Dodaj do ulubionych

Po raz xxx-ty - jak to robić

25.09.14, 23:17
jan.kran napisała na wątku o przedszkolu domowym:

>jan.kran 25.09.14, 14:23
>Pastylko , ja też jestem pełna podziwusmile
>Nigdy nie uczyłam córki tematycznie polskiego , nei było jakichś ram. Na pewno gdybym dziś >miała małe dzieci skorzystalabym z pomysłów tu podanychsmile
>Ale bardzo duż rozmawialam , czytalam , podrzucałam polskie filmy , byla polska TV w >domu.
>Może podswiadomie ale staralam się tematycznie rozwijać slownictwo , nawiązywac po >polsku do tego co akurat było w szkole czy w przedszkolu.

A ja mam takie pytanie:
Czytałam trochę bloga Twojej córki, jan.kran., język na fantastycznym poziomie i Ty piszesz, że to tak bez żadnych ram i zajęć tematycznych - ale były rozmowy, czytanie, filmy, więc może bawiłaś się ze swoimi dziećmi tak, jak my tutaj, tyle, że nie nazywałaś tego szumnie zajęciami, nie potrzebowałaś poradnika metodycznego itd.?

Mnie szczerze mówiąc w tym wszystkim nadal przeraża perspektywa organizacji takiej równoległej edukacji dla moich dzieci, bo chociaż sytuacja na rynku z podręcznikami, szkołami internetowymi nie jest już zła, to jednak boję się ogromu tego obowiązku, braku wyważenia (za dużo lub za mało materiału, godzin, wymagań, wyników itd.). Nie jestem też pewna, czy chcę (czy się sprawdzę) w stosunku do mojego własnego dziecka czy dzieci przejąć roli nauczyciela, bo czuję (po tonie głosu, nastawieniu itd.), że gdy zaczynamy zajęcia, to przestaję być taką normalną, mam nadzieję, że fajną mamą, a wychodzi ze mnie właśnie taka belfszyca. I nie ma się co oszukiwać, każdy rodzic jest w jakimś stopniu także i nauczycielem swoich dzieci, ale w przypadku dwujęzycznych to nauczycielstwo jest po prostu namacalne, bardzo konkretne i chyba niemożliwe do zamaskowania. Jak Wy to widzicie?
Edytor zaawansowany
  • jan.kran 26.09.14, 09:43
    Dużo czynników składa sie na to jak dzieci mówią , piszą i czytają po polsku. Ja uważam że bardzo ważna jest motywacja z obydwóch stron i determinacja ze strony rodzica/rodziców i żelazna konsekwncja.
    Moje dzieci mają trochę różny pziom języka , syn ma akcent , lekki ale ma i robi błędy , czasem mu słowa zabraknie ale ma bardzo bogate slownictwo, czytać po polsku nauczył się sam jak trzeba to coś zrozzumiale napisze.
    Ma 25 lat , niegdy ne chodził do polskiej szkoły .Ma o wiele większe zdolności językowe od córki.
    Zawsze używałam OPOL do obojga ale w przypadku syna po diagnozie ZA niektóre proste polecenia mówiłam po niemeicku ale miał wtedy 16 lat.
    W innych językach raczej nie miesza i niemiecki ma na poziomie nativ a angielski i niemeicki odrobinę lepszy od córki.
    Jest zainteresowany Polską , kulturą , literaturą ale nie jakoś wybitnie , tyle samo co innymi krajami.
    Córka natomiast jest bardzo związana z polskością , nie zawsze tak było to tak mocne jak teraz ale od 12 -go roku życia sama wlożyła dużo pracy żeby pisać i czytać po polsku.
    Przychodziło jej to trudniej jak bratu , ma dysleksję i mniejsze zdolności jezykowe.
    Ja nie zwracałam uwagi na zdanie dzieci , nie zmuszałm ich też do mówienia , po prostu mówiłam i nie było na ten temat dyskusji.
    Jestem z wykształcenia pedagogiem i filologiem ale nie wiem czy jakoś specjalnei stosowałam moją wiedzę w przekazywaniu polskiego , na pewno częściowo tak.
    Dzieciom od urodzenia śpiewałam polskie piosenki , moja Mama też tak że do dziś sporo pamiętają.
    Bardzo dużo czytałam , codzennie wieczorem az do poczatków szkoły.
    I cały czas mówiłam , na spacerach zwłaszcza ,wtedy uczyły sie nazw zwierząt i rośin.
    Jeździlśmy dużo i na długo do PL.
    Zawsze dbalam o poszerzenie słownictw apo polsku , porawiałam , podsuwałam polskie
    słowa .
    Dzieciom pomagalam niewiele w niemeickich lekcjach ale jeżeli już to tylko używajac
    polskiego , uczyły sie wten sposób polskiego słownictwa.
    W szkole średniej pomagałam córce w rosyjskim ale też wspiearalam się polskim. Żeby było ciekawiej uczyła sie rosyjskiego z duńskiej książkiw Oslotongue_outPP Była najlapsza w klasie ale to z powodu znajomości polskiego. Jej norweski nauczyciel powiedział kiedyś ze ona zrozumienie co to jest aspekt ma automatycznie aon się musiał sporo nagimnastykować zeby go zrozumiećsmile
    Mój syn kocha rosyjski punk i pewnego dni nauczyl sie cyrylicy sam z netu bo łatwiej mu było wten sposób znaleźć nazwy piosenek i zespołow w wikismile
    Nie zna rosyjskiego ale troche rozumie.
    Corka w wieku 12 lat poszla do polskiej szkoły w Monachium , wtedy zrozumiała że albo się zmobilizuje i zacznie ostro pracować albo nie będzie pisać i czytać po polsku.
    Z czytaniem był dramat mimo że mówiła bdb. Moja Mama była z wizytą u nas i ze trzy tygodnei uczyła ja czytać , wiele łez sie polało...
    Potem córka zaczeła czytać po polsku , pierwsza ksiażka to była Szósta Klepka Musierowicz.
    Po wielu latach opwiadała mi że wiele razy chciała zrezygnować , do dzis czyta wolno z powodu dysleksji i bardzo ciężko jej szlo czytanie po polsku ale się zaparla.
    W tym samym czasie zaczęła korespondencję majlową z dwoma kolegami z Polski, to był bardzo duży krok w strone nauki pisania.

    W wieku 12 lat przeprowadziliśmy się do Norwegii i miała w norweskiej szkole dwie godziny polskiego. Poznaliśmy wspaniałą osobę , poską nauczycielkę szkól średnich. Starszą Panią , polską patriotkę i mądrego człowieka.
    Umowiłyśmy się że ja będe jej synowi i mojej córce udzielac raz w tygodniu korepetycji z francuskiego a w następnym tygodniu ona będzie miała z nimi polski.
    Może to nie brzmi dużo czasowo ale była znakomitą nauczycielką a poza tym zaszczepiła Claire miłość do polskiej literatury , nauczyła nazw gramatycznych po polsku.
    Syn nie miał takiej pomocy ale on ma inne zdolności.
    Reasumując : zawsze staralam sie żeby dzieci miały dużo kontaktu z polskim , żeby to byl język trudny i skomplikowany nawet kiedy byli mali.
    Wyjazdy do PL bardzo im pomogły.
    A poza tym oboje twierdzą że czasm mieli dość tego polskiego i byli wkurzeni ale mówili do mnei po polsku bo ja byłam taka z tego zadowolona i chcieli mi sprawic przyjemnośćsmile))
  • jan.kran 26.09.14, 10:04
    Laemchen to co czytałas tu na forum to nie blog Claire. Poprosiłam Ją kiedyś żeby na forum napisała o swojej dwujęzyczności ,miała wtedy 19 lat , dziś ma 27 .
    Dziękuje za miłe słowa pod adresem córki bo mi trudno ocenić obiektywnie Jej polski , poza tym spotykam najróżniejsze opinie na ten temat.
    Corka ma wadę wymowy , grasejuje tak jak moja teściowa.
    Częśc rodziny i znajomych w PL uważa to za niemieckie R. Ma na pewno ledwo słyszalny akcent zdaniowy , osoby które wiedzą że się nie wychowała w PL słyszą to ale często jest brana na ulicy czy w sklepie za Polkę.
    Jej pollska rówieśnica niedawno przeze mnie zapytana o polski córki ( znaja sie od lat) odpowiedziala:
    - Claire mówi idelnie po polsku , nie ma wątpliwości że jest Polką ale mowi jezykiem osoby która wyjechała jakiś czas temu , mówi językiem trochę staroświeckim.

    O ile Młoda zamieszka w PL , na razie myśli o studiach , polski na pewno będzie lepszy i bardziej codzienny.
    Nie można powiedzieć że jest idealnie dwujezyczna . Ale wyczytalam że taka dwujęzyczność istnieje bardzo rzadko.
    U niej brak równowagi między jezykami objawia się moim zdaniem w ten sposób pewien brak w języku polskim że brakuje jej czasem slow z zakresu Jej studiów lingwistcznych i filozofii.
    Prowadzi w PL zwzięte dyskusje i czasem musi się zastanowić albo wesprzeć sie angielskim lub niemieckim określeniem ale jest to bardzo trudne i specjalistyczne słownictwo.
    Córka ma bardzo fajny blog po niemeicku , troche zaniedbany z braku czasu.
    Poza tym pisuje tak zwne Okólniki , długie listy majlowe z opisem jes życia codziennego w Monachum , pracy studiów.
    Wysyła do polskiej rodziny i znajomych i do do kuzynowstwa w Londynie ,.

    Mam pewne obawy co do Jej planów studiów podyplomowych w PL ale na razie będzie to aktualne za rok , to jest Jej wielkie marzenie.

  • laemmchen79 26.09.14, 14:18
    Najbardziej niepokoi mnie to, co usłyszałam w kwietniu na konferencji, zorganizowanej przez Związek Nauczycieli Polskiego w Niemczech, od ludzi, którzy profesjonalnie zajmują się dwujęzycznością (naukowo, ale też w tym sensie, że uczą tych ludzi, najczęściej w wieku dorosłym, polskiego), że nie znają praktycznie żandej osoby, która utrzymałaby wysoki poziom polskiego (tzn. opanowała umiejętność czytania i pisania) bez uczęszczania do szkoły polskiej - wszystkie te dzieci uczyły się oczywiście również w domu i pracowały z rodzicami i wyjeżdżały do Polski itd., ale chodzi tu przede wszystkim o doświadczenie instytucjonalne przy nauce polskiego, solidną strukturę, z której nie tak łatwo się wyłamać przy pierwszym zniechęceniu).

    A u nas takiej szkoły nie ma i widząc nastawienie moich rodaków, to nawet nie uda się nam powalczyć wspólnie o zorganizowanie godzin polskiego przy jakieś szkole - zostaje nam opcja nauki polskiego w ramach organizowanych prywatnie zajęć, najprawdopodobniej z jakąś studentką, ale czarno to widzę, gdy młodzi zaczną szkołę niemiecką, dojdzie im obowiązków i prędzej czy później stwierdzą, że są zbyt obciążeni i nie chcą tego ciągnąć, bo z tak organizowanych zajęć w sumie nie trudno zrezygnować - no chyba, że trafi nam się genialny nauczyciel, za którym dzieciaki będą przepadać - ale czy można liczyć na aż tyle szczęścia?).

    Więc jak to jest, można bez takiej szkoły nauczyć dziecko czytać i pisać po polsku? jan.kran. - jak to oceniasz po doświadczeniach z Twoimi dziećmi?

    i jeszcze, czy jest tu ktoś, kto był na tej konfreencji w Bad Muskau?
  • jan.kran 26.09.14, 20:16
    Mój syn nie widział polskiej szkoly przez sekundę . Nauczył sie czytać sam po polsku , mówi nieźle , ma bogate słownictwo.
    Córka miała wsparcie w postaci korepetycji i roku polskiej szkoły ale w szkole się za dużo nie nauczyła.
    Sama czytalaś jak pisze a mówi takoż.
    Znam dzieci emigrantów politycznych którzy po wojnie nie mogli wrócić do PRL a do polskich placówek się nie zbliżali z wiadomych wzgledów . Dzieci mówiły piękna literacką polszczyzną.
  • jan.kran 26.09.14, 20:22
    wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,9868973,Tony__syn_Milosza.html
    Tak sie zastanwaim czy syn Miłosza chodził do polskiej szkołysmile
  • laemmchen79 28.09.14, 00:17
    Bardzo byłoby to budujące, gdyby każdy z nas był Miłoszemsmile
  • effie1980 27.09.14, 09:45
    Ja do polskiej szkoly corki nie wysle. Tu gdzie mieszkamy nie ma zadnej w zasiegu, zreszta nie zdecydowalabym sie poswiecenie pol soboty na siedzenie w szkole, kiedy inne dzieci szaleja na plazy, kajakach, wycieczkach I innych. Mysle, ze to z zasady by ja negatywnie ukierunkowalo.
    Ja probuje nasze zabawy traktowac jako prawdziwe zabawy, a nie nauke. Jak widze, ze cos nie idzie to zmieniam format. Chce, zeby corka dobrze sie bawila uczac I rozwijala swoje zainteresowania. Dlatego przewaznie udaje nam sie wplesc te nasze zajecia w zwykly plan dnia. Nie ma wiec podzialu na "mame do zabawy" I "mame do nauki". Mozesz zajrzec na grupe Edukacja domowa na fb. Sa tam pomocne osoby z duzym doswiadczeniem I fajnymi przemysleniami. Mozesz sie poradzic albo przeczytac wczesniejsze komentarze, bo problem organizacji I relacji pojawia sie czesto.
  • laemmchen79 28.09.14, 00:23
    super masz podejście effie do tematu i tylko pozazdrościć, żeś o takim charakterze. U mnie ten podział na dwie mamy po prostu sam wyłazi, próbuję nad tym panować i trochę wyluzować, ale jak się urodził człowiek sztywniakiem, to ciężko się z tym żyje, chociaż nie twierdzę, że i takich badziewnych cech charakteru nie można zmienić. No cóż, najwięcej mi daje podpatrywanie, jak inni sobie radzą i stąd super, że udało mi się trafić na to forum i pogadać z Wami - mam nadzieję, że trochę to jeszcze potrwa
  • jan.kran 29.09.14, 11:11
    Laemchen.
    Szulkam jednego wątku na tym forum ale przy okazji natrafiłam na watek który podrzucę.
    M.in.są tam moje komentarze na temat arykułu o synu Miłosz, cały wątek polecamsmile

    forum.gazeta.pl/forum/w,37229,123684862,123684862,Dorosle_wielojezyczne_dzieci.html
  • laemmchen79 29.09.14, 12:58
    dzięki jan.kran za tą wskazówkę, wątek już znałam, to właśnie z niego miałam adres bloga Twojej córki, ale dobrze, że przypomniałaś, bo zauważyłam, że chociaż przeczytałam te wpisy już jakiś czas temu bardzo uważnie, to jednak widzę, że mimo opisanych tam bardzo budujących doświadczeń cały czas targa mną ogromną obawa o to, że w moich warunach (czyli bez jakichkolwiek struktur polonijnych na miejscu, szkół, tylko niewielkie grono zaprzyjaźnionych mam, z którymi organizujemy bardzo amatorskie polskie przedszkole raz w tygodniu i nie widzę w tym gronie potencjału na stworzenie czegoś konkretniejszego) nam się nie uda wyjść poza ten bardzo podstawowy poziom - może faktycznie przesadzam, w sumie na razie nieźle nam idzie, obyśmy tylko wytrwali w tym, co robimy i wcale nie będzie tak źle? Tym bardziej, patrzac, jakie my mamy teraz możliwości (książki, filmy, płyty, wyjazdy do Polski, kontakt z rodziną), to powinno być tylko łatwiej, a nie trudniej. Na pewno nie uda nam się stworzyć takiego etosu polskości, jak w kręgach starej emigracji i ciekawe, w jakie wartości wypoważymy tę polskość w naszej generacji.
  • jan.kran 29.09.14, 16:15
    Laemczhen wszystko robisz świetnie i jestem pełna podziwusmile Więcej napiszę w wolnej chwili.
  • ambivalent 29.09.14, 20:59
    laemmchen79
    Na pewno nie uda nam się stworzyć takiego etosu polskości, jak w kręgach starej emigracji i ciekawe, w jakie wartości wypoważymy tę polskość w naszej generacji.

    Ale czy tworzenie etosu polskosci to twoj cel? Bo moj nie. Mysle, ze tutaj zacznie wylazic roznica w podejsciu do wielojezycznosci naszych dzieci. Mi, osobiscie, zalezy tylko na tym, zeby moje dziecko mialo srodki ku temu, zeby tej polskosci na jakims etapie poszukac samemu, o ile do tego etapu dojdzie. Trudno jest mi samej zaszczepiac polskosc u dzieci, jezeli sama tej polskosci nie posiadam tak wiele. Wyprowadzilam sie z Polski bo nie chce tam mieszkac. Sytuacja mnie do tego nie zmusila. Nie wykazuje wielkiego sentymentu, nie czuje sie w Polsce "jak w domu", nie tesknie za polskimi produktami, ksiazkami, krajobrazem, ludzmi. Za granica nie lgne do polakow.
    Ja mysle, ze wielojezycznosc mojego dziecka ma byc tylko tym czym jest z definicji.Mozliwoscia porozumiewania sie w wielu jezykach. Nie zalezy mi bardzo na wielokulturowosci.
  • laemmchen79 29.09.14, 22:22
    ambivalent, to na pewno ważne, żeby wiedzieć, czego się chce - ja jeszcze nie potrafię tego tak precyzyjnie określić, jak Ty. Użyłam słowa etos, bo czytając o tej starej emigracji nie sposób określić tego inaczej (vide wywiad z synem Miłosza, czy polecany przez mnie wywiad z księciem Zylińskim), otwarcie też rzuciłam pytanie o wartości, jakie my naszym dzieciom w związku z polskością przekażemy - to, że tego nie nazwiemy już etosem, czujemy obie.

    Ale jednego jestem pewna (chociaż pewnie niektóre z Was będą krzyczeć), że ucząc własne dziecko języka, czytając mu, jeżdżąc z nim po kraju, nie uda się NIE PRZEKAZAC mu wartości i kultury, więc moim zdaniem możesz zapomnieć o projekcie wielojęzyczności bez wielokulturowości (nie, nie jestem psychologiem czy antropologiem i nie mam badań naukowych na poparcie tezy, to tylko moje głębokie przekonanie i kwestia doświadczenia życiowegosmile, więc oczywiście teza do dyskusji.

    Więc ciekawszym moim zdaniem jest pytanie, co w tej kulturze będzie się zawierać, co chcecie tym swoim dzieciom obok języka czy też za jego pomocą przekazać. I to jest oczywiście kwestia indywidualna i tym samym bardzo ciekawa do dalszej dyksusji.

    Ale różnimy się jeszcze w jednym punkcie: uważam, że to, że moim celem jest przekazanie mojemu dziecku zwartościowanego obrazu Polski (i będzie to obraz emocjonalny i nacechowany wartościami pozytywnymi, niezależnie oczywiście od tego, że chociażby z racji wykształcenia historycznego nie zamierzam ukrywać przed dzieckiem negatywnych faktów historycznych, problemów w kraju itd.), to wcale nie uważam, że przez to pozbawię go możliwości poszukania polskości na własną rękę - dostanie ode mnie wyprawkę, którą sam sobie będzie później weryfikował. I uważam, że jest to dużo bardziej uczciwe podejście do tematu, aniżeli wmawianie sobie czy dziecku, że jest się w tej sprawie absolutnie neutralnym i obiektywnym - bo moim zdaniem jest to po prostu niemożliwe.
  • ambivalent 30.09.14, 11:44
    laemmchen79 napisała:

    > Ale jednego jestem pewna (chociaż pewnie niektóre z Was będą krzyczeć), że uczą
    > c własne dziecko języka, czytając mu, jeżdżąc z nim po kraju, nie uda się NIE P
    > RZEKAZAC mu wartości i kultury, więc moim zdaniem możesz zapomnieć o projekcie
    > wielojęzyczności bez wielokulturowości (nie, nie jestem psychologiem czy antrop
    > ologiem i nie mam badań naukowych na poparcie tezy, to tylko moje głębokie prze
    > konanie i kwestia doświadczenia życiowegosmile, więc oczywiście teza do dyskusji.

    Krzyczec nie bedziemy smile I masz racje, nie uda sie nie przekazac ZADNYCH wartosci. Ale tez nie o to mi chodzi, zeby na sile nie przekazywac NIC. Ja sie nie bronie przed ta moja polskoscia i przed polskoscia moich dzieci - ja po prostu nie czyje, zebym miala jej na tyle, zeby wychowac 100 % Polakow. Hmm, ja raczej bede dazyc do tego, zeby wychowac Obywateli Swiata, jezeli wiesz co chce powiedziec (a tak tutaj Nosowska wcisne).
    Co do wielokulturowosci - mysle, ze bede raczej wybierac to co mi pasuje z kultury polskiej. I pozwalac moim rodzicom przekazywac to z kultury, co oni uwazaja za wazne (bez kultury kosciola katolickiego - VETO z mojej strony). Nie bede raczej obchodzic Dnia Niepodleglosci, Powstania Warszawskiego, Narodzin, Smierci i czego tam jeszcze Jana Pawla II. Nie bede prowadzac dzieci i pokazywac im Pomnika Malego Powstanca. I nie bede uczyc "Kto ty jestes", bo nie widze potrzeby. Sa to z reszta takie tematy, po ktore dzieci, w odpowiednim wieku, beda mogly siegnac same.
    > Ale różnimy się jeszcze w jednym punkcie: uważam, że to, że moim celem jest prz
    > ekazanie mojemu dziecku zwartościowanego obrazu Polski (i będzie to obraz emocj
    > onalny i nacechowany wartościami pozytywnymi, niezależnie oczywiście od tego, ż
    > e chociażby z racji wykształcenia historycznego nie zamierzam ukrywać przed dzi
    > eckiem negatywnych faktów historycznych, problemów w kraju itd.), to wcale nie
    > uważam, że przez to pozbawię go możliwości poszukania polskości na własną rękę
    > - dostanie ode mnie wyprawkę, którą sam sobie będzie później weryfikował.

    Zle mnie chyba zrozumialas. Ja nie uwazam, ze wychowujac go takze w kulturze polskiej narzucasz mu jakiekolwiek postrzeganie Polski. Ja po prostu nie mam zapedow ku krzewieniu polskosci, bo sama nie mam jej za duzo.
    Ale podziwiam to co robisz z dziecmi i dla dzieci.
  • laemmchen79 30.09.14, 13:23
    ambivalent: Krzyczec nie bedziemy smile
    - tu się akurat zgadzamysmile))) i dodam, że bardzo mi się podoba ta dyskusja i to, że każda wnosi do niej inny punkt widzenia i myślę, że na końcu pewnie i tak każda zostanie przy swoim, ale dobrze jest sobie na ten temat porozmawiać.

    Nosowska bardzo tu pasuje, ale ja nadal uważam, że aby być obywatelem świata, wypada czy wręcz bardzo pomocne jest zapuszczenie najpierw przynajmniej jednego korzenia - lub dwóch, jak w przypadku naszych dzieci - w jakiejś swojej własnej kulturze, chociażby po to, żeby mieć punkt odniesienia - to takie staromodne przekonanie i mam zamiar się tego trzymać.

    >ja po prostu nie czyje, zebym miala jej na tyle, zeby wychowac 100 % Polakow.
    moim celem nie jest wcale, żeby moje dziecko twierdziło o sobie samym, że jest Polakiem - mimo spędzienia w Niemczech już ponad 15 lat ja czuję się tylko Polką, więc absolutnie nie będę miała za złe dzieciom, jeżeli będą czuły się głównie czy nawet tylko Niemcami.

    Ale uważam, że moim obowiązkiem jest, żeby moje dzieci znały Polskę, bo
    a) ja jestem Polką i to są jest moje dzieci i muszą dostać część mnie
    b) ale przede wszysktim dlatego, że mamy bardzo oryginalny język, kawał fascynującej historii, kultury, literatury, muzyki!!!, sztuki filmowej, przyrody i temu podobnych rzeczy i moim celem jest po prostu pokazanie mojemu dziecku (i sobie samej też) tak dużo z tego, ile się da - i w tym zawiera się i obchodzenie dnia niepodłegłości Polski, powstania warszawskiego, odwiedzenie pomnik małego powstańca i tak samo roztoczański park narodowy, kaszuby, seksmisja, nosowska, kościół katolicki (nie jestem wierząca, ale tradycje katolickie i obecność i rola kościóła to część polskiej tradycji, historii, obyczajowości i stąd bezspornie ma tu swoje miejsce), współczesna polska animacja eksperymentalna i wszystko co, to wartościowego, ciekawego i śmiesznego w obecnej i dawnej Polsce do odnalezienia. I mam wrażenie, że w tym punkcie to wszystkie się zgadzamy, rzecz w tym , żeby te ciekawe rzezcy najpierw wyłuskać, a potem pogłówkować, w jaki ciekawy, mądry i zabawny sposób przekazać je dzieciom. I po to tu wszystkie jesteśmy. Amensmile
  • jan.kran 30.09.14, 14:40
    Moje dzieci wychowywalam mniej wiecej tak samo ale mają rózny stosunek do olskości.
    Pochodzę z rodziny patriotycznej , z tradycjami i myślę że pewne sprawy przekazałam automatycznie dzieciom.
    Myślę że nie tylko w stosunku do Polski ale generalnei wychowywalam dzieci w tolerancji do innych , w szacunku do przeszlości ,w przywiązaniu do pewnych tradycji.
    Moja córka jest bardzo zainteresowana polską. Literaturą , filmem , muzyką. jest też związana na pewno z DE ale im jest starsza tym bardziej ciągnie ja do Polski.
    Mój syn natomiast najlepiej czuje się w Oslo , jak na dziecko wychowane poza krajem wie sporo o moim kraju ale Polska nei jest jego centrum zainteresowania i mam wrażenieże jego polskść jest o wiele mniej istotna dla niego niż dla córki.
    Bardzo ciekawe jest dla mnie to że syn patrzy na historię Polski bez emocji, analitycznie , globalnie.
    Nieco inaczej niż córka.
    Poza tym lubimy filmy , interesujemy się historia kina więc dzieci znają nie tylko klasykę filmową światową ale kilka fimow polskich nie dlatego że polskie tylko dlatego że dobre i interesujące.
    Syn nie do końca jest zainteresowany Kabaretem Straszych Panów , jeżeli już to patrzy na niego bardziej z punktu estetycznego niz emocjonalnego .
    Moim celem nie bylo wychowywać dzieci w etosie Polski , chciałam je nauczyc języka a żeby naprawde znać język musi on być osadzony kulturowo.
    Moje dzieci nie sa ani Niemcami ani Norwegami ale znaja przynajmnei najważniejsze fakty z historii tych krajów , kultury , literatury , kultury kulinarnej.
    Poza tym ja mam fajna rodzine we Wrocławiu , przyjaciółki i znajomych , mam też polskich znajomych w Paryżu. Moje dzieci zawsze obracały się w zwiazku z tym w kręgu jezyka poskiego i chętnir jeździły do Polski.
    Ja uważam że każdy ma inne podejście eocjonalne do kraju , inaczej sytuacja wyglada w rodzinach mieszanych.
    A czy przekazywanie polskości to kwestia dawnej emigracji ?
    Mam przyszywanego ciotecznego wnuka w Londynie, ma 9 lat. Jego ojciec jest Peruwiańczykiem , a mam a, narzeczona mojego bratanka Polką. Mówi idealnie po polsku i angielsku. Na codzień mieszka z mamą i ojczymem ale bardzo często ma kontakty z tatą.
    Jego mam jest bardzo niezadowolona że ojciec od pewnego czasu nie mówi do syna po hiszpańsku tylko po angielsku i dziecko zapomina ten język.
    Natomiast w domu mówi sie tylko po polsku , wakacje całe w PL. . Moja córka ostanio podarowała mu Akademię Pana Kleksasmile
    Ma dwoch młodszych braci , jeszcze nie mówią ale dwulatek zaczyna wydawac jakieś dźwięki z siebie i starszy brat mowi do niego po polsku.
    Uważam że każdy ma prawo do własnych wyborów , nauka polskiego przez rodziców to nie mus.
    Dla mnei nauka polskiego oprócz obowiązku była wielką przyjemnością i mimo że naprawdę czasami nie było lekko nie żałuję.
  • effie1980 30.09.14, 10:35
    Juz. w ktoryms watku podejmowalysmy ten temat. Ja jestem jeszcze 'w drodze' poszukiwan, co z polskosci chce dzieciom przekazac. Tez czuje, ze jakos zbyt wiele we w mnie tej polskosci nie ma. I jestem pewna podziwu dla osiagniec i zaangazowania jan.kran, ale moje zycie jest zupelnie inne. Ja nie slucham w wolnym czasie Kabaretu Starszych Panow, nie pamietam, kiedy ogladalam polski film czy przeczytalam ksiazke po polsku (oprocz tych dla dzieci). Odkad wyjechalam odwiedzam znajomych i rodzine, mniej wiecej raz w roku, jednak jeszcze nie spedzilam prawdzwego urlopu w Polsce, bo szczerze, po prostu szkoda mi na to czasu. Gdzies tam mam sentyment do Zakopanego, Krakowa czy Mazur i kielbaski pieczonej na ognisku, w ktoryms momencie pokaze to corce, ale na pewno takie podroze nie stana sie centrum naszego swiata. Wiem, ze nie bede spedziac kilku tygodni w roku w Polsce. Teraz przez swieta bede miala 3 tygodnie wolnego i tez zamiast celebrowac polskie swieta z rodzina, gnam na drugi koniec swiata, ba! nawet uwazam, ze bedzie to ciekawsze i wazniejsze doswiadczenie dla mojej corki niz siedzenie przy 12 potrawach z kapusty (opinia mojego meza o polskiej wigilii). Takze etosu polskiego na pewno nie przekaze, nawet nie bardzo wiem co to jest. Wydaje mi sie, ze jestesmy innym pokoleniem niz jan.kran i ta nasza emogracja ma zupelnie odmienny charakter i ja przynajmniej nie mam tego sentumentu, brakuje we wmnie romantyzmu w kwestii polskiej. Chce, zeby dziecko mowilo po polsku i oczywiscie wiaze sie to z przekazywaniem pewnych tresci kulturowych, ale te nie sa dla mnie najwazniejsze. I dlatego szukam innych sposobow stymulowania rozwoju jezykowego.
  • ambivalent 30.09.14, 11:46
    Mi troche blizej do twojego postrzegania tematu, effie, niz do laemmchen. Ja tylko chcialabym jednak spedzac wiecej czasu, hmm, urolopowego w Polsce, bo nie zdazylam jeszcze porzadnie zwiedzic wielu zakatkow.
  • laemmchen79 30.09.14, 13:00
    effie: Ja jestem jeszcze 'w drodze' poszukiwan, co z polskosci chce dzieciom przekazac.
    Podpisuję się obiema rękami pod tym zdaniem, i pisząc sobie tutaj o tym, już szukamy i krok po kroczku odnajdujemy, prawda?

    effie: Tez czuje, ze jakos zbyt wiele we w mnie tej polskosci nie ma.
    Czuję, że mam jej w sobie wiele, tylko co to dokładnie jest, tego jeszcze nie do końca wiem. I szukam, a przez to polskojęzyczne wychowanie szukam tego po prostu razem z dzieckiem (i to jest ogromny dar tej dwujęzyczności). i oczywiście, że jest to inna polskość, niż ta poprzedniej generacji i nie o nią mi chodzi, bo taką polskością nie żyję. W ogóle pewien problem może tkwić w samym słowie, które w kontekście tych wszystkich dyskusji antynacjonalistycznych zostało zdezawuowane, co nie oznacza, że wartości, które reprezentuje samo słowo, przestały istnieć - są i mają się lepiej lub gorzej, tylko pojawiają się w innej formie: społeczeństwo obywatelskie, wspólnota kulturowa, dbałość o język - i wszystko to jest obecne i w postach effie i ambivalent i oczywiście moich, tylko my mówimy innym językiem niż wcześniejsze generacje. Na pewno inną rolę odgrywa rola historii w wychowaniu - u mnie będzie jej sporo, bo i z racji zainteresowań i świetnych książek dla dzieci i filmów i samej edukacji historycznej, która bynajmniej nie przenosi dzieci w czasy zamierzchłe i tam zostawia, tylko mądrze realizowana pozwala mnóstwo zrozumieć z dzisiejszych czasów.

    Jeżeli chodzi o wyjazdy, to na razie z racji małych dzieci staramy się, żeby same podróże nie trwały zbyt długo i nie prowadziły zbyt daleko, a że Polskę mamy pod nosem, więc jak na razie jeździmy praktycznie tylko tam - do moich dziadków i moich rodziców, ale za każdym razem też do miejsca, które sami chcemy zwiedzić - mamy to szczęście, że moi dziadkowie mieszkają dokładnie po drugiej stronie kraju i zawsze na trasie powrotem zaliczamy jakiś nowy region. Z dorastaniem dzieci planujemy rozszerzyć nasze cele też o inne kraje i będziemy się starali, żeby wyszło tak mniej więcej pół na pół (o ile dzieci się nie zbuntująsmile

    effie, może uda Ci się znaleźć ten wątek, o którym piszesz, ciekawe, do czego tam doszłyście
  • camel_3d 30.09.14, 08:59
    mlody chodzi do normalnej szkoly.
    w poniedzialek ma lekcje do 14..idzeimy do domu, od 24.30 do 15 odrabia lekcje i o 15.40 jedziemy na polski (od 16.15 do 18.45)

    spokojnie daje rade. Fakt, jest pozniej zmeczony, ale w trakcie zajec jest wesolo i fajnie. Zawsze jest zadowolony.
  • laemmchen79 30.09.14, 09:49
    camel, napisz proszę kilka słów o tej szkole, gdzie to jest, czy to placówka konsularna czy parafialna czy może jeszcze inna (utworzona przez rodziców?), według jakiego programu pracują? Dobrze zrozumiałam, że zajęcia są raz w tygodniu w poniedziałki?Z góry dzięki za odzew
  • mikams75 24.11.14, 09:05
    ja probowalam edukacja domowa, efekty jakies byly, ale potrzeba strasznie duzo dyscypliny i samozaparcia, ja chyba nie mialam az tyle i poslalam do sobotniej polskiej szkolki. Super decyzja. Wiele dzieci jest wielojezycznych czy ma jakies zajecia sobotnie czy w tygodniu, poza tym corka uwielbia szkole, wiec nie mamy poczucia straty, po paru miesiacach wyrobil sie nam juz rytm z zajetymi sobotami.

    W naszym przypadku efekty nauki w szkole sad uzo lepsze niz w domu. Corka chetnie odrabia parace domowe, bo pani zadala, bo inne dzieci tez robia, bo ma fajna klase i nauczycielke. Tylko ze mna marnie to wchodzilo wink Owszem, mowienie, slownictwo przez zabawe itp. jak najbardziej da sie w domowych warunkach i nawet trzeba, czytanie tez daloby sie ogarnac, ale z pisaniem byloby juz slabiutko.
  • jan.kran 24.11.14, 10:08
    Jeżeli możesz to napisz ile córka ma lat i w jakim kraju mieszkacie smile
    Moja corka w wielu 12 lat chodziła rok do monachijskiej szkoły sobotniej i tam nauczyła się czytać i tochę pisać. W domu byłoby trudno ..
    Potem sama bardzo sie starała czytać po polsku i miała prywatne lekcje polskeigo ale ta szkoła choć nei byla rewelacyjna to był dobry początek.
    W pisaniu bardzo jej pomogły majlowe kontakty i chat z rówieśnikami w PL.
  • mikams75 24.11.14, 10:18
    mieszkam w szwajcarii, corka ma 6 lat i jest trojjezycznym dzieckiem nie wyrozniajac dialektu ch-de, bo wtedy to bylyby 4 jezyki. Mam natomiast obawy jak to bedzie jak dojdzie w szkole obowiazkowy angielski (ok, to luzik, z racji podrozy i roznych kontaktow sporo wylapuje) i francuski.
    Na razie jestem bardzo zadowolona z polskiej szkoly, zobaczymy jak to bedzie dalej ale w tej chwili staram sie podtrzymac naturalny jej entuzjazm do nauki. Oby tak zostalo ; )Mala bardzo chlonie jezyki i nawet nie miesza, czasem sa jakies pojedyncze wstawki jezykowe wynikajace z brakujacego slowa w danym jezyku.
  • kocianna 25.11.14, 09:09
    Laemmchen, ja jestem dwujęzyczna naturalnie i niemalże idealnie - nie mam słabszego języka. Nie chodziłam do rosyjskiej szkoły i nie uczono mnie języka "instytucjonalnie" do czasu studiów, na których byłam w pewnych aspektach lepsza od wykładowców (a studiowałam na UW, nie w wyższej szkole czegoś i czegoś). Jak osiągnęła to moja mama?
    Podejrzewam, że udało jej się to dzięki temu, że wcześnie zaczęłam czytać, przy czym uczono mnie czytać po rosyjsku. Ja czytam w dwóch językach odkąd pamiętam, a zdecydowana większość kilkudziesięciu metrów bieżących naszej domowej biblioteki była po rosyjsku - w tym znakomicie wydana literatura dla dzieci, również popularno-naukowa. Książki połykałam w ogromnych ilościach. Nauczyłam się pisać cyrylicą literami pisanymi sama, w 3 klasie SP, kiedy Babcia zwróciła mi uwagę, że nie wypada już pisać do niej listów drukowanymi literami.

    W domu rozmawialiśmy po rosyjsku mniej-więcej do mojej 2 klasy SP - potem zaczął przeważać polski, choć tłumacząc np. matematykę mama nadal mówiła do mnie po rosyjsku - tak jej było prościej, nie znała przecież polskiego słownictwa "fachowego", bo się go na co dzień nie używa.

    Były to czasy, kiedy nie było internetu, kablówki, a nawet wideo. Mieliśmy płyty do słuchania smile Co więcej, w tym czasie obywatele ZSRR mieszkający na stałe w innym kraju musieli mieć wizę na wjazd do ojczyzny, która wcale nie była łatwa do zdobycia - nasze odwiedziny u babci były więc rzadkie.

    Mimo to ja jestem dwujęzyczna niemal idealnie, brat jest na poziomie C1, siostra - najmłodsza - B1/B2, bo jej wychowywaniem to się już rodzeństwo i przedszkole zajmowało, i czytać nigdy nie lubiła.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • jan.kran 26.11.14, 10:21
    kocianna napisała:

    > Laemmchen, ja jestem dwujęzyczna naturalnie i niemalże idealnie - nie mam słabs
    > zego języka. Nie chodziłam do rosyjskiej szkoły i nie uczono mnie języka "insty
    > tucjonalnie" do czasu studiów, na których byłam w pewnych aspektach lepsza od w
    > ykładowców (a studiowałam na UW, nie w wyższej szkole czegoś i czegoś). Jak osi
    > ągnęła to moja mama?
    > Podejrzewam, że udało jej się to dzięki temu, że wcześnie zaczęłam czytać, przy
    > czym uczono mnie czytać po rosyjsku. Ja czytam w dwóch językach odkąd pamiętam
    > , a zdecydowana większość kilkudziesięciu metrów bieżących naszej domowej bibli
    > oteki była po rosyjsku - w tym znakomicie wydana literatura dla dzieci, również
    > popularno-naukowa. Książki połykałam w ogromnych ilościach. Nauczyłam się pisa
    > ć cyrylicą literami pisanymi sama, w 3 klasie SP, kiedy Babcia zwróciła mi uwag
    > ę, że nie wypada już pisać do niej listów drukowanymi literami.

    ---------> Moja córka zaczeła czytać po polsku mając 12 lat , bardzo trudno jej to przyszlo. Czytała zawsze i nadal czyta po polsku. Ja czytałam latami dzieciom codzinnie polskie ksiazki.
    Syn nauczył sie czytac po polsku sam , początek podstawówki , z tym ze czyta po polsku sporadycznie .Natomiast słucha dużo polskiej muzyki rock , punk , hip - hop i rozumie nawet trudne teksty. Jako ciekawostke dodam ze poniewaz kocha rosyjki pank sam nauczył sie cyrylicy żeby móc w necie wyszukiwać piosenkismile
    Zawsze mieliśmy bardzo dużo polskich książek i tak jest nadl. Nasze biblioteki, moja i syna w Oslo i córki w Monachium zawieraja spory zbiór polskiej literatury , ciagle rosnacysmile


    > W domu rozmawialiśmy po rosyjsku mniej-więcej do mojej 2 klasy SP - potem zaczą
    > ł przeważać polski, choć tłumacząc np. matematykę mama nadal mówiła do mnie po
    > rosyjsku - tak jej było prościej, nie znała przecież polskiego słownictwa "fach
    > owego", bo się go na co dzień nie używa.

    --------------> Ja moim dzieciom zawsze pomagalam w lekcjach po polsku , wyjatkiem było odpytywanie słówek. W DE niewiele pomagałam , ale w Norwegii w rosyjskim , angielskim , francuskim i czasem w inych przedmiotach , zawsze używalam polskiego.
    Corka na własna ręke równolegle z norweska szkoła zobiła kurs matemtyki w domu , szkoła podstawowa , poziom matematyki w Norwegii był nizszy niz w PL .Miała polskie podręczniki i do dzis nieźle zna polskie określenie w tej dziedzinie.
    Także równolegle do nauki nazw gramatycznych po niemiecku i norwesku uczyła się ze mną nazw polskich. Dodam że z własnej wolismile


    > Były to czasy, kiedy nie było internetu, kablówki, a nawet wideo. Mieliśmy płyt
    > y do słuchania smile Co więcej, w tym czasie obywatele ZSRR mieszkający na stałe w
    > innym kraju musieli mieć wizę na wjazd do ojczyzny, która wcale nie była łatwa
    > do zdobycia - nasze odwiedziny u babci były więc rzadkie.
    >
    > Mimo to ja jestem dwujęzyczna niemal idealnie, brat jest na poziomie C1, siostr
    > a - najmłodsza - B1/B2, bo jej wychowywaniem to się już rodzeństwo i przedszkol
    > e zajmowało, i czytać nigdy nie lubiła.

    -----------> Moje dzieci pojechały do PL pierwszy raz w życiu mając cztery lata i rok.
    Podróż nie była krótka i prosta a granicy DDR - PL w tamtych latach nie zapomnę do końca życia , do dziś mam czasem koszmarne sny na ten temattongue_outPP
    Rozmowy telefoniczne były drogie i ciezko sie było dodzwonic , listy szły dlugo , zero internetu
    , tanich lotow i telefonów. Kasety VHS mieliśmy dopiero jak dzieci były w szkole , wcześniej kasety magnetofonowe. TV Polonię mieliśmy natychmiast jak sie pojawiła , satelitarną oczywiście , 1993 rok córka miała siedem lat , syn cztery.
    Dodam że TV Polonia w tamtych czasach miała swietne programy dla dzieci , nie takie badizeiwei jak dziś. Ale dzis kolei jet Jutub gdzie jest masa swietnych filmów dladzieci po polsku.

    Moi bracia przez kilka lat nie dostawali paszportów ze względu na mnie , mama i ojczym zaczynali załatwianie polskiego paszportu i niemeickiej wizy miesiacami przed przyjadem do nas.
    Ale ja jeździlam co roku do PL a mama i ojczym odwiedzali nas także raz na rok , potem bracia i bratowe.

  • kocianna 25.11.14, 09:24
    A teraz dodam, jak ja to robiłam - z moim dwujęzycznym przypadkowo dzieckiem.
    Mając nieprzyjemne przeżycia związane z "ruskością" w dzieciństwie - nie mogłam się przemóc, żeby rozmawiać z malutką Młodą po rosyjsku, zwłaszcza publicznie. Ale na długich samotnych spacerach z wózkiem czy w środku nocy w czasie kolejnej kolki zdarzało mi się recytować Puszkina w oryginale i śpiewać rosyjskie kołysanki. Słuchała też Dostojewskiego jako niemowlę, w imię idei, że niemowlakowi wszystko jedno, co mu się czyta, byle się czytało.

    Mimo to, kiedy nieoczekiwanie wylądowałyśmy w Rosji z czterolatką, nie znała rosyjskiego w ogóle. Oczywiście, stosunkowo szybko - po roku - dwóch - opanowała go na poziomie statystycznego dziecka rosyjskiego, po kolejnym - na poziomie dziecka wykształconych rodziców. Trzeba było podtrzymywać polski, i tak Młoda poszła do punktu konsultacyjnego, który z "akademickiego" punktu widzenia był totalną porażką z przyczyn obiektywnych. Jednak to właśnie tam Młoda poznała polskie litery pisane i nieco szkolnego języka, miała też kontakt z polskojęzycznymi rówieśnikami. Powrót po pięciu latach do PL do zwykłej szkoły był właściwie bezbolesny, po paru miesiącach rusycyzmów teraz... wspieramy rosyjski.

    Jak? Instytucjonalnie: prywatna nauczycielka, native-speaker z przygotowaniem kierunkowym. Domowo: kupiłam przy wyjeździe kilkaset kilogramów rosyjskich książek i audiobooków. Staram się stosować OPOL, nie zawsze wychodzi.
    Internetowo: Młoda ogląda seriale i programy dla dzieci, gada z kolegami z byłej klasy w komunikatorach, pisze maile do starej wychowawczyni.
    Społecznie: potrafię zaczepiać ludzi z dziećmi w wieku Młodej, mówiących po rosyjsku, w autobusie i proponować playdate.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • jan.kran 25.11.14, 18:45
    Bardzo ciekawe to co napisałaś Kocianno i podtrzymuje mnie n aduchusmile
    Ja uważam że moja córka jest bliska idealnej dwujęzyczności , syn na pewno nie ale zna bdb polski.
    Mialam podobna drogę i problemy z moimi dziećmi jak Ty i postępowalam w zbliżony sposób.
    Napiszę więcej w wollnej chwiki ale na razie pozdrawiam i dziekuje za ciekawy wpissmile


    Mikams , miło czytać o tak pozytywnym podejściu do wielojezyczności jak Twoje i o tym ż córk adaje sobei radę wtrzech jezykach a do tego chetnie chodzi do szkołysmile
    Języki to też była moja pasja , wato podtrzymyawać .
    A jekie trzy języki zna córka ?
    Polski , niemiecki i francuski ?I w Szwjacarii będzie miała włoski i do tego angielski.
    N apewno poziom jezyków będzie rózny ale wato zadbać o rozwój jęykowy córki jeżeli jest zdolna i chetna.
    Dodam że moje dzieci rozumieją Schweizerdeutsch calkiem nieźle ja z grubszasmile
  • jan.kran 26.11.14, 10:40
    Ja też mialam przeżycia związane z moją polskością w DE i to nie ze strony Niemców tylko od mojej polskiej rodziny ze strony exa. Bo moja rodzina była normalna.
    W czasie 12 lat mieszkania w DE dwa razy spotkały mnie nieprzyjemne komentarze na temat polskości a przebywałam w otoczeniu 100 % niemeickim.
    Polska rodzina exa twierdziła natomiast że dzieciom namieszam w głowie dwoma językami , że najpierw sie powinny nauczyć po niemeicku a potem po polsku i ze Polacy maja złą opinię w DE więc publicznie nei powinnam mówić do dzieci po polsku.
    Miałam te uwagi w głębokim poważaniusmile

    Kiedy przyjechaliśmy do Norwegi troche sie martwiłam że dzieci zapomną niemeicki , że nie dadzą rady w norweskiej szkole. Jednak polski był nadal priorytetm.
    Moje obawy sie nie sprawdzily , są obeje nativ po niemeicku , maja matury z najlepszych norweskich szkół , syn kończy licencjat w Oslo po norwesku i ma jeszcze sporo czytania po angielsku na studiach .Córka oprócz studiów w Monachium ma za soba dwa semestry w Oslo.

    Mam uczucie , nie wiem czy słuszne , nie wiem czy sie ze mna zgodzicie że polski to byla czerwona nitka w naszym , życiu , podstawa językowa i emocjnalna.
    Mimo zmainy kraju i jezyka polski był nadal i jest naszym wspólnym językiem i mimo ze czasem używamy innych językow , do dzis polski jest numer jeden. w komunikacji między nami trojgiem.
    Obce jezyki pojawiaja sie sporadycznie bo czasem dzieciom trudno znależć specjlaistyczn eesłownictwo po polsku albo na zasadzie zabaw jezykowych czy cytatów.
    Ale pilnuje żeby nie meiszały i poprawiam.
    Mimo że moja młodziez jest dorosla nie buntuje siesmile
    Ostatnio zauwazyłam ciekawa rzecz u syna który wiele lat mówił po polsku z ociąganiem i mieszał. Coraz czesciej kiedy brakuje mu słowa po polsku nie używa słowa winnym języku tylko próbuje opisac to słowo po polsku.
    Ostatnio zabrakło mu słowa s t r u ś. Tak mi wytlumaczył że zrozumiałam że chodzi o
    żyrafę tongue_outPP Ale dobre checi sie licza .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka