> także swoją "ciemną stronę". Oczywiście jestem gorącą zwolenniczką
> dwujęzyczności i OPOL, ale pewnie jakieś ujemne strony istnieją, jak
> chociażby poczucie odmienności, strach przed odrzucieniem...Sama nie
> wiem. A co Wy o tym myślicie?
Rok temu opisalem pewne watpliwosci, ktore niestety nadal sa aktualne:
Przyznam, iz obserwuje podobne zachowanie u mojej corki, czyli jakby unikanie kontaktu ze mna ze wzgledu na brak pewnej bieglosci w mowieniu o pewnych sprawach w jezyku niemieckim. Zachowanie to nie dotyczy spraw banalnych i codziennych, poniewaz w tym zakresie bardzo dobrze opanuje slownictwo i swobodnie sie wyraza. Jesli jednak brakuje jej potrzebnego slownictwa w jezyku niemieckim, dosc czesto wybiera latwiejsza droge i zwraca sie do zony.
Moim zdaniem corka zachowuje sie naturalnie, poniewaz ona wybiera sobie po prostu najefektywniejszy sposob wyrazenia sie i zalatwienia pewnego problemu. Jednak czesto mam watpliwosci, czy w ogole da sie nadrobic zaleglosci w slownictwie niemieckim do takiego stopnia, iz bede mogl o wszystkim rozmawiac z corka ... Ona codziennie uczyc sie bedzie nowych rzeczy i zwiazanego z tym polskiego slownictwa w szkole, a wiem, iz juz nie da rady wszystkiego "przerabiac" jednoczesnie rowniez w jezyku niemieckim ...
Majac na uwadze, iz corka nawet nie chce ze mna po polsku rozmawiac, obawiam sie, iz nasze rozmowy ograniczyc beda sie w przyszlosci do spraw dosc prostych, "juz znanych", iz nie bedziemy mogli "normalnie" ze soba rozmawiac.
Po wakacjach udalo mi sie corce sporo czytac, co procentuje, poniewaz podczas lektury rozmawiamy tez duzo o roznych rzeczach zwiazanych z trescia danej ksiazki. Wiem jednak, iz ta umiejetnosc swobodnego mowienia szybko znika, jesli np. przez kilka dni nie czytam wcale albo malo (mniej niz 60 min. dziennie).
Pozdrawiam
--
Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)