Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wiedeń i te rzeczy...

    17.08.19, 14:34
    Trasa rowerowa Eurovelo 6 prowadzi od Atlantyku do Morza Czarnego:

    https://i0.wp.com/www.rdchambers.net/wp-content/uploads/2015/07/route.jpg?resize=600%2C405

    W zeszłym roku przejechałem jej niewielki fragment od Regensburga w Niemczech do Wiednia w Austrii (ok. 670 km). Teraz wróciłem z następnego kawałka: Wiedeń-Bratysława-Budapeszt-Bratysława (ok.700 km) -- podwójne przejechanie kawałka trasy wynikło z logistyki komunikacyjnej.

    I zarówno poprzednio jak teraz największe rowerowe wrażenie wywarł na mnie Wiedeń (w którym spędziliśmy kilka dni). To jest miasto specjalnie skonstruowane dla rowerzystów. Drogi dla rowerów są wszędzie. Samochodem po szeroko rozumianym centrum poruszają się tylko desperaci, bo jest ono pełne ulic jednokierunkowych, na których oczywiście dopuszczony jest ruch rowerów w przeciwną stronę. Nawet zielone fale na obwodnicach sprawiają wrażenie, jakby były ustawione na prędkości miedzy 18 a 25 km/h. Kierowcy są przyzwyczajeni do tego, że rowery są wszędzie i że nie zawsze zachowują się ostrożnie. W Wiedniu jest dużo różnych mostów i wiaduktów -- wszystkie mają osobną jezdnię dla rowerów. A kiedy gdzieś remontowana jest droga, zawsze znajdzie się starannie poprowadzony i oznaczony zastępczy przejazd dla rowerów.

    Dokładnym przeciwieństwem Wiednia jest pod tym względem Budapeszt. Drogi rowerowe wyprowadzają np. w środek budowy -- a dalej radź sobie sam; albo kończą się zjazdem z górki wprost na chodnik, tak wypełniony tłumem pieszych, że nawet brakuje miejsca na przełożenie nogi przez siodełko, żeby zsiąść w sposób kontrolowany. Jednak i tu kierowcy są na ogół (to nie znaczy, że w 100%) uważni i bez oznak zniecierpliwienia przepuszczają rowery.

    Na Węgrzech (w przeciwieństwie do Słowacji) jest sporo kampingów, jednak w samym Budapeszcie jest z nimi kłopot. Pierwszego wskazanego w przewodniku i na jednym drogowskazie po prostu nie dało się znaleźć; miejscowi również nic o nim nie słyszeli. Drugi (prawie na przeciwnym końcu miasta) był, ale zamknięty (w szczycie sezonu). W końcu trafiliśmy na coś szumnie nazwane ,,EUROVELO 6 station bicycle camping'' i to był kawałeczek trawniczka wielkości szkolnej sali gimnastycznej gęsto zapakowany namiotami, w cenie takiej, jaką w Wiedniu zapłaciliśmy za prawdziwy camping.

    Nawigacja na moim smartfonie skutecznie wskazuje najlepszą drogę dla roweru w Wiedniu i w Gdańsku, ale wydaje się, że takiej opcji nie ma na Węgrzech i w Słowacji. Trzeba ustawić albo na samochód -- ryzykując, że wyprowadzi na autostradę -- albo na pieszego -- ryzykując, że wyprowadzi w środek zatłoczonego deptaka.

    Słowem: gdyby ojcowie Waszego miasta pytali o przykład organizacji ruchu przyjaznej rowerom, konmiecznie skierujcie ich do Wiednia.

    - Stefan

    --
    Zwalczaj biurokrację!
    Edytor zaawansowany

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka