Dodaj do ulubionych

Jak nie ranić osoby z BPD?

16.12.08, 17:27
no właśnie, takie pytanie.
Znam dziewczynę z BPD. Nie jest mi obojętna. Ona inteligentna,
wrażliwa i chora. Leczy się, chodzi na terapię, walczy o siebie. Jak
zrobić żeby się nawzajem nie skrzywdzić?
Edytor zaawansowany
  • 27.03.09, 14:49
    Więc może ja tak od siebie dość osobiście, niech NIGDY nie straci
    Twojego zaufania. Nie wiem jakie są między Wami relacje ale w sumie
    to działa w każdej. Jeśli będzie mogła na Tobie polegać nie
    skrzywdzisz Jej ale Ona Ciebie może :( Bardziej lub mniej świadomie.
  • 27.03.09, 19:37
    Na pewno bardzo trudno jest nie ranić kogoś kto ma bpd. Wszystko jeszcze zależy od tego jakiego typu zachowania przeważają u takiej osoby acting-in czy acting-aut. Wiadomo, że najtrudniej jest nie ranić kogoś kto już sam sobie zadaje ból niż kogoś kto swoją agresję kieruje na zewnątrz( bo zazwyczaj to taka osoba rani).
    Mam bpd i mogę podzielić się doświadczeniem, jak to wygląda u mnie. Mnie rani bardzo na pewno brak zrozumienia i brak empatii w stosunku do mojej osoby. Zawsze staram się w czuwać w innych ludzi, więc najtrudniej mi gdy ktoś mi najbliższy nie chce tego czynić w stosunku do mnie. Podstawą relacji myślę, że powinna być umiejętność prawidłowej komunikacji. Można się tego nauczyć nawet będąc chorym na bpd. To długa praca wymagająca wiele prób, ale naprawdę warto. Przestrzeganie paru zasad podczas rozmowy naprawdę jest w stanie zdziałać wiele. Wystarczy skupiać się na własnych uczuciach, myślach. Nie oceniać drugiej strony.
    Moim zdaniem najistotniejsza jest obustronna empatia, której obecność nie pozwala się ranić nawzajem.
  • 27.03.09, 19:47
    ona cie bedzie ranic to od niej nie zalezne - silniejsze daltego ze
    jej ranienie bedzie wynikac nie z checi swiadomej tylko z
    nieradzenia sobie, nierozumienia tego co ja otacza, nierozumienia
    tego o co chodzi.
    ale ty mozesz nie prowokowac
    musisz duzo rozmawiac zeczy banalne dla ciebie moga miec wielkie
    znaczenie dla niej, to ze powiesz tak cos a nie inaczej moze byc
    powodem do parodniowego myslenia a dlaczego on tak powiedzial dawaj
    jej duzo dowodow tego ze ci zalezy ale to ze powiesz ze ci zalezy to
    do niej nie bedzie przemawiac bo ona wie ze sama czest muwi cos co
    nie jest prawda ale mowi to tylko poto zeby zranic, zeby sprawdzic
    jak na to zareagujesz, jedyne co sie sie liczy to to co zrobisz
  • 28.03.09, 16:43
    ja mojego partnera raczej nie ranilam a przynajmniej zawsze staralam
    sie byc dla niego, zawsze go wysluchiwalam, doradzalam mu jak tylko
    moglam i mowilam ze zawsze moze na mnie liczyc. czesto mu mowlam ze
    jest wykatkowy, jedyny, kochany ze jestem szczesliwa ze jest
    najlepszy. mowilam i okazywalam. mogl mi ufac w 100% i mysle ze
    ufal:):) ale co z tego skoro zerwal ze mna z dnia na dzien, nie
    wyjasniajac nic, powiedzial tylko bo tak noi jeszcze mi naublizal,
    zreszta ja juz tu opisywalam moja sytuacje. ale przedwczoraj
    dostalam kartke od niego ze mnie nienawidzi ze juz mnie nie chce ze
    tez nie bedziemy sie juz kontaktowac i oddeslal mi pare rzeczy ktore
    jemu dawalam przez cale 5 lat. owszem w miedzy czasie zdarzaly sie
    takie nieprzyjemne sytuacje ze zrywal ze mna, ublizal itd ale nigdy
    nie bylo to takie powazne jak teraz. Mimo ze ja go nic nie ranilam
    to dostalam tak po dupie ze mam serdecznie juz wszystkiego dosc. nie
    wiem czy isc do psychiatry i pogadac z lekarzem o nim czy to juz
    wszytsko olac. kocham go ale mam juz dosc
  • 19.08.13, 21:13
    81-monika napisała:

    > ona cie bedzie ranic to od niej nie zalezne - silniejsze daltego ze
    > jej ranienie bedzie wynikac nie z checi swiadomej tylko z
    > nieradzenia sobie, nierozumienia tego co ja otacza, nierozumienia
    > tego o co chodzi.
    > ale ty mozesz nie prowokowac
    > musisz duzo rozmawiac zeczy banalne dla ciebie moga miec wielkie
    > znaczenie dla niej, to ze powiesz tak cos a nie inaczej moze byc
    > powodem do parodniowego myslenia a dlaczego on tak powiedzial dawaj
    > jej duzo dowodow tego ze ci zalezy ale to ze powiesz ze ci zalezy to
    > do niej nie bedzie przemawiac bo ona wie ze sama czest muwi cos co
    > nie jest prawda ale mowi to tylko poto zeby zranic, zeby sprawdzic
    > jak na to zareagujesz, jedyne co sie sie liczy to to co zrobisz


    Zgadzam się z tym.Mogę się pod tym postem podpisać. Jednak moje ostatnie sprawdzanie męża czy mnie kocha czy mu zależy (zamknęłam się w łazience niby żeby się pociąć)bo chciałam zeby mnie mocno przytulił i powiedział ze mnie kocha i nie zostawi, to on już nie wytrzymał i mnie pobił. Byłam w takim szoku ze mi przeszło. Mam poczucie winy ze do takiego stanu go doprowadziłam. Ale gdy mnie bił to czułam ze mnie kocha.
  • 20.08.13, 12:25
    często wydaje się nam, że uwalnianie od poczucia winy pomaga
    napisałaś, że nie

    gdybyś tak jeszcze napisała jak zmienił się Twój mąż przez to co mu fundujesz, może byłby to kolejny krok do odpowiedzialności za to co sie wydarza

    zauważam, ze tylko bardzo silne bodźce, powodują, że border zaczyna się starać , najpierw o uniewinnienie i usprawiedliwienie, potem o pocieszenie a na końcu gdy widzi, ze zmarnował wszystko zaczyna walczyć o terapię i umiejętność bycia znośnym dla siebie i otocznia

    to smutne ale wykazanie zrozumienia to zdecydowanie za mało a czasem za dużo - bywa wzięte za przepustkę i kończy się skakaniem po głowie w przekonaniu, że wszyscy to aprobują, dobrze znoszą i tak ma być

    dobrze gdy wystarczy wyłączyć telefon gorzej gdy są wspólne dzieci



  • 20.08.13, 20:10
    Albo jestem głupia albo nie rozumiem tego co napisałaś. Mój mąż jest również zaburzony i to nie przeze mnie,ma osobowość dysocjalną. A od kiedy jesteśmy razem bardzo się zmienił i to na lepsze. Nie szukam usprawiedliwienia dla swojego zachowania, inaczej wymuszania jak dziecko. Możesz mi nie wierzyć ale ja naprawdę się zmieniłam,wszyscy mi to mówia,sama też to widze. Tylko te moje głupie bezpodstawne podejrzenia, te chore błaganie o miłość o uwagę. A i tak mam poczucie ze nikt mnie nie słucha.On się wystraszył ze sie zabije.pierwszy raz, odkąd podcięłam sobie gardło,oni mi wreszcie wierzą i sie boją ze jestem zdolna zrobic sobie nieumyślnie krzywde. Pierwszy raz sie wystraszył i to był dla mnie dowód ze on nie chce mnie stracić.
  • 20.08.13, 21:08
    Tylko te moje głupie bezpodstawne podejrzenia, te chore błaganie o miłość o uwagę. A i tak mam poczucie ze nikt mnie nie słucha.On się wystraszył ze sie zabije.pierwszy raz, odkąd podcięłam sobie gardło,oni mi wreszcie wierzą i sie boją ze jestem zdolna zrobic sobie nieumyślnie krzywde. Pierwszy raz sie wystraszył i to był dla mnie dowód ze on nie chce mnie stracić.

    Fajnie macie ;) fajnie masz... polecam... terapie.. i jeszcze raz terapie.. i jeszcze raz... "nieumyślna krzywda" wyrządzona poprzez podcinanie sobie gardła?!? i fakt.. może ktoś Ci wreszcie uwierzy.... ja pierdole!!! takiego teksu tutaj jeszcze nie czytałam... ogarnij się!!! i do lekarza i to sruuu na miotle!!

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • 21.08.13, 21:13
    Nie,trochę wczoraj przesadziłam,poniosło mnie. Wiem,bo dziś na terapii się dowiedziałam,że relacji,czy w związku czy w społeczeństwie nie buduje sie na strachu a na wzajemnych db uczynkach. To co wczoraj napisałam,to było chore,wiem. Ale chyba miałam niż i to dość duży chory niż. Wcale tak normalnie nie myśle,tylko czasem mnie tak nachodzi. Ale co do zmiany leków, to masz racje.Pozdrawiam:)
  • 02.09.13, 23:47
    szkoda, że nie zatłukł. ps. mam nadzieję, że nie masz dzieci
  • 30.03.09, 13:16
    Nie ranić?Nie wiem czy się da.Ja sama choruje na BPD i wiem jak mój partner
    potrafi sobie flaki wypruwać,a mi i tak coś nie przypasuje,czuję się u rażona i
    mam do niego żal.Często osoby z BPD starają się robić wszystko jak
    najlepiej(choć to nie zawsze wychodzi),wystarczy male slowo na ten temat,a one
    odbieraja to jakos slowo krytyki i atakuja,bo czuja sie zranione.Pewnie nie
    wszystkie,ale znam kilka i wiem tez po sobie.Niema recepty na to,bo do kazdej
    osoby trzeba podejsc indywidualnie.Napewno szybko traci zaufanie,bo tak naprawde
    nie ufa nikomu.Nie mozesz jej zawiesc,w ciezkich momentach nie mozesz krytykowac
    jej i jej slabosci.Wiem,ze moze to ciezkie,ale gdy np.krzyczy i rani
    ciebie,usiadz i porozmawiaj,powiedz,ze to nie potrzebne co robi,ze nic sie nie
    stalo,przede wszystkim zapewniaj o milosci.Moj partner zgodzil sie byc ze mna i
    mnie wspierac,ale niestety coraz czesciej widze,ze on nie daje rady,na sile mnie
    zmusza bym byla inna,zachowywala sie normalnie.On chce normalnosci,rozumiem
    to,ale nie potrafie zawsze nad soba panowac.A on niestety nie stara sie nigdzie
    zasiegnac opini jak ze mna postepowac i jak mi pomoc dojsc do siebie.Choc mu
    mowie to zaraz i tak nie pamieta lub nie chce pamietac.Dlatego,zeby nie meczyc
    jego i siebie mysle o rozstaniu.Powiem ci,ze naprawde nie trzeba wiele,by zranic
    osobe z BPD,bo w wiekszosci za duzo bierzemy do siebie i jakas mala pierdola
    moze przyczynic sie do wielkiego zalu,urazu,przykrosci i wielu wylanych
    lez,czego nastepstwem bywa nienawisc.Najgorsze jest to,ze pozniej czesto
    wiemy,ze to duperel,ale cos tam w srodku z czym wlaczymy nie pozwala nam
    zapomniec i czujemy sie gorsze,samotne,niekochane.Czesto nasi partnerzy musza
    liczyc sie z kazdym wypowiedzianym slowem,bo i to moze okazac sie fatalne w
    skutkach.Dobrze,ze sie leczy i szuka wyjscia z sytuacji,oby widziala swoje
    swiatelko w tunelu.Ty musisz uzbroic sie w cierpliwosc i byc wytrwalym,bo to
    dluga droga,a nie raz i tak pewnie ci sie oberwie,albo bedziesz musial siedziec
    i godzinami zapewniac ja o uczuciu.Jesli sie na to zdecydowales to napewno
    musisz nauczyc sie ugryzc czasem w jezyk,ale jej tez nie pozwalaj na
    wszystko.Nie krzycz,mow spokojnie.Zapewniaj o uczuciu,mow,ze moze na ciebie
    liczyc.Zycze wiele opanowania i wytrwalosci.Pozdrawiam
  • 31.03.09, 09:25
    Ja o uczuciach wogóle nie mogę i nie chcę rozmawiać. W pewnym
    momencie zanegowałam istnienie miłości. Potraktowałam to jako
    chorobę, bo mi to uczucie najbardziej uwierało. Gdy ustaliłam - sama
    ze sobą też - reguły gry, że bycie z kimś to układ partnersko-
    kumpelski. I to głównie dzieje się w mojej głowie - nie powinnan o
    tym głośno mówić bo przestanę w to wierzyć. Powiem Wam, że trudniej
    wtedy mnie czymkolwiek urazić. To mam w środku. A na zewnątrz...mój
    partner, który nie może stać się "bluszczem" bo się duszę. Muszę
    czuć się w pewnym sensie wolna. Obrączka mnie parzyła to ją
    wyrzuciłam :)
    W pewnym momencie np. gdy miałam jazdę na zrywanie się ze smyczy i
    nie wróciłam rano do domu tylko dlatego, że poczułam chęć Jego
    dominacji,
    powiedział - gdy już wróciłam - z łagodnością "idź gdzie chcesz
    tylko zawsze wracaj, używaj prezerwatyw i nie
    zakochaj się". W pierwszej chwili pomyślałam "On mnie chyba już nie
    k..." ale z czasem życie mnie przekonało, że bardziej nikt nie
    będzie i przestałam chyba ranić. Ma swoje sprawy, ja swoje i żyjemy
    czasem obok ale gdy go potrzebuję jest na wyciągnięcie ręki. Mam u
    Niego kosmiczny kredyt zaufania chociaż otoczenie sądzi, że jest
    kretynem uzależnionym od niezłej d..y - i nie mam ochoty już
    udowadniać sobie, że jest inaczej. Nie ranić nie oznacza czasem nie
    powiedzieć czegoś czego nie chcę usłyszeć. Obłuda, brak konsekwencji
    i hipokryzja też
    powoduje, że nie ufam a to jest dla mnie najistotniejsze! Wciąż
    węszę w poszukiwaniu kłamstwa. Nikt się nie orientuje bo jestem
    przebiegła :) Nigdy nie dał mi odejść, jeśli trzeba było użyć siły,
    zrobił to aby mnie uspokoić, przekonać. Nigdy nie pozwolił żebym
    trzasnęła drzwiami i On tego też nigdy nie zrobił. I to mnie
    uspokoiło... że mnie nie puści w otchłań w którą sama chcę skoczyć.
    Ktoś inny tego dla mnie nie zrobił, nie zatrzymał, pokazał słabość i
    sam od wielu lat "spada" i mimo, że dalej czasem jestem
    czasem "chora" to za
    chwilę "jestem obojętna" i wiem, że momentami rozdeptałabym jak
    robala.
    Nie wiem czy rozumiecie już co dla mnie oznacza n i e r a n i ć,
    n i e z a w i e ś ć?

    Nie ranić mnie to w moim przypadku dać możliwość polegania w 100% na
    sobie. Nawet taki bzdet jak punktualność. Ja na pierwszą randkę
    spóźniłam się 1 godzinę a On czekał... To było 18 lat temu. Szmat
    czasu... i wiele się wydarzyło.
    Do takiego układu doszliśmy sami.

  • 31.03.09, 15:23
    Czytam twoje wypowiedzi wszedzie gdzie sie natkne i czytam je z
    przyjemnoscia,wyrazasz slowa,ktorych ja nie potrafie.Mowisz o uczuciach,o tym co
    czujesz w taki przeszywajacy czlowiek sposob,a ja sie w tym odnajduje.Widac,ze
    zdajesz sobie dobrze sprawe ze swojego problemu,widac ze nauczylas sie z tym
    zyc,ja tego nie potrafie,ale łudze sie,ze kiedys sie naucze.A jesli chodzi o
    twojego partnera,jak to czytam to naprawde widze,ze on cie kocha i chcialabym
    aby moj tez byl taki wyrozumialy,aby nauczyl sie ze mna zyc,stara sie,ale tez
    sie meczy..Ja sama tez mam problem z uczuciami,wczoraj nawet sie zastanawialam
    czy kocham rodzine i wiem,ze nie,albo poprostu tego nie czuje.Bylo tak od
    zawsze,a ja to bagatelizowalam.Z partnerem mam ta sama sytuacje,ze nic nie
    czuje,on sie z tym godzi,bo czesciowo wie co czuje,ale nie chce go zranic
    mowiac,ze nic.Zmierzam do tego,ze to co piszesz powoduje,ze czlowiek zaczyna
    myslec i sklania do refleksji,a to jest potrzebne.We mnie wywoluje to czasem
    lzy,bo zastanawiam sie czy bede umiala jeszcze kochac,czy kiedykolwiek kochalam...
  • 31.03.09, 19:28
    hm.. to co napisałas daje mi duzo do myslenia. a co jest w
    przypadku, kiedy on Ciebie potrzebuje? masz takie doswiadczenia?
  • 31.03.09, 19:44
    jak widac ciagle przetwarzam:).. czy miałas jakas konkretna sytuacje
    na mysli, kiedy powiedziałas, ze Twoj partner nie dał Ci
    odejsc/trzasnać drzwiami? w jaki sposob mozna powstrzymac druga
    osobe, jezeli chce zrobic cos takiego? :)
  • 01.04.09, 09:10
    Nie dał mi odejść bo... uratował mi życie dosłownie. Bywaliśmy w
    bardzo trudnchych okresach. Gdy bylismy młodym małżeństwem - dusiło
    mnie ograniczenie, to że muszę okazywać uczucia których nie znoszę,
    kilka osób próbowało wbić się między Nas. Zawsze tak jest i trudno
    to zaakceptować zwłaszcza takim idealistkom/perfekcjonistkom. No
    więc wściekła na cały Świat i "rozdarta na dwie połowy" łyknęłam
    coś. I nieprzytomną zawiózł mnie na płukanie. Tyle było takich
    sytuacji gdy pakowałam się w amoku. Fizycznie jestem o jakieś 80 kg
    lżejsza więc dla Niego to nie problem żeby mnie zatrzymać. Mimo
    tego, do dziś nosi bliznę po moim bucie. Nie da się Nikogo zatrzymać
    gdy się czuje, że ten konkretny związek nie jest dla Niego ale Ja
    byłam pewna od pierwszego spojrzenia w oczy, że to TEN facet na całe
    życie a mimo to próbowałam uciekać. Przerastało mnie to, głowa mi
    chciała eksplodować z nadmiaru uczuć. Ale furię partner może
    opanować. I Jego siła na początku a potem czułość pozwala mi dojść
    do siebie.
    Jeszcze raz o tym napiszę bo sądzę, że to najbardziej mi pomogło:
    Jestem lepszym człowiekiem do życia od momentu gdy powiedziałam
    sobie "nie będę kochać, miłość to przereklamowane uczucie". Nic
    innego mi bardziej nie pomogło poukładać się trochę wewnętrznie. Ale
    to, że o tym - że kocham - nie mówię i nie chcę nawet o tym myśleć i
    przyznać się do tego nie oznacza, że tego nie czuję. On to wie. Nie
    wiem skąd. Wczoraj o tym rozmawialiśmy ... Presja otoczenia, że
    trzeba kochać i być kochanym, mieć partnera itp. powoduje u Nas
    chyba frustrację.
    Czytając tu historie ludzi i znając to też z autopsji zrozumiałam
    dlaczego ludzie do nas podobni chcą odejść - aby odetchnąć. Znów się
    rozpedziłam zasmiecając temat...
  • 01.04.09, 16:43
    hmmm, odpisuje tak napredce, bo ciesze sie, ze zaregowalas na mojego
    posta i szczerze mowiac to co napisalas, jest mi w niektorych
    momentach bardzo bliskie. Moze nie akurat w presji bycia kochanym i
    milosci, bo ja tego w ogole nie rejestruje w swoim zyciu, ale w tej
    decyzji o "byciu w zwiazku", trwaniu - wyborze, ktorego dokonujemy i
    trwamy.Nie zwazajac na uczucia i emocje, czy mysli. W mojej glowie
    tez tak to powinno wygladac. Jednakze, jednakze:) kloci mi sie to z
    obrazem osoby z BPD, taki wglad? taka solidna decyzja? fajnie, ze do
    tego doszlas, doszliscie razem. To krzepiace dla zwiazkow BPD. Duzo
    cieplo slow pada pod adresem Towjego meza, az mu zazdroszcze:)


  • 01.04.09, 18:39
    Niektórzy ludzie ... wolę pewne rzeczy przemilczeć. Albo powiem
    jeśli się spotkamy.
    Właśnie w tym jest problem, że bpd to różne "fazy" UP/DOWN.
    Idealizacja/negacja. Euforia/złość. I to niestety prawda , że ziązki
    z innymi nie wychodzą bo za bardzo boimy się straty :( Myślę, że
    najgorsze jest już za mną... ale czasem boję się potwornie, że
    popełnię znów błąd. Gdy człowiek wyjdzie z siebie i stanie obok,
    albo popatrzy na siebie przez pryzmat życia innych ludzi (dlatego tu
    jestem) widzi więcej, szerzej, bardziej obiektywnie. Nie zawsze tak
    myślałam jak teraz... o całym "moim świecie".
  • 10.08.13, 18:20
    blisko aktualnego wątku co bpd chce usłyszeć - odświeżę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.