Dodaj do ulubionych

Trójkątny związek z jedną kobięta BPD

13.10.19, 02:59
Cześć, Jestem nowy na forum. Właśnie po zebranej świeżej serii ciosów od żony BPD.
Mój związek zaczął się w 7 lat temu. Byłem już wówczas dość doświadczonym facetem. Partnerka - później żona - 12 lat młodsza ode mnie, wydawała się wówczas ziszczeniem marzeń o idealnej żonie, matce dzieci. Od początku było jednak coś nie tak. tj wszelkie akcje opisywane na tym forum setki razy. Najpierw wielkie deklaracje miłości do mnie, zapewnianie o moje cudowności i jej ogromnym szczęściu przeplatane nagłymi rozstaniami, wyprowadzkami, ucieczka w alkohol, grożenie samobójstwem itd. Początkowo było to do wytrzymania, jednak najgorszy horror zaczął się kiedy zaszła w ciąże. Zanim zaszła w ciąże pragnęła tego nade wszystko. Kiedy już zaszła nastąpiła eskalacja negatywnych zachowań - po prostu horror! W jednym momencie była najszczęśliwszą osobą na świecie abym za chwilę ją zastał uderzającą się pięściami w brzuch... Potem znów była szczęśliwa a za chwilę w historii przeglądarki mojego laptopa znajdowałem tematy "jak pozbyć się ciąży". Ciąże jakoś przetrwaliśmy. Zaciskałem zęby, prosiłem, tłumaczyłem... Jak to w takim związku było raz lepiej raz gorzej jednak o dziwo częściej lepiej. Po narodzeniu się dziecka znowu zaczęło wszystko wracać. Akcję pakowanie się w nocy, wyprowadzka na "melinę" jej rodziców, potem potok sms'ów z wyzwiskami, groźbami, że zrobi coś sobie i dziecku. Opisuję teraz to dość pobieżnie bo minęło dużo czasu w każdym razie całkowicie mnie wtedy zniszczyła. Tak się złożyła, że sytuację obserwowała cały czas jej siostra. Osoba tak samo atrakcyjna fizycznie jednak zupełnie inna osobowościowo. Aż dziwne bo jednak pochodziła z tego samego trudnego domu, miała tego samego ojca awanturującego się alkoholika i matkę z jakimś tam zaburzeniami osobowości których nie potrafię nazwać (w każdym razie objaw to regularne szukanie sobie wrogów i dążenie do kłótni). Ta też siostra widząc w jakim jestem stanie psychicznym zaczęła mnie pocieszać. Przez prawie 2 lata byliśmy przyjaciółmi, najlepszymi jakich można sobie wyobrazić ale jednak tylko przyjaciółmi. Ja czułem zawsze coś więcej jednak to uczucie było "zakazane". Ostatecznie jednak stało się tak, że się zbliżyliśmy i staliśmy się parą. Uciekliśmy przez moją żoną. To jaki nam wtedy zrobiła horror z życia nie da się opisać. Codziennie dostawałem potok sms'ow zapewniających o miłości, jednocześnie obwiniających mnie o to że przeze mnie dzieci będą musiały patrzeć na dziadka i jego kolegów akocholików, że mam jej pomóc mieszkanie wynająć, że mam pomóc jej w przeprowadzce, potem w remoncie itp. Czułem się winny, więc starałem się spełniać życzenia. W podzięce zostałem posądzony o pobicie teścia (dołek 48h), naruszenie miru domowego u teścia (wyrok), znęcanie się psychiczne i fizyczne (zatrzymanie 48h, ale ostatecznie umorzenie i odszkodowanie od sądu). Do tego nasyłane kontrole wszelkich instytucji państwowych ZUS, OPS, Sad rodzinny, nadzór budowlany... Stawałem się coraz większym wrakiem człowieka. Ona jednak nie odpuszczała, dalej grała swoje. Nękała zarówno mnie jak i swoją siostrę. Odpuściła chwilowo kiedy dowiedziała się, że będziemy mieli wspólne dziecko. Wtedy groźby zamieniły się w przepraszanie, deklaracje leczenia się naprawy itd. Ostatecznie pękliśmy. W pewnym momencie zdecydowaliśmy się zamieszkać wszyscy razem w jednym domu ze wspólnymi dziećmi. W końcu dobro dzieci najważniejsze a poza tym jednak pomimo wszystko nigdy nie przestałem jej kochać. Kochałem i kocham równocześnie obydwie kobiety i nie potrafię inaczej (może to też jest jakieś zaburzenie u mnie ?). W każdym razie takie rozwiązanie przyniosło ukojenie dla wszystkich. 3 lata sielanki (z małymi , góra jednodniowymi jej odchyłami, kończone od razu przeprosinami). Pełna akceptacja, brak zazdrości, super seks we trójkę ... no po prostu coś cudownego. Za ten czas zawsze będę wdzięczny. Jednak w mojej głowie po wcześniejszych akcjach cały czas była jakaś tam niezabliźniona rana, coś co powodowało, że cały czas miałem ograniczone zaufanie. Trwało to jednak ponad 3 lata i stawałem się co raz mnie czujny. Czasem zastanawiam się czy taki nietypowy związek był jakimś niezbadanym panaceum na BPD? Może ona czuła, że skoro po tym wszystkim nadal chcemy z nią żyć i nadal ją kochamy to może czuć się bezpieczna? a może zagrożenie, że jeśli zacznie robić swoje akcje to przecież mam jej siostrę i aż tak nie da rady już mnie zranić? Nie wiem .... teoretyzuję. W każdym razie po tych 3 latach idylli sytuacja zawodowa zmusiła mnie do wyjazdu za granicę. Umówiliśmy się tak, że stworzę grunt pod przyjazd do mnie rodziny i wtedy oni przyjadą (za jakieś 3 miesiące). Już w chwili wyjazdu miałem złe przeczucia, że wszystko co tyle czasu budowaliśmy się rypnie. Odjeżdżając odczuwałem ogromy żal, że już może nigdy nie będzie tak jak wcześniej. Przeczucia niestety się spełniły. Po 5 tygodniach od mojego wyjazdu nastąpił nawrót zaburzeń w najgorszej postaci. Najpierw były smsy, że kocha, że teski, że nie może wytrzymać bez seksu, że jej się to w kółka śni itp. później nagła odmiana: że ona nigdzie nie przyjedzie, że ma mnie gdzieś, że my możemy sobie wyjeżdzać a ona odchodzi. Zaczęła chadzać do sąsiadów na meline, powrót do fajek po 5 latach, telefony do byłych no i cały ten horror. Czasami mam wrażenie, że ona znajdowała ukojenie w seksie. Może jakoś satysfakcja seksualna przekładała jej się w głowie na poczucie pewności miłości czy coś takiego. Musiała praktycznie codzienne a przerwy 3 dniowe już źle znosiła i zaczynały się małe przytyki że wolę moją drugą kobietę. Ale to wszystko funkcjonowało. Nagle się rypło. Znów zawalił się świat rodzina.
Rozmyślając co mogło się stać i szukając odpowiedzi w internecie (początkowo szukając pod "zaburzenia osobowości" bo tyle zdiagnozował psychiatra) dotarłem do artykułów o borderline i do tego forum. Wszystko ułożyło się w całość, poznałem przyczynę. Tylko co z tym zrobić. Wrócić do domu nie mogę bo wiem, że czeka mnie piekło to samo które przeszedłem przed kilkoma laty. Sciągnięcie do mnie jednej żony to też katastrofa bo rozdzielone zostałyby, bardzo zżyte ze sobą dzieci. Te które by zostały nie dość, że stracą tatę do też stracą jedną z mam (bo obydwie traktują jako mamy), to co najgorsze zostaną pod jedyną opieką osoby zaburzonej, która może coś zrobić np pod wpływem alkoholu. Wiem, że przez sąd i instytucje państwowe nawet nie mogę zaczynać walki bo w Polsce takie sprawy ojcowie przegrywają. Żal jest przeogromny tracę ukochaną kobietę i super dzieci. Z drugiej strony rozsądek podpowiada aby ratować drugą ukochaną kobietę i chociaż te superdzieciaki. Sytuacja jest patowa. Zawsze ktoś będzie skrzywdzony. Siedzę już , 3cią noc, czytam , analizuję, myślę. Wdzięczny będę za jakiekolwiek sugestie. Pozdrawiam
Obserwuj wątek
        • pejot_78 Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 18:42
          Niestety nic nie jest takie oczywiste. Uwierz mi, że życie po takich przejściach nie ma nic wspólnego z wygodą. Człowiek z zaburzeniami to jednak nadal człowiek i jeśli się kocha tego człowieka to trudno go zostawić samemu sobie, tym bardziej, że wiązało by się to z zostawieniem niczemu nie winnych dzieci !!! Przecież w momencie kiedy nie wpada w swoje psychozy to jednak jest bardzo dobrym człowiekiem - dobrą matką, żoną. Rady o porzucaniu i uciekaniu jak najdalej są jak najbardziej prawidłowe w stosunku do osób mających za sobą zaledwie paromiesięczny związek lub kiedy miała miejsce faktyczna zdrada. W moim wypadku w sensie fizycznym nie miała miejsca. Łączy nas prawie 8 lat, trójka dzieci. Z tej drogi już jest na prawdę ciężko zawrócić. Skoro udało się uzyskać 3 lata względnego spokoju to może jednak warto powalczyć o kolejne 3? Tym bardziej, że ona znów się przyznaje do winy i przeprasza. Kolejne 3 czy nawet 2 a może 1 rok to jest bardzo dużo dla dzieci. Wiem, że to będzie mnie cały czas męczyć, wiem, że pokrzywdzona tą sytuacją jest też druga żona. Tyle, że ona jest jej siostrą, kocha ją jak siostrę, kocha też dzieci i tak samo jak ja boi co by się działo gdybyśmy ją zostawili samą. Tu nie ma prostego wyboru. Poza tym porzucając osobę zmagającą się z takimi zaburzeniami czy nie postępujemy właśnie tak jak ona. Przecież za w czasu porzucamy tylko dla tego aby sami nie doświadczyć za jakiś czas porzucenia czy krzywdy.
          Trochę naiwne było z mojej strony, liczyć na rady na forum, gdzie swoje żale na ogół wyrzucają ludzie, po zaledwie paru miesiącach związku. Dla nich najlepsze rzeczywiście są rady - uciekaj jak najdalej i zapomnij jak najszybciej.
          To tyle pozdrawiam.
          • astroblaster Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 19:00
            Cześć,

            Zacznę od tego, że mojej życie jest niemniej ‘wyskokowe’ niż Twoje. Zawsze było, jest i zobaczymy jak będzie. Nie czuj się więc oceniany. Odniosę się tylko do sytuacji.
            Według mnie stworzyliście -zagmatwany, skomplikowany, przepełniony bólem- związek. Samiec nie jest w nim nic lepszy niż jego Obie Partnerki. Można Ci pozazdrościć (really), ale i to ALE celowo z dużej. Są w tym układzie Dzieci. No i sam wiesz w czym wzrastają, co widzą, co wciągają? Mają troje Rodziców w tym Obie mamy to Siostry i Ojca, który nie dostrzega w sobie żadnych słabości (ŻADNEGO ZJEBANIA, STARY? Nie widzisz tego?). Przypadek dla specjalistów i jeżeli mogę Ci doradzić, to szybko się do takich udaj. Nie oszczędzaj i wybierz najlepszych, przyłóż się. Z Waszej relacji na długą metę nic dobrego nie wyniknie a macie niestety szansę na dużą tragedię (taką dosłowną).Pachnie to śmiercią Kolego. To Wsze życie, ale Dzieci szkoda. Jeżeli Ci na nich zależy, to zajrzyj w Siebie i bądź w tym szczery i do bólu krytyczny. Uporządkuj to, nawet jak trzeba ciąć jak skalpelem do samej kości. Będzie bolało, wszystkich, ale im dalej tym tragedii bliżej. Pa
            • pejot_78 Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 19:23
              Dzięki za konstruktywne wdanie się w dyskusję. Jednak nie widzę w Twojej wypowiedzi zrozumienia problemu. Chęć tak ale jednak z paru zdań opisu chyba trudno wyciągać tak daleko idące wnioski. Mam wrażenie, że wszystko rozpatrujesz przez "niewłaściwość związku trzech osób". Są jednak kultury gdzie ludzie tak żyją i dobrze funkcjonują, mają szczęśliwe rodziny i dzieci. Nie to jest sednem problemu. Poza tym nie jest tak, że nie dostrzegam swojego zjebania. Jak każdy mam pełno deficytów i słabości. Już w pierwszym poście napisałem że "być może też jestem zaburzony". Natomiast zupełnie bezpodstawna jest Twoja uwaga względem mojej drugiej żony. To jest pod każdym względem najlepsza istota na świecie, która od zawsze mnie wspierała, nigdy nie zawiodła i dzięki niej przetrwałem tak wiele i nasza rodzina przetrwała. Śmiercią to mogło się właśnie skończyć porzucenie i może właśnie tym sposobem udało się uniknąć prawdziwej tragedii. Dzięki za radę ale do specjalisty się nie wybiorę, chyba że z żoną. Większość specjalistów zareaguje tak samo stereotypowo, że źródłem problemów jest "nienaturalny" związek. To właśnie przez takich specjalistów żona kiedyś popadła w jeszcze większy dół aż w końcu trafiła na lekarza faceta, który zupełnie ten aspekt pominął i szukał źródła. Stety / Niestety poczuła się zbyt dobrze i przerwała później leczenie.
              • astroblaster Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 19:38
                Może stać Cię na obiektywizm? Wiem, że to trudne, ale warto. Uważasz, że druga Żona nie jest zaburzona? Bynajmniej. Nie zmienia to faktu, że może być ‘dobra’ (co jest relatywizmem, tak czy inaczej). Zgodziła się na coś nietypowego. Tak to ujmę. Poliamoria nie jest mi aż tak daleka jak Ci się wydaje, przeciwnie i wiem co masz na myśli i jak rozumujesz. Jednakże w tej strefie geograficznej i tej tu kulturze nie jest standardem, zatem i Ty standardowy nie jesteś. Obie Twoje Żony to Siostry. Nikt z Was tak naprawdę nie wie, kto jak jest zaburzony. Każdy widzi coś w każdym. Ta żona, którą definiujesz jako BPD, może wcale nie mieć tego zaburzenia; raczej Jej ‘koncyliacyjne’ i ‘długookresowe’ zachowanie temu przeczy. Może być też tak, że Ty niczego już nie dostrzegasz w nikim (poza tą Zaburzoną).

                Mowa tu o Dzieciach. Im szykujesz wypaczona psychę. Posłuchaj ja też uważam siebie za mega gieroja, ale jedno czego jestem pewien (chyba tylko tego), że silnym jest ten, kto pozwala sobie pomóc. Kto szuka tej pomocy. Nie ogarniesz tego. Zobaczysz.
                • pejot_78 Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 19:56
                  Wypowiem się tym razem tylko co do dzieci, bo właśnie ich dobro jest najważniejsze ze wszystkiego. Nie uważam aby w jakikolwiek sposób wypaczało im to psychikę. Może daje im jedynie dystans i uczy wychodzenia po za pewne schematy. Uczy też nie oceniać stereotypowy. Tyle... Syn został zapytany raz przez dzieci sąsiadów - "dlaczego ty masz dwie mamy". Odpowiedział - "widzicie jakie mam szczęście" :) Bardzo to mnie wtedy podbudowało i utwierdziło, że dzieciom nic złego z tego nie będzie. Dopóki widzą miłość rodziców dopóki widać, że są szczęśliwe to raczej jest dobrze. Nie mogę tego stwierdzić na 100% ale raczej. Na 100% jednak, jest to na pewno lepsze niż życie tylko z jednym rodzicem. Na pewno jest lepsze niż życie z matką która stacza się z rozpaczy w alkohol. Lepsze jest niż życie tylko z matką która co chwilę ma nowego partnera... a jak wiadomo jest to normalny schemat u kobiet niekoniecznie zaburzonych a posiadających już dzieci. Dzieci w takich przypadkach poznają niezliczoną ilość wujków. Czy może dobre dla psychiki dziecka jest tak ostatnio promowane adoptowanie dzieci przez LGBT? Nie! to są dopiero jazdy dla dzieci. Przykładów można by przytaczać wiele. Chętnie przeczytam jak się odniesiesz do tego.
                  • b9b9b9 Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 22:06
                    Pejot,

                    Jak już napisano wcześniej: to jest tylko Twój cyrk. Nikomu nic do tego.

                    Ale, skoro już pytasz na forum, to bądź gotowy na każdą odpowiedź, a nie tylko na głaskanie i utwierdzanie w dążeniu do "prawd Twojego świata".

                    Cyt.:
                    "Poza tym porzucając osobę zmagającą się z takimi zaburzeniami czy nie postępujemy właśnie tak jak ona. Przecież zawczasu porzucamy tylko dlatego, aby sami nie doświadczyć za jakiś czas porzucenia czy krzywdy.".

                    "Są jednak kultury gdzie ludzie tak żyją i dobrze funkcjonują, mają szczęśliwe rodziny i dzieci. Nie to jest sednem problemu.".

                    "Większość specjalistów zareaguje tak samo stereotypowo, że źródłem problemów jest "nienaturalny" związek. To właśnie przez takich specjalistów żona kiedyś popadła w jeszcze większy dół…".

                    "Syn został zapytany raz przez dzieci sąsiadów - "dlaczego ty masz dwie mamy". Odpowiedział - "widzicie jakie mam szczęście" :)... ".

                    -------

                    Odpiszę bez znieczulenia:

                    Co za pier d olenie służące wyłącznie temu, aby jakoś obronić i zracjonalizować własne poyebanie w patrzeniu na realny i rzeczywisty świat.

                    Czyli - (wybacz!) - jesteś yebnięty i - (właśnie) dlatego - jesteś w tak poyebanej relacji i sytuacji.
                    I, sorry - do kogo żal?
                    Bez urazy - to tylko taka ocena, jakby z "drugiej strony lustra", bo Ty chyba nie żyjesz w świecie, w którym rzeczy nazywa się po imieniu.
                    Mimo wszystko, powodzenia.
                    • pejot_78 Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 16.10.19, 22:54
                      b9b9b9: Ależ wybaczam. Znieczulenie nie jest potrzebne :) uodporniony jestem na dużo większy kaliber. Zgadza się jestem pojebany. Mam 40 lat i tak mniej więcej pojebało mnie w wieku 32 lat :) Trafiło mnie i koniec. Wcześniej byłem całkowicie zwyczajny. Oczywiście jeśli, jako pojebanie traktować, każde odstępstwo od ogólnie przyjętej normy. Akurat nie szukam tu poklasku i krytyka też mnie nie zniechęca. Chciałem po prostu podyskutować jak to widzą ludzie siedzący w temacie zaburzeń osobowości. Wycieczki w moją stronę akurat wiele nie zmienią. Znam swoją nienormalność jak nikt inny. Czuje żal, ból itd ale w sumie racja - sam chciałem , należało mi się w zamian też dość dostałem. Nie ma co drążyć.
                      • northern_star Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 18.10.19, 07:53
                        Moje zdanie jest takie że długość i kierunek w ktorym poszedłeś jest ślepym zaukiem. Bedziesz tak dlugo się tłumaczył że wszystko jest wporzadku i to takie nowoczesne do momentu jak któreś z was tego nie udzwignie i dojdzie do tragedii lub uswiadomisz sobie jak już dzieciaki beda dorosłe jaki im dales przykład z "domu"obserując ich problemy w relacjach.

                        Generalnie nie wiem czego oczekujesz od tej grupy ale chlopie wjebałeś sie strasznie i jesteś zbyt duża cipa by umieć z tego wyjść. A może pokażesz mi że sie myle. Ludzie z dziecmi sie rozwodza ale u Ciebie nie w tym problem....ty nie potrqgilbyś zaakceptować że ktoś sypia z twoja byla tako z Ciebie pies ogrodnika wiec nie mydl oczu dobrem dzieci bo dla nich jestes największym skurw.... myslac tylko o wlasnej dupie.
                      • b9b9b9 Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 18.10.19, 15:01
                        "b9b9b9: Ależ wybaczam. Znieczulenie nie jest potrzebne :) uodporniony jestem na dużo większy kaliber. Zgadza się jestem pojebany. Mam 40 lat i tak mniej więcej pojebało mnie w wieku 32 lat :) Trafiło mnie i koniec. Wcześniej byłem całkowicie zwyczajny. Oczywiście jeśli, jako pojebanie traktować, każde odstępstwo od ogólnie przyjętej normy. Akurat nie szukam tu poklasku i krytyka też mnie nie zniechęca. Chciałem po prostu podyskutować jak to widzą ludzie siedzący w temacie zaburzeń osobowości. Wycieczki w moją stronę akurat wiele nie zmienią. Znam swoją nienormalność jak nikt inny. Czuje żal, ból itd ale w sumie racja - sam chciałem , należało mi się w zamian też dość dostałem. Nie ma co drążyć.".

                        -- -- -- -- --

                        "Mam 40 lat i tak mniej więcej pojebało mnie w wieku 32 lat :) Trafiło mnie i koniec. Wcześniej byłem całkowicie zwyczajny.".

                        Bo to był prawdopodobnie czas, kiedy trzeba było na butach i kopach wyj..ać ze swojego życia borderkę.
                        A jak tego nie zrobiłeś, to ona Ci zrobiła wodę z mózgu i zatraciłeś wszelkie pojęcie o tym, co jest normalne, a co nie, co jest zdrowe, dobre, wartościowe, prawdziwe, a co jest tylko poyebaniem we łbie pustej i popie r do lonej laski. :(
                        Romans z borderką powyżej pół roku to już jest wyłącznie pranie mózgu na własne życzenie, a co dopiero 8 lat...!
                        To droga do przepaści, ale - wszystkiego dobrego!

                      • astroblaster Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 18.10.19, 19:16
                        Nadal jesteś zwyczajny. Zawsze byłeś.
                        Bycie pojebanym (welcome), nie jest tożsame z byciem nadzwyczajnym (wyjątkowym). Kolego, przyjmij nie jesteś wyjątkowy a mistrzów jebaki jest na świecie w pytę. Bronisz pozycji nie do obronienia.
                        Jazda pewnie jest przednia (dla Ciebie), ale już dla całej reszty, hmm? Masz ich wszystkich raczej w dupie i gdybyś tak postawił sprawę byłoby uczciwiej (?).
                        Pochwaliłeś się światu.

                        Nic przeciwko dowolnej konstelacji układom nie mam, jednak Dzieci powinny mieć spokój i komfort.
                        Ich potrzeby powinny być zawsze zidentyfikowane i zabezpieczone. Powiesz: tak jest! Skoro tak uważasz?

                        Spójrz na siebie! Opisałeś wszystko mieniąc jako w pełni świadomy i doświadczony jebaka, zatroskany i kochający swoje stado i co zrobiłeś? Wyjechałeś za granicę! Zostawiając WSZYSTKICH! I co teraz? Nie wiedziałeś jak będzie? Liczyłeś na cud?
                        Raczej nie a na terapię nie pójdziesz, bo pewne zaburzenia nigdy tam nie pójdą.

                        Źle to pachnie i nie ogarniesz, bo za cieniutki z Ciebie jebaka. Pocieszające jest może to, że Obie Twoje Żony są tylko niedojrzałem emocjonalnie albo znerwicowane.
                        Border nie wytrzymałby w takim układzie tak ‚spokojnie’. Dostałbyś tak w pizdę jak początkujący harcerzyk.

                        W tej poliamoriii rzecz polega na tym, że wszyscy się w tym odnajdują (jakby się ‚kochają’) w innych SZERSZYCH układach na coś się ludzie umawiają, ustalają jakieś zasady (‚kodeks’ haha) i żyją pełnią życia. Ty masz kłopot z poczuciem straty, odrzuceniem i koszmarem dla Ciebie nie jest czyjaś ewentualna tragedia a wizja (czy przeżycie) tego, że zostałeś zdradzony. Sypnęło się i tyle. Dzieci to wciągną i szkoda ich. Ale jak wcześniej: to Twoje życie.

                        • moj_buzz Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 31.10.19, 10:43
                          pejot

                          pisze jako zaburzony (współuzależniony narcyz), po dwóch latach relacji z borderką w "piekle i niebie"
                          który potrzebował (i całe szczęście, że znalazł się ktoś kto mu to zaoferował) stresora traumatycznego, żeby z tego wyjść (nie polecam ;)
                          wytrzymałem i zamiast wylądować w psychiatryku...odpowiem Ci

                          powiem Ci tak jesteś zaburzony i to poważnie, piszesz tu bo (może minimalnie) ale masz pierwszy sygnał wołania o pomoc i ratunek - to dobrze (inaczej byś nie pisał)
                          lub wariant numer dwa - potrzebujesz pochwalić się...tych opinii, wiesz że Cię zjeb...., wtedy rośniesz co, jesteś ponad tym...lepszy nie....tyle doświadczyłeś, że co te śmieci (lub głupcy - wybierz sobie) mogą wiedzieć...

                          teraz najważniejsze:
                          jeżeli to wariant II - dostałeś co chciałeś i spier....
                          jeżeli wariant I - będziesz wypierał, racjonalizował pod siebie, nikt i tak Cię nie przekona, wiesz lepiej i jeszcze milion takich.....ble, ble, ble

                          TO K...WA POSŁUCHAJ TYLKO JEDNEGO - nie rób nic, nie zastanawiaj się, tylko poszukaj w necie specjalisty od zaburzeń osobowości (terapeuty) umów wizytę i idź tam....i kó...wa jak będziesz tam umierał po stokroć, będziesz wył, ryczał, cierpiał, srał i żygał sobą, bał się kolejnej wizyty...wytrzymaj i idź jeszcze raz...i tak do czasu, aż przeczytasz te wypowiedzi wyżej i się z nimi zgodzisz albo nawet pójdziesz jeszcze dalej niż koledzy i koleżanki Ci napisali....
                          i nie rób tego dla dzieci, żon/nieżon, tzw. "rodziny" - tylko k...wa zrób coś wreszcie dla siebie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                          tyle....

                          aha jestem tu nowy i pozdrawiam wszystkich :)
                          • yadaxad Re: Trójkątny związek z jedną kobięta BPD 02.11.19, 17:45
                            W każdych życiowych wyborach można znaleźć te, które są dyktowane nieprawidłowościami. Ale facet rzeczywistość ogarnia, więc i odpowiada, raczej bym najpierw doradzała prawnika do uporządkowania zależności. Bigamii nie popełnił, a związki jako takie nie są karalne.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka