Wczesna nauka czytania. Opis metod. Doswiadczenia? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dzien dobry,

    ostatnio szperam w internecie, ucze sie o roznych metodach nauki czytania dla malych dzieci. Moja corka ma 20 miesiecy, zaczelam z nia przerabiac ksiazki "Kocham czytac" pani Jagody Cieszynskiej, ale ona nie powtarza za mna ani samoglosek oprocz A i E ani nie powtarza wyrazen dzwiekonasladowczych. Niestety, wedlug zalozen metodycznych tej serii ksiazeczek, nauka zaczyna sie kiedy dziecko powtarza za rodzicem. Wiec wciaz szukam najlepszej metody, czy ktos moglby sie ze mna podzielic swoim doswiadczeniem? Ponizej wypisuje metody ktore znalazlam, krotki opis z tego jak dzialaja o ile zrozumialam, ich wady i zalety ktore juz zauwazylam.

    METODA DOMANA:
    Pierwsza na ktora wpadlam. Podczas bardzo krotkich sesji pokazuje sie cale slowa dziecku, przez mniejszy niz sekunde okres czasu na kazdy wyraz. Wedlug autora mozna ja wprowadzac od wieku niemowlecego.
    Zalety: Mozna kupic gotowe zestawy slow po polsku. Z takim gotowym zestawem metoda zabiera bardzo malo czasu. Firmy wysylaja tez za granica.
    Wady: Uczone czytac calosciowo (a metoda Domana uczy czytac calosciowo) dzieci w Anglii maja wieksze klopoty z czytaniem ze zrozumieniem niz ich koledzy uczeni przez "synthetic phonics". Co prawda byly to starsze dzieci ale troche mnie to martwi.

    ODIMIENNA METODA NAUKI CZYTANIA IRENY MAJCHRZAK
    Metoda zaczyna sie od inicjacji: pokazaniu dziecku zapisu jego imieniu. Nastepnie wprowadza sie alfabet, wyszukuje sie literek w roznych slowach i wykonuje sie rozne zabawy wspomagajace czytanie.
    Zalety: Cala metoda to wielka zabawa i uciecha dla dzieci wiec nie bedzie trudno przekonac dziecko do tego. Te same materialy co do metody Domana moga pomoc w roznych zabawach metody pani Majchrzak.
    Wady: Nawet jesli metoda nie jest nauka calosciowego czytania, wydaje mi sie ze miedzy proponowanymi zabawami, niektore, np. nazywanie swiata, wspomagaja w dziecku idee ze slowa mozna por prostu odgadnac, nie jestem pewna czy to wskazane w tak wczesnym etapie czytania.

    GLOTTODYDAKTYKA BRONISLAWA ROCLAWSKIEGO
    Wydaje mi sie ze chodzi tutaj o "synthetic phonics" czyli uczenie jak zbiory literek odpowiadaja gloskom i uczenie skladania slow z glosek. Pan Roclawski uwaza ze poprawne wymawianie glosek w izolacji w tej metodzie jest bardzo wazne, mieszkajac tyle lat za granica zastanawiam sie czy bede zdolna to wykonac. Rozroznia sie spolgloski trwale np "rrrrrrrrrrrr" od reszty. Do nauki z malymi dziecmi uzywa sie klockow z 44-literowym alfabetem (np: Sz jest tam podane jako znak sam z siebie)
    ZALETY: Dzieki klockom Logo mozna ta metode wprowadzic jako rodzaj zabawy. No a w przypadku jezyka angielskiego wydaje sie ze tego typu metody dobrze sie sprawdzaja.
    WADY: Te klocki drogo kosztuja jak na kawalki plastyku z literka na wierzchu i jeszcze trzeba to sprowadzac z Polski. Pan Roclawski w swoim blogu pisze o roznych sprawach wlaczajac do nich niezbyt naukowe przesady (np. o roli kobiet). Czasem czytajac jego artykul wychodzi na to ze jego metoda jest niby jedynym lekarstwem na wszystkie przypadki dysleksji w Polsce. Z tego wszystiego wychodzi na to ze nie bardzo ufam jego wlasnym artykulom o jego metodzie a zadnego naukowego artykulu o jego metodzie pisanego przez inna osobe nie znalazlam. Znalazlam chwalebne artykuly naukowe o podobnych metodach w przypadku jezyka angielskiego (Jolly Phonics), ale poki obu metod na wlasne oczy nie zobacze to mie sie po prostu zdaje ze one sa podobne, nie jestem tego zupelnie pewna.

    METODA SYMULTANICZNO-SEKWENCYJNA JAGODY CIESZYNSKIEJ
    Metoda zaklada ze naturalna czastka podstawowa wyrazow jest sylaba a nie gloska. Rozpoznawanie glosek jest konsekwencja naukii czytania a nie jej warunkiem. Dla kazdej nowej sylaby wdrozenie jej dzieje sie przez powtarzanie (rodzic wymawia, dziecko powtarza), rozumienie (rodzic wymawia, dziecko pokazuje odpowiednia sylabe) i nazywanie (dziecko wymawia a rodzic lub kolega pokazuje odpowiednia sylabe i jest poprawiane przez dziecko jesli zrobi blad). Zaczyna sie od samoglosek ktore moga byc juz wprowadzone w drugim roku zycia.
    ZALETY: Jest pelno gotowych materialow ("Kocham czytac", "Moje sylabki", "Moje Ukladanki", itd). Omija sie gloskowanie z jego niewygodnym "y" za nietrwalymi gloskami (np. "t" w izolacji bez "y" sie nie obedzie, a w sylabie to "y" w ogole sie nie pojawia"). Nawet jesli dziecko nie chce powtarzac, mozna mu czytac ksiazki z serii "Kocham czytac" jak zwykle ksiazeczki.
    WADY: W moim przypadku to na razie nie dziala bo dziecko nie chce powtarzac. Komplet materialow w rodzaju "Moje sylabki" wychodzi dosyc drogo a nie mam czasu cwiczen do utrwalania nauczonych sylab osobiscie przygotowywac. Wydaje mi sie ze cala nauka ta metoda moze zabrac bardzo duzo czasu. Materialy pani Cieszynskiej i pani Korendo uwzgledniaja tylko duze drukowane litery, a przeciez w ksiazkach sa tez male.

    BOLEK I LOLEK - ALFABET I NAUKA CZYTANIA
    To chyba sa bajki pokazujace litery. Ktos kiedys bardzo to sobie na tym forum chwalil dlatego na to wpadlam.
    ZALETY: Do ogladania bajek raczej latwo bedzie zachecic malucha
    WADY: To chyba dla troche starszych dzieci, na opakowaniu pisze 4-7 lat. Poza tym, jak sie chce telewizor w domu limitowac lub w ogole z telewizoru zrezygnowac, wpajanie literek za pomoca DVD wydaje sie niewskazane. W ogole badania naukowe wskazaly na to ze w wielu przypadkach, a przede wszystkim w przypadku rozwoju jezykowego, nauka z wideo daje mniejsze wyniki niz nauka z rodzicem.

    ELEMENTARZ FALSKIEGO
    To taka mieszanka nauczania liter i sylab.
    ZALETY: W szkole wlasnie z tym sie nauczylam czytac, piekne ilustracje wywoluja wspomnienia. Zasada jest prosta: od literek do sylab a od sylab do wyrazow, nie trzeba ton ksiazek czytac zeby to zrozumiec.
    WADY: Zawartosc tematyczna nie jest juz prawdopodobnie aktualna. Ten elementarz nie zostal wprowadzony do wczesnej nauki czytania, nie wiem czy u dwulatka czy trzylatka da wynik. W ogole slowo elementarz kojarzy mi sie raczej z praca niz z zabawa wiec nie bardzo chce mi sie czytanie w taki sposon malemu dziecku przedstawiac.

    ELEMENTARZ PRZYLUBSKICH I INNE METODY LITEROWE
    Wydaje mi sie z lektur internetowych ze przez jakis czas byl popularny w zerowkach polskich chociaz ja nigdy sie z nim nie zetknelam.
    ZALETY: Jesli byl popularny to cos w nim musi byc. Wyglada kolorowo: do zabawy z malym dzieckiem to bardzo wazne.
    WADY: Wszystko co wiem o tej metodzie pochodzi z krytyk tworcow innych metod chociaz najczesciej nie wytykaja jej po imieniu tylko mowia "metody najczesciej uzywane". N.p. pani Majchrzak mowi ze metody najczesciej uzywane zakladaja umiejetnosc gloskowania i zarzuca im uzywanie obrazkowych alfabetow jak do rebusow. Pan Roclawski i pani Majchrazk zarzucaja zostawianie dwuznakow i zmiekczen na drugi rok nauki czytania.

    METODA DOBREGO STARTU PANI BOGDANOWICZ
    Metoda wspomagajaca do innych. Chodzi w niej o to zeby nie zaniedbano ogolnego rozwoju sprawnosci przed i podczas nauki czytania i pisania. Celem jest wspoldzialanie psychiki i motoryki.
    ZALETY: To zabawa, spiewa sie piosenki, tanczy sie do nich. Tworczyni tej metody jest specjalista od dysleksji, i metode stworzyla zeby zapobiegac dysleksji. Jest pelno gotowych materialow do kupienia w internecie.
    WADY: Cos mi sie zdaje ze to nie jest dostosowane dla dwulatka bo jest duzo cwiczen do rysowania czyli korzysta sie z malej motoryki ktora o dwulatka nie jest zbyt rozwinieta.

    No to sie rozpisalam. Bardzo prosze, podzielcie sie waszym doswiadczeniem. Jesli zauwazyliscie zalete lub wade na ktora nie zwrocilam uwagi, albo znacie inne metody niz te wymienione powyzej, powiedzcie. A w ogole czy waszym dzieciom ktore umialy juz czytac po polsku szlo dobrze pod tym wzgledem po wejsciu do szkoly w obcym kraju? Nie mieszaly sie im literki pisane tak samo a wymawiane inaczej?

    Pozdrawiam
    • Ja Ci za bardzo nie pomoge bo dopiero zaczynam sie przygladac temu tematowi, ale dziekuje za zestawienie!
      Dwie metody, z ktorymi sie zetknelam, to metoda Cieszynskiej i Domana. Metdoda Cieszysnkiej byla stosowana w centrum, w ktorym pracowalam, jeszcze jak mieszkalam w Polsce, z dziecmi z trudnosciami w uczeniu. I ponoc przynosila niezwykle dobre rezultaty. Terapeutka, ktora pracowala ta metoda uczyla swoje kilkuletnie zdrowe dziecko i tez byla zachwycona. Szczegolow jednak nie pamietam, bo mnie to wtedy osobiscie nie interesowalo.
      Domana przejrzalam ksiazke i jakos za bardzo mi sama metoda nie przypadla do gustu. Wolalabym z dzieckiem robic cos bardziej interektywnego/zabawowego. Z krytyki tez wiem, ze nie jest to najlepsza metoda do nauki polskiego, bo ze wzgledu na odmiane wyrazow tzreba by dziecku pokazywac wszystkie mozliwe formy wyrazu, co jest niewykonalne.
      Chetnie poczytam opini kogos, kto sie na tym zna. Mnie jednak, jak nadejdzie czas, bedzie glownie intereowala nauka czytania po polsku.

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/3i49tv73lkkjwf7z.png
    • Bardzo ciekawy temat smile
      A czy poza metoda Roclawskiego jest jakas inna metoda uczenia czytania jezyka polskiego zblizona do synthetic phonics? Wyprobowalabym na moim dziecku taka metode, tylko fajnie by bylo miec jakies zrodlo, ktore by mi pomoglo usystematyzowac ten eksperyment wink
    • Witam, bardzo ciekawe zestawienie. Jednak zainteresowało mnie coś innego. Czemu zależy Ci żeby tak małe dziecko uczyć już czytać? Jakie znalazłaś zalety takiej nauki?

      Moim zdaniem o wiele lepiej dla dziecka w tym wieku jest lepić, malować, rysować (najlepiej to co samo chce). Ponadto biegać, skakać, śpiewać, tańczyć, jeździć na rowerze, itp. A jeśli chodzi o czytanie to po prostu mu czytać, czytać i czytać! I czekać, aż samo się zainteresuje tym co mu się czyta. Owoc nieznany zawsze w którymś momencie zacznie kusić wink
      • Oto jak wpadlam na to zeby uczyc takie male dziecko czytac... Po prostu kiedys przechadzalismy sie na targu ksiazek uzywanych i wpadlam na ksiazke "Como multiplicar la inteligencia de su bebe" napisana przez Glenna Domana z corka. Miedzy innymi, wyjasniali oni tam ich metode do nauki czytania malych dzieci. Wedlug nich to wspaniala metoda ale mi sie zdaly dziwne trzy rzeczy:

        - nie bylo odnoszen do badan naukowych poza ich wlasnymi doswiadczeniami w ich centrum, a nawet te przedstawiali oni raczej anekdotycznie
        - mowili ze mozna bylo zaczac juz z noworodkiem. Nie jestem ekspertem psychologii rozwojowej ale wydalo mi sie troche dziwne zeby oni radzili zaczynac az tak wczesnie.
        - ich wlasne doswiadczenie odnosilo sie wylacznie do jezyka angielskiego

        Wiec zaczelam szukac innych opcji, przede wszystkim w internecie. Dowiedzialam sie o "Kocham czytac" Cieszynskiej. Dostalam pierwszy zestaw poczta. Przeczytalam wskazowki dla rodzicow w ksiazce "Kocham uczyc czytac" ktora byla dolaczona do zestawu. Byl w niej przyklad osiemnastomiesiecznego Lukasza ktory byl juz nauczany czytania. Wiec postanowilam poczekac az corka bedzie miala osiemnascie miesiecy, ale w koncu zaczelysmy jak miala prawie dwadziescia. Autorka metody uwaza ze "najlepszy czas na poznawanie kodu pisanego przypada na sam poczatek wieku przedszkolnego". My zaczelysmy troche wczesniej m.in. dlatego ze wedlug autorki wczesna nauka czytania moze byc mocna stymulacja jezykowa dla dzieci ktore jeszcze nie mowia a ja jestem troche zmartwiona bo moja corka oprocz "mama" jeszcze ani slowa po polsku nie mowi i dosyc malo mowi w innych jezykach. No ale niestety na razie to 'Kocham czytac" nie bardzo dziala bo ona prawie nie chce powtarzac. Dlatego zaczelam szukac informacji o innych metodach.

        A 20-miesieczne dziecko moze juz jezdzic na rowerze? Ja bym chciala juz jej kupic rower ale maz uwaza ze za wczesnie... Nie martw sie, moja corka nie duka lekcji jak w szkole, po prostu przedstawiam jej zeszyty z serii "Kocham czytac" w autobusie w drodze do zlobka lub w drodze powrotnej. Czytam lub spiewam jej tez z innych ksiazek, to bardzo mi pomoglo przekonac ja do siedzenia w autobusie. Jak sie znudzi to szukamy krukow, psow i innych zwierzat przez okno. W domu to ona sama wybiera co robic bo ma otwarty dostep do wszystkich jej zabawek i ksiazek (oprocz farb ktore za duzo plamia, ale za to ma pisaki i ogrooomny zeszyt).
        • ciekawe to wszystko...
          moja ma prawie 4 lata i "czyta" ksiazki spiewajac albo opowiadajac lalkom
          dzis chciala koniecznie nauczyc sie pisac swioje imie

          wiem, ze dzieci sie tym intesuja, ale moze wlasnie faktycznie zaczac?
          zastanawiam sie po tym poscie...
        • JEzeli chodzi o rower - przyjrzyj sie rowerkom biegowym.
          Moja jest za niska (a przynajmniej byla, jak poszlysmy do sklepu, kiedy jeszcze mialam nadzieje, ze w tym roku na Wyspach bedzie lato wink) nawet na najmniejszy rowerek, ale jezeli Twoje dziecko jest wyzsze, to mozecie sie przymierzyc smile
        • Na rowerek biegowy zdecydowanie nie jest za mloda. Ale wszystko zalezy od umiejetnosci dziecka, wzrostu i oczywiscie checi. Najmniejszy rowerek, ktory znalazlam to puky.
          A co do czytania. Nie bylam nigdy zainteresowana tym tematem ALE ostatnio okazalo sie, ze mloda umie "czytac". Zaczelo sie od tego, ze pisalam jej slowa (mama, tata, babcia, kot, krecik, dziadek, du). Po dwoch tygodniach okazalo sie, ze mloda slowa te rozroznia i zapytana o dane slowo prawie nigdy sie nie myli.
          Wiec teraz tez sie zastanawiam nad wczesna nauka czytania. Skoro jest zainteresowana to moze powinnam sprobowac smile Dzieki za zestawienie.
          • Nie neguje Waszych pomyslow ale po raz pierwszy zetknelam sie z tym zeby dziecko UCZYC czytac przed wiekiem szkolnym i zupelnie tego nie rozumiem.
            Ja i wiekszosc dzieci w mojej rodzinie nauczylo sie czytac bez pomocy w wieku pieciu , szesciu lat.
            Taki gensmile))
            Moja corka natomiast zaczela dopiero czytac w szkole i mimo ze bylam zdziwiona ze wbrew tradycji rodzinnej poszla do szkoly nie umiejac czytac do glowy mi nie przyszlo zeby ja uczyc...
            Natomiast ja Jej bardzo duzo czytalam co mile wspomina.
            Nie neguje tego pomyslu tylko kompletnie nie rozumiem.
            Jezeli dziecko ma dobry przyklad z domu to czytac bedzie na pewno.
            A czas przedszkolny to jet nie po zeby sie uczyc tylko bawic smile))
            Moje dzieci mialy beztroskie dziecinstwo na bawarskiej wsi , plac zabaw , rowery , lazenie po drzewach i bieganie po lesie.
            Uczyc sie zaczely w szkole...
    • a ja jednak jestem za uczeniem, jesli sie interesuje
      nie siedzeniem przed ksiazkami, ale pomaganiem

      wiecie, ze uczylam sie rosyjskiego alfabetu sama? tylko w ogole nie wiem, ile mialam lat, czy juz chodzilam do szkoly, czy to byla zerowka...
      powodem tego bylo to, ze w latach 80- mielismy ksiegarnie rosyjska, ksiazki dla dzieci mialam wiec tez rosyjskie...
      i pytalam mame jaka to litera.... czytalam kiedys tam jakos tam
      ale bylo to samodzielne uczenie czytania
      i po drzewach i trzepakach tez lazilam
      • Ja tez lazilam po drzewach i trzepakach, a mama wieczorami mi bardzo duzo czytala. A ja ciagle pytalam jak sie cos czyta czy pisze ale nie chciala mi mowic, mowila, ze naucze sie czytac w szkole. Pamietam, ze nawet przepisywalam kawalki tekstow i prosilam, zeby mi przeczytala co napisalam. W szkole nauczylam sie czytac i pisac bardzo szybko, mam nawet do tej pory zachowane wierszyki, ktore wymyslalam w pierwszej klasie podstawowki. Pewnie gdyby mama nauczyla mnie pisac wczesniej to pisalabym takie wierszyki jako cztero czy pieciolatka. Wiec mysle, ze jesli dziecko sie dopytuje o literki, jest ciekawe pisania i chce sie uczyc, to tak - absolutnie nalezy uczyc czytac przed szkola. Bo po co czekac? Ja doskonale pamietam to uczucie jak WRESZCIE zaczynam sie uczyc pisac litery i te frajde z pojscia wreszcie do biblioteki i czytania wszystkiego na co mialam ochote.
        Dla moich dzieci kupilam sobie klocki Goclowskiego z literkami, bo wydaje mi sie ze z takimi klockami fajna zabawa moze byc, zeszyciki do cwiczenia pisania liter itd. i bede im pokazywac litery i uczyc je pisac i czytac, w formie zabawy. I pewnie gdzies kolo czwartego czy piatego roku zycia zaczne, bo teraz jeszcze za male i choc moja prawie trzylatka rezolutna i wygadana to zainteresowania literami bynajmniej nie wykazuje.
        Ale szczerze mowiac uczenie liter dziecko, proszenie zeby powtarzalo, kiedy nie ma jeszcze dwoch lat i malo mowi wydaje mi sie dziwne, jak ma czytac jesli jeszcze nie mowi? Ale nie wiem, moze sie nie znam, Doman i uczenie kilkumiesiecznych niemolakow czytac to absolutnie nie moja bajka.
        • Ja sie nauczylam czytac sama wlasnie na klockackach , mialam piec lat.
          Pytalam starszych Braci o litery , oni mi ukladali krotkie slowa i majac niecale szesc lat przeczytalam samodzielnie pierwsza ksiazke W pustyni i w puszczy
          Moje dzieci jakos do czytania sie nie rwaly ale syn nauczyl sie blyskawicznie nie wiem kiedy.
          Natomiast z corka mialam ciezka zgryzote bo szlo Jej jak z kamienia.
          Ma dysleksje ,okazalo sie bardzo pozno, ale kiedy przebrnela pierwsze zasieki to zaczela czytac i tak jej zostalo do dzis.
          Moje dzieci mimo ze uzywaaj nowych mediow czytaja tez papierowe ksiazki co mnie niezmiernie cieszysmile))
    • I ja sie nad tym zastanawialam. I tak, wydaje mi sie, ze uczenie malych dzieci czytania bywa nadgorliwoscia rodzicow, o ile faktycznie nie jest podyktowane naturalna ciekawoscia dziecka do literek czy czytania w ogole. Co do metody Domana, to nawet przekonuje mnie sama metoda, jako metoda uczenia czytania calosciowego (np. samo wskazywanie dziecku wyrazow w czytanym tekscie tez jest ponoc skuteczne), choc wiem, ze na codzienne pokazywanie tabliczek z napisami zabraklo by mi wytrwalosci. Bylam na wykladzie prowadzonym przez psychologa z akademii nauki szybkiego czytania, gdzie wykorzystuja metode Domana wlasnie do nauki szybkiego czytania. Ponoc jest to szybkie czytanie ze zrozumieniem. Niewatpliwym plusem metody Domana jest cwiczenie pamieci fotograficznej, co moze byc przydatne dziecku w pozniejszym zyciu.
      Po waszych postach przez chwile zastanowilam sie nad odniesieniem metody do jezyka polskiego, ale chyba nie ma z tym problemu, bo patrzac na to z drugiej strony, dorosly czlowiek uczac sie nowego, obcego jezyka tez raczej nie uczy sie literowac czy sylabizowac wyrazow, tylko od razu zapamietuje cale wyrazy potrafiac pozniej zrozumiec sens skladajacego sie z tych wyrazow zdania, nawet jesli uzyte sa w nim inne formy gramatyczne.

      W przypadku mojego dziecka mam jednak pewna zagwozdke, bo o ile metoda Domana w nauce czytania jezyka polskiego moze sie sprawdzic, to nie wiem jak ma sie do nauki czytania drugiego jezyka mojego dziecka, czyli japonskiego, ktory jest jezykiem bardziej sylabowym i w przypadku ktorego raczej stosuje sie metody czytania sylab. I wlasnie zastanawiam sie czy powinnam zrezygnowac z Domana w j.polskim i w czytaniu obu jezykow stosowac metody sylabowe, czy stosowac Domana do j.polskiego, a maz do japonskiego czytanie sylabowe i czy to dziecku nie namiesza, czy sobie wlasnie poradzi bez problemu, bo i tak wie ze to sa dwa jezyki. Hmm...
      • Ja nie probowalam uczyc tak malego dziecka czytania, wiec nie wiem. Moja corka zaczela sie interesowac literkami, gdy miala trzy lata. Gdy miala piec lat kupilam jej elementarz do nauki metoda sylabowa i codziennie czytamy. Malo, bo najwyzej 10-15 minut, bo dziecko mam nadpobudliwe. W ciagu roku przerobilysmy wszystkie litery z elementarza i czytamy teraz czytanki. Czyta wszystko, choc powoli. Teraz ma szesc lat. Mam nadzieje w tym roku popracowac nad plynnoscia.
        • A mnie się udałosmile Aby uchronić moje dziecko przed sylabizowaniem i problemami w szkole i niechęcią do czytania skorzystałam z metody Domana. Najpierw przeczytam książkę Pani Kasi Rojkowskiej "Naucz małe dziecko myśleć i czuć" a później kupiłam Karty leonardoschool.pl/sklep.php, bo nie chciało mi się ich robić. Zaczęłyśmy bardzo wcześnie bo około 1 roku życia i dzisiaj jestem bardzo zadowolona. Serdecznie polecam
    • ja jako dziecko czytajace od 4 roku i znajace tybliczke mnozenia do 100 w wieku 5 lat mog tylko napisac..ze nie zafunduje tego mojemu dziecku.

      pierwsze 2 lata szkoly wspominam jako jakas masakre... dukajace dzeici... nauka cyferek i jakies proste dodawanie... po prostu nuuuuuuuuuda... mailem tyle uwag, ze ojcec nie wiedzial czy znow mi przylac czy sie zalamac:

      " dzeicko rozmawia na lekcji", dzeicko usnelosmile) dziecko przeszkadza innym... a najlepsze uwaga: dziecko czyta na glos slowa, ktore inne dzieci nie moga przeczytac. smile))

      i co fajniejsze to samo mial moj kumpel. dziecko matematykow... uwaga na uwadze..



      • Bo byles w zlej szkole smile
        Ja rowniez poszlam do szkoly z umiejetnoscia czytania i pisania (jak bylam w przedszkolu, to panie wykorzystywaly mnie do czytania dzieciom z zerowki smile), ale sie nie nudzilam - klas nie bylo, nie bylo sztywnych lekcji, bylo fajowo.
        Jedyny minus jaki ja widze - brak wyrobienia nawyku uczenia sie. Ja dopiero jak poszlam do liceum, to musialam zaczac sie naprawde uczyc (szczegolnie fizyki i historii, bo polskiego, matematyki, chemii, to niekoniecznie - wszystko, co mi bylo potrzebne, wynosilam z lekcji), na studiach musialam ciezko pracowac nad swoja systematycznoscia. Ale to jest generalnie minus bycia do przodu, inteligencji i 'jechania na opinii'.
    • Mam w domu pierwsza ksiazeczke Jagody Cieszynskiej. Zaczelam eksperyment na moim dziecku - ksiazeczka sie bardzo podoba, corka sama przychodzi do mnie i mowi 'A! A! A! Bus', (A A A book), ale czytania z tego raczej nie bedzie wink Bardzo jej sie podoba, ze w tej ksiazeczce sa takie proste 'slowa', ktore ona moze sama czytac, ale nie rozpoznaje literek, tylko zgaduje - na co drugiej stronie jest E, na co drugiej A, czasem pojawia sie O wink
      • Natomiast w metodzie Domana dziecko rzeczywiście zaczyna czytać, nie zgaduje tylko czyta. Dodatkowo buduje pozytywne skojarzenie czytania z zabawą, które zostaje na zawsze. Takie dzieci wg psychologów lubią czytać i chętnie sięgają po książki. Polecam pozycję K. Rojkowskiej "Naucz małe dziecko myśleć i czuć" . A w szkole nie ma czasu na nudę bo poznaje inne formy znanych mu już słów. I rozwija swoją umiejętność czytania. Ja nie zauważyłam, żeby moje dziecko dostawało uwagi, w jego klasie przeszkadzają dzieci, które mają problemy z nauką, a nie te, które coś już potrafią. Wszystko zależy od nauczyciela. Od jego podejścia do takich dzieci.
        • Czytam ten wątek i czytam -i tak się zastanawiam: PO CO?
          Po co uczyć "przed czasem"?
          A ten czas jest różny, dla każdego dziecka.

          Ja -nauczyłam się płynnie czytać ...w wieku lat 8miu.

          Nauczył mnie...dziadek. W szkole -z czytania miałam fatalne stopnie. Nic nie rozumiałam.

          Czy to "PÓŹNE CZYTANIE" - wpłynęło w jakikolwiek sposób na moją dalszą edukację?!

          Nie sądzę.
          Jestem dużo lepiej wykształcona niż którykolwiek z moich kolegów -płynnie czytający PRZED pójściem do szkoły.
          To powinno starczyć za cały mój komentarz.
          --
          Pozdrawiam,
          Anna
          • A czemu nie? Taki sam sens jak chodzenie z dwulatka na basen - w przyszlosci pewnie bedzie plywac tak samo dobrze jak jej rowiesnicy, ktorzy zaczeli pozniej.

            Poza tym ja mam jakies takie przeczucie, ze jak nie naucze dziecka czytac po polsku zanim pojdzie do szkoly, to juz nigdy jej nie naucze (mowie tu o MNIE i o MOIM DZIECKU, wiec argumenty 'a ja mojego dziecka nie nauczylam, a czyta mnie nie interesuja smile).
            • A może być tak, że polubi czytanie bardziej niż inni, będzie kojarzyło czytanie z zabawą, z przyjemnością, a nie szkolną nauką. Chodzi o stymulację dziecka, o jego pełny rozwój. O to by nie siedziało całymi dniami przed komputerem lub telewizorkiem. Co złego jest w tym, że dziecko z rodzicami zrobi coś edukacyjnego? Czy super nie jest to, że chcemy dziecku poświęcić jeszcze kilka minut, więcej czasu z rodzicami to chyba jest ok.
              • Czytalam wypowiedz profesor Cieszynskiej, z ktorej wynika, ze wskazane jest nauczenie dziecka czytania po polsku zanim pojdzie ono do szkoly i bedzie sie uczyc w innym jezyku. Mnie tez tak podpowiadala intuicja, i dlatego ostatni rok przed pojsciem do szkoly staralam sie nauczyc corke czytac po polsku. Druga corke pragne uczyc czytania jeszcze wczesniej i zaczne pewnie ksiazeczki prof. Cieszynskiej za kilka miesiecy.
                Przyznam, ze gdybym mieszkala w Polsce, to na pewno nie chcialoby mi sie uczyc dzieci wczesnego czytania.
                • O smile No wiec mi intuicja podpowiada tak samo. Nie mam cisnienia, zeby nauczyc dziecko czytac juz i teraz (ma 21 miesiecy), ale chcialabym to zrobic, zanim pojdzie do szkoly czy zacznie sie uczyc czytac po angielsku. A ze moje dziecko jest mocno do przodu jezykowo, to nie widze powodow, zeby nie wprowadzic jej powoli literek juz teraz - do szkoly ma jeszcze prawie 3 lata, wiec moge to robic naprawde powoli i w ramach checi mojego dziecka - a corka na razie jest chetna i ksiazeczki 'czyta' chetnie.
                  • pokazywanie literek i uczenie sylab- ok. Tylko po co? Nasze dzieci są zdolniejsze niż nam się wydaje. Dlatego wybrałam metodę uczenia globalnego. Dlaczego dzieci mają sylabizować jak mogą czytać płynnie całe wyrazy a później zdania. Wymaga to dłuższej pracy ale się sprawdza. Doman jest super.
          • Odpowiadajac na pytanie ciotki Paszczaka, najwazniejszym wedlug mnie powodem dla ktorego warto dziecko mieszkajace za granica nauczyc jak najwczesniej czytac w jezyku rodzica jest fakt ze czytanie zwieksza kontakt z jezykiem. Zwlaszcza kiedy sie mieszka za granica. A to moze byc bardzo duza pomoca dla uzyskania wielojezycznosci n.p. kiedy dziecko spedza dni w zlobku i tylko jeden z rodzicow jest dla dziecka jedynym kontaktem z polskim jezykiem. Niestety, moja rodzinka jest w takiej sytuacji.

            Jest pelno innych powodow, ale tak specyficznie dla ekspatow/emigrantow jest jeszcze wyzej wymieniony fakt ze dziecko w jezyku tubylcow tak czy siak tez bedzie sie uczylo czytac wiec zeby mu w glowie nie mieszac byc moze lepiej zeby po polsku nie uczylo sie czytac w tym samym czasie, tylko n.p. wczesniej (pozniej moze juz na to nie miec czasu lub checi).
          • To pytanie "po co" można rozszerzyć "po co" czytać książki?, "po co" się uczyć?, "po co" nam języki obce? itp,itp. Przecież można zostać prezydentem w Polsce nie przeczytawszy nawet jednej książki.
            O zaletach czytania nie trzeba nikogo przekonywać. Problem nie jest wcale we wczesnym czytaniu... Czy wiesz ile Polaków czyta książki ? Czy wiesz jaki procent dzieci i młodzieży ma trudności w czytaniu i pisaniu ? Właśnie tutaj jest problem, a nie we wczesnym czytaniu.

            Ja sam miałem z tym kłopoty i mój syn również dlatego z młodszemu synowi, chcę oszczędzić tych samych kłopotów. Kupiłem fajne zestawy na Tekst linka i świetnie się razem bawimy. Syn jest zadowolony bo spędzamy razem czas, a nauka czytania jest przy tym wszystkim pozytywnym "skutkiem ubocznym" smile
    • Dziękuję za tak ciekawe zestawienie. Ja również jestem za wczesnym uczeniem czytania i jak na razie jestem na etapie informowania się w tym temacia. Jako, że jestem zwolenniczką metod Montessori, ba, nawet praktykującą jej pomysł na wczesną edukację, stwierdziłam, że najłatwiej w naszym przypadku będzie dodać metodę Cieszyńskiej. Tutaj znalazłam kilka wskazówek co dziecko powinno umieć, zanim będzie się uczyło czytać tą metodą:
      sylaba.info/zanim-dziecko-zacznie-czytac.html
      Tutaj znajdziesz trochę informacji od mamy, która tą metodę stosuje:
      skaczacwkaluzach.blogspot.ca/search/label/nauka%20czytania%3B%20metoda%20symultaniczno-sekwencyjna%3B%20metoda%20krakowska?updated-max=2011-06-20T12:11:00%2B02:00&max-results=20&start=13&by-date=false
      Jeśli dziecko jest zainteresowane nauką czytania, to jak najbardziej należy mu to ułatwić. Stwierdzenie, że jeszcze jest za małe i w szkole się nauczy, niestety może prowadzić do tego, że jak będzie już w tej szkole to chęci na naukę zabraknie...

      Pozdrawiam serdecznie,
      Moni

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/9ewnhqvkipghjwo0.png
      http://www.suwaczki.com/tickers/relg82c3t3m20vxn.png
      • Tylko po co uczyć dziecko metodą sylabową, kiedy ono od razu jest w stanie czytać całe wyrazy? Wydaje mi się, że my rodzice chcemy za bardzo ułatwić dzieciom zdobywanie wiedzy, a tak na prawdę to utrudniamy.
        • MMZ, dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy probujesz wszystkim wmowic, ze tylko jeden sposob na nauke czytania jest dobry? Czy moglabys zaakceptowac, ze kazdy robi tak, jak uwaza za sluszne i ma do tego prawo?
          • Sory może trochę przesadziłam. Ale widziałam jakie problemy niesie ze sobą metoda sylabiczna i wiele czytałam na jej temat. w większości były to niestety negatywne opinie. Mogę nie mieć racji. Każdy może robić ja chce. Ja pisze tylko o moim doświadczeniu, o wiedzy jaką udało mi się zdobyć i tyle. Nie chciałam nikogo urazić czy coś.
            • Nie chodzi o to, ze urazasz, ale watek mial sluzyc wymianie doswiadczen, a nie nawracaniu na jedyna sluszna metode smile
              Ja tez czytalam na ten temat, zanim wybralam metode, ktora chcialam przetestowac - o czytaniu calymi wyrazami mozna naczytac sie rowniez wielu negatywnych rzeczy i to chyba normalne - wiadomo, ze kazda metoda ma swoich krytykow i zwolennikow. Kazdy powinien wybrac taka metode, jaka uwaza za najbardziej sluszna w swoim i swojego dziecka przypadku - nie wszystko sie sprawdzi u kazdego smile
              Napisalam juz powyzej, ze na przyklad dla nas ta metoda bylaby potencjalnie szkodliwa, ze wzgledu na ryzyko galopujacej dysleksji.
              • Ja znowu czytałam, że ryzyko dysekcji przy Metodzie Domana to mit. Ale nie jestem psychologiem aby móc stwierdzić czy na pewno tak jest. Najważniejsze aby chcieć stymulować swoje dziecko do rozwoju. Czy to przez czytanie, matematykę, ruch, czy w inny sposób. Najważniejsze aby i nam i dziecku przynosiło to radość i pożytek.
                • czytałam jako trzylatka i miałam podobnie jak poprzedniczki - najpierw masa uwag (najlepsza była "zasnęła z nudów na lekcji"), a potem duuuuzy problem z systematycznością (nagły galop stopni w dół w liceum, bo wcześniej nie musiałam/nie umiałam się uczyć).
                  mój partner też czytał bardzo wcześnie i widzę, że rodziny chciałyby powtórki na pierwszym wnuczęciu/prawnuczęciu. tymczasem ja nie zamierzam robić w temacie nic dopóki samo nie wykaże zainteresowania. wtedy pomyślę co dalej, ale na razie obstaję przy tym, żeby nie uczyć przed skończeniem lat czterech. oczywiście książeczek mamy masę i oboje synowi czytamy/oglądamy, ale rozdzielam zaznajomienie dziecka z książkami, które maja być przyjemnością od edukowania.
                  --
                  "linearny życiorys ma tylko mrówka"
                  • Ja pierwotnie moją córcię chciałam nauczyć czytania przez zabawę metodą Domana i zakupiłam nawet taki specjalny zestaw do tej nauki tą metodą ( długie karty i czerwone litery). Z czasem dzięki temu, że są tam karty magnetyczne i litery magnetyczne, to miałam możliwość nie tylko układania słów i nauczania czytania metodą całościową, ale też sylabową i głoskową. Moja Mała uwielbia te zabawy i nie zauważyłam żeby kiedykolwiek zabierała jej dzieciństwo. Wolę w taki sposób czas jej poświęcać niż bezmyślnie włączyć bajkę. Po prostu nie traktujemy tego jak naukę, tylko zabawę a w szkole czytanie lektur nie będzie dla niej karą tylko przyjemnością , bo będzie to miło kojarzyć z dzieciństwem kiedy mama poświęcała jej czas. Jak któraś z Was będzie zainteresowana moimi pomysłami, to z chęcią opowiem.
                  • Hahaha! wink Ja zaczęłam czytać standardowo jak lata 70-80, czyli od pójścia do szkoły. I co z tego? Nauczyłam się tak szybko, że wkrótce zaczęłam z nudów czytać książki pod ławką... na ogół za przyzwoleniem nauczycielek, bo wszystkie zadania miałam już zrobione, jednak raz matematyczka w 4. klasie się zdenerwowała, bo... czytałam kryminały! tongue_out

                    Jako, że sama jestem nauczycielką (języków) wiem, że dzieci trzeba obserwować i jeśli któreś uczy się szybciej, niż reszta, należy mu zapewnić dodatkową stymulację. Tylko kiepscy nauczyciele skarżą się na "zbyt inteligentne" dzieci.

                    Pozdrawiam,
                    Moni
                    --
                    http://www.suwaczki.com/tickers/9ewnhqvkipghjwo0.png
                    http://www.suwaczki.com/tickers/relg82c3t3m20vxn.png
              • Z badan jednej zaprzyjaznionej doktorantki wynika, ze ryzyko dysleksji mozna wykryc juz u niemowlaka, zdaje sie, ze na podstawie ruchu galek ocznych. Czynnik genetyczny, dysleksja u jednego rodzica, to jakies 40%. Podczas bilansu/u lekarza rodzinnego dopytalabym, czy mozliwa bylaby konsultacja logopedy/reedukatora. Specjalista byc moze podpowiedzialby typy cwiczen prewencyjnych odpowiednich do wieku dziecka. Przy czytaniu wynikow badan bralabym pod uwage, ze akurat dana metoda mogla byc skuteczna u wczesniej niezdiagnozowanych dyslektykow: pytanie, w ktora strone przebiega zaleznosc.

                Wg rodzinnych anegdot jako czterolatka czytalam juz 'Trybune Ludu'. Rodzice nawet rozwazali, zebym przeskoczyla od razu do drugiej klasy, ale sasiadka, ktora przeniesiono klase wyzej, akurat przezywala problemy adaptacyjne, wiec od pomyslu odstapiono.

                Moje dziecko przed drugimi urodzinami nauczylo sie calego alfabetu i liczenia do 10 w 3 jezykach (jak mama, jak tata, jak pani w grupie zabawowej). Samo, z gadajacego komputerka dla pieciolatkow, sprawiajac, ze lekarz na bilansie i sasiedzi miewaja oczy jak pieciozlotowki (albo dwueurowki). Ksiazki, ma staly dostep do biblioteczki w kilku jezykach, wie, do czego sluza litery, ale do sledzenia tekstu nie ma jeszcze cierpliwosci (albo tez ma sklonnosci dyslektyczne, bo ojciec robi wszystko, co sprawia, ze gdyby byl moim uczniem, sugerowalabym diagnostyke - charakterystyczne pismo, czeskie bledy w ciagach cyfr, milion strategii na unikanie pisania i czytania za wszelka cene, 'malutkie literki skacza i sie kreca', fonetyczna ortografia w j. angielskim). Na razie chce, zeby maly przed pojsciem do przedszkola (w marcu) rozpoznawal swoje imie napisane drukowanymi i byc moze napisal inicjal. Co do reszty, bawimy sie, ukladajac slowa z kredek/patyczkow, ale nie tak specjalnie. Jestesmy na etapie nazywania jsztaltow i wodzenia za nimi palcem, ukladania przedmiotow od lewej do prawej i z gory na dol, rysowania i kolorowania, oraz... grania na pianinie (to z tata, bo ma pelnowymiarowy instrument w domu). Syn 'pisze' na komputerze albo notki na tablecie, ale na razie raczej chodzi o naciskanie i efekt. Na razie to on dyktuje tempo.
                --
                Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
    • Jak widać czytać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej wink
    • Mam pytanie do doswiadczonych: jak to jest z tym czytaniem w dwoch jezykach? Czy nauka czytania po polsku powinna byc wprowadzona zanim dziecko zacznie uczyc sie czytac w jezyku miejscowym? Czy ma to duze znaczenie? Tak sobie mysle, bo corka czesto pyta mnie o brzmienie liter - ja odpowiadam, potem pyta tate o te sama litere - a on odpowiada co innego. Jak do tego podejsc konsekwentnie, zeby dziecku nie namieszac w glowie i nauczyc je czytac w dwoch jezykach? Prosze o rady.
      --
      Elunia 01.07.2009
      Martin 04.01.2011
      • Moja corka jeszcze nie czyta, wiec z nia jeszcze nie mam doswiadczenia ale mam swoje wlasne.

        Czytac nauczylam sie w polskiej podstawowce, i chociaz w domu mowilo sie i po hiszpansku i po polsku, moi rodzice nic specjalnego nie robili zebym sie tez po hiszpansku czytac nauczyla, poza wyjasnieniem ze niektore literki sie czyta inaczej po hiszpansku niz po polsku. Z polskiego na hiszpanski latwo bylo przeniesc umiejetnosc czytania. Ale mnie sie zdaje ze ta latwosc zalezy od jezyka, z hiszpanskim jest latwo bo jego kod fonetyczny jest prawie zupelnie przezroczysty.

        Tylko ze poki do hiszpanskojezycznego kraju sie nie przeprowadzilam, nie bylam w stanie przeczytac bardziej ambitniejszej ksiazki ani nawet docenic poezje. Z tego wzgledu uwazam ze dobrze jest pomoc dwujezycznemu dziecku zeby zdobylo umiejetnosc plynnego czytania ze zrozumieniem w obu jezykach ktorymi wlada. Im wczesniej zacznie tym wiecej czasu bedzie mialo zeby sie wprawic, zeby literatura jego niemiejscowego jezyka stala dla niego otworem a moim zdaniem to bardzo pomaga w wyczuciu przynaleznosci kulturowej.

        Z corka na razie wyluzowalam z tym wczesnym czytaniem od kiedy zaczela lepiej rozwijac mowe, ona rozpoznaje wszystkie samogloski i to wszystko. A co do literek brzmiacych roznie w jezyku tatusia i mamusi, przypuszczam ze wystarczy podkreslic ze podany dzwiek odpowiada danej literce w danym jezyku, n.p.: mamusia mowi <<po polsku ta literka nazywa sie "RRRRR">>, a tatus mowi <<en français on lit "HHHHH">>.
      • podlaczam sie do pytania kj-78

        ktos jeszzce sie wypowie?
        • Dla mnie jest zupelnie zrozumiale i logiczne, ze tata (i przedszkole) uczy czytac i pisac w jezyku lokalnym, a mama w swoim. Nie widze nic dziwnego, ze tata mowi po swojemu, ze te literke czyta sie tak, a mama, ze tak. Dziecku sie nie pomiesza, bo kazdy uczy po swojemu. A nawet jesli na poczatku troche bedzie mieszac to przeciez wkrotce przestanie. Ja zamierzam moja corke zaczac uczyc czytac po polsku zanim zacznie sie uczyc w przedszkolu, nie sadze, ze jej to zaszkodzi, mysle nawet, ze jej to ulatwi potem start z czytaniem po francusku w przedszkolu. Polecam dwa blogi, jedna pani uczy swoje dziecko czytac metoda sylabowa (ta z Austrii), druga (ta z Anglii) metoda glottodydaktyki. Obie sa Polkami za granica i logopedami z wyksztalecnia. Ich dzieciom uczenie czytania po polsku rownoczesnie z czytaniem w jezyku lokalnym nie zaszkodzilo, najstarsza corka tej z Anglii (8 lat) pisze i czyta w obu jezykach bez problemu.
          bilingualznaczydwujezyczny.blogspot.fr/
          dwujezycznosc.blogspot.fr/
          • To co byście nam poradzili? moja córka (teraz 3 lata 3 miesiące) jest już od pól roku zainteresowana nauką pisania - ale nie czytania. Umie napisać mama, tata, papa, swoje imię i ropzpoznaje literki w naturalnym otoczeniu (jak np. galezie sie ułożą w jakiś kształt a też na napisach na sklepach i takich tam). Kopiuje sobie wszelkie wyrazy jakie zobaczy napisane drukowanymi literami.
            Ksiązki uwielbia, ale lubi jak ja albo tata jej czytamy.
            Myślicie, że w ten sposób zacznie wkrótce czytać? Ja czytałam od 4 roku życia, ale nie wiem jak się tego nauczyłam (a babcie, która ze mną wtedy była najwięcej już nie żyje i nie mam kogo zapytać).
            • Moim zdaniem jak dziecko sie interesuje literami - to uczyc. Albo wprowadzasz literki pojedynczo (glottodydaktyka) albo uczysz metoda sylabowa (seria Jagody Cieszynskiej "Kocham czytac" istnieje tez w niemieckiej wersji: "Ich liebe lesen"). Albo uczysz na razie tylko Ty, albo uczycie oboje z mezem kazdy swojego jezyka. Moge powiedziec na co ja sie zdecydowalam, moja corka jest w tym samym wieku co Twoja i tez od jakiegos czasu pyta o litery. Wiec zaczelam troche uczyc liter, na razie tylko ja, maz nie, zreszta we francuskim przedszkolu zacznie nauke czytania juz od wrzesnia, bo tu juz czterolatki ucza sie czytac, wiec w sumie i tak wyjdzie na to, ze bedzie uczyc sie czytania w obu jezykach jednoczesnie. Na poczatku mialam zamiar uczyc ją oddzielnie literek i potem czytania "slizgajac sie" po literkach w slowie, ale po pierwsze trudno jest wymowic "b" czy "p" w izolacji bez tego "y" w wyglosie, a poza tym wyczytalam, ze dla leworecznych lepsza jest metoda sylabowa (a moja corka jest leworeczna) wiec ucze ją z ksiazeczek Cieszynskiej. Na razie corka rozpoznaje samogloski (tez je widzi w galeziach itd smile), sylab nie rozpoznaje, a czytanie tych ksiazeczek zaczelo ją nudzic, a ja nie mam takiego powera, zeby wymyslac rozne zabawy i gry sylabowe wiec na razie tylko czasem cos tam poczytamy jakies sylaby i tyle. Fajnie by bylo gdyby znala litery po polsku gdy w przyszlym roku zacznie w przedszkolu uczyc sie literek po francusku, ale idziemy sobie powolutku jej tempem i w kazdym razie tak zamierzam powoli i spokojnie ciagnac: ja ją bede uczyc po polsku a przedszkole - juz niedlugo - po francusku.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.