Gazeta Wyborcza-Bydgoszcz
Mistrz Mowy. Jak cię słyszą, tak cię piszą
- O czystość mowy polskiej powinniśmy walczyć jak o kulturę wysoką, żeby nie zginęła w natłoku medialnej papki - mówi prof. Bolesław Faron, juror odbywającego się w Bydgoszczy konkursu Mistrz Mowy Polskiej
Marta Krygier: Kogo możemy nazywać mistrzem mowy polskiej?
Prof. Bolesław Faron*: Osobę bezbłędnie władającą polszczyzną o bogatym słowniku, ale również taką, która ma coś ciekawego do przekazania. Ma dar interesującego opowiadania, charyzmę, pasję krasomówczą. Nie to jednak jest najważniejszym kryterium. Najważniejsze jest, żeby osoba ta umiejętnie korzystała ze swojego talentu i chciała uczyć innych, jak pięknie posługiwać się językiem polskim. Dlatego cieszy nas jako jurorów, że w konkursie bierze udział wielu ludzi mediów, bo to dziennikarze kształtują świadomość współczesnej młodzieży, która, nie bójmy się tego powiedzieć, kompletnie nie umie się wypowiadać.
Skąd się to bierze?
- Zagrożenia są oczywiste. Telewizja, internet, telefony komórkowe, propagowany jako synonim luzu żargon młodzieżowy. To wszystko wypowiedzi skrótowe, bardzo proste. Jak młodzież ma wzbogacać swoje słownictwo, jeśli w SMS-ie do kolegi ma do wykorzystania 160 znaków? No to pisze: "nara", "spoko", "komp", a później tak samo mówi. Nawet nie składa całych zdań. Trudno w to uwierzyć, ale są ludzie, którzy w swoim codziennym słowniku używają nie więcej niż 500 słów! To bardzo mało. Tyle słów poznaje się na kilku lekcjach języka obcego.
Ubogie słownictwo to chyba niejedyny problem?
- Oczywiście, że niejedyny. Kolejnym są niezmiennie od lat anglojęzyczne zapożyczenia i wulgaryzmy. Z tym pierwszym przy tempie rozwoju współczesnego świata raczej trudno już walczyć. Co do wulgaryzmów nie spodziewam się, że ktoś jeszcze dzisiaj będzie klął z taką wirtuozerią jak Zagłoba, ale jeśli idę ulicą i widzę sypiącego przekleństwami pijaka, to jeszcze to mogę zrozumieć. Ale jeśli kilka metrów dalej spotykam młodą, ładną dziewczynę używającą identycznego słownika w towarzystwie swoich kolegów, brak mi słów. To niedopuszczalne.
Nawet w stresujący dzień, w pracy...
- Ja jestem trochę purystą. O czystość języka będę walczyć jak o kulturę wysoką, tłumioną natłokiem medialnego kiczu. I nie dam się przekonać, że pięknego języka nie da się nauczyć młodzieży. To myślenie tych, którzy mi nie uwierzą, że można młodemu dać do poczytania klasykę literatury zamiast nowej gry komputerowej. I że ja mogę iść do opery ze swoim kilkuletnim wnukiem i on mi nie ziewa, tylko słucha i ogląda z zainteresowaniem większym niż kreskówkę w telewizji.
Więc jak wychowywać młodzież, żeby po mistrzowsku władała polszczyzną?
- O oczywistej roli rodzica i nauczyciela chyba nie trzeba nikomu przypominać. Nie można jej lekceważyć. Czego dziecko nie nauczy się od nas, nauczy się od kolegów na podwórku. Możemy być później bardzo zdziwieni, czego nasz syn czy córka potrafi nauczyć się od rówieśników. Podejrzewam, że nie będziemy zadowoleni z efektów tych nauk. Musimy mieć świadomość, że świat idzie do przodu i pewnych procesów nie da się już zatrzymać, wielu zaniedbań nie da się odwrócić.
Dlaczego?
- Językoznawcy są coraz bardziej bezsilni. W słowniku brakuje chociażby polskich odpowiedników angielskiego języka technicznego. Jak więc egzekwować zupełnie zignorowaną przez społeczeństwo ustawę o czystości języka polskiego, jeśli na wiele anglojęzycznych sformułowań brakuje polskich słów? Ludzie masowo przejmują swobodny język mediów i błędne formy zasłyszane w telewizji. Jeszcze kilka lat temu nikt by nie powiedział "Czytam tą książkę". Dzisiaj już nikt nie zwraca uwagi na ten błąd, bo jest powszechniejszy niż wersja poprawna, a to tylko jeden z wielu przykładów. Jak bardzo zmienił się nasz język w przeciągu kilku ostatnich lat, dostrzegłem w rozmowie z dziećmi moich znajomych mieszkających w Australii. Ci ludzie znają język polski, ale to polski ich rodziców, jaki u nas funkcjonował jakieś pół wieku temu. Różnica w ich wypowiedziach, a wypowiedziach ich rówieśników tu na miejscu jest kolosalna, i z przykrością stwierdzam, że ci, którzy w Polsce się nie wychowali, naszym rodzimym językiem posługują się znacznie lepiej. Tak chyba być nie powinno.
* Profesor, były minister edukacji narodowej, historyk literatury polskiej, dyrektor naukowy Wydawnictwa Edukacyjnego w Krakowie, inicjator edycji serii podręczników do nauki języka polskiego "To lubię".
Oni mówią pięknie
Mistrz Mowy Polskiej wybierany jest od 2000 roku przez wybitnych językoznawców. W tegorocznym dziewiątym już konkursie Rada Programu wyłoniła w głosowaniu 12 nominatów: Hannę Marię Gizę, Ignacego Gogolewskiego, Krzysztofa Jakubca, Michała Olszańskiego, Andrzeja Persona, Iwonę Schymallę, Jerzego Sosnowskiego, Beatę Tadlę, Tomasza Zimocha, Marcina Kydryńskiego oraz parę bydgoskich dziennikarzy - Urszulę Guźlecką (TVP) i Piotra Majewskego (Radio PiK).
Marta Krygier