Dodaj do ulubionych

jak zahcęcić tatę...

01.06.15, 10:24
Pytanie pewnie z grupy nieodpowiadalnych, ale może ktoś, coś...

Córka (5,5) jest dwujęzyczna polsko-niemiecko. W tej chwili nie ma języka dominującego, o ile mogłam stwierdzić i ja wychowawczynie w przedszkolach (chodziła do polskiego podczas moich pobytów w Polsce, dośc często).
Do mnie mówi po polsku, do męza po niemiecku, nie miesza. Mąż po polsku nie mowi (to nie problem), ale też nie rozumie (to problem). Dwujęzycznośc wspiera, dumny z córki jest.
Problem: rozmowy z nią to juz zaczynają być dyskusje dłuższe, których nie daję rady tłumaczyć tacie na bieżąco.
Na przykład wczoraj przy niedzielnym śniadaniu córka zapytała mnie o to skąd się wziął świat... I zaczęłyśmy rozmawiać. Gadamy i gadamy, a mąż siedzi, skupie swoją kanapeczkę i patrzy przed siebie niewidzącym wzrokiem. Geologiem jest, na ten temat ma coś do powiedzenia... Nie miał pretensji, a skąd, ale przykro mu było, bo taki miły niedzielny ranek, a tu on ma wrażenie, że sam je śniadanie...i ja bym wolała rodzinną rozmowe na ten temat (zwłaszcza, że nasze poglądy na kilka spraw są odmienne, ale tak, że dyskutowac umiemy i chciałabym, że corka się tym dyskusjom przysłuchiwała). I co, mam zacząc po niemiecku? Ale od przyszłego roku (szkoła) juz ona tak często w Polsce nie będzie, więc ja mam zakodowane, żeby dbać o polski...
Ergo: jak zachęcić starego chłopa, coby się rozumieć po polsku nauczył? Jak mu to ułatwić? Na kurs nie pójdzie (bo twierdzi, że czasu nie ma), kontakt z językiem ma, ale twierdzi, że jest trudny i ni w ząb... Jak go znam to potrzeby mu jakiś sukces, żeby się czegos jakoś nauczył i potem, zachęcony, już poleci dalej.
Jak kochani, jak? Ja wiem, że on musi chcieć, ale na razie mierna ta chęc jest (to jest za trudne, nie mam czasu, ja bym to musiał napisane zobaczyć, a jak mi piszesz to ja od tych szcz oczopląsu dostaję)...
Jakieś rady?
Bo strasznie mi tych rodzinnych rozmów brakuje...
Edytor zaawansowany
  • 01.06.15, 10:27
    zachęcić, skubie - przepraszam.


  • 01.06.15, 11:54
    Taki spontaniczny pomysł, niestety nigdzie nie testowany, ale może moglibyście urządzać sobie chociażby raz w tygodniu lekcję polskiego całą trójką? Mąż założyłby zeszycik - jeżeli córka umie już czytać, to ze słówkami, a jeżeli jeszcze nie, to ze sporą ilością własnych rysunków, podobnie, jak dzienniczek dla dzieci dwujęzycznych dwujezycznosc.blogspot.de/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84

    Pogadaj z córką, w jaki sposób mogłaby pomóc tacie i czy w ogóle miała by ochotę na takie zlecenie

    Z podręczników mogę polecić Polski w cztery tygodnie www.amazon.de/Polnisch-Wochen-tygodnie-programem-multimedialnym/dp/8371414862/ref=sr_1_2?ie=UTF8&qid=1433151939&sr=8-2&keywords=polnisch+in+4+wochen

    Nie jest to jakiś szczyt osiągnięć glottodydaktycznych, ale mojemu mężowi bardzo dobrze się z niej uczyło - ma przejrzysty układ tzn. w każdej lekcji dialog i sporo ćwiczeń, moim zdaniem dobry zakres językowy dla początkujących, tak, że po przerobieniu uczeń faktycznie dysponuje sporym materiałem i leksykalnym i gramatycznym - i przede wszysktim bardzo prosta w obsłudze, bez żadnych wątpliwości nadaje się do samodzielnej pracy. Oczywiście te 4 tygodnie to ściema, ale można pobawić się w zakładysmile

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 01.06.15, 12:06
    Nie wiem czy ja mu już dawno tej ksiązki nie kupiłam. Okładka znajoma. pewnie leży gdzie na dniw jakiejś szuflady.

    pomysł z dzieckiem dobry - córka bardzo by chciała tatę polskiego nauczyć i chce w tym uczestniczyć. Muszę więcej poszukać porad na ten temat - jak dziecko może stać się nauczycielem rodzica, dzięki.
  • 01.06.15, 13:21
    Moj maz, jak jeszcze nie mielismy dzieci, chodzil przez jeden rok na indywidualny kurs polskiego, po prostu raz w tygodniu przez godzinke siedzial z jedna Polka nad podrecznikiem, gramatyka i slownictwem. Niby moglam go ja wtedy uczyc, ale to by sie pewnie skonczylo tak, ze zawsze by nam cos wypadlo, nie chcialoby sie, odlozylibysmy dana lekcje na kiedy indziej itd. Samemu tez by sie nie zmobilizowal aby siedziec sobie sam nad ksiazka - to nie ten typ. Moze maks na miesiac by mu starczylo zapalu. A tak to dziewczyna miala zaplacone, godzina ustalona i musial isc. To byl bardzo dobry pomysl: zlapal na tym "kursie" podstawy gramatyki. Potem mial wiecej pracy i dzieci i juz nie mial zupelnie czasu na zadna sformalizowana nauke: polskiego uczyl sie na biezaco z moich rozmow z dziecmi. Efekt przerosl moje najsmielsze oczekiwania: maz mowi po polsku na poziomie "lower intermediate" a rozumie praktycznie wszystko. Corka zartuje po polsku a on sie smieje i dorzuca po francusku analogiczny zart. Bezcenne !
    Nasze rozmowy przy stole wygladaja obecnie tak, ze gdy zaczynamy po polsku jakis temat to maz albo rozumie i sie wtraca, albo mowie mu w skrocie np. ze spytala jak powstal swiat. I tak mowimy: ja po polsku, maz po francusku, corka odpowiada po francusku i po polsku w zaleznosci od tego do kogo mowi. Nikt nikomu nic juz nie tlumaczy bo sie wszyscy nawzajem rozumiemy. Jesli corka mowi do nas obojga to mowi po francusku wiec w sumie przewazajaca czesc takiej dyskusji toczy sie po francusku.
    Jesli moge cos doradzic, to niech maz nie uczy sie sam z podrecznikow: do czegos takiego trzeba miec niesamowite samozaparcie. Zaplaccie komus za indywidualne lekcje. Jak opanuje podstawy gramatyki i slownictwa to potem juz bedzie mu latwiej wylapywac slowa z otoczenia: a otoczony jest przeciez polskim. Macie klasyczna sytuacje zanuzenia w jezyku a Twoj maz sie wylacza kompletnie bo nic nie rozumie: jest to dla niego ciag niezrozumialych dzwiekow, wiec pewnie sie "wylacza" jak Was slyszy. Po roku takich korepetycji bedzie rozumial juz duzo z Waszych rozmow, a potem to samo pojdzie! Namow go, godzinke raz w tygodniu na pewno uda sie wygospodarowac.
  • 01.06.15, 13:38
    I jeszcze dodam: moj maz nie lubil za bardzo gdy ja go uczylam, wkurzal sie jak nie ogarnial tych szcz i innych. Latwo sie zniechecal i odkladal nauke ze mna "na pozniej", czyli na wieczne nigdy. A przy nauczycielce z zewnatrz siedzial grzecznie i zakuwal odmiany i inne. Odrabial prace domowe bo nie chcial przed nia swiecic oczami. Wydaje mi sie, ze nauczycielka bardziej motywuje i zmusza do nauki niz zona.
  • 03.06.15, 11:07
    na pewno, choc troche zalezy jaki sie cel obierze. Nie kazdy nadaje sie do zakuwania slowek, odmian, czytania szcz i szczegolnie dla osoby bez motywacji to moze byc jeszcze bardziej zniechecajace. Ok, fajnie jakby sie facet nauczyl odmian, pisowni, posiedzial z podrecznikiem (ahhh mam kilka w domu dla mojego i sie kurza), ale jak sie tego nie da bez przymusu osiagnac to trzeba sie skupic na prostrzych celach. Na tym etapie co u zalozycielki watku samo rozumienie jako takie rozmow byloby wystarczajace i nie wydaje mi sie, ze to trudny cel.

    Na tym etapie nawet mysle, ze rozmowki dla turystow bylyby bardziej przydatne niz typowy jezykowy podrecznik. A jeszcze lepiej .na cd do posluchania. Gotowe krotkie dialogi, okreslenia, wymawiane powoli.
  • 03.06.15, 13:34
    Moj maz na poczatku tez nie mial jakichs wielkich celow: chcial po prostu bywajac ze mna w Polsce u mojej rodziny nie siedziec jak na tureckim kazaniu, chcial troche rozumiec i umiec powiedziec kilka slow. Na tym kursie nie uczyl sie nie wiadomo jakich odmian i gramatyki, zwykle podstawy: ja pisze ty piszesz itd., czytanki, dialogi z podrecznika itd. Gdyby mial nad tym siedziec sam w domu to by sie zaziewal na smierc i cisnal ksiazka o sciane pewnie po tygodniu. A z nauczycielka powtarzal i zakuwal bo nie mial wyjscia. Po skonczeniu kursu i tak wszystko zapomnial szybko, wiec myslalam ze ten kurs nic nie dal, ale cos gdzies tam zostalo i nie zdechlo bo mial codziennie kontakt z zywym jezykiem w postaci mnie i dzieci. Po paru latach biernego osluchania zaczal mowic i teraz ma nawet wielkie ambicje mowic plynnie smile to mu jeszcze pare lat zejdzie.
    Pewnie, ze na tym etapie co u zalozycielki watku samo rozumienie jest wystarczajace, pytanie tylko jak to rozumienie osiagnac, z rozmowek dla turystow ciezko moim zdaniem cos wyciagnac, poczyta, zapamieta trzy slowa, zapomni, zniecheci sie i wyrzuci je w kat utwierdzajac sie w przekonaniu, ze polski jest za trudny i nie da rady.
  • 03.06.15, 13:50
    jesli rozmowki to do posluchania, ksiazke faktycznie ciepnie w kat bo bedzie za trudna; zaleta rozmowek sa gotowe krotkie zwroty wypowiadane powoli i wyraznie w pierwszej osobie a to wlasnie najczesciej slyszy w domu. Na poczatek do osluchania sie i wyodrebnienia wyrazow ze sluchu powinno byc ok.
    Fakt ze z rozmowek nikt sie chyba jeszcze gadac nie nauczyl ale sluchac owszem. No i moze sobie puscic w domu jak cos robi, w samochodzie, niech leci w tle.

    Gratulacje dla Twojego meza! Niech podtrzymuje ambicje!
  • 01.06.15, 13:40
    Myślę zojka, że jedno nie wyklucza drugiego - zgadzam się oczywiście, że kurs z osobą zewnątrz pomaga usystematyzować uczenie, ale taki kurs z własną córką też może być świetną metodą i dla samego języka i relacji między obojgiem i wreszcie dla samej córki. U nas w sumie też by nie zaszkodził, mój mąż wprawdzie całkiem nieźle i mówi i rozumie po polsku, u nas też w obecności dzieci każde używa tylko swojego języka (ok, mój polski może na 80%, bo zwłaszcza, gdy mąż czegoś w stresujących sytuacjach kompletnie nie rozumie, to się wkurza, a nie lubi długiego tłumaczenia), ale od czasu do czasu nachodzi go potrzeba usystematyzowania i może uda nam się wspólnie wymyślić ciekawe metody nauczenia naszych partnerów języka przez dzieci.

    Pomysł z dzienniczkiem ma też tę dobrą stronę, że wyjdzie z tego świetna pamiątka


    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 01.06.15, 14:19
    Pewnie, ze sie nie wyklucza. Moje dzieci tez ucza tate polskiego, czasem cale dialogi prowadza po polsku bo tata chce sobie pocwiczyc. Ja na razie nie mowie do meza po polsku, chce zeby w domu byl ten francuski miedzy nami, bo na razie u naszych dzieci francuski jest slabszy. Ale jak francuski u dzieci zacznie dominowac to mam niecny plan przejscia w zupelnosci na polski w rozmowach w mezem. On by juz teraz chcial, ale na razie cwiczy polski wlasnie z dziecmi. Z tym ze moim zdaniem to tylko dodatek. W naszym przypadku jestem przekonana, ze o sukcesie zadecydowal ten poczatkowy kurs indywidualny z nauczycielka. Na poczatku myslalam, ze ten kurs niewiele dal, bo po jego skonczeniu maz niewiele mowil po polsku, teraz wiem, ze ten kurs dal mu niezle podstawy i umozliwil absorbcje polskiego z powietrza.
  • 01.06.15, 14:18
    zojka, taka sytuacja jak u was to dla mnie by był ideał. Może rzeczywiście postaram się go namówić na indywidualne lekcje, ale to pewnie do września, bo wakacje, a czas na namawianie potrzebuję.

    ja nie mogę go uczyć, też by się denerwował
  • 02.06.15, 20:16
    Pozwole sie sobie wtracic jedynie z sugestia, ze te lekcje z nauczycielka przez skypa moga byc i wtedy odpada argument, ze brak czasu na dojazdy na lekcje smile

    --
    http://i41.tinypic.com/25t7tx4.gif`````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````Beware of Darkness: http://www.gomotes.com/emoticon/darkness.gif
  • 02.06.15, 21:34
    Ja tez pomyslałam o skype. Moja przyjaciółka w Paryżu jest nauczycielka polskiego w szkolach paryskich , uczy polskiego.Ma tez lekcje przez skype i dobrze to funkcjonuje.
  • 03.06.15, 09:02
    ale jak to mozliwe, ze majac 5letnie dziecko on nic nie kuma? Moj tez nie umial, ja jego jezyka tez tylko troszeczke, ale nauczylismy sie wlasnie przy dziecku - poczatkowo to byly proste dialogi z dzieckiem, ktorym sie nawzajem przysluchiwalismy ipo kilku latach jestesmy na tyle osluchani z jezykiem pratnera/partnerki, ze nie ma wykluczenia podczas rozmowy. Ja rozumiem o czym oni gadaja, on rozumie o czym my gadamy. Chociaz mniej wiecej, oczywiscie, ze nie kazde slowo, ale nikt nie ma wrazenia, ze siedzi samotnie przy stole. Zawsze sie mozna dopytac. Poza tym ja juz nie musze za tlumacza robic, corka pepla w obu jezykach i robi za tlumacza.

    Moj tez dostaje oczplasu od szcz, hahaha, ale corka (7l) nie daje za wygrana i jak ma okazje sie pomadrzyc co sie nowego nauczyla po polsku to prezentuje to tatusiowi i na sile wtlacza mu do glowy, poniekad majac ubaw jak sie tatus myli big_grin Ale tatus zawsze cos tam przyswoi smile
  • 03.06.15, 10:00
    No nie kuma. Też się dziwię. On się po prostu wyłącza.
    A jak o tym porozmawiamy i zaczyna się przysłuchiwać to niestety też nie rozumie - co widac po tym, że rozumie jedno słowo i szybko sobie dopowaida o czym my to możemy mówić, włacza się i... trafia kompletnie kulą w płot (mowimy kompletnie o czymś innym).

    Myślę, że wolałabym, aby nie uczył się przez skype, ja nadal wierzę w siłe kontaktu z żywą osobą, ale może rzeczywiście, jeśli na miejscu kogoś nie znajdę to może przez skype?
  • 03.06.15, 10:37
    Kuragan, Chyba to zależy od osoby.U mojej przyjaciółki ludzie chętnie uczą sie przez skype ale ona jest świetnym pedagogiem i uczy od lat.
  • 03.06.15, 10:54
    to trzeba sie myksymalnie wylaczac zeby nie dac rady sie osluchac z jezykiem w domu...
    Moj w moment zalapal szczegolnie teksty powtarzane po kilka razy coraz glosniejszym tonem wink Umyj zeby. Umyj zeby, Slyszysz???? Umyj zeby!!!! TERAAAAAZ! big_grin
    Tak, ja wiem, ze tobie chodzi o inny rodzaj rozmowy ale to chodzi o osluchanie, wyodrebianie slow, zeby obcy jezyk przestal byc szeleszczacym belkotem, od czegos trzeba zaczac. Gdyby twoj w zdaniu wylapywal wiecej niz jedno slowo to by trafniej sobie reszte dopowiadal. Zreszta nie musi dokladnie wszystkiego rozumiec, wystarczy ze nie bedzie mial poczucia wykluczenia wiedzac mniej wiecej co mowicie. My tez sobie czasami cos nie tak dopowiemy czy sie dopytamy o jakies slowo - ale wlasnie na etapie osluchania i jako takiego rozumienia jest sie w stanie wyodrebnic to slowo prawidlowo.
    No i nauka przy dziecku wg mnie ide sprawniej, duzo wiecej sie nauczyl odkad mamy dzieco niz z czasow bezdzietnych. Dziecko chodzi i gada, czesto w kolko to samo, szczegolnie na poczatku bo im starsze tym trudnej nadarzyc.
    Ale teraz bp. maz do szkoly uczy corke odmieniania przez przypadki w swoim jezyku,odmiany czasownikow a ja sie krece po kuchni i ich slysze. Jak walkuja ponownie ten sam wyraz to juz sama go znam na pamiec big_grin
    Jak maz tlumaczy jej rozne analogie - no slysze i zawsze cos tam w glowie zostaje smile
    Ale facet musi chciec. Bez tego sie nie uda niezaleznie od tego po jakie srodki siegniesz.
  • 03.06.15, 11:22
    Mnie chyba chodzi o to jak mu zagwarantować pierwsze duże sukcesy. Żeby miał poczucie, że coś osiągnął.

    Oczywiście odrębne słowa, szczególnie polecenia, on rozumie i nie było problemu dopóki konwersjacie z córką nie wzniosły sie na bardziej zaawansowany poziom.

    M zna dużo słów: umyj zęby zrozumie, poczkaj, chodź, daj, poproszę, dziękuję, jabłko, soczek (ale sok już nie...), no mnóstwo tego jest. On twierdzi, że ja jestem fatalnym nauczycielem (co prawdopodobnie jest prawdą), dlatego mu nie idzie. Ja nie mam doświadczenia takiego jak ty - co prawda niemieckiego nauczyłam się od męża niemal wyłacznie, co czasem prowadzi do śmiesznych sytuacji, gdy domowych zwrotów używam poza domem), ale jednak mieszkamy w Niemczech, więc tym językiem jestem otoczona.

    Myśleliśmy oboje, że polski mu sam przyjdzie, ale jednak nie.
    A, że nie chce - no rzeczywiście nie chce mu się przyłożyć, ale nie chciałabym abyście odnieśli wrażenie, że on jest przeciw polskiemu w ogóle - wprost przeciwnie, bardzo córkę wspiera w dwujęzyczności i nigdy mi nie zasugerował, abym używała niemieckiego w rozmowach z nią bo on nie rozumie. To chyba wynika po prostu z ogólnego zapracowania i nie posiadania czasu na żadne hobby, w tym na polski.

    Myślę, że idea indywidualnego nauczyciela jest tutaj dobra, przynajmniej raz w tygodniu - postaram się go do tego namówić. I nie przez skype, a oko w oko - to dla M będzie dodatkowy bonus, że wyjdzie sobie z domu i odetchnie. Niech sobie nawet na piwo skoczy po lekcji, a co! wink Tylko muszę fajnego na miejscu znaleźć.
  • 04.06.15, 13:35
    Wiesz, tak mi przyszlo do glowy. W jakim jezyku porozumiewacie sie z mezem miedzy soba? Bo jezeli po niemiecku, to raczej nie powinno byc problemu z rodzinnymi dyskusjami. Wymaga to troche zachodu, ale jest do zrobienia. A zenglowanie jezykami przy stole pomoze mu tez nauczyc sie tego nieszczesnego polskiego, bo chociaz kontekst bedzie rozumial. Mam na mysli cos takiego:
    C: Mamo, a skad sie wzial swiat?
    Ty: Hmmm, bo wiesz....Ale poczekaj, zapytam tate jeszcze.
    Ty do meza: (po niemiecku, czy jak tam) Corka pyta sie skad sie wzial swiat. Powiedzialam juz to i to, moze cos jeszcze?
    C do meza: No wlasnie tato...

    Nie wylaczaj sie przy tym z ich dyskusji. Ty niemiecki rozumiesz (tak mi sie zdaje), wiec jest ci prosciej. Wtracaj po polsku, przeszkadzaj itp Tylko w taki sposob zagwarantujesz, ze wasze dyskusje beda beda udane w przyszlosci.
    A co do meza, to jemu powinno zalezec. Nie zmusisz go, niestety. Moj tez sie nie uczy smile Ale on duuuuuzo rozumie.

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.