Dodaj do ulubionych

Rozstanie z borderką

07.09.18, 22:43
Cześć,
Jestem po rozstaniu z dziewczyną borderline. Aktualnie uczęszczam na terapie po rozstaniu, bo jestem totalnie zniszczony. Wszystkie wzmianki wskazują na to, ze jest borderką, tak tez powiedział psycholog. Minął miesiąc, ona bez przerwy umieszcza zdjęcia jak imprezuje i świetnie się bawi, te rozstanie w ogóle jej nie dotknęło, mówi ze zniszczyłem jej zycie i nie chce mnie widzieć na oczy, straszyła mnie rozstaniem codziennie. Od momentu kiedy razem zamieszkaliśmy to był koszmar, dzień w dzień mnie obrażała, wszystko nagle przestało jej pasować, a ja robiłem absolutnie wszystko żeby ja zadowolić i nic z tego. Zakochałem się w niej bez pamięci, nie potrafię sobie wyobrazić tego wszystkiego bez niej. Podejmowałem próby pogodzenia, ale ona mnie tylko atakowała. Raz zaproponowała spotkanie, a dzień po napisała ze już nigdy się nie spotkamy. Powoli małymi krokami staram się odizolować od portali społecznościowych, żeby nie patrzeć na to jak jej totalnie nie ruszyło nasze rozstanie. Mam pytanie, czy mogę na to liczyć, ze da mi spokój i nie będzie podejmowała próby pogodzenia? Wiem, ze to jest rzecz która mnie wykończy, ale niestety dalej tego pragnę. Boje się, ze jeśli sie odejdzie znowu rzucę sie w ten rollercoster. Ostatnio podejmowała próby kontaktu, pytała sie czy płace za internet, czy mam jej buty - których nie mam. Czego mogę sie spodziewać? Co mogą znaczyć jej usilna chęć pokazania mi jak teraz sie świetnie czuje, gdzie ja mam stwierdzona depresje.
Edytor zaawansowany
  • mazurek99 07.09.18, 22:59
    Pragnę dodać, ze przed rozstaniem powiedziałem jej, ze mnie nie szanuje i mnie tyranizuje, po czym się wyprowadziła i pisała ze mnie nienawidzi
  • erma74 09.09.18, 23:07
    Pewnie przestudiowaleś już tu sporo treści. Jest kilka osób, które chyba potwierdzą to co napiszę niżej. Sam jestem po takim związku jak Ty (poczytaj mój wątek "Chyba uwolnilem sie od partnerki z BPD"), długo nie mogłem pogodzić sie z rozstaniem i nie do końca chciałem wierzyć i korzystać z rad jakie otrzymywalem na forum. Z perspektywy czasu mogę wszystkim podziękować i śmiało doradzić: sp...laj od takiej osoby jak najdalej, nie odpowiadaj, nie reaguj na jej sms, tel itp zablokuj telefon, emaile, fb itp, Pamiętasz tylko fajne chwile ale tych złych bylo 100 razy więcej. Nie próbuj dowiadywać sie niczego na jej temat, nie śledź, nie dawaj wciągnąć sie w jej zadne gierki a te prawdopodobnie będą miały miejsce. Zapomnij, ze istniała! Spójrz obok, naprawdę jest sporo fajnych dziewczyn. Powodzenia!
  • zastanawiajacaca_sie 06.11.18, 17:34
    oj...jak mi to jest dobrze znane. Takie odwrócenie kota ogonem przez mojego "partnera".
  • northern_star 10.09.18, 13:53
    wiem że teraz Ci ciężko i że wydaje Ci się ze to koniec świata że musisz dalej funkcjonować ale bez niej. Ale to normalna reakcja na rozstania. Tak to wyglada i każdy musi to jakos przeczekać. To ze ona sie bawi to niech szaleje ale Ty juz w to nie wnikaj. Tym chce Ci pokazac ze u niej jest wszystko super bys żałował. I niema to żadnego przełożenia na jej realia. Nie ogarnia sama i to jest jej forma ucieczki.

    Jak to przetrwasz tz tak ok roku bez niej to zrozumiesz ze niczego wyjatkowego w niej nie było. A sens rozstania docenisz jak poznasz kobiete która bedzie calkowitym przeciwieństwem tej teraz.

    Przerabialem ten temat rowniez dawno temu dlatego wiem co mówię. Mozna wpasc w sidła kobiety z BPD tylko po to by sie czegos nauczyc o samym sobie co zaoowocuje ze stworzysz super relacje z kims innym a ona dalej bedzie w tym samym miejscu.

    Ciesz sie ze nie macie slubu czy dzieci bo tego nie doczytałem wiec tak domniemam dlatego daj sobie czas a na pewno nie bedziesz żałował.

    BPD nie sa wcale wyjatkowe jak tu bedziesz mogl wyczytac na forum sa poprostu wyrachowane i bez litosne. Dlatego najgorsze juz masz za soba teraz moze byc tylko lepiej😀😀😀
  • zutencja666 19.09.18, 02:06
    Hej, rozumiem Cię w pełni,bo sama teraz przeżywam to piekło. Ja też rozstałam się ponad miesiąc temu po 4 letnim związku i jestem wyniszczona psychicznie totalnie.Żeby było "zabawniej"sama zabiegam o spotkanie z nim,żeby to w ogole objąć rozumem...a moj border się ze mną bawi...jestem na etapie szukania grupy wsparcia w Warszawie i terapeuty.Na szczęscie mam za tydzien spotkanie z psycholog,ktora mam cichą nadzieję pokieruje mnie dalej.Jest źle, mam potworną tęsknotę,cięzkie uzależnienie...nie jem,palę jak smok i mam koszmary.Nie umiem się poki co wyrwac z tego marazmu...czuję się oszukana, zdradzona...
    Cięzko określic powody tego,ze się do Ciebie odzywa,bo nie znam sytuacji ale niestety często taka osoba odzywa się tylko dlatego,ze grunt jej się pod nogami pali albo chwilowo potrzebuje wsparcia.Poczytaj inne posty, to skarbnica wiedzy, z życia wziętej...Niestety bolesna prawda, kawa na ławę...często nie do pojęcia dla normalnie odczuwających,jest tak szokująca...
    Ja nie umiałam scalic w jednego człowieka "mojego"Marcina.Był cudowny, wrażliwy, za chwilę jak mu cos nie pasowało zamieniał się w znęcającego potwora.Mial ciężką sytuację rodzinną ...nie znał ojca a mama moim zdaniem jest chora psychicznie...Probowalam Go sklonić do terapii,chodzil w kratkę, leki też brał w kratkę,do tego ma spory problem z alkoholem.Walczylam o niego, ale wiem,ze nie byl wart moich starań,miłości...z tego co wiem nie bylam pierwszą ofiarą jego chorych zachowań... Z daleka od toksycznych ludzi,ktorzy nie chcą o siebie walczyć i idą na łatwiznę niszcząc osoby,ktore rzekomo kochają:(
  • erma74 19.09.18, 10:32
    Hej, nie wiem czy czytałaś mój wątek czy nie ale tez doskonale wiem co teraz odczuwasz, mialem podobne "akcje" do Twoich. Zabiegalem o spotkanie, pisałem sms, telefony, a ona nie reagowala. A to "zachecalo" mnie do dalszego brniecia w ten syf, popadalem w jakies depresje. "Potworna tęsknota, ciężkie uzależnienie" - to chyba jest w skrocie taki "skutek uboczny" takich relacji. Nie załamuj sie, nie popadaj w nałogi, szkodzisz tylko sobie, a jeszcze jak on dowie sie o tym to bedzie miał satysfakcję ze jesteś w takim stanie. Ja tez bylem zadurzony po uszy, myślałem, ze do grobowej deski bedzie moją miłością. Aż przyszła ta chwila, ten moment. I tak wydaje mi sie, że łatwo pozbylem sie tych przeżyć, chociaz nie ukrywam ze mam czasami myśli, ze moze warto byloby jeszcze raz wrócić - NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! AMEN!!!!!!!
  • zutencja666 19.09.18, 17:23
    Nie czytałam, byłbyś uprzejmy mi podesłać jakiś link? Gubię się w tych wątkach.Nie ukrywam,że lepiej mi jak to czytam, mam wtedy przynajmniej jakąś złość połączoną z obrzydzeniem.Moim zdaniem dobrym pomysłem jest wypisanie sobie tych wszystkich hardkorów,które mi robił bez mrugnięcia okiem.Dzięki za słowa wsparcia!Czy masz informację o jakiejś grupie wsparcia w Wawie czy fachowcy do którego mogłabym się zgłosić?niestety ciężko przezywam każdą porażkę.Wiem,ze to było totalnie toksyczne ale mega trudno to objąć rozumem i sercem.Podobno mozg sie przyzwyczaja do rollercoastera...
  • trust21 19.09.18, 21:54
    ''Podobno mozg sie przyzwyczaja do rollercoastera...''

    Trochę tak. To jest potem w kółko taki wariacki taniec odpychanie - przyciąganie i tak w nieskończoność.
    Te strony powinny Ci trochę pomóc:
    koniectoksycznych.blogspot.com
    toksycznakobieta.wordpress.com - nazwa niech Cię nie zniechęca. Płci męskiej też to dotyczy.
  • zutencja666 20.09.18, 01:12
    Dzięki, pierwszy znam na pamięć;) drugi ciekawy i podpisuję się niestety pod nim.Czas zakasać rękawy i skupić się na swoich deficytach i potrzebach.Ciężko będzie...
  • trust21 20.09.18, 21:12
    No myślę, że to powinnaś zrobić. Jeśli swoich problemów nie rozwiążesz, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że za jakiś czas znowu wejdziesz w taką relację. Dobrze jest się skupić na tym, co Cię przyciągało do delikwenta i dlaczego byłaś (i jeszcze pewnie wciąż jesteś) z nim być. Może np, ciągnie Cię na facetów w jakiś sposób niedostępnych, z problemami itd...
  • leda16 22.09.18, 10:00
    Odnośnie jednostek o cechach osobowości i zachowaniach psychopatycznych, wiadomo już "co ciągnie" do nich kobiety. Jest to przede wszystkim charakter partnerki - empatia, tolerancja, skłonność do współpracy, życzliwość, wyrozumiałość, ufność, lojalność, chęć wspierania i zasady moralne. W kwestionariuszu badającym te cechy kobiety uzyskiwały wysokie wyniki w przeciwieństwie do zaburzonych mężczyzn. Nie są mi znane podobne badania wśród będących ofiarami związku mężczyzn, aczkolwiek można domniemywać, że uzyskaliby podobne wyniki. Oczywiście nie jest nic "zaburzonego" w wysokim poziomie empatii, chęci wspierania dążeń partnera, tolerancji przejawiającej się w dawaniu kolejnej i kolejnej szansy oraz miłości i przywiązaniu do których nie są zdolne zaburzone osobowości, więc nie dajcie sobie wmówić, że to z Wami, usiłującymi wytrwać w związku, jest "coś nie tak", jesteście "uzależnieni od miłości" lub szacunek dla agresji fizycznej bordera (zamiast wniosku do prokuratury o ściganie i ukaranie) jest dowodem Waszej...kultury. Dobrze byłoby, gdyby jeszcze sądy rodzinne zrozumiały, że powierzanie władzy rodzicielskiej matce z borderline jest wyrządzaniem straszliwej krzywdy bezbronnym dzieciom.

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 22.09.18, 11:40
    No trochę bym polemizował z tym co piszesz, ale po kolei.

    Każdy człowiek posiada zdrowe granice akceptacji dla pewnych zachowań. Jeśli te granice są słabe lub zaburzone, to jest duży problem. O tym nawet pisze dr. Tara Palmatier, autorka tych wszystkich tekstów, które są tłumaczone na blogach podanych zutencji666. Każdy może się pomylić - nikt nie ma na głowie wytatuowanej nazwy choroby czy zaburzenia, które posiada. Więc samo wejście w taki związek o niczym jeszcze nie świadczy. Do tego takie osoby często potrafią się na początku maskować. Jednak jeśli wydarzy się krzywa akcja w trwającym już związku, to osoba ze zdrowym poczuciem własnej wartości, postawi granice. Jeśli to nie będzie wyjątkowo krzywa akcja, uświadomi drugą stronę, że jeśli sytuacja się powtórzy to koniec. Zazwyczaj sytuacja znowu się powtarza po pewnym czasie, co w praktyce oznacza koniec związku.

    W przypadku osoby, która ma problemy, sytuacja zazwyczaj wygląda inaczej. A przyczyną destrukcji jest zazwyczaj niskie poczucie własnej wartość i lęki. Nikt mi tutaj nie wmówi, że jeśli ktoś tkwi latami w związku w którym jest przemoc fizyczna, psychiczna, to że z tą osoba jest wszystko ok. To samo się tyczy sytuacji, w której, ktoś raz po raz wchodzi w takie ''trudne związki'' - tu akurat ewidentnie przyczyną jest ciągle odpalany destrukcyjny skrypt w głowie.

    To jednak nie oznacza, że ktoś taki jest ''sam sobie winien'' albo, że jest ''co najmniej tak samo zaburzony''. Jednak warto w takiej sytuacji szukać pomocy. Empatia, współczucie to wszytko jest fajne, ale jeśli ktoś uparcie tkwi w związku, który jest takim pociągiem bez sprawnych hamulców lub powtarza schemat niezdrowego związku, to jest coś nie tak.

    To dobrze widać u niektórych osób z dda - zwłaszcza kobiet, które na partnerów wybierają sobie osoby niedostępne emocjonalnie lub z uzależnieniami lub innymi problemami itd. Zazwyczaj odgrywają one stary schemat z domu, próbując sobie zasłużyć na miłość (partner jest takim substytutem ojca) Takie osoby uważają że prawdziwa miłość jest tylko wtedy, gdy boli. Jeśli ktoś takiej delikwentce pewnych rzeczy w głowie nie poukłada, to taka kobieta jest skazana na samotność lub trwanie w toksycznej relacji z np. mężem pijakiem tyranem lub w roli wiecznej kochanki, ''partnera'', którego widzi głównie w sypialni.
  • leda16 24.09.18, 20:34
    trust21 napisał(a):
    > Każdy człowiek posiada zdrowe granice akceptacji dla pewnych zachowań. Jeśli te
    > granice są słabe lub zaburzone, to jest duży problem.


    Nie rozpatrywałabym tych granic w kategoriach zdrowe - zaburzone, silne - słabe, raczej w wymiarze ich szerokości. A one potrafią być bardzo rozległe. Słusznie piszesz, że znaczącym jest akceptacja i tolerancja dla patologicznego zachowania. Może odwołam się tutaj do popularnej piosenki - "miłość ci wszystko wybaczy..." Rzeczywiście, wybaczy bardzo, bardzo wiele. I wydaje mi się, że to właśnie ona trzyma ofiary przy katach. Miłość, przywiązanie, wiara. Bo skoro na początku było tak dobrze, to może się uda ta miłością , zrozumieniem, tolerancją, łzami, modlitwą, uzyskać powrót do tego, co było. Przypuszczam, iż na tym etapie kocha się już nie osobę, tylko własne wyobrażenie o niej i to jest najtrudniejsze do zdeptania. Rzeczywiście, niektórym zajmuje to tylko miesiące a niektórym aż lata. Inni znów muszą się pogodzić z faktami, bo po prostu zostają porzuceni. To, co ludzi trzyma przy osobnikach zaburzonych nie jest głupotą a porzucenie ich nie wiąże się z wyrachowaniem.


    Każdy może się pomylić - nikt nie ma na głowie wytatuowane
    > j nazwy choroby czy zaburzenia, które posiada. Więc samo wejście w taki związek
    > o niczym jeszcze nie świadczy. Do tego takie osoby często potrafią się na pocz
    > ątku maskować. Jednak jeśli wydarzy się krzywa akcja w trwającym już związku, t
    > o osoba ze zdrowym poczuciem własnej wartości, postawi granice.


    Ależ to coś zupełnie innego niż tolerancja. Więc osoba zakochana postawi granice, ale później będzie je rozszerzać zwłaszcza pod wpływem manipulacji zaburzonego partnera.


    > W przypadku osoby, która ma problemy, sytuacja zazwyczaj wygląda inaczej. A prz
    > yczyną destrukcji jest zazwyczaj niskie poczucie własnej wartość i lęki.


    Czyli zakładasz, że ofiara wchodzi w związek już z niskim poczuciem własnej wartości? Ale może być przecież tak, że adekwatne poczucie wartości zostało totalnie zniszczone u tej osoby przez zaburzonego partnera, co następnie wygenerowało silny lęk. Mańka na początku związku czuła się jak królowa a kiedy psychopata szantażem emocjonalnym oskubał ją ze wszystkiego, łącznie z domem a potem porzucił, trudno oczekiwać, żeby miała w wyniku tych doświadczeń wysoką samoocenę. Sam wiesz, że bordery i osobowości nieprawidłowe potrafią zgotować partnerom ogromną huśtawkę emocjonalną z przerzucaniem się od rozpaczy do nadziei i wiary w naprawę związku.


    > To jednak nie oznacza, że ktoś taki jest ''sam sobie winien'' albo, że jest ''c
    > o najmniej tak samo zaburzony''. Jednak warto w takiej sytuacji szukać pomocy.


    Nie tylko warto, ale i należy. Są ludzie, którzy stosunkowo szybko zerwą "toksyczny" związek a trucizna zalega latami.


    > To dobrze widać u niektórych osób z dda - zwłaszcza kobiet, które na partnerów
    > wybierają sobie osoby niedostępne emocjonalnie lub z uzależnieniami lub innymi
    > problemami itd. Zazwyczaj odgrywają one stary schemat z domu, próbując sobie z
    > asłużyć na miłość (partner jest takim substytutem ojca) Takie osoby uważają że
    > prawdziwa miłość jest tylko wtedy, gdy boli.


    Owszem, próbują zasłużyć na miłość, ale równocześnie chcą takie osoby "uleczyć", otoczyć opieką, wspomagać, itp. Takie Samarytanki od siedmiu boleści. Wierzą, że ich starania dadzą pozytywny efekt. Ale jestem pewna, że gdyby zaburzony zaczął relację od bijatyki, natychmiast wiałyby, gdzie pieprz rośnie. "Nie bij jej, dopóki się nie przywiąże...potem już możesz" to żelazna reguła u agresywnych psychopatów. Ale 2/3 tych ludzi nigdy partnerów nie bije. To są psychopaci w "białych rękawiczkach".





    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 24.09.18, 21:08
    ''Nie rozpatrywałabym tych granic w kategoriach zdrowe - zaburzone, silne - słabe, raczej w wymiarze ich szerokości. A one potrafią być bardzo rozległe''

    Miałem tutaj na myśli sztywne granice, ustawione we właściwym miejscu po prostu.

    ''Rzeczywiście, wybaczy bardzo, bardzo wiele. I wydaje mi się, że to właśnie ona trzyma ofiary przy katach. Miłość, przywiązanie, wiara. Bo skoro na początku było tak dobrze, to może się uda ta miłością , zrozumieniem, tolerancją, łzami, modlitwą, uzyskać powrót do tego, co było. Przypuszczam, iż na tym etapie kocha się już nie osobę, tylko własne wyobrażenie o niej i to jest najtrudniejsze do zdeptania. Rzeczywiście, niektórym zajmuje to tylko miesiące a niektórym aż lata. Inni znów muszą się pogodzić z faktami, bo po prostu zostają porzuceni. To, co ludzi trzyma przy osobnikach zaburzonych nie jest głupotą a porzucenie ich nie wiąże się z wyrachowaniem. ''

    Ja bym leda w ogóle tego miłością nie nazwał. Faktycznie, może czasami ludzi trzyma w takich związkach naiwna wiara na lepsze jutro, jednak często to trzymają własne deficyty niestety :-(

    ''Ależ to coś zupełnie innego niż tolerancja. Więc osoba zakochana postawi granice, ale później będzie je rozszerzać zwłaszcza pod wpływem manipulacji zaburzonego partnera.''

    Ponoć miłość rozum odbiera, jednak nie wierzę by aż tak bardzo :-) Osoba zakochana, ale jednak przy tym zdrowa, może czasami lekko je rozszerzy, ale nigdy znacząco. Granice to podstawowa sfera bezpieczeństwa. No i nie będzie tak podatna na manipulacje. Zawsze w związku idzie się na pewne kompromisy. Np. moja partnerka pali rano przy kawie. Ja papierosów nie lubię, nie cierpię tego dymu. Więc kiedy ona sobie musi dać dymek w płuco o poranku, to umówiliśmy się, żeby nie paliła przy mnie w jednym pomieszczeniu. Ale jakby mi choć raz odwaliła jakiś gruby numer, jakie mi robiła moja była, to nawet nie byłoby o czym gadać. Tu ustępstw by już nie było. Na tym tym polega.

    ''Czyli zakładasz, że ofiara wchodzi w związek już z niskim poczuciem własnej wartości?''

    czasem wchodzi z bardzo niskim, jak najbardziej.

    ''Ale może być przecież tak, że adekwatne poczucie wartości zostało totalnie zniszczone u tej osoby przez zaburzonego partnera, co następnie wygenerowało silny lęk.''

    Pytanie tylko, czy osoba ze zdrowym poczuciem własnej wartości, pozwoliłaby je tak zniszczyć przez toksycznego partnera :-) Ale może i tak się zdarzyć jak piszesz. W życiu bywa w końcu różnie.

    ''Ale jestem pewna, że gdyby zaburzony zaczął relację od bijatyki, natychmiast wiałyby, gdzie pieprz rośnie.''

    No jeśli tatuś w domu bił mamę, to mogą też w tym siedzieć dalej, jak najbardziej. W końcu to znają z domu.
  • erma74 19.09.18, 22:55
    Mój wątek
    forum.gazeta.pl/forum/w,35861,166167759,166167759,Chyba_uwolnilem_sie_od_partnerki_z_BPD.html
  • zutencja666 20.09.18, 01:31
    Dziękuję, pochłaniam wzrokiem i sercem.Widzę duzo podobieńst do tej pory ale wypowiem się po przeczytaniu całości.serdeczne pozdrowienia! Zuzka
  • leda16 20.09.18, 12:59
    Z każdego związku z zaburzoną(nym) osobowościowo partnerem człowiek wychodzi mocno poturbowany. Rozstanie jest niekiedy nazywane wyjściem z piekła. Najbardziej kaleczy bliska znajomość z psychopatą i niestety z borderem. Nie dziwi to zważywszy na fakt, że DSM IV i V diagnostycznie umieszczają je w jednej osi i traktuje jako dominujące, utrwalone do końca życia patologiczne wzorce zachowania. Dotyczą one zarówno kobiet jak i mężczyzn i stanowią ogromny, niedoceniany jeszcze w Polsce problem społeczny. Niekwestionowana obecnie prawda jest taka, że bordery i psychopaci nie nadają się na współmałżonków ani na rodziców. Od lat 80 -tych w USA powstało wiele programów opieki nad poszkodowanymi w takich związkach. Są zajęcia indywidualne, grupowe, praca z coachem, prowadzone przez psychologów grupy wsparcia, psychoedukacja prowadząca do nauczenia się przez ofiary unikania ponownych tego typu związków. Co więcej, część ubezpieczycieli refunduje koszty takiej kompleksowej terapii. U nas nie ma prawie nic, nie ma specjalistów doświadczonych w niwelowaniu tego typu, bardzo specyficznych kryzysów, właściwie prowadzonych grup wsparcia, kompleksowych oddziaływań. Modny od lat temat, którym zachłystują się kolorowe brukowce stanowi "molestowanie seksualne w dzieciństwie" z jego wyolbrzymionymi drastycznie skutkami i efekciarstwem typowym dla IX w. zaśmierdłej dulszczyzny. Nawet tutaj, jeszcze do niedawna, poszkodowani przez borderów byli lżeni insynuacjami "tak samo zaburzonych jak bordery", zakrzykiwani, zatupywani. Były próby wyganiania ich z forum rzekomo "dla borderów". Tą nienawistną aktywność względem ofiar zaburzeń osobowości prawdopodobnie wykazywali Dyskutanci zdiagnozowani jako borderline. Ale na szczęście, obecnie na Forum znajduje kilka osób o podobnych doświadczeniach jak Twoje "zutencja666", które na pewno chętnie Ci pomogą. Pisz śmiało o swoich problemach w związku, im więcej takich osób będzie tu zaglądało, tym lepiej. Wśród Uczestników mamy również psychologa, który w miarę wolnego czasu chętnie odpowie na Twoje pytania.

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 24.09.18, 11:00
    Leda16
    Dzięki Ci za to.Szukam wciąż jakiejś grupy wsparcia ale chyba najlepszym pomysłem w tej sytuacji jest stworzenie grupy wsparcia samemu i znalezienia kompetentej osoby,która by taką grupę poprowadziła.Byłam dziś u psychologa,ktory zalecił poradnie współuzależnien...grup wsparcia w Wawie tak jak napisałeś nie ma.I jak zwykle pacjent zostaje sam...cieszę się,że tu trafiłam,póki co to jedyne miejsce gdzie ktoś rozumie co przechodzę.Na dniach zrelacjonuje co mnie spotkało,bo na razie próbuję sama to ogarnąć umysłem.
  • leda16 24.09.18, 19:46
    Nie mieszkam w Warszawie i pisałam o problemie ogólnopolskim. W zasadzie dobrze byłoby, aby tutaj takie forum powstało, w końcu tytuł "Borderline" już jest, ale bezpośrednie, cotygodniowe spotkanie osób poszkodowanych są wręcz bezcenne. I żeby nie zamieniły się w ścianę płaczu, potrzebny byłby psycholog pilotujący taką grupę. Oczywiście konieczna jest sieć poradni. Wszystko jednak rozbija się o kwestie finansowe.

    --
    www.pmiska.pl
  • krzywijo 24.09.18, 08:28
    Zutencja666, witaj.
    Ja mam za sobą z borderem związek 5cio letni. Wracalam już chyba 45 razy...a za każdym razem jak odchodzi to ja jestem winna.
    Mialabys może ochote na bliższy kontakt ? Może byłoby nam łatwiej....
  • zutencja666 24.09.18, 10:47
    krzywijo,
    Jasne,myślę,że to dobry pomysł. Napisz do mnie na zutencja@gmail.com proszę.Zuzka
  • erma74 26.09.18, 00:01
    Ooo to juz tutaj dziewczyny nic nie popisza. A szkoda bo każdy przypadek jest inny i chętnie bym posłuchał.
  • zutencja666 26.09.18, 01:54
    erma74, popiszą, popiszą;) Chociaż mowię za siebie...:)Twoja historię przeczytałam od razu i wracalam do niej.Odniosę się w następnej wiadomości,bo nienajlepiej się mam.Chłonę czyjeś sprawy a moje ciężko przelać na "papier".Wczoraj w nocy ulożylam sobie wszystko w glowie,bo mialam niezły flow wkurwowy,że tak się brzydko wyrażę...muszę nauczyć się obslugiwać moj telefon i wtedy spłodzę moją myśl gadając do telefonu,bo jednak szybciej myślę niż piszę...

    W skrócie to moja historia i ostatnie wydarzenia:

    Trzymam się słabo,bo widziałam się z nim w piątek i sobotę po długiej przerwie.
    To niestety ja nalegałam na spotkanie,On się migał...Chciałam sobie to ułożyć w głowie i sercu, w sumie nie żałuję tego spotkania,bo wyciągnęłam z tego dużo, gorzej,że jak się spotkaliśmy,to następnego dnia znów,mimo,że wiedziałam że to dead end:( I z znów z "mojego Marcina"wyszło zło...chciałam się rozstać w jakimś spokoju, utwierdzeniu w pewnych sprawach.Ale nie da się chyba tego ułożyć w jakąś logiczną całość. Jego nie interesują moje uczucia,tylko on cierpi i został zostawiony:(
    mimo,że robił mi tyle krzywdy,nie wracał na noce...odcinał się,robił hardcore!

    Byłam z nim prawie 4 lata,mieszkaliśmy ze sobą przez ten czas.Zaczęliśmy ze sobą mieszkać bardzo szybko,bo po 2 miesiącach znajomości od listopada 2014.(pierwszy raz mi się to przydarzyło,bo związki zaczynałam od przyjaźni).
    W tamtym roku uciekłam od niego na 2 miesiące a później on się do mnie wprowadził i po chwili było to samo... . Ale były okresy,że on ze mną w ogóle nie rozmawiał.Nie chciał usiąść i porozmawiać o nas,każda próba rozmowy kończyła się fiaskiem i jego wychodzeniem.

    Ja jestem rocznik 80.Chciałam mieć już rodzinę,ale wiem,ze z nim to niewykonalne.Bo ile można nianczyć duże dziecko,które jest kompletnie niereformowalne?!
    i nie chce się nawet leczyć.Robi jakieś pozorne ruchy...
    Moje powody bycia w toksycznym związku...?
    Trzeba sie nad tym zastanowic....ja zadaje sobie to pytanie codziennie...upokarzanie, nie wczuwanie sie w to co ja czuje, moi bliscy...nie dbanie o moje potrzeby...

    Wydaje mi sie,ze ja caly czas mam nadzieje go naprawic,bo pamietam te swietne chwile ale musimy scalic w jednosc ta osobe.Od tego zalezy nasze postrzeganie tej osoby...
    Ja mam problemy emocjonalne w zwiazku z tym,ze zabraklo w ktoryms momencie mojego zycia mojego ojca.Oboje rodzice maja wolne zawody i moj ojciec jak mialam lat 9 przeprowadzil sie na Mazury...byl niedostepny emocjonalnie...stad u mnie niskie poczucie wartosci(oczywiscie nie glownie) i zazdosc,ktora mnie zzerala nawet jak moj partner byl mi wierny...
    Ja to wszystko w duzej mierze rozumiem, mam spory wglad w siebie ale w zycie nie umiem tego wprowadzic...
    Myslę często o tym jakiego chcialabym miec partnera.Mi to pomaga,bo wiem ze Marcin nigdy temu nie sprosta...On sam twierdzi,ze chyba nie uda mu sie miec rodziny i ze nigdy nie bedzie szczesliwy.
    Wczesniej byl pewien ze zalozy ja ze mna...ale ja to czuje,ze to by nie wyszlo:(
  • zutencja666 26.09.18, 02:20
    kilka slow o "moim"M...
    To jest dla mnie uzależnienie od drugiego człowieka,silne jak narkotyk.Ja też czułam się przy nim zdrowa, szczęśliwa,czułam,że możemy razem wszystko,ale chodziłam na terapię,chociaż nie czułam potrzeby. Ale u nas to było tak,że potrafiło być przez max tydzień cudownie,euforycznie wręcz,wspólne plany, marzenia,rozmawianie o dzieciach,psach,domu.Potem u niego brutalny odwrót i znów straszliwa depresja.Narzekanie,dołowanie mnie, siebie, brak perspektyw, nierozmawianie, opryskliwość.A ja się dwoiłam i troiłam,żeby go z tego gówna wyciągnąć tracąc całą energię na niego...On nie skończył studiów Informatycznych,ale pracował w branży kiedyś.

    Jak się zaczęliśmy spotykać to robił chałtury jakieś ale prawda jest taka,że nie dość,że wyciągałam go z depresji,to go utrzymywałam przez połowę związku.On stracił dwa razy pracę przez alkohol,raz twierdził,że już nie był w stanie pracować w takim gównie,innym razem też coś było nie tak...Wiecznie znudzony,narzekający,na zewnatrz przy ludziach dusza towarzystwa,bajerant lasek,jest dość przystojnym facetem i szalenie inteligentnym ale...podniósl na mnie rękę kilka razy, twierdząc,ze go sprowokowałam, postawiłam pod murem pytaniami jak on to mawiał. Że on miał piekło w domu i nie mogę z nim tak postępować.Ja nigdy nie byłam nachalna,ale chciałam w kóńcu usiąść pogadac co dalej,tym bardziej,że nie wracał do domu na noce,miał niespożyte ilości energii po alkoholu,to wiem na pewno,bo nie raz bawilismy się do rana.Ale ja już nie mam potrzeby,zeby imprezowac jak nastolatka,choć jestem towarzyską osobą. A jego jak to mawiał nosiło...wracał często poobijany,nie raz,nie dwa trafiał na wytrzeźwiałkę a ja umierałam ze stresu w domu co mu się stało.Próbował rzucić alkohol,ale udawało mu się to tylko raz na miesiąc,później mnie oszukiwał,że nie pije.
    Co i raz zadałam sobie pytanie co ja robię z takim menelem...ale wciaż widzialam w nim czlowieka,ktoremu trzeba pomoc...
  • trust21 26.09.18, 08:27
    Zapoznaj się z terminem dda, bo prawdopodobnie miałaś do czynienia z osobą, która ma ten syndrom. Żeby miał bordeline, to z tego opisu nie widać. Powiedz jeszcze czy mówił ci coś o zasługiwaniu na miłość?

  • erma74 26.09.18, 09:13
    Nie wiem jak duze miało to dla niej znaczenie i czemu tak często to powtarzała, ale moja Kaśka BPD prawie, ze kazdego dnia zadawala mi pytania:
    "Czy nigdy mnie nie zostawisz?"
    "Czy już do końca życia bedziesz ze mną bez względu na to co sie wydarzy?"
    Itp
  • zutencja666 26.09.18, 12:13
    To samo z Marcinem,mimo,ze lamal wszelkie zasady...przekraczal granice, i testowal wciaz moje...kiedys mu napisalam kartke po jakims straszliwym wydarzeniu:Tylko dziecko kochamy za to,ze jest a doroslego za to kim jest".jego odpowiedz:kazdego trzeba kochac mimo wszystko...
  • zutencja666 26.09.18, 12:10
    trust21,termin mi jest znany,ale nie sądzę,że tędy droga...chociaz i tego nie wykluczam...

    Wczoraj pisałam w wielkim skrócie i lekkim chaosie,bo mam dużo na głowie i nie spię ostatnio za dobrze...

    Praktycznie codziennie mówił,że nie zasługuje na miłość,powinien być wyskrobany!!!:(że tak mu mówiła jego matka nie raz:( Ojca zupełnie nie znał i nawet nie mógł się od swojej własnej matki dowiedzieć kto im był:( Matka omnibus,menipulacja full,nadpobudliwa,nie radzaca sobie w zyciu,wydzwaniajaca 50 razy dziennie to synka,ktory jej neinawidzi i traktuje jak scierwo:(

    Często mowol zebym go tylko kochała i przytulała.I czy nigdy go nie zostawię...pozniej dystansowal sie do swojej slabosci przywalajac jakis sarkastyczny zart...

    Miał wieczny lęk,że go zostawiam...sam prowokował awantury,był w stanie mi wmawiać wiele rzeczy,czesto musialam wyjsc z domu bo balam sie jego agresji...potem płakał jak dziecko,że czuje się samotny,niechciany,żebym go tylko kochała,że on się poprawi....nigdy w zyciu nie pomyslał o mnie w tym wszystkim,zawsze jemu było najgorzej,najsmutniej...mial niepamiec faktow,albo udawal,ze nie pamieta...
    Potwornie często zmieniał mu się nastrój, jakby ktoś włączył czy wyłączył jakiś pstryczek,wieczne uczucie pustki, nie kontrolował wybuchów gniewu,patologicznie kłamał i bardzo często nie objawiał wyższych uczuć jak się coś stało komuś,jakby nie umiał współczuć....bardzo często zachowywał się lekkomyślnie,musi być adrenalina,bo jak jej nie ma to jest nudno i za stabilnie.. Wywlekał bardzo często nie tylko moje tajemnice,ale i innych ludzi,czasami czułam się tak zażenowana tym zachowaniem:(

    Miał ostro zaburzony obraz siebie.Raz był kupą gówna,która się do niczego nie nadaje a potem zajebistym,inteligentnym gościem,który może wszystko.
    Myślę z całą pewnością,że mnie zdradzał ale o tym w innym mailu...bo to na razie potwornie bolesne dla mnie...
    jego depresja przeplatała się ze stanami euforycznymi,stąd moje przypuszczenie dodatkowo choroby afektywnej dwubiegunowej też, ma na pewno nerwice.Potrafil nie spac 2 dni,wkrecajac sie w prace lub na imprezie.Nigdy nie bral narkotykow,za to jak zaczynal pic alko to nie mial umiaru i czesto gdzies zapypial,w knajpach,oparty o sciane.Kilka razy trafial na wytrzezwialke,w tym roku zgubil juz 5 telefonow,2 razy karty,dokumenty,zostawial ciuchy....

    Jestem w wykształcenia psychologiem,choc nie skończyłam studiów,i głownie zajmowałam się psychologią zwierząt,i jestem początkującym behawiorystą psów,ale jakieś pojęcie mam o sprawie...z duza pewnością mogę stwierdzić że on to ma,zważywszy jeszcze na jego dzieciństwo.

    Kto kogo zostawił....?ja uwazam,że on mnie...nie rozmawiał ze mną miesiąc,spotykał się z róznymi ludzmi,były tez kobiety,widziałam jakieś wiadomości na fb,smsy,bajerowanie...a ja ja ta pinda siedziałam w domu i płakałam.Chociaż jak wzięłam się za siebie,wystroilam,byłam uśmiechnieta nawet na pozór i gdzieś wieczorem wychodziłam to widziałam,że jego aż skręca.Oczywiście wtedy zaczęły się próby rozmawiania...mam wrażenie,że on czerpał radość z tego,że ja umieram...że się przez niego czuje,jestem stłamszona.Czuł wtedy,że jest coś warty....
    Odeszłam od niego 26 lipca,kiedy wywlekł mnie z łożka o 5 nad ranem,wrzeszcząc na mnie i szarpiąc. Następnego dnia zgłosiłam to policjantom których spotkałam ale powiedziałam im,że nie zostaje w mieszkaniu,więc nie zalożyli mi niebieskiej karty.Ale jest adnotacja.
    C.d.n
  • leda16 26.09.18, 16:41
    zutencja666 napisał(a):
    > Praktycznie codziennie mówił,że nie zasługuje na miłość,powinien być wyskrobany
    > !!!:(że tak mu mówiła jego matka nie raz:(


    Słyszałaś jak mu to mówiła, czy bezkrytycznie wierzysz w jego kłamstwa? Ale zakładając, że tak jednak było, na jakiej zasadzie sądziłaś, że mężczyzna wychowany w skrajnej patologii będzie się zachowywał normalnie?Facet, który nigdy nie widział jak funkcjonuje normalna kochająca się rodzina, Tobie i Twoim dzieciom taką rodzinę stworzy? Przecież z książek się tego nie nauczy!


    ( Matka omnibus,menipulac
    > ja full,nadpobudliwa,nie radzaca sobie w zyciu,wydzwaniajaca 50 razy dziennie t
    > o synka,ktory jej neinawidzi i traktuje jak scierwo:(


    I myślałaś że za seks, który mu dajesz, Ciebie będzie traktował inaczej? Przecież sednem miłości nie jest seks lub dosadniej - kopulacja, tylko uczucia wyższe, których on nie ma dla nikogo, skoro nie ma ich nawet dla własnej matki.


    .z duza pewnością mogę stwierdzić że on to ma,zważy
    > wszy jeszcze na jego dzieciństwo.



    No, ale czemu to dla Ciebie takie ważne, co on "ma"? Nie ma warunków do założenia rodziny, nie potrafi funkcjonować w roli męża i ojca i to Ci powinno wystarczyć.

    mam wrażenie,że on czerpał radość z tego,że ja umieram...że się
    > przez niego czuje,jestem stłamszona.


    Czyli traktował Cię jak ścierwo. Tak, jak matkę, która jednak z obiadkami do dorosłego chłopa ganiała mimo, że taka "niezaradna"


    > Odeszłam od niego 26 lipca,kiedy wywlekł mnie z łożka o 5 nad ranem,wrzeszcząc
    > na mnie i szarpiąc. Następnego dnia zgłosiłam to policjantom których spotkałam
    > ale powiedziałam im,że nie zostaje w mieszkaniu,więc nie zalożyli mi niebieski
    > ej karty.Ale jest adnotacja.


    No i idąc za ciosem należy zgłosić na policję wniosek o ściganie i ukaranie naruszenie Twojej nietykalności cielesnej. Z samej adnotacji nic Ci nie przyjdzie.



    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 26.09.18, 11:26
    zutencja666 napisał(a):
    > Wydaje mi sie,ze ja caly czas mam nadzieje go naprawic,bo pamietam te swietne c
    > hwile ale musimy scalic w jednosc ta osobe.Od tego zalezy nasze postrzeganie te
    > j osoby...


    Bardzo trafne spostrzeżenie i w zasadzie zgodne z tym, co mówią badania na ten temat, natomiast Twoje oczekiwania są całkowicie rozbieżne z rzeczywistością. Nie wiem, czy Twój partner miał więcej z bordera czy z psychopaty, ale - wg stosunkowo świeżych odkryć zaburzenia osobowości są warunkowane neurobiologicznie. Dlatego też są słabo podatne na psychoterapię a Ty im szybciej uwierzxysz (bo empirycznie tego nie sprawdzisz, że -
    - nie naprawisz jego genetyki swoją miłością
    - nie spowodujesz, że dzięki Twojemu "zrozumieniu" i niańczeniu jego neurobiologia zacznie
    funkcjonować właściwie,
    - nie wypłaczesz i nie wymodlisz dla niego właściwej neurobiologii.
    Zamiast więc tracić czas na pielęgnowanie zadanych Ci ran i złudzeń, raz na zawsze odetnij się od tego faceta, zablokuj komórkę, swój profil na fb i możliwość jakichkolwiek kontaktów. Przestań roić, że on nadaje się na męża i na ojca Twoich dzieci, bo każdy specjalista Ci powie, że się nie nadaje! Erma, Trust - gdyby radykalnie nie zerwali kontaktu ze swoimi partnerkami, byliby wciąż tam, gdzie Ty teraz i coraz bardziej pogrążaliby się w odmętach ich destrukcyjnego działania. Owszem, wychodzenie z traumy jest bardzo ciężkie, ale trwanie w niej jeszcze bardziej. I niszczy Cię psychicznie.


    > Myslę często o tym jakiego chcialabym miec partnera.Mi to pomaga,bo wiem ze Ma
    > rcin nigdy temu nie sprosta...On sam twierdzi,ze chyba nie uda mu sie miec rodz
    > iny i ze nigdy nie bedzie szczesliwy.


    A pies drapał jego szczęście! To już w ogóle nie powinno Cię obchodzić, to wyłącznie jego problem.


    > Wczesniej byl pewien ze zalozy ja ze mna...ale ja to czuje,ze to by nie wyszlo:
    > (


    No i uświadom sobie wreszcie, że Ty tego nie "czujesz". Ty to już wiesz! I nigdy więcej czujem żadnych wyborów życiowych nie dokonuj, tylko wiedzą i rozumem.

    --
    www.pmiska.pl
  • erma74 26.09.18, 12:24
    Bardzo trudno jest czasem wykonać pewne rzeczy o których piszą forumowicze, ale mogę Ciebie zapewnić z własnego doświadczenia zutencja666, że rady leda16, ovonella czy innych podobnie wypowiadających się osób, o tym żeby odciąć się totalnie od partnera BPD (zasada zero kontaktu) to jedyna droga do tego żebyś nigdy więcej nie popadła w to bagno. Oni nigdy sie nie naprawią. Ja tkwię w takim postanowieniu od kilku ładnych tygodni, jest naprawdę coraz lepiej. Chociaż nie ukrywam, ze miewam jeszcze chwile słabości i myślę. Ale to trwa krótko i jest raczej normalne po takiej traumie. Bądź silna, nie dawaj wkręcić sie w żadne spotkanie, przeprosiny, obietnice i nie łudź się, ze moze może będzie dobrze. NIE, NIGDY NIE BĘDZIE DOBRZE. Powodzenia w wytrwałości!
  • zutencja666 26.09.18, 14:19
    Staram się na maxa brać te rady do siebie i zastosować! Od dwóch dni jestem spokojniejsza,bo nie przeglądałam starych smsów, nie analizuje...nie słucham nagrań rozmów,które w którymś momencie zaczęłam nagrywać,żeby móc do tego wrócić i otrzeźwieć. Wiem,że to jest długi proces ale na szczęście mam trochę teraz innych spraw na głowie i już nie rozmyślam co chwila o nim.Wieczory są najgorsze...bo jak było "dobrze" to uwielbiałam spac z Marcinem,paradoksalnie czułam się bezpiecznie i zasypiałam jak dziecko.Lubiliśmy sobie czytać na głos książki,grać w łożku w planszówki,wygłupiać się jak para dzieciaków.Wiem,że to se nevrati ale jest duża tęsknota za tymi chwilami...
    A teraz sobie mysle,ze on juz z kim innym moze zasypiac tak wtulony i mnie to zabija...
    Ja już nie mam złudzeń,że go naprawię...chciałabym Mu pomoc...miałam taki pomysł,żeby jego terapeucie zanieść dowody jego hardcorowych zachowań,nagrania rozmów,smsy...już mi trochę opadło i stwierdziłam,że pies mu mordę lizał,nie obrażając psa:)

    choć wciąż się czuję w jakiś sposób za niego odpowiedzialna...nie ma nikogo...chorą matkę,która prócz przynoszenia mu jedzenia tak naprawde nie jest w stanie go wesprzec emocjonalnie...ma znajomych a nie przyjaciół...wiem,ze sam sobie jest winien,że potracił ludzi wokół siebie...niewiele osob wie,że jest chory,widzą,że zachowuje się czasem nie do końca normalnie,ale twierdzą,że jest trzepnięty i taki jego urok,bo on potrafi zakręcić jak mało kto.Jest organizatorem kilku siatkówek w tygodniu i zrzesza sporo ludzi, organizuje tez imprezy po siatce...więc ma dostawę " świeżej"krwi. Ciagle poznaje nowych ludzi. Ma sarkastyczny żart,czasem testuje granice lekko kogoś obrażając,żeby później wejść komuś w d...za przeproszeniem.Daje,zabiera...full manipulacja...

    On nie chce mieć ze mną kontaktu na szczęście i nie sądzę,żebym nagle zaczął wykazywac incjatywę. Po naszym spotkaniu sprzed kilku dni stwierdził,że to ja go zostawiłam w "naszym mieszkaniu" a ostatnio jak zwykle obraziłam się i wyszłam.I że zaraz stwierdzę,że to przez jego zachowanie i to mój punkt widzenia.I ze tak się własnie przejawia nasze niedopasowanie i wzajemne niespełnianie oczekiwań.I że nie mamy sobie nic do zaferowania!!!(to mnie najbardziej uderzyło! ze moja miłość,oddanie,stawanie na rzęsach jest g...warte dla niego).I że on czuje się jak bezdomny,samotny przygłup skazany na porazkę... już po tych smsach zamilkłam i mimo,że kusiło mnie,żeby coś dopisać nie zrobiłam tego i póki co twardo się tego trzymam...

    amen.

  • trust21 26.09.18, 16:02
    Moja pierwsza myśl z twojego opisu to było właśnie dda. DDA nie czują się warte kochania, dlatego często mówią, e nie zasługują na miłość. Często jest tak, że gdy jest dobrze i stabilnie w relacji to ją sabotują, wszczynają awantury itd. No ale z Twojego opisu to wygląda faktycznie na głębszy problem. Pierwsze co się rzuca w oczy z Twojego opisu, to jest niestabilny obraz siebie. Raz czuje się że jest zajebisty a raz czuje się jak gówno. Do tego ma akcje, że potrafi nie spać 2 dni. To mi wygląda na CHAD. jeśli te zmiany są często, to może mieć po prostu CHAD z szybką zmianą faz. I tak na prawdę CHAD już tu by wystarczył, żeby Ci takie numery robili; żadne bodreline nie byloyby nawet tu potrzebne. Z drugiej strony, CHAD i bpd często występują razem.

    Ale tak na prawdę to nie jest istotne co mu jest. Istotne jest to, że traktował Cię jak gówno a Ty na to pozwalałaś. Do tego jeszcze próbował się tłumaczyć swoją sytuacją w domu, co miało prawdopodobnie zmusić Cię do jeszcze większych poświeceń. Kawał skurwysyna i tyle.

    A odpowiedzialna możesz być tylko za siebie, a nie za niego. Twoje poświęcenie nigdy nie byłoby docenione, bo tacy ludzie nie potrafią tego zrobić. Nigdy też nie mają takie historie dobrego zakończenia. Nie uratujesz go, możesz uratować tylko siebie, całkowicie odcinając się od niego. Rola związkowego ratownika ZAWSZE kończy się złe.
    Czas iść w Twoim przypadku na porządną terapię moim zdaniem.

    A co dotychczas robiłaś na tej terapii?
  • leda16 26.09.18, 16:48
    Moim zdaniem to symptomy typowe dla psychopatycznej manipulacji. On nie czuje się jak guano. On odwołuje się do Jej opiekuńczości, współczucia i chęci pomocy. Wrzeszczy i szarpie, bo go to rajcuje, jest pewny swojej bezkarności i wie, że ona i tak wróci. Zresztą ma już pewnie następną ofiarę. Co do konieczności terapii - pełna zgoda. No i definitywnie kopnąć gnidę w zadek. Bez tego szkoda czasu na terapię.

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 26.09.18, 17:35
    Ja dostałam diagnozę CHAD wiele lat temu,potem okazało się,że mam boleriozę i problemy hormonalne,więc lekarze zastanawiali się czy to nie to...chociaż mogło się równie dobrze wszystko nałożyć.U mnie to było dość lekkie,choć w 2010 roku nie spałam prawie 7 dni...i wylądowałam na neurologii.Brałam przez kilka lat lit i zgodnie z zaleceniami lekarza odstawiłyśmy mi leki.Funkcjonowałam dobrze do czasu kiedy zaczęło się chrzanić w związku z Marcinem. Brałam b.małe dawki ale na mój organizm to działało,bo przestałam mieć dołki i górki.Jestem stabilna od paru lat.Porównywałam Marcina stan do mojego.Często o tym rozmawialiśmy. Wydaje mi się,że to jednak nie to,bo jemu się te fazy w ciągu dnia zmieniały po kilkanaście razy a czasami tkwił w depresji po tydzień,10 dni.Moim zdaniem kombos,może miec i to i to...ale nie mi oceniać,od tego są specjaliści.

    To prawda,jestem na etapie szukania.Dostałam już skierowanie do psychologów z Interwencji Kryzysowej.Wybieram się na dniach.Muszę tez wrócić do sportu i innych moich zainteresowań,bo póki co wieczorami siadam z winem,cydrem,piwem w ręku.

    Przez dwa lata chodziłam do psychologa i przerabiałam tematy z ojcem i oczywiście na tapecie był ciągle mój związek...
  • trust21 26.09.18, 17:43
    ''Wydaje mi się,że to jednak nie to,bo jemu się te fazy w ciągu dnia zmieniały po kilkanaście razy a czasami tkwił w depresji po tydzień,10 dni.Moim zdaniem kombos,może miec i to i to...ale nie mi oceniać,od tego są specjaliści.''

    CHAD może też występować z bardzo szybką zmianą faz. Nazywa się to ultra-rapid cycling. Czasami typy CHADu mogą się zmieniać u tej samej osoby.
    Ale to już nieistotne. Ważne abyś teraz uwolniła się od tego faceta.
  • trust21 26.09.18, 17:45
    *mała korekta. Taka dobowa zmiana faz określana jest jako ChAD z okołodobową zmianą faz (ultradian cycling bipolar disorder).
  • zutencja666 26.09.18, 19:54
    Trust21,
    Kurcze,wydaje mi sie ze bym to rozpoznala przez tyle lat.Ludzie z CHAD nie maja az tak diametralnie zmiennego obrazu siebie...oczywiscie to dosc istotne dla mnie...z tego co wiem bierze Depakine czyli stabilizator...troche mu to pomagalo ale nie zmienilo moim zdaniem postrzegania swojej osoby.Ale bral go w kratke...no i alko do tego w ilosciach hurtowych...ale cholera wie co on ma i chyba sie nigdy tego nie dowiem.
    Jakie leki bierze sie przy bordeline?procz terapii,z tego co slyszalam najlepiej w duchu psychoanalizy.Tez stabilizatory?
  • trust21 26.09.18, 22:28
    ''Kurcze,wydaje mi sie ze bym to rozpoznala przez tyle lat.''

    Nie sądzę. Nie tylko dlatego, że nie jesteś specjalistą, ale także dlatego, że jesteś z nim emocjonalnie związana co utrudnia obiektywizm. Ktoś by go musiał porządnie przebadać.

    ''Ludzie z CHAD nie maja aż tak diametralnie zmiennego obrazu siebie.''

    Spójrz na to z innej strony. W CHADzie, w okresie manii, taka osoba czuje się niczym bóg, by zaraz w momencie dołka poczuć się jak g. No to jest dosyć mocno niestabilny obraz siebie.

    ''Jakie leki bierze sie przy bordeline?''

    Takie same jak przy CHAD. Dokładnie zależy to od psychiatry co tam przepisze. Ale w przypadku bpd te leki mają tylko za zadanie przyciszyć trochę, dzięki czemu np. lepiej prowadzi się terapię z taką osobą.
  • zutencja666 26.09.18, 23:29
    Po prostu porównywałam swoje stany z jego.Ja miałam mani przez miesiąc a obezwładniającą depresję przez tydzień i tak przez długi czas,później to się odwróciło. Ale obraz siebie miałam w miarę stabilny.Czułam,że jestem bardziej elokwentna w manii i bardziej się sobie podobałam a w depresji czułam się gównianie psychicznie i miałam lęki ale nie myślałam o sobie jak o g...miałam tylko poczucie bezsensu istnienia i lęku o moich rodziców,ich śmierć... On sam też sam się skłaniał ku borderline a diagnosta wciąż go diagnozuje a może już to zrobił ale ja o tym nie wiem.
    Ps.Trust21, to Ty jesteś tym psychologiem na forum,tak?
  • trust21 26.09.18, 23:40
    Nie możesz przerzucać przebiegu swojego chadu na innych. CHAD to różne i różne długości manii/hipomanii i depresji. Jest nawet CHAD o przebiegu sezonowym.

    Co do mnie, to jestem zwykłym użytkownikiem tego forum. Nie jestem psychologiem. Byłem kiedyś w toksycznym związku.
  • zutencja666 26.09.18, 23:49
    Alez oczywiście,że nie ale probowałam przynajmniej wstępnie,po swojemu go zdiagnozować i pomóc...bo nie mogłam juz znieść tego wszystkiego.Jakoś objąć to rozumem, nazwać,żeby nie zwariować.
    Wysyłałam na rezonanse głowy, plywy,bo często skarżył si na ucisk w glowie, szumy, pisk...nic nie wykryło...słuch ponaprzeciętny, MRI w porządku.Stawałwm na rzęsach,żeby wiedzieć co mu jest i go uleczyć ..
  • leda16 26.09.18, 23:56
    zutencja666 napisał(a):

    > Trust21,
    > Kurcze,wydaje mi sie ze bym to rozpoznala przez tyle lat.Ludzie z CHAD nie maja
    > az tak diametralnie zmiennego obrazu siebie..


    Masz całkowitą rację. Każdy psychiatra Ci to powie.

    .z tego co wiem bierze Depakine czyli stabilizator...troche mu to pomagalo


    Bo Depakine pomaga epileptykom a nie borderom :)


    > Jakie leki bierze sie przy bordeline?procz terapii,z tego co slyszalam najlepie
    > j w duchu psychoanalizy.Tez stabilizatory?


    Ostatnio modna jest terapia dialektyczna a leki głównie uspokajające.




    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 26.09.18, 23:46
    Tyle, że takiego CHAD w realu się nie spotyka :)

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 26.09.18, 23:50
    Jakiego?:)
  • leda16 26.09.18, 23:58
    Z dobową zmianą faz.

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 27.09.18, 08:24
    No i tu się grubo mylisz.
    ChAD z okołodobową zmianą faz (ultradian cycling bipolar disorder), gdy oba bieguny choroby ujawniają się, nieraz kilkakrotnie, w okresie 24–48 godz.
    online.synapsis.pl/Choroba-afektywna-dwubiegunowa-ChAD-podstawowe-informacje/ChAD-odmiany-i-typy-choroby.html

    Poza tym znacznie więcej niż w polskim internecie, w anglojęzycznym jest na temat tego typu chadu.
  • leda16 27.09.18, 09:08
    Nie mylę się Trust, bo to moja branża zawodowa znana z wieloletniej praktyki klinicznej :( . Rzeczywistość szpitalna a i ambulatoryjna jest inna, niż bałamutne kryteria diagnostyczne hulające w internecie. Zresztą na takiej bazie prawa wykonywania zawodu i specjalizacji nigdy nie uzyskasz. A w ogóle, po co te bezpłodne przepychanki, skoro i tak każdy pozostanie przy wnioskach i wierze we własne doświadczenia życiowe? Nie lepiej zająć się opracowaniem systemu ostrzegawczego przed osobowościowo zaburzonymi dla przeciętnych ludzi, nazwać uczucia ofiar i zrozumieć, dlaczego taka patologia przyciąga je jak ćmy do ognia i skrzydła sobie opalają? Przecież dla każdego takie informacje będą przydatne w przeciwieństwie do tego, co jeszcze do niedawna tutaj się działo - zmasowana obrona patologii uczuciowej, moralnej i "dowalanie" osobom pokrzywdzonym.

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 27.09.18, 11:00
    Nie mogę teraz za bardzo rozpisywać, więc moja odpowiedź będzie krótka.

    ''Nie mylę się Trust, bo to moja branża zawodowa znana z wieloletniej praktyki klinicznej :( . Rzeczywistość szpitalna a i ambulatoryjna jest inna, niż bałamutne kryteria diagnostyczne hulające w internecie.''

    Leda, bądźmy szczerzy. To że w swojej wieloletniej praktyce nie spotkałaś osoby z tym typem chadu,nie oznacza wcale, że go nie ma. Jeśli został on wyodrębniony, to na postawie praktyki, obserwacji. To jest trochę tak, jak chadem o przebiegu sezonowym. Wszyscy wiemy, że bywają osoby, które w okresie jesień-zima mają depresje, a pobudzone są na wiosnę i lato. Ale, że to może wynikać z choroby afektywnej dwubiegunowej, to mało kto to wie.

    Ale to tak na prawdę nie jest tu istotne.

    ''Nie lepiej zająć się opracowaniem systemu ostrzegawczego przed osobowościowo zaburzonymi dla przeciętnych ludzi, nazwać uczucia ofiar i zrozumieć, dlaczego taka patologia przyciąga je jak ćmy do ognia i skrzydła sobie opalają? Przecież dla każdego takie informacje będą przydatne w przeciwieństwie do tego, co jeszcze do niedawna tutaj się działo - zmasowana obrona patologii uczuciowej, moralnej i "dowalanie" osobom pokrzywdzonym.''

    Myślę, że powinna być mądra psychoedukacja w szkole. To może zapobiegłoby wielu tragediom.
  • mazurek99 26.09.18, 12:34
    U mnie minęło już 7 tygodni. W zeszły weekend miała urodziny, odpisała mi, ze to co się stało to dla niej za dużo i nie chce do tego wracać. Po rozmowie z jej rodzicami, mowila, ze jak ja mogę teraz tak nagle przestać się starać, widziała moje zdjęcia z papierosami i jak ja mogę wracać do starych nałogów, ze sadziła, ze będę bardziej cierpliwy i będę czekał. Analizuje to wszystko każdego dnia i powiedzenie komus prawdy w oczy co do traktowania drugiej osoby nie jest powodem do tak obrzydliwego zachowania. Nie potrafię sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, wielka miłość na całe zycie teraz wielka nienawiść? Byłem już w dłuższych związkach i nigdy się tak nie starałem jak dla niej. Wyrzuciłem ja ze znajomych, ale ona mimo to dalej mnie obserwuje, dlaczego to robi? Skoro nie chce się spotkać i mówi każdemu jaki byłem okropny?
  • zutencja666 26.09.18, 14:37
    mazurek99,

    To "mój M".też stwierdził,że za bardzo go boli i takie rzeczy tylko na odległość... I że nie wie czy spotkanie to dobry pomysł,bo jest w średniej formie i nie chce się rozklejać...

    Ja mam wrażanie,że do nich w ogole nie dociera ogrom spustoszenia,które robili...liczy się tylko to,że ktoś ich śmiał zostawić...tak jakby mieli niepamięć swoich zachowań.Ja rozumiem,że oni odbierają świat inaczej ale to jest niepojęte,że można wymazać swoje przewinienia i zwalić wszystko na drugą stronę...Moim zdaniem ona ma lęk przez zmierzeniem się z prawdą,kompletnie nie chce tego roztrząsać znów,bo to jak grzebanie w ranie...

    Mój border na spotkaniu był kawałem chama,dopiekającego mi,odpowiedającego półsłówkami,zero konatku ze swoimi uczuciami.Jak skończylismy rozmowę byłam w opłakanym stanie,ja nie płakałam,ja wyłam.Po kilku minutach przyszedł jeden,drugi, piaty sms,propozycja zobaczenia się jeszcze na chwilę,obejrzenia wspołnie filmu,zjedzenia razem kolacji...Nie zgodziłam się,po czym po poł godziny zmiękłam i się zobaczyliśmy....

    Ja też mówię moim przyjaciołom i co poniektórym znajomym o tym jak strasznie mnie Marcin traktował,wyrzucam swój ból...ona ma inny obraz niż w rzeczywistość,więc też musi wypuścić te emocje.Tylko Ty wiesz jaka była prawda, a przede wszystkim co czułeś kiedy ona się tak zachowywała.
  • zutencja666 26.09.18, 17:09
    leda16

    Staram się nie mieć tej nadziei,chciałabym,żeby umarła.Nie zamierzam w ogóle się kontaktować z nim.Ale na razie to zbyt świeża sprawa...Ja też nie wiem do kogo mu bliżej...Sam kiedyś powiedział,że zastanawia się czy aby nie jest psychopatą...przeraziło mnie to...ostatnio byłam na wykładzie o wdzięcznym tytule "Psychopata też człowiek?" i gro psychopatów podobno jest chirurgami...trochę się uśmiałam przez łzy,bo Marcin marzył,żeby być chirurgiem....zdaje sobie sprawę,że może być to przypadek ale nigdy nie ruszała go krew, brutalne sceny w filmie...coś jest na rzeczy moim zdaniem...Nie roję sobie,że nagle się zmieni i będzie odpowiedzialny, uśmiechnięty, dobry,jak w tych euforycznych chwilach...już dawno wiem,że to nie materiał na męża i ojca moich dzieci...
    Mieszkamy już od 26 lipca oddzielnie,zdarzyło nam się spotkać 2 razy ale koniec.Mam tylko cichą nadzieję,że nigdzie na niego nie wpadnę...mam takie ścieżki emocjonalne,których unikam jak ognia.I wracam na stare śmieci,czyli na moje Powiśle.To też jakaś zmiana....w tej dzielnicy dobrze się czuję i nie kojarzą mi się z nim.Najchetniej bym dała dyla znów do Australii,ale póki co trzymają mnie tutaj rodzice i przyjaciele i wiem,że wyjazd byłby polityka strusia...

    Jestem na tym etapie,że mimo wyrządzonych krzywd dobrze mu życzę, bo wiem,że to chory,nieszczęśliwy gość,który miał tylko ulotne chwile szczęścia.Ja póki co podobnie,niewiele rzeczy mnie cieszy ale potrzeba na to czasu.


  • leda16 27.09.18, 00:08
    zutencja666 napisał(a):
    Jestem na tym etapie,że mimo wyrządzonych krzywd dobrze mu życzę, bo wiem,że to
    > chory,nieszczęśliwy gość,


    Błąd myślowy - zaburzenia osobowości nie są chorobami psychicznymi a on jest szczęśliwszy od Ciebie, bo związek z Tobą nie był dla niego żadną traumą, wręcz przeciwnie - rajcowało go psychiczne znęcanie się nad Tobą. Odszedł również bez żalu a Ty jeszcze długo będziesz cierpieć. Ale może nie w tych kategoriach - po prostu, zwyrodniała moralnie gnida.




    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 27.09.18, 00:33
    Jak zwał,tak zwał, nie wiadomu co mu jest...;/czasami żałuję,ze nie umiem go znienawidzieć..
    A jak to jest z zaburzeniami seksualnymi u borderow?jesli to zaburzenie osobowosci,to moze tez preferencji seksualnych...?
  • leda16 27.09.18, 09:15
    W żadnym wypadku preferencji. Ale seks nie jest u nich wyrazem miłości, tylko przyjemności wypływającej z dominacji nad uzależnionym partnerem i narzędziem manipulacji.
    Jednak wracając do tematu, to dobrze, że nie jesteś w stanie go znienawidzi, ponieważ jest to uczucie ogromnie destrukcyjne dla każdego normalnego człowieka. Tak się właśnie zastanawiam, czy w tej chwili Twoje uczucia nie są podobne do stanu żałoby (fazy buntu) po utracie złudzeń?

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 27.09.18, 21:50
    Na pewno przechodze fazy żałoby...w koncu kawał czasu wspolnie przeżyliśmy i rozne podbramkowe sytuacje.Tak się zastanawiam,bo moim zdaniem on miał jakieś zaburzenia preferencji seksualnych.Udzielał się na niejakim zbiorniku, i znalazlam kiedys jego profil ze zdjęciami.Pokazywał nagie ciało,co więcej wrzucił filmy jak się kochamy☹️fakt ze bylo niewiele widać ale to dla mnie byl szok...nasze prywatne zdjęcia na pokaz!:(dlatego odeszlam od niego w tamtym roku na 2 miesiace...zagroziłam policją,zabrałam jego dysk i powiedzialam,ze ma wszystko przy mnie kasować. jeszcze jeden straszliwy numer mi wykreci,ale nie mam sił psych.zeby to opisywać. A ja głupia myslalam,ze on jest tak samotny i niedowartosciowany,ze wrzucił to między innymi,zeby się lepiej poczuć ...mial na tym profilu rownież "kobiety" z penisami...Jak w koncu zadałam mu pytanie "dlaczego", stwierdził,ze znudziły mu się pornosy i czasami bejeruje tam laski,bo nie chciał mnie zdradzac A ja na to,ze dla mnie to juz jest zdrada!ale potem pomyslalam tez o tym,że rzrczywiscie ja nie mialam takich potrzeb jak on,poza tym przestało się układac w łożku,bo ja mu juz nie ufalam.Myślę,że mogł byc biseksualny,chociażby z tego powodu,że miał pewną słabość do facetów...nie wiem czy chodziło o męskie towarzystwo, w sensie my samce,czy o coś więcej...próbuję to objąć umysłem...
  • zutencja666 26.09.18, 20:22
    leda16,
    Na moj obraz postrzegania jego osoby zlozylo sie wiele czynnikow.Dalej uwazam,ze jest super inteligentnym gosciem,potrafi byc zaradny, widze jak rozmawia z ludzmi, ma dar zrzeszania ludzi,i ma kupe innych cech,ktore mnie przy nim trzymaly.Widzialam jak zajmowal sie dzieciakami znajomych, rowniez zwierzetami Potrafil byc odpowiedzialny.Ma wiele talentow,mnostwo zainteresowan.On mi bardzo czesto imponowal, wielu rzeczy mnie nauczyl.W tym tolerancji,bo ja bylam bardzo zasadnicza.
    To ze mial patologie w domu nie znaczy ze nie wyszedlby na ludzi,bo znam duzo takich przypadkow.Ludzie sie wybili,maja kochajace rodziny i dbaja o nie na maxa mimo deficytow w dziecinstwie.Ale oczywiscie stosunek do matki dla mi tez do myslenia...wiem z jego opowiesci ze go katowala psychicznie,nie pozwalala wychodzic do ludzi,na sport itd.Byla straszliwie opiekuncza w swoj chory sposob.Poznalam ja dosc dobrze i od roku nie chcialam miec z nia kompletnie kontaktu ale mniej wiecej wiedzialam co sie u niej dzieje nie tylko od Marcina ale i sasiadki.Oczywiscie jest ogromne pradopodobienstwo,ze z takim dziecinstwem moglby skonczyc marnie.Ale podkreslam,ze nie zawsze tak sie dzieje,mial babcie,z ktora mial wiez i jeszcze kilka osob,ktore pokazywaly mu czym jest zdrowy zwiazek.Stad moje ludzenie sie,ze go ulecze i bedzie happy end...
    A co Ty s tym seksem tak wyjechales ostro?
    Kochalam go bezgranicznie a z seksem akurat zawsze byl jakis problem,bo ja sie dystansowalam ze wzgledu na to jak mnie traktowal.Nie mialam zaufania i nie wychodzilo jesli mam byc szczera..mowie o ostatnim roki.Dla mnie nie jest w zwiazku najwazniejszy.A wspolnych punktow mielismy troche.
    Poza tym to nie jest tak,ze on mnie traktowal zle od poczatku, ale tych zlych zdarzen zaczelo sie robic za duzo.Potrafil byc troskiwy,rozumiejacy,pomocny,wspierajacy jak nikt inny.Ale byly momenty,ze po prostu wybieral siebie.A w milosci moim zdaniem jest tak,ze dbasz o kogos bardziej niz o siebie.Ja bylam taką sklonna do poswiecen osoba jak ktos mnie potrzebowal.Tak juz mam...
  • leda16 27.09.18, 00:34
    zutencja666 napisał(a):
    Dalej uwazam,z
    .Ale oczywiscie stosunek do matki dla mi tez do m
    > yslenia...wiem z jego opowiesci ze go katowala psychicznie,nie pozwalala wychod
    > zic do ludzi,na sport itd.Byla straszliwie opiekuncza w swoj chory sposob.Pozna
    > lam ja dosc dobrze i od roku nie chcialam miec z nia kompletnie kontaktu ale mn
    > iej wiecej wiedzialam co sie u niej dzieje nie tylko od Marcina ale i sasiadki.

    Kochana, jego opowieści to możesz sobie o kant dupy potłuc. Moje dzieci też nie "wychodziły do ludzi" ani "na sport". Wychodziły na zajęcia pozaszkolne i miały kontakty tylko z rówieśnikami, których najpierw my musieliśmy zaakceptować. Nie wiem co to znaczy być nadopiekuńczą na chory sposób i nie potrafię wymierzyć kiedy kończy się opieka a zaczyna nadopiekuńczość. Jak nie chciałaś mieć kontaktu z potencjalną teściową, to po licho zbierałaś o niej ploty od sąsiadki i wypytywałaś partnera? Trochę dziwne zachowanie jak na osobę z wykształceniem psychologicznym, amatorskim jak przypuszczam.
    Brak ojca również automatycznie nie generuje zaburzeń osobowości i marnego końca. Znam parę samotnych matek, które wspaniale wychowały dzieci, teraz już dorosłe.

    > A co Ty s tym seksem tak wyjechales ostro?

    E tam, jesteś przewrażliwiona.Nie kochał matki to tym bardziej nie był zdolny do kochania Ciebie. Stwarzał tylko pozory.


    > Poza tym to nie jest tak,ze on mnie traktowal zle od poczatku, ale tych zlych z
    > darzen zaczelo sie robic za duzo.

    Ależ oczywiście. Zachowywał się dobrze w fazie tokowania. Jak Cię już zdobył, przestał się wysilać.

    .Ale byly momenty,ze po prostu wybieral siebie.A w milosci
    > moim zdaniem jest tak,ze dbasz o kogos bardziej niz o siebie.Ja bylam taką skl
    > onna do poswiecen osoba jak ktos mnie potrzebowal.Tak juz mam...


    No to musisz "tak nie mieć". bo to Ty marnie skończysz, nie on. On zawsze jak kot spadnie na 4 łapy.




    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 27.09.18, 09:40
    "proponuję brać pod uwagę to, że osoby z BPD po rozstaniu proponują znajomość, przyjaźń - nie jest to rzadkie i ma to sens, dla osób z BPD - z partnerami różnie bywa, zależy od dojrzałości związku - trudnego, ale przecież dobrowolnego; (jednak jak się ludzie decydują to się rozstają, problem w decydowaniu o sobie)
    kto wpada tu by dowalić osobom z problemami, musi mieć taka potrzebę nie do opanowania; ..."


    Ostrzegam tutaj, żeby nie podbijać wątków osoby najbardziej podstępnie, destrukcyjnie działającej na tym Forum, zakłamującej rzeczywistość, dezinformującej i czyniącej szkody ofiarom, choćby w podawaniu w wątpliwość ich przeżyć. TO BORDER, albo MA SYNA lub CÓRKĘ BORDERA - dlatego tak się nad godną pogardy patologią moralną rozczula. Zaburzony(a) osobowościowo zniszczy psychicznie swoją ofiarę, oskubie z majątku, połamie żebra, na koniec kopnie w zadek a "...po rozstaniu proponują znajomość, przyjaźń - nie jest to rzadkie i ma to sens, dla osób z BPD..." Dobre sobie, przyjaźń ze złoczyńcą :))). A prokurator, kryminał i ostracyzm społeczny zamiast syndromu sztokholmskiego! Moralnego zła i krzywdy wyrządzanej ofiarom się nie leczy, zło się niszczy - pamiętajcie o tym.

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 27.09.18, 12:35
    Mialam kontakt dlugo z jego matką.Poznałam jej punkt widzenia i opowieści z dzieciństwa.Dużo rzeczy się pokrywa.Uznałam ją za ostro zaburzoną personę,ktora wydzwaniała do mnie po 10 razy dziennie.Uciełam kontakt,ale pytalam Marcina jak się czuje,bo jest starszą osobą z cukrzycą i dializowaną.Zwykły ludzki odruch,że pytałam jak sie miewa.I nie rozpytywałam, po prostu czasami koleżanka,ktora tak się złożyło mieszkała w tym samym budynku a z ktorą chodziłam do szkoły mowiła co u pani Basi...to,że ją źle traktował a ona jego nie wyklucza milosci i troski.Chorej miłości...zaplątania w urazach, nieprzerobionych pretensjach,itd.
  • leda16 28.09.18, 19:49
    No cóż, uważam, że złe traktowanie jednak wyklucza miłość i troskę. Czyli podsumowując, Ciebie kochał tak, jak matkę, co było do przewidzenia. Ta jego matka może czuła się samotna, może zaniedbana, miała potrzebę i prawo do opieki od syna. Nie wiem co rozumiesz przez "chorą miłość". To taki pusty, gazetowy slogan? Miłość nie jest chorobą, a choroba miłością. Zdrowy lub chory może być organizm a nie miłość. Inne Twoje określenia też są nader dziwaczne - "zaplątanie w urazach"? On miał obowiązek zajmować się chorą matką. Jeśli tego nie robił i jeszcze pluł na nią do Ciebie, chyba miała prawo mieć do niego żal i pretensje. Może nie? Jak miała je "przerabiać" i po co? Naturalnie, Ty wobec jego matki na razie nie miałaś żadnych zobowiązań. A zwykłym, ludzkim odruchem byłoby powiedzieć chłopu - zajmij się matką, bo...zamiast wysłuchiwać jego żali i rozczulać nad jego dzieciństwem.

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 28.09.18, 20:25
    Leda16,
    Ale skąd wysuwasz wniosek,że się nie zajmował?Jak umiał się zajmował,pomagał jej.Ja akurat zawsze to mu powtarzałam,bo często migał od częstych wizyt( czesto wymuszanych pod byle pretekstem)bo tak fatalnie na niego wpływała.Przyjeżdżał od niej rozdygotany, poważnie znerwicowany. Ona jest niezrównoważona psychicznie,i go katowała w rozmaity sposob. Byłam nie raz świadkiem. Nie mam tu zamiaru rozwodzić się nad sprawą.To jak to ujmuję, to chyba powinna być moja sprawa.Dziwaczne to jest moze dla Ciebie,dla mnie wyrażenie jak wyrażenie,moj język.Można kogoś kochać ale nie lubić na przykład i się z nim niedogadywac, ja tak mam z ojcem.Gra mi na nerwach potwornie ale go kocham i się o niego troszczę.
  • leda16 29.09.18, 16:38
    zutencja666 napisał(a):

    > Leda16,
    > Ale skąd wysuwasz wniosek,że się nie zajmował?Jak umiał się zajmował,pomagał je
    > j.Ja akurat zawsze to mu powtarzałam,bo często migał od częstych wizyt( czesto
    > wymuszanych pod byle pretekstem)bo tak fatalnie na niego wpływała.


    A z tego, co sama napisałaś : "... synka,ktory jej neinawidzi i traktuje jak scierwo:( " Widzisz sprzeczności w swoich wypowiedziach? Traktowanie kogoś jak ścierwo wyklucza zajmowanie się ścierwem i pomoc dla ścierwa, bo ścierwo jest martwe, śmierdzące i toczone przez robactwo. Cukrzyca i ciężka, wymagająca dializ niewydolność nerek to dla Ciebie "byle preteksty" ?! Jeśli to prawda, w bliskiej przyszłości czeka ją przeszczep nerki i dozgonna farmakoterapia przeciw odrzuceniu przeszczepu oraz życie w lęku, że jednak farmakoterapia nie zadziała, bądź przyniesie druzgocące dla reszty organizmu skutki uboczne. Ona prawdopodobnie już żyje w straszliwym lęku, który próbuje niwelować obsesyjnym szukaniem bliskości, kontaktem werbalnym z innymi ludźmi - synem, Tobą.


    Przyjeżdżał o
    > d niej rozdygotany, poważnie znerwicowany.


    Biedactwo, w jaką straszliwą traumę go wpędzałaś nakłaniając do wizyt u ciężko chorej matki :)))


    Ona jest niezrównoważona psychicznie


    Też bym była, mając takie schorzenia i wyrodnego syna, który jeszcze za życia traktuje mnie jak ścierwo. Ktoś z Dyskutantów by nie był na jej miejscu? Ręka w górę.


    > ,i go katowała w rozmaity sposob. Byłam nie raz świadkiem.


    I nie ochroniłaś młodego, zdrowego byczka przed katowaniem przez starą, schorowaną matkę?!

    Można
    > kogoś kochać ale nie lubić na przykład


    Jednak będąc z wykształcenia psychologiem, należy wiedzieć, że ambiwalencja uczuciowa jest symptomem choroby psychicznej.



    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 27.09.18, 22:02
    Z tym,że miał fazę idealizacji się zgodzę ale trwało to naprzemiennie u niego.Może dlatego,że zaczęłam stawiać granice.Bardzo dbał,trochę odpuszczał...znow było normalnie,potem mniej...Mogę tylko powiedzieć,że dziwi mnie to,że przez prawie cale 4 lata zawsze chciał ze mną robić wszystko,wychodzić wieczorami, w weekendy.To ja zaczęłam robić więcej unikow.Bylam w 13 letnim związku i wiem,że kazdej parze ktora ze sobą mieszka oddech od siebie jest niezbędny.Jak się pierwszy raz wyprowadziłam i wrociłam do niego to znow "miesiac miodowy"i lekkie odpuszczenie.Ale potem juz bylo z każdym dniem co raz gorzej...
  • zastanawiajacaca_sie 08.11.18, 16:46
    >Chciałam sobie to ułożyć w
    > głowie i sercu, w sumie nie żałuję tego spotkania,bo wyciągnęłam z tego dużo,
    > gorzej,że jak się spotkaliśmy,to następnego dnia znów,mimo,że wiedziałam że to
    > dead end:( I z znów z "mojego Marcina"wyszło zło...chciałam się rozstać w jakim
    > ś spokoju, utwierdzeniu w pewnych sprawach.Ale nie da się chyba tego ułożyć w j
    > akąś logiczną całość. Jego nie interesują moje uczucia,tylko on cierpi i został
    > zostawiony:(
    > mimo,że robił mi tyle krzywdy,nie wracał na noce...odcinał się,robił hardcore!
    >

    To chyba jest najtrudniejsze i najbardziej bolesne. Ja przechodzę teraz to samo. Kompletny brak poszanowania tego, że tak naprawdę to my o wiele wcześniej zostaliśmy poranieni. Kompletny brak jakiejkolwiek refleksji, że może i on zawinił coś. Choć przez chwilę był taki moment.Że przeprosił i chciał wszystko naprawić.Był wtedy chyba pod wpływem alko albo trawki. Wtedy bywał spokojniejszy. Ale było dobrze przez chwile .Potem wróciło wszystko z nasiloną mocą i teraz ja jestem ta zła bo postawiłam granicę. Trudno w sobie to wszystko ogarnąć i być spokojnym. Teraz i ja mam huśtawki nastroju , ale chyba w odróżnieniu od borderó jestem ich całkowicie świadoma i nie wyrzucam jadu na bliskie osoby.Wiem ze to moja praca nade mną anie obwinianie całego świata o moje samopoczucie.
  • ovonell 08.11.18, 23:04
    Zastanawiająca się:
    "To chyba jest najtrudniejsze i najbardziej bolesne. Ja przechodzę teraz to samo. Kompletny brak poszanowania tego, że tak naprawdę to my o wiele wcześniej zostaliśmy poranieni. Kompletny brak jakiejkolwiek refleksji, że może i on zawinił coś. Choć przez chwilę był taki moment.Że przeprosił i chciał wszystko naprawić.Był wtedy chyba pod wpływem alko albo trawki. Wtedy bywał spokojniejszy. Ale było dobrze przez chwile .Potem wróciło wszystko z nasiloną mocą i teraz ja jestem ta zła bo postawiłam granicę. Trudno w sobie to wszystko ogarnąć i być spokojnym. Teraz i ja mam huśtawki nastroju , ale chyba w odróżnieniu od borderó jestem ich całkowicie świadoma i nie wyrzucam jadu na bliskie osoby.Wiem ze to moja praca nade mną anie obwinianie całego świata o moje samopoczucie.".

    Spotkała Cię tylko borderowa manipulacja. To gra, podpucha, lans, próby okręcenia Ciebie. Tam nie znajdziesz sensu, prawdy, wartości, zasad. To zwykłe nadużywanie i wykorzystywanie Ciebie. Nie słowa, a czyny, nie obietnice a konsekwencja, nie lans a odpowiedzialność, nie projektowanie na zewn. a samokrytyka, itd. - tworzą człowieka. Niestety, u BPD tego nie znajdziesz... :(
  • zutencja666 28.09.18, 20:37
    Erma74,

    Jakbyś chciał się odezwać do mnie poza forum,to pisz śmiało na zutencja@gmail.com Wymienimy się doświadczeniami,bo mam wrażenie,że niektorzy jadą po bandzie za ostro trochę.Nie każdy jest w stanie przyjąć prawdę lub półprawdę prosto w oczy.To musi być etapami.Przeczytałam Twoj wątek po raz drugi i widzę dużo wpólnych punktów.
  • trust21 29.09.18, 08:34
    ''Wymienimy się doświadczeniami,bo mam wrażenie,że niektorzy jadą po bandzie za ostro trochę.''

    A ja myślę, że ty na razie jesteś na takim etapie, że jeszcze na razie nic nie rozumiesz. Wciąż jeszcze go tłumaczysz, w pewnym sensie idealizujesz. Taki dobry chłopak, zagubiony, tylko czasami cię w pysk strzeli albo umieścił erotyczne filmy z waszego współżycia w sieci. Jeśli miałbym być szery, to twoja opisana na tym forum historia nie jest słaba - ona jest tragiczna. Ja nawet będąc okresie największego otumanienia w swoim toksycznym związku, to jednak raczej nie pozwoliłbym sobie na niektóre rzeczy, które ciebie doświadczyły. Przemyśl to...

    Moim zdaniem, ty do niego jeszcze wrócisz, i mówię to z 99,9 procentową pewnością. czasem tak jest, że ludzie muszą spaść na dno absolutne, żeby naprawdę się uwolnić. I ty moim zdaniem jesteś takim właśnie przypadkiem.

    Ty nie rozumiesz, że ciebie nie powinno interesować to, co mu jest, jak trudne ma dzieciństwo i jaką ma matkę. Ciebie powinno tylko interesować to, że pozwoliłaś się traktować jak gówno i to że byłaś nie tylko w toksycznym ale i tragicznym związku. A jeśli wiesz lepiej, to nie zabieraj nam tu wszystkim czasu, bo widać sama wiesz lepiej, w związku z czym nasza pomoc jak widać ci jest potrzebna.
  • trust21 29.09.18, 08:36
    *korekta ostatniego zdania
    ...ci jest NIEpotrzebna.
  • zutencja666 29.09.18, 12:58
    Trust21,
    Bardzo dużo rozumiem, ale przez mechanizm obronny,nie przyjmuje pewnych rzeczy do siebie.To jest dla mnie za dużo!Ja pierwszy i mam nadzieję ostatni raz znalazłam się w toksycznym związku.I nie wrócę,bo 2 letnia terapia,żeby uwolnić się z tego gówna bardzo dużo mi dała.Nie cofnę się do punktu wyjścia.I bardzo Wam dziękuję za posty i wiedzę,ktorą tu zdobyłam.Dzięki niej poukładałam sobie dużo rzeczy w głowie i pracuję nad sobą.Zajmuję się wreszcie sobą i nie myślę co sekunda o tym co zaszło.Niemniej jednak niektore osoby moim zdaniem nie znając całosci moich przeżyć wyciągają pochopne wnioski i genereralizują.Rozumiem,że moze trochę chaotycznie opowiadałam o tym co mnie spotkało,bo byłam w dupie psychicznej.I nie mowię tu o ostrym jechaniu mi, ale chociażby erma74.Aż mi się źle zrobilo...atak na ofiarę był nie do przyjęcia na raz.To jest moje zdanie.Moze dlatego,że jestem nadwrażliwa i staram się bardziej łagodnością coś tłumaczyć niż waleniem prosto w twarz.
  • leda16 29.09.18, 17:08
    zutencja666 napisał(a):
    I nie mowię tu o ostrym jechaniu mi, ale chociażby erma74.Aż mi się źle zr
    > obilo...atak na ofiarę był nie do przyjęcia na raz.To jest moje zdanie.Moze dla
    > tego,że jestem nadwrażliwa i staram się bardziej łagodnością coś tłumaczyć niż
    > waleniem prosto w twarz.


    Nikt tu nikogo "w twarz" nie wali. Te osoby podały swoją ocenę sytuacji Ermy, do której miały prawo, a przede wszystkim poziom swojej kultury, intelektu i umiejętności prowadzenia dyskusji. Zamiast więc oczekiwać względów dla swojej wyimaginowanej nadwrażliwości a realnie nadal zaniżonej samooceny, popracuj raczej nad asertywnością. Gdybyś była taka nadwrażliwa, kopnęłabyś humorzastego przemocowca w zadek, już po jego pierwszym wyskoku. Nie byłaby potrzebna 2 letnia terapia, która chyba jednak niewiele dała, skoro nadal koncentrujesz się na nim i jego matce, zamiast na sobie. W każdym razie, na forum dyskusyjnym nigdy nie spodziewaj się jednej rzeczy - zamieszczania tylko tego, co Ty chciałabyś przeczytać.




    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 30.09.18, 13:05
    Leda16,

    Chyba nie do końca wiesz na czym polega nadwrażliwość emocjonalna...ale zauważyłam,że Ty wiesz wszystko lepiej,więc odpuszczam.Bez złośliwości. Tak, asertywności się uczę,nie jest mi z tym łatwo. A terapia nie była tylko i wyłącznie skoncentrowana na wykaraskaniu się z toksycznego związku ale przerobieniu tematów z niedostępnym rodzicem.
    Czasami niektórzy potrzebuję trochę więcej czasu na uporanie się ze swoimi problemami niż 2 lata.
    Po prostu forma wypowiedzi chociażby niektórych Twoich nie jest mi bliska...różnimy się znacznie wrażliwością.

  • brz_a_sk 30.09.18, 19:33
    ... ... i wiedzą, i logicznym myśleniem, i celem, dobrą wolą i co ważne zaburzeniem;
    dość oczywiste jest to, że przychodzą tu ludzie w zupełnie odmiennym celu - jedni szukają wsparcia w trudnej drodze, swojej drodze życia, niestety są i tacy, którzy przychodzą AKURAT TU (co za przedziwny przypadek)

    ("Na głowie kraśny ma wianek,
    W ręku zielony badylek,
    A przed nią bieży baranek,
    A nad nią leci motylek"
    mocna przenośnia łącząca motylka z Mefisto - romantyczna przenośnia do współczesności)

    by udowodnić tym szukającym iż nadają się jedynie na śmietnik - i zupełnie nie ma znaczenia, czy nie radzą sobie z powodu zaburzeń BPD, czy nie radzą sobie z jakichkolwiek innych powodów, w zaburzonym związku, ze SWOIM bagażem psychicznym;

    jakbym słyszała mamusi: masz być nieskazitelna i tatusia: nie chlaj - bo skończysz jak rodzice - nam nie wyszło ale: Synu ja cię wyprowadzę ...

    razy, rozdawane tu osobom szukającym wyjścia ze swoich kłopotów, są tak żenujące, maja formę kija i marchewki, przypomina to wiele metod poniżającego zaopiekowania się ofiarą; nic nowego - dobrze gdy ma się czas na oddech i dystans i zna się metody wkręcania, manipulowania;

    w trudnym związku pomoc potrzebna jest obu stronom - nie ma cudów, by ktoś tam trwał niezdewastowany; każdy musi pracować nad sobą - każdy musi sobie samemu zaufać i krok po kroczku siebie odbudowywać; swoje deficyty ogarnąć, swoje dziury zapełnić ... zrozumieć; nabrać sił, pewności siebie i pozbyć się, dzięki temu, narcystycznych zasłon maskujących

    miałam napisać osobny post, ale może tu - zdanie dodam - każdy kto wpada tu i zmyśla sobie: wybiję "borderów", wybiję "głupich partnerów, którzy nie poddają się opiece" i ogłoszę światu znam na wszystko sposób, a słabi są do kosza ... ma problem, ze sobą nie z wyimaginowanymi demonami ale z imaginowaniem :)

    wiecie jak dziecko, czy alkoholik prowokuje awanturę? ma jakiś zamysł? nawet gdy sobie nie zdaje sprawy, to chodzi mu o trzaskanie drzwiami i właśnie awanturę, by mieć o co się popieklić i na wrzucać światu - dzieci chcą przykuć uwagę, postawić na swoim, alkoholicy montują powód do picia, też przeciw całemu złemu światu :( - słyszałam nawet, że gdyby tak caluśki świat naprawić to alkoholik by nie pił - łoł - dobre
    i tak to czasem na forum osób z BPD i osób im towarzyszących trafiają naprawiacze świata, nietolerujący ani jednych ani drugich; logika do renowacji;

    dobrze, że tak wile osób znajduje wyjście ze swoich problemów, trzymam za nie, niezależnie od tego jak długo to trwa i ile wymaga cierpliwości;
    dojście do wniosku - gdyby nie moje problemy, ten związek wyglądałby zupełnie inaczej - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii; nikt za nikogo życia nie przeżyje, a relacje oparte na cierpieniu maja korzenie we własnych rodzinach partnerów i te pępowiny trzeba odnaleźć;

    masz rację - skakanie po Tobie jest Ci zbędne
    masz rację, zareagowałaś świetnie, nie napiszę perfekcyjnie, bo wiesz :) :) :) to słowo ma w sobie haka
    :)

    siebie tak trudno lubić - chyba zaczynasz odnosić sukcesy




  • leda16 01.10.18, 12:40
    brz_a_sk napisała:
    niestety są i tacy,
    > którzy przychodzą AKURAT TU (co za przedziwny przypadek)


    No właśnie. Już wiele osób dało Ci do zrozumienia, że nie masz AKURAT TU czego szukać i niestety nie jest to przypadek, że wcinasz się w każdy wątek jak stringi w dupę, klepiąc w najlepszym wypadku treści nie na temat :
    > ("Na głowie kraśny ma wianek,
    > W ręku zielony badylek,
    > A przed nią bieży baranek,
    > A nad nią leci motylek"
    a w najgorszym celowo bałamucąc i szkodząc ofiarom borderów.


    > jakbym słyszała mamusi: masz być nieskazitelna i tatusia: nie chlaj - bo skońc
    > zysz jak rodzice - nam nie wyszło ale: Synu ja cię wyprowadzę ...


    Twoja Mamusia nie opanowała nawet zasad gramatyki języka polskiego? A przecież żydówki są takie inteligentne...


    > w trudnym związku pomoc potrzebna jest obu stronom -

    Związki z borderami i psychopatami nie są "trudne". Są NISZCZĄCE dla ofiary takiego związku dlatego należy je zrywać jak szybko jest to możliwe. Nikt normalny nie ma zamiaru "pomagać" sadyście, przemocowcowi, degeneratowi moralnemu manipulującemu i maltretującemu partnera.



    > dobrze, że tak wile osób znajduje wyjście ze swoich problemów,
    > niezależnie od tego jak długo to trwa i ile wymaga cierpliwości;


    Co Ty bredzisz emerytko? Ta kobieta ma już 38 lat. 4 lata swojego życia zmarnowała i żadna terapia tego nie zwróci. Jeszcze dwa lata i ma szansę zacząć downy rodzić a Jej wartość na rynku matrymonialnym pikować w dół. Każda kobieta chce być żoną i matką, zamiast tkwić w 'trudnym", patologicznym związku. Związek albo jest miły, radosny, wspierający, albo należy z niego wiać, gdzie pieprz rośnie.


    > dojście do wniosku - gdyby nie moje problemy, ten związek wyglądałby zupełnie i
    > naczej - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii;


    Następna brednia - gdyby nie zaburzenia osobowości partnera, ten związek wyglądałby normalnie i bezproblemowo dla jego ofiary.







    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 01.10.18, 16:01
    > dojście do wniosku - gdyby nie moje problemy, ten związek wyglądałby zupełnie i
    > naczej - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii;


    Następna brednia - gdyby nie zaburzenia osobowości partnera, ten związek wyglądałby normalnie i bezproblemowo dla jego ofiary.


    leda, ja bym powiedział inaczej. Gdyby nie problemy tej drugiej osoby, która jest ofiarą, to po prostu nie byłoby tego związku. Ponieważ taki związek przy pierwszym poważnym przekroczeniu granic, lub po kolejnym, po prostu by się zakończył, i to zanim szkody będą naprawdę poważne. Dlatego zacytowany fragment powinien brzmieć tak:

    ''gdyby nie moje problemy, ten związek by nie istniał tak długo i nie pozwoliłbym/łabym się tak skrzywdzić - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii''

  • ovonell 01.10.18, 18:43
    trust21:
    ^^leda, ja bym powiedział inaczej. Gdyby nie problemy tej drugiej osoby, która jest ofiarą, to po prostu nie byłoby tego związku. Ponieważ taki związek przy pierwszym poważnym przekroczeniu granic, lub po kolejnym, po prostu by się zakończył, i to zanim szkody będą naprawdę poważne. Dlatego zacytowany fragment powinien brzmieć tak:
    ''gdyby nie moje problemy, ten związek by nie istniał tak długo i nie pozwoliłbym/łabym się tak skrzywdzić - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii''^^

    Znowu zgrzytam zębami. :( Trust, kto Cię oszukał i zaraził tym odwracającym kota ogonem podejściem? Psycholog? (to go natychmiast zmień albo od razu wyrzuć za drzwi), internetowe mądrości z jakichś artykułów, czy to forum (gdzie takie podejście jest od lat tu kreowane i służy nieustannie głupawym dyskusjom w celu odwracania winy i obronie tych, którzy krzywdzą poprzez zamianę ról psychola z jego ofiary)?

    "''gdyby nie moje problemy, ten związek by nie istniał tak długo i nie pozwoliłbym/łabym się tak skrzywdzić - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii''".

    Co Cię do cholery obchodzą problemy ofiary??? Oceniaj SAM CZYN!!! Bo inaczej jak dostaniesz w mordę na obrzeżach miasta, to Ci powiedzą, że (to Ty) masz w istocie problem i jesteś jednak jakoś "współwinny" sobie, bo np. nie chodzisz na kurs samoobrony (a inni PRZECIEŻ CHODZĄ!).

    To, co piszesz, to jest niby prawda. Ale tylko NIBY. Bo jak ktoś faktycznie ma "swoje problemy", to już znaczy, że można po nim jeździć jak po burej suce? Owszem, powinien się trochę uasertywnić i zastanowić dlaczego widzi mocno krzywo ten prosty świat. Ale co cholery, jak Ci dadzą w mordę, to też uważasz, że zamiast tępić takie zachowania i tępić i napiętnować samych agresorów, należałoby olać fakt pobicia, tych napastników, skalę obrażeń, za to skoncentrować się wyłącznie na tym: "w czym niedostosowany jest, jakie ma braki i gdzie deficyty psychiczne ten Trust21, że akurat jemu (a nie komuś innemu!) dali po mordzie, no i dlaczego nie potrafił (a może nie chciał?) się obronić?
    Chciałbyś, żeby w takim hipotetycznym wydarzeniu, dotyczącym Ciebie, ciąg zdarzeń po dostaniu po mordzie, wyglądał właśnie tak?
    Jeśli nie chciałbyś, to nie wypisuj tu bzdur, zasłyszanych od jakichś "nowoczesnych psycholożek" (które mają pojęcie o życiu, jak świnia o niebie) albo przeczytanych na borderowych forach postach pisanych przez same/inne borderki, żeby uratować choć krztę własnego ego i odwracając kota ogonem - przerzucić choć większość własnej winy na ofiarę.
    Nie, ofiary psychopatów, borderów, aspołecznych dyssocjali NIE SĄ SAME SOBIE WINNE!
    Nie, winą za całe gówno od BPD nie można obarczyć i zrzucić jej na "problemy osobowościowe ofiary" (nawet jeżeli je ma, co nierzadko się zdarza)!
    Tak samo, jak wina za rozwód to nie jest "wina dwóch stron" (jest jednak jednej - ktoś jednak faktycznie: pił, zdradzał, oszukiwał, krzywdził, zaniedbywał, itp.).
    Nie czytaj idiotycznych wypocin psycholożek (tfu, co to za słowo?!) z internetu, gazet, magazynów, tv, yt, itp., tutejszych borderek, "specjalistów od postępowego świata i wszelkiej poprawności", tylko myśl samodzielnie. Dobro jest dobrem, a zło jest złem (a wszelkie "tłumaczenia" tego, wszelkie pieprzenie pt.: "to skomplikowane", inne ględzenia w stylu: "w całości kreujesz swój los - jesteś olbrzymem" /powiedz to np. tym z WTC/ - trzeba wrzucić do kibla i mocno nacisnąć spłuczkę).
  • trust21 01.10.18, 20:34
    Dobra, postaram się Ci to wytłumaczyć w inny sposób.

    ''Co Cię do cholery obchodzą problemy ofiary??? Oceniaj SAM CZYN!!! Bo inaczej jak dostaniesz w mordę na obrzeżach miasta, to Ci powiedzą, że (to Ty) masz w istocie problem i jesteś jednak jakoś "współwinny" sobie, bo np. nie chodzisz na kurs samoobrony (a inni PRZECIEŻ CHODZĄ!).''

    Piszesz oceniać sam czyn? Ok, dam Ci przykład, który udowodni, że nie masz racji i że nie zawsze to działa. Powiedzmy, że jesteś z dziewczyną, która ma chad. Akurat tak się złożyło, że nie jest dobrze zlekowana, dostała mańkę, i przespała się w klubie w dwoma obcymi facetami. Jakby oceniać ją tylko przez pryzmat czynu, to jest kur. Ale no właśnie, jej czyn był wynikiem jej choroby psychicznej.
    Rzecz jasna, my nie jesteśmy na forum osób chorych na chad, jednak nie zmienia to faktu, że ocena jedynie czynu w oderwaniu od reszty jest na miejscu.
    Ale weźmy bardziej bliski temu forum. Jesteś w związku z borderką. Powiedzmy, że to jest ten typ borderki, który zdradza. Mija 6 miesięcy idealizacji, i zaczynają się schody. Nagle po 8 miesiącach dowiadujesz się, że zdradziła Cię z trzema osobami, kiedyś nawet Ci ich przedstawiła jako swoich przyjaciół. I teraz powiedz mi drogi ovonelu, co zrobi facet ze zdrowym poczuciem własnej wartości? Ja Ci powiem, co zrobi. Pogoni to w cholerę, nie będzie jej tłumaczył. Po prostu z szacunku dla siebie powie dość. Ale widzisz, osoba z deficytami postąpi często inaczej. Będzie dawać kolejną szansę, będzie ją tłumaczy zaburzeniem i tak dalej. Taka osoba często będzie wchodziła w rolę ratownika, i będzie niszczona przez borderkę bezlitośnie. W końcu ten związek się zakończy, ale straty będą już potężne. Jeśli taki zniszczony osobnik po związku skupi się jedynie na gniewnie, to jest źle. Gniew po takim związku jest czymś naturalnym, to jest zdrowa odpowiedź na krzywdy, ale gniew nie może trwać wiecznie. Podstawą dla wyjścia po takim dłuższym związku, po którym straty są przecież tak duże, jest zrozumienie, co tak długo trzymało przy toksynie. Bo miłość to to nie była bynajmniej. I nie mowie wcale, że partner jest sam sobie winien. Przemocy winien jest zawsze ten, który ją stosuje. Ale kuźwa, no nie przesadzajmy też w drugą stronę.

    ''Nie, ofiary psychopatów, borderów, aspołecznych dyssocjali NIE SĄ SAME SOBIE WINNE!''

    A czy ja powiedziałem że ofiary są sobie winne? Nie...

    ''Tak samo, jak wina za rozwód to nie jest "wina dwóch stron" (jest jednak jednej - ktoś jednak faktycznie: pił, zdradzał, oszukiwał, krzywdził, zaniedbywał, itp.).''

    Czasami się i zdarza, że i jedna jak i druga strona to niezłe ziółko. I co wtedy? Mp.związek osoby z npd i osoby z bpd, które wzajemnie się wykańczają. Karamba ovonel.

    ''Jeśli nie chciałbyś, to nie wypisuj tu bzdur, zasłyszanych od jakichś "nowoczesnych psycholożek" (które mają pojęcie o życiu, jak świnia o niebie) albo przeczytanych na borderowych forach postach pisanych przez same/inne borderki, żeby uratować choć krztę własnego ego i odwracając kota ogonem - przerzucić choć większość własnej winy na ofiarę.''

    Tara Palmatier, która zajmuje się wyciąganiem facetów z toksycznych relacji, autorka tych wszystkich tekstów, tłumaczonych na tych znanych dwóch blogach, które są pierwszą deską ratunku dla wielu po toksynie; to ona też pierdzieli głupoty, gdy pisze, że po takim związku, należy jak szybciej zacząć pracę nad sobą?

    Mi się wydaje ovonel, że ty zbyt czarno-biało widzisz pewne rzeczy. Tylko, no, świat taki nie jest.
    Po prostu...
  • trust21 01.10.18, 20:40
    Cholera, że na tym forum nie ma możliwości edycji postów.
    Ten fragment:
    ''Rzecz jasna, my nie jesteśmy na forum osób chorych na chad, jednak nie zmienia to faktu, że ocena jedynie czynu w oderwaniu od reszty jest na miejscu.'

    Powinien brzmieć tak:

    ''Rzecz jasna, my nie jesteśmy na forum osób chorych na chad, jednak nie zmienia to faktu, że ocena jedynie czynu w oderwaniu od reszty NIE ZAWSZE jest na miejscu.''

    Pisze z telefonu, dlatego zca sem zdarzają mi się takie literówki - czasem poważne, bo mogą diametralnie zmienić charakter wypowiedzi..
  • trust21 01.10.18, 20:53
    Dodam jeszcze ovonelu, że ja generalnie zgadzam się z Tobą odnośnie tego, że osoba zaburzona musi być pociągana do odpowiedzialność za swoje czyny. Kiedyś się z tym nie zgadzałem, ale teraz zgadzam się z tym jak najbardziej. Zresztą już o tym tu pisałem.
  • ovonell 01.10.18, 22:37
    Odnoszę wrażenie, że może piszemy i niby o tym samym, ale innymi słowami (oraz to, że Ty się gubisz na bardzo prostej drodze życia).
    Cyt.:
    "Powiedzmy, że jesteś z dziewczyną, która ma chad. Akurat tak się złożyło, że nie jest dobrze zlekowana, dostała mańkę, i przespała się w klubie w dwoma obcymi facetami. Jakby oceniać ją tylko przez pryzmat czynu, to jest kur. Ale no właśnie, jej czyn był wynikiem jej choroby psychicznej.".

    "Tak się (q-rva!???????) złożyło... ... ...??????? ". Naprawdę...???

    Ależ ona jest wtedy kur.! (co mnie obchodzi powód dla którego ona się skur.???) W chu... mam jej "chorobę psychiczną"! I w życiu własnie chodzi o to, żeby nie być (dokładniej: nie dopuścić do tego, żeby być) kur.! I jakiś chad to jedna z wielu, wielu wymówek. Jak masz swoje zasady, to masz całkowicie w pompie jej (ew.) chad, BPD, HPD i inne!!! Co Cię to do cholery obchodzi??? Świat (i życie też), owszem, nie jest czarno-biały, ale jest prostszy, niż myślisz...

    Zacząć pracę nad sobą? Pewnie, że tak! Tyle, że to zupełnie inny temat niż oceny zachowań BPD, HPD, psychotyków i aspoleczników! Nie mieszajmy zagadnień.
  • trust21 02.10.18, 09:49
    ''Ależ ona jest wtedy kur.! (co mnie obchodzi powód dla którego ona się skur.???) ''

    To znaczy chcesz powiedzieć, że osoba z chadem w manii jest w stanie się kontrolować i ze te wszystkie głupoty robi świadomie? :-)

    Ja Ci ten przykład z chadem podałem, aby pokazać Ci, że czasami nawet i tu bywają odstępstwa, od słusznej zasady, o której napisałeś.
    Jednak nawet w przypadku partnera z chad, jeśli ktoś wyszedł z takiego związku i jest poraniony, nie powinien analizować partnera. Powinie skupić się na leczeniu ran. Choć świadomość choroby eksa, może być w tym wypadku tym, co pozwoli przynajmniej nie trwać długo w gniewie.

    Inaczej jest w przypadku zaburzeń osobowości. Dlaczego mówimy w ogóle o zaburzeniu? Ano dlatego, że taka osobowość odstaje od tego, co my określamy mianem normalności = standardu. Ale co na przykład, gdyby granice się przesunęły, i to co dziś uważane jest za owe odstępstwo, nagle by było zaliczane do normalności? A że coś przeszkadza w życiu? Nałóg palenia też może przeszkadzać. Osoby z z.o są jednak poczytalne i mogą brać za siebie odpowiedzialność.

    Zresztą może napiszę, co jak rozumiem pod określeniem -pociąganie do odpowiedzialności osoby z z.o...
    Jeśli np. osoba z bpd zdradzała cię w związku, to kończysz ten związek. Działanie osoby z bpd (jej zdrady) wywołały konsekwencję w postaci zakończenia jej związku z tobą. Osoba z bpd poniosła odpowiedzialność tym samym.

    ''Odnoszę wrażenie, że może piszemy i niby o tym samym, ale innymi słowami (oraz to, że Ty się gubisz na bardzo prostej drodze życia).''

    Ja się nie gubię ovonell, po prostu pewnych rzeczy nie chcesz zrozumieć. No i tak - w dużym stopniu piszemy o tym samym, z tym, że jak staram się bardziej szeroko spoglądać na pewne sprawy.

    No i proszę tez nie utożsamiać mnie z pewną osobą z tego forum i nie wrzucać mnie to poglądowego jednego worka z nią, bo na ewidentnie bełkocze.
  • leda16 02.10.18, 10:29
    trust21 napisał(a):
    > To znaczy chcesz powiedzieć, że osoba z chadem w manii jest w stanie się kontro
    > lować i ze te wszystkie głupoty robi świadomie? :-)


    Nie jest. I gdyby np. napadła na bank, byłaby potraktowana przez sąd jako całkowicie niepoczytalna. Ale - osoba chora psychicznie nie nadaje się do związku, do małżeństwa i rodzicielstwa z powodów oczywistych. Więc jeśli decydujesz się na taki związek, miej pretensje wyłącznie do siebie, bo ona nie potrafi przewidzieć kiedy jej "odbije". Często odbija mimo systematycznego leczenia. Natomiast jeśli nie miałeś pojęcia o jej chorobie, prawo i Kościól bez ceregieli unieważni takie małżeństwo. Zarazem z całą stanowczością należy podkreślić, że osoby zaburzone nie są chore psychicznie, mogą kierować swoim zachowaniem i kontrolować je.
    Nawiasem mówiąc, masz skłonność Truście do podawania przykładów ekstremalnych, jak z tym "dobowym" CHAD :). Przeciętny człowiek potrafi jednak chorego psychicznie od zdrowego odróżnić.



    > Jednak nawet w przypadku partnera z chad, jeśli ktoś wyszedł z takiego związku
    > i jest poraniony, nie powinien analizować partnera. Powinie skupić się na lecz
    > eniu ran.


    Wyjść można po wielu latach. Natomiast ludzie zanim odejdą lub zostaną porzuceni zawsze analizują, żeby nie zaniedbać ewentualnej poprawy relacji w tym związku, który na początku był dobry. Przecież Ty też przechodziłeś ten etap. Może stosunkowo krótko, ale jednak.


    > Zresztą może napiszę, co jak rozumiem pod określeniem -pociąganie do odpowiedz
    > ialności osoby z z.o...
    > Jeśli np. osoba z bpd zdradzała cię w związku, to kończysz ten związek. Działan
    > ie osoby z bpd (jej zdrady) wywołały konsekwencję w postaci zakończenia jej zwi
    > ązku z tobą. Osoba z bpd poniosła odpowiedzialność tym samym.


    Chyba to samo miał na myśli Ovonell. Tylko po co te k...?



    > No i proszę tez nie utożsamiać mnie z pewną osobą z tego forum i nie wrzucać mn
    > ie to poglądowego jednego worka z nią, bo na ewidentnie bełkocze.


    Ależ nikt tego nie robi. "osoba" jest całkowicie niereformowalna.




    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 02.10.18, 11:39
    ''Ale - osoba chora psychicznie nie nadaje się do związku, do małżeństwa i rodzicielstwa z powodów oczywistych. Więc jeśli decydujesz się na taki związek, miej pretensje wyłącznie do siebie, bo ona nie potrafi przewidzieć kiedy jej "odbije". ''

    To samo można powiedzieć, jeśli świadomie decydujesz się na związek z osobą zaburzoną.

    ''Więc jeśli decydujesz się na taki związek, miej pretensje wyłącznie do siebie, bo ona nie potrafi przewidzieć kiedy jej "odbije". ''

    A tu bym polemizował. :) Jest na YT dziewczyna, która prowadzi blog na temat między innymi chadu, który ma zdiagnozowany. Leczy się od wielu lat i jest w ponad coś ok. 15 letnim związku. I ona mówiła kiedyś, że jak czuje, że zbliża się mańska, to informuje swojego męża, że ''mamy problem'' i o n już wtedy odpowiednio reaguje.

    ''Nawiasem mówiąc, masz skłonność Truście do podawania przykładów ekstremalnych, jak z tym "dobowym" CHAD :).''

    Przykładów ekstremalnych? Nie sądzę, aby były one takie. Ja po prostu staram się spoglądać na problemy z różnych stron.

    '' Przeciętny człowiek potrafi jednak chorego psychicznie od zdrowego odróżnić.''

    Przeciętny człowiek nie ma pojęcia o chorobach psychicznych. Poza tym choroby psychiczne są różne. Czasem problem widać dopiero po pewnym czasie. No chyba, że kogoś choroba psychiczna objawia się między innymi tym, że partnerowi chce wbić w nóż w brzuch, bo ten zrobił mu kawę w zielonym a nie czerwonym kubeczku, bo przecież on rano kawę tylko pije w zielonym ;-)

    ''Wyjść można po wielu latach. Natomiast ludzie zanim odejdą lub zostaną porzuceni zawsze analizują, żeby nie zaniedbać ewentualnej poprawy relacji w tym związku, który na początku był dobry. Przecież Ty też przechodziłeś ten etap. Może stosunkowo krótko, ale jednak.''

    No ja akurat długo analizowałem, dlatego przestrzegam przed tym :-)
    jasne że na początku się analizuje, ale najlepiej to nie robić tego wcale. A są tez ludzie, którzy w ogóle nie mają potrzeby przeprowadzania takich analiz i mają rację.

    ''Chyba to samo miał na myśli Ovonell. Tylko po co te k...?''

    Hmm?

    ''Ależ nikt tego nie robi. "osoba" jest całkowicie niereformowalna.''

    No tu się zgadzam.

    ''Jak przykładowo ta "nadwrażliwa" zutencja, która pogoniła, no sorry "ucięła kontakt", z osobą z ciężką niewydolnością nerek, dializowaną, czekającą na przeszczep, która żyjąc w straszliwym lęku szukała u Niej wsparcia, tym większego, jeśli przedstawiła się jako "psycholog". Smaczku takiemu podejściu do ludzi nadaje fakt, że była to matka chłopaka, za którego planowała wyjść za mąż. Nie piszę, że od razu border czy ktoś w tym stylu, ale o zerowej empatii i potężnym egoizmie na pewno.''

    Kurde, skąd Ty masz leda takie informacje?
  • leda16 02.10.18, 13:57
    trust21 napisał(a):
    > To samo można powiedzieć, jeśli świadomie decydujesz się na związek z osobą zab
    > urzoną.


    Tak, tu masz rację. Tyle, że osoba zakochana stosuje różne mechanizmy obronne, bojąc się spojrzeć prawdzie w oczy. Bo to jest koniec jej nadziei.


    > A tu bym polemizował. :) Jest na YT dziewczyna, która prowadzi blog na temat mi
    > ędzy innymi chadu, który ma zdiagnozowany. Leczy się od wielu lat i jest w pona
    > d coś ok. 15 letnim związku. I ona mówiła kiedyś, że jak czuje, że zbliża się m
    > ańska, to informuje swojego męża, że ''mamy problem'' i o n już wtedy odpowiedn
    > io reaguje.


    Krótko, bo się śpieszę do pracy. Taki wgląd zyskuje się po pewnym czasie choroby i psychoedukacji. Ale nie wszyscy to potrafią, raczej mniejszość. Też spotykam sporo takich osób. Wcześniej musi zaistnieć konieczność pogodzenia się z chorobą. Epileptycy też wyczuwają nadchodzenie ataku.



    > Przykładów ekstremalnych? Nie sądzę, aby były one takie. Ja po prostu staram si
    > ę spoglądać na problemy z różnych stron.


    I tej umiejętności można Ci tylko pozazdrościć.



    >
    > Przeciętny człowiek nie ma pojęcia o chorobach psychicznych. Poza tym choroby p
    > sychiczne są różne. Czasem problem widać dopiero po pewnym czasie.

    No widzisz, ja patrzę zbyt schematycznie. Ale to też prawda - psychoza objawia się otoczeniu wyraźnie tylko w stanach ostrych.

    >
    > Hmm?

    No, te wulgaryzmy.


    > Kurde, skąd Ty masz leda takie informacje?


    Przecież sama je podała. Dializy stosuje się wyłącznie w ciężkiej niewydolności nerek. Jest to sposób na utrzymanie pacjenta przy życiu do czasu znalezienia dawcy nerki. Organizm może przeszczep przyjąć lub odrzucić. Z tego powodu chory żyje w niepewności i lęku odnośnie swojej przyszłości, obsesyjnie szuka kontaktu i z drugim człowiekiem, pocieszenia, wsparcia. Ta pani ma jeszcze cukrzycę, co dodatkowo komplikuje sprawę. To powszechnie znane fakty. A tak poza tematem - dobry syn oddałby matce swoją nerkę. Wyrodny - potraktowałby ją jak "ścierwo", co miało miejsce w tym wypadku. Zutencja liczyła, że ona tak potraktowana nie będzie, a gdzieżby! Uważała, że atrofia uczuciowości wyższej u tego faceta dotyczy tylko matki. Weź pod uwagę, że pisze to ktoś, kto twierdzi, że ma wykształcenie psychologiczne...




    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 02.10.18, 15:49
    ''> Hmm?

    No, te wulgaryzmy.''

    A przeczytałaś dokładnie w jakim odniesieniu to był napisane? Tak to Tobą wstrząsnęło?

    Z drugiej strony, ovonell, który napisał w odwiedzi na ten mój mój post (tu, cytat)

    ''Ależ ona jest wtedy kur.!''

    To już Ci nie przeszkadza? Nie jest to oby pewna niekonsekwencja z Twojej strony? Ovonell napisał że kurwą jest osoba w manni, która się puściła. Trochę konsekwencji moja droga.

    ''Przecież sama je podała. Dializy stosuje się wyłącznie w ciężkiej niewydolności nerek.''

    Widzę, że ta część wypowiedzi na temat tej użytkowniczki nagle magicznie zniknęła z Twojego postu. Mnie np. ciekawi, skąd masz takei rewelacje na temat tego, co ona chciała zrobić ze swoim synem, To było dosyć poważne oskarżenie.

  • leda16 02.10.18, 21:14
    trust21 napisał(a):
    > A przeczytałaś dokładnie w jakim odniesieniu to był napisane? Tak to Tobą wst
    > rząsnęło?


    Nie, ale mogłoby się bez nich obejść. Odnośnie "k. w manii" uważam, że odniosłam się do tego odpowiadając na Twój post. Napisałam przecież, że k...stwo nie jest jej świadomym, odpowiedzialnym wyborem wyborem.


    > Widzę, że ta część wypowiedzi na temat tej użytkowniczki nagle magicznie zniknę
    > ła z Twojego postu. Mnie np. ciekawi, skąd masz takei rewelacje na temat tego,
    > co ona chciała zrobić ze swoim synem, To było dosyć poważne oskarżenie.



    Zupełnie się pogubiłam. Co niby chciała zrobić? I jak część wysłanego postu może zniknąć? Jeśli admin kasuje, to cały post albo nawet wątek a nie część.




    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 02.10.18, 21:29
    ''Zupełnie się pogubiłam. Co niby chciała zrobić? I jak część wysłanego postu może zniknąć? Jeśli admin kasuje, to cały post albo nawet wątek a nie część.''

    Napisałaś tam, że chciała wyjść za swojego syna. Skąd masz takie informacje? Część Twojego postu z dziś, z godziny 10:29 widzę, że jest usunięta - właśnie ten fragment, w którym o tym pisałaś.
    Dokładnie ta część, która była ostatnia.

    ''Nie, ale mogłoby się bez nich obejść. Odnośnie "k. w manii" uważam, że odniosłam się do tego odpowiadając na Twój post. Napisałam przecież, że k...stwo nie jest jej świadomym, odpowiedzialnym wyborem wyborem.''

    A czy ja napisałem, że osoba, która się puszcza w manii jest k...? Nie. Coś takiego napisał ovonell w odpowiedzi na mój post (cytat w moim poprzednim poście). Dlaczego mu nie mu nie zwróciłaś uwagi, tylko mi?
    Chyba jeszcze raz musisz przeczytać dokładnie ten fragment mojego postu, w którym pojawia się słowo na k.
  • trust21 02.10.18, 22:05
    Dobra leda, nikt Ci postu nie moderował, dopiero teraz zauważyłem, że ta Twoja wypowiedź jest w Twoim innym dzisiejszym poście.
    Dokładnie dzisiaj o godzinie 10:00 napisałaś coś takiego (tu cytat z Twojego postu)"

    ''Jak przykładowo ta "nadwrażliwa" zutencja, która pogoniła, no sorry "ucięła kontakt", z osobą z ciężką niewydolnością nerek, dializowaną, czekającą na przeszczep, która żyjąc w straszliwym lęku szukała u Niej wsparcia, tym większego, jeśli przedstawiła się jako "psycholog". Smaczku takiemu podejściu do ludzi nadaje fakt, że była to matka chłopaka, za którego planowała wyjść za mąż. Nie piszę, że od razu border czy ktoś w tym stylu, ale o zerowej empatii i potężnym egoizmie na pewno.''

  • leda16 02.10.18, 22:22
    trust21 napisał(a):

    > Dobra leda, nikt Ci postu nie moderował, dopiero teraz zauważyłem, że ta Twoja
    > wypowiedź jest w Twoim innym dzisiejszym poście.
    > Dokładnie dzisiaj o godzinie 10:00 napisałaś coś takiego (tu cytat z Twojego po
    > stu)"
    >
    Smaczku takiemu podejściu do ludzi nada
    > je fakt, że była to matka chłopaka, za którego planowała wyjść za mąż.


    No a jak myślisz, po co zutencja była w związku z tym facetem przez 4 lata? Po to przecież, żeby wyjść za niego za mąż i mieć rodzinę. Rozstała się z nim właśnie dlatego, że nie nadawał się na męża i ojca. Cóż w tym dziwnego? Ślub, rodzina są celem każdej młodej kobiety. Uważasz, że nie? Czemu?


    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 02.10.18, 22:36
    Wiesz, ludzie nie zawsze chcą formalizować związek - i jest to coraz częstsze. Czasami chcą być ze sobą, ale bez papierka. Ona chciała z nim być, ale nie pisała nigdzie że chciała sformalizować z nim związek w przyszłości. Powiesz, że się czepiam - i ok, pewnie się czepiam. Ale chciałem tylko zwrócić na to uwagę.
  • leda16 02.10.18, 23:00
    Wyznaję tradycyjne zasady i moje otoczenie też, to znaczy dorosłe dzieci moich koleżanek, moje i znajome młode kobiety. Owszem, wolny związek ale czasowo, jako sprawdzenie się, coś jakby narzeczeństwo ze wspólnym zamieszkaniem. Zresztą "konkubent" brzmi nieładnie, niesie z sobą negatywne skojarzenia, ujemne skutki prawne a u ludzi religijnych (chrześcijaństwo, islam, judaizm) jest nie do przyjęcia. Ten "papierek" to jeden z najważniejszych kontraktów cywilno - prawnych funkcjonujących w cywilizowanym społeczeństwie. Więc czemu zutencja miałaby go nie chcieć, z głupoty, braku wyobraźni?

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 03.10.18, 08:38
    A czemu od razu z głupoty czy braku wyobraźni? Po prostu niektórzy ludzie nie potrzebują ślubu do tego aby być razem. I mają do tego prawo i należy to uszanować.
    A w przypadku zutencji to ja nie wiem czy ina chciała czy nie, z tym że dziś z tym bywa różnie. I tyle.
  • leda16 03.10.18, 12:21
    trust21 napisał(a):
    A czemu od razu z głupoty czy braku wyobraźni? Po prostu niektórzy ludzie nie p
    > otrzebują ślubu do tego aby być razem. I mają do tego prawo i należy to uszanow
    > ać.


    Osobiście do tych dwóch wyżej wymienionych cech szacunku nie mam, bo zazwyczaj dla kobiety mogą dawać katastrofalne skutki. No bo "są razem", mają dziecko, na lekcję religii ślubnej fotografii rodziców nie przyniesie, przy I komunii ksiądz też robi wstręty, dzieci się śmieją...u żydów zawarcie małżeństwa jest obowiązkiem religijnym i wiąże się z przywilejami społecznymi znacznie wyższymi niż wspólne opodatkowanie. Ale powiedzmy, że to pestka. Po jakimś czasie np. wypadek samochodowy, paraliż połowiczy, SM, nowotwór kręgosłupa, konieczność pielęgnacji "partnerki", która w tym momencie partnerką być przestała, dostaje głodową rentę a trzeba inwestować w drogie leki, rehabilitację, mieszkanie też do partnera należy lub wspólnie kredyt spłacają. W tej sytuacji 99/100 partnerów odchodzi. Tak doświadczonej przez los "partnerce" nie przysługują alimenty, pomoc finansowa, podział dorobku, mieszkanie, ani inne, należne żonie świadczenia. Partner może nawet zabrać dziecko motywując, że nie jest w stanie z powodu choroby sprawować nad nim pieczy i uzyskać od niej alimenty. W swojej karierze zawodowej widziałam kilkadziesiąt ofiar takiego "partnerstwa". Oczywiście, Ty też masz prawo np. pracować bez umowy o pracę a pracodawca prawo wystawienia Cię do wiatru. Będziesz ryzykował, a po co? Każdy rozsądny człowiek ma prawo do poczucia bezpieczeństwa prawnego. Partnerstwo kobiecie takiego nie daje. Życie "na kocią łapę" jest po prostu szczeniackie i nieodpowiedzialne.
    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 02.10.18, 22:41
    trust21 napisał(a):
    > A czy ja napisałem, że osoba, która się puszcza w manii jest k...? Nie. Coś ta
    > kiego napisał ovonell w odpowiedzi na mój post (cytat w moim poprzednim poście)
    > . Dlaczego mu nie mu nie zwróciłaś uwagi, tylko mi?
    > Chyba jeszcze raz musisz przeczytać dokładnie ten fragment mojego postu, w któr
    > ym pojawia się słowo na k.


    No i tak zrobiłam. Oto sporny cytat :
    "trust21 napisał(a):
    > To znaczy chcesz powiedzieć, że osoba z chadem w manii jest w stanie się kontro
    > lować i ze te wszystkie głupoty robi świadomie? :-) "


    Nie jest. I gdyby np. napadła na bank, byłaby potraktowana przez sąd jako całkowicie niepoczytalna. Ale - osoba chora psychicznie nie nadaje się do związku, do małżeństwa i rodzicielstwa z powodów oczywistych. Więc jeśli decydujesz się na taki związek, miej pretensje wyłącznie do siebie, bo ona nie potrafi przewidzieć kiedy jej "odbije". Często odbija mimo systematycznego leczenia. Natomiast jeśli nie miałeś pojęcia o jej chorobie, prawo i Kościól bez ceregieli unieważni takie małżeństwo. Zarazem z całą stanowczością należy podkreślić, że osoby zaburzone nie są chore psychicznie, mogą kierować swoim zachowaniem i kontrolować je.


    Zadałeś pytanie Ovonellowi a ja pospieszyłam z odpowiedzią na to pytanie :) Nie miała ona na celu zwracanie Ci uwagi. Teraz wypada poczekać jak na nie odpowie sam adresat.
    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 02.10.18, 22:52
    Leda my się chyba nie rozumiemy. :-)

    Napisałaś mi coś takiego:

    ''Tylko po co te k...?''

    Bo jeśli rozumiem dobrze, nie tylko że pytanie było skierowane do mnie, ale dotyczyło mojej wypowiedzi w której użyłem słowo na k ? Tak?
  • leda16 02.10.18, 23:07
    Nie! Wypowiedź Ovonella była naszpikowana wulgaryzmami, m.in. słowem k. i o to mi chodziło. Bez nich wypowiedź byłaby bardziej przejrzysta, elegancka i nie dawała powodów do ataków takim Forumowiczom jak vre-sna czy efce-13, które na słowo "k" zlatują się tu jak kruki do ścierwa.

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 03.10.18, 08:33
    Ok, dzięki za wyjaśnienie.
  • leda16 02.10.18, 10:00
    trust21 napisał(a):
    Czasami się i zdarza, że i jedna jak i druga strona to niezłe ziółko. I co wted
    > y? Mp.związek osoby z npd i osoby z bpd, które wzajemnie się wykańczają. Karamb
    > a ovonel.


    Jak przykładowo ta "nadwrażliwa" zutencja, która pogoniła, no sorry "ucięła kontakt", z osobą z ciężką niewydolnością nerek, dializowaną, czekającą na przeszczep, która żyjąc w straszliwym lęku szukała u Niej wsparcia, tym większego, jeśli przedstawiła się jako "psycholog". Smaczku takiemu podejściu do ludzi nadaje fakt, że była to matka chłopaka, za którego planowała wyjść za mąż. Nie piszę, że od razu border czy ktoś w tym stylu, ale o zerowej empatii i potężnym egoizmie na pewno.


    > Tara Palmatier, która zajmuje się wyciąganiem facetów z toksycznych relacji, au
    > torka tych wszystkich tekstów, tłumaczonych na tych znanych dwóch blogach, któr
    > e są pierwszą deską ratunku dla wielu po toksynie; to ona też pierdzieli głupot
    > y, gdy pisze, że po takim związku, należy jak szybciej zacząć pracę nad sobą?


    Nie znam książki, ale zapewne chodziło jej o jak najszybsze leczenie głębokich ran i zniszczeń wyniesionych ze związku a nie własnych zaburzeń osobowości. Choć oczywiście związek dwóch zaburzonych, np. DDA też często się zdarza.




    --
    www.pmiska.pl
  • brz_a_sk 02.10.18, 17:20
    obrażanie, insynuowanie, wyzwiska, łamanie wszelkich zasad i co ważne powtarzające się nakłanianie do zbiorowego hejtu;

    nie wiem czy szczytem chamstwa jest atakowanie mojej matki, czy "rodzenie downów" - ale festiwal trwa od kilku miesięcy na tym forum, a na forach Gazety od lat. Tak nie musi być;
    - - - - - - - - - - - -

    leda16 napisała:

    > brz_a_sk napisała:
    > niestety są i tacy,
    > > którzy przychodzą AKURAT TU (co za przedziwny przypadek)


    " No właśnie. Już wiele osób dało Ci do zrozumienia, że nie masz AKURAT TU czego
    szukać i niestety nie jest to przypadek, że wcinasz się w każdy wątek jak stringi w dupę, klepiąc w najlepszym wypadku treści nie na temat:"
    > > ("Na głowie kraśny ma wianek,
    > > W ręku zielony badylek,
    > > A przed nią bieży baranek,
    > > A nad nią leci motylek"
    "a w najgorszym celowo bałamucąc i szkodząc ofiarom borderów."

    > > jakbym słyszała mamusi: masz być nieskazitelna i tatusia: nie chlaj - bo
    > skończysz jak rodzice - nam nie wyszło ale: Synu ja cię wyprowadzę ...

    "Twoja Mamusia nie opanowała nawet zasad gramatyki języka polskiego? A przecież żydówki są takie inteligentne... "
    >
    >
    > > w trudnym związku pomoc potrzebna jest obu stronom -
    >
    "Związki z borderami i psychopatami nie są "trudne". Są NISZCZĄCE dla ofiary takiego związku dlatego należy je zrywać jak szybko jest to możliwe. Nikt normalny nie ma zamiaru "pomagać" sadyście, przemocowcowi, degeneratowi moralnemu manipulującemu i maltretującemu partnera."


    > > dobrze, że tak wile osób znajduje wyjście ze swoich problemów,
    > > niezależnie od tego jak długo to trwa i ile wymaga cierpliwości;




    " Co Ty bredzisz emerytko? Ta kobieta ma już 38 lat. 4 lata swojego życia zmarnowała i żadna terapia tego nie zwróci. Jeszcze dwa lata i ma szansę zacząć downy rodzić a Jej wartość na rynku matrymonialnym pikować w dół. Każda kobieta chce być żoną i matką, zamiast tkwić w 'trudnym", patologicznym związku. Związek albo jest miły, radosny, wspierający, albo należy z niego wiać, gdzie pieprz rośnie."
    >
    >
    > > dojście do wniosku - gdyby nie moje problemy, ten związek wyglądałby zupełnie inaczej - to jest najważniejszy milowy krok w autoterapii;
    >
    >
    " Następna brednia - gdyby nie zaburzenia osobowości partnera, ten związek wyglądłby normalnie i bezproblemowo dla jego ofiary."

  • leda16 02.10.18, 21:21
    Brzask, weź swoje pastylki, które Ci lekarz zapisał i spadaj z tego forum.

    --
    www.pmiska.pl
  • trust21 30.09.18, 20:42
    ''I nie mowię tu o ostrym jechaniu mi, ale chociażby erma74.Aż mi się źle zrobilo...atak na ofiarę był nie do przyjęcia na raz''

    A w jaki to Cię to sposób ostro zaatakowano? Nikt tu po Tobie nie jechał. Weźmy na przykład mój ostatni komentarz skierowany do Ciebie. Żadnego pojazdu po Tobie tam nie było. Wiesz jaki jest Twój problem? Problem jest taki, że powiedzenie kilku słów prawdy o Twoim byłym bierzesz jako atak na siebie. Dzieje się tak dlatego, ponieważ jesteś z nim jeszcze emocjonalnie związana. Z Twoich postów wnioskuje, że jesteś na etapie targowania. Z jednej strony coś zaczyna Ci świtać w głowie, w jakim to gównie byłaś, ale z drugiej strony, jeszcze go tłumaczysz, usprawiedliwiasz. Etap targowania jest jednym z najgorszych, bo często w tym okresie ludzie wracają.

    Życzę Ci jak najlepiej, ale Twoje formułki, że już nie wrócisz do niego, że już nigdy więcej w toksycznym związku, to w Twoim wypadku na razie raczej jeszcze zaklęcia.

    Co do toksycznych związków, to powiem Ci tak. Takie związki zawsze tworzą dwie strony. Obie w pewien sposób są odpowiedzialne za trwanie w takiej chorej relacji. Gdy się z takiego związku wychodzi, to jednym z najtrudniejszyct rzeczy jest uświadomienie sobie, że ani partner cię nie kochał ani ty jego. Uświadomienie sobie, że to co w tym związku trzymało, to tylko własne problemy, deficyty, lęki i strachy. I to jest absolutna podstawa, taki punkt wyjścia do dalszej pracy. Nie analizuj partnera, bo to tylko pogorszy sprawę. Ja analizowałem, i żałuję tego.

    A o ermę się nie martw, Ty się martw o siebie dziewczyno. Erma to inna historia. Zresztą z jego obecnych wypowiedzi widać, że chyba już coś zrozumiał i jest już na innym etapie.
  • erma74 01.10.18, 09:11
    trust21 napisał

    "A o ermę się nie martw, Ty się martw o siebie dziewczyno. Erma to inna historia. Zresztą z jego obecnych wypowiedzi widać, że chyba już coś zrozumiał i jest już na innym etapie."

    zutencja666 nie powinnaś odbierać tu niczego jako ataki na Ciebie. Większość z piszących tu sensownie ludzi (głównie ovonell, leda, trust21, login_tymczasowy) wypowiada się z poziomu osób które rozumieją to zagadnienie, ktore z perspektywy czasu, na podstawie powtarzających sie schematów działań borderów, wiedzą dokładnie gdzie jest klucz do zerwania z toksyną. Ja, chociaż od początku podobnie jak Ty na tym forum miałem wrażenie, ze wszyscy wyżywają się na mnie za moją historię, z perspektywy czasu mogę podziękować za to co do mnie i o mnie pisano. Ja uwazalem sie zawsze za silnego psychicznie i podejrzewam, ze tylko dzieki temu szybko zrozumiałem w czym tkwie, pomimo 2-letniego prawie ściemniania Kaśki i owijania mnie wokół palca. Były naprawdę super chwile ale zapominam już o tym. Kiedy psycholog uświadomiła mnie z czym i kim miałem styczność, kiedy zacząłem analizować wszystko z chłodną głową to wszystko ułożyłem sobie w jedno całość. To wszystko co robiła, mówiła, co ją spotykało rzekomo, choroba itp itd to była jedna wielka ściema! Do takich samych wniosków dojdziesz za niedługo. Oczywiście, że szkoda mi jej jako człowieka, kobiety i życzę jej jak najlepiej ale nie chcę i nie będę brał już w tym udziału. Powodzenia!
  • leda16 01.10.18, 12:05
    trust21 napisał(a):
    Wiesz jaki jest Twój problem? Problem jest taki, że powiedzen
    > ie kilku słów prawdy o Twoim byłym bierzesz jako atak na siebie.


    Prawdy o sobie też z wielkim trudem przenikają do Jej świadomości, skoro swoje lęki i niską samoocenę za nadwrażliwość bierze.



    >
    Gdy się z takiego związku wychodzi, to jednym z najtrudniejszych rzeczy jes
    > t uświadomienie sobie, że ani partner cię nie kochał ani ty jego. Uświadomienie
    > sobie, że to co w tym związku trzymało, to tylko własne problemy, deficyty, lę
    > ki i strachy.


    Owszem, Ona kochała tylko swoje wyobrażenie o nim a jego negatywne zachowanie i przemoc minimalizowała, koncentrując się na pozytywnych aspektach tego związku.



    Ty się martw o siebie dziewczyno.


    Zwłaszcza, że dziewczyną już nie jest, ma 38 lat.

    --
    www.pmiska.pl
  • zutencja666 02.10.18, 13:12
    Leda16,

    Zgodzę sę z tym,że jestem po tym związku stłamszona i mam zdeptaną samoocenę.Ale odbudowuje siebie małymi kroczkami.Mam przyjacioł,ktorzy mi pomagają i wsparcie tutaj,za co dziękuję.
    Odniosę się do innych wypowiedzi na dniach,bo się przenoszę i nie mam chwili wytchnienia.

    Wiesz czym jest nadwrażliwość emocjonalna?
    Zawsze czułam, że wszystko wpływa na mnie znacznie bardziej niż na innych.Przejmowałam si każdym,wchłaniałam jego emocje...
    Moim zdaniem mój poziom empatii jest wysoce rozwinięty, przez co potrafią trafniej niż inni rozpoznać emocje innych osób.Czuję gdy ktoś jest nieszczęśliwy.Zawsze miałam wrażenie,że czuje o wiele więcej niż inni, czuje ból innych ludzi w swoim własnym ciele.Co nie jest dla mnie łatwe.Dlatego tez od małego pomagałam w domu dziecka czy w schroniskach.Staram się nauczyć asertywności,bo z reguły było tak,że potrzebujący pomocy walili drzwiami i oknami;)
    Nie ukrywam,że czasami nie umiałam stawiać granic...

    Co do mamy Marcina to nie masz pojecia co dla niej robilam,wiec nie imputuj mi niestworzonych rzeczy.Pomagałam jak umiałam, rozmawiałam po kilka razy dziennie, wspierałam, robiłam zakupy, ale kiedy zaczęła mnie nachodzić kilka razy dziennie w pracy mimo ustalenia kiedy ją odwiedzę i zadzwonię,wydzwaniać po kilkanaście razy.Łamała wszystkie nasze ustalenia.Potrafiła mi kulą walić do drzwi.Moi współpracownicy zaczęli się jej bać.Dluga historia.Nie chc do tego wracać ale miała u mnie duże wsparcie i pomoc.
    I wiedziałam zawsze na bieżąco co u niej.

    Na szczęście wyglądam jak dziewczyna i się tak czuję.Zawsze uważałam,że nie jest ważne ile masz na liczniku,tylko na ile się czujesz:)
    Jedyną sprawą,ktora mnie martwi,to to,że chciałam zawsze mieć dużą rodzinę...a to już ostatni dzwonek!
  • leda16 02.10.18, 22:07
    zutencja666 napisał(a):
    Zawsze czułam, że wszystko wpływa na mnie znacznie bardziej niż na innych.Prze
    > jmowałam si każdym,wchłaniałam jego emocje...
    > Moim zdaniem mój poziom empatii jest wysoce rozwinięty, przez co potrafią trafn
    > iej niż inni rozpoznać emocje innych osób.Czuję gdy ktoś jest nieszczęśliwy.Zaw
    > sze miałam wrażenie,że czuje o wiele więcej niż inni, czuje ból innych ludzi w
    > swoim własnym ciele.


    Jakoś bólu jego matki nie wyczułaś, zerwałaś kontakt zamiast zorganizować, namówić, wspólnie odwiedzić psychiatrę, załatwić jej wizytę domową. Skoro chodzi o kuli, jest z nią jeszcze gorzej niż myślałam. Na tych kulach donosiła zwyrodnialcowi jedzenie. On brał a kasę przepijał, zamiast choćby leki jej kupować, potakiwałaś, gdy na nią dymił. Gdzie wtedy Twoja "nadwrażliwość" była?


    Co nie jest dla mnie łatwe.Dlatego tez od małego pomagałam
    > w domu dziecka czy w schroniskach.

    W DD jest fachowy personel, psycholog. W czym tam tak pomagałaś? Owszem, w hospicjach lub hospicjach domowych taka pomoc jest bezcenna ale tam niepotrzebna.


    >.Łamała wszystkie nasze ustalenia.Potrafiła mi kulą walić do drzwi.Moi
    > współpracownicy zaczęli się jej bać.

    Dluga historia.Nie chc do tego wracać ale m
    > iała u mnie duże wsparcie i pomoc.
    > I wiedziałam zawsze na bieżąco co u niej.


    No właśnie. Może tę pomoc należało przekazać specjalistom - psychiatrze, psychoterapeucie? To, że wiedziałaś "co u niej" w praktyce niczego nie zmieniało.

    > Na szczęście wyglądam jak dziewczyna i się tak czuję.Zawsze uważałam,że nie jes
    > t ważne ile masz na liczniku,tylko na ile się czujesz:)


    Ale proza życia skrzeczy. Zegar biologiczny nie liczy się z samopoczuciem ani wyglądem kobiety. Masz rację, to ostatni dzwonek, żeby rozejrzeć się za kimś wartościowym. Wygląd zewnętrzny bardzo w tym pomaga. No i postępowanie jakie Ci proponuje Trust - zero kontaktu z zaburzonym, blokada tel. Fb i wszystkiego gdzie możesz go spotkać. Zapisz się na terapię krótkoterminową i walcz o siebie. Takich osób jak Ty jest bardzo dużo - bitych, maltretowanych psychicznie, itp. Ale większość nie trafia na terapię bo...wstydzą się losu, który był ich udziałem. Mam nadzieję, że tutaj zrozumiałaś chociaż to, że wstydzić powinien się wyłącznie on. Tyle, że on nie ma poczucia wstydu i nigdy miał nie będzie.




    --
    www.pmiska.pl
  • ing3 08.11.18, 15:55
    Uciekajjjj !!!!!
    1. Moze cie zarazic hiv
    2. Wyladujesz w psychiatryku
    3. Zniszczy zycie waszego wspolnego dziecka.
    4.Bedziesz robic na jego dlugi.
    5. Bedziesz zyc w ciaglym strachu i niepewnosci jak teraz
    6. Bedziesz blagac o 5 min. Spokoju
    Mozna tak wymieniac do 100 albo i wiecej
    Chcesz tak zyc?

  • ing3 27.11.18, 13:53
    witam macie ochote pogadac bo widze ze u was tez w miare swieza sprawa?
  • krzywijo 28.11.18, 09:08
    Ja chetna :)
  • ing3 28.11.18, 11:43
    Daj jakis namiar!
  • bordeerlena 10.12.18, 20:50
    Moim zdaniem nie jest tak że po niej to spłynęło.. każdy border boi się rozstania i straty, nieprawdaż? Bardzo często sami odchodzą tylko po to by ktoś nie odszedł od nich. Ciągle testują granice żeby się upewnić, że mimo wszystko będziesz z nimi. Wstawiając zdjęcia na portalach społecznościowych z pewnością nie pokażą Ci smutku i żalu wręcz przeciwnie, będą pokazywać że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
    Myślisz że da Ci spokój? Moim zdaniem jeszcze nie raz napiszę do Ciebie z jakąś "błahostką" tylko po to by w jakimś tam stopniu utrzymać kontakt. Czasem wydaje mi się że z takimi osobami jest jak z dziećmi które nie potrafią pokazać czego naprawdę chcą, chciałyby mieć zabawkę na własność chociaż całkowicie są nią znudzeni.

    Mam nadzieję, że uda Ci się przezwyciężyć depresję i znaleźć kogoś wartościowego
  • ovonell 19.12.18, 16:57
    "(...) Moim zdaniem nie jest tak że po niej to spłynęło.. każdy border boi się rozstania i straty, nieprawdaż? Bardzo często sami odchodzą tylko po to by ktoś nie odszedł od nich. Ciągle testują granice żeby się upewnić, że mimo wszystko będziesz z nimi. Wstawiając zdjęcia na portalach społecznościowych z pewnością nie pokażą Ci smutku i żalu wręcz przeciwnie, będą pokazywać że wszystko jest w jak najlepszym porządku.".

    Bardzo często jest tak, że jak ktoś okaże choćby odrobinę zainteresowania, to borderka od razu rozkłada nogi.
    Nazywajmy rzeczy po imieniu...
  • martusia355 19.12.18, 21:43
    ovonell napisał(a):

    > > Bardzo często jest tak, że jak ktoś okaże choćby odrobinę zainteresowania, to b
    > orderka od razu rozkłada nogi.
    > Nazywajmy rzeczy po imieniu...

    Zaglądam tutaj bardzo często i zauważam, że treści które czytam bardzo pomagają przejść mi to wszystko. Zastanawia mnie tylko i kłuje w oczy jak ovonell wypowiada się tak agresywnie o tym z jaką łatwością kobiety BPD rozkładają nogi. Naprawdę? Skąd takie wnioski? Może nie jest to jednak standardem? O panach możesz powiedzieć to samo? Wydaje mi się, że przesadzasz. Ale ogólnie lubię Twoje wypowiedzi :)
  • ovonell 20.12.18, 03:54
    "(...) Zaglądam tutaj bardzo często i zauważam, że treści które czytam bardzo pomagają przejść mi to wszystko.".
    >>> Bo chyba taka jest pozytywnie-terapeutyczna rola tego forum (a nie tylko taka, żeby rzesze BPD głaskały się we wzajemnych postach pisanych do siebie, np. na temat - jakie to one "wyjątkowe" są, i też nie po to, żeby potem miejscowa, forumowa babcia napisała im jeszcze "podsumowanie", że ich wysoka wrażliwość to przecież jest jakiś "nadludzki dar").

    "Zastanawia mnie tylko i kłuje w oczy jak ovonell wypowiada się tak agresywnie o tym z jaką łatwością kobiety BPD rozkładają nogi. Naprawdę? Skąd takie wnioski? Może nie jest to jednak standardem?".
    >>> Niestety naprawdę. Wnioski są z doświadczenia, praktyki, obserwacji, bardzo wielu relacji partnerów osób z BPD i długich lat w branży. I niestety, jest to jednak standardem (taką tendencję/taki objaw oceniłbym na jakieś ~90% u borderek).
    P,S. Może Cię to oburza jakoś tak samoistnie i wewnętrznie, a może dałaś się nabrać na jakąś "poprawną i postępową" filozofię równouprawnienia, feminizmu albo emancypacji i dlatego gryzie Cię to, że fakty są faktami (bo wg ww. nowoczesnych filozofii - jeśli jakieś fakty są niekorzystne dla kobiet, to przecież faktami powinny z automatu już przestać być, bo to oczywiście niekorzystne i krzywdzące jest dla tej jakże słabej płci;)).

    "O panach możesz powiedzieć to samo? Wydaje mi się, że przesadzasz. Ale ogólnie lubię Twoje wypowiedzi :)".
    Tak, o panach mogę napisać to samo. Tylko borderline w podziale na płeć, to jednak 4:1 na korzyść przewagi kobiet z tym zaburzeniem (więc i to "zjawisko" występuje czterokrotnie częściej). Poza tym, u mężczyzn borderline często ewoluuje w kierunku jakby ala psychopatii, a u kobiet bardziej w kanały w stylu ala histrioniczno-narcystyczne (co w połączeniu np. z bulimią lub ew. dwubiegunówką /jakże podobną przecież do BPD/ - nasila całe to zjawisko/objaw szczucia d#pą i "szerokich nóg w kolanach" :().

  • northern_star 20.12.18, 08:21
    Marta bo taka niestety jest prawda. Seks dla bpd jest jednym z dwóch rzeczy.... pierwsza to chwila zapomnienia o swoim pojebaniu a druga to narzędzie do osiągnięcia czegos wiecej wcześniej zamierzonego. Dlatego nie jest to dla nich niczym intymnym. Przykładem sa slowa mojej byłej 🙈cytuje🙊...szybciej zrobie komus loda lub dam dupy niz dam buzi bo pocałunek to cos intymnego a danie dupy to zwykła potrzeba jak jedzenie 🙊🙈🙉
  • ovonell 20.12.18, 17:26
    "Marta, bo taka niestety jest prawda.".

    Northern, może tak być, że dziś prawda już nie ma znaczenia. Dziś moc i znaczenie ma jedynie poprawność polityczna.;)
    I może dlatego, Murzyn to Afroamerykanin, Cygan to Rom, podpierdalacz to jedynie sygnalista, prostytucja to tylko sponsoring, p#dał to gej, terrorysta to - urodzony we FRA/BEL/GB chory psychicznie nieszczęśnik o tylko lekko nieeuropejskim kolorze skóry, zamach to jakiś incydent, aborcja to środek antykoncepcyjny, płeć to już tylko gender, europejska lub narodowa kultura i tradycja to zacofanie, patriotyzm to faszyzm i rasizm, wartości chrześcijańskie to ksenofobia i nietolerancja, prawda to mowa nienawiści, a wolność to wyłącznie multikulturowość.

    Tak więc, może nie piszmy tak o borderkach. Może akurat na tym forum, powinniśmy napisać, że nie, nie, one wcale się nie puszczają - one po prostu "korzystają z dobrodziejstw postępowej modern-kultury na terenie tej obecnej nowoczesnej, liberalno-demokratycznej, nowolewicowej, multikulturowej Jewropy".
  • martusia355 20.12.18, 23:19
    northern_star napisał(a):

    > Marta bo taka niestety jest prawda. Seks dla bpd jest jednym z dwóch rzeczy...
    >
    Nie wiem czy to rozkładanie nóg nie jest zbyt ogólne. Skoro 90% kobiet lubi seks, 5% nie może bo religia albo problemy zdrowotne fizyczne nie pozwalają a pozostałe 5% nie są sklasyfikowane :) to chyba normalnym jest kiedy pozna się wreszcie tego jedynego pewnie atrakcyjnego dla kobiety i jest się przekonanym że to właśnie z tym może się udać to kolana mogą mieć w miarę szybko szeroki rozstaw :) Jasne, że piszę trochę przez pryzmat niezbyt wielkiej wiedzy w temacie BPD no ale czy nie mam racji? Każdą czynność fizjologiczna można tu podmienić zamiast seksu, oddychanie, konieczność jedzenia i wiele innych :)
  • ovonell 20.12.18, 23:57
    A Matusia uparciuszek...;)
    "(...) no ale czy nie mam racji?".
    No właśnie nie masz. :(
    Jest różnica (i spora przepaść) między "lubieniem seksu" a puszczaniem się.
    A argument o fizjologii? Hmm... Słabe to.
    Wszystko ma swoją dobrą i złą stronę (medal ma dwie strony, kij też dwie, najlepszy jest "złoty środek" Arystotelesa, itd.)
    Widzisz, jedzenie to owszem, czynność fizjologiczna, miła, przyjemna, potrzebna. konieczna, itp. Ale obżarstwo ma już mniej wspólnego z jakąś przyjemnością czy czynnością fizjologiczną. Ogień może nas ogrzać i pomóc przygotować dobry i pożywny posiłek, ale może też poparzyć albo nawet zabić. Nóż to przydatne człowiekowi narzędzie i ułatwia życie, ale może również pokaleczyć albo służyć do zbrodni wobec drugiego człowieka.
    Seks jest fizjologiczny, może być cudowny, przyjemny, wiążący, zespalający, energetyczny, itd., ale może też być upokarzający, krzywdzący, być formą ucieczki, zapomnienia albo zeszmacenia i (samo? albo i nie samo)upodlenia.

    Tak więc - nie. Zamiłowanie do seksu kobiet (czy mężczyzn, niech Ci będzie, bo zaraz i tak zapewne feministycznie się o taki dopisek upomnisz ;):)) a puszczanie się (no bo wtedy gdzie ten "jedyny" o którym piszesz...?), to dwie różne planety oddalone od siebie o miliardy lat świetlnych.
  • ing3 21.12.18, 00:16
    Wszystko spoko jezeli jestes singielka i smigasz sobie po kolesiach i korzystasz z urokow zycia. Co innego jesli jednak masz stalego partnera i przy pierwszej lepszej okazji dajesz dupy kazdemu lepszemu ktory sie nawinie bo cie kurwa poniosla fantazja narazajac przy tym zdrowie swojego partnera.Wtedy jestes szmata i tyle w temacie.
    Sorki za szczerosc ale moja luba jak sie okazalo dawala dupy na lewo i prawo jednoczesnie prowadzila inwigilacje co do mojej osoby i projektowala wszystko na mnie. Smiesza mnie tez wpisy borderow ze tylko slabe jednostki daja sie urobic, sorki ale nikt mi nic nie mowil w co gram. Trzeba bylo mowic odrazu na czym stoje to i w ryja bym zajebal choc nigdy nie podnioslem na nikogo reki!!
    Nie pozdrawiam!!!
  • northern_star 21.12.18, 07:14
    Marta nie wierze w to co czytam🙈🙈🙈🙉

    seks z tym jedynym to cos innego niz seks z kazdym🙊 ale dla bpd seks jest tylko seksem i wlasnie w tym jest najwiekszy problem. Mozna go uprawiać z partnerem lub kazdym innym kto da do tego sygnal lub założyć sobie tindera lub innego badoo by przez pryzmat swojej dupy podniesc swoje poczucie wlasnej wartosc pozostając przy tym dla innych zwykłym kurwiszonem. Ale jak napisal Ovonell jedni to nazwa po imieniu a inni zaczną ubierać gowno w piekne ciuchy myśląc ze przez to przestanie smierdziec.
  • ovonell 21.12.18, 23:23
    "(...) założyć sobie tindera lub innego badoo by przez pryzmat swojej dupy podniesc swoje poczucie wlasnej wartosci".

    Albo uznać to za jakąś kartę przetargową, dzięki której osiągnie się "coś/więcej/dany cel/wyimagowany zysk/korzyść".
    Jak łeb jest zryty, to i filozofia życia (postępowania) przeprymitywna... :(((
  • ovonell 21.12.18, 23:39
    wyimaginowany - - sorry ;)
    Co nie zmienia postaci rzeczy - idiotki pozostaną idiotkami. ;)
  • border.szary 30.12.18, 02:23
    northern_star napisał(a):

    > seks z tym jedynym to cos innego niz seks z kazdym🙊 ale dla bpd seks jest tylk
    > o seksem i wlasnie w tym jest najwiekszy problem.

    Ok.
    Rozumiem o czym piszesz, ale... jak to się ma do standardowego tłumaczenia faceta przyłapanego w łóżku z inną: ależ kochanie, ona nic dla mnie nie znaczy...to TYLKO seks...

    Ja rozumiem, że biologia, że facet biedny, bo pokusy, bo te baby szczują doopami, ale jeśli pragniecie, panowie, partnerstwa w związku, to z dobrodziejstwem inwentarza

    lub założyć sobie tindera lub innego
    > badoo by przez pryzmat swojej dupy podniesc swoje poczucie wlasnej wartosc pozo
    > stając przy tym dla innych zwykłym kurwiszonem. Ale jak napisal Ovonell jedn
    > i to nazwa po imieniu a inni zaczną ubierać gowno w piekne ciuchy myśląc ze prz
    > ez to przestanie smierdziec.


    Ojojoj, to zdrada, która jest tylko seksem, tak boli?
    Przecież to tylko seks.
  • northern_star 30.12.18, 07:35

    > Ojojoj, to zdrada, która jest tylko seksem, tak boli?
    > Przecież to tylko seks.

    i to konczy dowod 🙉🙉🙉 dlatego jak pisalem "dupa jest tylko zwyklym narzędziem dla bpd" brak bpd poczucia własnej wartosci przez co nawet taka intymna sfera jak seks jest jak pojsc po bułki. Co tylko potwierdza regule ze bpd czesciej robi proce bo przecież to zwyklu seks nic wiecej🙈🙉🙉🙉
    Ale robcie co chcecie to jest wasze życie 😀mi nic do tego !tylko proszę przy tym nie wybielajcie sie mowiac ze przeciez tak kazdy ma😉

    A tym czasem Szczęśliwego Nowego!!😀


  • border.szary 30.12.18, 09:42
    northern_star napisał(a):

    >
    > > Ojojoj, to zdrada, która jest tylko seksem, tak boli?
    > > Przecież to tylko seks.
    >
    > i to konczy dowod 🙉🙉🙉 dlatego jak pisalem "dupa jest tylko zwyklym narzędzie
    > m dla bpd" brak bpd poczucia własnej wartosci przez co nawet taka intymna sfer
    > a jak seks jest jak pojsc po bułki. Co tylko potwierdza regule ze bpd czesciej
    > robi proce bo przecież to zwyklu seks nic wiecej🙈🙉🙉🙉

    Wyjaśnię raz jeszcze:
    Facet, który zdradza (wielokrotnie) żonę/partnerkę często tłumaczy to tak: z innymi kobietami to tylko seks, ale tylko ciebie, żono/partnerko kocham.
    I oczekuje, że to zostanie zrozumiane, bo z tamtą/tamtymi łączy go tylko seks. Nic więcej.

    Ja tylko użyłam męskiego argumentu i pozwoliłam sobie na złośliwe zdziwienie, że mężczyznę 'tylko seks' boli.

    > Ale robcie co chcecie to jest wasze życie 😀mi nic do tego !tylko proszę przy t
    > ym nie wybielajcie sie mowiac ze przeciez tak kazdy ma

    www.polityka.pl/jamyoni/1693380,1,jak-to-jest-z-kobieca-niewiernoscia.read
    O kobiecej niewierności.

    > A tym czasem Szczęśliwego Nowego!!😀

    Szczęśliwego 😀
    I oby na tym forum tylko bordery widzieli świat w kategoriach 'czarne-białe'😉
  • ovonell 30.12.18, 10:03
    "Facet, który zdradza (wielokrotnie) żonę/partnerkę często tłumaczy to tak: z innymi kobietami to tylko seks, ale tylko ciebie, żono/partnerko kocham. I oczekuje, że to zostanie zrozumiane, bo z tamtą/tamtymi łączy go tylko seks. Nic więcej. Ja tylko użyłam męskiego argumentu i pozwoliłam sobie na złośliwe zdziwienie, że mężczyznę 'tylko seks' boli.".

    Przecież to wynika wyłącznie z tego, że dla kobiet najgorsza jest zdrada emocjonalna, a dla mężczyzn seksualna. Dlatego każdy zdradzający facet plecie żonie te bzdury o "tylko seksie", bo to dla kobiet jest jakby "mniej najgorsza zdrada".
    To całkowicie racjonalna ewolucyjnie zasada.
    Gdyby żonie powiedział, że kocha kochankę... ooooo, żona tego już nie wybaczy. A to, że sobie tam umoczył tylko..., to może żonka kupi bajer o chwilowej awarii fizjologiczno-moralnego hamulca.

    U facetów jest odwrotnie: możesz sobie żono kochać platonicznie jakiegoś facecika, ale póki nie dajesz mu d#py, to jestem w stanie to jeszcze jakoś tolerować.

    To ewolucyjny mechanizm, odnoszący się wprost do pewności ojcostwa (wszak tylko kobiety rodzą dzieci).
    Czego tu nie rozumiesz? To wszystko proste jak drut.

    A artukuł z Polityki niby czego ma dowodzić? Że borderki dają d#py na prawo i lewo, bo inne kobiety (i to aż 17% w całej populacji ;):) też dają d#py na prawo i lewo?

    Polecam tę cześć artykułu:

    >>Czy skłonność do niewierności ma związek z osobowością? Jakie cechy do niej predysponują?

    Zdradzająca kobieta to często osoba o cechach narcystycznych. Kobieta silnie egocentryczna, skoncentrowana na swoich potrzebach i swojej osobie, ignorująca potrzeby partnera. Ma ogromną potrzebę bycia podziwianą przez wiele osób, znajdowania się w centrum uwagi, cieszenia się uwielbieniem i popularnością. Co rodzi niebezpieczeństwo, że będzie poszukiwać kontaktów pozamałżeńskich, żeby tę pulę podziwu, której potrzebuje, zwiększyć, bo zachwyt stałego partnera zwykle jej nie wystarcza. Często u osób narcystycznych jeden związek pozamałżeński to za mało, nawiązują kilka jednocześnie lub krótkie związki następujące jeden po drugim, gdzie zmieniający się partnerzy stanowią pewnego rodzaju trofeum i dowód na własną atrakcyjność. Czyli to taka osoba wiecznie głodna i nienasycona. To nieistotne, czy przelotni partnerzy rzeczywiście ją podziwiają, ważne jest, że ona tak o tym myśli.

    Adoracja ze strony stałego partnera zmniejsza zagrożenie zdradą, ale często nie jest wystarczającym buforem. Oczywiście kobieta może poszukiwać dróg zaspokojenia narcystycznych potrzeb w inny sposób niż ten, który niszczy jej związek – ale pod warunkiem, że jest świadoma swojego problemu. Z punktu widzenia partnera wiedza o mechanizmach jej funkcjonowania pomaga w zrozumieniu, dlaczego jest zdradzany.

    Skłonność do niewierności charakteryzuje też kobietę o histerycznych cechach osobowości. To osoba o wyrazistej ekspresji emocjonalnej, szybko nawiązuje kontakty i łatwo skraca dystans społeczny. Tworzy atmosferę obiecującą szybkie zbliżenie, wielu mężczyzn odbiera to jako wyraźną zachętę. Z tego powodu wydaje się pozbawiona zahamowań. I rzeczywiście dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi złamać tabu, na przykład rozebrać się w sytuacji, w której inne osoby są zawstydzone czy zażenowane. Głośno mówi, głośno się śmieje, wyraźnie gestykuluje. Lubi być na scenie. Mimo to, gdy mężczyzna odpowiada na prowokację, kurtyna opada i z kontaktu seksualnego często są nici. To typowe dla osoby histerycznej. Wyraźna obietnica przeradza się w odwrót. Ale dla wielu mężczyzn ta zmienność nastrojów i emocji jest niezwykle ekscytująca. Ten typ romansuje, by pozyskać uwagę, niekoniecznie podziw. <<.
  • border.szary 30.12.18, 10:24
    ovonell napisał(a):

    > To całkowicie racjonalna ewolucyjnie zasada.

    To ja ewolucyjnie dodam, że ewolucyjnie to kobiety zdradzają często. Bo ewolucyjnie rzecz biorąc inny samiec jest pożądanym dawcą genów dla potomstwa, a samiec o innych cechach jest idealnym kandydatem na opiekuna tegoż potomstwa.


    > Gdyby żonie powiedział, że kocha kochankę... ooooo, żona tego już nie wybaczy.

    To nie jest do końca prawda.

    > A artukuł z Polityki niby czego ma dowodzić? Że borderki dają d#py na prawo i l
    > ewo, bo inne kobiety (i to aż 17% w całej populacji ;):) też dają d#py na prawo
    > i lewo?

    Tylko tego, że borderka nie mają patentu na wyłączność.

    I jeszcze jedno: piszesz tak obsesyjnie o dawaniu doopy na prawo i lewo, że zastanawiam się, czy nie przemawia przez Ciebie gorycz, bo wszystkim dawały, a Tobie nie... Nie współczuj3ę Ci jednak.

    > Polecam tę cześć artykułu:
    >

    Nie mam cech ani narcystycznych, ani histerycznych.


    > >>Czy skłonność do niewierności ma związek z osobowością? Jakie cechy d
    > o niej predysponu
    >
    > Zdradzająca kobieta to często osoba o cechach narcystycznych. Kobieta silnie eg
    > ocentryczna, skoncentrowana na swoich potrzebach i swojej osobie, ignorująca po
    > trzeby partnera. Ma ogromną potrzebę bycia podziwianą przez wiele osób, znajdow
    > ania się w centrum uwagi, cieszenia się uwielbieniem i popularnością. Co rodzi
    > niebezpieczeństwo, że będzie poszukiwać kontaktów pozamałżeńskich, żeby tę pulę
    > podziwu, której potrzebuje, zwiększyć, bo zachwyt stałego partnera zwykle jej
    > nie wystarcza. Często u osób narcystycznych jeden związek pozamałżeński to za m
    > ało, nawiązują kilka jednocześnie lub krótkie związki następujące jeden po drug
    > im, gdzie zmieniający się partnerzy stanowią pewnego rodzaju trofeum i dowód na
    > własną atrakcyjność. Czyli to taka osoba wiecznie głodna i nienasycona. To nie
    > istotne, czy przelotni partnerzy rzeczywiście ją podziwiają, ważne jest, że ona
    > tak o tym myśli.
    >
    > Adoracja ze strony stałego partnera zmniejsza zagrożenie zdradą, ale często nie
    > jest wystarczającym buforem. Oczywiście kobieta może poszukiwać dróg zaspokoje
    > nia narcystycznych potrzeb w inny sposób niż ten, który niszczy jej związek – a
    > le pod warunkiem, że jest świadoma swojego problemu. Z punktu widzenia partnera
    > wiedza o mechanizmach jej funkcjonowania pomaga w zrozumieniu, dlaczego jest z
    > dradzany.
    >
    > Skłonność do niewierności charakteryzuje też kobietę o histerycznych cechach os
    > obowości. To osoba o wyrazistej ekspresji emocjonalnej, szybko nawiązuje kontak
    > ty i łatwo skraca dystans społeczny. Tworzy atmosferę obiecującą szybkie zbliże
    > nie, wielu mężczyzn odbiera to jako wyraźną zachętę. Z tego powodu wydaje się p
    > ozbawiona zahamowań. I rzeczywiście dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi złama
    > ć tabu, na przykład rozebrać się w sytuacji, w której inne osoby są zawstydzone
    > czy zażenowane. Głośno mówi, głośno się śmieje, wyraźnie gestykuluje. Lubi być
    > na scenie. Mimo to, gdy mężczyzna odpowiada na prowokację, kurtyna opada i z k
    > ontaktu seksualnego często są nici. To typowe dla osoby histerycznej. Wyraźna o
    > bietnica przeradza się w odwrót. Ale dla wielu mężczyzn ta zmienność nastrojów
    > i emocji jest niezwykle ekscytująca. Ten typ romansuje, by pozyskać uwagę, niek
    > oniecznie podziw. <<.
  • ovonell 30.12.18, 12:50
    "To ja ewolucyjnie dodam, że ewolucyjnie to kobiety zdradzają często. Bo ewolucyjnie rzecz biorąc inny samiec jest pożądanym dawcą genów dla potomstwa, a samiec o innych cechach jest idealnym kandydatem na opiekuna tegoż potomstwa.".
    >>> Ewolucyjnie, to mężczyźni zdradzają częściej (jest ich większy % niż kobiet). Ale jak to się dzieje, przecież z kimś oni zdradzają i % M i K powinien być podobny? Ano, mężczyźni zdradzają statystycznie częściej od kobiet, bo jest (ten mniejszy) procent kobiet, które "obsługują" ten większy procent zdradzających mężczyzn. I te kobiety, to... m.in.: borderki (mają statystycznie dużo większą ilość partnerów seksualnych w życiu, niż tzw. "średnia" innych kobiet).

    "Gdyby żonie powiedział, że kocha kochankę... ooooo, żona tego już nie wybaczy. -
    To nie jest do końca prawda.
    >>> To jest najprawdziwsza prawda. Doucz się i poczytaj trochę również i o tym.

    "I jeszcze jedno: piszesz tak obsesyjnie o dawaniu doopy na prawo i lewo, że zastanawiam się, czy nie przemawia przez Ciebie gorycz, bo wszystkim dawały, a Tobie nie... Nie współczuj3ę Ci jednak.".
    >>> Radziłem sobie i radzę. :) Nie szukaj w studni słonej wody. ;) Dorabiasz ideologię za ideologią, bo jakoś prawda tak kole w ślepia, że nie ma jak jej przyjąć do wiadomości. Miotasz się jak zapędzona w róg rozwścieczona koza. :(
  • efce13 30.12.18, 14:00
    Ovonell napisał:
    >>>Ewolucyjnie, to mężczyźni zdradzają częściej (jest ich większy % niż kobiet). Ale jak to się dzieje, przecież z kimś oni zdradzają i % M i K powinien być podobny? Ano, mężczyźni zdradzają statystycznie częściej od kobiet, bo jest (ten mniejszy) procent kobiet, które "obsługują" ten większy procent zdradzających mężczyzn. I te kobiety, to... m.in.: borderki (mają statystycznie dużo większą ilość partnerów seksualnych w życiu, niż tzw. "średnia" innych kobiet)<<<


    Nie wiadomo czy płakać, czy śmiać się z tych pseudo intelektualnych bzdur dorabianych na szybko pod presją zdroworozsądkowej argumentacji @borderleny i @bordera.szarego.

    Nie możesz intelektualnie ogarnąć, że zdrada nie zachodzi tylko w układzie żonaty mężczyzna zdradza z zamężną kobietą lub odwrotnie: zamężna kobieta zdradza z żonatym mężczyzną.
    Tylko wtedy procent zdradzających kobiet i mężczyzn rzeczywiście powinien być równy.


    Wyższy % zdradzających mężczyzn wynika z faktu, że żonaci mężczyźni zdradzają także i przede wszystkim z niezamężnymi kobietami. W tym układzie kobieta nie zdradza.

    W kontekście oczywistej definicji zdrady (zdradzić można tylko pozostając w związku) twoje pseudointelektualne, hejterskie i mizoginiczne wywody o paniach obsługujących większy procent zdradzających mężczyzn są śmieszną i kosmiczną głupota. Zresztą tak jak większość tych bzdur, które wypisujesz o osobach z BPD, i na które lecą ochoczo w ogóle niezorientowani w zaburzeniach expartnerzy.


    Większość z aktywnych na tym forum expartnerów - zdecydowana większość z nich - nie miała partnerów z borderline, a przynajmniej borderline nie było podstawowym zaburzeniem wpływającym na nieudaną relację. Spijają z twoich ust te pseudo mądrości o borderline, i faktycznie myślą, że mieli nieudany związek przez partnera/partnerkę z zaburzeniem borderline, bo im to świadomie manipulacyjnie wciskasz. Bzdura i świadoma manipulacja emocjami pokaleczonych expartnerów.

    Jak ktoś tu już z wspomniał, ty rzeczywiście możesz mieć borderline współwystępujące z aspołecznym - to częsty przypadek współwystępowania tych dwóch zaburzeń szczególnie u mężczyzn.


  • ovonell 30.12.18, 14:14
    Nawet nie będę się silił na odpowiedź
    (co do % zdrad M i K odsyłam do literatury naukowej, ale nie do Super Expressu, nie do magazynów dla kobiet, nie do portali internetowych, a chociażby do Buss`a, Baker`a, Dawkins`a czy Ridley`a).
    Zresztą chyba sobie to już kiedyś wyjaśniliśmy.
    Dlaczego nie odpowiadam?
    Bo jesteś idiotką. :(
  • border.szary 30.12.18, 14:52
    ovonell napisał(a):

    > Nawet nie będę się silił na odpowiedź
    > (co do % zdrad M i K odsyłam do literatury naukowej, ale nie do Super Expressu,
    > nie do magazynów dla kobiet, nie do portali internetowych, a chociażby do Buss
    > `a, Baker`a, Dawkins`a czy Ridley`a).

    A czy któreś z tych naukowych badań opiera się na innej metodzie niż ankieta?
    Mimo wszystko nadal żyjemy w świecie, w którym mężczyźni lubią się chwalić, a kobiety wolą milczeć.

    > Bo jesteś idiotką. :(

    Oo, a skąd wiesz? Jakieś testy na iloraz inteligencji dziewczynie robiłeś? Czy może swą tezę wysnuwasz na podstawie faktu, że nie rozumiesz, co efce13 piszę, a jak coś rozumiesz to nie pasuje to do twoich teorii?
  • ovonell 30.12.18, 14:59
    Bo już z efce kiedyś próbowałem dyskutować. I okazało się, że, niestety - idiotka (z dwoma cechami często idącymi w parze, czyli: i głupia i uparta w swojej głupocie :( ).
  • efce13 30.12.18, 16:29
    @border.szary
    Nie wiem, czy jesteś na bieżąco na forum (choćby tylko czytając), Jeśli nie to wieczorem (niestety wzywają mnie obowiązki) odszukam tę dyskusję, w której to ignorant i niby expsycholog ovonell "próbował" dyskutować ze mną. Tak jak o BPD ten człowiek nie ma pojęcia o depresji, i nie jest wstanie zrozumieć tresci artykułu po angielski na ten temat, ale "wie" (a jakże!) co autorzy w nim wykazali. :)
    Dał popis swojej ignorancji, odwracania kota ogonem, wierzgania i tupania nóżkami - po fakcie jak okazał się kompletnym ignorantem z próbą podszywania się pod ex psychologa.
  • border.szary 31.12.18, 00:12
    Trochę się tu orientuję.
    I na na dzisiaj mam tego forum serdecznie dość.
  • border.szary 30.12.18, 15:00
    ovonell napisał(a):

    > >>> Ewolucyjnie, to mężczyźni zdradzają częściej (jest ich większy
    > % niż kobiet). Ale jak to się dzieje, przecież z kimś oni zdradzają i % M i K p
    > owinien być podobny? Ano, mężczyźni zdradzają statystycznie częściej od kobiet,
    > bo jest (ten mniejszy) procent kobiet, które "obsługują" ten większy procent z
    > dradzających mężczyzn. I te kobiety, to... m.in.: borderki (mają statystycznie
    > dużo większą ilość partnerów seksualnych w życiu, niż tzw. "średnia" innych kob
    > iet).

    Ależ ja nie o procentach piszę.
    Ewolucyjnie to korzystniej jest dać potomstwu geny energicznego ruchacza, a wychowanie powierzyć udomowionej pierdole.

    > "Gdyby żonie powiedział, że kocha kochankę... ooooo, żona tego już nie wybaczy.
    > -
    > To nie jest do końca prawda.
    > >>> To jest najprawdziwsza prawda. Doucz się i poczytaj trochę równ
    > ież i o tym.

    Rozumiem, że mąż nie będzie miał nic przeciw temu, że żona kocha kochanka, a z mężem się tylko z obowiązku seksualnie udziela.

    > >>> Radziłem sobie i radzę. :)

    To dobrze i zdrowo
  • ovonell 30.12.18, 20:24
    (...) Ależ ja nie o procentach piszę.
    Ewolucyjnie to korzystniej jest dać potomstwu geny energicznego ruchacza, a wychowanie powierzyć udomowionej pierdole.".
    >>> Oto filozofia borderline jak z podręcznika. :(

    "(...) Rozumiem, że mąż nie będzie miał nic przeciw temu, że żona kocha kochanka, a z mężem się tylko z obowiązku seksualnie udziela.".

    Póki nie daje d#py kochankowi, mąż uważa to za "mniejszą zdradę". A jeśli da d#py nawet przypadkowemu gachowi, którego nie kocha, to mąż natychmiast ją kopnie w tę d#pę. Taka jest ocena "zdrady" wśród mężczyzn (i co ważne: jest ona całkowicie odwrotna niż u kobiet - czyli: jak raz dymnął bez uczuć na delegacji = mogę wybaczyć mężowi, ale jak się zakochał = nie wybaczę mężowi).

    Jesteście kretynkami, czy tylko udajecie? Przecież to elementarz psychologii. :-OOO
  • bordeerlena 28.12.18, 23:29
    "Bardzo często jest tak, że jak ktoś okaże choćby odrobinę zainteresowania, to borderka od razu rozkłada nogi.
    Nazywajmy rzeczy po imieniu... "

    Pomyśl, że dla niektórych może być to krzywdzące. Dla wielu "borderów" życie z metką bordera i tak jest bolesne. Więc przestań wrzucać wszystkich do jednego worka. No chyba, że uważasz że każdy "border" bardzo często jest alkoholikiem, ćpunem, bankrutem a w dodatku jeździ jak wariat. Zdrady to plaga obecnego wieku, więc tak naprawdę bardzo często wszyscy zdradzają.
    Przeprowadziłeś jakiekolwiek badania czy Twoja teza opiera się na Twoim "prywatnym doświadczeniu" z Twoją byłą?
  • ovonell 29.12.18, 18:07
    "Pomyśl, że dla niektórych może być to krzywdzące.".
    >>> Następna "pokrzywdzona niesprawiedliwą opinią" Nie krzywcie się same, to i żadne opinie nie będą was krzywdzić... :(

    "(...) Więc przestań wrzucać wszystkich do jednego worka.".
    >>> Oczywiście, bo przecież należy pamiętać, że ci wszyscy-borderowi są - przede wszystkim - indywidualnie "wyjątkowi" (a nie jacyś tam p o d o b n i w swoim pop...niu).

    "(...) Zdrady to plaga obecnego wieku, więc tak naprawdę bardzo często wszyscy zdradzają.".
    >>> O proszę, i już mamy kompletne wytłumaczenie - to wcale nie pop...nie borderów powoduje to, że laski BPD dają d#py na lewo i prawo, to po prostu taki trochę "duch czasów", "plaga obecnego wieku"..., a nie jakieś tam borderline... (czyli - dalej: tak naprawdę to w dzisiejszych czasach, to "coś normalnego", a nie jakaś tam przypadłość borderek...).

    "(...) Przeprowadziłeś jakiekolwiek badania czy Twoja teza opiera się na Twoim "prywatnym doświadczeniu" z Twoją byłą?".
    >>> Nie trzeba robić żadnych badań. Zjawisko jest tak ewidentne i tak silne, że ślepy by to zauważył. :(

    Czuj się skrzywdzona dalej i brnij nadal w te głupkowate wytłumaczenia.
    Może i życie z metką bordera jest bolesne. Ale prawdziwie bolesne jest codzienne życie przy borderze.
    Tak więc, nie wierzgaj i nie tup nogami, tylko się sobie przyjrzyj bez wypierania, racjonalizowania, projektowania, zaprzeczania lub przeintelektualizowania prostych faktów (no ale wtedy trzeba by spojrzeć prawdzie w oczy, a to przecież jest... zapewne wg ciebie - również krzywdzące, no i też bolesne, prawda?...).
  • bordeerlena 30.12.18, 00:09
    Radziłabym tak na przyszłość nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Pisząc, że dla niektórych może być to krzywdzące wcale nie napisałam że chodziło tu o mnie. Spływa to po mnie i jestem daleka od szukania poklasku. Jeżeli ktoś chwali lub zakrywa się z zaburzeniami osobowości to ma problem albo nie zdaje sobie sprawy co to znaczy.
    Oczywiście, że każdy border jest inny tak samo jak i każdy człowiek jest inny. Nawet w poradnikach na pierwszych stronach wyszukiwarki trąbią o tym, że to zaburzenie jak wszystkie inne nie będzie występowało w czystej postaci, więc konfiguracji jest tyle ile ludzi na świecie.
    Nie wiem w jakim świecie żyjesz, ale gdyby zdrady nie były plagą obecnego wieku to nie byłoby tyle rozbitych rodzin, nie interesuje mnie świat gwiazd ale zobacz sobie przeciętną stronę plotkarską i na pewno będzie coś o zdradach więc TAK to jest na TOPIE. Taki chory trend, nawet na wsi zdrady to już norma i nikogo nie gania z widłami.
    Bardzo mi przykro i nie mówię Ci tego żeby Cię urazić, ale piszesz jak typowo skrzywdzona osoba.
    Więc proszę Cię nie miej żalu do całego świata tylko dlatego, że jakaś sucz Cię skrzywdziła. To chore i nie ważne czy człowiek jest zaburzony czy nie. Prawda jest taka że jak i osoba zaburzona tak i najbliższe osoby cierpią z powodu tego zaburzenia, w taki czy inny sposób.
    Nie piszę tego bo mnie to „zabolało” tylko denerwuje mnie to że ludzie wolą rzucać mięsem i osądzać zanim spojrzą do literatury naukowej.



    Miłego wieczoru.
  • ovonell 30.12.18, 09:24
    >Nie piszę tego bo mnie to „zabolało” tylko denerwuje mnie to, że ludzie wolą rzucać mięsem i osądzać, zanim spojrzą do literatury naukowej.<.

    A co tu ma do rzeczy literatura naukowa? Jak każda borderka czepiłaś się tego, że: "każda osoba BPD jest inna" (i m.in. pewnie też poprzez to również "wyjątkowa":), zdrady to nic takiego i to norma dziś (w końcu to "tylko seks" a i zdarzają się "nawet na wsi") oraz odwróciłaś kota ogonem zahaczając o jakiś styl retoryki skrzywdzonych przez BPD.

    Otóż nie Dziecko, takie są fakty i właśnie tak a nie inaczej jesteście pop...lone.
    Nie odwracaj oczu, tylko spójrz prawdzie w oczy.



  • bordeerlena 30.12.18, 10:50
    To Ty otwórz oczy i naucz się czytać ze zrozumieniem. Sam zachowujesz się jak dziecko, które mota się i ryczy wniebogłosy bo dostało pstryczka w nos od losu. Nikt nie kazał Ci być z borderem, więc dałeś się skrzywdzić na własne życzenie. Nie ma nic wyjątkowego w "popierdoleniu" i nie odwracam kota ogonem. Cały czas podkreślam że są przypadki które rokują dobrze i są przypadki beznadziejne. Z pomocą specjalisty da się ograniczyć odpały w dużej mierze. Nie mówię, że takie życie jest dla każdego i warunkiem jest to żeby mieć stałą pomoc psychologiczną.
    Szukasz dziury w całym i może dlatego to Cię zgubiło kiedyś.

    Ps. idąc Twoim tokiem myślenia może to objawy borderline u Ciebie, skoro obca Ci osoba wywołuje w Tobie takie emocje?

    Pozdrawiam
  • ovonell 30.12.18, 11:52
    "To Ty otwórz oczy i naucz się czytać ze zrozumieniem. Sam zachowujesz się jak dziecko >>> >>> ... ... ...
    ...".

    O, jest - klasyczna i żelazna odpowiedź borderki: nikt ci nie kazał być z borderką (w domyśle: sam sobie jesteś winien, to ty jesteś jakiś zaburzony, na własne życzenie... itd.).
    Ja tu nie piszę Borderlena z pozycji ofiary borderki, bo nią nie jestem. Jakieś 20 lat temu miałem taką styczność i szybko to uciąłem mocnym kopem w zad, więc nawet nie było u mnie szansy na status "pokrzywdzonego przez BPD".
    Ale nawet gdybym był taką ofiarą, to i tak niczego by nie zmieniało, bo tu nie zajmujemy się rozkładaniem na czynniki pierwsze osobowości ofiar, tylko rozkładaniem na czynniki pierwsze osobowości borderek.
    A one właśnie... dają d#py na prawo i lewo
    (te jakieś 10% kobiet BPD, które tego nie robią, naprawdę nie zmienia obrazu :( ).
    Czy Tobie się to podoba, czy nie... :(
  • efce13 30.12.18, 14:25
    Ovonell napisał do borderleny:

    <<<Czuj się skrzywdzona dalej i brnij nadal w te głupkowate wytłumaczenia.
    Może i życie z metką bordera jest bolesne. Ale prawdziwie bolesne jest codzienne życie przy borderze.
    Tak więc, nie wierzgaj i nie tup nogami, tylko się sobie przyjrzyj bez wypierania, racjonalizowania, projektowania, zaprzeczania lub przeintelektualizowania prostych faktów (no ale wtedy trzeba by spojrzeć prawdzie w oczy, a to przecież jest... zapewne wg ciebie - również krzywdzące, no i też bolesne, prawda?...). >>>



    Nie widzę żadnych głupkowatych wytłumaczeń @borderleny, a tym bardziej nie widzę wierzgania i tupania nogami. Nie widzę żadnej racjonalizacji idt, którymi ovonell hejter i oszust podający się za expsychologa zwyczajnie ośmiesza się.
    Może jestem niedowidząca?

    Pytanie do pozostałych forumowiczów milcząco przyglądających się (a więc i akceptujących) jak ovonell po raz kolejny obraża adwersarza: czy ktoś widzi jakieś głupkowate tłumaczenia borderleny?

    Ja widzę, że ovonell - wielonikowiec nie podając żadnych argumentów poza własnymi niedorzecznymi wyobrażeniami nt. zaburzenia borderline po raz kolejny wrzaskliwie i po chamsku obraża osobę, która spokojnie i sensownie argumentuje.
    Widzę, że to ovonell zaczyna wierzgać tupać nóżkami jak tylko grunt usuwa mu się pod nogami i swoim zwyczajem cham zaczyna obrażać, deprecjonować licząc, że po chamsku obrażona forumowiczka nie zechce dalej dyskutować z chamstwem i tym samym ovonellowa „prawda” będzie na wierzchu.


    Ponawiam pytania do pozostałych forumowiczów:

    Czy ktoś widzi głupkowate tłumaczenia, wierzganie i tupanie nóżkami @borderleny?
    Czy ktoś widzi we wpisach borderleny choćby elementy: wypierania, racjonalizowania, projektowania, zaprzeczania lub przeintelektualizowania prostych faktów – jak to manipulacyjnie dowodzi hejter, cham obrażający forumowiczów i wielonikowiec ovonell?
  • border.szary 30.12.18, 14:45
    Efce13, po co pytasz?
    Co najwyżej echo Ci odpowie.
    Tutaj, nawet jak ktoś nie zgadza się z Ovonellem, to co najwyżej ma dość odwagi, żeby milczeć.
    Takie forum.
  • efce13 30.12.18, 16:14
    Nie było mnie kilka miesięcy i nie mam rozeznania kto i co ostatnio tutaj pisał, ale było na tym forum wiele rzeczowych i naprawdę spokojnych prób dyskusji z hejterem, chamem, oszustem i wielonikowcem ovonellem - choćby deterramirabili - z tego co pamiętam. Pomijam nawet brzaska, która pisze niekonfrontacyjnie, ale raczej ogólnie, choć często zdarzały jej się wpisy adresowane do konkretnych zachowań hejtera. Z expartnerów z ovonellem próbował dyskutować trusth21, ale chyba nie przeszkadza mu chamstwo ovonella, bo chyba nigdy nie reagował. Za to wypomniał mi, ze ja zachowuje sie nieodpowiednio. :))

    Wcześniej czy później normalny człowiek wymięknie notorycznie i po chamsku obrażany, a dla ovonella, jednostki głęboko zaburzonej obrażanie jest bronią, która używa, gdy argumentów BRAK i grunt pod nogami obsuwa mu się.

    Facet jest przyspawany do tego forum. Wyjaśnienie jest jedno - stary znany mechanizm: w realu zmuszony jest opanowywać emocje i narcystyczna manie wielkości, bo inaczej po 5 min. zostałby kopnięty w zadek przez środowisko, w którym zmuszony jest funkcjonować, więc odreagowuje tu na forum produkując nonsensowne hejterskie stereotypy nt. BPD zakrapiane emocjonalnym chamstwem, wulgarnością i manipulacją.

    Ex partnerzy - osoby poranione w swoich związkach (często nie zdające sobie sprawy z własnych deficytów) nie znają się na zaburzeniach, więc łykają gładko te ovonellowe hejterski bzdury na temat BPD, bo przecież ich byłe partnerki/byli partnerzy są dokładnie tacy jak mówi owonell - po prostu były pozbawionymi sumienia potworami, a więc BPD, bo tak podsunął im ovonell - zaburzony aspołecznie i nie wykluczone że z współwystępującym BPD.

  • trust21 30.12.18, 17:08
    czuję się poniekąd wywołany do tablicy.

    ''Z expartnerów z ovonellem próbował dyskutować trusth21, ale chyba nie przeszkadza mu chamstwo ovonella, bo chyba nigdy nie reagował. Za to wypomniał mi, ze ja zachowuje sie nieodpowiednio. :))''

    Wielokrotnie zwracałem uwagę ovonellowi na język. Tak samo reagowałem, kiedy leda nazwala osoby zaburzone ''spadami''. Ale nie chce mi się tu już tego ciągle robić. Są tu też inni na tym forum. Dlaczego ja mam być tylko osobą, która z tego powodu wchodzi z nimi w konfrontacje? Niech też inni się wykażą. Poza tym każdy tu jest dorosły.

    Tobie zwróciłem wtedy uwagę, gdyż pozwoliłaś sobie na chamskie odzywki w stosunku do jednego z expartnerów. Ale jeśli będzie trzeba to odszukam ten wątek i przytoczę Twoje wypowiedzi.

    pzdr
  • efce13 31.12.18, 00:54
    trast21 napisał:

    <<<Wielokrotnie zwracałem uwagę ovonellowi na język. Tak samo reagowałem, kiedy leda nazwala osoby zaburzone ''spadami''. Ale nie chce mi się tu już tego ciągle robić. Są tu też inni na tym forum. Dlaczego ja mam być tylko osobą, która z tego powodu wchodzi z nimi w konfrontacje? Niech też inni się wykażą. Poza tym każdy tu jest dorosły. >>>

    Tak, zdarzało się Tobie i może zdarza się (nie byłam na forum przez kilka miesięcy i nie znam forum z tego okresu) zwracać uwagę, gdy ovonell hejtował generalizując zaburzonych.
    W końcu Twoja ex nie była jak to określa hejter np. k..., która rozkłada nogi. Więc niejako broniłeś swojej ex i siebie. Siebie w tym znaczeniu, że przecież nie związałeś się np. z k... rozkładająca nogi. Jakbyś mógł? :) Ta obrona jest zrozumiała.

    Ale chyba nigdy nie zareagowałeś, jeśli hejter lżył bezpośrednio forumowiczki. A o tym pisałam w odpowiedzi do bordera.szarego.

    Naprawdę masz poczucie, że tylko Ty konfrontowałeś się z chamstwem ovonella (quar33, quar333, 9iopack i parę innych wcześniejszych nicków)? Naprawdę masz takie poczucie?
    --------------------

    <<<Tobie zwróciłem wtedy uwagę, gdyż pozwoliłaś sobie na chamskie odzywki w stosunku do jednego z expartnerów. Ale jeśli będzie trzeba to odszukam ten wątek i przytoczę Twoje wypowiedzi. >>>

    A cóż to za straszenie "jeśli trzeba będzie"?
    Proszę, tu jest link do Twojego zwrócenia mi uwagi i moja odpowiedz:
    forum.gazeta.pl/forum/w,35861,166231335,166231335,Zelazna_regula_na_tym_forum.html?p=166349620


    To co? Nie reagujesz na uskuteczniane przez ovonella (plus poprzednie nicki) masowe, notoryczne i kompletnie nieuzasadnione lżenie wyzwiskami forumowiczek, a unosisz się, gdy ja incydentalnie nazywałam sq...ństwem CZYN @ermy (nie zelżyłam CZŁOWIEKA) t.j. wyrzucenie z domu własnej córki, bo tak się podobało n-tej panience ermy???

    No, no, to dość specyficzna wybiórczość.

    Masz prawo do odpowiedzi na mój wpis, oczywista, ale zaznaczę, że nie będę kontynuowała dyskusji z Tobą (bez urazy), jeśli nie będzie dotyczyła ona forumowego hejtu lub hejterskich stereotypów forsowanych na tym forum przez hejtera, a powtarzanych (świadomie lub nieświadomie) przez niektórych ex partnerów.
  • trust21 31.12.18, 11:12
    ''Tak, zdarzało się Tobie i może zdarza się (nie byłam na forum przez kilka miesięcy i nie znam forum z tego okresu) zwracać uwagę, gdy ovonell hejtował generalizując zaburzonych.''

    To dobrze, że to zauważyłaś.

    ''W końcu Twoja ex nie była jak to określa hejter np. k..., która rozkłada nogi. Więc niejako broniłeś swojej ex i siebie. Siebie w tym znaczeniu, że przecież nie związałeś się np. z k... rozkładająca nogi. Jakbyś mógł? :) Ta obrona jest zrozumiała. ''

    Czyżby? To ja teraz to odwrócę (lustro). Ponieważ kiedyś na forum napisałaś, że masz osobę z bpd w rodzinie, to dlatego reagujesz tczłonek Twojej rodziny Twojej rodziny cierpiący na bpd może tak robić.
    Zabolało prawda? To taka zabawa w tandetną pseudopsychologię, jaką Ty przed chwilą się zabawiłaś.

    Ja reagowałem dlatego, ponieważ nie lubię generalnie uogólnień i stygmatyzacji. A ovonell jednak stygmatyzuje, ugoólnia. Tak samo reaguje, gdy słyszę, że każdy muzułmanin to terrorysta. Owszem zdarzają się terroryści, ale nie każdy muzułmanin nim jest. Tak samo jest ze zdradami u bpd. Niektórzy zdradzają, budują sieć orbiterów itd. Kiedyś zapytałem psychologa (takiego prawdziwego a nie samozwańczego jak niektórzy tutaj) czy osoby z bpd faktycznie maja tendencję do zdrad. Odpowiedz była taka, że faktycznie czasami zdradzają, ale przyczyny tych zdrad są bardzo skomplikowane, gdyż te osoby niejako żyją w ''swoim świecie''. Oczywiście zaraz będziesz krzyczeć, że możesz pokazać badania, że jest inaczej. Ale prawda jest taka, że badania są różne i można nimi do woli manipulować, tworzyć je pod z góry przyjętą tezę itd.

    Chodzi o to, aby nie przeginać w żadną stronę. Ani w jedna ani w drugą.

    ''Ale chyba nigdy nie zareagowałeś, jeśli hejter lżył bezpośrednio forumowiczki. A o tym pisałam w odpowiedzi do bordera.szarego.''

    A czy Ty zawsze tak reagowałaś? Dlaczego opuściłaś forum na tyle miesięcy i pozwoliłaś, aby ten ''straszny'' ovonell tak beztrosko lżył inne użytkowniczki? he?

    A tak na poważnie. Twój zarzut jest absurdalny. Tu każdy jest dorosły i sam potrafi się obronić. borderszary np. bardzo dobrze radzi sobie sama i nie potrzebuje niczyjej pomocy. Po drugie ja nie widzę, żeby ovonell tu kogoś tak ostro atakował personalnie. Może kiedyś to robił ale teraz już nie a raczej rzadko. U niego raczej jest zdarta płyta, że każdy border jest taki czy owaki w sensie ogólnym.

    ''Naprawdę masz poczucie, że tylko Ty konfrontowałeś się z chamstwem ovonella (quar33, quar333, 9iopack i parę innych wcześniejszych nicków)? Naprawdę masz takie poczucie?''

    Dobrze by było, abyś nie stosowała na mnie mechanizmu zwanego projekcją xd

    ''A cóż to za straszenie "jeśli trzeba będzie"?''

    A ccoż to za pierdoły w formie pisanej? Kolejna projekcja?

    ''Proszę, tu jest link do Twojego zwrócenia mi uwagi i moja odpowiedz:''

    I niech każdy przeczyta i wyciągnie wnioski.

    ''To co? Nie reagujesz na uskuteczniane przez ovonella (plus poprzednie nicki) masowe, notoryczne i kompletnie nieuzasadnione lżenie wyzwiskami forumowiczek, a unosisz się, gdy ja incydentalnie nazywałam sq...ństwem CZYN @ermy (nie zelżyłam CZŁOWIEKA) t.j. wyrzucenie z domu własnej córki, bo tak się podobało n-tej panience ermy???''

    Przytoczmy na początek zatem jeszcze raz Twoje wypowiedzi skierowane do ermy:

    ''Gdyby nie posypało się z Kaśką, to nigdy nie zaświtałaby Ci myśl, że jesteś samolubnym gówniarzem względem najbliższych.''

    Kolejna Twoja wypowiedź do ermy z teg samego tematu:

    ''A Ty cyt. "bolcu", ile lasek obrabiałeś na boku przez długie lata małżeństwa? Jesteś na tyle zadufanym w sobie bezrefleksyjnym gówniarzem, że beztrosko, szczerze na forum opisałeś swoje sqrwysyństwo wobec żony i córki. Bezczelnie nałogowo kłamałeś, łajdaczyłeś i w d... miałeś swoich najbliższych. ''

    Ale nie zelżyłaś tak nigdzie ermę prawda? na nazwałaś go miedzy innymi ''bolcem'' czy ''samolubnym gówniarzem''. Daj spokój efce, bo się sama pogrążasz.

    A dlaczego zareagowałem w tamtym wątku, wyjaśniłem wówczas w ten oto sposób:

    ''Teraz druga strona - czyli kilka słów do efce. Ponoć jesteś specjalistą z kosmiczną wiedzą, jeździsz na zagraniczne konferencje itd. Jak zatem, jako taka osoba, możesz używać tak plugawego i nacechowanego agresją języka na tym forum? Ja broń boże nie bronie ovonella, ale odczuwam tu pewien dysynans.
    My tu wszyscy z jakimiś problemami, ale ty ponoć nie... Tylko cholera ten dysonans.''

    ''No, no, to dość specyficzna wybiórczość.''

    I kto to napisał hehe Masz pecha, gdyż w tamtym wątku pierwszy skrytykowałem zachowanie ermy, zanim Ty w ogóle włączyłaś się w tamten wątek i wyzwałaś go między innymi od bolców. Niestety nie mogę znaleźć tego wątku, bo chętnie bym przytoczył swoje wypowiedzi. Ja go tam pierwszy jeszcze przed Tobą skrytykowałem, że wyrzucił własną córkę z domu, że jest skupiony na sobie i że jest moim zdaniem narcyzem. Więc nie szarżuj tak xd

    ''Masz prawo do odpowiedzi na mój wpis, oczywista, ale zaznaczę, że nie będę kontynuowała dyskusji z Tobą (bez urazy), jeśli nie będzie dotyczyła ona forumowego hejtu lub hejterskich stereotypów forsowanych na tym forum przez hejtera, a powtarzanych (świadomie lub nieświadomie) przez niektórych ex partnerów. ''

    I bardzo dobrze, że nie będziesz kontynuowała. W dzisiejszych czasach czas pieniądz. Dlatego szkoda mojego czasu na czytanie i potem prostowanie tych Twoich głupotek, a i Ty czas marnujesz na pisanie ich. Dziś Sylwester i czas lepiej poświecić na co innego xd
    ---------------------------------------------------------

    btw.

    Chcesz prostować tezy ovonella i bronić użytkowników tego forum z bpd(?) to po prostu to rób a innym daj święty spokój.

    Do siego...
  • trust21 31.12.18, 11:21
    Nie wiem dlaczego, przy wysyłaniu ucięło mi fragment mojej wypowiedzi w tym fragmencie:

    ''Czyżby? To ja teraz to odwrócę (lustro). Ponieważ kiedyś na forum napisałaś, że masz osobę z bpd w rodzinie, to dlatego reagujesz tczłonek Twojej rodziny Twojej rodziny cierpiący na bpd może tak robić.
    Zabolało prawda? To taka zabawa w tandetną pseudopsychologię, jaką Ty przed chwilą się zabawiłaś.''

    Miało to brzmieć tak:

    ''Czyżby? To ja teraz to odwrócę (lustro). Ponieważ kiedyś na forum napisałaś, że masz osobę z bpd w rodzinie, to dlatego reagujesz tak. Przeraża Cię myśl, że członek Twojej rodziny cierpiący na bpd może tak robić.
    Zabolało prawda? To taka zabawa w tandetną pseudopsychologię, jaką Ty przed chwilą się zabawiłaś.''
  • efce13 10.01.19, 16:49
    Trust21 napisał:

    <<<Czyżby? To ja teraz to odwrócę (lustro). Ponieważ kiedyś na forum napisałaś, że masz osobę z bpd w rodzinie, to dlatego reagujesz tak. Przeraża Cię myśl, że członek Twojej rodziny cierpiący na bpd może tak robić.
    Zabolało prawda? To taka zabawa w tandetną pseudopsychologię, jaką Ty przed chwilą się zabawiłaś.>>>



    Muszę sprostować Twoją „wiedzę” na temat mojej rodziny, bo wprowadzasz forumowiczów w błąd:

    Nie mam w rodzinie osób z BPD.



    Z tego kategorycznie wynika, że nigdy i nigdzie nie napisałam, że w rodzinie mam kogoś z BPD.

    Zatem nie fantazjuj, że mnie coś przeraziło, zabolało.
    Nie wciskaj mi, że to ja <przed chwilą bawiłam się w tandetną psychologię>.
    Ja się w nią nie zabawiałam. Teraz to chyba dla Ciebie oczywiste.
    Odwracaj lustra i baw się sam w swoją tandetną psychologią. Mnie do tej zabawy nie wciągaj.
  • trust21 10.01.19, 17:12
    ''Z tego kategorycznie wynika, że nigdy i nigdzie nie napisałam, że w rodzinie mam kogoś z BPD.''

    Ciekawa sprawa, skoro pamiętam, że to pisałaś na forum. Więc kwestia tylko tego, kiedy kłamałaś - wtedy czy teraz :-)

    ''Ja się w nią nie zabawiałam. Teraz to chyba dla Ciebie oczywiste.''

    Zbawiałaś się. Zresztą nie raz tutaj.

    ''Odwracaj lustra i baw się sam w swoją tandetną psychologią. Mnie do tej zabawy nie wciągaj.''

    Jasne autorko słów, że jak border jest w stabilnym związku to nie zdradza. Może wpierw się dowiesz czym jest stabilna relacja? Jesteś żałosna. Żonglujesz informacjami niczym zawodowy cyrkowiec.

    Z całym szacunkiem, ale zajebiście przekrzywiasz to zaburzenie na tym forum.

    I proszę do mnie więcej nie pisać, bo sobie tego nie życzę.
  • trust21 11.01.19, 18:37
    ''Nie mam w rodzinie osób z BPD.''


    Właśnie przeglądałem sobie dziś stare tematy z forum. , i o tej rodzinie z bpd to faktycznie nie ty pisałaś. Więc to ze swojego postu cofam, bo i przyznać się do pomyłki trzeba jeśli się pomyliło.
  • ovonell 19.12.18, 17:06
    Do tego, standardową postawą borderk, jest to, żeby niejako "w zanadrzu" mieć kilku "alternatywnych dymaczy" w zapasie.
    Masz nas za idiotów, czy naprawdę myślisz, że ktoś tu, na tym forum, się jeszcze na to nabierze?
  • border.szary 30.12.18, 02:26
    ovonell napisał(a):

    > Do tego, standardową postawą borderk, jest to, żeby niejako "w zanadrzu" mieć k
    > ilku "alternatywnych dymaczy" w zapasie.

    Przezorny zawsze ubezpieczony.
  • ovonell 30.12.18, 09:37
    "Przezorny zawsze ubezpieczony.".

    Ależ nie. To wcale nie jest efekt jakiejś ala "racjonalnej" przesłanki. To raczej kolejny dowód na ewidentne pop...lenie borderek. Orbiterzy są wyjmowani, używani, chowani i manipulowani w zależności od potrzeb - jak karty z talii.
    Co oczywiście nie przeszkadza borderkom pleść ckliwych historyjek o tym, jak to one potrzebują, tęsknią do i nie mogą żyć bez -- tej prawdziwej miłości (proszę - takie są wrażliwe...:).

    Dopiero jak się zestawi parę takich wykluczających się postaw (jak np. te dwie opisane powyżej), to wtedy dopiero wychodzi prawdziwy obraz lali, że to jednak jest tępa dzida i pusty dzban z porytym łbem, a nie "wrażliwa i wyjątkowa dziunia po >trudnym dzieciństwie<".
  • border.szary 30.12.18, 10:12
    ovonell napisał(a):

    > Dopiero jak się zestawi parę takich wykluczających się postaw (jak np. te dwie
    > opisane powyżej), to wtedy dopiero wychodzi prawdziwy obraz lali, że to jednak
    > jest tępa dzida i pusty dzban z porytym łbem,

    No dobra, to jako przedstawiciel płci męskiej, wyjaśnij mi, dlaczego faceci na takie 'tępe dzidy' i 'puste dzbany' lecą z dzikim okrzykiem zachwytu? Bo ja serio tego zjawiska nie rozumiem.
    I nie pisz o manipulacji etc. Bpd to nie są czarownice, nie mają boskich mocy, nie odbierają innym rozumu ani wolnej woli. A zaślepienie niewiele ma wspólnego z miłością.

    a nie "wrażliwa i wyjątkowa dziun
    > ia po >trudnym dzieciństwie<".

    Trudne dzieciństwo niekoniecznie uwrażliwia, tak jak i cierpienie niekoniecznie uszlachetnia.


  • ovonell 30.12.18, 10:25
    "No dobra, to jako przedstawiciel płci męskiej, wyjaśnij mi, dlaczego faceci na takie 'tępe dzidy' i 'puste dzbany' lecą z dzikim okrzykiem zachwytu? Bo ja serio tego zjawiska nie rozumiem.".
    >>> Bo mają łatwo. Nie muszą długo tańczyć tańca godowego, żeby finalnie wylądować w łóżku. Raz, dwa i już mają jej nogi rozłożone na zawołanie.

    "Trudne dzieciństwo niekoniecznie uwrażliwia, tak jak i cierpienie niekoniecznie uszlachetnia.".
    No ale przecież tym się tłumaczycie, że stąd ta cała "nadwrażliwość", to całe "pokrzywdzenie", postawa wiecznej i biednej ofiary, chęć posiadania "ratowników", ciągłe "testowanie partnera", itd.
  • border.szary 30.12.18, 11:50
    ovonell napisał(a):

    > "No dobra, to jako przedstawiciel płci męskiej, wyjaśnij mi, dlaczego faceci na
    > takie 'tępe dzidy' i 'puste dzbany' lecą z dzikim okrzykiem zachwytu? Bo ja se
    > rio tego zjawiska nie rozumiem.".
    > >>> Bo mają łatwo. Nie muszą długo tańczyć tańca godowego, żeby fin
    > alnie wylądować w łóżku. Raz, dwa i już mają jej nogi rozłożone na zawołanie.

    Ok.
    To jak chcieli mieć łatwo (i mieli), to o co cały ten szum tu na forum? Bo przecież każdy partner borderka, to jeden z owych zapasowych dymacze, który akurat na dłużej do łóżka wskoczył.
    Bo chyba nie zamierzasz mi udawadniać, że partnerzy, to takie ślepe żuczki, co nic nie widzą nic nie słyszą.
    W sumie to bądźmy dorośli: jak ktoś jest leniem i nie chce mu się bawić w długie tańce godowe, to musi się liczyć z ostrą konkurencją. Zresztą - wiedział co bierze.


    > No ale przecież tym się tłumaczycie, że stąd ta cała "nadwrażliwość", to całe "
    > pokrzywdzenie", postawa wiecznej i biednej ofiary, chęć posiadania "ratowników"
    > , ciągłe "testowanie partnera", itd.

    No bo stąd. Przynajmniej w dużej mierze. Trochę też winą cech wrodzonych.
    Ale akurat ja z tej 'nadwrażliwości' cnoty nie robię.
    Kalectwo jak kalectwo. Tyle że nie widać i stąd masa nieporozumień i niespełnionych oczekiwań.

  • ovonell 30.12.18, 12:14
    "Ok. To jak chcieli mieć łatwo (i mieli), to o co cały ten szum tu na forum? Bo przecież każdy partner borderka, to jeden z owych zapasowych dymacze, który akurat na dłużej do łóżka wskoczył. Bo chyba nie zamierzasz mi udawadniać, że partnerzy, to takie ślepe żuczki, co nic nie widzą nic nie słyszą.
    W sumie to bądźmy dorośli: jak ktoś jest leniem i nie chce mu się bawić w długie tańce godowe, to musi się liczyć z ostrą konkurencją. Zresztą - wiedział co bierze.".

    Szum stąd, że już po tym łóżku, borderka działa jak agent KGB - mówi co innego, myśli co innego a robi jeszcze coś innego. Drze japę, że "ona-niesprawiedliwie skrzywdzona-biedna ofiara złych ludzi i życia" potrzebuje prawdziwej miłości od "tego rycerza-którego odkryła". A jak zaczyna już trochę tego uczucia dostawać - natychmiast zdejmuje temu rycerzowi hełm i sra na środek głowy. I historia się powtarza z następnym - szybko przyjętym między nogi - jej orbiterem, który zaraz stanie się jej następnym rycerzem. Najczęściej nowy rycerz jest już łowiony podczas relacji z poprzednim rycerzem (bo borderka lubi kilku orbiterów mieć w zanadrzu, czasami dając się im nieco podym#ć, żeby trzymać ich trochę bliżej niż dalej). I tak do zaj#bania...
    I - nazwijmy to po imieniu - jest to zwykłe kurewstwo. Stąd ten szum. Bo nikt nie lubi być manipulowany przez zwykłą rurę-kurew. :(
  • border.szary 30.12.18, 12:57
    Cóż, Ovonell, w życiu nie na darmowych obiadów. Oczekiwanie wierności od kogoś z kim się miało miłe dymanko na pierwszej randce jest albo zwykłą głupotą, albo głupotą wynikającą z własnego narcyzmu (jestem taki wyjątkowy, że tylko ze mną już będzie).
    Nie należy mylić miłego bzykania z deklaracją wierności na całe życie.

    Bez sensu jest wiązać się z borderką, a potem mieć do niej pretensje, że jest borderką.
    Z jakiegoś powodu to jej zaburzenie było atrakcyjne.
  • ovonell 30.12.18, 13:24
    "Cóż, Ovonell, w życiu nie na darmowych obiadów. Oczekiwanie wierności od kogoś z kim się miało miłe dymanko na pierwszej randce jest albo zwykłą głupotą, albo głupotą wynikającą z własnego narcyzmu (jestem taki wyjątkowy, że tylko ze mną już będzie). Nie należy mylić miłego bzykania z deklaracją wierności na całe życie."
    >>> Pełna zgoda. Tylko chyba ktoś, kto założył ten wątek, nie pisał akurat o tym. Znowu odwracasz kota ogonem. Nie piszemy tu o "przypadłościach" ew. ofiar. Piszemy tu o pop...niu w głowach borderek. A Ty próbujesz rozgrzeszyć bandytę i złodzieja, bo jego ofiara była nieco naiwna... Nie, ofiara mogła być nawet i głupia, co nie zmienia faktu, że bandyta i złodziej to śmieć nie zasługujący na miano człowieka.
    Ale OK, przyzwyczaiłem się już do tak idiotycznej i odwracającej sytuację (to bardziej przeniesienie, projekcja, czy intelektualizacja? ;)) retoryki borderek, prowadzonej wyłącznie po to, żeby obronić choć trochę swój tyłek oraz zadbać o swoje chore ego. ;(

    "Bez sensu jest wiązać się z borderką, a potem mieć do niej pretensje, że jest borderką. Z jakiegoś powodu to jej zaburzenie było atrakcyjne.".
    >>> Również się zgadzam. Tylko borderki nie przedstawiają się: cześć, jestem borderką (bo wiedzą, że wtedy szans na swoje gry manipulacyjne już nie będzie). Są bardziej wyrachowane i nie chcą "strat" w postaci pozbawiania siebie szansy bycia pasożytem żerującym na żywicielu (cokolwiek to znaczy).
  • border.szary 30.12.18, 14:30
    ovonell napisał(a):

    > "Cóż, Ovonell, w życiu nie na darmowych obiadów. Oczekiwanie wierności od kogoś
    > z kim się miało miłe dymanko na pierwszej randce jest albo zwykłą głupotą, alb
    > o głupotą wynikającą z własnego narcyzmu (jestem taki wyjątkowy, że tylko ze mn
    > ą już będzie). Nie należy mylić miłego bzykania z deklaracją wierności na całe
    > życie."
    > >>> Pełna zgoda. Tylko chyba ktoś, kto założył ten wątek, nie pisał
    > akurat o tym

    Ale ja nie z założycielem wątku rozmawiam, tylko z Tobą i twoimi wizjami osób z bpd.

    . Znowu odwracasz kota ogonem. Nie piszemy tu o "przypadłościach"
    > ew. ofiar. Piszemy tu o pop...niu w głowach borderek. A Ty próbujesz rozgrzeszy
    > ć bandytę i złodzieja, bo jego ofiara była nieco naiwna...

    Nikogo nie rozgrzeszam.
    A porównanie idiotyczne - borderka nie wchodzi w relację tylko po to, żeby móc partnera zdradzać (bo o tym aspekcie życia rozmawiamy).

    Nie, ofiara mogła by
    > ć nawet i głupia, co nie zmienia faktu, że bandyta i złodziej to śmieć nie zasł
    > ugujący na miano człowieka.

    Ano widzisz - to jest człowiek właśnie. Zwierzęta bez powodu nie gryzą, chyba że są chore, ewentualne dlatego, że człowiek je tego nauczył.
    Człowieka definiuje zarówno jego wielkość jak i małość.

    > Ale OK, przyzwyczaiłem się już do tak idiotycznej i odwracającej sytuację (to b
    > ardziej przeniesienie, projekcja, czy intelektualizacja? ;)) retoryki borderek,
    > prowadzonej wyłącznie po to, żeby obronić choć trochę swój tyłek oraz zadbać o
    > swoje chore ego. ;(

    Akurat mnie ta dyskusja osobiście nie dotyczy. A przynajmniej nie w ten sposób
    Ja tylko wyciągam wnioski z tego, co piszesz.
    Ja się tylko zastanawiam, dlaczego u faceta, któremu staje na widok każdej niemal kobiety nie diagnozuje się bpd.

    >
    > "Bez sensu jest wiązać się z borderką, a potem mieć do niej pretensje, że jest
    > borderką. Z jakiegoś powodu to jej zaburzenie było atrakcyjne.".
    > >>> Również się zgadzam. Tylko borderki nie przedstawiają się: cześ
    > ć, jestem borderką (bo wiedzą, że wtedy szans na swoje gry manipulacyjne już ni
    > e będzie). Są bardziej wyrachowane i nie chcą "strat" w postaci pozbawiania sie
    > bie szansy bycia pasożytem żerującym na żywicielu (cokolwiek to znaczy).

    Bo większość tych 'borderek' obok bpd nawet nie stało
    Część bpd nawet nie wie, że są bpd.
    A moi bliscy i przyjaciele wiedzą, że bpd jestem

    I jeszcze jedno: naprawdę wyrachowane baby dbają, żeby głupi rogacz dwóch rogów nie zobaczył. Rogacza skutecznie doją a z kochankiem mają relaks
  • ovonell 30.12.18, 15:14
    "A porównanie idiotyczne - borderka nie wchodzi w relację tylko po to, żeby móc partnera zdradzać (bo o tym aspekcie życia rozmawiamy).".
    >>> To dlaczego to robi w 90% przypadków?

    "Ano widzisz - to jest człowiek właśnie.:.
    >>> Nie, to nie jest człowiek.

    "Ja się tylko zastanawiam, dlaczego u faceta, któremu staje na widok każdej niemal kobiety nie diagnozuje się bpd. ".
    >>> BPD to nie jest skutek, BPD to przyczyna. Jakiś feminizm odebrał Ci logiczne rozumowanie. M i K nie są, nigdy nie byli i nigdy nie będą jednakowi (wszelkie polityki równościowo-jednakowościowe dla płci to idiotyzm, M i K to dwa rodzaje tego samego gatunku, stąd inne "racjonalizacje" i próby postawienia znaku jednakowego dla płci, to ułuda, bo to K rodzą dzieci a nie M i z tej "drobnej różnicy" wiele wynika dla strategii "projektu życia" dla każdej z płci).

    "I jeszcze jedno: naprawdę wyrachowane baby dbają, żeby głupi rogacz dwóch rogów nie zobaczył. Rogacza skutecznie doją a z kochankiem mają relaks.".
    >>> Ot, filozofia życia, związków, moralności, zasad i wartości klasycznej i wzorcoej laski z borderline...


    P.S. Jak nie jesteś trochę narcyzem ani histeryczką, to nie jesteś też borderką.
  • border.szary 30.12.18, 17:55
    ovonell napisał(a):

    > "A porównanie idiotyczne - borderka nie wchodzi w relację tylko po to, żeby móc
    > partnera zdradzać (bo o tym aspekcie życia rozmawiamy).".
    > >>> To dlaczego to robi w 90% przypadków?

    Bo inaczej nie potrafi
    Mózg to takie dziwne stworzenie: jak czegoś się nie nauczył w odpowiednim wieku, to potem opornie idzie.
    Poza tym nie jest tak, że widzimy obiektywną rzeczywistość - mózg nam rzeczywistość zniekształca, żeby spójność świata zachować. Bo tak łatwiej szybko reagować.
    Krótko mówiąc: border działa adekwatnie do rzeczywistości, którą widzi.
    Zresztą nie tylko border.
    Każdy. Stąd ta sama historia opowiedziana przez różne osoby może być dramatycznie odmienna.

    > "Ano widzisz - to jest człowiek właśnie.:.
    > >>> Nie, to nie jest człowiek.

    No cóż... Jeśli chcesz, to chowaj głowę w piasek.

    > "Ja się tylko zastanawiam, dlaczego u faceta, któremu staje na widok każdej nie
    > mal kobiety nie diagnozuje się bpd. ".
    > >>> BPD to nie jest skutek, BPD to przyczyna.

    BPD to skutek. Nikt sam sobie tego nie funduje. Nikt się z tym nie rodzi.

    Jakiś feminizm odebra
    > ł Ci logiczne rozumowanie. M i K nie są, nigdy nie byli i nigdy nie będą jednak
    > owi (wszelkie polityki równościowo-jednakowościowe dla płci to idiotyzm, M i K
    > to dwa rodzaje tego samego gatunku, stąd inne "racjonalizacje" i próby postawie
    > nia znaku jednakowego dla płci, to ułuda, bo to K rodzą dzieci a nie M i z tej
    > "drobnej różnicy" wiele wynika dla strategii "projektu życia" dla każdej z płci
    > ).

    Równość i jednakowość to nie to samo.
    Tak kobiety rodzą dzieci, zazwyczaj też je wychowują, robią pranie, gotują obiady, chodzą na wywiadówki
    Kobiety też zazwyczaj pracują zawodowo, często są lepiej wykształcone, mają co najmniej porównywalne kompetencje, są miłe, skromne a szef częściej znacząco zagląda im w dekolt, pytając, czy są zainteresowane awansem.
    Kobiety rodzą i wychowują dzieci, zarabiają mniej od mężczyzn zatrudnionych na tym samym stanowisku, pracują krócej i częściej na starość mają głodową emeryturę.
    Tak, jestem feministką. Przestanę nią być, kiedy to mężczyźni zaczną rodzič dzieci. Wtedy kobiety będą mogły wybrać: dziecko czy godna emerytura 😀


    >
    > "I jeszcze jedno: naprawdę wyrachowane baby dbają, żeby głupi rogacz dwóch rogó
    > w nie zobaczył. Rogacza skutecznie doją a z kochankiem mają relaks.".
    > >>> Ot, filozofia życia, związków, moralności, zasad i wartości kla
    > sycznej i wzorcoej laski z borderline...

    Żadna borderka nie jest zdolna do wcielenia takiego planu w życie.
    I raczej do tego nie dąży.

    >
    > P.S. Jak nie jesteś trochę narcyzem ani histeryczką, to nie jesteś też borderką
    > .

    Się znaffca znalazł.

    Jestem nieco unikająca i nieco bardziej dysocjacyjna.
  • ovonell 30.12.18, 20:45
    "(...) Bo inaczej nie potrafi.".

    >>> Ups! Buhahaha!!! Zakrztusiłem się kolacją. :( To niezłe jest... To znaczy - wytłumaczenie dla baranów raczej.

    "(...) Ano widzisz - to jest człowiek właśnie.
    - Nie, to nie jest człowiek.
    No cóż... Jeśli chcesz, to chowaj głowę w piasek.".
    >>> Śmieć nie jest człowiekiem.

    "(...) BPD to skutek. Nikt sam sobie tego nie funduje. Nikt się z tym nie rodzi.".
    >>> Nie zrozumiałaś mnie. BPD to przyczyna dawania d#py na prawo i lewo przez borderki.

    "Równość i jednakowość to nie to samo.
    Tak kobiety rodzą dzieci, zazwyczaj też je wychowują, robią pranie, gotują obiady, chodzą na wywiadówki
    Kobiety też zazwyczaj pracują zawodowo, często są lepiej wykształcone, mają co najmniej porównywalne kompetencje, są miłe, skromne a szef częściej znacząco zagląda im w dekolt, pytając, czy są zainteresowane awansem.
    Kobiety rodzą i wychowują dzieci, zarabiają mniej od mężczyzn zatrudnionych na tym samym stanowisku, pracują krócej i częściej na starość mają głodową emeryturę.
    Tak, jestem feministką. Przestanę nią być, kiedy to mężczyźni zaczną rodzič dzieci. Wtedy kobiety będą mogły wybrać: dziecko czy godna emerytura.".
    >>> Feminizm był, jest i zawsze będzie w opozycji do logicznego myślenia. Macica nie uzupełni niedoborów w mózgu. Logika feministek oparta na założeniu: dobre, sprawiedliwe i wartościowe jest to, co jest dla mnie korzystne - najlepiej to pokazuje. :(

    "(...) Żadna borderka nie jest zdolna do wcielenia takiego planu w życie.
    I raczej do tego nie dąży.".
    >>> Tak jakoś "przypadkowo" jej wychodzi.

    "Jestem nieco unikająca i nieco bardziej dysocjacyjna.".
    >>> Ależ ględzenie borderek o swojej "wyjątkowości", "nieszablonowości" i "nadludzkich zdolnościach do manipulacji" - lekkim narcyzmem wcale przecież nie jest.
    A serwowane "na pokaz" pseudo próby sam. tez wcale o chwilowej chociaż histerii nie świadczą.
    Nieee..., wcale nieee...
  • border.szary 31.12.18, 00:01
    ovonell napisał(a):


    > Macica nie uzupełni niedoborów w mózgu.

    I w tym momencie przyznaję Ci słuszność we wszystkich głoszonych przez Ciebie opiniach.
    Niedostatki wiedzy mogę próbować zniwelować dodatkową lekturą
    Niedoskonałości intelektualne mogę nadrabiać pracowitością
    Ale braku penisa nie przeskoczę...
  • efce13 31.12.18, 00:21
    do bordera.szarego


    Owe forsowane przez ovonell 90% tzw. borderek rozkładających nogi hejter wyciągnął z własnej chorych i zboczonych wyobrażeń o BPD. To prywatna "wiedza" ignoranta i manipulanta.

    Hejter karmi swoimi zboczonymi idiotyzmami o BPD otumanionych swoim autorytetem expartnerów. Dostarcza im gotową papkę do połknięcia - wychodzi im prosto: partnerka zdradzała lub manipulowała sexem rozstawiając nogi, to była BPD, bo tak manipuluje nimi ovonell. To mechanizm hejtu na tym forum.
    Przecież sami z siebie nie odkryją, że ich ex była manipulatorką z zaburzeniem aspołecznym lub narcystyczną gwiazdą skupioną tylko na swoich potrzebach, bo z lenistwa nie popędzą do bardziej wiarygodnych źródeł wiedzy. Po co, tu mają gotowy plaster na swoje rany.

    A z badań jednoznacznie wynika (mogę je przytoczyć lub podesłać na maila), że jeśli osoba z borderline pozostaje w stabilnym związku, to jej zachowania w sferze seksualnej nie różnią się zasadniczo od osób bez borderline. Co znamienne: osoby z BPD pozostające w poważnym związku wykazują bardziej nasilona ambiwalencje do seksu, i częściej niż osoby niezaburzone postrzegają seks jako przymus.



    Natomiast rzeczywiście, osoby z BPD nie będące w poważnym związku częściej uprawiają tzw. seks przygodny, ponieważ poprzez sex realizują potrzebę bliskości - bo inaczej nie potrafią - to o czym Ty napisałaś cyt:

    <<<Bo inaczej nie potrafi
    Mózg to takie dziwne stworzenie: jak czegoś się nie nauczył w odpowiednim wieku, to potem opornie idzie. >><

    Zdecydowanie dobrze to ujęłaś, osoby z BPD nie nauczyły się inaczej okazywać bliskości i nie nauczyły się dostatecznie czuć bliskości partnera, niż poprzez całkowite oddanie się w akcie seksualnym. Dlatego partnerzy często mówią wręcz nieziemskim seksie z BPD.
    Ale osoba wolna, obojętnie czy z BPD czy bez, ma prawo do seksu, kiedy ma na to ochotę.


    Niewielka część osób z BPD może uprawiać seks kompulsywnie, ale kompulsywny sex to nie wyróżnik BPD.

    ---------------
    Więc niech hejter wielonikowiec ovonell, podeprze swoje idiotyzmy wynikami rzetelnych badań, zamiast manipulacyjnie wciskać w usta ex partnerów przeżuta przez siebie papkę z własnych idiotycznych wyobrażeń i z nienawiści do własnej ex, która kopnęła go w zadek 20 lat temu.
  • border.szary 31.12.18, 01:28
    Efce13,
    Szanuj hejtera swego, bo możesz mieć gorszego ;)

    Wesołego Sylwestra:)
  • efce13 31.12.18, 01:45
    :)

    Miłego Sylwka!
  • ovonell 31.12.18, 09:52
    (...) A z badań jednoznacznie wynika (mogę je przytoczyć lub podesłać na maila)...".

    Z jakich badań? Wzięłaś te bzdury z jakiegoś bloga z artykułu napisanego przez jakąś studentkę-stażystkę jednego z gabinetów lansujących się "skutecznością ich terapii DBT"
    emocje.pro/seksualnosc-zaburzenie-osobowosci-pogranicza-borderline/
    W internecie to nawet można znaleźć artykuły o tym, że liczba (%) zaburzonych M i K w BPD jest jednakowa (co też serwowałaś kiedyś tu na tym forum, bo... ktoś, kiedyś przecież tak napisał w internecie...). Poprawność polityczna a prawda to są dwie różne planety.

    Masz pojęcie o psychologii jak głuchy o muzyce, a szczekasz i gryziesz tu jakbyś w tym roku co najmniej profesurę dostała.
    Szkoda czasu na dyskusje z jakąś tępą ignorantką, która jedyne, co potrafi to tupać wściekle nogą i drzeć ryja: nie, nie, wcale nie, musi być na moim...!
  • border.szary 31.12.18, 11:47
    ovonell napisał(a):

    > (...) A z badań jednoznacznie wynika (mogę je przytoczyć lub podesłać na maila)
    > ...".
    >
    > Z jakich badań? Wzięłaś te bzdury z jakiegoś bloga z artykułu napisanego przez
    > jakąś studentkę-stażystkę jednego z gabinetów lansujących się "skutecznością ic
    > h terapii DBT"
    > emocje.pro/seksualnosc-zaburzenie-osobowosci-pogranicza-borderline/

    Jeżeli ten artykuł wkleiłeś tu jako przykład bzdurnego artykułu studentki/stażystki, to ma on tę zaletę, że podaje źródła, czego Ty nie robisz.

    > W internecie to nawet można znaleźć artykuły o tym, że liczba (%) zaburzonych M
    > i K w BPD jest jednakowa (co też serwowałaś kiedyś tu na tym forum, bo... ktoś
    > , kiedyś przecież tak napisał w internecie...). Poprawność polityczna a prawda
    > to są dwie różne planety.

    Niewygodna prawda/teza to według Ciebie poprawność polityczna? Masz poczucie humoru, trzeba Ci to przyznać :)

    >
    > Masz pojęcie o psychologii jak głuchy o muzyce, a szczekasz i gryziesz tu jakby
    > ś w tym roku co najmniej profesurę dostała.
    > Szkoda czasu na dyskusje z jakąś tępą ignorantką, która jedyne, co potrafi to t
    > upać wściekle nogą i drzeć ryja: nie, nie, wcale nie, musi być na moim...!

    W gryzieniu, tupaniu nóżkami i darciu ryja daleko Efce13 do Ciebie. Mistrzem niedoścignionym jesteś.

    Taki sam z Ciebie ekspert w dziedzinie psychologii, jak z ledy psychiatra.
  • efce13 02.01.19, 17:06
    Ovonell, hejter, napisał:
    <<<(...) A z badań jednoznacznie wynika (mogę je przytoczyć lub podesłać na maila)...".

    Z jakich badań? Wzięłaś te bzdury z jakiegoś bloga z artykułu napisanego przez jakąś studentkę-stażystkę jednego z gabinetów lansujących się "skutecznością ich terapii DBT"
    emocje.pro/seksualnosc-zaburzenie-osobowosci-pogranicza-borderline/ >>>



    Z jakich badań? Sięgnij do publikacji naukowych zacytowanych w zlinkowanym przez ciebie artykule blogowym. W odnośnikach literaturowych jest wszystko by wyszukać daną pozycję: autorzy, czasopismo, tytuł, rok wydania. Skopiuj i wklej w wyszukiwarkę, znajdź i przeczytaj se.

    Zlinkowałeś wiarygodny popularnonaukowy artykuł - wiarygodny, czyli taki, który ma odniesienia do publikacji źródłowych (naukowych, a nie jakiś anonimowych bzdetów), więc ja nie muszę już podawać linków by prostować twoje kłamstwa, wyręczyłeś mnie.

    Powtórzę naukowo dowiedzione stwierdzenia:

    1) Jeśli kobiety z BPD pozostające w stabilnych związkach, to ich zachowania w sferze seksualnej nie różnią się zasadniczo od osób bez borderline.
    Co więcej, osoby z BPD pozostające w poważnym związku częściej wykazują nasiloną ambiwalencje do seksu, i częściej niż osoby niezaburzone postrzegają seks jako przymus.

    2) Osoby z BPD nie będące w poważnym związku częściej uprawiają tzw. seks przygodny, ponieważ często poprzez sex realizują potrzebę bliskości.
    Od siebie dodam: osoba wolna, obojętnie czy z BPD czy bez, ma prawo do seksu, kiedy ma na to ochotę. I tu kobiety z BPD nie pobiją sporej części mężczyzn nawet bez BPD.

    3) Niewielka część osób z BPD może uprawiać seks kompulsywnie, ale kompulsywny sex nie jest wyróżnikiem BPD.
    Od siebie dodam: zdaje się, że seksoholizm dręczy głównie mężczyzn i wątpliwe, żeby wszyscy mieli BPD.

    Więc nie siej hejterskich bzdur, że 90% borderek rozkłada nogi na lewo i prawo.

    W przeciwieństwie do ANONIMOWO >szczekającego< ovonela podszywającego się pod ex psychologa; to studentka psychologii podpisująca nazwiskiem swój artykuł (zawierający odnośniki do literatury źródłowej) zamieszczony na oficjalnym blogu znanej psychoterapeutki (współtwórczyni i pierwszej prezes Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno Behawioralnej) jest wiarygodna.


    Podpisz się imieniem i nazwiskiem, podaj swoje wykształcenie, poprzyj lansowane przez siebie hejterskie kłamstwa naukowymi badaniami (nie teoriami) i dopiero >wierzgaj, tup nóżkami i szczekaj< na studentkę psychologii - stażystkę, której, póki co, wiedzą nawet do pięt nie dorastasz.


    Teraz ja zapytam: z JAKICH BADAŃ pochodzą twoje mizoginiczne brednie m.in. cyt: „90% borderek rozkłada nogi”, hejterze?

    Podaj na forum linki do publikacji naukowych potwierdzające twoją zboczoną "wiedzę".

    Każdy ma prawo zweryfikować brednie, którymi w publicznym miejscu szczujesz kobiety z BPD.



    ==========
    * Wszystkie inwektywy ujęte w >< są bezustannie wykorzystywane przez ovonella do lżenia oponentek, m.in. mnie. Obelgi zwracam autorowi, właściwie bez nadziei, że się opamięta.

  • efce13 02.01.19, 18:42
    hejter (ovonell) napisał:

    <<<W internecie to nawet można znaleźć artykuły o tym, że liczba (%) zaburzonych M i K w BPD jest jednakowa (co też serwowałaś kiedyś tu na tym forum, bo... ktoś, kiedyś przecież tak napisał w internecie...). Poprawność polityczna a prawda to są dwie różne planety.>>>


    To, co już tu kiedyś serwowałam nie było czymś, co <ktoś, kiedyś przecież napisał>, a było wnioskami z publikacji naukowej zamieszczonej w topowym międzynarodowym czasopiśmie psychiatrycznym. Nie dziwne, że nie zdołałeś zrozumieć artykułu naukowego - nie pierwszy raz, niby ex psychologu.

    Link do tamtego mojego wpisu wraz z linkiem do publikacji:
    forum.gazeta.pl/forum/w,35861,166167759,166167759,Chyba_uwolnilem_sie_od_partnerki_z_BPD.html?p=166270900
    ------------------------------

    Ponownie serwuję tę samą prawdę:

    STATYSTYCZNIE LICZBA KOBIET z BPD = LICZBIE MĘŻCZYZN z BPD

    Niżej krótki wstęp. Może zdołasz załapać dlaczego jesteś w czarnej d…ze swoją „wiedzą”.

    Jesteś udławiony nienawiścią do kobiet, nie tylko zaburzonych, i tkwisz wyobrażeniami o BPD 20-30 lat wstecz.
    A świat zmienia się. Ujęcie BPD w DSM w 1983 było odpowiedzią na potrzeby klinicystów, którzy stykali się z pacjentami nie pasującymi do istniejących już kategorii diagnostycznych. Z pacjentami mocno zróżnicowanymi w zaburzeniu, trudnymi, frustrującymi, emocjonalnymi, pełnymi złości, skłonnymi do wybuchów agresji, lękowymi, autodestrukcyjnymi (od okaleczeń do samobójstw), z zaburzoną tożsamością, nierzadko psychotycznymi, i źle reagującymi na ówczesne terapie.

    Z tych czasów pochodzi groteskowa anegdota o terapeucie z zębami w ścianie.
    Biedny terapeuta: pacjent ze swoim zaburzeniem bezlitośnie zweryfikował terapeutyczną wiedzę-niewiedzę. Z tych czasów pochodzi brednia, że BPD nie poddaje się terapii.

    Włączenie nowej jednostki do DSM/ICM zawsze, zawsze jest silnym impulsem dla naukowców do intensyfikacji badań nad nią. Tak to działa, >tępy ignorancie<. Po to m.in. ujmuje się nowe jednostki w klasyfikacjach, żeby dać impuls do badań i dostarczyć niezbędną wiedzę i narzędzia klinicystom.

    Od dłuższego czasu BPD jest najintensywniej badanym zburzeniem. Rocznie w czasopismach z zakresu psychiatrii, psychologii, psychoterapii wydawanych jest SETKI publikacji (nie blogowych publikacji, >tępy ignorancie<). Stąd rzetelna naukowa wiedza diametralnie zmieniła poglądy na BPD.


    W 2008 roku opublikowano wyniki badań epidemiologicznych dotyczące BPD. Nie były to pierwsze badania epidemiologiczne nad BPD, ale ta praca była i jest wręcz unikatowa - badania przeprowadzono na niespotykanie szeroką skalę (finansowane przez rząd USA) obejmującą dużą grupę obywateli USA. (W Polsce takie badania nie były prowadzone).

    I powtórzę cytując część mojego wpisu sprzed bodajże kilku miesięcy:
    "Wyniki badań epidemiologicznych opublikowane w już 2008 r. (sic!) w absolutnie topowym Journal of Clinical Psychiatry jednoznacznie informują:

    częstość występowania BPD jest statystycznie TAKA SAMA W GRUPIE MĘŻCZYZN I KOBIET."

    Koniec, kropka.
    Rzeczywistość jest bezlitosna dla >tępych ignorantów< kiszących się w własnych „prawdach” sprzed 30 lat.

    Wielu psychoterapeutów prowadzących własne gabinety przegląda publikacje w interesującym ich zakresie. Stąd wyniki badań publikowane w renomowanych czasopismach trafiają na niektóre rzetelnie prowadzone blogi psychoterapeutów. Nic zatem dziwnego, że w internecie można znaleźć informacje, których ovonell-hejter boi się jak diabeł święconej wody.
    No faktycznie tragedia, bo hejterskich g… prawd nie da się utrzymać.


    Skąd wzięły się dane (mówiące, że BPD w 75% dotyka kobiety), których hejter trzyma się kurczowo, jak pijak płotu?
    Odpowiedz jest prosta: to dane z badań klinicznych [clinical setting]. Badania kliniczne prowadzone są TYLKO na pacjentach klinicznych (hospitalizowanych, ambulatoryjnych, terapeutyzowanych etc). Natomiast badania epidemiologiczne prowadzone są na tzw. populacji generalnej, która obejmuje osoby kiedykolwiek hospitalizowane oraz osoby, które nigdy nie miały styczności ze służbą zdrowia.

    Jak The American Psychiatric Association wyjaśnia tę różnicę w wynikach pomiędzy badaniami epidemiologicznymi i klinicznymi cyt.:
    "The ratio is 3:1 in clinical settings. Two epidemiologic surveys of the United States general population, however, have found the lifetime prevalence of BPD does not differ significantly between men and women. This discrepancy suggests that women with BPD are more likely to seek treatment than men."

    A więc: przewaga kobiet z BPD w badaniach klinicznych [wynosząca 3:1] sugeruje, że kobiety częściej niż mężczyźni zgłaszają się na leczenie.
    Proste i logiczne.

    Ovonel, forumowy expert od BPD, mistrz statystki, >tępy ignorant< ni w ząb nie pojmuje, jak interpretować wyniki badań epidemiologicznych.
    Nie ogarnia, że duża część zaburzonych nigdy nie była w szpitalu. Dotyczy to głownie mężczyzn.


    Warto by w Polsce przebadać sprawców przemocy domowej pod kątem zaburzeń osobowości. Wg statystyk policji w roku 2017 przy ogólnej liczbie ponad 92 tys. przypadków przemocy domowej 95% sprawców stanowili mężczyźni, w 91% ofiarami były kobiety i dzieci. Ponieważ to kobiety (vs mężczyźni) są głównie ofiarami przemocy, to one częściej zgłaszają się po pomoc i częściej trafiają na terapię. Agresor nie ma takiej potrzeby. Osoba z prawidłowo ukształtowaną osobowością na pewno nie będzie tkwiła w przemocowym związku. A więc u części tych kobiet-ofiar diagnozuje się zaburzenia borderline. Kłania się wtórna viktymizacja kobiet z BPD.

    Ilu zdrowych macho dostałoby diagnozę aspołeczne z.o. + borderline? Warto podkreślić, że w przypadku mężczyzn, zdecydowanie częściej niż u kobiet, zaburzenie BPD współwystępuje z aspołecznym. Przy czym, to głównie cechy aspołeczne, a nie BPD, warunkują przemocy.

    W podsumowaniu dla >tępego ignoranta< nie odróżniającego publikacji naukowej od artykułu w Super Expresie:

    częstość występowania BPD jest statystycznie TAKA SAMA W GRUPIE MĘŻCZYZN I KOBIET.

    =============
    Wszystkie inwektywy ujęte w >< są bezustannie wykorzystywane przez ovonella do lżenia oponentek, m.in. mnie. Obelgi zwracam autorowi, właściwie bez nadziei, że się opamięta.

  • efce13 02.01.19, 19:32
    ovonell napisał:

    <<<Masz pojęcie o psychologii jak głuchy o muzyce, a szczekasz i gryziesz tu jakbyś w tym roku co najmniej profesurę dostała.
    Szkoda czasu na dyskusje z jakąś tępą ignorantką, która jedyne, co potrafi to tupać wściekle nogą i drzeć ryja:...!>>>


    O, trafiłam w czuły punkt, skoro potoczyła się wściekła piana i lżenie i podkulasz ogon.

    <<<nie, nie, wcale nie, musi być na moim>>>

    O, to, to!
    ZAWSZE i ZAWSZE musi być na twoim, bo jak tylko ktoś ma racjonalne kontrargumenty do tych twoich mizoginicznych i hejterskich bredni, to lądujesz tutaj błyskawicznie i >drzesz ryja<, lżysz; bo MUSI, no MUSI być na Twoim.
    No, dokładnie opisany przez ciebie BORDER - męski BORDER kamuflujący się na forum.

    Zawsze ta sama chamska śpiewka - obelgi i wycofywanie się z podkulonym ogonem i pełnymi gaciami ze strachu, ale zawsze tym samym wrzaskiem cyt.: "szkoda czasu na dyskusję z jakąś tępą ignorantką (…)"

    Nie odwracaj kota ogonem i nie >drzyj ryja<, tylko poprzyj swoje g.. prawda-tezy rzetelnymi danymi naukowymi.

    1) Podaj link >tępy ignorancie< do badań, które informują, że cyt: 90% borderek rozkłada nogi na lewo i prawo.

    2) Podaj link, śmieszny forumowy yntelektualysto, do swojej odkrywczej tezy-bełkotu dotyczący <że ten mniejszy procent kobiet min. borderek obsługujących ten większy procent zdradzających mężczyzn> cyt:

    <<<Ewolucyjnie, to mężczyźni zdradzają częściej (jest ich większy % niż kobiet). Ale jak to się dzieje, przecież z kimś oni zdradzają i % M i K powinien być podobny? Ano, mężczyźni zdradzają statystycznie częściej od kobiet, bo jest (ten mniejszy) procent kobiet, które "obsługują" ten większy procent zdradzających mężczyzn. I te kobiety, to... m.in.: borderki (mają statystycznie dużo większą ilość partnerów seksualnych w życiu, niż tzw. "średnia" innych kobiet).>>>

    To jest yntelektualna perełka forumowego "experta" od BPD, depresji, kreacjonizmu, statystyki, pewnie od lingwistyki, wypalania garnków glinianych i wycinanek łowickich.
    Koń by się uśmiał.

    -----------------
    Może tę twoją niewiedzę zdoła zauważyć któryś z expartnerów, uparcie twierdzący: moja borderka to …….. i tu płynna, przeżuta przez ciebie hejterska i mizoginiczna papka, ochoczo wcześniej łyknięta przez prawie wszystkich poranionych expartnerów - expartnerów nieświadomych, że łyknęli hejt, i sami nieświadomie zaczynają hejtować. Manipulujesz poranionymi osobami dla własnej korzyści!

    Byłe partnerki piszących tu ex partnerów mają na ogół tyle wspólnego z BPD, co ty z psychologią i prawdą o BPD. Dokładnie tyle, bo to ty serwujesz tutaj swoją hejterską "wiedzę"o BPD.


    ===============
    Wszystkie inwektywy ujęte w >< są bezustannie wykorzystywane przez ovonella do lżenia oponentek, m.in. mnie. Obelgi zwracam autorowi, właściwie bez nadziei, że się opamięta.
  • geberit211 19.12.18, 14:48
    Moja historia z BPD była bardzo krótka, jedynie 2 miesiące a i tak jest mi bardzo ciężko.
    Jak czytam o nawet rocznych związkach to poprostu nie mogę uwierzyć, do poznania mojej B wydawało mi się, że w życiu już nic mnie nie zaskoczy a tu 2 miesiące w kłamstwie, manipulacji, ciągłej niepewności. Bardzo chętnie porozmawial bym z kimś o podobnych przejściach, potrzebuję zrozumieć co tak naprawdę się wydarzyło ponieważ jak narazie to dla mnie przeżycie nie z tej ziemi. colinn@interia.pl
  • matylda_motylek 11.04.19, 22:45
    Marny psycholog, takiej diagnozy nie stawia się na podstawie wywiadu z inną osobą. To forum to jakieś kompletne bzdury, nie tylko na tym wątku, ale na innych także. Czytanie tego było stratą czasu. Frustraci i życiowi nieudacznicy szafują pseudodiagnozami. Żenujące.
  • mirki27 29.05.19, 08:47
    Wiesz co, miałem podobnie. Tylko poznałem siostrę byłej. Od niej dowiedziałem się, że poza imprezami albo sie rzucała po pokoju, albo wyła w poduszkę. Także to co pokazuje to poza. Nawet jeśli nie jest tak, to wydaje mi się, że imprezami stara się pokazać jaka to ona nie jest twarda. W rzeczywistości bardzo niepewna siebie. Szkoda mi trochę jej było, ale cóż. Obecnie rozmawiamy, ale nigdy drugi raz do tej samej wody nie wejdę! Ani podobnej
  • bakerka 05.06.19, 11:19
    Zacznij zyc wlasnym zyciem i olej ja. OSoby z borderem czesto po rozstaniu wpadaja w szal imprezowania i pokazywania jqak to nic ich nie obchodzi podczas gdy wewnatrz zjadają je emocje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka