Dodaj do ulubionych

Ryzyko agresji w depresji - prostując brednie

06.08.18, 19:17
(I) Kończąc „polemikę” o ryzyku agresji w depresji.

W wątku "Żelazna reguła na tym forum" hejter ovonell (vel: quar33, quar333, 9iopack; udający kobiety z BPD: niepsychol, meggixxx, izzi999, confused90) ubliżał osobom z BPD. Nic nowego, od kilku lat to samo lżenie i uwłaczanie: wszystkie kobiety z BPD to cytuję(!):
>rurska, pizdy, idiotki, pojeby, bydlaki, odczłowieczone, odmóżdżone, - pasożyty trzeba tępić, karaluchy deptać, a kurewstvo niszczyć w zarodku. A takie są właśnie osoby z BPD.<
To typowa "twórczość" hejtera-psychopaty.

W toku dyskusji deterramirabili poruszała wiktymizację osób z BPD, które często wiążą się z agresywnymi partnerami (vide ovonell – agresywny cham). W cytowanym przez nią fragmencie znalazło się słowo: depresja [osób z BPD]. Odniosła się do niego leda16 wpisem: cyt:

>Człowiek z depresją leży i śmierdzi, a nie urządza piekła najbliższym.<

Na uwagi, że depresja może generować agresję hejter łgający, że był psychologiem zawyrokował cyt:

>Tu Leda ma rację - osoba z depresją leży i śmierdzi. NIE MA ENERGII NA JAKĄKOLWIEK AGRESJĘ.
A Ty pewnie [vre-sna]miałaś załamanie nerwowe z epizodami depresyjnymi, a to coś innego.
Jesteście tak tępymi ignorantami, którzy "muszą mieć rację", że tylko ręce załamywać.
Tępe dzidy to dla Was byłby komplement!<

Cham, jak zwykle ubliżył oponentkom. Taktyka chama jest prosta: z zadęciem "experta" z "branży" napisze to, co jemu wydaje się zelży oponentów. Nikt zelżony nie ma ochoty na dalszy dialog z chamem, więc brednie chama "cudownie" przemieniają się w niezaprzeczalną prawdę byłego "psychologa".


Nie da się łgać, że było się psychologiem, jeśli wypisuje się kosmiczne brednie.
Co to za idiotyzm >tępego dzidka<: >załamanie nerwowe z epizodami depresyjnymi, to coś innego<?? W psychologii mówi się o kryzysie psychicznym, który różni się od depresji m.in. nasileniem objawów. Jeśli nie ma podstaw do zdiagnozowania depresji, to nawet ex psycholog nie BREDZIŁBY o epizodach depresyjnych w kryzysie.

>Tępy ignorant< nie wie, że stwierdzenie EPIZODU depresyjnego, skutkuje DIAGNOZĄ DEPRESJI. 'Depresja', to pojęcie ogólne - w ICD 10 klasyfikowana jest, jako epizod depresyjny o różnym nasileniu: F32.0 - F32.3. Jeśli epizod depresyjny powtórzył się, to diagnozuje się DEPRESJĘ NAWRACAJĄCĄ - zaburzenia depresyjne nawracające (F33.0 - F33.4).
W DSM-5 NAWET nie wyróżnia się epizodu depresyjnego, bo epizod = tzw. wielką depresję - major depressive disorder (MDD). To oczywiste, EPIZOD = DIAGNOZA DEPRESJI. Jeśli depresja nawraca, to mówi się o recurrent MDD.

To co ten łgarz podający się za byłego psychologa wypisuje, to kosmos. To brak PODSTAWOWEJ WIEDZY. Epizody depresyjne kojarzy z jakimś kryzysem psychicznym, a nie z depresją. Retoryczne pytania do chama lżącego oponentki:

według jakich kryteriów ICD lub DSM diagnozuje się ovonelową >KLASYCZNĄ depresję<??

-------------------
Włączyłam się do dyskusji linkując artykuł dotyczący ryzyka agresji w depresji zamieszczony renomowanym międzynarodowym czasopiśmie:
www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1359178912001371

I dodałam ostatnie zdanie z wniosków autorów:
"Krótko mówiąc, depresja powinna stanowić rutynowy aspekt oceny zdrowia psychicznego i jeśli depresja jest obecna, to powinna być postrzegana jako czynnik ryzyka agresji."

Hejter, "expert” od BPD i od depresji odpowiedział cyt:
>Ile zrozumiałaś, Dziecko, z tego artykułu?<

I z wykrzyknikami wyedukował mnie, co autorzy artykułu rozumieli pod pojęciem: depresja (sic!) cyt:

>Oznacza to, że tu "depresja" ujmowana jest JAKO OBJAW. Jako objaw, NIE DIAGNOZA!!!
(…) Co to znaczy? To znaczy (dokładnie), że - jeżeli depresja występuje jako objaw (!!!), tj.: STAN DEPRESYJNY (epizod depresyjny!), to i występuje potem również podwyższone ryzyko (statystcznie) wystąpienia zachowań quasi-agresywnych (np. jak w klasycznym załamaniu nerwowym lub w manii u ChAD-owców, BPD lub też PTSD).
A depresja (klasyczna) - JAKO DIAGNOZA! (a nie objaw) jest całkowicie pozbawiona zachowań agresywnych, gdyż po prostu **nie starcza na to "prądu", bo "prądu" brak nawet na to, żeby wstać z łóżka i pójść się umyć**.
(…) - wybacz - ale z idiotkami mającymi urojenia oraz autodestrukcyjny rys histeryczo-neurotyczno-feministyczny, po prostu nie dyskutuję, bo nie ma z kim. :(<

TAKIEGO BEŁKOTU na tym forum jeszcze nie było – quasi-expsycholog wprost eksplodował swoją głupotą. >Idiota<, bełkotał jednocześni o: depresji jako OBJAWIE!!, klasycznej depresji??, klasycznym załamaniu nerwowym??, EPIZODZIE depresyjnym jako objawie!!, stanie depresyjnym jako epizodzie depresyjnym??, quasi-agresji?? i prądzie??

Poplątanie, ostra intelektualna biegunka, pseudonaukowa sieczka (klasyczny, klasyczna, epizod, diagnoza, quasi-), a na koniec lżenie od idiotek, diagnozowanie urojeń i głupkowaty zlepek: >autodestrukcyjny rys histeryczno-neurotyczno-feministyczny<.
Równie dobrze można dyskutować z kołkiem w płocie.

Żeby próbować podszyć się pod expsychologa trzeba mieć choćby podstawowe rozeznanie w temacie. Jeśli nie ma się tej wiedzy, to wychodzi bełkot, a za argumenty służą wykrzykniki i wyzwiska.
Depresja jako objaw?? Depresja nie jest objawem. Mówi się o ZESPOŁACH DEPRESYJNYCH w przebiegu różnych chorób, zaburzeń, a nie o depresji jako objawie tych chorób. Depresja to jednostka chorobowa ze swoją etiologią i zespołem objawów, a nie objaw.

Może kiedyś, przy okazji, quasi-expsycholog wyjaśni pojęcie quasi- agresji. Czy to krzywy uśmiech, czy niby popchnięcie? A może quasi-agresja, to prawie złamanie nosa lub niby zabójstwo? Quasi-expsycholog po raz kolejny pobił swój własny rekord w głupocie.

------------------------------
Chłoptaś zwracający się lekceważąco cyt: >Ile zrozumiałaś, Dziecko, z tego artykułu?< nie mógł zrozumieć, że w artykule mowa o depresji, jeśli kompletnie myli pojęcia. Myślał, że epizod depresyjny to TAKIE CUŚ w kryzysie psychicznym, a nie DEPRESJA.
Odsyłam łgarza, niby-expsychologa do lektury na jego poziomie: Wikipedia - zaburzenia depresyjne (depresja).

W czasopismach stricte naukowych niedopuszczalne jest używanie potocznych terminów lub dziwadeł (depresja jako objaw), którymi bełkocze ovonell. Autorzy artykułu już we wstępie (Introduction) sprecyzowali: depresja = Major Depressive Episode - MDE. W DSM MDE jest równoznaczny z diagnozą dużej depresji (MDD). Jeśli natomiast autorzy pisali o OBJAWACH, to używali terminu: depressive SYMPTOMS.

>Tępy dzidek< quasi-expsycholog ubzdurał sobie jakiś pokraczny podział: depresja jako diagnoza LUB jako objaw, i wyszła mu bezprądowa teoria depresji. Bezgraniczna ignorancja, wręcz głupot.
Depresja ma różne oblicza w zależności od cech osobowości/charakteru, współistniejących chorób czy zaburzeń.

Analogiczną "wiedzę" ma psychopatyczny hejter o BPD. Uroił sobie <hipotetycznego bordera< i wie lepiej, niż dziesiątki profesjonalistów zajmujących się zaburzeniem borderline.


--------------------------
Teorią bezprądowej depresji popisała się leda16 swoim pierwszym wpisem, i zamilkła, bo nie ma pojęcia o temacie. Teorię ignorantki podchwycił i rozwinął do absurdu >tępy< ignorant. Ale dyskusja zdechła, bo nikt nie miał ochoty na dialog z ubliżającym chamem. Leda16 ośmielona, że jednak chyba miała rację (skoro ovonell zawyrokował) zakończyła „dyskusję” wpisem cyt:

>Dokładnie, [depresja] czyli albo choroba afektywna - ładnie rozwinięta psychoza jednobiegunowa, albo jako objaw towarzyszący chorobom (…), zaburzeniom osobowości i sytuacjom stresogennym (rozwód, żałoba, itp.)<

Więc kolejne bzdury expertki od: psychologii, psychiatrii, prawa, statystyk, naukowości, i … wściekłej, ślepej złośliwości. Dla niej depresja to ładnie rozwinięta psychoza (sic!), a poza tym depresja to objaw (sic!).

Tak to niósł ślepy kulawą.
Edytor zaawansowany
  • efce13 06.08.18, 19:37
    (II) Wracając do zlinkowanego przeze mnie artykułu o ryzyku agresji w depresji.


    Fragment abstraktu z tego artykułu:
    "Depresja jest powszechnie uważana za przeciwstawną agresji z powodu widocznych sprzeczności w zapotrzebowaniu na energię i kierowaniu winy na siebie vs innych. Jednak badania empiryczne wskazują, że obecność depresji zwiększa ryzyko ogólnej agresji, agresji w związkach i autoagresji. Większość z tych badań jest przekrojowych i retrospektywnych, stąd też nie ma wielu empirycznych dowodów na to, że depresja jest czynnikiem sprawczym agresji. Istnieją jednak znaczące dowody na związek depresji z agresją."

    Zacytuję inny fragment:
    "[Bland and Orn (1986)] przy użyciu Wywiadu Diagnostycznego oceniali antyspołeczność, dużą nawracającą depresję (recurrent MDD), uzależnienie od alkoholu i ataki na współmałżonka. W przypadku respondentów bez depresji i bez uzależnienia od alkoholu odsetek ataków na współmałżonka wynosił 15%. Przy diagnozie depresji nawracającej odsetek atakujących zwiększył się do 54,5%. Przy zdiagnozowanej depresji i alkoholizmie liczba atakujących współmałżonków wzrosła do 84%."


    Ovonell, cham regularnie lżący oponentki i >tępy< ignorant, ni w ząb nie mógł pojąć o co chodzi w artykule, bo jest tylko psychopatycznym hejterem maskującym się pod pseudonaukową sieczką (klasyczna depresja, quasi-agresja, depresja jako objaw), i nie wie co to epizod depresyjny, i nie wie, że częstym fenomenem jest współwystępowanie chorób/zaburzeń (comorbidity) - można być alkoholikiem ze zdiagnozowaną depresją.
    I nie istotne, czy depresja jest pierwotna, czy wtórna w stosunku do choroby alkoholowej. Tu link o leczeniu alkoholików ze ZDIAGNOZOWANĄ depresją, (a nie objawami depresyjnymi) zamieszczony w Psychiatrii Polskiej:

    www.psychiatriapolska.pl/uploads/PPt40n3s579Habrat.pdf


    Niżej link do dobrego i przystępnego artykułu opublikowanego w j. polskim (tłumaczenie z oryginału) zamieszczony w Farmakoterapia w Psychiatrii i Neurobiologii. Artykuł obszernie traktuje o współwystępowaniu depresji z innymi chorobami i zaburzeniami z osi I i II. I OCZYWIŚCIE mowa w nim o depresji jako DEPRESJI, a nie o jakimś idiotyzmie ovonella i ledy16 – depresji jako objawie.
    Artykuł jest częścią wytycznych leczenia zaburzeń depresyjnych m.in. Kanadyjskiego Zespołu ds. Leczenia Zaburzeń Nastroju i Lękowych opracowanych dla psychiatrów.

    www.fpn.ipin.edu.pl/archiwum.html?getFile%5Bitem%5D=532&getFile%5Bsec%5D=316&getFile%5Bfile%5D=fwpin_2-2003-02.pdf



    ---------------------
    Leda16 miała zastrzeżenia do poziomu naukowego zacytowanego przez mnie artykułu (o ryzyku agresji w depresji), bo był z topowego czasopisma o zasięgu międzynarodowym, a nie z lokalnego świerszczyka Psychiatria Polska cyt:

    >Leda16 uprzejmie zauważa, że żaden dwustronicowy artykuł nie spełnia kryteriów monografii. Zaś jeśli jest naukowo tak odkrywczy jak twierdzisz, musiał być recenzowany w Psychiatrii Polskiej w 2014 r. Nie zauważyłam żadnej rewolucji.<


    W tamtej dyskusji wyjaśniłam ledzie 16 kwestie formalne: liczba stron – 9, co jest monografią wg MNiSW i jaka jest jej wartość.
    Wyjaśniłam także naukową przepaść pomiędzy renomowanym międzynarodowym angielskojęzycznym TEMATYCZNYM Aggression and Violent Behavior, a lokalnym nietematycznym polskojęzycznym świerszczykiem (przy A&VB) Psychiatria Polska.

    Jeśli Leda16, podobnie jak lżący oponentki cham ovonell, ma problemy ze zrozumieniem treści stricte naukowego artykułu angielskojęzycznego, to specjalnie dla ledy16 i >tępego ignoranta< link do artykułu w Psychiatrii Polskiej z roku … 2014, dotyczący agresji w depresji.

    www.psychiatriapolska.pl/uploads/images/PiP_Zima2014/ZajacPiP2014v10i4.pdf

    W sekcji MARERIAŁ autor informuje cyt.:

    >Przebadano dwie grupy osób. Pierwsza grupa (n1=30) składała sie z 21 kobiet i 9
    mężczyzn w wieku 25 – 60 lat (…), u których wystąpił epizod depresyjny lub nawracająca postać tego zaburzenia, pozostających pod opieka lekarza psychiatry i zdiagnozowanych w oparciu o kryteria diagnostyczne wyszczególnione w klasyfikacji ICD-10: kody F32 i F33.<

    Na podstawie uzyskanych wyników autor konkluduje cyt.:

    >Osoby cierpiące z powodu zaburzeń depresyjnych [>klasyczna depresja< wg guasi-expsychologa] odznaczają się większym nasileniem gniewu i wrogości w porównaniu z osobami zdrowymi. Wraz ze wzrostem stopnia nasilenia objawów depresyjnych zwiększa się intensywność emocji złości oraz wrogiej postawy. Uzasadnione zatem wydaje się, aby w psychoterapii omawianych zaburzeń koncentrować się na uświadamianiu klientowi przyczyn odczuwanych przykrych emocji oraz identyfikacji źródeł jego zniekształceń w postrzeganiu świata.<


    Zatem, wyniki badań zamieszczone m.in. w Aggression and Violent Behavior, a także m.in. w Psychiatrii Polskiej stoją w sprzeczności do tezy ledy16 o (TYLKO) leżeniu i śmierdzeniu w depresji i zaprzeczają głupawej teorii klasycznej - bezprądowej depresji wysnutej przez >tępego ignoranta<.
    Analogicznie: >tępy ignorant< hejtujacy kobiety z BPD wydedukował w pustej głowie nie skażonej rzetelną wiedzą jakiegoś >hipnotycznego bordera<.
    Paranoja reformatorska i pieniacza chama i niby expsychologa w pełnym rozkwicie.


    A więc informuję droga Ledo16, że człowiek w depresji nie tylko leży i śmierdzi, ale zdarza mu się urządzać piekło najbliższym.

    Rzuciłaś stereotypowy absurd - popisałaś się brakiem podstawowej wiedzy i z psychologii i z psychiatrii. A przecież obserwacje i doniesienia o możliwym ryzyku agresji w depresji ukazują się w literaturze do wielu, wielu lat. Nie czytasz nawet Psychiatrii Polskiej, tylko nią wymachujesz. Zlinkowany artykuł był opublikowany w Psychiatrii Polskiej w 2014 r.

    Tak jak napisałam wcześniej: sama strzelisz sobie w stopę, jeśli tylko pozwolić Ci rozwinąć skrzydła.
  • efce13 06.08.18, 19:59
    (III) Współwystepowanie BPD i depresji MDD

    Niżej link do artykułu dotyczącego współwystępowania w BPD zaburzeń osi I – m.in. wielkiej depresji – major depressive disorder (MDD). Artykuł został opublikowany w prestiżowym American Journal of Psychiatry (3 miejsce w światowym rankingu czasopism z zakresu psychiatrii). Na marginesie: na 142 ocenianych czasopism Polska Psychiatria zajmuje miejsce 117. Czyli 26 od końca.

    www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=2ahUKEwih86TA_NjcAhWGFZoKHTISBQ8QFjABegQICBAC&url=https%3A%2F%2Fils.unc.edu%2Fbmh%2Fneoref%2Fnrschizophrenia%2Fjsp%2Freview%2Ftmp%2F109.pdf&usg=AOvVaw1zk4BeDgqFQ3Tk7ycjmB1w


    Wyniki tych badań wskazują, że zależnie od czasu badania (6-cio letnie badanie prospektywne) odsetek pacjentów z BPD, u których zdiagnozowano MDD wynosił od 61 do 87%.

    Przy okazji dyskusji o depresji warto jednak zwrócić uwagę, że u pacjentów z BPD (w porównaniu do pacjentów z pozostałymi zaburzeniami os.) istotnie statystycznie częściej współwystępowały zaburzenia lękowe (60 – 90%), w tym fobie społeczną (17 – 50%), ataki paniki (30 – 45%) i PTSD - zespół stresu pourazowego (35 – 58%). Mowa tuta o diagnozach, oczywiście, a nie o jakiś ovonelowych bredniach, - objawach w BPD.

    -------------------
    Na marginesie, w kontekście >hipotetycznego bordera< wysnutego przez >tępego< ignoranta ovonella, warto podkreślić cytatuję:

    "grupa pacjentów z BPD i grupa z pozostałymi zaburzeniami os. NIE RÓŻNIŁY się statystycznie współwystępowaniem zaburzeń odżywiania (anoreksja i bulimia). Współwystępowanie BPD z bulimią i anoreksją wynosiło odpowiednio 5-24% i 3-22%."

    A więc w zależności od badanej populacji bulimia występuje u 5 – 24 osób na 100 z BPD, a więc CO NAJWYŻEJ u co 4 osoby z BPD. Co istotne wyższe współwystępowania bulimii koreluje z liczbą kryteriów BPD, a więc często dotyczy osób z ciężkim przebiegiem zaburzenia pogranicznego z dodatkowo współwystępującymi innymi chorobami/zaburzeniami.
    Oczywiście współwystępowanie bulimii rozkłada się zgodnie z krzywą Gausa, a więc średnie współwystępowanie bulimii będzie oscylowało wokół wartości 10 na 100 osób z BPD. Przytoczone wyżej wyniki badań przeczą idiotyzmom wysmażonym przez quasi-expsychologa ovonella. Według niego cyt: >wzorcowy border, jak odlany z wosku< to:

    >kobieta w wieku ok. 25-35 lat, dość inteligentna, ostatnie 3-5 lat:
    - bulimia (lub ortoreksja),
    - niestabilne i burzliwe związki,
    - przypadki szantażowania samobójstwem,
    - przypięta łatka „wiecznie krzywdzonej ofiary”,
    - „ona nigdy nie jest winna, bo...”,
    - dysfunkcyjny dom lub dzieciństwo,
    - postawa „ja już nie chcę żyć, bo ta pustka, ten ból, lęk…, potnę się albo przynajmniej poparzę”
    - chroniczna zmienność nastrojów z przypadkami głębokich stanów depresyjnych,
    - wyimaginowany lęk przed porzuceniem ale też strach przed bliskością (pochłonięciem).<

    Nazwać ovonella >tępym dzidkiem< to dla >idioty< byłby komplement.
    Skąd >tępy ignorant< wysnuł ortoreksję w BPD???
    Na temat zaburzeń odżywiania w BPD vs głupoty wypisywane przez >tępego ignoranta<, hejtera nienawidzącego osób z BPD warto kiedyś wrócić oddzielnym wpisem.


    -----------------------
    Wracając do tematu współwystępowania depresji i BPD jeszcze jeden artykuł opublikowany w wysoko impaktowanym tematycznym Journal of Affective Disorders:

    www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2829969/


    Autorzy wykazali, iż cyt:
    "W przypadku osób z zaburzeniami osobowości, u które wcześniej zdiagnozowano MDM, częstość nawrotów depresji (MDD) wynosiła 85%. Dla porównania w grupie bez współwystępującego zaburzenia osobowości, częstość nawrotów w ciągu 5 lat wynosiła 67%. Stąd 85% wskaźnik stwierdzony w tym badaniu wskazuje, że zaburzenia osobowości stanowią znaczne ryzyko nawrotu MDM."

    I następny cytat z artykułu:

    "Pacjenci z BPD współwystępującą MDD [DIAGNOZA DEPRESJI, a nie objaw - ovonelowy idiotyzm], w porównaniu do pacjentów z innymi zaburzeniami osobowości, charakteryzowali się statystycznie częstszymi nawrotami MDD [zaburzenia depresyjne nawracające = DIAGNOZA DEPRESJI NAWRACAJĄCEJ], dłuższymi epizodami depresyjnymi i krótszymi okresami remisji. Podatność pacjentów BPD do nawrotów depresji wiążą się z głębszymi dysfunkcjami i tendencją do częstszego postrzegania wydarzeń/rzeczywistości w kategoriach negatywnych stresorów. Predyspozycje pacjentów do częstszych nawrotów depresji potwierdzają także obserwacje kliniczne, a podatność na depresję wiąże się z potrzebami interpersonalnymi i lękliwością pacjentów z BPD."



    Podsumowując zlinkowane artykuły dotyczące ryzyka agresji w depresji oraz bardzo częstego współwystępowania BPD i depresji:
    typowe dla depresji m.in wszechogarniająca beznadziejność, brak życiowych perspektyw, niskie poczucie własnej wartości w połączeniu z cechami typowymi dla BPD tj. impulsywnością, deregulacją afektu, częstymi błędy poznawczymi, negatywnym afektem; mogą zwiększać ryzyko zachowań agresywnych wobec najbliższych, ale przede wszystkim prowadzą do zachowań autoagresywnych i znacząco podnoszą ryzyko zachowań samobójczych.
  • ovonell 10.08.18, 16:15
    Ooo, widzę, Efce, że dałaś wątek do przeczytaniu komuś "z branży". :) To nawet dobrze, tylko ten Twój "recenzent" - owszem, ma pojęcie, ale wygląda jednak na to, że to również teoretyk, bo cała "krytyka" skoncentrowała się na terminologii. Depresja (wg mnie klasyczna) to zaburzenie - F33, a epizod to epizod (F32) - owszem - to również depresja (choć nieco lżejsza i inna), a stan (czyli wg Ciebie - symptom/zespół) depresyjny to może być objaw innego zaburzenia lub objaw samej depresji jako efki 33. Ale teoretyk, to teoretyk. Też oglądałem wywiady w TV, gdzie dziennikarz poprawiał udzielającego wywiadu sportowca, że on to wcale "nie jedzie na Olimpiadę, a na Igrzyska Olimpijskie, bo Olimpiada to okres 4 lat pomiędzy kolejnymi Igrzyskami" i też byłem świadkiem rozmowy mechanika samochodowego w warsztacie z klientem-sprzedawcą aut w salonie, gdzie sprzedawca poprawiał mechanika, że "nie mówi się klakson, bo poprawnie to jest powiedzieć - sygnał". Tylko czy dziennikarz lub sprzedawca mieli większe pojęcie o temacie od sportowca i mechanika? Ty i Twój "recenzent" też skupiliście się na żonglerce terminologicznej - np. różnica pomiędzy załamaniem nerwowym a kryzysem psychicznym... Tylko, co z tego wynika? Ano nic. ICD lub DSM to tylko teoretyczne konstrukcje, zbiory służące klasyfikacji i porządkowaniu wniosków. Nic więcej. Tak samo jest w medycynie - wrzody żołądka mogą być źródłem ogólnego zatrucia organizmu ale też efektem złego odżywiania lub też mogą nie mieć związku z odżywianiem, bo są akurat efektem stresu (nie wspominając o aspektach skłonności genetycznej). Każdy gastrolog o tym wie. Ale klasyfikację choroby te wrzody mają jedną... Tak działa porządkowanie wniosków w diagnostyce (i tylko, tylko po to jest).

    Co do reszty, to wkleję raz jeszcze link do artykułu "Depresja może być zaraźliwa":
    www.wellnessday.eu/rozwoj/emocje/899-depresja-moze-byc-zarazliwa-uwazaj-z-kim-sie-przyjanisz-ostrzegaja-naukowcy.html
    Co z tego artyku wynika. Otóż dla mnie nic. Dla Efce pwenie wszystko, wszak, to artykuł
    - o badaniach naukowych,
    - lekarzy i naukowców,
    - poparty odkrytymi związkami (tyle, każda korelacja, to jedynie korelacja, która nigdy nie mówi nic o tym, co jest przyczyną a co skutkiem),
    - no i opisany w "topowym", "renomowanym" branżowym piśmie (Efce, które miejsce w rankingu Twojej bazy zajmuje Clinical Psychological Science i o ile miejsc jest wyżej na liście, niż polskie czasopisma naukowo-medyczne?).

    A dla mnie to nic nie znaczący bełkot, w stylu "amerykańscy naukowcy odkryli...". Po prostu, ktoś przebadał 200 studentów i wyszło mu, że coś jest tam związane z czymś... Mogę przeczytać sto takich artykułów i dalej będę uważał, że "depresja za cholerę nie jest zaraźliwa"!
    To samo uważam o Twoich, Efce artykułach. Depresja (F33) nie jest związana z agresją. A jeżeli ktoś przyjdzie do lekarza z poprzednią diagnozą depresji (F33, nawet F32) i powie, że nie może sobie poradzić, bo od dwóch dni dostał pierdolca-agresora, to uwierz, że już z diagnozą F33/F32 od tego lekarza nie wyjdzie. Bo to oznacza, iż jego F33/F32 to diagnoza błędna i należy szukać dalej w zestawie: BPD, ChAD, ASPD, alkoholiźmie, schizofrenii, itp., bo "agresja" pokazała, że tu ta niby depresja jest zaburzeniem (co najwyżej) okresowo współwystępującym (czyli to nie jest ta klasyczna depresja jednak - F33 i nic głównego lub pod spodem więcej). Depresja klasyczna (ok. niech będzie specjalnie dla Ciebie napiszę - F33) nie ma nic wspólnego z agresją. I żaden jeden, piąty i dziesiąty artykulik od Ciebie na ten temat, że ktoś tam przebadał grupę 30 czy 50 osób w tym zakresie - nic nie zmieni (nawet gdyby był autorstwa znanych naukowców i był wydrukowany w "topowym, renomowanym, z góry listy wg rankingu - naukowym czasopiśmie, uważanym za dużo lepsze, niż te wydawane w Polsce").
    I tak, owszem, tak bulimia (jak i zaburzenia odżywiania w ogóle) są bardzo związane i bardzo często współwystępujące w BPD). Zjawisko znane od lat. Każdy psycholog Ci to potwierdzi i jednak powie, że te swoje artykuliki o tym, że wcale tak nie jest, możesz sobie wrzucić do sedesu i obficie spłukać wodą. Ale żeby to wiedzieć, trzeba trochę siedzieć w branży i mieć praktyczne doświadczenie. I właśnie dlatego, Ty sobie siedzisz gdzieś pewnie w Ministerstwie Zdrowia lub Ministerstwie Nauki i zajmujesz się statystyką, liczysz wskaźniki cytowań i obsługujesz bazy czasopism naukowych i artykułów oraz śledzisz rankingi, bo bycie psychiatrą lub psychologiem to dla Ciebie za wysokie progi. A ja jestem (OK, byłem) psychologiem z praktyką, bo dla mnie zajmowanie się statystyka i bazą czasopism i prac naukowych, to za niskie progi. I jakoś mam poczucie, że "nigdy się nie zamienimy" miejscami.
    Nie wiem w ogóle dlaczego w takim miejscu muszę pisać i tłumaczyć tak oczywiste rzeczy, wydawało mi się, że tu taka wiedza jednak jest choć trochę znana. Ale - wydawało mi się (to dobre określenie). Tyle, że już trochę mi się nie chce.
    Może Leda Wam coś dalej wyjaśni - bo chyba ona, jako jedna z nielicznych - nie wypisuje tu bzdur i wie, co pisze, bo Wy sami, to jesteście maga ignorantami, a tylko się lansujecie. :(

    P.S. Dziwicie się dlaczego osoby BPD to grupa, które najczęściej zrywają terapię, zmieniają psychiatrów/psychologów, zrywają kontrakty, itd.? Dzieje się zawsze tak samo, jak tu. Jak Efce - ona wie lepiej, ona się nie zgadza, ona musi mieć rację, ona tupie nogą - że wcale tak nie jest, ona zrobi wszystko, żeby "wyszło, q-va, na moje, NA MOJE!!!", ona do ostatniej kropli swojej upartej-zapartej krwi, będzie się drzeć: nie, a własnie, że nie, nie zgadzam się, nie, nie...
    A ponieważ w BPD zawsze (!!!) ale to zawsze musi być jakiś wróg (i toczyć się jakaś wojenka, chociaż batalia, przynajmniej bitewka), to po krótkim czasie terapeuta staje się tym wrogiem z automatu (choć na początku relacji czasem zdarza się, że bywa on wynoszony pod niebiosa, ale to się szybko zmienia biegunowo). Klasyka. :(



  • leda16 11.08.18, 13:44
    ovonell napisał(a):
    > P.S. Dziwicie się dlaczego osoby BPD to grupa, które najczęściej zrywają terapi
    > ę, zmieniają psychiatrów/psychologów, zrywają kontrakty, itd.? Dzieje się zawsz
    > e tak samo, jak tu. Jak Efce - ona wie lepiej, ona się nie zgadza, ona musi mie
    > ć rację, ona tupie nogą - że wcale tak nie jest, ona zrobi wszystko, żeby "wysz
    > ło, q-va, na moje, NA MOJE!!!", ona do ostatniej kropli swojej upartej-zapartej
    > krwi, będzie się drzeć: nie, a własnie, że nie, nie zgadzam się, nie, nie...
    > A ponieważ w BPD zawsze (!!!) ale to zawsze musi być jakiś wróg (i toczyć się j
    > akaś wojenka, chociaż batalia, przynajmniej bitewka), to po krótkim czasie tera
    > peuta staje się tym wrogiem z automatu (choć na początku relacji czasem zdarza
    > się, że bywa on wynoszony pod niebiosa, ale to się szybko zmienia biegunowo). K
    > lasyka. :(


    Powiedziałabym, że taka jest postawa większości młodych kobiet ( mężczyźni są jednak bardziej konkretni) zgłaszających się na psychoterapię - Ona od dawna "tak ma", że kłóci się z rodzicami, nie ma chłopaka albo go zdradziła lub on ją, coś chciałaby studiować, sama nie wie co, w podstawówce była nielubiana (a krowa ma już 20 lat), matka-toksyna (aż dziw, że dożyła do 20-stki z tą trucizną), i w zasadzie nie wie, po co przyszła. Psychoterapeuta ma jej powody terapii wymyślić; najlepiej młody i przystojny.
    Identyczną postawę - jak opisałeś wyżej - w dyskusji przyjmuje Efce, nie widzi, że się kompromituje rynsztokowymi argumentami bo każdy, kto jej nie przytaknie jest taki, sraki i owaki. Chętnie by dyplomy i specjalizacje oponentom poodbierała, bo ona wie lepiej :)
    ICD niestety coraz bardziej dryfuje w kierunku chaosu a kolega Łosiak psychiatrii uczył się jeszcze na podręcznikach Bilikiewicza, dlatego przyjmując w oddziale klinicznym muchy w nosie od żałoby i choroby afektywnej odróżnić potrafi. Wie, jak wyglądają objawy depresji a jak choroba afektywna. W praktyce klinicznej ICD traktuje się jako podstawę rozliczeń z NFZ niż jako podręcznik pracy z pacjentem. Pisze się rozpoznanie np. depresja z elementami psychotycznymi czyli F33.3 , bo innego komputer nie puści, myśli - choroba afektywna i czeka, co będzie dalej. Trzeba wybrać odpowiedni lek czyli taki, jaki NFZ puści do refundacji, chorzy psychicznie to najuboższa grupa pacjentów i nie będą się leczyć w sytuacji gdy lek 300 zł kosztuje, napiszesz ze zniżką, to lekarzowi każą zapłacić, więc czasami nagina się te rozpoznania w celach charytatywnych. Może w UE chorym to wisi, u nas idą za tym konkretne pieniądze, często zbyt wysokie dla chorego. Rozpoznanie - choroba afektywna całkowicie z ICD wyleciało, pojęcie choroby też a szkoda. No, grunt że się homoseksualiści cieszą...
    Nikt się też nie zastanawia jaka jest korelacja sraczki z pogodą a badania sensu stricte naukowe podają zależności przyczynowo-skutkowe nie korelacje :) Jak wyglądają wymagania wobec asystentów na wyższych uczelniach, też doskonale wiemy ;). Głuptula nie wie, więc wrzeszczy i pieni się jak typowe zaburzenie osobowości.



    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 06.08.18, 23:32
    Widać, że z tym "sic" i podejściem do problematyki, ani dnia w zawodzie psychologa nie przepracowałaś i nigdy nie będziesz miała ku temu okazji, więc zawiścią w stosunku do specjalistów omal się nie udławisz :) "Ovonell" pisze na podstawie praktyki klinicznej, która nie polega na żonglowaniu najnowszymi rozpoznaniami z ICD oraz wywlekaniu odtwórczych artykulików skompilowanych na podstawie przestarzałych, nie wystandaryzowanych ani znormalizowanych ankietek . W codziennej pracy specjalisty nie są one do niczego potrzebne, jak również korelacje wszystkiego z wszystkim. ICD oraz podejścia badawcze zmieniają się co kilka lat, natomiast objawy chorób psychicznych i zaburzeń osobowości są niezmienne od wieków.
    Ps Posłałam mojemu znakomitemu, cytowanemu w Twoich ordynarnych wrzaskach koledze twoje wypociny. Był szczerze ubawiony.

    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 10.08.18, 16:24
    Leda, nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że szkoda czasu na tłumaczenie, że taki "renomowane" artykuliki to sobie można wsadzić w ...
    Miałem kiedyś, w szkole średniej wychowawczynię - panią profesor matematyki. Pamiętam do dziś, jak na zajęciach z logiki czy statystyki tłumaczyła jak posługiwać się teoriami, związkami, zależnościami, korelacjami. Nie pamiętam już przy której teorii, zrugała mojego kolegę, który upierał się, że "tu przecież jest napisane, że..." - prawie krzycząc do niego - Artur, a jak na płocie będzie napisane "damska dupa" to też będzie biegł do płotu rozpinając w locie rozporek?!?!? ;)
  • leda16 11.08.18, 13:58
    ovonell napisał(a):

    > Leda, nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że szkoda czasu na tłumaczenie, że taki "
    > renomowane" artykuliki to sobie można wsadzić w ...


    A mnie to po prostu bawi. Na temat wartości cytowanych prac nic nie napiszę ale każdy, kto jakiekolwiek statystyczne, logiczne czy medyczne przedmioty miał na studiach, wie o co chodzi. O to, żeby nauka się rozwijała a ludzie żyli dostatnio ;) Ktoś kto chce się nazywać pracownikiem naukowym po prostu musi cokolwiek publikować tak, jak tytułu magistra bez "obronionej" pracy magisterskiej dostać nie można.



    Nie pamiętam już przy
    > której teorii, zrugała mojego kolegę, który upierał się, że "tu przecież jest n
    > apisane, że..." - prawie krzycząc do niego - Artur, a jak na płocie będzie napi
    > sane "damska dupa" to też będzie biegł do płotu rozpinając w locie rozporek?!?!
    > ? ;)


    Dobra to była nauczycielka. A w szkole średniej logiki i statystyki nie mieli nawet moi synowie. Młody jesteś, albo gdzie niegdzie edukacja wychodzi z dna .

    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 11.08.18, 15:14
    "Dobra to była nauczycielka. A w szkole średniej logiki i statystyki nie mieli nawet moi synowie. Młody jesteś, albo gdzieniegdzie edukacja wychodzi z dna.".
    -- -- --
    Właśnie odwrotnie. :) Młody, to ja już byłem... :( To były lata 80-te. Wtedy jeszcze edukacja nie pikowała do dna. Z uwagi na fakt, że wychowawcą była profesor matematyki, mieliśmy niejako "rozszerzony" program, a kolejnym powodem było to, że duża część klasy tego technikum deklarowała chęć zdawania matury (tej "starej" z lat 80-tych, a nie dzisiejszej "testowej") własnie z matematyki, więc były zajęcia dodatkowe (i wszyscy zdali na 5, oprócz dwóch łbów, którzy złapali po 4).
    Jak powiedziałem mojemu synowi, że 30 lat temu matura z polskiego polegała na napisaniu minimum 5 stron papieru podaniowego (A3) na zadany - nieznany wcześniej - temat, a trzy błędy ortograficzne skutkowały oceną 2 -- wtedy = nie zdanie matury (a trzy błędy interpunkcyjne liczone były jako = jeden ortograficzny), to mi nie uwierzył, mówiąc, że sześć jakichś tam błędów przecinkowych i jeden ortograficzny przy wypracowaniu na min. 5 stron A3, to może się przecież "przydarzyć każdemu"... :))) Może i może, ale takie były kiedyś kryteria.
    Dziś jak współpracuję i słucham młodych prawników, którzy żyją z klapkami na oczach, bo "przecież tu jest napisane, że...", a spazmy u nich wywołuje dyskusja nad różnicami między słowami "lub a oraz" w rozporządzeniu X, to płaczę - czasem ze śmiechu, a czasem z żalu. W matematycznej logice, statystyce lub medycynie nie ma miejsca na takie dywagacje.
    Potem to wszystko skutkuje tym, że ludzie wierzą w byle gówno oby było "napisane w..." lub "napisane przez...", szukają wsparcia psychicznego... na jakichś grupach na FB albo jakąś idiotyczną poprawność polityczną stawiają ponad prawdę, fakty i prawa natury.
    Dziś przeczytałem, że GW jest oburzona, bo w Poznaniu zdjęto tęczowe flagi ze 180 miejskich tramwajów, a niektórzy z motorniczych odmówili jazdy tramwajami z takimi mini-flagami.
    Co w tym dziwnego? Dla mnie nic. Ale ta poprawna politycznie banda kretynów nie widzi żadnej różnicy pomiędzy:
    - równymi prawami i tolerancją dla homoseksualistów (jestem w stanie się z tym zgodzić)
    a
    - promocją homoseksualizmu jako takiego /czym właśnie są te flagi na tramwajach/ (z czym ja oraz duża rzesza ludzi - nie ma zamiaru się zgadzać).

    I między innymi dlatego, czytając co poniektóre komentarze tu, nie chce mi się czasem nawet reagować... :(

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.