. "§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności,
    podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności." Penalizowany jest w tym wypadku sam fakt rozgłaszania danych wrażliwych a nie kwestia ich prawdziwości. Analogicznie będzie, jeśli osobę znaną Ci spotkasz przy pracy w agencji towarzyskiej i napiszesz o niej w internecie z imienia i nazwiska, że to k...a, na jej wniosek też zostaniesz ukarany.
    Nie strugaj więc wała twierdząc, że taka deprecjonująca społecznie diagnoza, w dodatku podana przez osobę trzecią do wiadomości publicznej, pozostanie bezkarna.



    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 23.06.18, 11:04
    Ja myślę że ty czegoś nie rozumiesz lub zrozumieć nie chcesz. Ja nie napisałem żeby wszystkim w koło mówiła jakie dokładnie zaburzenie ma i historię jego choroby. Chodziło mi o to żeby zwracała uwagę że on jest zaburzony i żeby nie brać jego rewelacji na poważnie. A to nie jest zniesławienie, i to nie tylko dlatego że akurat on diagnozę ma. Poza tym wariat raczej nie pójdzie się sądzić że wariatem nie jest, bo w sądzie szybko okaże się że tym wariatem jednak jest. Analogicznie jest z osobą zaburzoną. Więc nie martw się już na zapas niepotrzebnie. Co do kolegi, to ja twoim kolgą nie jestem ( a po tym co tu wypisujesz to nawet bym nie chciał być) więc nie strugaj idiotki i nie udawaj że nie wiesz o co chodzi.
  • trust21 23.06.18, 11:15
    Dodam jeszcze że to on wobec niej dopuszcza się znieważenia, produkując oszczerstwa wobec niej, więc też powatpiewam w to żeby poszedł na drogę sądową bo każdy kij ma dwa końce. Wariat to wariat, ale wariat głupi nie jest. Ale jak widać autorka tego wątku nie potrafi zrobić z tym porządku i pozwać typa.
  • leda16 22.06.18, 12:23
    manka50 napisała:
    Póki nie sprzedałam m
    > ojego domu i nie kupiliśmy wspólnego, było ok. Potem zaczęło sie piekło - przes
    > tałam być niezależna lokalowo i .....pierwsze problemy.



    Przecież to typowe dla każdego psychopaty - kochanie, sprzedajmy twój dom i kupmy coś RAZEM. W ten sposób zaledwie kochanek, na dodatek dzieciaty, ma współudział w Twojej hipotece bez jakiegokolwiek wkładu z własnej strony i...ma Cię w garści. Po Twojej śmierci dziedziczy on i jego bachory, chyba, że wcześniej zostaniesz z tego domu wykurzona co stało się właśnie w Twoim przypadku. Tak to jest, głupota kosztuje najdrożej.

    Uciekłam kiedy nastawil jego dzieci przeciwko mnie - wyc
    > howywaliśmy je kilka lat razem. Były małe nie dałyby się tak nakręcić, ale nast
    > olatem w wieku buntu....


    To się w głowie nie mieści! Dałaś obcemu, dzieciatemu chłopu pół domu w prezencie, "bo był czarujący" a z drugiej połowy uciekłaś . Notariusz też pewnie pod jego dyktando pisał...


    > Mam teraźniejszość, pracuję, szukam pomocy, wsparcia.


    A na własnych nogach stanąć nie łaska, nauczyć się walczyć? Cóż Ty maleńkie bobo jesteś, że pomocy oczekujesz?


    Zamykam się i uciekam. Jak przed byłym,


    Przed psychoterapią b-p też pewnie uciekasz, zamiast zrozumieć, że to, co Cię spotkało jest wynikiem tylko Twojej głupoty.




    --
    www.pmiska.pl
  • erma74 22.06.18, 12:47
    Czytam to wszystko i przerażony widzę siebie, jakim mogłem zostać. Tez planowałem sprzedać dom, chcialem zebysmy kupili cos swojego. Takie plany nachodzily mnie po kolejnym rozstaniu, w ramach naprawy naszych relacji. Chciałem napisać testament i ująć ją w nim. Zimny kubeł wody i rady psychologa powstrzymały mnie od tego wszystkiego. Ale emocjonalnie wciąż nie mogę odkleic sie od toksyny. Czy sam czas przy mojej wydaje mi się silnej woli i chyba mocnej psychice pozwoli kiedys (kiedy?) zapomnieć?
  • manka50 22.06.18, 13:18
    Ja sprzedałam mieszkanie, kupiłam wspólny dom, napisałam testament. I chyba wtedy właśnie zaczął się ten etap, który zakończył się katastrofą. Wczesniej miałam mieszkanie - własny azyl, ale namawiał mnie na coś wspólnego .Tak samo tego chciałam. Miał być ślub itd. Po zakupie nagle to wszystko zaczęło się oddalać, bo ja okazałam się...inna. Tak mówił, cokolwiek to znaczyło. Wszystko poświęciłam tej relacji i to był błąd.
    Dlatego dobrze, że udało Ci się tego uniknąc. Bo poza traumą emocjonalną jest jeszcze katastrofa finansowa. Obie potrafią zniszczyć doszczetnie.
    Mnie tez wydawało się, że jestem silna.....Dałam radę uciec, ze stratami jakie poniosłam. Ale podnoszę się, trochę upadam, ale chyba jednak coraz wyżej noszę głowę z nadzieja, że kiedyś bedzie normalnie. I BĘDZIE. Tobie tez tego serdecznie życzę.
  • leda16 23.06.18, 10:01
    erma74 napisał:

    Zimny kubeł wody i rady psychologa powstrzymały mnie o
    > d tego wszystkiego.


    I Twoje szczęście, że potrafiłeś z tych rad skorzystać. Ci, którzy nie potrafią, mają w plecy.




    --
    www.pmiska.pl
  • manka50 22.06.18, 17:14
    Leda. Nie uciekam przed odpowiedzialnością. Pisałam na początku o swojej ślepej miłości. Nie myślałam rozumem tylko sercem które należało otworzyć ale nie tak szeroko.
    Mam świadomość, iż dałam się zrobić w bambuko. Oczywiście. Wiem. To nie znaczy że jestem teraz silna baba która radzi sobie z emocjami. Nie radzę.
    Moja psycholog wczoraj powiedziała że żyje tym co było a mam tym co jest. Tego się uczę. Malutkimi kroczkami. Za małymi być może. Ale są.
    On mnie skrzywdzil a ja mu na to pozwolilam. Ok. Ale to też go nie usprawiedliwia. W tym, co robi TERAZ. Gdy mam go gdzieś.
  • leda16 23.06.18, 10:13
    manka50 napisała:
    > Moja psycholog wczoraj powiedziała że żyje tym co było a mam tym co jest. Tego
    > się uczę. Malutkimi kroczkami. Za małymi być może. Ale są.


    Słusznie Ci powiedziała, chociaż ja próbowałam Ci napisać to samo. Widać przekaz bezpośredni, werbalny, lepiej trafia do świadomości. Żyjesz przeszłością i jesteś jak człowiek w żałobie...po stracie partnera, ale przede wszystkim po stracie własnych marzeń.

    > On mnie skrzywdzil a ja mu na to pozwolilam. Ok. Ale to też go nie usprawiedliw
    > ia. W tym, co robi TERAZ.


    No cóż, zdrada ani nikczemność nigdy nie zasługuje na usprawiedliwienie. Jednak ona jest trwale wpisana w model postępowania niektórych ludzi, niekoniecznie borderów czy psychopatów. Zdrada jest typowa wyłącznie dla ludzi moralnie nikczemnych, a moralność z chorobą nie ma nic wspólnego. Uważam, że nawet zdrada seksualna nie jest tak plugawa, jak właśnie to, co ten facet zrobił Tobie.




