Dodaj do ulubionych

Gwiazdy wielojęzyczności :)))

02.07.15, 07:26
Baranek prosi o watek wiec napisze , będę powtarzać wpisy ale rzeczywiście warto zebrać w jedno miejsce.
Gwiazda nie do pobicia to nauczycielka w niemeickiej szkole w Oslo która była zbulwersowana ze moj nastoletni syn czyta Thomasa Manna .
Jej myśl była taka ze lektura ta jest dla syna zbyt trudna bo ja znam niemiecki ale mowie z akcentem i w domu mówimy po polsku . Syn jest 100 % nativ w niemieckim i ja nie widziałam nic niestosownego w tym zeby czytał klasykę literatury niemieckojęzycznej. Dobrze ze nie wiedziała ze syn czytał oprócz Thomasa Dürrenmatta oraz jest fanem Brechta.
Kolejna gwiazda to nauczycielka niemieckiego w czwartej klasie bawarskiej podstawówki corki która nie mogła pojąć ze corka zna niemiecka gramatyke najlepiej w klasie .Probowalam jej wytłumaczyć ze corka będąc dwujęzyczna i dlatego jakby szerzej podchodzi do jezykow.
Kolejne gwiazdy to koledzy syna w szkole sredniej w Oslo którzy uważali syna z powodu akcentu za Niemca.Pewnego razu zasugerowali mu ze jego dziadek był gestapowcem lub tez esesmanem.
Moj syn spokojnie odpowiedział ze jego dziadek był żołnierzem polskiej armii podziemnej i walczył z Niemcami .Miny mieli nie do ocenienia:pppp
Edytor zaawansowany
  • 03.07.15, 14:17
    Moją największą gwiazdą jest niestety moja teściowa. Ale to nie jest wesoła historia tylko niestety smutna. Jeden z najgorszych jej tekstów to że ma pecha, bo jedne jej wnuki (dwujęzyczne) mówią w jakimś polskim, a drugie wnuki (jednojęzyczne ale mówiące po francusku niegramatycznie z powodu opóźnienia mowy) mówią jak małe czarnuchy. Totalna porażka po prostu.
    Od kłótni w październiku nie widzieliśmy się z teściami. Mały jest mały i ich już w ogóle nie pamięta, tym bardziej, że nigdy, nawet podczas pierwszych trzech lat jego życia kiedy miał z dziadkami kontakt nawet go nigdy na kolana nie wzięli, więc on już nie kojarzy kto to. Córka wspomina czasem pytając, czy to jej wina, że nie jeździmy już do dziadków.
    Po tamtej kłótni teściowie długo walczyli z moim mężem żeby przyjeżdżał do nich sam z dziećmi, używając wszelkich możliwych argumentów. Mój mąż powiedział nie, bo nie chciał żebyśmy skończyli jak jego siostra: ona wszystkie święta, urodziny dzieci itd. stawia się u swoich rodziców bez swojego partnera, bo rodzice go nie lubią. Mój mąż powiedział swoim rodzicom, że jedynym rozwiązaniem tej nieprzyjemnej sytuacji jest, żeby do nas przyjechali. Jeśli nie chcą do naszego domu, to spotkamy się w jakiejś restauracji, spokojnie porozmawiamy, wyjaśnimy sobie pewne sprawy i jeśli mi obiecają, że mogę sobie mówić do swoich dzieci w jakim tam sobie języku chcę, to będziemy znów do nich regularnie jeździć. Teściowie powiedzieli, że nie przyjadą ale czekają na nas, z tym że nigdy sie już więcej nie zgodzą na to, abym ja w ich obecności mówiła po polsku bo zbyt długo znosili tę nieuprzejmość z mojej strony.
    No i nie utrzymujemy żadnych kontaktów z teściami od tamtej pory. Jeździmy za to do siostry męża gdzie moje dzieci kwitną, nikomu tam nasz polski nie przeszkadza, dzieci gadają sobie swobodnie po polsku do siebie i do mnie, do ukochanej cioci, wujka i kuzynek po francusku, ostatnio w urodziny kuzynki śpiewaliśmy "Sto lat" najpierw po francusku, potem moje dzieci po polsku (na prośbę cioci), a potem jeszcze co kto znał czyli po angielsku i bretońsku. Córka chwali się cioci wierszykami których się nauczyła po francusku w przedszkolu, a potem polskimi wierszami które zna. Za oba jest oklaskiwana. To miód na moje serce smile

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.