Pierwsza mi zlosliwie zarchiwizowano
Jan Sebastian lat prawie 4.
Mama- polski, tata- francuski, mama z tata-angielski,
otoczenie-norweski.
Dziecko po 1.5 roku z przedszkolu zaprzestalo gryzienia innych
dzieci, ktore zlosliwie nie chcialy sie z nim komunikowac po polsku
P-)
Gryzl ile wlezie przez pierwsze pol roku, pozniej zrezygnowal i Bogu
dzieki...
Po rocznym pobycie w przedszkolu (max 5 godzin dziennie) Jasiek
rozumial dosyc dobrze norweski, ale dosyc niechetnie go stosowal.
W sposob bardzo konsekwentny stosowal nadal polski.
Zaczynalam juz popadac w panike, kiedy znienacka w trakcie wakacji
cos mu sie odblokowalo i zaczal mowic pelnymi zdaniami w mowie
tubylcow.
Dobra gramatyka, dobra wymowa- bardzo radosna dla mnie
niespodzianka. Najwyrazniej mu sie musial ten norweski "ulezec"...
W dniu dzisiejszym Jasiek jest "pelnoetatowym" przedszkolakiem, a ja
znalazlam sie w sytuacji kiedy zaczynam walczyc o polski...
Kiedy bawi sie sam- bawi sie po norwesku! Musze przysiasc przy nowo
budowanej stacji, zlapac lokomotywe i wlaczyc sie w zabawe-
a wtedy przestawia sie na polski. Jeszcze gorzej przedstawia sie
sytuacja z francuskim. Moj maz duzo pracuje i jest niestety zadkim
gosciem w domu.
Kiedy juz jest to poswieca duzo czasu na wspolna zabawe z Jaskiem,
ale poziom jezyka nie pozwala im sie swobodnie komunikowac.
Jan rozumie co sie do niego mowi, ale ma zbyt maly zasob slow aby
samemu cos powiedziec. Slowa ktorych nie zna po francusku zastepuje
norweskim,
stopniowo zamiast slow sa to zdania...
Ksiaze Malzonek sie nie poddaje choc sytuacja jest patowa.
Tak wiec po okresie wzmozonej troski o rozwoj mowy tubylcow zmienil
sie nam nieco rodzaj problemow
Pozdrawiam.
--
Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!