Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    z czym sie już zderzyliscie!!? i APEL!!

    04.07.03, 18:28
    ja jak narazie mam na koncie przypadkoqwe walniecie w przystanek autobusowy w
    postaci słupa ze znakiem~;-)) rower przezył z jednym zadrapaniem na
    kieronicy, ja natomiast pieknie skleilem sie ze slupkiem ze szczegolnym
    akcentem na szczene! ale co mi tam, jezdze dalej!!!

    APEL
    Na sciezce rowerowej obok Wisełki pod mostem Świetokrzyskim stoja niskie
    slupki, niewiem co za debil je tam postawil ale widzialem kiedys jak
    dziewczyna sie z nich zbierala! sa tak niskie ze ich ie widac jak ktos przed
    Wami jedzie! sam kiedys malo co ich nie zaliczylem!!!

    walczacy ze slupami i slupkami
    jarooon
    • yuurei 04.07.03, 20:02
      jarsoon napisał:

      > ja jak narazie mam na koncie przypadkoqwe walniecie w przystanek autobusowy w
      > postaci słupa ze znakiem~;-)) rower przezył z jednym zadrapaniem na
      > kieronicy, ja natomiast pieknie skleilem sie ze slupkiem ze szczegolnym
      > akcentem na szczene! ale co mi tam, jezdze dalej!!!

      Mi się udało tylko raz.. ale to przez swoje bujanie w obłokach.. wydawało mi
      się, że się zmieszcze między dwoma słupkami.. i w sumie by mi się udało.. ale
      coś mnie bujneło na bok i gleeebaaaa :) Ludzie się popatrzyli jak na pijaka :)

      Co do wspaniałych rozwiązań technicznych. Kiedyś na ścieżce rowerowej przy
      Wiśle, od strony starówki, ktoś poustawiał kosze na śmieci. Dość szybko to
      znikneło.. a w zasadzie zostało przestawione na trawnik. To samo było ze
      słupkami na Ursynowie wyrastającymi na środku ścieżki. Kumpel się władował :/

      Ach.. jeszcze a propos zdeżeń. Parę miesięcy temu wjechał we mnie dziadek na
      kolarce. Był tak zajęty majstrowaniem czegoś, że nie patrzył się na drogę tylko
      na rower. Na szczęście jechał wolno i ja też sie przygotowałem. Ale przeprosił.
      Bardziej mnie to rozbawiło... Ale takich debili, co jeżdzą po ścieżkach jak by
      z innej planety byli co niemiara ostatnio.

      Pzdr

      --
      Yuurei
      Jeżdzę totalnie...
      Fotki siakie i owakie:
      yo-yo.org.pl/yuurei/
    • Gość: skyper IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 23:06
      mnie przejechał gosciu na pasach co to by było gdybym prowadził rower? Cały
      przód mi urwało.No ale jechałem po pasach to sie dogadałem na naprawe plus
      100zł inaczej by nie było litosci.

      Apel>Nie ma litosci dla kierowców!
    • Gość: ktg IP: *.icpnet.pl 15.04.04, 13:20
      ja jeżdże po Poznaniu na roweże i raczej kierowcy nie tolerują rowerów na
      pasach, nie wiem jak to dokładnie jest w przepisach, ale miałem sytuacje że
      przechodzili piesi a gościu za kółkiem czekał aż wyjade mu przed maske no i
      próbował mnie wystraszyć piskiem opon i cos wymachując i robiąc dziwne miny
    • Gość: Mariusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.04, 19:35
      Trochę wstyd, że jeździsz na ROWEŻE. Sam napisałeś: " nie tolerują rowerów ".
      To tak na marginesie. Pozdro.
    • Gość: topik IP: *.man.bydgoszcz.pl 14.06.05, 14:19
      Jeżeli ktoś jedzie doroga to rzecz jana może je przeciąć :))))
      ale jak jedzie chodnikiem (tez nie wolno niby!) to rower powinien prowadzić na
      pasach!
      Inaczej grozi mandat, nie raz już to widziałem.

      Pozdrawiam
      skocz.pl/szok/
    • spin_spin_sugar 21.11.05, 16:20
      bo z tymi przpisami to jest tak, że po pasach dla pieszych sie nie jeździ, a
      tylko po przejazdach dla rowerów ; kiedyś brałam to za wszystko jedno, ale
      odkąd mam prawko jazdy, staram sie nie łamać przepisów (no chyba, że się
      inaczej nie da - bo trzeba np. zrobić to ekspresowo, a jak wiadomo z
      rowerem "przechodzi się" dłużej niż jadąc na nim) jeżeli na pasach jest dużo
      pieszych , jeżeli jest pusto (i nie ma w pobliżu policji heheh;)) to jade)

      pozdro
    • Gość: qwerty IP: *.skierniewice.mediaclub.pl 25.05.04, 17:42
      Człowieku ? Po pasach nie jeździ się rowerem.Sam lubię jeździć ale na pasach
      prowadzę. Ten, który Cię najechał chyba był pijany albo b. ugodowy. W myśl
      przepisów wina była Twoja! Widziałem w życiu 3 groźne wypadki z rowerzystą na
      pasach. W żadnym (interesowałem się) nie ukarali kierowcy. Po prostu przepis
      zabrania biegania po przejściu i jazdy rowerem. Kierowca nie musi się
      spodziewać kogoś z taką prędkością.Jeżdżę również samochodem i też byłem
      zaskakiwany przez rowerzystów. Na razie wykazałem się lepszym refleksem niż ci
      rowerzyści ale wolałbym nie sprawdzać tego więcej.A z tym apelem to powiem wam
      tak:Jak jedziecie rowerem to oczywiście jesteście najważniejsi, przeszkadzają
      wszyscy-kierowcy, piesi, dzieci, dorośli...Jak idziecie pieszo - "no co on tak
      jedzie, mógłby trochę uważać, nie jest sam na drodze" To świadczy o waszej
      niedojżałości i po prostu o chamstwie.
    • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 20:28
      Witam.
      Jeżdżę dość dużo z synkiem. Generalnie kierowcy są ok, ale jeżeli ktoś ścina
      zakręt na rondzie zostawiając mi ok 5 cm od kierownicy, albo wyprzedza na
      trzeciego, a ja nie wiem gdzie skręcić to rzucam mięsem.
    • kz73 18.06.05, 11:10
      Ja jeżdżę rowerem po Trójmieście i nie zauważyłem aby kierowcy zwalczali
      rowerzystów na pasach, Policja chyba też to toleruje.
    • Gość: romeq IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.05, 18:07
      >No ale jechałem po pasach to sie dogadałem na naprawe plus
      > 100zł inaczej by nie było litosci.

      co, sumienie ruszylo? ale dobrze to rozegrales: stowka akurat na mandacik za
      jazde po pasach (tylko nie zapomnij zaniesc ja na najblizsza komende:P) +
      naprawiony rower - nawet stratny nie bedziesz. taki to pozyje:P
    • Gość: kasiula.m IP: 195.205.32.* 20.06.05, 08:14
      Na przejściu dla pieszych rower się PROWADZI !!! a nie jedzie na nim.
      Nie znoszę rowerzystów na drogach: omijają studzienki ściekowe, chwieją się,
      rozglądają i PRZEJEŻDŻAJĄ NA PRZEJŚCIU. A do tego nie dzwonią gdy przejeżdżają
      koło ludzi spacerująych np. z dziećmi w parku.
      ZMORA !!!!
    • Gość: tomeczek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.05, 14:29
      Gość portalu: kasiula.m napisał(a):

      > Nie znoszę rowerzystów na drogach: omijają studzienki ściekowe (...)
      > rozglądają [się]

      ROTFL! Zaiste, zarzuty bardzo seriozne :) A ty jadąc samochodem wjeżdżasz z
      upodobaniem we wszystkie możliwe dziury i nierówności? I jedziesz jak z klapkami
      na oczach, ani zerk na lewo i prawo?
    • kasiula.m 03.11.05, 14:11
      Tak, wjeżdżam w dziurę, jeżeli nie mam pewności kto koło mnie/ za mną jedzie.
      Nie omijam studzienki wtedy gdy mogę mieć poważniejszą stłuczkę.

      Na rowerzystów trzeba zawsze uważać, bo oni nie zważają na to że gdy oni
      omijaja sobie studzienki, to ja muszę w ułamku sek. zjechać , żeby takiego nie
      trzasnąć.

      To samo jest z wjeżdżaniem na pasy. Rower sie prowadzi na przejściu. Takie są
      przepisy. Znowu o tym pisze bo ciągle sie z tym spotykam!

      Pamiętam te rzeczy, bo kiedys miałam karte rowerową a żeby ja otrzymać trzeba
      było wiedzieć jak jeżdzić bezpiecznie. NIE WOLNO OMIJAĆ STUDZIENEK. Już lepiej
      cały czas jechać w pewnej od nich odległości niż nagle zmieniać tor jazdy.
      Logiczne? no chyba tak.
    • asiekk21 04.11.05, 09:39
      To ja dopiszę jeszcze swoje stłuczki - żeby zejść z tematu " Walka rowerzystów
      z kierowcami, możliwość jazdy po pasach i nagłego omijania studzienek".

      Pierwsze spotkanie: na nowiutkim, dopiero, co kupionym rowerze jechałam
      szlakiem w lesie. Wtem zobaczyłam przed sobą, leżącą w poprzek ścieżki sosenkę.
      Myślę sobie - ech, teraz to żaden problem, przecież mam amortyzator, przełknie
      taką przeszkodę... Oczywiście się wyłożyłam, wbiłam w podudzie przednią
      koronkę - blizna została. Łzy mi leciały wielkości grochu – spowodowane
      scentrowanym kołem, a nie raną na nodze- jeszcze nie byłam świadoma, co może
      się zdarzyć podczas jazdy. Od tamtej pory nauczyłam się zmieniać biegi, a mój
      towarzysz wypadów rowerowych zachowywać bezpieczną odległość ;).

      Kolejna przygoda mocno zachwiała moim związkiem z mężczyzną, który zaszczepił
      we mnie pasje jazdy rowerem. Jedziemy spokojnie przez las, droga trochę
      piaszczysta, więc gęsiego. Nagle on pokazuje mi coś po lewej stronie, więc ja
      zamiast patrzeć przed siebie, szukam interesującego obiektu, jednocześnie
      kręcąc ostro, żeby nie zostać w tyle. Obiektu nie zobaczyłam, za to
      przygrzmociłam chłopakowi w tylne koło i (lekko) zarysowałam zacisk ...
      Zapomniałam dodać, że cała ta sytuacja wydawała mi się wtedy (z reszta teraz
      też) całkiem śmieszna, więc zamiast płakać nad jego kołem, śmiałam się -
      skutkiem tego nie odzywał się do mnie przez pół godziny...

      Zderzenie z wyjeżdżającym z parkingu na główna ulicę fordem transitem -
      zakończone lekkim scentrowaniem koła i siniakiem na pół uda gojącym się przez 3
      tygodnie. A wszystko przez kobitkę, która przed wspomnianym wyjazdem (przy
      linii ciągłej i na wzniesieniu) zaparkowała swoje dość duże autko. Facet chyba
      bardziej się zestresował niż ja, rozstaliśmy się w zgodzie.

      Zderzenie z zamarzniętymi gródkami lodu na łuku jezdni (jechałam na
      kolarzówce:() poprawione oderwanymi od brzegu ulicy betonowymi klocami -
      krawężnikiem (ale to okazało się dopiero na wiosnę jak już śnieg stopniał) -
      zakończone połamaniem obu rąk.

      Ścieżka rowerowa nad Wisłą. Mieszkam pod Warszawą, więc bardzo rzadko korzystam
      z dróg dla rowerów, nieświadoma niebezpieczeństw tam czyhających jechałam dość
      szybko, jak należy prawą stroną. Nagle zza zakrętu, dobrze zakamuflowanego 1,5
      m żywopłotem (okolice mostu Gdańskiego) wyjeżdża panienka, jadącą dla odmiany
      lewą strona (swoją). Miałam na tyle dobry refleks, że zahaczyłam tylko
      kierownicą , nic się nie stało, ale od tej pory jeżdżę ulicą - i co ciekawe
      nigdy nie spotkałam się z wrogością kierowców. Przy okazji mam z głowy problem
      przejeżdżania/przeprowadzania roweru na skrzyżowaniach.
      Na tej samej ścieżce czyha więcej niebezpieczeństw i nie mówię tylko o
      wspominanych w innych postach samochodach zaparkowanych na ścieżce - podobnie
      zostawiają swoje pojazdy "rowerzyści", którzy tłumnie odwiedzają te bary, a co
      gorsza później po kilku głębszych wsiadają na ww. wspomniane i lekkim slalomem,
      zadowoleni wracają do domów.
    • rkcb 05.11.05, 21:14
      Gdybyś przestrzegała kodeksu drogowego (paragraf 24 punkt 2) to nie miałabyś
      problemu z rowerzystami omijającymi studzienki
      --
      GG5923790
      rkcb@tlen.pl
    • roman.gawron 20.06.05, 14:11
      Gość portalu: skyper napisał(a):

      > mnie przejechał gosciu na pasach

      Odkąd to rowerzysta ma prawo jeździć po pasach?

      > to sie dogadałem na naprawe plus 100zł inaczej by nie było litosci.

      Gdybyś trafił na mnie, to _Ty_mnie_ płaciłbyś za naprawę i za "straty
      moralne" ;) inaczej by nie było litości:)

      I nie piszcie, że jako kierowca jestem wrogiem rowerzystów, bo na dwóch kółkach
      szmat Polski przejeździłem.

      --
      Obowiązki i prawa ucznia
    • robertrobert1 07.07.03, 08:32
      Ja sie otarlem o tyl samochodu kiedy to omijalem od tylu. Duren wpakowal sie na
      skrzyzowanie i nie mogl z niego zjechac a potem probowal sie wycofac no i
      wycofal sie prosto na mnie.

      > APEL
      > sa tak niskie ze ich ie widac

      Robert: Slupki na drogach dla rowerow to u nas koniecznosc bo jak by ich nie
      bylo to droga dla rowerow szybko by sie zamienila albo w lokalna droga (trasa
      Siekierkowska) albo w gigantyczny parking (Politechnika, Łazienki,
      Czerniakowska).

      Jesli wybierac z posrod wysokich czy niskich slupkow to ja zdecydowanie
      wybieram niskie albowiem one sa mniej uciazliwe od tych wielkich dragali.
      Przyklady:
      1. Gdy jade rowerem z sakwami to moge bardzo nich blisko przejezdzac bez obawy,
      ze jakis slupek zachaczy mi o sakwe.
      2. Gdy jade z dzieckiem (dziecko w foteliku) to nie musze sie obawiac, ze taki
      wielki slupek zlamie wyciagnieta raczke dziecka.

      > walczacy ze slupami i slupkami
      > jarooon

      Robert: Taka walak jest bardzo wygodna. Proponuje powalczyc z kierowcami
      tarasujacymi chodniki i drogi dla rowerow. To dopiero bedzie wyzwanie.
    • istahoo 07.07.03, 21:35
      Czołówka z drewnianym płotem. Hop na ramę i stłuczone atomy. ;-)
      --
      <ist>
    • polokokt 08.07.03, 10:06
      Czesc
      Oj dawno to bylo, kilka ladnych lat temu, pewnie podchodzi cos pod 10. Jeszcze
      wtedy pomykalem modnym wtedy rowerem typu BMX. I w mojej okolicy budowali
      chodnik dla pieszych. W tym celu co jakis czas lezala wywrotka piachu do budowy
      tego chodnika. A ze panom sie nie spieszylo, piach tez jakiegos dziwnego
      gatunku, wiec wzial sie tak dosc utwardzil. Na tyle ze dalo sie na niego
      wiechac rowerem. Wiec tak jakde sobie ta ulice, mijam kilka takich gorek piachu
      i wpadl mi do glowy pomysl ze mozna by z takiej gorki fajnie sobie wyskoczyc.
      Decyzja zapadla natychmiastowo bo zostala ostatnia gorka piachu. Rozped,
      najazd, wyskok, lot................... i nagle dostrzezenie gorki cegiel ktore
      ktos ulozyl wlasnie za ostatnia gorka. Wpakowalem sie prosto w nie. Efekt to
      skrzywione przednie kolo i zbite swiatelko, no i rower troche poobijany tak
      ogolnie. Ja drobne otarcia ale to akurat byl najmniejszy problem :)
      To byla moja przygoda
      A mniej wiecej w tamtym okresie w okolicznym lesie mielismy taka gorke dosc
      wysoka, z ktorej sie zjezdzalo, potem najazd na taki maly pagorek i lot w
      powietrzu. trudnosc polegala na tym ze to byl las i trzeba bylo sie miescic
      miedzy drzewami zarowno podczas rozpedzania jak i samego lotu. Mi sie nigdy tam
      nic nie przytrafilo, ale kolezanka raz sprobowala wyskoczyc no i niestety
      wyskakujac z pagorka zle wycelowala i walnela centralnie w drzewo. Predkosci
      byly spore a ona na jakims pelikanie czy czyms takim jezdzila. Rower niestety
      juz sie nie nadawal do jazdy a kolezanka miala rozwalony nos, i mocno
      poobcierana na calym ciele (choc calego tak dokladnie nie sprawdzalem :))

      A teraz przypomniala sie mi jeszcze jedna akcja w wykonaniu moim i kolegi.
      okres zycia troszke pozniej. Wtedy juz przesiadlem sie na kolarke. Moja byla
      taka polturystyczna ze tak powiem a kumpel mial taka bardziej wyscigowa
      (mniejsze zebatki i w ogole). No wiec mielismy gdzies tam jechac. Ale
      oczywiscie jak to chlopcy :) musiala byc ostra jazda. wiec wyscigi. No i na
      jednym ze skrzyzowan (bralismy zakret akurat) za blisko jeden drugiego
      podjechalismy w efekcie sie sczepilismy tak ze moj pedal wszedl w jego kolo a
      jego w moje. Zaliczylismy piekny lot i szus po asfalcie. ja jakos wyszedlem bez
      wiekszego szwanku, kolega niestety byl bardziej zmasakrowany, ale za to rowery
      pozbyly sie prawie polowy szprych z tych kol w ktore weszly pedaly. Tak, to tez
      byla niezla akcja :)
      Pozdrawiam

      Hmy, chyba juz nic wiecej nie pamietam ze sswoich przygod :)
    • Gość: hubertus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.04, 01:15
      moje wybryki:
      lat temu hoho albo i troszke wiecej - wyscigi wokół bloku - kto szybciej -
      zegarki od komuni ze stoperem i takie tam - koledzy na pelikanach, jubilatach i
      jedyny na kolarce tzw. turystycznej typu wagant (na komunie dostałem). kazdy
      wykreca jakis tam supeer czas - przyszedł czas na mnie - na jednym z łuków był
      żwir - zawsze udawało sie po nim przejechac bez problemów - jedna tego dnia
      chcialem wygrac te wyscigi wiec wieksza predkosc i glebiej pochylony weszlem w
      łuk - leze.
      obok jest kiosk - podbiega pani która akurat cos kupywała - pyta co i jak - ja
      jej mówie ze nic mi nie jest - wiec poszła do autobusu - wstaje patrze a tu 500
      zł lezy - ludzie to bylo chyba z 1/3 pencji mojej mamy - przychodze do domu -
      mama mnie opatrzyla - a ja jej te 5 stów wyciagam i mówie - dziekuje za
      usługe - ale miała mine :)

      inna przygoda w górach
      pojechalismy z kolega na takie rekonesans radne tam wyscigi taka przejezdzka
      zjezdzamy juz na dól predkosc rośnie - a ten gamon gdy podjerzał pod góre zdjal
      swetr i na kierownicy wiezie - jadac jarem omijamy kamienie i klody, jade za
      nim ,
      swetr wkoncu zsnał mu sie z kierownicy i fiknął - tak nieszczesliwie ze ja
      jadac za nim aby sie nie wywalic podrzucielm koło ale tylnym po nim
      przejechałem - zatrzymuje sie - patrze
      swetr juz jest szmatą - i dobrze - bo jego twarz przypomina czerwona plame -
      pytam co z nim a on nic - zemdlał - lapie go za ramie - ma rozerwany policzek -
      widac jezyk i zeby (okropne) - strasznie krwawi
      nie wiem co robic - do najblzeszgo telefonu (wtedy komórki miały wielkość
      cegły) jakies 3 km - w dół - wg mnie jak bede sie staral to jakies 3 minuty -
      kolege zostawilem w pozycji tzw. bezpiecznej i jade.
      w najblizszym domu nie ma telefonu - jest u sołtysa - jeszcze 3 km - uwinolem
      sie szybko - tel, 999 i wracam - 6 km pod góre pokonałem w spinterskim tempie
      kolega lezy dalej zemdlony - tak jak go zostawilem , oddycha - jest wg ok -
      troszke przecieram mu to co z twarzy zostalo zabrana od sołtysa gaza - jest
      szalenie nie wesolo - karetka na sygnale przyjechala po 25 minutach - kolega
      sie nie wykrawawil i nie udusil, zabrali go i teraz to co juz wesoloe
      po pokolo 2 miesiachach wrócił do szkoly (okazalo sie ze polamal tez bark i
      noge i kilka zeber) cala geba pozszywana,
      ktos nadał mu ksywe terminator
      chirurg plastyczny 5 lat później nadał jego twarzy mniej szpetny wyglad

      no i to byly moje boje z rowerami

      aha - wszystko działo sie w górach sowich - zapraszam wszystkich którzy
      uwielbiaja górsie wycieczki rowerowe - co prawda trasy w naszych órach nie sa
      extra przygotowane ale za to sa to góry w miare płaskie - choc wymagaja czasami
      wysokich umiejtnosci na szlakach i tylko przecietnych na asfaltach
    • Gość: kate IP: *.sympatico.ca 15.04.04, 02:58
      polokokt, miales sliczna przygode z ceglami..
      No zabawnie bylo o tym czytac, nie sadze aby tak cie to bawilo w owym momencie.
      Moze nie moja przygoda ale jej swiadkowalam.
      No coz,przy dosc silnym mrozie ale przy sloneczku postanowilismy paczka pojechac
      na rowerowa przechadzke ze sie tak wyraze. Zabralismy z soba dziewcze pierwszy
      raz zasiadajace na nowiusienkim rowerze.Nikt jej n ie powiedzial ze jak wjedzie
      sie na lod to nie powinno sie bezkrytycznie naciskac na hamulce...Reszta kazdy z
      wyobraznia moze sobie dopowiedziec jaki byl widoczek.
      Straty - w drobny maczek poszla katejka i kika powaznych siniakow na tylku ,
      poza tym nic sie nie stalo a cala reszta miala ubaw.
    • piotrzkrakowa 17.07.03, 13:01
      Kiedyś wieczorkiem na 5 pasmowej jezdni chciałem szybciutko zjechać na chodnik
      (na przejściu) tak żeby mnie nie rozjechał jadący za mną autobus. A że na
      przejściu stali ludzie to wypatrzyłem że zaraz za słupkiem ze światłami się
      zmieszczę. Jakież było moje zdziwienie kiedy wielka siła zatrzymała mój rower.
      Rower został na jezdni a ja leżałem na chodniku. NIe zauważyłem łańcucha
      rozpoczynającego się właśnie od tego słupka. Naszczęście autobusowi udło się
      ominąć mój rower tak że nic się nie stało. Przechodnie mieli niezły ubaw.
    • pietrarka 17.07.03, 13:31
      Poważnie to raz, z głupoty. Gdzieś tak koło
      godz. 22 ubiegłego lata postanowiłem
      skontrolować stan licznika. Jadąc dość prędko.
      Przytomność odzyskałem pod dość solidnym drzewem...
    • sylvio 12.08.03, 17:34
      Kiedyś tak sie zamyśliłe, czy zagapiłem na zupełnie pustej drodze wiejskiej, że
      zdeżyłem się z lusterkiem poloneza, jedynego samochodu zaparkowanego na odcinku
      2 km. Poczekałem chwilę nikt się nie pojawił i pojechałem dalej.
      Ostatnio mijałem patrol policji. Który zatrzymal kierowcę do kontroli. Kieowca
      o podszedł do okma radiowozu, i akurat gdy go mijałem schylił się do policjanta
      wypinając tyłek na poł ulicy, Rąbnąłem go w samo biodro. Sobie zrobiłem kancer
      korbą na łydce. Goiło się prawie miesiąc.
    • Gość: PIKER IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 10.04.04, 00:54
      JA SIE ZDERZYLEM Z OTWATRYMI DRZWIAMI POLONEZA TRUCKA
      DZWI SIE OTWORZYLY LEKKO GDY JA BYLEM NA WYSOKOSCI TYLU POLONEZA
      TRUCKA (WERSJA KROTKA),A MIALEM NA LICZNIKU 35 KM/H DDRZWI BYLY
      LEKKO OTWARTE WIEC WLECIALEM FACETOWI W BOK TYCHZE DRZWI A ICH
      GRUBOSC OD BOKU TO OKOLO 8 10 CM WIEC RAMIENIEM I KLATĄ TUZ OBOK
      GLOWY PRZYJĄLEM SLUPEK TRZYMAJĄCY SZYBE W DRZWIACH W KURTKE MI SIE
      TAK LAKIER POLTKA TAK WBIL ZE PO 3 PRANIACH JESZCZE BYL SLAD!!!!
      POMYSLEC ZE JA NIE MIALEM ZADNYCH STRAT I SAM SIE ZASKOCZYLEM ZE
      NIC MI SIE Z ROWEREM NIE STALO I ZE MNĄ I Z UBRANIEM A FACET Z
      TRUCKA MNIE 3 RAZY OBMACYWAL I NIE WIERZYL ZE PRZEZYLEM TO
      UDERZENIE , MIALEM 2 SWIADKOW MOWILI ZE HUK BYL TAKI JAKBY SIE DWA
      SAMOCHODY WALNELY ... JAK KTOS ZNA POZNAN TO BYLO NA ULICY
      SIENKIEWICZA NIEDALEKO CENTRUM PRZY ULICY GAJOWEJ
      SUMA SUMARUM GOSC DOSTAL PODWOJNY MANDAT BO ZLE ZAPARKOWAL I TU
      DOSTAL 200 ZLOTYCH A ZA ZAGROZENIE JAKIE SPOWODOWAL DLA ZYCIA I
      ZDROWIA INNYCH UCZESTNIKOW RUCHU DOSTAL 300 ZLOTYCH PLUS SKRZYWIONA
      RAMA CALEGO PRZODU POLONEZA BO ROWEREM MU PRZESUNĄLEM ZAWIASY DRZWI O
      PONAD 5 CENTYMETROW ,NIEW WIEM JAK POJECHAL TYM SAMOCHODEM DO DOMU
      ALE JAK DOMYKAL DRZWI TO MIAL 5 CENTYMETRY PRZESWIT..NIE BYLO MOWY
      O ZAKLUCZENIU CZY ZAMNKIECIU DRZWI!!!! CHYBA W CZASIE JAZDY JE
      TRZYMAL REKĄ - NIE WIEM , BO POJECAHLEM DALEJ.
      WYZNAL MI ZE GO TO BEDZIE KOSZTOWAC CONAJMNIEJ 2000 ZLOTYCH....SZKODA
      MI GO!
    • spector1 10.04.04, 10:50
      Z wiewiorka na zakrecie.
      Wiewiorka odbila sie od kol, uciekla, nic sie jej nie stalo.
      Ja jakos uniknalem wywrotki choc jechalem ok 40k/h.

      Z malym psem, ktory nagle wbiegl na jezdnie.
      Zakonczylo sie to twardym ladowaniem.

    • klymenystra 12.04.04, 16:05
      z psem. wyzlem. jade jade powolutku, z daleka widze psa, wiec zwalniam jeszcze
      bardziej, a tu czuje uderzenie w przednie kolo. i wrzask psa. uciekl, mialam
      skrzywiony blotnik i duzy stres. do tej pory nie wiem, jak to sie stalo :)
      --
      --fortune presents gifts not according to the book...--
    • Gość: wojtek IP: 82.160.253.* 12.11.05, 15:01
      wszyscy sie dziwia.kota? rowerem? niemozliwe ! a jednak !
    • Gość: med IP: 193.111.31.* 13.04.04, 16:12
      wczoraj zderzyłem z pieńkiem podczas zjazdu z zajebistej góry w lesie
      iichaaaaaaaa poderwało się moje ciało wpadłem w dół a rower mnie nakrył :)
    • uerbe 13.04.04, 16:23
      Żuk blaszak (bok)
      Renault Safrane (prawy błotnik)
      VW Passat (prawy błotnik)
      drzewo
      ogrodzenie z siatki
      betonowy kwietnik
      parasol ogrodowy
      paru kretynów na ścieżkach rowerowych

      --
      Robert uerbe Urbaniak
      powered by 1810117
      "Surreal rulez, a mętlik w głowie jeszcze bardziej..."
      [by Szprota]
    • Gość: rodman IP: *.ae.poznan.pl 14.04.04, 10:15
      wylecialem mu z boku w blotnik i drzwi. oj kosztowal mnie ten zdarty lakier
      niemalo

      blotniki innych samochodow - pare razy

      otwierajace sie drzwi samochodu stojacego na swiatlach

      przepychanka: moje ramie kontra wywrotka

      tyl autobusu za ktorym jechalem, a kierowca byl zlosliwym ch...

      kiedys mi lancuch zeskoczyl z zebatki i wylozylem sie na ulicy. na szczescie
      polecialem na chodnik, a po kolach mojego roweru przejechal samochod.

      drzewo, rower, pieszy

      chyba tylko sam ze soba sie nie zderzylem

    • Gość: 123 IP: *.skierniewice.mediaclub.pl 25.05.04, 18:01
      Ty to zrób sobie badania.Na mój gust jesteś niebezpieczny nie tylko dla
      otoczenia ale i dla samego siebie. Pozdrawiam i życzę szczęścia. Dużo szcęścia!
    • huann 12.06.05, 18:09
      z rzeczywistością co dzień.

      --
      a nie wiem w gali poczytam.
    • Gość: Walus Kolarzysta:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.04, 17:05
      1.W wieku 7 lat z psem marki Doberman, jadąc na rowerku Slalom (podobny do
      Pelikana, Salta i tym podobnych). Psu nic się nie stało a ja miałem skrzywiony
      przedni błotnik:)
      2.Ze 4 lata temu. Trudno to nazwać zderzeniem, ale bylo równie spektakularne w
      skutkach:) Jechałem góralem marki Romet:) z górki, a w prawej ręce trzymałem
      pizzę na talerzu, zawiniętą w reklamówkę, którą miałem dostarczyć do
      pobliskiego baru. Gdy nagle podczas jazdy (dość szybkiej:) bar mi mignął po
      mojej prawej strnie, niewiele się namyślając nacisnąłem lewą ręką na hamulec
      (przedni rzecz jasna:) i chwilę potem leżałem na środku drogi, bo fiknąłem
      centralnie przez kierownicę, a rower leżał na mnie:) Ludzie w ogródku barowym
      zamarli. Zdjąłem z siebie rower, podzszedłem z nim i z reklamówką do baru i
      powiedziałem:"A wiecie, że mam tam talerz?" i pokazałem im reklamówkę:) która
      wyglądała jakby przyjęła serię z kałacha!!:D Oczywiście wszyscy ryknęli
      śmiechem:D A najlepsze jest to, że zarówno talerz jak i pizza wyszły z tego bez
      szwanku:)
    • Gość: mucha na dziko IP: 195.249.17.* 13.04.04, 20:14
      Jak bylam w 8.klasie moja mama pie...nela w samochod mojej nauczycielki
      geografii. Nie wiem, jak to sie stalo, bo byl zaparkowany miedzy chodnikiem a
      ulica.
      Moja mama komentarza odmowila, nauczycielka, chyba, sie nie dowiedziala.
      Najwiekszy stres przezylam ja.

      Pozdrawiam
    • Gość: barth IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 20:51
      najwieksze zderzenie to bylo na starym goralu, jechalem "pod prad" i zderzylem
      sie czolowo z babka ktora nie miala pomyslu na wyminiecie, predkosc ok. 30km/h,
      mnie nic sie nie stalo, ona miala rozwalona reke ;-)
    • Gość: kruklanka IP: *.aster.pl / *.acn.pl 13.04.04, 22:42
      Z pasa wewnętrznego automobilista (około 25-9 lat)pojechał prosto, nie zważając
      na mnie, rowerzystę, który był a) przed nim b) skręcałem w lewo przy linii
      ciągłej z prawej tego samego pasa. Czyli : on wyjeżdżał z ronda korzystając z
      pasa wewnętrznego, ja zakęcałem w lewo także na pasie wewnętrznym ronda. Z jego
      opowiadań wynikałoże: widząc mnie przed sobą był święcie przekonany że pojadę
      prosto, czyli tak jak on - zjadę z ronda. I nic to że byłem przed nim. Łagdny
      punkt styku jedynie rzucił mnie na aswalt. Nic mi się nie stało i nawet chętnym
      świadkom - podziękowałem, a wizytówkę którą z wiarą przyjęłem, jak się później
      okazało, mogłem wsadzić sobie w...buty. Uwaga na tak zwanych kierowców i nie
      ufajcie nikomu za grosz!
    • Gość: rowert IP: *.aster.pl / *.acn.pl 13.04.04, 23:18
      ja zaliczyłem linę holownicza przeciągniętą przez ścieżkę rowerową, siatkę
      wokół placu bydowy(ciemno było i śnieg w oczy) i samochód co nie przejął sie
      czerwonym światłem (ja na pasach)Kilku innym wymuszającym pierwszeństwo
      darowałem. Teraz mam ochote na pojemniki z roślinami co je mcdonalds wystawił
      na ścieżce rowerowej (pl.Unii od waryńskiego) Ciekawe czy pytali o zgode na
      zajęcie pasa rowerowego w ZDM-ie?
    • Gość: EL KOSZEL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 14:54
      a czys nei pomyslal ze sie na pasach przeprowadza rower? stara nauczka. ja juz
      nawet nei mysle azeby przejezdzac na zebrach, szczegolnie u nas.
    • Gość: adas IP: *.icpnet.pl 15.04.04, 13:34
      dlaczego?
    • yeti 12.07.05, 12:10
      Dlaczego jeśli nie ma w okolicy ŻADNEGO samochodu, lub gdy grupa ludzi
      przechodzi po pasach ja nie mogę przejechać tylko mam przeprowadzać rower przez
      pasy?!
      --
      Maciej Leśniak
    • Gość: b00g13 IP: *.net / *.pl 14.04.04, 01:26
      "zaliczyłem" czołowe z nyską (nyska bogu dzięki stała:)).
      kiedyś jadąc sobie kolarką po chodniku, dosłownie pięć metrów od bramy w którą
      miałem skręcić (dla znających okolicę łódź julianów uliczki wybrukowane kocimi
      łbami) straciłem panowanie nad kierownicą i wyrżnąłem w słup. Słup bardzo
      pomysłowo ustawiony bo między nim a płotem było tak z 20cm prześwitu czyli
      akurat żebym dał radę się tam zaklinować i nie być w stanie wyjść samemu.
      sąsiad, który mnie z tamtąd wyciągał opowiadał, że w pierwszej chwili nie
      wiedział czy ma iść mi pomóc czy położyć się na ziemi i ryknąć ze śmiechu....
      cóż zobaczył "kolarza" jak wylatuje z roweru i mu się w płot wbija:)
      miałem jeszcze jedną ciekaw "stłuczkę", na piotrkowskiej, mniej więcej na
      wysokości katedry. rzecz się dzieje w niedzelne popołudnie jakoś tak wyszło że
      wszędzie pusto. ja sobie pruję ile pary w nogach z przeciwka zasuwa maluszek.
      jakoś mądry kierowca wykombinował, że sobie zawróci bez dawania żadnego sygnału
      i wyjechał mi maluchem prosto pod koła. że nie wyrobił zakrętu to jescze stanął
      w poprzek ulicy :/ cudem udało mi się nie wbić mu w kaszlaka, cudem (nigdy
      wcześniej ani później mi się to nie udało) udało mi się położyć rower i jakoś to
      przeżyłem. kierowca oczywiście zwiał.....
      z kosztów moich zadrapania i pedał do wymiany.
    • Gość: bamfank IP: *.icpnet.pl 14.04.04, 09:02
      Ja swego czasu jadąc wąską ścieżką już grubo po zmroku przeżyłem nagłe i
      niespodziewany czołowe zderzenie z innym rowerzystą, który wychynął z mroku
      jakieś pół metra przede mną.
      Legliśmy oboje do rowu, po czym gostek wstał i ryczy "nie masz lamp!" na co ja
      lekko zaskoczony wydarłem się "a ty!!??".
      Kidy już to sobie wyjaśniliśmy, wsiedliśmy na rowery (które cudem nie
      ucierpiały) i ruszylismy - każdy w swoją stronę.
      Generalnie byłem lekko obtarty, ale w chwili gdu z mroku wyłonił się pędzący na
      mnie z przeciwka rower miałem serce w przełyku i mało nie pobrudziłem spodni :-
      ))

      Ciekawe zderzenie przezył mój ojciec, kiedy był dzieckiem:
      Zjeżdżał z dość dużej górki na jakimś tam topornym rowerku (to z reszta
      nieważne) przy dość dużej predkości mijał własnie zaparkowanego przy drodze
      LIAZA i gdy był kawałek przed kabiną kierowca otworzył drzwi tak, że tato
      przygrzał "z całej epy" głową w spód drzwi. Nie pamiętał potem, jak się znalazł
      w domu - jakaś ciotka, która przy tym była odprowadziła go do ośrodka zdrowia.
      Zamiast twarzy miał wielki strup, ale poza tym nic mu nie było. rower
      oczywiście cały :-)))
    • Gość: Louve IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 09:29
      Kiedyś jadę sobie przez moją mieścinę. Jadę chodnikiem, nie mam światła, jest
      już dość ciemno. Moja trasa przebiegała pod komisariatem. Gdy tak sobie pod nim
      jadę, to widzę, że dwóch policjantów złapało gościa, który jechał jak ja bez
      świateł, tylko drogą. Trochę się zdenerwowałam, że i mnie zaraz capną, ale nic.
      Jadę. Głowę wykręcam, co tam facetowi robią i nie zauważyłam, że zza rogu
      wyszedł kolejny policjant. Oczywiście na niego wpadłam, z wrażenia zleciałam z
      roweru, a on pokiwał palcem i... poszedł dalej.

      Drugie 'ciekawe' zderzenie miałam z dziadkiem i babką na motorze.
      Jadę sobie dość szybko główną ulicą, do skrzyżowania, z bocznej, podjeżdża
      dziadek z babiną na motocyklu. Zatrzymali się jak trzeba, więc jadę dalej.
      Dziadek rusza, myślę sobie 'przed samym nosem, ale przejedzie', a on się
      zatrzymał. Akurat tak, że nie mogłam już wykręcić. Późnej tato (to był jego
      rower) nie chciał mi w tę wersję uwierzyć, bo koło było całe, tylko lampka wyrwana.
    • sebekbiker 14.04.04, 10:55
      No ja na szczęscie jeżdżę jak wariat ale jeszcze z niczym się nie zderzyłem!
      Jedyne co to raz próbowałem rozwalić głową lód, ale nie udało mi się to więc
      trafiłem do szpitala z rozciętym łukiem brwiowym.
    • Gość: PA!well IP: *.esco.com.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.04, 11:12
      ja kiedyś zakupiłem rowerek w zimie (bo nie było sezonu i wytargowalem dobrą
      cenę + ekstra wyposażenie). Przywiozłem rower do domu, przebrałem się i buch na
      koła. To był luty, świeżego śniegu ze 20 cm, lekki mrozek i już ciemno, a ja
      zasuwam w pełnej ekstazie. Dojechałem już do Lasu Kabackiego i postanowiłem już
      zawrócić. Dokonałem skrętu kierownicy, lecz rower posuwał się niewzruszenie na
      wprost.
      Jak się okazało wnet, pod warstwą świeżego śniegu była zamarznięta kałuża i jej
      idealnie gładka powierzchnia doprowadziła do weryfikacji mojego toru ruchu.
      Kałuża wnet się skończyła i przednie koło, zaczepiwszy o chropowaty brzeg tego
      małego zbiornika wodnego, zahamowało raptownie.Tak więc zostałem
      wykatapultowany i podczas lotu język polski wzbogacił się o wiele nowych
      związków frazeologicznych powstałych na bazie słów wulgarnych. Samego lądowania
      nie pamiętam, choć ocknąwszy się zobaczyłem światło i nie do końca wiedząc czy
      jest to już światłość wiekuista stwierdziłem z ulgą, że to moje własne
      światełko przednie wali mi po oczach. Musiałem tak leżeć już chwilę, bo
      zdążyłem zmarznąć.

      Do domu wracałem już pieszo kulejąc z lekka w akompaniamencie grających
      rytmicznie zerwanych szprych.
    • Gość: kika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 10:59
      z samochodem, tj. dwa maluchy stanęły przed barierką(jak tam się dostały?)w
      przejściu do tzw "rogala"-takiego niskopiętrowca.Nie wzięłam ich pod uwagę( bo
      też nie miały prawa tam stać), przepuściłam dziecko na małym rowerku pomiędzy
      oba auta a sama miałam już tylko "wyjście" koło ściany. W ostatniej chwili
      zorientowałam się, że nie wejdzie kierownica, musiałam ją lekko skręcić i z
      pełną świadomością rzuciłam się na auto mimo wszystko orząc prawą ręką po
      ścianie.Złamałam palec lewej ręki i potłuczona z krwawiącym doczołgałam się do
      domu. Syn płacząc dzielnie mnie prowadził trzymając też swój rowerek. Potem
      jeszcze parę stopni do windy. Dojechałam na górę wieżowca i trzymając ciągle
      ten zwisający palec dotarłam do mieszkania. Potem z chłopakami w samochód i
      dalej już wiadomo. Wielotygodniowe zmagania. I nauczka.Że niebezpieczeństwo
      czyha wszędzie. Nawet tam, gdzie teoretycznie jest bezpiecznie.
    • Gość: Piotrek_W IP: *.itn.com.pl 14.04.04, 11:25
      z moich kilku przygód zwiazanych z podrózwaniem na rowerze przypominają mi sie
      dwa szczególne

      pierwszy, najbardziej spektakularny, to czołowe zdeżenie z innym rowerzystą o
      godzinie 6:30 w dodze do pracy. A ze jechałem dośc szybko to i odbiło sie
      to na moim wyglądzie. Poza otarną noga i reką miałem mocno stłuczoną brodę i
      ostatecznie trafiłem do szpiatal na szycie (oczywiscie wczesniej dotarłem do
      pracy podbić kartę zegarową hehehe) Wydaek został zakwalifikowany jako wypadek w
      drodze do pracy i zostal zgłoszony nawet do ZUS ;))) A temu drgiemu poza
      skrzywioną kierownica nic nie było...

      drugi wprawił w osłupienie kierowcę cieżarówki która stała sobie spokojnie na
      poboczu drogi. Ja byłem taki zajęty obserwowaniem pracy wielotrybu w tylnym kole
      ze nie zauwazywszy wpakowałem się centarnie pochyloną głową w tylką burtę tegoż
      liaza czy czegos takiego. Jako ze odgłos był dosc mocny a mnie na chwilę
      zamroczyło to az kierowca wysiadł popatrzec co sie stało hehehe

      A z ciekawych przypadków to przypominam sobie ciekawy wypadek kolegi, który
      rozpedzony i zamyslony wpadł w tył stojącej przed przejsciem dla pieszych skody,
      wyleciał z roweru jak z katapulty, przeleciał po dachu i po masce auta i spadł
      na przejscie dla pieszych. Na szczescie większych strat nie odnotował...
    • Gość: snajper IP: *.kbpauk.ru 14.04.04, 12:49
      a u mnie jak w komedii.stal sobie na poboczu ulicy samochod osobowy.dojezdzam
      do niego ,chce go ominac iw tym czasie otwieraja sie drzwi i wychodzi
      kierowca...no i oczywiscie banzai!drzwi odlecialy , kolo w osemke ,kolana
      rozbite.jezdze dalej bez kompleksow.pozdrowienia dla wielbicieli rowerowych
      wypraw.
    • Gość: EL KOSZEL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 15:02
      a ja pewnego pieknego dnia jechalem z kolezka - ja na swoim stuningowanym
      owczesnie Jubilacie - bez blotnikow, bagaznika, crossowe opony, kolorowe
      manetki, no i moj kolezka na pieknym perlowo niebieskimZ ENICIE z nastoma
      przerzutkami. jechalismy wzdluz Praskiej Brzeskiej i zobaczylismy super
      dziewczyne, jak na tamtejsze czasy oczywiscie. wzielismy ja z kazdej strony ale
      wracajac na tor jednak zapatrzylismy sie za dlugo za jej posladeczkami. no i
      crash test JUBILATA z ZENITEM wyszedl tylko temu pierwszemu na zdrowie. ale co
      to bylo za urocze dziewcze, wcale nie ploche rzucilo nam przepiekny usmiech i w
      opadajacym po nas kurzu zniknelo kierujac sie w strone Wschodniego. piekne to
      były czasy, siła nog byla bronia a nie ilosc zebatek, amortyzatorow i chromo-
      molibdenow....
    • jmarek1 14.04.04, 15:13
      ja się zderzyłem z samochodem na drodze, leżałem na masce samochodu mitsubishi,
      ale za to jaka pani go prowadziła!!!! Warto było!!!! Pózniej mnie
      opatrywała!!! :-)))))))
    • Gość: Inez IP: *.bci.net.pl 14.04.04, 15:54
      W zeszłym roku zderzyłam sie z samochodem marki Volvo. Wjechałam w
      jednokierunkową niewiedząc o tym:((Brak orientacji w terenie) Przeleciałam
      przez maskę samochodu a za skutki wypadku płacę do dzisiaj (naszczęście nie
      swoim zdrowiem-cudem miałam tylko obtłuczone kolano) Maska samochodu wyglądała
      10 x gorzej niż ja;)
      APEL
      Nia ma co żałować kasy na OC,- bo ubezpieczalnia poszkodowanego właściciela
      samochodu napewno cie niepożałuje
    • Gość: Hela IP: 62.29.248.* 14.04.04, 16:08
      co do tych słupków, to chyba o mnie, bo kiedyś wieczorną porą jadąc ze
      znajomymi zderzyłam się własnie z takim słupkiem, siniaki były na nogach przez
      miesiąc, a rowerowi nic się nie stało, poza jakimś małym zadrapaniem.... :)
    • Gość: kozikozborn IP: 80.72.196.* 15.04.04, 12:31
      hhheeey mieszczuchy ,co tam słupki-spróbujcie sobie pojeździć bez lapmy w nocy
      po lesie .Drzewa to nic ,najgorzej jak Ci wyskoczy jakaś sarna za
      krzaka,normalnie serce w gardle bo nie wiesz co to jest dokładnie czy nie
      diaboł albo jakieś inne licho...aż się chce w niedziele do kościoła he,he...
      A próbowałem kiedyś pośmigać na gazie od razu na lewym pasie....
    • Gość: Iwona IP: *.80-202-128.nextgentel.com 14.04.04, 16:47
      Mialam 9 lat i jechalam z gorki w Puszczy Bukowej. A w puszczy jat to w puszcy -
      drezwa gesto rosna. Mama mi pozniej opowiadala ze jak ja z tej gorki w dol
      pedzilam to na gorze ona, tata i dwojka zaprzyjaznionych sasiadow najpierw
      rozwazali "czy" a potem to juz tylko "w ktore" wjade ... ja pamietam tylko ze
      jechalo mi sie coraz szybciej a to drzewko na dole bylo coraz szersze i nie
      dalo sie go wyminac. Teraz mam lat 30 i na rowerze wymijam wszystko, ale zima
      na lyzwach nie moglam sie zdecydowac z ktorej strony wyminac kumpele z
      Australii (wszyscy rozumieja w czym problem?) i w wyniku decyzji - ja po
      australijsku, a ona po polsku, wpadlysmy na siebie ku uciesze naszych mezow.
    • Gość: kozikozborn IP: 80.72.196.* 15.04.04, 12:34
      Ey puszcza bukowa?To już bliziutko ja śmigam w oklicach Miedwia i Wełtynia ful
      wypas można się wychasać,Pozdrawiam !

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka