Dodaj do ulubionych

Co kraj to obyczaj ?

13.06.15, 09:30
Najgorzej wspominam Niemcy na naszej drodze do wielojęzyczności. Tam sie urodziły i wychowały moje dzieci kiedy miały 8 i12 lat wyjechaliśmy do Norwegii. Ilośc indolencji i niekompetencji jak mnie spotkała w DE była powalająca .I dokładnie to samo spotkało mnie w niemieckiej szkole w Oslo gdzie syn uczęszczał lat cztery.
Norweska szkoła i Norwegowie sa w porównaniu z Niemcami spokojni ,
, tolerancyjni , wielojęzyczność traktują jako oczywistość. Moze miałam szczęście , moje dzieci uczęszczały do znakomitych szkół w Oslo ale nie spotkałam sie z problemami i komentarzami na temat polskiego.Natomiast bardzo była podkreśla bardzo dobra znajomość norweskiego i nie bylo komentarzy ze maja problemy bo w domu nie mówią po norwesku.
Jak jest w krajach w ktorych mieszkacie. ?
Edytor zaawansowany
  • 14.06.15, 11:07
    Jestem przekonana, ze dwujezycznosc jest roznie postrzegana w roznych krajach, wiec niektorzy dwujezyczni maja latwiej, inni trudniej. Juz kiedys pisalam o tym, ze we Francji nie jest najlepiej. Mowienie w innym jezyku postrzegane jest jako niechec do integrowania sie. Podobno tez ciezko jest we Wloszech, gdzie ponoc jest duza presja ze stony szkol/przedszkoli/lekarzy itd. aby zagraniczni rodzice mowili do dzieci po wlosku.
    Ciekawostka z mojego podworka: mieszkam obecnie w przepieknym regionie Francji, w Bretanii. Moj maz jest Bretonczykiem z dziada pradziada. Jego pradziadkowie z obu stron byli jednojezyczni - mianowicie mowili wylacznie po bretonsku. Bretonski nie jest dialektem francuskiego, to zupelnie inny jezyk podobny do szkockiego i irlandzkiego. Babcia mojego meza, rocznik 1916 (trojki pozostalych dziadkow nie znal) mowila tylko po bretonsku do momentu pojscia do szkoly gdzie nauczyla sie francuskiego. Do konca zycia, a zmarla pol roku temu, byla dwujezyczna, ale swoich dzieci, ani tym bardziej wnukow, po bretonsku nie nauczyla.
    Podczas I wojny swiatowej Francuzi zorientowali sie, ze Bretonczycy nie rozumieja komend po francusku i padaja pokotem. Wiec w okresie miedzywojennym Francja przeprowadzila intensywna romanizacje Bretanii, przy ktorej nasza historia germanizacji czy rusyfikacji to pikus. Kary za mowienie po bretonsku byly nie tylko w szkolach i urzedach, ale tez na ulicach stali zandarmi i pilnowali zeby nikt nie mowil po bretonsku. Przy okazji prowadzono intensywna propagande na temat szkodliwosci dwujezycznosci u dzieci. W rezultacie zywy jezyk bretonski udalo sie sprowadzic do statusu jezyka martwego w jednym zaledwie pokoleniu: dwujezyczna babcia, tesciowie znajacy troche slow po bretonsku i moj maz nie znajacy ani slowa. Co gorsza moi tesciowie do dwujezycznosci nastawieni sa bardzo negatywnie, jak moja corka byla malutka to uslyszalam oczywiscie od nich zeby nie mowic po polsku do niej bo pozniej bedzie miec problemy w szkole itp. Moj maz twierdzi, ze ich negatywne nastwienie wynika rowniez po czesci z tego prania mozgu jaki urzadzono we Francji na temat dwujezycznosci nie tak dawno temu. I chyba cos w tym rzeczywiscie jest.
  • 15.06.15, 11:23
    chyba nawet nie w krajach co regionach, albo dzielnicach, albo szkołach. Ja już pisałam o tym, że w Niemczech i to w tych wschodnich, nie mam żadnych problemów z dwujęzycznościa, chociaż czasem moje dziecko drze jape po poslku na pół osiedla (staram się uciszać ze względu na decybele, a nie język). Dlatego tak mnie szkokują doświadczenia owieczki...
  • 15.06.15, 19:23
    Zgadzam się z kuragan, pozostałe koleżanki z G., które mają dzieci w innych placówkach, nie musiały na szczęście doświadczać tego, co nam się przydarzyło.
    W Niemczech klimat polityczny jest ogólnie rzecz biorąc dość przychylny wielojęzyczności, sam fakt, że umożliwiono kilka lat temu podwójne obywatelstwa, istnieje mnóstwo programów wspierających migrantów, także rozwój ich języka i kultury - jest wiele struktur organizacyjnych, pod które można się skutecznie podczepić, żeby wspierać także rozwój własnych dzieci.
    Z drugiej strony to, jak Niemcy ignorują i ograniczają ustalenia wynikające z umowy polsko-niemieckiej, dotyczące m.in. wspierania nauki języka polskiego wśród osób polskiego pochodzenia, jak bronią się przez uznaniem polskiej mniejszości, jest moim zdaniem żenujący.

    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 15.06.15, 21:52
    mysle, ze w Niemczech w zaleznosci od regionu mozna zaobserwowac ogromne roznice. Co do innych krajow nie wypowiadam sie.
  • 16.06.15, 09:18
    Moje dwie corki urodzily sie w Barcelonie i tato jest Katalonczykiem. Tam w ogole sa dwa jezyki urzedowe, edukacja jest glownie po katalonsku i wiekszosc ludzi jest dwujezyczna. Jest tez masa cudzoziemcow, wiec dzieci mowiace w kilku jezykach nikogo tam nie dziwia. W sumie jak zapisywalismy starsza corke do zlobka, to w formularzu kazdej placowki byla rubryka "jezyki, ktore rozumie dziecko" smile Teraz chwilowo jestesmy w Polsce i w przedszkolu panie pieja z zachwytu jak ladnie Mloda mowi po Polsku i jak fajnie z tata po hiszpansku rozmawia. Takze z moich dotychczasowych doswiadczen, Hiszpania i Polska sa bardzo do przodu jesli chodzi o wielojezycznosc smile
  • 16.06.15, 15:35
    Moje doswiadczenia angielskie sa generalnie pozytywne. Pozytywnie bylo w Londynie, ale rowniez teraz na prowincji, gdzie obcokrajowcow jest malo i jest specyficzny lokalny patriotyzm.
    Przedszkole, do ktorego chodzi corka wykazuje zainteresowanie dwujezycznoscia, ostatnio zorganizowali jakies polskie i dwujezyczne ksaizki, dostali grant dla dzieci dwujezycznych. Panie chetnie sie dopytuja jak powiedziec cos po polsku, chwala corke. Na prawde sympatycznie. Od wrzesnia corka zaczyna szkole i nie wiem czy bedzie tak pozytywnie, bo juz sie spotkalam na spotkaniach organizacyjnych z komentarzami, ktore mi niezbyt pasuja np na ten temat, ze bede musiala corce zaczac czytac po angielsku i wspierac jej nauke czytania po angielsku. Zobaczymy jak to sie rozwinie, jak bardziej sie ze szkola zapoznamy.
  • 16.06.15, 18:42
    Ja mam doświadczenia z konserwatywnej Bawarii wiec może jest coś na rzeczy , natomiast nauczycielka Juniora w niemieckiej szkole w Oslo była z deder , totalna porazka .Ja mam mieszane uczucia jak chodzi o Ossi , moi znajomi Wessi takoż .Moj ex mieszka w byłym deder i tez ma swoje obserwacje. Natomiast moja corka , w zasadzie można ja uznać za Bawarke jak chodzi o język i mentalność , ma zamiar zamieszkać , jak nie wypali z Wrocławiem , w Lipsku lub Dreznie bo ma dość Monachium. Zobaczymy.
    Ja sie nigdy nie dałam wkręcić w pomysły czytania moim dzieciom po niemiecku lub tez przekonania mnie ze powinnam wspierać ich niemiecki ponieważ one znały i znają niemiecki lepiej ode mnie .Norweski zreszta tez ale na szczescie. norwescy nauczyciele , psychologowie i pedagodzy nie meili pomysłów zebym moje dzieci wspierała w norweskim.
  • 16.06.15, 18:56
    Przez blisko trzydzieści lat wielojęzyczności moich dzieci spotkałam wiele gwiazd mających zdanie ze sa kompetentne jak chodzi o wielojęzyczność .Logopedzi , pediatrzy , panie przedszkolanki i nauczyciele Zdecydowana większość niemieckie zjawiska .
    Dwóch zwłaszcza nie zapomne.
    Jedna uczyla córkę w trzeciej i czwartej klasie bawarskiej podstawówki niemieckiego.Byla głupia i wredna i większość niemieckich rodziców miała z nią zadry. Moja corka była w zasadzie jedynym dwujęzycznym dzieckiem w małej bawarskiej szkole.Corka miała zawsze bdb z niemieckiego. Pod koniec roku zostałam wezwana na rozmowę , taki standard , wszyscy rodzice odbywali indywidualne rozmowy.Dowiedzialam sie ze moja corka jest najlepsza w klasie z gramatyki niemieckiej MIMO ze jest dwujęzyczna.Odetchnelam głęboko. I powiedziałam ze ona jest ,najlepsze PONIEWAŻ jest dwujęzyczna a dzieci wielojęzyczne maja inne podejście i zrozumienie języka .Pikanterii temu dodał fakt ze wtedy mówiłam juz niezłe po niemiecku ale jednak z błędami i silnym akcentem i pytanie było skąd moja corka tak dobrze zna niemiecki ...
  • 16.06.15, 19:07
    jan.kran - z gwiazdami wspaniały pomysł na nowy wątek!!!

    Moja gwiazda to zdecydowanie pani z niedoszłego przedszkola młodszego syna, która go nie przyjęła, ponieważ uważała, że syn oczekiwałby, że będzie się z nim komunikowała również w języku polskim, a ona w obliczu natłoku obowiązków nie widzi możliwości, aby tak szybko nauczyć się polskiegosmile


    --
    Forum Domowe przedszkole - polskie mamy na emigracji i ich pomysły na zabawy rozwijające znajomość języka polskiego u dzieci
  • 16.06.15, 19:14
    Numer dwa, dedeerowska rasistka w drogiej prywatnej szkole niemeickiej w Oslo. Tomy bym mogła napisać ne temat tej szkoły ale jednego zdarzenia nie zapomnę. Zostałam po raz kolejny wezwana do szkoły , ona była wychowawczynią syna i kompletnie nie dawała sobie z nim rady.
    Po prostu była niekompetentna ,ale to osobna sprawa. Musiałam wysłuchać różności i w końcu mnie zapytała w jakim języku mówimy w domu, odpwiedzialam ze po polsku.Mocno sie zastanowiła i stwierdzila ze jak to możliwe ze ja mam akcent po niemiecku a moje dziecko nie.
    A. potem powiedziała :
    - Czy Pani kontroluje lekturę syna , bo ja jestem zbulwersowana tym co on czyta .
    Pomyslałam ze pewnie przynosi jakiegoś Playboya i czyta pod ławka , nic dziwnego w wieku piętnastu lat . zapytałam cóż on takiego dramatycznego czyta.
    - Proszę Pani , on czyta Thomasa Manna.
    Zatkało mnie lekko i niepewnie zapytałam czy to jakiś problem.
    - To jest za trudna lektura dla niego , on powinien coś łatwiejszego czytać , przecie niemiecki nie jest jego językiem.
    Na to zapytałam czy ona ma jakiekolwiek watpliwości ze moj syn ma problemy z niemieckim , czy ma akcent albo czegoś nie rozumie.
    - Tak , on mówi jak rodowity Niemiec i nie ma problemu z programem szkolnym ale słysząc Panią nie wiem jak to możliwe.
    Moj niemiecki był wtedy naprawdę niezły z wyjątkiem lekkiego akcentu .


  • 19.06.15, 21:53
    Boskie big_grin

    Nie do konca w temacie, ale moi rodzice, oraz my z nimi, spotkali kiedys dlugo niewidzianych znajomych. Znajomi zaczeli sie zachwycac jacy to my, dzieci, sliczni jestesmy: Ale wy macie piekne te dzieciaki, po kim one to odziedziczyly? big_grin

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • 21.06.15, 03:23
    Promotor mojej corki na uni w Monachium .Mloda chciała pisać magisterium o języku Trzeciej Rzeszy.Promotor powiedział ze takich prac było multum , potem sie zamyślił i powiedział:
    - Pani jest Polka w zasadzie. , tak ?
    - Tak.
    - O to swietnie , napiszemy o nowomowie w PRL.
    Facet nie zna słowa po polsku ale jest znakomitym językoznawca. Podsuwa Mlodej rożne pomysły a ona jemu. Stanęło na razie na Gomułce i Generale i na polskich serialach i sloganach oraz kabarecie i mimo ze promotor nie zna polskiego to rozumie co moja corka ma na myśli i uważa ze idzie w dobrym kierunku językoznawczo.
    Ja śledzę i pomagam i to jest naprawdę bardzo ciekawe jak moja corka i promotor podchodza do tematu bez emocji , ja nie umiem.



  • 28.06.15, 09:58
    effie1980 napisała:
    Od wrzesnia corka zaczyna szkole i nie wiem czy bedzie tak pozytywnie, bo juz sie spotkalam na spotkaniach organizacyjnych z komentarzami, ktore mi niezbyt pasuja np na ten temat, ze bede musiala corce zaczac czytac po angielsku i wspierac jej nauke czytania po angielsku. Zobac
    > zymy jak to sie rozwinie, jak bardziej sie ze szkola zapoznamy.

    Od czasu do czasu czytam to forum, ale to moja pierwsza wypowiedz wiec przy okazji sie przywitam. Tez mieszkam w Anglii, oboje jestesmy Polakami, dzieci urodzily sie i wychowuja tu, maja 12 i 7 (prawie 8) lat.
    Moje pytanie dlaczego nie pasuje ci, ze bedziesz musiala czytac corce po angielsku aby wspierac jej nauke czytania? Czego sie spodziewasz po edukacji w tutejszych szkolach?
    Odnosnie czytania to jest to bardzo istostne przez caly okres edukacji a w szkole podstawowej bardzo wazne. Dzieci zaczynajace reception naucza sie calego alfabefu w pierwszym cyklu czyli do konca pazdziernika. Beda czytac od poczatku, pierwsze ksiazki sa oczywiscie proste, a rodzice maja obowiazek czytac nieco trudniejsze dzieciom. Minimim czytania to 15-20 minut dziennie 5x w tygodniu w domu i jest to obowiazkowe. Kazde dziecko dostaje reading record w ktorym rodzice wpisuja tutul ksiazki, komentarz i podpisuja sie. To jest sprawdzane i podchodzi sie do tego bardzo powaznie. Dzieci, ktore nie osiagaja odpowiedniego do wieku poziomu czytania zazwyczaj maja dodatkowe zajecia w szkole.
  • 28.06.15, 21:16
    Nie znam systemu angielskiego wiec nie polemizuje.Natomiast moim dzieciom uczęszczającym do niemieckich szkół nigdy nie czytałam ani słowa po niemiecku. Corka w pierwszej klasie szkoły podstawowej DE była jedna z najlepszych jak chodzi o poziom czytania , w zyciu jej nie pomagałam.Synowi zreszta tez.
    Corka paryskiej przyjaciółki , oboje rodzice Polacy poszła do francuskiej podstawówki znając pobieżnie francuski. Po pierwszym półroczu była najlepsza w klasie z francuskiego,ex equo z Wietnamka. Klasa w większości składająca sie z Francuzow.
  • 28.06.15, 21:32
    To moze akurat robic tata corki Effi, ktory jest Brytyjczykiem. Nie musi tego robic mama, Polka.

    Mama Polka, w miedzyczasie, moze dziecko uczyc czytania po polsku big_grin

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 29.06.15, 09:46
    ale wspierac czytanie w jezyku lokalnym to nie to samo, co czytac dziecku w tym jezyku.
    Ja czytam dziecku wylacznie po polsku i oczywiscie, ze wspieram czytanie w jezyku lokalnym - chodzimy regularnie do biblioteki i regularnie slucham jak corka czyta, pomagam przeczytac trudniejszy wyraz. Pod koniec pierwszej klasy byla najlepiej czytajacym dzieckiem w klasie. Ale ja jej nie czytam w tym jezyku, uwazam, ze to niepotrzebne a dla mnie nienaturalne.
  • 29.06.15, 12:57
    Dokladnie!

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • 05.09.15, 15:28
    Z moich obserwacji wynika raczej, ze dzieci, które wcześniej czytano, niezależnie w jakim jezyku, lepiej sobie radzą niż te, którym nie czytano wcale.

    Wspieranie nauki czytania po angielsku nie oznacza, ze TY masz czytać dziecku. Twoje dziecko dostanie Reading Record Book, po prostu zeszyt, w którym ty, po angielsku, masz opisywać postępy swojego dziecka w czytaniu. To ma być praca, działalność dziecka, opis tego, jak sobie radzi lub z czym nie radzi, sygnał dla nauczyciela, na co ma zwrócić uwagę pracując z dzieckiem ( odwrotnie niż w Polsce).
    Na poczatku to będą proste historie obrazkowe, które dziecko musi spróbować opisać własnymi słowami. Ważny jest postęp, jaki dziecko robi, od całkowitej nieznajomości liter do płynnego czytania. Nie warto porównywać postępów dziecka w Reception do np polskiej zerówki, bo to całkowicie inne systemy.

    Dziecko, które ewidentnie sobie nie radzi, a problem ten zostanie wylapany przez rodzica/ nauczyciela uzyska pomoc w szkole.

    Jako ciekawostkę podam przykład rocznika moje córki: 90 osób, zajecia dodatkowe z czytania dla 12 osób: 11 dzieci to Brytyjczycy ( rdzenni, nie wpływowi) i jeden Litwin, który dołączył w połowie roku szkolnego- jak widać anglojęzycznosc, monojezycznosc do tego, nie gwarantuje sukcesu w czytaniu do angielsku.
    --
    < swoją drogą podoba mi się że Niemiec mieszkajacy w PL
    pomaga Polce mieszkającej w DE jak zachować język polski w Niemczech ))>- by jan.kran
    forum o wielojezycznosci w rodzinie: tiny.cc/6qmhV
  • 19.06.15, 21:50
    Wiecie co, ja mam naprawde tylko dobre doswiadczenia smile
    Rodzina niemiecka (przez malzenstwo) nastawiona bardzo dobrze. Komentarz prababci moich dzieci w stosunku do mojego meza: Ale ty zacznij wiecej w domu czasu spedzac, bo przeciez dziecko tez po niemiecku musi sie nauczyc smile
    Przedszkole nie przeszkadza i STARA sie wspomagac. Zorganizowalismy np, z mojej inicjatywy, lekcje polskiego. Sluchaja mnie kiedy zwracam uwage, ze pewne rzeczy moga wynikac z dwujezycznosci (np rymowanie, mloda w tamtym roku rymowala np Hammer i Katze, bo to przeciez po polsku sie rymuje), chwala, kiedy np Starsza zajmowala sie tlumaczeniem tego, co mowila kolezanka, polka, ktora na tamten moment nie mowila po niemiecku. Ale wiem z doswiadczen innych ludzi, ze nie do konca jest tak rozowo.
    Pediatra, ktory na naszym bilansie dwulatka uspokajal mnie, ze to ok, ze Starsza nie mowi jeszcze, bo przeciez ona jest (bedzie) dwujezyczna a to moze spowodowac pewne opoznienia. Albo na bilansie trzylatka, pytajacy sie, czy ksiazeczke ma ogladac z nia on (chodzilo o pokazywanie i nazywanie pewnych rzeczy) czy ja zrobie to po polsku?
    Otoczenie - nam jest prosto, bo mieszkamy w miescie uniwersyteckim. We wschodnich Niemczech. Mamy mnostwo przyjaciol i znajomych, ktorzy sami tworza rodziny wielokulturowe a jezykiem otoczenia w centrum wydaje sie byc jezyk angielski, tak duzo ludzi sie w tym jezyku na codzien porozumiewa. Nigdy, nigdy nie spotkalam sie z negatywnym komentarzem.
    Co do innych krajow to nie wiem. Nie mialam tam jeszcze dzieci.

    --
    "I’ve hung my happiness upon what it all could be."
  • 29.06.15, 09:54
    szwajcaria jest obyta z wielojezycznoscia bo kraj sam w sobie jest wielojezyczny a duzo rodzin pochodzacych z tego samego kraju mowi w roznych jezykach, wstarczy ze pochadza z innych miast. Temat wielojezycznosci wiec maja obcykany w detalach i duze doswiadczenie z takimi dziecmi i z ich edukacja. Wielojezycznosc w wielu szwajcarskich rodzinach jest norma, poza tym kraj ma tez duzo obcokrajowcow, wiec nic nikogo nie dziwi i sa specjalisci zajmujacy sie wielojezycznoscia, bywaja na spotkaniach z okazji rozpoczecia edukacji, chetnie sluza rada i dziela sie doswiadczeniem.
    Corka w placowkach byla swietnie zaopiekowana i juz w polowie pierwszej klasy przestaly byc potrzebne lekcje wyrownawcze, bo corka radzi sobie z jezykiem lepiej niz przecietne szwajcarske dziecko.
  • 29.06.15, 12:23
    Hiszpania. Zadupie, ale dość multikulturowe ze względu na wygrzewających się angielskich i skandynawskich emerytow oraz z uwagi na obecność agencji europejskiej. Wiec generalnie obcokrajowcy sa widoczni, wielojezycznosc jest postrzegana jako atut, rodzice chętnie wysylaja dzieci do dwujęzycznych szkol (w sensie hiszpański i angielski). Bo edukacja publiczna z kolei tez idzie dwutorowo – sa linie cestellano i valenciano.

    Odbierając dzieci z przedszkola, na placach zabaw i w miejsca publicznych mowie do moich dzieci po polsku glosno i wyraźnie i nie spotkałam się ze zdziwieniem ani niezyczliwoscia.

    Wiec te wszystkie niemieckie historie to dla mnie jak bajki o złych czarownicach. W ogole ciężko mi sobie to wyobrazić…

    --
    Enjoy yourself. It's later than you think.
  • 30.06.15, 11:38
    Mi sie wydaje, ze to nawet nie jest kwestia obycia z obcokrajowcami, teraz chwilowo jestesmy w Pl i corka (prawie 3l) chodzi do polskiego przedszkola. WSZYSCY sa mega pozytywnie nastawieni do tego, ze moj maz mowi do niej po hiszpansku, a moi rodzice wrecz sie denerwuja jesli probuje do niej mowic po polsku tongue_out Takze problemy we Francji, Niemczech i w UK zwalam na mentalnosc tam panujaca.
    Na poczatku przyszlego roku wyjedziemy z Pl i nie wyobrazam sobie nie mowic do moich dzieci tylko i wylacznie w jezyku polskim, zwlaszcza, ze maz coraz lepiej sobie radzi z jezykiem i zaczyna sporo rozumiec smile
  • 17.09.15, 12:14
    W Rosji wielojęzyczność jest wspierana, a w wielu publicznych szkołach są bezpłatne kursy "rosyjski jako obcy" dla dzieci imigrantów. Zdarzyło mi się słyszeć od innych ludzi (nie specjalistów) "ma się nauczyć języka otoczenia, na język rodziców czas będzie później", na szczęście specjaliści (nauczyciele, psycholodzy szkolni, lekarze) takich herezji nie wypowiadają. Co więcej, dwujęzycznym maluchom z urzędu należy się przedszkole logopedyczne (w przypadku Moskwy to megawypasione przedszkola)...

    Ale ja miałam do czynienia tylko z wielkimi miastami i rozmawiałam z pozycji VIP. Podejrzewam, że rozmowa z gastarbeiterem na prowincji może wyglądać inaczej.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 22.10.15, 23:33
    to ja chyba w innych Niemczech mieszkam smile

    nie mam i nigdy nie mialam zadnych problemow z tym, ze mowie do dzieci tylko po polsku - ani w przedszkolu, ani w domu (tesciowie, dalsza rodzina), ani na ulicy

    w historie jana.krana wierze, ale traktuje troche jak opowiesci z cyklu "dawno, dawno temu, gdzies tam w dalekiej Bawarii" smile

    Niemcy bardzo sie zmienily!



    pozdrawiam
    Kwiecienka z Hesji

    ---
    Jedna nadzieja daje więcej siły niż dziesięć wspomnień...
    http://lbym.lilypie.com/OrgVp1.png http://lb4m.lilypie.com/RAnjp2.png
  • 23.10.15, 08:06
    Pozdrowienia z Oslosmile
    Przede wszystkim zmienił sie moim zdaniem obraz Polskismile
  • 02.12.15, 09:20
    ja moge porownac De i Uk bo w tym drugim mieszkalam pare lat i tam moje dzieci chodzily do przedszkola i do do szkoly i ja pracowalam w wielu szkolach.
    Anglicy maja ogromne doswiadczenie z wielojezycznoscia, od lat przeciez maja do czynienia z ogromnym naplywem roznych nacji. Generalnie mowi sie o tym, ze utrzymanie jezyka ojczystego jest bardzo wazne dla rozwoju dziecka a przedszkole i szkola pomoze mu w zdobyciu kompetencji w jezyku angielskim. To jest wszystko dosyc dobrze zorganizowane i nauczyciele maja przecietnie wieksza wiedze an temat jak funcjonuje wielojezycznosc niz np nauczyciele niemieccy. Jest caly system wytycznych jak postepowac z dziecmi wielojezycznymi i jak sobie radzic i jak prowadzic to dziecko jak przyjdzie do szkoly czy do przedszkola bez znajomosci angielskiego. Ogolnie przestrzegaja, zeby nie mowic do dziecka w jezyku angielskim jak sie go nie ma dobrze opanowanego, twierdza ze lepiej ze dziecko przyjdzie do szkoly z dobra znajomoscia jezyka rodzicow a szkola da mu reszte. I to sie zgadza raz mialam dziewczynke z pakistanskiej rodziny, gdzie rodzice w tym swoim prostym jezyku angielskim rozmawiali z dzieckiem. dziewczynka miala fatalny akcent i zle struktury gramatyczne i pewnie trudno to bedzie u niej zmienic.
    W De jest z ogolna wiedza na ten temat gorzej ale to powoli tez sie zmienia. Jak akurat wszedzie rozmawiam z moimi dziecmi po polsku i nie spotkalam sie z zadnymi negatywnymi reakcjami. Raczej ludzie podziwiaja a jak sie jeszcze dowiaduja, ze one sa trojjezyczne to juz w ogole. Sama obserwuje, ze pewne struktury i organizacja tego zjawiska sie w systemie szkolnictwa zmienia. Acha raz mi sie tylko przydarzylo, ale to juz 10 lat temu jak na placu zabaw kobieta mnie lekko zaatakowala dlaczego mowie do dziecka w tym zbytecznym jezyku - kobieta okazala sie byc z Slaska i prawdopodobnie ma sama duze problemy ze swoja tozsamoscia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.