Dodaj do ulubionych

Przepasc jezykowa

18.08.14, 18:22
Ktoras tu dopiero uzyla takiego stwierdzenia. Jak sobie z tym radzic? Moja corka tyle o ile po polsku mowi, malo skladnie, angielski generalnie przewaza, ale troche mowi. Jednak z wiekiem jej angielski rozwija sie blyskawicznie, podchwytuje najrozniejsze slowa, sformulowania, w przedszkolu uczy sie najrozniejszych rzeczy np wrocila ze znajomoscia kosci piszczelowej I roznych narzadow, bo mieli tydzien zdrowia I ciala. Ja staram sie uzywac jak najbardziej zroznicowanego jezyka, duzo czytamy. Dla przykladu na ten tydzien zdrowia kupilam ksiazke o ciele I ja poczytywalysmy po polsku. Jednak wydaje mi sie, ze zupelnie nieproporcjonalnie rozwija sie jej nie tylko slownictwo, ale w ogole gietkosc, latwosc poslugiwania sie jezykiem. Bawimy sie w rozne rymowanie, spiewanie, wymyslanie historii, cuda niewidy, zeby jak najwiecej jej jezyka przekazac, ale wydaje mi sie, ze jestem na przegranej wojnie. Zaraz pojdzie do szkoly I musialabym homeschooling uprawiac, zeby jezyk mial szanse dorownac angielskiemu. Polskie szkoly nie wchodza u nas w gre, po pierwsze mieszkam w takiej okolicy, gdzie sa niedostepne, poza tym weekend to jedyny czas, kiedy mozemy spedzac cala rodzina. Jak probujecie radzic sobie z ta przepascia? Juz nie mowiac o tym, ze ona chce rozmawiac o coraz bardziej skomplikowanych rzeczach, emocjach relacjach , ja of niej mowie po polsku, ale ona odpowiada po angielsku. Moge wymusic zeby mi powiedziala tak czy nie, czy poprosila o wode, ale nie moge udawac, ze nie rozumiem, kiedy mi opowiada, ze bylo jej przykro, bo kolezanka wolala sie pobawic z kims innych. To juz za bardzo wplywalovy na nasze relacje I bliskosc. Nie wiem jak przeskoczyc na nastepny poziom jezykowy.
Edytor zaawansowany
  • 19.08.14, 10:08
    ja dopiero stoję przed tym problemem. Mam nadzieję, że internetowa szkoła polska (na razie zapisałam do zerówki) będzie jakimś rozwiązaniem. Chętnie poczytam na temat innych porad.
  • 20.08.14, 11:03
    Effie , kiedy moja córka miała kilka lat i była pełna wrazeń zaraz po przedszkolu pozwalałam jej opowiedzieć co przeżyła po niemeicku ale zawsze jak emocje opadły rozmawiałyśmy o tym co sie zdarzyło po polsku.
    Jezeli corka chce mówić po polsku to mów do niej zawsze po polsku i komentuj jej angielskie opowieści po polsku.
    Ja zawsze do dzieci mówiłam po poslku i o ile z córką nei było problemów i do dziś nie umiem sie do mnei po niemiecku odezwać to syn miał okres kiedy miał problemy z opowiedamiem bardziej skomplikowanych przeżyc po polsku albo mu sie nie chciało.
    Dopiero jako nastolatek zaczął chętniej i lepiej mówićpo polsku.Ale ja zawsze mowiłam do dzieci tylko po polsku a poza tym wyjazdy do Polski i kontakty w Oslo z Polakami mu pomogły.
  • 21.08.14, 14:25
    no po prostu tak jest..i tyle...

    sluchaj..ale odpowiadaj po polsku... ona bedzie na pewno rozumiala.. nawet jak teraz zna polski pasywnie to przynajmniej rozumie..

    najlepiej byloby gdyby miala dostep do innych dzeici... ine sie inaczej komunikuja, mala prosta gramatyke..nei mowia zdaniami zlozonymi..zaczynaja od prostycz zwrotow..a dorosli wala ladna polszczyzna i czekaja, ze dziekco si enauczy....

    poszuaj moze w okolicy jakiejs polskiej szkolki..albo cos....

  • 26.08.14, 05:56
    Zamiast szkolki proponuje rodzenstwo smile
    U mnie to zdaje egzamin. Fakt, czasem sie bawia "po angielsku", ale komunikaty codzien nie sa po polsku smile
    --
    Antoni 10/05 - Zosia 8/07 - Julek 3/10
  • 26.08.14, 08:33
    Rodzenstwo ma mlodsze, niemowiace. Na szkolke tak jak pisalam sie nie zdecyduje. Na razie zaczepiam polskie rodziny jak gdzies spotkam wink
  • 26.08.14, 16:56
    Mialo byc ze codzienne komunikaty SA po polsku. Kloca sie po polsku, skarza po polsku, opowiadaja sobie po polsku. Dobrze robisz zaczepiajac - im wiecej polskiego w otoczeniu tym lepiej. A tata polsko jezyczny?
    P.s. A gdzie urzedujecie?
    --
    Antoni 10/05 - Zosia 8/07 - Julek 3/10
  • 27.08.14, 10:47
    Tata anglojezyczny, jakbysmy mowili w domu po polsku to pewnie by nie bylo problemu. Mieszkamy w Anglii I to w takiej okolicy, gdzie Polakow malo, choc to podobno niemozliwe wink
  • 03.09.14, 23:13
    U nas jest identycznie, tzn. przewaza u straszaka jezyk niemiecki, tez widze te przepasci jezykowe. i tez rodzenstow bardzo pomoglo: to mlodze. starszak rozmawia z siastra po polsku. Az czasem mnie zatyka, co on potrafi w naszym jezyku naopowiadacx, bo na codzien sie nie ujawnia i sie opiera....
    --
    Lennart- 03.04.2007
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,ebielo.html
    Tośka- 16.09.2011
  • 16.11.14, 00:53
    go-jab napisała:

    > Zamiast szkolki proponuje rodzenstwo smile
    > U mnie to zdaje egzamin. Fakt, czasem sie bawia "po angielsku", ale komunikaty
    > codzien nie sa po polsku smile


    ------------> Tu niestety a może stety poległam . Moje dzieci rozmawiaja między soba litylko po niemiecku z angielskim w tle . Natomiast ze mna po polskusmile
    Code-switching u nas funcjonuje bez zarzutu . Córka codziennie dzwoni z Monachium i z bratem rozmawia po niemiecku natomiast ze mną automatycznie po polsku , ja do syna po polsku on do córki po niemeicku. pilnuję żeby nie mieszlai języków i gonię za totongue_outPPP
  • 29.08.14, 13:03
    U mnie tez jest przepasc jezykowa ale w druga strone. Mieszkamy we Francji, maz Francuz, miedzy soba mowimy po francusku, ja jestem jedynym zrodlem polskiego. Dzieci 5 lat i 3 lata mowia piekna bogata polszczyzna, oczywiscie adekwatna do ich wieku. Miedzy soba mowia wylacznie po polsku. Corka (5 lat) interesuje sie na przyklad dinozaurami czy planetami, budowa ciala itd, wiec czytam z nia rozne encyklopedia dla dzieci, slownictwo ma naprawde bogate w tej materii, a i ja się przy okazji podszkolilam z wiedzy o dinozaurach. O wszystkim z nia mozna pogadac, ma zupelna swobode wypowiedzi, swobodnie wyraza emocje, zartuje, itd. Po francusku dogaduje sie z tata i dziecmi w przedszkolu, ale nie ma jeszcze tej swobody i tego slownictwa ktore przykladowo opisalam powyzej. Tego na pewno nauczy się w szkole i z pewnoscia francuski przescignie jej polski, ale poki co z polskim radzimy sobie bardzo dobrze.
    Moge powiedziec jak to u nas było. Jak corka miala okolo dwa lata i coraz wiecej mowila to zdalam sobie sprawe w pewnym momencie, ze sporo mowi slow francuskich, było w sumie pol na pol polskich i francuskich slow co mnie zdziwilo, bo to ze mna przebywala caly dzien. Im wiecej czytalam na temat dwujezycznosci i im więcej spotykalam rodzin mieszanych tym bardziej uswiadamialam sobie jaka rzadkoscia jest w rodzinie mieszanej dobry poziom języka mniejszosciowego. I zdecydowalam się wtedy nie posylac corki do przedszkola, poszla dopiero przed swoimi 3-cimi urodzinami, a i tak pierwsze pare miesiecy tylko na 3h dziennie 4x w tygodniu. Wkrotce po drugich urodzinach jej polski rozwinal się bardzo szybko, francuski utknal na etapie paru slow i tak pozostal az do przedszkola.
    Przez te pierwsze lata wlozylam sporo wysilku zeby jej polski „rozhustac” własnie po to aby miala swobode jezykowa i zeby nawet jak już francuski bedzie dominujacy nie kusilo ja do przechodzenia na francuki ze mna własnie dzieki plynnosci w polskim. Moj wysilek polega na tym, ze bardzo duzo czytamy, kazda ksiazke staram się z nia przeczytac co najmniej dwa razy, bo widze, ze za drugim razem odkrywa nowe rzeczy, jej ukochane ksiazki czytamy zreszta wielokrotnie, wierszyki na ogol czytam po 4 razy (oczywiscie nie tego samego dnia), uwielbia wiersze, ma swoich ukochanych autorow o ktorych wiem, ze zawsze sie jej spodobaja więc kupuje wszystko co spod ich piora wyszlo. Jak czytam dany wierszyk czwarty raz to juz na ogol wtedy corka zna go na pamiec. Maly tez mase czyta, a ona wtedy tez slucha i sobie przypomina stare bajki „z dziecinstwa”. Poza tym mam mase plyt CD z piosenkami i puszczam codziennie. Mam duzo i ciagle dokupuje, bo mysle ze jakbym miala trzy na krzyz to by się im szybko znudzilo. Sama tez im spiewam dużo. Najpierw drukowalam sobie teksty z internetu i spiewalam z kartki, teraz znam już wiele dzieciecych hitow na pamiec i spiewamy sobie razem. Codziennie tez ogladaja bajki po polsku na DVD. Niektore ukochane tez znaja juz na pamiec. (Tata tez czasem pusci im film czy piosenke w komputerze, ale rzadko, choc i tak corka zna juz sporo piosenek po francusku bo uczy się w przedszkolu). Bajki niemowione np. Bolek i Lolek ogladam razem z nimi i komentuje np. patrzcie Bolek wzial kusze, naciagnal cieciwe itd. mnostwo przy tym slownictwa zalapali, polecam metode, bo slowo mowione przeze mnie jest skojarzone z obrazem w ukochanej bajce więc mysle, ze dzieki temu latwo zapada w pamiec.
    Jednym slowem, bombarduje moje dzieciaki polskim ze wszystkich stron. Co roku tez spedzamy 6 tygodni wakacji w Polsce u dziadkow. W tym roku poslalam ich podczas wakacji na 5 tygodni do polskiego przedszkola, bardzo im się podobalo, za rok tez ich tam posle. Corka znala wszystkie piosenki i wierszyki, których uczyly przedszkolanki z czego była bardzo dumna smile
    Dodam jeszcze, ze nie wierze, ze znajomosc z polskimi dziecmi tu gdzie mieszkamy stanowi jakas istotna pomoc jesli chodzi o jezyk. Jak sie spotykaja matki Polski to na ogol one pytluja po polsku a dzieci miedzy soba po miejscowemu, taka prawda. Ja tu gdzie teraz mieszam mam jedna przyjaciolke Polke i nasze dzieci sie lubia, ale nie mam watpliwosci, ze jezyka ucza się wylacznie ode mnie. Te spotkania sa wazne jak dla mnie rowniez dlatego, ze moje dzieci widza, ze nie sa jakimis dziwologami, ze sa inne rodziny gdzie tata mowi po francusku, mama po polsku, a dzieci tak i tak. Natomiast caly ogrom pracy zwiazany z nauczeniem dzieci jezyka spoczywa wylacznie na mnie. Zreszta widac to w tym jak mowi moja corka: nie jak typowe piecioletnie dziecko, ale troche jak dorosly. Bo ode mnie się uczy. Nie robi tez typowych bledow np. mowi „tu jest napisane” a nie „tu pisze” bo tylko moj sposob wyrazania sie zna (plus ksiazkowo-filmowy). Jak klnie to „wielkie nieba” a u jej rowiesnikow w Polsce slysze raczej „ale czad, ale szok” itd. Stad pomysl z tym przedszkolem w te wakacje, zeby troche slangu mlodziezowego zalapala smile
    I ostatnie dodam – jestem przekonana, ze jakas forma edukacji szkolnej w jezyku polskim musi być prowadzona rownloegle ze szkola tubylcza. Bez tego jest moim zdaniem bardzo trudno utrzymac dobrzy poziom jezykowy jak dziecko jest starsze. Najlepiej jesli jest to polska szkola sobotnia, bo nie ma to jak zywy kontakt z nauczycielem i innymi uczniami. W mojej okolicy nie ma polskich szkol więc zapisuje corke w przyszlym roku do internetowej polskiej pierwszej klasy.
  • 29.08.14, 14:17
    Moja dorosła córka mowi bdb po polsku , ma bogate slownictwo , w zasadzie brak akcentu.
    Syn też dorosly ma akcent , lekki ale jak się go dobrze posłucha to słownictwo po polsku wyszukane i bogate.
    Oboje mówią i zawsze mówili po polsku językiem doroslych i lekko archaicznymsmile
    Postępowalam bardzo podobnei jak Zojka. Córka poszła do przedszkola mając prawie cztery lata , syn też.
    Ja byłam głównym źródłem jezyka , ojciec Polak ale zapracowany.
    Czytalam i spiewalam im od urodzenia w ilościach przemysłowych. Plus w pewnym momencie polska TV satelitarna , jak tylo sie pojawiła od razu nabyliśmy talerzsmile
    Wakacje w PL 4 - 5 tygodni co roku przez wiele lat.
    Na miejscu zero kontaktów z Polakami.
    Córka dopiero kiedy miała cztery lata i pierwszy raz w zyciu pojechała do PL zrozumiała że polski to nie tylko język mamy i taty , chyba była do tej pory przekonana że nikt więcej oprócz nas nie używa polskiego.Zeszta nawet nie wiedziała że pten jezyk którym mówi w domu nazywa sie polski a ten zewnętrzny to niemeicki.
    Była też bardzo zaskoczona jak zaczeła odwiedzać nieemeickie szkolne koleżanki i mówiły tym samym językiem co w domu poza domem.
    Dla niej było oczywiste że w domu mówi sie inaczej a poza domem inaczej.
  • 29.08.14, 14:26
    Dodam anegdotysmile
    Tak jak Zojka czytalam ulubione ksiażki po kilka razy tak że dzieci w końcu znały cytaty.
    Kiedyś , mając 11 lat nauczyła się Inwokacji , ma 28 lati pamięta smile
    A kiedy mówię Nam strzelać nie kazano to ona od razu dopowiada wstąpiłem na działo i spojrzałem na pole ...
    Jest teraz we Wrocławiu gdzie przebywa też z wizytą mój bratanek z narzczona i trójką dzieci , 9 lat , 2 lata trzy misiace i trzy miesiące.
    Najstarszy dostał od niej w prezencie Akademie Pana Kleksa , ze średnim , dosc mało mowiącym ćwiczy polski a niemowlę nosi na rękach śpiewac mu piosenkii z Kabaretu Starszych Panów.
    Najstarszy mwi super po polsku , po angilelsku też bo sie urodził i wychował w Londynie.
    Tak że polskość przekazujemy z
    pokolenia na pokoleniesmile
  • 16.09.14, 00:06
    Ja podpisuję się pod tym, co pisze Zojka; do mnie już jakiś czas temu dotarło, że dobry poziom języka to nie tylko "język domowy" tylko właśnie jakaś forma edukacji. Niestety z wielu przyczyn uczestnictwo w sobotniej szkole polskiego okazało się zbyt trudne. Jego ojciec nie chce uczestniczyć, a ja jestem zbyt rzadko, żeby to miało sens. Mój siedmiolatek bardzo dobrze radzi sobie z językiem polskim, nie miesza, ma duży zasób słów, ale niestety również wrogie środowisko tubylcze sad To nie jest otwarta wrogość, raczej przekonanie, że wystarczy mu do szczęścia, by mógł mi odpowiedzieć na proste pytania i po co mu głowę zawracać egzotycznym, trudnym językiem skoro może pochodzić na katechezę lub karate, z którego po dwóch miesiącach zrezygnuje....Z konieczności przerzuciłam się na nauczanie internetowe, czyli domowe. Jestem ,zdeterminowana, widzę efekty swojej pracy, ale nie ukrywam, że bywa ciężko. Moim sprzymierzeńcem są filmy (kupowane, ale też ściągane, czasem zbierane po ludziach, ale widzę, że nowsze produkcje przyjmowane są z większym entuzjazmem). Drugim wielkim sprzymierzeńcem są internetowe stacje dla dzieci; Radio Bajka, Kubusiowe Radio itp. oraz oczywiście książki. Jestem w Polsce często i korzystam z publicznej biblioteki, gdzie wypożyczam książki na miesiąc z możliwością przedłużenia smile. Z tym, że połowę każdego miesiąca mój syn w ogóle nie ma do czynienia z polskim oprócz krótkich rozmów na skypie ze mną! Nie jestem perfekcjonistką, z konieczności nie przerabiam wszystkich lekcji, bo mamy razem zbyt mało czasu, ale w tych pierwszych klasach to wystarcza. Po obserwacji różnego rodzaju Polonii na świecie doszłam do wniosku, że ogromnie przykra byłaby dla mnie sytuacja gdyby mój synek nie potrafił się poprawnie wypowiedzieć po polsku, nie znał polskich realiów i im bardziej jego ojciec deprecjonuje te nasze sukcesy, tym bardziej ja staję się zacięta. Szkoła generalnie nie bierze w tym udziału. W jego klasie jest trójka dwujęzycznych na różnym poziomie, ale traktowane jest to raczej jako ciekawy dodatek. Póki co nie przeszkadza i z tego się cieszę. Nawet na koniec roku jego wychowawczyni powiedziała mi, że była w Polsce, kiedyś....
    Dużo się nauczyłam w ciągu tych kilku ostatnich lat. Mnie ta jego dwujęzyczność też trochę zmieniła. Nigdy nie sądziłam, że stanę się kiedyś językowym talibem, bo uwielbiam odmienność, córkę zabierałam przez wiele lat w każdą możliwą podróż, żeby się otrzaskiwała i jako dorosła już osoba nie ma z tym najmniejszych problemów. A tu się trochę zamknęłam, bo jestem przekonana, że w jego wieku i w naszej akurat sytuacji to rozgraniczenie jest ważne. Myślę, że każdy jakoś czuje co dla jego dziecka jest ważne na danym etapie rozwoju. Pewne modyfikacje są nieuniknione. Ja ciągle mam jakiś rodzaj nerwowego napięcia gdy mam rozmawiać z dzieckiem w tubylczym środowisku, bo tłumaczenie wszystkiego jest dla mnie trochę...sztuczne. Pewnie brak mi wprawy. Jak widać wszystko ma swoją cenę i
  • 09.09.14, 12:14
    effie1980 napisała:
    > jak probujecie radzic sobie z ta przepascia?

    Zaraz mnie tu zlinczuja P-) ale bede szczera: ja ta przepasc po prostu zaakceptowalam, bo zakopac sie jej nie da.

    Zanim Potomek poszedl do szkoly jego znajomosc jezyka polskiego byla wrecz imponujaca. Na wakacjach w Polsce gdy w celach integracyjnych ciagalam go po placach zabaw, okazywalo sie, ze wypada na tle rowiesnikow swietnie. Dodam, ze jestem jedynym zrodlem jezyka.
    Kiedy jednak poszedl do szkoly duzo sie zmienilo. Jest starszy i ma juz swoje "zycie towarzyskie". Drzwi od jego pokoju sa coraz czesciej zamkniete, bo przyszli koledzy i maja swoje sprawy. Potrafi czytac, wiec woli pojsc do biblioteki i sam wybrac sobie ksiazke. Nowy material szkolny, a co za tym idzie nowe slownictwo wchodzi po norwesku. Mlody nigdy nie mowi do mnie w innym jezyku. Coraz czesciej jednak wtraca norweskie slowa, bo zapomina, albo tez nie zna ich odpowiednika po polsku.
    Normalna kolej rzeczy- polski nam nieco zdechl. Nie ma juz tego spektakularnego rozwoju jezyka jaki mial miejsce przez pierwsze 5 lat zycia. I raczej nie bedzie. I tak sobie mysle, ze nie ma sensu sie z tego powodu palowac. Trzeba rzecz zaakceptowac. Polski bedzie slabszy.

    Nie zmienia to jednak faktu, ze konsekwentnie trzymam sie tego co dzialalo do tej pory. Kupuje ogromna ilosc ksiazek i filmow po polsku. Trzymam sie OPOL jak tonacy brzytwy, a gdy Potomek wtraca norweskie slowa do rozmowy- powtarzam po polsku to co powiedzial. Gdy pomagam mu odrabiac lekcje mowie tez tylko po polsku.

    Czyli konsekwentnie robie to samo od 8 lat.
    Dzieki czemu nam ten polski calkiem nie zechl, a tylko troche.


    Effie, bazujac na moich doswiadczeniach i na doswiadczeniach innych wielojezycznych rodzicow jedyne co dziala to zelazna konsekwencja w stosowaniu metody OPOL. Rezultaty sa jednak rozne, rozniste. Sa dzieci mowiace, czytajace i piszace po polsku. Sa takie ktore tylko mowia. Sa takie ktore znaja jezyk polski tylko pasywnie i w zyciu nie skleca polskiego zdania.
    Odnosze wrazenie, ze jedyna gwarancja przy rygorystycznym stosowaniu OPOL jest to, ze dziecko bedzie w stanie rozumiec to co do niego mowimy w naszym jezyku (temat pod dyskusje P-).

    I jeszcze jedno.
    Nie "wymuszaj" na niej aby poprosila o wode. I nawet nie mysl o "udawaniu", ze nie rozumiesz co do Ciebie mowi po angielsku. Przeciez ona bardzo dobrze wie, ze rozmiesz co mowi, wiec po co?
    Niech sobie mowi po angielsku, Ty powtarzaj slowo w slowo to co do Ciebie powiedziala "Mowisz, ze chcialabys szklanke wody?" i odpowiadaj po polsku.






    --
    Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!
  • 09.09.14, 22:16
    Swietny wpis, sukiennico. Mam podobne nastawienie i nadzieję, że u nas potoczy się mniej więcej tym samym torem, ale my nadal na tym najłatwiejszym etapie, czyli starszy 3,5 latek a młodszy jeszcze niegadający 1,5-roczniak. Gdzieś kiedyś usłyszałam, że dość dobrym wynikiem (i tym samym może to być całkiem realistycznym celem, wytyczonym sobie przez rodziców) byłoby osiągnięcie przez dziecię do momentu przebywania z rodzicami w domu poziomu B2 (ale za to we wszystkich umiejętnościach, czyli i rozumieniu i mówieniu i czytaniu i oczywiście też pianiu - co już takie łatwe się nie wydaje).

    Mam pytanie, piszesz:
    > Potrafi czytac, wiec woli pojsc do biblioteki i
    > sam wybrac sobie ksiazke.

    To o czytaniu po polsku?

    Bo mi właśnie wydaje się, że umiejętność samodzielnego czytania i dostęp do takich książek, które automatycznie wpadają do łapek i od nich odkleić się nie mogą, ich bardzo szeroki wybór i dostępność w domowej bibliotece, jest kluczowa - właśnie od momentu pójścia do szkoły dzieciak musi mieć takie alternatywne źródło samodzielnego kontaktu z językiem, bez pośrednictwa rodziców i jeżeli na miejscu brak rówieśników czy w ogóle polskojęzycznego środowiska, telewizja dzieciaka nie kręci, to chyba mania czytelnicza mogłaby świetnie zadanie przejąć - ale pewnie zaraz na mnie nakrzyczycie, że mam kompletnie naiwne wyobrażenia o stylu życia "dzisiejszej młodzieży" (i pewnie słuszniesmile
  • 10.09.14, 08:26
    Może ja ci odpowiem?

    Książki to jest potworny problem.
    Bo ile można kupić dziecku książek po polsku?
    Córka ma pewnie ze 300 - 400. to jest 300 ksiązek, za które zapłaciłam kilka tysięcy złotych, które upychałam w bagażu lotniczym i wlokłam niszcząc kręgosłup w bagażu podręcznym.
    Ale szkolna biblioteka ma ich kilka tysięcy! A dla dzieci powyżej 11 lat kolejnych kilkanaście tysięcy! Jakich chcieć - komiksy i romanse, popularnonaukowe i historyczne, głupie i mądre, o wojnach i o rodzicach, o podróżach w czasie i miejscu, ma poezję i prozę, klasykę i współczesność.
    Co gorsza, dziecko ma swoje gusta i upodobania. Ja wyszukuję, znajduję, ona niby aprobuje, ale potem okazuje się, że jednak woli coś z biblioteki. I muszę zamieniać się w kata, zmuszającego do czytania po polsku.
    Więc o ile daje się mniej więcej bezszmerowo dostarczyć literaturę dziecku małemu, powiedzmy do 8-9 roku życia, to potem robi się o wiele trudniej.
    Jednak merytorycznie się z tobą zgadzam - nic, tak jak książki nie rozwinie polszczyzny.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • 10.09.14, 10:35
    Ja jeszcze jestem na poziomie przedszkolaka, wiec do samodzielnego czytania dluga droga, ale juz zauwazam, ze trudno nadarzyc z polskimi ksiazkami I jakie sa ich koszty. Mimo, ze mieszkam w Anglii I kupno ksiazek jest latwiejsze niz gdzies z konca swiata, to jednak jestem swiadoma jak bardzo ograniczeni jestesmy pod wzgledem dostepu do ksiazek bez polskiej biblioteki. Co miesiac kupuje jakies ksiazki, w sumie idzie na to spora fortuna a I'm dziecko starsZe tym wiekszy wybor. Ufam, ze to jednak dobra inwestycja.
  • 10.09.14, 21:45
    Dzięki za bardzo ciekawe odpowiedzi.

    Po bardzo wielu przemyśleniach różnych strategii i pogodzeniu się ze stanem faktycznym tu u nas na miejscu (mimo wielu Polaków z dziećmi i kilku prób praktycznie zero chęci do wspólnego organizowania jakiegoś polskojęzycznego środowiska, chociażby dla dzieci) stwierdziłam, że od wieku szkolnego to właśnie książka musi dla moich dzieci stać się takim głównym źródłem kontaktu z językiem i stanowić bodzieć do jego rozwoju (poza oczywiście gnębiącą językiem matką i dość rzadkimi jednak wizytami w kraju). A jeżeli tak ma być, to nie ma bata, musi w domu lub jego pobliżu być bardzo szeroki wybór REWELACYJNYCH książek na wszystkie tematy. Tylko jak to zorganizować? - pomijając ogromny, ale w między czasie miejscowo mocno ograniczony księgozbiór w domu: nigdy nie liczyłam po sztukach, ale mamy 28 półek á jakieś 80-100 książek plus 14 nieco krótszych po 20-30 sztuk każda, całość prawie po brzegi wypełniona, jakość gwarantowana by forum.gazeta.pl/forum/f,16375,Ksiazki_dzieciece_mlodziezowe.html?podpowiedzi , chociaż kwestia wyboru tytułów to oczywiście też temat na osobny wątek, jak była mowa 2 posty wyżej).

    Próbowałam założyć w mieście przy bibliotece miejskiej polską "biblioteczkę", na którą składaliby się mieszkający w mieście i okolicach rodacy - ale szybko zrozumiałam, że to praktycznie tylko ja jedna miałabym dorzucać książki, a pozostali nawet nie zadali sobie trudu, żeby przychodzić na spotkania organizacyjne czy przesyłać listy z ulubionymi książkami czy takimi, które chcieliby przeczytać. Były też głosy, że w wąskim gronie to jeszcze, jeszcze, ale nie tak, żeby wszyscy mieli bezpłatnie dostęp. O kasie na książki od pozostałych nie wspominającsmile (Chociaż jeszcze niedawno te książki faktycznie były w obrocie, bo stastystyki wypożyczeń wręcz mnie zaskoczyły, ale niestety mimo wielu próśb żadnego odzewu od wypożyczających, więc mój entuzjazm do kontynuowania tego projektu praktycznie wygasł).

    Teraz próbuję wdrożyć plan takiej prywatnej biblioteczki w wąskim gronie 4-5 mam, tzn. przez 2-3 miesiące będziemy robić listę naszych książkowych życzeń, a potem raz na kwartał kupowały taki "pakiecik", którym się między sobą podzielimy i będziemy wymieniać. Książki, które wszystkie dzieci przerobią, znowu będziemy upłynniać, żeby m.in. i w ten sposób zbierać środki na nowe książki - zobaczymy, jak nam to wyjdzie. Tym bardziej, że pozostałe dziewczyny chyba jednak nie do końca widzą sens pakowania większej kasy w książki, bo częściowo średnio im zależy na wysokim poziomie języka a częściowo chyba nie zdają sobie sprawy, że sama obecność w domu mamy mówiącej po polsku nie zawsze wystarczy.

    Czy ktoś z Was próbował już tworzenia takich bibliotek i może podzielić się swoimi doświadczeniami?
  • 11.09.14, 10:01
    Laemmchen, ja mam jeszcze iny pomysł, który powstał na podstawie tego co napisałaś ty. smile
    Mam kilka koleżąnek, ktre pracują w organizacjach pozarządowych i w Polsce i w Niemczech i właśnie we wrześniu mam się z nimi spotkać bo jakieś ministerstwo (nie pamiętam już które, ale poszukam) chce sponsorować we wspólpracy z niemieckimi partnerami jakieś działania dla połeczności poslkiej. I będziemy debatować jakie projket napisać, co by sie przydało. Ja jako doradca tylko, ale one chcą działać - to ich praca i pasja.
    I może by zorganizwoać wysyłkową bibliotekę dla Niemiec? Tak jak kiedyś, przed epoką szybkiego internetu były wysyłkowe videoteki? masz w sieci katalog, płacisz abonament (kilka EUR miesięcznie) i zamiawiasz ksiązki do domu, które musisz odesłac potem np. w ciągu 4 tygodni. Jak się spoźnisz - kara.
    Myślisz, że to może funkcjonować? nie jako biznes ale jako akcja wspeirana chociaż na początku przez taki projekt ministerialny?
  • 11.09.14, 11:59
    kuragan, pomysł brzmi bosko, ale mam jednak sporo obaw, czy w ramach takich pojedynczych projektów ministerstwa jest to do zrealizowania. Na taki bardzo podstawowy księgozbiór dla dzieci w wieku 4-18 lat potrzeba by spokojnie (czytaj: minimum) 100.000-150.000 zł, bo tylko wtedy udałoby się pozyskać rodziny płacące abonament. A poza tym marzyłoby mi się, żeby to stało się taką wirtualną placówką czytelniczą, z możliwością uzupełniania katalogu recenzjami, z dobrze merytorycznie przygotowaną sekcją promującą czytanie i wyjaśniającą jak i po co, z artykułami podpowiadającymi, jak dane książki wykorzystać na zajęciach z dziećmi, których polski jest językiem dziedziczonym (a nie ojczystym) - wtedy IMO miałoby to ogromny sens i byłby bardzo potrzebne i przydatne i bardzo chętnie zaangażuję się w tworzenie takiego stwora
  • 11.09.14, 17:15
    I super, swietnie ze masz konkretne dodatkowe pomysly! Moje kolezanki maja duze doswiadczenie projektowe i juz One beda wiedzialy gdzie i Jak skladac. Moja rola to im podac pomysly, ktore sa potrzebne.
  • 11.09.14, 23:49
    Och, tych pomysłów i wizji to jest cała masa, cały czas tylko czekam na te moje mniej więcej 20 milionów euro w totka, żeby wreszcie zacząć porządnie działać - marzy mi się centrum polsko-niemieckie w naszym mieście z bigastą księgarnią pełną książek polskich, niemieckich, angielksich i innych, całą gamą kursów językowych i zajęć dla dzieci, młodzieży i dorosłych, szkołą polonijną z prawdziwego zdarzenia, bilingualnym przedszkolem, festiwalem kultury itd. itd. no jak, 20 milionów powinno wystarczyć, nieprawdaż?
  • 12.09.14, 08:21
    wiesz, to nie jest takie proste. Właśnie chodzi o to, że są pieniądze, może nie 20 milionów na raz, ale są jak się wie gdzie składać. Tylko wcale nie ma tak wiele fajnych konkretnych i realistycznych pomysłów. Nie wiem jak duże jest Twoje miasto i jak duze jest tam skupisko Polaków. Jeśli to kilkadziesiąt rodzin to oczywiście nic z tego w takiej formie jak piszesz zorganizować sę nie da.
    Mozliwe, że moj pomysl wirtualnej biblioteki tez jest za drogi, ale moze bardziej realistyczny niż organizowanie biblioteki w każdym mieście, gdzie jakiś Polak jest.
    Na ogolnie "zajęcia dla dzieci" tez nie dostaniesz pieniedzy - ale na projekt konkretnych zajęć juz tak. Na przykład w tym konkursie przyznano po ok. 40 000 złotych, to nie dużo, ale cos mozna juz zaczac działac. projektow bylo tylko 21 i czy one byly ciekawe? Z Niemiec straszna posucha...
    polonia.edudemo.org.pl/konkursy-dla-ngo/konkurs-wzmacnianie-i-aktywizacja-rodowisk-polskich/wyniki-konkursu
  • 12.09.14, 09:12
    zobaczylam, ze napisalas do mnie w inym watku, pytajac o lekcje polskiego. Sa w jednej ze szkol, w kazdy czwartek, ale to bylo zorganizowane zanim ja jeszcze urodzilam Jasie. To bylo i jest organizowane przez Oswiate w Berlinie, ale inicjatywa byla rodzicow
    www.oswiataberlin.de/Info/witamy.htm
    Mimo ze my jestesmy w Brandenburgii, ale to niedaleko.
    Najlepiej do nich zadzwonic i zapytac o porade. Moge ci tez dac namiar na prowodyrow naszych poczdamskich.
  • 12.09.14, 09:48
    kuragan, podaj proszę te namiary na konkretną osobę w oświacie, jakiś czas temu dzwoniłam do nich do sekretariatu, fajnie nam się gadało tak ogólnie, wysłałam potem maila z konkretnymi pytaniami, i jeszcze raz, ale niestety do tej pory nikt się nie odezwał, więc może z konkretną osobą będzie łatwiej. z góry dzięki za taką pomoc.

    A czy jest tu na forum ktoś jeszcze, kto zna przypadek, że dla niewielkiej grupy uczniów polskiego pochodzenia zorganizowano np. międzyszkolne zajęcia polskiego jako języka pochodzenia - interesuje mnie przede wszysktim podstawa prawna, ścieżka administracyjna i oczywiście podstawa programowa dla takich zajęć - ogromne dzięki z góry za jakikolwiek odzew i podpowiedzi
  • 12.09.14, 09:56
    konkretnej osoby ci nie podam w tej chwili (zapytam sie na naszym nastepnym spotkaniu), bo to bylo juz dobrych kilka lat temu i konkretna osoba w oswiacie mogla sie zmienic. Moge ci podac namiar na ludzi, ktorzy organizowali to w Poczdamie czyli w sumie na takich inicjatorow jak ty. Tylko zapytam sie ich na kogo konkretenie.
  • 12.09.14, 09:57
    Mi chodziło głównie o to, że sam pomysł takiej biblioteki na odległość jest rewelacyjny, ale to powinna być prawdziwa instytucja, a nie projekt, który zostanie powołany do życia na okres roku czy dwa, dopóki jest dofinansowanie, a później trzeba będzie to wszystko odkręcać, bo dofinansowanie się skończy a MSZ nie widzi sensu w wspieraniu takich działań.

    Rozmawiałam kiedyś o czymś podobnym z Instytutem Polskim w Berlinie, świetni ludzie zresztą tam pracują, ale powiedzieli wprost, że oni są po to, aby promować kulturę polską wśród Niemców i to nie ich działka, chociaż sami mają naprawdę niezłą bibliotekę, infrastrukturę, także pośród Polonii i byliby chyba najbardziej kompetentną placówką do rozkręcenia takiego projektu w Niemczech.

    I masz zupełną rację, że biblioteka w każdym mieście nie ma sensu, bo to wymaga zbyt wielu nakładów, żeby takie biblioteki faktycznie mogły coś zaprezentować i zaoferować.

    A może wykorzystamy podstęp, że zbierzemy się w kilka osób z różnych miast i zawnioskujemy o taką bibliotekę w Berlinie, Hamburgu, Monachium i Kleinwursthausen i dostawszy dofinansowanie na każde miasto sklecimy wszystko zusammen do kupy i powolutku porozkręcamy?
  • 12.09.14, 10:04
    no wlasnie po to sie potykamy w koncu wrzesnia, zeby sie zastanowic co i jak zrobic. Tak naprawde to nie ja bede to robic - to za powazna rzecz, a ja pracuje na pelny etat i kursuje miedzy Polska a Niemcami. Ale te moje kolezanki to tez na pelny etat zajmuja sie takimi rzeczami, wiec ja tylko doradzam. Tak, to musialaby byc instytucja i trzeba by sie zastanowic jak to moze przetrwac dluzej niz te pierwsze projektowe 2-3 lata. Napisz do mnie na agnieszka@inbox.ru Widze ze jestes sklonna do dzialania, ja bym cie skontaktowala z moja kolezanka z Berlina, ktora tez ma pare jak wulkan na takie dzialania i duza orientacje w takich organizacjach.
  • 12.09.14, 10:13
    ciekawe pomysly macie. ja chetna do wspolpracy, ale nie mam pojecia gdzie, jak, z kim itp.

    hamburska bibioteka miejska - oddzial glowny- ksiazki polskie ma, jeszcze nie przeczytalam wszystkich, smile choc oczywiscie o nowosci trudno
  • 26.09.14, 00:29
    A czy nie sądzisz, że o wiele lepsze byłoby zorganizowanie biblioteki elektronicznej? Na dłuższą metę chyba tańsze, nieniszczące dla książek, no i zauważ, że coś takiego można by zorganizować dla całej Polonii, a nie tylko nemieckiej: koszt jedostkowy spadłby wówczas jeszcze bardziej.
    W 'mojej' szkole dzieci młodsze korzystały z czegoś takiego (acz cel był inny, po prostu nauka czytania) i było to bardzo dobre rozwiązanie, choć wymagało siedzenia przy komputerze. A teraz, kedy tablety są już o wiele tańsze byłoby jeszcze fajniej, bo można by czytać nawet w łóżku czy w parku.
    Szkola kupowała dostęp dla wszystkich dzieci.
    Tu zaś masz parę przykładów darmowych dygitalnych bibliotek:
    www.childrenslibrary.org/icdl/BookReader?bookid=polinse_01050001&twoPage=true&route=simple_265_0_0_English_11&size=0&fullscreen=false&pnum1=1&lang=English&ilang=English

    magicblox.com/node/698/reader#/6
    www.storyplace.org/preschool/activities/morrispecialday.asp

    Nasze rozwiązanie było lepiej zrobione graficznie.


    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • 26.09.14, 01:00
    bardzo dobry pomysł, Oleno, prywatnie też już poruszyłyśmy taki wariant i szukałyśmy w sieci przykładów, ale najwyraźniej w Polsce takie wypożyczalnie e-booków dopiero raczkują - do tej pory znalazłam w sieci tylko 3 takie wypożyczalnie, z bardzo skromnym zbiorem,
    www.czytelnia.bezkartek.pl/ - tu np. nawet nie ma działu dla dzieci
    virtualo.pl/wypozyczalnia/dla_dzieci_mlodziezy/ebook/m10c573/ - w dziale dla dzieci sztuk 7
    www.legimi.com/pl/ebooki/dla-dzieci-i-mlodziezy,g221/ - tu chyba najciekawszy wybór

    więc podejrzewam, że prawnie nie jest to takie łatwe i raczej nie nadaje się na niewielki projekt w ramach dofinansowania działalności polonijnej - ale bardzo możliwe, że się mylę -. może akurat ktoś zna dobrze działaącą wypożyczalnie polskich e-booków? I jakie są Wasze doświadczenia z czytaniem polskojęzycznych e-booków przez Wasze dzieci?

    Dla dzieci w wieku przedszkolnym zdecydowanie jestem za opcją książki tradycyjnej, ale dla starszych, czytających spore ilości książek, głównie bazujących na tekście, e'-booki to rewelacyjne rozwiązanie, nawet w opcji, gdy musiałabym te książki normalnie kupować.
  • 26.10.14, 18:29
    Wszystko zmienia sie blyskawicznie, za pare lat wiekszosc ksiazek bedzie w wersji elektronicznej rowniez po polsku, a stworzenie takiej biblioteki ma wiekszy sens niz bibiloteka wysylkowa, dostep powinien byc w formie abonamentu miesiecznego czy kwartalnego i pliki powinny byc do sciagniecia na komputer lub w formatach na popularne czytniki jak np. Kindle. Doraznie gdyby znalazla sie grupa osob z dziecmi w podobnym do moich wieku (7.5-9.5 lat) to moze moglibysmy sie powymieniac plikami.

    --
    ------------------------------------------------------------------
    Being aware of your crap and actually overcoming your crap are two very different things.-Christina Yang wink
  • 26.10.14, 21:03
    A czy Twoje dzieci czytają polskie książki na czytniku?
  • 27.10.14, 01:01
    Nie, ale beda musialy zaczac bo nie mam ochoty powiekszac domowej biblioteki o ksiazki na raz. Czas ulubionych bajeczek czytanych wiele razy juz powoli minal. A ja nie jestem typowym molem ksiazkowym, interesuje mnie przede wszystkim tresc, a papierowa wersja jedynie jesli opatrzona jest pieknymi ilustracjami, lub z innych powodow nie mozna jej zastapic wersja elektroniczna. Dlatego ksiazek dla malych dzieci mam duzo, ale nie mam zamiaru gromadzic literatury mlodziezowej, ktora nadaje sie na czytnik.

    --
    ------------------------------------------------------------------
    Being aware of your crap and actually overcoming your crap are two very different things.-Christina Yang wink
  • 26.09.14, 00:04
    Najlepiej dogadać się z innymi rodzicami o podobnych potrzebach i ambicjach - można wtedy dysponować podwójnym księgozbiorem.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • 26.09.14, 01:03
    zgadzam się w 100%, ale problemem jest, że na miejscu brakuje właśnie takich rodziców, którzy rozumieliby potrzebę tworzenia prawdziwego księgozbioru, a nie poprzestawali na 365 bajkach na dobranoc...
  • 26.09.14, 11:01
    muszę chyba zacząc się przestawiać... Ja nie umiem czytać książek w formie elektronicznej... ale chyba nie mam wyjścia
  • 13.10.14, 17:50
    No to będziesz kupować sama, trudno. Może z czasem ktoś się dołączy? Nigdy nie wiadomo.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • 13.10.14, 18:44
    taaa, dołączy... jak wydam kolejną kupę kasy, skompletuję świetną bibliotekę w domu, to pojawią się pewnie te same panny, którym proponowałam stworzenie biblioteki wspólnymi siłami, z pytaniem, czy nie mogłyby od czasu do czasu czegoś wypożyczyć dzieciom, bo przecież trzeba wspierać naukę języka a u mnie te książki przecież stoją i się kurzą...
    już przerabiałam... i przerabiam od czasu do czasu i szlag mnie jasny trafia, ale nie potrafię ich przekonać, żebyśmy wspólnie coś zrobiły
  • 10.11.14, 13:26

    laemmchen79 napisała:

    >
    > Mam pytanie, piszesz:
    > > Potrafi czytac, wiec woli pojsc do biblioteki i
    > > sam wybrac sobie ksiazke.
    >
    > To o czytaniu po polsku?

    Niestety po norwesku )-:
    Po polsku czyta slabo. Kupuje mu duzo polskich ksiazek, do tego biblioteki w Norwegii tez kupuja ksiazki po polsku, ale mimo to norweski wygrywa. Czesto dzieci w szkole polecaja sobie nawzajem ksiazki i przy konkurencji "kolega poleca"- wysiadam.

    Ja czytam Mlodemu po polsku.
    Prosze go tylko o przeczytanie np. pojedynczych zdan, albo naglowkow, podpisow pod obrazkiem itp. Nie chce go zniechecac. Jesli sam mialby na glos czytac po polsku, ksiazka polecialaby przez pokoj i nic by z tego nie bylo. Mamy tez swietne cwiczenia/gry logopedyczne ktore przy okazji nam wspomagaja nauke czytania. Znam granice wlasnego dziecka. Czyli zanim bedzie plynnie i z przyjemnoscia czytac/ pisac po polsku chyba troche czasu uplynie. Jako cwiczenie z pisania jest list do babci (max.3-4 zdania). Nie mam zaciecia, ze po trupach do celu. Stawiam na humanitarna pedagogike smile

    --
    Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!
  • 16.11.14, 00:43
    Ja zauważam ze im dzieci starsze , im więcej znają języków tym przepasć językowa mniejsza.
    Z córką , lat 28 mogę rozmawiać po polsku o najbardziej subtelnych odcieniach języka
    polskiego , fakt że ona jest prawie skończoną lingwistką ale oprócz skrzywienia zawodowego wybrała sobie polski jako pierwszy i ukochany język i mnei nim katuje zadając skomplikowane pytania o rożnych porach dnia i nocysmile)
    Nie poprzestaje na mnei bo molestuje moja paryską polską przyjaciółkę , slawistkę po Sorbonie i polonistkę po Uniwersytecie Wrocławskim która własnie ogarnia doktorat na Sorbonie.
    Mój syn 25 lat , miał okresy wzlotów i upadków po polsku i nei mowi idealnie ale za to chętniesmile)
    Zdarza nam sie z rozpedu użyć jednego z wielu języków jakie znamy mniej lub bardziej dobrze ale polski to podstawa.
    Ale ja od pierwszej sekundy życia moich dzieci mówiłam do nich zawsze po polsku , stosowalam OPOL , walczylam z ignorancją otoczenia o czym niejednokrotnie tu pisałam oraz zawsze pokazywałam moim dzieciom jaka jestem zachwycona że mówia po polsku.
    Sa dorosli ale jak rozmawiamy o jezykach a rozmawimy czesto smile))) to zawsze się gdzieś pojawia tekst że oni po polsku mówili bo chcieli mi sprawic przyjemność , widzieli jakie to dla mnei wazne a poza tym nie mieli szans z matką terrorystką smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.