Bardzo ciekawe to co piszecie i bardzo budujace. Moja corka ma
prawie 8 lat i ja ciagle mam wrazenie, ze poleglam

Niestety nie
zawsze mowie do niej po polsku, chociaz wiem, ze ona wszystko po
polsku rozumie. Ja sama w domu jestem polskojezyczna, maz tylko
angielski i mieszkamy z dziadkiem, ktory tez tylko angielski (USA).
Ciekawa jestem jak to wygalda u innych osob, ktore pracuja zawodowo
tak jak ja dosc dlugo i malo maja kontaktu z dzieckiem. Bo jak do 3
roku zycia bylam z mala w domu to nie bylo problemu, mowila
wylacznie po polsku do mnie, po angielsku rozumiala wszystko ale
mowila slabo.
Teraz chodzi nawet w soboty do polskiej szkoly przy ambasadzie ale
ciagle nie ma tak, zeby zawsze zwracala sie do mnie po polsku.
Moj maz bynajmniej mi nie utrudnia , zacheca mala zeby uczyla sie
polskiego, tlumaczy jakie to wazne ale przyznam, ze to ja czasami
nie wyrabiam. Wracam po pracy kolo 18:30-19:00 do domu, wita mnie
mala katarynka po angielsku i lapie sie na tym, ze mechanicznie
odpowiadam tez po angielsku. Kiedy przychodze do pokoju, w ktorym
siedza oboje corka i maz i chce jemu powiedziec cos i malej cos to
automatycznie mowie po angielsku i czesto dopiero jak mala odpowie
orientuje sie, ze znow nie zaczelam po polsku i na polski
przechodze. Ale nie wychodzi mi to automatycznie niestety, zmeczenie
bierze gore.
Mala ma mnostwo polskich ksiazek, filmow, piosenek, na wakacje
staram sie zapraszac kogos z rodziny zeby miala kontakt z jezykiem.
No i posylam ja do polskiej skzoly, odrabiam z nia lekcje, pilnuje
zeby czytala ale mam straszne poczucie caly czas, ze to orka na
ugorze, ze jednak nie umiem, nie nadaje sie do tego. Kiedys mowilam,
ze w ogole nie do pomyslenia, zeby mala nie byla dwujezyczna a teraz
ogrom pracy mnie czasami przygniata. Juz mi nawet nie zalezy, zeby
mowila bez akcentu, choc keidys to bylo starsznie wazne...
Bylysmy rok temu w Poslce, mala z dziadkami, rodzina czy wsrod
rowiesnikow (ktorzy wiadomo na tym poziomie nawet jak sie ucza
angielskiego to znaja kilka slow) mowila po polsku-czasem miala
problemy ze slownictwem, uzywala angielskiej skladni ale dawala
rade. Ale po 4 dniach rozplakala mi sie wieczorem, ze jej jest
starsznie trudno, ze to okropnie meczace i wymagajace dla niej i czy
nie mozna by odwiedzic dla odmiany jakichs amerykanskich dzieci.
Oczywiscie nie mam zamiaru rezygnowac, ale to poczucie porazki mnie
ostatnio przesladuje.