złe trawienie białek zwierzęcych
Jak w temacie: źle się czuję po zjedzeniu produktów białkowych pochodzenia zwierzęcego. Niezależnie od kombinacji: czy same, czy zestawione np z warzywami, po spożyciu czuję się ociężała, przepełniona [i nie jest to kwestia wielkości porcji, bo raczej połową kostki twarogu czy jajecznicą z dwóch jaj trudno się "przeżreć"]. Nie mam po nich biegunki, czy jakichś konkretnych sensacji, ale po prostu czuję, jak mi leżą na żołądku i zamulają, nie dają energii. Tyczy to właściwie wszystkich produktów odzwierzęcych, czyli i pierś z indyka, i ryby, i twarożki i jajka... Jedyne, co mi wchodzi bez sensacji, to kefiry, jogurty i maślanki, czyli fermentowany nabiał. I jajka na miękko, ale tylko jak mam dobry dzień ;)
Niestety, dla kontrastu, jedząc białko zwierzęce - chudnę. Może dlatego właśnie, że źle je trawię. I teraz nie wiem, co mam zrobić... W zasadzie nie mam nic przeciwko diecie wegetariańskiej czy wegańskiej, ale boję się, że jak zacznę wciągać kasze, orzechy i strączki, to się zrobię szersza niż dłuższa, zwłaszcza że i tak zawsze miałam tendencje do bycia miło zaokrągloną i muszę się bardzo pilnować, żeby się nie utuczyć. I tu pytanie: czy mam sobie faktycznie odpuścić te białka, poeksperymentować z dietą wegańską - czy się jednak do nich jakoś zmusić?