Dodaj do ulubionych

PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI

11.11.08, 17:26
Witam!
Pilnie poszukuję polskiej rodziny w której przynajmniej jedno z rodziców zna język angielski (np. jest nauczycielem angielskiego ale niekoniecznie) i których dziecko od samego początku było uczone obu języków. Piszę w tym roku pracę magisterską dotyczącą tzw. „sztucznej” dwujęzyczności, czyli kiedy żaden z rodziców nie jest rodzimym użytkownikiem języka angielskiego a mimo to decyduje się na jednoczesne używanie obu języków w stosunku do dziecka. W związku z tym moja ogromna prośba, jeśli ktoś może mi pomóc w tym temacie to bardzo proszę o kontakt: a.m.5@o2.pl . Najlepiej gdyby rodzina mieszkała w Łodzi bądź województwie łódzkim ale niekoniecznie.
Edytor zaawansowany
  • mr_cellophane 11.11.08, 19:55
    Hej,
    Moj synek wychowywany jest w modelu opisanym przez Ciebie - choc slowo
    "sztuczna" dwujezycznosc nie bardzo pasuje (napewno nie czujemy sie sztucznie).
    My nazywamy to (tak jak zreszta sie to nazywa) non-native (nie natywna)
    dwujezycznosc.
    Z checia odpowiem na twoje pytania.
    Poprostu napisz: dokonia@wp.pl
    --
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • pinezka82 11.11.08, 20:51
    Skąd ta nazwa? Zjawisko, o którym piszesz nazywa się tak jak napisał
    mr_cellophane i używanie przymiotnika "sztuczna" świadczy o tym, że trzeba by
    trochę na ten temat poczytać zanim się zacznie szukać pomocy na forum.
    --
    Moja majowa dziewczyna
  • a.m.5 12.11.08, 01:00
    skad ta nazwa? w naukowym artykule spotkalam sie z nazwa ang
    artificial, nie znalazlam lepszego polskiego okreslenia na to, ale
    przyznaje ze nie jest ono najtrafniejsze dlatego jest w cudzyslowie.
    Ale teraz juz wiem jak to sie fachowo nazywa po ang.
  • fogito 16.11.08, 20:17
    Zwał jak zwał, ale na pewno nie jest to naturalna dwujęzyczność. I
    akurat słowo sztuczna całkiem pasuje do sytuacji.
  • mr_cellophane 16.11.08, 22:09
    Wszystkie moje wypowiedzi sa zawsze wywazone lecz teraz musze odpowiedziec z
    cala stanowczoscia.
    Co nazywasz sztucznoscia?
    To ze moj syn gdy patrzy na mnie mysli i mowi po angielsku. To ze gdy ja patrze
    na niego tez mysle po angielsku. To ze potrafi snic w dwoch jezykach i to ze
    moje sny zwiazane z nim sa takze angielskie.
    To ze fenomenalnie przelacza sie pomiedzy rozmowacami polskimi i angielskimi,
    czy moze to ze moim ojczystym jezykiem jest polski a nie angielski.
    Jesli to wedlug Ciebie jest wyznacznikiem sztucznosci wychowania a nie
    naturalnosc relacji i zwiazku pomiedzy ojcem a synem to wtedy masz racje.
    Bo dla mnie sztucznoscia mowienia w obcym jezyku jest posylanie dziecka do
    szkoly jezykowej i kazanie wkuwania mu slowek bo tak poznany jezyk bedzie zawsze
    dla niego obcy. Oczywiscie ze taki model wychowania nie moze byc porownany do
    sytuacji gdy jedno z rodzicow jest nativem (przekazanie tla kulturowego i
    osobosciowego jezyka) ale to nie jest tozsame ze sztucznoscia!
    Powtorze to raz kolejny - jesli w ktoryms momencie zauwaze ze moje ralacje z
    synem zaczna ciepiec z powodu dwujezycznosci to bez wahania tego zaniecham. Lecz
    jak narazie o sztucznosci nie moze byc tutaj mowy.
    ------------
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • fogito 17.11.08, 14:21
    Nie wiem ile lat ma twój syn, ale skąd wiesz 'w jakim języku myśli i
    śni' surprised
    Sztucznośc uczenia języka obcego w ten własnie sposób polega na tym,
    że nie jest to dla rodzica język ojczysty i nawet jeśli płynnie się
    w nim wypowiada to z reguły robi to z akcentem. I tak jak sam
    napisałeś brak w takiej sytuacji tła kulturowego.
    Ja bym się nie oburzała na słowo 'sztuczność bo jak inaczej nazwać
    tworzenie dziecku sztucznego bądź co bądź środowiska do nauczenia
    się języka.
    Znam takich rodziców, których właściwie głównym problemem jest chyba
    trzymanie się zasady OPOL i w efekcie często słyszę jak dziecko mówi
    w jednym języku a rodzic odpowiada w drugim. Myślę, ze pomimo
    ogromnych chęci w wielu takich przypadkach rodzicom trudno jest
    całkowicie zrezygnowac z używania języka ojczystego i w efekcie
    dzieciom się trochę w głowie miesza.
  • mr_cellophane 17.11.08, 19:38
    Cinek ma 3latka (wiek jest w stopce). A odpowiedz na pytanie skad wiem jak mysli
    i jak sni, odpowiedz jest bardzo prosta. Slysze jak mowi przez sen (lub nawet
    krzyczy gdy przysni mu sie cos strasznego). Slysze takze jak potrafi bawic sie
    sam w swoim pokoju zabawkami i mowic do siebie pod nosem.
    Pozatym dla niego "lemon" nigdy nie bedzie znalezionym w slowniku slowem bedacym
    odpowiednikiem cytryny. Dla niego "lemon" to kwasny zolty owoc ktory wykrzywia
    mu usta gdy go smakuje i isnieje rownolegle z "cytryna". Taka zdolnosc poznawcza
    nalezy do najbardziej naturalnych dzieciecych zachowan - a nazwa przedmiotu jest
    jedynie jego abstrakcja.
    Co do tak pojetego "sztucznego" srodowiska to moze i masz racje - ale to samo
    mozna powiedziec o wiekszosci tych wielojezycznych rodzin gdy mniejszosciowy
    jezyk choc natywny jest slyszany tylko od jednego rodzica i dziecko nie ma z nim
    nigdzie wiecej do czynienia. Taka enklawa w obcojezycznym kraju tez wydaje sie
    byc sztuczna.
    Akcent tez nie moze byc tu wyznacznikiem - gdyz czesc z dzieci natywnych
    rodzicow ma akcent "silniejszego" jezyka - np. Kran wspominala tu o swoim synu.
    Mozemy tu sprzeczac sie i dyskutowac o semantyke - jednak dwujezycznosc to
    model wychowania a nie nauczanie jezykow. Jesli relacje pomiedzy rodzina sa
    naturalne obojetnie jakim jezykiem sie mowi to trudno mowic o sztuczosci tego
    modelu bo dla czlonkow tej rodziny jest najbardziej normalny na swiecie.
    Oczywiscie stopien dwujezycznosci w nie natywnym modelu bedzie ubozszy, jednak
    wszsytko zalezy od stawianych celow. Moim nigdy nie byly akcent,
    wielokulturowosc czy znajomosc jezyka pozbawiona wszelakich bledow.
    Ja jednak wyznaje zasade ze smiesznosc nie mowienia jest wieksza od smiesznosci
    mowienia.
    --
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • fogito 17.11.08, 21:51
    no cóz mój pięciolatek mówi przez sen w dwóch językach, więc do
    końca nie wiem, który jest dominujący wink
    Mnie nie chodzi o to, że taka dwujęzyczność jest zła tylko nie
    oburzałabym się jeśli ktos nazywa ja sztuczną, bo przeciez tak
    właśnie jest. Nie jest to naturalny proces tylko założenie w pewnym
    momencie, że rezygnujesz z komunikowania się z dzieckiem w swoim
    ojczystym języku.
  • k.bazylejska 18.11.08, 05:05
    Co jest sztuczne, jest sprawą bardzo subiektywną. Dla kogoś mówienie w obcym języku jest sztuczne, dla innego naturalne. W moim małżeństwie do komunikacji z mężem używam języka angielskiego. Angielski nie jest moim językiem ojczystym, angielski nie jest językiem ojczystym mojego męża. Czy nasze małżeństwo jest dlatego sztuczne, że porozumiewamy się ze sobą po angielsku? No cóż jest trochę nietypowe, ale chyba nie sztuczne. Prawdę mówiąc dla mnie czasami sztucznym jest rozmawianie z moim mężem po niemiecku, kiedy jesteśmy w towarzystwie niemieckojęzycznym i robimy to ze względu na innych ludzi.

    Jeśli chodzi o dzieci, to my stosujemy OPOL. Dla niektórych, to że w domu używa się trzech języków w czasie jednego rodzinnego obiadu, też może wydawać się sztuczne, dla naszych dzieci jest naturalne, bo od małego do tego przywykły.

    Bardzo podziwiam samozaparcie mr_cellophane, że zdecydował się na wychowanie dwujęzyczne. Zgadzam się z nim, że jest to bardziej naturalny sposób na naukę języka, niż wkuwanie słówek. Jego syn będzie mu za to w przyszłości bardzo wdzięczny. Wiem, że osoby takie jak on często spotykają się z krytyką rodziny, otoczenia, przypadkowych ludzi na forach dyskusyjnym. Nie każdego stać na wysłanie dziecka do internatu za granice (a to dopiero co za sztuczne wychowanie) lub posłanie do prywatnej szkoły z wykładowym angielskim. Nie natywna dwujęzyczność, nie jest łatwa do zrealizowania, ale dla praktykujących ją, nie jest bardziej sztuczna, niż wieża babel, która panuje u nas w domu.

    k.bazylejska

    Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
  • wawrzynca 18.11.08, 15:17
    dzieki za te madre slowa...
  • pinezka82 21.11.08, 22:43
    Bardzo rozsądny głos w odpowiedzi na pachnącą trollowaniem zaczepkę.

    W literaturze przedmiotu nie ma takiego terminu jak sztuczna dwujęzyczność. Nie
    ma i nie bez powodu smile Bo ona sztuczna nie jest. Mógł się pojawić przymiotnik
    sztuczna jako element definicji, ale też wątpię żeby nie był on chociażby ujęty
    w cudzysłów.
    Zresztą można sobie wygooglować na polskich stronach, termin ten został ukuty
    przez autora tego wątku chyba...
    --
    Moja majowa dziewczyna
  • quasi.modo 26.11.08, 16:04
    Ja jeszcze nie mam dzieci, ale zamierzam jej mieć i wychowywać metoda OPOL
    (ja-polski, przyszły mąż-niemiecki). Mieszkać będziemy prawdopodobnie w
    Niemczech, ale między sobą porozumiewamy się po angielsku. Oboje spędziliśmy
    kilka lat w USA, większość tego czasu razem. I chyba nie będziemy na siłę
    przestawiać się na inny język, bo i my i dzieci skorzystać możemy na obecności
    angielskiego w domu. W kontekście tego wątku zastanawiam się jednak, który język
    byłby dla mnie bardziej "sztuczny" w stosunku do dzieci.
    Angielski jest oczywiście tylko i wyłącznie językiem wyuczonym, choć uważam, ze
    dzięki tym latom spędzonym w imersji jest to coś więcej niż tylko zasób słów i
    wiedza o gramatyce. Niemniej jednak do poziomu natywnego mi daleko i oczywiście
    nigdy tam nie dojdę.
    Polski jest i pozostanie moim głównym językiem. Zastanawiam się jednak, na ile
    naturalnie przyjdzie mi posługiwanie się nim w kontaktach z dziećmi, skoro w
    kontaktach z najbliższą osobą - mężem (a także z otoczeniem) wcale go nie używam?
    Jest to pewnie pytanie, przed którym stanęło większość rodziców z par
    mieszanych. Tak mi tylko przyszło do głowy, że na podstawie mojego przypadku
    stwierdzić można, że granica między tym co sztuczne a tym co naturalne jest
    bardzo trudna do określenia. I jakoś nie jest mi już tak trudno wyobrazić sobie
    mr_cellophane'a mówiącego do synka po angielsku.
    --
    mójsuwaczek
  • fogito 26.11.08, 22:19
    to proste - Ty mówisz do dzieci po polsku, mąż po niemiecku, rodzice
    między sobą po angielsku i będziecie mieli dzieci władające trzema
    językami. Jakie będą proporcje to będzie zależało od tego z kim będą
    spędzać więcej czasu.
    Ja bym z polskiego nie rezygnowała.
  • quasi.modo 01.12.08, 19:19
    Wcale nie zamierzam rezygnować z polskiego! Jeśli już z jakiegoś języka
    przyjdzie mi rezygnować, to raczej z angielskiego.
    Tak się tylko zastanawiam, czy aby polski zawsze będzie dla mniej najbardziej
    naturalnym językiem w komunikacji z dziećmi, skoro z mężem porozumiewać się będę
    inaczej.
    --
    mójsuwaczek
  • fogito 01.12.08, 20:28
    Ja się porozumiewam z mężem po angielsku, ale bardziej naturalna
    jest dla mnie rozmowa z dzieckiem po polsku, bo to mój język
    ojczysty. Jak czasami wypsnie mi się cos po angielsku z rozpędu to
    głupio się czuję. Ale to pewnie tylko ja tak mam.
  • risando 22.11.08, 18:30
    mr_cellophan, obojetnie, czy nazywasz Wasz model nauczanie czy
    wychowanie, moim zdaniem bardzo madrze postepujesz i zycze nadal
    wytrwalosci.

    Przy tej okazji kilka uwag z wlasnego podworka:
    Po prawie 3 miesiesach w pierwszej klasie podstawowki mozemy juz
    stwierdzic, iz dwujezycznosc nie ma zadnego ujemnego wplywu na
    postepy corki w szkole. Wyroznia sie ona nawet na plus, zarowno
    odnosnie jezyka polskiego jak rowniez nauki (obcego) jezyka
    angielskiego.

    Wydaje mi sie, iz nauka szkolna sluzy rowniez rozwojowi jezyka
    niemieckiego, chociaz oprocz czytania w tej chwili nie cwiczymy.
    Jest to chyba jakas rownolegla aktywacja biernej znajomosci. Moze
    dlatego w tej chwili rzadziej tutaj zagladam, poniewaz po prostu nie
    mamy problemowsmile

    Jesli chodzi o rzekomej sztucznosci jakiegos modelu wychowaczego,
    musze niestety powiedziec, iz jestesmy teraz rowniez swiadkami
    pieknego naturalnego wychowania dzieci na przykladzie kilku kolegow
    corki z klasy, czyli: ksiazki nie znaja, po drogie i w ogole nie
    lubia, doroslych nie sluchaja, poniewaz dzieci potrzebuja swobody i
    musza sie wyszalec. Pisac i czytac nie potrafia, bo przeciez w
    szkole maja sie nauczyc ... Poglady niektorych rodzicow na temat
    wychowania i zachowania ich dzieci naprawde sa przerazajace.

    Jestem przekonany, iz w wieku 6 lat syn mr_cellphane'a bedzie
    znacznie lepiej znac (rowniez) jez. angielski niz niektore inne
    dzieci w tym wieku jezyk polski, poniewaz on przynajmniej ma po
    prostu z kim rozmawiac na odpowiednim poziomie.

    Pozdrawiam
    --
    Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w
    Polsce)
  • mr_cellophane 22.11.08, 22:10
    Oj lechce to moja meska proznosc lechce!
    A tak powaznie to chyba jak kazdy kochajacy ojcec chce przekazac mojemu synowi
    to co sam mam. Moje wartosci, moje umiejetnosci i moj swiat. Swiat ktory
    zwiazany jest z umilowaniem podrozy, smakow, zapachow i egzotyki. A przekazujac
    mu swoja umejetnosc mowienia po angielsku (moze nie tak piekna jak dziennikarze
    BBC) ale wystarczajaca aby otworzyc kolejne drzwi, drzwi do podrozy, poznania a
    czasmi i do ludzi ktorych nigdy nie pozna gdy z nimi nie porozmawia.

    Przyznac musze ze zaciekawila mnie ta dyskusja, bo jakos nikt nie neguje i nie
    pyta sie po co ? - gdy rodzice ucza swoje dzieci jak chodzic, jezdzic a rowerze,
    plywac, skakac, jesc sztuccami, mowic prosze przepraszam dziekuje, lecz gdy
    mowia do swoich dzieci w innym jezyku (nie zaniedbujac przy tym ojczystego) to
    zadawane sa pytania dlaczego?

    --
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • nesla 02.12.08, 10:12
    mr_cellophane napisał:

    > Przyznac musze ze zaciekawila mnie ta dyskusja, bo jakos nikt nie
    neguje i nie
    > pyta sie po co ? - gdy rodzice ucza swoje dzieci jak chodzic,
    jezdzic a rowerze
    > ,
    > plywac, skakac, jesc sztuccami, mowic prosze przepraszam dziekuje,
    lecz gdy
    > mowia do swoich dzieci w innym jezyku (nie zaniedbujac przy tym
    ojczystego) to
    > zadawane sa pytania dlaczego?
    >

    Ja mam pytanie, w jaki sposob uczysz jezyka obcego nie zaniedbujac
    ojczystego? Bo z tego co wywnioskowalam (a czytalam ten watek juz
    jakis czas temu wiec moglo mi cos umknac) to zwracasz sie do dziecka
    po angielsku zgodnie z zasada OPOL? Zastanawiam sie jak mozna
    rownoczesnie stosowac OPOL a z drugiej strony nie zaniedbywac
    drugiego jezyka?

    --
    pozdrawiam
    nesla
  • mr_cellophane 02.12.08, 10:54
    Jezyk polski jest jezykiem dominujacym Cinka. Mieszkamy w Polsce i to wlasnie w
    tym jezyku moj syn komunikuje sie najczesciej. Z mama, dziadkami, wujkiem ciocia
    i cala nasza ogromna rodzina. Do tego dochodzi przedszkole. Tak wiec nie o
    polski sie martwie. Bo Tuwima i Brzechwe zna na pamiec, a po pierwszych
    badaniach logopedycznych stwierdzono ze jego zasob slow i porawnosci mowienia
    jest bardzo dobrze rozwiniery jak na 3 latka.
    "Nie zaniedbywanie" polskiego dla mnie oznacza ze caly ciezar rozwoju jezyka
    polskiego zostal przerzucony na mame i dziadkow i rodzine (a wywiazuja sie z
    tego znakomicie) zas angieslkiego na mnie. Ale na tym wlasnie polega ta metoda -
    oznacza poprostu 2 razy wiecej pracy. Wiec byc moze ja "zaniedubje" polski ale
    na proces wychowania sklada sie cala najblizsza rodzina i jako calosc nie ma
    mowy o brakach w Polskim. A kompetencji mamy Cinka a mojej zony nie smiem nawet
    podwazacsmile
    --
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • nesla 02.12.08, 11:54
    Ok, rozumiem, chyba myslalam ze mieszkacie za granica.
    Jeszcze jedno pytanie - czy bedac wiernym zasadzie OPOL nie masz
    wrazenia pewnego rodzaju wyobcowania ze swiata otaczajacego dziecko?
    Stosujesz stuprocentowa konsekwencje w poslugiwaniu sie wylacznie
    jezykiem angielskim w stosunku do synka pomimo, ze to nie twoj jezyk
    ojczysty?
    Gdzies tu wyczytalam, ze tylko w swoim jezyku ojczystym mozna
    porozumiewac sie z dzieckiem w sposob na tyle zaawansowany
    emocjonalnie aby w prawidlowy sposob budowac relacje rodzic-dziecko.
    Czy uwazasz ze stopien opanowania przez ciebie angielskiego ta
    kwestie wyklucza?

    --
    pozdrawiam smile
    nesla
  • mr_cellophane 02.12.08, 14:50
    Wyobcowanie - chyba kazdy rodzic mowiacy innym jezykiem niz otoczenie gdy mowi
    do swojego dziecka przy innych ma takie wrazenie. Dlatego jesli sprawa dotyczy
    nie tylko mojego syna to tlumacze na polski, lub robi to coraz czesciej Cinek.
    Musze przyznac ze od czasu gdy Cinek zaczal chodzic do przedszkola, jego polski
    przezywa ekspozje - i jest wiele slow ktorych nie zna po angielsku - tak wiec
    usilnie pracuje nad zbudowaniem pomostu pomiedzy przedszkolem i domem. Zagladam
    czesto do sali, ogladamy przedszkolne zabawki, robimy wycieczke po zakamarkach
    itp. Cinek wtedy szybciej podchwytuje angielskie znaczenie tych przedmiotow z
    ktorymy styka sie codziennie w przedszkolu.
    Co do konsekwencji, tak, zawsze mowie do syna po angielsku, obecnie jest to juz
    automatyczne, gdy patrze na niego (a nawet na dzieci w jego wieku) wlacza mi sie
    angielskie myslenie, wiec czasami "wymsknie" mi sie cos po angielsku do jego
    kolegow.
    Emocje i ich przekaz, to byla moja najwieksza obawa gdy Cinek sie urodzil. Po
    angielsku mowilem juz do "brzuszka" ale gdy trzymalem Cinka na rekach moje
    emocje byly polskie. Dalem sobie czas proby. Z biegiem czasu emocje stawaly sie
    coraz bardziej naturalne. Po 1/2 roku zaczalem myslec o synu po angielsku, gdyz
    wszystkie przedmioty zwiazane z dziecmi (butelki, smoczki, pieluszki,
    grzechotki) mialy emocjonalne korzenie w angielskich slowach (Cinek jest moim
    pierwszym dzieckiem wiec uczylem sie tych emocji jakby od poczatku). Obecnie
    mysle i snie o synu po angielsku, a przekaz emocji i budowanie relacji jest taki
    jak pomiedzy kochajacym sie ojcem i synem. Byc moze z biegiem czasu gdy zakres
    tych emocji przekroczy moja zdolnosc poslugiwania sie angielskim zrezygnuje z
    tego pomyslu, ale puki nie rozmawiamy o metafizyce czuje ze przekazuje Cinkowi
    to co czuje i mysle.
    Tak na marginesie moja rodzina jest "rozwojowa" i w maju sie powiekszy, a ja juz
    teraz nie wyobrazam sobie abym mial zmienic nasz sytem. Gdyz wszystko co z
    dzieckiem zwiazane jest dla mnie angielskie.
    --
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • maska_pl 24.11.08, 10:44
    Jak to dobrze, że jest to forum, z ludźmi myślącymi i praktykującymi "dwujęzyczność" swoich dzieci, w tej czy innej formie.
    Niestety mnóstwo artykułów i literatury pisanych jest przez takich właśnie, zadufanych w sobie teoretyków, wypowiadających się na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia.

    Buba (XI.2005), non-native bilingual, OPOL, ang (mama), pol (tata)
  • ranska 26.11.08, 21:58
    Bardzo ciekawa dyskusja. Pomyślałam, że przyłączę się, choć od dawna już
    właściwie tylko 'podczytuję' nasze forum (co daje mi ogromna wiedzę i służy pomocą)
    Moja córka Marianna w kwietniu skończy 3 latka. Wychowujemy ją w 'sztucznej'
    dwujęzyczności. Ja mówię do niej wyłącznie po angielsku (dużą w tym zasługa tego
    właśnie forum)a mąż po polsku. Choć oboje jesteśmy Polakami, nie jest to dla
    mnie sztuczna sytuacja. Być może dlatego, ze angielski nie jest dla mnie
    sztuczny i wydaje mi się, że posługuję się nim całkiem naturalnie. Nie o mnie
    jednak chodzi, lecz o córkę, dla której oba te języki po prostu współistnieją w
    NATURALNY sposób. Córka nigdy nie odpowiada mi w języku angielskim, do męża czy
    babci zwraca się jedynie po polsku. Nikt na niej tego nie wymusza. Co więcej, w
    kontaktach z innymi Marianna zaczęła wybierać język rozmówcy. Jeśli ktoś mówi do
    niej po angielsku, ona również w ten sposób odpowiada. Przyznam, że do niedawna
    było to problemem i w mojej obecności do wszystkich mówiła po angielsku, co
    szczególnie wśród obcych budziło nie zawsze pozytywne emocje.
    Pozdrawiam
  • fogito 26.11.08, 22:16
    Sorki, ale nie rozumiem... dziecko wybiera język rozmówcy,
    ale 'nigdy nie odpowiada Ci w języku angielskim'. Może sie
    pomyliłaś, ale chyba skoro mówisz do niej po angielsku to powinna
    równiez po angielsku odpowiadać.
  • ranska 27.11.08, 08:45
    Oczywiście, że się pomyliłam. Zmęczenie robi swoje. Moja córka do mnie zwraca
    się wyłącznie po angielsku, tak jak ja do niej. Ale to można chyba wywnioskować
    z postu
  • fogito 27.11.08, 14:00
    Wywnioskowałam, ale dopytałam się na wszelki przypadek smile Znam
    przypadek takiej dwujęzyczności, gdzie rodzice byli niekonsekwentni
    i w efekcie po 4 latach dopiero zaczęli stosować zasadę OPOL co
    oczywiście wiąże się lekkim pomieszaniem z pąplataniem w czasie
    wzajemnej komunikacji.
  • pinezka82 27.11.08, 23:56
    I po co ja to czytałam?... Dramat w odcinkach.
    --
    Moja majowa dziewczyna
  • piksi.dixi 13.12.08, 23:33
    do mr_c i maski, please,

    mam prawie 2-letnia corke, meza
    mowiacego tylko po ang, ja zas mowie glownie po polsku.

    mam do was kilka pytan, jesli moznasmile

    zastanawiam sie jak sobie radzicie z akcentem?
    czy wasze dzieci maja polski akcent? (tak jak wy? - jesli
    taki oczywiscie macie)
    a co sie dzieje jak nie znacie slowa?
    czy wasze dzieci rozumieja native-ow?
    czy myslicie, ze wasze dzieci beda mowic kiedys lepiej od was?

    bo choc mysle, ze znam angielski b.dobrze, to
    watpie, ze nauczylabym moje dziecko mowic tak jak ojciec.
    zawsze bylaby gdzies ta granica.

    co sadzicie?


  • maska_pl 15.12.08, 13:51
    Odpowiadając po kolei:
    akcent mam niestety polski, nad czym zawsze bolałam, i z tego co widzę mała również go przejęła - to co mówi mama i jak jest nie do pobicia przez bajki na dvd i inne osoby, w tym akurat przypadku niestety sad

    Jeśli brakuje mi słowa - stosuję zamiennik, prostszą wersję jakiegoś wyrażenia, ewentualnie jeśli jest to np. nazwa drzewa to albo chwilowo zmieniam temat (w tym wieku jeszcze można) i po sprawdzeniu w słowniku przy najbliższej okazji nazywam je poprawnie, albo mówię że nie wiem i sprawdzam - dotychczas mała nie zadaje jeszcze pytań typu co to jest? to raczej ja próbuję opowiadać jej o wszystkim co widzimy, więc jak zdaję sobie sprawę że czegoś nie wiem, to odkładam to na później, ale na pewno nie będę bała się przyznać, że czegoś nie wiem i muszę sprawdzić - przecież tak samo zachowujemy się gdy czegoś nie wiemy i sprawdzamy z dzieckiem jakieś informacje np. w encyklopedii

    czy rozumieją native'ów - trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo za mało mamy z takowymi kontaktów, a gdy się zdarzyło mała nie była zainteresowana kontaktem ani z dziećmi, ani z dorosłymi, pewnie byłaby to kwestia osłuchania, w każdym razie bajki i te "wyraźne" angielskie i te "sepleniące" smileamerykańskie zdaje się rozumieć i czasem cytować.

    Chciałabym jeszcze uściślić jedną rzecz - nikt nie musi mnie przekonywać o wyższości nauki języka przez rodzica native'a. Tak naprawdę nie zamierzam nazywać mojego dziecka dwujęzycznym i staram się nie nazywać tego co robię stosowaniem nie-natywnej dwujęzyczności. Po prostu mówię do mojej córeczki po angielsku i obserwuję jak ona potrafi z tego skorzystać. Jeśli będzie w przyszłości tak samo uparta jak ja to na pewno będzie miała dużo większe szanse poznać go lepiej ode mnie. Co do akcentu wiem, że gdyby kiedyś udało mi się to jakoś zorganizować/lub los tak zrządził/ żeby miała więcej kontaktu z native'ami to miałby on jeszcze szansę się zmienić - a jak na razie robię to co mogę żeby było jak najlepiej, w miarę moich skromnych możliwości. Jeśli miałabym z kimś porównywać jej znajomość ang, to raczej z polskimi rówieśnikami, niż z native'ami lub dwujęzycznymi dziećmi native'ów - a w tym przypadku zawsze porównanie to wychodzi mi na plus.

    A tak w ogóle to zastanawiam się na czym ma polegać ta pomoc? Jeżeli ty mówisz po polsku, a ojciec po angielsku to w czym problem?
  • risando 15.12.08, 15:14
    > akcent mam niestety polski, nad czym zawsze bolałam

    Czy kwestia akcentu naprawde jest az taka istotna? Oczywiscie osoba z wyraznym akcentem nie bedzie raczej lektorem czy moderatorem w telewizji, ale odnosnie wiekszosci zawodow (jesli chodzi o to) chyba nie ma zadnych przeszkod. W Stanach Zjednoczonych mozna nawet zrobic kariere polityczna (np. Henry Kissinger, Arnold Schwarzenegger)smile

    Istotne to opanowanie gramatyki, bogate slownictwo, dobry styl, ale akcent to moim zdaniem sprawa drugorzedna, zwlaszcza jesli mowimy o jezykach uzywanych w krajach, w ktorych i tak jest sporo dialektow i imigrantow.

    Pozdrawiam


    --
    Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)
  • piksi.dixi 17.12.08, 09:57
    problemu nie ma, no moze taski, ze mala jak na razie
    nie mowi w zadnym jezyku smile))

    a tak w ogole , to jestem dla was pelna podziwu. bo gdybym mieszkala
    w
    polsce z mezem polakiem, to chcialabym wlasnie tak wychowac dziecko.
    nie wiem tylko, czy wystarczyloby mi cierpliwosci i wiary we wlasne
    umiejetnosci lingwistyczne smile
    poadrawiam


  • piksi.dixi 17.12.08, 10:26
    ( sorry, tytul watku mi sie jakos skopiowal,
    to nie moj "mlody" zjadl to wapno...)
  • piksi.dixi 17.12.08, 10:46
    dzieki za odpowiedz, bardzo to wszystko ciekawe.

    tak myslalam, ze akcent dziecko bedzie miec po tobie.
    ale jak ktos juz napisal, akcent to nie problem. najwazniejsze, zeby
    mowic poprawnie i z sensem smile))
    w stanach otarlam sie o srodowisko tlumaczy sadowych i troche bylam
    zszokowana, slyszac akcenty niektorych osob! czasami trudno bylo ich
    zrozumiec, a jednak osoby te byly w brazny juz po kilkanascie lat.
    sama chcialabym mowic bez akcentu, ale doszlam do
    wniosku, ze jesli native ( najlepiej obcy) rozmawia ze mna bez
    specjalnego wysilku,
    to juz jest dobrze!




  • bomba001 17.12.08, 16:56
    tak sobie przeczytalam z ciekawoscia ten watek. wszysscy w sumie z takim
    poparciem do osob wychowujacych dziecko w sztucznym (TAK to jest to slowo!). a
    ja z innej strony. czytalam kiedys opracowanie, ktore wyraznie mowilo, po
    przebadaniu statystycznie reprezentatywnej grupy takich rodzin, ze to jest
    bardzo szkoldliwe dl arozwoju psychili dzieci i ich relacji z rodzicem "UDAJACYM".
    zasada OPOL, to nie tylko nauka jezyka. podstawowe uczucia, relacje, stosunek do
    swiata, jestesmy w stanie wyrazic tylko w L1. a dziecko tego rodzica tak nie
    pojmuje, wiec w efekcie nie udaje mu sie zbudowac satysfakcjonujacej relacji. i
    juz. nie udaje mu sie tez zbudowac tozsamosci narodowej.
    znam osobiscie 2 rodziny, gdzie ojcowie mowia do dzieci po angielsku. porazka,
    lacznie szescioro dzieci w roznym wielu. mowia, choc niektore sie buntuja. ale w
    akurat tych rodzinach relacje wlasnie z tatusiami prawie nie istnieja. mimo, ze
    oni uwazaja, ze normalnie sie z dziecmi komunikuja, widac duzy nacisk bardziej
    na forme, a nie na "zalapanie komunkikatu". bardzo ograniczona jest komunikacja
    niewerbalna, bo oni caly czas zadaja odpowiedzi. taka relacja "zly nauczyciel
    -uczen".
    nigdy nie zdecydowalabym sie na taki eksperyment, nie pozwolilabym tez na to w
    stosunku do moich dzieci.
    w koncu jezyki to nie wszystko, ich mozna sie nauczyc.

    --
    tak mi sie nie chce....
  • maska_pl 18.12.08, 07:34
    Ok. trudno mi w tym momencie powiedzieć z całą pewnością jaki wpływ na moje
    dziecko, lub moje relacje z dzieckiem będzie miała w przyszłości ta próba
    wychowania w "dwujęzyczności". Tak jak już wielokrotnie pisałam traktuję to jako
    pewnego rodzaju eksperyment a nie wyznacznik i priorytet na całe życie. I nie
    zamierzam tego traktować w ramach statystyk, ale naszego indywidualnego
    przypadku. Mogę natomiast z całą stanowczością powiedzieć, że nasze dni i
    relacje nie są podporządkowane "komunikacji w języku angielskim". Staram się
    stosować metodę OPOL i myślę że jestem dość konsekwentna, ale jak najbardziej
    reaguję na to co córka mówi do mnie po polsku, od czasu do czasu, jak bardzo się
    uprze czytam jej po polsku jakąś książeczkę, chociaż częściej staram się
    tłumaczyć tekst na ang, bajki na dvd wybiera w zależności od swojego
    widzi-mi-się, a nie sztucznie narzuconej zasady że przy mamie oglądamy tylko
    angielskie. Owszem mówię do niej po ang. ale przede wszystkim obserwuję moje
    dziecko, to jak rozwijają się jej relacje ze mną i z otoczeniem, słucham jak
    rozwija się jej język polski i jak na razie ani ja ani otoczenie nie zauważamy
    żadnych niepokojących objawów. Również zdaję sobie sprawę, że w niedalekiej
    przyszłości, gdy będę musiała wyjaśnić jej jakieś zawiłe relacje międzyludzkie,
    lub przeprowadzić tak zwaną "poważną rozmowę" z nastolatką nasz angielski może
    być do tego nie wystarczający, i na pewno wówczas nie zrezygnuję z takiej
    rozmowy tylko dlatego że nie może być przeprowadzona w j. ang.
    Piszesz o ojcach, którzy nie potrafią zbudować satysfakcjonującej relacji ze
    względu na to, że mówią "sztucznym" językiem. Nie przeczę, że tak może być, ale
    czy potrafisz odpowiedzieć mi na pytanie ilu - statystycznie - rodziców
    mówiących do dzieci w swoim ojczystym języku ma średnio satysfakcjonuje z nimi
    relacje?
    Myślę że zarówno ja, jak i mr_cellophane jesteśmy na tyle uważnymi rodzicami,
    mającymi na uwadze przede wszystkim dobro naszych dzieci, a nie kierującymi się
    chorą ambicją wychowania dziecka w dwujęzyczności za wszelką cenę, że mamy
    szanse powodzenia, a w przypadku braku powodzenia zdołamy to w porę zauważyć.
  • maska_pl 18.12.08, 08:47
    Utkwiły mi w pamięci dwie historyjki, które przeczytałam kiedyś na tym forum. Jedna o ojcu profesorze, który po raz pierwszy w życiu odezwał się do swojej córki w ojczystym języku polskim gdy ta skończyła 18 lat. Córka miała do niego pretensje, że nigdy nie miała prawdziwego ojca, tylko właśnie "złego nauczyciela".

    I drugą o matce, która wbrew całemu otoczeniu mówiła do swojego synka od urodzenia po niemiecku. Później, gdy miał on już kilkanaście lat zamieniła to na kilkugodzinne lekcje niemieckiego, żeby w końcu pozwolić mu na samodzielną już naukę (lub pod przewodnictwem innych nauczycieli) i rozwijanie znajomości języka zgodnie z jego własnymi potrzebami. Syn był jej za to bardzo wdzięczny.
    Historie te mówią chyba same za siebie i nie wymagają komentarza smile
  • risando 18.12.08, 09:06
    Witam,

    > ja z innej strony. czytalam kiedys opracowanie, ktore wyraznie mowilo, po
    > przebadaniu statystycznie reprezentatywnej grupy takich rodzin, ze to jest
    > bardzo szkoldliwe dl arozwoju psychili dzieci i ich relacji z rodzicem

    w nauce tak juz jest, iz na jeden temat jest sporo pogladow, poniewaz kazdy mlody naukowiec musi sie jakas nowa teoria wyrozniac. Tak jest u prawnikow i pewnie rowniez w lingwistyce. Generalnie bardzo ostroznie pochodzilbym do ferowania wyrokow na podstawie tylko jednego badania/wypracowania, chociaz oczywiscie kazdy ma tego prawo.

    > podstawowe uczucia, relacje, stosunek do
    > swiata, jestesmy w stanie wyrazic tylko w L1.

    Sadze, iz tak moze byc, ale jest przeciez sporo ludzi na swiecie, ktore sobie swietnie radza w jezyku dla nich obcym na wszystkich plaszczyznach zycia i potrafia w nim jak najbardziej wyrazic uczucia, emocje itp. Moje malzenstwo np. jest "polskie", poniewaz naszym "jezykiem malzenskim" od zawsze jest jezyk polski. Nigdy nie odczuwalem z tego powodu problemow.

    Rowniez nie mialbym problemow mowic do corki po polsku, jezeli z jakiegos powodu tak musialbym postepowac. Teoretycznie bylbym w takim samym stopniu w stanie z nia rozmawiac w tym jezyku obcym jak w swoim jezyku ojczystym.

    > nie udaje mu sie tez zbudowac tozsamosci narodowej.

    Najdzielniejszi dzialacze narodowi podczas zaboru pruskiego na Pomorzu wrecz doskonale znali jezyk niemiecki. Im ta narzucona okolicznosciami dwujezycznosc wcale nie przeszkadzala byc polskimi patriotami.

    Jesli wiec komus budowa tozsamosci narodowej potrzebna jest, to nie widze problemusmile Zreszta w przedstawionych tutaj na Forum przypadkach jest obok "forumowicza nie-nativa" jeszcze drugi rodzic i pozostala rodzina. Jak chca, to jakies tam wartosci narodowe po polsku przekaza dziecku.

    Pozdrawiam serdecznie

    --
    Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)
  • nesla 18.12.08, 09:32
    Dla mnie to jest bardzo ciekawy temat, bo wreszcie mozna poczytac o
    dwujezycznosci niejako od drugiej strony, niz ta z ktora sie
    borykam. Ja na przyklad odnosze wrazenie, ze wlasnie jezyk polski
    (pomimo ze to moj jezyk ojczysty) jest dla moich dzieci czyms
    nienaturalnym i trudno nam bedzie w przyszlosci bazowac tylko i
    wylacznie na tym jezyku przy budowaniu wiezi emocjonalnych. Jestem
    praktycznie jedyna osoba mowiaca po polsku w codziennym otoczeniu
    moich dzieci, wszedzie poza domem posluguja sie holenderskim i w tym
    jezyku mysla. Starsza corka (4l) stara sie mowic po polsku i duzo
    rozumie, ale "zyje" w jezyku niderlandzkim i jak wraca ze szkoly to
    w tym jezyku chce opowiadac jak minal jej dzien i rozmawiac ze mna.
    Czasem odnosze wrazenie, ze pozostajac przy polskim strace pewna
    wiez emocjonalna, odizoluje sie od jej swiata..
    --
    pozdrawiam
    nesla
  • jan.kran 18.12.08, 11:06
    Moj syn czuje się Niemcem , mówi po niemiecku jak nativ i to jest Jego język.
    Ma 19 lat i od czterech lat może także rozmawiac po niemiecku ze mną.
    Mimo że mój niemiecki ma braki jestem w stanie oddać w tym jezyku absolutnie
    wszystkie moje uczucia.
    To co mnie wzrusza to fakt że B. spontanicznie mówi do mnie po polsku bo wie że
    to jest MÓJ język.
    Mamy tak dobre układy i porozumienie emocjonalne że nie odgrywa roli w jakim
    języku mówimy.
    Czasem nawet rozmawiamy po norweskuczy po angielsku który mój syn zna bdb a ja
    bardzo źle.
    Ważna jest więź między nami i to wykracza poza język.

    Młoda w tej chwili jest całkowicie niemieckojęzyczna. Studiuje czwarty rok w
    Monachium i Jej całe życiowe spektrum zarówno dotyczące studiów jak i życia
    codzienego to niemiecki.
    Do mnie nie odezwie sie nigdy po niemiecku i to jest Jej decyzja.
    Czasem brakuje Jej słów , zwłaszcz dotyczących studiów ale sie pyta i prosi
    żebym Ją poprawiała.

    Psychologicznie myśląc dzieci w pewnym momencie same wybieraja swoją drogę.
    I wierzę w to że język w jakim się komunikują jest ważny ale ważniejsze są
    emocje związane z rodzicami.
    W pewnym momencie znajomości jezyków następuje taki moment że można wyrazić
    emocje w kilku językach.

    Przyznam się że na początku byłam sceptyczna co do eksperymentu mówienia do
    dziecka w PL w innym języku niż polski.
    Ale śledząc to co pisze Maska i mr_cellophane zmieniłam zdanie.
    Kran
  • pinezka82 19.12.08, 00:58
    Bardzo ciekawe to opracowanie musi być. Można prosić o jego namiary?
    Bo ja z takimi tezami dotychczas się nie spotkałam w opracowaniach naukowych.
    Zresztą przy nie-natywnej dwujęzyczności problem tożsamości narodowej nie
    istnieje, bo i skąd? Bo tata mówi do mnie po angielsku, to mam się czuć
    Anglikiem, Amerykaninem, Australijczykiem i kima tam jeszcze? Toż to już czysty
    absurd. Nie o to tutaj kompletnie chodzi smile
    Natomiast faktem jest, że najłatwiej wyrażać emocje w swoim pierwszym języku
    (nie musi być to język ojczysty zresztą, chodzi o kryterium frekwencyjności
    użycia), ale jak już tu na forum wiele osób pisało i tego można się nauczyć.
    Zresztą każdy człowiek stając się rodzicem musi się nauczyć okazywać uczucia i
    przekazywać emocje na nowo, w relacji z nowym człowiekiem. To też nie jest
    raczej motywowane językowo.
    --
    Moja majowa dziewczyna
  • edgar2005 25.12.08, 18:52
    Cieszy mnie, ze takich rodzicow jest wiecej. Tak trzymac! Zawsze warto szukac
    analogii. Jest cala masa Hindusow czy Ganijczykow w UK, ktorzy do dzieci mowia
    wylacznie po angielsku, w jezyku dawnych kolonialnych oprawcow. Mowia, owszem, z
    akcentami, ale wiedza, ze dzieki temu dzieci beda znaly jezyk biegle i w szkole
    nie beda mialy problemow. Miejmy nadzieje, ze dzieci polskie znajace angielski
    tylko ze szkoly, nie beda musialy u nich potem sprzatac.
    Poza tym, w Polsce tez wielu rodzicow mowi niedoskonale po polsku (bledy,
    rusycyzmy, germanizmy, ciezkie akcenty) a jednak nie mowi sie tu o
    "sztucznosci". A rodzice emigranci, nauczeni perfekcyjnie gramatyki angielskiej
    czy niemieckiej na poziomie akademickim, niejednokrotnie mowia po angielsku
    poprawniej niz nauczyciele w szkolach, ktorzy zreszta czesto sa obcokrajowcami.
    Jestem pewnien, ze bede musial poprawiac bledy dziecka przyniesione ze szkoly,
    bo w panstwowej szkole poprawianie bledow nie jest politycznie poprawne...

    A do autora/ki watku, zjawisko to mozna badac np. na Podlasiu, gdzie oboje
    rodzicow czesto wychowywalo sie mowiac w domu po bialorusku, a jednak do dzieci
    mowia po polsku lub w obu jezykach, podczas gdy dziadlowie mowia po bialorusku.
  • mr_cellophane 25.12.08, 23:04
    W szale przeprowadzki znalazlem choc troche czasu aby zerknac na ten topik ktory
    rozgorzal na dobre.
    piksi.dixi - akcent - tak jak pisze jan kran - nigdy nie byl dal mnie czyms do
    czego dazylem w tym modelu wychowania. Wiadomo Cinek bedzie mial go po mnie
    (choc posilkujemy sie CD, DVD itp). W moim nie slychac slowianskich korzeni ale
    do natywnego mi daleko. Na tego typu pytania zwykle odpowiadam pytaniem. A jaki
    akcent mialby Cinek gdyby uczyl sie angielskiego gdyby chodzil w przyszlosci do
    szkoly jezykowej (na 99% polski nauczyciel)?? Napewno nie brytyjski.
    Co zas do nativiow i ich rozumieniu. Z cala pewnoscia moge powiedziec ze rozumie
    ich bez problemow. Oczywiscie wtedy kiedy tego chce (typowa sluch wybiorczy 3
    latka). Mialem mozliwosc obserwowania podczas obozu angielskiego bardzo szybko
    lapal kto jakim jezykiem mowil i swietnie lawirowal pomiedzy amerykanami aby
    zdobyc cukierki (koniecznie czekoladowe bo te owocowe mu nie smakowaly).
    Potrafil samodzielnie dowiedziec sie kto je ma i co musi zrobc aby je dostac.
    Dla mnie niesamowitym bylo to jak naturalne bylo dla niego taka zaglerka
    jezykowa, zapytany po angielsku odpowiadal po angielsku a gdy pytanie padalo po
    polsku odpowadal po polsku.
    Slowa, slowa, slowa - no coz - podbnie jak maska_pl - czasami mi ich brakuje, a
    na poczatku bylo to czesto. Prowadzilem wtedy zeszyt w ktorym zapisywalem slowa
    ktorych nie znalem (moj angielski byl bardzo techniczny) i wieczorem siadalem do
    tlumaczenia i nauki. Dzis gdy komunikacja jest juz dosyc intensywana, albo
    opisuje przedmiot, sprawdzam w slowniku (mam go w komorce wiec zawsze przy
    sobie), albo gdy sprawa dotyczy bardziej wyrafinowanych spraw (np. gatunki zab
    smile opowiadam sytuacje ogolnie i waracamy do niej pozniej (np. robimy zdjecie
    zabce i wieczorem ogladamy je z odpowiednimi slowami). Tak naprawde takie
    sutuacje to narazie zadkosc gdyz Cinek na 3 lata wiec i rozmowy sa na poziome 3
    latka.
    >>czy myslicie, ze wasze dzieci beda mowic kiedys lepiej od was?
    Chcialbym, i mysle ze to calkiem mozlwe gdyz Cinek nie ma "filtra" polskiego
    przy poznawianiu drugiego jezyka.
    >>watpie, ze nauczylabym moje dziecko mowic tak jak ojciec.
    Ja to wiem, ze Cinek nie bedzie mowil jak dzieci dwujezyczne z rodzin natywnych,
    ale nie taka jest moja skala porowawcza. Dla mnie skala jest dziecko dwujezyczne
    z nie natywnej rodziny i dziecko uczace sie angielskiego - a mysle ze tu bedzie
    ogromna roznica.

    bomba001 - relacja ojciec syn - no coz - naleze do tych ojcow ktorzy roznia sie
    od matek tylko tym ze nie karmili piersia - i zapewniam Cie ze moje relacje z
    synem sa bardzo silne i spojne. Wyrazanie uczuc bylo problemem na poczatku
    (pierwsze miesiace po urodzeniu), lecz z czasem stalo sie naturalne i przekazuje
    Cinkowi to co czuje. Ja jestem bardzo zwiazany z nim a on ze ma. Nigdy nie
    pozwolilbym sobie na to aby moje relacje mialy ucierpiec z powodu komunikacji,
    tak wiec jesli tak sie stanie ze nie bede w stanie przekazac Cinkowi tego co dla
    mnie waze z powodu bariery jezykowej, napewno porzuce ten pomysl.
    >>znam osobiscie 2 rodziny, gdzie ojcowie mowia do dzieci po angielsku. porazka,
    lacznie szescioro dzieci w roznym wielu. mowia, choc niektore sie buntuja. ale w
    akurat tych rodzinach relacje wlasnie z tatusiami prawie nie istniej<
    A jaka masz pewnosc ze przyczyna tego jest jezyk komunikacji a nie braki
    emocjonale rodziny. Idac tym tropem dlaczego tak duzo jednojezycznych rodzicow
    nie ma zadnych relacji ze swoimi jednojezyczymi dziecmi?

    >ja z innej strony. czytalam kiedys opracowanie, ktore wyraznie mowilo, po
    przebadaniu statystycznie reprezentatywnej grupy takich rodzin, ze to jest
    bardzo szkoldliwe dl arozwoju psychili dzieci i ich relacji z rodzicem "UDAJACYM".
    zasada OPOL<
    Albert Einstein mawial kiedys ze sa trzy rodzaje klamst - klamstwo, wierutna
    bzdura i statystyka. Chcialbym poznac zrodla wspomnianych przez Ciebie badan ale
    przypominaja mi sie te przeprowadzone w Szwecji pod koniec lat 60. Gdzie
    przebadano wiele dzieci dwujezycznych i wyszlo na to ze maja nizszy iloraz
    inteligencji, problemy w nauce a nawet problemy emocjonalne i spoleczne. Mit ten
    byl kultywoany nie tylko przez ministerstwo edukacji w Szwecji ale i pokutuje po
    dzien dzisiejszy w wielu krajach Europy. Dopiero po latach odkryto powazna luke
    w prowadzonych badaniach. Okazalo sie ze ta reprezentatywna grupa badanych
    dzieci pochodzila w wiekszosci z rodzin emigranckich bo tam dwujezycznosci bylo
    najwiecej (ktorych wiekszosc byla rodzinami robotniczymi bo takie masowo
    emigroway do Szewcji) gdzie edukacja i literatura nie stanowila priorytetu
    rozwojowego. A statystyka zrzucila to na dwujezycznosc.
    >>podstawowe uczucia, relacje, stosunek do swiata, jestesmy w stanie wyrazic
    tylko w L1<
    Byc moze jestem stronniczy ale sie nie zgodze - bo patrzac na znajome malzenstwa
    mieszane w ktorych przynajmniej jedno z nich komunikuje sie z drugim nie przy
    pomocy L1 to az mi sie wierzyc nie chce ze miedzy nimi nie ma glebokich relacji
    i milosci a ich mazenstwo jest sztuczne.

    --
    I'm Mr Cellophane
    Syn-Cinek(X.2005)-non-native bilingual OPOL-ML:pol(mama), ml:ang(tata(to ja))
  • fogito 02.01.09, 18:15
    Małżeństwo mieszane może nie jest 'sztuczne' ale czasami jest
    szalenie trudno przekazać drugiej stronie niektóre odczucia nawet
    jak się świetnie zna język. W angielskim brak jest niestety wielu
    odpowiedników polskich wyrazów i dlatego komunikacja jest z
    założenia bardziej uproszczona.
    I dlatego czasami mąż nie rozumie mnie a ja jego pomimo, że znamy
    znaczenie poszczególnych słów w obu językach.
  • dee.angel 12.01.09, 13:33
    Ja bardzo przepraszam, ale komunikacja to nie tylko slowa (chyba, ze nagrywacie
    sie na dyktafon wink). Nawet jezeli brakuje czasem jakiegos slowa albo nie jest
    ono w 100% adekwatne do tego co sie chce wyrazic, pozostaje jeszcze cala gama
    srodkow, ktore w trakcie rozmowy wykorzystujemy, zeby lepiej zobrazowac sens
    wypowiedzi. Jezeli trudno wam sie zrozumiec, to moze wcale nie jezyk jest przyczyna?
    --
    "a psychologist is a man who watches everybody else when a beautiful girl enters
    the room"
  • fogito 13.01.09, 18:50
    Tak, są oczywiście inne formy porozumiewania zwłaszcza w opcji
    kobieta i mężczyzna wink Ale chodzi mi raczej o takie zrozumienie w
    locie i podkładkę kulturową, które nie da się sztucznie wyrobić.
    Jesteśmy małżeństwem już 8 lat i problem nie polega na braku
    zrozumienia, tylko na odmiennych kulturowo zachowaniach i reakcjach,
    których czasami nie da się wyrazić słowami pochodzącymi z innego
    języka.
    Wracając do problemu używania języka obcego w rozmowie z własnym
    dzieckiem chodzi mi o niemożność wyrażenia owych niuansów,
    niezależnie od stopnia znajomości tegoż języka.

  • maska_pl 14.01.09, 10:03
    No właśnie, a my z małą funkcjonujemy w tej samej kulturze i swój język
    pozawerbalny znamy od podszewki. A to że nie ode mnie nauczyła się wierszyka
    "Siała baba mak" - na szczęście są dziadkowie i ciocie. Za to oglądając wraz ze
    mną polską bajkę poznała "kłobuka", którego nawet nie próbowałam tłumaczyć na ang.
    Fakt, czasem jak słucham jak mąż przekomarza się z małą stosując różne słowne
    przeinaczenia i zdrobnienia, to trochę mi żal, że ja jednak tak nie mogę, ale
    nie robię z tego problemu.
    Ale tak jak już wielokrotnie pisałam wszystko jeszcze przed nami, bo mała jest
    jeszcze mała i na razie jej świat i relacje z innymi ludźmi nie są zbyt
    skomplikowane, a w naszym małym światku radzimy sobie całkiem dobrze.









Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka