Dodaj do ulubionych

Wielojezycznosc

20.11.14, 11:47
Effie w watku No czegos takiego nie rozumiem podrzucila link do artykulu na temat wychowania bilingualnego. Pozwole sobie zacytowac jej wypowiedz:
effie1980
5 najwiekszych poswiecen przy wychowywaniu dwujezycznych dzieci, polecam artykul:
bilingualmonkeys.com/the-5-biggest-sacrifices-ive-made-to-raise-bilingual-children/
1. Czas i wysilek
2. pieniadze
3. wlasna kariera
4. wlasny rozwoj jezykowy
5. komunikacja z partnerem
Podpisuje sie pod tym calkowicie, pod kazdym punktem, dla nas to tez nie jest tak hop siup i dziecko mowi po polsku.


Ja tez sie podpisze. Pod kazdym, niestety. I dodam jeszcze to: wychowanie dwujezyczne (wielojezyczne) to spojrzenie na reszte czasu jaki nam pozostal na wychowanie dzieci glownie przez pryzmat ich jezykowych potrzeb (lub naszych potrzeb w stosunku do ich jezyka). Wakacje, prezenty, komunikacja w rodzinie - tej najblizszej i tej dalszej, style wychowania, relacje miedzy rodzicami oraz dziadkami, pradziadkami itp. To taki projekt na cale zycie.

Dla niektorych osob, np dla mnie, wielojezyczosc dzieci to nie jest nawet kwestia wyboru. Moje dzieci urodzily sie w takiej a nie innej rodzinie i musza sobie z tym poradzic. Moj maz, po przekazaniu mu kolejnej informacji o tym ile pieniedzy wydalam na kolejne plyty dla Mlodej, stwierdzil, ze ja musze sie tym bardzo interesowac (w znaczeniu tutaj akurat wymyslania zabaw dla dzieci). I po zastanowieniu sie stwierdzilam, ze WCALE nie. Ze wolalabym, zeby przedszkole odwalalo za mnie robote. Ale nie mam wyboru, prawda? Wiem, ze wielojezycznosc moich dzieci kiedys im wyjdzie na dobre. Ale czy to jest faktycznie warte calego tego wysilku?
Edytor zaawansowany
  • alonka7 20.11.14, 16:51
    Effie - ile lat maja Twoje dzieci? - to tak przypadkiem pytam. Nie do konca rozumiem.
    Ja nie widze tych poswiecen. Moze jestem slepa? Po prostu chce sie podzielic z dzieckiem swoim swiatem a jezyk jest jego czescia. Nie ukladam podrozy wakacyjnych pod katem jezykow tylko swoich zainteresowan. Nie kupuje tez prezentow pod katem wielojezycznosci.
    Twoj maz nie wydaje na zabawki dla dzieci?
    W jakim sensie poswiecasz swoja kariere? (wolalabys rozwinac sie z obcym dla Ciebie jezyku otoczenia?)
    Jedynym minusem wydaje mi sie komunikacja w rodzinie - faktycznie lepiej by bylo w jednym jezyku.
    Nie do konca rozumiem to poswiecenie - ...Wyjasnisz?
  • effie1980 20.11.14, 20:17
    Oczywiscie, ze moge wyjasnic odnoszac do swojej sytuacji:

    1. Gdyby nie proba utrzymania dwujezycznosci dziecka, pewnie bym spedzala z nia:
    a - mniej czasu (poszlaby do przedszkola szybciej, byla w nim dluzej - patrz wplyw na kariere), tu mozna dyskutowac czy lepiej czy gorzej i dla kogo. Rowniez swoj wolny czas spedzalabym inaczej, np. nie na forum o wielojezycznosci smile

    b- inaczej - tu bym mogla wiele przykladow przytoczyc, np, zamiast chodzic na spotkania lokalnej Poloni, na ktore ani mi nie po drodze, ani mnie specjalnie nie interesuja, chodzilabym z nia na kajaki z innymi angielskimi dziecmi. Zamiast kombinowac jak tu urozmaicic jej kontakt z jezykiem i szukac kolezanek mowiacych po polsku poszlabym z nia na kawe z kolezanka angielska itd, itp.

    Jesli chodzi natomiast o wysilek, to wkladam ogrom pracy w poszukiwanie fajnych materialow po polsku, ktorymi mam nadzieje, dziecko sie zainteresuje, czytam forum! zeby znalesc nowe pomysly na jezyjowa stymulacje, wymyslam zabawy ulozone, tak, zeby maksymalnie wykorzystac czas na ekspozycje jezykowa. Przygotowuje materialy, ucze ja czytac, zanim nauczy sie w szkole po angielsku.

    Osobna kwestia sa urlopy, tutaj musze przyznac sie nie daje, zbyt wazna to dla mnie osobiscie kwestia i jezdze tam gdzie chce, zamiast tak jak powinnam do Polski, bo to wazne dla rozwoju jezykowego corki. Nie mniej jednak mam w najblizszym czasie zaplanowane dwa wyjazdy po Polski, na ktore sie zdecydowalam miedzy innymi ze wzgedu na corke. Mysle, ze przynajmniej w wypadku jednego, jesli by to byla decyzja podjeta na podstawie moich wlasnych preferencji, wyjechalisbysmy do Wloch.

    2. Wiekszosc z punktu 1 wymaga finansow. Fortune wydaje na ksiazki, cd, dvd, zeby dziecko mialo jak najwiekszy kontakt z jezykiem. Czesc rzeczy mozna znalesc za darmo, ale jedyne ksiazki jakie ona przeczyta po polsku to te ktore kupie, innego dostepu nie mamy. Jesli by byla dzieckiem jednojezycznym na pewno sporo korzystalybysmy z biblioteki, wymienialy sie ksiazkami, muzyka ze znajomymi. Wiele zabawek kupuje rowniez biorac pod uwage stymulacje jezykowa. W tym wypadku zgadzam sie, wydawalabym tyle samo, ale pewnie na inne rzeczy.

    3. Wlasna kariera - patrz punkt 1. Mysle, ze kilka decyzji zawodowych bym jednak podjela innych, gdyby odpadl argument, ze chce jak najwiecej czasu spedzac z corka, ze wzgledu na jej rozwoj jezykowy. Generalnie mi jednak dobrze z moimi decyzjami i ten punkt jest dla mnie w tym momencie bardziej teoretyczny. Jednak juz za niedlugo czeka mnie podjecie kolejnej zawodowej decyzji, chcialabym podjac prace w takim miejscu i czasie, ze bedzie sie to wiazalo z homeschoolingiem, ktory dla dobra dziecka podjelabym w jezyku angielskim. I ten fakt, mnie zniecheca do podcia tej decyzji.

    4. Ten punkt mnie chyba dotyczy najmniej. Jezykowo sie musialam rozwinac przed urodzeniem corki.

    5. Jesli chodzi o komunikacje w rodzinie, to uwazam to za najwiekszy i zdecydowanie bolesny koszt. Maz prawie nie mowi po polsku, mimo nauki i generalnych, deklarowanych checi. Juz o tym kiedys pisalam OPOL strasznie nam zakloca komunikacje w rodzinie, moglabym o tym wiele pisac, ale po porstu mi brakuje takiej spontanicznej zabawy, w ktora jestemy wszscy wlaczeni, bez tlumaczenia, dzielenia sie na podgrupy.

    Oczywiscie sa to koszty, na ktore swiadomie i dobrowolnie sie zgadzam wierzac, ze efekt koncowy bedzie tego warty, jednak widzac postepy jezykowe corki, generalnie mierne, zaczynam sie zastanawiac czy faktycznie.
    Swiadomie tez nie poruszam kwesti roli partnera, troche dla uproszczenia wywodu. Jednak glownie dlatego, ze mimo, ze jest wspierajacy, to odpowiedzialnosc i motywacja w kwesti rozwoju jezykowego dzieci spoczywa na mnie.
  • kaziktv 22.11.14, 17:18
    Witam, zapraszam do obejrzenia krotkiego wprowadzenia do czasow angielskich
    youtu.be/g1TwzdrM26c
  • kaziktv 22.11.14, 17:19
    Zapraszam do obejrzenia krotkiego wprowadzenia do czasow angielskich
    youtu.be/g1TwzdrM26c
  • ambivalent 23.11.14, 21:03
    effie1980 napisała:
    > Swiadomie tez nie poruszam kwesti roli partnera, troche dla uproszczenia wywodu
    > . Jednak glownie dlatego, ze mimo, ze jest wspierajacy, to odpowiedzialnosc i m
    > otywacja w kwesti rozwoju jezykowego dzieci spoczywa na mnie.

    Poruszmy ten temat jednak. Tak dla skomplikowania sytuacji smile
    Moj maz mnie wspiera. Doskonale rozumie idee wielojezycznosci. Sam znajduje sie w prostszej sytuacji (przynajmniej narazie, nie wiadomo gdzie nas los poniesie) bo mieszkamy w "jego" kraju ale przyznam bez bicia, ze nie sadze aby uwazal, ze to wszystko jest potrzebne. Te tony ksiazek, gier, plyt. Proby znalezienia polskich znajomych. Wspiera, nie powie slowa kiedy wydaje kolejna fortune na ksiazki, nawet mu pewnie do glowy nie przyszlo, zebym mowila do dzieci w innym jezyku niz polski.
    ALE pozostaje we mnie moje poczucie osamotnienia w tej sytuacji. Z jednej strony jest to takie proste: do moich dzieci mowie w moim jezyku. Ale z drugiej strony jednak wysilek trzeba wlozyc nieporownywalnie wiekszy w wychowanie dzieci wielojezycznych. Tego wysilku nie mam z kim dzielic. Maz nie przejmie ode mnie dzieci i nie naczy ich polskiego alfabetu, prawda. To troche tak jakby bycie samotna matka big_grin
    Mysle Effie, ze to to ci chodzilo w tej wypowiedzi. Nie o to jak to sie poswiecic trzeba ale o to, ze to nie jest takie hop siup. Ze wymaga wysilku. Szczegolnie w rodzinach gdzie rodzice sa roznych narodowosci.
  • laemmchen79 23.11.14, 22:29
    podpisuję się wszystkimi kończynami pod tym, co napisałaś, ambivalent. Dla mnie to bardzo dołujące miejscami poczucie osamotnienia to w sumie jedyny, ale za to dość boleśnie odczuwalny koszt całej akcji, bo całej reszty, o której była mowa w artykule i tej dyskusji, bardziej lub mniej można doświadczyć też w "normalnych" przypadkach. I też obawa przed tym, że normalnie w świecie nie podołam temu nawałowi dodatkowej edukacji dla moich dzieci, że przez tą dwujęzyczność noszę w sobie permanentną presję, która niekiedy niestety negatywnie odbija się na moim stosunku do dzieci (oczekiwania). Tu tak cholernie trudno wyważyć, czego robimy za dużo, czego za mało i nie da się ukryć, że obok zwykłych tematów, związanych z wychowywaniem dzieci, dwujęzyczność to po prostu kolejny front, na który się pakujemy i na którym musimy - a jakże - wygraćsmile

    Ale żeby nie wszystko było tak czarno malowane, to od czasu, gdy znalazłam to forum i ruszyło DP, czuję się z tym wszystkim dużo, dużo lepiej - dzięki Wam za to!
  • jan.kran 24.11.14, 01:01
    Ja nie mam doświadczenia z parnerem inno języcznym ale dobrze rozumiem że to problem.
    Wysiłek jest na pewno duży i konsekwencja bardzo potrzebna , to nie jest proste.
    Do tego dochodzi bunt dzieci który zawsze w mniejszym lub mniejszym stopniu się pojawia.
    Patrzac z perspeltywy czasu muszę przyznac że córka zbuntowała mi się tylko raz ale za to ostro w wieku sześciu lat , ja wygrałamtongue_outPPP
    Natomiast syn stosował dywersję i bierny opór latami , sporo nerwów mnie kosztowało przezwyciężyć jego postawę.
    Dopiero jako nastolatek zaczał chętnie i bez problemu mówić po polsku .Teraz jest bardzo ok i warto było ale ile sie uszarpałam to mojesmile)))
  • ambivalent 24.11.14, 09:50
    O wlasnie Jan.Kran. Kolejny problem - bunt dzieci. My sie zabijamy o ta wielojezycznosc, wysilamy, poswiecamy a one i tak kiedys moga stwierdzic, ze maja to w d..., za przeproszeniem, i nie beda do mnie po polsku mowic. Bo nie! I co wtedy? Przeciez im nie wyskocze z tekstem jak to ja sie poswiecalam dla nich big_grin
  • jan.kran 24.11.14, 10:02
    Ja już wielokrotnie pisałam jak załatwiłam córkęsmile Po prostu kiedy zaczęła mówić do mnie z dnia na dzień po niemiecku , miała sześć lat , odczekalam dwa dni a trzeciego powiedziałam że proszę bardzo może do mnei mowić po niemiecku ale ja się do niej inaczej jak po polsku nie mmam zamiaru odzywać. I słowa dotrzymałamsmile
    Syn natomaist teoretycznie mówił po polsku ale mało i niechetnie a gdzie tylko mógł to po niemiecku. Mówi gorzej od siostry ale od kilku lat bardzo chętnie i dobrze po polsku , ja go poprawiam ale on się nie buntuje.
  • ambivalent 20.11.14, 20:22
    Alonka, nie wiem czy to bylo do effie tylko czy do obu nas. Ale moge ze swojej strony troche wyjasnic (dzieci poltora i cztery lata).
    Czas i wysilek - to proste. Dziecko poszlo do przedszkola w wieku dwoch lat i drugie zapowiada sie na to samo. Glowny powod - chcialam i chce zeby zaczely mowic po polsku choc troche zanim zaczna szczebiotac po niemiecku. Te pierwsze dwa lata ich zycia, czas ktory spedzaja tylko ze mna w domu, to dla mnie jedyny czas kiedy mam przewage nad niemieckim. I musze to wykorzystac. Czas, proste. Poswiecenie, hmm, juz czwarty rok "siedze" w domu. Moge tutaj dorzucic kariere, ktorej przez to siedzenie w domu chwilowo nie mam. Czyli punkt trzeci tez wyjasniony od razu.
    Pieniadze - serio, trzeba tlumaczyc? wink Nie zamawiasz niczego z PL, nie wiesz ile koszuje cholerna przesylka? Ile ksiazek musze kupic bo w bibliotece ich nie dostane? To samo z muzyka, filmami, grami? Nie mam bazy w bibliotece, nie mam znajomych od ktorych mozna tez rzeczy dostac, nie mam mozliwosci wielu kupowac tych rzeczy uzywanych. I dodatkowo polowa prezentow od rodziny i znajomych to prezenty po niemiecku big_grin
    Wlasny rozwoj jezykowy u mnie tez szwankuje przez specyficzny uklad rodzinny. Jestem w DE juz 4 lata, moj poziom od zerowego doszedl do B2 (albo tylko B1). A z mezem rozmawiamy tylko po angielsku. Czyli niemiecki w ograniczonym stopniu a dodatkowo ukochany hiszpanski zostal zarzucony, bo po prostu nie starcza mi na wszystko sil. Jak juz znajde czas to chodze na kursy niemieckiego, bo musze.
    Komunikacja z partnerem - hmm, kto zyje w zwiazku z obcokrajowcem ten wie. Problemy na tle jezykowych nie sa wielkie ale istnieja.
    Wakacje planuje z reguly pod katem tego czy w danym roku bylismy juz w PL czy jeszcze nie. I maksymalizuje czas w PL jak tylko sie da, bo wiem, ze to dla mojego dziecka (dzieci) najlepsza zacheta do mowienia po polsku.
  • jan.kran 20.11.14, 20:55
    ###

    1. Gdyby nie proba utrzymania dwujezycznosci dziecka, pewnie bym spedzala z nia:
    a - mniej czasu (poszlaby do przedszkola szybciej, byla w nim dluzej - patrz wplyw na kariere), tu mozna dyskutowac czy lepiej czy gorzej i dla kogo. Rowniez swoj wolny czas spedzalabym inaczej, np. nie na forum o wielojezycznosci smile


    -------------> W moim przypadku czas kiedy dzieci poszły do przedszkola w DE miało zero wspólnego z wielojęzycznością. Poszly w tym czasie jak ich niemieccy rówiesnicy i spędzali tyle czasu co oni w przedszkolu i szkole.
    Mój wolny czas kiedy były w placówkach spędzałam lata świetlne oddalona osd wielojęzyczności , wystarczal mi calkowicie czas spędzany z nimismile

    ### b- inaczej - tu bym mogla wiele przykladow przytoczyc, np, zamiast chodzic na spotkania lokalnej Poloni, na ktore ani mi nie po drodze, ani mnie specjalnie nie interesuja, chodzilabym z nia na kajaki z innymi angielskimi dziecmi. Zamiast kombinowac jak tu urozmaicic jej kontakt z jezykiem i szukac kolezanek mowiacych po polsku poszlabym z nia na kawe z kolezanka angielska itd, itp.

    ---------> Ja z lokalną Polonią spotkałam sie jak moja córka miała 11 lat a syn 7 smile)) w Monachium w polskiej szkole.
    Przez 12 lat mieszkania w DE pznałam JEDNĄ , słownie JEDNĄ polską rodzine i to pod koniec pobytu w DE.
    W Oslo miałam kontakt z Polonią ale uciekłam z krzykiem.Mieszkam w Norwegii od
    1998 roku , mam JEDNĄ znajoma rodzine polsko /norweska ale jak sie spotykam ze trzy razy do roku to rozmawiamy generalnie po norweskusmile
    Moje dzieci nie miały nikogo w DE z kim mogłyby rozmawiać po polsku oprócz rodziców , z tym że ex nei za duzo wniósłtongue_outPP
    Na kawę , do knajpy ( dotyczy mnie) , na basen do teatru dla dzieci , kina i mac Donalds oraz na plac zabaw , Mutter - Kind Gruppe ( dotyczy dzieci ) uczęszczaliśmy w towarzystwie 100 % niemeickim chyba że sie jacyś z rzadka cudzoziemcy trafili ale nie Polacy.
    W DE dzieci były , przez 12 lat córka i 8 lat syn calkowicie w niemeickim otoczeniu , oprócz rodziców , czyli mnie i exa zero polskości.
    Natomiast mielismy wizyty z PL , czeste , jeździliśmy do Polski.
    A poza tyma 24 /7 , dzień i noc tongue_outPP mówiłam do dizeci po polsku. Zawsze OPOL w 100 % w niemeickim srodowisku. Na placu zabaw , u lekarza w niemeickiej szkole polski , polski polski i poprawianie , poprawianie , poprawianie.
    Miałam w nosie otoczenie , rodzine która czesciowo rzucała mi kłody pod nogi , logopedów , pedagogów , nauczycieli którzy mi kłapali różne madrosci na temat mówienia do dzieci po polsku.
    Nigdy nei zmuszalam , nei krzyczałam , nie denerwowałam się , po prostu mówiłam ZAWSE po polsku do dzieci.
    Koniec kropka.
    Jasne ze były wyjatkowe wyjatki ale to naprawdę rzadkosć żebym twarz otworzyła do dzieci inaczej niz po polsku.
    U córki działalo i działa świetnie wychowanie w polskim jezyku , ma problemy żeby powiedzec do mnei słowo nie po polsku choc teraz nie jest to takie istotne.
    Z synem miałam schody ale od kilku lat mówi do mnei z radością i checia po polsku choć nie tak dobrze jak jego siostra.
    Wielokrotnie o tym pisałam , moje dzieci miały dobre doświadczenia zwiazane z jezykiem polskim , wizyty we Wrocławiu to były super wakacje , ja im czytalam codziennie wieczorem latami po polsku i to byl taki nasz fajny czas.I zwsze widziały ,mówia mi to dzis kiedy sa dorośli , jak ja byłam szcześliwa ze mówia po polsku i nawet jak nie mieli ochoty to sie starali zeby mi sprawić przyjemność.
    Mnei sie udało zrobić zpolskości i polskiego jezyka cos wyjatkowego .Zawdzieczam to w sporej mierze moim polskim przyjaciłom i rodziniesmile
  • jan.kran 20.11.14, 18:44
    ambivalent napisała:

    > Effie w watku No czegos takiego n
    > ie rozumiem
    podrzucila link do artykulu na temat wychowania bilingualnego
    > . Pozwole sobie zacytowac jej wypowiedz:
    > [i]effie1980
    > 5 najwiekszych poswiecen przy wychowywaniu dwujezycznych dzieci, polecam artyku
    > l:
    > bilingualmonkeys.com/the-5-biggest-sacrifices-ive-made-to-raise-bilingual-> children/

    A ja się nie podpiszę ... no może z z jednym wyjątkiem smile))

    > 1. Czas i wysilek


    ----------------> O tak !!! Moje dzieci sa dorosłe i mówią po polsku… córka bdb , syn ok ale niedbale. Ja od 28 lat , od kiedy córka się urodziła poświęcam masę czasu na poprawianie , poprawianie , poprawianie .
    Do tego od kilku lat na bardzo szerokie i skomplikowane dyskusje z moją dorosłą córka która o różnych porach dnia i nocy zadaje mi pytania dotyczace języka polskiego i na wysokim poziomie bo jest prawie gotową lingwistka , badzo zajeta swoimi studiamismile))
    Jakoś w styczniu zacznie pisac pracę magisterska i wtedy będę miała jazde bo pisze na temat ściśle zwiazany z jezykiem polskim ale za to po niemeicku i na pewno będę jedna z osób któe bedzie konsultowała.
    Syn mówi chetnie po polsku i nieźle ale jak mu brakuje słowa wrzuca odpowiednik w dowolnym jezyku a zna ich sporo i ja ćwiczę mózg i cierpliwość żeby mu podac odpowiednei słowo po polsku.
    Dodam że słowa ktore mu brakuje po polsku ssa często trudne i niszowe bo basic ma .
    Tak że czas i wysiłek odgrywa u mnei spora rolęsmile



    > 2. pieniadze


    --------------> Może dzisiaj jest inaczej ale my byilśmy zasypywani książkami , kasetami VHS i magnetofonowymi z Kraju .Było to ćwierć wieku temu smile
    Poza tym za każdą wizytą w PL ja kupowałam dzieciom mase książek po polsku wtedy były dla mnei tanie.
    Dzisiaj ceny w PL sa wyzsze niż kilkanaście lat temu ale jednak niższe niż w DE czy Norwegii.
    Ksiażek kupujemy mniej natomiast sporo DVD a poza tym na joutubie można znależć za darmo wiele wspaniałych rzeczy po polsku dla dzieci w różnym wieku.
    I na czytnikach elektronicznych typy Kindle jest cała klasyka polskiej literatury za darmo.


    > 3. wlasna kariera

    -----------> To że nie zrobiłam kariery miało niewiele wspólnego z wielojezycznością moich dzieci , raczej z tym że posiadałam dzieci a wtym czasie w DE dzieci i kariera to były słowa przecistawnesmile)

    > 4. wlasny rozwoj jezykowy

    -------------> Halo , tutaj wielojęzyczność moich dzieci daje mi takiego pozytywnego kopa że szkoda gadać. .Poczynając od polskiego gdzie muszę szukać różnych słów , umieć je wytłumaczyć dzieciom , porównac z innymi językami które znają , pilnować żeby nie mieszać języków.
    Niesamowita i bardzo ciekawa przygoda intelektualna.

    > 5. komunikacja z partnerem

    --------> Ex , ojciec moich dzieci jest Polakiem . Ma zero zdolności językowych , jezyków zna kilka i żadnego porządnie , polski równiez niedbały.
    Nie ma takiego jezyka w którym mogłabym się z nim komunikowac bez problemu . Dziieci generalnie mówią z nim po polsku ale jego polski , zwłaszcza pisany jest bardzo niechlujny.
    Po niemeicku oboje mówią i piszą lepiej od niego i córka notorycznie pisuje mu rozmaite listy urzędowe po neimeicku.
    Jednym z jego najlepszych pomysłow było jak usiłował czytać córce po neimeicku jakieś bajki z koszmarnym akcentem plus usiłował ją uczyć niemeickiej gramatykitongue_outP
    Do dzis nie moze zapomnieć tych faktów choć podówczas miała osiem lat a dziś ma 28smile))
  • jan.kran 20.11.14, 19:22
    Sacrifice #4: My own language ability

    Before my children were born, I studied Japanese pretty hard and it became the main language for communication with my wife (whose English level is low). However, once we had kids, I rarely used Japanese at home, and never in front of the children. (If I had continued to openly speak Japanese, I was afraid that this would undermine their need to use English with me, once they began to talk.) At the same time, as I became busier at home and at work, I no longer opened my Japanese books very often and my diligent study habits faded.

    -----------> Mimo że polski u nas to priorytet to dzięki moim dzieciom odswieżyłam sobie rosyjski , mam cały czas kontakt z francuskim , mój norweski się poprawia a nieznay mi bliżej angielski zaczyna mi być bardziej znany.
    I to wszystko na bazie polskiegosmile
  • alonka7 20.11.14, 21:52
    Aha - rozumiem. Moj synek ma niecale 4 lata I na razie specjalnych kosztow nie widze poza kosztem gorszej komunikacji w rodzinie/z partnerem.
    Ksiazki kupuje oczywiscie - ale nawet z wysylka zagranice (Bruksela) sa one porownywalne ksiazkami tutaj lub tansze. Do Polski jezdze raz na rok I ze wzgledu na siebie glownie.
    Ale fakt - moj synek ma tutaj opieke po polsku. Dla nas wysilkiem jest raczej walka z dwoma innymi lokalnymi jezykami tj francuskim (w przedszkolu) I holenderskim (to dla mojego synka drugi jezyk).
    Oczywiscie efekt tego niepewny. Ale co jest pewne w wychowaniu? Najwazniejsze chyba, zebysmy my rodzice robili to z przekonaniem. Ja wierze, ze czas spedzony z dzieckiem - na nauce jezyka czy czyms innym - zawsze ma sens. Tez dla nas jako rodzicow. Oczywiscie u nas na efekty jeszcze za wczesnie...
  • zojka33 20.11.14, 23:48
    Ja sie nie do konca zgodze, bo to sprawa indywidualna i kazdy inaczej doswiadcza. Pan z Bilingual Monkeys pisal o sobie i nie do kazdego pasuje jego konkretna sytuacja. Jesli o mnie chodzi to:
    1. Czas i wysilek
    Wysilek moj polega glownie na tym, ze duzo mowie i bardzo duzo dzieciom czytam. Lecz gdyby byly jednojezyczne to byloby inaczej? Przy dwojce maluchow i tak bym bylo urobiona po pachy.
    2. Pieniadze
    To punkt z ktorym sie w zupelnosci zgadzam: fortune wydalam i nie mam nawet juz miejsca w domu zeby moc gdzies skladowac te tony ksiazek. Na starosc sprzedam na allegro i bede bogata! Ale serio, nie zaluje ani zlotowki, mam pelne przekonanie, ze pakowanie kasy w rozwoj moich dzieci to superinwestycja i nie zal mi tych pieniedzy ani troche. A ile radosci daje mi wspolne czytanie - ja to po prostu lubie (a na przyklad lepienia z plasteliny i innych podobnych nie cierpie, wiec moje male musza sobie lepic same, nie ma mozliwosci zebym sie do tego zmusila). Podroze do Polski to dla mnie zadne poswiecenie, uwielbiam to. Spotykam przyjaciol i rodzine, odpoczywam, a mama gania z wnukami, dla mnie to ideal wakacji.
    3. Wlasna kariera
    To tez nie jest dla mnie poswiecenie, ja fakt iz moge byc z dziecmi w domu uwazam za przywilej i jestem szczesliwa, ze mozemy sobie na to finansowo pozwolic. Choc to sprawa bardzo indywidualna, sa tacy co nie moga zyc bez pracy zawodowej, ja do nich po prostu nie naleze.
    4. Wlasny rozwoj jezykowy
    Tata z Bilingual Monkeys przestal do zony mowic po japonsku gdy sie urodzily dzieci, bo chcial zeby one slyszaly go mowiacego jedynie po angielsku, bal sie ze moglyby przez to zwracac sie i do niego po japonsku. Przy takiej decyzji to oczywiste, ze rozwoj japonskiego u niego ucierpial. Dla mnie to dziwna decyzja: ja do mojego meza mowie po francusku, a mimo to moim dzieciom nigdy sie nie zdarzylo powiedziec do mnie slowa po francusku, zawsze po polsku, choc slysza mnie codziennie gadajaca po francusku.
    Zgadzam sie co do tego, ze od urodzenia dzieci nie mam czasu zeby usiasc z ksiazka do francuskiej gramatyki, porobic cwiczenia i podszlifowac sobie jezyk. Ale gdyby byly jednojezyczne to i tak jestem pewna ze przy dwojce maluchow moglabym zapomniec o czasie na tego typu rozwoj jezykowy.
    5. Komunikacja z partnerem
    Komunikacja miedzy mna i mezem nie ucierpiala i nie zmienila sie po urodzeniu dzieci, tak samo sie komunikujemy jak wczesniej. Natomiast problemem okazala sie komunikacja na linii dzieci-tata, niestety. Pierwsze lata gdy corka malo mowila po francusku byly dla niego trudne, czesto nie rozumial co mowi. A teraz mamy powtorke z rozrywki w postaci synka i problemu juz nie ma, tata rozumie juz bardzo dobrze polski, a jak ma problem to w poblizu zawsze jest corka i genialnie tlumaczy. Sama jestem w szoku jak moj maz zalapal polski - w ostatnie wakacje w Polsce dyskutowal z moim bratem nawet o polityce i Putinie i wszyscy w szoku bylismy jak on juz dobrze mowi po polsku, ja tez, bo nie wiedzialam. Corka dumna bo twierdzi, ze to ona nauczyla tatusia smile
  • laemmchen79 21.11.14, 00:08
    zojka33 napisała:
    >fortune wydalam i nie mam nawet juz miejsca w domu zeby moc gdzies skladowac te tony ksiazek. Na >starosc sprzedam na allegro i bede bogata!
    muszę pokazać mężowi - ja podskórnie czułam, że ta wydana fortuna w prostej linii do bogactwa poprowadzi, ale teraz mam konkretny argumentsmile dzięki!
  • effie1980 21.11.14, 10:29
    A ja mysle, ze dzieciom w spadku zostaiwe te fortune smile
  • ambivalent 21.11.14, 10:34
    Ja tez. Niech sie potem z ta fortuna przeprowadzaja big_grin
  • effie1980 21.11.14, 12:51
    Fascynuje mnie twoj 'przypadek', bo u nas sytuacja analogiczna, maz Anglik, mieszkamy w Anglii, zawsze do niej mowilam po polsku i to duzo, czytalam spiewalam. Od 9 miesiaca miala 2 razy w tygodniu polska opiekunke. Z tata spedzala malo czasu, bo zawsze duzo pracowal, innych anglojezycznych bliskich byl brak, a od pierwszych slow wolala angielski. A potem jak sie rozgadala to tez od razu po angielsku. Teraz to juz jest przedszkole, angielscy dziadkowie prawie na codzien, wiec tych wplywow jest duzo i pieknie mowi po angielsku, po polsku jest ja strasznie ciezko przekonac do zlozenia prostego zdania. Dla mnie jest to zagadka w jaki sposob sie te wplywy jezykowe ukladaja.
  • zojka33 21.11.14, 13:47
    Jak mieszkalam pod Paryzem to mialam jedna kolezanke Polke, ktora byla w indentycznej sytuacji jak moja : maz Francuz pracujacy do poznego wieczora, ona w domu z dzieckiem. Mowila do dziecka wylacznie po polsku, a dziecko rozgadalo sie po francusku, ten polski bardzo opornie szedl i od pojscia do przedszkola na pelen dzien to juz zostal daleko w tyle za francuskim. Ona mowila, ze francuska gramatyka i wymowa jest znacznie latwiejsza od polskiej i dziecko sobie wybralo bo woli francuski. No fakt, francuski jest sto razy latwiejszy niz polski, ale w takim razie dlaczego moje dzieci wybraly sobie ten trudniejszy jezyk ?
    Jak sie przyjrzec to widac jednak bylo roznice w moim i jej podejsciu. Ona na przyklad puszczala dziecku bajki po francusku (no bo tata caly dzien w pracy, kontakt z francuskim niewielki) a ja puszczalam mojej bajki wylacznie po polsku. Nie oceniam jej wyboru, doskonale ja rozumiem, sama wtedy trzeslam sie o ten francuski, jak on sie rozwinie przy tak miazdzacej przewadze polskiego u nas w domu. Obie ciagalysmy wtedy nasze dzieci po jakichs grupach zabawowych, zeby mialy kontakt z francuskim, ja moja nawet do zlobka zabieralam, choc (oprocz jezykowej) nie mialam takiej potrzeby. Z tym ze ja do tego zlobka szlam raz w tygodniu, ona chodzila codziennie. Ja zapisalam moje dziecko do przedszkola w wieku 3 lat, ona jak mialo 2 lata. Drobne wybory rodzica, a efekt zupelnie inny. Wiec powiem szczerze, nie wierze, ze to dziecko sobie samo wybiera jezyk bo tak woli, wierze ze to rodzice dokonuja za nie wyboru poprzez swoje decyzje.
  • effie1980 21.11.14, 14:04
    Ja sie zgadzam, ze dziecko nie dokonuje wyboru, ten wybor jest mu dany przez otoczenie. Natomiast probuje przesledzic swoje decyzje z corka, bo teraz te sama droge zaczynamy z synem. Trudniejsza, bo jest caly czas nawijajaca siostra, sa wokol dziadkowie i kontakty z innymi dziecmi sie rozszerzyly ze wzgledu na corke, wiec tego angielskiego, chcac nie chcac, syn bedzie mial wiecej.
    Z corka nad angielskim sie nigdy nie trzeslam, bo wiedzialam, ze kiedys sie uaktywni, nie sadzilam, ze tak wczesnie. Bajek na poczatku u nas w ogole nie bylo w zadnym jezyku. Na grupy zabawowe chodzilismy raz/dwa razy w tygodniu na jakas godzine, ze wzgledu na kontakt z dziecmi, a nie z jezykiem.
    Faktycznie poszla do przedszkola jako dwulatka, na dwa dni, ale wtedy mialam juz poczucie, ze potrzebuje innych dzieci. I w przedszkolu sie zakochala. Syn chyba pojdzie jako 1.5 roczniak, nie chce go dluzej trzymac w domu, z moich obserwacji taki kontakt z innymi dziecmi bardzo na nie dobrze wplywa. Na dodatek jest angielski wszedzie wokol, w piaskownicy, w sklepie, na ulicy czy u lekarza. Na prawde musialabym ograniczac kontakt dzieci z otoczeniem, zeby polski kiedykolwiek stal sie dominujacy.

    Czytam forum bilingual monkeys, z ktorego cytat sie stal poczatkiem tej dyskusji i dla mnie wybor, zeby przy dzieciach w ogole nie mowic po angielsku jest absurdalny. Nie mam nikogo wokol, kto mowi po polsku, a dzieci sa ze mna niemalze caly czas, wiec musialabym sie do nikogo w ogole nie odzywac, zeby dzieci nie slyszaly mnie mowiacej po angielsku wink
  • jan.kran 21.11.14, 14:17
    Effie , do dzieci mówisz po polsku do angielskojęzycznych po angielskusmile
    Moje dzieci słyszały mnie ciągle mówiaca po niemiecku ale nie do nich.
  • zojka33 21.11.14, 14:24
    Ja nigdy nie ograniczalam dzieciom kontaktu z francuskim, maja francuski w domu w postaci taty, a jak byly mniejsze to codziennie chodzilismy na place zabaw, teraz tylko pare razy w tygodniu, no ale maja przedszkole oboje. Oczywiscie francuski u lekarza, w sklepie, wszedzie, to jasne. No i ten zlobek jak pisalam. Jedynie gdzie ograniczylam i byla moja swiadoma decyzja, zeby bajki na dvd puszczac wylacznie po polsku.
    Moj mlodszy jest jeszcze bardziej "polski" niz starsza siostra - ona w wieku trzech lat sporo slow mowila po francusku wlasnie dzieki tym grupom zabawowym i zlobkowi, a z nim dalam sobie juz spokoj, po zadnych grupach go nie ciagam, teraz ma 3 lata i po francusku trzy slowa na krzyz, trudno, i tak sie rozgada i bedzie po francusku smigal tak jak corka.
  • jan.kran 21.11.14, 14:51
    zojka33 napisała:

    > Jak mieszkalam pod Paryzem to mialam jedna kolezanke Polke, ktora byla w inden
    > tycznej sytuacji jak moja : maz Francuz pracujacy do poznego wieczora, ona w do
    > mu z dzieckiem. Mowila do dziecka wylacznie po polsku, a dziecko rozgadalo sie
    > po francusku, ten polski bardzo opornie szedl i od pojscia do przedszkola na pe
    > len dzien to juz zostal daleko w tyle za francuskim. Ona mowila, ze francuska g
    > ramatyka i wymowa jest znacznie latwiejsza od polskiej i dziecko sobie wybralo
    > bo woli francuski. No fakt, francuski jest sto razy latwiejszy niz polski, ale
    > w takim razie dlaczego moje dzieci wybraly sobie ten trudniejszy jezyk ?


    -----------> Moje dzieci nie wybrały sobie trudniejszego czy latwiejszego języka. Opcja mowienia do nich w innym języku niz polski z mojej strony po prostu nie istniala.
    Nawet jak odpuściłam ścisly OPOL kiedy już dobrze znały polski i miały kilkanascie lat to są tak wytresowane że z trudem się do mnie odezwą nie po polsku w otoczeniu 100 % nie polskim.
    U nas funkcjonuje code-switching , moje dzieci mowia między soba po niemeicku ze mną po polsku z ojcem generalnie po polsku choć czasem przechodzą na niemiecki.
    Ją pilnuję żeby nie mieszały jezyków.
    Zdarzaja sie sytuacje towarzyskie że rozmawiamy po norwesku lub niemeicku ale i tak polski w takich sytuacjach istnieje.


    > Jak sie przyjrzec to widac jednak bylo roznice w moim i jej podejsciu. Ona na p
    > rzyklad puszczala dziecku bajki po francusku (no bo tata caly dzien w pracy, ko
    > ntakt z francuskim niewielki) a ja puszczalam mojej bajki wylacznie po polsku.


    -----------> Oczywiście że moje dzieci ogladaly kreskówki po niemeicku ale kiedy były małe przeważały polskie. Tzn .polskich wtedy było niewiele ale na tyle ile moglam odtwarzalam im filmy , piosenki po polsku.
    Nigdy nie czytalam moim dzieciom książek w innym języku jak polski.


    > Nie oceniam jej wyboru, doskonale ja rozumiem, sama wtedy trzeslam sie o ten fr
    > ancuski, jak on sie rozwinie przy tak miazdzacej przewadze polskiego u nas w do
    > mu. Obie ciagalysmy wtedy nasze dzieci po jakichs grupach zabawowych, zeby mial
    > y kontakt z francuskim, ja moja nawet do zlobka zabieralam, choc (oprocz jezyko
    > wej) nie mialam takiej potrzeby. Z tym ze ja do tego zlobka szlam raz w tygodni
    > u, ona chodzila codziennie. Ja zapisalam moje dziecko do przedszkola w wieku 3
    > lat, ona jak mialo 2 lata. Drobne wybory rodzica, a efekt zupelnie inny. Wiec p
    > owiem szczerze, nie wierze, ze to dziecko sobie samo wybiera jezyk bo tak woli,
    > wierze ze to rodzice dokonuja za nie wyboru poprzez swoje decyzje.

    ------------> Nie wiem skąd ale miałam zawsze pewność że moje dzieci bedą znały niemiecki i trzeba się skupić na polskim.
    Chodziłam dwa razy w tygodniu do Mutter - Kind - Gruppe ale chodziło o to zeby nawiązać kontakty towarzyskie i żebym JA się nauczyła niemeickiegosmile
    Córka miała 3,5 roku kiedy poszła do niemieckiego przedszkola nie znając niemieckiego , jakieś podstawy wyniesione z zabaw podwórka z niemieckimi kolezankami miała .
    Dziś zna niemiecki na poziomie nativ , syn też mimo że na pewno się nie ode mnei niemieckiego nauczylismile
    Nie nauczyli się ode mnei norweskiego i angielskeigo i innych jezyków , najwyżej im w niektórych cos pomogłam.
    To że mówia po polsku naprawdę swobodnei zawdzieczaja mnei bo to byl jezyk ktory im moglam dać na porządnym poziomie.
    Nie analizowalam ich potrzeb i wyborów.
    Do tej pory nie usłyszałam złego słowa na temat terroru jakiemu im poddalam , wręcz orzeciwni są zadowoleni że znaja polskismile
  • kj-78 23.11.14, 17:19
    Moje dzieci poszly do placowki w wieku ok roku na 6 godzin dziennie i nie przeszkodzilo im to w mowieniu lepiej po polsku od poczatku. Wiec nie zawsze wystepuje taka zaleznosc,o jakiej piszesz. Moj maz nie mowi po polsku, ja do niego zawsze po norwesku, dzieci do mnie nigdy mimo, ze wiedza ze rozumiem i rozmawaim w tym jezyku ze wszystki oprocz nich.

    Do Polski jezdze zawsze kiedy moge, bo mam tam rodzine. Zamiast ksiazek norweskich kupuje polskie, wiec nie mysle o tej fortunie. Kariera nie ucierpiala, bo po macierzynskim dwa razy normalnie wrociam do pracy. Kontakty z mezem - to niestety jest probelm, nigdy we czworke nie mozemy porozmawiac bez tlumaczeia i wyjasniania, to moim zdaniem jest strasznie smutne i frustrujace, ale nie widze wyjscia z tej sytuacji.

    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • zojka33 26.11.14, 00:26
    Masz racje, znane mi dzieci poslane wczesnie do przedszkola czy zlobka czesto mowia i w jezyku mamy i taty, ale sa i takie ktore rozwijaja jedynie jezyk otoczenia, a jezyk mniejszosciowy bardzo daleko w tyle, rzeczywiscie roznie to bywa. Ale w przypadku takim jak moj, kiedy dziecko jest przy mamie do 3-go roku zycia to raczej jest pewne, ze bedzie mowic w jezyku mamy (jesli nie ma opoznienia mowy czy innych przeszkod). Dlatego moj przypadek nie wydaje mi sie zadziwiajacy, ale dosc oczywisty.
    Mysmy bardzo chcieli zeby obok dominujacego na poczatku polskiego rozwinal sie komunikatywny francuski, jak corka byla mala to maz stawal na glowie zeby mowila, ja z mojej strony zabieralam ja gdzie moglam w srodowisko francuskojezyczne. Jednak az do przedszkola, czyli do 3-ego roku zycia, mowila po francusku pojedynczymi slowami, nie zdaniami. Wiec z mlodszym synkiem sobie juz odpuscilismy, maz sie specjalnie nie wysila, ja malego na zadne grupy zabawowe nie zabieram. No i synek ma juz teraz nie jedno ale dwa zrodla polskiego - starsza siostra robi za naprawde bogate zrodlo. W efekcie moj trzylatek ma jeszcze bardziej dominujacy polski niz jego siostra w jego wieku.
    A jeszcze nawiazujac do watku glownego, to mnie tez czasem ciezko, no bo a to edukacja po polsku calkowicie na moich barkach, a to problemy z codzienna komunikacja w rodzinie dwujezycznej, mieszanej. Dla mnie dodatkowo problemem jest alienacja jaka wytwarza fakt, ze z dziecmi mowie po polsku np. w piaskownicy w Polsce czesto zagada do mnie jakas mamuska i sobie plotkujemy. Tu we Francji na placu zabaw nikt do mnie nie zagada bo jezyk naszej trojki tworzy jednak jakis mur. Moze ludzie mysla, ze nie znam francuskiego skoro ciagle nawijam do dzieci po innemu? Ale ogolnie caly ten wysilek/koszty/poswiecenia wydaja mi sie warte zachodu bo mam natychmiastowa codzienna nagrode w postaci moich dzieciakow szczebioczacych po polsku, co jest najwspanialsza muzyka dla moich uszu i jak to slysze to nie mam watpliwosci, ze to warte kazdego wysilku.
  • jan.kran 26.11.14, 09:54
    Moim zdaniem nie ma reguł. Dzieci moich przyjaciólek w Paryżu zaczynały chodziç do niani francuskiej lub do przedszkola bardzo róznie. P. ktory majac rok przebywal z nianią a potem w przedszkolu jest idealnie dwujezyczny , moim zdaniem nie ma cienia akcentu i bardzo bogate slownictwo. Z tym że rodzice Polacy i bardzo ścisły OPOL.
    M. i A. nie chodzili wogóle do przedszkola francuskiego , polski znakomity , też polska rodzina i OPOL.
    Z kolei dzieci trzeciej przyjaciołki mimo że bardzo sie starała żeby znały polski ( ojciec , Francuz , mówi znakomicie po polsku , sporo czyta i pięknie pisze ) mówia po polsku ale z akcentem i nie sa swobodne w mówieniu po posku . Ale chętnie jeżdzą do PL i dogaduja sie bez problemu.
    Moje dzieci mimo że naprawdę znają dobrze polski między sobą rozmawiaja po niemiecku , M. i A. po francusku .
    Ja w DE nie mialam problemu w nawiazaniu kontaktów z niemeickimi mamami mimo że mowiłam po polsku . Fakt że mieszkałam w niewielkiej miejscowości , 2000 mieszkańców i miałam duzo kontaktów z Mutter/Kind Gruppe, potem z mamami przedskolnymi i szkolnymi , sasiadkami.
    Wtedy , ćwierc wieku temu większosć niemeickich kobiet majacych małe dzieci nie pracowalo a Polaków nie znałam żadnych.
    Z tym ze ja bralam udział we wszystkich aktywnosciach społecznych dla dzieci i dla mnie. Cokolwiek sie działo w przedszkolu , kościele katolickim czy protestackim , szkole ,
    prywatnie.
    Zaliczyłam kółko biblijne odbywajace sie w kolejnych prywatnych domach
    ( z dziećmi ) Dyskusyjny Klub Ksiażkowy ( mamy bez dzieci wieczorami) , doroczne spozywanie zupy cebuloewej i młodego wina , wszysrki obchody adwentowe i okołoświateczne. Nawet zrobilam kurs Schülerlotse w szkole corki i zdalam egzamin u bawarskiej policji.
    Crossing guard po angielsku , nei wiem jak po polsku. Miałam żółta kamizelkę i lizak i stalam na skrzyżowniu dwa razy w tygodniu rano i po południutongue_outPP
    I sporo czasu na placach zabaw , zawsze miałam z kim pogadać ale na mojej wsi wszyscy sie znali mneij lub bardziej.
    Polski nikomu nie wadził choć nie bylo zbyt wielu cudzoziemców w okolicy.
  • effie1980 26.11.14, 11:25
    Ja spedzilam ostatni weekend sporo rozmawiajac na temat rozwoju jezykowego z para dwujezycznych znajomych i przede wszystkim z mezem. I coraz bardziej dochodze do wniosku, ze jednak dziecko o wielu rzeczach decyduje. Moja corka jest typowym cyganskim dzieckiem, od poczatku szukala kontaktu z innymi ludzmi,z wszystkimi bylo jej dobrze, jak zaczelysmy chodzic na jakies dzieciece grupy jak miala troche ponad 1.5 roku to byla tym dzieckiem, ktore stalo na srodku albo wchodzilo prowadzacej pani na kolana. Poszla do przedszkola jako dwulatka, poszlaby wczesniej gdybysmy sie akurat w tym czasie nie przeprowadzali w inne miejsce, bo bardzo potrzebowala kontaktu z innymi dziecmi.. Byla bardzo na to gotowa, jak szlysmy do parku i wypatrzyla obce dzieci to do nich biegla krzyczac, ze to sa jej przyjaciele. Przedszkole pokochala miloscia olbrzymia. I juz idac do przedszkola, kiedy ze mna spedzala zdecydowana wiekszosc czasu mowila zdaniami po angielsku i tylko pojedynczymi slowami po polsku. W przedszkolu nastapil, jak sie mozna spodziewac lawinowy rozwoj jezyka angielskiego i zanikanie poslkiego, ale bardziej mnie interesuje co sie wydarzylo wczesniej. Ona nigdy nie byla mamusiowym dzieckiem, jak byl tata w okolicy to wszystko bylo wokol taty, jak sie pojawiali inni ludzie, to lgnela do nich, bo nowosc byla atrakcja. Wydaje mi sie, ze taka gleboka komunikacja mama-dzieko, na tych wczesnych etapach i tak jest w przewazajacej czesci niewerbalna, a komunikacja jezykowa byla jej potrzebna znacznie bardziej dla otoczenia. Tak sobie to probowalismy to przeanalizowac na podstawie charakteru roznych dzieci i wydaje mi sie, ze jest jednak zaleznosc pomiedzy otwartoscia dziecka na komunikacje spoleczna, a rozwojem jezykowym.
  • ambivalent 26.11.14, 11:46
    Wiesz Effie, to co napisalas utwierdza mnie tylko w przekonaniu, ze powinnysie sie wybrac do PL na dluzszy okres. Jezeli Twoje dziecko jest faktycznie tak bardzo otwarte na kontakt z innymi przebywanie w PL najprawdopodobniej "zmusi" ja do wyciagniecia na swiatlo dzienne tych pokladow jezyka polskiego, ktore ma w glowie. Ba, najlepiej byloby ja pewnie w tej Polsce zostawic (z dziadkami, np).
  • effie1980 26.11.14, 13:17
    No zadaje sobie z tego sprawe. Jade w lutym, ale na troche, a zostawic nie zostawie, bo az tak dziadkom nie wierze wink
  • kj-78 28.11.14, 23:10
    Pobyt w Polsce daje naprawde duzo. Moj mlodszy zaczal mowic w wieku 1,5 roku od razu w dwoch jezykach i nigdy nie mieszal. Za to starsza do wieku 3 lat odpowiadala mi w 80% po norwesku mimo konsekwentnego OPOL z mojej strony. I pojechalismy na 3 tygodnie do Polski. Jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, moje dziecko z dnia na dzien przestalo do mnie mowic po norwesku. Po prostu jednego dnia przestala i juz NIGDY nie powiedziala do mnie nic w innym jezyku niz polski smile Niesamowita przemiana! Wiec ja tez polecam pobyt w Pl
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • alonka7 21.11.14, 10:04
    Po stronie kosztow wydaje mi sie tez (nieco) rozwoj spoleczno-przedszkolny w lokalnym przedszkolu. Moj przedszkolak jest dosc slaby w lokalnym (trzecim dla siebie) jezyku. Niestety. Wydaje mi sie, ze mniej korzysta z przedszkola niz gdyby byl monojezyczny.
    Moze nadrobi, moze nie. Jego francuski sie poprawia ale nie jest na poziomie (dwoch) jezykow domowych. Mysle, ze szkoda... Po przedszkolu jest tez zmeczony - mysle, ze bardziej niz gdyby byl w znanym sobie jezyku.
    No i nie wiem czy on sie w przedszkolu czegos konkretnego uczy . W polskim (i holenderskim) jest o wiele bardziej do przodu... Wiec - tak - koszty sa.
  • jan.kran 21.11.14, 10:53
    Ja się pezeprwadzam do koleinych mieszkań z książkami po moich dzieciach z myslą o wnukach in spe smile))
  • ambivalent 21.11.14, 12:43
    Moj maz jest typem chomika. On sie wszedzie juz przeprowadzal z ksiazkami po swojej mamie i cioci PLUS jego wlasnymi z dziecinstwa. Teraz dojda ksiazki moje. I naszych dzieci big_grin
  • kuragan 26.11.14, 09:26
    dla mnie prawdziwe są punkty 4 i 5 - własny rozwój językowy i komunikacja z partnerem, to cierpi najbardziej.
  • alonka7 28.11.14, 16:00
    Z drugiej strony moze przesadzamy bo wychowywalismy sie w srodowisku monojezykowym. Na swiecie mnostwo ludzi dorasta w srodowisku 2 lu nawet 3 jezykow i jest to naturalne (np w Afryce, gdzie jest duzo jezykow plemiennych plus angielski w szkole) i nikt sie nad tym specjalnie nie roztliwia. Tak sobie mysle, gdy ogarniaja mnie watliwosci.
    Moj 4 latek zaczyna rozumiec w (swoim) czwartym jezyku (angielskim, ktorego uzywamy w domu do komunikacji z mezem) i sam do sie nauczyl bo ja go w ogole nie ucze i nie robie nic. Dzieci wiec moze daja rade (jesli MUSZA)smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka