Dodaj do ulubionych

Co ja właściwie robię?

01.02.19, 14:45
Pytanie filozoficzne, aczkolwiek moje ruchy są dla mnie całkowicie niezrozumiałe i kłócą się z moim rozumowaniem i tym co robić powinienem. Ba, zaczynam dość solidnie wątpić we własną zdolność do oceny czego tak naprawdę chcę. Aczkolwiek na pewno wezmę za to odpowiedzialność.
Ale mniejsza o większość, bo z tym pytaniem zaczynam wątek, a nie z prośbami o radę. Jestem ex partnerem osoby z BPD, jej pierwszym partnerem po kilkuletnim związku, który całkiem niedawno (ponownie, bo to już drugi raz) się skończył. Swojej historii opowiadać nie chcę, aczkolwiek po całkowitej utracie kontaktu całkiem świadomie dałem się wmanipulować w odbudowywanie relacji koleżeńskiej i relację na zasadzie "fuckfriends". Staram się przy niej być i utrzymywać kontakt w jak największym stopniu.
Moja była dość energicznie "zerwała się ze smyczy" i od razu po rozstaniu aktywnie poczęłą poszukiwanie kolejnego partnera, o czym nie omieszkuje mi subtelnie wspominać. Dodam tylko, że sytuacja jest 1:1 identyczna jak przy poprzednim rozstaniu, wszystko co usłyszałem, wszystko co się dzieje, działo się już rok temu, jedyna różnica to to, że teraz nie jest w stanie depresjonalnej agonii, ale wydaje mi się, że to przez (lub dzięki) temu, że aktualnie przyjmuje leki, czego nie było w tamtym okresie.
Nie oszukuję się, że coś z tego będzie, nie chcę nic czuć, chociaż nie ukrywam, że zdecydowanie się o nią martwię, bo jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która ogarnia co tak naprawdę się dzieje. Z drugiej strony przeżyłem przez to niesamowity syf i długo zbierałem się po tym co działo się przez ostatnie miesiące "bycia razem".
Co ja właściwie teraz robię i dlaczego to robię? Ma to jakiś sens? Wszelkie pomysły mile widziane, komentarze typu "daj sobie spokój z tym potworem" wręcz przeciwnie, wiem z czym się je ten temat i jestem całkowicie świadomy konsekwencji. Chętnie przeczytałbym co sądzą o tym osoby dotknięte zaburzeniem, jak odebrałyby takie zachowania expartnera i jakie schematy porozstaniowe występują w ich przypadkach.
Dodam też, że pierwsze kilka lat mojego związku zupełnie nie pasowało do medycznych informacji na temat bycia w związku z osobą BPD, najprawdopodobniej z racji młodego wieku jeszcze się to, że tak powiem, "nie aktywowało" wtedy, co zdecydowanie utrudnia mi ocenę sytuacji.
Edytor zaawansowany
  • flowerski77 01.02.19, 15:33
    Co właściwie robisz?
    Staczasz się po równi pochyłej w tempie geometrycznym aż sięgniesz emocjonalnego dna.
    Ma to sens. Pewnie jesteś typem osobowości ratownika i zamiast siebie to ratujesz innych
    Pytasz o opinie osób z bordeline? To chyba nic nie wiesz na temat tego zaburzenia.
  • myslacy 01.02.19, 16:39
    Spokojnie, już jestem po dnie emocjonalnym, oczywiście, że jestem typem ratownika. Co do wiedzy - zaznaczyłem, że ją posiadam.
  • flowerski77 01.02.19, 16:59
    To czego oczekujesz. Jakie masz pytanie konkretnie
  • myslacy 01.02.19, 17:21
    Już mi na nie odpowiedziałeś, dziękuję
  • ovonell 01.02.19, 17:24
    Co robisz? Zmieniłeś po prostu rolę - z żywiciela dla pasożyta na zwykłego orbitera. Wcześniej byłeś głównym manipulowanym, a teraz będziesz służył do manipulacji wobec innego żywiciela. Jesteś jak honorowy dawca krwi - uzależniłeś się od jej upuszczania i ssania przez wampira.
    I... cóż, sam sobie jesteś winien. I wiesz jak to się skończy - katastrofą (większą jednak dla Ciebie, niż dla niej). Ona to przerabiała wielokrotnie i to dla niej "norma". Z każdym następnym będzie tak samo.
  • efce13 01.02.19, 20:47
    myślący napisał:

    <<<<Dodam też, że pierwsze kilka lat mojego związku zupełnie nie pasowało do medycznych informacji na temat bycia w związku z osobą BPD, najprawdopodobniej z racji młodego wieku jeszcze się to, że tak powiem, "nie aktywowało" wtedy, co zdecydowanie utrudnia mi ocenę sytuacji.>>>>

    Szczyt nasilenia objawów BPD to 24-25 lat. Po tym wieku nasilenie objawów zmniejsza się. BPD „aktywuje się” właśnie w młodym wieku. Przy BPD nie ma możliwości, żeby nic nie działo się przez pierwszych KILKA lat związku. Kategorycznie nie ma takiej możliwości. Jeśli, jak to napisałeś, przez pierwsze lata nic się nie działo, to zdecydowanie wyklucza BPD. Idealizacja przez kilka lat zupełnie nie wchodzi w grę.
    Być może, była to jakaś dziwna relacja w półdystansie – takie relacje są typowe dla osób o cechach unikających. Ale w tym wariancie relacji, to dodatkowo musiałbyś być osobą zupełnie podporządkowaną i godząca się na dystans narzucany przez partnerkę.
    Poza tym, wspomniałeś o depresji partnerki. Nie wykluczone, że był to pierwszy epizod Chad. Początek Chad zwykle ma miejsce po 20 roku życia. A może był jakiś krytyczny punkt zwrotny (duży stres), który wywrócił życie partnerki? Możemy tak sobie gdybać.


    --------------------------
    myślący napisał:

    <<<Swojej historii opowiadać nie chcę, aczkolwiek po całkowitej utracie kontaktu całkiem świadomie dałem się wmanipulować w odbudowywanie relacji koleżeńskiej i relację na zasadzie "fuckfriends".>>>

    Jeśli podjąłeś świadomą decyzję o relacji typu "fuckfriends", to dlaczego mówisz o manipulacji?
    I jej sprawa, czy będąc wolna szuka sobie następnego partnera.


    -----------------
    Pytasz w tytule wątku: Co ja właściwie robię?

    Zakochany nie chce być porzucony, i KAŻDY cierpi po ucięciu związku. To normalna i zrozumiała reakcja.
    Szkopuł tkwi w tym, jak sobie z tym radzimy.
    Ty napisałeś cyt: <<<<Staram się przy niej być i utrzymywać kontakt w jak największym stopniu.>>>

    Twoje zachowanie jest typowe dla osób wrażliwych, które kochały i zostały porzucone.
    Nie możesz być z nią w związku, to chcesz przynajmniej mieć JAKĄŚ relację, więc starasz się być przy niej.

    Tkwisz przy partnerce uwiązany SWOIM LĘKIEM, choć nie chcesz nic czuć (tak napisałeś), ale CZUJESZ lęk przed porzuceniem. I znowu: każdy czuje ten lęk: ja, Ty czy X, ale i tu diabeł tkwi w tym, jak sobie z tym lekiem radzimy.

    Twoja reakcja i zachowanie jest charakterystyczna dla osób wrażliwych na odrzucenie/porzucenie. Lęk przed porzuceniem, to nie patent BPD, to powszechny lęk.
    Ale w BPD ten lęk jest tak potężny i wszechogarniający, że jest irracjonalny i jest antycypowany, już w chwili, gdy w relacji jest miód.



    ------------
    Możesz żyć w tej relacji-na pół gwizdka, aż Twój lęk przed odrzuceniem wypali się i zwyczajnie znudzi Ci się tkwienie w półrelacji. Możesz też sam świadomie podjąć decyzję „dziękuję, szkoda czasu na tkwienie w czymś co nie rokuje".
    Twój wybór. Twoja wola.


  • myslacy 01.02.19, 21:47
    Dziękuję za piękną odpowiedź, nasz związek zaczął się w bardzo młodym wieku, te 24-25 jest jeszcze daleko, chad jest możliwy, moim zdaniem, aczkolwiek BPD jest oficjalnie zdiagnozowane. Półdystansu również nie bylo, dementuję, jedyne co było to oczywiste objawy PTSD.
  • myslacy 04.02.19, 16:55
    Pozwolę sobie doprecyzować po czasie poświęconym na przemyślenia. Tak, duży stres wystąpił w życiu mojej partnerki, sam go nawet wywołałem, niedługo zaraz po nim rozpoczął się okres silnej depresji, a następnie hospitalizacja. Teraz jej zachowania powtarzają się 1:1 i po okresie stricte depresyjnym, poświęconym na leżenie w łóżku bez siły na cokolwiek i reagowanie agresją na wszystko co robiłem, aktualnie po prostu z tego łóżka wstała i poszła w świat wykonując milion aktywności, głównie jest to utrzymywanie powierzchownych znajomości z dużą liczbą osób i znajdywanie hobby/zainteresowań, które są zaraz porzucane. To pasuje do informacji o Chadzie, aczkolwiek nie chcę się bawić w psychiatrę i sam nie wiem co o tej sytuacji mam myśleć.
  • border.szary 05.02.19, 00:58
    1. BPD i ChAD dość często występują razem, co może stwarzać problemy diagnostyczne.
    2. BPD jak i wszystkie zaburzenia osobowości nie jest monolitem. Jeżeli chodzi o nasilenie, to mamy ciągłość o normy do bardzo ciężkich objawów.
    3. Najczęściej wahania nastroju w BPD są szybkie i krótkotrwałe, w ChAD - tzw. górki i dołki trwają dłużej.
    4. Jeżeli dziewczyna przeszła teraz z depresji w manię/hipomanię do dobrze, żeby do lekarza poszła. Ale jeżeli to mania/hipomanię, to raczej nie zawleczesz jej tam.
    5. Jeżeli z jakichś powodów chcesz jej pomóc, to po prostu patrz i czekaj. Jeżeli znowu dopadnie ją depresja, twój opis jej obecnego stanu może być bezcenny przy diagnozie.
    A jeżeli to po prostu taki przebieg BPD, to też po prostu obserwuj.
    A w tzw. międzyczasie sam ze sobą ustal, czego chcesz i czy to jest realnie możliwe do osiągnięcia.

    Nie powiem Ci, co dziewczyna zrobi, jak się zachowa. Zbyt wiele tu zmiennych.

    I jeszcze jedno: napisałeś, że jesteś typem ratownika. Najważniejszym obowiązkiem ratownika jest zadbanie o siebie. Inaczej sam utkniesz a jej nie uratujesz,
  • myslacy 05.02.19, 10:11
    "4. Jeżeli dziewczyna przeszła teraz z depresji w manię/hipomanię do dobrze, żeby do lekarza poszła. Ale jeżeli to mania/hipomanię, to raczej nie zawleczesz jej tam." - chodzi, do tego wizyty ma znacznie częstsze niż dotychczas, co może sugerować, że lekarz wie co się dzieje. Kilka miesięcy temu miała miesięczną przerwę w braniu leków, a i przerwała psychoterapię, na którą do teraz nie chodzi, od tamtego czasu zaczęło się robić naprawdę źle.
  • leda16 05.02.19, 10:22
    E tam, psychoterapię :) Dobrym słowem choroby psychicznej nie wyleczysz. A do szpitala zawlec i pilnować systematycznego brania leków, w ostatecznym wypadku wnieść do sądu o przymusowe leczenie, to sprawa rodziny i jej prawny obowiązek, nie Twoja.

    --
    www.pmiska.pl
  • border.szary 05.02.19, 13:54
    No to pozostaje wierzyć, że psychiatra kontroluje sytuację.
    A że terapię przerwała - nie jestem pewna na ile w obecnym jej stanie, mogłaby z tej terapii skorzystać.
    Poza tym, jeżeli jest pod opieką psychiatry najlepiej jest, kiedy lekarz i terapeuta ze sobą współpracują.

    Ale to takie tam rozważania.

    Trzymaj się ciepło.
  • myslacy 05.02.19, 14:50
    Terapeutka "podobno" nie odpisuje jej na wiadomości co do kontynuowania terapii. Na ile jest to prawda - nie wiem, ciężko w to uwierzyć, mógłbym to oczywiście zweryfikować, ale chyba sam się boję wyniku onej weryfikacji.
    W październiku dostała skierowanie do szpitala, odmówiła hospitalizacji, od tamtego czasu przekazywała mi jedynie informacje, że jej psychiatra stwierdzał, że "wszystko jest dobrze". Na ile to też jest prawdą - nie wiem, jest to dla mnie nieweryfikowalne.
    Dziękuję za miłe słowa w każdym razie, wzajemnie!
  • brz_a_sk 05.02.19, 15:28
    jeśli leczyła się to psychiatra wie co robić;
    jeśli chodziła na terapię to wie co może, gdzie i kiedy;
    jeśli rodzina nie interweniuje, to albo nie chce, albo nie widzi dramatycznych powodów; często rodzina wie bardzo dużo, ale nie papla, bo to raczej szkodzi wszystkim i terapii, czasem rodzina nie jest wtajemniczana przez pacjenta i lekarz, bo dość szkód wyrządziła, albo nie ma zamiaru wspierać i współpracować z terapeutą; albo pacjent sobie nie życzy;

    warto dobrze się upewnić czy ktoś chce naszego zainteresowania, pomocy, interwencji i w jakim zakresie; inaczej może czuć się prześladowany i skarżyć się na to i wygra sprawę;

    rozpęd doradców, by tu wszytskich pozbawić prawa do samodecydowania o sobie jest znany - na razie najlepiej gdyby nie 90% ludzi ubezwłasnowolnili, a siebie opanowali wzajemnie - z pomocą sądu czy bez nie ważne; ważne by przestali sugerować wszystkim, że należy ich pozamykać w psychuszkach; ludzie, a zwłaszcza własne dzieci nie mają być posłuszne, zwłaszcza gdy dorosną - bo zwariują pod okiem despotów, nieudaczników i szukających środków przymusu;
    w większości problemów psychicznych przydają się przyjaciele, mądrzy, stanowczy i świetnie gdy maja kontakt z psychiatrą - ZA ZGODĄ ZAINTERESOWANEGO! - nigdy w tajemnicy, nigdy na przekór itd

    Może warto byś pomyślał czemu chcesz jej pomóc, co ma być efektem tej pomocy i czy rozmawiałeś z nią o jaką pomoc gotowa jest Cię poprosić; Czy ona myśli My czy jakoś inaczej; Czy ucieka by się ratować? czy do końca nie rozumiesz kim jesteś, a kim nie jesteś i jaką rolę możesz sobie świadomie przydzielić. Co ma być na końcu tej drogi. Nie jest łatwo sobie odpowiedzieć na to wszystko, czasem najtrudniej jest sam na sam ze sobą pogadać;
    Czasem ludzie latami tkwią myślami tam gdzie ich nie ma, albo w takiej roli jakiej nie potrafią pozostawić; Nie mam pojęcia jak się czujesz w tym wszystkim, ale dobrze by było ani sobie, ani dziewczynie nie szkodzić;
    (używanie słowa panna, psychotyk itd pokazuje jak się ktoś wdrapuje na taboret, na biurko by z góry traktować inną osobę, to pokazuje na czym polega problem dezawuującego ludzi, ba pacjentów)

    znam ludzi mszczących się latami za to, ze ktoś "nie chce ich pomocy" - tacy będą Ci doradzać kiepsko, choć nie wprost; są utrapieniem psychoterapeutów - żyją w fantazjach, urojeniach smutna trudna rzeczywistość; warto się pilnować na poczatku, by nie wpaść w to lokowanie przyczyn w INNYCH;
    ( najłatwiej to próbować zrozumieć na przykładzie samotności, czy "nikt mnie nie kocha" - przecież nie może być tak, że pośród miliardów nikt nas ... to raczej my nie potrafimy, mamy problem i wINNYCH nie ma co naprawiać)

    nie wiem czy cokolwiek Ci się przyda, może komuś innemu;
    pytaj siebie, gdzie jesteś, dokąd się wybierasz i po co - będziesz bliżej celu, może oboje będziecie w lepszej sytuacji :)
  • myslacy 05.02.19, 15:46
    Wiele racji w tym jest, oczywiście, aczkolwiek też w aktualnej sytuacji nie pomagam i chęci pomocy nie mam, z racji tego, że w swoim czasie zrobiłem dużo, wszystko co uważałem za słuszne, nie sprawdziło się to. Nigdy też nie kierowałem swoich działań przymusem, czy sugestią, że "o, Ty powinnaś iść do szpitala", czy nie popadałem w sugestię ubezwłasnowolnienia, a jedynie wyrażałem swoje zdanie w sposób jak najbardziej zrozumiały dla drugiej strony.
    Zdecydowanie, w jej przekonaniu, ucieka, żeby się ratować, przed pochłonięciem i byciem "zbyt blisko", tutaj odnajduję pewien schemat zaburzenia, aczkolwiek też czysto ludzko zastanawiające jest to, że stało się to po paru miesiącach bycia w ogromnej emocjonalnej odległości między sobą.
    W każdym razie, temat, który tu zacząłem dał mi sporo, pozytywnych głównie, przemyśleń i na ten moment (na ten, bo to się może zmienić oczywiście) ja boję się tego, że powtarza się schemat sprzed roku (tutaj sytuacja się zgadza czasami nawet co do dnia z rokiem poprzednim, słyszę te same słowa, między nami jest to samo, ona jest w podobnym stanie) i, że on powtórzy się do końca, tj. wróci taka, jaką ją znałem przez lata i jaką ją kochałem z wzajemnością. Ale boję się, że przez ten czas stanie się coś, czego nie mógłbym już jej wybaczyć, to jest koszmarnie zgniatająca perspektywa wziewająca chaos do moich poczynań i myśli.
  • brz_a_sk 05.02.19, 16:31
    wybieraj co może się przydać, spokojnie odsuwaj to co nie dotyczy;
    tylko tak da się rozmawiać, bo Ty musisz mieć pewność, że zielonego pojęcia nie mam co ma sens, tak jakbyś czytał książkę - przyda się coś to sobie zostaw:)

    obawa przed powrotem, kontaktem jest Twoja - prawda, ona przychodzi, żyje sobie w wyobraźni; nie wiesz co myśli dziewczyna, nie wiesz czy teraz jest w Biedronce i wybiera worek z ziemniakami czy dorsza ... zdanie sobie sprawy, że to dwa światy pomaga czasem schodzić na ziemię, czasem pomaga powoli się uwalniać od bądź co bądź swoich myśli; kiedy się zaczyna te myśli kontrolować, tzn widzi się jak przychodzą czemu kiedy i po co to można zdecydować czy coś z tym zrobić; to wcale nie jest proste i nie następuje szybko; gdy wpada się w wir życia, dużo się dzieje mija niepokój, trochę podobnie tak jak żałoba mija, ale bywa tak, że zostaje niepokój, potrzeba istnienia obaw; gdy złapie się grunt pod nogami podobno warto, zacząć próbować podejmować decyzje czego się chce a czego nie;
    strasznie trudne bywa to pytanie, zwłaszcza gdy wspomnień jest dużo;
  • ovonell 05.02.19, 16:34
    Widzisz, Myslący, wpadłeś na forum coś rozeznać, a tu zostało właśnie zatoczone klasyczne koło i na końcu rozważań, zarówno od tutejszych BPD, jak i i od ich klakierów otrzymałeś znaną od lat odpowiedź:
    - Nie czepiaj się jej! Nie oczekuj, nie wymagaj, nie oceniaj. Nad sobą się lepiej zastanów i pomyśl czy z Tobą jest na pewno wszystko OK oraz nad tym czego to Ty właściwie chcesz (w domyśle: jak trwałeś już w tym dawniej, to czego właściwie chcesz /spodziewasz się/ teraz, kupuj ją z dobrodziejstwem inwentarza /w końcu sam chciałeś i wiedziałeś, że pakujesz się w coś bardzo nie(lub nad;)zwyczajnego, wyjątkowego i na szczególnym poziomie/ albo "nie jesteś gotowy" na to, żeby ją zrozumieć, no i docenić, ale to już przecież Twój problem/).
    :)))
    P.S. Przy tym, co tu się dzieje - klasyczna filozofia starożytna - jest najnowszą, premierową wersją fizyki kwantowej. :)
  • myslacy 05.02.19, 16:50
    Nie do końca zgodzę się z retoryką jaką preferujesz ovonell. Otrzymałem sporo słów otuchy i ciekawych propozycji, bardziej, czy mniej skłaniających do przemyśleń. De facto ze słów osób z BPD, czy jak to nazwałeś, "ich klakierów" mógłbym sobie wywnioskować to samo, co przekazałeś mi w swoim poprzednim komentarzu. Cała sytuacja sprowadza się do tego, żebym działał w zgodzie ze sobą, a komentarze filtrował i odpowiednio je przetwarzał, coby się z sytuacją zgadzały, a dopiero później ewentualnie brał je do przemyślenia. Popadłeś leciutko w nadinterpretację, tak sądzę.
  • ovonell 05.02.19, 17:14
    A co Ty chcesz tu i też w swojej sytuacji - przepraszam - "przetwarzać"? Ty wszystko już wiesz, tylko masz trudność z przyjęciem tej wiedzy. Kobieta, która ma trochę oleju w głowie, zainteresowana związkiem, Tobą, przyszłym domem i rodziną z Tobą - nie robi jazd, nagłych zwrotów nastroju, oczekiwań i planów, jest konsekwentna wobec siebie, Was, Ciebie. Nie dewaluuje Cię po paru miesiącach i nie plecie o tym, że "jest za blisko" oraz, że boi się, że "ją pochłoniesz".
    Z BPD nie stworzysz związku (notabene - nikt nie stworzy, możliwe są jedynie dłuższe lub krótsze epizody, bo z każdym M będzie tak samo, identycznie i do wyrzygania powtarzalnie). Albo i stworzysz - ale musisz wtedy być wybitnym masochistą. I wtedy, nie wiadomo co jest gorsze. Ty się po prostu dałeś uzależnić, laseczka Cię - jak to się mówi - "podłączyła do Ciebie" i teraz pije krew nawet na odległość. Huśtawki emocjonalne uzależniają i łamią wolę bardzo, widać to chociażby w badaniach o niesystematycznych i nieprzewidywalnych wzmocnieniach i karach (stąd znana technika złego i dobrego policjanta). Ty pewnie czujesz jeszcze tę szczepionkę z czasów idealizacji Ciebie przez nią, a nie jakąś "miłość".
    Bycie ratownikiem sobie daruj. Już za chwilę będziesz dla niej tylko namolnym, natrętnym, biegającym za nią słabym i niegodnie łaszącym się pieseczkiem u jej nogi (niech tylko pojawi się u niej nowy gach (i to - wg niej - : na pewno on /nie Ty/ ją uratuje z tego całego złego świata, który to "za grosz nie rozumie jej wyjątkowości"). A na razie - chwilowo - jeszcze jesteś zapewne potrzebny. :(
  • myslacy 05.02.19, 17:55
    Strasznie schematyzujesz sytuację nie znając jej szczegółów, a przypomnę tylko, że BPD jest zaburzeniem, w którym każdy przypadek jest inny pod różnymi względami.
    "Kobieta, która ma trochę oleju w głowie, zainteresowana związkiem, Tobą, przyszłym domem i rodziną z Tobą - nie robi jazd, nagłych zwrotów nastroju, oczekiwań i planów, jest konsekwentna wobec siebie, Was, Ciebie. Nie dewaluuje Cię po paru miesiącach i nie plecie o tym, że "jest za blisko" oraz, że boi się, że "ją pochłoniesz". " - nie zgodzę się, takich rzeczy nie robi kobieta, która nie jest stabilna. Z kobietą, która nie jest stabilna nie myśli się o wspólnych planach, domu i rodzinie, dlatego też nie miałem nigdy dalekosiężnych planów, a takowym planem było jej uzyskanie stabilności, w czym oczywiście pomóc nie mogłem i zamiaru nie miałem, jedynie miałem zamiar jakoś to ułatwić.
  • ovonell 05.02.19, 18:08
    "a przypomnę tylko, że BPD jest zaburzeniem, w którym każdy przypadek jest inny pod różnymi względami.".
    Jasne. I jest ich 256. ;) BPD się różnią, owszem, ale jakoś tak jest, że w związkach to się prawie w ogóle nie różnią (bo to jest najsilniejsze kryterium diagnostyczne).
    "planem było jej uzyskanie stabilności,".
    OK.
    Przeczytaj raz jeszcze własny tytuł wątku.
    Pozdrowienia.
  • leda16 05.02.19, 22:36
    ovonell napisał(a):

    > "a przypomnę tylko, że BPD jest zaburzeniem, w którym każdy przypadek jest inny
    > pod różnymi względami.".
    > Jasne. I jest ich 256. ;)



    Tylko tyle? Może przyjmiemy, że jest ich 365, po jednym na każdy dzień roku :)


    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 06.02.19, 00:05
    "Tylko tyle? Może przyjmiemy, że jest ich 365, po jednym na każdy dzień roku".

    Otóż nie, 365 nie może być. ;)
    Tu chodzi o to, że kiedyś jakiś idiota obliczył, że jak w DSM IV jest 10 kryteriów diagnostycznych w BPD i trzeba spełnić minimum 5 aby dostać etykietkę BPD, to... wychodzi z tego działania "tylko" trochę ponad 250 "kombinacji/odmian borderline". Podchwycił to jakiś młody student w jakiejś swojej "pracy" i ta głupota rodem z totolotka dotarła aż na to forum. :)))
  • leda16 05.02.19, 22:32
    myslacy napisał(a):
    > Strasznie schematyzujesz sytuację nie znając jej szczegółów, a przypomnę tylko,
    > że BPD jest zaburzeniem, w którym każdy przypadek jest inny pod różnymi względ
    > ami.


    Gdyby tak było, ICD można by używać jako podpałki w kominku. Każde zaburzenie osobowości ma kilka cech wspólnych i typowych wzorców funkcjonowania społecznego. Szczegóły konkretnych sytuacji są kwestiami trzeciorzędnymi. Klasyfikacje zaburzeń nie zostały stworzone celem stygmatyzacji, tylko w miarę precyzyjnej diagnostyki.

    --
    www.pmiska.pl
  • border.szary 06.02.19, 00:30
    myslacy napisał(a):
    A może
    > Zdecydowanie, w jej przekonaniu, ucieka, żeby się ratować, przed pochłonięciem
    > i byciem "zbyt blisko", tutaj odnajduję pewien schemat zaburzenia, aczkolwiek t
    > eż czysto ludzko zastanawiające jest to, że stało się to po paru miesiącach byc
    > ia w ogromnej emocjonalnej odległości między sobą.

    Pozostaje pytaniem otwartym, na ile jest to prawdziwa informacja, a na ile dziewczyna 'wkręciła się' w diagnozę i trochę na siłę, chociaż nieświadomie, dopasowuje swoje emocje i zachowania do diagnozy.

    > że on powtórzy się do końca, tj. wróci tak
    > a, jaką ją znałem przez lata i jaką ją kochałem z wzajemnością. Ale boję się, ż
    > e przez ten czas stanie się coś, czego nie mógłbym już jej wybaczyć, to jest ko
    > szmarnie zgniatająca perspektywa wziewająca chaos do moich poczynań i myśli.

    Jeżeli założymy, że to ChAD, to jest to całkiem realna perspektywa. Może być schemat: deprecjacja -mania-norma. I być może ta 'norma' to jest ta, którą kochałeś.
    Ale w manii ludzie często robią rzeczy, których potem się wstydzą i żałują.

    Jedyne, co mogę poradzić, to żebyś poczekał, zobaczył, co czas przyniesie.
    Fajne zdanie w filmie dzisiaj usłyszałam: życie nigdy nie jest takie złe ani takie dobre, jak myślimy.
  • efce13 06.02.19, 21:30
    Borderze.szary, jesteś na tym forum rzadkim unikatem :) ze zdiagnozowanym BPD, więc z ciekawości zapytam u źródła: czy Twoim zdaniem, bardzo fragmentaryczny opis Myślącego cyt:

    << po okresie stricte depresyjnym, poświęconym na leżenie w łóżku bez siły na cokolwiek i reagowanie agresją na wszystko co robiłem, aktualnie po prostu z tego łóżka wstała i poszła w świat wykonując milion aktywności, głównie jest to utrzymywanie powierzchownych znajomości z dużą liczbą osób i znajdywanie hobby/zainteresowań, które są zaraz porzucane.>>

    wpisuje się mniej lub bardziej w zachowania w BPD?
    Może choćby intuicyjnie to czujesz?
  • border.szary 07.02.19, 00:04
    efce13 napisała:

    > Borderze.szary, jesteś na tym forum rzadkim unikatem :) ze zdiagnozowanym BPD,

    > więc z ciekawości zapytam u źródła: (...)
    > wpisuje się mniej lub bardziej w zachowania w BPD?
    > Może choćby intuicyjnie to czujesz?

    Powiem tak: brak wcześniejszych objawów BPD (jeśli rzeczywiście ich nie było, bo równie dobrze mogły być mało nasilone, lub odmienne od opisywanych przez Ovonella); długość stanu depresyjnego oraz stanu pobudzenia mogą sugerować ChAd.
    Z drugiej strony może być i tak, że jej obecne zachowanie jest 'borderowym' wiecznym niepokojem, ucieczką przed sobą, albo jeszcze czymś innym.

    Jednak dla mnie po zachowaniu sądząc to bardziej ChAD

    Ale moja opinia to jak wróżenie z fusów.
  • efce13 06.02.19, 21:22
    Właściwie mogłabym podpisać się obiema rękami pod wpisami Bordera.szarego.
    Tylko jeden szczegół: nie mam wiary, że każdy psychiatra kontroluje sytuację, zwłaszcza, że w kolejnych wpisach dodajesz szczegóły, które każą wątpić w ową kontrolę. Nie wiem na ile trafne są moje spostrzeżenia wyciągnięte z Twoich wpisów. Równie dobrze mogę mylić się w 100%.

    Nie wiem skąd jesteś (z jakiego miasta, i nie pytam o to) i jaką opiekę psychiatryczną ma Twoja była(?). Nie wiadomo jakie doświadczenie ma psychiatra.
    Z diagnozowaniem CHAD naprawdę może być i jest trudno. Zwłaszcza, jeśli w przebiegu są epizody hipomanii. Bardzo często są one niezauważalne dla rodziny i psychiatry, a chory zupełnie nie ma wglądu w siebie. (O tym napisała Tobie Border.szary.) Dlatego CHAD bardzo często jest diagnozowany dopiero po latach od pierwszego epizodu – z mylnym rozpoznaniem depresji/innych zaburzeń. To psychiczna gehenna dla chorych i ich bliskich. Nie jedno życie dosłownie zawaliło się, niejedno zakończyło się samobójstwem (10-15%).

    Zaledwie wzmiankujesz o zachowaniu dziewczyny (to oczywiste na forum, i nie mów nic więcej ponad to, co chcesz/możesz powiedzieć), a i tak nie wiadomo na ile trafnie opisujesz te zachowania, i na ile trafnie można cokolwiek z Twoich opisów wywnioskować.
    Ale już te wycinkowe informacje mogą nasuwać wątpliwości, czy dziewczyna jest prawidłowo zdiagnozowana. Być może tak, a być może nie rozpoznano CHAD.

    Napisałeś, że pierwszy epizod depresyjny miał swoją przyczynę – wyzwalacz (jakiś Twój udział). To mocno kieruje na CHAD, a nie BPD. W BPD wyzwalaczem jest sama bliska relacja – jakieś wskazówki w zachowaniu dziewczyny miałbyś już wcześniej (może miałaś, nie wiem, i nie pytam).

    Wyzwalacz pierwszego epizodu CHAD – JAK NAJBARDZIEJ(!).
    Jeśli dziewczyna ma CHAD, i nie jest prawidłowa leczona - źle leczona antydepresantami, to tragedia, bo mogą pojawić się epizody mieszane i może być tylko gorzej. Twój opis, choć szczątkowy, może jednak sugerować właśnie epizod mieszany - zakładam, że nieświadomie opisujesz to, co jest najbardziej charakterystyczne w zachowaniu dziewczyny, a ja cokolwiek wychwytuję (być może bezcelowo i błędnie).
    Jeśli jednak dziewczyna ma nieprawidłowe rozpoznanie, to cały czas siedzi na bombie zegarowej, która tyka i wiadomo, że wybuchnie.


    Jak najszybsze rozpoznanie CHAD i prawidłowe leczenie jest kluczowe. Ma to fundamentalne znaczenie dla dalszego przebieg choroby. Im wcześniej będzie wdrożone odpowiednie leczenie, tym lepsze rokowanie na przyszłość w odniesieniu do remisji i przebiegu epizodów.
    W CHAD terapia pod kątem zaburzenia jest o kant. Przy CHAD wdrażana jest psychoedukacja, która ma wręcz strategiczne znaczenie. Dzięki niej pacjenci uzyskują świadomość choroby, uczą się z nią żyć, wcześnie rozpoznawać nawroty etc, etc, i przede wszystkim są motywowani do współpracy z lekarzami/psychoterapeutami.

    -------------
    Złapanie jakiejkolwiek równowagi przez Twoją dziewczynę, być może, rozwiązałoby Twoje dylematy – być i trwać, mieć nadzieję, czy świadomie rozstać się.
    Jeśli dziewczyna tej równowagi nie złapie, to na 100% możesz się ewakuować, bo żaden partner nie wytrzyma konsekwencji zachowań wyzwalanych epizodami maniakalnymi czy choćby tylko hipomaniakalnymi.
    Napisałeś cyt.:
    <<Ale boję się, że przez ten czas stanie się coś, czego nie mógłbym już jej wybaczyć, to jest koszmarnie zgniatająca perspektywa wziewająca chaos do moich poczynań i myśli. >>

    Nie leczony CHAD gwarantuje Ci koszmar, a będzie gorzej, niż to, co widzisz teraz. I pewnie niewiele pomoże świadomość, że te zachowania będą dyktowane chorobą, a nie lekkomyślnością, czy nie liczeniem się z partnerem, rodziną lub bliskimi.

    -----
    Nikt nie siedzi w Twoje skórze, i nikt Ci nie powie co zrobić, ale jeśli z jakiś powodów chcesz pomóc dziewczynie (abstrahując od Waszych układów, zależności i Twoich nadziei), to możesz to zrobić stosunkowo łatwo.
    Możesz umówić się z jej psychiatrą na zwykła wizytę (z rejestracją, nigdy nie łap psychiatry w międzyczasie) i powiedzieć jaką rolę pełniłeś/pełnisz w życiu dziewczyny, i opowiedzieć o swoich obserwacjach.

    Prawdopodobnie na Twoją troskę o dziewczynę lekarz zareaguje przychylnie.
    Czy Twoje informacje będą znaczące dla niego? Nie wiem. Może jego diagnoza jest prawidłowa. Ale jeśli nie, to Twoje spostrzeżenia mogą być bezcenne przy następnym epizodzie depresyjnym – napisała o tym Border.szary. Lekarz nie ma prawa udzielać informacji o pacjencie osobom trzecim, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Ciebie wysłuchał.
    Nie Ty pierwszy przeszedłbyś tę ścieżkę. Takie zachowania znam, i nie są to przypadki wyjątkowe przy zaburzeniach psychicznych, i nie są naganne. Zawsze przy takich rozmowach poprosi się o dyskrecję.

    --------------
    Są uzasadnione dylematy, o których napisała Ci Brzask.
    Czy zawsze należy/można pomóc? Na pewno nie. Czy w Twojej sytuacji można pomóc nie oglądając się na rodzinę i wbrew woli dziewczyny? Nie wiem.

    Sam najlepiej wiesz, w jakich relacjach jesteś z jej rodzicami, co oni wiedzą i mówią, a czego nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć/powiedzieć, i co tylko Ty zobaczyłeś w zachowaniach dziewczyny.
    Tylko Ty wiesz gdzie tkwisz w układzie ona-rodzina-Ty.
    Natomiast wiem jedno: jeśli dziewczyna ma niezdiagnozowany CHAD, to na 100% będzie gorzej.
  • myslacy 07.02.19, 10:17
    Cóż, z psychiatrą skontaktowałem się swojego czasu na własną rękę i przekazałem mu pewną informację, aczkolwiek nie zareagował przychylnie, ba, stanowczo nadmienił, że jakiekolwiek informacje jakie mu mogę przekazać muszą być przekazane za zgodą mojej byłej partnerki. Inna sprawa jest taka, że tą zgodę miałem, umówiliśmy się, że zadzwonię do niej podczas wizyty i porozmawiam z psychiatrą. Mi powiedziała, że sobie wyraźnie tego nie życzył - on był bardzo zdziwiony i o niczym takim nie słyszał.
  • myslacy 07.02.19, 10:25
    Dopowiadając, psychiatra jest bardzo doświadczony i pracuje z wieloma ciężkimi klinicznymi przypadkami od lat. Rodzina niekoniecznie jest dobrym oparciem w tym przypadku, albowiem to ona jest zdecydowanym podłożem zaburzeń, co też nie zmienia faktu, że mam z nią dobry kontakt, jestem bardzo kontaktowym człowiekiem. Trafność opisów jest w miarę obiektywna, przez ostatnie kilka miesięcy zapisywałem sobie po prostu zachowania i stany, które zaobserwowałem, na wypadek, gdyby miało się to kiedyś przydać, bo nic więcej zrobić nie mogłem. Swojego czasu była partnerka opowiadała mi o maniach, mówiąc też, że ona również ma takie epizody, aczkolwiek całkowicie wypierała się stwierdzonego Chadu - po prostu zapytałem.
  • efce13 07.02.19, 21:13
    Nie wiem (i nie pytam), co powiedziałeś psychiatrze, i w jakiej atmosferze toczyła się rozmowa. Ja nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby psycholog/psychiatra spławił słowami, które przytoczyłeś. Oczywiście, mówię tu o rozmowie umówionej wizycie (rejestracja). Natomiast spotkałam się z sytuacją, gdy opiekunka osoby obłożnie chorej (bez rodziny) zwróciła lekarzowi uwagę na poważne odleżyny. Lekarz 'dialog' zakończył słowami rzuconymi na odchodne: a ch…j mnie to obchodzi.
    No cóż, lekarz, to też człowiek ...


    Z Twoich kolejnych wpisów wnoszę, że chyba zrobiłeś wszystko, co mogłeś zrobić dla dziewczyny i … siebie w odniesieniu do niej.
    Więc nie walcz dłużej z czymś, na co NIE MASZ ŻADNEGO WPŁYWU. W tej patowej sytuacji: paradoxalnie, Twoja obecność przy dziewczynie i wspieranie jej może tylko przedłużać patologię, w której ona funkcjonuje. Czasem trzeba sięgnąć dna, żeby móc się odbić i chcieć walczyć o siebie – daj jej tę przykrą możliwość, bo innego wyjścia chyba już nie masz.

    ------------
    Wracam do Twojego wątkowego pytania „Co ja właściwie robię?”
    Odpowiem to co mi się wydaje: odbijasz się ciągle o mur niemożliwości swoich i dziewczyny.

    Napisałeś cyt:
    <<moje ruchy są dla mnie całkowicie niezrozumiałe i kłócą się z moim rozumowaniem i tym co robić powinienem. Ba, zaczynam dość solidnie wątpić we własną zdolność do oceny czego tak naprawdę chcę. >>

    Być może dobrym podejściem na 'od zaraz', byłaby spokojna i systematyczna praca nad pozbieraniem się w całość. Na forum dostałeś sporo sygnałów kierujących Twoją uwagę na samego siebie - także od expartnerów (trust21 i kratka5).

    Jeśli Cię stać, to rozważ kilka sesji z dobrym psychologiem (nie jest Ci potrzebny terapeuta). Tobie wystarczy spokojna ale wnikliwa rozmowa wspierająca, która będzie celowana na konkretne Twoje AKTUALNE problemy.
    Masz spory wgląd w siebie. To znaczy, że dużo zyskałbyś na rozmowie z doświadczonym psychologiem.


    Życzę szybkiego poskładania się jakąkolwiek wybraną przez Ciebie drogą.


    ---------
    Przykro mi, że Twój wątek zaśmieca krzykliwy, złośliwy i niebezpieczny troll: leda16. Na forum Depresja leda16 została zbanowana. Na post dziewczyny z prawdopodobnymi myślami samobójczymi odpowiedziała, żeby szukała drzewa, bo szkoda maszynisty.
    Na tamtym forum obecny jest psychiatra, który zgłosił post do moderacji i skomentował zachowanie ledy16:
    forum.gazeta.pl/forum/w,99,167052919,167052919,Mysli_s.html?p=167052919

    Czy możliwa jest autorefleksja ledy16? NIE
    Tu odpowiedz ledy16 na przypomnienie jej bezmyślnego i niebezpiecznego wpisu:
    forum.gazeta.pl/forum/w,35861,167452893,167452893,Jak_rozwiesc_sie_z_borderem_zeby_sie_nie_mscil_.html?p=167460932

    Nie słyszałam o autorefleksyjnym trollu. Pozostaje przyzwyczaić się do trollowego syfu :)


    Jeszcze raz: życzę poskładania się!
  • myslacy 07.02.19, 21:50
    W chwili obecnej regularnie chodzę na spotkania z psychologiem, staram się też poskładać życie osobiste w całość, bo niestety poświęciłem je całe dla osoby, która mnie zostawiła i jestem kilometry od znajomych i rodziny. Aktualnie też nie tyle ją wspieram, co staram się być obok...a z dnia na dzień ona jest obok i wspiera MNIE coraz bardziej, co daje mi jednak pewne pozytywne zapatrywania. Nienawistnikami się nie przejmuję, studiuję to forum już od jakiegoś czasu. Dziękuję Ci serdecznie za ciepłe słowa i pozdrawiam :)
  • efce13 09.02.19, 19:20
    Masz spotkania z psychologiem, ale napisałeś na forum, i to o krytycznie ważnym problemie-dylemacie (pytanie w tytule Twojego wątku).
    Widzisz tu jakąś lukę w swojej pracy z psychologiem?

    Na forum dostałeś sporo do przemyślenia i sporo ostrzeżeń zwłaszcza w odniesieniu do siebie. Nie mniej ważne są Twoje kolejne odpowiedzi, w których widać niespójności.
    Jak najbardziej rozumiem: masz mętlik w głowie przy wychodzeniu z koszmaru – on jest zupełnie normalny i oczywisty.
    Może wydrukuj cały wątek, pozakreślaj flamastrem istotne kwestie-dylematy, i zmierz się z nimi sam raz jeszcze, a później wróć do nich z psychologiem?
  • leda16 07.02.19, 16:18
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • border.szary 07.02.19, 20:28
    leda16 napisała:

    > efce13 napisała:
    >
    > Och, na pewno Brzask.

    Hmmm... Trust21 też gufno wie?

    A co do rozmowy z psychiatrą - obowiązuje do tajemnica lekarska, ale wysłuchać opinii osób trzecich może. To nie jest karalne, a jeżeli jednak jest, to podaj paragraf. Jak zechcę zrobić karierę, to pozwę szpital, bo bez mojej zgody z rodziną ich lekarz o mnie rozmawiał (chociaż sam informacji im o mocy stanie zdrowia nie udzielił)
  • efce13 07.02.19, 21:23
    Nie chcę tracić czasu odpowiadając na strzeliste idiotyzmy ledy16. Toż ona ma problem z rozumieniem prostych tekstów. Paple bez związku - to, co jej ślina na język przyniesie. Może jutro zdołam wskrzesić w sobie chęć do dialogu z trollem, który i tak pozostanie trollem.
  • leda16 05.02.19, 10:15
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • myslacy 05.02.19, 11:46
    Och, nie sądziłem, że sobie zasłużyłem na takie pejoratywy. W każdym razie, zawiadomienie na wszelkie możliwe sposoby zostało już dawno wykonane, mam bardzo dobry kontakt z jej rodziną, aczkolwiek zostałem uprzedzony przez klasyczne "nie wierzcie mu, ja się świetnie czuję" i najwyraźniej zadziałało.
  • leda16 05.02.19, 13:04
    "Dawno" panna mogła być w lepszym stanie psychicznym. Jakież to "pejoratywy" zawiera sugestia, by zawiadomić rodzinę, że jest gorzej? Niech idą z nią do psychiatry, który im wyjaśni czym jest CHAD i niezbędność starannej opieki nad osobą ewidentnie psychicznie chorą. Nawiasem mówiąc, jeśli zostaje rozpoznane CHAD, to wszelkie zaburzenia osobowości traktuje się jako "osobowość chorobowo zmienioną" i cały ogień farmakologiczny skierowany zostaje na uzyskanie remisji ostrych objawów a nie na "leczenie" zaburzeń osobowości. Później psychologowie wspomagają i rozwijają tylko mechanizmy przystosowawcze pacjenta. Jej "czujstwo" nie ma tu nic do rzeczy. W manii człowiekowi wydaje się, że mógłby góry przenosić a tak nie jest. W urojeniach wielkościowych "czujstwo" też jest rewelacyjne. Jeśli to wszystko zrobiłeś, możesz pozostawać tylko z czystym sumieniem, w charakterze widza. Natomiast jeśli widzisz w niej przyszłą żonę i matkę swoich dzieci, dalszy scenariusz będzie się kręcił tak, jak to "ovonell" napisał. Decyzja należy do Ciebie.

    --
    www.pmiska.pl
  • myslacy 05.02.19, 13:26
    Mam wrażenie, że wiesz, że to nie w tej sugestii zawierają się pejoratywy. Zawiadomienie poszło w momencie, w którym nastąpiła zmiana, która się kontynuuje. Nie mam informacji na temat zdiagnozowania Chadu, chociaż dobrane leki i dostępna mi wiedza sugeruje, że to może być to. Poza tym jak najbardziej zostały wykonane wszelkie działania, które wykonać mogłem, bez rezultatów, więc aktualnie po prostu się przyglądam i czekam na kolejny etap.
  • border.szary 06.02.19, 00:39
    myslacy napisał(a):

    > Mam wrażenie, że wiesz, że to nie w tej sugestii zawierają się pejoratywy.

    Obawiam się, że Leda nie wie...
  • robin_z_hut 05.02.19, 12:42
    Tylko wówczas narazisz się na wyjątkowe nieprzyjemności ze strony rzeczonej pacjentki. No cóż, wybory wybory... Pomóc to nie zawsze zrobić wszystko zgodnie z przekonaniami zaburzonej osoby. Jedno jest pewne i zaznaczone w jednej z powyższych odpowiedzi: to nie jest twoja wina, ani twoje obciążenie, więc nie powinieneś brać za to odpowiedzialności. Jeśli przyjmiesz to na siebie, to prędzej czy później ładunek okaże się zbyt ciężki. Piszę to z punktu widzenia faceta, który zmaga się z podobnymi problemami i bardzo chciałby umieć zastosować się do własnych rad. przy okazji postanowiłem nie zgodzić się z opluwaniem zaburzonych osób. Doświadczenie mi mówi, że choroba psychiczna czy zaburzenie (albo co gorsza duet) wiąże się z przechodzeniem przez piekło dzień za dniem. Oczywistym jest, że funkcjonując we własnym piekle trudno ofiarować cokolwiek innego aniżeli. Osoba niezaburzona powinna zdawać sobie z tego sprawę. Nie wykorzystywać dla własnych celów i nie dawać się wmanipulować w szkodliwe dla obu stron historie. Ale to oczywiście teoria.
  • leda16 05.02.19, 13:25
    robin_z_hut napisał:
    Pomóc to nie zawsze zrobić wszystko zgodnie z
    > przekonaniami zaburzonej osoby.


    Odnoszę wrażenie, że nie widzisz podstawowej różnicy między człowiekiem z zaburzeniami osobowości i chorym psychicznie. W tym drugim wypadku skutecznie pomóc może wyłącznie rodzina. Pomóc, to znaczy np. złożyć do sądu wniosek o przymusowe leczenie, co pacjent zwykle - z uwagi na brak poczucia choroby - odbiera jako zagrożenie, pilnować, nadzorować, kontrolować systematyczne branie leków, ponieważ często, mimo ich brania następuje nawrót choroby. Zresztą nawet wówczas odpowiedzialność spoczywa na sądzie rodzinnym. Rodzina ponosi wyłącznie odpowiedzialność moralną, gdy psychotyka zostawi samemu sobie.



    Doświadczenie mi mówi, że choroba psychiczna czy zaburzenie (albo co gorsz
    > a duet)


    Tutaj nie ma żadnych "duetów". Leczy się chorobę, zmiany chorobowe bądź defekt psychotyczny. Ani psychiatra ani psycholog kliniczny nie rozpozna zaburzeń osobowości u psychotyka, tylko osobowość chorobowo zmienioną w przebiegu... np. schizofrenii, ZUA, CHAD, z.urojeniowych, zespołów psychoorganicznych - np. słynny "zespół czołowy" Odnośnie schi. tutaj mówi się też o osobowości przedchorobowej, zanim schi. zostanie rozpoznana.
    --
    www.pmiska.pl
  • border.szary 05.02.19, 14:06
    leda16 napisała:

    > Odnoszę wrażenie, że nie widzisz podstawowej różnicy między człowiekiem z zabur
    > zeniami osobowości i chorym psychicznie. W tym drugim wypadku skutecznie pomóc
    > może wyłącznie rodzina. Pomóc, to znaczy np. złożyć do sądu wniosek o przymuso
    > we leczenie, co pacjent zwykle - z uwagi na brak poczucia choroby - odbiera ja
    > ko zagrożenie, pilnować, nadzorować, kontrolować systematyczne branie leków, po
    > nieważ często, mimo ich brania następuje nawrót choroby. Zresztą nawet wówczas
    > odpowiedzialność spoczywa na sądzie rodzinnym.

    Nie tak łatwo umieścić kogoś wbrew jego woli w szpitalu psychiatrycznym.
    Z rodziną r

    > Tutaj nie ma żadnych "duetów". Leczy się chorobę, zmiany chorobowe bądź defekt
    > psychotyczny. Ani psychiatra ani psycholog kliniczny nie rozpozna zaburzeń osob
    > owości u psychotyka, tylko osobowość chorobowo zmienioną w przebiegu... np. sch
    > izofrenii, ZUA, CHAD, z.urojeniowych, zespołów psychoorganicznych - np. słynny
    > "zespół czołowy" Odnośnie schi. tutaj mówi się też o osobowości przedchorobowe
    > j, zanim schi. zostanie rozpoznana.

    Oczywiste głupoty piszesz. Ale już nawet nie chce mi się tego prostować.
  • ovonell 05.02.19, 14:12
    "Tutaj nie ma żadnych "duetów". Leczy się chorobę, zmiany chorobowe bądź defekt psychotyczny. Ani psychiatra ani psycholog kliniczny nie rozpozna zaburzeń osobowości u psychotyka, tylko osobowość chorobowo zmienioną w przebiegu... np. schizofrenii, ZUA, CHAD, z.urojeniowych, zespołów psychoorganicznych - np. słynny "zespół czołowy" Odnośnie schi. tutaj mówi się też o osobowości przedchorobowej, zanim schi. zostanie rozpoznana.".

    Niby duetów nie ma, ale czasem objawy BPD i ChAD są tak bliskie u danej osoby, że niekiedy trudno to odróżnić u niektórych osób (nie ma "czystego"/wzorcowego zaburzenia borderline, tak jak nie ma czystego/wzorcowego/maksymalnego neurotyzmu na przykład). Poza tym, nie rzadką praktyką psychiatrów (znienawidzą mnie za to;)) jest celowe diagnozowanie ChAD u osób BPD (bo wtedy istnieją ew. możliwości w stylu: renta, pomoc społeczna, refundacja leków itp. - to wszystko dostępne przy chorobie, a nic z tego przy samym zaburzeniu osobowości). Nikt jeszcze nie dostał zwolnienia lekarskiego na borderline (najczęściej BPD wychodzą z ew. zwolnieniem na depresję).
  • leda16 05.02.19, 22:17
    ovonell napisał(a):
    > Niby duetów nie ma, ale czasem objawy BPD i ChAD są tak bliskie u danej osoby,
    > że niekiedy trudno to odróżnić u niektórych osób (nie ma "czystego"/wzorcowego
    > zaburzenia borderline,


    Toteż nie piszę, że jest, natomiast w trakcie hospitalizacji bardzo łatwo odróżnić bordera nawet w stanie dekompensacji psychotycznej, od hospitalizowanej CHAD. Inne nasilenie, czasokres objawów ostrych, dynamika procesu.


    tak jak nie ma czystego/wzorcowego/maksymalnego neurotyz
    > mu na przykład).


    Pozwolę sobie jednak zauważyć mój znakomity Kolego, że w testach psychometrycznych Eysencka, poziom neurotyzmu jest mierzalny i zawarty w pewnych liczbowych granicach pomiędzy 1 a 10 stenów. O najnowszych wersjach Wiskada też pewnie słyszałeś + wielostronność uzyskanych danych (rodzina, psychometria, psychoterapia, raporty pielęgniarskie, diagnostyka neurologiczna. No nie sposób się pomylić.


    Poza tym, nie rzadką praktyką psychiatrów (znienawidzą mnie za
    > to;)) jest celowe diagnozowanie ChAD u osób BPD (bo wtedy istnieją ew. możliwo
    > ści w stylu: renta,


    Nie koniecznie muszą posuwać się tak daleko, skoro do zwolnienia lekarskiego wystarczą zwykłe zaburzenia depresyjne (wszystko z grupy F 41) Zaś co do renty ZUS niezbędny jest długi, co najmniej ponad 5 lat okres ciągłego leczenia w tym kilka hospitalizacji. Renta socjalna należy się ludziom z minimum umiarkowaną niepełnosprawnością, na dodatek przy ściśle określonych kryteriach dochodowych. A zasiłek socjalny: 400 zł. m-c, dostaje każdy bezdomny i zarazem bezrobotny, przy czym MOPS lub GOPS niemalże przemocą pchają ich na komisję d/s Niepełnosprawności. Procedura jest długa, uciążliwa, warunkowana przepisami dodatkowymi, więc wątpię, czy border wykazałby się stosowną desperacją, aby tym wymaganiom sprostać. Zresztą ani psychiatrzy ani orzecznicy aż takimi altruistami nie są.



    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 06.02.19, 00:30
    "Pozwolę sobie jednak zauważyć mój znakomity Kolego, że w testach psychometrycznych Eysencka, poziom neurotyzmu jest mierzalny i zawarty w pewnych liczbowych granicach pomiędzy 1 a 10 stenów. O najnowszych wersjach Wiskada też pewnie słyszałeś + wielostronność uzyskanych danych (rodzina, psychometria, psychoterapia, raporty pielęgniarskie, diagnostyka neurologiczna. No nie sposób się pomylić.".

    Testów EPI zrobiłem w swoim życiu pewnie setki i nigdy nie spotkałem się z przypadkiem kogoś na 10 stenie neurotyzmu - takich ludzi jest poniżej 2% (i to w całej populacji ludzkiej, a nie w zbiorze osób zaburzonych - więc można założyć, że idealny/czysty/wzorcowy neurotyzm nie występuje, tak jak nie występuje idealne BPD, bo ile jest borderów spełniających wszystkie co do joty kryteria diagnostyczne, ano niewielu).
  • ovonell 06.02.19, 00:53
    "Nie koniecznie muszą posuwać się tak daleko, skoro do zwolnienia lekarskiego wystarczą zwykłe zaburzenia depresyjne (wszystko z grupy F 41)"

    Toteż to właśnie napisałem.

    "Zaś co do renty ZUS niezbędny jest długi, co najmniej ponad 5 lat okres ciągłego leczenia w tym kilka hospitalizacji. Renta socjalna należy się ludziom z minimum umiarkowaną niepełnosprawnością, na dodatek przy ściśle określonych kryteriach dochodowych. A zasiłek socjalny: 400 zł. m-c, dostaje każdy bezdomny i zarazem bezrobotny, przy czym MOPS lub GOPS niemalże przemocą pchają ich na komisję d/s Niepełnosprawności. Procedura jest długa, uciążliwa, warunkowana przepisami dodatkowymi, więc wątpię, czy border wykazałby się stosowną desperacją, aby tym wymaganiom sprostać. Zresztą ani psychiatrzy ani orzecznicy aż takimi altruistami nie są.".

    To wszystko prawda. Ale co zrobić kiedy u niektórych osób jest naprawdę trudno zdiagnozować i rozróżnić - czy ChAD, czy BPD. Znalem przypadki, że pierwotną diagnozą był chad, potem następną było bpd, a po paru latach wracano do chad (odwrotne znam też). Albo niektóre osoby już "tak mają", albo u nich zaburzenia jakoś ewoluują na przestrzeni długich lat.
  • border.szary 06.02.19, 01:35
    leda16 napisała:

    > Toteż nie piszę, że jest, natomiast w trakcie hospitalizacji bardzo łatwo odró
    > żnić bordera nawet w stanie dekompensacji psychotycznej, od hospitalizowanej C
    > HAD. Inne nasilenie, czasokres objawów ostrych, dynamika procesu.
    >
    Ale nie da się odróżnić depresji w przebiegu BPD od depresji w ChAD czy ChAJ.
    Czasami pomaga wywiad z rodziną, ale też nie zawsze (hipomanię najczęściej nikt nie postrzega jako patologii)

    > Poza tym, nie rzadką praktyką psychiatrów (znienawidzą mnie za
    > > to;)) jest celowe diagnozowanie ChAD u osób BPD (bo wtedy istnieją ew. m
    > ożliwo
    > > ści w stylu: renta,
    >
    >
    > Nie koniecznie muszą posuwać się tak daleko, skoro do zwolnienia lekarskiego wy
    > starczą zwykłe zaburzenia depresyjne (wszystko z grupy F 41) Zaś co do renty ZU
    > S niezbędny jest długi, co najmniej ponad 5 lat okres ciągłego leczenia w tym k
    > ilka hospitalizacji. Renta socjalna należy się ludziom z minimum umiarkowaną ni
    > epełnosprawnością,

    Altruiści, nie altruiści - i w zusie, i przy orzekaniu o niepełnosprawności trzeba dostarczyć dokumentację medyczną. Czyli co? lekarz miałby fałszować dokumentację?

    Tak jak nie jest prawdą, że prostytutki nie można zgwałcić, tak nie jest prawdą, że osoba z BPD nie może zachorować na depresję i ChAd.
  • ovonell 06.02.19, 02:43
    "Altruiści, nie altruiści - i w zusie, i przy orzekaniu o niepełnosprawności trzeba dostarczyć dokumentację medyczną. Czyli co? lekarz miałby fałszować dokumentację?".

    Nie. Po prostu jak u danej osoby na 80% pasuje i bpd i chad - wpisują chad (to w końcu u niektórych osób całkiem podobna i dolegliwość i "epidemiologia", przebieg trochę różny ale i borderom zdarzają się dłuższe fale skrajnych zmian nastrojów i chadowcom krótkie deprechy po dwóch dniach haju).

    "Tak jak nie jest prawdą, że prostytutki nie można zgwałcić, tak nie jest prawdą, że osoba z BPD nie może zachorować na depresję i ChAd.".

    Można i oszusta oszukać. Ale moment. Nie mylmy pojęć. W bpd depresja to też swoisty objaw, a nie prawdziwa dolegliwość (podobnie jak w chad). Wszystkich to myli (bo depresja to choroba, a bpd nie), ale nadrzędnym problemem borderów (przyczyną) jest BPD, a nie depresja (to tu taka: choroba-skutek w "jedynie-zaburzeniu"). ChAD (czy BPD) nie "choruje sobie" na depresję, bo (tu) depresja to jest symptom/objaw ChAD/BPD.
    Mogę być chory na grypę i zaraz potem na zapalenie gardła (ale głOwnie choruję na grypę).
    Osoby z AIDS często zapadają ma zapalenie płuc, ale to nie tak, że dopadło ich zapalenie płuc, tylko to efekt niskiej odporności organizmu. Czyli poprzez wirus HIV (główna diagnoza) zapadli na zapalenie płuc.
    W medycynie takie skakanie międzydiagnostyczne nie jest aż tak dowolne i proste (może poza nowotworami).
    Osoba z chad - w pewnym sensie - nie może zachorować na depresje (bo w pewnym sensie już na nią choruje, tylko że u niej jest to już tylko objaw/symptom samego chad, a nie oddzielna, klasyczna diagnoza).

    Także ostrożnie z tym "zachorować" sobie na depresję
    (oczywiście trzymając się żelaźnie diagnoz, F-ek, itd. należałoby też zapytać ile jest dysforii w depresji, depresji w chad, itp., ale też ot ta, dowolnie sobie w tym wszystkim nie można żonglować wg uznania).
  • leda16 06.02.19, 09:56
    border.szary napisał(a):
    Ale nie da się odróżnić depresji w przebiegu BPD od depresji w ChAD czy ChAJ.


    Przebieg psychozy jest zupełnie inny niż funkcjonowanie osób z zab. osobowości.


    > Czasami pomaga wywiad z rodziną, ale też nie zawsze (hipomanię najczęściej nikt
    > nie postrzega jako patologii)


    Pacjent często tak, gdyż nie ma poczucia choroby. Natomiast otoczenie jak najbardziej zwłaszcza, gdy delikwent coraz bardziej się rozkręca.





    > Tak jak nie jest prawdą, że prostytutki nie można zgwałcić, tak nie jest prawdą
    > , że osoba z BPD nie może zachorować na depresję i ChAd.



    Pewnie piszę niekomunikatywnie :(




    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 06.02.19, 11:57
    border.szary napisał(a):
    Ale nie da się odróżnić depresji w przebiegu BPD od depresji w ChAD czy ChAJ.

    Depresję może i trudno odróżnić, ale BPD wpadają w depresję wyłącznie podczas kryzysów (na co dzień hołdują raczej dysforii - to taka drażliwa forma depresji, co widać i po tym forum ;)).



  • border.szary 06.02.19, 00:53
    robin_z_hut napisał:

    > Doświadczenie mi mówi, że choroba psychiczna czy zaburzenie (albo co gorsz
    > a duet) wiąże się z przechodzeniem przez piekło dzień za dniem. Oczywistym jest
    > , że funkcjonując we własnym piekle trudno ofiarować cokolwiek innego aniżeli.
    > Osoba niezaburzona powinna zdawać sobie z tego sprawę.

    Osoby niezaburzone najczęściej nie rozumieją tego, o czym piszesz.
    Jest to o tyle zrozumiałe, że każdy próbuje porównywać przeżycia innych do własnych doświadczeń.
    A jeśli nie doświadczył, to nie przyjmuje do wiadomości. Najczęściej.
  • leda16 06.02.19, 10:02
    border.szary napisał(a):

    > Osoby niezaburzone najczęściej nie rozumieją tego, o czym piszesz.
    > Jest to o tyle zrozumiałe, że każdy próbuje porównywać przeżycia innych do wła
    > snych doświadczeń.
    > A jeśli nie doświadczył, to nie przyjmuje do wiadomości. Najczęściej.


    Z tego prosty wniosek, funkcjonujący zresztą w psychoterapii, że póki nie ześwirujesz, nie nadajesz się na psychiatrę :))) Jesteś głupcem, który "nie rozumie wyjątkowości i głębi zaburzeń osobowości.




    --
    www.pmiska.pl
  • efce13 06.02.19, 20:41
    leda16 napisała:

    > Z tego prosty wniosek, funkcjonujący zresztą w psychoterapii, że póki nie ześwi
    > rujesz, nie nadajesz się na psychiatrę :))) Jesteś głupcem, który "nie rozumie
    > wyjątkowości i głębi zaburzeń osobowości.


    Czasem własne problemy pozwalają lepiej zrozumieć podobne problemy u innych.
    Przykładem jest tu Marsha Linehan – twórczyni terapii DBT, która cierpiała na ciężkie BPD

    Toteż Linehan stworzyła terapię DBT dla BPD o najcięższym przebiegu – dla tzw. przypadków nierokujących, z poważnymi samookaleczeniami i myślami samobójczymi.
    DBT okazała się na tyle skuteczna, że po niezbędnych modyfikacjach wykorzystywana jest w leczeniu innych zaburzeń.


    Z drugiej strony:
    ornitolog nie musi umieć fruwać.

    Tu nie ograniczona liczba przykładów, a wśród nich np. Otto Kernberg.

    Światowej sławy twórca koncepcji organizacji osobowości borderline, jak i autor terapii TFP (Transerence Focus Psychoterapy) opracowanej dla pacjentów z BPD.


    Oba podejścia (BPD i TFP) należą do tzw. Terapii opartych na dowodach – o zweryfikowanych naukowo skutecznościach - są oficjalnie rekomendowane przez APA (The American Psychiatric Association). Automatycznie są uznawane przez wszystkich środowiska profesjonalnie zajmujące się BPD.

    ----------
    Jak widać, nie ważne czy świr, czy zdrowy. Łatwo zrozumieć wyjątkowość każdego człowieka, także tego z BPD - może tym bardziej wyjątkowego.
    Wystarczy, że się nie jest zadufanym w sobie głupcem.

  • border.szary 07.02.19, 00:37
    leda16 napisała:

    > border.szary napisał(a):
    >
    > > Osoby niezaburzone najczęściej nie rozumieją tego, o czym piszesz.
    > > Jest to o tyle zrozumiałe, że każdy próbuje porównywać przeżycia innych
    > do wła
    > > snych doświadczeń.
    > > A jeśli nie doświadczył, to nie przyjmuje do wiadomości. Najczęściej.
    >
    >
    > Z tego prosty wniosek, funkcjonujący zresztą w psychoterapii, że póki nie ześwi
    > rujesz, nie nadajesz się na psychiatrę :)))

    Podałam 'najczęściej'.
    Poza tym traktowanie np. objawów BPD jak jakiegoś kosmosu, czegoś niedostępnego śmiertelnikom zwykłym jest idiotyzmem.
    Każdy w pierwszej fazie zakochania trochę idealizuje.
    Każdemu chociaż raz zdarzyło się kupić coś pod wpływem impulsu.
    Dewaluację innych możemy obserwować codziennie czytając komentarze w necie ...etc... itd...

    Zaburzenia i choroby psychiczne nie są jakimiś wyjątkowymi doznaniami. Po prostu skala jest większa.
    Większa idealizacja, większa impulsywność, większy lęk... I właśnie to 'więcej' sprawia trudność.

    Mam już dość tego piepszenia o tym, jak to bordery myślą o sobie, że są wyjątkowe... BPD nie czyni mnie wyjątkową.
    Wyjątkowe są moje zdolności, które bez BPD byłyby o wiele lepiej wykorzystane.
  • brz_a_sk 07.02.19, 16:23
    border.szary napisał(a):

    > Wyjątkowe są moje zdolności, które bez BPD byłyby o wiele lepiej wykorzystane.<

    na pewno to co zaburza to zaburza, ogranicza, co chore to chore ale wiesz jak jest kto nie słyszy widzi więcej, kto nie widzi słyszy i czuje więcej, kto nie ma rąk odpala możliwości niedostępne reszcie ludzkości;
    a wracając do problemów osób bardziej skomplikowanych w jakikolwiek sposób, to przecież wśród nich statystycznie zdecydowanie wiecej wybitnych dowódców, poetów, bardów i aktorów ...

    jeśli chcesz odpowiedz sobie, którą ze swoich cech "oddałabyś" za darmo; jest pewne zastanowienie jak wiele odda się gdy dusza boli (bardziej niż rak fizycznie, łatwo nie wierzą w to ci których nie boli, ale psychiatrzy jasno mówią o mocy i braku szans na znieczulenie bólu życia); żaden twórca nie potrafi zrezygnować ze swojego latania;
    może wystarczy ważne dla wielu stwierdzenie, że wszystko jest po coś; przy czym daleka jestem od pomysłu, że cierpienie uszlachetnia i mądre jest biczowanie się :) no nie!)
    nie bronię tezy, że jak ktoś jest wysoki to dalej widzi, czyli więcej :) a gdzie tam; ale życie osób z BPD i nie tylko tym skomplikowaniem, bywa niezwykłe, ba bywa obiektem westchnięć świata - nawet, czasem :)
    nie ma co dawać sobie wchodzić na głowę z powodu super wrażliwości - tak jak myślę; a jak ktoś nie lubi np blondynek w swoim życiu to niech omija a nie gdera, że będzie wyrywał nieznośne kudły "jak mu się taka nie przemaluje na zyczenie" i tak przez najbliższe sto lat :P
  • leda16 07.02.19, 18:38
    brz_a_sk napisała:
    > na pewno to co zaburza to zaburza, ogranicza, co chore to chore


    Jednak wielki błąd popełnia, kto stawia znak równości między zaburzeniem i chorobą oraz nienormalnością a głupotą.


    > a wracając do problemów osób bardziej skomplikowanych w jakikolwiek sposób, to
    > przecież wśród nich statystycznie zdecydowanie wiecej wybitnych dowódców, poetó
    > w, bardów i aktorów ...


    Między skomplikowaniem, oryginalnością, talentem a zaburzeniem osobowości nauka stawia jasne i czytelne granice. Trzeba dużo złej woli, aby udawać, że one nie istnieją. Van Gogh, Nietzsche, Schopenhauer, Nikifor, to byli twórcy ewidentnie psychicznie chorzy, nie osobowościowo zaburzeni. Dla tych drugich, sednem zainteresowania jest czubek własnego nosa, więc może dlatego w większości dziedzin sztuki i nauki są nieobecni.


    jest
    /godne zastanowienia / (korekta moja) pewne zastanowienie jak wiele odda się /komu?/ gdy dusza boli (bardziej niż rak fizyczn
    > ie,


    Nie życzę Ci Brzask, by ktoś z Twoich bliskich lub Ty sama umierała na raka. Może tylko wówczas przestałabyś wypisywać horrendalne brednie. "Dusza" nie ma szlaków i zakończeń nerwowych, nie jest tworem materialnym i nie boli. Ból jest czysto fizycznym zjawiskiem. "Dusza", choć wolę słowo psychika - wytwarza emocje: lęk , strach, gniew. One nie bolą.


    psychiatrzy jasno mówią o mo
    > cy i braku szans na znieczulenie bólu życia);


    Ty tak mówisz i jesteś w błędzie. Psychiatrzy bzdur nie plotą. Dają leki, które wyciszają złe emocje. Od bólu są kliniki, skalpele i morfina.


    > może wystarczy ważne dla wielu stwierdzenie, że wszystko jest po coś;


    Naturalnie, po coś... do czegoś... W czasach siermiężnego socjalizmu prasa pisała: "studenci do nauki, pisarze do pióra...!" a d..a do srania dodawali czytelnicy...Tak mi się jakoś Twoje wywody skojarzyły :)


    ale życie osób z BPD i nie tylko tym skomplikowaniem, bywa niezwykłe, ba
    > bywa obiektem westchnięć świata - nawet, czasem :)


    Nikt nam nie kadzi, więc okadzajmy się sami własnym pustosłowiem.





    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 07.02.19, 19:36
    brz_a_sk:
    "nie bronię tezy, że jak ktoś jest wysoki to dalej widzi, czyli więcej :) a gdzie tam; ale życie osób z BPD i nie tylko tym skomplikowaniem, bywa niezwykłe, ba bywa obiektem westchnięć świata - nawet, czasem :)".

    Odpowiem parafrazując klasyczną filmografię ździebko:
    Nieźle Wam się siostry we łbach poj@b@ało, całkiem nieźle...

    Przepraszam, ale ja odpadam. Z całym szacunkiem, uznaniem, tolerancją i pokorą: sorry, to (tu) nie moja bajka, nie mój horyzont, nie mój (bez żadnej pychy) poziom.
    Dziękuję Rozmówcom, dziękuję Ledzie, dziękuję też Wszystkim Oponentom.
    Przepraszam, ale - ten gnój, nie mój. Ściana będzie zawsze bardziej twarda od głowy.
    Tońcie (i wspierajcie się w tym azymucie na dno) już sami. :(
    Wszystkiego dobrego!
  • border.szary 07.02.19, 20:36
    Płakać po Tobie nie będę.
    Czytasz, co chcesz czytać
    Widzisz, co chcesz widzieć

    Tylko nie wiem, co ja bez Ciebie pocznę, biedna...
    Bordery lubią rozpierducha, a takich jak Ty to tutaj nikt nie potrafi zrobić... Cóż, cała nadzieja w Lesznie :)
  • border.szary 07.02.19, 21:14
    border.szary napisał(a):


    > Cóż, cała nadzieja w Lesznie :)

    'Ledzie' miało być...
    Przepraszam, czasami telefon pisze za mnie :(
  • efce13 09.02.19, 19:28
    border.szary napisał(a):

    > Tylko nie wiem, co ja bez Ciebie pocznę, biedna...
    > Bordery lubią rozpierducha, a takich jak Ty to tutaj nikt nie potrafi zrobić...
    > Cóż, cała nadzieja w Ledzie :)


    Spokojnie, nie smuć się Border.szara, on wróci. :)
    Odchodził różnie. Czasem po cichu w niesławie, a czasem z przytupem, ale zawsze wracał. :)

    Nie smuć się, pomiędzy jego pożegnaniem, a powrotem nie umknie mu ani jeden Twój wpis. Wcześniej czy później rozpierduchę masz gwarantowaną. Raczej wcześniej niż później.

    Jest tylko jedna niewiadoma: pod jakim nickiem wróci. Bywała kobieca forpoczta. Nieaktywne forum może zdechnąć, a jak bez niego żyć?
    Nie liczyłabym w najbliższym czasie na ledę16.

  • leda16 08.02.19, 09:43
    ovonell napisał(a):
    > Odpowiem parafrazując klasyczną filmografię ździebko:
    > Nieźle Wam się siostry we łbach poj@b@ało, całkiem nieźle...
    >
    > Przepraszam, ale ja odpadam. Z całym szacunkiem, uznaniem, tolerancją i pokorą:
    > sorry, to (tu) nie moja bajka, nie mój horyzont, nie mój (bez żadnej pychy) po
    > ziom.



    E, wyśpij się tylko porządnie Kolego i wpadaj tu nadal w przerwach przy pracy na komputerze. Nikt rozsądny na tym poziomie na pewno lokował Cię nie będzie.


    > Wszystkiego dobrego!


    I vice versa.

    --
    www.pmiska.pl
  • border.szary 07.02.19, 20:44
    Brzask, istnieje różnica między wrażliwością a przwrażliwieniem (zwłaszcza na własnym punkcie).
    Moją wrażliwość większa się nie staje dlatego że mam BPD. W gruncie ja osobiście odbieram BPD jako zwyrodnienie wrażliwości. I dobre to nie jest ani dla mnie, ani dla innych.
    Krótko mówiąc: BPD nie uwrażliwia
  • brz_a_sk 08.02.19, 15:24
    pewnie dość szybko doszlibyśmy do sprecyzowania, o czym myślimy, ubierając to w słowa;
    myślę, że rzecz w dodefiniowaniu niż różnicy poglądów - ale kto wie, spróbuję coś doprecyzować;
    wrażliwość to z jednej strony zdolność/umiejętność dostrzeżenia, z drugiej nasze emocje związane z tym co widzimy; z trzeciej zauważenie reakcji w innej osobie, a czwarta sprawa ostatnio podnoszona coraz częściej to zrozumienie jak ktoś inny może coś odczuwać, nawet współodczuwanie czy oczywiście zdolność reagowania emocjami na czyjeś emocje; na płacz można reagować płaczem, krzykiem, pretensjami złością, drwiną; mimo że się jest wrażliwym na najdrobniejsze oznaki, można je rożnie rozpoznawać i różnie reagować itd - to jest bardzo ciekawy temat do przegadania - zwłaszcza gdy się szuka ciekawie a nie ... (co tu akurat dużo gadać - jeśli ktoś wybucha to czuły punkt mu odpala, czy adekwatnie, czy ze zrozumieniem, czy logicznie - różnie to bywa; bardzo często tak jak podkreślasz - przewrażliwienie jest odpowiedzialne za ekspresję, też dobry temat do szukania siebie w sobie :) )

    kiedyś pisałam na forum, że można starać się zrozumieć człowieka, który niezwykle emocjonalnie reaguje na krzywdę, na ból, na śmierć - i ten próg jest ekstremalnie wysoki dla biedronki, rosówki po deszczu, kotka czy najbliższej osoby; nie każdy tak ma ale bardzo ciężko się żyje gdy to max wali w nas co kilka godzin (też bardzo ciekawy temat, by zrozumieć siebie)
    co do problemów z empatią bo to jeden terminów związanych z tym co pod słowem wrażliwość rozumiemy, czasem brak nam wewnętrznych wzorców, miewamy je poharatane, - np. dziecko, które bywa nieznoszone, by dostać klapsa, bo tylko tak matka je zauważa/obdarza zainteresowaniem ma cokolwiek pop* odczytywanie jak można się czuć po klapsie; ale kiedy widzimy, że inni mają jakoś inaczej tzn upraszczając max. inne dziecko czuje się dobrze po przytuleniu a nie po klapsie, to zastępuje się to co podowiada nasze doświadczenie tym co podpowiada analiza, synteza logika; w tym sensie chyba chcę napisać, ze empatii się uczymy, gdy ta nasza wrażliwość po drodze została zlekceważona, a idiotami nie jesteśmy :)
    tak, niektórzy mają trudniej, ale to nie znaczy, że nie osiągają więcej;
    często osoby np z BPD narażają się broniąc krzywdzonego - to jest wrażliwość?
    często osoby z np BPD wyłapują drobiazg, który krzywdzi jak nóż;
    często osoby np z BPD proszą lub żądją szacunku i to nie tylko dla siebie;
    często osoby z np BPD przeżywają bardzo, gdy puszczą im nerwy i słowami, których nigdy by nie chciały wypowiedzieć wybuchną;
    pewnie każdy z nas trochę inaczej o tym myśli, specjaliści pewnie na dziś wiedzą więcej i mają to usystematyzowane - ale ja zostawiam tych kilka zdań, które nie są prawdami objawionym, ale pozwalają pogadać i rozumieć dzięki temu więcej, zwłaszcza siebie zrozumieć; doprecyzować, nazwać poprawniej, dopytać itd

    nikt nie powinien tracić czasu na to co go nie interesuje; logiczne nie zawsze jest oczywiste, a oczywiste nie zawsze bywa do zrealizowania tak od razu, czasem cholera ciska :( jak w świetnym przekleństwie żydowskim :) i umiaru aż komicznie tam nie ma, bida taka :( trzeba umieć rozpoznawać co ma sens, wtedy warto się starać;

    i dorzucę, koniec wrażliwości to chyba początek końca człowieczeństwa - to czerpanie radości z krzywdzenia, bez żalu, bez refleksji itd to ta granica w nazwie BPD pewnie, której akurat osoby z BPD z definicji nie przekraczają;







  • erma74 08.02.19, 21:49
    myslacy napisał(a):

    > Co do wiedzy - zaznaczyłem, że ją posiadam.

    Gówno posiadasz a nie wiedzę. Spieprzaj chłopie od niej jak najdalej! Nie kontaktuj się, nie odpowiadaj na żadne zaczepki! Jedynie kogo możesz uratować to tylko i wyłącznie siebie. Słuchaj co Ci mówią ovonell, trust21 czy flowerski77 i nie polemizuj z nimi. A za pół roku wróć i podziękuj im za wszystko!
  • brz_a_sk 02.02.19, 18:46
    masz bezcenną odpowiedź efce13 - na pewno będziesz do niej wracał i układał powoli to co zaczynasz rozumieć; będziesz uzupełniał, bo życie jest przebogate i nawet gdy zejdzie obok lawina czas pozwala pojąć jak to wszystko możliwe, choć nie wierzę, że można to rozgryźć do końca; nudy raczej w życiu nie ma;

    jeśli będziesz opierał swoje życie na szacunku wyjdziesz do słońca i zdecydowanie spójniejszy, silniejszy psychicznie i bogatszy; pewnie kiedyś będziesz mógł podobnie myślących wesprzeć i to da Ci bardzo dużo satysfakcji;

    trzymam za Ciebie - wiem, że może być sensownie, cza pozwala się odnaleźć;
  • ovonell 02.02.19, 19:16
    W odpowiedzi na post brz_a_sk:
    Do myslacy:
    Masz przepiękną odpowiedź: dawaj się dalej doić poyeb@nej lasce! Odkryjesz wtedy jakiś Absolut życia! Dotąd nic nie rozumiałeś, ale teraz dopiero zrozumiesz wszystko! Toń Chłopie, toń, bo to jest wg tutejszych poyebów: prawdziwa wartość życia...
    Q-rva, ręce opadają. Ale rób, co chcesz...
  • brz_a_sk 02.02.19, 22:36
    ovonell napisał(a):

    > W odpowiedzi na post brz_a_sk:
    > Do myslacy:
    > Masz przepiękną odpowiedź: dawaj się dalej doić poyeb@nej lasce! Odkryjesz wted
    > y jakiś Absolut życia! Dotąd nic nie rozumiałeś, ale teraz dopiero zrozumiesz w
    > szystko! Toń Chłopie, toń, bo to jest wg tutejszych poyebów: prawdziwa wartość
    > życia...
    > Q-rva, ręce opadają. Ale rób, co chcesz...

    może czujesz się na miejscu pośród "poyebów" ale to na pewno nie tu i zapewniam, to słowa obraźliwe i niedopuszczalne;
    warto być porządnym człowiekiem - zapewniam;
    żadne papiery nie chronią przed odpowiedzialnością, w miejscach publicznych zachowuj się chociaż przyzwoicie, inni jakoś dają radę;

    a gdybyś zamiast wściekłości, która utrudnia rozumienie czegokolwiek od dawna, odetchnął, pomyślał to zauważyłbyś, że ani Ciebie ani nikogo innego NIKT tu nigdy nie nakłania do wchodzenia w związki trudne, zapewniam a znam to forum prawie od początku;
    masz problem i tym ziejesz; wszyscy dawno rozwiązali swoje sprawy i zdecydowali czy są razem i z kim chcą być jeśli tworzą związki;
    nie wyzywaj i nie zaczepiaj tu ludzi - NIE ŁAM WSZELKICH ZASAD, nikt się nie będzie raczej zniżał do pyskówek na takim poziomie;

    zacznij tworzyć swoje życie, swoje projekty i swoje miejsca, do których będziesz mógł zapraszać; zacznij być dumny z tego kim jesteś, co osiągasz i jak wielu ludzi Cię szanuje; tu chyba wylewasz pomyje i to nie przynosi chluby chyba :(

    większość ludzi z tego forum ułożyła sobie życie - zauważyłeś, ludzie się wspierają, lubią się, nawet jeśli jest im bardzo trudno żyć;

    spróbuj i Tobie się uda, nie trać czasu na negowanie wszytskich i wszystkiego, to nie przykuwa uwagi;

    coś Ty ze swoim życiem porobił, że wmawiasz innym, że nie może im się nic udać ani być razem, ani rozstać; to wszystko jest do zrobienia w cywilizowany sposób tylko trzeba CHCIEĆ i szukać rozwiązań, a nie tkwić w swojej szalonej głowie;
    chcesz dalej grzęźnij i wmawiaj wszystkim, że są "pyebami" - zapewniam nie są; i chyba nikomu takie bluzgi i wyzwiska nie są potrzebne; ja od dawna nie mam na czytanie tego świństwa czasu;
  • ovonell 02.02.19, 23:16
    "(..) że ani Ciebie ani nikogo innego NIKT tu nigdy nie nakłania do wchodzenia w związki trudne...".

    To wg Ciebie zdejmuje całkowitą odpowiedzialność z osób, które są, hmm... "trudne" (żeby nie powiedzieć: toksyczne)?
    I o to tu właśnie chodzi!
    Wybacz, ale albo jesteś całkowitą idiotką, albo nic z tego nie rozumiesz. :(
    W doopie mam "osoby trudne", chodzi mi wyłącznie o bycie "dobrym człowiekiem" (i to z wzajemnością)!!!
    Ty to deprecjonujesz wszelkie wartości, dorabiając własną pseudo-ideologię do własnych wymagań wg jakiejś filozofii zwykłej (sorry!) "pey@bki"!.
    Brzask, najmocniej przepraszam - ale jesteś... powiedzmy delikatnie, że ... hmm... - eee - w błędzie...
  • brz_a_sk 03.02.19, 10:10
    a gdzie Ty to wyczytałeś?
    żyjesz w zamkniętej obsesji szukania wINNYCH? dokąd zmierzasz?
    to bliskie zemsty i groźnych, bardzo groźnych efektów?
    nienawidzisz mnie i paru osób, które się nawiną, bo ... bo nie pasują do Twojej układanki? do czego Ty pędzisz człowieku?
    sprawdź czy nie oddalasz się od od własnej idei, skonfrontuj z kimś kogo doceniasz, czy nie dźwigasz zbyt wielkich ciężarów na sobie, spróbuj wylać swój żal nie przeciw innym a dla ratowania siebie; może w tym rzecz, ale to może być za proste;
    spróbuj porozmawiać z kimś kto zna Cię w realu i ma wiedzę, to zaszkodzić nie może;

    postawienie sobie za cel wyzywania od "pey@bki" - jest gorzej niż marnowaniem życia,

    być może nienawidzisz zbyt wielu kolejnych ludzi i zamiast - "nikt mnie nie rozumie" i szukania bliskich - szukasz wrogów? nie wiem i wiedzieć nie chcę; sprawdź czy masz pozytywne miejsca, pełne piękna i dobra, szczerości i wolne od samotności;
    mnie nic do Twojego życia i fikcji Twoich;

    opisywanie piekła nie zbliża nas do słońca, wybieramy czy tkwimy, czy ruszamy w drogę; na wszystko nie starczy nam czasu trzeba, zdać sobie sprawę z szansy wybierania drogi i emocji, którymi się dzielimy z ludźmi;


    a tu coś co pozwala zrozumieć, gdy się chce - jak warto dbać o relacje, budować prawdziwe więzi i rozwiązywać swoje problemy; tylko świadomy człowiek decyduje o sobie i o tę świadomość jeśli chce zadba, dobrze, gdy nie krzywdzi innych niezależnie od tego do jakich wniosków dojdzie;
    scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/51385230_1723306484435521_1388024423797227520_n.jpg



  • brz_a_sk 03.02.19, 10:13
    scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/51385230_1723306484435521_1388024423797227520_n.jpg?_nc_cat=104&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=429c7cb8756d00646abc5024dca7ed55&oe=5CE85B95
    może tak zadziała
  • leda16 03.02.19, 13:14
    (W przerwie między najmilszą częścią pracy, czyli wypisywaniem faktur partnerom ) Nie powiem miły Brzasku, że takie rozumienie relacji jest "chore", coby ludzi chorych nie obrażać. Jest ono na wskroś zdegenerowane,
    patologiczne. Związek k-m, małżeństwo, w których dopuszcza się miejsce na "rozpacz, wściekłość, poczucie winy i żalu", są już skończone, ponieważ nie ma tam miłości, przyjaźni, dobroci, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa i wspólnych celów. A w nieistniejącym związku pozostają dwie rzeczy: 1. zamknąć drzwi z drugiej strony, 2. gnać na salę rozwodową. Zresztą ta para siedzi na ławce które w Polsce masowo ustawia się na korytarzach sądów rodzinnych. Nikt rozsądny nie da się zapędzić w pułapkę negatywnych emocji i bez powodu niszczyć własne zdrowie psychiczne. Bez powodu, albo dla jakichś urojonych, cierpiętniczych, relatywnych moralnie powinności! Szacunek dla strony, która ma czelność okazywać mi swoją wściekłość, próbuje wmanewrować mnie w poczucie winy, powoduje moją rozpacz? O nie! Spadaj przyjemniaczku...

    --
    www.pmiska.pl
  • brz_a_sk 03.02.19, 13:43
    Twój wybór, Twoja odpowiedzialność, Twoje życie, Twoja filozofia;
    czemu to wciskasz innym - powciskaj filozofom, psychiatrom - takiej okazji jak w ostatnich latach może już nie być; zmierz się tam gdzie specjaliści rozmawiają; spokojnie rzeczowo i na profesjonalnych zasadach;

    tu dochodzi do niszczenia każdego wątku - pakietem iście agresywnym; narzucanie komukolwiek swojego punktu widzenia i to łopatą z marną zawartością jest fatalną praktyką;
    sprawdź się w swoim wątku, na razie zaatakowałaś fora - i żadne argumenty nie docierają; czasem napiszesz coś milusińsko, ale sedno jest jedno - ATAK;

    każdy za swoje życie i swoje słowa ponosi odpowiedzialność;




  • leda16 03.02.19, 16:33
    brz_a_sk napisała:
    > nienawidzisz mnie i paru osób, które się nawiną, bo ... bo nie pasują do Twojej
    > układanki? do czego Ty pędzisz człowieku?


    Trzask, prask, Brzask, pomyśl logicznie chociaż raz - kto by tam nienawidził nicka internetowego? Przecież to śmieszne. W realu, jako konkretny, żywy człowiek możesz być nawet całkiem sympatyczna a miły, dojrzały wiekiem pan sąsiad, o internetowej ksywce "ovonell" kłania Ci się na ulicy :) Mylenie realu z internetem jest przecież dowodem urojeń a w najlepszym przypadku nastawień ksobnych. Nikt Cię (to "Cię" jest czysto grzecznościowe) tu ani miłością ani nienawiścią, wrogością czy obrzydzeniem nie darzy. Obrzydliwe mogą być wyłącznie Twoje poglądy, które krytykujemy zgodnie z prawem jakie daje nam Konstytucja. Jeśli każdą opozycyjną wypowiedź traktujesz jako "atak na fora", to chyba - dla własnego dobrostanu psychicznego - powinnaś dogłębnie przemyśleć swoje dalsze uczestnictwo w miejscu, gdzie ustawicznie czujesz się atakowana. Porzuć dziecinne rojenia, że za każdym nickiem "kryje się" człowiek. Skoro "się kryje" to znaczy, że nie życzy sobie aby jakaś internetowa ksywka z buciorami wchodziła w jego prawdziwe życie. Ono toczy się w realu, nie tutaj. Natomiast Ty uporczywie przekraczasz granice, dając spontaniczne rady bądź ostrzeżenia, odnośnie naszego prywatnego funkcjonowania, o które ani Ovonell ani ja Cię nie prosimy. Ot np. taka: "...spróbuj porozmawiać z kimś kto zna Cię w realu i ma wiedzę, to zaszkodzić nie może; " Może zostaw to Jego decyzji i z góry nie zakładaj, że w realu On (jak upośledzony społecznie dzikus mieszkający w lesie) z nikim znajomym nie rozmawia. I dalej - "...czemu to wciskasz innym - powciskaj filozofom, psychiatrom - ...; zmierz się tam gdzie specjaliści rozmawiają; spokojnie rzeczowo i na profesjonalnych zasadach..." Już mniej uprzejmie zapytam: jakim prawem nakazujesz mi co i komu mam "wciskać"? Na Twoim prywatnym forum jestem, czy może internet mi opłacasz?


    > postawienie sobie za cel wyzywania od "pey@bki" - jest gorzej niż marnowaniem
    > życia,


    Aż życia Brzask?! A cóż ma do tego Jego prywatne życie w realu? Tą poj@ebkę potraktuj jako zabieg dziennikarski, a mający na celu skoncentrowanie uwagi czytelników na tekście. Jerzy Nasierowski jedną ze swoich książek zatytułował: "Nasierowski, ty pedale, ty żydzie" rozeszła się jak świeże bułeczki. Dzisiaj za tego pedała pewnie trafiłby do pierdla a donos złożyłby pewnie ktoś Twojego pokroju. Powieści D.Masłowskiej, reportaże A. Brychta, opowiadania J. Głowackiego aż roją się od treści "dosadnych" Jakoś puryści nie protestują a dewoci po prostu nie czytają. Chcesz być postrzegana jako dewotka Brzask?






    --
    www.pmiska.pl
  • ovonell 03.02.19, 18:55
    brz_a_sk napisała:
    > nienawidzisz mnie i paru osób, które się nawiną, bo ... bo nie pasują do Twojej
    > układanki? do czego Ty pędzisz człowieku?

    Ja Cię nie nienawidzę. Ja Cię po prostu ignoruję, ponieważ wg mnie Twoja metryka (nie chodzi tu o żaden przytyk, a jedynie o ocenę dojrzałości, bo młodym i głupiutkim można jeszcze wszystko wybaczać, Tobie już niestety mniej) nie nadąża za doświadczeniem i trzeźwością spojrzenia na świat i życie.
    Zarażasz tu ludzi jakąś idiotyczną ideologią w stylu, że jak ktoś Cię odwiedzi i nasra Ci na środek dywanu w salonie, to należy szukać w tym jakiegoś "czwartego dna".
    Świat jest taki jaki był, jest i będzie. Są też ludzie, których należy alienować, są ludzie, których należy uczyć, są ludzie, których należy zawrócić ze ścieżki zła. A Ty - wg mnie - zajmujesz się wyłącznie gloryfikowaniem postaw negatywnych społecznie, doszukujesz się w tym jakiejś wyższej filozofii i namawiasz innych do głaskania po głowie tych, którzy innym srają na środek dywanu w salonie. I ja się na to nie godzę oraz mam w doopie to, czy Tobie się to podoba, czy nie. Dlaczego? Bo zwyczajnie szkodzisz innym ludziom, namawiając ich do swojego spojrzenia przez własną lornetkę relatywizmu moralnego (o ile nie jest to dla Ciebie zbyt trudny zwrot).
    Do tego pojęcie o psychologii masz jak krowa na rowie, a mądrzysz się tu, wypisujesz mega bzdury i szukasz w doopie mózgu w swojej "filozofii" jakbyś profesurę miała od ćwierćwiecza.
  • brz_a_sk 03.02.19, 23:16
    kiedy pojawia się jakikolwiek poważny wątek, rozpoczyna się festiwal dewastacji - wyścig kto nachlapie tyle pomyj, że wszyscy szukają kontaktu poza forum;

    poziom "poetów" może zejść jeszcze niżej, tę przewagę mają zagwarantowaną - sukces goni sukces, real w sieci;


  • trust21 06.02.19, 10:46
    ''Nie oszukuję się, że coś z tego będzie, nie chcę nic czuć, chociaż nie ukrywam, że zdecydowanie się o nią martwię, bo jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która ogarnia co tak naprawdę się dzieje. (...)Zdecydowanie, w jej przekonaniu, ucieka, żeby się ratować, przed pochłonięciem i byciem "zbyt blisko", tutaj odnajduję pewien schemat zaburzenia, aczkolwiek też czysto ludzko zastanawiające jest to, że stało się to po paru miesiącach bycia w ogromnej emocjonalnej odległości między sobą.''

    Tylko ci się wydaje, że rozumiesz. Tak na prawdę nic nie rozumiesz. Twoja głowa próbuje sobie to jakoś wytłumaczyć, ogarnąć, odszukać schemat, ale nie jesteś w stanie zrozumieć przyczyn jej zachowania - i to głównie dlatego, że emocjonalnie w tym siedzisz. Także zejdź na ziemię.

    ''Spokojnie, już jestem po dnie emocjonalnym, oczywiście, że jestem typem ratownika.'

    To adoptuj kotka, albo zapisz się do wolontariatu, a nie pchaj się w coś czemu nie dasz rady.

    Próbujesz ją rozkminiać, analizować, przez co jeszcze pogarszasz swoją sytuację. Porównałbym to do sytuacji, w której ktoś jest w bagnie i jeszcze się w nim wierci, przez co ono go jeszcze mocniej wciąga. A jeśli już tak lubisz analizować, to poczytaj sobie, jacy ludzie wchodzą w relacje z osobami bbp i dlaczego niektórzy tak uparcie chcą być ratownikami w związku - generalnie przyczyną są własne problemy. Po tym co tu piszesz, widać ewidentnie, że nie zdajesz sobie sprawy, jak poważnym problemem jest bpd czy chad i sam masz problemy (syndrom ratownika).
  • myslacy 06.02.19, 11:04
    Nie do końca mogę się z tym zgodzić, bo to w dużej mierze generalizowanie. Owszem, widzę schematy zaburzenia w działaniu, są one całkiem oczywiste, ale nie próbuję znaleźć przyczyn. Znalazłem chaos i nie próbuję go ogarnąć, bo się nie da, on po prostu istnieje i sam w sobie jest schematem.
    Jestem świadomy swoich problemów i tego jak to wygląda, tak samo jak tego z czym właściwie się mierzę, ja po prostu czekam i nie do końca wiem co mam w głowiei co warunkuje moje działania, stąd owy temat.
  • trust21 06.02.19, 11:26
    ''Owszem, widzę schematy zaburzenia w działaniu, są one całkiem oczywiste, ale nie próbuję znaleźć przyczyn. Znalazłem chaos i nie próbuję go ogarnąć, bo się nie da, on po prostu istnieje i sam w sobie jest schematem.''

    Choćby w tym wątku próbujesz ją analizować, rozkminiać. Czyli popelniasz podstawowy błąd.

    ''Jestem świadomy swoich problemów i tego jak to wygląda, tak samo jak tego z czym właściwie się mierzę, ja po prostu czekam i nie do końca wiem co mam w głowiei co warunkuje moje działania, stąd owy temat.''

    To być może czas zająć się swoimi własnymi problemami a ją zostawić w spokoju i nie próbować rozwiązywać swoich własnych problemów poprzez próbę ''ratowania'' jej. To nie jest twoja żona, członek twojej rodziny, abyś tak poważne jej problemy brał na swoje barki - tym bardziej, że sam masz problemy czego jak widać jesteś świadom.

    Ty zdaje się, dobrze wiesz co powinieneś zrobić, ale nie jesteś gotowy przyjąć prawdy i się z nią pogodzić; nie potrafisz jej pościć i iść dalej, bo trzymają cię przy niej twoje własne problemy. Przykro mi.


    ''Tak, duży stres wystąpił w życiu mojej partnerki, sam go nawet wywołałem, niedługo zaraz po nim rozpoczął się okres silnej depresji, a następnie hospitalizacja.''

    A co ty jej takiego zrobiłeś, że doprowadziłeś ją do takiego stanu?
  • myslacy 06.02.19, 13:24
    "To być może czas zająć się swoimi własnymi problemami a ją zostawić w spokoju i nie próbować rozwiązywać swoich własnych problemów poprzez próbę ''ratowania'' jej. To nie jest twoja żona, członek twojej rodziny, abyś tak poważne jej problemy brał na swoje barki - tym bardziej, że sam masz problemy czego jak widać jesteś świadom." - tutaj przyjąłeś założenie, że tego nie robię i jest to nieprawda, robię to i to dosyć aktywnie i skutecznie.
    "A co ty jej takiego zrobiłeś, że doprowadziłeś ją do takiego stanu?" - cóż, dość mocno ją zrugałem za zdecydowanie nieodpowiednie zachowanie, co przyniosło swoje, dosyć losowe, konsekwencje, również stresogenne.
  • ovonell 06.02.19, 13:31
    ""A co ty jej takiego zrobiłeś, że doprowadziłeś ją do takiego stanu?" - cóż, dość mocno ją zrugałem za zdecydowanie nieodpowiednie zachowanie, co przyniosło swoje, dosyć losowe, konsekwencje, również stresogenne.".

    Biedaczka, nie została nagrodzona, a jednak ukarana, za swoje nieodpowiednie zachowanie.
    No cóż, jak mogłeś Myślący, jak mogłeś... być "aż tak okrutny"? ;)
    Powinieneś - cytując filmowego klasyka - to skomentować wtedy: kochanie, nie kop pana, bo się spocisz.
  • trust21 06.02.19, 18:42
    ''tutaj przyjąłeś założenie, że tego nie robię i jest to nieprawda, robię to i to dosyć aktywnie i skutecznie.''

    Skutecznym bym tego nie nazwał, biorąc pod uwagę twoje posty w tym wątku. Przykro mi.

    ''cóż, dość mocno ją zrugałem za zdecydowanie nieodpowiednie zachowanie, co przyniosło swoje, dosyć losowe, konsekwencje, również stresogenne.''

    Co to znaczy, że ''mocno ją zrugałeś''? Nakrzyczałeś na nią, straciłeś kontrolę? Jej reakcja niestety nie sugeruje, aby to było tylko stanowcze powiedzenie stop.
  • myslacy 06.02.19, 19:59
    Jak na świeżą sprawę uważam, że jest to skuteczne działanie.
    Nie zrobiłem jej nic złego, po prostu postawiłem ją w pozycji stuprocentowej odpowiedzialności za to co zrobiła, a ze swojej strony dodatkowo zafundowałem piłkarską "suszarkę".
  • ovonell 06.02.19, 12:24
    "(...) to poczytaj sobie, jacy ludzie wchodzą w relacje z osobami bbp i dlaczego niektórzy tak uparcie chcą być ratownikami w związku - generalnie przyczyną są własne problemy.".

    Przywiązałeś się do tej tezy o problemach własnych osób będących w relacjach z BPD, a w takie związki wchodzą często normalni, zwykli ludzie.
    Powtarzana jak slogan teoria o tym, że partnerzy osób z BPD sami mają ze sobą problem i gdyby nie ich własny problem, to na pewno nie weszliby w relację z borderami, stworzona została przez BPD, dla innych BPD, w celu zdjęcia odpowiedzialności za własne czyny (i trochę odwrócenia kota ogonem). Nic więcej.
  • trust21 06.02.19, 13:09
    Kasne ivonelu, partnerzy są zdrowi jak ryba :-)
  • ovonell 06.02.19, 13:15
    "Kasne ivonelu, partnerzy są zdrowi jak ryba :-)".

    W porównaniu z osobami BPD - to tak właśnie jest.
  • kratka5 06.02.19, 13:53
    Będą. Miejmy nadzieję zdrowsi kiedy pójdą swoją drogą i uda im się tak naprawdę odkotwiczyć siebie ze związku z zaburzona osobowością.I Bpd i partnerzy używają siebie nawzajem ile się da. Każde z innej potrzeby czy pragnienia. Inaczej nie byłoby związku i tyle. Wg mnie odejście z toksycznego związku to ogromna praca nad sobą samym i jeżeli zakończona sukcesem czyli prawdziwym poczuciem szczęścia i wolności oraz brakiem przymusu trwania w tej relacji tzn że zrobiłeś dla siebie kawał dobrej roboty.
  • brz_a_sk 06.02.19, 14:55
    czasem warto zatrzymać się i pomyśleć jaki będzie nasz kolejny związek, czy zrobiliśmy tyle ile można, by nie okazać się dla kogoś problematycznym partnerem;
    zawsze można popatrzeć, ze jedno normalniejsze od drugiego i co wtedy? przy każdym zawirowaniu dajemy prawo partnerowi, by kopnął nas d* i wymienił na normalniejszy model?
    jeśli wchodzimy związek i okazuje się, że nijak nic nie rozumiemy z tego co nagle zaczyna się dziać to przeogromny wpływ na nas ma to jak się zachowamy; czasem trzeba dojrzewać na gwałt, czasem z pomocą, raz dojrzewać w trwającej relacji a raz zupełnie osobno; raz w poczuciu uff to jakaś pomyłka, a czasem w totalnej rozsypce - co jest nie tak, czemu tak cierpię - jak nazwać rozstanie, uwolnieniem, ucieczką, porzuceniem, dogadaniem się, że już nas ta relacja nie kręci?
    hm nie do wszystkiego pasuje nasz stan, czasem nic się nie zgadza, czasem ani plany które runęły w gruzy, ani perspektywa z pytaniem jak żyć nie wygląda na coś z podstawami świadomych decyzji;

    zawsze ktoś jest bardziej normalny, a ktoś bardziej nienormalny, co by to nie miało znaczyć tak na skróty - również na skróty dodam, co uczynisz eksowi tego boisz się że uczyni tobie partner w kolejnym związku, bo "wiesz jak to bywa"
    nasze myśli, słowa, czyny zostają z nami bardziej , nie da się ich odwołać, można je zrozumieć i sobie wybaczyć, ale ani to łatwe ani błyskawiczne;

    warto się z samym sobą układać na każdym etapie życia
    kiedy zaczynam kombinować z pomysłami "zawsze mam pod górkę , mnie to pech prześladuje, zawsze coś, a im lepiej idzie tym pewniejszy problem " to wyraźny sygnał, że ... że warto się dowiedzieć skąd to mamy pod ręką i po co, dlaczego;

    na pytanie co zrobić, gdy rozstaliśmy się, a tak na prawdę żyć bez siebie nie umiemy warto pomyśleć, czego szukamy, czego się boimy i czym była dla każdego z nas ta relacja; czemu zero kontaktu jest tak trudne - dla obu stron często, co sobie łataliśmy; czemu najnieznośniejszy bywa pomysł, że ktoś nas zastąpił; zero zaangażowania? czy tylko hasło zero kontaktu dla oszukania siebie? przed partnerem uciekamy czy przed sobą;

    związki które pozwalają łatać deficyty bywają szalenie trudne, ale mocno trzymają tym co w ich trakcie odkrywamy w sobie, potem gdy nam ktoś odbiera cokolwiek, podważa to rany stareńkie się odzywają i bliznowiec szalej;

    po trudnym związku czarodziejska różdżka nie zapewni renowacji i lepiej popracować zanim trafimy na anioła, któremu my możemy nie zapewnić stabilnej relacji; trzeba poczuć, że nie siedzimy w pretensjach o to jak nasze życie się toczyło;

    wydawałoby się, że gorzej mają osoby z diagnozą i świadomością, że "noga im nie odrośnie" - ale to ze mają trudniej i pod górkę nie musi być by trzeba było umieć więcej, wiedzieć więcej i żyć; nie wolno dać się wykluczyć, bo na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, nie zakładam przecież, że się zmienią :)

    nasze życie w naszych rękach :) gdy nam ciepło to i innych widzimy w lepszym świetle, - słońce bywa symbolem bardzo ważnym dla osób cierpiących psychicznie;
  • border.szary 08.02.19, 10:28
    leda16 napisała:

    >"Robisz wiochę" efce (primo v
    > oto Brzask) jeżeli w XXI wieku "ban" za powód wstydu uważasz a na forum dyskusy
    > jnym bezpieczeństwa szukasz :) Jesteś w swoich postach tak stereotypowa, ograni
    > czona, bezmyślna, jak wsiowa baba handlująca przyśmierdłym nabiałem na jarmark
    > u. Stoi, nudzi się, zjełczały ser nie schodzi, więc plotkuje, żeby czas szybcie
    > j minął. No i ta ustawiczna, freudowska projekcja własnych intencji ...


    > Ty pewnie nigdy nie odróżnisz porady psychiatrycznej od dysk
    > usji o psychiatrii.


    >
    > Ojej, człowieczek z klocków lego się rozsypał, teraz tylko sam musi się poskład
    > ać :) Ale na pewno nie wstydzisz się, że nic mądrzejszego nie potrafiłaś wymyśl
    > ić. Jeszcze mogłaś napisać: trzymam kciuki :)))


    Czy są to argumenty ad rem, czy może spełniają kryteria logiki formalnej?
    Wolność słowa zapisana została w Konstytucji tylko po to, żeby nick (tak,tak, wiem-to słowo w języku polskim nie istnieje) Leda mógł pisać wrednie a głupio i uważał, że prowadzi inteligentną dyskusję. Niestety głupi motłoch omamiony lewacką ideologią tego nie rozumie i niedocenia.
    Nawet Ci współczuję.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.