A ja jednak doszłam do wniosku, że w tym wieku nauka czytania czy pisania ma
sens wyłącznie jeśli dziecko samo wykazuje zainteresowanie tym tematem. Moja
trzylatka była zafascynowana literkami, uwielbiała wklepywać na komputerze
wyrazy, które jej dyktowałam literka po literce (tak chyba nauczyła się liter, z
klawiatury), przez jakiś czas bawiła się ze mną plastikowymi literkami, a nawet
układała wyrazy - tata i mama, pisała też z zapałem literki w książce z
alfabetem. Też pomyślałam, że skoro wykazuje taki zapał to zacznę uczyć ją
czytać proste wyrazy. Stworzyłam specjalne karteczki z dużymi trzyliterowymi
wyrazami w wersji sam wyraz i wyraz + rysunek. Po pierwszej "lekcji" byłam
oszołomiona, bo mała nauczyła się czytać osiem wyrazów. Czytała je w wersji bez
rysunków również dwa dni później. Niestety już więcej nie dała się wciągnąć w tę
zabawę ani kilka dni, tygodni, ani nawet rok później.
Obecnie jako czterolatka z zapałem pisze wszędzie gdzie się da swoje imię.
Ostatnio zdarza jej się też przepisywać jakieś słowa zostawione przeze mnie na
kartkach przypominajkach (oczywiście bez zrozumienia). Natomiast przeczytać,
oprócz pojedynczych literek, nie potrafi absolutnie nic. Postanowiłam odpuścić
sobie jakąkolwiek naukę, mam nadzieję, że pewnego dnia zacznie czytać sama z
siebie

Synek znajomej też wykazywał zainteresowanie literkami w wieku trzech
lat, potem całkowicie je stracił, a w wieku 5 lat już czyta całkiem sprawnie
głośno i w myślach też.
Także z mojego doświadczenia wynika, że owszem pokazywać, podsuwać, wyjaśniać,
ale akurat w przypadku mojej córki żadna forma regularnej nauki w tym wieku,
nawet w formie zabawy, się nie sprawdziła.