    --
    www.pmiska.pl
  • manka50 23.06.18, 17:25
    Dziękuję, to wszystko prawda. Faktycznie, może rozmowa face to face jest dla mnie lepsza, widzę człowieka, jego twarz, łączę to z tym co mówi. Ale racja, że psycholog powiedziała to samo - na pewno spokojnie i łagodnie, bo mnie trochę zna ;-)
    A zdrada....święte słowa.
  • norma.morterson 20.06.18, 12:48
    Po czasie jest lepiej. Jest nareszcie dobrze. Uwolniona od toksycznego związku zaczynasz żyć. Przede wszystkim nie reaguj. Bądź ponad to. A jak zacznie Ci być naprawdę źle to pomyśl ile energii on Tobie poświęca i jeszcze "każe" to robić swojej nowej kobiecie. Zerwij z nim kontakt bo on się karmi Twoim bólem. A znajomym uwagi na swój temat zbywaj milczenie, pobłazliwym uśmiechem lub jakiś zartem. Nie wchodź w dyskusję. Czasami będziesz zmuszona powiedzieć zeby się odczepili. Ale nie zastanawiaj się chroń siebie i mysl tylko o sobie. To działa.
  • manka50 20.06.18, 12:59
    Mam nadzieję, że tak, ze to wszystko kiedyś się skończy. Ludzie są dla niego pożywką bo chłoną plotki z radością i zaangazowaniem. To nie o nich, więc super. Polacy lubią żyć życiem innych pod dywan zamiatając swoje brudy. Staram się byc ponad, ale czasem nie daje rady....Za dużo dla mnie, bo widzę jaki jest efektywny....

    Nie mam z nim kontaktu, zablokowałam telefon, media społecznościowe. Nie chcę niczego z nim wspólnego, chociaż to nie takie proste z racji lokalizacji. Nie mogę nic zmienić w tym zakresie, wiadomo - kasa. Najchętniej bym stąd wyjechała, ale to nie jest w moim wieku takie proste - nie jestem półwiekową jedyną specjalistką w ważnej dziedzinie, tylko przeciętną "Kowalską".

    Ale masz rację, wiem. Dziękuję :-)
  • brz_a_sk 20.06.18, 12:55
    zaufać warto sobie i to najpierw;
    póki szuka się z kim podzielić się winami, na kim uwiesić się zaufaniem ( bo zaufaniem obdarza się dla własnej wygody - o tym pisałam wcześniej, może kogoś to przekonuje/interesuje) to nie idziesz w dobrą stronę;
    póki szukasz kto miał podobnie, bo w grupie jesteśmy uniewinnieni ...
    to nie robisz nic dla siebie;

    masz prawdopodobnie depresję i ona ma swoje objawy, utrudnia, ale kiedy sobie zdasz sprawę, że w żałobie każdy ma depresję w jakimś stopniu, i to nie jest przeszkoda, by się gramolić do życia, bo jest jak jest i co dalej trzeba zdecydować;
    i nikt za nas nic w naszej głowie nie zorganizuje; żadne zaklęcia nie zadziałają; a sztuczny optymizm, niebezpiecznie oszuka;

    im więcej problemów sprzed związku, im więcej ściemy w lokowaniu przyczyn poza sobą, im więcej trzymania się "bo ja się tak starałam" tym dalej od światła; nie trzeba czuć sie winnym ale warto zacząć być świadomym i odpowiedzialnym - chyba inne osobie nie oddalibyśmy się pod opiekę;

    to że ex świetnie sobie radzi powinno motywować do ogarnięcia się, a nie szukania w nim wad - te wady kupowaliśmy i nie da się udawać, że nie; trzeba uwierzyć, że bez kuli u nogi musi nam być łatwiej, lżej i rozsądniej; obawiam się, że dla wielu ta bariera jest nie do przekroczenia - jak to tak, że odchodzi od nas osoba z problemami, ma prace, plany, sukcesy, zarabia, kończy ekskluzywne studia itd trudno tę żabę łyknąć;
    jesli komuś pomaga świadomość, że osoby głęboko zaburzone a tak jest przy BPD zawsze wspinają się na Everest to bierzcie to pod uwagę i że tak powiem nie zazdrośćcie - cała para w siebie, na pewno jest nad czym się pochylić; i nie ma co liczyć na sukces trwały w trymiga, tak to nie działa; lata złego związku to lata naprawiana się + oczywiście to z czym wpakowaliśmy się w taki związek, to też lata;
    prysznic nie wystarczy, choć znam optymistów, chyba wydaje im się że tak sprytnie da się :)

  • manka50 20.06.18, 13:32
    Sobie najtrudniej, wiesz o tym....Ja sobie ufam ale za mało w siebie wierzę. I owszem, za dużo było ode mnie, dla innych, pod nich itp. Za mało było wymagania dla siebie - od siebie samej i od innych też.
    Owszem, wkurzam się sukcesami eks, ale nie że je ma tylko dlatego że powstają także moim kosztem. Chodzi o satysfakcję, którą ma gdy mi rozwala życie, w tym zawodowe. Dzieki temu, że pracuję długo już w tym samym miejscu, mam jeszcze tę pracę, znają mnie i mój profesjonalizm. Aczkolwiek plotki nie przynoszą niczego dobrego w służbowych relacjach.
    Szybko wyleczyć się z tego związku nie da. Musiałabym wyjechać stąd daleko i zacząć od nowa. Jestem na to za stara, a przede wszystkim za "zwykła" zawodowo, nie mam szans na coś co pozwoli mi się utrzymać.
  • brz_a_sk 20.06.18, 14:55
    otwórz się na ludzi w pracy;
    masz problem, bo piszesz, że Cie znają a wiesz, ze Cię nie znają - chyba - tak?
    Twój związek był owiany tajemnicą? jak w rodzinie z problemem alkoh.?
    teraz chciałabyś by ludzie Ci wierzyli, szanowali Cię i nie wiesz jak z tamtej wersji pełnej tajemnic przejść do tej prawdziwej? jeśli coś jest na rzeczy to moim zdaniem warto poczuć się odpowiedzialna i winną tego zamieszania - warto ludzi przeprosić i powiedzieć mam kłopoty, wiem, ze macie wiele wątpliwości, rozumiem że stałam się przyczyną zamieszania - jeśli ktoś chce o coś zapytać to odpowiem - tylko tak mogę próbować rozwikłać te sytuację. i na pewno nie chodzi o zwierzenia, wywlekanie ale o ułatwienie ludziom zrozumienia jak z osoby np zaufanej stałaś się osobą kręcącą, zaplątaną w koszmarny związek itd; nie wszędzie i nie zawsze to się udaje ale nie znam innego sposobu w gronie, które się towarzysko zna; ludzie obdarzeni zaufaniem i szacunkiem odwdzięczą się, byle nie zalać ich swoimi problemami oczywiście;
    przemyśl
  • manka50 20.06.18, 16:11
    Nie, mój związek nie był tajemnicą, nie było powodu. Może jedyny problem, że on miał pieniądze którymi epatował i to nie przysporzyło mi przyjaciół - bo kasa dzieli. Zawsze trudno było zaprosić znajomych, bo on miał migrene albo coś musiał zrobić, a potem juz tylko było że sobie nie życzy. Ludzie uznali że stałam się zamknięta w sobie, a pewnie to przez te pieniądze. Nikt nie wiedział, bo i po co, że te pieniądze sa zawsze tylko jego i jego dzieci. Ja nie mówiłam nic co złe, bo najpierw tego nie widziałam a potem wstydziłam się mówić o tym nawet najbliższym, a jak spróbowałam to i tak nikt nie uwierzył. Och, przecież on chciał zrobić imprezę, tylko Mani coś wypadło, zle się czuła, abo nie powiedziała mu o niczym.
    W najbliższym gronie współpracowników powiedziałam że jest nie tak, bo widzieli sami że przychodzę do pracy inna, zamyslona a potem zapłakana. Nie, bez detali ale wystarczająco by nie zadawac pytan. Bo wcześniej kłamałam że to choroba. Ale z czasem nie umiałam już ściemniać. Ci co mnie dobrze znają wiedzą, ale.....Jest wielu innych zyjących plotkami. One są o tyle krzywdzące , że dokładanie rzeczy jakie nie miały miejsca, przez samego byłego, a nastepnie kolejnych przekazujących są frustrujące.
    Powiedziałam tym co trzeba że się rozstałam i proszę o uszanowanie mojej prywatności. Nie chcę jak on opowiadać każdemu klientowi całego życiorysu w wersji jaka mi pasuje. Nie chcę też tak zachować się wobec współpracowników.
    Tylko tyle miałam potrzebę. Uważałam że tak jest ok.
  • brz_a_sk 21.06.18, 07:21
    ok
    trzeba wybierać tak by nam było z tym dobrze;
    gdybyś potrzebował coś zmienić, opowiadam o innych możliwych rozwiązaniach;
    Twoje życie z problemami było tajemnicą, sam na razie zaprzeczasz sobie, ale tak to jest, układasz się z tym co się powydarzało przez 10 lat; ( ... związek nie był tajemnicą, nie było powodu ... - ... Nikt nie wiedział, bo i po co, że te pieniądze sa zawsze tylko jego ... potem wstydziłam się mówić o tym nawet najbliższym, a jak spróbowałam to i tak nikt nie uwierzył ... ) nie wytykam Ci tylko próbuję pokazać na co możesz spojrzeć i powoli zamieniać swoje złe doświadczenie w swoją moc;
    nie szukaj szczegółu by się przede mną obronić, ja nie jestem tu ważna; sobie stawiaj pytania i szukaj swojego aha no kurcze cos tu zakopałam itd;
    mam niesamowite doświadczenie rozmowy z kobietą, która trzyma cała rodzinę na swoich barkach i nie jest w stanie z nich zdjąć problemu męża, tam trzeba tylko przestać go wyręczać, przestać ukrywać, przestać za niego żyć - ona nie potrafi, tak się uzależniła, że podporządkował wszystko temu zadaniu; i ona tak się stara, ze nie dopuszcza, ze można coś inaczej - a tam trzeba przestać za wszytskich żyć (poszła na terapię i tam pewnie się dowie, ze jako współuzależniona trzyma ten problem rodzinny w ryzach, tam nikt się nie wyrwie - wspaniała kobieta, silna, mądra i jestem pewna, że kiedy odpuści, to wyjdą na prostą; na razie są dla wszytskich wzorową rodziną, a to co czasem wyciekło obrasta milczeniem; strach, że się wyda że to nie mąż jest fantastyczny tylko ona ustawia jego w pozycji złej, a rodzinę topi w graniu, ze jest ok; mają wszystko oprócz prawdy; - tak bywa;

    przy okazji jestem za oddzielaniem życia w pracy od życia prywatnego, jeśli tylko się da warto mieć osobnych znajomych/przyjaciól, osobnych znajomych współpracowników i osobnych sąsiadów - nie żeby się mieli zagryźć gdy się spotkają, absolutnie nie, ale kiedy to funkcjonuje osobno jakiekolwiek potknięcia nie zwalają się na nas jak tsunami; jeszcze jedną super grupą jest rodzinka :) :)
    jeśli chcesz mnie zrozumieć, w sprawie tego informaowania ludzi o Twoim stanie ducha, rodziny, wąłsnej załamce, zrób sobie takie ćwiczenie - wyobraź sobie, że masz w parcy koleżankę, która wydaje się mieć życie ułożone lepiej niż wszyscy, kasa wczasy, dzieci wsio gra, czasem wyczuwa się przekłamanie ale mach się ręką i przychodzi plotka - tam nie było tak jak odgrywała; przyjrzyj się co czujesz, jakie masz nastawienie do niej, czy się odsuwasz o krok czy masz ochotę podejść i powiedzieć - dasz radę dziewczyno, starałaś się dasz radę, coś zmienisz poprawisz i wyjdziesz na prostą ... no raczej nie; natomiast gdyby powiedziała - słuchajcie jestem smutna, posypało mi się to o co dbałam jak umiałam, sorry że przynoszę ten smutek ze sobą do pracy, to moje kłopoty, moja wina, że jest niepokuj ... dlatego jeśli chcecie spytajcie, odpowiem - inaczej mnożą się plotki to zrozumiałe; przykro mi że jestem przyczyną zamieszania - no posypało mi się;
    wcale nikt normalny nie rzuci się do wydłubywania tajemnic, ale zyskasz kilka osób, które skwitują sytuację - dajcie spokój, ma problemy, potrzebne jej dobre słowo, nie dowalajcie jej bo zaraz i wam się coś zesr.
    każda jego plotka trafi na pytanie - hola hola czy na pewno jesteś aniołem? a nie zainteresowanie no dawaj zgnębi tę idealną babę itd
    można powiedzieć ile się chce i dać szansę ludziom zapytać - np słuchaj on mówi, że ogoliłaś go z kasy, on mówi ze miałaś kochanków, on mówi ... masz szansę odpowiedzieć choćby tyle - wydaje się wam to prawdopodobne? i czasem to starczy, a szpanujacy dewastator zaczyna być jedynym wierzącym w swoje bzdury, nakręca się i ośmiesza; oczywiście fan club będzie miał - nawet pewnie wyrwie jakąś koleżankę, która pokocha go takim właśnie - ... ludzie zobaczą wątpliwości, bo docenią Twoje stanowisko;
    w szalonych korpo walka nie wiem jak to działa - szkoda czasu na rozważania, tam toczą się inne gry;

