Dodaj do ulubionych

kocham, nie kocham, kocham, nie kocham...

02.06.09, 16:16
...znów to zrobiłam, padły słowa, które w ogóle nie miały prawa się pojawić w mojej głowie. ha! wcale ich tam nie było, jak zawsze krzyczałam co mi ślina na język przyniesie. im bardziej zranię tym lepiej. wiem jakie ma kompleksy, więc wiem gdzie uderzyć, żeby zbolało, co powiedzieć, żeby wbić nóż w serce. nie wiem jak może nadal na mnie patrzeć, wybaczać znosić to wszystko ;( czasem marzę, żeby usłyszeć, że to koniec, przynajmniej więcej bym nie zraniła. jak nie być takim potworem?! ;(
Obserwuj wątek
    • dimar7 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 02.06.09, 17:23

      dość łatwo - pójść na właściwą terapię i zakończyć ją pomyślnie:)!

      a tak nawiasem: u mnie takie ranienie ma wydźwięk testu - jeśli
      chcesz sprawdzić, jak bardzo mu na Tobie zależy, przypierasz go
      do muru, obrzucając błotem; jeśli to wytrzyma i zostanie przy Tobie,
      to już wtedy wiesz, że możesz na niego liczyć, że on Cię nie opuści,
      gorzej oczywiście (choć dla kogo?) gdy nie wytrzyma..

      jest tylko jeden ogromny problem - testy nigdy się nie kończą.
      ciągle trzeba nam sprawdzania. ale jest z tego wyjście,
      którego opisano w pierwszym tego posta zdaniu.

      oczywiście z tymi testami w Twoim przypadku to ino moja hipoteza.

      pozdro
      • po_gorszej_stronie_lustra Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 02.06.09, 18:01
        Terapia terapia terapia... bardzo bym chciała, niestety taką możliwość będę miała dopiero za jakieś 3, 4 miesiące:| a do tej pory trzeba jakoś funkcjonować.
        Po dwóch latach, jak to nazwałeś bardzo słusznie obrzucania błotem już nie sprawdzam, wiem, że nie odejdzie i ta pewność jest chyba zgubna. Wiem, że cokolwiek nie powiem to i tak nie poniosę konsekwencji. W pewnym sensie, bo koniec końców im dalej się posunę tym bardziej potem boli;(
        Właściwie to nie wiem po co to wszystko piszę. nie ma już pomysłu na ogarnięcie siebie ;(
      • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 02.06.09, 23:37
        Ta hipoteza jest raczej trafna. W moim przypadku było podobnie...z niekończeniem się testów również się zgadza. Albo pójdziesz na terapię, albo twój partner cię w cholerę rzuci(raz na zawsze, bo innej drogi chyba nie ma :( ), albo sam skończy u psychiatry (gorszego scenariusza wolę nie podawać :/ ).
              • epifaniak Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 04.06.09, 18:10
                jestescie potworami sprawia Wam przyjemnosc dolozenie.... dowalenie tak ze
                czlowiek nie moze wstac.. kiedy powtarza sobie ze nie zaslozyl na to.. ja dzis
                uslyszalam ze nic nie czuje, kiedy mowilam ze ja go kocham mowil ze nie prawda
                smial sie.. az uderzylam... mam dosc.. w tej chwilii nienawidze go i nie chce
                juz wiecej znac.. wytrzymalam 2 lata..
                • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 04.06.09, 18:55
                  2 lata...podziwiam i współczuję. Dziwne... ja identycznym słowem nazwałem swoją bpd (zbieg okoliczności czy może najlepiej pasuje ? :( ). Pierwszy raz kogoś tak nazwałem i mam nadzieję, że ostatni. Zachowujecie się jakbyście nie mieli uczuć. Wymagacie nadzwyczajnej wrażliwości i czułości podczas, gdy sami czerpiecie satysfakcję z zadawania cierpienia.
                    • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 04.06.09, 19:33
                      koleskaski napisał:

                      > ty to grow888 masz jakieś megaśne kompleksy!
                      Oho, następny w szale. Krzyczeć nie musisz, a kompleksów nie mam. Najwyżej świadomość swoich słabości.

                      > Jeżeli taka bez serca była ta twoj
                      > a
                      > laska, to co sobie jeszcze głowę nią zawracasz?

                      Nie zawracam sobie już nią głowy. Piszę od czasu do czasu, chociażby po to aby ludzie zastanawiający się nad związkiem z osobą z bpd mieli czytając to świadomość tego co ich czeka.

                      > no chyba że tak naprawdę to
                      > bardzo cię kręci jak ktoś ci dokopię, zwłaszcza jakaś babka?.

                      Wybacz, ale nie wiem skąd ten wniosek. Kocham ją, ale do niej nie wrócę bo jak kiedyś nawet napisałem nie chcę cierpieć.
                      • koleskaski Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 12:29
                        grow888 ja nie jestem w szale, ja jestem spokojnym w miarę normalnym facetem
                        jakich wielu. Rozśmieszyło mnie tylko to co napisałeś i nie tylko ty, ale że do
                        ciebie napisałem to czysty przypadek.
                        Nie chcę oceniać twoich motywacji, po co tu piszesz skoro dałeś sobie już z nią
                        spokój, ale rady w stylu: "Piszę od czasu do czasu, chociażby po to aby ludzie
                        zastanawiający się nad związkiem z osobą z bpd mieli czytając to świadomość tego
                        co ich czeka", raczej nikomu nie pomogą, bo po pierwsze każdy przypadek jest
                        indywidualny, a ty starając się uogólniać starasz sobie udowodnić że dobrze
                        zrobiłeś i oczekujesz współczucia ( kto w tym związku był bardziej chory?). Po
                        drugie ja jestem z moim słoneczkiem - bpd, już 15 lat i powiem ci jedno, nigdy
                        nie zamieniłbym tej "wariatki" na normalną ale nudną stonowaną pragmatyczkę.
                        Może dlatego że sam jestem trochę "oderwany". Mamy dwójkę wspaniały dzieciaków a
                        ona jest dobrą matką, a to że nie godzi się na szablonowe wychowywanie i mnie
                        włącza, ile tylko się da, w życie dzieci uważam za coś wspaniałego, że pokazuję
                        mi wiele rzeczy takimi jakimi są, bez owijania w bawełnę, bez zbędnych ceregieli.
                        Na początku nie było romantycznie, tzn. nie należy do grupy kobiet, które
                        zachowują się jak typowe kobietki (wiesz o czy mowa), mało tego jak się
                        poznaliśmy (ja 29, ona 28) pokazała mi się z tej najgorszej strony. Na początku
                        śmieszyło mnie to, ale z czasem mówię do niej... ty potworze! A ona odwróciła
                        się na pięcie i tyle ją widziałem. Myślę że byłem o tyle w lepszej sytuacji, że
                        mam przyjaciela, który również ma bpd, no i kiedyś przy browarze, od słowa do
                        słowa rozmowa zeszła na nią, moją wariatkę, a on wtedy do mnie: "dlaczego ze mną
                        wytrzymujesz a z nią nie?" . Wtedy dowiedziałem się co to bpd, ile błędów
                        popełniłem itd.
                        Gdy poprosiłem o spotkanie już wiedziałem jak się zachować, jaką postawę przyjąć.
                        Na to nie ma reguły, nie ma recepty, chyba zależy to od cech każdej jednostki,
                        od dojrzałości. Mnie pomogło to że ona wiedziała o swoim bpd i próbowała coś z
                        tym robić. Mnie tam podoba się te jej dywergencyjne myślenie, to że wyłapuję w
                        mgnieniu oka mój nastrój i nie atakuje pytaniami od progu "kochania co się
                        stało", tylko potrafi poczekać, zając się sobą. A to że ma potrzebę wyjścia
                        gdzieś samej, a kto jej nie ma? Oni różnią się tylko tym że potrafią głośno
                        wypowiadać swoje potrzeby. Ufam jej a ona mnie.
                        Kiedyś ktoś powiedział, że inni traktują nas tak, jak pozwalamy się traktować i
                        coś w tym jest. Ja nie nie wszedłem w polemikę, nie pozwoliłem też na obrażanie
                        siebie, ale i jej nigdy nie obraziłem. Co tu dużo pisać, z moich obserwacji
                        wynika, że ludzie z pbd są nie dla każdego. Nie oznacza to że ktoś jest gorszy
                        czy lepszy, po prostu każdy z nas ma inne potrzeby, inaczej reaguję i większość
                        nie lubi, jak napisał dimar7:"problem u mnie w tym, że ja ciągle się zdecydować
                        nie mogę. ciągle irytują mnie te same sprawy: że nie mogę o wszystkim
                        porozmawiać z tą osobą (bo się nie zna), że nie rozumie mojego absurdalnego
                        poczucia humoru, że jest za bardzo przyziemna
                        (jej główne wartości to, poza miłością, głownie seks
                        i pieniądze, a moje to jakieś pseudofilozofie),
                        że ma uboższe słownictwo, jest za skąpa, nie lubimy tych
                        samych rzeczy w łóżku, itp, itd. " w tym pies pogrzebany. Zależy wszystko od
                        ilorazu Q, od wrażliwości, podobnego myślenia a dopiero pózniej cała reszta. To
                        bpd to chyba nie choroba psychiczna, ale nic z tym nie robienie na pewno
                        doprowadza do chorób psychicznych. Każdy robi jak uważa za słuszne i nic nikomu
                        nie można narzucić, dlatego grow888 nie dawaj takich rad, a i ja nie daję
                        twierdząc że da się żyć z osobą dotkniętą bpd, to wszystko jest indywidualne.
                        Mnie udało stworzyć kochającą się rodzinkę, mimo że początki były fatalne. Może
                        poszukaj innej dziewczyny, która będziesz rozumiał i z którą będzie ci łatwiej.
                        • hanging_garden Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 12:50
                          Zdecydowaną przewagą Twojej partnerki nad innymi z bpd jest to, że
                          jak sam piszesz: "ona wiedziała o swoim bpd i próbowała coś z tym
                          robić." Zdecydowana większość osób z tą przypadłością uważa
                          niestety, że problem tkwi nie w ich zachowaniu lecz w zachowaniu ich
                          partnerów.

                          Co do Twojego przyjaciela z bpd - stosujesz pewne uproszczenie: z
                          nim nie żyłeś 24h na dobę pod jednym dachem, nie zmagałeś się z
                          problemami dnia codziennego i nie byłeś zapewne celem ataków jego
                          szału. Co innego iść z kimś od czasu do czasu na piwo a co innego
                          znosić pewne zachowania na codzień.
                          Moja ex-partnerka z bpd też była bardzo milusia dla wszystkich,
                          tylko nie dla mnie. To co pewne, to to, że osoby z bpd są
                          DOSKONAŁYMI aktorami. Moja ex miała nie dwie ale chyba ze
                          dwadzieścia "twarzy" i osobowości.
                        • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 06.06.09, 00:02
                          koleskaski napisał:

                          > grow888 ja nie jestem w szale, ja jestem spokojnym w miarę normalnym facetem
                          > jakich wielu. Rozśmieszyło mnie tylko to co napisałeś i nie tylko ty, ale że do
                          > ciebie napisałem to czysty przypadek.
                          > Nie chcę oceniać twoich motywacji, po co tu piszesz skoro dałeś sobie już z nią
                          > spokój, ale rady w stylu: "Piszę od czasu do czasu, chociażby po to aby ludzie
                          > zastanawiający się nad związkiem z osobą z bpd mieli czytając to świadomość teg
                          > o
                          > co ich czeka", raczej nikomu nie pomogą, bo po pierwsze każdy przypadek
                          jest
                          > indywidualny,


                          Każdą osobę bpd można opisać zestawem schematów. Poczytaj sobie na tym i na innych forach o osobach które byly w związku z osobami bpd. Porównaj ich przeżycia, odczucia, wrażenia.

                          a ty starając się uogólniać starasz sobie udowodnić że dobrze
                          > zrobiłeś i oczekujesz współczucia ( kto w tym związku był bardziej chory?).

                          oczekiwanie współczucia na tym forum byłoby kompletnym idiotyzmem

                          > Po
                          > drugie ja jestem z moim słoneczkiem - bpd, już 15 lat i powiem ci jedno, nigdy
                          > nie zamieniłbym tej "wariatki" na normalną ale nudną stonowaną pragmatyczkę.
                          > Może dlatego że sam jestem trochę "oderwany". Mamy dwójkę wspaniały dzieciaków
                          > a
                          > ona jest dobrą matką, a to że nie godzi się na szablonowe wychowywanie i mnie
                          > włącza, ile tylko się da, w życie dzieci uważam za coś wspaniałego, że pokazuję
                          > mi wiele rzeczy takimi jakimi są, bez owijania w bawełnę, bez zbędnych ceregiel
                          > i.

                          "włącza" ?? ja oczekuję od partnera partnerstwa, a nie ciągłego zastanawiania się co akurat moje "słoneczko" wyprawia. Może niech osoby z bpd się wypowiedzą czy możliwe jest wychowanie przez osobę z bpd dziecka, które nie miałoby bpd ?

                          > Na początku nie było romantycznie, tzn. nie należy do grupy kobiet, które
                          > zachowują się jak typowe kobietki (wiesz o czy mowa), mało tego jak się
                          > poznaliśmy (ja 29, ona 28) pokazała mi się z tej najgorszej strony. Na początku
                          > śmieszyło mnie to, ale z czasem mówię do niej... ty potworze! A ona odwróciła
                          > się na pięcie i tyle ją widziałem. Myślę że byłem o tyle w lepszej sytuacji, że
                          > mam przyjaciela, który również ma bpd, no i kiedyś przy browarze, od słowa do
                          > słowa rozmowa zeszła na nią, moją wariatkę, a on wtedy do mnie: "dlaczego ze mn
                          > ą
                          > wytrzymujesz a z nią nie?" . Wtedy dowiedziałem się co to bpd, ile błędów
                          > popełniłem itd.
                          > Gdy poprosiłem o spotkanie już wiedziałem jak się zachować, jaką postawę przyją
                          > ć.
                          > Na to nie ma reguły, nie ma recepty, chyba zależy to od cech każdej jednostki,
                          > od dojrzałości. Mnie pomogło to że ona wiedziała o swoim bpd i próbowała coś z
                          > tym robić. Mnie tam podoba się te jej dywergencyjne myślenie, to że wyłapuję w
                          > mgnieniu oka mój nastrój i nie atakuje pytaniami od progu "kochania co się
                          > stało", tylko potrafi poczekać, zając się sobą. A to że ma potrzebę wyjścia
                          > gdzieś samej, a kto jej nie ma?

                          o czym ty w ogóle piszesz ? o oczywistych, rozsądnych rzeczach. Poczytaj sobie to forum to może zobaczysz z czym się wiąże bpd.

                          > Oni różnią się tylko tym że potrafią głośno
                          > wypowiadać swoje potrzeby.

                          ??

                          > Ufam jej a ona mnie.

                          To bylo moim podstawowym błędem, że jej zaufałem. Ona mi nigdy nie ufała. Ciągle, bezzasadnie bała się, że mnie straci.

                          > Kiedyś ktoś powiedział, że inni traktują nas tak, jak pozwalamy się traktować i
                          > coś w tym jest. Ja nie nie wszedłem w polemikę, nie pozwoliłem też na obrażanie
                          > siebie, ale i jej nigdy nie obraziłem.

                          Ja też i co z tego ?

                          > Co tu dużo pisać, z moich obserwacji
                          > wynika, że ludzie z pbd są nie dla każdego. Nie oznacza to że ktoś jest gorszy
                          > czy lepszy, po prostu każdy z nas ma inne potrzeby,

                          Zgadza się. Można żyć z osobą z bpd(nie wiem czy każdą) trzymając ją cały czas na umiarkowanym dystansie. Dzięki temu wszelkie ataki nie będą tak bolesne. Tylko co wtedy ? Praktycznie każdy człowiek potrzebuje bliskości, nie tylko fizycznej.

                          > bpd to chyba nie choroba psychiczna, ale nic z tym nie robienie na pewno
                          > doprowadza do chorób psychicznych.

                          No to może powienieneś troche się dowiedzieć o tym przed założeniem rodziny i zdecydowaniem się na dzieci ????!!! Pal licho z tobą, tylko co z dziećmi ? Sory, ale ty nawet nie myślisz jak rozsądny, odpowiedzialny człowiek.

                          > Każdy robi jak uważa za słuszne i nic nikomu
                          > nie można narzucić, dlatego grow888 nie dawaj takich rad

                          Możesz mi paluchem wskazać, gdzie daję rady ? Każdy może robić ze swoim życiem co mu się podoba, ale niech wie z jakim ryzykiem się to wiąże. Jeśli nawet to co wypisujesz o swojej szczęśliwej rodzince jest prawdą to jesteś w zdecydowanej, bardzo nielicznej mniejszości.
                          • koleskaski Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 06.06.09, 20:35
                            trochę się zagalopowałeś chłopcze! I nie ukrywam, obraziło mnie to co napisałeś.
                            Waz pod uwagę że ja nie jestem szczeniakiem czy facetem mającym 25 lat, trochę
                            już na tym świecie żyję i przeżyłem niejedno, a to że patrze na życie
                            optymistycznie i nie doszukuję się różnic czy wad, wręcz odwrotnie, nie
                            upoważnia cię do takich niskich, nasączonych jadem wypowiedzi. Tak, udało mi się
                            stworzyć wspaniałą rodzinę, a ty swoimi zarzutami negujesz moje wybory jakoby
                            były one niesłuszne. Na temat moich dzieci nie będę się wypowiadał, bo musiałbym
                            zniżyć się do twojego poziomu, a nie ukrywam, za wysoko nosze głowę...(jeżeli
                            zrozumiesz aluzję). Poczytać forum??? Ty chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę
                            co napisałeś, a jak zdajesz, to aż szkoda czasu na komentarze. Nie wszyscy
                            dotknięci bpd piszą na takich forach, szkoda że tego jeszcze nie wiesz. Każdy
                            człowiek się zmienia, ewoluuje jeżeli tylko tego chce i pozwala mu na to jego Q,
                            wrażliwość, samoświadomość, ale musi być w nim wewnętrzna gotowość do przemiany.
                            MOŻNA KONIA DOPROWADZIĆ DO WODOPOJU, ALE NIE MOŻNA GO ZMUSIĆ, ŻEBY SIĘ NAPIŁ.
                            Nie można kontraktować uczuć, można natomiast zachowania. Wśród osób dotkniętych
                            bpd, są zarówno ludzie z nizin społecznych - i ci całe życie będą "cieszyć" się
                            ze swego bpd i ranić innych - jak i wrażliwi intelektualiści, którzy nie mają w
                            tym upodobania, ale potrafią wykorzystać swoje zniekształcone myśli i wyobraznie
                            w sposób konstruktywny i z pożytkiem społecznym - jak chociażby mój przyjaciel,
                            ceniony reżyser, i oczywiście moja kochana żoneczka.
                            Czy to nie jest tak, że człowiek ma zakodowane schematy swoich ideałów ,
                            oczekiwań, a jeśli ich nie osiągnie, nie dostanie, to CIERPI?.Zmiany zawsze
                            trzeba zaczynać od siebie...
                            Tak już jest w tym świecie, że są ludzie którzy cierpią, nie wiedzą kim są, czym
                            jest życie, miłość, bliskość, jak odróżnić uległość od kompromisu, a zródłem ich
                            cierpienia jest ignorancja, IGNORANCJA nasza, ludzi "zdrowych". Zauważmy ile w
                            naszym działaniu jest egoizmu ukrytego pod maską dobroci i chęci pomocy, gdy tak
                            naprawdę chcemy, aby nam było dobrze, aby spełniły się nasze oczekiwania. Ludzie
                            z bpd mają niektóre zmysły bardzo wyostrzone i wyłapują to od razu, stąd min.
                            ich ataki na bliskie osoby.
                            Trzeba dojrzeć i to dotyczy zdrowych jak i dotkniętych bpd, a filarem
                            dojrzałości jest świadomość siebie. Poczucie tożsamości, odrębności, które nie
                            jest skonstruowane sztucznie, ale opiera się na moich własnych potrzebach i
                            odczuciach. Człowiek dojrzały nie tylko szuka miłości, ale pyta - jak kochać.
                            Nie będę już z tobą wchodził w żadne konwersacje, bo jak napisałem, za dużo w
                            życiu już widziałem i przeżyłem, by pławić się w wymiocinach.
                            Depresja stała się tak modna i popularna, że dziś już nikt nie mówi, że to
                            choroba psychiczna i każdy o obniżonym nastroju stwierdza u siebie tę
                            przypadłość, bo wstyd jej nie mieć...
                            • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 06.06.09, 21:58
                              koleskaski napisał:

                              > trochę się zagalopowałeś chłopcze! I nie ukrywam, obraziło mnie to co napisałeś
                              > .
                              > Waz pod uwagę że ja nie jestem szczeniakiem czy facetem mającym 25 lat, trochę
                              > już na tym świecie żyję i przeżyłem niejedno

                              Ten argument najbardziej do mnie przemówił....
                              Ani jednym zdaniem nie byłeś w stanie odnieść się do tego co napisalem.

                  • po_gorszej_stronie_lustra Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 04.06.09, 20:14
                    rozumiem, że Was boli i macie uraz do bpd, bo sama wiem jaka okrutna być potrafię. ale stwierdzenie, że "czerpiemy satysfakcję z zadawania cierpienia" jest conajmniej nie na miejscu. jak widzisz nikt tu nie zastanawia się jak mocniej dowalić tylko jak już tego nie robić, podejrzewam, że byłoby trochę inaczej gdybyśmy czerpali z tego satysfakcję, nie sądzisz? szkoda, że Twoja dziewczyna Ci tego nie wytłumaczyła, bo pewnie byś jej teraz współczuł zamiast pisać takie brednie. a uczucia mamy, zdecydowanie za dużo ich mamy.
                    • epifaniak Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 14:34
                      a nie czerpiecie? stał na przeciw mnie i smiał sie mi prosto w twarz, dowalał za
                      każdym razem mocniej, a widział że boli.. i to nie jest satysfakcja z czyjegoś
                      bólu? Kiedy mnie zostawił bez powodu nagle, z dnia na dzień, wiesz co robił?
                      chodził i opowiadał ze to ja go zostawiłam, kiedy zapytałam po powrocie
                      dlaczego? nie umial odpowiedziec... kiedy mowilam mu jak cierpialam mowil nie
                      prawda.. na moje lzy sie smial i to nie jest czerpanie satysfakcji? Wiesz jak
                      wygladam? Jak modelka a wiesz jak sie czuje? Jak najgorsza szmata... Strcilam
                      poczucie wartosci, godnosci, poczucie ze nie mozna mnie krzywdzic, stracilam
                      wszystkie odruchy obrony, az w koncu dotarlam do pkt z ktorego jedynym aspektem
                      jest ucieczka.. ucieczka wraku czlowieka, ktory nadal kocha osobe ktora go
                      niszczyla swiadomie.. wiec co to jest? Wy nie radzicie sobie z wlasnymi
                      emocjami, wyrzywacie się i macie satysfakcje z czyjegos bolu.. przynajmniej on
                      tak ma.
                      • hanging_garden Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 14:46
                        ...po tym jak moja partnerka z bpd przekroczyła już wszelkie granice
                        w robieniu awantur o NIC, zszargała wszystkie moje świętości
                        (włącznie z kilkukrotnym nazwaniem mojej 7-mio letniej córki z
                        pierwszego małżeństwa k***ą) stawałem naprzeciwko niej ze łzami w
                        oczach prosząc aby dała już spokój i przestała ubliżać mnie i moim
                        najbliższym...

                        Nie pomagało dosłownie NIC.

                        Dla mnie ona jest najgorszą osobą jaką poznałem w życiu. Nie
                        poznałem nikogo przepojonego takim rodzajem ZŁA do szpiku kości, tak
                        bezwzględnego, nie posiadającego ŻADNYCH ludzkich uczuć. ZERO
                        panowania nad sobą i swoimi emocjami. ZERO.
                        • epifaniak Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 14:51
                          hanging_garden napisał:

                          > ...po tym jak moja partnerka z bpd przekroczyła już wszelkie granice
                          > w robieniu awantur o NIC, zszargała wszystkie moje świętości
                          > (włącznie z kilkukrotnym nazwaniem mojej 7-mio letniej córki z
                          > pierwszego małżeństwa k***ą) stawałem naprzeciwko niej ze łzami w
                          > oczach prosząc aby dała już spokój i przestała ubliżać mnie i moim
                          > najbliższym...
                          >
                          > Nie pomagało dosłownie NIC.
                          >
                          > Dla mnie ona jest najgorszą osobą jaką poznałem w życiu. Nie
                          > poznałem nikogo przepojonego takim rodzajem ZŁA do szpiku kości, tak
                          > bezwzględnego, nie posiadającego ŻADNYCH ludzkich uczuć. ZERO
                          > panowania nad sobą i swoimi emocjami. ZERO.


                          ja też.. On na zmiane mówił, że kocha a potem mówił ze nic nie czuję, wyrzucał
                          mnie ze swojego domu, nie odbierał telefonu, pił alkohol. Az wczoraj dostał w
                          twarz. Nigdy wiecej nie che go widziec. Nie umiem na niego patrzeć.
                      • po_gorszej_stronie_lustra Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 16:06
                        epifaniak napisała:

                        > a nie czerpiecie? stał na przeciw mnie i smiał sie mi prosto w twarz, dowalał z
                        > a
                        > każdym razem mocniej, a widział że boli.. i to nie jest satysfakcja z czyjegoś
                        > bólu?

                        nie wiem co to jest dla Twojego chłopaka, bo go nie znam, ale mogę powiedzieć Ci co to jest dla mnie kiedy tak robię. Ból. Jakiś drobiazg, nie tak sformułowane zdanie, gest lub jego brak, whatever, to coś sprawia, że nagle zapala się we mnie lampka "nie kocha mnie" i nie ma już znaczenia, że tyle przez te dwa lata przeżyliśmy, że mam na to milion dowodów etc wtedy o tym nie pamiętam, te wspomnienia i wszystkie logiczne argumenty gdzieś ulatują i jest tylko ból. Wiesz co ostatnio doprowadziło mnie do szału? Prosta sytuacja: dzwonie,nie odbiera, dostaje smsa "za chwilkę oddzwonie, nie mogę teraz rozmawiać". ale nie pomyślałam sobie, ok, wiem, że jest ze znajomymi, to normalne, że czasem nie można odebrać. od razu pojawiło się we mnie uczucie:nie może ze mną rozmawiać więc jest coś ważniejszego ode mnie więc mnie nie kocha więc na pewno chce mnie zostawić. i ból. jak może mi coś takiego zrobić??? paraliżujący ból, jakby ktoś mi wyrywał serce. i co wtedy robię? nie powiem tego wprost, nie potrafię, ale zranię tak samo, wtedy może zrozumie jakie cierpienie mi zadaje i więcej tego nie zrobi. wtedy padają te najgorsze słowa.
                        teraz kiedy nie jestem pod wpływem emocji wydaje mi się to dość irracjonalne, tym bardziej mam wątpliwości czy ktoś, kto nigdy czegoś takiego nie poczuł może zrozumieć o co mi chodzi, będzie to pewnie trudne.

                        > wiesz jak sie czuje? Jak najgorsza szmata... Strcilam
                        > poczucie wartosci, godnosci, poczucie ze nie mozna mnie krzywdzic, stracilam
                        > wszystkie odruchy obrony, az w koncu dotarlam do pkt z ktorego jedynym aspektem
                        > jest ucieczka.. ucieczka wraku czlowieka, ktory nadal kocha osobe ktora go
                        > niszczyla swiadomie..
                        nie dziwię się i bardzo Ci współczuje, wiem, że do podobnego stanu doprowadzam osobę, z którą jestem, która może trochę inaczej patrzy na bpd niż Ty, ale pomimo zrozumienia, to jest tylko człowiekiem i nie ma serca z kamienia. ale uwierz, że swiadomość, że tak bardzo krzywdzi się osobę, którą się kocha i ma się na to ograniczony wpływ, to jest ostatnie dno, o satysfakcji nawet bym nie pomyślała. trzymaj się.
                        • hanging_garden Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 16:16
                          wiem, że do podobnego stanu doprowadzam
                          > osobę, z którą jestem,

                          Fakt, że masz świadomość swojej przypadłości to już dużo... ale czy
                          potrafisz iść do swojego partnera i porozmawiać z nim o tym? Czy po
                          tym jak na niego "wyjedziesz", przechodzisz do porządku dziennego i
                          udajesz, że nic się nie stało...?

                          Po tym jak zrozumiałem (a przynajmniej miałem nadzieję, że rozumiwm)
                          czym jest BPD, u mojej partnerki nie przeszkadzało mi to, co
                          wygaduje w ataku furii (pewnie na pewno też - choć gdy słuchałem
                          tego przez pryzmat jej BPD i starałem się oddzielić "intencje"
                          od "treści") ale to, że po wszystkim nie potrafi przyjść i
                          powiedzieć: "sorry, zachowałam się nie w porządku. Wyjechałam na
                          Ciebie bez powodu. Pogadamy o tym?".
                          • nienill Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 16:22
                            hanging_garden napisał:

                            > "sorry, zachowałam się nie w porządku. Wyjechałam na
                            > Ciebie bez powodu. Pogadamy o tym?".
                            gdybys byl choc w malutkiej czesci swiadomy SWOICH dolegliwosci, wiedzialbys
                            dlaczego nie umie

                            --
                            The intellect is an opportunist, at the service of whatever
                            interest carries the greatest weight at the time.
                          • po_gorszej_stronie_lustra Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 16:44
                            hanging_garden napisał:


                            > Fakt, że masz świadomość swojej przypadłości to już dużo... ale czy
                            > potrafisz iść do swojego partnera i porozmawiać z nim o tym? Czy po
                            > tym jak na niego "wyjedziesz", przechodzisz do porządku dziennego i
                            > udajesz, że nic się nie stało...?
                            Owszem, rozmawiamy o tym.


                            >u mojej partnerki nie przeszkadzało mi to, co
                            > wygaduje w ataku furii (pewnie na pewno też - choć gdy słuchałem
                            > tego przez pryzmat jej BPD i starałem się oddzielić "intencje"
                            > od "treści") ale to, że po wszystkim nie potrafi przyjść i
                            > powiedzieć: "sorry, zachowałam się nie w porządku. Wyjechałam na
                            > Ciebie bez powodu. Pogadamy o tym?".

                            skoro funkcjonowałeś w takim związku to przestaję się dziwić skąd takie nastawienie u Ciebie. widzisz u mnie zaczyna się pojawiać taki problem, że chociaż rozmawiamy o tym, przepraszam i teoretyznie jest ok, rozumie mnie, to coraz trudniej powrócić mi do rzeczywistości i udawać, że wszystko jest w normie, bo wyrzuty sumienia nie dają mi żyć i potrafie godzinami zadręczać się, analizować to co powiedziałam. jak pewnien Pan trafnie napisał " Poczucie winy to dziwka - idzie z każdym ale w łóżku jest do niczego."
                          • hanging_garden Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 16:50
                            ...dopóki otwierasz mu tą "furtkę" i dajesz możliwość powrotu,
                            wzmacniasz w nim tylko poczucie bezkarności za to co Ci zrobił.

                            Jeśli on ma pewność, że wybaczysz mu KAŻDĄ niegodziwość, którą Ci
                            wyrządzi, z jego punktu widzenia nie ma potrzeby żeby się zmieniać,
                            analizować własne zachowania, wpływ (negatywny) jaki wywiera na
                            innych, wyjaśniać, przepraszać...?

                            Odnosząc się do własnych doświaczeń z partnerką z bpd: zdaję sobie
                            sprawę, że bardzo trudno jest się zamknąć na drugiego (ukochanego?)
                            człowieka, z którym przeżyło się również mnóstwo pięknych chwil.
                            Gubi nas chyba to, że patrzymy na nich właśnie przez pryzmat tego co
                            było dobre, zagłuszając przy tym głos krytyki. Do czasu - każdy ma
                            swoją granicę wytrzymałości i poprzeczkę ustawioną na innym poziomie.

                            Poczytaj sobie poniższy wątek na tym forum:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35861&w=88235607&a=88235607
                            Z mojego punktu widzenia jest tam większość odpowiedzi (przy okazji:
                            szczególne podziękowania dla n-ik).
                          • po_gorszej_stronie_lustra Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 16:54
                            ja widzę dwie możliwości, choć pewnie jest ich więcej. albo ma bpd i faktycznie jest dupkiem, co się przecież nie wyklucza. ale może być tak, że nie chce Cię już krzywdzić, dlatego Cię unika. Sama, bardzo rzadko, ale jednak tak mam, nie odzywam się, nie odbieram telefonu, bo wiem, że to jedyny sposób, żeby nie powiedzieć kolejnych niechcianych słów, a im więcej dzwoni, im więcej się stara tym więcej mam zaparcia i siły w sobie, żeby się nie złamać i nie odebrać, wiesz czemu? bo wiem, że znów zadzwoni. dopiero kiedy odpuszcza dochodzę do siebie i w końcu sama dzwonie...
                            • epifaniak Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 17:05
                              po_gorszej_stronie_lustra napisała:

                              > ja widzę dwie możliwości, choć pewnie jest ich więcej. albo ma bpd i faktycznie
                              > jest dupkiem, co się przecież nie wyklucza. ale może być tak, że nie chce Cię
                              > już krzywdzić, dlatego Cię unika. Sama, bardzo rzadko, ale jednak tak mam, nie
                              > odzywam się, nie odbieram telefonu, bo wiem, że to jedyny sposób, żeby nie powi
                              > edzieć kolejnych niechcianych słów, a im więcej dzwoni, im więcej się stara tym
                              > więcej mam zaparcia i siły w sobie, żeby się nie złamać i nie odebrać, wiesz c
                              > zemu? bo wiem, że znów zadzwoni. dopiero kiedy odpuszcza dochodzę do siebie i w
                              > końcu sama dzwonie...


                              powiedział, ze mnie kocha, ze nie chce widziec, powiedziałam ze jest egoista ze
                              dba o siebie ze mnie krzywdzi itd i uderzylam na koniec... on juz sie nie
                              odezwie ja tez... za duzo... za bardzo boli... on sie nie zlamie poprzednio nie
                              zlamal sie przez 2 miechy... do tego uwaza ze ja go nie kocham.. gdybyscie
                              wiedzieli ile zrobilam ile poswiecilam... :(
                              • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 05.06.09, 22:34
                                jesteś w niemal identycznej sytuacji jak ja. Moja dziewczyna zachowywała się tak samo. Potrafiła wyrwać serce z uśmiechem na ustach. Nie mogę się nadziwić temu co robiła...przecież obcy ludzie nie robią sobie takich rzeczy. Jak do niej dzwoniłem i starałem się przemówić do rozsądku to się głupkowato, lekceważąco uśmiechała(jakby rozmawiała z kimś komu nawet nie należy się jakiekolwiek poważanie) i waliła tymi swoimi tekstami naginającymi prawdę. Tak jakby nie pamiętała tego jak było rzeczywiście. Dziesiątki razy potrafiła wracać do tego samego argumentu, aby tylko zrzucić winę na mnie. Ja odbijałem ten argument, uzasdadniałem jego bezsensowność, ona przyznawała mi rację, waliła kolejne argumenty przeciwko mnie (oczywiście podobnie skutecznie odbijane przeze mnie) po czym wracała do tego samego i tak w kółko. PRZECIEŻ TO PARANOJA. Jakby żyła w jakimś wyimaginowanym świecie w ktorym może sobie co 5 sekund rzeczywistość przerobić tak aby jej odpowiadała. Przez dwa tygodnie od rozstania doslownie torturowała mnie chwaląc się wszem i wobec swoim nowym chłopakiem, tym jaki wspaniały jest w łóżku, jak jej się wspaniale układa, jednocześnie nie pamiętając zupełnie o mnie, osobie która ją kocha, która poświęciła jej mnóstwo uczucia i kawał życia, osobie która wyciągnęła ją z kompletnego dołka (zupełnie bezinteresownie, bo wtedy nawet nie zamierzaliśmy być parą), osobie którą jeszcze dwa tygodnie temu zapewniała że jest najważniejsza w życiu... Jak można ot tak zapomnieć ??!!! Egoizm nie do wyobrażenia. Dopiero po tych dwóch tygodniach jak nie wytrzymalem i wyjechałem z grubej rury wyzywając ją m.in. od potworów to zeszła na ziemię. DWA TYGODNIE TO NIE JEST CHWILA
                                W naszym związku potrafiła uderzać w moje najczulsze punkty. Na początku nawet nie zwracałem na to uwagi, bo wydawalo mi się to śmieszne żeby stosowała takie niskie chwyty. Po pewnym czasie uderzenia były coraz bezpośredniejsze i wtedy miałem jasność sytuacji. Zaczynała mnie zupełnie bez powodów traktować jak wroga. Z dnia na dzień rzuciła mnie i znalazla sobie następnego.

                                Leczcie się, bo to co robicie to nie są przelewki. Możecie liczyć na zrozumienie, ale jeśli ktoś Was znienawidzi to się nie dziwcie, bo potraficie zrujnować ludziom zdrowie psychiczne, fizyczne,a niektórych doprowadzić do samobójstwa. To już jest walka o życie. NIKT NIE DA SIĘ ZABIĆ
                                    • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 06.06.09, 00:52
                                      epifaniak napisała:

                                      > nie chodzi na terapie.. siedzi i pije.. wiesz kocham go.. ponad wszytko, a on
                                      > tego nie widzi jak tego mozna nie widziec? jak mozna kogos tak traktowac?

                                      dokładnie te same pytania sobie zadawałem

                                      > czy W
                                      > y
                                      > myslicie ze jak se nie podzywam po tym jak powiedzialam ze nienawidze to wroci?
                                      > paradoskalnie bym chciala bo kocham.

                                      Możesz powiedzieć, że nie nienawidzisz go i że powiedziałaś to pod wpływem emocji. On poczuje ulgę, jeśli truje się tym i jednocześnie zdejmiesz blokadę jaka mogła powstać u niego przed chęcią powrotu do Ciebie. Jednocześnie jeśli nie będziesz po tym odzywała się sama do niego, to nie poczuje dostatecznej pewności, aby za wszystko obwiniać Ciebie. Wtedy wydaje mi się, że jest szansa na to, że to on wróci sam z siebie.

                                      Nie wiem jak to dokładnie wygląda u Ciebie, więc traktuj moje słowa jedynie jako sugestię. Daj sobie z nim spokój bo się wykończysz. Mam wrażenie, że on Cię pochłonął całą. Zacznij myśleć o sobie. Ty jesteś w swoim życiu najważniejsza.

                                      Ja też długo "dręczyłem" swoją dziewczynę telefonami, próbami rozmowy. W pewnym momencie stwierdziłem, że i tak chcąc utrzymać ten związek, nigdy nie czułbym się w nim w pełni szczęśliwy. Caly czas musiałbym być przygotowany na cios :/ Zrezygnowałem. Nie dzwonie, nie sms'uję. Czasami tylko zadzwonię zapytać co się u niej dzieje. Widzę, że ona zaczyna coraz bardziej tęsknić. Kocham ją i się o nią martwię, ale odkąd staram się ograniczać kontakt z nią, moje życie wraca do normy. Mogę skupić się na pracy, moje życie towarzyskie kwitnie, zaczynam odzyskiwać wiarę w siebie. Przy niej to wszystko traciłem.
                                • big-insomia Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 06.06.09, 21:31
                                  Wszystko sie zgadza to co piszesz o bpd,ALE:

                                  1. po pierwsze nie stawiajac granic takiej osobie wzmacnia sie jej zaburzenie,
                                  granica sie przesuwa: zrobilam mala podlosc i nic sie nie stalo, robie
                                  wieksza-dalej nic...i tak dalej w nieskonczonosc...

                                  2. Piszesz jak twoja dziewczyna Cie niszczyla...Wspolczuje, ALE to ze byles z
                                  ososba z bpd tez mowi o Tobie...sorry, ale nasi partnerzy to jest doskonala
                                  diagnoza nas samych. wiec nie mow, ze ona cie niszczyla tylko powiedz, ze dales
                                  sie niszczyc.

                                  Pisze to nie dlatego zeby cie krytykowac. doskonale cie rozumiem, nawet nie
                                  wiesz jak bardzo...Po prostu: zeby istnial kat, musi sie pojawic ofiara...do
                                  tanga trzeba dwojga...
                                  • grow888 Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 06.06.09, 22:22
                                    big-insomia napisała:

                                    > Wszystko sie zgadza to co piszesz o bpd,ALE:
                                    >
                                    > 1. po pierwsze nie stawiajac granic takiej osobie wzmacnia sie jej zaburzenie,
                                    > granica sie przesuwa: zrobilam mala podlosc i nic sie nie stalo, robie
                                    > wieksza-dalej nic...i tak dalej w nieskonczonosc...
                                    >
                                    > 2. Piszesz jak twoja dziewczyna Cie niszczyla...Wspolczuje, ALE to ze byles z
                                    > ososba z bpd tez mowi o Tobie...sorry, ale nasi partnerzy to jest doskonala
                                    > diagnoza nas samych. wiec nie mow, ze ona cie niszczyla tylko powiedz, ze dales
                                    > sie niszczyc.

                                    Zgadza się, poniekąd dałem jej się podejść, ale w pewnym momencie zacząłem stawiać twarde warunki, które nieraz wywoływały awantury. W ostateczności
                                    te warunki stały się pretekstem (to te argumenty o których piszę), aby mnie zostawić (następnego dnia idąc do łóżka z nowopoznanym).

                                    Wyglądalo to tak, że jeśli się nie stawiałem to wchodziła na głowę, ale jeśli się zaczynalem stawiać to zaczynały się lamenty jak ją to straszliwie ranię (nie ulegałem tym lamentom)...tak źle i tak niedobrze. Niestety zauważyła, że mi na niej zależy i to wykorzystała :(

                                    > Pisze to nie dlatego zeby cie krytykowac. doskonale cie rozumiem, nawet nie
                                    > wiesz jak bardzo...Po prostu: zeby istnial kat, musi sie pojawic ofiara...do
                                    > tanga trzeba dwojga...

                                    Również się zgadza... Pewnie w następnym związku będę ostrożniejszy, ale nie mam zamiaru dać się zwariować i traktować przyszłej dziewczyny jak potencjalnego kata.
                                    • epifaniak Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 07.06.09, 16:12
                                      jestem ofiara, sama zgodzilam sie nieswiadomie na to, po jego pocieciu.. mnie on
                                      nie pochlania juz cala.. w piatek bylam u znajomego, wczoraj pojechalam na
                                      uczelnie go przeprosic za to ze uderzylam kolezanka która pojchala ze mna pow:
                                      ze ucieszył sie na mój widok, po czym porozmawial ze mna z 5 min i uciekł, mowil
                                      ze nic nie czuje, ze nie dam mu czegos ze chce przemyslec, odpoczac i setki
                                      bzdur. nie odzywa sie i ja nie odzywam sie. wieczorem bylam na imprezie teraz
                                      siedze i ucze sie. on mnie nie pochlania juz, a czytam to forum bo daje mi to
                                      jakąś ulge.
                                      • hanging_garden Re: kocham, nie kocham, kocham, nie kocham... 08.06.09, 10:58
                                        (Szczerze) mi Was szkoda (i nie ma w tym żadnego cynizmu ani drwiny)
                                        i współczuję Wam a jednocześnie podziwiam, że macie jeszcze siłę
                                        żeby funkcjonować w związkach z osobami z BPD, mimo, że tak
                                        Wam "dokopały".
                                        Mam małą nadzieję, że dołączycie do grona osób (których jest kilka
                                        na tym forum a które uwolniły się z sideł borderline'ów) i miały
                                        tyle siły, że w końcu powiedziały DOŚĆ i STOP! Wasi partnerzy nie
                                        przekroczyli chyba jeszcze tej granicy... Nie wiem czy zadajecie
                                        sobie to pytanie (ja zadawałem je sobie wielokrotnie) co ON/ONA musi
                                        jeszcze zrobić, jak bardzo musi mnie upokorzyć, jaką krzywdę mi
                                        wyrządzić abym się od niej/niego uwolnił?

                                        Do Borderline'ów - nie chodzi mi o to aby zepchnąć Was na margines,
                                        pozbawić nadziei na normalny związek - ja z całego serca życzę Wam
                                        normalnych partnerów i normalnych związków. Być może są ludzie na
                                        tyle odporni psychicznie, którzy potrafią wytrzymać to, co nam
                                        fundujecie. Ja niestety nie byłem w stanie dłużej tego znosić.
                                        Dlatego pozamykałem większość "furtek" dla mojej partnerki z bpd.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka