Dodaj do ulubionych

Jak pierwszy raz trafiliscie do Grecji?

16.05.06, 23:25
Przypadek? Porada znajomych?
Ja pierwszy raz bylam w 1997 roku na Thassos, niedroga turystyka lotnicza
wtedy dopiero raczkowala.
Szukalam wakacji we Wloszech, az tu nagle w katalogu Rainbowtours natknelam
sie na piekne zdjecia Thassosu.. w dodatku cena byla do przelkniecia.
Nie mialam pojecia, ze wpadne po uszy: Thassos porazil mnie swoim pieknem...
Wiec w zasadzie przypadek.
Edytor zaawansowany
  • grecja-ellada 17.05.06, 01:16
    Ja trafiłam poprzez zaproszenie rodziny, jadąc miałam jakieś o niej pojęcie
    (brat był trzy lata wcześniej przywiózł zdjęcia, płytę z nowymi piosenkami,
    kasetę z muzyka z Zorby i mnóstwo wspomnień oj zamarzyła mi się wtedy już ta
    Grecja) smile)
    Osobiście mogłam zawitać w 1998 roku i było cudownie, cudowne 76 dni podczas
    pierwszej wizyty w Helladzie spędziłam, a ile wspomnień smile
    Miłość od pierwszego pobytu, a może i wcześniej big_grin

    --
    Pozdrawiam Marta
    Grecja i wyspy greckie
    Grecja Online
  • boleslawiec1 17.05.06, 08:02
    W 1990 przyjechałem na camping do Litochoro ale po tyg.brakło kasy na powrót i
    tak zostałem na 10 lat.Kreta +Mykonos.10 najpiękniejszych lat w moim życiu.
  • acek2004 17.05.06, 10:17

    my czyli ja i moja lepsza polowa, wybralismy sie do Grecji w podroz poslubna z
    nieistniejacym juz biurem Dromader smile. Oczywiscie autokarem, co bylo niezlym
    koszmarem, potem prom z Brindisi do grecji i kilka dni na Peloponezie +
    wycieczka na Hydre i Spetsos.. stad milosc do wysepek i Grecji w ogole, potem
    niezapomniana kolacja na Place ech... to byly czasy smile)..
  • chilu 17.05.06, 10:17
    To był 1992 rok i obowiązwały jeszcze wtedy wizy wjazdowe. Mój brat mieszkający
    wówczas już w Grecji od 4 lat postanowił się oświadczyć, więc z mamą
    stwierdziłyśmy, że walimy do Warszawy po wize, tylko że mama ją dostała, a ja
    wówczas 13-letnie dziecko - nie! No i panika gotowa, ale przyszły teść brata
    (Grek wpływowy) szybko uruchomił znajomości i jeszcze tego samego dnia tą wize
    miałam. Do Grecji jechałyśmy wtedy jeszcze autobusem, ponad 2 dni, przez
    ówczesną Jugosławię. Grecja mnie wtedy olśniła, byłam zachwycona dosłownie
    wszystkim. Te pierwsze wakacje objęły takie atrakcje jak Delfy, Epidauros,
    Nafplio i pierwsza w życiu wyspa Kithnos. W tym samym roku poleciałam jużtym
    razem jeszcze na ich ślub w Grudniu.
    Miłość do Grecji była miłośćia od pierwszego wejrzenia i trwa niezmiennie
    odświeżana prawie co rok.
  • flisvos 17.05.06, 11:43
    ja pierwszy raz przylaecialam tu na praktyki z uczelni w 2003 i bardzo sie
    zakochalam we wszystkim od morza po malutkie uliczki w kerkirze; i tak za dwa
    dni minie 14 miesiecy jak mieszkam tu na stale i nidgy bym nie zamienila
    tejdecyzji!
    pozdrawiam wszystkich fanow grecji
  • koukla 17.05.06, 12:02
    podobnie jak flisvos- pierwszy raz 3 lata temu praktyka studencka na Chalkidiki,
    potem Kreta i tak do dzis...
  • bebicka 17.05.06, 12:14
    A ja pierwszy raz w podrozy poslubnej na Krecie.Juz zupelnie nie pamietam, co
    zadecydowalo o takim wyborze, znajomi polecili nam hotel, spodobaly nam sie ich
    zdjecia i polecielismy. Bylo rewelacyjnie.
    potem neistety dlugo dlugo niz, chcoiaz juz zapieta na ostatni guzik wycieczka
    objazdowa...zamieniona na Chorwacje, czego wciaz zalujesad az wreszcie
    najabrdzij szalony wypad do Salonik na mecz... w Salonikach spedzilismy dwie
    godzinysmile
    rok temu jeden dzien na Kos, milosc ozyla i niedlugo frune na Rodos juz nie moge
    sie doczekacsmile
    pozdrawiam
    maraska
  • annielika 17.05.06, 13:28
    A ja pierwszy raz w pazdzierniku 2001 bylam w Atenach i niesamowicie
    romantycznej podrozy do Santorini, gdzie mielismy z hotelu niesamowity widok na
    morze. Cos pieknego. W sumie Grecje polubilam ze wzgledu na mojego ukochanego i
    kojarzy mi sie nadal z najpiekniejszymi chwilami w moim zyciu. A od jakiegos
    czasu zyje na stale moim marzeniem.


    --
    Polki w Grecji
  • amellka1 17.05.06, 13:46
    Ja również pierwszy raz byłam w 1997 roku. Wybór (jakże szczęśliwy) padł na
    Korfu. Były to moje pierwsze wakacje za granicą. Przeglądając jeden z
    kolorowych tygodników zwróciliśmy uwagę na zdjęcie pięknej, egzotycznej plaży z
    malowniczą skałą, wystającą z morza w tle. Była to miejscowość Agios Gordis.
    Postanowiliśmy koniecznie tam pojechać i choć wybór ofert na Korfu nie był
    jeszcze wówczas bogaty, udało nam się. Mieszkaliśmy co prawda po przeciwnej
    stronie wyspy, ale wypożyczyliśmy skuter i dotarliśmy na miejsce, które okazało
    się malownicze, podobnie jak cała wyspa, w której zakochaliśmy się.
    Wróciliśmy na Korfu w ubiegłym roku, wyspa znów nas oczarowała. Zwiedziliśmy
    północną część wyspy i z pewnością jeszcze tam wrócimy, pozostało jeszcze wiele
    do zobaczenia jej mieszkańcy: mili, serdeczni, chętni do pomocy, no i
    właściciele restauracji, nigdzie tak miło nie witają turystów (jak długo
    oczekiwanych gości) z dumą oferując specjały swej kuchni.
    Dla wszystkich zainteresowanych Korfu polecam naszą stronkę
    agiosgeorgios.w.interia.pl/
  • pietnacha40 17.05.06, 18:39
    Trzy lata temu zaciągnął mnie mój luby ,który był już wcześniej dwa razy. Ja
    się opierałam , ale rodzice powiedzieli ,że to moje klimaty ( też parę razy
    byli ). I choć to było Kokino Nero i myślałam,że nigdy więcej, to już pod
    koniec wiedziałam ,że jeszcze raz.Teraz jadę po raz czwarty.
  • edorka1 17.05.06, 22:43
    Mój mąż który w studenckich latach pojechał i zakochał sie w Grecji bez
    pamięci, postanowił podzielić się ze mną swoim zauroczeniem. Pojechaliśmy na
    tygodniową wycieczkę , wrócilismy po 7 latach. Pięknych, niesamowitych,
    słonecznych i zakreconych latach...
    --
    Ευτυχώς που ξέχασα
    να μεγαλώσω... smile.
  • chiara76 17.05.06, 23:25
    chciałam tam pojechać od dawna...marzyłam o tej podróży.
    I tak oto, w 2000 roku udało się pojechać pierwszy raz, na Kretę. I wsiąkłamwink
    --
    Japonia
    Kabaty
    GRECJA i wyspy greckie
  • cwiatooschec 18.05.06, 08:58
    4 lata temu na poślubną podróż wybraliśmy Korfu. Jednak na kilka dni przed
    wyjazdem (!) biuro podróży odwołało imprezę... w ostatniej chwili
    zdecydowaliśmy się na Kretę, no i oczywiście byliśmy nią zachwyceni smile

    --
    Marcel
    Misiu
    Teneryfa
  • jfp4 18.05.06, 11:03
    Witam
    Ja po raz pierszy trafilam do Grecji z moim obecnym mezam, bedac studentka,
    pojechalismy tam do pracy. Niestety okazalo sie ze pracy nie ma bo grad
    zniszcyl plantacje winoogron, ale dostalismy cos wiecej niesamowita przyjazn i
    pomoc ze strony Grekow ktorych widzielismy pierwszy raz na oczy, pozwolili nam
    zamieszkac u siebie w garazu stwarzajac w mniare mozliwosci "domowe"warunki:,
    pomagali w szukani pracy, karmili.Pomimo,z enie udalo nam sie nic zarobic
    spedzilismy najpiekniejsze 3 misiace w tym kraju. Czerpiac z optymizmu jakim ci
    ludzie emanowali. Było ta jakies 10, 11 lat temu i od tej pory nie bierzemy pod
    uwage zadnego innego kraju na wakacyjne wyjazdy.smile
    Pozdrawiam
    Joanna
  • simera 18.05.06, 18:13
    Ja pierwszy raz pojechałam tam w 1998 roku.Pojechałam z wizytą do brata,który
    był w Grecji od 6 -ściu lat.Spędziłam tam całe wakacje.Potem wróciłam do kraju
    na pare tygodni i znowu pojechałam do Aten.I w ciągu roku pojeździłam sobie tam
    i z powrotem 5 razy.W 2001r. skusiłam się na roczny wyjazd. Mieszkałam tam,
    pracowałam i miło spędzałam czas. W 2002 roku wróciłam do Polski. Mimo że Grecja
    podoba mi się baaaaaaaardzo, nie zamieszkałabym w niej na stałe.Teraz tęsknię do
    Aten...sada nie mogę sobie jeszcze na wyjazd pozwolić...
  • jacek1f 18.05.06, 21:32
  • kretka27 19.05.06, 11:38
    w 2000 r. mieliśmy wykupione Santorini. Biuro odwołało tam w połowie lata
    wyjazdy i zaproponowało Kretę z dużym rabatem. Rozpaczałam okrutnie. Wkrótce
    okazało się, że byłam głupia, Kretę pokochałam, Santorini obejrzałam w 3 dni i
    cieszę się, że sprawy taki przybrały obrót smile)))
  • bebiak 19.05.06, 11:53
    Cóż, ja mogę tylko przynieść tutaj to co naskrobałam w tym temacie na swojej
    stronce a co sporo z Was czytało już dawno:

    W sposób racjonalny nie umiem wytłumaczyć mojego związku z Grecją. Czasem
    myślę, że ktoś zadecydował za mnie, że tak a nie inaczej ma się ułożyć moje
    życie. I czasem się z tego czyjegoś planu cieszę, czasem klnę jak szewc, bo tak
    naprawdę wiem, jak bardzo trudno żyć tak jak ja żyję od tych szesnastu lat.
    Kiedy byłam małą dziewczynką zawsze powtarzałam, że pojadę do Grecji, aż do
    tego dnia kiedy mama zapytała mnie, gdzie ta Grecja leży a ja oczywiście nie
    wiedziałam. Gdzie usłyszałam słowo: "Grecja" - nikt nie wie, ale chciałam tam
    pojechać. Nie umiałam wtedy jeszcze czytać i mama pokazała mi ją na mapie. A
    potem to już tę moją biedną mamę zanudzałam, żeby mi powiedziała czy
    przeczytała coś o Grecji, coś - obojętne co, nawet mity Greków. Mama odpoczęła
    jak sama umiałam już czytać i sporo urosłam. Przemierzałam odległość Warszawa -
    Ateny na mapie tysiące razy, w obie strony, choć oczywiście znacznie częściej w
    tamtą stronę.
    Kiedyś, też jeszcze w szczenięcych latach wymyśliłam sobie, że nie umrę póki
    nie zobaczę Grecji i bardzo się tak naprawdę cieszyłam, bo wiedziałam, że będę
    długo żyć. Mama wciąż mi przecież powtarzała, że do żadnej Grecji nie pojadę i
    miała prawo tak myśleć: na przełomie lat 60/70-tych naprawdę tylko czasami ktoś
    wyjeżdżał za granicę. A ja się cieszyłam, że żyję i żyć będę [kiedy miałam 5
    lat bardzo bałam się śmierci - przerażała mnie].
    Mnóstwo rzeczy wiedziałam o Grecji jako dziecko: znałam wyspy, miasta, mity,
    trochę historii. Powoli, wraz z upływem lat, zacierało się moje marzenie o
    wyjeździe do Grecji. Wiodłam normalne życie, uczyłam się, poszłam do pracy,
    zajęłam się wieloma różnymi sprawami, założyłam rodzinę. Nie myślałam o Grecji
    w ogóle.
    Szoku doznałam nagle. Zupełnie nie wiedziałam, że w II-giej połowie lat 80-tych
    Grecja była krajem, który w mało znany mi sposób przyjmował Polaków poprzez
    jakąś organizację i poprzez ten kraj istniała możliwość wyjazdów do Australii,
    Kanady i USA. Wówczas sporo Polaków wyjeżdżało do Grecji, a stamtąd, jak się
    udało, dalej. Wyjechał tak również mój bliski przyjaciel z południa Polski.
    Korespondowaliśmy ze sobą nadal, tyle tylko, że teraz On w listach pisał przede
    wszystkim o Grecji. I tak po jakimś czasie napisał: przyjedź.
    Oczywiście nie było to możliwe: miałam małe dziecko, pracę, ustabilizowane
    życie, ale na wakacje w Grecji nie miałam pieniędzy. Jednak pod wpływem tych
    próśb w listach coś wróciło z lat dziecięcych. Wróciło to moje marzenie. Zaczął
    się koszmar w moim spokojnym życiu, bo zaczęłam obsesyjnie myśleć o wyjeździe:
    na tydzień, dwa, nieważne. Wyjazd do Grecji stał się moją obsesją. Brakowało
    sensownych argumentów, dlaczego chcę zostawić rodzinę, kiedy już wiedziałam, że
    jeśli chcę tam pojechać to na dłużej, żeby odpracować bilet na samolot. Był
    1989 rok i czasy podwójnego kursu dolarowego. Zarabiałam wówczas 30 dolarów
    miesięcznie (po kursie czarnorynkowym), a mój tzw. otwarty bilet do Aten, na
    który w końcu zrzuciła się cała rodzina mająca już serdecznie dość moich jęków -
    kosztował 492 dolary i mam go zresztą do dziś.
    I tak z pożyczonymi pieniędzmi (bo celnik miał prawo zapytać czy mam pieniądze
    na pobyt), z 30-dniową wizą w pierwszym w moim życiu paszporcie stanęłam na
    greckiej ziemi: znalazłam się w Atenach.
    Był wrzesień 1989 roku
    Spędziłam wówczas w Grecji trzy miesiące i nie był to jeszcze mój raj.
    Pracowałam u różnych ludzi: niektórzy byli bardzo sympatyczni, niektórzy
    niszczyli mnie psychicznie. Były dnie, że przeklinałam dzień, kiedy wymyśliłam
    wyjazd do Grecji, były i takie, kiedy byłam bardzo szczęśliwa, że jestem
    właśnie tu, w kraju z marzeń mojego dzieciństwa. Poznałam też takich Greków, z
    którymi bardzo się zaprzyjaźniłam i ta przyjaźń trwa do dziś.
    Kiedy zdecydowałam się dzień przed Wigilią wracać do Polski i potwierdziłam
    moją rezerwację na samolot - stanęłam w centrum Aten, na Placu Syntagma i
    patrząc na Pałac Prezydencki - płakałam jak bóbr. Wtedy wiedziałam, jak dobrze
    wiedziałam, że już nigdy tu nie wrócę. Wiedziałam, że już nigdy nie zasiądę na
    szczycie mojego ukochanego wzgórza ateńskiego i nie będę już oglądała Aten
    rozłożonych wokół Likavitos. Wiedziałam, że już nigdy nie pojadę metrem do
    Pireusu, żeby poszwędać się wśród wspaniałych jachtów. Wiedziałam, że już nigdy
    nie będę chodziła ulicami miasta kopiąc spadające z drzew pomarańcze (w Polsce
    wówczas pomarańcze można było tylko "upolować" w sklepach, najczęściej przed
    świętami). Wszystko to wiedziałam i dlatego tak bardzo płakałam.


  • anabella19 20.05.06, 22:02
    Pierwszy raz, jesienia 2004 - przez przypadek. Mial byc Cypr, ale nic z planow
    nie wyszlo. I tak na zaproszenie Przyjaciela trafilam na Krete. I zakochalam
    sie. Te milosc umacniam dwa razy do roku. I juz nie moge sie doczekac
    7 czerwcasmile Znow bede w mojej ukochanej Chanii.
    a
  • edorka1 20.05.06, 23:38
    Kiedy czytam ostatnie zadania tego co napisałaś, to czytam o sobie...
    Ale mimo wszystko, paradoksalnie, jakimś przebłyskiem podświadomości( może
    dlatego, że w 98 roku kiedy po 7 latach przestałam w Atenach mieszkać "na
    stałe", wrzuciłam drachmę do morza na Kalamalkach, wrzucałam zresztą te drachmy
    na wyspach i wszędzie gdzie się dało smile)) ), więc tym dziwnym przebłyskiem
    czuję - i mam takie marzenie, że greckie niebo jeszcze będzie moje, nad dachem
    mojego domu....Wszak marzenia czasem się spełniaja ...
    --
    Ευτυχώς που ξέχασα
    να μεγαλώσω... smile.
  • wall2 19.06.06, 17:00
    ja trafiłem do Aten latem 2000. Nieszczęśliwie zakochany pojechałem do ciotki aby uciec od tego, aby nie psuć dziewczynie życia, żeby zapomnieć. W Atenach jako takich zakochałem się po uszy, spędziłem wspaniały miesiąc, znałem większość zakątków Nea Smirni. Z ulicy Egeiau na Syntagmę piechotą (i za chiny dziadek Kostas nie wierzył że to blisko). Omonia wcale nie okazała się taka zła jak mówiono (a może po prostu miałem szczęście i nie trafiłem w złą godzinę). W każdym razie o dziewczynie nie zapomniałem (bo słuchając tych wszystkich greckich pieśni się nie dało). Wróciłem. Namąciłem w jej życiu, w swoim i tak do następnego roku. Szalony pomysł - jadę do Aten do pracy. Nic oczywiście nie wyszło i przełożyłem plany na przyszły rok.
    W 2001 pragnienie przybrało taką formę, że nie interesowało mnie już w sumie nic poza wyjazdem. Ateny przywitały mnie nowym lotniskiem, brakiem pracy i perspektyw na cokolwiek. W dwa tygodnie zrobiłem się na murzyna na Paleo Faliro i Kalamakach (i uważam że Kalamaki ładniejsze). Zadzwonił Zisis i powiedział że jest praca, na Skiathos (wow! Sporady - jadę !).
    Co to był za czas, byłem szczęśliwy i przeklinałem na czym świat stoi jednocześnie. Nic to, taki wschodni charakter. Po 4 miesiącach wróciłem.
    Wyjechałem dopiero na rok przed ślubem z ową dziewczyną którą chciałem zapomnieć wyjeżdżając w 2000 roku - na Kretę (2004), a teraz znów byliśmy w Rethymno i było cudownie i na pewno nie było to ostatni wyjazd.
    Jak już odjechaliśmy od hotelu nagle przypomniałem ... "Perimene ligo, den eho kinito"... zawsze choć coś ale zostawię, i potem wracam.
  • agniecha313 19.06.06, 17:59
    Ja pierwszy raz bylam w Grecji w 1993 (przez znajomosc dostalam wize tutaj w
    Brukselizeby poznac przyszlych tesciow.Naszczescie zdazylam nauczyc sie
    jez.greckiego w 3 miesiace wiec nie bylo problemu z porozumieniem sie.Bylo
    cudownie,zostalismy na 6 tygodni,pierwszy raz zobaczylam jak rosna
    pomarancze,cytryny,figi,brzoskwinie,orzeszki ziemne,jak sie robi wino.Bylam
    zauroczona czystym blekitnym morzem i niebem.Ludzie tez bardzo serdeczni,nawet
    moj tesciowie.I od tamtej pory co roku spedzamy wakacje w Grecji,tylko raz nie
    bylismy w 1996 bo urodzilam Eleni(w lipcu 29).I za niedlugo znowu bedziemy sie
    pakowac bo jedziemy na wakacje do Grecji.
  • bob75rob1 19.06.06, 21:12
    Trafilismy do Kavali, to byly urocze wakacje, choc ciezkie, bo na niewiele bylo
    nas stac. A i przejazd przez granice bulgarsko-grecka byl ciezki, oddzielny pas
    dla Polakow, ktorzy probowali przemycic doslownie wszystko.
    Niemniej jednak nie przypuszczalam, nawet nie smialam wtedy marzyc, ze pewnego
    dnia bede mogla tutaj zamieszkac.

    Pozdr z upalnej Krety! Jest godz. 22:11 a wciaz nie ma czym oddychac!
    --
    Realizacja marzeń
  • frant48 27.06.06, 08:29
    W 1997 roku byłem na objeździe dookoła Włoch, organizatorem był wspaniały
    ksiądz-turysta Ryszard. Grupa nasza bardzo sobie przypadła do gustu.
    Ustaliliśmy kiedyś zrobić powtórkę. Udało się w mniejszym gronie i właśnie do
    Grecji w lipcu 99. Opisałem tę podróż na stronie Marty (Grecja '99). To był
    początek zauroczenia Grecją. Następną podróż zorganizowałem już sam
    wykorzystując wiadomości praktyczne wyniesione z pierwszego wyjazdu.
    Ponieważ nie bardzo lubię jeździć z biurami, przygotowuję kolejną eskapadę,
    teraz to muszą być wyspy - Kreta, Santorini.
    Pozdrawiam grekofilów
    Spełnienia marzeń!
    fran
  • matheos2 27.06.06, 10:56
    Mo przyjaciel jest pół Grekiem pół Polakiem. Przez podstawówkę , liceum i
    studia opowiadał, że Grecja jest piękna (Pochodzi z okolic Thesalonik). Wzsyscy
    znajomi uważali to za ścieme, a on opowiadał, że może rzuci wszystko i w Grecji
    będzie zbierał jabłka. W czasie wolnym grałem z nim w greckie gry karciane
    Kseri i Fanfis, słuchaliśmy przytym greckiej muzyki i codzinnie parzył kawę w
    tygielku. W 1994 służbowo pojechałem na Kretę i.....się zakochałem. Potem była
    Santorini, Thasos,a orągłą rocznice urodzin zamarzyłem, że spędzę na Krecie. I
    tak też się sało. Drugi raz Amoudara,potem Rethimno, Stalida,Chania i za pięć
    tygodni znoawu Chania. Jest jeszcze jeszcze tyle do zobaczenia, odwiedzę moich
    przyjaciół koło Rethimno, napije się Retsiny z kapslowanej butelki, zjem Dakos
    na zakręcie w Kournas, dalmadesy w Tamam i już odpływam....Całe szczęście, że
    słuchma mojej gerckiej muzyki....
  • matheos2 27.06.06, 10:58
    Aha no i jeszce dwa razy na Cyprze. Bym zapomniał... a,tez było fantastycznie...
  • jacek1f 27.06.06, 12:39
    a w warszawie. A naoszukiwal wtedy Kreteńczyków - w promocji zaproponował
    nam "nowy" kierunek.... Potem juz co roku z Młodym jeździlismy przez 7 lat do
    Agii Pelagii do naszych przyjaciół kreteńskich (tych oszukanych przez Peter
    Szwajcar travel...)

    A potem juz poszło z chrztem MJ tamże i w ogóle z pobytami kilka razy w
    roku.... i tak nam zostało - teraz naukua greckiego 2 roksmile...
    - mam nadzieję na wygrzewanie się tam na stałe jakos w przyszłości.
  • jacek1f 27.06.06, 12:39
  • ml55 29.06.06, 21:18
    Dokładnie to on się nazywał Peter Schweizer, biuro Schweizer Travel. Wiesz jak
    skończył a raczej gdzie?smile) Ja pierwszy raz w 1992 - Kreta z tegoż biura.
    Pozdrawiam
  • jacek1f 30.06.06, 09:12
    potem po 3 latach jak juz bał sie na Krecie pojawić, bo klany czekały, to
    próbował "lansować" kierunek Portugaliasmile)) Moze tam go dopadli?
    Mial śliczną żonęsmile)
  • ml55 30.06.06, 12:18
    Racja, a skonczył w swojej ojczyźnie..winkTeraz nie wiem co z nim
  • goska52 29.06.06, 11:27
    Najpierw był kemping Platamonas, niby ładnie , spokojnie, wycieczki
    standartowe, ale to nie było do końca to. Potem parę lat przerwy i w ostatniej
    chwili rezygnacja z Tunezji na rzecz ślicznego miasteczka Afitos na Kasandrze.
    I to było to.Teraz za nami Zante a przed coś jeszcze we wrześniu i może przez
    następne parę lat, ale już tylko w Grecji.

    pozdrowienia

    Gośka
  • q3a1 30.06.06, 11:18
    hm...zupłnie niedawno. 3 lata temu dwa tygodnie na Athos'ie, Ouranopoli. Wpadłem
    po same uszy upajając się ludźmi, widokami i spokojem. Potem w zeszłym roku
    Kreta...Chania, Stavros, Paleochora. Bosko. No i pewnie już mi tak zostanie. Ale
    gdyby nie sami GRECY i GRECZYNKI, których poznawałem w różnych miejscach i
    okolicznościach to nigdy "moja" Grecja nie byłaby tak ważna. Miejsca, widoki,
    smaki, skwar, błękit wody to na prawdę nic w porównaniu do ludzi tamtejszych.

    Pozdrawiam,
    q3a
  • tomaszkozlowski1 30.06.06, 23:46
    Grecja zaczęła fascynować mnie w piątej klasie podstawówki.Pamiętam to dobrze-
    ta róznorodność wysepek na mapie w atlasie historycznym...I te nazwy-urzekające-
    Kea,Milos,Naksos,Astipalea...Później jako kolejny przebłysk pamiętam prywatny
    kurs angielskiego- lektorka pytała się naszej grupy,abyśmy opowiedzieli o
    krajach,do których pragniemy pojechać.Pomyślałem chwilę i już wiedziałem:
    Grecja.A potem dość szybko zaczęło się rodzinne planowanie-najpierw miała być
    Thasos a ostatecznie po raz pierwszy znalazłem się w Grecji (a razem ze mną
    moja mama,też Grecję uwielbiająca)w 1997 r.
    Kreta.Santorini.Palmy,pachnące melony i powietrze przesycone
    oleandrami.Życzliwi ludzie,piękna muzyka,ciepłe morze.Przepiękne gaje
    oliwne,nieznane dotąd krajobrazy.Równina pod klasztorem Toplu gdzie wśród
    kwitnącej macierzanki przechadzały się tylko kozy.Minojskie riuiny,tajemnie
    innego świata.Rozmowa w autobusie z Matali z przypadkowo spotkanymi Polakami o
    arbuzach,melonach,Atenach,wyjazdach do Grecji.Pierwsze spotkanie z Morzem
    Egejskim- nie zapomnę tego obcego jeszcze wtedy uczucia-zresztą Ejeo przywitało
    mnie najpiękniej jak umiało-gdy tylko wszedłem na plażę,zobaczyłem kamień tak
    śliczny,jakiego już nigdy później w Grecji nie znalazłem.Sklepik pani Diny w
    Amudarze z nalepką Radia Białystok (przez jakiś czas mieszkał w Polsce jej syn-
    Dinę odwiedziłem znów rok temu-wciąż w jej sklepiku jest ta nalepka!-ależ się
    ucieszyła,gdy jej opowiedziałem tę historię).
    To był pierwszy wyjazd na Południe,który zadziałał uzależniająco.Wszystko było
    fascynującym szokiem,jakimś odurzającym zderzeniem z innością,działającym na
    wszystkie zmysły.Przyjazd do hotelu był w nocy-nie zapomnę tego uczucia
    ciekawości gdy rano obudziłem się w słonecznym pokoju.Z lubością odwlekałem
    moment zajrzenia za zasłonę.
    Przywitała mnie oświetlona porannym słońcem RÓŻOWA GÓRA...
  • indialady 06.09.06, 20:26
    Witam wszystkich serdeczniesmile Dziekuję za przyjęcie na forum. Do Grecji
    trafiłam trochę z przypadku - szybka decyzja - last-minute w jakimś ciepłym
    miejscu - padło na Chalkidiki. Wróciłam dwa dni temu , byłam tylko tydzień, ale
    coś się stało...Grecja (a przynajmniej ten rejon nie jest najpiękniejszym,
    jakie widziałam - choć jest w czołówcesmilesmile bezapelacyjnie, trochę już
    widziałam, więc wiem co mówiesmile, ale jest tam coś wyjatkowego - nie wiem co
    mnie tak urzekło: dzwięki buzuki, musaka, uśmiech na twarzy ludzi..nie
    wiem..ale wpadłam po uszysmile)
  • asiak_83 22.09.06, 11:04
    Mój pierwszy raz był niedawno - w czerwcu tego roku. To była nasza podróż
    poślubna. Grecja była kompromisem - mój mąż koniecznie chciał mieć morze, ja
    powiedziałam że tam gdzie nie ma gór, tam się nie pojadę. Wybór padł na
    Thassos - to były najlepsze wakacje w moim życiu! Te widoki, piękna zieleń,
    przyjaźni ludzie. Zakochałam się i jeszcze chcę tam wrócić i to jak
    najprędzej!!! Pozdrawiam!
  • apostolis 24.09.06, 21:26
    Moj pierwszy kontakt z Grecja datuje sie w 1972r. a na stale wyjechalem tam w
    roku 1977, na tyle wczesnie, ze szkole a pozniej studia konczylem w Atenach.
    Pozdrawiam wszystkich milosnikow Elladysmile
    A.
  • garifala 30.09.06, 18:26
    trafiłam zupełnie przypadkowo, miała byś praca we Włoszech, a okazało się że
    były wczasy w Grecji i tak zaczeła się moja przygoda - w tym roku 5 raz tam
    pojechałam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka