Dodaj do ulubionych

ON MNIE WYKOŃCZYŁ EMOCJONALNIE...

07.12.08, 20:00
Nie wiem od czego zacząć...Byłam w związku około 2 lat. Kolejny raz
ze mną zerwał. Ostatnio jak to zrobił kilka miesięcy temu wrócił po
dwóch tygodniach twierdząc, że nagle go olśniło, wziął mnie na
litość, że prawie by miał wypadek samochodowy, co było totalną
bzdurą. Prawie płakał. Każdego ranka kiedy wychodziłam z domu do
pracy czekał na mnie i jak wracałam też. Chodził bez celu w
okolicahc mojego domu. Teraz znowu to zrobił odszedł - twierdząc, że
mnie nie kocha i ma dużo złości nie wiadomo na co. Tym razem już nie
chcę żeby wracał.Kiedyś byłam zrównoważona teraz rozsypałam się na
drobne kawałki. To nie przez jego odejście ale cały ciąg zdarzeń. Na
początku było cudownie obsypywał mnei kwiatami, czytał w moich
myślach, zabierał w romantyczne miejsca, ciągle mówił ze mnie kocha -
to było strasznie przesadne. Póżniej było tylko gorzej. Kazał mi
się meldować jak tylko wrocę z pracy do domu, z kim wychodzę gdzie o
której będę. Sprawdzał moją pocztę i telefon, moje profile
goldenline nasza klasa itp. Czepiał się, że zmaieszczam takie
zdjęcia a nie inne, że uśmiechnęłam się do kolegi, że nie mam
kolegów tylko facetów którzy chcą się ze mną przespać. Później było
tylko gorzej.Jednego dnia był kochany cudowny na drugi dzień
potrafił się czepiać rzeczy mało istotnych, choć dla niego
najważniejszych, że rozładował mi się telefon, że do stolika w pubie
przysiadł się kolega itp. Potrafił iśc ze mną na imprezę po czym
wychodził zostawiając mnie obrażony, że rozmawiam z kolegami i że
mam dobry nastrój, bo w jego odczuciu przy nim nigdy taka nie
jestem. Póżniej było tylko gorzej. Jego miłość przeplatała się z
nienawiścią do mnie, nawet wtedy kiedy mu się podporządkowałam i nie
miałam swojego życia. Po alkoholu stawał się innym człowiekiem.
Nigdy nie zapomnę mu 2 wyść na imprezy rodzinne. Upił się -miał
obłęd w oczach - wyzywał mnie przy wszystkich od k...., szmat,
z....r itp. popychał i na drugi dzięn nic nei pamiętał. Jego rodzice
to widzieli. Moi na szczęście nie. Potem cała rodzina widziała jak
płakał i mnei przepraszał, że nie potrafi byc inny. Jego nastroje
były strasznie zmienne. Czułam się jak w kalejdoskopie. Raz był
pewny siebie za chwilę załamany, że nie jest nic wart. Próbował mnie
podporządkować, chciał żebym chodizła jak w zegarku. Pragnął
kobiety, która jednocześnie jest ambitna, niezależna, samodzielna,
która robi karierę. Z drugiej strony chciał mieć kobietę uległą,
która poszła by za nim w ogień, przytakiwała mu każde słowo i
jednocześnie mniej zarabiała od niego. Na pierwszy rzut oko widać,
że jest w tym dużo sprzeczności. On właśnie taki był. Nie miał
świadomości czego chce a z drugiej strony oczekiwał wszystkiego i
nic. Jego nastroje zmienialy się z każdym dniem -jakbym widziała 2
inne osoby. Kochał sporty ekstremalne i nie potrafił zrozumieć, że
ja się ich boję. Miał żal do wszystkich nawet do swoich rodziców
niewiadomo o co. Opowiadałam mu żaliłam się, że jest mi źle tu czy
tam(praca) powtarzał rzuć to wszystko, jakby to było jedynym
wyjściem z sytuacji. Czasami wydawało mi się, że widzi
rzeczy,których ja nie widzę, których nie widzą inni. Interpretował
wiele spraw w inny sposób niż większość społeczeństwa. Nie
potrafiłam go zrozumieć. Nigdy nie potrafił ode mnie odejść raz na
zawsze - wracał z płaczem. Błagał na kolanach. Jakie to wszystko
było teatralne. Nigdy więcej...Powrót - mam nadzieję, że mój rozum
mi na to nie pozowli!!!bo serce jeszcze nie potrafi.

Czy to jest borderline???

Jako psycholog nie potrafiłam się przed nim uchronić...
Edytor zaawansowany
  • ni-k 08.12.08, 13:19
    Nie sadzę by ktokolwiek ,angażując się emocjonalnie,poradził sobie z
    osobą o tego typu zaburzeniach.Związki same w sobie są już trudne a
    z osobami o tego typu zaburzeniach,wręcz koszmarne.Jestem po pięciu
    latach bycia z osobą o rozchwianej emocjonalności.Sam dzisiaj nie
    wierzę w to co przeszedłem.W połowie naszej znajomości znalazłem się
    u psychologa ,by zbadać najpierw siebie.Sam nie wiedziałem już co
    jest kłamstwem ,a co prawdą.Mimo,że jestem dojrzałym mężczyzną,byłem
    zmanipulowany do szpiku kości.Doskonale rozumiem przez co
    przeszłaś.Ona ode mnie odchodzi i przychodzi po kolejnych
    krótkotrwałych nieudanych związkach mając nadzieję,że jej
    manipulacyjny urok działa nadal i błaga o zrozumienie sama nie
    posiadając go w ogóle.
    Zrozumiałem jednak,że pozostawanie z nią w związku to bardzo groźna
    i niebezpieczna zabawa.Moja bliska znajoma po paru latach
    przebywania z taką osobą była bliska kompletnego załamania
    psychicznego i fizycznego.Uratowała się,bo radykalnie skończyła z
    nim wszelką znajomość.
    Pierwszą rzeczą jaką powinnaś zrobić,to pomyśleć o sobie.
    By komuś pomagać,trzeba najpierw umieć pomóc sobie.
    Wiem,ze oni nie są niczemu winni,że nie są źli,ale my również.Oni
    tak naprawde uważają,że nie potrzebują pomocy ,a często proszą o nią
    tylko po to, by znowu manipuluwać.Kiedy czują pustkę w sobie
    powiedzą wszystko co chcesz usłyszeć. Potem odchodzą,a nam wszystko
    wali się na głowę,bo nawet nie wiemy co spowodowało,że odeszli.
    Rada jest jedna-ratowac siebie.
    Życzę tobie i sobie tego samego.
    Pozdrawiam.

  • zmanipulowana 10.12.08, 22:44
    Dziś się do mnie odezwał po prawie 2 tygodniach przerwy z prośbą o
    spotkanie. Jestem przerażona. Nie chcę juz więcej siebie krzywdzić :(
  • hanging_garden 11.12.08, 14:35
    Jeśli nie przerwiesz tego chorego układu, to się nigdy nie skończy...

    Jestem w identycznej sytuacji jak wasza. Ona ma zdiagnozowany BPD -
    same się przyznała po kilkunastu niczym niewytłumaczalnych wybuchach
    agresji w ciągu kilku tygodni, wrzeszczeniu, ubliżaniu, zrywaniu bez
    powodu średnio co 2 tygodnie... Mimo, że po tym jak kolejny raz mnie
    wyrzucała z domu, znikałem z jej życia najwyżej na kikanaście dni a
    później - to ja prosiłem ją o powrót... kolejny i kolejny i chyba
    już setny.... zawsze na moją prośbę. Zgadzała się i znowu było to
    samo. Znajomi mówią: tylko kretyn wytrzymałby z taką wariatką... Być
    może. Co z tego - kochałem ją i kocham. Dlatego wracałem ale po
    kolejnym powrocie było jeszcze gorzej. W międzyczasie pojawiło się
    na świecie nasze wspólne dziecko. Błąd...? Dziecko niczemu nie
    winne. Może miałem nadzieję, że po urodzeniu dziecka się opanuje,
    będzie inna. Myliłem się. Bardzo się myliłem. W ciąży była 100 razy
    gorsza niż "normalnie"... Po kolejnej niczym nieuzasadnionej
    awanturze i wyrzuceniu mnie z domu znowu wracałem. Dla dziecka ale
    dla niej też. Starałem się żeby było miło i co... Znowu to samo...
    Awantura. Krzyk a do tego rozpacz dziecka. Moje prośby na kolanach
    żeby się opanowała i uspokoiła bo mała płacze miała gdzieś... Nic to
    nie dało... Ona nie ma żadnych zahamowań - dziecko nie jest dla niej
    żadną przeszkodą żeby się na mnie kolejny raz bez powodu wyżyć... 3
    tygodnie temu znowu mnie wyrzuciła... Za 2 godziny napisała, że tak
    się nie robi. Nie zostawia się drugiej osoby. Czyli ja = ZŁY bo JA
    ją ZOSTAWIŁEM
    (???????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). to
    jakiś CYRK!
    Zacząłem już poejrzewać, że to może ze mną coś nie tak (po 3 latach
    z nią pewnie i jest...): ona mnie wyrzuca, każe się wynieść, ja
    próbuję rozmawiać, pogodzić się, załagodzić sytuację - nic to nie
    daje, grozi, że jak się nie wyniosę, wezwie policję (?!)
    Po ostatniej "akcji" napisałem jej w mailu, że po tym jak mnie
    kolejny raz potraktowała nie chcę jej znać, mieć z nią cokolwiek
    wspólnego.... ale pękam. Po 3 tygodniach pękam. Na razie uczucie
    jest silniejsze od nienawiści. Ale nie chcę już powrotu. Mam
    nadzieję, że wytrzymam....

    Zmanipulowana - wytrzymaj. Jak Ty wytrztmasz to ja też. Trzeba to
    przerwać. Definitywnie i raz na zawsze.
  • ni-k 11.12.08, 15:50
    Jeśli będziecie traktować "wytrzymanie"jako poświęcenie bądz stratę
    to przegracie.Polecam wam książki ,ktore mnie pomogły ocalić
    siebie:Anthony de Mello "Przebudzenie" i "Wezwanie do miłości" oraz
    wszystko co napisał Osho.Życzę wam powodzenia,bo naprawdę jest wam
    potrzebne.W grę wchodzi wasze życie i póki nie zaczniecie go lubić
    dopóty oni oni będą go niszczyć i to na waszą prośbę.
    Pozdrawiam.
  • hanging_garden 11.12.08, 16:05
    Masz absolutną rację ni-k w tym co piszesz.
    Z moich obserwacji wynika, że pomoc oferowana tym osobom w postaci
    akceptacji ich zachowań, próbie zrozumienia i tłumaczenia sobie, że
    do przecież nie do końca oni ponoszą za to winę, jest drogą do nikąd
    i zwraca się przeciwko nam...
    Ktoś mi kiedyś powiedział: "otrzymujesz od ludzi to co w nich
    wzmacniasz". Jeśli akceptujemy takie zachowania jak opisane wyżej,
    wydaje mi się, że tylko wzmacniamy w osobach z BPD poczucie
    bezkarności: "cokolwiek nie zrobię, jakiejkolwiek krzywdy Ci nie
    wyrządzę, Ty i tak będziesz mnie kochał". Moja parnerka doprowadziła
    to do perfekcji - poczuła rozpasanie do tego stopnia, że cokolwiek
    mi nie zrobiła, jakkolwiek mi nie ubliżyła, skrzwdziła emocjonalnie,
    ja i tak do niej wracałem i jeszcze ja ją przepraszałem...
    Cholernie ciężko jest to przerwać gdy kogoś naprawdę kocha się
    bezgranicznie i prawdziwą miłością - tak jak kochać się powninno:
    bezkrytycznie, bezwarunkowo, bezinteresownie...
  • ni-k 11.12.08, 20:59
    Pierwszym naszym obowiązkiem jest kochać siebie,bo jesli nie czujemy
    tego do siebie,to jak mozemy pokochac kogoś innego.
    Nie możesz głaskac alkoholika,bo zrobisz mu krzywdę.Kazdy twoj
    powrót do niej wyrzązda jej większą krzywde niż sądzisz.Myślę ,ze
    najlepiej jej pomożesz zostawiając ją samą sobie.Ona musi sama sobie
    pomóc,a jak ma to zrobić jesli ma wyjście awaryjne w postaci twojej
    osoby? .Przypatrz się też swojemu uczuciu do niej ,bez oceniania
    go,bo mam wrażenie,że niezbyt dobrze się mu przyjrzałeś.Zobacz ile
    jest w nim miłości,a ile narkotycznego głodu i checi jego
    zaspokojenia chocby za tak wysoką cenę.Zreszta czy przy takim
    głodzie jak twoim w ogóle cena ma znaczenie?Mowię to jako nieczynny
    nikotynista.Powiem tak:pomóż najpierw sobie bo potrzebujesz pomocy i
    pokochaj siebie,bo teraz masz siebie w nosie.
    Pozdrawiam was wszystkich bardzo szczerze.
  • dimar7 11.12.08, 20:20
    Witajcie,

    Wasze przeżycia są istotnie bardzo trudne i szczerze Wam współczuję.
    Myślę jednak, że troszkę jest w tym Waszej "intencji" - pozostawiam to
    w cudzysłowie, bo nie chodzi o to, abyście się obwiniali, ale zrozumieli, że
    jeśli już decydujecie się na bycie z taką osobą,
    decydujecie się również na swego rodzaju cierpienie razem z nią.

    Osoba dotknięta takim czy innym zaburzeniem osobowości wymaga w pierwszej
    kolejności pomocy specjalisty, nie zaś wiązania się w
    jakiekolwiek związki, ponieważ są one z góry skazane na porażkę
    lub - w najlepszym wypadku - na bardzo ciężki przebieg, który może
    kosztować partnera (tego "zdrowego") dużo wysiłku i cierpienia,
    o czym napisano wyżej. Stąd właśnie mowa o Waszej intencji,
    niekoniecznie świadomej. Słowem: należy taką osobę najpierw leczyć,
    a nie się z nią żenić. Pewien egoizm jest w tym przypadku bardziej wskazany niż
    altruizm.

    Wiadomo jednak, że takie decyzje są bardzo trudne, zwłaszcza gdy
    jest się w kimś zakochanym - wówczas nie myśli się o konsekwencjach
    wyboru takiej, a nie innej osoby. Czasami dopiero po takich doświadczeniach
    dorastamy do świadomego wchodzenia w związki.

    Co cię wzmocni, to cię nie zabije:)


  • hanging_garden 12.12.08, 10:40
    Kierując moje słowa do zmanipulowanej, żeby "wytrzymała" chodziło mi
    o to, żeby wytrzymała BEZ NIEGO a nie z NIM. Choć wirzcie mi (nam),
    że to cholernie trudne...
    Bardzo podoba mi się stwierdzenie, że to chyba właśnie
    ten "narkotyczny głód" przyciąga nas do tych osób i ciężko się z
    tego wyzwolić... Nie można chyba było ocenić tego bardziej trafnym
    podsumowaniem...
  • ni-k 12.12.08, 14:00
    Jeśli pozbywam się palenia papierosów,używając słowa "rzucam",to w
    tym słowie schowane jest poczucie straty czegoś przyjemnego,
    dobrego.To znak,że moje rozstanie z papierosem jest podyktowane
    lękiem i strachem.Istnieje w tym przypadku duże
    prawdopodobieństwo,że palenie wróci.
    Jeśli jednak naprawdę zrozumiem czym ten nałóg jest,jeśli go
    naprawdę zobaczę to ja palenia nie rzucę,a ten nałóg ode mnie
    ODPADNIE w tym samym momencie w którym go zrozumiem.Nie ma bowiem w
    nim nic przyjemnego.
    Obecnie zachowujesz się jak facet,który trzymając w ręku jadowitą
    żmiję,pyta się przyjaciół jak ma jej się pozbyć.Przecież gdyby
    zrozumiał co trzyma w ręku, to ta żmija, bez żadnego pytania o
    radę,od niego odpadnie.
    Pozbyłem się uzależnienia od nikotyny i mojej znajomej poprzez
    zrozumienie co to uzależnienie ze mnie robi i czym ono jest.Tylko
    pozbywając sie uzależnienia jesteśmy w stanie im pomóc,w przeciwnym
    razie w naszym zachowaniu jest więcej egoizmu,chęci zaspokojenia
    własnego głodu wynikającego z uzależnienia,niż faktycznej
    pomocy.Najwięcej lęku budzi u większości ludzi perspektywa
    pozostania sam na sam z własnymi myślami i sobą samym,a u osób z BDP
    to szczególnie silny lęk,ale wg mnie to własnie samotnośc jest bramą
    dla nas wszystkich do zrozumienia,a tym samym do prawdziwej wolności.
    Kiedy naprawdę zobaczysz co trzymasz w ręku będziesz wolny.
    Powodzenia.

  • hanging_garden 12.12.08, 14:19
    ...sam już nie wiem co jest dobre a co złe, jakie rozwiązanie byłoby
    najlepsze. Mam totalny mętlik w głowie. Zawsze postawą była dla mnie
    rodzina i "garnięcie" wszystkiego tylko w tym kierunku.
    W mojej (subiektywnej) ocenie wydaje mi się, że w tym związku się
    starałem żeby było O.K.
    Każdy ma jednak jakieś swoje przywary - byłbym niesprawiedliwy,
    gdybym "wybielał" siebie a całą winą obarczył ją... Też mam
    swoje "za uszami"... Potrafię się jednak do tego przyznać,
    przeprosić, załagodzić...
    Zdarzyło mi się po niej niejednokronie "pojechać" - nigdy jednak nie
    wszycznałem awantury, nie "wyskakiwałem" na nią pierwszy... Na
    początku potrafiłem pewne rzeczy puścić mimo uszu, patrzeć a te
    zachowania raczej jak na ciekawostkę niż się na nią wkurzać... Tym
    bardziej, że miała odwagę się przyznać do BPD. Przestałem rozumieć,
    gdy obudział mnie kiedyć o 4.00 nad ranem, zrobiła awanturę o NIC i
    wyrzuciła mnie z domu... Nie dotarło do mnie jednak nawet wtedy, że
    ona nad tym zupełnie nie panuje... Gdybym mógł wrócić czas i miał na
    tyle siły żeby wtedy sobie wytłumaczyć, że to nie ma dalej sensu i
    od niej raz na awsze deginitywnie odejść... A ja co zrobiłem:
    wytłumaczyłem sobie, że przecież wszystcy się kłócą, że przecież tak
    w sumie to przeważnie jest między nami O.K. - zrobiłem wszystko żeby
    prawda do mnie nie dotarła...
    Moja "akcja" była w 98 na 100 przypadków "reakcją" na jej
    zachowanie. Była mistrzynią w przeginaniu struny do granic
    możliwości i badaniu mojej wytrzymałości... Raczej "w szale" niż
    żeby mnie wyprowadzić z rónowagi. Z tego co czytałem to bardzo
    typowe u ludzi z BPD - "badanie" granic wytrzymałości partnera...

    P.S.
    sorry, że żalę się tu jak męska ciota - nie mam niestety o tym z kim
    porozmawiać. Wracam do domu, zamykam się w pokoju i z nikim nie
    rozmawiam. Włączam tv i tępo w niego patrzę prze kilka godzin -
    nawet nie wiem co oglądam. Telefonów od znajomych mi się odbierać
    nie chce bo mam dość udawania, że wszystko jest O.K. Rano
    wstaję "zakładam maskę" i idę do pracy. To jakaś paranoja...
  • ni-k 12.12.08, 16:20
    .....nikt ci nie pomoże,jeśli ty nie pomożesz sobie.Pamietaj o tym
    że na szczęście wszystko mija.
    Jeśli uważasz,że urodziłes się po to by pozwolic się komuś niszczyć
    to twój wybór.Czy nie lepiej wybrac samotny spacer na wolności niż
    towarzystwo w więzieniu?Nie ma niczego piękniejszego od
    wolności.Wolność to drugie imię miłośći.Tam gdzie nie ma wolnośći
    nigdy też nie ma miłośći.Jest za to głupie przywiązanie które czyni
    nas ślepymi i nieświadomymi niewolnikami.Kiedy przestanieszz być
    niewolnikiem własnych przywiązan zdrowo sie usmiejesz spoglądając
    wstecz.To nie miłość sprawia ci dzisiaj ból, a twoje iluzje,które
    nigdy niczego nie miały wspolnego z rzeczywistością.To twoje
    przywiązanie,zależnosc i oczekiwnie,ze za twoją akceptację
    dostaniesz nagrodę sprawia ci bol. Nie wmawiaj sobie poczucia
    winy,bo to ślepa droga i nieprawdziwa.Nie jestes niczemu
    winien.Jesli staniesz się wolny nikt juz nigdy nie będzie tobą
    manipulował,bo kto raz poznał wolność juz nigdy nie będzie chciał z
    niej zrezygnować.Ludzie którzy akceptują siebie nie żebrza o
    akceptację innych,bo niby po co?
    Dzięki swojemu cierpieniu masz szansę zrozumieć,bo to cierpienie nas
    uczy,przyjemności tylko zaślepiają.Nie zmarnuj go.
  • hanging_garden 12.12.08, 16:31
    Dzięki za te słowa. One trafiają chyba w sedno mojego problemu.
    Muszę doprowadzić sam siebie do pionu i znaleźć odpowiednią
    perspektywę. Obawiam sie jednak, że jeszcze przez jakiś czas nie
    zeskoczę z tej emocjonalnej huśtawki ale wiem, że w końcu mi się to
    uda.
    Pozdrawiam.
  • fancypacket 16.12.08, 20:04
    a co jeśli chodzi się z osobą z BDP do pracy/ szkoły i widuje ja się
    codziennie...?Myślę, że wtedy to wcale nie jest takie proste, a wręcz
    niewykonalne z podkreśleniem na to drugie niestety..:(
  • hanging_garden 17.12.08, 08:38
    Nie wiem jakie masz doświadczenia jeśli chodzi o wspólną pracę czy
    naukę z osobą z BPD. Domniemuję jednak, że są to kontakty na
    płaszczyźnie koleżeńskiej... Z moich obserwacji wynika, iż osoby z
    BPD są doskonałymi aktorami i świetnie się maskują w towarzystwie
    (choć zdażają się mniejsze wybuchy emocji jak np. demonstracyjnie
    wyjście z imprezy bo coś poszło nie po myśli takiej osoby). Potrafią
    u ludzi wzbudzić wzruszenie, zaskarbić sobie ich przyjaźń, jeśli
    potrzeba współczucie i zrozumienie (oczywiście dużo zależy od tego z
    jakim typem osobowości BPD mamy do czynienia).
    Jeśli relacja nie jest zbyt zażyła, to jeszcze O.K. - da się
    wytrzymać. Jeśli natomiast mówimy o bliższej relacji, jak np.
    przyjaźń z osobą z BPD, zdarza się, że hamulce puszczają
    i "pojedzie" ona po nas od czasu do czasu.
    Kilka razy doświadczyłem, jak moja partnerka z BPD zrywała kontakty
    (z błahego powodu oczywiście) ze swoją najlepszą przyjaciółką, z
    którą zna się jeszcze z czasów szkołu podstawowej. Potrafiła się nie
    odzywać do niej tygodniami albo miesiącami a później oczywiście jej
    przechodziło i wszystko wracało do normy... Na jakiś czas...
  • dimar7 25.12.08, 14:13
    Potwierdzam. Im bliżej, tym trudniej - dla obu stron relacji.
    Co gorsza psycholodzy nie bardzo potrafią zaradzić na to jakiś
    "lek". Myślę więc, że najlepszym życzeniem świątecznym dla
    każdego/ej BPD jest znalezienie właściwego terapeuty i właściwej
    terapii.
  • fancypacket 07.01.09, 19:59
    hanging_garden napisał:

    >Z moich obserwacji wynika, iż osoby z
    > BPD są doskonałymi aktorami i świetnie się maskują w towarzystwie
    owszem dusza towarzystwa jakich mało, każdy ją lubi
    Potrafią
    > u ludzi wzbudzić wzruszenie, zaskarbić sobie ich przyjaźń, jeśli
    > potrzeba współczucie i zrozumienie (oczywiście dużo zależy od tego z
    > jakim typem osobowości BPD mamy do czynienia).
    oj umie... i to chyba jest straszne często zmyśla, wyolbrzymia a komu uwierzą
    ludzie - jej, nie mnie po prostu większa siła przebicia
    z którą ja nie mam szans... potrafi zrobić z siebie ofiarę, ale ja ma władze to
    dominuje , ubliża, nie patrzy na innych, jak jest smutna to taka mała biedna
    dziewczyneczka, ale zaś kiedy wszystko ok to boss ma w czterech literach innych,
    nawet nie udaje, że dba, wręcz szydzi...
    oczywiście można wyluzować, oddalić się trochę, co zrobiłam, ale nomen omen ona
    jest gwiazdą i wszyscy jej ulegają, wiec praktycznie nic się nie da zrobić:(
    dlatego zaczynam robić sobie kłopoty, bo czasami nie wytrzymuje tak jak dzisiaj
    po prostu chce jak najszybciej "uwolnić" się od niej i pewnie będą problemy.
    Zresztą taka osoba jednego dnia potrafi ci powiedzieć, wręcz że cie kocha, a
    drugiego, że jesteś "żenujący", "rozczarowując", jesteś "frajerem" itd...Robi
    wodę z mózgu
    > Kilka razy doświadczyłem, jak moja partnerka z BPD zrywała kontakty
    > (z błahego powodu oczywiście)
    no właśnie to bardzo boli, bo nie wiesz dlaczego... zastanawiasz się, ze to ty
    spieszyłeś a potem ona z głupim śmiechem reaguje że miałą fajną zabawę.
    Powiedzmy sobie to szczerze ludzie z bdp bawią się ludźmi, choć sądzą, ze
    ofiarami sa oni...
  • grow888 10.05.09, 22:28
    fancypacket napisała:

    > hanging_garden napisał:
    >
    > Powiedzmy sobie to szczerze ludzie z bdp bawią się ludźmi, choć sądzą, ze
    > ofiarami sa oni...

    niestety to się zgadza
  • cupcake.pl 26.12.08, 07:00
    jestem identyczna wersja tego kogos kogo tu opisalas........z nami tylko
    przetrwają silne osobowosci ...ktos taki jak my sami....normalny czlowiek nich
    sobie glowy nie zawraca bo i tak nas nie ogarnie......
  • sencha0 04.01.09, 20:49
    i tym samym jesteśmy skazani na samotnosc...
  • liczby-11 04.01.09, 21:25
    sencha0 dlaczego jestes skazana na samotnosc? Z jakiego powodu? Napisz.
  • fancypacket 07.01.09, 19:39
    piszesz jakby bycie z tobą(?) wami(?) niepotrzebne skreślić/
    był przywilejem... normalnie zakolegować z Wami się nie da - ciągle pretensje z
    sufitu... skoro tak bardzo Was ciągnie do silnych jednostek to czemu jesteś z
    tymi słabymi i lubicie takich cichych bezbronnych... bo wy się musicie WYŻYĆ ot,
    cała filozofia.
    normalny człowiek normalnie Wami by się nie zajął, sami bałamucicie wplątujecie,
    intrygujecie.... jednak dwie osoby bdp nie wytrzymają z sobą (inny watek na tym
    forum), więc nie bardzo mi się to układa co napisałaś..
  • grow888 31.05.09, 01:22
    Zgadzam się w całej rozciągłości. W kilku miejscach czytałem, że nikt was nie chce zrozumieć (również i mój przypadek bpd tak mówił), ale wy sami nie rozumiecie siebie. Człowiek jest w stanie zrozumieć tylko to co jest logiczne, a wasze działania są bardzo często pozbawione logiki.
  • no-shit 12.01.09, 00:37
    Troche mnie to przeraza ale nadal szukam argumentow zeby sie
    przekonac ze zwiazalem sie z osoba z BPD. Moze ktos mi poradzi co
    zrobic bo nie wiem czy sie nie myle a moze to cos ze mna jest nie
    tak. Troche sie rozpisze.
    Najpierw bylem az oniesmielony uczuciami i jej dobrocia. Potem
    wydawalo mi sie ze radze sobie z humorkami, bylo to nawet wyzwaniem i
    mnie motywowalo. Przymykalem oczy na bzdury, ktore wygadywala.
    Mowilem wprost ze 90% jej slow sa idiotyzmami wyssanymi z palca nie
    trzymajacymi sie kupy i wymyslonymi. Spelniajac zachcianki zapedzilem
    sie jednak za daleko to juz byl totalny freestyle oczywiscie ze mna w
    roli pionka, ale miarka sie przebrala. Powiedzialem stop - nie
    akceptuje paranoji. Wydawalo sie ze cos pomoglo i cos zrozumiala. Nie
    podzialalo.

    To ciezko opisac i dawac przyklady bo wydaje po prostu mozg mi
    wariuje to po prostu paranoja, zaklamanie, dwulicowosc,
    niedowarosciowanie(chyba), manipulacja i gierka, zmiana opini o 180st
    i zero zobowiazania do tego co sie powiedzialo(moze nie
    pamieta),dzialanie destrukcyjne na najblizszych, wykozystywanie i
    wyzywnie sie, pogarda, krytyka, brak szacunku do innych a najgorsze
    ze nie widzi wlasnych bledow obwinia innych i w niepojety sposob
    przekreca prawde i manipuluje zdarzeniami i emocjami i snuje intrygi.
    To spowodowalo ze juz nie wiedzialem co jest prawda a co nie. Po
    prostu juz mi rece opadaly bo nie akceptuje idiotyzmow i braku logiki
    chyba ze kazdy ma swoja logike dzialania.
    Zeby nie bylo ze widze same zle strony, druga strona jest skrajnie
    odmienna, pozytywnie. Ale nigdy nie wiadomo kiedy nastapi zmiana.

    Szukajac w internecie dotarlem do strony bpd.szybkanauka.net/
    a potem do tego watku bo tak wlasnie sie czuje, ze zeswiruje.

    Teraz patrzac wstecz i starajac sie byc bardzo obiektywnym widze
    wiecej i czuje sie wlasnie zmanipulowany.
    Walania z domu nie przerabialem ale wyrzucanie z lozka i oczekiwanie
    na przeprosiny(potem powiedzialem ze nast razem to ona wylatuje ale z
    domu bo nie bedzie mnie tak traktowac, podzialalo), psucie wspolnych
    imprez i wyjazdow oczywiscie winny zawsze ja.

    Czytajac historie innych jestem prawie pewien ze to BPD. Co do
    przyszlosci zwiazku to juz od dawna uwazam ze nic z tego nie
    bedzie(powiedzialem wprost-nie zniszczysz mnie) ale ona nadal
    prubuje.

    Co zrobic jak jej powiedziec? Moze porozmawiac ze znajomimi(z ktorymi
    sie oczywiscie poklucila) zeby potwierdzic moje przypuszczenia.


  • dimar7 13.01.09, 21:57
    Rozumiem, że ona się nie leczy? Czy nie leczyła się wcześniej?
    A może po prostu ukrywa(ła) ten fakt? Z osobami z BPD należy postepować
    delikatnie i nieskończenie cierpliwie-większość z nas
    szybko opada z sił w bliskich kontaktach z osobowościami tak zaburzonymi. Nic
    więc dziwnego, że Ty też masz dość. Obawiam się,
    że tak byłoby z każdym, kto by się z nią związał. Ważne, byś ochronił siebie.
    Jeśli Ci na niej zalezy (chociażby jako na przyjaciółce),
    to porozmawiaj z nia o tym otwarcie i wprost zasugeruj terapię.
    A przede wszystkim powiedz jej, jak się czujesz w relacji z nią.
    Zareaguje na 2 sposoby: powie Ci (1), abyś spadał, skoro nie akceptujesz jej
    taką, jaką jest, albo (2) obieca poprawę. Musisz miec jednak na względzie, że
    ona się nie zmieni - przynajmniej
    nie jesli nie będzie chciała i nie zdecyduje sie na terapię.
    A taka terapia trwa w przypadku zab. osobowości nawet kilka lat-
    należy się z tym liczyć. Najważniejsze dla niej to jednak nie porzucać jej
    zupełnie - przeżyje to jako traumę udowadniającą jej myślenie o sobie i o innych
    ludziach, i niczego dobrego z tego nie wyniesie.

    Życzę właściwych decyzji,

    d.
  • hanging_garden 03.02.09, 10:29
    no-shit - idealnie ująłeś swoim postem to co dzieje/działo się w
    moim związku (poza małym wyjątkiem: wywalania z domu - tyle, że ja
    mieszkałem z nią w JEJ mieszkaniu więc to ona była "panem i władcą"
    sytuacji). Nie mógłbym lepiej tego ująć - Twój szablon po prostu
    idealnie pasuje do mojej sytuacji.
    Nie odzywałem się dość długo na forum bo przy okazji Świąt i Nowego
    Roku starałem się kolejny raz wszystko sklejać z moją partnerką z
    BPD (oczywiście - kolejny raz z mojej inicjatywy).
    Wróciłem do niej (na moją prośbę. Idiota ze mnie). Nie warto było.
    Znowu to samo. Awantury BEZ powodu, wyzwiska, ubliżanie, wyssane z
    palca historyjki, przekręcanie prawdy, kreowanie własnej
    rzeczywistości, podpuszczanie na innych.

    Kolejny raz mnie wyrzuciła z domu - bo wstałem rano i zapytałem o
    plany na przyszły tydzień (grzecznie, nic nie narzucając - po
    prostu: ZAPYTAŁEM). Jak się spakowałem i wynosiłem rzeczy - wyzwała
    mnie po raz kolejny - tym razem obwiniając, że to (JA) JĄ ZOSTAWIAM
    i mam ją gdzieś, że robię jej wstyd przed sąsiadami. PARANOJA!

    Niestety - osoby z BPD "meblują" sobie psychę po swojemu i nie ma
    szans żeby to zmienić.
  • zmanipulowana 09.02.09, 11:18
    No cóż, postanowiłam się znowu odezwać. Wrócił do mnie bardzo
    szybko - chyba po 2 tyg, choć chciał szybciej ale mu nie pozwoliłam.
    Znów jestesmy razem trzeci miesiąc. Jest zupełnie inaczej. Może był
    niedojrzały emocjonalnie:/zakompleksiony. Nie pije, nie sprawdza,
    nie wymaga, kocha. Teraz jak robi mi wyrzuty o to , że powinnam być
    mu bardziej uległa (fakt jestem niezależną osobą, którą ciężko do
    czegos przekonać)to zaraz mnie przeprasza.Jednak wypracowujemy
    kompromis. Nie chcę probnozowac, ze będzie lepiej czy ma BPD czy nie
    ma. Po prostu żyję z dnia na dzień. Zobaczymy najwyżej znowu się
    przejadę - ale z wami jestem silniejsza i posłuchałam rad, które
    otrzymałam właśnie tu: myśl o sobie, jesteś najważniejszą osobą na
    świecie dla samej siebie, realizuj się i dąż do swoich celów -
    właśnie to robię, mam cząstkę siebie, juz nie ma tylko MY, jestem
    też JA.
  • hanging_garden 09.02.09, 11:25
    ...z całego serca Ci gratuluję i 3mam kciuki za Wasz związek (hmmm -
    to zdanie zabrzmiało trochę "w stylu" liczby-11 - bez złośliwości
    oczywiście ale Ona ma chyba najwięcej optymizmu na tym forum ;-)

    Nie zapeszając - 3 miesiące to wg mnie bardzo długo (jak na moje
    doświadczenia z moją partnrtką z BPD).

    Powodzenia!
  • zmanipulowana 09.02.09, 14:40
    Ostatnimi czasy dużo myślałam, dlaczego jestem w związku rezygnując
    z siebie. Ostatnio przeczytałam w pewnej ksiażce, ze dla
    dwudziestolatka życie kończy się po 25 roku życia. Mamy spoleczny
    przymus założenia rodziny oraz osiągnięcie sukcesu zawodowego w tym
    właśnie wieku. Za wszelką cenę dążymy wiec do tych celów omijajac
    nasze prawdziwe ukryte czesto marzenia. Skutkuje to tym, ze jesteśmy
    w zwiazku mimo, ze nie spelnia on naszych oczekiwan lub na sile
    szukamy kogos z kim utworzymy niekoniecznie szczęśliwy zwiazek. Nie
    patrzac tak naprawde na jakosc tego zwiazku. Podobnie jest w
    przypadku kariery zawodowej: robimy cos czego nie lubimy itp. Nie
    nalezy zapominać w tym wszystkim o sobie, o swoim rozwoju duchowym.
    Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy...taka jest moja rada między
    innymi dla osób, które są związane z partnerem z BDP.
  • hanging_garden 09.02.09, 15:20
    Jest dużo racji w tym co napisałaś. Wszyscy jesteśmy (niestety)
    niewolnikami konwenansu...
    Jeśli chodzi o sferę zawodową, to mnie osobiście udało się wyjść
    poza utarty schemat - po latach doszedłem do wniosku, że chcę
    pracować na własny rachunek i założyłem własną działalność zamiast
    być "niewolnikiem w korporacji".
    Co do związków z kobietami: analizując przeszłość dochodzę do
    wniosku, że to co mnie "zgubiło" to fakt, że nie potrafiłem być sam.
    Z drugiej strony jak analizuję mój związek z moją Borderką - wiem,
    że naprawdę ją kocham. Nie jest to przyzwyczajenie, zauroczenie.
    Któż byłby w stanie wybaczać to wszystko co nam fundują borderzy i
    mimo wszystko trwać z nimi. Jak czytam niektóre wątki na tym forum,
    to nawet rodzice nie są za bardzo wyrozumiali dla swoich
    zdiagnozowanych dzieci z BPD i traktują ich jak umyslowo chorych...
    Myślę, że borderów trzeba kochać miłością bardzo zbliżoną lub wręcz
    identyczną jak miłość rodzica do dziecka (pomijając patologię j/w) -
    zapominając wszystko co złe, wybaczając i ładując w tą relację
    ogromne ilości wyrozumiałości, empatii i chęci niesienia pomosy.
    Bezinteresownie i bez nadziej na okazanie jakiejkolwiek
    wdzięczności... tak myślę...
  • panpustak 10.02.09, 00:27
    dokładnie. tez mam taki poglad. milosc zwiazkowa nie wystarczy.
    mysle ze trzeba kochac mieszanka milosci, tez taka rodzicielska
    troche. bez tego po kilku atakach wscieklosci, po podrapaniu po
    twarzy kochajacy tak zwyczajnie by sobie odpusicil. nie gloryfikuje
    tu jakos ze kochajacy bordera jest wyjatkowy. poprostu ma TAKA
    MILOSC w sobie, ktos inny nie ma jej i temu rezygnuje, ucieka.
    Niedawno przeczytalem Niegrzeczna Dziewczynke. milosc tamtego faceta
    troche wydaje mi sie podobna
  • ni-k 10.02.09, 22:12
    Jesteśmy tutaj po to by być szczerzy.Nikt nas nie zna,możemy minąć
    się na ulicy i nawet nie zwrócimy na siebie uwagi.Nie musimy grać
    ani udawać.Właśnie ta anonimowość niesie ze sobą terapeutyczną silę
    i nadzieję na najważniejszą szczerość-szczerość wobec siebie
    samych.Niestety nasze zakłamanie jest tak głebokie ,tak mocno w nas
    się wtopiło,że już nie rozróżniamy co jest naszą naturą a co naszym
    zaprogramowaniem.Okłamujemy siebie by łatwiej przeglądać sie w
    lustrze.
    Baliście sie,że wrócicie do swych związków.Skoro wróciliście to po
    co to oceniacie?Po co ten powrót usprawiedliwiacie miłością?To nie
    miłość a egoistyczny narkotyczny głód sprawił,że wróciliście....i
    dobrze i świetnie,bo póki nie odrobimy lekcji zawsze będziemy
    repetować.Przecież powtarzanie semestru nie usprawiedliwiamy
    miłością do egzaminatora.Zapłacimy każdą cenę za kroplę
    narkotyku za dobre samopoczucie zdanie na własny temat. Zapewniam
    was że miłość nie jest narkotykiem,jest
    wolnością.
    Przeszedłem tę drogę co wy.Wracałem wiele razy i za kazdym razem z
    powodu uzależnienia,nie miłości.Teraz wlaśnie dzięki tym przezyciom
    stałem się dojrzalszym duchowo człowiekiem.Zrozumiałem ze więcej
    miłości do niej było w moim odejściu niż w powrotach.Teraz i ona ma
    szanse zostać sama ze sobą i oby dobrze ją wykorzystała.Wiele
    krzywdy jej wyrządziłem wracając do niej.Uważałem że jej pomoge a
    myślałem głównie o tym by już nie bolało,by pomóc sobie nie jej.
    Bądzmy wobec siebie samych szczerzy,nie zasłaniajmy się czyjąś
    chorobą,bo nikt z nas nie może być pewny kto w tych relacjach
    naprawde jest chory.
    Życze wam z całego serca przebudzenia i radości nawet z powtórek.By
    być sobą trzeba się najpierw dowiedzieć kim naprawde
    jesteśmy.Kłamstwa i słodkie iluzje w niczym nam nie pomogą.
    Pzdrawiam.
  • evunia5 19.02.09, 13:25
    "...myśl o sobie, jesteś najważniejszą osobą na
    świecie dla samej siebie, realizuj się i dąż do swoich celów ..."
    Tak musze zacząć mysleć, robić.
    Jestem 11 (!) lat w związku z osoba z BPD. Tak, sama byłam już też
    na terapii - tyle lat z osobą zaburzoną robi swoje. Oczywiście
    doprowadził mnie do tego, że zaczęłam myśleć, że to moja wina, że te
    jego wyzwisa to są słuszne, bo on tak strasznie mocno mnie kocha, a
    ja nie umiem go zrozumieć, nie umiem mu się podporządkować. On
    chciałby być ze mną jednością, a ja jestem jakaś "dziwna i
    egoistyczna"
    Szok.
    Czytając Wasze historie, po prostu czytam o swoim związku. Teraz
    zostawił mnie, bo zaprosiłam koleżankę do siebie, a on o tym nie
    wiedział. Więc jestem oszustka i egoistka itd itp...
  • bepedeczka 22.05.09, 14:53
    Czesc:)
    Bardzo się cieszę, że znalazłaś w sobie tyle siły żeby
    odejść.Gratulacje życzę ci żebyś wytrzymała w tym
    postanowieniu.Pomyśl o tym jakie piekło zrobiłby Twoim dzieciom mój
    ojciec też miał bpd-wyrosłam na nieszczęśliwego Bordela:(
    Pozdrawiam
  • zmanipulowana 05.07.09, 13:19
    Wiecie co... To wszystko nie ma sensu. Znów dałam mu szansę i znów
    odszedł, bo rozmawiając z nim odebrałam telefon służbowy...
    Tacy ludzie nigdy się nie zmieniają. Dość, za dużo czasu
    zmarnowałam...
  • hanging_garden 08.07.09, 09:03
    ...widzę Zmanipulowana, że mamy znów ten sam "szablon"... od grudnia
    minęło trochę czasu - moja BPD zafundowała mi od tego czasu już
    kilka rozstań ale ostatnie było ostatnim. To faktycznie nie ma
    sensu.
    Myślę, że najważniejsze w uwolnieniu się od "nich" jest dokładne
    przyjrzenie się temu, co do nich czujemy. Jak to napisał ktoś mądry
    w jednym z wątków (może nawet w tym - nie pamiętam) - to nie jest
    uczucie (miłość?) a toksyczne uzależnienie. W związku z tym, że
    jestem właśnie w trakcie rzucania palenia papierosów, tak samo
    podchodzę do "uczucia" do niej - jako CZEGOŚ ZŁEGO, NISZCZĄCEGO,
    UZALEŻNIAJĄCEGO... i wiesz co...? jesyt mi dużo łatwiej.
  • epifaniak 08.07.09, 12:30
    czytam ksiazke "uratuj mnie" przypatruje sie mojemu bpd i dochodze do wniosku ze
    oni kochaja, nawet za bardzo i boja się. Myslę, że bpd jest do penwego stopnia
    uleczalne.
  • zawieszona7 09.07.09, 14:22
    Natrafilam na to forum zupelnie przypadkowo.szukalam odpowiedzi na
    nurtujace mnie pytania.Przeczytalam Wasze historie.Te wszystkie
    przejscia i cierpienia.. poczualam ze moga one dotyczyc takze
    mnie.Choc nie jestem doswiadczona w takim stopniu jak
    Wy..zastanawiam sie czy to moze byc BPD?Chcialabym skorzystac w
    Waszej pomocy i wiedzy...
    Znam go od dwoch miesiecy.poznalismy sie przypadkowo.nasza znajomosc
    zaczela sie bardzo intensywnie. student wydzialu aktorstwa akademii
    teatralnej.oczarowal mnie calym soba,tanczyl,recytowal,spiewal.w
    b.krotkim czasie okazal,ze jestem dla niego najwazniejsza na
    swiecie,wypisywal dniami i nocami utwierdzjac mnie w tym
    przekonaniu.jednoczesnie nie moglam zrozumiec ze jest taki strasznie
    zazdrosny,o wszystko i wszystkich,nie chcial abym spedzala czas ze
    swoimi przyjaciolmi,chcial ukrocic moja niezaleznosc i pewnosc
    siebie,kiedy spacerowalismy ulica nie byl w stanie zniesc mysli,ze
    spojrzalam na kogos innego,ze rozmawiam z innym mezczyzna(mimo iz
    byl to np. kolega ze studiow).w jednej chwili potrafil byc w stanie
    kompletnej eforii, a w drugiej, w nieoczekiwanej
    depresji.niejednokrotnie mialam wrazenie,ze wrecz chce mnie wypedzic
    z domu,kiedy wychodzilam(bo czulam ze tego pragnal,wrecz
    wyrzucal),zaraz pisal ze o mnie mysli,ze nie moze doczekac sie
    nastepnego spotkania.a kiedy mialismy sie spotkac,pisal ze jest jest
    bardzo zmeczony 'tym wszystkim' i odwolywal..W ciagu jednego
    dnia,godziny czy nawet minuty miewal skrajne hustawki
    nastroju.wszystko co spotkalo go w szkole czy na ulicy przezywal po
    tysiackroc bardziej niz normalna osoba.uciekal ode
    mnie,przepraszal,za swoje zachowanie, by potem zapominac ze cos
    takiego w ogole mialo miejsce.Na spotkaniu usmiechal sie jakby nie
    pamietal,co bylo wczoraj,ze sprawil mi przykrosc.ta sinusoida
    zachowan i emocji doprowadzala mnie do furii.nie rozumialam jak
    mozna w jednej sekundzie wielbic i nienawidzic osobe ktora stoi
    przed toba.takich systacji bylo tysiace.po ostaniej eforii,kiedy
    mialam wrazenie,ze cos poszlo lepiej,on przestal sie odzywac(tzn
    mimo iz pisalam co sie stalo,co jest nie tak-on jak gdyby nigdy nic
    pisal ze jest zapracowany,zmeczony,ale pragnie sie spotkac,ja
    wsciekla na niego odwolywalam,potem znow sie umawialismy,a on ze
    jednak nie da rady sie spotkac)wiem,ze nasza znajomosc jest
    krotka,ale zdazyl mnie w sobie rozkochac.wczoraj bylam jego
    sloncem,jego marzeniem.do dzis minal prawie miesiac kiedy go nie
    widzialam.uznalam,ze co jest nie tak,ze jego zachowanie jest zbyt
    dziwne,aby bylo normalne.natrafilam na pojecie BPD.i czulam jakbym
    czytala o NIM.nie wiem co robic.mysle o tym kazdego dnia,pragnac
    jeszcze go zobaczyc...
  • ni-k 13.07.09, 10:02
    Kiedy czytam wypowiedzi na tym forum(choć dotyczy nas to wszystkich i 99,9 proc
    przeróżnych forów na świecie),to przypominają mi się słowa jednego z
    filozofów,który powiedział,że "ludzkość nie cierpi z powodu nienawiści, ale z
    powodu tego co uważa za miłość".Warto czasami się nad tym zastanowić.
    Pozdrawiam.
  • hanging_garden 13.07.10, 12:41
    Odświerzam ten wątek bo wydaje mi się, że są w nim zawarte
    najważniejsze (wg mnie) rady jak sobie poradzić z zakończeniem
    związku z borderem/-ką i otrząsnąś się z tego bagna raz na zawsze.
    Przy okazji dość dokładnie opisałem w nim swoją historię - jeśli
    macie chęć i siłę to czytać - powinienem chyba napisać "polecam" ale
    raczej tylko jako przestrogę..

    Ja tych rad nie posłuchałem i teraz niestety jestem w "czarnej
    d**ie"...

    Ciekawe co u Zmanipulowanej. Odezwij się jeśli jeszcze tu zaglądasz.
  • iamcrazy 13.07.10, 13:26
    To smutne, że nikt nie wierzy, że osoba z BPD może się zmienić. Ja
    mam BPD, niezdiagnozowane. Całe moje życie nie wiedziałam co ze mna
    jest, myslałam, że jestem po prostu zła, dlatego wciąż uciekam w
    alkohol, seks, dragi. Jednak niedawno zrozumiałam, że to we mnie
    jest problem i że jeśli ja z tym czegoś nie zrobię, nikt tego nie
    zrobi za mnie. Podjęłam walkę, chodzę do psychologa i widzę dużą
    poprawę, zresztą mój partner również. Ataki są o wiele słabsze, nie
    wyzywam już go. Gdy mi się przydarza, że zmienia się moje widzenie,
    obserwuję wtedy siebie, pytam dlaczego, ciagnie mnie by coś złego mu
    powiedzieć, by zranić, by płakać i manipulowac by on czuł się winny,
    ale udaje mi się ostatnio to powstrzymać. Nie rozumiem jeszcze
    dlaczego w jednej chwili widzę same jego wady i zaczynam go
    nienawidzieć, ale on rozumie, że gdy cos takiego ze mna sie dzieje
    to nie dlatego ze ja tego chcę i widzi jak bardzo się staram
    opanowywać, szukac przyczyn tego.
    Od dziecka wmówiono mi, że najważniejsze jest co myślą o nas inni.
    Teraz próbuję się odprogramować i odnaleźć siebie i tego co daje mi
    szczęście. Gdy jestem szczęśliwa również osoba, która jest ze mną
    też taka jest. Bo moje szczęście nie wynika z tego, że robię coś
    tylko dlatego by pozyskac jego miłość, by uważał mnie za wyjatkową,
    za cudowną, tylko wszystko co robię, robię dlatego, że chcę. Zawsze
    było inaczej. Tak bardzo pragnęłam akceptacji innych, że nie
    wiedziałam sama co lubię i czego chcę. Stało się to dla mnie jak
    narkotyk, jedno dobre słowo potrafiło mnie uszczęsliwić, a jedno złe
    doprowadzic do rozpaczy i tak byłam wciąż w euforii lub dołku. Teraz
    jest lepiej choc wciąż łapię się na tym, ze myślę dawnymi
    kategoriami. Patrzę także inaczej na mojego partnera, wiem ze ma
    wady tak jak każdy i staram się je zaakceptować. Nie lituję się nad
    sobą, że jestem chora tylko próbuję wyzdrowieć i choc to niełatwe,
    jednak wierzę, że można i wiem, że warto. Mogę powiedziec o sobie że
    jestem szczęśliwa :-))) Pozdrawiam wszystkich i życzę wytrwałości w
    obserwacji siebie.
  • hanging_garden 13.07.10, 13:55
    iamcrazy napisała:

    > To smutne, że nikt nie wierzy, że osoba z BPD może się zmienić.

    Gdybyśmy w to nie wierzyli, nie trwalibyśmy z Wami w długoletnich
    związkach pozwalając się psychicznie maltretować i to znosić...
    Tobie (na szczęście dla Ciebie i Twojego partnera) udało się wejść
    na wyższy poziom świadomości, złapać dystans do bpd, robisz z tym
    coś a nie zachowujesz się jak "księżniczka", któa jest "cacy" w
    wszyscy inni są "be". Dla (chyba) większej częsci opisanych tu
    przpadków takie wzniesienie się ponad swoją przypadłość jest
    awykonalne.
    Ja nie moge pojąć (na przykładzie własnej partnerki) jak można nie
    widzieć (zupełnie obiektywnie) tego, że drugiej osobie robi się z
    życia piekło. Pomijam sytuacje, kiedy ma napad szału i agresji bo
    wtedy absolutnie nic do niej nie dociera - ale nawet jak
    jest "normalna", nie dopuszcza do siebie absolutnie żadnego
    argumentu, że coś z jej zachowaniem jest nie tak... Nie wiem ile
    jeszcze musi "przerobić" związków, ilu osobom spróbuje zniszczyć
    życie, żeby do niej dotarło, że powinna zastanowić się nad swoim
    postępowaniem. Może gdyby bardziej jej na mnie zależało, próbowałaby
    się zmienić - tyle, że ja byłem łatwym celem i dość wygodnym workiem
    treningowym zawsze pod ręką. Diametralna zmiana w jej zachowaniu
    nastąpiła po zajściu w ciążę - stała się nie wiem nawet ile razy
    gorsza niż wcześniej (jak jeszcze próbowała terapii) - wiedziała, że
    teraz to mnie ma i ze względu na dziecko na bank jej nie zostawię...
    Szkoda gadać...
  • hole.2 31.07.10, 00:22
    Jest tu jeszcze ktoś?Potrzebuję pomocy. Zostawiła mnie osoba, która
    identyfikowała się z borderline, choć psychiatrzy nie chcieli jej etykietować
    (nowy(?) trend w podejściu do border). Rozpadłam się zupełnie, na części
    pierwsze. Czuję, że wszystkiemu jestem winna i że to ze mną jest wszystko nie
    tak, bo swoje za uszami mam. Rozsądek podpowiada mi, że niemożliwe, aby wina
    leżała tylko po jednej stronie, ale emocje biorą górę.Gdy czytam Wasze
    wypowiedzi, tak podobne, choć od tak różnych ludzi, to powala mnie prawidłowość
    tego zjawiska...Jak to przeżyć?krok po kroku...
  • niedama 31.07.10, 00:34
    mam podobnie ze soba i niestety przyciagam takie typy do siebie:( mozemy sobie
    podac rece
  • niedama 31.07.10, 00:38
    tak sie zastanawiam czy bordery to nie sa takie wampiry energetyczne co
    wykanczaja swoje ofiary i zabieraja jej energie? Moj byly to sam to powiedzial o
    sobie, ze jest takim wampirem, wiec moze cos w tym jest. A ja taki zakichany
    wieczny dawca:(
  • annarchia 31.07.10, 13:28
    To TY sama siebie wykończyłaś angażując się w ten związek i trwając w nim.
    Pozwoliłaś sobie na takie jego zachowania wobec Ciebie. Nie przerzucaj
    odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie psychiczne na inną osobę.

    > Czy to jest borderline???

    Sama fatalnie się czujesz, a chcesz diagnozować jego..? Hmm... Skup się na
    sobie, bo z pewnością jakieś problemy osobowościowe masz, skutkiem czego
    angażujesz się w takie związki. Zastanów się nad tym, dlaczego zostałaś
    psychologiem ("pomagaczem") i dlaczego związałaś się z osobą zaburzoną, bo tu
    jest pewnie jakiś punkt wspólny. Życzę pomyślności :)
  • niedama 31.07.10, 20:58
    Masz wiele racji Annarchio, latwiej oceniac innych niz przyjrzec sie sobie. Ja
    tez dochodze do wniosku, ze chyba sama jestem zaburzona i moze jestem borderem i
    dlatego przyciagam takie typy i wchodze w jakies toksyczne relacje. I nie staje
    sie taka pod ich wplywem tylko oni wyzwalaja moze moja prawdziwa nature...

    Zastanawiam sie czy przypadkiem to wlasnie bordery nie bywaja czesto trollami na
    forach? Jak myslicie? ja nawet jak spotykam trolla to mnie ciagnie do niego,
    chcialabym go zrozumiec, co nim motywuje;) jak cma do ognia;)
  • hole.2 01.08.10, 01:30
    To logiczne, że dostajemy to, na co pozwalamy i że "coś jest nie tak" z nami,
    jeśli tkwimy w takim związku. Ale nie ma osobowości zdrowej klinicznie, w każdym
    znajdzie się jakieś skrzywienie. I może właśnie w tę lukę trafiają perfekcyjnie
    osoby z borderline, czyniąc nas swoimi zakładnikami...dobrowolnymi.
  • valerie1 05.08.10, 12:45
    hole.2 napisz proszę do mnie , mnie też ostatnio zostawiła osoba z
    bordeline- może razem przez to przejdziemy, mój mail
    valerie1@gazeta.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka