Dodaj do ulubionych

Nieprzyjęty z powodu dwujęzyczności

12.06.15, 22:48
Muszę sie Wam wyżalić, bo dzisiaj dość mocno mną tąpnęło. Może ktoś pamięta, że ostro psioczyłam na przedszkole starszego syna, dlatego dla młodszego, obecnie 2 lata i 2 miesiące, szukałam czegoś innego, w domyśle lepszego. Znalazłam super małżeństwo, które prowadzi żłobek i przedszkole w jednym, łącznie mają 10 dzieci w przedziale wiekowym od 1,5 do 3 lat, mój syn świetnie im pasował pod względem wieku i płci - akurat mieli wakat. Oboje to wykształceni nauczyciele, którzy po studiach odkryli w sobie pasję do pracy z małymi dziećmi (po części spowodowanej doświadczeniami z publicznymi plasówkami), bardzo zaangażowani w opracowanie rewelacyjnych koncepcji edukacji przedszkolnej, w programie ich przedszkola są i wycieczki, i wspólne zakupy i gotowanie, śpiewanie, projekty teatralne, filmowe itd. Kilkakrotnie rozmawialiśmy o deficytach publicznych placówek, naszej wizji na kształcenie małych dzieci, spotkaliśmy się z nimi i u nich w przedszkolu i u nas w domu. I dziś przyszła do nas ich odpowiedź: nie przyjmą młodego.... ze względu na jego dwujęzyczność. Obawiają się o komunikację młodego z pozostałymi dziećmi i z nimi samymi, o to, że czuliby się zmuszeni do nauki języka polskiego, aby w razie kryzysowych sytuacji móc mu wszystko wytłumaczyć itd. I nie miało znaczenia, że Młody rozmawia z tatą po niemiecku, że jest już od pół roku u niemieckiej opiekunki, z która bez problemu sią porozumiewa, świetnie zintegrował się z pozostałymi, niemieckojęzycznymi dziećmi. Z mężem wychodzimy z założenia, że ten argument to tylko wymówka, pewnie coś innego im nie pasowało w naszej rodzinie i nie chcą nam tego wprost powiedzieć - ok, to ich prawo. Natomiast wstrząsnęło mną, że ludzie na ich poziomie intelektualnym uważają, że tego rodzaju wymówka jest ok. I był to kolejny przypadek, gdy moje dzieci, posiadające niemieckie obywatelstwo, ogarniające komunikację w języku niemieckiom w stopniu odpowiadającą ich wiekowi, są postrzegane głównie z perspektywy języka polskiego i jest to coś, co otoczeniu miałoby natręczać głównie trudności.

Przyznaję, że czuję się tą sytuacją cholernie rozbita, najchętniej zaprosiłabym cale forum na balkon do nas na porządne craftowe piwo, żeby się wyżalić - pocieszcie proszę, jak sobie radzić z taką sytuacją.
--
Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
Edytor zaawansowany
  • 12.06.15, 23:38
    W takim razie to nie byli inteligentni ludzie tylko ćwoki. Dobrze sie stalo, ze nie przyjeli Twojego synka, bo z takim podejsciem do dwujezycznosci, ktora jest "problemem" to by sie zle skonczylo, zaczeli by pewnie wczesniej czy pozniej medzic, ze synek nie rozumie, ze moze "nie powinna pani mowic do niego tylko po polsku" lub inne negatywne komentarze, ktore by Ci tylko napsuly krwi. Ciesz sie, ze Twoj syn nie trafil do przedszkola prowadzonego przez idiotow, ktorych niestety nie brakuje, i znajdz mu fajna placowke, trudno, czasem trzeba dluzej poszukac. Powodzenia!
  • 13.06.15, 00:08
    Ach zojka, dzięki za serdeczny odzew i pociechę, tylko to nie jest takie proste. Moim zdaniem to było najlepsze przedszkole w mieście, ludzie z ogromnym zaangażowaniem, świetnie pojmujący misję edukacji przedszkolnej. Pisałam już na forum, jakie teksty mialam dane uslyszeć w przedszkolu starszego (do którego teraz będę musiała wysłać także młodszego syna): że mam nie rozmawiać w przedszkolu z synem po polsku, bo wychowawcy nie rozumieją ewentualnych tekstów odnośnie przedszkola, synowi i jego polskojęzycznemu koledze zabroniono rozmawiania w przedszkolu po polsku, bo wychowawcy nie rozumieją, o czym rozmawiają, jeden z niemieckich kolegów rzucił tekst do mojego syna, że wejście do kącika z książkami tylko dla Niemców (nur für Deutsche) - przedszkole i rodzice zlekceważyli temat, bo ich zdaniem 6-letnie dziecko nie zdaje sobie sprawy z tego, co mówi - najbardziej zszokowołało mnie to, że ci ludzie, których uważałam za świetnie wykształconych i przygotowanych do zawodu, uważają, że tego rodzaju argument jest ok. Przerażające jest to, że wiedza o zaletach bilingualizmu w naszym mieście praktycznie nie dociera do kadry przedszkolnej i że dzieci i rodzice od najwcześniejszych lat są z tego powodu traktowani jak problem - po prostu chce mi się wyć. Co Wy byście zrobili na moim miejscu?

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 13.06.15, 00:53
    Poszukalabym innego przedszkola. Bo chociaz oferuje fajne atrakcje i zajecia to jednak nastawienie prowadzacych jest alarmujace. A jesli zaczeliby sie czepiac dziecka z tekstami typu: "co mowisz?, nie rozumiemy w ogole co mowisz, mow normalnie! itd" to i dziecko moze stracic entuzjazm co do swojej dwujezycznosci.
    Moje dzieci chodza do zwyklego panstwowego przedszkola, zadnych specjalnych atrakcji. Robia tylko to co dzieci w innych przedszkolach, wariuja na przerwach, maluja, lepia, spiewaja itd. Kryterium wyboru przedszkola bylo proste w naszym wypadku: znajduje sie naprzeciw naszego domu i doprowadzenie tam dzieci zajmuje mi pol minuty. Mialam szczescie, ze kadra nidgy nie czepiala sie dwujezycznosci, przychylnie nastawieni. Gdyby ktos probowal mi zakazywac mowienia do dzieci po polsku, albo po polsku do kolegi to na pewno bym protestowala. A gdyby moje protesty nie przyniosly rezultatu to przenioslabym dzieci do prywatnego przedszkola, mialam nawet upatrzone jedno "na wszelki wypadek".
    Balam sie momentu jak moj mlodszy synek szedl do maluchow a corka do starszakow, wiedzialam, ze na przerwach beda sie spotykac i gadac po polsku. Przed rokiem szkolnym poszlam na spotkanie z dyrektorka i powiedzialam jej, ze dzieci do niej i nauczycieli beda sie zwracac po francusku, ale miedzy soba mowia po polsku i ze ja sie z tego bardzo ciesze i bardzo mi zalezy na utrzymaniu tego stanu, i ze musza im pozwolic mowic miedzy soba w takim jezyku jaki wybrali sobie do wzajemnej komunikacji. Poprosilam zeby zadna z pan asystentek, dyzurujacych na podworku nie zwrocila nigdy uwagi moim dzieciom, ze nie wolno im mowic po polsku miedzy soba. Pani dyrektor mnie wysluchala, zrobila adnotacje w teczce corki i obiecala, ze poinformuje o mojej prosbie personel. Rok minal i wiem, ze nikt na podworku przedszkolnym nie zwrocil moim dzieciom uwagi, bo corka by mnie o tym poinformowala. Zreszta jak nadchodze to juz ich slysze trajkoczacych po polsku na caly regulator, panie przedszkolanki i dzieci juz sie do tego tak przyzwyczaily, ze nikt nie zwraca uwagi smile Dla mnie to bezcenne.
    Nie wiem jak Cie pocieszyc Laemmchen, wiem jak zalamuje takie podejscie ludzi i takie komentarze, rece opadaja. Jedyna rada jaka mi przychodzi do glowy to szukac innego przedszkola i cieszyc sie, ze dziecko nie trafilo do tamtych bucow.
  • 13.06.15, 00:57
    Baranku , bardzo mi Ciebie szkoda i Ci nie pomogę .Ale niestety jako rodzice dzieci
    wielojęzycznych zawsze napotkamy na jakieś buraki , tomy mogłabym pisać, ja sobie wyrobiłam gruba skore i mam dwoje wielojęzycznych dzieci ale to co przeszłam to moje.
    Najnowsze. Moj syn szuka pracy lub stażu . Mówi troche niewyraźnie i specyficznie poza tym ma ZA czyli inna mowę ciała .Zglosila sie do niego firma , nic ciekawego .Ale poszedł na
    rozmowę kwalifikacyjna.Moj syn jest jakby pomiędzy wiec jak sie facet na rozmowie zapytał kim on jest powiedział ze jest Polakiem to od razu było pytanie... A jak długo jesteś w Norwegii , bo tak nie z bardzo mówisz po norwesku ( totalna bzdura bo syn kończy licencjat z antropologii kulturowej w Oslo i norweski ma super ).Syn odpowiedział ze od 1998 w Norwegii.A pozatym to sie urodził i wychował w DE .Kiedy padło hasło Niemcy facet od razu zmienił front i był bardzo miły tongue_outPPPP
  • 13.06.15, 01:25
    No to mnie pocieszyłaś, jan.kran, nie ma co. Poproszę jeszcze o skuteczny przepis na grubą skórę - z tym jak na razie u mnie kiepsko....

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 13.06.15, 09:22
    Dam Ci przepis.Zastanow sie nad tym co jest dla Ciebie ważne.Dla mnie było to zeby przekazać moim dzieciom moj świat , moje uczucia i zeby mogły sie kontaktować z rodzina w Polsce i przyjaciółmi we Francji. Ja miałam walkę na kilka frontów.
    Dzieci ktore musiałam pilnować i poprawiać zeby dobrze mówiły po polsku , niemieckich ekspertów w postaci przedszkola , szkoły , przedszkolanek , nauczycieli , logopedów lekarzy. I cześć polskiej rodziny który mnie albo przekonywała zebym sie dzieci najpierw nauczyły po niemiecku a potem po polsku ( bo im sie w głowie pomiesza) i zebym nie mówiła po polsku w miejscach publicznych bo Polacy nie sa chętnie widziani wDE. Jedna z większych gwiazd była nauczycielka niemieckiego w niemieckiej szkole w Oslo , moge Ci opisać historie bo jest przednia. Dopiero w Norwegii odetchnęłam i tu mam pomysł na nowy watek , zaraz otworze.
    Ja wygrałam . Moja corka pisze prace magisterska o nowomowie , jej niemiecki promotor jest bardzo zadowolony . Bez znakomitej znajomosci polskiego nie mogłaby pisać tej pracy i mieć tyle radości i swobody pisząc ja. Plany Młodej to zamieszkanie w przyszłym roku we Wrocławiu
    Syn niestety ma akcent i nie pisze tak dobrze jak corka ale ma bardzo bogate słownictwo i dzięki znajomosci polskiego poznał i pokochał polski rock , punk i heavy metal , jedno z jego hobby to muzyka. ja uważam ze moje dzieci dzięki znajomosci polskiego poznały nowe perspektywy , ich świat stał sie bogatszy i do tego maja kontakt z Polska rodzina .
    Mnie w tych walkach z durnym otoczeniem pomagało to ze chciałam dać dziecko moj świat , moje emocje plus zeby miały korzenie. Korzenie to osobna sprawa , znam wiele dorosłych
    osob , osobiście i za opowiadań
    mojej przyjaciółki która uczy polskiego w paryskich szkołach i na Sorbonie ktore jako dorośli mieli problemy z tożsamością z powodu wychowania.
    Dodam ze spotkałam tez sporo mądrych i wspierajacych nas osob w drodze do wielojęzyczności.
  • 13.06.15, 22:37
    podejrzewam, ze ta prywatna placowka szczyci sie tym, ze nie ma w niej obcokrajowcow i tym samym oferuja cos "lepszego" niz inne placowki. No coz, prywatna placowka, wiec moga sobie ustalac zasady jakie chca.
    Mam wrazenie, ze mieliscie bliska kolezenska relacje, wiec dlatego zaskoczenie spore. Trudno, wybierz inna placowke, w ktorej twoje dziecko nie bedzie wydumanym problemem dla personelu.
  • 14.06.15, 00:12
    Mika, wyjelas mi to z ust.
    Oni po prostu (chociazby na poczatek) zeby rozkrecic interes nie chca Polakow i innych cudzoziemcow,a prywatnie to pewnie z Wami nie ma nic wspolnego.
    Teoretycznie zasada powinno byc w tym konstelacjach, ze oni nie rozmawiaja z waszym dzieckiem po polsku przede wszystkim w pracy . Ale jak tu nie rozmawiac, skoro dziecko (Wasze) slyszalo u Was jak w domu rozmawialiscie po polsku, automatycznie bedzie chcialo komunikowac z nimi w jezyku polskim. Oni nie moga sobie na to pozwolic, bo to jest zabronione. Nie ma to nic wspolnego z nacjonalizmem, ani brakiem patriotyzmu, ani prywatnym ich do Was podejsciem. Pedagog uwaza to za niepedagogiczne. Wyobraz sobie, ze do tego przedszkola chodzi Turek i slyszac jak Twoje dziecko zadaje pytanie po polsku tez chce rozmawiac po turecku?....a inne dalej po chinsku...itepe...
    Nie moga po prostu faworyzowac (tak moga okreslac to inni rodzicie i ich dzieci slyszac rozmowy w jez.polskim) Waszego dziecka.
    Moze innaczej by sie stalo, gdybyscie prywatnie nie mieli z nimi zadnego kontaktu, a Wasze dziecko nie slyszalo jak rozmawialiscie po polsku.
    Mysle, ze Wasze dziecko byloby przyjete.
    Ale nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem.
    Musicie szukac dalej.
    Powodzenia.
  • 14.06.15, 00:25
    i jeszcze jedno, moj syn chodzil do niemieckiego przedszkola, gdzie nigdy nie zwrocono mi uwagi na to jak rozmawiam z dzieckiem po polsku. W przedszkolu pracuja same Niemki i otoczenie jest 100% niemieckie.
    Moje dziecko ma bardzo dobra ocene z niemieckiego i jego nauczycielka jest z niego dumna, wspiera i jest pro dla nauki jezyka polskiego. W tym roku dzieki niej moj syn uczyl sie tez oprocz obowiazkowego angielskiego, dodatkowo francuskiego. Po wakacjach pojedzie na wymiane do Francji.
    A my staruszki* cieszymy sie juz na wsparcie mlodego na tegorocznych wakacjach na lazurowym wybrzezuwink)) Cholera francuski to naprawde trudny jezyk.
  • 14.06.15, 15:19
    z tego co zrozumialam to ci panstwo nie mowia po polsku i nie maja zamiaru sie uczyc ze wzgledu na jednego podopiecznego. Tylko nie wiem skad w ogole ten pomysl.
    A maluchy swietnie rozumieja z kim po jakiemu moga sie dogadac i jesli jeden maluch mowi do doroslego po polsku to maly chinczyk nie oczekuje od tego samego doroslego mowienia po chinsku. Bo ten konkretny dorosly ma juz przypisany jeden jezyk. Na tym polega opol.

    Ja puscilam swoja corke do placowki w wieku 2lat, cos tam niby rozumiala po niemiecku, ale nie mowila. Nauczylam ja kilku slowek po niemiecku typu siusiu, pic. Opiekunka na wszelki wypadek sama sie spytala i sobie zapisala najwazniejsze po polsku jakby jednak corka po polsku powiedziala - to bylo siusiu, byla odpieluchowana. Po paru tygodniach uslyszalam, ze corka rozumie wszystkie polecenia po niemiecku i wykonuje poprawnie, troche czasu jeszcze zajela aktywna komunikacja, ale problemow z jej wielojezycznoscia nie mieli wcale.
  • 14.06.15, 16:05
    wiesz co, mikams, we wszystkich rozmowach, które sobie prowadziliśmy o ich przedszkolu, moich doświadczeniach z innymi przedszkolami, wielojęzyczności, właśnie taki obraz i podejście, jak to opisujesz, się wyłania i macie zupełnie rację, bo największy szok wynika zdecydowanie z tego, że po kim jak po kim, ale od nich takiego tekstu się nie spodziewałam. Tak, jak pisałam, podejrzewam, że to raczej coś innego zdecydowało (może nawet i mój misyjny charakter - wcale by mnie to nie zdziwiło) i to, że tego prawdziwego argumentu nie chcą nam podać, to też ok, mogliby nawet po prostu powiedzieć - nie, bo nie, my decydujemy, nie musimy się tłumaczyć z naszych decyzji i też byłoby ok. Ale oni (takie mamy wrażenie) na siłę próbowali znaleźć jakiś argument i prawdopodobnie wymyślili sobie, że ten z problemami, wynikającymi z dwujęzyczności, jest bardzo logiczny i oczywisty zostanie przyjęty bez problemów, bo przecież każdy wie, jakim problemem są dzieci dwujęzyczne, więc tu nie będzie żadnego sprzeciwu - i ten tok myślenia mnie przeraził. Jak na mnie, to w przeciągu zaledwie 4 lat nasłuchałam się już tak wielu negatywnych opinii, dotyczących bezpośrenio dwujęzyczności, że wolę sobie nie wyobrażać, co może nas spotkać, jak dzieci pójdą do szkoły, więc i u mnie zanosi się na niezłą walkę, do której wcale się nie palę.
    ambivalent, potwierdzam G:J 0:1, a wyżalam się tutaj, ponieważ tu więcej jest ludzi, którzy podobne doświadczenia przeżyli i więcej i takich, którzy i tego rodzaju historie powinni sobie poczytać - to w ramach wyrabiania sobie twardej skóry...

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 14.06.15, 21:36
    nie nastawiaj sie negatywnie, ja nie odczuwam jakiejs walki, negatywnych opinii itp. a dziecko mam trojjezyczne i w wieku szkolnym. Trafilas na dziwakow ale nie uprzedzaj sie do innych.
  • 14.06.15, 23:52
    mikam, ja generalnie bardzo pozytywnie nastawiona do wielojęzyczności, ale konkretne doświadczenia jednak swoje robią, zwłaszcza, gdy przychodzą z tak niespodziewanej strony.

    Moje doświadczenia nie są tylko negatwyne: obecna opiekunka młodszego syna, która zajmowała się i starszym, zachwycona samym pomysłem dwujęzyczności, chociaż sama niczego nigdy nie robiła, żeby z tego stanu skorzystać (ale nie mam o to najmniejszych pretensji, kobieta-złoto, ze świetnymi pomysłami na zajęcia dla dzieci, cudowna mieszanka serdeczności z dyscypliną). W przedszkolu starszego, do którego obecnie też trafi młodszy syn, jest jedna dwujęzyczna opiekunka, która czyta dzieciom bajki po rosyjsku i dzięki której kilkoro dzieci pojedyncze zdania rosyjskiego załapało.

    Ale z drugiej strony jest głównie babcia, która cały czas robi nam wyrzuty, że mieszkamy dzieciom w głowie, i są jeszcze 2 opiekunki w przedszkolu, dość wyraźnie negatywnie nastawione do dwujęzyczności (opisywałam powyżej) plus to małżeństwo z najnowszej historii. Więc bilans wychodzi na razie pół na pół.

    Na pewno mieszkamy z regionie, gdzie obcokrajowcy to nadal spory wyjątek (chociaż na szczęście mąż z racji swojej pracy w instytucie badawczym ma bardzo dużo kolegów i koleżanek z całego świata, z którymi często się spotykamy, więc przynajmniej dla naszych dzieci kontakt z innymi językami i kulturami jest naturalną częścią ich życia), nastawienie do Polski jest często negatywne (region Niemiech Wschodnich, bezpośrednio sąsiadujący z Polską) - nie oczekuję cudów, ale chociaż tego, że te tutejsze przedszkola nie będą aż tak oderwane od rozwoju pedagogiki przedszkolnej, nowych trendów typu np. bilingualizm itd. A u nas niestety, jeżeli jakaś nowoczesna koncepcja się pojawia, to ogranicza się głównie do sporej wielkości szyldów na fasadach budynków, ludzie w swoim wnętrzu pozostają tacy, jakimi zawsze byli.

    W między czasie znalazłam w necie niemieckie stowarzyszenie Verein für frühe Mehrsprachigkeit an Kitas und Schulen (stowarzyszenie na rzecz wczesnej wielojęzyczności w przedszkolach i szkołach) www.fmks-online.de - mają bardzo ciekawe ulotki i broszury, pewnie zamówię dla mojego przedszkola, może udało by się we współpracy z dziewczyną, odpowiedzialną za pracę z migrantami, utworzyć grupę roboczą, która wrzuciła by temat na agendę? Czasami z takich negatywnych doświadczeń może w ostateczności wyniknąć coś dobrego, ale nie ukrywam, że cały czas bardzo to wszystko przeżywam i tyle dobrego, że jest to forum, gdzie można pogadać z ludźmi, którzy rozumieją - za co bardzo Wam dziękuję.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 15.06.15, 10:39
    wielojezyczne kitas i szkoly istnieja ale dotyczy zazwyczaj angielskiego badz francuskiego i nie uwzgledniaja innych jezykow. Ew. maja sens w spolecznosci z duzym skupiskiem danej nacji. Polacy nie tworza raczej takich skupisk.
    Czytanie bajek w jezyku zrozumialym dla samej opiekunki i moze 1-2 dzieci z grupy tez wydaje mi sie dziwny, bo nawet jak maluch zlapie pare slowek to i tak mu to nic nie da, zapomni w moment, to nie jest poczatek nauki jezyka obcego. O skupieniu sie podczas czytania czegos niezrozumialego nie wspomne.
    W zasadzie opiekunowie naszych dzieci nie musza szczegolnie wspierac wielojezycznosci i nie wiem jak mieliby sami z tego faktu korzystac. Zadaniem tych opiekunow jest skuteczne wprowadzenie jezyka lokalnego, co moze byc nieco utrudnione jesli kilkuletnie dziecko zna tylko jezyk obcy, wiec ich doswiadczenie w pracy z takimi dziecmi jest mile widziane.

    Moze miejsce zamieszkania ma zwiazek z twoimi doswiadczeniami. Ja mieszkam w szwajcarii, kraju samym w sobie wielojezycznym, spora czesc rodzin mowi w kilku jezykach, bo wystarczy, ze rodzice sa z dwoch roznych miast a dziadek jeszcze z innego. Wielojezycznosc jest wspierana, byla tematem przemowien psychologow zajmujacych sie tym na zebraniach przed-przedszkolny, zerowkowych itd. bo padaly pytania rodzcow jak przygotowac malucha do placowki jesli nie zna jezyka. W szkole - oceny z polskiej szkola ladua na szwajcarskim swiadectwie itd.
  • 15.06.15, 11:48
    "W zasadzie opiekunowie naszych dzieci nie musza szczegolnie wspierac wielojezycznosci i nie wiem jak mieliby sami z tego faktu korzystac. Zadaniem tych opiekunow jest skuteczne wprowadzenie jezyka lokalnego"

    No wlasnie! Ja wymagam od przedszkola tylko dwoch rzeczy (jesli chodzi o jezyki): po pierwsze nauczyc moje dzieci dobrze po francusku, po drugie nie czepiac sie polskiego. Powiem szczerze nie obchodzi mnie wiedza pan przedszkolanek na temat dwujezycznosci - o ile nikt sie nie czepia mojego polskiego na terenie przedszkola oraz tego, ze moje dzieci miedzy soba mowia po polsku, to jest mi obojetne czy personel jest wyedukowany w zakresie wielojezycznosci czy nie. Nie bede ich uswiadamaic, niech mnie tylko zostawia w spokoju i pozwola robic swoje, czyli wychowywac moje dzieci dwujezycznie.
    Mialam szczescie trafic na przedszkole gdzie nikt sie nas nie czepia. Male przedszkole, trzy grupy po ok. 20 dzieci. Grupy czesto sa laczone podczas zajec, maluchy mieszane ze starszakami czy sredniakami itd. Podczas tych roszad moj syn nigdy nie jest w ten samej grupie co corka (corka zalila sie, ze nigdy nie ma wspolnych zajec z bratem tylko z innymi z maluchow). Zastanawialam sie czy to przypadek czy nie, dopoki mi kiedys jej przedszkolanka nie powiedziala, ze czasem sie niezle nagimnastykuja zeby tak grupy laczyc zeby oni nie byli razem. I ja mysle, ze dobrze robia. Bo na zajeciach mowiliby ciagle po polsku miedzy soba i to by rzeczywiscie moglo przedszkolance prace utrudnic. Ciesze sie, ze ich rozlaczaja, bo gdyby byli razem to jeszcze by kogos podkusilo zeby powiedziec moim dzieciom, ze nie wolno im mowic do siebie po polsku, a to jest dla mnie nie do przyjecia.
    Tak samo na przerwie na podworku gdzie wszystkie dzieci bawia sie razem. Zanim mlodszy poszedl do przedszkola to zapowiedzialam, ze nie zgadzam sie na ewentualne uwagi wobec moich dzieci, ze nie moga mowic miedzy soba po polsku. Gdyby cos takiego mialo miejsce zrobilabym siwy dym. Gdyby moje protesty nie poskutkowaly przenioslabym do innego przedszkola, nie bawilabym sie w uswiadamianie personelu. Dlatego szokuje mnie Laemmchen jak piszesz, ze w przedszkolu twojego starszego synka zabroniono mu mowic po polsku do kolegi, mnie by krew zalala i zwiewalabym stamtad.
  • 15.06.15, 14:05
    >Dlatego szokuje mnie Laemmchen jak piszesz, ze w przedszkolu twojego starszego synka >zabroniono mu mowic po polsku do kolegi, mnie by krew zalala i zwiewalabym stamtad.

    ale co innego jest rodzenstwo a co innego koledzy. I co innego przdszkolne maluchy a co innego szkolne dzieci.
    U nas w szkole obowiazuje jezyk lokalny, nie polski czy inny i dzieci o tym wiedza i moja corka majac jedna polska kolezanke nie rozmawia z nia po polsku na terenie szkoly. Bo taka zasada obowiazuje w szkole i wynika z tego, zeby pozostale dzieci nie byly wykluczone.
    Problem moze nie dotyczy naszej szkoly i dwoch dziewczynek, ale zasada jest ogolna i sensowna. W niektorych szkolach gdzie jest wiecej turkow czy albanczykow dzieci tworza bandy wykluczajace innych i prowadzi to do duzych konfliktow i oczywiscie niecheci wobec obcokrajowcow.
    I nie da sie zrobic tak, ze dwie grzeczne dziewczynki niech sobie gadaja po polsku ale 5 tureckich rozrabiakow w innej szkole nie moze mowic po turecku. Zasady sa jednolite dla wszystkich i ja sie z nimi w zupelnosci zgadzam.
    Poza szkola niech sobie dzieci mowia jak chca, w polskiej szkole gadaja po polsku. Rodzice w placowkach mowia po swojemu do dzieci, ale to nie to samo co komunikacja miedzy dziecmi.
    Wielojezycznosc jest wspierana ale szkola sama w sobe nie jest wielojezyczna a jednojezyczna i sa jasne zasady komunikacji miedzy dziecmi.

    Ale cenie sobie to, ze nauczyciele doceniaja wielojezyznosc dzieci i wspomagaja w nauce jezyka lokalnego. Szwajcaria akurat ma to do siebie, ze sami szwajcarzy sa wielojezyczni wiec temat nie dotyczy wylacznie obcokrajowcow.
  • 15.06.15, 15:04
    No tak, nie pomyslalam o mozliwosci tworzenia sie takich band, to moze rzeczywiscie byc problem. W naszym przedszkolu jest niewielu obcokrajowcow, jak na Francje, Polakow innych niz my nie ma, moje dzieci jako jedyne mowia do siebie nie w jezyku lokalnym i tylko na przerwach sie widuja. I ja ten polski miedzy nimi bardzo chronie, to dlatego poszlam na rozmowe z dyrektorka zanim mlodszy poszedl do przedszkola i poprosilam aby sie nie wtracali do tego w jakim jezyku mowia moje dzieci miedzy soba. W efekcie pare dzieci z grupy corki zna juz pare zwrotow po polsku typu "chodz", a jedna przedszkolanka zegna sie z nami z pieknym Pa! - synek ja nauczyl. Nie izoluja sie od grupy, bawia sie wspolnie z innymi, tyle ze do siebie zwaracaja sie po polsku.
    Gdyby przedszkole jakos wspieralo dwujezycznosc to by bylo fajnie, ale ze nic nie robia nie przeszkadza mi, grunt ze nie przeszkadzaja!
    Mysle, ze dla moich dzieci byloby szokiem gdyby ktos z personelu w przedszkolu zakazalby im mowic po polsku do siebie. Opol stworzyl juz u nich silne przyzwyczajenie, nie umieja inaczej, czasem probuja dla zabawy mowic do siebie po francusku ale wydaje im sie to dziwne i smieszy ich. Mali sa jeszcze, mysle ze nie do konca zrozumieliby argument, ze takie sa zasady w przedszkolu, ze to przeciwdziala tworzeniu sie band itd. Slyszalam juz nieraz od kolezanek Polek, ze przedszkola prosza rodzicow aby na terenie przedszkola nie mowili do dzieci po polsku, albo w ogole doradzane jest im mowienie po francusku w domu. Znam tez chlopca, ktory przestal w ogole uzywac polskiego po tym jak byl w przedszkolu karany za rozmawianie po polsku z ze swoim kolega. Wiec ja bardzo drazliwa jestem w tym temacie i czuwam nad swoimi dziecmi, zeby nikt im sie nie czepial tego w jakim jezyku mowia do siebie. Jak pojda do szkoly tez bede trzymac reke na pulsie i nie pozwole zeby ktos im zabranial mowic po polsku do siebie.
    Zreszta najprawdopodobniej jak juz beda w szkole to przejda na francuski miedzy soba. Mam a propos pytanie z innej beczki: myslicie, ze jest to mozliwe aby moje dzieci mowily nadal miedzy soba po polsku jak juz beda starsze? Znacie takie rodzenstwo? Czy takie przypadki wystepuja w naturze? Bo ja nie znam nikogo takiego, wiec zastanawiam sie na ile realne jest utrzymanie takiego stanu, czy to raczej kompletnie niemozliwe, jak myslicie?
  • 15.06.15, 15:13
    zojka, ja znam nawet rodziny tylko polskie, w których rodzice z dziećmi po polsku, a dzieci (w jednej w wieku 5, 15 i 18 lat a w drugiej 12 i 15) między sobą głównie po niemiecku (chociaż po polsku troszkę też, ale dużo mniej i raczej w obecności rodziców). Znam tylko jedną rodzinę polską z rodzeństwem (7 i 9 lat), które między sobą w domu mówi wyłącznie po polsku, ale to dlatego, że rodzice przykładają do tego ogromną wagę.
    A najciekawszym doświadczeniem była kiedyś historia dorosłej już dziewczyny, która wraz z rodzicami, bratem i jeszcze kilkoma innymi rodzinami wyemigrowała do Niemiec, gdy dziewczyna miała około 5 lat, i opowiadała mi, że ze swoimi kuzynami i rodzeństwem mniej więcej od momentu pójścia do szkoły rozmawiała praktycznie tylko po niemiecku, bo dla nich język polski służył do komunikacji z rodzicami, nie znali dziecięcego czy młodzieżowego polskiego i stąd ten wybór - i ja osobiście też się na taką sytuację nastawiam psychicznie, chociaż będę bardzo starała się o to, aby jak najpóźniej), dlatego tam bardzo chciałam, aby panowie chodzili do różnych placówek, aby samo przebywanie obu w jednym niemieckim przedszkolu nie wpłynęło zbyt szybko na wybór języka do wzajemnej komunikacji.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 15.06.15, 15:29
    No tak, rodziny obojga Polakow gdzie dzieci mowia miedzy soba po francusku tez znam. W sumie to zupelnie naturalne i logiczne na emigracji. I tez nastawiam sie na to, ze w szkole moje dzieci przejda na francuski miedzy soba. Choc mala iskierka nadziei sie we mnie tli i dlatego zastanawiam sie czy to w ogole mozliwe zeby rodzenstwo z malzenstwa mieszanego mowilo miedzy soba po polsku nawet jako np. nastolatkowie. Czy ktos widzial taki wybryk natury na wolnosci?
  • 18.06.15, 17:35
    zojka33 napisała:

    (...) zastanawiam sie czy to w ogole mozliwe zeby rodzenstwo z malzenstwa mieszanego mowilo miedzy soba po polsku nawet jako np. nastolatkowie. Czy ktos widzial taki wybryk natury na wolnosci?

    Widzial. We wlasnym domu wink Moje dziewczyny: rocznik 2002 i 2005 jesli sa bez greckiego towarzystwa okolorowiesniczego to w 9 na 10 przypadkow rozmawiaja ze soba po polsku.

    A mlodsza ostatnio mnie wyraznie poprosila abym w towarzystwie jej greckich kolezanek opieprzala ja po....polsku jesli zajdzie taka potrzeba. Bo istnieje szansa, ze nie zajarza iz mamy akurat ..hmmm roznice zdan wink

    --
    bachula_gr = bachula_grr
  • 19.06.15, 11:19
    Super, to daje nadzieje! Jak to osiagnelas? Prosilas je zeby mowily po polsku gdy przechodzily na grecki miedzy soba? Chodza do polskiej szkoly w soboty? Czy po prostu pozostawilas bieg wydarzen samemu sobie i tak wyszlo?
  • 19.06.15, 13:40
    Zojka,
    z cago serca zycze Ci tego wybryku!

    Bylam wczoraj wlasnie u kolezanki, ktorej dzieci mowia ze soba po polsku (rodzice oboje Polacy)
    i zastanowilo mnie dlaczego jedno z nich zwraca sie do siostry po niemiecku;-( ,
    tzn. komunikacja odbywa sie czasem dwutorowo.
    Jak myslisz?
  • 19.06.15, 23:00
    Pewnie juz mu latwiej i wygodniej po niemiecku niz po polsku
  • 15.06.15, 18:56
    w szkole sie to zmienia, w przedszkolu moja corka nauczyla grupe spiewac piosenke stokrotke a nauczycielka sie tylko upewnila, ze to przyzwoita piosenka.
    Szkolne dzieci natomiast robia sie sprytniejsze i potrafia namawiac kolegow do mowienia obrazliwych rzeczy wmawiajac, ze to cos innego. Badz okreslone silne grupy czuja sie na tyle bezkarne ze szydza badz wyzywaja innych w swoim jezyku albo strzelaja aroganckie teksty do nauczycieli, ktorzy nie rozumieja. Dotyczy to okreslonych nacji, w okreslonych rejonach i raczej starszy dzieci. Ustalenie prostej zasady - na terenie szkoly obowiazuje jeden jezyk zrozumialy dla wszystkich jest idealne, proste, wykonalne.
    Rodzice pojawiaja sie w szkole rzadko i moga mowic w swoim jezyku do dziecka bo i z zalozenia rodzic nie mowi czegos nieodpowiedniego. A zreszta - co bym do corki nie powiedziala to zaraz sie jakies ciekawskie dziecko spyta co to znaczy i powtorzy smile
    Ale to nie jest szkodliwe.
    Poza tym dzieciom nie trzeba za wiele tlumaczyc o bandach itp. Wystarczy wyjasnic zasade jaki jezyk obowiazuje dla wszystkich i tyle.
    I ja wiem, ze wszyscy by chetnie bronili polskiego i polskosci ale ta zasada panujaca w szkole wyjdzie i naszym dzieciom na zdrowie.

    Co doo rodzenstw - znam takie mowiace do siebie po polsku ale glownie w obecnosci rodzicow. Poza tym... marnie to widze. No ale dobre i to wink
  • 15.06.15, 23:02
    Ja nie chce bronic polskosci w szkolach czy co tam, po prostu chce zeby moje dzieci jak juz beda dorosle swietnie mowily po polsku. I akurat fakt, ze obecnie miedzy soba mowia po polsku jest dla mnie niewyobrazalnym ulatwieniem i ogromna pomoca, ilez sie od siebie ucza, ile maja dzieki temu praktyki i kontaktu z jezykiem, daje im to niesamowicie wiele. Wiec chcialabym ten stan utrzymac jak najdluzej, dlatego tak chronie ten ich polski miedzy soba. Przyklady ktore podajesz Mikams sa tak przekonujace, ze gdyby u nas w szkole byly tego typu problemy z okreslonymi nacjami w taki sposob wykorzystujacymi swoja dwujezycznosc, to bym kazala moim dzieciom oczywiscie przestrzegac regulaminu i mowic do siebie tak jak wszyscy. Ale ze u nas obcokrajowcow niewiele, a takiego regulaminu nie ma, to i korzystam, i poki co pilnuje zeby sie nikt moim dzieciom zakazywal mowienia po polsku.
  • 15.06.15, 23:26
    w naszej szkole problem nie istnieje w tej chwili, zasada jest odgorna, szkoly podlegaja kantonom i ich zasadom. I jestem pewna ze w niektorych rejonach (zazwczaj tam gdzie turkow i albanczykow jest duzo) ta zasada jest niezbedna, w innych bardziej zbedna, ale nikt sie nie rozdrabnia na poszczegolne szkoly, bo lepiej zapobiegac takim problemom niz je pozniej zwalczac. Slodkie pierwszaki szczebioczace w swoim jezyku kiedys moze beda rozwydrzonymi 6-klasistami i wowczas juz za pozno na ustalanie szkolnych nowych zasad.

    Fajnie, ze twoje dzieci mowia po polsku ze soba, oby jak najdluzej smile
  • 15.06.15, 11:03
    laemmchen79 napisała:


    nastawienie do Polski jest często negatywne (region Niemie
    > ch Wschodnich, bezpośrednio sąsiadujący z Polską)
    >


    aaaa... to bardzo wiele wyjasnia.

    Ja jak przejezdzalamprzez wschodnie Niemcy autostrada jeszcze na wiele lat przed zjednoczeniem Niemiec dostalam kamieniem w przednia szybe auta (z wysokiego mostu) Mialam wtedy jeszcze polskich rejetracje. Chyba jakis cudem przezylam. Nie chce Cie straszyc, te straszne czasy chyba juz minely, jednak w niektorych rejonach trzeba wciaz uwazac.

    > W między czasie znalazłam w necie niemieckie stowarzyszenie Verein für frühe Mehrsprachigkeit an Kitas und Schulen (stowarzyszenie na rzecz wczesnej wielojęzyczności w przedszkolach i szkołach) www.fmks-online.de - mają bardzo ciekawe ulotki i broszury, pewnie zamówię dla mojego przedszkola, może udało by się we współpracy z dziewczyną, odpowiedzialną za pracę z migrantami, utworzyć grupę roboczą, która wrzuciła by temat na agendę? Czasami z takich negatywnych doświadczeń może w ostateczności wyniknąć coś dobrego, ale nie ukrywam, że cały czas bardzo to wszystko przeżywam i tyle dobrego, że jest to forum, gdzie można pogadać z ludźmi, którzy rozumieją - za co bardzo Wam dziękuję.
    >

    To super pomysl, tez odwiedzalam te strone.
    Z pewnoscia warto!

  • 18.06.15, 14:28
    mei3 napisała:
    > Nie chce Cie straszyc, te straszne czasy chyba juz minely, jednak w niektorych
    > rejonach trzeba wciaz uwazac.

    Jak ja nie lubie takiego myslenia. Zezli mnie to niesamowicie to piszesz.
    Nie chodzi o to, ze uwazam, ze stosunek do Polakow (czy tez ogolnie do obcokrajowcow) jest super w Nieczech. Ale ostrzeganie (nie chce cie straszyc) czy tez przytaczanie przykladow (czy ty wiesz na pewno, ze ten kamien wymierzony byl w twoj samochod? a jezeli juz tak, to na pewno dlatego, ze byl na polskich tablicach? skad te przypuszczenia) na to jak zla ta sytuacja jest TEJ SYTUACJI NIE POPRAWIA. Twoje posty pelne sa przypuszczen i swiadcza o twoim negatywnym nastawieniu.
    Nie zazdroszcze Laemmchen tego, ze spotkala na swej drodze takie a nie inne osoby. Ale to nie jest norma i nie trzeba tego tak traktowac. Nie mozna tego tolerowac, ale nie oceniajmy calego spoleczenstwa (niemcy wschodnie?!) na tej podstawie lub na podstawie twoich domniemanych doswiadczen.
    Wkurza mnie to niemilosiernie bo nie mam ochoty zyc w przedswiadczeniu ze niemcy sa tacy zli. Moj maz jest Niemcem, moje dzieci sa w polowie Niemcami, polowa rodziny mojej przez malzenstwo tez jest niemiecka.
    Jezeli kiedykolwiek zdarzy sie cos co bedzie wskazywalo na rasistowsko nacechowany atak, wypowiedz czy nawet spojrzenie przyjme do wiadomosci, ze jest to wydarzenie pojedyncze.
    I nigdy w moim zyciu nie spotkalam sie z taka doza fanatyzmu i rasizmu z jaka spotkalam sie w Polsce. A jednak nie ostrzegam nikogo przed udawaniem sie tam z tego powodu.

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 18.06.15, 14:41
    Wiesz ambivalent, zgadzam się z Tobą całkowicie, ale z wyjątkiem ostatniego zdania, które formuujesz dokładnie z tym samym stylu jak mei swoje opinie o Niemczechsmile
    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 18.06.15, 20:47
    Nie, nie. To nie to samo. Ja przeciez mowie, ze nikogo nie ostrzegam big_grin Ale fakt pozostaje faktem. Policzywszy wszystkie moje doswiadczenia rasizmu i dyskryminacji (nigdy w sumie w stosunku do mnie) niestety Polska wygrywa. Nie jest to przejawem nurtu, to tylko stwierdzenie faktu.

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 18.06.15, 21:33
    ambivalent, naprawdę nie widzisz analogi w toku myślenia? mei podaje konkretny przykład z własnego doświadczenia, Ty przytaczasz ogólnikowe twierdzenia typu "taka doza fanatyzmu i rasizmu" i jeszcze dodajesz, że Ciebie osobiście wcale to nie dotyczyło - a obie wysnuwacie identyczne wnioski: Polska czy Niemcy to rasistowski kraj.
    Tyle, że Ty idziesz krok dalej i czynisz komuś innemu wyrzuty z powodu identycznego toku myślenia: "Twoje posty pelne sa przypuszczen i swiadcza o twoim negatywnym nastawieniu. " albo "nie oceniajmy calego spoleczenstwa (niemcy wschodnie?!) na tej podstawie lub na podstawie twoich domniemanych doswiadczen."
    Twoim zdaniem twierdzenie, że Niemcy są rasistowskim społeczeństwem, bo ktoś miał pojedyncze negatywne doświadczenia, jest pełne uprzedzeń i stereotypów, ale wysnuta na ogólnikowych faktach, wręcz Ciebie samej niedotyczących, opinia o rasistowskiej Polsce jest ok. No sorry, wiesz, że bardzo Ciebie lubię, ale w tej dyskusji w metodzie argumentacji jedziecie tym samym torem.
    Zaznaczam, chodzi mi tylko o sposób argumentacji, możemy się, najlepiej w innym wątku, licytować, który kraj faktycznie zasługuje na miano większego rasisty (moim zdaniem i na podstawie i własnych, osobistych doświadczeń i wydarzeń znanych tylko z prasy, oba kraje sobie pod tym względem w niczym nie ustępują) to inny temat.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 18.06.15, 22:00
    W dalszym ciagu sie nie rozumiemy. Ja nie uwazam POLSKI za kraj rasistowski. Tak samo jak nie uwazam Niemiec za kraj rasistowski. A te doswiadczenia, nie dotyczyly mnie osobiscie tzn, ze nie ja bylam osoba atakowana. Ale sie zdarzyly i ja bylam tego swiadkiem. I niestety, nie byly pojedyncze.
    I ja nie chce sie licytowac, ktory kraj zasluguje na to niechlubne miano. Bo ja nie chce dyskutowac o krajach. W dalszym ciagu trzymam sie swojego zdania, ze pojedyncze jednostki sa za to odpowiedzialne, nie cale narody.
    A fakt pozostaje faktem: w polsce doswiadczylam (bylam swiadkiem) wielu wiecej przejawow rasizmu niz w innych krajach w ktorych mieszkalam.

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 19.06.15, 13:23
    hola, hoooola moje Panie...

    1.Nie powiedzialam, ze w calych Niemczech sa rasisci, nie powiedzialam tez, ze w calych Niemczech wschodnich. Jesli mialabym takie poczucie tutaj gdzie mieszkam, z pewnoscia juz dawno bym stad wyjechala. Nie jestem samobojca, ani masochista.
    1.Moje doswiadczenia ze wschodnich Niemczech nie sa domniemane , ale przezyte na wlasnej skorze. W Niemczech zachodnich tez mial miejsce b. przykry incydent, ktory stal sie udzialem mojego starszego brata i jego przyjaciol. Nie bede juz go opisywac, bo widze, ze nie jestescie zainteresowane. Byc moze mielismy wtedy pecha, ale wierzcie mi ze w koncu lat 80-tych i na poczytku 90-tych nie bylo to wydarzenie jednostkowe.
    2. Kilka negatywnych doswiadczen razem nie przycmily jednak mojego swiatopogladu, ktory ksztaltowal sie na przestrzeni wielu lat. Przez ten czas bardzo wiele sie tez zmienilo w nIemczech wschodnich i zachodnich.



    Ambivalent
    -jesli poczytalabys moje inne wypowiedzi na forum, to znalazlabys rowniez wiele wpisow PRO! niemieckich.
    Wyglada jednak na to, jednak, ze masz do moich wpisow - ambivalentny? - stosunek.
    Piszesz, ze masz za meza Niemca...Czy pochodzi on ze wschodu?..
    Mysle, ze poczulas sie zwyczajnie angesprochen*.
    Tak wiec, sama generalizujesz.

    Kamien rzucony z mostu.
    - w tamtym okresie bylo wiele takich przypadkow, w tym rowniez smiertelny.
    Powinnas wyobrazic sobie jak spada na przednia szybe Twojego samochodu kamien z wysokosci..nastu metrow a Ty nagle przestajesz cokolwiek widziec i jedziesz 120km/h.!!!Przed Toba i za Toba sznur pojazdow i brak pobocza (wtedy na niektorych odcinkach starej autostrady go nie bylo). Nie bede zadawac sobie pytania, czy kamien rzucony zostal, bo mialam polskie rejestracje, czy nie (chociaz mysle, ze tak). Dla mnie liczy sie fakt, ze moglo mnie to zabic, czy byl to akt rasizmu, czy huliganski wybryk. Jesli tablice bylyby niemieckie, to moj odbior sytuacyjny w danym dniu bylby dokladnie taki sam.

    Co do Polski:
    musze niestety przyznac racje, spotkalam sie z wieloma rasistowskimi reakcjami, ale nie bez znaczenia jest tutaj poziom rozmowcy, wiek i wksztalcenie. Tak zreszta, jak i wszedzie.
  • 19.06.15, 13:36
    > Co do Polski:
    > musze niestety przyznac racje, spotkalam sie z wieloma rasistowskimi reakcjami,
    > ale nie bez znaczenia jest tutaj poziom rozmowcy, wiek i wksztalcenie. Tak zre
    > szta, jak i wszedzie.

    nie pisze o fanatyzmie, bo to inny temat.
  • 19.06.15, 16:03
    ale mozna tez jak "...trzy malpki..."wink)
  • 19.06.15, 21:20
    mei3 napisała:
    > -jesli poczytalabys moje inne wypowiedzi na forum, to znalazlabys rowniez wiele
    > wpisow PRO! niemieckich.
    > Wyglada jednak na to, jednak, ze masz do moich wpisow - ambivalentny? - stosune
    > k.
    Nie mam do Twoich innych wpisow zadnego stosunku, bo ich nie czytalam. Odnosze sie tylko do wypowiedzi przeczytanych.

    > Piszesz, ze masz za meza Niemca...Czy pochodzi on ze wschodu?..
    > Mysle, ze poczulas sie zwyczajnie angesprochen*.
    > Tak wiec, sama generalizujesz.
    >

    Jedno z drugim ma zwiazek? Nie, moj maz nie pochodzi z Niemiec wschodnich. I jezeli z jakiegos powodu (!?) fuehle ich mich angesprochen, to raczej nie generalizuje, prawda? Ale moze ja nie do konca sformulowanie rozumiem, dopiero sie ucze niemieckiego big_grin

    Dla mnie liczy sie fakt, ze moglo mnie to zabic, czy byl to akt rasiz
    > mu, czy huliganski wybryk. Jesli tablice bylyby niemieckie, to moj odbior sytua
    > cyjny w danym dniu bylby dokladnie taki sam.

    NO WLASNIE! Sama sobie przeczysz.
    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 19.06.15, 22:07
    tak jedno z drugim moze miec scisly zwiazek.
    Dlatego wlasnie bedziesz bronila Niemcow jak lwica, czyli popadniesz w skrajnosc i bedziesz generalizowala.

    > Nie mam do Twoich innych wpisow zadnego stosunku, bo ich nie czytalam. Odnosze
    > sie tylko do wypowiedzi przeczytanych.

    czyli mialam racje, masz ambivalentny* stosunek.
    Tutaj dobra znajomosc niemieckiego nie jest koniecznasmile

    Jesli chcesz kogos oskarzac, powinnas poczytac wiele wpisow tejze osoby. Najlepiej wszystkie.


    Jesli napisalam, ze rzucono we mnie kamieniem i jechalam na polskich tablicach - moze, ale nie musi to byc rownoznaczne z aktem rasizmu. Napisalam tez, ze DDRowcy byli zazdrosni o Polakow w tamtych czasach. Pamietam jak jeszce bylam moja mama jezdzila na wycieczki do bylego DDR na zakupy...i pamietam jej wrazenia po powrocie...Wiem, ze bylo ja stac wtedy na wiele wiecej niz przecietnego DDRowca. Wiemy, ze ONI nie lubili nas.

    Mysle, ze jesli bylabym Czeszka, to byc moze nie mialabym rozbitej szyby.
    Czy to jest dowod na brak rasizmu we wschodnich Niemczech?...Czy tez dowod na brak chuliganow i band?

    Ambivalent:
    czy dla Ciebie wszystko jest biale albo czarne?..
  • 20.06.15, 21:39
    Nie widze zupelnie sensu w twoich wypowiedziach Mei i tak szczerze mowic, zmeczona juz jestem ta dyskusja.

    Tylko jedno, bo mierzi mnie uzywanie slow, ktorych sie nie zna:

    sjp.pwn.pl/ciekawostki/haslo/AMBIWALENTNY;5391399.html

    Tutaj dobra znajomosc polskiego jest jak najbardziej na miejscu smile

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • 20.06.15, 22:36
    Zmeczona, czy raczej zabraklo Ci argumentow?

    Po tym co napisalas w watku Jankran :
    forum.gazeta.pl/forum/w,37229,157916315,157975700,Re_Gwiazdy_.html
    wyraznie widac , ze nie jestes konsekwentna w swoim oskarzaniuwink
    Reszty nie komentuje, bo nie bede bic piany.

    A teraz wracaj na watek Jankran i potwierdz to co napisalam wyzej.

  • 20.06.15, 22:39
  • 22.06.15, 13:03
    He? A co ma piernik do wiatraka? Watek Jan.Kran jest o WIELOJEZYCZNOSCI i tym, jak na takawa reaguje otoczenie. Nie o nastawieniu do cudzoziemcow w Niemczech Wschodnich. Czy gdziekolwiek indziej. Tak, jedno jest pewnie czescia drugiego, ale nic wiecej.
    Wiec sama tam wracaj i czytaj ze zrozumieniem.
    Powtarzam jeszcze raz i po raz ostatni: Twoje wypowiedzi nie maja zupelnie sensu.


    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 19.06.15, 21:36
    przepraszam za *chuligana*, nawet nie wiem kiedy sie ten blad wkradl. Pisownie znam.
  • 14.06.15, 22:59
    przeprasza laemmchen wycofuje zdanie o nauczycielach, jakos przeoczylam, ze to nie sa Polacy.
    Mika co to jest OPOL wiem, bo go sama stosuje. Co do malego Chinczyka, to nie sadze, juz wie, co to jest OPOLwink),
    Ogolnie reszte zostawiam, nie nastawiaj sie zle Laemmchen do calego swiata z powodu dwoch osob. Bedzie dobrze, trzeba tylko zadbac o otoczenie.
    Jakie jest Twoje?...
    Jaki % cudzoziemcow i jakich nacji?...
  • 14.06.15, 23:07
    laemchen jeszcze jedno, jak juz zapiszesz dziecko gdzies indziej , to daj mu czas.
    Moje dziecko zaczelo mowic w przedszkolu dopiero majac 3,5 roku Faktem, ze b. pozno poszedl, bo nie bylko niestety miejsc. Oczywiscie wszystko rozumial, ale mowic nie chcial.

    Jezeli nauczyciele dostali stresa na wiesc o dwujezycznosci, to znaczy, ze nie maja o niej pojecia i ze suma sumarum to lepiej, ze tam wcale nie pojdzie.
  • 14.06.15, 23:10
    odezwwwe sie potem, bo moj lap osttatnio ma prrobvkem
    pa
  • 14.06.15, 23:09
    maly chinczyk czy i dzieciak innej nacji oczywiscie, ze nie wie co to opol ale jesli rodzice stosuja to maluch szybko kuma i przypisuje jezyk do osoby. Jezyk, ktorego ta osoba uzywa w komunikacji z nim. Dlatego wcale by go nie wzruszylo to, ze opiekunka do jednego dziecka mowi po polsku a do niego nie po chinsku tylko po niemiecku.
  • 15.06.15, 11:05
    Mika to byl zart, a Ty dalej tlumaczysz mi na czym polega OPOLwink)
    Mi chodzilo o cos zupelnie innego. Tutaj chodzilo o nastawienie nauczyciela, a nie dziecka.
    pozdrowink
  • 15.06.15, 11:06
    bo to wlasnie nauczyciel jest problemem, a nie dzieci w przedszkolu.
  • 15.06.15, 14:12
    taka ciekawostka, bo nie wiem czy mialas okazje zaobserwowac, ze opol dotyczy tez doroslych? Mialas okazje przetestowac?
    Ja np. mam znajomych z ktorymi zawsze komunikowalam sie po angielsku. Ci ludzie przeprowadzili sie do szwajcarii, lata minely, nauczyli sie niemieckiego, podejmowalismy wiele razy proby przestawienia sie na niemiecki i normalnie nie idzie! A ja niemiecki znam lepiej niz angielski, oni tez sa chetni do rozmow po niemiecku i klapa!
    A moje dziecko zagadane przez nich po niemiecku tylko wybalusza oczy i nie jest w stanie nic powiedziec poza wyrazeniem zdziwienia, ze to nie ten jezyk co zazwyczaj big_grin
  • 15.06.15, 14:54
    ależ oczywiście, mikams, to rodzaj refleksu pawłowa, dlatego ten opol tak świetnie działa i tym bardziej tłumaczenie tych niedoszłych opiekunów syna jest tak niedorzeczne, bo dziecko (czy właśnie podawani przez Ciebie dorośli) błyskawicznie akceptuje zasadę, że z tymi konkretnymi osobami obowiązuje ten, a nie inny język, niezależnie od kraju, w którym się znajdujemy. Ja ten sam problem mam, gdy zdarza nam się tu, gdzie mieszkamy, spotkać w gronie polskich znajomych z Niemcami - mam spory problem z tym, żeby rozmawiać z moimi polskimi dziewczynami po niemiecku (chociaż wszystkie tym niemieckim władają) i jeżeli jesteśmy towarzystwie naszych mężów, spośród których jeden lepiej lub gorzej mówi po polsku, ale cała komunikacja po polsku raczej nie jeest możliwa, to i tak częściej przeskakujemy na polski i eeentualnie tłumaczymy mężom.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 17.06.15, 00:20
    laemmchen,
    ja i moje znajome/mi tego problemu w niemieckim towarzystwie nie mamy i z latwoscia
    potrafimy przejsc na niemiecki.
    Jak tylko wiadomo nam, ze reszta nas nie rozumie - rozmawiamy oczywiscie w jezyku dla wszystkich zrozumialymwink
    Z pewnoscia wynika to u nas tez z faktu jak dlugo mieszkamy juz w Niemczech...

  • 17.06.15, 00:42
    mei - ja też przechodzę, ale rozmawianie z Polakami po niemiecku nie jest dla mnie nigdy do końca komfortowe. W swoim przypadku nie sądzę, żeby to miało cokolwiek wspólnego z tym, jak długo mieszkam w Niemczech (od 1998 roku), raczej z tym, że od momentu urodzenia dzieci i wdrożenia w życie projektu wielojęzyczności jestem pod tym względem ostro skrzywionasmile

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 17.06.15, 00:59
    no tak, niby masz racje, ja mowie o wypadkach kiedy jestesmy w towarzystwie bez dzieci,-)
    tzn. kiedy spia.
    Ogolnie pracujemy piorac mozg wiele godzin w jez,. niemieckim i mamy otoczenie scisle niemieckie, wie jakos gladko nam to przychodzi.
    Polakow jak na lekarstwowink)
    Ale mamy tez ambicje i walczymy.
    Moje dziecie nawet niezle mowi i nauczycielka polskiego w sobotniej szkole druga juz z koleji na przestrzeni roku pogratulowala mi pracy z dzieckiem.
    Musze przyznac, ze uroooooslamwink)))ale jestem przede wszystkim dumna z mojego dziecka.
    Musimy tylko wiecej czytac!!!!!!!
  • 17.06.15, 01:07
    masz dzieci w wieku szkolnym?
    skoro przyjechalas w 1998? to chyba juz masz duze?. czy przyjechalas jako dziecie?...i gdzie przy granicy, na jakich zasadach?... sorry jesli zbyt prywatnie, ale jesli chodzi o prawicowych to jakos sobie tego nie wyobrazam
    Dalo sie tam przed zjednoczeniem jakos zyc?...jak juz pisalam , ja miala b. zle doswiadczenia we wschodnich Niemczech i musze przyznac, ze wolami by mnie teraz tam nie zaciagneli.
    Jak przejezdzam, to nie powiem podziwiam zmiany, ale ciesze sie, jak przejade granice bez porysowanego samochodu. Pozostalosc z czasow DDR..
  • 17.06.15, 01:17
    mei, też nie śpisz nocamiconfusedsmile

    Bez przesady, 1998 to już sporo po zjednoczeniu, chociaż z opowiadań znajomych Polaków to wesoło tu przy samej granicy jednak dla nich nie było (ale to temat na inny, bardzo obszerny wątek). Mam dwoje małych dzieci, przedszkolaków - 4- i 2- latek, wiesz, ja jedną z tych matek, co to najpierw trochę bezdzieciowego życia musiały zaznaćsmile

    "jesli chodzi o prawicowych to jakos sobie tego nie wyobrazam"
    nie jarzę, co masz na myśli

    "Jak przejezdzam, to nie powiem podziwiam zmiany, ale ciesze sie, jak przejade granice bez porysowanego samochodu."
    z tym rysowaniem samochodów to już pojechałaś bo bandzie...

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 17.06.15, 14:45
    czasem nie spiewink
    a dzisiaj wykorzystalam nadgodziny i poszlam na wycieczke klasowa z Francuzami
    Goscimy obecnie cala klase z zaprzyjaznionego miasta.
    Dzis, musze znow wczesniej sie polozyc.

    Jesli chodzi o zjednoczenie, to mialam na mysli, ze jesli przyjechalas z rodzicami, to jest teoretycznie mozliwe, ze Tata lub Mama juz przed 1990 wyjechali. Samo podoisanie traktatu nie zmienilo sytuacji politycznej z dzisiaj na jutro, troche to trwalo. Dopoki budowano autostrady, przeprowadzano renowacje miast i modernizacje wsi - ossi byli baaaardzo zazdrosni o Polakow - bo to oni jezdzili lepszymi samochodami*
    Wiem z opowiadan znajomych, i z moich doswiadczen, ze w rejonie od Jeny po Bautzen, a wlasciwie az do granicy (z pominieciem Görlitz) to strach bylo zatrzymac sie na parkingu, albo bron bosze zasnac...
    Dzis oczywiscie jest innaczej, ale wciaz dochodza mnie sluchy, ze tu lub tam jednak cudzoziemcy maja ciezko* Przy samej granicy jest moze troszke latwiej.
  • 17.06.15, 00:53
    owieczko,
    mysle, ze Twoi nauczyciele tak naprawde doskonale wiedza na czym polega bilingualism i ze wcale nie musza mowic do dziecka po polsku. Niestety niezbyt dobrze swiadczy to ich stosunku do Was jako rodzicow, mysle, ze nie zastanawiaja sie tez nad tym co Wy wiecie na ten temat, bo najzwyczajniej nie sa zainteresowani.
    Strasznie to przykre, ale musicie poszukac dalej.
    Uszy i nos do gory!


  • 14.06.15, 00:08
    Hej, nie masz jeszcze jednego forum do wylewania zalow przypadkiem? wink Troche sie obrazilam...

    A co do problemu, to nie mam slow. Nie miesci mi sie w glowie taki komentarz. Czy to jest w ogole legalne w DE?
    Chcialam ci napisac cos podtrzymujacego na duchu ale nie wiem co. Przeraza mnie glupota ludzi. Po prostu przeraza. Nie mam pojecia jak sobie radzic w takiej sytuacji. To zupelnie nie ma sensu. Ot, glupota. A na glupote jak wiadomo nie ma lekarstwa.
    Ale kwestia czy jest to legalne czy nie, pozostaje kwestia do roztrzygniecia. Z tego co wiem, jest to prosty przypadek dyskryminacji ze wzgledu na pochodzenia a to kwalifikuje sie do zalatwienia sprawy za pomoca prawnika. Niekoniecznie prawdziwego, wiem, ze to kosztuje. Ale odpowiednie pismo do wlascicieli przedszkola mogloby im troche glowy otworzyc na tego typu sytuacje. Ja bym ich troche tym prawnikiem postraszyla big_grin Podpytam sie mojej znajomej, prawniczki i nietubylki (przy okazji) jak sie na to zapatruje.
    Sciskam mocno, Laemmchen.
    G-J 0-1 sad

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • 15.06.15, 08:37
    Współczuję. A tak w ogóle nie wiem czy bym do nich nie napisała o swoich doświadczeniach. Może się zastanowią czego brakuje w ich koncepcji, bo że czegoś brakuje to jasne.
    www.bl-uer.de/index.php/de/component/content/article/332-studie-deutsch-polnisch
    Ale ja lubię pomagać naukowcom, szczgólnie tym, którzy chą coś zmieniać.
  • 15.06.15, 14:43
    kuragan, bardzo Ci dziękuję za linka - znam ten projekt, ale swoim zasięgiem ogranicza się tylko do trzech miasteczek, leżących bezpośrednio przy granicy. U nas nie ma zastosowania, bo znajdujemy się nieco dalej i nie ma u nas aż tylu polskich rodzin (bo sam program powstał wskutek tego, że od około 2005 roku bardzo dużo polskich rodzin przeprowadziło się na niemiecką część granicy i posłało do przedszkoli i szkół swoje dzieci, często w ogóle nie znające języka - więc same zainteresowanie nauczaniem polskiego nie do końca wynika z zainteresowania polskim dla idei, tylko z palącego problemu w tym regionie).

    > Ale ja lubię pomagać naukowcom, szczgólnie tym, którzy chą coś zmieniać.
    Słusznie, ja też do nich, po rozmowie, napisałam jeszcze maila, gdzie spokojnie wyjaśniłam, co mnie tak bardzo poruszyło (starałam się o wyważony ton i dobór słów), posłałam kilka artykułów o wielojęzyczności, ale zaznaczyłam też, że nie oczekuję odpowiedzi, tylko tego, aby przemyśleli swoje nastawienie do dzieci wielojęzycznych. Czy oni są ludźmi, którzy lubią coś zmieniać? Mam wątpliwości, nie mają takiej potrzeby, nigdy nie staną przed koniecznością przyjęcia dzieci wielojęzycznych i poszukania koncepcji, jak je sensownie wdrożyć w zajęcia, ale bardzo chciałabym się mylić, niezależnie od tego, że swoich dzieci po tych doświadczeniach na pewno bym tam już nie posłała.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 15.06.15, 14:53
    "Do nich napisałabym" to ja miałam na myśli właśnie tych naukowców a nie przedszkole. Bo oni sam sie skupiają (z tego, co na szybko przeczytałam) na modelach nauczania polskiego/niemieckiego, a nie do zmiany nastawienia dla znajomości drugiego języka, szczególnie w ramach dwujęzyczności. MOze Twoje doświadczenie dałoby im do myślenia.
    To w ogóle jest niesamowite, niby jedne "Niemcy Wschodnie" a tak różne doświadczenia mamy. Chyba, że mnie szkola czymś zadziwi, tfu, tfu
  • 15.06.15, 15:04
    Dobry pomysł, kuragan, pogadam, tym bardziej, że znam sporo z ludzi, zajmujących się projektem, osobiście.

    >MOze Twoje doświadczenie dałoby im do myślenia.
    Moje doświadczenia są pryszczem w porównaniu do tego, co dzieje się przy samej granicy, w tamtejszych szkołach, przedszkołach, chociaż trzeba też uczciwie dodać, że nasi rodacy nie zawsze zachowują się godnie i przyzwoicie i sami też nieźle przyczynili się do negatywnego odbioru naszego kraju.

    U nas w MV jest jeszcze taki projekt www.perspektywa.de/aktuelles/ , w którym chodzi o zmierzenie się z panującymi w regionie uprzedzeniami wobec Polski i Polaków i o wpływanie na ich zmianę (chociaż akurat w przypadku samych działań mam dość mieszane opinie na temat tego, jak ten projekt naprawdę działa). Ale sam fakt, że taki projekt powstał, że jest wspierany że środków dość niezamożnego kraju, jakim jest MV, też o czymś świadczy...

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 15.06.15, 15:22
    A co się dzieje w tych placówkach przy granicy? Bardzo mnie to ciekawi. Sama zaczne niedługo projekt przy granicy, choc jeszcze w Brandeburgii (Gartz-Gryfino), ale na razie to wiem mało...
  • 15.06.15, 19:18
    kuragan, wyślę Tobie w najbliższym czasie na prywatną pocztę parę linków - nie wiem, czy jeszcze kogoś to interesuje, tym bardziej, że większość materiałów jest po niemiecku (zainteresowani niech piszą). Pisałam o Polakach w Löcknitz pracę magisterską i w jej ramach rozmawiałam ze sporą ilością ludzi, bardzo to wszystko ciekawe, chociaż i dość smutne, jak nasi rodacy obchodzą się z naszym językiem i kulturą, jak tylko wyjeżdżają z kraju, nawet, gdy jest to tylko 17 km od granicy...

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 15.06.15, 22:57
    Bedę wdzięczna.
  • 15.06.15, 23:29
    podejrzewam ze dzieje sie to, co ja wyzej pisalam o szkolach w rejonach, gdzie mieszka duzo turkow i albanczykow.
  • 16.06.15, 09:21
    mikams75 napisała: podejrzewam ze dzieje sie to, co ja wyzej pisalam o szkolach w rejonach, gdzie mieszka duzo turkow i albanczykow.

    pewnie ogólne ramy są podobne, ale najbardziej przerażające, jak bardzo te dzieci cofają się w języku polskim, np. dzieci, które do Niemiec przyszły po ukończeniu w Polsce trzeciej klasy, często na koniec czwartej mają już poważne problemy z pisaniem i czytaniem po polsku, ich umiejętności wysławiania się też zaczynają się cofać - opowiadała mi to właśnie w sobotę nauczycielka, która za wszelką cenę stara się na miejscu o wdrożenie nauczania wśród tych uczniów nauki języka polskiego.
    Ciekawy tu też jest związek pomiędzy tym, jak cofanie się języka ojczystego ma negatywny wpływ na przyswajanie nowego - musiałabym trochę pogrzebać, ale były prowadzone badania na ten temat, m.in. wspominano o nich na zeszłorocznej konferencji w Bad Muskau (a tu podobno jest kilka osób, które tam też były) - może ktoś pomoże wygrzebać ciekawe materiały?

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 16.06.15, 10:08
    ale w tym tez jest "zasluga" rodzicow, bo nie pracuja z dziecmi w domu nad tym, jestem pewna, ze sa sobotnie szkoly polskie, ale w to trzeba wlozyc nieco wysilku i sie zorganizowac.

    I taj, jestem w stanie uwierzyc, ze cofanie sie w jezyku polskim utrudnia nauke niemieckiego, bo przy wielojezycznosci wlasnie tak to dziala i takie dziecko ostatecznie nie bedzie umialo dobrze rzadnego jezyka i to jest dopiero tragedia.
  • 16.06.15, 12:08
    mikams, z ust mi to wyjęłaś - zapomniała dodać tej "drobnostki" przy poprzednim poście. Tam wprawdzie nie ma żadnej sobotniej szkoły polskiej, ale powstają lepsze lub gorsze kursy polskiego przy szkołach podstawowych, w szkole ponadpodstawowej, w szkole ludowej - kursy specjalnie przeznaczone dla tych dzieci i młodzieży, bo na szczęście w okolicy jest kilka osób, które zdają sobie z tej językowej katastrofy. W liceum można nawet zdawać polski na maturze, no ale najpierw trzeba dostać się do tego liceum, a z tym spora część tych dzieci ma ogromny problem, a rodzice zdają się nie dopuszczać do świadomości związku pomiędzy problemami z opanowaniem niemieckiego i cofaniem się polskiego (sami rodzice często zaczynają w domu mówić po niemiecku, w dobrej wierze, że dzięki temu dzieci szybciej się nauczą, tylko pożaj się boże, jaki to często jest niemiecki). A poza tym ciśnie mi się na usta pytania, jakim trzeba być ignorantem, żeby 17 km od granicy dopuścić do tego, że własne dziecko staje się polskim analfabetą

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 16.06.15, 21:26
    Nie wiem Laemmchen co ci napisac. Sytuacja dla mnie nieslychana. Nie wiem jak legalnie wyglada sytuacja w Niemczech, ale dla mnie jest to jawna dyskryminacja i w Anglii takie uzasadnienie byloby nielegalne, niezaleznie czy insytucja prywatna czy panstwowa.
    Mysle, ze ostatecznie dobrze sie stalo, ze Twoj syn tam nie trafi, bo dla mnie to dowod, ze ci panstwo jednak maja niewielkie pojecie o wspieraniu rozwoju malego dziecka, a calkiem mozliwe, ze podkopywali by Twoja ciezka prace w domu.
    Trzymaj sie, mam nadzieje, ze wszystko ulozy sie w tym starym przedszkolu.
  • 18.06.15, 13:53
    Tez mysle, ze sprawa dotyczy uprzedzenia do Polakow a nie dwujezycznosci.
    Bo gdyby bylo to dziecko brytyjskie? Moze podejscie byloby inne bo jezyk jest 'pozadany'.
    Wiec dobrze, ze tam nie idzie bo ludzie Ci maja uprzedzenia - to widac.
    Ale wiadomo dlaczego - mieszkacie we wschodnich Niemczech - za uprzedzeniami stoi historia.
    Wg mnie nie ma potrzebny w przedszkolu podkreslac dwujezycznosci - tam dziecko jest 'jednojezyczne' i tak moze utozsamiac sie z otoczeniem.
    Drugi jezyk jest w drugim otoczeniu.
    U nas tez przedszkolna porazka - trudnosci adaptacyjne we francuskim (to jego trzeci jezyk). mam zamiar poprawic mu francuski poprzez fajna nianie po francusku przez jakis czas i ogolnie bardziej sama zasocjalizowac sie z przedszkolem (np czesciej bywac, rozmawiac z pania) . Nie bede w ogole podreslac innych jezykow tam. To tez dla mnie bolesne doswiadcznie.
  • 19.06.15, 10:01
    Błagam, przestańcie juz o tych wschodnich Niemczech. Współczuje owieczce, wierze też, że w Meklemburgii jest może trudniej niz w Brandenburgii, ale dlaczego wszyscy tylko przytakują jak ktoś pisze o Niemczech wschodnich jako siedlisku nacjonalizmu, wrogości wobec cudzoziemców i takie tam, a jak ja trąbie od lat juz na tym forum, że mieszkając w Niemczech jak najbardziej wschodnich od... 2003 roku nie spotkałam sie nigdy z przejawem wrogości wobec mnie czy dwujęzyczności mojego dziecka to nikt na to nie zwraca uwagi? Mówie wam, ze obraz nie jest tak czarno-biały.
    A mieszkałam nie tylko w Brandenburgii, ale tez w Saksonii i Saksonii-Anhalt.
  • 19.06.15, 21:57
    Kto przytakuje? Przeciez my sie wlasnie (ja i Laemmchen) nie zgadzamy z tym co pisze Mei. big_grin

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 20.06.15, 09:52
    No tak, ty nie przytakujesz.
  • 20.06.15, 09:54
    A komentarz do postu przede mna
  • 22.06.15, 14:48
    omg. polemiki o niemcach wschodnich juz nie doczytalam, ale poczatek watku z zapartym tchem. masz szczescie, ze Twojego dziecka nie beda takie buraki wychowywac.

    no i smutne, ze w Niemczech - kraju skadinad rozwinietym i otwartym na swiat - takie przesady na temat dwujezycznosci pokutuja... slyszalam takie historie sprzed lat (gdzie proponowali diagnozowanie w kierunku opoznienia umyslowego, bo dziecko slabiej po niemiecku sobie radzilo niz rodowici Niemcy), ale myslalam ze to juz przeszlosc. bardzo smutne.

    pozostaje sie przeprowadzic albo naprawde miec twarda skore i wsparcie przyjaciol, zeby przetrwac. z tego 'nur fur Deustche' to zrobilabym niezla afere. dzieci same by tego nie wymyslili, musialy uslyszec cos takiego albo od swoich rodzicow albo wychowawcow. to jest szerzenie rasizmu. obrzydliwe.
    --
    Enjoy yourself. It's later than you think.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.