jan.kran napisała:
> Na pewno jest dobrze żeby dzieci mówiły do siebie po polsku ale ...
ALE dlaczego? Nie zebym miala cos przeciwko moim dziewczynom
klocacym sie po polsku ale...

)) mysle, ze o ile w przypadku
naszych relacji (takze jezykowych) z dziecmi mozemy cos narzucac,
ustalac reguly, dopuszczac wyjatki etc, o tyle w kontaktach dzieci z
dziecmi powinnismy dac im prawo wyboru. Zwlaszcza w przypadkach
takich jak KURY (Polka+Niemiec w Niemczech) czy moim (Polka i Grek w
Grecji). Z jakiej racji niby maja mowic po polsku a nie po niemiecku
czy grecku a wiec w jezyku otoczenia, kraju w ktorym sie urodzily,
wychowuja i byc moze pozostana? Wszak to my jestesmy te "dziwne" ;-
|))) a one sa tylko/az w polowie Polakami. Inne odczucia mam w
stosunku rodzin typu Polak i Polka w kraju X.
A jak jest u nas? Ano moje panny (6 i pol oraz 3 z hakiem) mowia raz
tak, raz tak. W zaleznosci od sytuacji, sposobu spedzania czasu oraz
miejsca. I tak kiedy bawia sie w cos "przyniesionego" z przedszkola
to bawia sie po grecku ale maja tez zabawy stricte domowe i wtedy
bawia sie po polsku. Obydwie od malego posiadly umiejetnosc zabawy
samodzielnej, dotad je wykorzystuja w mniejszym lub wiekszym
stopniu. Ale, o ile starsza nigdy nie bawila sie sama po grecku (a
przynajmniej ja nie slyszalam) o tyle mlodsza i owszem. Czesto
nadaje do lalek czy innych pony po grecku. W ogole ona wiecej
nadaje, wczesniej, szybciej i wiecej zaczela mowic, w obydwu
jezykach. Zadna z nich nie mieszala i nie miesza.
Miesiac w roku spedzamy w czworke w Polsce. Wtedy generalnie sie
bawia po polsku, ze soba i swoimi polskimi kolezankami ale jak ida
na plac zabaw tylko z tata to wlacza im sie grecki.
Najsmieszniej jest jak w trojke ida na zakupy do osieslowych
sklepikow. Najpierw sie naradzaja po grecku co i ile maja kupic a
potem wystawiaja tate Greka na probe ogniowa (oko w oko z lokalna
sprzedawczynia) i jak co to wspieraja jezykowo, po polsku.
--
Grecja to nie tylko Kreta i Riwiera za przeproszeniem Olimpijska