Czas leczy rany? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Gówno prawda tak za przeproszeniem.Jest coraz gorzej.Z miesiąca na
    miesiąc usycham od środka.Pisałam wcześniej,że jestem z innym
    mężczyzną i przeczytałam chyba gdzieś tu o tym jak może rozpaść się
    taki związek kiedy nie jesteśmy gotowe.No i właśnie ten związek leci
    sobie od kilku dobrych tygodni po równi pochyłej.I tak naprawdę tam w
    środku dobrze mi z tym,nic nie ratuję,bo kocham męża.I tak bardzo za
    nim tęsknię,że guzik mnie obchodzi wszystko dookoła.Tak bardzo mi go
    brakuje,że aż boli.Tak sobie myślę o tym jak siedziałam przy nim
    kiedy był nieprzytomny i wsłuchiwałam się w oddech respiratora,już
    wolałabym żeby był warzywem ale żeby był.Wiem,że to egoistyczne,ale
    teraz nie mam zupełnie nic.Był jedynym stałym punktem odniesienia w
    moim durnym życiu.Moją racją bytu,nienasyceniem.Teraz z niczym sobie
    nie radzę.I zamiast być lepiej jest gorzej.Co się jakoś pozbieram to
    za chwilę znów jestem w rozsypce.Gówno to wszystko.
    • Azzura, masz rcaje, 100000% racji - to wszytko gówno, porażka i
      jakaś droga po kolcach, szkłach, rany sie nie goją... juz od wczoraj
      czuje co się swieci, doł wraca z silą huraganu.. wkur.. mnie
      wszystko, leki pomagaja jedynie na pamuec, ale nie uspokajaja, nawet
      silowni pomaga minimalnie,wybiegam sie tam, wymecze, ale w glowie ta
      sama mysl.. Nie ma Kuby...nie ma, nie ma, nie
      ma!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zlewam
      wszytko, mam w powazaniu prace, ludzi, swiat, nic mnie nie
      intersuje, nikt, marze , tak czesto marze, aby zamknac sie w domu ,
      schowac pod koc i siedziec tam sama, aby nikt nie dzownil, nie
      pytal, dal mi spokoj... nie mam sily, a musze ja miec, nie mam KUby,
      nie mam tego co dawalo mi naped. Nie mam jego milosci, nie mam z kim
      pogadac, isc na spacre. Nie chce to tego nikogo-rodzicow, przyjaciol-
      nikogo, tylko Jego... stoje przed czarna otchłanią rozpaczy...czrna
      dziura.-
      "Crazy skies all wild above me now
      Winter howling at my face
      and everything I held so dear
      disappeared without a trace.
    • Witam

      Takie moje gadanie.. ale wiecie co?.
      Coraz częściej łapię się na tym, że moja kochana tam na górze.. nie chce żebym
      tu rozpaczał do końca swoich dni... Ciężko jest. Ale mam wrażenie, że robi
      wszystko...żeby mi w tym pomóc.
      To co nas spotkało..nigdy nie minie.
      Rany zostaną...Trzeba o nie dbać.. traktować z szacunkiem...
      Nie warto rozdrapywać... Same zbyt ciężko się goją.. i zbyt często same pękają...
      Wiem... teraz uczę się sam...decydować... podejmować decyzje.. muszę radzić
      sobie, choćbym nie chciał. Nie dla mnie.. dla tych co zostali ze mną. Jest
      ciężko.Wam też... Czasami zdarzają się w tych trudnych chwilach momenty
      uśmiechu...trzeba się przy nich ogrzewać... jak zziębnięte ręce przy płomieniu
      świecy...Czasami są też ciężkie momenty...wtedy ważny jest ktoś.. tu na ziemi..
      kto będzie potrafił wysłuchać i pomóc przetrwać...odgonić ciężkie chmury.
      Pozdrawiam serdecznie

      --
      ...Nie słuchajcie mnie... mogę się mylić.
      • a mnie sie wydaje, ze musimy przestać pięlegnować w sobie poczucie krzywdy,
        straty - bo nigdy nie bedzie lepiej.

        ja tak własnie zrobiłam. minęło pół roku od tego okrutnego dnia, i wiecie co?
        jest lepiej.
        bo przestałam się zadręczać czy aby napewno zostalo zrobione wszystko, czy
        wykorzystalismy wszystkie szanse i metody leczenia..nie katuje sie myślami, czy
        wiedział, że odchodzi..czy bolalo, dlaczego sie nie pożegnał..nie wspominam dnia
        śmierci, Jego widoku.. On by tego nie chciał!!
        Za to myśle, ile mnie ta tragedia nauczyła..ile sie dowiedziałam sama o
        sobie..jaki On był silny, dzielny..i dlatego ja po prostu nie moge sie poddać!
        dla Niego musze być..zyć.w ten sposób najlepiej wyraże moją milość do Niego i w
        ten sposób "uhonoruje' naszą wspólną walke o każdy dzień..walkę szczęście.

        Dlatego kobietki (i nie tylko) może spróbujcie myśleć własnie w ten sposób. O
        tym czego Oni by chcieli teraz dla was, z czego byliby dumni..a nie o tym, że
        juz ich nie ma i nie bedzie, o stracie, rozpaczy.. Oni są. ale inaczej. I nigdy
        ich dusza nie zazna spokoju gdy bedziecie ciagle tak bardzo pogrążać się w żalu

        P.S.
        Justynka, Ty przecież silna jestes!! zapomniałas? Kubuś tak dla Ciebie się
        starał, tak walczył do samego końca..teraz Ty musisz dla Niego troche powalczyć.

        P.S. 2
        A rana zostanie. tak jak blizna. patrząc na blizne pamiętamy co się stało...ale
        gdy nie będziemy jej rozdrapywać to nie będzie bolało.
    • To chyba nie prawda....czas nie leczy ran.....ja nawet teraz nie potrafię
      powiedzieć czy przyzwyczaja do bólu....jest mi tak strasznie ciężko że ostatnie
      dni są tak bolesne że trudno to wytrzymać...(((

      Po smierci mojej mamy do tego bólu przyzwyczajałam sie kilka naście lat....a jak
      juz sie przyzwyczaiłam to znów strzała prosto w serce....((((

      --
      Gdyby Miłość Moja Mogła Uzdrawiać,a Łzy Wskrzeszać...byłbyś...teraz Z Nami...Mój
      Kochany ..((
      • Każdy z nas potrzebuje innego czasu, dla jednego będą to miesiące dla innego lata. Musi przyjść moment kiedy zechcemy żyć od nowa....dla nas samych. Jest to trudne ale możliwe. W moim przypadku czas zaleczył rany, choć blizny bolą nieraz..............nauczyłam cieszyć się znów z życia, teraz jestem zupełnie inna, inna ale szczęśliwa. Dajcie i sobie na to czas. Trzymam kciuki. Pozdrawiam Edyta
        --
        W życiu piękne są tylko chwile...
        • Nie wiem,może leczy,skoro wszyscy tak twierdzą.Na pewno każdemu inna
          ilośc tego czasu jest potrzebna.Jak na razie,po niecałych 8
          miesiącach,nie jest lepiej i nie wygląda,żeby miało byc.Wręcz jest
          gorzej, bo mam wrażenie,że wyczerpałam wszystkie siły i środki,które
          teoretycznie mogłyby przynieśc ulgę albo siły dodac.Bez efektu.Na
          razie to jest ciągła walka z sobą samą,nawet nie o to,żeby wyjśc z
          dołka,tylko,żeby chociaż głowę z niego wystawic.Każda minuta to od
          nowa dokonywanie wyboru,żeby jeszcze walczyc,żeby się jeszcze nie
          poddac.
          • Nie, czas nie leczy ran, tylko przyzwyczaja do nowego, innego życia.
            Bo da się żyć. Mimo wszystko da się żyć. Człowiek to takie zwierzę,
            które jest wstanie przyzwyczaić się do różnych zmian nawet tych
            bardzo niewygodnych.
            Po 1,6 roku żyję. Jestem innym człowiekiem, ale jakoś funkcjonuję.
            Poradziłam sobie w ten sposób, może nie najlepszy, że wspomnienia
            o moim mężu schowałam gdzieś bardzo głęboko. Rzadko do nich wracam.
            Skupiam się na dniu codziennym, na moich synkach, ich problemach,
            zdrowiu, na tym co jest tu i teraz. Nie wybiegam myślami ani
            w przeszłość, ani przyszłość.
            Od pewnych spraw odgrodziłam się wysokim murem, np. nie zwracam
            uwagi na to, że po dzieci do przedszkola przychodzą ojcowie, nie
            chodzę na zakupy do dużych hipermarketów, staram się nie widzieć
            rodzin na wspólnych zakupach. A jeśli już muszę zrobić zakupy to
            biorę ze sobą dzieci, bo wtedy one skupiają na sobie całą moją uwagę.
            Nie jest łatwo, ale to właśnie jest mój sposób na radzenie sobie
            z samotnością, bezsilnością.
            Gdyby ktoś spojrzał na mnie z boku to by powiedział, że świetnie
            sobie poradziłam, że nieźle się trzymam. Ale to pozory, które
            stworzyłam i sama w nie uwierzyłam.
            Mnie jest o tyle łatwiej, teraz dopiero to wiem, że mam dzieci i mam
            dla kogo żyć. Moi synkowie są wspaniali. Często mnie doprowadzają do
            wściekłości, ale kocham ich bardzo.
            Czasami myślę, że los specjalnie dał nam Piotrusia (jest naprawdę
            mądrym, zdolnym i inteligentnym dzieckiem), bo wiedział, że niedługo
            potem zabierze Adama. Może to pokrętne tłumaczenie, ale łatwiej mi
            z nim żyć.
            Oluś, młodszy synek, to fantastyczna przylepa, która zawsze potrafi
            mnie rozbroić swoim zachowaniem.
            Każdy z nas musi sobie znaleźć własny sposób na życie. Bo jednak da
            się dalej żyć, choć takim osobom jak tilia7 trudno w to uwierzyć.
            8 miesięcy to jeszcze bardzo krótko, żeby uporządkować swój świat.
            Pozdrawiam wszystkich.
            • jucha32.........ładnie to wszystko napisałaś....Ja tez mam dopiero 8 miesięcy za
              sobą.....ale to co czytałam to tak jak bym czytała o sobie ...uśmiech na twarzy
              ....a smutek schowany tylko dla mnie żeby nikt nie widziała nawet Madzia....
              Bolą czasami słowa .....dobrze sobie radzisz.....ale jak by ktoś spojrzał w moje
              oczy widział by ten strach rozpacz i ból...(((((
              Taraz dziekuje Bogu....ze mimo że zabrał mi Jarka ...dał to kochane moje
              złotko.....dla którego musze żyć i trwać....chociaż czasami tez sie na nia
              złoszczę...ale to chyba nasz bezsilność wychodzi...(((((
              --
              Gdyby Miłość Moja Mogła Uzdrawiać,a Łzy Wskrzeszać...byłbyś...teraz Z Nami...Mój
              Kochany ..((
              • Wiesz Beatrycze ja mam jeszcze ten komfort, że ze mną mieszkają moi
                rodzice. Ich pomoc jest nieoceniona.
                Choć czasami między nami iskrzy staram się nie rozniecać
                niepotrzebnych, złych sytuacji. To też świadczy o tym, że się
                zmieniłam. Kiedyś na nic bym nie patrzyła tylko mówiła to co
                leżałoby mi na sercu.
                Teraz wolę się wielokrotnie zastanowić nad swoimi słowami.
                Nie tak miało wyglądać nowe życie, w nowym domu. Miałam tu mieszkać
                z mężem i synami, a nie z rodzicami.
                Ale trudno. Jest jak jest. Tak naprawdę to już się nie zastanawiam
                nad takimi faktami. Bo tak jest łatwiej żyć.
                Nigdy nie pogodziłam się ze śmiercią Adama, ale pogodziłam się z tym
                jakie życie wiodę. Przyzwyczaiłam się, bo tak naprawdę nie miałam
                innego wyboru. Co innego mogłam wybrać? Chyba tylko własną śmierć.
                Zabić się jednak nie mogłam ze względu na chłopców.
                Tak to właśnie jest. Trzeba się przyzwyczaić.
                Przychodzi taki moment w życiu (u mnie dopiero teraz), że już nie
                zadaję pytań: Dlaczego On? Dlaczego nas to spotkało? A w ogóle jak
                to się mogło stać?
                Na te pytania nie ma odpowiedzi.
                Trzeba żyć, jak napisałam wcześniej, tu i teraz. Nie wybiegać
                myślami w przeszłość i przyszłość.
                Pozdrawiam. Trzymaj się. Pisz, jeśli chcesz na NK lub na moje gg.
    • czas nie leczy ran,on tylko przyzwyczaja do bólu.
      • Nie robie rzeczy, ktore mi przypomniaja. Nie ogladam zdjec. Wiele
        rzeczy zapomnialam, aj ak zaczynam odkopywac, to wszystko
        przychodzi, Bol, zal. Dlaczego? I te inne, nikomu niepotrzbene
        pierdoly. Nie bede samej sobie meczyc. Moge bawic sie ze osbia w
        ogladanie filmow z jego udzialem, z naszym itp. Tylko po co, skoro
        jak ide ulica i widze napis: "gerard cie oszuka", wypryskany przez
        jakiegos zula, to przypomina mi siej ka tedy przechodzilismy itp. No
        wiec staje przed napisaem iprzerabiam. Stoje, stoje i jak ide
        następnym razem ,to pamietam ze stalam, a nie ze z nmi tamtędy 100
        razy przechodzilam.
        Ucze sie tego samego, ale przez pryzmat siebie, a nie nas. Musze to
        wszystko co robilismy razem, zrobic sama, zeby jak sie z tym
        przypadkowo spotkam, jak sie na to natknę to, żeby nie bolalo. Zeby
        sie znieczulic i przyzwyczaić.
        • U mnie czas nie zaleczył ran pomógł zrozumieć jakoś przetrwać
          poskładać co sie da i iść dalej o uleczeniu nie mam mowy a może za
          mało ów czasu upłynęło?

          --
          Cyniczny, marudny, niemożliwy ....
          • Czas to pojęcie względne..dla każdego czas inaczej upływa,mija...ale jak dla
            mnie nie leczy ran jedynie pozwala się pomału przyzwyczajać do zaistniałej
            sytuacji,jedynie co wiem to nie warto się "cofać"trzeba patrzeć na przód......i
            brnąć.....
            • Leczy, mówię to z perspektywy półrocznej. Jest "lepiej" niż było. Dużo zależy
              jednak od nastawienia, trzeba po prostu pozwolić mu działać. Myśleć o
              przyszłości a nie rozdrapywać bez końca rany.
              • Nie leczy.Za dwa dni będzie rok i dwa miesiące.Wiem to tylko
                dlatego,że istnieje kalendarz.Bo dla mnie czas się zatrzymał w
                miejscu.Nie istnieje po prostu.Mam tak zaburzone poczucie czasu,że
                nie rejestruję w ogóle tego,że mija.Widzę,że mijają kolejne dni,ale
                zupełnie nie czuję że mijają miesiące.
                Zgadzam się z teorią,że czas przyzwyczaja do bólu.Ale nie leczy.Bo
                są rany nie do zaleczenia.I moja taka jest.Nie musze jej wcale
                rozdrapywac.Wystarczy,że wiem kogo i co utraciłam.
                • Moich ran nic i nikt nie jest w stanie uleczyc... moje życie to marna wegetacja, powolne oczekiwanie na mój koniec, niemoc i totalny ból, którego nie da się ujarzmic. mój czas się zatrzymał. dla mnie nie ma wartości. życie toczy się jakby obok, jakby poza mną i nie dla mnie. tak potwornie boli mnie wszystko, że brak mi słów aby to opisac... nie umiem tego zaakceptowac, nie umiem tak życ, po prostu nie potrafię. NIE CHCĘ!!!!!!!! chcę tylko żeby mój Ł. wrócił do nas... czy to tak dużo?????????????? więcej nic od życia nie chcę, chcę tylko JEGO............... i znów płyną łzy :-(((
                  • To co pisze Tilia... zupełnie tak samo odczuweałam z tym mijaniem
                    czasu, tylko nie umiałam powiedzieć o co mi chodzi. Tak dziwnie
                    odbiera sie pojęcie czasu w naszej sytuacji, czas jest taki
                    nierealny. Niby mija, a jednak nie.
                    Co do ran. Zabliżniają się, ale zbyt często też otwierają spowrotem.
                    Wystarczy małe niepowodzenie, coś się nie uda, nie wyjdzie, a te
                    rany krwawią od nowa.
                    --
                    może dla świata byłeś tylko człowiekiem, dla mnie byłeś całym
                    światem...
                    • Już to kiedyś tutaj pisałem w jakimś wątku. Wszystko zależy od nas tak naprawdę,
                      czekając na powrót do przeszłości sami sobie blokujemy przyszłość. Bo nigdy nie
                      będzie tak jak wcześniej, ale to że będzie inaczej nie znaczy że będzie źle. Tak
                      więc dla wszystkich nowych na naszym forum: Wbrew temu co dużo osób tutaj pisze
                      czas może leczyć i przyszłość nie musi być zła. Musicie dać sobie tylko na to
                      sami szansę.
                      • Moj maz nie zyje od 2,5 roku-juz tyle i tylko tyle...Pamietam taki
                        czas,kiedy bolalo mnie wszystko,cale cialo,a oczy mialam suche zeby
                        dziecko nie widzialo jak cierpie.Myslalam,ze bedzie tak zawsze,ze
                        nie bede umiala sie smiac,bawic poprostu zyc.Jakze denerwowaly mnie
                        slowa"czas leczy rany,bedzie lepiej".Ale w moim przypadku tak
                        wlasnie sie stalo...Od niedawna jest lepiej,umiem sie smiac,znowu
                        mam ochote tanczyc i choc zycie mnie nie oszczedza patrze z
                        optymizmem w przyszlosc-bo tak naprawde to co najgorsze mnie
                        spotkalo,wiec teraz musi byc lepiej,poprostu musi!!Kocham mojego
                        meza bardzo caly czas,mysle o nim codziennie,ale to juz tak nie boli-
                        chociaz zal jest ogromny.Trzeba dac sobie czas na dojscie do
                        siebie,na zal,bol,lzy-potem bedzie lepiej,dziewczyny,musi
                        byc,popostu musi!!!!
    • nie wiem czy leczy...
      kiedys Grzesiek napisał że trzeba pchać ten wózek choćby koła były kwadratowe...
      i pcham, i staram się i czasami mi sie udaje...
      ale czasami budze sie o 2 w nocy i zdaje sobie sprawe że tylko sie oszukuje...
      nie bedzie jak było...
      a zwrot "będzie dobrze" znaczy przecież dla mnie dla mnie tylko to że jeszcze
      kiedys będzie normalnie = tak jak kiedyś... a przecież nie bedzie...
      nie chce sie dłużej oszukiwac... i nie chce żyć tak jak teraz... błędne koło...
      • Może być jeszcze normalnie....tylko trzeba mocno chcieć...i wierzyć.. że tak
        będzie...Jedyne co staje nam tak naprawdę na drodze.. to my sami...i LOS....ja
        Ciągle wierzę...
        Pozdrawiam
        --
        --
        http://lh4.ggpht.com/_v-200BqPw3I/S0egS1tV9DI/AAAAAAAAAHs/3hIlkbWmMoc/awatar_murator.JPG
        ...Nie słuchajcie mnie... mogę się mylić.
        ...A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć...
        • "tylko trzeba mocno chcieć...i wierzyć" - Isiogrze,być może masz rację.W moim
          wypadku problem zdecydowanie tkwi w "chcieć".Właśnie w to nie mogę uwierzyć,że
          można,po takiej stracie,czegokolwiek chcieć.
        • mała korekta do mojego poprzedniego wpisu...
          Było: "to my sami...i LOS....ja Ciągle wierzę..."
          Jest: "to LOS i...my sami... Staram się wierzyć..."
          --
          --
          http://lh4.ggpht.com/_v-
200BqPw3I/S0egS1tV9DI/AAAAAAAAAHs/3hIlkbWmMoc/awatar_murator.JPG
          ]
          ...Nie słuchajcie mnie... mogę się mylić.
          ...A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć...
    • Z mojego punktu widzenia - czas sam w sobie rzeczywiście nie leczy ran, ale
      upływ czasu pomaga nam przy leczeniu samemu. U mnie minęło ponad dwa i pół roku.
      Nie wiem ile dokładnie i nie chce mi się liczyć i przeliczać. Nie mam już takiej
      potrzeby. Jest we mnie jakiś smutek, może nostalgia raczej, która sprawia, że
      nie da się zapomnieć do końca. I dobrze, bo ja nie chcę zapomnieć. Ale chcę żyć.
      I dzisiaj mogę powiedzieć, że to mi się udaje.

      Już od kilku miesięcy żyję, śmieję się pełną piersią, kocham i jestem kochana.
      Zmieniłam się i to na lepsze. Nie jestem w stanie wyrazić tego, jak bardzo
      żałuję, że Grzesiek zginął. Ale tak się stało i z tym nie jestem w stanie nic
      zrobić. Ale są rzeczy, które zrobić mogę. Bo to, przez co przeszłam to cenna
      szkoła i niepowtarzalna. I baaaardzo trudna. Myślę, że udało mi się uniknąć
      rzeczy, których bardzo się bałam: że zgorzknieję, że reszta mojego życia będzie
      oczekiwaniem na jego koniec, bo przecież nie mieliśmy dzieci, więc nie zostało
      nic co mogłoby stać się dla mnie silniejszą kotwicą na tym świecie, że to będzie
      taka wegetacja. Tylko ja wiem, ile kosztowała mnie walka o każdy dzień
      zbliżający mnie do stanu, w którym jestem dzisiaj. Nauka nie przychodziła ani
      łatwo, ani szybko i właściwie wciąż trwa. Jeszcze się nie skończyła. Czego się
      nauczyłam? Że trzeba przede wszystkim chcieć i że tak naprawdę samemu trzeba
      sobie w pewnym momencie powiedzieć dość patrzenia w przeszłość. Że bycie
      szczęśliwym to umiejętność, która w największym stopniu zależy od nas samych. Że
      czasami mam prawo do bycia smutną, tak samo jak mam prawo do bycia szczęśliwą.
      Że warto robić rzeczy, które sprawiają radość i warto szukać tych rzeczy i że
      czasami trzeba dać sobie prawo do spokoju, odpoczynku i samotności. Że nie warto
      zmuszać się bycia z drugą osobą, ale też nie warto odrzucać miłości, kiedy już
      przyjdzie. Z mojego słownika właściwie zniknęło wyrażenie „Za wszelką cenę”. Że
      życiowe plany muszą być elastyczne, bo jedyną stałą w życiu jest zmiana. I
      mnóstwo innych. Jestem szczęśliwa, choć moje szczęście nie jest proste. Jestem
      poukładana i spokojna.

      Nie zaglądałam tutaj już bardzo długo... Dlaczego dzisiaj? Bo dzisiaj dostałam
      informację, że wczoraj zginął mąż mojej siostry ciotecznej. Jest młodsza ode
      mnie, choć starsza nią ja byłam, gdy zginął Grzesiek. Tak bardzo jej współczuję
      tego, co teraz ją czeka. Zrobię co mogę, żeby ją przekonać, że warto przez to
      przejść, bo życie po, mimo że zupełnie inne też może być szczęśliwe i pełne.
      Pomyślcie o Niej ciepło… Tak jak każda i każdy z Was będzie potrzebowała siły…
      • Nie leczy . Czas powoli oswaja nas ze stratą. U mnie po dwóch latach zmieniło
        się tylko to, że zaczynam z powrotem logicznie myśleć.
        A to dużo bo wcześniej "położyłam krechę na wszystko". Teraz już wiem, że muszę
        walczyć tak długo jak się da bo mam dla kogo. A to co się wydarzyło? No cóż ,
        nic już tego nie zmieni, tylko często tak strasznie żal.....
        • Ran nigdy nie wyleczy ale mozna zyc normalnie. Nie wierzsylam w to,
          nie liczylam juz na nic od zycia bo wydawalo mi sie to niemozliwe.
          3.5 roku byl koszmarem, droga przez meke i walki z sama soba.
          Stanal ktos na mojej drodze-niespodziewanie, osoba kt jest dla mnie
          w tyn momencie wszystkim, calym znow moim zyciem obok mojej corki
          i pamieci o moim mezu. Budze sie i wiem ze zycie ma sens, znow mam
          jakis cel. Nie ma dnia bym nie myslala o moim M. bo to niemozliwe
          ale potrafie znow sie szczerze usmiechac...
          --
          Nadia Oliwia
          "Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe"
          "Jeśli miłość do Ciebie umrze we mnie, to jakbym sama umarła..."
        • Nie wiem,co czas leczy,ale tęsknotę na pewno wzmaga.z każdym dniem tęsknię
          bardziej i bardziej i nie umiem zaakceptować,że go nie ma,nie będzie,że
          sama,sama,sama...
          Są rany,które nigdy do końca się nie zaleczą:(
          • Masz rację Tilia7...zgadzam się. Tęsknota...tylko to zostało.
            --
            http://lh4.ggpht.com/_v-200BqPw3I/S0egS1tV9DI/AAAAAAAAAHs/3hIlkbWmMoc/awatar_murator.JPG
            ...Nie słuchajcie mnie... mogę się mylić.
            ...A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć...
            ...Jak tu żyć.. jak całą miłość już się oddało?...
            • U mnie jest tak samo. Wczoraj minęło 9 m-cy od śmierci Marcina a ja z każdym
              dniem coraz bardziej tęsknię. Czas leczy tylko małe rany a takiej ogromnej jak
              śmierć ukochanej osoby nic nie jest w stanie wyleczyć...
              • ... na zawsze w moich myslach, do konca moich dni.
                • NIE... nic i nikt nigdy nie będzie w stanie zagoic mych ran... niebawem minie rok od śmierci mojego Ł., a ja wciąż czuję ten ogromny ból i pustkę.......... czuję, że cała krwawię... duszę się...
                  • Myślałam ,ze jak minie rok to będzie już łatwiej .
                    A właśnie minęły dwa lata i wcale nie jest.
                    A są dni kiedy jest naprawdę źle ,bardzo źle.
                    I dziś jest jeden z takich właśnie dni.
    • Leczy? Nie... Przyzwyczają? Może...
      Tęsknię, za codzienną rutyną z przed wypadku. Kiedy wiedziałem co mam robić. Teraz łapię się, że stoję z nożem nad masłem i się zastanawiam, co mam do cholery z tym zrobić. To jest wykańczające. Najprostsza, zwykła rzecz zajmuje mi całe godziny. Żyję otumaniony, jak po narkotykach.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.