Jak się oduczyć jedzenia słodyczy? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Mam taki problem, że od wielu lat jestem uzależniona od słodyczy, szczególnie
    od czekolady. W związku z tym, mimo tego, że jestem wegetarianką i nie jem
    dużo tłuszczu, tyję dość mocno. Od matury (5 lat) przytyłam ok. 10 kg.

    Mój organizm nie radzi sobie, jak próbuję ograniczyć słodycze. Woła zawsze.
    Próbowałam też nie jeść żadnych słodyczy w ogóle. Ale to mnie przerasta.

    Ostatnio stwierdziłam, że znienawidzona przeze mnie jako zbyt mało słodka
    gorzka czekolada wcale nie jest taka zła, więc może w zastępstwie mogę jeść
    chociaż taką?

    Słyszałam też o grzybie candida albicans, który podobno powoduje takie
    rzucanie się na słodkie, ale nie wiem, jak się dowiedzieć, czy go mam.


    Poza tym mam taki tryb życia i studia (informatyka), że wiele godzin dziennie
    spędzam przy komputerze. I aż się prosi, żeby coś przy tym podjadać... Nie ma
    szans na utrzymanie figury. Czy jest coś co mogę podjadać bezkarnie? Czy mam
    ćwiczyć silną wolę i wytrzymywać od posiłku do posiłku?...


    Będę wdzięczna za wskazówki, bo brzuch rośnie i rośnie... :(

    Pozdrawiam serdecznie,

    Joanna
    • podjac mozna marchewke :) ewentualnie jablka.
      sa rozne szkoly. na jednych dziala lepiej calkowite odstawienie slodyczy -
      radykalne! na innych zaplanowanie, ze np w niedziele sobie pozwola na np
      kawalek (kawalek, nie cala tabliczke) ulubinej czekolady.

      co do zamiany czekolady mlecznej na gorzka - to wszystko jest kwestia umiaru..
      bo czekolada gorzka tez jest bardzo kaloryczna!
    • witaj Joanno! Niezła zbieżność nicków, hehe. Mam ten sam problem i nie wiem jak
      sobie z nim poradzić. Była sugestia, żeby wyznaczyć sobie dzień w którym możnaby
      sobie pozwolic na coś słodkiego. Tylko znając życie nie dałabyś rady poprzestać
      na jednym kawałku czekolady, a uczta słodyczowa skończyłaby się dopiero
      następnego dnia- przynajmniej w moim przypadku tak się dzieje.
      Czy próbowałaś już jeść tabletki z chromem, podobno świetnie działają?
      Ja polecam odstawiś słodycze na rzecz np. rodzynek albo moreli suszonych. Też
      można poryzać przed kompem, no i są słodkie.
      P.S. gorzka czekolada- fuj:P
      • Hej, Joanno_Ja, fajnego masz nicka :) (czuję się niemal jakbym sama sobie
        odpisywała).

        ostatnio zaczęłam sobie kupować batony z suszonych owoców i migdałów. Są tylko
        ciut droższe od takich czekoladowych, a jednocześnie super zaspokajają moje
        słodyczowe potrzeby no i często jestem w stanie zjeść najwyżej pół na raz. Super
        wynalazek!

        Chrom dawno temu próbowałam, może powinnam jeszcze raz.

        Tak a co do suszonych owoców i orzechów i podjadania to myślę, że tędy droga.

        Dzień słodyczowy to nie dla mnie. Ja muszę codziennie. :)

        Pozdrowienia,

        J.
        --
        wglabsiebie.blox.pl
        ja-joanna.jogger.pl
        • Po pierwsze trzeba zdać sobie sprawę, że to jest poważny problem, cokolwiek by
          tu ludzie nie pisali. Jest to uzależnienie, takie same jak od papierosów,
          alkoholu czy narkotyków tylko skutki nie są tak groźne i obrazowe jak od tych
          wymienionych. Dlatego wiele osób i lekarzy nie podchodzi do tego tematu
          poważnie. A dwa dni temu był o tym program w telewizji i pani opowiadała, że
          odstawienie słodyczy ma takie same psychiczne skutki jak przy odstawieniu
          narkotyków i jest potrzebna pomoc psychoterapeuty.
          Łatwo powiedzieć "po prostu przestań jeść". Ja też mogę powiedzieć komuś: po
          prostu nie zapal...
          Trudno jest też przekonać rodzinę, znajomych żeby nie częstowali bo nie uważają
          tego za coś złego.
          Dla jednych dobrym sposobem jest totalne odstawienie, nie "od jutra" tylko "od
          teraz". Dla innych zastąpienie tego owocami czy sportem. Jeszcze innym odpowiada
          sposób z jednym dniem, w którym można sobie pozwolić na słodkość.
          Życzę Ci powodzenia. Mi dotychczas się nie udało
          --
          Artystyczna odzież dziecięca - dużo nowych zdjęć
          Tu kontakt z autorką
    • Ja też uwielbiam słodycze! Mogę na raz zjeść nawet 20 dkg wafelków.Od jakiegoś
      czasu biorę chrom: najpierw brałam dwie tabletki dziennie, a teraz już po
      jednej.Chrom wyrównuje poziom glukozy we krwi. Naprawdę pomaga!!Zamiast 20 dkg
      wafelków jem jednego dziennie, ale nie wieczorem tylko w ciągu dnia.I schudłam!
      Sama jestem wegetarianką, ale nie z wyboru-po prostu nie lubię mięsa. I właśnie
      dlatego cały czas mam ochotę na tłuszcze zawarte choćby w
      słodyczach.Pozdrawiam.Pa
      • najpij sie płynu do mycia naczyń....
        a swoja droge nie łatwiej p[oszukac w archiwum o tym?non-stop sa te same wątki.
        a słodyczy wystarczy nie jeść i tyle.silna wola to jest to, co powinnać so0bie
        wypracowac...
        • Łatwo powiedzieć!!!!
          Ja mam podobny problem ze słodyczami-codziennie MUSZE zjeść coś słodkiego,
          na szczęście udaje mi się zatrzymać na batoniku lub czekoladzie.
          Mimo to są okresy kiedy cały miesiąc potrafie WOGÓLE nie jeść słodyczy
          i wogóle mi to nie przeszkadza. Od kilku dni znowu próbuje przestać jeść je
          codziennie, nie wychodzi prawie wogóle, jestem rozdrażniona, nerwowa, płaczliwa
          i na bank ma to związek z tym, że postanowiłam słodycze ograniczyć!!!
          Również poszukuje sposobu, który uwolni mnie od ciągłej ochoty na słodkie:))
          • wszystko nalezy robic małymi kroczkami.jak zjadzasz codziennie 4 ciastka, to od
            dzisiaj zjadaj 2 mnie i tak przez kilka dni, póxniej ogranicz sie do 1 dziennie,
            a później staraj suie p[rzez 3 góra 4 dni nie jeśc wogóle słodyczy.nie ma co się
            na siłe katowac.ja tez mam teraz taki tydzien że ciągle jem słodycze ale
            nastepny będzie już bez słodyczy.
            • haha, bardzo mądry jesteś.
              słodycze to nałóg, jak każdy inny, z własnego doświadczenia wiem, że ciężko
              poprzestać.
              od czasu do czasu nie odczuwa się potrzeby na słodkie, a potem przychodzi to
              napadem, i je się i je... i je.
              ja nawet czasem jak nie mam ochoty ;|
      • UWAGA! NIE ZAZYWAJCIE CHROMU ZBYT DLUGO.JA BRALAM 3 LATA I DOPIERO TERAZ
        DOWIEDZIALAM SIE OD LEKARZA, ZE ODKLADA ON SIE W KOSCIACH I ROBIMY SIE CORAZ
        CIEZSI.
    • Hej!
      Twoim problemem niekoniecznie muszą być słodycze :)
      Spróbuj wykonywać codziennie kilka wybranych ćwiczeń izometrycznych i na
      początek spróbuj nie używać czystego białego cukru (można go zastąpić słodem
      buraczanym albo sokami owocowymi. Ponadto polecam przeczytanie wymienionego
      niżej ebooka. Tam znajdziesz min. porady czym zastąpić cukier :)
      --
      Wszystko to, co należy wiedzieć, aby żyć zdrowo i w zgodzie z naturą - ebook :)
      wegetarianizm.zlotemysli.pl
      • " na
        > początek spróbuj nie używać czystego białego cukru (można go zastąpić słodem
        > buraczanym albo sokami owocowymi. Ponadto polecam przeczytanie wymienionego
        > niżej ebooka. Tam znajdziesz min. porady czym zastąpić cukier :) "

        Co za bzdury piszesz. Nikt tu nie pisze, że nie może odzwyczaic sie od cukru
        tylko od słodyczy a to duza róznica. Ja np. nie słodzę ani herbaty, ani kawy,
        nie lubie i nie pijam żadnych słodkich napojów, nawet za sokami owocowymi nie
        przepadam bo są dla mnie za słodkie, a uwielbiam słodycze typu czekolada,
        wafelki, batony, orzechy w czekoladzie itp. a juz czekolady do picia tez nie
        lubie. Ktoś ma sie napić słodu buraczanego zamiast czekolady, bez sensu.
    • Mozesz sprobuj przez jakis czas sposobu medycyny chinskiej:
      -na poczatku dalej jedz slodycze (choc staraj sie mniej) ale zacznij solic
      coraz mniej,
      -zredukuj do minimum wedliny i miesa, przede wszystkim wieprzowine,
      -jedz wiecej kasz, zwlaszcza jaglanej, gryczanej oraz ryzu brazowego,zujac
      bardzo dokladnie,
      -jedz pieczywo tylko na zaczynie i z pelnej maki.
      Kasze gotuje sie latwo i szybko po namoczeniu ich poprzedniego wieczora -
      szklanke kaszy zalewasz na noc szklanka wody - rano dodajesz druga szklanke
      wody, lyzke masla, troszke soli, albo lepiej kurkumy albo innych przypraw i
      powoli gotujesz. Mozna po zagotowaniu zawinac w koc i zostawic na kilka godzin.
      Uzasadnienie tej metody: najczesciej ochota na slodycze wynika z nadmiaru soli
      i bialka w diecie.
      Zycze powodzenia a jak Ci ten sposob pomoze daj nam znac...
      • Dopiero po wyslaniu postu zauwazylam, ze jestes wegetarianka, przepraszam.
        Piszesz tez, ze ograniczasz tluszcze. Moze tu jest przyczyna,to bardzo
        prawdopodobne. Sprobuj dodac wiecej zdrowych tluszczy do swojej diety,
        tzn.orzechow, migdalow, oliwy z oliwek tloczona na zimno, oleju lnianego
        (najlepiej na surowo, do salatek - jesli zapach Cie odrzuci, to sprobuj siemie
        swiezo zmielone w mlynku do kawy), masla.
        Orzechy i migdaly dobrze jest wymoczyc przez noc w piekarniku, a potem wysuszyc
        w niskiej temperaturze, wtedy beda latwostrawne. Wbrew pozorom nie ma wcale z
        tym duzo pracy. Ja robie sobie zawsze wieksza ilosc i trzymam w lodowce.
    • miałam kiedyś podobny problem. w aptece bez recepty dostaniesz coś takiego jak detox jest co prawda dość drogi ale oczyści twój organizm z toksyn i zajmie się ewentualnymi szkodnikami w jelitach ale na twoim miejscu poszłabym do lekarza i powiedziała co mnie boli. jeżeli masz grzyba to (najczęściej nawet bez badań) przepisze ci tabletki np flumykon. poza tym zamiast cukierków naucz się jeść suszone owoce są zdrowsze i choć kaloryczne jest jedzenie ich w dużej ilośći to z czasem gwarantuję że ilość spożywanych będzie malała. pozdrawiam
      • Też jestem wegetarianką, też byłam uzależniona od czekolady. Teraz widzę, że to
        był autentyczny nałóg. W moim przypadku pomogło uświadomienie sobie, ile
        świństw zawierają słodycze- odstawiłam z dnia na dzień. Oczywiście, zdarzały mi
        się momenty hardkorowego pragnienia zjedzenia czegoś słodkiego, ale tego robić
        nie wolno- zjesz jedną rzecz i wpadasz w ciąg. To uzależnienie jak każde inne.
        Powodzenia, twardym trzeba być ;)
    • Witam, wszystko jest dla ludzi (słodycze też), ale w odpowiednich ilościach i
      odpowiednich odstępach czasu. Żeby uniknąć podjadania, dobrze jest spożywać pięć
      posiłków dziennie, w odstępach 2-3 godzinnych (3 główne posiłki i 2 przekąski).
      W takim wypadku utrzymujemy stały poziom cukru we krwi i nie mamy napadów głodu.
      Takimi przekąskami przed komputerem mogą być na przykład pestki słonecznika,
      pestki dyni, orzechy (w ilości jednej garści), a jeżeli potrzebujemy czegoś
      słodkiego, możemy sięgnąć po dowolny słodki owoc. Raz w tygodniu można sobie
      pozwolić na 2 kostki gorzkiej czekolady (gorzka czekolada nie jest mniej
      kaloryczna od mlecznej, ale jest zdrowsza). Pozdrawiam
      • z powyzszego faktycznie wynika, ze slodycze sa dla ludzi ;) dwie kostki
        gorzkiej czekolady na tydzien...
        --
        I like my money right where I can see it: hanging in my closet.
      • kamila_karaczun napisała:
        > Żeby uniknąć podjadania, dobrze jest spożywać pięć posiłków dziennie, w
        odstępach 2-3 godzinnych (3 główne posiłki i 2 przekąski).
        > W takim wypadku utrzymujemy stały poziom cukru we krwi i nie mamy napadów głodu
        Ale to nic nie pomaga na napady łakomstwa. Jeśli zjem dobrze zbilansowany,
        niskokaloryczny, zdrowy obiad (chude mięso, sałatka, jakiś symboliczny brązowy
        ryż), to mimo że jestem syta, ciągle mam ochotę na coś dobrego np. wielką misę
        kremu czekoladowego z bitą śmietaną czy chipsy.

        > Takimi przekąskami przed komputerem mogą być na przykład pestki słonecznika,
        > pestki dyni, orzechy (w ilości jednej garści), a jeżeli potrzebujemy czegoś
        > słodkiego, możemy sięgnąć po dowolny słodki owoc.
        Zastanawiam się jaki sens ma udzielanie porad co do odchudzania przez osoby,
        które najwyraźniej nie lubią dobrze zjeść ( a zatem zupełnie nie rozumieją
        problemów swoich klientów). Z powyższego zdania wynika IMHO, że pani Karaczun
        nigdy nie podjadała przed komputerem. Miła ta czynność polega na przeglądaniu
        stron, pisaniu na forach czy pracy zawodowej przez kilka godzin z regularnym
        wkładaniem do buzi przysmaków z miski. Podjadanie w ten sposób produktu, którego
        jest tylko garść jest IMHO fizycznie niemożliwe.


        > Raz w tygodniu można sobie pozwolić na 2 kostki gorzkiej czekolady
        Dla mnie gorzka czekolada jest za mało słodka, żeby być smaczna.
        --
        Magdalaena
    • Ja wypróbowałam 3 sposoby u mnie wszystkie się sprawdziły. Ale podkreślam, nie
      mam problemu z nadwagą (mam wagę w normie) tylko przez zimę "dochodzą" mi
      (ciekawe jak?) jakieś 4 kg, moje odchudzanie nie jest więc bardzo restrykcyjne.
      Od dziecka jednak mama obsypywała mnie słodyczami więc problem istniał. Oto, co
      wykombinowałam:

      1) czarna kawa z cukrem (ewentualnie słodzikiem) - zawsze to namiastka czegoś
      słodkiego a kalorii ma mniej,

      2) rano koniecznie zapas energii w postaci musli z mlekiem (tropikalne lub z
      czekoladą) - zmniejsza ochote na slodycze przez resztę dnia,

      3) tabletka cynku dziennie. Być może głód na słodycze to brak w organizmie tego
      pierwiastka. Można kupić w aptece,

      i najlepszy, dla mnie najbardziej sprawdzony sposób:

      4) codzienna porcja ruchu - 45 minut na orbitrecu. Zauważyłam, że po zejściu z
      orbitreca nie chce mi się już nic słodkiego. Dlatego zdarza mi się wejść na
      niego gdy mam ochotę na czekoladkę. Chyba chodzi o endorfiny, które wydzielają
      się pod wpływem czekolady lub wysiłku fizycznego. Skutek głodu jest ten sam, a
      jednak 350 kalorii mniej.
    • 5 lat i 10 kg to w zasadzie nic. Moze dopiero uzyskalas wlasciwe ksztalty???
      Ja przybralem ponad 25kg w cztery lata i nadal sie dziwie, ze tak malo.

      Bez jaj -- nie da sie. To jest nalog narkotyczny zwiazany z produkcja jakichs
      morfinopodobnych zwiazkow albo cos takiego. Niestety.

      Ja postapilem prosto. Przestalem. Tak po prostu. Postanowilem jeszcze pozyc.
      Jak sie ma 42 lata, to o decyzje latwiej niz 5 lat po maturze. Za duzo moich
      znajomych jest po zawale. No i jeszcze konie, po co im lamac plecy nadmiarowym
      sadlem? Jeszcze niedawno zarlem czekolade tabliczkami. Plus dowolne szuwaksy.
      Teraz nie zjadam nawet srednio 1 kosteczki dziennie. I bardzo gorzkie, ktorych
      zawsze nienawidzilem. Polecam Equador Lindta (ponad 70%, to warunek niezbedny).
      Za to zaczalem uzywac duzo pieprzu (kazdego i do wszystkiego -- samo zdrowie) i
      w 42 wiosnie (doslownie, bom ze stycznia) zycia odkrylem chili.
      Nie jem slodyczy. Raz na tydzien chodze sobie do jakiejs dobrej cukierni, staje
      i wacham. Tak z 10 minut. Jak sie zaczynaja dziwic, to mowie ile schudlem. 3
      stycznia wazylem 103 kg. Dzis rano -- 82,300. Kiedys rano wybiegalem na
      babeczke smietankowa z Cola. Teraz czasem Pepsi-light juz bez babeczki. Zal,
      owszem, totez raz na miesiac skubne jakies ciasto. Zazwyczaj domowej roboty po
      znajomych. Ale jeden kawalek, a nie pol tortu.

      A jak naprawde nie potrafisz inaczej, to kupuj montiniakowe tabliczki po 40
      zeta. Bedzie zal jesc za szybko. One wlasnie po to sa te montiniaki. Zeby bylo
      zal kasy.

      Tomek
      • tomasz_szymacha napisał:
        > Ja postapilem prosto. Przestalem. Tak po prostu.
        Jeśli jeszcze ktoś się wpisze takim tekstem, to chyba zacznę klikać na czerwony
        kosz. Jeśli nie masz takiego problemu (a skoro teraz piszesz, że nie jesz
        słodyczy t nie masz) to nie dawaj rad tym, których problem dotyczy.

        --
        Magdalaena
        • Ty tu nie klikaj w kosz czerwony, bo to powazna zabawka jest...

          Jak to nie dotyczy?! Dotyczy! Od jakiegos 12 roku zycia do stycznia tego roku
          (30 lat) nie bylem w stanie przestac. Grozby, prosby, blagania. Bylem za ciezki
          dla swojej zony ale i te argumenty nie byly skuteczne. Zarlem od razu calosc. W
          dziecinstwie z mlodsza siostra dzielilismy na pol, ja swoje od razu, a potem je
          wyzebrywalem. To samo na studiach z zona (wtedy jeszcze kocia lapa). A po 90.
          roku juz nie na pol, bo zawsze byla cala tabliczka.

          Ostatnie pare lat kupowalem sobie po pudelku delicji. Tylko klasyczne,
          pomaranczowe. I czesto nie zdazylem ze sklepu do domu dojsc, i na piecie po
          drugie. A Ty tu o czerwonym koszu.

          Problem jest koszmarny. Potrzebny jest potezny bodziec psychiczny. O taki
          bodziec trudno, jak sie ma 23 lata. Ale przynajmniej trzeb sprobowac. Jak
          MacMurphy, trzeba sprobowac. Bo czym sie konczy niepohamowane zarcie to ja
          wiem, a inicjatorka postu jeszcze nie wie.

          Bo jak bylem za oceanem, to widzialem te napuchlaki z trzema hod-dogami w
          kazdej dloni i tez sie z nich smialem. Te dziewczyny o koszmarnych nogach,
          brzydkich (i jeszcze konskich) twarzach, za to zrace jakies slodzone
          marchewkopodobne sticki. Takie Marty-smieciary z filmu Heather z Wynona i
          Slaterem. Do dzis sie smieje. I co z tego -- zarlem. Mniej McDonaldow, wiecej
          Lindta. Moze to prawie zrobilo roznice.

          I nagle sie okazalo, ze mozna. Warto. Trzeba.


          Tomek
          • tomasz_szymacha napisał:
            > Ty tu nie klikaj w kosz czerwony, bo to poważna zabawka jest...
            > Jak to nie dotyczy?! Dotyczy! Od jakiegoś 12 roku życia do stycznia tego roku
            > (30 lat) nie bylem w stanie przestać.
            Uświadom sobie, że większość grubasów teoretycznie wie, co powinni jeść, żeby
            schudnąć. Problem polega wyłącznie na uruchomieniu tego przełącznika, który
            pozwoli mi zrealizować plan i wyrzec się wszystkiego, co lubię. Zawsze dobrze
            jest przeczytać, jak innym się udało, ale widzę wpis, że ktoś "po prostu
            przestał" albo rady "zrezygnuj ze słodyczy, jedz warzywa" to mam ochotę krzyczeć
            - ludzie ! jestem łakoma, ale nie jestem głupia.

            > Problem jest koszmarny. Potrzebny jest potężny bodziec psychiczny
            W tym poście opisałeś stan przed, stan po, ale nie napisałeś, co było tym
            bodźcem w Twoim przypadku, jak uruchomiłeś u siebie tę reakcję łańcuchową.
            --
            Magdalaena
            • > W tym poście opisałeś stan przed, stan po, ale nie napisałeś, co było tym
              > bodźcem w Twoim przypadku, jak uruchomiłeś u siebie tę reakcję łańcuchową.

              Bo nie bylo!!!!!! Bo po prostu po zrobieniu tego cukru, w ktorym wyszlo 128 (co
              to jest dla grubasa) powiedzialem NIE, DOSC, DOSC.
              Dojrzalem. Nie dlatego, ze, jak sasiad, dostalem zawalu (a on schudl ponad 30
              kg po zawale). Nie dlatego, ze, jak co drugi moj kolega, dostalem zawalu.

              Moze dlatego, ze zrozumialem, ze za chwile i ja dostane. Moze. A moze nie. Nie
              wiem. Przestalem.

              Wiekszosc musi dojrzec. Czesc nie dojrzeje nigdy. Ale MNIE sie udalo, to i
              innym sie MOZE udac.

              Przy czym ja nie przestalem. Przeszedlem na diete cukrzycowa i czasem sobie cos
              slodkiego skubne. I to wcale nie tak rzadko, byc moze nawet za czesto dla
              ortodoksow, ale waga wciaz spada. Bez meki, bez cierpienia.

              Basen pozwala jako tako cialo podrasowac do nowej sytuacji. Nie jest zle. No i
              duzo jezdze konno. Zawsze jezdzilem, to mnie jakos ratowalo, choc ostatnio juz
              sie bryczesy na tylku darly. A teraz prosze -- luznawe sa.

              Tomek
        • Zwiaz sobie rece z tylu plecow... Takiej rady oczekujesz? To jest kwestia
          psychiki i silnej woli: tylko Ty mozesz sobie pomoc.
        • Nie rozumiem Cię, wyraźnie pisze, że miał problem i opisał, jak przestać.
          --
          rymy częstochowskie
    • Trochę czasu minęło od mojego pytania i trochę się zmieniło, więc możę napiszę,
      co zrobiłam i Was zainspiruję :)

      Otóż postanowiliśmy z moim Lubym na cały okres Wielkiego Postu odstawić wszelkie
      słodycze. Nie decydowaliśmy się na 100% redukcję cukru, bo jest to równocześnie
      dla nas okres egzaminów na studiach (Berlin) i było by to ciężkie, ponadto
      bardzo ciężko jest mi pić kawę bez cukru.
      Najważniejszym dla mnie osobiście postanowieniem było odstawienie na 6 tygodni
      czekolady w każdej formie. Tylko raz zamawiając cappucino w knajpie dostałam je
      posypane kakao.
      Ponadto od początku założyłam sobie jeden dzień wyjątku od postu w dniu moich
      urodzin. Wyjątek polegał na zjedzeniu kulki lodów.

      Przygotowania do świąt Wielkiej Nocy sprawiły nam ogromną przyjemność, m.in.
      pieczenie mazurków i baby wielkanocnej, bez podjadania. Finałem postu miało być
      wielkanocne śniadanko.
      Pierwszy kęs mazurka z czekoladą po 6 tygodniach abstynencji był absolutną rozkoszą.
      Jednocześnie okazało się, że po tak długim czasie nie byliśmy już w stanie jeść
      na raz takich ilości i takich rodzajów słodyczy jak przedtem.

      Polubiłam gorzką czekoladę, przestałam jeść batony czekoladowe, b. rzadko jem lody.
      Od Wielkanocy minęło już trochę czasu i stopniowo zaczęłam jeść więcej słodyczy,
      ale moim zdaniem jest to ciągle znacznie mniej niż było przed postem.

      Przez ten okres 6 tygodni schudliśmy oboje chyba po 2-3 kg (nie mam wagi, mogę
      oceniać tylko po ciuchach i samopoczuciu).

      Oczywiście nie było lekko: pierwsze dwa tygodnie to był kryzys za kryzysem,
      szczególnie, że wtedy właśnie najintensywniej uczyłam się do egzaminów. Któregoś
      dnia poprosiłam, żeby mi Luby przyniósł cokolwiek słodkiego do domu, co by nie
      zawierało cukru albo mało cukru, bo już nie mogłam wytrzymać. I tym sposobem
      odkryliśmy melasę, która bardzo mi wtedy pomogła i przywróciła do pionu.
      Bardzo mi na początku brakowało "podgryzaczy", więc jadłam różne suszone owoce,
      orzechy itp. Po jakimś czasie okazało się, że już ich nie potrzebuję. Tym
      sposobem jadłam ok. 3 posiłki dziennie, bez podjadania pomiędzy. W końcowym
      etapie postu zmniejszyłam również porcje jedzenia, bo okazało się, że znacznie
      zmalało mi łaknienie. To tak jakby organizm pozbył się słodyczowych toksyn i
      złogów i zaczął wreszcie zdrowo i normalnie funkcjonować. A ja mogłam jeść
      znacznie mniej, nie podjadać i byłam syta.

      Przy okazji oczywiście zyskała zawartość portfela ;)

      Myślę, że co najmniej raz w roku będę przeprowadzać taki post, żeby powrócić do
      pierwotnych instyktów mojego organizmu i przypomnieć sobie jak się człowiek
      czuje bez słodyczy. Może po kilku latach w końcu o nich zapomnę ;)

      Pozdrawiam serdecznie,

      Joanna

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.