Dodaj do ulubionych

Moja borderka, historia prawdziwa.

30.09.19, 13:58
Byłem z nią dwa lata. Tak można powiedzieć. Dwa, z jednej strony najcudowniejsze a jednocześnie dwa najgorsze w moim życiu. Próbuję zbierać się do kupy, nie jest to łatwe. O tym, że to, co w niej było, że zostało zdefiniowane jako BPD, że jest zaburzeniem mającym nazwę, że to było tym, czym było, dowiedziałem się dopiero teraz. Zbyt późno.
Zakochaliśmy się w sobie bardzo szybko. Jak nigdy wcześniej, jak z nikim nigdy. Taka intensywność, taka „wspólnota dusz”, bliskość, cudowny sex, czułość, potrzeba siebie, tego życzyć wszystkim zakochanym. Tak samo intensywnie przez całe dwa lata, nie zauroczenie, mijający zachwyt, nie, prawdziwa miłość, tak to czułem.
Poznawałem i powoli dowiadywałem się o niej coraz więcej. Tego, jakie są powody jej smutków, dołów, nastrojów, zachowania, postępowania. Była dzieckiem DDA, DDD, straciła obojga rodziców, wykorzystywana seksualnie w dzieciństwie, później rodzina zastępcza, powodów by „zwariować” nie brakowało. Dowiadywałem się coraz więcej i ogarniało mnie coraz większe przerażenie. Uzależnienia… od marihuany, seksu. Od ludzi którzy ją krzywdzili. Nasze chwile były tak cudowne i tak straszne, na przemian.
Okłamywała mnie bez przerwy, od najdrobniejszych spraw aż po najpoważniejsze, skrajnie nielojalna, kłamstwa, kłamstwa, bez przerwy nowe. Była mistrzynią kłamstwa, w chwili gdy złapałem ja za rękę potrafiła powiedzieć że to nie jej ręka. Moje wątpliwości kwitowała „dlaczego mi nie ufasz, jak możesz, zaufanie to podstawa związku”. To był szantaż emocjonalny, bo gdy w cokolwiek wątpiłem, mimo realnych powodów pojawiał się ten sam argument, jak mogę jej nie ufać, jestem zły. Sprawiało to, że na coraz więcej się godziłem, coraz więcej sobie wmawiałem, udawałem, że nie widzę, oszukiwałem sam siebie, przekonywałem sam siebie że jest ok gdy nie było. Najbardziej przeszkadzał mi jej „przyjaciel” jak go określała. To, że się z nim spotykała, miała jakieś sprawy, że ja odwiedzał, czasem nocował. Tysiąckrotnie przekonywała mnie że to tylko przyjaciel a ja jestem zły bo nie ufam. Kiedyś ją pobił, powiedziała że już nie jest jej przyjacielem, że to koniec. Po miesiącu… znów ją odwiedzał. Ja byłem bezsilny bo mogłem uchronić ja od wszystkiego lecz nie mogłem przed nią sama. Wybaczałem, rozumiałem, cierpiałem. Inny koleś ją okradł, dałem jej pieniądze na długi, kilkanaście tysięcy.. Po miesiącu ona znów z nim się kontaktuje bo kolega. To tak cholernie bolało. Dbałem jak o dziecko, robiłem zakupy, kanapki do pracy, myłem naczynia, sprzątałem, wyprowadzałem jej psa gdy szła do pracy, kupowałem skarpetki, czajnik gdy stary się spalił, malowałem pokój, montowałem antenę by miała TV, pomagałem składać meble, urządzać firmę, byłem gdy mnie potrzebowała, gdy tylko mogłem.
Nie mieszkaliśmy razem więc ona ciągle w samotności i tęsknocie. W ciągłych dołach przez piętrzące się zewsząd problemy w które pakowała się na własne życzenie. Co jakiś czas groziła samobójstwem. To okropne, nie wiesz co masz robić, jak pocieszać, sam już miałem doły mimo stabilnej osobowości. Ciągle w stresie, nerwach, napięciu, otwierałem komunikator i nie wiedziałem o czym znowu się dowiem, co się stało i z czym będę musiał znowu walczyć. Stawałem się kłębkiem nerwów. Po chwili znów było dobrze, dowiadywałem się jaki jestem cudowny, wspaniały, jak mnie kocha i że żyje tylko dla mnie i dzięki mnie.. do czasu, do kolejnej „afery”.
Godziłem się na wiele, wiedziałem że nie była grzeczną dziewczynką i nie chciałem winić ja za przeszłość, ważne było to co teraz, to co od chwili gdy jesteśmy razem. Niestety to co teraz również było nie takie jak powinno. Potrzebowałem osoby pewnej, takiej, której mogę zaufać, która byłaby lojalna, szczególnie w mojej sytuacji życiowej. Pewny mogłem być tylko tego że mnie kocha, że ja ją, niczego więcej. Próbowałem się ratować, kilka razy zrywałem z nią, lecz na krótko, przeprosiny, zapewnienia, wyznania miłości ale i wyrzuty i złość że „wątpię” a ona tak kocha. Kochałem, wybaczałem, wracałem. Można zgłupieć gdy rozsądek mówi „uciekaj” a serce „kocham Cię”. Masakra, nie życzę tego nikomu.
Któregoś dnia wziąłem kartę SD z jej aparatu. Walała się po jej mieszkaniu. Odzyskałem skasowane zdjęcia i … przyklęknąłem. „Przyjaciel” okazał się kochankiem i partnerem, równolegle ze mną.. o zdjęciach z „przeszłości” nawet mówić nie chcę.. To było straszne. Wszystko, o co ją oskarżałem, co wmawiałem sobie że tego nie było, okazało się prawdą. Wszystko co wcześniej się wydarzało gdy byliśmy razem, wszystkie kłamstwa miałem w dłoni, w tej jednej z wielu jej kart SD.
Zerwałem definitywnie, dowody były przecież nie do podważenia, choć i z tego próbowała się tłumaczyć. Było ciężko bez niej, bardzo ja kochałem, cały czas, tęskniłem lecz już nie chciałem jej widzieć.
Zerwaliśmy, w tym czasie weszła w jakiś nieudany, krótkotrwały związek, w sumie im nawet kibicowałem bo chciałem jej dobra, zawsze tylko tego. Mimo że kochałem, z moim bólem wygrywało zadowolenie z jej szczęścia. Cieszyłem się że ma kogoś, że dzięki temu mam spokój, że ja mam spokój. Mój spokój potrwał 7 miesięcy. Napisała do mnie. Że tylko mnie kocha, że jest jej źle, że byłem tym jedynym, że nie może beze mnie żyć… i przede wszystkim że już nie chce żyć, pozałatwiać sprawy i odejść z tego świata. Odpisałem że nie chcę jej ranić, pisać jej złych rzeczy, robić wyrzutów, że nie mam żalu, że wybaczam ale nie chcę wracać do niej. Ostrożnie, bo groziła samobójstwem. Kilka maili gdzie byłem neutralny a ona o skończeniu ze sobą. Gdy napisała że załatwi kilka spraw i kończy ze sobą, musiałem zareagować, nie mogłem jej zostawić w takiej sytuacji, nikogo , obcego bym nie olał. A co dopiero kobiety, którą ciągle kochałem. W obliczu jej gróźb postanowiłem się z nią spotkać, nie mogłem odpowiedzieć „mam to gdzieś że chcesz się zabić”. Spotkaliśmy się.. i wszystko się rozpadło we mnie, ja tak bardzo ja kochałem, była miłością mojego życia. Znów pocieszałem, błagałem by poszła do psychologa, psychiatry, by leczyła się, walczyła o siebie.. Nie chciała. W tej sytuacji nie mogłem jej zostawić, chciałem spróbować jeszcze raz, licząc że przemyślała, zmądrzała, zmieniła się.. Spotkaliśmy się kilka razy, znów było jak kiedyś, cudowny sex, czułość, miłość.. OK., spróbujemy. Wiem że byłem głupi. Próbowaliśmy.. do pierwszego weekendu gdzie upiła się i znów zalała masą złej energii, żali, rozpaczy, dołów. Wszystko wróciło. Jak w koszmarze, pierwszy weekend i znów czułem to co kiedyś.
Odpisałem koniec, nie chcę, ciągniesz mnie w dół, wykańczasz, nic z tego nie będzie, nie dam rady. Najpierw złość.. potem niby się pogodziła, niby miała wyjechać do innego miasta, już się przeprowadzić, jutro, pojutrze, za kilka dni..
No i przeprowadziła się, dwa dni po tym postanowieniu…do nieba. Popełniła samobójstwo. Zostawiając mnie w ogromnej pustce i poczuciu winy. Zrobiła to gdy definitywnie zrozumiała że z nią nie będę, że nigdy nie będziemy razem, wiedziała że to moje zerwanie było już nieodwracalne. Strasznie cierpię, nie mogę dojść do siebie, tęsknię, poczucie winy mnie zabija.
Teraz wiem że DDD, DDA, molestowanie..to nie były przyczyny, nie definiowały jej lecz złożyły się na to o czym wiem dopiero teraz, na BPD.
Obserwuj wątek
    • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 30.09.19, 16:30
      Cześć,

      Wstrząsający wpis.
      Taki wstrząs może się tu przydać tym wszystkim, którzy w sztosie nienawiści życzą najgorszego innym. Jest ich tu wielu i nie przebierają w słowach , tym samym czynach.

      W Twoim przypadku jedno jest niepewne i jedno pewne.
      - Niepewne jest to, iż Twoja Przyjaciółka miała BPD; jest to zarazem bez znaczenia!
      - Pewnym zaś jest to, iż nie ma w tym nawet jednego grama Twojej winy!!!

      Wiesz, relacje z takimi szalonymi ludźmi (mówię z autopsji, byłem nie raz i jestem jakby jednym z nich) mają swoją cenę, ale głównie przez to, że Ludzie wchodzą w nie z oczekiwaniem bycia ‘jednością’ z tą druga osobą. Coś takiego nie istnieje. Rodzimy się sami a SAMOTNIE umieramy. Tym samym każdy powinien żyć sam dla siebie; najlepiej jak sam potrafi, nie jak oczekują inni.

      Nie wiń się; to kontraproduktywne i wyniszczające. Zrobiłeś 100%. Na bank Stary. Ona tak zadecydowała. Ty żyjesz; dokonujesz introspekcji, stajesz się świadomy. No to żyj swoje życie jak najlepiej się da.
      Osobiście też byłem poddanym takim mękom; szantaż z samobójstwem i to taki dobrze przygotowany i ryzykowny. Nie zareagowałem, ale skończyć mogło się różnie. Po pierwszej próbie ta druga była już słabsza a te ewentualne kolejne nie dochodziły do skutku. Może moja Ex Przyjaciółeczka postanowił wtedy inaczej a może blefowała, nie wiem, ale brak reakcji był dobrą decyzją, chociaż kosztowną.

      Nie składam Ci kondolencji i nie piszę o współczuciu. Nikt i tak nie zrozumie tego co przeżywasz, Ty masz obowiązek szybko zrozumieć, że nie jesteś temu wcale winny i że chcesz żyć.
      Trzymaj się
      • piotr.mimowszystko Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 30.09.19, 18:17
        Dziękuję astroblaster. Czy była borderem.. No tak, to słowo nigdy nie padło z jej ust. Właściwie tylko raz, gdy tuż przed samobójstwem zadedykowała mi piosenkę "smutne oczy borderline" Azylu P.. Z moich nie padło gdyż nie znałem tego pojęcia. Co wiedziałem, co mi powiedziała. Że leczyła się wcześniej psychiatrycznie (nie powiedziała jaka była diagnoza), że nic to nie dało, że jest bez sensu i do tego leczenia nie wróci bo psychiatra chciał skierować ją do szpitala psychiatrycznego a ona nie chciała tam dać się zamknąć.
        Nie jestem psychologiem ani psychiatrą i nie mi to diagnozować, lecz jej objawy były bardzo, bardzo książkowe. Teraz gdy czytam, słucham o tym zaburzeniu znajduję te wszystkie cechy, praktycznie wszystkie ostre cechy którym charakteryzuje się BPD.
        1. Silny lęk przed odrzuceniem, patologicznie silny - gdy zapytałem czego boisz się najbardziej, zdecydowanie odpowiedziała - odrzucenia. Przy jednoczesnym "kocham wolność"
        2. Zmienność nastrojów, gwałtowna, nieprzewidywalna, od euforii po depresję, z przewagą tej drugiej
        3. Przejście od "Kocham Cię nad życie" do "w dupie mam taką miłość" - w ciągu kilku chwil, od idealizacji do dewaluacji
        4.Manipulacja i kłamstwa, chorobliwe kłamstwa
        5.Wszystko czarne lub białe, ludzie w większości przeciwko niej, cały świat przeciwko niej
        6.Uzależnienie od substancji psychoaktywnych, uciekanie w nie
        7.Zaburzenia odżywiania
        8. Nadpobudliwość sexualna, perwersje, ryzykowne zachowania sexualne, szukanie w sexie bliskości, odreagowania
        9. Zadawanie sobie bólu fizycznego by łagodzić psychiczny
        10.Myśli samobójcze
        11. Niemożność utrzymania związków (mówiła to przez mój charakter, ja jej mówiłem,nie przez charakter ale przez chorobę choć nie znałem pojęcia borderline)
        12.Stałe poczucie ogromnej pustki wewnętrznej
        13. Brak identyfikacji kim jestem, również ścisłej orientacji sexualnej
        14.Zmienne poczucie własnej wartości
        15. Częsty słomiany zapał w podejmowaniu działań, porzucanie ich, pracy, szkoły. Szybkie zniechęcanie.
        16.Typowe przyczyny powstawania BPD - dzieciństwo DDD, DDA, wykorzystywanie sexualne, brak miłości rodziców
        17. To, że popełniła samobójstwo jak 10% borderów

        Nie wiem czy to wszystko co przychodzi mi na myśl, pewnie kilka cech charakterystycznych jeszcze by się znalazło. Zbyt wiele tego by nie kojarzyć z borderline. Wszystkie wymienione cechy były ostre i bardzo wprost, ile jeszcze niuansów skłaniających do tej diagnozy nie będę się silił na ich szukanie.
        Tak jak napisałeś astro, życzenie komuś źle.. Wszyscy którzy tak piszą: uciekajcie, zostawcie wariata/wariatkę,ratujcie się, ratujcie swoje życie, to suki, księżniczki które was zniszczą, wszystko nieważne, liczy się tylko nasze życie i nasze szczęście...Czy to takie proste ? Kochać kogoś i zrobić to, ot tak, porzucić, uciec bez walki bo i tak skazana jest na niepowodzenie, uciekając, ratując się. Tak można mówić, tak, to rozsądne, cholernie rozsądne.. Gdzie tu jednak miłość..no tak, do siebie samego trzeba mieć największą. Ja również powiem, tak, trzeba się ratować, niektóre jednak sformułowania w stosunku do borderów potrafią być skrajnie egoistyczne, pozbawione empatii i wręcz chamskie. Uciec. Niestety czasem jest to tak trudne, że kosztuje życie, tego jednego lub tego drugiego.
        • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 30.09.19, 19:15
          Niektóre sformułowania są chamskie, ale wiesz...to jazda bez trzymanki. Ten bolid nie ma hamulców i popierdala ciągle w dół; o yes!
          Niektórzy dostali tutaj też skrajnie w pizdę.
          (Też dostałem, ale to ja prowadziłem bolid, nie kto inny). Zatem nie ma im się co dziwić. Wyobrażam (chociaż bezwględność, uważność, nieustraszoność, działanie i reszta z tej wielkiej toksycznej siódemki nie są mi obce), że był to dla nich koszmar niczym wiwisekcja. Mnie też bolało i siedzi, ale chuj w to Stary. Ale są tu też tacy, którzy z hejtowania innych zrobili sens swojego życia.
          Znajdziesz też takich prawdziwych narcyzów (100%npd) bez świadomości swojego zjebania, którzy dostali w pizdeczkę a na koniec w ramach wartości dodanej, zostali porzuceni. Opowiadali tu swoje historie (Erma, Erna, czy też może Irma-ciotka Irma?) jak porzucili wszystko dla wybranki a ona na nich siklu ciepłym moczem. Pisali więc pod przykrywką jak spbie radzić a między wierszami skomląc o porady, jak by tu wrócić do niej, desperacko pytając o to, czy jeżeli zerwała kontakt to się jeszcze odezwie. Tak nadzoeję chłopaczyna żył i się przeliczył; jeb jeb i po kontakcie. I co w ślad za tym? Złote rady chłoptysia typu: pozbyć się ścierwa, spierdalać panowie, czy wręcz podżeganie do samobójstwa Koleżankę BPD, która akurat glebę zaliczała. Prawdziwy macho co?

          Sugerowałem Ci w tym pierwszym wpisie nic innego, jak porzucenie wytropienia BPD u Twojej Przyjaciółki.
          Powiedz po jaki Ci to chuj?
          Ta wiedza teraz...

          ...wiesz do czego doprowadzi, że zrozumiesz! Ale w tym szczególnym przypadku to zrozumiesz Ją, nie zaś Siebie i będzie to tylko quasi zrozumienie i kolejne gwoździe, którymi do kompletu w gigantycznym poczuciem winy i wyrzutami sumienia przybijać będziesz swój przegrany żywot.

          Pewnie, że ważne jest zrozumienie, ale Twojego przypadku nie ma co tu porównywać z innymi. Zrozumiesz to potem, kiedyś (albo zrezygnujesz z tego zrozumienia) a teraz to się jakoś uratuj.

          Jesteś pełnym empatii gościem -co czuć na kilometr- zapomnij więc o swoim stabilnym (jak to nazwałeś) usposobieniu i poszukaj pomocy.

          Nie ogarniesz sam. Nawet gdyby nie skończyło się tak a nie inaczej, trudno miałbyś ogarniać. Idź do psychiatry i terapeuty. Nie do jednego albo drugiego, tylko do każdego z nich i niech się konsultują.

          Chroń się; obroń; uratuj.
          Zawsze brzmi banalnie (tak samo jak odejdź), ale jest zarazem 100% prawdziwe, bezpośrednie i adekwatne.

          Nie ma Twojej winy.
          Cena zawsze jest wysoka.
          Zapłaciłeś, ale nie masz długu; wobec nikogo.
        • b9b9b9 Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 01.10.19, 23:36
          Poczytaj to, co sam piszesz, posłuchaj tego, co sam mówisz. Albo zastanów się, co byś pomyślał o kimś, gdyby ktoś opowiedział Tobie podobną historię.
          Kobieta Cię robi w trąbę jak tylko może, wykorzystuje, doi, zdradza, zwodzi i pije z Ciebie krew jak tylko się da, a Ty... piszesz o ZAKOCHANIU, o MIŁOŚCI? To nie była żadna miłość! To uzależnienie, uwiązanie, zmanipulowanie, okręcenie wokół dupy i jakaś gra nastawiona na to, żeby nie stracić kroplówki, która karmi, odżywia i zapewnia wygodne życie poprzez korzystanie z energii jakiegoś niewolnika, który nawet siebie masochistycznie skrzywdzi oby pomóc JEGO PANI. Jakaś rola podnóżka, pieska, którym się gardzi robiąc go w ch..a za plecami i owijając wokół palca nie mając do niego grama szacunku.
          Stara prawda: jak się sam nie będziesz szanował, to nikt Cię nie będzie szanował.
          Dałeś się złapać w kleszcze, patową sytuację, uwikłanie i uwiązanie w jakieś borderowe podłe kleszcze w stylu: albo będziesz moim pieseczkiem-podnóżkiem i będę robiła co chciała (czyli będziesz się pokornie zgadzał na to, żebyś >się krzywdził sam DLA MNIE<) albo ja się będę sama krzywdziła i TO TY BĘDZIESZ TEMU WINNY i będę to robiła PRZEZ CIEBIE - BĘDZIESZ TEMU WINNY! Bo idiotki jakoś myślą, że najlepszym dowodem na to, że są "prawdziwie kochane" jest wybaczenie im najgorszych rzeczy, które one robią swoim facetom. To jakiś wg nich test-dowód "prawdziwej miłości". ;)
          To jest miłość, zakochanie? Nie, to jest GŁUPOTA! Miłość nie krzywdzi, miłość nie wymaga kaleczenia samego siebie, miłość nie wymaga masochizmu i poczucia, że jestem tak małowartościowy, że żeby jakąś miłość otrzymać, muszę w ofierze złożyć i poświęcić całego samego siebie i płacić za to każdego dnia wyrywając sobie codziennie kawałek wątroby.
          Miłość buduje, rozwija, dodaje, uskrzydla, uszczęśliwia a nie rani, dokłada energii a nie ją zabiera, no i NIE KRZYWDZI!
          No ale z BPD miłości nie zaznasz. Doświadczysz tylko paru miesięcy idealizacji, kiedy będziesz dla niej całym światem. Ale to oszukańcze i już za chwilę zapłacisz za to podwójną cenę, kiedy wszystko się odwróci z potrójną przeciwną energią, gdy będzie Cię już karać, krzywdzić i gardzić Tobą, bo to przecież TWOJA WINA, że nie okazałeś się tak idealny, jak ona wyimaginowanie wkręciła sobie w swój łeb na początku tej relacji. Twoja jedna jakaś wada zburzy jej idealne wyobrażenie i już będziesz zawsze wszystkiemu winny, będzie Tobą gardzić, Ciebie niszczyć, krzywdzić za to, że "ją tak oszukałeś-miałeś być jej wybawcą-ideałem-lekiem na jej poyebanie", a okazałeś się zwykłym, normalnym facetem, których ona już miała tłumy, do tego naiwnym, pozwalającym się wodzić za nos, słabym idealistą wierzącym w "jakąś miłość opartą na zaufaniu", kiedy przecież wiadomo, że przeżywają tylko ci, którzy bardziej zrobią kogoś w ch..a, niż ten ktoś ich - i nie ma inaczej.
          Wszystkie decyzje laska podejmowała sama. Myślisz, że jesteś winny finału tej historii? Nie.
          Jakoś jak Cię waliła po rogach, to nie myślała o skutkach i konsekwencjach tych swoich podejmowanych decyzji dla Ciebie. Ani sekundy!
          A Ty teraz roztrząsasz to, jak Twoje (słuszne, normalne i naturalne) decyzje mogły ewentualnie wpłynąć jakoś na jej stan?
          Ona wcześniej nie myślała o Tobie, a Ty MUSIAŁEŚ ZAWSZE NAJPIERW MYŚLEĆ O NIEJ?
          To jakiś chory świat.
          Miałeś stracić całą godność za jakąś wyimaginowaną "chorą miłość"?
          To nie była miłość. Nie dołożyłeś się do niczego. To nie był normalny świat. I to nie była Twoja (ani nikogo normalnego) bajka.
          • yadaxad Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 01.10.19, 23:55
            Można to odebrać jako wredność z mojej strony, ale uważam, że można być zakochanym bardziej w swojej miłości do kogoś, niż w samym obiekcie. Kochać swoją rolę, a potem kochać swoją ujmę. I potem się budować w dalszych relacjach na tym heroiźmie i cierpieniu.
            • b9b9b9 Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 02.10.19, 14:36
              "można być zakochanym bardziej w swojej miłości do kogoś, niż w samym obiekcie.".

              Pewnie i można, tyle, że to znowu nie jest miłość, a jedynie głupota.
              Zaraz banda "postępowych i nowoczesnych ekologów-wegetarian-rowerzystów-i-narcystycznych-liberałów-BI" zacznie krzyczeć: każdy ma swoją, własną definicję miłości!!! Może i tak, ale za to definicja głupoty na szczęście jest wspólna.
              • yadaxad Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 02.10.19, 21:20
                Definicji to mieć nie mogą. Definicje tworzy nauka, wiedza, a wiedzy to osoby zaangażowane w toksyczne związki za nic mieć nie chcą. Istnieją wyobrażenia, a te wyobrażenia mają swoją przyczynę. Świadomość przyczyny wcale nie ogranicza emocji. Ale pozwala zapanować nad głupotą.
                    • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 03.10.19, 00:32
                      Och. Wiele to dla mnie znaczy i chcę, żebyś tu była. Stanowisz o poziomie a dla najcudniejszego zjebka ever jesteś jak Kidawa-Błońska dla Kaczki i PISu. Nie wie jak (Mizogin/desperat) Cię podejść i wie, że jesteś mądrzejsza. O wyrafinowanej retoryce już nie wspominam.

                      Ubolewam, że czmychnęły stąd niektóre Osoby (kilka zaburzonych i interesujący Kobiet i Kilku introspektywnych facetów); przy Twoim wiodącym współudziale byłaby szansa na coś merytorycznego. Przelękniony na przełomie lat opowiedział już to wszystko po tysiąckroć.
                      Kurwa cóż za groteskowa postać.
                      Ale może dobrze, że jest, jak myślisz?

                      Zrobimy go?
                      • yadaxad Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 03.10.19, 13:07
                        Forum -border-, już z samej podstawy, musi być popiep***ne. Border tu nie przychodzi po radę, ale przekonywać do siebie. Ofiara bordera udowadniać, że została skrzywdzona za niewinność i szlachetność. Zdrowy rozum nie ma szans, tym bardziej, że kto się kierował zdrowym rozumem, nie ma potrzeby tu czegoś rozpatrywać. Ale dzięki temu pogadać można, popływać po całym oceanie "filozofii" w dowolnym kierunku. Z formułowania myśli zawsze coś merytorycznego się wyciśnie.
                        • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 03.10.19, 14:31
                          powulgaryzuj trochę; przystoi nawet bez ***
                          jest sexy, kiedy jest merytorycznie.
                          Z intencją ofiar, którą opisujesz w pełni się zgadzam.
                          Z intencją Borderów, którą prezentujesz trochę mniej. Swojego czasu (oj też przyjebałem tym o glebę w co nadal nie dowierzam) mocno analizowałem większość wątków. Szczerze, nie znalazłem tu autolobbingu borderów.
                          Bardzo bardzo dawno temu tutaj, wymieniali się uwagami, lekturami, opisami pustki itp.
                          Piszących partnerów (nie swoich oczywiście) mocno pionizowały (widziały gały i mogłeś spierdalać albo spierdalaj póki czas)...

                          Kiedy jest merytorycznie każdy wyjmuje. Nie ma już takiego dysonansu poznawczego.

                          Potłuczeni partnerzy wylewają gorycz i złorzeczą, co jest normalną reakcją. Reakcja, która ewoluuje z czasem w coś konstruktywnego. Jedni znikają (bo wrócili i im wstyd lub już wsparcia nie potrzebują), inni ewoluują w refleksjach i konkluzjach, jeszcze inni wzrastają do rangi niezłych ekspertów (swojego czasu ‚Spaprany’), Ty też jesteś bardzo transparentnym przykładem eksperta narodzonego z doświadczeń.

                          Są też pustaki jak ciotka (może trzeba zgłosić to podżeganie jak myślisz? Namierzyć jego IP to betka, mogę to zrobić) i narcyzo-hejterzy, nienawidzący Kobiet i bojący się Ludzi. Czasami zdarzy im się dobry wpis jak jeden z tych powyżej, ale ‚dobro’ czynią nieświadomie.

                          Dobrze, że Ty jesteś Dziewczynko
                • b9b9b9 Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 03.10.19, 17:32
                  "Definicji to mieć nie mogą. Definicje tworzy nauka, wiedza...".

                  Albo polityka - jak w przypadku "nowoczesnych" definicji: małżeństw, płci, rodziny, męża/żony... itp.
                  (ale tu chyba też jest na szczęście ta sama definicja głupoty).
                        • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 08:28
                          Ty nigdy nie odpadasz Ovolujący Ovonello
                          Nienawiść i PIS to cały Twój świat.
                          Ze mną masz chłoptysiu przejebane.
                          Nawet jak znowu znikniesz na moment i wypłyniesz, to Astro cie wykryje i zdemaskuje a jak przegniesz jak ciotka irma, to benc i po hejterku

                          Pamiętaj o tym nienawistny mizoginiczny pojebie
                          jesteś w chuj prosty w obsłudze i najprymitywniejsze instrumentarium jest na ciebie wystarczające

                        • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 08:38
                          Cześć,

                          Miło, że zachowujesz aktywność i nie zrezygnowałeś z infantylnych emotikonek.
                          Jakby nie było masz swój image.

                          Koleżanka da radę, może nie wyłapałeś przesłań i meritum z Jej wpisów, bo Najwyższa to liga i obiektywizm (pomimo doświadczeń niemałych).

                          Inaczej, żebyś i Ty mógł zrozumieć: BARDZO OTWARTY TO UMYSŁ.

                          Ty zaś uważaj, żebyś znowu w kompleksy nie popadł przy Nowej Towarzyszce.
                          Przy takiej z Otwartym Umysłem mógłbyś nie złapać o co Jej chodzi a potem znowu wszem i wobec głosić, że zła Kobieta znowu była i zbiła a on takie emotki wciąż słał

                          Ale i tak Cię lubię; dobrego dnia
                          • northern_star Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 11:54
                            😀oj Panie śmieszny śmieszny😀

                            nie boj nic na razie intelektualnie ogarniam partnerke 😀 mam tylko nadzieje że nie zrobi mi sprawdzianu z tabliczki mnożenia do 100 bo wtedy leżę 😀

                            a tak na poważnie to nie miejsce do spuszczania się nad samym soba. To forum bpd a nie narcyzów i psychopatów.

                            Jak chcesz podnieść swoja samoocenę powalcz na tinderze a tam znajdziesz same okazy westchnien w twoim kierunku. Jak faktycznie takie z Ciebie bożyszcze 😀

                            Astro czas przestać udawać a zaakceptować miejsce w ktorym jesteś. Również milego ba bo to przecież piątek 😀



                            astroblaster napisał(a):

                            > Cześć,
                            >
                            > Miło, że zachowujesz aktywność i nie zrezygnowałeś z infantylnych emotikonek.
                            > Jakby nie było masz swój image.
                            >
                            > Koleżanka da radę, może nie wyłapałeś przesłań i meritum z Jej wpisów, bo Najwy
                            > ższa to liga i obiektywizm (pomimo doświadczeń niemałych).
                            >
                            > Inaczej, żebyś i Ty mógł zrozumieć: BARDZO OTWARTY TO UMYSŁ.
                            >
                            > Ty zaś uważaj, żebyś znowu w kompleksy nie popadł przy Nowej Towarzyszce.
                            > Przy takiej z Otwartym Umysłem mógłbyś nie złapać o co Jej chodzi a potem znowu
                            > wszem i wobec głosić, że zła Kobieta znowu była i zbiła a on takie emotki wc
                            > iąż słał
                            >
                            > Ale i tak Cię lubię; dobrego dnia
                            • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 12:15
                              Dziękuję. Wiedziałem, że masz potencjał i wyrafinowany sposób skomplementować potrafisz 🖤.

                              Cieszy mnie też fakt Twojej uwagi. Doceniasz mnie to budujące😘😍.

                              Dobry wpis gwiazdo. Bardzo dobry.
                              Obiecuję, że zmienię bajerę, albo ‚postaram się’.

                              Fajnie, że układasz sprawy po swojej myśli. Trzymaj tak

                              Twój Astro🔥😈
                        • b9b9b9 Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 12:40
                          "🙈🙈🙈 słabo to koleżance wróży 😀Astro weźsię już prosze nie pogrążaj. Bo to twoje sebixowe podrywy wołają o pomstę do nieba😀".

                          Nie karm poyeba, bo poyeb wszystkie komunikaty odczytuje jako hołdy wielbiące. Po prostu nie piszemy "z" i nie odpisujemy poyebowi-narcyzowi. Niech się spuszcza do lustra, bo na forum to za chwilę cukrzycy dostanie on, a wszyscy inni porzygają się za moment od tego januszowego, prostackiego bajeru. On jest jak młodzież na wiejskiej zabawie, gdzie podchodzi chłopak do dziewczyny i pyta:
                          - Zatańczym, dziewczynko, pójdziesz w dens ze mno, lalunia?
                          A ona:
                          -Tera nie, ale się dowiadywuj.

                          On się po prostu, całe życie "dowiadywuje".
                          • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 13:47
                            Ovonello jak ty pięknie projekcje uprawiasz.
                            Ja jako twoje lustro?
                            Hmmm wiesz, że nie pyknie, bo nie wytrzymasz.

                            Jesteś głosem wołającego na puszczy mizoginiczny ksenofobie, nienawidzącym ludzi.

                            Agitacja nie pomoże; brak już poklasku. Nie masz fanów. Stoisz z dyndającą mini fujarką i nie wiesz co się dzieje.

                            Dlatego się zwijasz chłoptysiu. W podskokach bo się boisz. Nie wiesz co blefem a co faktem. Wiesz, że mam karty i lubię vabanque. Tak też zagram. Bądź pewien. Ciotka irma też ma jak w banku. Nie wiecie tylko kiedy i jak. Otóż: srak ovonello. Srak. Tak jak lubisz.

                            Teraz odejdź na moment; wróć z nową podróbką samego siebie i bądź pewien, że nawet jak już pisać nie będę, to zauważę i znowu tak bardzo ci jebnę, że zesrasz się na miękko, zupełnie tak jak dziś i wczoraj i tydzień temu.
                            • obserwujacyz Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 15:35

                              > Agitacja nie pomoże; brak już poklasku. Nie masz fanów. Stoisz z dyndającą mini
                              > fujarką i nie wiesz co się dzieje.
                              >
                              > Dlatego się zwijasz chłoptysiu. W podskokach bo się boisz. Nie wiesz co blefem
                              > a co faktem. Wiesz, że mam karty i lubię vabanque. Tak też zagram. Bądź pewien.
                              > Ciotka irma też ma jak w banku. Nie wiecie tylko kiedy i jak. Otóż: srak ovone
                              > llo. Srak. Tak jak lubisz.
                              >
                              > Teraz odejdź na moment; wróć z nową podróbką samego siebie i bądź pewien, że na
                              > wet jak już pisać nie będę, to zauważę i znowu tak bardzo ci jebnę, że zesrasz
                              > się na miękko, zupełnie tak jak dziś i wczoraj i tydzień temu.

                              Człowieku, zgłoś się na leczenie psychiatryczne. Obserwuje wątki tutaj od dłuższego czasu, ale takiej paplaniny i pierdolenia bez sensu dawno nie widziałem. Zmień leki albo zacznij je brać. Z Bogiem
                              • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 15:42
                                Tak wspaniale doradzasz a ‚pierdolenie’ przeplatasz Bogiem?
                                Wow; nowy okaz. Ta sama opcja.
                                No to zapraszam.

                                Ps. Poroś Trust21 o podanie wszystkich tożsamości Twojego idola (z tej samej opcji: Bóg, Honor, Ojczyzna) i poobserwuj uważniej Kochanieńki.

                                Jakie mi leki doradzasz?
                                Przed różańcem zażywać, czy po?
                              • b9b9b9 Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 16:41
                                "Człowieku, zgłoś się na leczenie psychiatryczne. Obserwuje wątki tutaj od dłuższego czasu, ale takiej paplaniny i pierdolenia bez sensu dawno nie widziałem. Zmień leki albo zacznij je brać. Z Bogiem.".

                                Odpuść mu. Jego samego życie wystarczająco już bije.
                                Myślę, że autor wątku nam wybaczy to, że po prostu zignorujemy tu jakiegoś poyeba, któremu własne urojone ego myli się z kutasem, a kutas z urojonym ego.
                                Po prostu olewamy nadętego megalomana, życząc zdrowia
                                i... do budy!!!
                                • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 19:30
                                  Ovulujący ovonellu, zrealizuj swoją obietnicę, którą tak szumnie wygłosiłeś. Nie stać Cię na nią co?
                                  Znalazł się mini fan?
                                  Minie mu. Pomimo opcji i Boga dysonans poznawczy minie.
                                  Otrząśnie się po porzuceniu, pomyśli, wróci szacunek do siebie samego.
                                  W międzyczasie może jednak trafi na wszystkie twoje wcielenia tutaj i posypie głowę popiołem (tak to się mówi prawda?)

                                  Wiem kiedy na chwilę znikniesz; kiedy pojawi się kolejna odważna Kobietka lub obiektywny Facet (partner lub nie) i uzmysłowią Ci, że ludzi należy szanować, nie dzielić. Wszystkich Ludzi. Kiedy już nikt nie zareaguje i nie da ci się wciągnąć i wykorzystać.

                                  A skoro mnie znowu zaprosiłeś to powiem ci kim stajesz się dla mnie: smrodkiem. Takim śmierdzącym zgnilizną i fałszem powietrzem.
                                  Nieładnie pachnie, ale po przewietrzeniu znika. Najważniejsze, że jest niewidzialne, pomijane, nie ważne. Dla Wszystkich.
                                    • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 20:02
                                      Dobry wieczór księże

                                      Ależ księże, przecież Wszyscy tutaj, to nie ty.
                                      Nie przyznasz się księże do tego, ale za jakiś czas będzie Ci baardzo głupio. Nieswojo, wstyd.
                                      Nie martw się tym, to normalny proces a ja żalu nie noszę.

                                      Doradź mi jeszcze proszę te leki, albo zaleć mi może egzorcyzmy (albo mi je załatw).
                                      Dobrze się wysypiaj, nie myśl o sobie źle, poddawaj się refleksji i przede wszystkim dużo czytaj.
                                      Wtedy zrozumiesz tu wszystkich, również fakt jaki młynek Ci ktoś własnie robi księże.
                                      Poza tym przyda się, bo wskazujesz na braki edukacyjne.
                                      Może Yuval Noah Harari? Ale czy proboszcz pozwoli? Spytaj, może pyknie.

                                      aaa i jeszcze jedno księże, dziękuję Ci za rozgłos, uznanie i zapraszam do dalszej debaty.
                                          • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 04.10.19, 21:47
                                            siema ciotka, zatem lecę z tobą.
                                            Wczytaj się w co pisałeś, może idol wesprze cię w interpretacji.
                                            Zapoznaj się z wątkiem autora (może ci umknął) od początku.
                                            Skoreluj z twoja aktywnością, dobry jest teraz na to klimat ciotka, nawet u nas w Polszy.
                                            Jesteś w dupie ciotka, chcesz swoje IP? Tik, tak ciotka. tik, tak...
                                            • northern_star Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 05.10.19, 11:13
                                              boże co za idiota 😀
                                              astroblaster napisał(a):

                                              > siema ciotka, zatem lecę z tobą.
                                              > Wczytaj się w co pisałeś, może idol wesprze cię w interpretacji.
                                              > Zapoznaj się z wątkiem autora (może ci umknął) od początku.
                                              > Skoreluj z twoja aktywnością, dobry jest teraz na to klimat ciotka, nawet u nas
                                              > w Polszy.
                                              > Jesteś w dupie ciotka, chcesz swoje IP? Tik, tak ciotka. tik, tak...
                                                  • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 05.10.19, 14:48
                                                    Bez obaw. Niczego tutaj takiego nie szukam.
                                                    Dobrze wszystko zrozumiałem.
                                                    Wkrótce się przekonasz co antycypowałem. Już działa, ale też już ‚telepie’ jak widać (i czuć).
                                                    Piszą o powtarzalnych szablonach BPD; haha-widzisz te szablonowe aktywności?

                                                    Pisałem o IP ciotki.
                                                    Nie ja będę szukał; nie mój skill, ale mam dyspozycyjny warsztat, chęci, środki, poczucie misji (;) i fun!

                                                    Oboje też wiemy, że kortezan jest synonimem słowa PRZYDUPAS.

                                                    Nie przestawaj tylko merytorycznie dawać; bardzo dobre to co dajesz. Poza tym rób jak uważasz.
                                                    I dziękuję za wczoraj; nie o muzyczce piszę.
                                                    Było to miłe.
                                                • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 05.10.19, 14:54
                                                  Nie zrozumiał.
                                                  Nie ma szans, ale nie każdy musi.
                                                  Gwiazda to w sumie fajny ziomek.
                                                  Inny poziom percepcji i tak też jest ok.
                                                  Mocno go zbiła i jeszcze nie wybaczył.

                                                  Ma zasady. Swoje. Jest wrażliwy i dał się wciągnąć. I dobrze jest jak jest.

                                                  Tylko po co gwiazda tego Boga w to wciągnął.
                                                  Tak szybko i tak głęboko jak do samej kości. Widzisz jak to szybko działa i postępuje.

                                                  Ale tik tak ciotki ist am laufen.
                                              • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 05.10.19, 17:26
                                                Naprawdę Cię lubię Gwiazdo; słowo.
                                                Jesteś prostolinijny, co jest też bardzo dobrą cechą.
                                                Więc i ja będę teraz tak prostolinijny jak tylko umiem.

                                                Napiszę Ci coś a potem uwolnię Cię od swojego towarzystwa.

                                                Pisz co chcesz, odnoś się do mnie jak uważasz; możesz mnie obrażać (jak teraz, tylko po co? Skoro taki nie jesteś; dobrze Ci z tym?), wyśmiewać, czy kpić z tego co prezentuję. Mam w to wyjebane Gwiazdo. Nie przegnij tylko pały jak ciotka. Trzymaj poziom, bądź porządnym Facetem jakim jesteś.

                                                Wyjaśnienia:

                                                1. Ciotka = ERMA74. Co zrobił? PODŻEGAŁ DO SAMOBÓJSTWA! Kilkukrotnie, różne Osoby (nie tylko teraz, ostatnio). Tu nie chodzi o przekroczenie zasad dobrego wychowania, etyki, czy czego by tam sobie nie powiedzieć. Na to jest PARAGRAF. Jest to ścigane z urzędu. Ostatnio nie tylko dla pozorów, ale i dla efektów. Jak chcesz to sobie znajdziesz. Swojego czasu tak bardzo zajarał się swoją opowieścią i pozycją jaką sobie na tym forum wyobraził, że ROZDAWAŁ NA PRAWO I LEWO SWÓJ E-MAIL. Zatem sprawa jest prostsza niż się wydaje. Trzeba to tylko odpowiednio przygotować i przekazać i to właśnie jest TIK TAK Pomijając fakt, że pisał tylko po to, żeby dostać jakieś okruchy nadziei, że jego była Dziewczyna może do niego wrócić lub chociaż się odezwać, czy też po to, by dowiedzieć się jak ją z powrotem wciągnąć; to chciał się też prezentować jako quasi gentleman (ofiara) o wytwornych manierach i szerokim wachlarzu zainteresowań (kółko malarskie, podziwianie plenerów, podróże, otaczanie się wytwornym towarzystwem. Sam sobie dopowiedz jakie maniery ma ktoś, kto o Kobietach mówi per ścierwo, gówno, gnój. Tak wyraża się gentleman? Tak uważasz? Widzisz w hierarchii psycho taki narcyzek stoi na samym dole: brak mu uroku, bezwzględności, skupienia, odporności psychicznej, uważności i przede wszystkim brak mu nieustraszoności i natychmiastowego działania.

                                                Nie każdy psycho to od razu morderca; nawet nie wiesz jak wielu ich wokół Ciebie i jak potrzebni i przydatni są. Weź za przykład skupionych na zadaniu (i bezwzględnie ‘krwawych’) chirurgów, najlepszych w swoim fachu, weź Top Management, Szpiegów, Ludzi do zadań specjalnych. Robią robotę za Ciebie. Narcyzek nie robi nic pożytecznego i jest tchórzem. Jest ordynarny, odrażający. Plugawy. Kiedy go zdemaskujesz pokazuje swą twarz. Sam czytałeś, sam widziałeś, jak wspaniale się wysławia; zestaw z tym jak prezentował się na wstępie.

                                                2. B9B9b9 = OVONELL. Pod takim nikiem występował tu ostatnio. Jest tu od lat. Sieje spustoszenie w głowach takich porządnych ziomków jak Ty. Miał tu wiele wcieleń (wszystkie je zna Trust21; który zresztą mylił mnie z nim na wstępie). Sam o sobie pisał, że jest usuniętym z zawodu psychologiem; miał dwie żony cierpiące na BPD. Bardzo dokładnie opisywał jak wygląda terapeutyzowanie BPD od kuchni. Prosty wniosek, Jedna z nich go uwiodła i wypluła. Ten ktoś opisywał tu różne historie, metafory prezentował, przykłady przyjaciół opisywał (jak to określił w jednym z wątków kiedyś spotkał swojego dawnego przyjaciela, który był zniszczony przez Borderkę, iż wyglądał jak wracający do Spychowa Jurand). W tym samym wątku, uczestnicy konwersacji szybciutko wyłapali jego nieścisłości i luki w opowieściach. Zawsze tak było. Ten ktoś zawsze robił sałaty słowne; wszystkim i zawsze manipulował i wykorzystywał cierpienie innych. Takich jak Ty. To niewątpliwe inteligentny i oczytany ktoś i zarazem bardzo CHORY; nie, nie zaburzony, nie psycho. To CHORY ktoś i niebezpieczny dla otoczenia. Niewykluczone, że to kaznodzieja. Dla takich uczciwych jak Ty Gwiazda. Zawsze znika, kiedy jest zdemaskowany, zawsze unosi się honorem i zawsze ktoś jest temu winny, że on ‘odpuszcza’. Potem zawsze powraca (Musi-jest CHORY). Zawsze niby z dupy się pojawia z nowym wyszukanym nikiem i zawsze jest cwany, ostrożny. Nigdy nie podaje nikomu maila i z nikim w zasadzie się nie ‘brata’. Tylko wykorzystuje. Zauważ, że ciotkę tez olewał, kiedy ten chciał się zbliżyć i ‘zakumplować’. W ten sposób ‘nietykalny’? może kiedyś. Nie przy mnie. Nie ze mną. Po nitce do kłębka. Wątki się plotły i rozwijały i nakręcały. Will see.

                                                Pozwól, że na koniec jeszcze coś Ci doradzę. Nie uciekaj od bólu. Nie unikaj go, nie spychaj. W bólu należy się zanurzyć, wytaplać, podtopić i wypłynąć, odrodzonym i wyczyszczonym. Tak wygląda naturalny etap rozwoju i wzrastanie. Uciekanie od bólu jest niedojrzałością emocjonalną. Wiem brzmi jakby przyganiał kocioł garnkowi, ale u psycho działa(nie) to inaczej. Nie robię Cię mówiąc, iż porządny z Ciebie facet. Masz dużo wrażliwość i nie jest to wada z Twoj najsilniejsza strona. Jak tylko przerobisz ból dojdziesz do całkiem nowych wniosków. Innych. Nie będę Ci prawił jak to zrobić, od tego są fachowcy, albo samorozwój (są książki, skupienie, refleksje, wyciąganie z samotności). Wiem, że nosisz urazę do mnie i ciężko Ci zaufać. Ubolewam nad tym, ale mnie to nie boli. Może zbyt mocno Ci pojechałem, ale tak właśnie chciałem. Jebie mnie też czy mnie szanujesz. Myśl co chcesz.

                                                Odpowiedz sobie tylko na pytanie, czy gdybyśmy stali twarzą w twarz też byłbyś tak cyniczny i ‘odważny’? Powiedziałbyś to wszystko, co piszesz. Ja owszem i jak chcesz, to mnie sprawdź. Gdyby było to forum na zasadzie grupy wsparcia, gdzie ludzie znają się z imienia nazwiska (zdjęć), pisałbym to samo. Mam wyjebane w pozycję społeczną i to co pomyślą inni. Tak myślę, tak czuję i wiem, że co piszę nie jest bełkotem (chociaż dla niektórych tak brzmi), jest prawdą wyjebana w twarz. Uwierz (lub nie), ale Twoja przygoda w Partnerką BPD była prawdopodobnie najważniejszym wydarzeniem Twojego życia. Wiesz, w życiu nie ma przypadków, nie ma zbiegów okoliczności a nie przyciągają się przeciwieństwa, tylko podobieństwa (tyle, że nie zawsze słowa oznaczają to samo, jak brzmią). Jak dobrze to przepracujesz, staniesz się nowym, innym, mocniejszym i otaczającym się innymi ludźmi Człowiekiem. Nauczysz się określać granice i stawiać je. Jakkolwiek, pewnie już to słyszałeś, ale czy zastanowiłeś się kiedyś nad tym głębiej? Przebacz Jej kiedyś i miej dobre słowo. Poharatała Cię ,ale dała też niemało. Pewnie z niej piłeś i ją wielbiłeś (jak Wszyscy tutaj z autorem tych słów na czele); jak można o kimś takim myśleć per ścierwo, jak można życzyć śmierci Gwiazdo?

                                                Taką chcesz mieć ekipę, takich ‘Ziomali’?

                                                Wiem, trochę dużo, ale akurat Ciebie uważam, za porządnego Faceta i nie jest to dla mnie stracony czas.

                                                Masz mnie z głowy Gwiazdo (a jak kiedyś zechcesz, to zapraszam, gdziekolwiek i jakkolwiek i nie miej wątpliwości, znam swoją orientację; podobają mi się tylko Kobiety. A w życiu nie przeszkadza mi nikt, każdy jest interesujący i każdy może być doskonałym źródłem poznawczym. Fajne to życie jest. Cześć.
    • astroblaster Re: Moja borderka, historia prawdziwa. 05.10.19, 17:29
      Do NOTHERN_STAR (lub kto ma ochotę).
      Gwiazdo, wklejam to co zawarłem bezpośrednio pod Twoim wpisem do mnie. Żeby nie umknęło w gąszczu.
      Najlepszego.

      Naprawdę Cię lubię Gwiazdo; słowo.
      Jesteś prostolinijny, co jest też bardzo dobrą cechą.
      Więc i ja będę teraz tak prostolinijny jak tylko umiem.

      Napiszę Ci coś a potem uwolnię Cię od swojego towarzystwa.

      Pisz co chcesz, odnoś się do mnie jak uważasz; możesz mnie obrażać (jak teraz, tylko po co? Skoro taki nie jesteś; dobrze Ci z tym?), wyśmiewać, czy kpić z tego co prezentuję. Mam w to wyjebane Gwiazdo. Nie przegnij tylko pały jak ciotka. Trzymaj poziom, bądź porządnym Facetem jakim jesteś.

      Wyjaśnienia:

      1. Ciotka = ERMA74. Co zrobił? PODŻEGAŁ DO SAMOBÓJSTWA! Kilkukrotnie, różne Osoby (nie tylko teraz, ostatnio). Tu nie chodzi o przekroczenie zasad dobrego wychowania, etyki, czy czego by tam sobie nie powiedzieć. Na to jest PARAGRAF. Jest to ścigane z urzędu. Ostatnio nie tylko dla pozorów, ale i dla efektów. Jak chcesz to sobie znajdziesz. Swojego czasu tak bardzo zajarał się swoją opowieścią i pozycją jaką sobie na tym forum wyobraził, że ROZDAWAŁ NA PRAWO I LEWO SWÓJ E-MAIL. Zatem sprawa jest prostsza niż się wydaje. Trzeba to tylko odpowiednio przygotować i przekazać i to właśnie jest TIK TAK Pomijając fakt, że pisał tylko po to, żeby dostać jakieś okruchy nadziei, że jego była Dziewczyna może do niego wrócić lub chociaż się odezwać, czy też po to, by dowiedzieć się jak ją z powrotem wciągnąć; to chciał się też prezentować jako quasi gentleman (ofiara) o wytwornych manierach i szerokim wachlarzu zainteresowań (kółko malarskie, podziwianie plenerów, podróże, otaczanie się wytwornym towarzystwem. Sam sobie dopowiedz jakie maniery ma ktoś, kto o Kobietach mówi per ścierwo, gówno, gnój. Tak wyraża się gentleman? Tak uważasz? Widzisz w hierarchii psycho taki narcyzek stoi na samym dole: brak mu uroku, bezwzględności, skupienia, odporności psychicznej, uważności i przede wszystkim brak mu nieustraszoności i natychmiastowego działania.

      Nie każdy psycho to od razu morderca; nawet nie wiesz jak wielu ich wokół Ciebie i jak potrzebni i przydatni są. Weź za przykład skupionych na zadaniu (i bezwzględnie ‘krwawych’) chirurgów, najlepszych w swoim fachu, weź Top Management, Szpiegów, Ludzi do zadań specjalnych. Robią robotę za Ciebie. Narcyzek nie robi nic pożytecznego i jest tchórzem. Jest ordynarny, odrażający. Plugawy. Kiedy go zdemaskujesz pokazuje swą twarz. Sam czytałeś, sam widziałeś, jak wspaniale się wysławia; zestaw z tym jak prezentował się na wstępie.

      2. B9B9b9 = OVONELL. Pod takim nikiem występował tu ostatnio. Jest tu od lat. Sieje spustoszenie w głowach takich porządnych ziomków jak Ty. Miał tu wiele wcieleń (wszystkie je zna Trust21; który zresztą mylił mnie z nim na wstępie). Sam o sobie pisał, że jest usuniętym z zawodu psychologiem; miał dwie żony cierpiące na BPD. Bardzo dokładnie opisywał jak wygląda terapeutyzowanie BPD od kuchni. Prosty wniosek, Jedna z nich go uwiodła i wypluła. Ten ktoś opisywał tu różne historie, metafory prezentował, przykłady przyjaciół opisywał (jak to określił w jednym z wątków kiedyś spotkał swojego dawnego przyjaciela, który był zniszczony przez Borderkę, iż wyglądał jak wracający do Spychowa Jurand). W tym samym wątku, uczestnicy konwersacji szybciutko wyłapali jego nieścisłości i luki w opowieściach. Zawsze tak było. Ten ktoś zawsze robił sałaty słowne; wszystkim i zawsze manipulował i wykorzystywał cierpienie innych. Takich jak Ty. To niewątpliwe inteligentny i oczytany ktoś i zarazem bardzo CHORY; nie, nie zaburzony, nie psycho. To CHORY ktoś i niebezpieczny dla otoczenia. Niewykluczone, że to kaznodzieja. Dla takich uczciwych jak Ty Gwiazda. Zawsze znika, kiedy jest zdemaskowany, zawsze unosi się honorem i zawsze ktoś jest temu winny, że on ‘odpuszcza’. Potem zawsze powraca (Musi-jest CHORY). Zawsze niby z dupy się pojawia z nowym wyszukanym nikiem i zawsze jest cwany, ostrożny. Nigdy nie podaje nikomu maila i z nikim w zasadzie się nie ‘brata’. Tylko wykorzystuje. Zauważ, że ciotkę tez olewał, kiedy ten chciał się zbliżyć i ‘zakumplować’. W ten sposób ‘nietykalny’? może kiedyś. Nie przy mnie. Nie ze mną. Po nitce do kłębka. Wątki się plotły i rozwijały i nakręcały. Will see.

      Pozwól, że na koniec jeszcze coś Ci doradzę. Nie uciekaj od bólu. Nie unikaj go, nie spychaj. W bólu należy się zanurzyć, wytaplać, podtopić i wypłynąć, odrodzonym i wyczyszczonym. Tak wygląda naturalny etap rozwoju i wzrastanie. Uciekanie od bólu jest niedojrzałością emocjonalną. Wiem brzmi jakby przyganiał kocioł garnkowi, ale u psycho działa(nie) to inaczej. Nie robię Cię mówiąc, iż porządny z Ciebie facet. Masz dużo wrażliwość i nie jest to wada z Twoj najsilniejsza strona. Jak tylko przerobisz ból dojdziesz do całkiem nowych wniosków. Innych. Nie będę Ci prawił jak to zrobić, od tego są fachowcy, albo samorozwój (są książki, skupienie, refleksje, wyciąganie z samotności). Wiem, że nosisz urazę do mnie i ciężko Ci zaufać. Ubolewam nad tym, ale mnie to nie boli. Może zbyt mocno Ci pojechałem, ale tak właśnie chciałem. Jebie mnie też czy mnie szanujesz. Myśl co chcesz.

      Odpowiedz sobie tylko na pytanie, czy gdybyśmy stali twarzą w twarz też byłbyś tak cyniczny i ‘odważny’? Powiedziałbyś to wszystko, co piszesz. Ja owszem i jak chcesz, to mnie sprawdź. Gdyby było to forum na zasadzie grupy wsparcia, gdzie ludzie znają się z imienia nazwiska (zdjęć), pisałbym to samo. Mam wyjebane w pozycję społeczną i to co pomyślą inni. Tak myślę, tak czuję i wiem, że co piszę nie jest bełkotem (chociaż dla niektórych tak brzmi), jest prawdą wyjebana w twarz. Uwierz (lub nie), ale Twoja przygoda w Partnerką BPD była prawdopodobnie najważniejszym wydarzeniem Twojego życia. Wiesz, w życiu nie ma przypadków, nie ma zbiegów okoliczności a nie przyciągają się przeciwieństwa, tylko podobieństwa (tyle, że nie zawsze słowa oznaczają to samo, jak brzmią). Jak dobrze to przepracujesz, staniesz się nowym, innym, mocniejszym i otaczającym się innymi ludźmi Człowiekiem. Nauczysz się określać granice i stawiać je. Jakkolwiek, pewnie już to słyszałeś, ale czy zastanowiłeś się kiedyś nad tym głębiej? Przebacz Jej kiedyś i miej dobre słowo. Poharatała Cię ,ale dała też niemało. Pewnie z niej piłeś i ją wielbiłeś (jak Wszyscy tutaj z autorem tych słów na czele); jak można o kimś takim myśleć per ścierwo, jak można życzyć śmierci Gwiazdo?

      Taką chcesz mieć ekipę, takich ‘Ziomali’?

      Wiem, trochę dużo, ale akurat Ciebie uważam, za porządnego Faceta i nie jest to dla mnie stracony czas.

      Masz mnie z głowy Gwiazdo (a jak kiedyś zechcesz, to zapraszam, gdziekolwiek i jakkolwiek i nie miej wątpliwości, znam swoją orientację; podobają mi się tylko Kobiety. A w życiu nie przeszkadza mi nikt, każdy jest interesujący i każdy może być doskonałym źródłem poznawczym. Fajne to życie jest. Cześć.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka