Myślę, że dzieciom mniej przeszkadza niespójność zdrobnień, np. w szkole Alex, w
domu Olek, niż niekończące się problemy z pisownią i literowaniem pełnego
imienia. Dlatego jestem za tym, żeby na emigracji wybierać imiona o pisowni
identycznej lub... na tyle egzotycznej, żeby się trzeba było spytać. Wpienia
mnie natomiast tłumaczenie imion typu: Ty masz na imię John a to po naszemu Jan,
to ja będę na ciebie mówić Janek; albo w drugą stronę: w dokumentach Paweł, za
granicą Paul. Pewnie, że są imiona, na których obcokrajowcy po prostu nie
wyrobią, jak przytaczany już Zdzisław. Ale trzeba dać przynajmniej ludziom szansę.
--