shamsa napisała:
> a ja jestem zwolennikiem "swietego prawa do odpoczynku"
Hm.. my mieszkamy pod lasem, las to nie atrakcja! Wyjazd do miasta to dopiero
frajda, zwlaszcza pociagiem (co tam wlasny samochod) dzieci marza o tramwajach!
Skad tu wziac tramwaj?!
A powaznie,
masz racje, tyle, ze kiedy tak wlasciwie pocwiczyc pewne rzeczy? Nie mowimy w
koncu o jakichs lekcjach przez pol dnia. Moje dzieci robia codziennie jakies
15-20 min polskiego (czytanie, mlodsze: wyrazy- literki etc.) czasami nie robia
wcale nic; a wlasnie pisanie zajmuje troche wiecej czasu. I to planuje zrobic.
A slowek raczej sie nie uczymy, mama mowi wylacznie po polsku! Co prawda,
czytajac niektore rzeczy w internecie, zaczynam sie zastanawiac, czy ja aby na
pewno po polsku mowie? Moze powinnam -ja-zaczac sie uczyc...slowek? Az tu sie
roi od neologizmow typu lizingowac, serwisowac (samochod); i rozne inne piekne
nowo-slowa...Brr...
--
Pozdrawiam,
Anna