Moja corka ma 16 miesiecy, zaczyna mowic, jak dotad sa to proste
slowa, czesc po niemiecku i czesc po polsku.
Wiele osob radzi by udawac, ze sie nie rozumie, i w ten sposob
zmuszac dziecko do uzywania polskiego odpowiedniaka. W jej wieku i
na jej "poziomie" wydaje mi sie to okrutne, wiec narazie jak
pokazuje na pilke, ktora jest poza jej zasiegiem i mowi ball to nie
wzruszam ramionami i nie udaje, ze nie wiem o co chodzi, tylko
padaje jej pilke i mowie to jest pilka. Czy to zle? Czy utrwali jej
sie przez to, ze mama rozumie po niemiecku? No i co pozniej, czy
dzieci naprawde sie na to nabieraja? no bo przeciez moja corka
slyszy jak u lekarza, w sklepie, w biurze itd itp rozmawiam z ludzmi
i jej tata po niemiecku, przeciez nie moge nagle przestac z ludzmi
komunikowac i z tlumaczem chodzic