Natchniona powyższą dyskusją postanowiłam raz jeszcze spróbować nauczyć czytać po angielsku moją czteroletnią córkę. Najpierw poczytałam sobie na czym polega ‘metoda foniczna’, zaopatrzyłam się w prostą książeczkę (niezbędne okazały się też własnoręcznie wykonane pomoce) i przystąpiłam do działania. Szperając po necie natrafiłam na artykuł, do którego rad się stosujemy. Pierwsza to w miarę regularne 10 min dziennie, druga – nieoceniona – ‘jeżeli nasz cztero-pięciolatek wierci się, kręci i nie jest zbyt zainteresowany naszą ‘lekcją’ to nie oznacza to, że nie jest on jeszcze gotowy do nauki czytania, a tylko tyle, że jest cztero-pięciolatkiem’.
Moja mała zdecydowanie stawia opór jeśli coś jest nowego i ciut trudniejszego, ale z przyjemnością i zaangażowaniem wykonuje zadania, które już są dla niej proste (chociaż też nie zawsze).
Tak więc przeszłyśmy już przez naukę prostych głosek (ang. „sounds”

, bo nazwy liter już znała. Potem uczyłyśmy się rozpoznawać na jaką głoskę zaczynają się i kończą proste trzy-literowe wyrazy (środkowe samogłoski nadal stanowią nie lada wyzwanie). Teraz mała powoli zaczyna dopasowywać te wyrazy do obrazków.
Niby wszystko bardzo powoli, ale postęp jest.
Z jednej strony trochę mam wrażenie, że ją zmuszam, bo inicjatywa zawsze pochodzi z mojej strony i muszę stosować różne sztuczki żeby zmobilizować ją do podjęcia i ukończenia trudniejszego zadania, a z drugiej widzę radość i dumę jak już jej się uda. Coraz częściej też sama z siebie np. informuje mnie na jaką głoskę zaczynają się różne wyrazy.
Teraz pewnie czeka nas świąteczna przerwa, ale mam nadzieję, że w nowym roku nie zabraknie nam motywacji do dalszej nauki
A nam wszystkim życzę Wesołych Świąt i wytrwałości w Nowym Roku.