Jak przejechać 200 km? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Za 2 albo 4 tygodnie zamierzam przejechać ponad 200 km w ciągu dnia. Chodzi o zakład. W poprzednich latach zdarzało mi sporadycznie pokonać około 140 km w ciągu dnia, pewną niewielką rezerwę sił jeszcze miałem. Ale w tym roku w przeciwieństwie do poprzednich lat nie dość, że mało jeździłem, to dodatkowo w maju i w czerwcu w ogóle nie siedziałem na siodełku. No i mam ponad 50 lat.

    Jak się przygotować przez te 2 tygodnie? Nie mam za wiele czasu w ciągu dnia. A jakbym już zdecydował się jechać, to jak pokonywać te 200 km?
    Czy mogę prosić o jakieś wskazówki od długodystansowców?

    --
    Pozdrawiam
    Adam
    • Gość: mark IP: *.adsl.inetia.pl 01.08.08, 20:45
      a54 napisał:

      > Za 2 albo 4 tygodnie zamierzam przejechać ponad 200 km w ciągu dnia. Chodzi o z
      > akład. W poprzednich latach zdarzało mi sporadycznie pokonać około 140 km w cią
      > gu dnia, pewną niewielką rezerwę sił jeszcze miałem. Ale w tym roku w przeciwie
      > ństwie do poprzednich lat nie dość, że mało jeździłem, to dodatkowo w maju i w
      > czerwcu w ogóle nie siedziałem na siodełku. No i mam ponad 50 lat.

      Bosz. Taki stary, a taki glupi. Jak chcesz w imie wygrania zakladu skonczyc w
      szpitalu lub na cmetarzu to twoja sprawa, ale nie licz na to, ze ktos Ci w tym
      pomoze.
      • Gość: K IP: *.chello.pl 20.07.09, 08:26
        Poczytaj o triathlonowcach. Rekordziści po siedemdziesiątce robią Ironmena, czyli 5 km płyną, 40 km biegną i na koniec 170 km rowerkiem.
    • 100 mozna zrobic jednorazowo bez wiekszego przygotowania, ale przy siedzacym
      trybie zycia 200 km musi sie skonczyc powaznym bolem (w najlepszym razie).
      --
      Stalinogród, O/S
      Informator Koszutkowski
      (Dz.U.R.P. nr 73, poz. 494)
    • z twoim problemem mozna sobie bardzo łatwo poradzic: POMYSLEĆ zanim
      sie załozysz...
      radze nie probować spełniac zakładu, w trosce o swoje własne
      bezpieczensto powineneś pomyslec troche

      --
      ..[']..
      i po co było przeżyć mi, gdy męką stał się każdy dzień
      i walką jest by trwać, by być, a walka ta.. przegrana jest..
    • Gość: ms IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.08, 22:20
      Zrobić 50 km, odczekać dzień, odpocząć, za 2 dni znowu 50 km, usiąść. Jeśli nie
      ma skutków ubocznych po tych 50km trasach, to po paru dniach śmiało można
      atakować 150 km, ale należy liczyć się z bólem tego i owego przez następne parę
      dni. Należy tak jechać, by po powrocie czuć, że ma się jeszcze siły na jazdę
      przez co najmniej kolejne 2 h. Po ustąpieniu tego ewentualnego bólu, najpóźniej
      na 2 dni przed atakowaniem 200 km polecam zrobić ze 30-50 km. Powodzenia.
      • Ponad 50 km na dzień to kilka razy w tym roku przejechałem. Od kilku dni jeżdżę też okrężnymi drogami do pracy.

        Jutro wybieram się na całodniową wycieczkę rekreacyjną +100 km połączoną z zażywaniem kąpieli. W niedzielą mam zamiar przejechać lajtowo +50 km w zależności od czasu oraz od samopoczucia.

        W przyszłym tygodniu dalszy trening podczas dojazdu do pracy, tzn. delikatne podkręcanie tempa. W następny weekend co najmniej 15O km. W ostatnim tygodniu przed wyjazdem nieco dłuższa jazda na rowerze do pracy, ale tempo takie, aby się nie męczyć.

        Takie są moje plany co do treningu.

        Decyzję co do podjęcia wyzwania uzależniam od samopoczucia, pogody oraz spraw rodzinnych.

        Pozdrawiam
        Adam
        • Gość: staryalejary IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.08, 07:38
          Po jakim terenie masz zamiar jechać i na jakim rowerze. Jeżeli po
          płaskim, dobrym asfalcie i na rowerze szosowym to wydaje mi sie że
          masz szanse dopiąć celu. Jeżeli wytrzymają ręce i siedzenie. Z tego
          co piszsz wychodzi że tylko w tym sezonie tak mało jeździsz w takim
          razie miesiąc dwa miesiące przygotowań powinno Ci wystarczyć. Ja
          łapię 50 i przejeżdżam po Pogórzu ( ~80% trasy drogi polne leśne
          szuter )na góralu do 100 km bez większych problemów, Prześmiewcami i
          lekko ironicznymi wypowiedziami się nie przejmuj. Sprawiedliwość
          wynikająca z upływu czasu dosięgnie każdego.
          • Gość portalu: staryalejary napisał(a):

            > Po jakim terenie masz zamiar jechać i na jakim rowerze. Jeżeli po
            > płaskim, dobrym asfalcie i na rowerze szosowym

            W powyższych warunkach i przy nieprzeszkadzającym wietrze oraz dopasowanej ramie swoje szanse oceniałbym co najmniej na ponad 90 %.
            Niestety, jeżeli pojadę, to na trekingu o stalowej ramie. Dodatkowo, (nocleg będzie raczej poza domem), prawdopodobnie z jakimś bagażem. Narzędzia, coś do jedzenia picia i jakieś ubranie.

            Adam
            • Dziękuję wszyskim za wypowiedzi, za konkretne rady.

              Wczoraj przejechałem 142 km w tym ponad 20 km po drogach leśnych i polnych. Była to wycieczka typowo rekreacyjna z elementami łykania km. Niby niezły wynik, ale nie jestem w pełni zadowolony. Po ponad 100 km miałem kryzys, nogi nie były w stanie nacisnąc mocniej na pedała. Do końca trasy już nie odzyskałem pełnej formy.

              Za tydzień nastawię się już na przechanie ponad 150 km, o ile nic nie stanie na przeszkodzie.

              Nie wiem, jaką opcję wybrać w tygodniu, mam ponad 1h czasu codziennie. Chyba zrezygnuję z ostrzejszej jazdy, żeby nie przetrenować, a nastawię się na jazdę ekonomiczną. Nie znam się zupełnie na treningu i nie wiem, co byłoby dla wytrzymałości korzystniejsze.

              --
              Pozdrawiam
              Adam
              • Gość: kondor IP: *.interq.pl 03.08.08, 11:18
                Gdy już podejmiesz tą próbę to nie myśl o całym dystansie na raz i że jest to
                200km.Podziel go na odcinki np.30km.Myśl o każdym z nich z osobna ani się nie
                oglądniesz jak będziesz na mecie.
                Tempo narzuć sobie takie jakie jesteś utrzymać na całej trasie.
                Przygotować sobie rower aby nie zrobił jakieś niespodzianki.
        • Gość: ms IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.08, 10:16
          Pisząc to zakładałem, że ostatnio na rowerze najwyżej 2 km do sklepu jeździsz...
          Wobec tego jaki cel miało Twe pytanie, skoro co chwila 50 km zaliczasz, 150 planujesz zrobić wkrótce itp. ?
          200 km to "tyle samo" co 150 km, tyle że jedziesz dłużej. Jakbyś chciał, to po zrobieniu 150 km następnym razem nawet i 300 km w jeden dzień przejedziesz, tylko trzeba się odpowiednio psychicznie na to nastawić. Psychika to 70% sukcesu.
          • Gość: kondor IP: *.interq.pl 02.08.08, 14:26
            .."Psychika to 70% sukcesu"...
            Michał- Jak to mówią niektórzy nie nogi kręcą lecz głowa.
            Może się jednak tak zdarzyć że w trakcie bicia tego swojego życiowego rekordu
            nogi w watę się zamienią i najmocniejsza głowa nic na to nie poradzi.
            Co tam u Ciebie. Jak widzę wróciłeś już zza wielkiej wody.Może by tak jakąś
            traskę wspólnie zaliczyć
            • Gość: ms IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.08, 19:16
              > Może się jednak tak zdarzyć że w trakcie bicia tego swojego życiowego rekordu
              > nogi w watę się zamienią i najmocniejsza głowa nic na to nie poradzi.

              Zakładałem odpowiednie przygotowanie fizyczne, wtedy to i głowa dobrze działa i
              przewiduje na co stać całą resztę...

              > Co tam u Ciebie. Jak widzę wróciłeś już zza wielkiej wody.Może by tak jakąś
              > traskę wspólnie zaliczyć

              Jestem za, dużo spraw się nazbierało, maile nie dochodzą, trzeba zatem w 4 oczy
              pogadać... :)
    • Znasz to: gdy dwu się zakłada, to jeden jest głupim, a drugi
      złodziejem.
      A ty do czego się skłaniasz?
      Jak cię wypuszczą z reanimacyjnego, to opisz jak poszło na trasie i
      dlaczego tak kiepsko .....
      --
      Kto nie może dopiąć celu ten chodzi z rozpiętym
      • Gość: Toku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.08, 10:04
        he, he , he.

        znam człowieka, który bez jakichś specjalnych przygotowań przejechał w jeden
        dzień z Olsztyna do Białegostoku i z powrotem. Fakt, że to był sportowiec, ale
        nie kolarz i jak to zrobił to też miał coś pod 50.

        Ja jak miałem 15 lat przejechałem bez żadnych przygotowań 150 kilometrów z
        miejsca w którym mieszkałem do Malborka i z powrotem. Miałem jeszcze kilka
        godzin na pozwiedzanie zamku.

        Na góralu śmignąć koło setki po różnym podłożu z przewagą miękkiego też się da,
        więc doprawdy nie widzę problemów aby użytkownik, który założył ten wątek miał
        po przejechaniu 200 kilometrów zejść na zawał czy inszą przypadłość.

        Zwłaszcza jeżeli ma zamiar jechać po płaskiej szosie na rowerze szosowym.

        Moja uwaga do mającego zamiar przejechać te 200 kilometrów - zakładając, że nie
        będziesz się zatrzymywał zajmie Ci to spokojnie 6 godzin, jak będziesz miał
        rozwiązaną logistykę? Woda, jedzenie, etc? Pan trochę jeździ, więc jeżeli w
        trakcie bicia zakładu pojawią się jakieś problemy, to wynikać one będę raczej z
        braku energetycznego pożywienia "natychmiast" niż z rzeczywistego braku sił. Na
        każdego działa to inaczej, ale ja polecam solidne jedzenie dzień przed, coś
        pożywnego ale lekkostrawnego na śniadanie, a potem to już chyba tylko czekolada
        aż do pobicia rekordu.

        Jeżeli zakład jest bardzo prestiżowy, a warunki niedookreślone to polecam też
        małe "oszustwo" - jakiś znajomy z samochodem może przecież zawsze jechać sobie
        powolutku parę metrów przed panem. Po pierwsze dla bezpieczeństwa, po drugie aby
        kontrolować, czy pan nie oszukuje i rzeczywiście jedzie. Jak numer z samochodem
        nie przejdzie, to może jakiś zaprzyjaźniony rowerzysta mógłby pana poprowadzić
        chociaż te 30 km?

        Pozdrawiam i proszę się nie załamywać głosami niedowiarków. Rower jest bardzo
        ok, rower fajny jest.
        • Gość portalu: Toku napisał(a):
          > he, he , he.
          > ... proszę się nie załamywać głosami niedowiarków. Rower jest
          bardzo ok, rower fajny jest.

          He, he, he - zobaczymy kto się będzie śmiał po zakończeniu próby;)
          Dla "nierozkołysanego" organizmu 54'latka taki przejazd 200km
          urozmaiconej trasy może się skończyć tragicznie.
          To nie brak wiary w a54, to statystyka lekarska - myślę o zejściach
          spowodowanych nadmiernym przeciążeniem organizmu!!
          > ... rower fajny jest
          Jest, sam mam ok. 70'ki i bez problemów, na MTB, pokonuję 70 km - po
          wzgórzach morenowych i drogach polnych. Tylko ja do takiego stanu
          wydolności doprowadzam organizm od lutego - zimą też da się jeździć!
          Życzę a54 aby był w stanie opisać swój sukces :))
          --
          Gdy żona trzęsie domem, mąż w popłochu go opuszcza :)))
        • Gość: Arnoldzik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.08, 07:29
          Jak ktoś "troszkę" jeździ to poprostu wsiada i jedzie 200 km i tyle.
          A takie popierdółki ze samochód ,prestiżowy zakłąd to nie ta bajka .
          Ktoś komu rower kojarzy się tylko z letnimi niedzielnymi wycieczkami
          to wiadomo 200 km sobie odpuści. Wczoraj przejechałem 211 km i co mi
          wielkiego a zaznaczam ze jestem tylko zwykłym miłośnikiem rowerów.
          • Gość portalu: Arnoldzik napisał(a):

            > Jak ktoś "troszkę" jeździ to poprostu wsiada i jedzie 200 km i tyle.
            > A takie popierdółki ze samochód ,prestiżowy zakłąd to nie ta bajka .
            > Ktoś komu rower kojarzy się tylko z letnimi niedzielnymi wycieczkami
            > to wiadomo 200 km sobie odpuści. Wczoraj przejechałem 211 km i co mi
            > wielkiego a zaznaczam ze jestem tylko zwykłym miłośnikiem rowerów.

            Czy te 211 km to Twoja najdłuższa trasa w ciągu dnia?
            Jeżeli tak, to czy zdecydowałbyś się dołożyć około 50% i przejechać również 300 km w następnym roku, gdybyś przykładowo nie dość, że mało jeździł to jeszcze miał 2 miesięczną przerwę w korzystaniu z roweru?

            Nie wiem, jak Ty i inni odpowiedzieliby sobie na powyższe pytania.

            Jak dla mnie, to te 200 km było wyzwaniem, chociaż jak się okazało łatwiejsze niż przypuszczałem również dlatego, ponieważ druga część trasy, jak już pisałem, okazała się praktycznie płaska.

            --
            Pozdrawiam
            Adam
          • Gość: piotr z gdańska IP: 188.33.78.* 11.11.09, 21:10
            witam co do tematu o którym piszecie to polecam na początek
            pojezdzic sobie krótsze trasy, a napewno odradzam wybranie sie z
            osobami zaawansowanymi wiaże sie to z tym ze nie podoła pan tempa i
            nerwy nie potrzebne. jezdzę dosyc sporo i na różne odcinki i sam po
            sobie wiem jakie były sytuacje jak jest zgrana paczka to zaczekaja i
            tempo dostosują a to z tym jest rożnie najlepiej dobrac sobie
            partnera wedłog własnych miożliwosci.ostrożnie bo bolące nogi wiażą
            sie ze skorczami nawet w czasie snu pozdrawiam Piotr z Gdańska z
            portalu rwm
    • a54 napisał:

      > Za 2 albo 4 tygodnie zamierzam przejechać ponad 200 km w ciągu dnia. Chodzi o z
      > akład. W poprzednich latach zdarzało mi sporadycznie pokonać około 140 km w cią
      > gu dnia, pewną niewielką rezerwę sił jeszcze miałem. Ale w tym roku w przeciwie
      > ństwie do poprzednich lat nie dość, że mało jeździłem, to dodatkowo w maju i w
      > czerwcu w ogóle nie siedziałem na siodełku. No i mam ponad 50 lat.
      >
      > Jak się przygotować przez te 2 tygodnie? Nie mam za wiele czasu w ciągu dnia. A
      > jakbym już zdecydował się jechać, to jak pokonywać te 200 km?
      > Czy mogę prosić o jakieś wskazówki od długodystansowców?
      >

      Nie widzę problemu. Ostatnio jeździłem co prawda tylko po około 100 km dziennie
      ale z pełnym wyposażeniem turystycznym (namiot, śpiwór, ciuchy, gary) po drogach
      asfaltowych i leśnych w terenie pagórkowatym jakim jest Suwalszczyzna. Więc na
      szosie 200 też bym przejechał. Dodam że rowerem jeżdżę tylko okazyjnie. Warto
      jeszcze zwrócić uwagę na siłę kierunek wiatru.
      --
      Świadectwo Bodka.Co narkotyki robią z człowieka.
    • Gość: kondor IP: *.interq.pl 02.08.08, 14:16
      ..."Jak się przygotować przez te 2 tygodnie"...
      Jakbyś napisał że to dwa miesiące to można by było coś doradzić.Dwa tygodnie to
      można iść tylko na żywioł gdy ten zakład chcesz wygrać.
      Nie piszesz nic o rowerze oraz czy ma to być z limitem czasu,a są to istotne sprawy.

      Dodam tylko że też jestem po 50-tce i tylko w tym roku 28 razy tą wartość
      przekroczyłem o przewyższeniu nie wspomnę.Kręcę tylko po górach.
      Daj namiary na siebie.Wpadniesz na mojego bloga to podyskutujemy.
    • Gość: rowerzysta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.08, 15:02
      I nie przejmować się uwagami na forum!

      Wcześniej pojeździj parę dni na rowerze po 50-100 km, przed samym wyjazdem albo
      parę dni odpoczywaj, albo wręcz przeciwnie - rób codziennie przez tydzień po 150
      kilo :-)

      W dzień kiedy chcesz przejechać 200 km zacznij wcześnie (albo i bardzo wcześnie)
      rano. Wcześniej - bardzo dokładnie przemyśl trasę. Jedź wyłącznie asfaltem (poza
      nim znacząco rosną opory toczenia - na pokonanie tej samej odległości potrzeba
      nawet 2-3 razy więcej energii). Tak samo z górkami.

      Moim zdaniem jeśli nie wybierzesz sobie zbyt pagórkowatej trasy (nie mówiąc o
      górzystych) to 200 kilo zrobisz bez większego problemu. Powiedziałbym wręcz:
      każdy zrobi! Nie musisz mieć średniej 25 km/godz, ani nawet 20 km/godz.
      Skończysz pewnie późnym wieczorem i tyłek będzie bolał - przygotuj się wręcz na
      to, że usiedzieć nie będziesz mógł. 12 godzin w siodełku to jest mordęga.

      Koniecznie:
      - licznik dobrze skalibrowany
      - oświetlenie (na 99,9% będziesz kończył w nocy!!!),
      - dobry, wyregulowany rower (niekoniecznie szosa ale raczej nie MTB, najlepiej
      bez amortyzatora!)
      - opony semislick albo slick, bardzo, bardzo mocno napompowane!!!!!
      - jakieś batony energetyczne, powerbary, w ostateczności czekolada - jak
      będziesz miał kryzys to jeść!

      Oczywiście zakładam, że nie masz jakichś problemów zdrowotnych i bywasz u
      lekarza? Albo też wręcz przeciwnie - energia Cię tak rozpiera że o żadnym
      lekarzu mowy być nie może :-)

      Jak będziesz utrzymywał założone tempo (np. 20 na godzinę - 10 godzin jazdy,
      plus 3-4 godziny na postoje, obiadek itp.), korzystał ze sprzyjających warunków
      (wiatr w plecy), nie będziesz miał bagażu, nie wymyślisz sobie żadnych podjazdów
      po drodze to będzie OK.

      Problemy jakie widzę: górki (Kaszuby, Suwalszczyzna/Mazury Garbate, Podkarpacie,
      Małopolska odpadają!), brak asfaltu, co najmniej średni wiatr w twarz, awaria
      sprzętu. Mnie parę razy łapały skurcze. One są upierdliwe i nie bardzo wiem, jak
      sobie z tym radzić - masaże? Rozciąganie?

      Aha - jestem kompletnym amatorem, tyle że tak właśnie jeżdżę ;-)

      O co/ile się założyłeś? :-)
      • Gość portalu: rowerzysta napisał(a):
        > ... O co/ile się założyłeś? :-)
        Wreszcie rzeczowe pytanie!!! :)))
        Przy odpowiedniej motywacji to i na jednym kole przepedałuje te
        marne 200 km!
        --
        "Nie pożądaj żony bliźniego swego ..... nadaremno" (J. Tuwim)
    • Gość: misiek IP: *.adsl.inetia.pl 02.08.08, 18:47
      Po pierwsze Twój organizm musi być przyzwyczajony do długiej trasy - mięśnie muszą dać sobie radę z wielogodzinnym wysiłkiem i do tego możesz się przygotować tylko poprzez trening podobny do "wyścigu finałowego", a zatem pokonuj trasy 100+ kilometrów. Inaczej rozwijają się mięśnie, które pracują krótko i intensywnie (20-30km szybkiej lub górzystej trasy), a inaczej mięśnie zmuszane do wielogodzinnego pedałowania, więc staraj się jeździć jak najdłużej.
      Dzień - dwa przed trasą odpocznij - daj sobie czas na odzyskanie sił. Jeśli mimo wszystko wsiądziesz na rower to góra 10-20km.
      Zaplanuj sobie dobrze trasę - unikaj głównych dróg, bo intensywny ruch bardzo przeszkadza. Unikaj też dróg bocznych, bo po kiepskiej nawierzchni będziesz jechał powoli i bardziej się męczył.
      Ja ostatnio jechałem 8 dni po 100-150km. Zaplanowałem sobie prędkość średnią na poziomie ok. 19 km/h i jak dla mnie było to optimum. Poza tym po każdej godzinie jazdy robiłem sobie kilka minut przerwy - regeneracja sił, sporo wody i dobrze coś za każdym razem przekąsić, bo jeśli będzie ciepło to nie będziesz czuć głodu, a po 4-5 godzinach możesz dosłownie paść ze zmęczenia.
      Odchudź rower - potrzebne Ci będą podstawowe narzędzia, butelka 1,5 litra wody i trochę jedzenia. W razie braków zawsze możesz się zaopatrzyć po drodze. Czapka/kask, okulary przeciwsłoneczne i krem do opalania to również podstawa. Ja też lubię jeździć słuchając muzyki - można w ten sposób zabić nudę pojawiającą się po kilku godzinach samotnej podróży.
      Nie wiem jakim rowerem jedziesz, ale myślę, że ok 18-20 km/h do będzie dobra prędkość, staraj się taką utrzymywać, nie jeździć raz szybciej raz wolniej, bo to bardziej męczące. Jeśli utrzymasz tą prędkość, to podróż będzie trwała ok. 14 godzin z przerwami - zastanów się dobrze czy jesteś w stanie tyle z siebie "wycisnąć". Pamiętaj, że nie trudno w takich warunkach wylądować w rowie z udarem czy innym problemem - musisz być naprawdę dobrze przygotowany.
      No i kwestia psychiki - musisz być przekonany do tego co robisz i najlepiej nie myśleć o tym ile jeszcze kilometrów przed Tobą.
      Aha! Na wszelki wypadek poproś kogoś, kto ma spory samochód, żeby był przygotowany na Twój telefon i konieczność zabrania Cię z trasy z rowerem - nie wiadomo, co może się stać, więc warto mieć plan awaryjny.
      Życzę sił i zdrowia wystarczających do odniesienia sukcesu. Zresztą to, że myślisz o takich wyczynach w swoim wieku (wybacz, że wypominam) już jest sukcesem. Wielu dwudziestolatków nie jest w stanie przejechać 20km, a 200 to mają na licznikach po pięciu latach jak wyrzucają rower żeby kupić nowy :)
      • Gość: drobo IP: *.petrus.pl 02.08.08, 22:01
        a jeśli nie auto w pogotowiu to zaplanuj trasę w miarę blisko czynnej linii
        transportu publicznego, np. kolejowej. W zeszłym roku po 150-ciu km. "padł" mi w
        trasie staw kolanowy. Nie planowałem opcji rezerwowej, ale na szczęście byłem
        blisko ciuchci. Ostatnie kilkanaście km. do stacji kręciłem prawie jedną nogą
        :-). Tydzień temu jechałem nieco pon. 190km, ale tym razem, układając trasę,
        sugerowałem się właśnie możliwością skorzystania z pociągu w razie czego. Na
        szczęście nie było potrzeby...
    • Trenuj do tego czasu, a kiedy nadejdzie pora wsiądź na rower i jedź.
      Ważne jest Twoje przekonanie, że przejedziesz.
      W drodze nie pakuj się chemią.
      Przyjmuj regularnie płyny. Jedz drobnymi porcjami i nie dopuść do
      tego, aby poczuć głód..
      Bułka z masłem i banan-to jest to ;)!
      Ps. Jesli będą upały zacznij tę dwusetkę jak najwcześniej rano,
      choćby tuż przed świtem. Obiadek zjesz w domu.
      • Gość: staryalejary IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.08, 22:58
        Wsyzstko prawda z wyjątkiem głowy. 200 km na rowerku dla AMATORA to
        nie bijatyka którą można rozstrzygnąć jednym ciosem albo dobrym
        pomysłem. Wydaje mi się że każdy z piszących na tym watku wie co to
        znaczy kręcić przez 200+ km a "stworzyciela" ciekawego tematu
        zasypujemy radami psu na budę. Niema żadnego metafizycznego sposobu
        na przejechanie takiego dystansu poza "parą" w nogach, wodą i
        żarciem.
        • Pozwolę sobie być odmiennego zdania w kwestii "głowy". Jeśli wbijesz
          sobie, że nie dasz rady to po Tobie. Znajdziesz wtedy 100 powodów,
          aby nie przejechac i nie dotyczy to nawet 200 km.
          Motywacja i determinacja w osiąganiu celu jest istotna.
          • Gość: drobo IP: *.petrus.pl 03.08.08, 10:41
            dotyczy to zwłaszcza sytuacji kryzysowych, które mogą na takim dystansie
            nieoczekiwanie wystąpić, a które trudno przewidzieć. Nie musi to przecież
            oznaczać totalnego uwiądu fizycznego - że tylko usiąść pod drzewem i płakać...
            Trzeba sobie radzić z takimi sytuacjami - właśnie psychicznie - bo najczęściej
            po pewnym dystansie "męczarni" wraca wigor i chęć do dalszego kręcenia.
            • Gość: kondor IP: *.interq.pl 03.08.08, 11:09
              ..."Jeśli będą upały zacznij tę dwu-setkę jak najwcześniej rano,
              choćby tuż przed świtem. Obiadek zjesz w domu"...
              Z tego co piszesz mogę się domyślać że nie jeden taki dystans masz za sobą.
              Ja kręcąc taką trasę obskakuję często na dwóch kromkach chleba paru drożdżówkach
              i bananie.
              Płynów wypijam "m3"ale to też od pogody jest uzależnione.Jesienią wystarczy
              bidon na trasie i trochę max carb..
              Mam jedną zasadę,a mianowicie wyskakuję między 5-6 i po przeszło trzech
              godzinkach jestem w połowie trasy.Tak więc gdy słońce w zenicie ja dobijam do mety.
              Tak jak piszesz nigdy nie napychać się w trasie bo wtedy odchodzi ochota do
              kręcenia na takim dystansie.Obiad po powrocie ma boski smak.
              ..."które mogą na takim dystansie nieoczekiwanie wystąpić"..
              Często się tak zdarza gdy taką trasę zaliczę to po zjedzeniu obiadu mam chęć i
              siły aby to zaraz powtórzyć.Zdarzało się i tak że parę km przed domem nad
              potokiem głowę moczyłem i dochodziłem do formy.
              Nigdy nie wiadomo kiedy kryzys nas dopadnie i nogi odmówią współpracy z głową.
    • Z tego co widze to przygotowania nie potrzebujesz. Wazniejsze od
      przygotowania jest sama jazda. Przy tak dlugich dystansach musisz
      unikac zrywow. Oto kilka zasad, ktore pomoga ci beznajmniejszego
      problemu pokonac 200 km w 1 dzien:
      1. Ustal tempo na okolo 25 km/h. Nawet jakby ci sie wydawalo, ze to
      za wolno to nie przyspieszaj bo musisz oszczedzac sily na nastepne
      km.
      2. Rob regularne przerwy co 1-2 godz. np na 10-15 min w celu
      zregenerowania sie. Najlepiej pod sklepem na male co nieco.
      3. Po 100 km zrob przerwe 2 h na posilek obiadowy. Po 100 km
      powinienes miec za soba 5 h pedalowania wiec nie musisz sie spieszyc
      z odpoczywaniem.
      4. Nastepne 100 km pedaluj wedlug pkt 1 i 2.
      5. Ten punkt powinien byc na poczatku bo zanim wyruszysz to wyczysc
      i nasmaruj caly naped a opony napompuj na maksa i najlepiej aby byly
      to slicki.

      Powodzenia.
      --
      I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
      • Gość: ms IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.08, 22:25
        > 3. Po 100 km zrob przerwe 2 h na posilek obiadowy. Po 100 km
        > powinienes miec za soba 5 h pedalowania wiec nie musisz sie spieszyc
        > z odpoczywaniem.

        2h stanowczo za długo, absolutnie nie polecam: co będzie, jak się pojawią zakwasy ?

      • > 1. Ustal tempo na okolo 25 km/h.

        Średnią prędkość całego przejazdu to planuję na 16 km/h, 18 km już wydaje mi się mało realne. Trasa prawdopodobnie nie będzie całkiem płaska, a każdy nawet mały pagórek pod koniec trasy będzie zapewne dla mnie wyzwaniem.

        > 2. Rob regularne przerwy co 1-2 godz. np na 10-15 min w celu
        > zregenerowania sie. Najlepiej pod sklepem na male co nieco.

        Za bardzo nie mam doświadczenia, ale czy to nie za częto? Jak będzie się "dobrze jechało", to aż szkoda przerywać jazdę i wytracać rytm.

        > 3. Po 100 km zrob przerwe 2 h na posilek obiadowy.

        Obawiam się, czy za bardzo by mnie to nie rozleniwiło, ale jeszcze nie wiem co i jak zrobię.

        Jak sam chodziłem górach (warunek tylko jak byłem sam), to w końcu nauczyłem się jeść tylko rano i wieczorem po powrocie. W czasie drogi praktycznie tylko piłem i nie odczuwałem najmniejszego braku sił, bez przerwy miałem energię.

        Nie wiem, czy można tę zasadę przenieść na rower, albo przynajmniej jeść dopiero, jak się czuje głód, albo jak się wydaje, że brakuje sił z powodu braku pożywienia.

        I jeżeli chodzi o moja formę. To czasem zarówno jej zwyżka jak i spadek są dla mnie niezrozumiałe.

        Adam
        • Adamie,
          zdaza mi sie takie dystanse jezdzic, wiec tez sie troche pomadrze.

          200 to jest duzo. setke przejezdzam zupelnie lekko, moze byc bez
          zatrzymania. ale powyzej 150 kazda dycha to nowe wyzwanie. trace
          motywacje, nie chce mi sie, bola mnie nogi na podjazdach.
          200 to nie jest bulka z maslem - to trzeba zaplanowac i... wygrac!

          jak na moj organizm, to bym, powiedzial, ze twoje przygotowanie jest
          troche ubogie - ale kazdy ma swoja miare, poza tym jestes pod presja
          czasu. jesli jestes ogolnie zdrowy - jedz, sprawdzisz sie. napisano
          tu juz duzo, ale moje doswiadczenia sa nastepujace:

          1. ciezar.
          uwazam, ze to jest jeden z krytycznych czynnikow zmeczenia.
          masz stosunkowo ciezki rower, (dla mnie przejscie na aluminiowa rame
          to byl skok jakosciowy - jezdze szybciej, mecze sie mniej). postaraj
          sie wiec zredukowac bagaz do minimum. zaloz jak najlzejsze gumy,
          ciezar kol ma ogromny wplyw na zmeczenie.

          2. ukryci wrogowie
          oczywiscie, moze Cie rozlozyc bol lydek i ud. ale moje najwieksze
          porazki przy dlugich dystansach to: nadgarstki, kark, lokcie, kolana.
          jesli miewasz klopoty z kregoslupem - dorzuc do treningu plywanie.
          bardzo dobrze rozluznia duze miesnie nog, wzmacnia brzuch i
          kregoslup. przy pierwszych powazniejszych objawach bolu na trasie
          nie wpadaj w panike, tylko odpoczywaj i rob gimnastyke. nadgarstki i
          lokcie ja gimnastykuje przynajmniej raz na godzine, nie przerywajac
          jazdy, gorzej z karkiem. najwiekszym problemem moga byc kolana.
          mi kolana przestaly dokuczac jak zaczalem jezdzic w butach
          firmy "Specialized", ktore maja szczegolny ksztalt podeszwy,
          powodujacy, ze ruch kolan jest zblizony do naturalnego (do chodu).

          3. jedzenie i picie
          pic trzeba jak najwiecej. zakladasz srednia 16-18 (co moim zdaniem
          jest bardzo racjonalne), czyli 11-12 godzin wysilku. w tym czasie
          wypocisz (w zaleznosci od pogody) 2-3 litry, moze nawet wiecej. zeby
          nie opasc z sil musisz to uzupelniac, najlepiej izotonikami. jesli
          chodzi o jedzenie - to ja sie tym malo przejmuje, jem to co dopadne
          wtedy kiedy jestem glodny. trawienie pochlania sporo energii, wiec
          wole male ilosci latwych do przyswojenia posilkow. mi dobrze robi
          zupa - ale tu lepiej pogadaj ze specjalista.

          4. siodlo
          ha, ha, ha, ha - na to wedlug mnie nie ma sily, tylek idzie na
          siekane kotlety, do tego trzeba poprostu przywyknac. ale... sa
          siodla zle i jeszcze gorsze, popracuj nad tym, bo jak tylek jest za
          bardzo pociety, mozesz nie dojechac. ja wybralem Bontragera.

          5. trening
          ja bym powiedzial: krec ile sie da, im wiecej tym lepiej, nie
          przejmuj sie przetrenowaniem, przejmuj sie odpoczynkiem i odnowa -
          ale to moj organizm. nich ktos ci robi masaz, jak nie masz w okolicy
          zaprzyjaznionej masazystki, poszukaj kogos za kase. to bardzo wazne -
          przygotowuje Ci organizm do nastepnego treningu. mi dobrze robi
          goraca kapiel, jak najgoretsza. dzien przed wyscigiem przejechalbym
          lekkim tempem 50 km, wieczorem ostatni posilek 3 godziny przed snem
          (zeby nie wozic w brzuchu wczorajszej kolacji - podczas snu nie
          trawisz), rano jogurt z platkami, kawa, pol litra powerade i w droge.

          6. czas jazdy
          aby nie spalic sie psychicznie, dobrze miec plan jazdy. podzielic
          dystans na kawalki, zaplanowac postoje. dobrze, ze umiesz okreslic
          swoja srednia, dzieki temu bedziesz wiedzial gdzie jestes wedlug
          planu. jak zaplanujesz sobie odpoczynki, nie bedziesz ze soba bez
          sensu walczyl. ja np. nie musze sie zatrzymywac przez pierwsze 2
          godziny, potem staje co ok. poltorej na 15-20 minut. az zrobie sie
          glodny, to staje na tyle ile trzeba. dla mnie 2 godzinny postoj to
          byloby zabojstwo - mam po postojach kiepska rozbiegowke, im dluzszy
          tym trudniejsza. kazdy ma swoj rytm. sproboj go okreslic i bedziesz
          mog sie przygotowac - kiedy picie, kiedy gazetka, kiedy kawa a kiedy
          jedzenie.

          7. kryzys
          moze przyjdzie a moze nie przyjdzie. lepiej sie na to przygotowac.
          bywa, ze czlowieka opuszczaja sily, ze sie tak okropnie nie chce.
          wtedy konieczny jest dodatkowy odpoczynek, niekoniecznie dlugi.
          ja wtedy wpieprzam czekolade, czasem cala tabliczke. i od razu mi
          lepiej. bywa, ze sily i humor wracaja rownie szybko jak opadly.

          8. good luck!
          kiedy startujesz? napisz koniecznie jak Ci poszlo.

          pozdrawiam Cie serdecznie,
          Mavro, rocznik 1955
          • mavro napisał:
            ..............
            > kiedy startujesz?

            16 albo 30 sierpnia, o ile wystartuję. W soboty jest zwykle mniejszy ruch na drogach.

            W najbliższą sobotę albo niedzielę zamierzam przeprowadzić decydujący sprawdzian. Jak się uda, to co najmniej 10 h na siodełku.

            Zakład jest niski, istotna motywacja, to po prostu przejechać te 200 km albo ocenić, ile mi jeszcze brakuje.

            --
            Pozdrawiam
            Adam
          • Gość: Grzegorz IP: *.echostar.pl 19.08.08, 00:42
            Czy mogę prosić o więcej szczegółów o tych butach ze specjalną podeszwą?
        • Ja kilka razy przejechałem 200 km i to zarówno z sakwami jak i bez. Gdy robiłem regularne przerwy to nie czułem dystansu, gdy jechałem do utraty energii to kryzys miałem po 130, 150 i 180 km i na koniec skromnego obiadu nie byłem wstanie zjesc.
          --
          I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
          • robertrobert1 napisał:

            > Ja kilka razy przejechałem 200 km i to zarówno z sakwami jak i bez. Gdy robiłem
            > regularne przerwy to nie czułem dystansu,

            Według jakiego klucza planujesz regularne przerwy?

            Ja dotychczas robiłem przerwy jak dojechałem do celu pośredniego, końcowego, żeby odpocząć, żeby coś zjeść, jak zobaczyłem coś ciekawego na trasie, czyli po prostu jechałem na żywioł, starałem się tylko nie przemęczyć i pamiętać, ile mniej więcej zostało mi do przejechania i w jakich warunkach.

            Ostatnio czując energię po 100 km podkręciłem tempo dla treningu i na niecałe 40 km przed metą .........
            dopadł mnie kryzys.

            Adam
        • Gość: misiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.08, 10:21
          Ad. 2
          Przerwy co godzinę lub dwie mogą się wydawać zbędne (zwłaszcza na początku), ale
          po kilku godzinach jazdy będziesz już czekał na kilka minut wytchnienia.
          Ad. 3
          2 godziny to sporo, ale długość przerwy zależy tylko od Ciebie. Staraj się nie
          odpoczywać zbyt długo, bo faktycznie może to rozleniwić, poza tym ja np.
          odczuwam ból w nogach po zbyt długiej przerwie.
          Co do jedzenia - nie licz na to, że zjesz solidne śniadanie, a potem solidną
          kolację i tyle. Jedz po trochu ale często. Przy takim wysiłku głód poczujesz
          wtedy, kiedy będzie za późno. Nie jesteś głodny? Nie szkodzi. Jedz. Ja ostatnio
          jechałem w strasznym upale i też nie byłem głodny. Kilka godzin jechałem na
          samej wodzie, a potem myślałem, że zemdleję w trasie - jak mnie głód dopadł to
          musiałem zjeść pilnie i odczekać kilkadziesiąt minut, bo nie miałem siły jechać
          dalej. NIE POWTÓRZ TEGO BŁĘDU!
    • Istotna rzeczą na tak długim dystansie będzie dostarczenie odpowiedniej ilości kalorii. Może nawet ma większy wpływ niż posiadana kondycja. Nie ma paliwa nie ma jazdy. A będziesz potrzebował w granicach 4500-5000 kcal a może nawet więcej. Najlepiej zaopatrzyć się w odpowiednie wysokokaloryczne pożywienie na bazie węglowodanów, unikaj tłuszczów i produktów białkowych. I cały czas podjadaj na trasie mimo, że nie czujesz się głodny, wtedy nie dopadnie cię głód energetyczny, który bardzo może utrudnić podróż. Następna istotna sprawa to uzupełnianie płynów, musisz być przygotowany na ok 0,5 litra na godzinę jazdy i popijanie małymi łykami. Przerwy w czasie jazdy poświęć na gimnastykę i rozciąganie. Unikaj siedzenia w bezruchu. W czasie jazdy pomocny byłby jeszcze pulsometr, (jak nie masz, to może od kogoś pożyczyć) wtedy mógłbyś kontrolować "chwilową wartość zmęczenia", tak, żeby nie przekroczyć odpowiedniego poziomu, który wyeliminuje Cię z walki.
      • 04.08.08, 09:06
        Cytat z artykułu:

        tiny.pl/2p8t
        "Wstępne doświadczenia pokazały jednak, że zażywanie viagry przez kolarzy
        poprawia ich wyniki o 40 proc.! Badania te mogą tłumaczyć, dlaczego w bagażniku
        samochodu technicznego jednej z ekip tegorocznego Tour de France przewożono viagrę."

        Może się przyda :-)?
    • Gość: gosc IP: *.crowley.pl 04.08.08, 09:58
      kup bilet na w miarę pusty pociąg dalekobieżny i spróbuj po
      korytarzu troszeczkę ;-)
    • Gość: yu IP: *.icpnet.pl 06.08.08, 14:05
      - jedź z wiatrem, śledź prognozy
      - na Twoim miejscu starałbym się jechać asfaltem, najlepiej drogi 3-cyfrowe
      (wojewódzkie). nie każdy lubi być wciąż wyprzedzany przez samochody, ale
      najszybciej jedzie się po drodze z poboczem
      - nie planuj noclegu, weź tyle bagażu, by pomieścił zapas wody i jedzenia,
      sprawdź połączenia kolejowe z kilku punktów na trasie
    • W 80% jest to problem psychiczny. Twoj brain bedzie ci mowil "wszystko mnie
      boli, nie mam juz sily", musisz to ignorowac. Oczywiscie zakladam , ze bedziesz
      jechal w terenie plaskim i nie pod wiatr. Jesli teren jest gorzysty to twoje
      szanse sie dramatycznie zmniejsza, bo twoja srednia sie zmniejszy. Uzywanie
      roweru gorskiego na asfalcie , na dlugim dystansie , jest niepotrzebna strata
      energii. Po za tym , na szosowym mozesz zmieniac pozycje rak i jechac duzo
      szybciej. B. wazne jest jedzenie i picie. Pij czesto, najlepiej gatorade
      rozcienczona z woda 50/50. Co 40 km zatrzymaj sie na jedzenie , jedz to co
      lubisz. Wieczor przed impreza zjedz duzy talerz pasty, rano obfite sniadanie.
      Twoje szanse sie dramatycznie zwieksza jesli bedziesz jechal w grupie , nie
      sam. W grupie masz lepsza motywacje i mozesz jechac blisko za kims,
      oszczedzajac duzo energii.
    • i czego się boisz. mam63 lata , kobieta 63 kg , rower miejski robię 100km w
      ciągu jednego dnia . Jeśli jadę tylko 10 /h toż to spacerek .
      Trzymam kciuki aga
    • www.kolarze.info/index.php?option=com_content&task=view&id=313&Itemid=44

      Praktyka i nauka udowodniła,że wydolność organizmu spada wyrażnie
      dopiero po 65 r.życia.
      300- 400 km solo, bez towarzyszącego samochodu nie jest żadnym
      problemem dla 50+ czy na początku 60 tki.
      Srednia prędkośc to 30-31km/h dla średnio zaawansowanych.
      Znam osoby,które pokonały 500km.
      Oczywiście odpowiednia kadencja jest wpisana wcześniej w układzie
      mięśniowo nerwowym poprzez przejechanie 10tys km +.
      Nagła zmiana kadencji (Otylia Jędrzejczak ) to katastrofa.
      Zmianę należy wprowadzać przez min 12 mcy.

      Osoby początkujące będą miały lepsze osiągi przy niższej kadencji
      80-85.
      Magiczna kadencja 90+ jest dla wytrenowanych oraz dla
      kolarzy 60+ u których szybciej spada masa mięśniowa niż wydolność
      układu serce-płuca .Aby zachować podobną moc muszą oni przy
      słabszych mięśniach podkrecić kadencję.

      Spector


    • Gość: da IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.08, 22:55
      • Tylko, ze ten przejazd odbyl sie na lekkiej szosowce a nie trekkingu.
        --
        I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
        • hej, ... Adam?
          już po, czy ciągle trenujesz?
          --
          Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz
          powód.
          • marzena.sa napisała:

            > hej, ... Adam?
            > już po, czy ciągle trenujesz?

            W ostatnią sobotę nie podjąłem próby. Może się uda w jedną z dwóch kolejnych sobót.

            Praktycznie nie trenuję już ponad tydzień. Jeżdżę nie za wiele i na pełnym luzie. Kilka lat temu po częstym jeżdzeniu na wiosnę forma zaczęła roznąc, a później słabnąć. Chcę tego uniknąć.

            --
            Pozdrawiam
            Adam
            • no to kibicować nie będę, w sobotę objuczamy koniki i nie ma mnie
              trzy tygodnie ... ale trzymam za powodzenie :))
              pozdro.
              --
              Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz
              powód.
              • Nie wiem czy ktos ci to juz powiedział: żryj bo po stu kilometrach sie zderzysz
                z wielką czarną plamą przed oczami. Ona znaczy "brak cukru".

                I pij. Caly czas pij. Nawet nie poczujesz jak sie odwodnisz.
            • Gość: kondor IP: *.interq.pl 20.08.08, 22:21
              ..."Praktycznie nie trenuję już ponad tydzień. Jeżdżę nie za wiele i na pełnym
              luzie"...
              Może to metoda na osiągnięcie celu ale ja jeszcze o tym nie słyszałem.
              Bez treningu ,a cel osiągnąć.Sam jestem teraz ciekawy co z tego
              wyniknie.Najgorzej by teraz było abyś zrezygnował. Niezły "peletonik"
              przyciągnąłeś i sporo kibiców,a dzień coraz krótszy się robi i może zabraknąć
              dnia aby te 200 zrobić.
              • Gość portalu: kondor napisał(a):

                > Może to metoda na osiągnięcie celu ale ja jeszcze o tym nie słyszałem.
                > Bez treningu ,a cel osiągnąć.Sam jestem teraz ciekawy co z tego
                > wyniknie.

                Ja też jestem ciekawy. W najbliższą sobotę ze względu na prognozę pogody prawie na pewno nie wystartuję. W związku z tym okazało się, że za szybko przestałem trenować :( , aby uniknąć poczucia zmęczenia, przetrenowania w dniu jazdy.
                Dodatkowo nie sprawdziłem nawet, czy wysiędzę ponad 10 h na siodełku, żałuję, że nie znalazłem czasu na przeprowadzenie tego testu.

                > Najgorzej by teraz było abyś zrezygnował. Niezły "peletonik"
                > przyciągnąłeś i sporo kibiców,a dzień coraz krótszy się robi i może zabraknąć
                > dnia aby te 200 zrobić.

                Masz rację tym większą, ponieważ spodziewam się niskiej średniej i będę musiał zaczynać i kończyć, jak będzie ciemno.

                Aby zwiększyć szanse na przejazd 200 km opracowałem już trasę zastępczą o mniejszym natężeniu ruchu i w razie złej prognozy pogody na kolejną sobotę spróbuję jechać w tygodniu.

                Bez względu na wynik tej próby w przyszłym roku, jak mi się uda więcej jeździć na rowerze, to przymierzam się do pokonania ponad 250 km, ale w terenie praktycznie całkowicie płaskim i z lekkim wiaterkiem w plecy. Ale o tym już nie będę pisał na forum.

                --
                Pozdrawiam
                Adam
                • Ale ta próba była poza zakładem z powodu braku zgody na zmianę trasu.
                  Może w przyszłą sobotę spróbuję przejechać tamtą trasę.

                  Teraz było:

                  222,56 km (możliwe, że minimalnie licznik więcej pokazuje)

                  Średnia prędkość zniknęła _ _, _ _, ostatnia zapamiętana przeze mnie ponad 18,30 km/h i raczej powinna się utrzymać do końca w granicach 18 km/h, 17,9 km/h. Może dla kogoś jest śmieszna, ale nie dla mnie.

                  Średnia prędkość po 100 km ponad 21 km/h, przez ponad 20 km sprzyjał mi mocny wiatr w plecy.

                  Później jazda pod wiatr na otwartym terenie, prędkość jazdy spadała nawet do 11 km na płaskim terenie. Na szczęście pod wieczór przestawało powoli wiać aż zrobiła się niemalże cisza. Tylko że już wtedy nie miałem siły, aby mocniej nacisnąć.

                  Czas jazdy - wyzerował się (czy to możliwe, że po 10 h?) i licznik pokazywał 2 godz 15 min i 10 s.

                  Po króciutkim treningu czułem się silniejszy niż w ubiegłym roku.


                  Dziękuję wszystkim za rady oraz za wsparcie, nie spodziewałem się takiego odzewu.

                  Adam
                  • ... z życzeniami jeszcze wielu dwusetek!
                  • Przylaczam sie do gratulacji. Tylko nie rozumiem po co zamierzasz
                    bic kolejny rekord?
                    --
                    I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
                  • Gratulacje :)
                    śledziłam twoje przygotowania i jestem pełna podziwu, że się tego podjąłeś. Super!
                    joanna
                  • W sobotę 6 września.

                    Wyjechałem o 5:30 na miejsce dotarłem około 21.
                    Droga 225 km, czas przejazdu 14 godz 25 min.

                    Planowałem wyjechać o 4:30, ale moja komórka w weekend nie budzi, o czym zapomniałem.

                    Utrudnienia, których się spodziewałem.

                    Czułem, że mam słabszą formę niż 2 tygodnie wcześniej, kiedy to przejechałem 222 km, Jechałem teraz też z sakwami, co prawda nie były ciężkie, ale zawsze to sakwy. Dodatkowa obawa, że końcówka może nie być płaska. Dlatego też wydrukowałem na wszelki wypadek czas odjazdu najbliższych pociągów.
                    Chociaż te utrudnienia to były też pewnym wyzwaniem motywującym mnie do podjęcia próby.

                    Utrudnienia których się nie spodziewałem.

                    Niektóre odcinki bocznych dróg miały tak fatalną nawierzchnię, że czasami prędkość spadała prawie do 11 km na płaskim terenie, a i tak mocno mną trzęsło, na szczęście było tak może na odcinku nie dłuższym niż kilkanaście km.

                    Bardzo często musiałem patrzeć na mapę i pytać ludzi o drogę, brak drogowskazów na bocznych drogach.Przez błądzenie dołożyłem trochę dodatkowych km. To wydłużyło mój czas przejazdu.

                    Niespodziewane ułatwienia.

                    Po ponad 100 km trasa okazała się praktycznie płaska i jazda z szybkością 20 km/h nie sprawiała mi żadnych trudności. I tak zostało do końca. Nawet raz mnie poniosło i chciałem znacznie przyspieszyć dla sprawdzenia moich sił, ale nogi błyskawicznie mi przypomniały o tym, że już mam około 180 km za sobą i przypomniały mi się kryzysy, jak przejeżdżałem trasy tylko ponad 100 km, więc bardzo szybko i bardzo grzecznie zwolniłem.

                    Picie i jedzenie na trasie.

                    2,75 l wody mineralnej, 1 l pepsi, 1 l maślanki, 3 kefiry po 400 g.
                    4 drożdżówki, jeden serek może 200 lub 250 g, 1/2 kg jabłek i jedną kanapkę z żółtym serem. Pepsi piłem pierwszy raz na rowerze i chyba po raz ostatni. W drugiej połowie dnia widziałem tylko 1 zajazd, ale kolejka, brak głodu i konieczność zostawienia roweru za ogrodzeniem (a miałem sakwy) zniechęciły mnie.

                    Ostatnie 20 km zmniejszyłem ilość picia i chyba troszkę się odwodniłem, co stwierdziłem na następny dzień.

                    Ogólnie rzecz biorąc, to poszło mi niby łatwo, ale nie wiem, czy jak dałbym radę, gdyby końcówka okazała się pagórkowata albo pod silniejszy wiatr. Wiatr miałem z reguły bardzo słaby, po południu umiarkowany raczej boczny, od czasu do czasu przednio boczny.

                    Samopoczucie po przejechaniu.

                    W sobotę dobre. W niedzielę czułem się osłabiony, w poniedziałek przeciętnie, może troszkę mięśnie czułem, a dzisiaj we wtorek mam wrażenie, że mam co najmniej formę lepszą od przeciętnej.

                    --
                    Pozdrawiam
                    Adam
    • Nie rób tego, nawet kosztem przegranego zakładu. Zdrowie jest jedno.
    • Gość: paveua IP: 212.160.172.* 10.09.08, 15:25
      Gratulacje!

      Jak dla mnie to wątek miesiąca.

      Przeczytałem cały i sobie przypomniałem swoją najdłuższą trasę. Było
      tak jak pisał RObertRObert - w końcówce już bardzo chciałem
      dojechać, więc nie robiłem postojów i jedzonka. W efekcie na 10 km
      przed końcem (150 km) miałem co 1 km postój.
      Teraz już się pilnuję i regularnie jem, planuję etc.
      Gratuluję konsekwencji
      Pzdr
      • wiedzialam, wiedziałam że dasz rade, w końcu to tylko 200 km :))
        pozdr.
        --
        Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz
        powód.
        • marzena.sa napisała:

          > wiedzialam, wiedziałam że dasz rade, w końcu to tylko 200 km :))

          Miałem około 35 lat, jak znajomy zaproponował mi, abym ponad 20 km w jedną stronę jechać na rowerze nad zalew. Nie potraktowałem tej propozycji poważnie. Jakże to, jechać tak daleko na rowerze i jeszcze mieć siły na powrót?

          Adam
    • Gość: kondor IP: *.interq.pl 17.09.08, 19:46
      ..."przymierzam się do pokonania ponad 250 km,"...
      Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
      No cóż wystarczy spojrzeć jakie dystanse ludziki na swoich rowerkach wyczyniają
      i można wnioskować że żadna bariera nie jest dla nas straszna.
      Myślisz o 250 to zapewne to zrealizujesz.
    • śledziłem ten wątek ale dochodzę do wniosku, że to kompletny bezsens
      co autor wyprawia :-(

      zapomniał o najważniejszym i najpiękniejszym co daje rower
      a więc przyjemności z jazdy, najbijanie kilometrów tylko po to aby
      osiagnąc jakis tam wynik jest durną ideą...
      ja tez mam sowje rekordy ale padają one przy okazji fajnej wycieczki
      a nie wycieczka jest dla rekordu...
      no ale jak kto lubi, choc dla mnie to wypaczenie turystyki rowerowej
      b.
      --
      "mam tak samo jak Ty, miasto moje a w nim..."
      wawajpg.blox.pl
      • Gość: Maciek IP: *.axelspringer.pl 24.04.09, 17:07
        Boruta, ta dla Ciebie "durna idea" to dla autora wazna sprawa. Turystyka
        rowerowa- ok, ale nie kazdy lubi wlec sie i pstrykac co 500m fotki. Bez urazy,
        ale bzdury wypisujesz. <br />

        Autorowi szczere gratulacje :)
        • Gość portalu: Maciek napisał(a):

          > Boruta, ta dla Ciebie "durna idea" to dla autora wazna sprawa. Turystyka
          > rowerowa- ok, ale nie kazdy lubi wlec sie i pstrykac co 500m fotki. Bez urazy,
          > ale bzdury wypisujesz. <br />
          >
          Turystyka rowerowa a bicie rekordów to dwie różne sprawy. I nie znaczy to że
          turystyka nie wiąże się z osiągami, ale nie są one celem a jedynie skutkiem
          pasji rowerowania i chęci poznawania nowych obszarów.
          Podam obrazowe porównanie między przejechać a przegrzmieć:
          W te wakacje rodzinnie(ja<19 lat amator na góralu>, rodzice i moja młodsza o
          trzy lata siostra)pokonaliśmy ze sprzętem ok. 30 kg. na rower, zwiedzając, jak
          to mówisz pstrykając trasę Świnoujście-Hamburg-Amsterdam-Bruksela-Reims-Paryż
          mającą jakieś 2200km. Faktycznie zajęło to półtora miesiąca, ale o każdym
          miejscu mogę teraz przypomnieć sobie wszystko z wielu zdjęć, mogę coś o każdym z
          nich powiedzieć. Poznaliśmy sympatycznych ludzi, miejsca i ciekawe dzielnice nie
          będące na podstawowej trasie turysty, często na przedmieściach. Wyjazd
          poprzedziło dokładne wybieranie ciekawych obiektów wokół trasy, dowiedzenie się
          co ciekawego może nas spotkać.

          W Paryżu spotkaliśmy też dwóch panów jadących analogicznie z małymi różnicami ze
          Szczecina. Zrobili ten dystans w dwa tygodnie! Wspaniale! A gdzie byli, co
          ciekawego zobaczyli? Wymienili kilka dużych miast na trasie, stanęli w nich na
          rynku i pojechali dalej.

          No to mi by było szkoda tracić na to 2 tygodnie żeby przejechać choćby pół
          świata poświęcając uwagę tylko dojechaniu do celu w jak najkrótszym czasie. Bo
          dla rekordzistów liczy się ,,ile?" i ,,po jakiej nawierzchni?" a nie ,,gdzie?" i
          ,,co przy tym zobaczę?".
    • Gość: mikroos IP: 195.2.222.* 24.04.09, 17:41
      Jeżeli nie przekroczysz określonego poziomu obciążenia, organizm (czysto teoretycznie) może pracować w nieskończoność. Warunkiem jest dostarczanie wody, soli i oczywiście energii.

      W praktyce najlepiej jest zacząć od największego dystansu, jaki zrobiłeś w tym sezonie, i mniej więcej proporcjonalnie zbliżać się do tych upragnionych 200 km. Pamiętaj tylko, żeby się nie przetrenować - odpoczynek jest integralną częścią treningu!!!

      Nie zgodzę się, że ryzykujesz życiem/zdrowiem. Wszystko jest kwestią tempa, jakie sobie narzucisz. Jeżeli nie przekroczysz poziomu, na którym obciążenie staje się dla organizmu niekomfortowe, wszystko powinno być ok.

      Pozdro!
    • Dwukrotnie kiedyś przejechałem bez przygotowania 300 km (na początku sezonu), co
      prawda po szosie. Można więc jeśli się chce. Co prawda na rowerze szosowym.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.