Dodaj do ulubionych

Przyjaźń narcyza z borderline

28.05.19, 22:09
Katuje temat już od jakiegoś czasu bo jestem w środku niewiadomej w relacji przyjacielskiej z dziewczyną ktora ma borderline. Sama jestem narcyzem (1.5 roku terapii z bardzo dobrymi efektami). Nie da się ukryć że jest to bardzo trudna relacja ale wiem jak to jest mieć zaburzenie i że można pozbierać sobie dużo w głowie jeśli trafi się na dobrego specjalistę. Mialam 4 tygodnie detoksu od wszystkich, zniknełam z relacji (przepracowałam w tym czasie wszystkie swoje syfy w głowie i potrzebowałam przestrzeni). I tak jak relacje zawsze była trudna to wiem, że to wartościowa osoba ale po prostu ma w głowie to co ma i reaguje tak bo kiedyś ktoś ja skrzywdził (chociaż mam momenty że rzucalabym tu najgorszym mięsem o tym co myślę czasem o jazdach jakie przechodzimy). Wróciłam wiec po 4 tygodniach, najpierw dystans później niby wszytsko super i nagle bum, kompletne porzucenie znikąd. Zero kontaktu bez względu na prośby i zapewnienia, że jest ok. Wiem, że to zemsta za pozorne porzucenie z mojej strony w czasie układania sobie swoich problemów (najpierw trzeba zadbać o siebie jeśli chce sie dbać o innych). I nie bardzo wiem jak sie zachować. Nie chce stracić tej relacji, przepracowałam z moją własną terapeutka jak postępować z borderem i wiem, że się da szczególnie że nie jest to jakiś skrajny przypadek ale czy ktoś mi wytłumaczy jak to ogarnąć. Pisalam, prosilam i nic. Jak będę za tym łazić to uzyskam odwrotny skutek, jak postawię ultimatum że mam to gdzieś i znikam to będzie manipulacja z mojej strony i tego nie chce. Mam czekać, dać sobie na luz, coś mogę zrobić? Czy jest tu ktoś kto bez rzucania "uciekaj" wytłumaczy jak to ogarnąć. Nie, nie boję się bordera bo wiem, że mnie nie skrzywdzi dopóki na to nie pozwolę i wiem że można żyć w poprawnej relacji z kimś z tym zaburzeniem jeśli weźmie się na siebie więcej odpowiedzialności za zachowanie w zamian za obietnice pracy nad sobą (ona nie chodzi na terapię ale wie ze powinna bo coś z nią jest nie tak). Jak przekonać do terapii, jak uświadomić zaburzenie (zdiagnozowane przez moja terapeutke), jak pomóc i jak w ogóle ogarnąć to zniknięcie? Z góry dziękuję za rady.
Edytor zaawansowany
  • astroblaster 29.05.19, 02:10
    Wybacz, ale nie kupuję Twojego NPD.
    Nic a nic, ale tylko swoją miarą mierzę.

    Nie będę rozpisywał się jak reagowałby żonkil a jak nie. Co spłynęłoby po nim jak po kaczce a co robiłoby by fun do utraty tchu (pozorny, bo to mistrz robienia siebie samego w chuja); czy też co takie pełne npd może przerobić na terapii w 4tygodnie (nic lub zrobienie terapeuty w chuja), nie wspomnę też słowem, że narcyz bez akcji może występować tylko w jednej scenerii, czy też miejscu-własnej trumnie.

    Mogę Ci jednak powiedzieć kim trzeba być, żeby dobrze ogarnąć związek z cierpiącym na bpd...trzeba zostać człowiekiem oświeconym; inaczej i prościej mówiąc: być, kochać, być, kochać i tak po nieskończoność...a i byłbym zapomniał wszystko to (ten niekończący się ciąg) BEZWARUNKOWO!

    A My Wszyscy ‚kochamy’ ich tak w chuj MOCNO, jak Oni nas, ale zawsze jest to wymiana.

    A ciężko po jest dlatego, że mechanizmy samoobronne i instynkty przetrwania działają ‚u Nas’ różnie.

    Cóż terapeuta dając Ci manual do obsługi bpd (przecież to brzmi abstrakcyjnie już jak się to samemu czyta), mógł poznać Cię z Eckhartem Tolle (POLECAM) i w ten sposób doprowadzić do oświecenia lub nauczyć kroków morderczego tanga, bo tak się bpd vs. npd zwie.
    Przy czym w takim tańcu zginie bpd, bo npd i tak jest od dawna nieżywy.

    Lestat Ci doradził

    ale trochę lipny ten Twój wpis...
  • whowillcare 29.05.19, 10:35
    Na szczęście to nie sklep żeby trzeba było coś kupować.

    Nie nikt nie dał mi sposobu postępowania w tej sytuacji, terapia dotyczy mnie. Diagnoza bordera była teoretyczna na podstawie opisanych zachowań ale jest prawdopodobnie trafna. Co do motywacji, czy one w ogóle są kiedykolwiek zdrowe? W tym przypadku pewnie nie do końca ale jak "lipnie" to nie zabrzmi, chciałabym żeby zaczęły być.

    Tak czy inaczej dzięki za radę. Mam trochę do czytania. Tylko nie wiem jak mam czytać "być" w tej sytuacji, mam to zostawić aż sama to przetrawi (albo i nie) czy dawać o sobie znać. Już za dużo gówna zrobiłam w tej relacji sama żeby popełniać kolejne bezsensowne błędy zamiast iść do przodu.
  • astroblaster 29.05.19, 18:47
    OK,

    Najpierw zacznę od dygresji. Terapeuta stawiający diagnozy zaocznie czy przez internet to jaki to fachowiec?
    Wszyscy trąbią tu jak trudno jest zdiagnozować bpd; ja trudno pomylić z innym zaburzeniem.
    Trudno terapeucie mającemu jakiś tam dostęp zaburzonej Osoby. Powszechna wiedzą jest też, że zaburzenia (a szczególnie bpd) nie wytępują w wersji pure, czy solo (a jeżeli już to jest to kurwa jak biały kruk jakiś.

    Polecę Ci mega dobra pozycję:

    lubimyczytac.pl/ksiazka/229033/kat-milosci-opowiesci-psychoterapeutyczne
    Poczytaj tez o autorze. To może rzuci Ci nowe światło, albo coś uporządkuje.

    A jeżeli chcesz 'zobaczyć' jak mordercze tango wygląda i wyniszcza (oboje), to to:
    lubimyczytac.pl/ksiazka/42184/ujarzmic-bestie

    nie jest to dzieło tak wysokich lotów jak Yalom (bo nie ma lepszego od niego moim zdaniem), ale to mocna pozycja.

    Decyzje podejmujesz Ty (za Siebie).
    Ona za Siebie.

    Nikt tutaj ani żaden terapeuta.

    O kurwa ale złoto usty jestem, ale wszak żonkil może więcej (haha)




Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.