Ja jestem właścicielką trójjęzycznego żłobka w Warszawie.I muszę
stwierdzić że ta holenderska opiekunka jest typowym przykładem
stereotypów, w które do dziś wierzy wiele osób pracujących w
edukacji. Są kraje gdzie wielojęzyczność jest normą i tam tego typu
uwaga raczej nie pojawiłaby się bo ludzie są do wielojęzyczności
poprostu przyzwyczajeni. Moja kadra jest przypisana do swoich
języków tzn. polskiego, angielskiego i hiszpańskiego.Stosujemy
metodę immersji i OPOL, a dzieci które u nas są pochodzą z różnych
krajów i kultur. Dzieci, jak to dzieci genialnie dzieci, reagują na
różnorodność i językową i rasową super pozytywnie. Są przede
wszystkim baaaardzo ciekawe. Na przykład wszystkie roczne maluchy z
pasją próbowały rozkręcać afro Kubanki uczącej po hiszpańsku

-
miała na głowie takie fajne sprężynki....Natomiast ja spotkałam się
ze skrajnie różnymi reakcjami zarówno polskich władz które potrafiły
wysłać moich kolorowych nauczycieli na dodatkowe badania, no bo
skoro ciemni, to znaczy że z daleka "i czy Pani wie czym oni mogą
tutaj dzieci pozarażać"-cytuję, lub rodziców którzy twierdzili że
dziecko się boi Kolumbijczyka bo ma "ciemniejszą skórę i burzę
włosów". To tak gwoli anegdoty.
W polskim przedszkolu kilka lat temu natomiast walczyłam o
wielojęzyczność mojego starszego (dziś ośmioletniego) syna.
Skończyło się...zmianą przedszkola. W podstawówce też nie było
lepiej, bo nikt, nawet wychowawczyni nie była w stanie nauczyć się
ani ortografii ani wymowy jego nazwiska, a niestety 6-latek był na
tym punkcie bardzo czuły.Skończyło się przenosinami do
miedzynarodowej szkoły, gdzie każdy jest "dziwny" i ma jakieś "inne
pochodzenie"
Życzę zapału w bojach. Warto się nie poddawać.