05.11.09, 23:35
Przypadkiem znalazłam to forum i...jestem w szoku.
Mam dwoje dzieci, 4letniego Kacperka i 1,5roczną Hanię.
Są jak ogień i woda, żartujemy czasem,że Kacperek powinien być dziewczynką a Hania chłopczykiem.

On od zawsz był "inny",spokojny,grzeczny, usłuchany...
ale nieufny do obców, nienawidził hałasu, zamieszania, piosenek-,grających, hałasujących zabawek...
kiedyś kuzynka stwierdziła,że to drugi bethoven bo ma słuch absolutny, drażni go muzyka jak ktoś fałszuje- śmiałam się,że wtakim razie fałszują wszyscy bo on nienawidzi ŻĄDNEJ muzyki...

Lubił pobiegac i poszaleć ale tylko ze mną..w tłumie się wycofywał.
Przytula się tylko do mnie, nienawidzi całować. w policzek- BARDZO rzadko, sporadycznie udaje misię "wycganić" normalnego całusa.
nienawidzi zdjęć..ma obsesję..

im jest starszy tym bardziej "towarzyski"-odpowiada dzień dobry, dowidzenia. nie chowa się gdy ktoś coś do nieog mówi.

nienawidzi psów, a właściwie boi się ich- panicznie, od maleńkiego. nigdy żaden go nie ugryzł, nie było żadnego przykrego doświadczenia w tym temacie- ale on się boi, na widok psa cały sztywnieje, czasem ma takie dziwne zachowania i jak jest koło neigo pies którrego zna to nagle go kopie- tak niespodziewanie, bez powodu
ale kocha koty- od zawsze. uwielbia....tak po prostu...

od kiedy urodziła się jego siostra jest trochę hm.inaczej. ona uwielbia hałas, zamieszanie, grające zabawki, muzykę i "oswoiła go" z tym..
tj juz nie krzyczy i nie ucieka gdy włączam vivę, ale tańczy z nami, jak ona się bawi grającymi zabawkami nie zaczyna jęczeć- przyzwyczaił się...
pozatym niegdyś cichy i spokojny zrobiłs ię BARDZO hałaśliwy, bawi się i niz gruszki, ni pietruski zaczyna krzyczeć, piszczeć...tak po prostu..tworzy multum hałasu- właściwie nie wiem po co, obstawiam,że po to,żeby zwrócić na siebie uwagę- taki gest-halo,też tu jestem
jego siostrzyczka jest taka hm..przebojowa, uwielbiana przez wszystkich od pierwszego spojrzenia.
on jest dzieckiem, któe trzeba hm..poznać,żeby polubić...

od małego nazywałam go swoim "małym księciem", do dzisiaj ważne jest dla mnie, żeby był wyspany,najedzony bo wtedy jest względny spokój, kacper który sięnie wyspał- będzie jęczał cały dzień,
potrafił dłużej "wybudzać,wypierzać się" z dziennej drzemki niż ta drzemka trwałą.
ale ja zostawiałam wszystko i siedziałam znim przytulałam bo wiedziałam,że jak go zostawię samego to będzie jęczał aż do wieczora

nienawidzi być "brudny", do dzisiaj, jeszcze niedawno czekolady nie jadł jesli ktoś go nie karmił bo bałs ię brudnych rąk, nawet kropla wody na dłoni to jest powód do okropnego zdenerwowania, w piaskownicy siedział i patrzył jak bawią się inne dzieci ale piasku nie doykał bo byłby brudny..

nigdy nie nadepnąl na nic, wszystko omijał, rozsypane zabawki..
teraz weszła obsesja błota...nie wdepnie w nie bo jest obrzydliwe..

2 razy "startował" do przedszkola, po krótkim czasie zmieniał się. zachowywał jak zasczuty, przewrażony.
prosił,żeby go tam nie puszczać bo "tam jest za dużo dzieci które krzyczą i popychają"
nawet nie jego, się- zamieszanie...
z opowiadań pani,że na wszystkich zajęciach wymagających skupienia był jedynym dzieckiem które skupic ise potrafiło, potrafił siedzieć do oporu i malować, wycinać (w domu malować kredkami nie lubi), natomiast przez czas kiedy chodził do przedszkola nie wziął udziału w ŻADNEJ zabawie grupowej, na widok pana od rytmiki kiedy wszystkie dzieci piszczały z radości on sie chował...
jako kolejny "koszmar" przedszkolny opowiadał, że pani kazała dzieciom się trzymać za ręce jak szli na polac zabaw, a chłopczyk któreog on miałtrzymnacv płakał...

jest niesamowicie wrażliwy- na krzywdę innych i swoją własną.
ostatnio oddał swojego pieniążka pani żebrającej na ulicy, tak o- bo usłyszał, że ona nie ma- i nei chciał za to nic w zamian.
najchętniej non stop by się do mnie przytulał, nieważne gdzie jesteśmy - czy na ulicy, czy wkościele potrafi wypalić i nie raz "mamo, kocham cię" - słodkie ale on to powtarza bez przerwy.
jest moim "emocjonalnym wampirem"..wysysa,ze mnie wszystkie emocje, wpędza wpoczucie winy...
każde moje zdenerwowanie, krzyk, karę odbiera jako totalną katastrofę, to go łamie...

przeczytałam cześć, waszych postów i..
ostatnio gdzieś czytałamo "dzieciach nadwrażliwych" ale nie wzięłam tego dosłownie, nie tak serio...
gdy był sam jego zachowania nawet te dziwne i nieco ekscentryczne wywoływały we mnie hm..rozrzewnienie, myślałam,że taki jest i ok.
teraz też og kochami akceptuję, ale patrząc na hanię jeszcze bardziej poraziła mnie jego "inność"
dotarło do mnie jak rózny jest od większości dzieci...

teraz jeszcze to wasze forum...
pomózcie, jakie macie rady- jak postępować z takmi dzieći!?
co robić,żeby im pomóc..żeby łatwiej im się żyło..
--
Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Niani(18.03.2008)
"Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
(A.F.,E.M.)
Edytor zaawansowany
  • mamaemilii 10.11.09, 22:39
    Ewelina,
    Mam wrażenie, że Twój syn już się zmienia przy siostrze, więc byłabym dobrej
    myśli. Poza tym osiągnął wiek, w którym część wrażliwców stają się bardziej
    społecznymi i ich wrażliwość schodzi na drugi plan. Tak było z moją córką. Ma
    teraz 6 lat i nikt z nowych znajomych nie chce mi wierzyć w opowieści sprzed 3
    lat smile
    Ja też mam drugą córkę, typ lubiący mocne wrażenia. I muszę Ci powiedzieć, że
    moje dziewczyny dogadują się świetnie.

    W każdym razie widać, że akceptujesz synka i to właśnie może dać mu siłę na
    pokonywanie nowych wyzwań. Zabrzmiało górnolotnie, ale tak właśnie jest. A
    przykład siostry na co dzień też niewątpliwie mu pomoże. Co oczywiście nie
    znaczy, że synek przestanie być wrażliwy na różne sprawy i może nie tak
    towarzyski, jak siostra. Ale czemu nie?
    --
    Go on, go on, go on...
  • epreis 10.11.09, 23:36
    dzięki, fajnie coś takiego..optymistycznego przeczytać wink

    czasem się martwiłam,zwłaszcza jak słyszałam,że to przeze mnie jest "mamisynkiem",że trzeba ostro,że się rozczulam,że za bardzo poświęcam..
    w moim mniemaniu bzdury.

    jestem z dziećmi w domu bo z racji pracy mojego męża, któy jest marynarzem nie chcę wychowywac totalnych sierot,wystarczym,że znikanie i powroty taty zaburzają poczucie bezpieczeństwa, ja mam być zawsze....nie jest to dla mnie poświęcenie, ja to lubię i kocham- jestem taką kwoką..

    nigdy go nie rozpieszczałam, nie pozwalałam sobie wejść na głowę.
    od małego wpajałam pewne zasady i on np wiedział,że stół jest do jedzenia nie do trzymania zabawek, wystarczyła powiedzieć "nie wolno bo.." i wytłumaczyć i już było pewne,że posłucha...
    w tych sprawach byłam raczej zasadnicza...

    nie reagowałam histerycznie gdy się wywrócił, zrobiłs obie krzywde, nie starałam się unikać na siłę takich przykrych wydarzeń, ale gdy przybiegał zapłakany (a przybiegał zawsze bo najmniejszy "wypadek" był na miarę trzęsienia ziemi) NIGDY nie powiedziałam "nic się nie stało", starałam się jak mogłam zrozumieć i zaakceptować jego uczucia...

    rozumiałam i nie pozwalałam innym na siłę przytulać go całowac i robić cokolwiek wbrew jego woli, choć np czasami bylo mi wstyd gdy on z uporem maniaka chował sie i nie chciał chociażby przywitać.
    starszym ludziom trudno wytłumaczyć takie hm..wahania nastrojów "jednego razu slodki jak miód, na drugi dzieńw ogóle sięnie odzywa"...

    mimo obaw swoich i nie tylko, wypisałam go z tego przedszkola bo to co się z nim działo było czymś niesamowitym...

    kiedyś jego zachowanie było dla mnie normalne, oczywiste..no poza niektórymi dziwactwami wink
    teraz staje się torche męczące, ale staram się smile

    aha..rzeczywiście zmienia się, już np nie zawsze gdy się wywróci płacze, teraz wie,że pewne zabawy są niebezpieczne i jesli chce skakać np po łóżu, to może spaść. a jak spadnie to nie ma płakać - bo taka jest konsekwncja jego niemądrego pomysłu...

    pozatym chyba obserwuje hanie, któa raczej nie płacze z bólu, raczej jak się wystraszy lub "po aktorsku",żeby zagrać na naszych uczuciach i decyzjami manipulować...

    nadal potrzebuje duuuuużo się przytulać, potrafi np gdy ja się naprawdę spieszę, na srodku ulicy czy w różnych innych dziwnych niespodziewanych miejsach zajęczeć "mamuś, chcę się przytulić"
    kiedyś było dla mnie naturalnym- ok, nie ma problemu.
    ale teraz często jest tak,że nie mogę.nie w tym momencie, a jeśli odmówię to jemu jest niesamowicie przykro.
    z drugiej strony otworzyłs ię trochę na ludzi i np, hehe kocham cię mówi też do taty.
    cześć swoich uczuć ze mnie przelał na siostrę, to jest obecnie największy problem
    jest wobec niej zaborczy i upierdliwy, "osacza ją"..a ona totalna indywidualistka okropnie się denerwuje.
    nie wiem jak to rozegrac.
    nie chc e na nieog krzyczeć,że ma dać jej spokó- bo nie chcę jego od niej odsuwać, ale ona za mała,żeby zrozumieć, że czase może pozowliću się przytulic. ok,,może "czasem" może potrafić zrozumieć, ale on chciałby ciągle...
    jak masz jakiś pomysł, to chętnie posłucham..
    co zrobić, żeby dalej kochali się jak kochają ale żeby unikać codziennych awantur nt jego upierdliwości wink
    --
    Ewelina-mama Kapselka(03.10.2005) i Niani(18.03.2008)
    "Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci."
    (A.F.,E.M.)
  • mamaemilii 12.11.09, 22:27
    z drugiej strony otworzyłs ię trochę na ludzi i np, hehe kocham cię mówi też
    do taty.
    cześć swoich uczuć ze mnie przelał na siostrę, to jest obecnie największy problem
    jest wobec niej zaborczy i upierdliwy, "osacza ją"..a ona totalna
    indywidualistka okropnie się denerwuje.
    nie wiem jak to rozegrac.
    nie chc e na nieog krzyczeć,że ma dać jej spokó- bo nie chcę jego od niej
    odsuwać, ale ona za mała,żeby zrozumieć, że czase może pozowliću się przytulic.
    ok,,może "czasem" może potrafić zrozumieć, ale on chciałby ciągle...


    A to ciekawe, bo moja młodsza też bardzo długo nie cierpiała serdeczności
    starszej. Emilka bardzo kocha siostrę i tak jak Twój synek, próbowała jej na
    różne sposoby to pokazać. Julka za to uciekała, gdzie pieprz rośnie. Albo głośno
    wyrażała sprzeciw.

    My w takich chwilach zwyczajnie mówiliśmy Emilce, że młodsza jest takim typem,
    który nie lubi przytulania. W domyśle, że trzeba to zrozumieć i zaakceptować. I
    tyle. Oczywiście, bywało jej przykro, ale z czasem sama Emilia upominała mnie,
    bym się nie smuciła, gdy Julka w ten sam sposób uciekała od moich uścisków.

    Na szczęście niedawno młodsza przestała być taka niezależna, da się złapać za
    rękę, przytulić. Przy pierwszych oznakach "przylepności" Julki moja starsza
    córka wręcz była wniebowzięta.
    Może ta historia powtórzy się i w Twojej rodzinie, czego Ci serdecznie życzę smile
    Pozdrawiam!
    --
    Go on, go on, go on...
  • epreis 28.10.10, 20:18
    znów nieudany start na zaj.aikido- chciał chodzić,podobało mu się a potem....
    i obserwacjach jego wyraźnej niechęci do zaj. rytmicznych w akademii przedszkolaka zdecydowałam się na zdiagnozowanie go kierunku SI.

    okazało się,że oprócz ww zaburzeń- nadwrażliwość dźwiękowa,dotykowa ma też dyspraksję...
    pomału zaczynamy terapię....
    --
    -- Przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić, a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się wreszcie zamknęły --
  • brzozek 18.11.10, 11:16
    epreis, przeczytałam Twój post i aż się wzruszyłam.. serio. przeczytałam właśnie opis MOJEGO dziecka. to niesamowite, ile takie dzieciaki mają ze sobą wspólnego. może to głupio zabrzmi, ale dodałaś mi otuchy smile
    zachowanie mojego synka zaczyna mnie przerastać, chce się udać po fachową poradę do specjalisty. Jeśli ktoś może polecić dobrego psychologa w tym kierunku w W-wie napiszcie proszę.
    --
    Michaś 22.08.2007
    Bartuś 29.03.2010
  • dg2604 05.10.12, 11:42
    Witam...kiedys czesciej krzystalam z forum,pisalam na malym dziecku,ale mam wrazenie,ze tak "siedza" osoby ktorych dzieci sa idealne...w wieku 6 miesiecy jedza lyzeczka i wogole czytaja wiersze majac dwa latka...smile spotkalam sie tam z roznego rodzaju atakami i obiecalam sobie ze juz wiecej razy nie napisze na forum...az do tej chwilismile

    Mam problem z coreczka i wlasnie zaczelam szukac o dziciach nadwrazliwych i znalazlam sie tutaj...czytajac post autorki przezylam szok...wiem,ze nie jestem sama...i ze tutaj nie "czatuja" osoby "doktoryzujace" sie w kazdej dziedzinie wychowania...i ze moze ktos mnie zrozumie.

    Dziekujesmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka