Dodaj do ulubionych

nawrzeszczałam na cudze dziecko

28.06.06, 12:53
A właściwie nie tyle nakrzyczałam co ostrym głosem udzieliłam reprymendy
obcemu dziecku. Jest mi teraz trochę głupio, nie wiem sama czy postapiłam
pedagogicznie, ale odezwała się we mnie lwica walcząca o swoje potomstwo smile
Scena na ślizgawce, moje dziecię delikatne i ostrożnie próbuje wspiąć się na
drabinkę, na chwilę odwracam wzrok, nie widziałam sytuacji, ale słyszę moje
dziecię zanosi się od płaczu, obok stoi jakaś dziewczynka ok.4-5 lat.
Tulenie, uspakajanie, po jakimś czasie znowu zaczyna wchodzić na ślizgawkę i
teraz ją uważnie obserwuję, akcja- ta sama dziewczynka wrzeszczy bez powodu
na moje dziecko. Mama zajęta gadanie z inną mamą. Podchodzę i podniesionym
głosem pytam dlaczego "tak krzyczysz na moje dziecko, zachowujesz się
niegrzecznie wystraszyłaś ją" itp. Nieco zbyt ostro to powiedziałam ale to
był impuls, raczej nie interweniuje dopóki nie wchodzi w gre przemoc
fizyczna, ale tym razem dałam ponieść się nerwom. Efektem tej całej sytuacji
tego zarówno mojej Małej jak i mnie odechciało się pobytu na placu zabaw.
Muszę się jeszcze wiele nauczyć w postępowaniu z moim wrażliwym dzieckiem,
potrzeba dużo mądrości aby zachować umiar, być sprawiedliwym również w
traktowaniu innych dzieci, aby pomagać mojemu dziecku ale nie traktować jej
jak ósmy cud świata (choć dla mnie niewątpliwie nim jest smile ).

Edytor zaawansowany
  • misia311 28.06.06, 15:07
    A ja Cie doskonale rozumiem i popieram, no może nie do końca formę wink
    Ja sama też potrafię zrócić uwage obcemu dziecku jeżeli jego zachowanie jest
    sprzeczne z 'normami społecznymi' np. zabieranie nie swoich rzeczy, łamanie
    gałezi na krzewach i drzewach itp
    Ale fakt, że zwłaszcza jeżeli jest przy tym córka to staram zachować
    się 'poprawność polityczną' i mówię spokojnym acz stanowczym głosem.
    I też przede mną długa droga aby nie faworyzować swojego dziecka ale to chyba
    noramlne zachowanie rodzicawink
    --
    Jagoda ma już...
    Niespodzianka
  • mamaemilii 28.06.06, 15:41
    Ja staram się nie ingerować, póki nie widzę bójki. Obserwuję inne dzieci, które
    potrafią sobie poradzić z małymi "rozbójnikami" i myślę sobie, że trudno, moja
    córa nie uniknie tego np. w przedszkolu. Nie uchronię jej, za to ona musi się
    nauczyć radzić sobie w takich sytuacjach.

    Z mojej strony zawsze może liczyć na przytulenie, odprowadzenie jej dalej,
    wytłumaczenie. Ale chciałabym, by sama kiedyś wpadła na to, że skoro przemoc i
    krzyk są jej obce, to jedyne wyjście, to np. przejść w inną stronę piaskownicy.
    Na razie kończy się przeważnie wycofaniem i szukaniem pomocy u mnie.

    Prawdę mówiąc, nie spotkałam się jeszcze z podobnie agresywnym zachowaniem
    innych dzieci wobec mojego. Może wtedy też emocje by mnie poniosły... kto wie smile
    --
    Jesteś mamą pracującą? Witaj w Klubie
    I zapraszam na Forum Dziecko Wrażliwe
    Emilka ma...
  • marta406 17.05.07, 19:41
    > Ja staram się nie ingerować, póki nie widzę bójki. Obserwuję inne dzieci,
    które
    >
    > potrafią sobie poradzić z małymi "rozbójnikami" i myślę sobie, że trudno,
    moja
    > córa nie uniknie tego np. w przedszkolu. Nie uchronię jej, za to ona musi się
    > nauczyć radzić sobie w takich sytuacjach.

    Nie mogę się z Tobą zgodzić. Córka nie nauczy się asertywności jeśli jej nie
    pokażesz, jak to się robi. Moja córka jest z tych nieśmiałych dzieci, rok temu
    wydawało mi się że powinna sama uczyć się radzić sobie, więc pozwalałam
    zabierać jej zabawki, wpychać się przed nią na ślizgawce itd. Mamy tych dzieci
    nie reagowały, ewentualnie pogroziły "jak tak się będziesz zachowywać to
    pójdziemy do domu", po czym dalej siedziały na ławeczkach (same sobie robią
    krzywdę takim zachowaniem, bo dziecko zauważa ze słowo mamy nic nie znaczy- ale
    to już na inny temat).
    Pod koniec wakacji przeczytałam artykuł w gazecie dla dzieci o konfliktach
    między dziećmi. Pisało że w przypadku nieśmiałych dzieci powinno się reagować!
    Jeśli ktoś zabierze dziecku zabawkę- to powinniśmy ją mu odebrać (najpierw
    próbuje wymienić na inną zabawkę, którą córa się nie bawi lub poprostu proszę o
    zwrot tłumacząc że córa się nią bawiła i nie powinno się wyrywać zabawek, ale w
    przypadku bardzo ciężkiego dziecka poprostu zabieram), w ten sposób zwiększamy
    poczucie jego wartości, pokazujemy mu jak to się robi, uczymy je że ma prawo
    rządać zwrotu swojej własności (piszę o zabawkach, ale dotyczy to innych
    sytuacji). Ozywiście matki innych dzieci patrzą teraz na mnie jak na wariatkę,
    ale moja córa też się zmieniła. Potrafi podejść do innego dziecka i powiedzieć
    że chce spowrotem swoją rzecz, broni się gdy jakieś dziecko chce jej coś wyrwać
    z ręki (kiedyś siedziała cicho i pozwalała na to). Jest to nasz wspólny sukces,
    bo przy okazji ja też stałam się bardziej asertywna bo chce dać córce dobry
    przykład (oczywiście nie mam na myśli zabierania dzieciom zabawekwink.
    --
    Kinga ma...
  • nanait 13.07.06, 15:53
    Nie dziwię się wcale! Sama ostatnio nawrzeszczałam na 7,5 latka, który mnie
    zupełnie zignorował! Scena: Wojcio (4,5) pięknie bawi się w piankowo, kulkowo,
    sznurkowej zagrodzie i nagle słyszę przeraźliwy płacz mojego dziecka. Widzę 7
    latka, który beztrosko ciągnie za nogę ze zjeżdżalni moje dziecko a potem po
    nim depcze!!! Gdyby nie to, że teren był osiatkowany i mój mały (podrapany) już
    się wydostał to pewnie bym tam wpadła i mało, że nawrzeszczała to jeszcze tego
    łobuza wyciągnęła za ucho! Jaka reakcja dorosłych...NIC absolutny spokój a
    rodziców ani śladu!!! Na tablicy informacyjnej wyraźnie napisano: dla dzieci od
    2 do 5 lat!!! Aż słabo mi się robi gdy pomyślę, że chciałam pozwolić tam na
    zabawę drugiemu 2,5 letniemu synkowi - na szczęście tego nie zrobiłam!
  • ankagoz 06.10.06, 11:08
    A ja mam dość nie radzę już sobie. I czasem myślę, że nie potrafię dziecku
    wytłumaczyć dlaczego taki mały 4 latek potrafi drugiemu 4 latkowi tak
    uprzykrzyć życie. I lepiej chyba od razu okrzyczeć takiego małego urwisa,
    przynajmniej dziecko wie, że to drugie jest złe a nie ono.
  • vetkam 22.06.07, 11:52
    Ja (aż wstyd się przyznać)raz odepchnęłam (prawie uderzyłam) obce dziecko
    (Matko! Aż się popłakałam w domu że nie potrafiłam zapanowac nad sobą, a mąż
    dał mi taką reprymendę, że uszy mi zwiędły!)
    Mój Olo (wtedy 12 miesięcy-juz biegał (bo on zawsze biegawink nie chodzismile
    chciał podejść do chuśtawki, kucyka na sprężynie na której siedziała (uwga!) 12-
    13 letnia dziewczyna. Ja stałam troszkę z boku i przyglądałam sobie jak mój Olo
    z uśmiechem na twarzy podchodzi do "dziewczynki" (która ledwo sie mieściła na
    tej huśtawce (13lat) a ta z premedytacja odchyliła się na sprężynie i z impetem
    walnęła w mojego Olka. Olek upadł, krew zaczęła mu lecieć z warg (dostał w
    buzię)Nie wytrzymałam! Podeszłam i najnoramlniej w swiecie-w odruchu
    odepchnęłam tą dziewczynkę z chuśtawki wrzeszcząc na nią! I w tym momencie z
    ławeczki z końca parku wstaje wymalowana mamusia (która oczywiście plotkowała
    na ławeczce) i doszło do poważnej awantury! Ja z Olkiem płaczącym zakrwawionym
    na rękach, mamusia wyzywająca mnie od (....Piii...Piii..)-sposób argumentacji
    tej Pani nie był na poziomie i dziewczynka z szyderczym uśmiechem za spódnicą
    mamy! Wiem że zrobiłam bardzo źle i powiem wam szczerze że nie wiem skąd wtedy
    we mnie taki odruch!!! Normalnie czułam się tak jak zwierzę, które odruchowo
    broniło swojego dziecka! Wyrzuty sumienia mam do tej pory!
  • e-milia44 23.06.07, 14:38
    Ja zawsze staje po stronie mojego dziecka, kiedy wymaga poparciea, szczególnie
    w sytuacji gdy drugie dziecko jest od niego starsze is ilniejsze. Kilka razy
    byłam świadkiem sytuacji, że ktos powiedział o mim synku, ze jest "głupi" (jak
    to dzieci smile), a raz kolega kazał mu się "zamknąć". W obu sytuacjach
    wytłumaczyłam, ze tak nie można i kazałam przeprosić (łagodnie). Poskutkowało.
    Myślę, że taka jest rola rodzica, żeby wspierać swoje dziecko. Jak się nauczy,
    że tak nie można do niego mówić, i że ktoś staje po jego stronie, będzie umiał
    dbać o siebie i będzie czuł się na tyle dla siebie ważny, żeby później
    oponować. Najważniejsze, żeby nie traktować takich sytuacji jak normę. Jeśli
    konflikt dotyczy dzieci, z którymi stale się spotyka staram się go nie
    zaostrzać, tylko przyjąć rolę mediatora, żeby obie strony wyszły "z twarzą" i
    sytuacja nie pozostawiała niesnasek, a dzieci mogły dalej razem się bawić.
    ----------------
    Kto idzie ten dojdzie.
  • alex_cz 29.06.07, 22:51
    zgadzam się z emilią44 w 100%
  • aptaj4 14.08.07, 15:50
    pierwszy raz weszłam na to forum, ciesze się, że je znalazłam,
    przeczytałam wszystkie listy jednym tchem, bo myślałam, że takie
    problemy mam tylko ja... uffff
    Spotykam wiele mam ale niestety te, które znam, tą są mamy z tych
    siedzących i plotkujących na ławeczkach podczas, gdy ich dzieci
    robią co chcą na placach zabaw. Niestety jakoś strasznie czułam się
    samotna wśród takiego towarzystwa, a tu proszę, takie piekne
    wypowiedzi wszystkich mam na tym forum, z problemami i sposobem
    myslenia moim, aż lepiej zrobiło mi sie na duszy. Dodam jeszcze, że
    właśnie tez w domu mam nieprzeciętnie wrażliwą, małą osóbkę smile
  • alex_cz 12.09.07, 01:41
    witaj aptaj4 smile
  • alex_cz 12.09.07, 01:41
    Dzisiaj interweniowałam uncertain Jakaś dziewczynka 4 letnia zaatakowała młodego i to
    dość ostro. Strasznie się wkurzyłam, ale.. najbardziej zirytowała mnie postawa
    rodzica.
    Ojciec dziewczynki siedzac na ławce ograniczył się do wypowiedzenia mdłym, ledwo
    słyszalnym głosem "Natalko, nie szarp chłopca". Powiedział to mniej więcej tak,
    jak się mówi "ale mi się nudzi". No więc weszłam w rolę i powiedziałam swoje.
    Nie pierwszy raz spotykam się z taką postawą rodzica - noga na nogę i
    "Misiu/Pysiu/Skarbie nie rób tak" koniec.
    Nie chcę być złośliwa, ale oczami wyobraźni widzę jak ich myś/pyś będzie
    niedługo ochoczo trzaskał ich po głowie dosłownie i w przenośni. O ile już tego
    nie robi, bo raczej słowo ojca niewiele znaczyło w tym naszym konkretnym przypadku.
    Emocje mną targają, proszę więc o wyrozumiałość przy odbiorze tego wpisu.

    Aaa i jeszcze jedno zauważyłam - mój syn jest bardzo dużym dzieckiem - często
    pada ofiarą 4 letnich dziewczynek. Zastanawiam się, czy jego gabaryty właśnie
    nie powodują tego, że te 4latki biorą go za rówieśnika. Tyle było już tych
    przyjaznych i mniej przyjaznych relacji ze strony dziewczynek, że zaczęłam to
    analizować tak ot pod tym właśnie kątem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka