A gdzie jest niby ta ciezkosc zwracania sie do meza po niemiecku a
do dziecka po polsku? Nie rozumiem tego. Ja z synem rozmawiam po
polsku a do meza zwracam sie po angielsku. Kwestia rozumienia przez
meza jezyka polskiego jest w tym wypadku drugorzedna. Po pierwsze
mieszkajac z osobami mowiacymi po polsku ojciec w naturalny sposob
sie oslucha i bedzie rozumial wiekszosc, a z biegiem lat coraz
wiecej. To w jego gestii lezy wykonanie minimalnego wysilku i
przyswojenie sobie podstaw polskiego skoro ma sie polska zone i w
polowie polskie dziecko. Najwazniejsza sprawa jest dwujezycznosc
dziecka, ktore musi nauczyc sie poprawnie obu jezykow, a bedzie to
mozliwe tylko wtedy jesli rodzice bezwzglednie beda przestrzegac
zasady OPOL. To tlumaczenie przy stole to mit jakis i sam sie nie
dlugo przekonasz, jak twoj syn podrosnie, ze nic nie trzeba nikomu
tlumaczyc. Taka dwujezyczna rozmowa przy stole to dla dziecka
doskonala gimnastyka mozgu. I naprawde nie ma w tym nic sztucznego
lub na sile.
A w przypadku sytuacji autorki watku problemem jest zle nastawienie
meza do jezyka zony. I to jest juz glebszy problem.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.