Dodaj do ulubionych

Niemcy: Polak nie może mówić do dzieci po polsku

  • jan.kran 22.12.06, 18:21
    Właśnie miałam otworzyć taki wątek
    Zwracam się z prośbą do Polaków mieszkających w DE i osobiście do Risando oto
    żebyśmy jak najszybciej otworzyli stronę internetową z apelem do rządu
    niemieckiego o skończenie z takim praktykami.
    Jeżeli tak strona powstanie mogę zwrócić się do internautów na portalu GW oraz
    do moich znajomych na całym świecie o podpisanie i rozpropagowanie takiego apelu.
    Sądzę ze nie będzie problemu z uzyskaniem sporej liczby podpisów.
    Może macie pomysł jak powinien wyglądać tekst takiego apelu ?
    Pozdrawiam
    Ula
    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • katastrofa4rp 13.01.07, 01:33
    Jesli dobrze ciebie zrozumialam jan.kran to aktualnie mieszkasz w Norwegii.
    Wiec moze sprawy Niemiec pozostaw w spokoju. Nie ma takiej potrzeby. Poruszanie
    tego tematu bedzie podobne do rozdmuchiwania znaczenia Centrum dla Wypedzonych.
    A w wiekszosci wypadkow Niemcy patrza z zazdroscia ze my mozemy pozwolic
    dzieciom wzrastac co najmniej w 2 jezykach. Swiat sie wszedzie zmienia, o prace
    coraz trudniej, znajomosc egzotycznych jezykow moze ulatwic otrzymanie posady.
  • katastrofa4rp 13.01.07, 01:41
    wyobraz sobie ze link na strony internetowe w Bawarii znajduje sie od dawna na
    Twoim forum. Wstyd i hanba. I znowu wwszyscy po polsku napadaja na Bogu ducha
    winnych Niemcow. Wstyd.
    www.ifp-bayern.de/cms/Elternbriefpolnisch.pdf
    zalaczam link po polsku zeby nie bylo niedomowien. Bede jako pierwsza sie
    sprzeciwiac waszej akcji pisania protestu. Stale. i wszedzie.
  • jan.kran 13.01.07, 03:10
    Proszę Cię żebyś przeczytała ten wątek:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37229&w=40218237
    Może zrozumiesz że ja mam jak najbardziej pozytywny stosunek do Niemców.
    Jednak to co pzreczytałam na temat zabraniania mówienia po polsku do własnych
    dzieci mnie poruszyło.
    Jestem jak najbardziej otwarta na wysłuchanie ludzi którzy na codzień mieszkają
    w DE i zastanowieniu się nad ich argumentami.
    Jednak sądzę że warto zastanowić się droga Czwarta Katastrofo nad formą
    wypowiedzismile))
    Kran
    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • katastrofa4rp 13.01.07, 21:54
    Rozumiem ze mieszkalas w D przed 20 laty. To byl inny kraj. Przezyli polaczenie
    z DDR to ich bardzo zmienilo. Ja znam Niemcow sprzed i po zjednoczeniu- dwa
    rozne swiaty!
    Mieszkam w D od 5 lat i nie spotkalam sie z zabranianiem mowienia w domu w
    jezyku ojczystym. Dlatego caly ten szum uwazam jako nie na miejscu. Nawiasem
    mowiac ma 3 dzieci. I ucza sie w D.
  • polaola 04.01.07, 14:24
    Nie znam sprawy ktorej dotyczy ten watek, a z przytaczanego artykulu niewiele
    mozna sie dowiedziec.
    Mieszkam w Niemczech od 25 lat. Nigdy nie slyszalam o podobnych przypadkach.
    Wrecz przeciwnie: osobiscie dostawalam wskazowki od wychowawcow mojej corki w
    niemieckim przedszkolu aby pielegnowac w domu jezyk polski. Wychowawczyni
    nauczyla sie tez paru slow po polsku (takich jak : pic, jesc, siusiu ..) aby
    zrozumiec gdy dziecko bedzie wyrazac sie po polsku. Tak samo odnosila sie tez
    do dzieci tureckich, rosyjskich cz wloskich. Otrzymalam broszure wydana przez
    Jugendamt o wielojezycznosci w rodzinie .. itd. Ogolnie wiec mam dobre
    doswiadczenia z nastawieniem wychowawcow i nauczycieli do dieci wielojezycznych.
    Uwazam wiec ze tytul tego watku jest delikatnie mowiac "mylacy".
  • judytak 08.01.07, 11:21
    Nimcy to duży kraj, a landy mocno się miedzy sobą różnią
    jest też różnica między nauczucielem a urzędnikiem
    poza tym większość tego typu historii, jakie się słyszy, dotyczy dzieci
    rodwiedzionych rodziców
    póki w rodzinie wszystko jest dobrze, urząd nie ma po co, a przede wszystkim
    nie ma jak wkraczać, nawet gdyby chciał

    osobistych doświadczeń w temacie nie mam, ale słyszałam wiele

    pozdrawiam
    Judyta
  • katastrofa4rp 13.01.07, 01:35
    ja tez otzrymuje regularnie informacje ze szkoly i przedszkola z linkami do
    stron internetowych, i stale utrzymuja mnie te publikacje w przekonaniu ze w
    interesie Niemcow jest abysmy mowili w domu poprawnie. Najlepiej w ojczystym
    jezyku. A niemiecki pozostawmy szkole czy przedszkolu.
  • katwe 08.01.07, 12:33
    A co z niechęcią do wprowadzania języka polskiego do szkół?
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44000
  • skakankka 09.01.07, 08:08
  • katwe 12.01.07, 09:03
    A dlaczego przy tylotysięcznej rzeszy Polaków na południu Niemiec, nie można
    uczyc się tego języka w szkole niemieckiej? Inne narodowości mają takie lekcje.
    --
    SZKOŁA POLSKA W KRAJACH EUROPY
  • skakankka 15.01.07, 07:57
    Nadal za malo szczegolow. Ile jest Polakow, jakies procenty ? Jakie byly proby -
    jak rozumiem, to powinna byc inicjatywa zainteresowanych. Cos zrobilas w tym
    kierunku ?

    Wiem tylko, ze w Berlinie jest taka szkola 'mieszana' (nie znam adresu, tylko
    slyszalam), sa i klasy polskie i niemieckie.

  • jan.kran 15.01.07, 11:01
    Skakanko , zamieściłam ten post na trzech forach , tu , na Kobiecej Polonii i
    Polacy w Niemczech.
    Ponieważ reakcje są niejednoznaczne myślę że nie będę się angażować w pomoc
    akurat w tym konkretnym przypadku.

    Z tego co zrozumiałam Polacy w DE są zadowoleni z tego jak jest traktowana
    wielojęzyczność i nie mają nic do zarzucenia władzom niemieckim.

    Kran





    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • pudzianowska1667 28.04.14, 16:28
    Mieszkam od kilku lat w Niemczech i w części szkół jest język polski do wybrania, a nawet maturę można z niego pisać. Zajęcia w języku polskim są częste przy misji katolickiej.
    Teraz proszę sobie wyobrazić, że turki miałyby swoje zajęcia po turecku, bo ich jest więcej niż polaków i co wtedy????
  • katastrofa4rp 13.02.07, 23:27
  • katastrofa4rp 13.02.07, 23:30
    (a ma 40000 mieszkancow) nie spotykam. Mieszkam w Bawarii, moge jezdzic do
    szkoly polskiej w Norymberdze, ale nauczyciele tam sa jeszcze z epoki PRLu i
    uwazaja ze kazdy uczen to wrog.
    a jak chcesz mozesz zapisac dziecie do szkoly europejskiej z internatem i
    odpoczac od macierzynstwa. Mnie to jednak nie rajcuje...
  • kuragan 28.04.14, 23:05
    naprawdę? Nasza mała grupka zorganizowała jezyk polski w jednej z tutejszych podstawówek. Płaci land.
  • laemmchen79 11.09.14, 12:34
    kuragan, napisz mi proszę - na forum, albo na prywatny gazetowy mail, więcej szczegółów, jak organizacyjnie to wszystko przygotowaliście, ile było dzieci, na jakiej podstawie prawnej, kto ze strony administracji szkolnej był dla Was partnerem itd. My właśnie przymierzamy się do podobnej akcji, mamy malutką grupkę dzieci (5- do makx. 8) i na obecną chwilę zbieramy głównie przykłady z innych miast, żeby móc się powołać na istniejące rozwiązania. Będę bardzo zobowiązana! Z góry ogromne dzięki za odzew!
  • katastrofa4rp 13.01.07, 01:48
  • jan.kran 13.01.07, 03:03
    pl.wikipedia.org/wiki/Szowinizm
    Tu jest definicja szowinizmu. Ja nie uważam żeby to do mnie pasowało albo do
    innych osób piszących na forumsmile))

    Co do sprawy Kran versus Niemcy.
    W DE mieszkałam 12 lat w Norwegii mieszkam dziesięć. Mówię zdecydowanie lepiej
    po niemiecku niż po norwesku.
    W domu rozmawiam z moim synem mniej więcej pół na pół po polsku i po niemiecku.
    Czytam codziennie szpigla netowego i dość regularnie papierowego.
    Moja córka studiuje w Monachium i mówi po niemiecku jak rodowita Bawarka.
    Mój syn chodził trzy lata do szkoły norweskiej , cztery do niemieckiej szkoły w
    Oslo , teraz ponownie do norweskiej.
    Mam stały kontakt z niemiecką gminą protestancką w Oslo gdzie mój syn
    konfirmował się dwa lata temu.
    Język i kultura niemiecka są mi znacznie bliższe niż norweska.

    Bardzo bym Cię prosiła o trochę spokojniejszy ton w wypowiedziach.
    Jest to forum wymiany doświadczeń i przeżyć i do tej pory udało nam się
    zachować tu spokojny i przyjazny ton.
    Chciałabym żeby tak pozostało.
    Pozdrawiam.
    Urszula
    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • pudzianowska1667 28.04.14, 16:37
    Poza tym tylko zrobiłoby się więcej polaków analfabetów, co bułek bez pomocy tłumacza se nie kupią. Mi nigdy nie zabroniono mówić z dzieckiem w języku ojczystym. Jedyne co to namawiają, aby jedno z rodziców rozmawiało po polsku, a drugie po niemiecku. Są ludzie co ponad dwadzieścia lat mieszkają w Niemczech, a przy byle urzędowej sprawie proszą o pomoc, dlatego zaleca się ćwiczenie języka niemieckiego. Są dzieci co mówią po niemiecku, że trzy migdałki im wycięto zamiast trzeci migdałek i bądź tu nie irytującym się Niemcem. Można zapisać dziecko do szkoły międzynarodowej, ale mieszkam w Niemczech i dziecko powinno czuć się naturalnie w tym języku smile
  • skakankka 09.01.07, 08:10
    Byc moze za malo wiadomo o tym konkretnym przypadku, mozliwe, ze urzednicy
    nawalili. Jednak nie sadze, zeby to byl powszechny problem w Niemczech.
  • katastrofa4rp 13.01.07, 01:30
    Masz slusznosc. nauczyciale moich dzieci w suzkole i w przedszkolu nie bayli
    zdziwieni ze w domu mowimy po polsku. Poza tym kiedys trafilam w internecie na
    oficjalnych stronach Min. Edukacji Bawarii na informacje w roznych jezykach,
    namawiajece obcokrajowcow do rozmawiania w domu w jezyku ojczystym.
  • kora266 13.01.07, 10:21
    Mnie sie wydaje,ze to znowu jakas chora nagonka na Niemcow. Ja tez juz tu mieszkam od kilku lat i jeszcze sie z czyms takim nie spotkalam i nie slyszalam, by zabraniano obcokrajowcom rozmawiac z wlasnymi dziecmi w ich ojczystym jezyku. Przeciez to paranoja jakas, biorac pod uwage fakt, ze Niemcy to panstwo multi-kulti, gdzie kazda nacja ma prawo pielegnowac swoja kulture,a tym samym i jezyk, to jest rowniez zawarte w GG (Konstytucji) Art. 3 Abs. 3.
  • katastrofa4rp 13.01.07, 21:56
    to znowu jakas chora nagonka na Niemcow

    z ust mi to wyjelas...
  • jan.kran 14.01.07, 00:07
    Mieszkałam w DE dziewięć lat temu. Mój syn urodził się dzień po upadku muru w
    Bawarii i całe zjednoczenie przeżyłam w Niemczech .
    Mój były mąż mieszka w byłej deder , byłam tam i wiem jak to wygląda.
    Myślę że nie czytasz zbyt uważnie tego co piszę i masz zupełnie fałszywy obraz
    mojego stosunku do Niemców i Niemiec
    Twoje prawo i pozwól ze w tym miejscu zakończymy tę dyskusję.
    Pozdrawiam.
    Kran

    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • katwe 14.01.07, 11:21
    Kochany Janie.kranie, to nie było pytanie do Ciebie, bo z innych Twoich postów,
    które już od dłuższego czasu podczytuję, wiem, że patrzysz obiektywnie, ale do
    Katastrofy, która ma jakby różowe okulary na oczach i nie dostrzega, albo nie
    chce dostrzegać w zwykłych barwach świata wokół niej. Są środowiska świadome
    tego co wypada, a co nie, ale i tak często, nawet na uniwersytecie, w szkole
    czy w szpitalu opadają te okulary i widać rzeczywiste nastawienie naszych
    rozmówców. Katastrofie chyba jeszcze się coś takiego nie przytrafiło, albo nie
    chce tego dostrzec, bo tak wygodniej żyć. Są też ludzie, którzy patrzą
    obiektywnie, ale objawy nietolerancji traktują z góry.
    --
    SZKOŁA POLSKA W KRAJACH EUROPY
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44000
  • katastrofa4rp 14.02.07, 23:54
    Juz 2 razy w ciagu 5 lat pracy w BRD mi sie zdarzylo ze pacjent na izbie
    przyjec zarzadal niemieckiego lekarza. Mial pecha...Nie bylo. Mogl naturalnie z
    moich uslug zrezygnowac.

    Ale PL jak przyjechalam samochodem na niemieckich numerach tez mi sie zdarzaly
    nieprzyjemne rzeczy. Wiec nie uwazam zeby zachowanie pojedyczych Niemcow
    pozwalalo wyciagac daleko idace wnioski o pozostalych Obywatelach.
    sasiedzi nasi poczytkowo nas mieli pod lupa, teraz zdarza sie ze znikaja moje
    wystawione biologiczne odpady z ogrodka (bo np maz mial po dyzurze wywiesc) bo
    sasiad jechal we wlasciwa strone... W polsce nie zdarzylo mi sie (a mieszkalam
    w podobnych warunkach przez 20 lat z sasiadami w miescie) zeby ktos sie
    zainteresowal i pomogl tak po prostu.
    Duzo dobrego zaznalam od Niemcow, duzo pomogli mi w mojej karierze zawodowej.
    Moj Dziadek zostal utopiony w kloace w Dachau. Mial czerwonke.
    W Pl w srodowisku lekarskim przezylam niejedno. I niestety chyba lepiej czuje
    sie tutaj.
  • mei3 07.05.14, 00:13
    katastrofa4rp napisała:


    > Moj Dziadek zostal utopiony w kloace w Dachau. Mial czerwonke.
    > W Pl w srodowisku lekarskim przezylam niejedno. I niestety chyba lepiej czuje
    > sie tutaj.

    podczytuje wlasnie ten watek i przyznam, ze ten tekst (o dziadku) powalil mnie na posadzke!


    napisze jutro moja opinie, bo dzis juz padam na twarz, chcialabym jeszcze przeczytac reszte wpisow....zanim sie wypowiem na ten temat.
  • katastrofa4rp 14.02.07, 23:46
    od 5 lat w Bawarii
  • risando 25.01.07, 13:23
    Artykul pokazuje sprawe glownie z punktu widzenia ojca. Moim zdaniem powinien on sie skupic nad odbudowa wzglednie normalnej relacji z byla malzonka i "dogadaniem sie" w sprawie kontaktu z corkami, a nie nad walka z administracja z powodu domniemanej dyskryminacji. Spotkanie z dziecmi pod nadzorem Jugendamtu nie jest dobrym rozwiazaniem. Mysle, iz kazdy sedzia ds. rodzinnych (nie tylko w Niemczech) z pewnym niesmakiem patrzy na ojca, ktory chce zalatwiac swoja sprawe rodzinna za pomoca mediow/publicznego nacisku.
    Ciekaw jestem, czy corki w ogole chca z ojcem rozmawiac po polsku. Jesli one spotkaja sie z nim od dwoch lat tylko z okazji urzedowo nadzorowanych wizyt, raczej chcialyby porozmawiac z ojcem w tym jezyku, w ktorym najlepiej moga wyrazic swoje uczucia, mowic o problemach itp. Mysle, ze sprawa dwujezycznosci w tym przypadku nalezy rozwiazac na koncu. Na pierwszym miejscu stoi praca nad normalnym stosunkiem z corkami, dobro corek i jeszcze raz dobro corek. Jesli one chca z ojcem rozmawiac po polsku, niech Jugendamt znajdzie jakies rozwiazanie, jesli nie, to nalezy te decyzje akceptowac. Powrocic do tematu mozna pozniej, kiedy spotkania z corkami odbeda sie w zgodzie i bez halasu miedzy ojcem a matka.



    --
    Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)

    www.wielojezycznosc.net
  • risando 31.01.07, 08:48
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3886062.html

    Germanizacja dzieci? Skargi Polaków w Brukseli
    Konrad Niklewicz, Bruksela, Bartosz T. Wieliński, Berlin 2007-01-31, ostatnia aktualizacja 2007-01-31 07:23:02.0

    Niemieckie urzędy zabraniają nam rozmawiać z dziećmi po polsku - skarży się w Parlamencie Europejskim trójka polskich rodziców. - To odosobnione przypadki. Nie ma takiego zakazu - odpowiada Gesine Schwan, pełnomocnik niemieckiego rządu ds. kontaktów z Polską.

    Sąd nad niemieckimi urzędnikami odbył się wczoraj przed europarlamentarną komisją ds. petycji w Brukseli. Mieszkający w Niemczech Polacy oskarżyli Niemców o to, że germanizują ich dzieci i odcinają od Polski i polskich rodziców.

    "Urzędnicy nie pozwalają dziecku uczyć się polskiego"

    - Moja córka ma teraz 13 lat. Od trzech lat nie widuję się z nią prawie wcale, urzędnicy nie pozwalają mojej córce uczyć się polskiego. A sąd zadecydował, że dziecko będzie przekazane pod opiekę dziadków Niemców - mówiła, płacząc, Lidia Joachimsen.

    Wtórowała jej Beata Pokrzeptowicz-Meier. - Przez pięć lat wychowywałam dziecko sama, po tym jak mój mąż opuścił rodzinę i związał się ze swoją szefową. Ale w 2004 r. , gdy dziecko pojechało na wakacje, ojciec mi je odebrał. A w trakcie sprawy sądowej włączyli się urzędnicy, który stwierdzili, że dziecko powinno być wychowywane przez rodzica niemieckiego. Dziecko ma teraz siedem lat i nie widuje się ze mną prawie wcale. Nie jest wychowywane dwujęzycznie - opowiadała pokrzywdzona matka.

    Pierwszy wyrok zakazujący wychowania dwujęzycznego

    - W moim przypadku w 2000 r. niemiecki sąd wydał chyba pierwszy w historii wyrok zakazujący wychowania dwujęzycznego. I odebrał mi prawa rodzicielskie - dodał Mirosław Kraszewski.

    Sprawę zbada teraz Komisja Europejska. Jej przedstawiciel obecny na wczorajszym przesłuchaniu potwierdził - nie przesądzając sprawy ostatecznie - że w tych przypadkach mogło dojść do złamania praw podstawowych UE i prawa wspólnotowego.

    Według trójki Polaków całe zło tkwi w Jugendamtach, niemieckich urzędach ds. dzieci i młodzieży. Działają one w każdym powiecie, mają dbać o dobro dziecka. Interweniują, gdy dzieci mają problemy z prawem, ale też wtedy, gdy rodzice je zaniedbują czy się nad nimi znęcają. W uzasadnionych przypadkach mogą odebrać rodzicom dzieci.

    Jugendamty: "złodzieje dzieci"

    Jugendamty bywają też krytykowane w Niemczech za zbyt radykalne działania, np. pochopne zabieranie dzieci rodzicom. Media czasem nazywają je "złodziejami dzieci".

    W petycji, jaką do komisji wysłała Pokrzeptowicz-Meier, czytamy, że to instytucje ukształtowane w czasach III Rzeszy, niepodlegające niczyjej kontroli i mające olbrzymie kompetencje - mogą w każdej chwili zabrać dziecko rodzicom imigrantom. Polka pisze też, że Jugendamty dążą do przymusowej integracji dzieci oraz ich wynaradawiania, dlatego domaga się ich likwidacji.

    - To nieprawda. Na każdy przykład złego potraktowania Polaków przez Jugendamt mogę podać kilkanaście, w których urząd doskonale Polakom pomógł - oponuje Łukasz Koterba, polski konsul w Hamburgu. Jugendamty pomagają m.in. dzieciom polskich imigrantów, którzy żyją w biedzie. Pomagają też ofiarom przemocy w rodzinie i molestowania seksualnego.

    - Jugendamt nie zajmuje się rodzinami, w których wszystko jest w porządku. Wkracza wtedy, gdy dochodzi np. do prób porwania dziecka za granicę lub aktów przemocy w rodzinie - mówi "Gazecie" jeden z niemieckich urzędników rządowych, który badał sprawę.

    Gesine Schwan broni urzędów

    Dlaczego Jugendamty uniemożliwiają dzieciom rozmowy z rodzicami po polsku? - Do takich sytuacji dochodzi bardzo rzadko, w bardzo specyficznych przypadkach, kiedy sąd orzeka, że podczas spotkań dzieci i rodzica musi być obecny pracownik Jugendamtu, tak by kontrolować przebieg rozmowy. Rozmowa musi być tak prowadzona, by wszyscy ją rozumieli. W całych Niemczech jest dosłownie kilka takich przypadków. Nikt nie wprowadził zakazu mówienia po polsku - zapewnia prof. Gesine Schwan, pełnomocnik niemieckiego rządu ds. kontaktów z Polską.

    Nieoficjalnie dowiadujemy się, że Niemcy, kontrolując rozmowy, chcą zapobiec próbom wywierania nacisków na dzieci czy przygotowywaniu ucieczek z Niemiec.

    Polskim dyplomatom zwykle udaje się w takich sytuacjach przekonać niemiecki urząd, by wysyłał na takie spotkania polskojęzycznych pracowników socjalnych - konsulat często proponuje swoich zaufanych ludzi. Trzy lata temu, po interwencji hamburskiego konsulatu, jednemu z rodziców pozwolono rozmawiać z córkami po polsku. Od innego Jugendamt wręcz wymaga, żeby rozmawiał z dzieckiem po polsku.

    - Będziemy starać się, by w każdym z przypadków podczas rozmów dzieci z rodzicami był obecny tłumacz. To powinno załatwić sprawę - zapewnia prof. Schwan.

  • risando 31.01.07, 11:15
    Krotki komentarz do wypowiedzi rodzicow w artykule "Germanizacja dzieci?"

    ----------------------
    - Moja córka ma teraz 13 lat. Od trzech lat nie widuję się z nią prawie wcale, urzędnicy nie pozwalają mojej córce uczyć się
    polskiego. A sąd zadecydował, że dziecko będzie przekazane pod opiekę dziadków Niemców - mówiła, płacząc, Lidia Joachimsen.
    ----------------------

    13-letnie dziecko samo decyduje, czy chce mowic danym jezykiem czy nie, czy chce czytac polska ksiazke, ogladac polski film. Jesli matka nie widuje sie z corka od 3 lat, trudno sie dziwic, iz z "nauka" jezyka polskiego nie najlepiej wyglada. Wlasciwie powodem problemow to maly kontakt z dzieckiem, a nie jakis (domniemany) zakaz urzedu. 13 lat to ponadto trudny wiek, w ktorym dziecko szuka akceptacji rownowiesnikow. Opinia kolegow i kolezanek jest dla niego bardzo wazne. Nie wiem, czy przedstawienie "jej" sprawy w mediach corce p. Joachimsen sie podoba? Raczej nie. Z jezykiem polskim dziewczyna ta kojarzyla bedzie awantury rodzinne, spory prawne, relacje w gazetach i telewizji. Trudno w takich warunkach zrealizowac dwujezyczne wychowanie.

    ----------------------
    Wtórowała jej Beata Pokrzeptowicz-Meier. - Przez pięć lat wychowywałam dziecko sama, po tym jak mój mąż opuścił rodzinę i związał
    się ze swoją szefową. Ale w 2004 r. , gdy dziecko pojechało na wakacje, ojciec mi je odebrał. A w trakcie sprawy sądowej włączyli
    się urzędnicy, który stwierdzili, że dziecko powinno być wychowywane przez rodzica niemieckiego. Dziecko ma teraz siedem lat i nie
    widuje się ze mną prawie wcale. Nie jest wychowywane dwujęzycznie - opowiadała pokrzywdzona matka.
    ----------------------

    Ponownie widac, iz sprawa jezyka jest tylko pretekstem. Tak naprawde chodzi o kontynuacji sadowej walki o dziecko, teraz argumentem: jestem dyskriminowana.

    Pytam: Czy osoby te nie powinny sie skupic nad odbudowa wzglednie poprawnej relacji z bylem partnerem, aby moc zobaczyc sie z dzieckiem bez nadzoru i regularnie w normalnych warunkach (na weekend, wspolne wakacje, tak jak to bywa po "normalnych" rozpadach rodziny)? Czy naprawde warto rzucac mocnymi haslami jak "germanizacja" i "wynaradawianie"?


    --
    Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)

    www.wielojezycznosc.net
  • polaola 03.02.07, 17:10
    Risando,
    dziekuje za naswietlenie sprawy. Jestem "zniesmaczona" jednostronnym
    traktowaniem tej sprawy w polskich mediach - dziennikaze nie prowadza zadnych
    reszerszy, powielaja tylko slogany o "germanizacji". Mieszkam z mezem i dziecmi
    w Niemczech i mialam dzisiaj tel. od rodziny w Polsce zaniepokojonej
    informacjami o tym ze polskim dzieciom w Niemczech zabrania sie mowic po
    polsku !!!
  • judytak 04.02.07, 13:08
    pewnie, że powinni się skupić
    tyle, że po rozwodzie bywa tak, że się nie udaje
    bo jedna, lub / i druga strona nie chce się dogadać, tylko chce dogryzać,
    ukarać, pokazać mu / jej, kto tu rządzi...

    w niemczech strona niemiecka może zechcieć w tym celu posługiwać się
    jugendamtem, i czasami jej się to udaje
    czasami też do zwykłych w takich sytuacjach obelg dołączyć może komentarze
    o "takich czy siakich" polakach, i afera międzynarodowa gotowa

    co z drugiej strony dobrze, bo urząd, który z założenia ma chronić interesy
    dzieci, musi być bardziej wyczulony na wszelkie niuansy...

    a propos samodzielnych wyborów trzynastolatki - chyba jednak nie mówisz
    poważnie...
    myślisz, że np. moja 12-letnia córka czytałaby książki po węgiersku, jakbym
    tych książek nie kupowała, jakbym nie miała w domu? jeździłaby do szkółki
    węgierskiej na drugi koniec miasta, jakbym jej nie zawoziła? itp. itd.

    pozdrawiam
    Judyta
  • jan.kran 07.02.07, 09:03
    Myślę ze Risando ma sporo racji.
    Po zamieszczeniu tego wątku na trzech forach i wysłuchaniu różnych zdań doszłam
    do wniosku że nie ma co robić zamieszania nie znając do końca faktów...
    Ale problem istnieje i problemem tym to prawo rozwodowe w DE.
    Nie wiem jak jest w innych krajach ale w Skandynawii oboje Rodzice dostają po
    równo prawa rodzicielskie po rozwodzie.
    Utrudnianie kontaktów może doprowadzić do odebrania praw rodzicielskich .
    Głośny był taki przypadek kilka lat temu w Norwegii gdzie matce odebrano prawa
    rodzicielskie za utrudnianie kontaktu z ojcem.
    Kran
    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • mei3 07.05.14, 01:13
    risando napisał:

    > Krotki komentarz do wypowiedzi rodzicow w artykule "Germanizacja dzieci?"
    > Ponownie widac, iz sprawa jezyka jest tylko pretekstem. Tak naprawde chodzi o k
    > ontynuacji sadowej walki o dziecko, teraz argumentem: jestem dyskriminowana.

    dokladnie tak tez mysle, najczesciej jest to walka o wladze/pozycje w zwiazku lub po jego rozpadzie. Czesto jest to rodzaj zemsty, nawet w ukladzie : "..na zlosc M* niech mi zmarzna uszy..."


    > Pytam: Czy osoby te nie powinny sie skupic nad odbudowa wzglednie poprawnej rel
    > acji z bylem partnerem, aby moc zobaczyc sie z dzieckiem bez nadzoru i regularn
    > ie w normalnych warunkach (na weekend, wspolne wakacje, tak jak to bywa po "nor
    > malnych" rozpadach rodziny)? Czy naprawde warto rzucac mocnymi haslami jak "ger
    > manizacja" i "wynaradawianie"?

    mysle, ze w przypadku tego germanisty jest to wyraz bezsilnosci w potyczkach z niemieckimi urzedami, ktore de facto, najczesciej bronia samotnej matki.


    Jak juz niektorzy forumowicze wiedza - moj syn uczeszcza na zajecia do sobotniej "szkoly polskiej" 2x w miesiacu.
    Zajecia odbywaja sie w niemieckim gimnazjum, szkola ta uzyczana zostaje przez niemieckiego na wskros dyrektora, w ramach przyjazni polsko-niemieckiej.
    i placem zabaw dookola szkoly. Organizowane sa tam rowniez dodatkowe imprezy i spiewane
    glosno hymn i inne....przy akompaniamencie fortepianu. Lamanie oplatkiem, grill na swiezym powietrz u wiele innych. W bliskim otoczeniu domkow jednorodzinnychsmile)
    Nie spotkalismy sie jeszcze z nagonka lub skargami, czemu czasem nawet sie dziwie.
    I jesli ktos zada pytanie ile to kosztuje spiesze z odpowiedzia :NIC.
    Zajecia odbywaja sie bezplatnie od wielu lat, na uzytek nasz zostaje oddana cala szkola lacznie z aula i boiskiem sportowym, ktora musze przyznac nierzadko po lekcjach wyglada jak chlewsad za to az czasem mi wstyd..

    Ponadto oddaje do szkoly niemieckiej zaswiadczenie do wpisania na swiadectwie i nie spotkalam sie jeszcze z jakimkolwiek wyrazem niecheci. Otrzymalam rowniez informacje o tym, ze sa tez inne dzieci wpisujace przykladowo czeski na swiadectwosmile))

    Jakis czas temu bylo b. glosno tez o jakims rozwiedzionym panu, ktory tez uzalal sie na brak kontaktu z dziecmi w rodzimym jezyku. Rosando ma racje, najpierw nalezaloby uregulowac stosunki z dziecmi, bo jest wysoce prawdopodobne, ze to wlasnie dzieci nie chca kontaktu z ojcem. Mysle, ze taka reakcja jest czesto aktem rozpaczy i bezsilnosci.

    Jesli juz, to zauwazylam, ze Niemcy czasem reaguja niechecia, jak siedzimy w towarzystwie i nie wszystko rozumieja...Najczesciej jednak sa to ludzie prosci. Prosci nie znaczy niewyksztalceni.

    Wlasnie dzis zdarzylo sie cos , czym koniecznie chcialabym sie z Wami podzielic:
    myslalam, raczej o moim watku, gdzie wspominalam jak dlugo juz walcze, aby moje dziecko chetnie uczeszczalo na zajecia sobotniesad((( i jak ciezko nam jest.

    Mysle, jednak ze wykorzystam ten watek, bo nawiazuje do sprawy:

    otoz moj M. wrocil dziesiaj ze szkoly i powiedzial:
    -wiesz mamo nauczylem Jonasa, Lukasa i Marca jak sie mowi po polsku: tak, czesc, siusiu, kupa i cos tam jeszczesmile)))
    moze dobor slow nie padl najlepiejbig_grinDDD, ale ja tak bardzo sie ciesze, ze "wyszedl z cienia", ze nie macie pojecia.
    Dla mnie to co sie dzisiaj dzieje oznacza ogromne zwyciestwo i efekt ciezkiej pracy, a jednoczesnie pokazuje jak bardzo moj syn czuje sie "wolny".
    Jasne !!!!musimy popracowac jeszcze nad doborem odpowiedniego slownictwa*smile)))))))
  • swietyna 20.05.14, 08:58
    Już w 2008 roku powstało forum ukazujące i analizujące działania proniemieckie na terenie miasta Szczecina i jego okolic....

    www.niemieckiszczecin.fora.pl/
  • mei3 20.05.14, 13:26
    swietyna napisał:

    > Już w 2008 roku powstało forum ukazujące i analizujące działania proniemieckie
    > na terenie miasta Szczecina i jego okolic....
    >
    > www.niemieckiszczecin.fora.pl/

    co ma piernik?...
    ja nie wypowiadam sie o germanizacji na terenach polskich.
    A Ty nalezysz do tych, ktorzy Szczecin uwazaja za niemiecki, i stad tez Twoja uwaga..???
    Gdzie zyjesz?
  • milamala 14.05.14, 15:28
    Przeczytalam tylko poczatek wypowiedzi, ale jak znajde czas to "przelece"reszte.
    Chcialabym sie tylko podzielic uwaga o wychowaniu dwujezycznym w Holandii (troche podobny kraj i jezyk), ze tak powiem "wczoraj i dzis'.
    Otoz dawno temu zachecamo rodzicow do poslugiwania sie tylko holenderskim. Teraz trend jest zupelnie odwrotny. Cudzoziemcy zachecani sa do uczenia dzieci swoich jezykow. Odkryto bowiem, ze wlasny jezyk w niczym nie umniejsza jezykowi wiodocemu a przynosi wiecej korzysci. Osobiscie znam przyklad 10latka, do ktorego matka Polka uparcie mowila ( i wciaz mowi) w straszliwym holenderskim. Dzis dziecko nie mowi ani po polsku ... ani po holendersku. Jego holenderski jest katastrofalny (choc jest w Holandii od 1 roku zycia) a polski jest zaden. Wielka krzywda sie temu dziecku stala.
    Jakos trudno mi uwierzyc, ze po sasiedzku do Niemiec takie wiesci z zakresu nowocczesnej logopedii jeszcze nie dotarly. Moze to po prostu szukanie taniej sensacji.
  • camel_3d 11.06.14, 22:38
    To Jakas staroc

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka