witam was wszystkich..w grudniu dowiedzialam sie ,ze moja mama jest
chora na szpiczaka,ma ponad 30% plazmocytow - wiec to dosc sporo.Jest
po wycieciu guza,ktory znajdowal sie w glowie.Ma 52 lata... jest juz
po pierwszej chemii,ktora znosila dosc kiepsko.Fizycznie ja wszystko
boli,nie miala apetytu ale najgorsze bylo i jest nadal jej
nastawienie psychiczne. Boje sie o nia bardzo..jest na morfinie i na
duzej ilosci roznych lekow przeciwbolowych bez ktorych nie
funkcjonowalaby pewnie wcale.plakac mi sie chce jak widze jak niknie
w oczach ,jaka sie malutka zrobila przez ostatni
czas,zgarbiona,przygaszona ..jak czytam o tej chorobie to wierzyc mi
sie nie chce w to wszystko.Statystyki podaja srednia dlugosc zycia
na 5-7 lat !! A najdluzej zyl pacjent 11 lat z ta choroba...a choroba
mamy jest juz calkiem zaawansowana chyba.Porownuje wyniki ,staram sie
czegos dowiedziec od lekarza ale to trudne.Mowia tylko,ze trzeba
czekac na efekty i tyle.Za 5 dni idzie znow na kurs chemii na
onkologie w warszawie i tak podobno pol roku bedzie tam sie musiala
zglaszac co miesiac na chemie..rozpisalam sie wlasciwie nie wiem po
co ..czy ktos z was albo z waszej rodziny byl chory na szpiczaka?Jaka
jest szansa na remisje?jak sobie radzic z jej negatywnym nastrojem?
chcialam z kims pogadac..
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.