    wszystko co przekazujesz ludziom ma wielkie znaczenie dla nich i dla Ciebie - nigdy już tego się nie odkręci; czas emocji tworzy Twoje nowe życie
    wybieraj po swojemu, wybieraj i bierz na siebie odpowiedzialność za te wybory za sukcesy i pomyłki - tak staniesz na SWOICH nogach

  • manka50 21.06.18, 08:58
    Mialam spotkanie z psychologiem. Społeczność mała, to trudna społeczność. Może dlatego zawsze marzyłam żeby przenieść się do dużego miasta, ale życie tak a nie inaczej się ułożyło, a ja nie pomogłam sobie żeby to marzenie zrealizować. I ok, plotkowanie tylko mnie będzie zawsze dobijało.
    Psycholog powiedziała, że muszę się odciąć, pogodzić z tym zachowaniem byłego, bo on czerpie siłę z mojej złości, na to co robi. Że mam żyć tu i teraz, życiem, które tworzę teraz. Że mogę złożyć sprawę o zniesławienie, jeżeli chodzi o pracę, oczywiście, ale mam wiedzieć jak bardzo to jest ważne dla mnie samej. Powiedziała, że sobie radzę dobrze z tym co się dzieje, a wątpliwości i złe dni są normalne. Obniżony nastrój będzie niepokojący, gdy się zacznie powtarzać, albo gdy nie będzie mijał.
    Co do ludzi. Jestem zachowawcza ale jak powiem, to powiem, to co komuś mówię w pracy to przecież nie wszystkim a na pytania odpowiadam. Pewnie, chociaż i tak nikt nie zapyta, przecież wie swoje :-D
  • brz_a_sk 21.06.18, 20:38
    pilnuj dobrego nastawienia to już 3/4 sukcesu
    myśl jak byś chciała żyć, jak się czuć - zajmuj czas takimi tematami
    wywalaj złe myśli, on nic a nic nie dają
    trudne ale dobre
  • northern_star 21.06.18, 20:40
    Brzask Ci dobrze radzi co powinnaś zrobić i w czym jest problem.

    Ja rozumiem że teraz jest Ci to wszystko ciężko ogarnąć ale nie robiąc nic popadasz w obłęd sytuacji. Nie broń go tak jak teraz to czynisz. Będąc bierna mimowolnie potwierdzasz to wszystko co on na Twój temat mówi. Bo ludzie sobie myślą że się do tego nie ustosunkowujesz bo nie masz czym się bronić.

    On już jest w nowym związku więc nie musisz się z nim niańczyć i rozkładać nad nim parasol ochronny. Bo tak to moim zdaniem wygląda jakbyś się bala go urazić bo się gość obrazi. Niestety takie związki wewnątrz firmowe po rozstaniu kończą się odejściem jednej lub drugiej osoby z danej firmy. Bo tak jakoś dziwnie się robi, nie swojo. Bo jak się nie obrabia drugiej osobie dupy tak pokazuje z nową zdobyczą a serce boli ( tu nie wiem co gorsze).

    Powinnaś wyjść ze swojej ramy ( ryzykując) i spróbować normalnie żyć mimo wszystko. Czyli wziaść życie za pysk i pojsc do przodu i dopiero wtedy zrobisz największy ból swojemu EX jak mu pokażesz że też możesz. Mam tu na myśli zmiene pracy i jeżeli jest taka potrzeba to miejsce zamieszkania. Bo zostając tam gdzie jesteś stajesz się jego więźniem a on to lubi. Jesteś w takim wieku że jesteś w stanie sobie to wszystko jeszcze na spokojnie ogarnąć i będąc jeszcze szczęśliwa. Ale uważam że Ty tego nie chcesz bo boisz się że to zerwie z nim całkowity kontakt a to Cie przeraża. Bo niby chcesz ale niechasz... prawda? Też tak miałem swojego czasu. Przechodziłem przez coś podobnego jak Ty. I wiem że to tnie całkowicie twoja jakaś tam historie i zamyka drzwi. Ale muszisz zrouzmieć że za Tobą z tylu nic juz niema wiec czeka Cie albo paplanie się w tym dalej ja to robisz albo walka o lepsze twoje jutro. Tylko od Ciebie należy jak długo będziesz wstawała z kolan na których teraz jesteś.

    Masz dla siebie być najważniejsza. Nie możesz dać się szmaci. komuś bo on ma problem z sobą. Każdy jest za siebie odpowiedzialny. Dlatego wyłóż kawę na lawę by inni mogli zrozumieć a to przekreśli plotki i spekulacje. A to wymusi by spił wszystko co na Ciebie bez podstawie wylał.

    I to właśnie będzie jego odpowiedzialność za syf który wykręcił. Wtedy tylko do siebie może mieć pretensje o to a nie do kogoś innego.

    Miejsce w jakim będziesz za dwa lata zależy tylko od Ciebie. Pamiętaj o TYM!!!! :) Ja Ci ze swojej strony tylko powiem że warto !! :)


  • manka50 22.06.18, 07:58
    Dziekuję :-)
    Wydawało mi się do niedawna, że wychodzę z doła, z tej traumy, ale nie jest tak wcale. Psycholog stwierdziła, że dobrze sobie radzę ale nadal żyję tamtym życiem. A muszę przestać dawać byłemu siłę swoją słabością. To prawda. Staram się, ale .....
    Zmiana miejsca zamieszkania i pracy w wieku 50 lat nie jest prosta - sorry. Nie mam szans z brakiem kasy, bo to też efekt rozstania, zaryzykować czegokolwiek. Na kasie w bieronce mogę, ale nawet tam wolą młodych. Szukałam pracy już wcześniej, ale zawsze było że jestem super, wyglądam na dychę mniej jednakże......stawiają na młodych i rozwojowych. Trudno się takimi tekstami odbudować.
    Póki co jestem tu i teraz ale powiem Ci, że tłumaczenie nic nie da, ludzie i tak wiedzą co chcą wiedzieć. Ja nie umiem nikomu wchodzić w tyłek, jak były. Ale też nie chcę niczego tłumaczyć, chyba że ktoś pyta. Wtedy mówię. Ale większość i tak za plecami gada co chce. Komu kibicują? Nie wiem, bo to bez znaczenia. Ja jestem wrażliwa, mnie boli wszystko a jego nic, jak zawsze ma to gdzieś. To border.
    Zbieram się na nowo, może tym razem będzie lepiej....Chcę żyć na nowo, ale wiesz czego się boję? Samotności. I nie chodzi o faceta. O ludzi, po prostu.
  • leda16 05.07.18, 11:44
    Jak sobie radzisz Mańka?

    --
    www.pmiska.pl
  • manka50 09.07.18, 17:54
    Leda, witaj..... Radziłam sobie całkiem niezle, do wczoraj. W zasadzie powiem szczerze, do wczoraj byłam z siebie dumna. Zero reagowania, unikanie tematu, brak reakcji na zaczepki moich znajomych i głupie komentarze. Ale wczoraj zadzwonił mój brat. Były nakręcił moją bratowa, która nigdy za mna nie przepadała, uznając za gorszy sort. Dlaczego? po prostu. Jest starsza o 5 lat, a wciąż podkreśla że ona jest dorosła a ja gówniarz. To ostatnie słowo to cytat. Ona mojego byłego wyjątkowo polubiła, może i pokochała, bo nigdy nie powiedziała i nie pozwala nadal powiedzieć złego słowa. Co ważne, widzieli się kilka razy zaledwie, na slubie bratanicy, na pogrzebie jej mamy i dwa razy byli u nas. To wszystko. Teraz okazuje się, że cały czas mieli kontakt a ja wściekłam się że publicznie angażuje się w nowy związek mojego byłego. Przy czym grzecznie napisałam tylko, że życzę jej dojrzałości na fb. I nic ponadto. Rozpętała burzę, nastawiła całą jej rodzinę i bratanice przeciwko mnie, skłóciła z moim bratem a swoim mężem, kazała mu ponadto coś ze mną zrobić i żąda przeprosin. Ponadto przeze mnie rzekomo nie zamierza odwiedzać mojej mamy, a swoje teściowej, co zresztą i tak szło jej kiepsko. Przez 30 lat nigdy nie byli na święta, żadne. Ewentualnie raz w roku na 1 listopada. Dodam, ze mieszkają 200 km stąd i mają 3 super auta. Brat jest wsciekły że sytuacja w domu nie do zniesienia, przeze mnie. Były zaciera ręce, a bratowa triumfuje. Nie daję rady
  • leda16 10.07.18, 10:45
    Skoro masz z nimi tylko kontakt telefoniczny z odległości 200 km, to olej humory jej i brata. Wykaż więcej asertywności, nie tłumacz się, nie usprawiedliwiaj, bratu powiedz, że może zadzwonić, jak... się uspokoi. Masz zawód, pracę, nie jesteś od nich zależna finansowo, tym bardziej od infantylnych smarkul czyli swoich bratanic. Widać typowe dla wiochy reakcje - mają frajdę, że coś się dzieje i jest temat do plotek. Że wrogie nastawienie? To oczywiste - widzą, że jesteś teraz jak pochyłe drzewo, to skaczą. Na FB, jeśli naprawdę żyć bez niego nie możesz, omijaj bratową szerokim łukiem. Zamiast dojrzałości dla bratowej, życz więcej kasy na nowego chirurga plastycznego, bo ten ostatni się nie popisał ;) Kontaktów z Twoim ex i tak im nie zabronisz, więc pozostaje ignorować.

    --
    www.pmiska.pl
  • manka50 11.07.18, 13:49
    Wiem, że masz rację i staram się tak robić. Ale jaki popaprana idealistka nie idzie mi to łatwo. Bratu powiedziałam, że może przyjechać przecież sam. Mój kumpel, znający sytuacje powiedział, że brat jest dupa i tyle. Niestety słuchając brata tez tak myślę. Kopanie to domena eks i mojej bratowej, w zasadzie powiem Ci że sa identyczni w charakterze - pozornie świeci a zabijają w białych rękawiczkach - nie dosłownie ale wiesz o czym mówię.
  • vre-sna 14.07.18, 10:58
    Odetnij się.
    Tu już nic nie ma.
    Jest to trudne
    Chroń siebie
  • manka50 14.07.18, 11:39
    Dziękuję, wiem, to bardzo trudne, bo nawet jesli ja " nie pamiętam", to będąc tu stale ktoś mi przypomina. Ale od kilku dni, po tych tu pisaniach, mam wrażenie że jest mi łatwiej, choć sama nie wiem dlaczego....
  • brz_a_sk 14.07.18, 14:44
    spróbuj tej metody z pilnowaniem, by nie używać słów muszę i nie mogę, a używać chcę lub nie chcę;
    sama ze sobą się w to pobaw; to dużo daje, zaskakuje i zmusza do pomyślenia; daje poczucie decydowania, bywa przerażającym pytaniem jak to to i otym ja zdecyduję i zrobię co chcę bo nie ma żadnego "zmuszacza" wyręczyciela, itd
    bywa trudno ale kiedy wiemy co czemu robimy, ba myślimy jest zdecydowanie lepiej;

    nie znam osoby, która choćby dla zabawy nie zaczęła tej gry i ze śmiechem nie odkrywała swoich nawyków - w kilka osób w pracy warto się powprawiać - pilnować kto kiedy użył zakazanych słów; da się i działa;
    daj znać czy spróbowałaś, ile nazbierałas monet w słoju i czy zauważyłas co to zmienia w Tobie?
  • manka50 15.07.18, 12:05
    Dzięki :-)Spróbuję, słyszałam o tym, ale mam chyba za mało samodyscypliny by robić to jak należy :-) Nie mniej, na pewno lepsze jest chcę niż muszę :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka