Dodaj do ulubionych

Aborcyjna hipokryzja kobiet w okolicach 50-60..

14.06.08, 20:54
Zastanawia mnie to, ze wiekszosc kobiet tworzacych nagonke aborcyjna i
poaborcyjna, dzialajacych w organizacjach typu pro-life jest wlasnie w tym
przedziale wiekowym.

A teraz powiem, dlaczego mnie zastanawia - rozmawialam o tym kiedys z mama,
lekarzem. W czasie stazu, kilkadziesiat juz lat temu, byla miedzy innymi ma
oddziale ginekologiczno-polozniczym. Aborcje byly w tamtych czasach (czyli ok
30-40 lat temu) traktowane jako metoda antykoncepcji. Mama opowiadala, ze
bardzo duza czesc kobiet w wieku 40-60 lat ma za soba co najmniej jedna
aborcje. A sa takie, ktore mialy ich kilka (i to wcale nie jest maly odsetek).
W czasach w ktorych nie bylo w Polsce zbyt duzego dostepu do antykoncepcji
wiele ciaz po prostu usuwano, nie zastanawiajac sie zbytnio nad "zyciem
poczetym".

Poza tym - tak na zdrowy rozum - dzisiaj, kiedy prezerwatywy mozna kupic bez
wstydu w kazdym kiosku, na kazdej stacji benzynowej, aptece, supermarkecie,
tabletki antykoncepcyjne wypisuje ginekolog przy rutynowym "przegladzie" bez
najmniejszego problemu, sa na kieszen praktycznie kazdego, spirala jest w
cenie na ktora moze sobie pozwolic wiele kobiet - nadal zdazaja sie niechciane
ciaze i jest ich calkiem sporo.
To jakim cudem wiekszosc rodzin w Polsce (z powojennego pokolenia) to model
2+3, 2+2 albo i 2+1?? Naprawde uwazacie, ze ci ludzie w wieku 30 lat
przestawali uprawiac seks? Albo ze w czasach ciezkiej komuny stac ich bylo na
skuteczna antykoncepcje, nie rozwalajacych kompletnie zdrowia tabletek? (nie
oszukujmy sie, tabletki w latach 70-tych i 80-tych do zdrowych sie nie
zaliczaly..) I przede wszystkim - ze kobiety mialy dostep do tych gumek,
tabletek, kapturkow, spiralek..? W malych miasteczkach, na wsiach? Nie,
najzwyczajniej w swiecie zachodzily w ciaze i ja usuwaly. Czasami po 4-5 razy
w ciagu zycia.

I to sa wlasnie te kobiety, ktore teraz najglosniej krzycza o obronie zycia
poczetego.

Niezly paradoks, prawda?

--
Fragile
Edytor zaawansowany
  • 15.06.08, 14:13
    Nie wiem czy ktoś robił badania statystyczne na temat jaka grupa
    wiekowa najbardziej dopuszcza aborcję, a jaka nie. Faktem jest że
    niektóre panie na starość robią się szalenie cnotliwe, co nie
    oznacza jednak, że tylko one robią zadymy przeciwko usuwaniu ciąży.
    W tej dziedzinie działa sporo kobiet bardzo młodych, młodych, czasem
    zapalonych działaczek politycznych, które doskonale wiedzą jak zbić
    kapitał popularności. TV często pokazuje protestujące przeciwko
    dopuszczalności aborcji 16 latki z kółek różańcowych.
    To, że dawniej z aborcją nie było problemu wynikało z
    niedoskonałości i mniejszej dostępności środków anty, kupowanych
    często za dolary, a więc bardzo drogich.Pigułki były przeładowane
    hormonami.
    Dopóki nie było usg, nie było wiedzy jak wygląda życie zarodka, a co
    za tym idzie mniejsza była wrażliwośc społeczna na sam fakt usuwania
    ciąży. Aborcji było dużo, ale teraz śmiem twierdzić nie ma ich mało,
    tylko zakłamanie jest większe i większe pieniądze lekarze na tym
    tłuką. Antykoncepcja jest sprawą bardzo trudną i ciekawa jestem
    czy średnio płodna kobieta przejdzie przez życie bez wpadki.
    Generalnie rzecz biorąc 30-40 lat temu kobiety wpadały i usuwały
    ciąże, ale też były takie,które nigdy by tego nie zrobiły i rodziły
    kolejne dzieci. Myślę, że dzisiaj jest dokładnie tak samo. Aborcja
    jest zakazana, jednak niektóre kobiety usuwają ciąże bez trudu w
    kraju lub za granicą, ale też jest grupa takich które nigdy tego nie
    zrobią.
    Porzekadło mówi, że na stare lata najbardziej porządnieją największe
    puszczalskie.
  • 19.06.08, 18:40
    dokladnie, jest bardzo duzo nastolatek(glupie i niedoswiaczone, to
    je tluymaczy) 20latek, 30 latek swietnie wyksztalconych, zaradnych
    a zarazem TOTALNIE zindoktrynowanych przez kosciol, oaze, katecheze
    w szkolach!!!
    moim zdaniem katecheza w szkole od 15 lat zdolala wbic do głów
    milionom polakow ze aborcja to morderstwo. ja mialam takie
    katechezy w podstawowce, i pewnie cale moje pokolenie mialo
  • 25.06.08, 09:04
    kadanka napisała:

    > dokladnie, jest bardzo duzo nastolatek(glupie i niedoswiaczone, to
    > je tluymaczy) 20latek, 30 latek swietnie wyksztalconych, zaradnych
    > a zarazem TOTALNIE zindoktrynowanych przez kosciol, oaze, katecheze
    > w szkolach!!!
    > moim zdaniem katecheza w szkole od 15 lat zdolala wbic do głów
    > milionom polakow ze aborcja to morderstwo. ja mialam takie
    > katechezy w podstawowce, i pewnie cale moje pokolenie mialo

    Czy ja wiem...
    Kwestia charakteru i tyle.
    Pochodzę z bardzo katolickiej rodziny (co niedziela obowiązkowa msza,pilnowanie
    od małego zmówienia wieczornej modlitwy,bardzo dużo książek religijnych w domu,o
    wiele więcej niż "zwykłych" itp.).
    Od 10 roku życia chodziłam dodatkowo (nie zmuszana przez nikogo) na oazę.
    Następnie w wieku 15 lat nastąpił zwrot o 180 stopni i nawet bierzmowania nie
    mam.Jestem też za aborcją na życzenie.
  • 21.12.16, 01:10
    Hmmm, co do wspomnianej kwestii pań w konkretnym już wieku i o ich " nagłej " cnotliwości, śmię powiedzieć, że żadna z nich w młodości nie biegała dwa razy do kościoła dziennie i nie należała do kolka różańcowego. Przy najmniej większość z nich. Prowadziły życie jak każdy. Jednak z biegiem upływu czasu człowiek patrzy wstecz na swoje tamto życie i chce się " nawrócić " w jak najszybszy sposób, bo w końcu teraz " z górki ". Dla tego te wszystkie mohery, którym zostało kilka lat na tej ziemi, próbują odkupić swoje dawne grzechy przez wydeptanie ścieżki do kościoła, przez działalność " misyjną " w imieniu boga, przez skuteczne podlizywanie się wspólnocie kościoła np. podczas kolędy czy pichcenie im na plebanii. Doskonale znam to, gdyż mam taka babcię. Wcześniej nawet na emeryturze nie miała czasu w tygodniu na mszę, a teraz ho ho, co dziennie w pierwszej ławce w kościele, a tych, którzy ograniczają się wg niej, do mszy w niedzielę, nazywa niewiernymi czy poganami. Bo do nieba nie pójdą jak ona i w piekle będą się smażyć. Ha ha, dobre sobie.
    Człowiek sam sobie tu na ziemi potrafi zgotować piekło i nawet ten ich bóg nie pomoże. Choćby podczas wojen, głodu, chorób, dużej śmiertelności dzieci w Afryce. I gdzie on jest ?! Nigdzie !!!
    Po prostu nie ma żadnego boga. To człowiek sobie go wymyślił, żeby w coś wierzył, bo w końcu trzeba w coś wierzyć. Ja jestem realistką i ode mnie zależy czy będę szczęśliwa jak w niebie czy na odwrót. A te wszystkie babcie ustawiają się w kolejce do nieba bram i prześcigają się, która będzie pierwsza, patrząc na swoje ostatnie uczynki, którymi przypodobają się bogu.
    To tyle, co miałam do powiedzenia.
    Pozdrawiam wszystkich realistów.
    Ps. Co do aborcji, jestem jak najbardziej ZA w szczególnych przypadkach, bo to nasz wybór i nasze ciało. Nie żadnego marnego polityka co gówno wie o wychowywaniu, a szczególnie o rodzeniu dziecka z gwałtu, dziecka zniekształconego przez chorobę, dziecka śmiertelnie chorego już w łonie matki czy dziecka, które na swojego dziadka będzie wołać tato. Niech te leszcze się zastanowią co chcą zrobić matkom i ich dzieciom ( które wymieniłam).
    Możecie mnie zlinczować, nie dbam o to. Ja tylko staję po stronie kobiet walczących o prawo do aborcji.
    Dzięki za uwagę ;)
  • 10.07.17, 15:27
    Mam 54 l. , 32 lata po ślubie a wcześniej jeszcze 2 lata z narzeczonym. Antykoncepcja od zawsze - mieszkałam w Warszawie a w TOwarzystwie Rozwoju Rodziny nawet w siermiężnych latach 80-tych podchodzono do tematu z powagą. Najpierw wkładka ze wspomaganiem żelem a po drugim dziecku spirala przez 3 lata. Od 20 lat pigułki, ale chyba zaraz finał. W ciążę zachodziłam od splunięcia, ale antykoncepcji pilnowałam na tyle skutecznie, że udało się uniknąć wpadki. Gdyby się przytrafiła do rozsądnego wieku, to pewnie bym rodziła. Gdyby później - musiałabym się zastanowić. Uważam, że kobiety mają mieć wybór a decyzja należeć powinna do pary, której nieplanowane poczęcie się przytrafiło.
  • 15.06.08, 14:24
    Wyobraź sobie, ze wśród osób broniących dzieci poczetych najwiecej
    jest kobiet młodych 20-40 letnich. Sporo jest tez kobiet, które
    miały możliwość zaznania tej "wolności wyboru", a dziś uważają to za
    najwiekszy bład swojego życia i próbują - najcześciej skutecznie -
    przestrzec przed tym innych.

    Piszesz o kobietach 40-60 letnich czyli o pokoleniu moich rodziców.
    Zapewniam cię, ze nie wszystkie się skrobały. Wręcz przeciwnie,
    tylko pewien odsetek korzystał z tej "dogodności". Poza tym że nie
    było chemicznej antykoncepcji były środki mechaniczne. Wiekszośc
    kobiet stosowała wtedy powszechnie metody naturalne i zazwyczaj nie
    zdarzało im się więcej niż 1 dziecko z wpadki (czyli mniej więcej
    tyle samo co teraz stosując nowoczesne metody antykoncepcji). W
    tamtym okresie powszechny był model z 3 lub większa ilością dzieci.
    Rodziny z 1 dzieckiem przeważnie były wynikiem problemów
    zdrowotnych. No i pamietajmy też o wiekszej smiertelności -
    zwłaszcza wśród niemowląt.

    Żeby zaspokoić twoją ciekawość - sama stosuję NPR od 15 lat i ta
    metoda nie zawiodłą mnie nigdy.
  • 15.06.08, 20:53
    gratuluję skuteczności npr. niestety znam wiele kobiet, które dzięki npr mają za
    sobą aborcję.
  • 15.06.08, 21:40
    kobiety po aborcji, które znam, zaszły w ciazę mimo antykoncepcji.
    Nie znam żadnej, która dokonała aborcji bo zawiodło ją NPR.
  • 16.06.08, 09:41
    Ale nawet Ty nie znasz wszystkich kobiet po aborcji.
    Stwierdzenie,że żadna z kobiet stosujących naturalne metody nigdy nie usunęła
    ciąży jest chyba ryzykowne?
  • 16.06.08, 21:03
    twojafantazja napisała:

    > Ale nawet Ty nie znasz wszystkich kobiet po aborcji.
    > Stwierdzenie,że żadna z kobiet stosujących naturalne metody nigdy
    nie usunęła
    > ciąży jest chyba ryzykowne?


    Problemy z czytaniem ze zrozumieniem?
  • 17.06.08, 10:34
    nati1011 napisała:

    > twojafantazja napisała:
    >
    > > Ale nawet Ty nie znasz wszystkich kobiet po aborcji.
    > > Stwierdzenie,że żadna z kobiet stosujących naturalne metody nigdy
    > nie usunęła
    > > ciąży jest chyba ryzykowne?
    >
    >
    > Problemy z czytaniem ze zrozumieniem?

    Nie,ale w swojej wypowiedzi wyraźnie sugerujesz,że kobiety stosujące NPR nie
    skrobią się;)
  • 17.06.08, 14:26
    > Nie,ale w swojej wypowiedzi wyraźnie sugerujesz,że kobiety
    stosujące NPR nie
    > skrobią się;)


    Nie, to na pewno tez sie zdarza, ale na kilkadziesiąt kobiet po
    aborcji, kóre poznałam, ŻADNA nie stosowała NPR. stosowały
    antykoncepcję lub nie stosowały żadnej metody, tudzież jakąś swoja
    wersję.

    Gwoli ścisłości przypomnę, ze wykpiewany kalendarzyk nie jest NPR,
    tylko statystyką i nikt od kilkudziesięciu lat nie zaleca stosowania
    tej metody. Ostatnie wzmainki o czystej metodzie kalendarzykowej
    pochodza z początku lat 70 ubiegłego wieku.
  • 16.06.08, 15:31
    nati1011 napisała:


    > Nie znam żadnej, która dokonała aborcji bo zawiodło ją NPR.

    No to chyba jasne. Wiekszosc kobiet stosuje npr z powodów
    religijnych, wiec raczej nie beda usuwać ciązy
  • 16.06.08, 21:01
    zapraszam na forum NPR, przekonasz się ile kobiet stosuje je z
    powodów religinych.

    Stosuję NPR bo jest najlepsze dla organizmu kobiety. I wybrałam tą
    metodę bez związku z religią, ale po przeanalizowaniu dostępnych
    metod.
  • 25.06.08, 09:11
    A może po prostu kobiety stosujące NPR mają małe libido?
    Tak to musiałyby codziennie lub prawie codziennie uprawiać seks,a dzięki NPR
    mają przynajmniej dwa tygodnie luzu w miesiącu:)
  • 25.06.08, 16:56
    Ok, ale nie uwierzę ze kobieta która z całego serca NIE chce miec dzieci bedzie
    stosowala npr. Jezeli ktos chce byc bezdzietny to ma blokade psychiczna, ktora
    nie bedzie pozwalac mu na uprawianie seksu "bez niczego" tylko w dni niepłodne.
    Jezeli znajdziesz mi kobiete, ktora nie chce dzieci, w razie zajscia w ciaze
    zdecydowana jest ja usunąc i opiera sie na metodzie NPR, to wtedy zwracam honor.
  • 26.06.08, 07:34
    nie znam kobiet, które twierdzą, ze jak zajdą to usuną. Ale znam
    kobiety, którym ciaża grozi śmiercią. I stosują NPR. Sama do nich
    należę. Ostatnią ciążę ledwo przeżyłam. Następna grozi tym samym. Po
    prostu nie wolno mi zachodzić w kolejną ciążę, a unierać na razie
    nie mam zamiaru. Zeby rozwiać twoje podejrzenia - w mojej sytuacji
    nawet kosciół zezwala na stosowanie antykoncepcji - więc nie jest to
    sprawa grzechu czy wiary. Po prostu NPR daje mi pewność, jakiej nie
    dają mi hormony.
  • 20.06.08, 17:56
    Na poparcie :

    Większość kobiet, które poddają się aborcji, używa w chwili poczęcia środków
    antykoncepcyjnych – dowodzą uczeni z australijskiego Uniwersytetu Flinders w
    Adelajdzie. Badanie przeprowadzone wśród 3,4 tys. kobiet przeczy teorii
    mówiącej, że najlepszym sposobem na ograniczenie liczby aborcji jest szeroko
    dostępna antykoncepcja.
    Profesorowie Wendy Abigail, Charmaine Power i Ingrid Belan wykazali, że około 70
    proc. uczestniczek badania, które dokonały w ciągu ostatnich 10 lat aborcji w
    jednej z klinik w Adelajdzie, używało środków antykoncepcyjnych w chwili
    poczęcia dziecka. 36 proc. przyznało, że ich partnerzy używali prezerwatywy, 28
    proc. respondentek uciekało się do różnych hormonalnych środków
    antykoncepcyjnych, a 3 proc. stosowała naturalne metody regulacji poczęć.

    W wypowiedzi dla dziennika "Adelaide Now" autorzy opracowania podkreślają, że
    raport dowodzi, iż aborcja nie jest traktowana jako środek antykoncepcyjny,
    jednak kobiety zgłaszają się do klinik aborcyjnych najczęściej wtedy, gdy
    antykoncepcja zawodzi.

    Cały raport został oficjalnie opublikowany na łamach australijskiego i
    nowozelandzkiego "Journal of Public Health".
  • 24.06.08, 23:29
    Kolejna nadinterpretacja wyników badań przez przedstawicieli syfilizacji
    chrześcijańskiej - to oczywiste, że kobiety, które ze względów religijnych nie
    stosują antykoncepcji, tym bardziej nie będą rozważać nigdy zabiegu przerwania
    ciąży.

    --
    don't tell me howto live my life and don't ever stop the music
  • 25.06.08, 09:09
    Z drugiej strony weźmy na przykład kobietę,która wpadła,bo po prostu przez
    własną głupotę nie stosowała żadnej antykoncepcji.
    Przychodzi do lekarza i pewnie w którymś tam momencie pada pytanie o stosowaną
    antykoncepcję. Głupio jej powiedzieć,że po prostu nic nie stosowała,więc
    ściemnia,że tak,że tabletki,że to i tamto zawiodło.
    Tak też może być.
  • 16.06.08, 09:10
    Jestem położną od 23 lat. Nigdy nie pracowałam na ginekologii, ale do dnia
    dzisiejszego pamiętam praktyki zawodowe na tymże oddziale oficjalne aborcje ze
    wskazań społecznych. W mieście 200 tys, gdzie był tylko jeden szpital
    przeprowadzano dziennie ok 7-8 aborcji ze wskazań społecznych, oczywiście za
    darmo, bez znieczulenia, powiedziałabym "za karę"-"cierp ciało jak się chciało".
    Wystarczyło skierowanie od ginekologa i za dwa trzy dni myk na fotel i po
    zabiegu do domu. Jako słuchaczka studium nie miałam prawa wyboru i musiałam
    stawać do zabiegów.( koleżanki dwa , trzy lata później miały już prawo wyboru),
    zresztą w wieku 20 lat inaczej człek patrzy na świat.
    Wracając do liczby zabiegów wykonywanych "oficjalnie" w szpitalu wykonywano
    aborcje prywatnie za niewielkie pieniądze, ale już ze znieczuleniem.
    Ci było najciekawsze...kobiety przychodząc do porodu nigdy nie przyznawały sie
    do sztucznej aborcji.
    Przez 25 lat pracy dwa razy pamiętam wpis w karcie o sztucznej aborcji i
    pamiętam jedna pacjentkę, która przyznała sie do do trzech zabiegów. a gdzie reszta?
    Może teraz w wieku lat 50-ciu pikietuje w obronie życia?, bo tak naprawdę,
    aborcja to duża rysa w życiorysie kobiety. Ja miałam to szczęście, że nie
    musiałam dokonywać takiego wyboru. Zapewne w wieku lat 30-tu, gdzie miałam juz
    dwójkę dzieci i nie miałam mieszkania wahałabym się.
  • 16.06.08, 15:08
    Wiem, o co Ci chodzi, ale to niekoniecznie paradoks.
    Ludzie zmieniaja zdanie, zmieniaja poglady.
    To, ze ktos cos zrobil, nie oznacza, ze uwaza to automatycznie za
    dobre.
    Nie mowie, czy to dobrze, czy zle, ale wg mnie akurat to dosc
    ludzkie zachowanie.
    Jesli jako nastolatek albo mlody czlowiek pijesz, palisz i chodzisz
    nacpany na wagary, to nie bedzie wielkim paradoksem, jesli zabronisz
    tego samego swojemu dziecku.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • 16.06.08, 20:20
    Jasne, jesli moje dziecko mialoby kontakt z narkotykami, to natychmiast bylaby
    rozmowa na ten temat. Ale nie na zasadzie "SPŁONIESZ W PIEKLE mlodzy
    czlowieku!!! Ja w twoim wieku nawet łyka piwa nie mialam w ustach!", tylko
    raczej "sluchaj, jak bylam mlodsza, to tez probowalam roznych rzeczy i przyznaje
    sie do tego. I dzisiaj tego zaluje".

    Chodzi o to, ze te kobiety nie krzycza "usunelam ciaze i zaluje, nie
    popelniajcie tego bledu" tylko wlasnie "zagazowac za aborcje"..

    --
    Fragile
  • 17.06.08, 12:46
    B. malo odkrywcze. W latach 70tych w liberalnej i libertynskiej
    ponoc Francji burze wzbudzila okladka Nouvel Observateur, w ktorym
    to numerze ukazala sie lista kobiet, ktore dokonaly zabiegu, w tym
    Catherine Deneuve, Jeanne Moreau i wiele innych, znanych.
    Oczywiscie, ze ciaze usuwano i usuwa sie do dzisiaj w polskich
    szpitalach - no, moze czasami jest to "wywolywanie miesiaczki", a
    czasem nazywa sie to in tractu - autorce watku niech mama tlumaczy,
    moze przy okazji index Pearl'a, bo
    dopoki Polki beda mialy taka wiedze o antykoncepcji, jaka maja, tzn.
    b. podstawowa, to problem sie nie rozwiaze. Srodki sa, skrobanki tez
    nadal sa. Gdzie logika?
    Czy jestem hipokryta, bo nie znieczulam do tego zabiegu?
    A musze sie opowiadac na calym oddziale, dlaczego - czy z powodow
    religijnych, bo jestem z Polski. Zawsze odpowiadam, ze to wynika z
    etyki platonskiej i moich indywidualnych zasad, ale zenujace jest,
    ze nie mozna miec innego wlasnie zdania i trzeba sie z tego jeszcze
    tlumaczyc. I nie mam 50 - 60 lat, ale nie umiem klamac i byc mila
    dla jakiejs wykolczykowanej 16latki, ktorej dziecko za chwile
    zobacze zmiksowane w ssaku operacyjnym. Kto raz widzial zabieg, ten
    nigdy kesa nie przelknie.
    I to wszystko nie w liberalnej Francji (wiem, ze stazu, gdzie nigdy
    nikt mnie nie zmuszal do tego typu zabiegow), a w liberalnych
    Niemczech, gdzie dostep do srodkow antykoncepcyjnych jest b. dobry.
    Postawcie sie w mojej sytuacji - nigdy nie zrobilam sceny na
    oddziale, zawsze dyskretnie prosze kolegow, zeby mnie zmienili, ale
    mysle patrzac na te placzace, trzesace sie ze strachu, twarde
    rzekomo Niemki, ze gorzko zaluja swojej decyzji...
  • 17.06.08, 14:33
    ale
    > mysle patrzac na te placzace, trzesace sie ze strachu, twarde
    > rzekomo Niemki, ze gorzko zaluja swojej decyzji...

    CIekawe dlaczego płaczą? Powinny być szczęśliwe, radosne. Mają
    przecież wolność i wybór, o który nasze feministki tak zażarcie
    walczą, zapominając, że aborcja niszczy przede wszystkim kobietę.
    Jest zbrodnią na nienarodzonych, ale WIĘKSZĄ zbrodnią na ich
    matkach. Kto dopuszcza do aborcji zabija nie tylko dziecko, jest
    winny zbrodni na jego matce.

    4tore dziękuję, że to napisałaś.

  • 17.06.08, 15:10
    Prosze mi nie wycinac fragmentow z kontekstu.
    Po pierwsze, moje obserwacje pochodza z kraju, gdzie antykoncepcja
    jest dostepna od lat nastu, dostep do ginekologa jest w sumie latwy
    i szybki, dostepny na kazda kiesen i mozliwosci ubezpieczeniowe.
    Jesli tak jest, to skad sie biora tak czeste zabiegi.
    Also, moja odp. jest li tylko polemika z autorka watku, ktora
    udowadnia, iz to brak dostepu do antykoncepcji jest prz-na udawania
    sie na zabieg.
    A ja sobie tak mysle, ze to brak wyobrazni, niewlasciwa edukacja i
    glupota zwana nieswiadomoscia polskich kobiet prowadza je na zabieg.
    Bo wlasnie dlatego placza te Niemki. Jesli sie je zapyta, to poszly
    do lozka z ciekawosci, bo wszystkie kolezanki juz byly, upily sie,
    wziely drugi, nie chcialy stracic faceta, puscily sie z innym. To
    nie zal za dzieckiem jak sadze, tylko z poczucia, ze traktuja wlasne
    cialo jak przedmiot, nie mowie, ze jak szmate. Uswiadomienie sobie,
    ze niestety popelniamy bledy, za ktore musimy wziac
    odpowiedzialnosc, jest b. bolesne, ale jest tez przejawem
    doroslosci. Czlowiek dojrzaly nie obwinia systemu ani innych, tylko
    samego siebie.
    Prosze mnie nie traktowac jak stronnika w swojej sprawie, NPR ma
    beznadziejny wskaznik Pearl'a.
  • 17.06.08, 15:42
    Potraktowałam twój post jako, jako post kogoś, kto uważa aborcje za
    zło i potwierdzenie, ze aborcja występuje także tam, gdzie jest
    edukacja seksualna i dostęp do antykoncepcji. Chyba że żle
    zrozumiałam?

    Co do NPR to tylko odniosłam sie do wpisu. NPR - stosowana
    prawidłowo, a nie z doskoku (przecież tabletki tez trzeba łykac
    przez cąły miesiąc, a nie robić sobie 2-3 dniowe przerwy - prawda?)
    ma bardzo niski wskaźnik Pearl'a. Choć oczywiscie wymaga troche
    wiecej niż łykania pigółek :))) Poprsotu twierdzenie, ze to NPR
    odpowiada za dokonywane aborcje jest kąłamstwem
  • 17.06.08, 16:50
    mysle, ze nadajemy na tych samych falach, tyle, ze ja mniej
    konserwatywnie.
    Co do NPR obsmielismy sie juz na studiach, biorac pod uwage organizm
    ciezko pracujacej kobiety.
    jaki jest wskaznik Pearl'a NPR, to chyba juz wszyscy wiedza.
    Za dokonywane aborcje odpowiada brak odpowiedzialnosci za wlasne
    decyzje, ktore jak czytam, probuje sie potem zepchnac na innych.
    W koncu tylko od niejedzenia sie umiera, od niekopulowania raczej
    nie. Przepraszam za gadki wprost, ale naprawde co mnie zlosci w tych
    wszystkich postach, to przerzucanie na opinie publiczna i prawodawce
    oraz niewydolny system opieki odpowiedzialnosci za wlasne postepki.
  • 17.06.08, 20:45
    Opisałam swoje włąsne doświadczenia z NPR. W sumie bardzo krótko. I
    w pewnym kontekście do wątku.

    Moim zdaniem w tych wszystkich dyskusjach brakuje wychowania do
    odpowiedzialności i mówienia prawdy.

    1. Nie ma 100% antykoncepcji. Każda metoda może zawieść.
    2. Jeżeli idziesz z kimś do łóżka to zadaj sobie najpierw pytanie,
    czy jesteś przygotowana na ciażę i jej konsekwencje.

    Jeżeli każda kobieta pamietałaby o tych 2 zasadach to myślę, ze
    problem aborcji byłby o wiele mniejszy. :))
  • 18.06.08, 23:43
    nati1011 napisała:

    >
    > 1. Nie ma 100% antykoncepcji. Każda metoda może zawieść.

    I to mowi ktos stosujacy metody naturalne? Chyba, zeby sobie samej
    dodac odwagi...?

    > 2. Jeżeli idziesz z kimś do łóżka to zadaj sobie najpierw pytanie,
    > czy jesteś przygotowana na ciażę i jej konsekwencje.

    Gdyby rzeczywiscie kobiety myslaly w ten sposob to seks uprawialyby
    tylko kilka razy w zyciu. I nie mowie tu o puszczaniu sie, ale o
    zwyklym malzenskich zblizeniach, do ktorych dochodzi jednak zancznie
    czesciej niz tylko w przypadku celow prokreacyjnych. Sorry, ale pkt.
    2 sprowadza seks w zasadzie do rui.
  • 19.06.08, 08:48
    mieta.pieprzowa bzdury wypisujesz. Ja rozumiem, ze obecnbie logika
    to zdarza sie tylko na wybranych kierunkach studiów, ale już bez
    przesady.

    Rozumiem, ze ty znasz metodę antykoncepcji, która zapewnia 100%
    gwarancje? To podaj, podaj, na pewno wielu skorzysta. Tylko nie
    zapomnij wcześniej opatentować.
  • 22.06.08, 21:06
    nati1011 napisała:

    > Ja rozumiem, ze obecnbie logika
    > to zdarza sie tylko na wybranych kierunkach studiów, ale już bez
    > przesady.
    > Rozumiem, ze ty znasz metodę antykoncepcji, która zapewnia 100%
    > gwarancje?

    Rozumiesz??? A niby ktore to slowa mojego postu sklonily Cie do
    wysuniecia takiego wniosku? Ja zdziwilam sie tylko, ze ktos kto
    stosuje metody naturalne usprawiedliwia ten wybor twierdzac, ze
    przeciez nie ma 100% metody. Ano nie ma, ale sa metody mniej zawodne
    niz mierzenie temperatury i obserwacja sluzu. I tylko tyle napisalam
    w poprzednim poscie, ni mniej nie wiecej. I masz racje, logika
    zdarza sie tylko na wybranych kierunkach studiow, ale nauka czytania
    jest obowiazkowa dla wszytskich. Ty sie chyba jednak musialas jakos
    wywinac, albo moze czytania ze zrozumieniem uczyl Cie
    jakis...Finczyk...?

    Nawet nie bede komentowac faktu, ze do drugiej czesci mojej
    wypowiedzi nie ustosunkowalas sie w ogole.
  • 19.06.08, 09:36
    A mieta pieprzowa wie, co to wskaznik Pearl'a?
    Ja tu sobie obejrzlam troche polnisches Fernsehen i jak zawsze
    krzycza, to raz uslyszalam konstruktywne slowa - kobiety - pewnie
    jakiejs poslanki - nie wiem, kto zacz, bo nie siedze w polskiej
    polityce, ale powiedziala, ze z badan wynika, ze Polki seks lubia,
    tylko o dobrej antykoncepcji maja zadne pojecie.
    I tu mi nie mowcie, ze w tylko w Polsce slaby dostep, etc., te co
    powyjezdzaly do GB, tez sie skrobia, chociaz jakos opieki medycznej,
    doradztwo etc. tez o niebo lepsze.
    Czyli co, wychodzimy na blondynki z 3 neuronami...
    Skad Ci wyszlo kilka razy w zyciu, jak mi przytoczysz jakies EBM, a
    nie wlasne widzimisie.
  • 22.06.08, 21:23
    4tore napisała:


    > Skad Ci wyszlo kilka razy w zyciu, jak mi przytoczysz jakies EBM,
    >a nie wlasne widzimisie.

    Byl to komentarz dotyczacy stwierdzenia mojej przedmowczyni (ktora
    zreszta dosc wyraznie zacytowalam), ze kobieta zawsze przed pojsciem
    do lozka powinna sobie zadac pytanie czy jest gotowa na ewentualna
    ciaze. I stad mi to wyszlo, bo skoro zgadzamy sie ze kazda metoda
    jest w jakims stopniu zawodna, to tylko w przypadku uprawiania sexu
    w celach prokreacyjnych moglybysmy sobie z czystym sumieniem
    powiedziec, ze jestesmy "gotowe". Czyli kilka razy w zyciu nawet
    jesli "raz" oznacza kilkuletnie starania o potomstwo). Niestety
    jednak na dzieci jestesmy gotowe duzo rzadziej niz normalnie idziemy
    z kims do lozka, musimy wiec liczyc na antykoncepcje i, jesli ta
    zawiedzie, niektore z nas chcialayby moc liczyc na prawo do
    aborcji. Sorry, ale jak czytam komentarze osob w ten sposob
    rozumiejacych przekaz pisany i w ten sposob wyciagajacy zen wnioski,
    to Twoja uwaga na temat 3 neuronow wydaje mi sie byc nadzywczaj
    prawdziwa.
  • 22.06.08, 22:20
    Ale z drugiej strony wyobraz sobie, ze dostep do antykoncepcji jest
    powszechny, umiejetnosc stosowania i zrozumienie akceptowalne, tylko
    kto ma przeforsowac te stosowne prawa - jest tu jakies lobby kobiece
    w ogole?
    W kraju uchodza plazem rzeczy wolajace o pomste do nieba i nikt sie
    nie burzy - np. na rozmowie o prace wypytywanie o status, zwiazki,
    plany. Nikt w Niemczech nie odwazy sie zapytac o takie rzeczy przy
    przyjeciu o prace. Tak mysle, ze niektore facetki wolajace o aborcje
    ida do lozka niestety swiadomie, lapiac faceta (w zamierzeniu), a
    jak "nie chycilo", to usuwaja, bo jest tez nacisk na prace i na
    kariere oraz tzw. opinia srodowiska. Nie jest tak? Szkoda, ze nie ma
    solidnej statystyki.

  • 28.09.09, 18:33
    Mam pytanie: czy fatalne wyniki skuteczności metod NPR dotyczą osób
    które je wogóle STOSOWAŁY, czy też tylko tych, co je stosowały
    PRAWIDŁOWO (i jak to sprawdzono)???.
    To zasadnicza kwestia, bowiem facet, który odbywając stosunek
    płciowy zakłada sobie prezerwatywę na palec też ją STOSUJE. Łatwo
    się domyślić z jakim skutkiem i jaki wskaźnik Pearle’a osiągnie. Ale
    to przecież nie dyskwalifikuje prezerwatywy jako środka
    zapobiegawczego!

    Problem z metodą NPR (myślę o metodzie termicznej) polega na
    narzuceniu sobie samodyscypliny, co dla wielu jest trudne i
    uciążliwe. Ta metoda wymaga bowiem staranności, dokładności,
    systematyczności i CIERPLIWOŚCI. Drobne zaniedbanie, zapomnienie
    itp. może spowodować że calą metoda i wcześniejszy wysiłek na nic.
    I wg mnie to właśnie ludzi zniechęca, a nie brak skuteczności. Ale
    jak już się przejdzie ten pierwszy najtrudniejszy okres i pewne
    czynności staną się rutynowe i automatyczne jak poranne mycie zębów,
    jest OK. :).

    Osobiście nie widzę też możliwości przeprowadzenia wiarydnych badań
    w tym temacie, bo ankieter przez dłuższy okres (codziennie o tej
    samej godzinie) musiał by przebywać w sypialni pary małżeńskiej by
    sprawdzić czy wszystko prawidłowo się odbywa (raczej trudno
    wykonalne). A ludzką słabością jest to, że b. niechętnie przyznajemy
    się do własnych błędów i zaniedbań, więc prawie każda kobieta na
    pytanie „czy robiła to pani dokładnie, systematycznie, regularnie
    itp.” Odpowie: „eeeeeee, nooooooo, taaaak….” Ale to nie musi
    oznaczać prawdy.

    Dla mnie takie badanie było by w miarę wiarygodne jedynie wtedy,
    gdyby objęto nim TYLKO osoby stosujące tę metodę od dłuższego czasu
    (takie jak np. nati1011:)) bo tylko wtedy można zaufać, że
    mając „wprawę” niczego nie „sknocili”. Dlatego będę wdzięczny za
    bliższe szczegóły odnośnie tych badań. (Kto je przeprowadzał, na
    jakiej grupie, jak licznej itp.).
  • 17.06.08, 16:13
    A nie przyszlo Ci do glowy, ze po prostu boja sie samego zabiegu i
    powiklan?
    Czy przed wyrwaniem zeba dziecko placze, bo go straci, czy dlatego,
    ze boi sie bolu?
    --
    Bez ograniczeń
    ♥♥♥♥♥ Mój Skarb♥♥♥♥♥
    "Jestem przeciwny aborcji, bo jak pokazuje zycie, wyskrobano nie
    tych, co trzeba" J. Korwin - Mikke
  • 17.06.08, 16:56
    Dziecko drogie, pracuje w tym zawodzie nie od wczoraj i widzialam
    wielu pacjentow, takze przed transplantacjami, powaznymi zabiegami
    operacyjnymi, zaden z nich nie zaplakal. Ich mestwo czesto mnie sama
    zawstydzalo, ale mestwo nalezy, jak zapewne wiesz do cnot
    platonskich, ktore trzeba w sobie rozwinac. Kazdego czasami trzeba
    potrzymac za reke, ale nie miej mi za zle, jesli nie chce
    towarzyszyc czynnosciom dla mnie obrzydliwym. Zapewniam Cie, ze
    kazda kobieta w moim bylym miejscu pracy byla potraktowana z
    godnoscia.
    Nie porownuj doroslej kobiety do dziecka. Moge jeszcze odzalowac
    pijana 16latke, ktora nie wiedziala w ogole, co sie z nia dzialo
    przez pare godzin, ale skoro jestesmy dorosli, to nie odwolujmy sie
    do mentalnosci dziecka.
  • 17.06.08, 18:47
    Nie bardzo rozumiem, dlaczego zwracasz sie do mnie per "moje
    dziecko", ale ok.
    Nie mam zamiaru zmuszac Cie, zebys uczestniczyla w czyms, co jest
    dla Ciebie obrzydliwe, ja tez bym nie chciala.
    Natomiast wydaje mi sie, ze mozna plakac wlasnie ze strachu.
    Uwazasz, ze dorosly czlowiek nie ma prawa go odczuwac?
    --
    "Państwo koscielne Watykan istnieje tylko dzieki temu,ze swiat nie
    ma ochoty polknac czegos tak wstretnego"-J.W.Goethe-
  • 17.06.08, 19:36
    Pardonnez-moi, ale skoro jako przyklad podalas cierpienie
    dziecka...I to przed wyrwaniem zeba, dziecko nie wie, co je czeka,
    reaguje na sam zapach gabinetu dentystycznego, zreszta trauma
    dziecka po zabiegu operacyjnym jest potworna, a niewiele sie o tym
    mowi poza srodowiskiem, szkoda. Spodziewam sie jednak, ze te
    kobiety wiedza, na co sie zdecydowaly, swiadomie wyrazily zgode i
    podjely decyzje...
    Czlowiek odczuwa w tym momencie raczej lek przed nieznanym, dlatego
    wydaje mi sie wazniejsza rozsadna rozmowa, zrozumienie przebiegu
    zabiegu i dobra premedykacja, wytlumaczenie zabiegu.
    Nigdy tych kobiet nie ocenialam, wydaje mi sie jednak, ze ten strach
    wynika po czesci takze z zupelnej nieswiadomosci pewnych zjawisk,
    mysla wlasnie, ze to tak bedzie latwiutko, ktos potrzyma za raczke,
    poglaszcze po glowce.
    Czesc placze z bolu, bo otrzymuja tzw. priming.
    Smutne to wszystko, mam nadzieje, ze nie bede musiala tego juz
    wiecej ogladac.

  • 18.06.08, 08:35
    W porzadku, na dzieciach sie nie znam, wiec klocic sie nie bede.
    Natomiast przyznajesz, ze te kobiety moga plakac ze strachu przed
    zabiegiem i z bolu, a nie dlatego, ze "zabijaja swoje dziecko".
    Chcialam tez nadmienic, ze moj pierwszy post byl do Natki, wiec
    prawdopodobnie stad nieporozumienie...
    --
    "Mężczyźni wolą kobiety ładne niz mądre, ponieważ łatwiej im
    przychodzi patrzenie niż myślenie" S. Lec
  • 18.06.08, 09:11
    Wiesz, nie wydaje mi sie, ze przed samym zabiegiem. Mam porownanie z
    pacjentami, kt. naprawde maja powody do leku przed spodziewanym
    zabiegiem i bolem ( chociaz w koncowym efekcie i przy calej technice
    przechodza to gladko). Dlatego mam 2 teorie: slaba premedykacja (to,
    co wy tam nazywacie glupim jasiem) albo jej brak, bo zabiegi
    ambulatoryjne i ewent. bol przy primingu - tez do opanowania.
    Ja naprawde wspolczuje kazdemu, kto ma za soba taki obrzydliwy w
    sumie zabieg, tylko prosze tego nie rozdmuchiwac do jakiejs wiekszej
    rangi, powiklan malo i zabieg prosty technicznie, przepraszam za
    wyrazenie, pod dobrym znieczuleniem, ktore nie zostawia sladow,
    wiec tak troche wiele halasu o nic. Trzeba czasem pomyslec, co sie
    robi PRZED. A tak angazujecie do swoich malo przemyslanych decyzji i
    wyborow zyciowych cala ekipe ludzi, ktora jeszcze ma przyjsc i
    trzymac za raczke.
  • 18.06.08, 09:30
    Nigdy nie spojrzalam na to z perspektywy osoby wykonujacej zabieg.
    Zawsze mi sie wydawalo, ze taka wasza praca i wiecie, na co sie
    decydujecie.
    Piszesz, ze to obrzydliwe, ale podejrzewam, ze obrzydliwa jest dla
    Ciebie sama swiadomosc, co tam sie dzieje, bo przeciez pracujac w
    szpiatlu nie raz widzialas krew i tkanke, prawda?
    A gdybym miala miec zabieg w Polsce, gdzie jest nielegalny, to
    wlasnie balabym sie warunkow, w jakich jest wykonany i ewentualnych
    powiklan po, bo pozniej strach zglosic sie z krwawieniem do lekarza
    i przyznac, ze mialo sie aborcje.
    --
    "To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia" J. Carroll
  • 18.06.08, 10:31
    Czemu? Polskie podziemie wcale nie przypomina stolu, ktory zobaczyl
    Ravic w znanej powiesci...
    Jest prawdopodobnie b. czysto i bezbolesnie.
    Decydujemy sie tylko na to, co chcemy.
    Nie poinformowano mnie o koniecznosci znieczulenia do tego typu
    zabiegow. Poszlam do szefa i odbylam z nim stanowcza rozmowe nt.
    mojej umowy o prace, zabiegow, do ktorych mam przygotowanie i
    ktorych potrzebuje do katalogu. Mialam mozliwosc pracy gdzie
    indziej, gdzie szefowa jest innej klasy czlowiekiem i podjelam
    decyzje. Myslisz, ze jak ktos decyduje sie na taki czy inny zawod,
    to moze obojetnie patrzec na wszystko, jesc kanapki w prosekturze i
    takie tam? Gdybym taka byla, poszlabym na sadowke, b. ciekawa
    specjalizacja.
  • 18.06.08, 10:35
    Nie mam pojecia, jak wyglada polskie podziemie, ale jakos zle mi sie
    kojarzy.
    A zycie lekarzy znam wylacznie z serialu "Chirurdzy" ;)
    Odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie: z jakiego powodu widok tego
    konkretnego zabiegu brzydzi Cie bardziej, niz inne?
    --
    Bez ograniczeń
    ♥♥♥♥♥ Mój Skarb♥♥♥♥♥
    "Jestem przeciwny aborcji, bo jak pokazuje zycie, wyskrobano nie
    tych, co trzeba" J. Korwin - Mikke
  • 18.06.08, 11:16
    Katja, opieranie sie na cukierkowatych serialach amerykanskich to
    mniej wiecej tak, jak ogladanie serialu o Lesnej Gorze :-)
    Oszczedze Ci szczegolow, naprawde nie czas i nie miejsce. Nawet na
    priva. Nie bedzie opowiesci o raczkach i nozkach, szanuje swoja
    prace i zawod na tyle, zeby dotrzymywac tez tajemnicy. Sa uczynki i
    slowa, ktore nas brzydza i sa nam obmierzle na tyle, zebysmy ich
    unikali.
    A moze po prostu wole chodzic tylko do interesujacych zabiegow,
    ciekawych?
    Polskie podziemie to nie jest dobra nazwa, wyglada normalnie jak
    gabinet, przychodzi usmiechniety aneste i naprawde jest to swiat
    cywilizowany.
  • 18.06.08, 13:33
    No wiec wlasnie wiem, ze swiat z seriali ma sie nijak do realnego,
    dlatego nawet nie probuje wyobrazac sobie naszych czy tez twoich
    realiow.
    Nie chcialam, zebys opisywala mi szczegoly, nie gonie za sensacja.
    Po prostu myslalam, ze to obrzydzenie spowodowane jest psychicznym
    nastawieniem do aborcji, a nie tym, jak ona wyglada.
    --
    "To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia" J. Carroll
  • 18.06.08, 16:49
    > ale
    > mysle patrzac na te placzace, trzesace sie ze strachu, twarde
    > rzekomo Niemki, ze gorzko zaluja swojej decyzji...

    A nie przyszlo Ci do glowy, ze placza, bo jest im zal, ze musialo do zabiegu
    dojsc? Bo moze stosowaly antykoncepcje, ale mialy zwyczajnego pecha? Albo
    niestrawnosc, pigulka sie zle wchlonela..? Moze placza, bo MIMO tego, ze bardzo
    sie staraly nie zajsc w ciaze, sa akurat ta 1/10 procenta, ktory zachodzi? I
    maja teraz problem - szpital, zabieg, narkoza, mozliwe powiklania - i
    swiadomosc, ze zrobily naprawde duzo, zeby tego calego problemu nie bylo.

    Poza tym, wybacz, ale taki zabieg to zadna przyjemnosc. Jest to wielki stres i
    nie dziwie sie im, ze placza. Podejrzewam, ze kobiety przychodzace na
    "skrobanke" tez nie tryskaja humorem..

    A co do strachu - moja mama miala niedawno dosyc prosty zabieg ginekologiczny. I
    bala sie jak cholera, rece sie jej trzesly. Paru kobietom u niej na sali
    zdarzylo sie poplakac ze strachu (glownie tym mlodszym, baly sie ze cos moze
    pojsc nie tak i nie beda mogly miec dzieci).

    --
    Fragile
  • 25.06.08, 09:21
    "Kto widział ten zabieg nigdy kęsa nie przełknie".

    Co prawda nie jestem lekarzem,ale wydaje mi się,że znaczna część zabiegów (nie
    aborcji) wygląda ohydnie.
    Kiedyś w telewizji puszczali operację jelita (lub czegoś podobnego) on line -i
    też nie mogłabym przełknąć kęsa.
    Poza tym jeśli jesteś faktycznie lekarzem to pewnie miałaś świadomość,że znaczna
    część operacji wygląda ohydnie i krwisto.
    Dlaczego akurat aborcja wywołuje u Ciebie mdłości a np.operacja jelita już nie?
  • 19.06.08, 00:02
    Zgadzam się z fragile,
    niedawno byłam na imieninach u mojej mamy (60 lat) zebrały się same
    kobitki w jej wieku i temat zszedł na aborcję. Wszystkie się dziwiły
    ogólnej nagonce na aborcję i twierdziły, że w 30 - 40 lat temu
    trudno było znaleźć kobietę, która aborcji nie miała. Tak jak pisze
    Fragile, aborcja w tamtych czasach był rodzajem antykoncepcji.

  • 19.06.08, 08:46
    to świadczy tylko o środowisku twojej mamy. Na jakiej podstawie
    przenosisz to na wszystkie kobiety w tym wieku? Była grupa,która się
    skrobała, i to najcześciej wielokrotnie, była grupa - śmiem
    twierdzić, ze o wiele większa, która tego nie robiła.
    Z "dobrodziejstw" legalnej aborcji korzystało nie więcej niż 30%
    kobiet. To dużo, ale nie oznacza, ze brak aborcji był jakimś
    wyjatkiem. Twierdzenie, ze wszystkie kobiety się skrobały jest
    zwykłym pomówieniem, ale to nic nowego w srodowiskach proaborcyjnych.
  • 19.06.08, 09:31
    A ja tu mam taka ciekawostke, wygrzebalam z regalu prace naukowe z
    kolejnych posiedzen lokalnego kola medycyny sadowej, staroc w
    kolekcji moich rodzicow.
    Dot. m.in. spraw o przerwanie ciazy, takze z okresu, kiedy bylo to
    legalne, ale rowniez np. przerwan ciaz 4 - 5 miesiecznych,
    oczywiscie, poniewaz to sadowka, to sprawy byly o bledy lub
    poprawianie o bledach, ale nasuwa sie od razu taka mysl - kto tych
    aborcji dokonywal - otoz wiekszosc spraw dotyczyla srodowisk
    wiesjkich lub b. podstawowych miejskich, o niskim poziomie
    wyksztalcenia, malej swiadomosci, o czy swiadczyly liczne przypadki,
    kiedy nawet dziewczyny nie wiedzialy, ze sa w ciazy, zorientowaly
    sie matki i doprowadzaly je do lekarz czy akuszerki, czesto w
    zaawansowanej ciazy.
    no to jak z ta swiadomoscia ma byc teraz - dalej mamy miec
    mentalnosc prostej kobiety i jej swiadomosc prokreacyjna?

    A tak na marginesie - za lat kilkanascie albo nawet kilka te same
    mlode kobiety, odwiedza placowke sl. czy tam ochrony zdrowia, jak
    sobie chcecie i zazadaja pelnej opieki polozniczej, procedur in
    vitro (wielokrotnych) i pelnego leczenia, nie przyjmujac do
    wiadomosci, ze powtarzalne aborcje i wieloletnia ruinacja organizmu,
    ktory traktowalo sie jak szmate, nie bardzo ulatwia im urodzenie
    zdrowego dziecka.

    Takie b. brzydkie uogolnienie ( bo przeciez wiele z tych kobiet
    stara sie o dziecko z innych powodow), ale chyba lepsze od
    uogolniania i gadania o skrobankach przy kawce i ciastkach.



  • 19.06.08, 09:58
    Moja mama (67 lat)nigdy nie usunęła ciąży...
    W wieku 44 lat podejrzewała u siebie ciążę, ale była gotowa ją przyjąć, mimo obaw.
    Mama miała też koleżankę w pracy. Była to matka 2 dzieci, żona trudnego męża.
    Zaszła w trzecią ciążę. Rozpacz, żal, strach. Mama bardzo starała się ją
    podtrzymać na duchu, obiecywała pomoc.
    Znajoma urodziła bliźniaczki. Mają już 23 lata, są przepiękne i mądre.
    A trudne małżeństwo stało się jakimś cudem łatwiejsze, mąż bardzo zmienił swoje
    postępowanie. Są do tej pory razem.
    Nie głodowali, wychowali swoje dzieci na ludzi. Mają już troje wnuków.
    Zycie nie zawsze jest łatwe, ale czasem trzeba wybrać trudniejszą drogę. Kto
    powiedział, że ma być łatwo i przyjemnie ?

  • 19.06.08, 10:16
    Była też kobieta pijaczka (jej trójkę lub czwórkę dzieci umieszczono w domach
    dziecka),która po raz kolejny zaszła w nieplanowaną ciążę.
    Rozpacz,żal,strach,niechęć.
    Ale cóż...
    Nie miała na usunięcie ciąży,więc urodziła.
    Trzy lata później dziecko zostało zakatowane przez jej kolejnego konkubenta.
    Życie nie zawsze jest łatwe,kto powiedział,że ma być łatwo i przyjemnie?
    I tak jak w większości amerykańskicuh filmów oraz w poście hancik5-kończyć się
    happy endem?
  • 19.06.08, 10:30
    Twoja fantazja podpowiada mi rowniez, iz ja mam aborcje
    wspolfinansowac, jako podatnik, bo kogos nie stac.
    Wyobrazmy sobie hipotetyczna sytuacje, ze lobby pro forsuje ustawe
    aborcyjna.
    Wszystko odbywa sie lege artis, w szpitalu, jako procedura
    jednodniowa.
    Wydaje mi sie jednak, ze jakis wspoludzial finansowy musi byc. Nie
    ma wszystkiego za darmo, demokracja jest ustrojem dla bogatych.

  • 19.06.08, 10:35
    4tore napisała:

    > Twoja fantazja podpowiada mi rowniez, iz ja mam aborcje
    > wspolfinansowac, jako podatnik, bo kogos nie stac.
    > Wyobrazmy sobie hipotetyczna sytuacje, ze lobby pro forsuje ustawe
    > aborcyjna.
    > Wszystko odbywa sie lege artis, w szpitalu, jako procedura
    > jednodniowa.

    > Wydaje mi sie jednak, ze jakis wspoludzial finansowy musi byc. Nie
    > ma wszystkiego za darmo, demokracja jest ustrojem dla bogatych.
    >

    Po części się z Tobą zgadzam ( w kwestii współudziału finansowego),ale z drugiej
    strony ile bezsensownych rzeczy się finansuje z podatków czy chcemy tego czy nie.

  • 19.06.08, 10:45
    Fantazjo, ja sie z Toba zgadzam co do dzieci katowanych przez rozne
    mety spoleczne, co mnie napawa wstretem, odraza i natychmiastowa
    zadza wendetty.
    Nie zgadzam sie jednak stanowczo na wspolfinansowanie.
    Wspofinansowalam juz lewe renty (tzw. rentitis chronica), lewe
    zwolnienia lekarskie, caly ten chory system jest niewydolny,
    jednoczesnie leczac sie wylacznie prywatnie, ale czy wyobrazasz
    sobie doplaty kwartalne do Twojego ubezpieczenia, nawet symboliczne -
    a w Niemczech tak jest, tzw. Praxisgebuehr, co kwartal 10 Euro. DO
    jednodniowej procedury, jaka jest aborcja, tez trzeba doplacic. 10
    Euro to 33 zlotych. ten system przyzwyczail ludzi do myslenia
    misiowego (mi sie nalezy) i oduczyl jakiejkolwiek odpowiedzialnosci
    za wlasne postepowanie.
    Wyobraz sobie jeszcze, ze te wszystkie pannice wyskrobane na koszt
    panstwa beda sie potem leczyc z nieplodnosci, zakazen, etc. pojda na
    wczesniejsze renty, emerytury. Utopia???...mysle, ze nawet wiecej
    niz realne za lat 20scia.
    U nas ma byc wszystko za darmo, mi sie nalezy etc. To inna bajka i
    na inne forum, jak uwolnia ubezpieczenia w Polandii, to wroce.
  • 19.06.08, 18:35
    Koleżanki Twojej mamy swobodnie rozmawiają o aborcji bo robiły
    zabiegi w czasach kiedy były one legalne, a obecne zakazy ich nie
    dotyczą, więc w sumie sprawa im wisi. Obecnie młode kobiety które
    przeszły aborcję trzymają buzię na kłódkę, bo sprawa podlega pod
    kodeks karny. Co niekoniecznie musi oznaczać, że tych pań jest
    mało. To właśnie ich może dotyczyć sytuacja kiedy cichcem zrobiło
    się aborcję, a głośno krzyczy się przeciw. Dla zmylenia przeciwnika.
    Generalnie rzecz biorąc skuteczność stosowanych metod zależy od
    płodności kobiety. Najgłośniej krzyczą za NPR kobiety, które ledwo
    ledwo urodziły jedno dziecko, albo w ogóle miały trudności z
    zajściem w ciążę.
  • 19.06.08, 19:08
    kol.3 napisała:
    Najgłośniej krzyczą za NPR kobiety, które ledwo
    > ledwo urodziły jedno dziecko, albo w ogóle miały trudności z
    > zajściem w ciążę.


    Zdecydujcie się może? Jak kobieta stosuje NPR i ma 4 dzieci - to
    źlr, bo pewnie wpadła, a jak ma 1 to pewnie wiecej nie moze.

    Tak w ramach dokształcenia - dzięki NPR wiele kobiet, które nie
    mogły zajść w ciażę dziś jest mamami - bo poznały swój organizm i
    znalazły źródło problemu. Inne - z powodzeniem stosują NPR by nie
    mieć dzieci, choć przeważnie są normalnie płodne. A te które mają
    problemy z cyklem też najcześciej decydują sie na NPR bo tabletki
    tylko pogarszają sprawę.

    Może by tak najpierw trochę wiedzy a dopiero potem pisać? Bo tak to
    koelżanka same bzdury pisze i sama sie ośmiesza.
  • 20.06.08, 17:16
    Dlaczego manipulujesz moją wypowiedzią?
    Zauważyłam, że na temat skuteczności NPR wypowiada się sporo kobiet,
    które jeszcze nie rodziły. Stosują NPR latami, nie zachodzą w ciążę
    i twierdzą, że te metody są znakomite. Potem się okazuje, że mają w
    ogóle problemy z zajściem w ciążę, konieczna jest terapia. Po wielu
    latach uda się im urodzić z trudem jedno dziecko i dużo opowiadają ,
    że tak dobrze zaplanowały dzieci dzięki NPR.
    Mam parę koleżanek wielodzietnych, które z humorem opowiadają, że
    mają je dzięki NPR, ale są wierzące i rodzą.
    Nie da się ukryć, że płodność kobiety i mężczyzny gra tu kluczową
    rolę, czasem najbardziej skuteczna antykoncepcja nie pomaga i
    dzidziuś pojawia się na świecie.
  • 27.08.10, 12:14
    To może ja się włączę, bo mam coś na temat twojego NPR do
    powiedzenia. Stosowałam to przez 25 lat mojego małżeństwa, mam 1
    dziecko zgodnie z planem, więć teoretycznie się udało. Ale niestety
    seks bardzo szybko stał się dla mnie źródlem stresu i strachu że
    zajdę, panicznego choć teoretycznie byłam pewna, że można to jednak
    ślepy strach przeważał. Bałam się zbliżeń, nie czerpałam z nich
    radości, straciłam tak wiele ze strefy tak ważnej w życiu, że dziś
    płakać mi się chce z żalu nad tym co już nie wróci. Mąż oczywiście
    też nie mógł się rozwijać w tym temacie bo ciągle słyszał dziś nie
    można i dziś praktycznie jest jak wykastrowany. Gdybym mogła cofnąć
    czas nigdy bym tego błedu nie popełniła:( Swojej córce studentce
    sama kupuję pigułki. Więc nie mów innym, że to takie wspaniałe-chyba
    tylko dla tych co mają niskie libido. Dla osób z temperamentem
    oznacza ciągły dyskomfort i stres aż do bezseksia włącznie-co jest
    teraz u mnie w małżeństwie:(
  • 19.06.08, 18:38
    Poza tym - tak na zdrowy rozum - dzisiaj, kiedy prezerwatywy mozna
    kupic bez
    wstydu w kazdym kiosku, na kazdej stacji benzynowej, aptece,
    supermarkecie,
    tabletki antykoncepcyjne wypisuje ginekolog przy
    rutynowym "przegladzie" bez
    najmniejszego problemu, sa na kieszen praktycznie kazdego, spirala
    jest w
    cenie na ktora moze sobie pozwolic wiele kobiet - nadal zdazaja sie
    niechciane
    ciaze i jest ich calkiem sporo.

    głupota ludzka. i lekkomoyslnosc - "jakos to bedzie" "moze nie
    zaskoczymy"
    ale uwazam ze takich ludzi nie nalezy karac nakazem urodzenia. to
    jest nieludzkie, i w obec nich i wobec tego potencjalnego dziecka
  • 20.06.08, 11:38
    Zbliżam się do 50-tki, jestem wyksztalcona, mieszkam w duzym mieście
    i mam troje dzieci. Od poczatku stosowałam antykoncepcję. O metodach
    naturalnych wiedziałam, ale pierwsze próbne mierzenie temperatury i
    obserwacje śluzu itp. (nota bene zlecone w czasie nauk
    przedmałżeńskich), wykazały nieskutecznośc tej metody w moim
    przypadku. Wykresy wyrysowane podczas wyjazdu w góry, a następnie w
    czasie stresującej sesji były trudne do zinterpretowania nawet dla
    szkolącej mnie pani ;) Pierwsze dziecko - zaplanowane. Po porodzie
    uregulowanie okresu i antykoncepcja. Drugie dziecko - zaplanowane co
    do miesiaca! Po porodzie regularne miesiaczki i antykoncepcja. I po
    trzech latach - ciąża! Właśnie te 0,01% nieskuteczności.
    Zdecydowaliśmy się z mężem na urodzenie tego dziecka i dziś syn,
    przystojny i wysportowany, kończy gimnazjum z dobrymi wynikami. Ale
    nigdy nie zaponmnę moich wątpliwości, płaczu, poczucia, że swiat sie
    konczy sprzed kilkunastu lat. Chciałam wrócić do pracy, mieszkanie
    bylo za małe, bałam sie o zdrowie swoje i dziecka (mamy konflikt)
    itp. itd. Ja podjełam taką, a nie inną decyzje, choć nie od razu.
    Ale rozumiem kobiety, ktore podejmują decyzje inną! I nigdy nie
    ocenię takiej decyzji, choć mam do tego chyba wieksze prawo niż
    księża, politycy (mężczyżni) czy mlode kobiety, ktore nie rodziły,
    nie wychowywały dzieci...
  • 20.06.08, 23:35
    Do Katamarana: Bardzo podoba mi sie Twoja wypowiedz, ciesze sie, ze nie zalujesz
    swojego wyboru. Ja jestem teraz w takiej sytuacji, ze oczekuje drugiego
    planowanego dziecka ale wiecej miec nie chce. Bede sie zabezpieczac jak tylko
    sie da ale nie wiem, co bym zrobila w razie wpadki, naprawde nie wiem. Dlatego
    tez nikogo nie potepiam...
  • 25.06.08, 10:40
    Napiszę jak najbardziej obiektywnie mogę o moim mieście. W dawnych czasach :-),
    jeszcze dawniejszych, niż czasy młodości 50-60-latek. Miasto - 10 tys.
    mieszkańców. Z rozmów z ponadosiemdziesięcioletnią sąsiadką wiem, że rodziny z
    2-3 dzieci to przed II wojną standard. Sąsiadka pamiętała tylko 1 rodzinę z 6
    dzieci. Z jednej strony - mniej więcej połowa urodzonych umierała (sąsiadka
    miała 5 rodzeństwa, tylko dwójka przeżyła). Z drugiej strony, przerywanie ciąży
    było czymś zwyczajnym. Inna sąsiadka, matka 3 dzieci, poddała mu się 16 razy
    (jak, zupełnie bez osądzania, opowiadała moja znajoma). Sama mówiła, że "tutaj
    też przecież mogło być więcej dzieci" (miała 2). Moi dziadkowie mieli też tylko
    dwójkę. Nie mam żadnych złudzeń co to sposobu, w jaki ograniczano liczbę dzieci.

    Dziś mamy antykoncepcję, przed wojną były tylko prezerwatywy. Tym niemniej byłam
    i jestem na dostępnością przerywania ciąży. Nie mam zamiaru nikogo oceniać,każdy
    decyduje sam o swoim życiu. Ale fajnie jest mieć wybór.

    Mam 34 lata,1 dziecko

  • 26.06.08, 23:19
    > W czasach w ktorych nie bylo w Polsce zbyt duzego dostepu do
    > antykoncepcjiwiele ciaz po prostu usuwano, nie zastanawiajac sie
    > zbytnio nad "zyciempoczetym".
    Może ten brak zastanowienia się (często też namowa i zachęta) był
    dominującą przyczyną tak wielu morderst.

    > I to sa wlasnie te kobiety, ktore teraz najglosniej krzycza o
    obronie zycia
    > poczetego.
    >
    > Niezly paradoks, prawda?
    >
    Pokręcone myślenie, ciekawe czy mama w czasie stażu nie spotkała
    nikogo co niechciał zabijać? Jest oczywiście możliwe że kobieta
    która zabiła aktywnie działa żeby uratować dzieci, ale przypisywanie
    tego każdej jest niedorzecznością.

  • 29.07.08, 10:53
    Mam 29 lat, dwoje dzieci (zaplanowanych), stosuje NPR i jestem
    przeciwnikiem aborcji - działaczka ruchu pro-life.
    Napisałam to po to żeby pokazać Ci, że stosujesz mocno naciągane
    uogólnienia...
  • 21.11.08, 15:50
    Re: Aborcyjna hipokryzja kobiet w okolicach 50-60

    Troche pozno, ale nareszcie znalazlam pytanie, ktore zadawalam sobie
    juz od lat: Jak one to robily? Dzieki za to forum, bardzo pouczajace
  • 21.11.08, 15:51
    Mam 29 lat, dwoje dzieci (zaplanowanych), stosuje NPR i jestem
    > przeciwnikiem aborcji - działaczka ruchu pro-life.
    > Napisałam to po to żeby pokazać Ci, że stosujesz mocno naciągane
    > uogólnienia...

    Witam i bardzo mi milo, ale w temacie chodzi o:Aborcyjna hipokryzje
    kobiet w okolicach 50-60
  • 07.09.09, 21:45
    To niestety prawda, w latach 70tych piatek to był w klinikach dzień aborcji... później te kobiety opowiadały o tym jak o wizycie u kosmetyczki:/ Teraz wyobraźnia i świadomość ludzi wzrasta... pytanie tylko co z moralnością... Ale staram się nie potępiać samych kobiet, które poddały się aborcji, choć opanowywuję się z trudem, bo nigdy nie wiadoomo co działo się wtedy w ich duszy... za to potępiam samą aborjcję... Co do tej hipokryzji pań dojrzałych, może ta nagonka wynika stąd, że przez to przeszły i chcą zapobiec tym nikczemnościom?
  • 29.09.09, 10:10
    To , że tak było nie znaczy, ,że te panie działające w
    ruchu pro-life musiały tak postępować. Uogólniasz za bardzo.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was
    pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • 08.10.09, 14:31
    W tym nie ma odrobiny hipokryzji. Co za niedorzeczność! Myślenie nie
    boli, zatem myślcie ludzie!!!...
  • 16.05.17, 17:57
    Trudno się z tym zgodzić, przecież na tzw "czarnych protestach" jest też sporo pań w wieku "post reprodukcyjnym". W mediach też nieraz leciwe kobiety z dumą opowiadają o swoich aborcjach sprzed lat. Poza tym w latach 60-ch, 70-ych ub.wieku większość ludzi nie wiedziała, czym tak naprawdę jest aborcja, bo nie było internetu ani nawet badań USG. Kobiety często szły na zabieg, niczym owce na rzeź, a jak prawda do nich docierała, często przeżywały szok. Po takiej traumie amienia się wiele, więc nic dziwnego, że z pro choice stają się pro life.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.