Jest mi po prostu przykro, ze maz nie moze brac udzialu w
> spontanicznym gaworzeniu. Przeciez nie bede tlumaczyc mu niuni i
> skarbeczka, bo i jak... Ktos tu wczesniej napisal, ze z malym
> dzieckiem nie rozmawia sie o niczym waznym. Moim zdaniem te
niewazne
> rozmowy sa podstawa budowania relacji rodzinnych, i zupelnie nie
> wiem, jak wlaczyc w to meza.
tlumaczyc nie musisz, maz przeciez bedzie wiedzial, ze sa to
slowa "dziecinne" i na pewno w swoim jezyku bedzie w podobny sposob
zwracal sie do corki. mala bedzie dostawala taki sam przekaz w dwoch
jezykach i na pewno nikt jej nie wyrzadzi tym krzywdy.
Kazde sobie ma z malutka rozmawiac w
> swoim jezyku lezac z nia razem na jednym kocyku?
dokladnie

i uwierz, ze po jakims czasie nie bedzie wam to robic
roznicy, ani nie bedzie wydawac sie dziwne ( dla poczatkujacych
rodzicow takie odczucia sa, wydaje mi sie, calkiem normalne)
u nas tak to funkcjonowalo, kiedy dzieci byly male.
Nie myslalam,
> ze dwujezyczne wychowanie bedzie takie smutne.
smutne???? ale dlaczego?? jesli bedziesz wychodzic z takiego
zalozenia, to pewnie i tak sie stanie. powtorze za fogito -
fascynujace to odpowiednie slowo
--
add life to your years not years to your life